nocnepisanie
31.12.03, 02:27
Jakieś dwa lata temu wprowadzili sie nowi sąsiedzi. Szybko odkrylismy,
że "głowa rodziny" to człowiek porywczy i naduzywający alkoholu. Przed
wczoraj, późnym wieczorem, sasiadka przybiegła do nas z płaczem, zwyczajnie
uciekła przed mężem - nie pierwszy już raz. Tym razem u nas zanocowała wraz
ze swoim pięcioletnim synkiem. Chciałam wezwać policję, ale ona mi nie
pozwoliła, "bo to przecież jej mąż i ona mu świni nie podstawi". Poza tym,
on "ją tylko popycha i krzyczy" No szok! ... i "musi gdzieś się schować,
żeby dziecko się wyspało, a mężowi do jutra przejdzie, pokrzyczy i
przestanie".
Gotuje się we mnie jak patrzę na tą kobietę: dlaczego ona sobie nie pomoże?
Przecież to jasne, ze on ją tłucze (dziecko chyba też)! No i druga sprawa,
to ta, ze te pijackie awantury udarzają nie tylko w jego żonę i dziecko, ale
takze w najbliższych sąsiadów. Jak wiadomo - w blokach ściany mają uszy.
Co jest zaskakujące w zachowaniu sąsiada, dla obcych kobiet po alkoholu jest
przesadnie miły i wylewny. Kłania się w pas, prawi wyszukane (mało
powiedziane!) komplementy. Nie wiem, czy jest alkoholikiem, pijanego go
widuję mniej więcej raz, najwyzej dwa razy w miesiącu - najczęsciej po
wypłacie.
Jak sąsiedzi powinni zachowywać się w takich sytuacjach? Siedzieć cicho z
założonymi rękami, bo bita żona nie chce wystąpić przeciwko mężowi?