kalj
31.08.05, 08:16
Witam
Piszę w zasadzie z nudów, bo zmieniać świata nie będę a szczególnie "polskich
kierowców". Piszę to w cudzysłowiu ponieważ uważam, że na zachodzie tym
określeniem inni kierowcy mogliby obrażać jeżdżących kretynów.
Pominę sytuacje wyprzedzania na trzeciego, wpychania się w ostatniej chwili
przed auto, brak umiejętności oceny możliwości w wyprzedzeniu danego pojazdu,
omijanie aut zatrzymujących się na pasach itp.
Chce napisać o wczorajszej małej rozmowie mojej z kierowcą żóltego matiza i
jego żoną.
Trasa jak każda inna w polsce odcinki proste zamieniające się za chwilę w
ciąg długich miejscowości z ograniczeniami także do 40 km/h.
Nie mam najmocniejszego auta, ale na nasze warunki polskie i tak jest to auto
dość mocne. Moja jazda wygląda następująco - prędkość w miejscowości zawsze
optymalna zgodna z przepisami i znakami. Prędkość na trasie od 90 dp 110
km/h. Przy trasach szybkiego ruchu są to prędkości większe ale bez przesady.
Jadąc wczoraj swoim autem optymalną jak na warunki i przepisy prędkością 100
km/h doganiam między innymi auto "żółty matiz". Chwilę jadę za nim dzięki
czemu wiem, że poruszał się on z prędkościa od 70 do 80 km/h.
Po wyprzedzeniu go za chwilę pojawiła się miejscowość.... i jadąc optymalną
dozwoloną prędkością w miejscowości zostałem wyprzedzony przez tego matiza.
Po wyjechaniu znów na "normalną" trasę po chwili matiz został przeze mnie
wyprzedzony ponownie. I ja spokojnie odjechałem. Coż z tego skoro po ok. 5
minutach jazdy ponownie pojawiła się miejscowość na odcinku 4 km ograniczenie
do 40 km/h. Pod koniec miejscowości zostałem znów wyprzedzony przez
matiza !!!. Mój znajomy jadący ze mna powiedział do mnie... po co się
spieszyć jadąc setką skoro matiz jadąc spokojnie dogania mnie!?!? Nic nie
powiedziałem...
Zrozumiałem wtedy jedną rzecz - to nie jest jednostkowa sytuacja ludzie nie
kojarzą faktów, że gdyby ten matiz stosował się do przepisów ruchu drogowego
i zwalniał w miejscowości to przyjechałby do celu długo długo po mnie. Gdy
dogoniłem matiza znów na trasie jechałem za nim. Prędkość 70-80 km/h.
Wjeżdzamy do miejscowości prędkość matiza taka sama!!!!!! Nadal nic nie
mówiąc pokazałem znajomemu licznik zrozumiał bez słów ewenament matiza. Za
miejscowością wyprzedziłem go ponownie.
Już nie będę pisał za dużo, tak się złożyło, że zatrzymaliśmy się w tej samej
miejscowości, podszedłem do niego i zapytałem się, czy liczy się z życiem
żony, dzieci jadących z tyłu, swoim oraz innych użytkowników dróg w tym
pieszych w mijanych miejscowościach. On nie miał pojęcia o czym mowię. A
kiedy wyłuszczyłem mu obraz jego jazdy on mi powiedział, po co mnie
wyprzedzasz skoro ja cie doganiam !?!?!
Zrozumiałem, że sytuacja jest beznadziejna, ale zauważyłem u jego żony
zwątpienie. Miejmy nadzieję, że powoli dotrze do nich o czym i o co miałem do
niego pretensje.
Pozdrawiam