gusia_78
03.10.04, 17:22
Bardzo rzadko piszę ale codziennie Was czytam. Miło jest mi pomyśleć, że nie
jestem sama ze swoimi smutkami, nie tylko ja doszukuję się objawów ciąży,
robię testy owulacyjne, wyliczam w kalendarzu termin najbliższej miesiączki a
po rozczarowaniu płaczę ze złości, ze znowu nic. To rodzaj takiej zbiorowej
psychoterapii myślę, ze pomocnej dla każdej z nas. A jeśli, którejś z Was
test wychodzi pozytywny to u mnie wzrasta tylko radość i nadzieja...że to
może ja następnym razem.....
Kiedyś myślałam, że nie ma na świecie nic prostszego jak „spłodzić malucha”.
Pamiętam liceum i ten ciągły strach aby nie skończyło się ciążą aby nie
pokrzyżować sobie życia. Teraz to wszystko przewartościowało się. Myślę, ze
od momentu kiedy spotkałam swojego obecnego męża. To było 5 lat temu, miłość
od pierwszego wejrzenia, coś w duszy powiedziało mi to będzie ojciec mojego
dziecka. Już od dawna jest moim mężem a dziecka nie widać...pewnie za bardzo
tego chcę...Cóż a może tak jest, ze im bardziej czegoś pragniemy tym później
to marzenie się spełnia aby radość była tym większa i intensywniejsza. A może
to nie my ale dziecko samo decyduje kiedy ma przyjść na świat. Może to głupie
ale wierzę w tę teorię.
Przepraszam, ze tak przynudzam ale myślę, że gdzie jak gdzie ale u Was znajdę
zrozumienie.
Pozdrawiam
Agnieszka