hermina25
29.07.09, 18:00
do faceta?!
Rozstałam się z kolesiem jakoś półtora roku temu...
Zrywając z nim,zdążyłam się dowiedzieć jaka to jestem nie czuła,wredna,że
złamałam mu serce i skrzywdziłam na całe życie.No ok,zraniona męska
ambicja,miał prawo do własnego zdania...
Minęły 3 mm,zadzwonił mój eks-najpierw normalna gadka,co u ciebie,jak na
studiach,w pracy itp...no to mówię mu u mnie wszystko świetnie...następne
pytanie brzmiało czy kogoś mam,oświadczyłam,że tak...i ponownie dowiedziałam
się,że jestem okrutna i nie czuła,że kocha mnie i kiedyś znów będziemy razem...
3 lub 4 mm upłynęły w spokoju-po czym kolejny tel,ten sam zestaw pytań i to
samo zakończenie...
Ponowny spokój,aż do dnia kiedy to wracam z obecnym facetem z imprezy,a na
klatce schodowej czeka mój eks...(on mieszka 700km ode mnie) z flachą w
ręku,pijany w sztok ,zaczyna wykrzykiwać,że zniszczyłam mu życie, mój obecny
facet szybko go spacyfikował i grzecznie poprosił o nie zakłócanie mojego
spokoju...
Zapomniałam o tym incydencie do dzisiaj...kiedy to koło godz 12 ,zadzwonił do
drzwi,z kwiatkami i winem?!
Krótko dałam mu do zrozumienia,że nie ma czego tu szukać i,że do domu na
pewno go nie wpuszczę....
Zaznaczam od razu,że spotykając się z nim,nie zdradzał żadnych odchyleń od
normy,nie nadużywał alkoholu,nie wyglądał też na człowieka śmiertelnie
zakochanego,spotykaliśmy się koło roku i był to na prawdę
inteligenty,sympatyczny facet...
Tylko ja powoli zaczynam się bać,śmieszyło mnie to na początku...
Teraz jego zachowanie zaczyna mnie lekko przerażać,bo nie mam już pomysłu jak
zwalczyć tego natręta...