galtomone
29.02.12, 13:30
Obecna sytuacja.
Znajduje ogłoszenie w internecie, jest podany VIN (chyba po cos?), dzwonie do dealera marki.
- "Nie udzielamy informacji o historii serwisowej auta bo ustawa o ochronie danych osobowych"
- "Ale ja nie pytam o dane właściciela tylko samochodu"
- Odp. jak wyzej + ewentualnie w obecnosci wlasciciela. Moj argument, ze jesli dane sie nie potwierdza to szkoda czasu mojego jak i tego "naciagacza" (jesli sie potwierdza to chyba nie klopot) tez nie przekonal Pana w telefonie.
Teraz pytanie - dlaczego?
Osobiscie gdybym kupil nowe auto danej marki to zyczylbym sobie aby takie dane byly bez problemu dla wszystkich dostepne bo oznacza to (chyba, ze sam planowalby zrobic kogos w trabe - wtedy nie podam vin albo bede krecil), ze latwiej potwierdzic historie auta i tym samym je sprzedac wsrod zalewu kreconych licznikow, oszostow wszelakiej masci i "igielek" w komisach.
O ile wiem takie informacje to nie historia choroby czy faktycznie dane osobowe... tym bardziej rodzi to pytanie dlaczego. Dlaczego oficjalna polityka firm (ktore podobno placza bo nie kupujemy nowych auta) jest taka aby wrecz wpedzac frajerow w ramiona oszustow.
Tym razem takie problemy robi Toyota i powiem szczerze, ze bardzo stracila wlasnie w moich oczach bo jest to ewidentnie woda na mlyn tych, ktorzy usiluja nieuczciwie zarobic.
Sugeruje tez tyum z Was, ktorzy zakup nowego auta planuja (i planuja uczciwa sprzedaz kiedys dalej uzywanego) aby zapytali o polityke marki w tym zakresie... to koze zawazyc za kilka lat na tym czy bedziecie sprzedawac swoje auto tydzien czy pol roku.