Gość: 30+++
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
07.11.04, 15:29
Niech ten wątek będzie takim małym poklonem dla starszych od nas, ktorzy w
cięzkich czasach pokonywali tym samochodem odleglości, ktore i dziś można
uznać za maly wyczyn (a przecież motoryzacja poszla mocno do przodu). Dwa
przyklady:
1. Ja z ojcem, koniec lat 80-tych, maluchem (ok. 8-letnim), zimą (luty) do
granicy ukrainsko-rumunskiej w Suczawie. Po drodze (za Lwowem) padl przewod
hamulcowy i straciismy hamulce. Naprawa samodzielna sie nie udala, pomogl
facet w warsztacie. O malo co nie utkneliśmy na dobre w okolicach Czerniowiec
(objazd) zrobiono lasem i drogami raczej dla Unimoga tudzież UAZ-a niż dla
malucha. Jeszcze dziś jak myślę tej wyprawie to mi się słabo robi...
2. Znajomy (obecnie lat ok. 60) maluchem latem do Warny (Bulgaria). W Warnie
padla usczelka pod glowicą, ktorą to naprawe wykonał sam na ulicy pod blokiem
w Warnie, gdzie mial kwatere.