h.i.p
10.10.03, 09:51
„Posiadacze tuningowanych aut są szczególnie intensywnie na cenzurowanym. W
pewnym sensie nie dziwię się policjantom, że z uporem maniaka ścigają
amatorów wszelkich samochodowych przeróbek. Ci bowiem, w pogoni za
oryginalnością przechodzą granice zdrowego rozsądku. Są rzeczy, które robić
wolno, są też takie - których czynić nie należy. W dobrym tonie wśród
posiadaczy pojazdów każdej marki i modelu było jeszcze przed laty, posiadanie
przyciemnionych kloszy kierunkowskazów i zespolonych lamp tylnych. Kogo było
na to stać - kupował fabrycznie "przyciemniane" elementy, których
przepuszczalność światła niewiele odbiegała od klasycznego klosza. Kogo nie
było na to stać - radził sobie wszelkimi możliwymi domowymi sposobami. Efekt
był taki, że światła pozycyjne modyfikowanych samochodów nie były wcale
widoczne zaś "stopy" żarzyły się niczym kaganki. Bynajmniej nie oświaty.
Ostatnimi czasy moda zmieniła nieco koloryty... przyciemniane światła
zastąpiły rozjaśniane klosze (tego już samodzielnie zrobić się nie da)
połączone z kolorowymi żarówkami. Bezpieczne to i na dodatek ładne.
Ryczące rupiecie... przyjąć oczywiście można, że część jeżdżących po naszych
drogach pojazdów emituje nadmiar decybeli nie dzięki tuningowym zabiegom ich
właścicieli lecz z powodu rdzy pożerającej łakomie układy wydechowe. Część
pojazdów zyskuje jednak rasowe basy z pełną premedytacją właścicieli;
przejeżdżająca rozszalała maszyna jest w stanie przyprawić o palpitację serca
niejedną staruszkę. Czasami się okazuje, że zainstalowanie "basowego" wydechu
wiąże się jeszcze z wycięciem katalizatora - fabrycznego elementu, wymaganego
przepisami o dopuszczeniu pojazdów do ruchu. Wszystkie współcześnie
produkowane samochody muszą takowy posiadać; jeśli go nie mają - to za sprawą
ich właścicieli. I jak tu takich nie karać?
Wreszcie - dyskoteka na kołach. Lampy progowe, sprawiające, że samochód
bardziej przypomina nocą UFO, niebieskie diody na szczycie antenki
(ufoludek?) otwarte okna i wylewający się na zewnątrz, dudniący, rytmiczny
dźwięk, od którego zjedzony przed chwilą obiad zaczyna rytmicznie podrygiwać
w żołądku. Samochód zdaje się dudnić basami, a kierowca sprawia wrażenie
jakby zdudnił się jednocześnie z tymi dźwiękami i tylko z przyzwyczajenia
posuwa się do przodu. Nie uwierzę, że będzie w stanie usłyszeć sygnały
nadjeżdżającej z boku karetki pogotowia czy klaksonu innego auta.
Zatrzymujący go policjant powinien się posługiwać językiem migowym,
bo "transowy" szofer może go nie usłyszeć.
To wszystko wpływa na taką a nie inną opinię o tuningowcach. A przecież można
okleić deskę rozdzielczą ciekawym materiałem, polakierować - wspólnie ze
znajomym plastykiem auto w ciekawe wzory, barwy i formy, zmienić wystrój
deski rozdzielczej. Czy wszystkie tuningowe samochody mają wykazywać się
spojlerami, żółtymi lub czerwonymi bębnami (zaciskami) hamulcowymi,
aluminiowymi nakładkami pedałów i żółtym, czerwonym lub czarnym nadwoziem?
Tuning zawsze kojarzył mi się z czymś niepowtarzalnym, a tymczasem jedno auto
jest często wierną kopią drugiego. Co gorsza - czasami obydwa nie powinny
poruszać się po naszych drogach...”
www.panoramafirm.com.pl/acms/automoto/tunning/article,412428.html
hip: Powiedzmy, że generalnie zgadzam się z autorem tego artykułu. Mam tylko
jedną refleksję. Ozdabiałem sobie magnetofon różnymi nalepkami, wokoło
montowałem światełka - tuningowałem magnetofon tak jak tuningowcy lakierują
deski rozdzielcze. Tylko, że ja wtedy miałem 14 lat...
pozdr