sueellen
13.08.09, 14:16
Teraz to zauważam. Denerwują. Na niejednym forum czytałam: po co taka babka z
wielkim brzuchem przyłazi do supermaketu albo jeździ autobusem w godzinach
szczytu? Razi to oczywiście tych, którzy nie mają ochoty ich przepuszczać w
kolejkach czy ustąpić im miejsca. Zadając takie pytania chcą zwyczajnie
zagłuszyć własne sumienie.
Już wyjaśniam: bo kobieta w ciąży to normalny człowiek, który (poza Polską)
chodzi do pracy praktycznie do końca ciąży, a do tej pracy musi jakoś
dojechać. Ma dom, który sprząta, kuchnię w której gotuje, musi jeść, umyć się,
ubrać. Do tego paradoksalnie, w ciązy robi więcej zakupów, bo ma większe i
nagłe potrzeby. Skoro chodzi do pracy, potrzebuje nowych ciuchów, które pasują
na zmieniającą się figurę, rozgląda się za rzeczami dla dziecka, myśli o
przemeblowaniu mieszkania czy może w ogóle o przeprowadzce. Do tego dochodzą
dojazdy do lekarza, położnej, szpitala itd.
Mija połowa ciąży i właśnie teraz moja aktywność się zwiększa. Cześciej
też wychodzę do restauracji, bo długie stanie przy kuchni powoduje obrzęk
stóp, tam wolę zamówić coś wyszukanego, a w domu gotować prostrze i szybsze
potrawy.
Poza tym, stałam się nieco wolniejsza, - po prostu przestało mi się spieszyć.
Ludzi to może wkurzać i nastawiam się na to że będzie wkurzać, ale... mam to w
nosie. W tym stanie będę jeszcze tylko 4 miesiące. Społeczeństwo jakoś to
przeżyje, a ja zamierzam się cieszyć ciążą. W końcu może mi się już nigdy nie
zdarzyć!