filipoza
15.01.11, 02:04
Sorki za osobny wątek ale chyba musicie to przeczytać.
Od siebie póki co powiem tylko tyle: F U C K!
oryginał tutaj -> www.redakcja.newsweek.pl/Tekst/Polityka-Polska/542051,Alef-stern-cala-prawda-o-powstaniu-po-i-ostatniego-lotu.html
"Alef Stern: Cała prawda o powstaniu PO i Ostatniego Lotu
2011-01-02
Wywiad
Polityka to wczoraj, dziś jutro za rok, a najlepiej jeszcze za 10, 20 lat. Kiedy Polityk mówi – „Tu i teraz” – to zachowuje się jak przestępca, który nic nie robi sobie z organów ścigania. Myślę, że nie powinniśmy babrać się w martyrologii tylko praktycznie i z uśmiechem podchodzić do życia. Zadbać by winni zostali ukarani. Ale skupić się na świętowaniu pozytywnych rzeczy.
Fiatowiec rozmawia z Alefa Sternem.
Fiatowiec: Skąd się wziął Pana pseudonim Alef Stern?
Alef Stern: Pseudonim - powstał kilkanaście lat temu, używałem go w liceum.
F.: Ile ma Pan lat? Czym się Pan obecnie zajmuje? Proszę mi powiedzieć coś o sobie?
A.S.: Mam 33 lata, zajmuję się doradztwem personalnym tzn. rekrutacje, szkolenia oraz przez wiele lat parałem się marketingiem politycznym. Czynnie prowadziłem kampanie, opracowywałem strategie wizerunkowe, plany zarządzania sytuacjami kryzysowymi. Realizując spoty reklamowe, materiały promocyjne pracowałem dla wszystkich partii z wyjątkiem Samoobrony i PSL-u. Wprowadziłem kilku posłów do sejmu, 2 osoby do parlamentu europejskiego oraz sporo radnych do samorządów.
Jednak od 4 lat jestem poza polityką zarówno czynną jak i bierną. W dodatku od 3 lat żyję bez telewizora. Zajmuje się rozwojem i pomocą ludziom w zarządzaniu ich karierami, a także pomagam w znajdowaniu rozwiązań ich problemów zarówno prywatnych jak i biznesowych poprzez wspólną pracę w oparciu o narzędzia coachingowe. Pracuję również, jako copywriter freelancer dla agencji reklamowych – scenariusze spotów, hasła marketingowe, scenariusze kampanii reklamowych.
Poznanie bagna polityki od środka burzy wszystkie - zarówno romantyczne ideały - jak również pozytywistyczne - burzy wiarę, że coś da się w tym kraju zrobić, gdy wszystko jest takie od środka „skurwiałe”, nawet jak się umaluje, uczesze i zrobi paznokcie to pozostaje dziwką, którą od środka rozkłada choroba weneryczna. Jeśli ma się taką ocenę Państwa - władz i administracji, a przez lata chciało się budować nową rzeczywistość, by ludziom było lepiej - bo z takich pobudek zająłem się polityką i pomaganiem ludziom w polityce to, kiedy człowiek przekonuje się, co to wszystko oznacza to i tak brnie dalej i dalej i dalej, bo trudno jest wyjść, gdyż to wkręca i jak narkotyki uzależnia. Dopiero jak się zdarzy nagły impuls, wypadek, to jest moment na zastanowienie i czasem następuje ocknięcie. W moim przypadku to był rozwód.
Takie ważne i silne przeżycie u człowieka, który miał wszystko zaplanowane na kilka lat do przodu było jednak, jak się okazało potrzebne. Pozwoliło mi to zastanowić się nad tym, co jest dla mnie w życiu ważne i istotne, jakimi wartościami naprawdę chcę w życiu się kierować oraz czy dalej mam ochotę być dziwką, polityczną dziwką. Wtedy też doszedłem do wniosku, że budowanie życia swojego i innych opartego na kłamstwie to duży życiowy błąd. To moja porażka. Spojrzałem na swoje życie oraz to, co robiłem i poczułem się jak alfons albo diler. Z tego odczucia, może wyrzutów sumienia zrodziła się potrzeba podjęcia decyzji, co dalej. No i zrobiłem listę rzeczy, które w życiu musze zrobić, a więc postanowiłem:
1. Napisać książkę.
2. Nauczyć sie tańczyć tango argentyńskie.
3. Skakać na spadochronie.
4.Rozpocząś nurkowanie.
