leppakerttu
16.10.11, 00:53
Nie polecam firmy Kubik Tailoring z Warszawy najgorszemu nawet wrogowi. Ciśnie mi się na usta określenie "hochsztaplerzy". Jeśli cała przygoda z tą firmą-krzakiem była jedynie serią niefortunnych przygód, które zdarzały się ich pracownikom, to zamiast hochsztaplerami nazwę ich amatorami, którzy próbują wciskać fuszerkę w nadziei, że niedoświadczony klient się nie zorientuje. I będzie na własnym ślubie wyglądał jak idiota.
Bo, gdybyśmy wzięli ich "produkt", mój mąż wyglądałby następująco:
- spodnie miałyby inny odcień czerni niż marynarka (materiał ułożono w przeciwnym kierunku, przez co inaczej odbijał światło) - "stylistka" obecna przy przymiarce nie widziała żadnego problemu
- klapy marynarki byłyby nierówno wycięte. niesymetrycznie.
- kołnierz marynarki byłby za mały i ściągał się na szyi
- rękawy kręciłyby się, ponieważ zostały krzywo wszyte
- szew na środku pleców nie byłby wcale na środku...
- w marynarce nie byłoby wkładów barkowych, przez co była ona miękka i nieukładająca się niczym kufajka ciecia
- jedna poła marynarki odstawałaby od torsu (druga przylegała), co "krawcowa" chciała poprawić, przeszywając guzik.
Miały być oczywiście zrobione poprawki, natomiast to zadanie przewyższało umiejętności krawcowej. Mam silne podejrzenia, że ta osoba nigdy w życiu nic nie uszyła.
Na szczęście mój mąż wyglądał świetnie, ponieważ mieliśmy stalowe nerwy i na 4 dni przed ślubem zrezygnowaliśmy z ich gorączkowego przeszywania guzika i tłumaczenia, że "idealnie to leży tylko na manekinie" (HAHAHA!!!), i spędziliśmy 3 dni na rajdzie po sklepach w poszukiwaniu czegoś gotowego. KAŻDA marynarka z prawie 30 przymierzonych leżała lepiej niż to coś, robione ponoć na miarę.
Jeśli chociaż jednej osobie oszczędzę nerwów i rozczarowania...
Więcej smaczków z tego dramatu mogę przesłać na @