immanentna
25.11.04, 16:38
"Narysował.
Poprawiać nie musiał.
Demonów posłał.
Wziął za rękę,
mówił: "do nieba",
choć do piekła powiódł.
I mieli bogowie uciechę,
patrząc na nieudolne potyczki,
istot śmiesznych, z boskością.
A gdy śmieszne istoty upadały,
za każdym razem, słychać było,
dźwięk czar srebrzystych,
uderzanych jedna ścianka o drugą.
Dźwięk rozchodzący się echem.
Echem w Ich głowach.
Zwycięstwo!
I było słychać
cichy chichot,
tych co wiedzieli,
że tak On jak i Ona,
za słabi,
za marni,
za ludzcy -
- na to, co dostali.
I niech chichoczą.
I niech nawet syczą i piszczą z uciechy.
Niech toną w bezmiarze ironii.
Niech piją.
Pijcie bogowie!
Czary w górę!
Zwycięstwo!
Co boskie,
przypadkiem zgubione,
na miejsce powróciło.
(tylko ta żyłka niebieska,
ta po lewej stronie,
ta żyłka..)
A gdy miną się znów windy.
Gdy drzwi się otworzą,
ani Jej ani Jego,
już nie będzie -
- tak jak nigdy być nie powinno."
---
Niech się śmieją. Co za różnica.