Lista była 10 punktowa…
Czyli wreszcie miałem ochotę w końcu zacząć robić cos dla siebie. A nie tak jak do tej pory dla „kraju”. Bo dopiero jak robimy coś dla siebie to jesteśmy wstanie zauważać innych i coś dla nich zrobić naprawdę wartościowego. Zawsze zależało mi na ludziach, na rozwoju. Generalnie zakładam, że każdy ma w sobie pokłady dobra, tylko trzeba do nich umieć dotrzeć oraz, że każdy zasługuje na rozwój. Ale innych możemy rozwijać, rozwijając siebie i pozwalając im na rozwój. Bo tak naprawdę każdy z nas wie najlepiej, co jest dla niego najlepsze. Czasami pokłady tej wiedzy są skryte bardzo głęboko, ale są narzędzia pozwalające do nich dotrzeć i pomóc ludziom uwalniać się.
F.: W końcu doszło do tego, że napisał Pan swoją pierwszą książkę. Proszę przypomnieć jej tytuł?
A.S.: „Pola Laska” - była i jest krytyką tego wszystkiego, co się zrodziło przez 20 lat w III RP.
Próbą literackiego podsumowania atmosfery politycznej tych lat, socjologicznym obrazem społeczeństwa polskiego i artystycznym, językowym sposobem na wyrażenia naszego życia opartego w głównej mierze i uzależnionego od skakania pilotem z kanału na kanał w telewizorze. „Pola Laska” to rozliczenie z tym wszystkim, co nas ukształtowało, ale też, co nami zamanipulowało. Jest to rozprawa z naszymi mitami, chochołami, trupami w szafie, ale również rozprawa z naszą romantyczną historią i literaturą. Książka była i jest wizją tego, co się może wydarzyć w przyszłości. Jest to również przesłanie dla Nas mieszkańców „miasteczka” byśmy wreszcie nie nadstawiali nikomu ani karku, ani za przeproszeniem dupy.
Zręby tej książki zaczęły powstawać jeszcze w liceum. Moje zainteresowania politycznymi tematami, związane były na pewno z tradycyjnym patriotycznym wychowaniem przez dziadków i tym wszystkim, co wyniosłem z domu. Nie bez wpływu były: Solidarność, stan wojenny - który pamiętam, wydarzeniami, które mnie też kształtowały był wybuch elektrowni w Czarnobylu i kłamstwa władz na ten temat, następnie katastrofa w lesie kabackim gdzie zginął bliski przyjaciel mojego ojca i znów kłamstwa. No i wreszcie przełom 88 i 89 rok, przemiany, zmiany niby na nowe. Ja w to bardzo wtedy uwierzyłem, jako dzieciak, jak romantyczny głupiec. Myślałem, że jesteśmy tacy cywilizowani, gruba kreska, wybaczyliśmy naszym oprawcą. Ale im dalej w to brnąłem to okazywało się, że dla tych wydarzeń przełomu, zrywu napisany był scenariusz, że przed okrągłym stołem toczyły się rozmowy w Magdalence, a tzw. III RP to przegniły postpeerelowski twór, skorumpowany, niebędący wbrew zapisowi konstytucyjnemu państwem prawa. Dlatego postanowiłem napisać tę książkę. Byłem blisko różnych wydarzeń, notowałem to, co widziałem i słyszałem.
F.: Kto wydał tą książę? Jak do tego doszło?
A.S.: Przed wydaniem książki rozmawiałem z kilkoma dużymi wydawnictwami to był przełom 2008 roku i początek 2009 roku. Tekst książki trafił do 8 bardzo dużych znanych i szanowanych wydawnictw, ale bardziej zaawansowane rozmowy toczyły się z trzema.
Dwa zaproponowały druk, ale po zmianach i poprawkach, które zasugerowały, a jedno zaproponowało termin grudniowy. Mnie zależało na 4 czerwca 2009 roku, by podsumować te 20 lat w rocznice urodzin głównej bohaterki książki „Poli Laski”.
Nagle w ostatniej chwili pojawiła się propozycja odsprzedania tekstu za dobre pieniądze razem z prawami autorskimi.
F.: Pan jednak jej nie sprzedał. Czyli wydał Pan książkę własnym sumptem?
A.S.: To nie tak, już tłumaczę. Znany wydawca promujący "młode talenty”, twórca, związany ze środowiskiem jednego z największych dzienników i jego nagrodą literacką, przez jak się okazało naszych wspólnych znajomych złożył propozycje odkupienia tekstu. Myślałem, że to propozycja wydawnicza, a jednak po rozmowie okazało się, że propozycja była następująca – kupują tekst, dają kasę i wydają pod nazwiskiem znanej osoby - oczywiście nie zgodziłem się na taki układ. Nie zgodziłem się też na poprawki i Wydawnictwo Anagram, które specjalizuje się w wydawaniu poezji polskich klasyków wraz z firmą producencką wydały książkę. Wyszła na 4 czerwca dokładnie w maju 2009 roku.
F.: Jakie wydawnictwo