kulawy.wielblad
23.05.08, 13:53
Od 2 miesięcy staram się kupić w moim mieście (Wrocław) używane auto. Obejrzałem już ze 30 indywidualnie wystawianych pojazdów, obszedłem giełdę i komisy. I co? I gó.. (jak mawiał S. Anioł).
Bezwypadkowy oznacza nieudolnie spasowaną maskę i szczeliny na 2 palce z lewej strony i na 2 milimetry z prawej.
Stan bdb oznacza odpadający lakier, zepsute zamki i cieknący silnik.
Przebieg 100 tyś km w 15 lat (Opa do kościoła jeździł) oznacza wytartą do cna kierownicę i zjechane pedały.
Czy naprawdę w tym kraju chcąc sobie kupić jakieś jeździdełko za 10 tysięcy człowiek jest skazany na samych oszustów i kombinatorów?
Czy ja mam takie duże wymagania? Zadbane 10-15 letnie auto z klimą, za 10 tysięcy, takie aby po mieście sobie pojeździć, w góry wyskoczyć i aby nie zrujnowało kieszeni młodego człowieka na dorobku.
Ma ktoś jakiś pomysł? Mam już dość oglądania tych "bezwypadkowych, nówka, igła sztuka, dziadek niemiecki lekarz raz na rok do kościoła jeździł".
Chyba będę policję wołał jak mnie kolejny cwaniak zechce oszukać i wmawiać, że "bezwypadkowy, tylko panie maska się sama skrzywiła, a tu na dach ptak nasrał i dlatego lakier odpada".
Ma ktoś jakiś pomysł? No bo tracę już nadzieję na kupno czegoś.