W TVN-ie właśnie usłyszałem, to o czym ś.p. forumowej Hydraulik pisał już
kilka miesęcy temu tj. że nawet 5,30 jest realne. Tyle, że teraz mówi się
juz o tym oficjalnie. Tymczasem ekonomiści bankowi prawie jednym tchem
wyceniają euro na koniec lutego na 4,5-4,6. Już od pewnego czasu zastanawiam
się do czego służą ekonomiści bankowi, poza występami w TV

.
Przy tak dużej deprecjacji złotówki wzrost cen jest nieuchronny, a co za tym
idzie mniejsze znaczenie ma, z kogo bedzie składała się nowa rada, bo w
sytuacji kiedy inflacja zacznie rosnąć żadna rada nie odważy się ciąć stóp
procentowych.
I jeszcze pewna dygresja. Kiedyś popełniłem taki post, gdzie napisałem, że
nasza składka do budżetu UE może drastycznie wzrosnąć w przypadku dużego
osłabienia naszej waluty. Otóż jest zupełnie odwrotnie, ponieważ składka ta
pozostaje w relacji do polskiego PKB wyrażonego w EUR (nie jest wielkością
stałą). Jak wiadomo PKB liczone jest w PLN i w przypadku osłabienia złotego,
będziemy mieć do zapłaty mniej EUR, które co prawda więcej nas będzie
kosztowało, jednak ryzyko kursowe jest amortyzowne przez metodologię
obliczania składki.
Gorzej z długiem zagranicznym. W tym pzrypadku nieźle dostniemy w dupę.
I jeszcze informacja źródłowa o sytuacji na rynku walutowym.
Euro aż po 4,7624
RYNEK KRAJOWY
Podczas środowej sesji jedno euro było wyceniane nawet na 4,7624 i chyba nie
ma, co dodawać, że był to najwyższy poziom kursu EUR/PLN w historii. Do
3,7613 zwyżkowała również cena dolara. Odchylenie złotego od dawnego
parytetu znalazło się po jego słabej stronie sięgając poziomu 0,70 proc.
Spadły również ceny obligacji. Słabą atmosferę dla naszej waluty, jaka
panowała na krajowym rynku od początku tygodnia, a wynikała przede wszystkim
ze spadku oczekiwań inwestorów, co do tego, że nowi członkowie RPP będą
chętnie obniżali poziom stóp procentowych oraz z napiętej sytuacji na
Węgrzech, pogorszył dodatkowo wicepremier ds. gospodarczych. We wtorek
wieczorem Jerzy Hausner poinformował, że w 2004 r. waloryzacja rent i
emerytur będzie przeprowadzona według starych zasad. Zmiana tych reguł miała
przynieść oszczędności dla budżetu rzędu 1,3 mld złotych. Minister
gospodarki, pracy i polityki społecznej powiedział, że oszczędności trzeba
poszukać w innym miejscu. Na rynku natychmiast wzrosły obawy co do tego, że
trudności z wdrożeniem w życie planu redukcji wydatków autorstwa Jerzego
Hausnera mogą być duże. Spadki wartości złotego przejściowo wyhamowały w
reakcji na werbalną interwencję ze strony wicepremiera ds. gospodarczych.
Jerzy Hausner po środowym spotkaniu z Komisją Trójstronną zapowiedział, że
jest nadal w pełni zdeterminowany, aby wprowadzić w życie plan reform, a
rzecznik rządu zapewnił, że działania te mają pełne poparcie premiera.
Minister gospodarki, pracy i polityki społecznej wyraził również swoje
głębokie przekonanie co do tego, że SLD zaakceptuje te rozwiązania oraz
dodał, że w trakcie negocjacji z partnerami społecznymi dotyczących tej
kwestii nie doszło do klinczu.
W ciągu dnia na rynku pojawiła się plotka o tym, że Jerzy Hausner ma się
podać do dymisji. Biuro prasowe kierowanego przez niego resortu zaprzeczyło
jednak tym doniesieniom. W ciągu dnia inwestorzy oczekiwali dodatkowo na
wynik głosowania w Senacie, podczas którego miało zostać wybranych kolejnych
trzech nowych członków do RPP. Najpoważniejszymi kandydatami na te
stanowiska byli: Marian Noga, Stanisław Owsiak oraz Halina Wasilewska-
Trenkner. Tak też się stało.
O godz. 16.10 jeden dolar wyceniany był na 3,7585 złotego, a jedno euro na
4,7580 złotego (odchyl. +0,63 proc.).
Krótkoterminowa prognoza
Wydaje się, że obecne osłabienie złotego ma charakter krótkoterminowy.
Istnieje duże prawdopodobieństwo, że podobnie jak miało to miejsce w IV
kwartale zeszłego roku inwestorzy chwilową przecenę naszej waluty
wykorzystają do jej ponownych zakupów.