Gość: teodor
IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl
19.04.03, 13:57
facet - ogolony leb z karczychem z budki parkingowej od strony Marriotta
przebija opony.
Mialem taka sytuacje - zaparkowalem na niestrzezonym platnym parkingu na Dw.
Centralnym w Warszawie od strony Hotelu Marriott - troche dalej jest postoj
MPT. Kupilem w parkomacie PKP bilet parkingowy i wyjechalem pociagiem do
Lodzi. Wrocilem po kilku godzinach do Wa-wy, niestety spoznilem sie na
pociag, ktorym planowalem wracac z Lodzi do Wawy i wrocilem nastepnym - okolo
dwie godziny pozniej. Podszedlem do samochodu i zobaczylem, ze w dwoch kolach
nie mam powietrza. Zapytalem dwoch bezdomnych, ktorzy obok pilnuja aut za 2
zlote na winko czy czegos nie widzieli - ale nie. Podszedlem do budki
parkingowej i zapytalem o to samo. Facet z budki mowi, ze nic nie widzial ale
zapytal mnie czy mialem wazny bilet na parkowanie. No to mnie koles
zastanowil. Na moja informacje, ze mialem ale pociag sie spoznil -
powiedzial, ze to stara sztuczka i ci co tak robia okradaja PKP (i jego
pewnie tez bo nie korzystaja z parkingu strzezonego, ktory ten ogolony leb
pilnuje). Zastanawiam,sie czy zglosic cala sprawe do dyrekcji PKP. Czy ktos
mial podobny przypadek ?
Zgadzam sie, ze jesli ktos parkuje i bilet parkingowy skonczyl sie to mozna
mu zablokowac kolo i wlepic manadat ale przebijanie opon - co mnie kosztowalo
ok. 800PLN to zwykly bandytyzm.
A moze powieniem do tego z budki przemowic jego jezykiem - czyli kijem
bejsbolowym ?