globy_ms
24.04.09, 11:52
Bardzo fajny artykuł i sam temat użyteczny, ponieważ echo niskiego kursu
dolara na rynku aut używanych będzie jeszcze długo rozbrzmiewać. Akurat
przykład Jeepa i innych amerykańskich aut, które ciągnięte są do Polski,
owocuje kosztownymi zmianami (przede wszystkimi reflektory i światła z
irytującym czerwonym "kierunkiem"), ale często w przypadku aut japońskiej
produkcji lub pochodzenia wystarczy tylko odłączenie tylnych "obrysówek".
Przednie reflektory są seryjnie asymetryczne, a tylne "kierunki" - pomarańczowe.
Faktem jest, że dodatkowe wyposażenie z gatunku multimediów często nie działa
(inny region DVD), a restrykcje wymuszające montaż dodatkowych katalizatorów
(inne w Kanadzie, USA i Kalifornii) mogą powodować się niekontrolowane
zapalanie się lampki Check Engine po stosowaniu najtańszego polskiego paliwa
(przypominam, że w Polsce i USA są inne normy - tamtejsza 91 to nasza 95).
Serwisanci też zresztą nie lubią wysilać się szukaniem tożsamych części z
wersjami europejskimi, wmawiając klientom nieprawdziwe różnice oraz dojąc ich
portfele.
Nastawy zawieszenia oraz hamulce także często się różnią. Największe bolączki
jednak sprowadzają się do dwóch kwestii: po pierwsze jakość montażu modeli
składanych w amerykańskich fabrykach jest dużo niższa (również japońskie marki
mają swoje montownie na terenie USA) i osoby wyczulone na dopracowanie będą
zawiedzione jakością plastików, tapicerki, szerokością szpar i wykończeniem.
Amerykanie nie przywiązują także wagi do niektórych elementów wyposażenia,
stąd często brak ksenonów czy kurtyn. Po drugie - i najważniejsze -
obligatoryjnie należy wykupić dla każdego auta raport CarFax.
Znaczna większość ściągniętych do Polski egzemplarzy przyjechała w puzzlach i
jeśli samochód ma wbity tytuł Salvage, zazwyczaj przypominał w przeszłości
przystanek autobusowy. Nie lubię uogólniać, ale znam trochę polski rynek
używanych samochodów i przypadki sprowadzania "dla siebie" aut bezwypadkowych
oraz lekko uszkodzonych stanowią ułamek całego importu. W przypadku tych
ostatnich również możemy spotkać tytuł Salvage (koszt naprawy uszkodzeń
przekracza 75% wartości auta) z uwagi na bardzo drogą robociznę w USA i wygodę
towarzystw ubezpieczeniowych, ale zazwyczaj wyszczególniono w raporcie
uszkodzone elementy i brak detonacji poduszek powietrznych.
Podsumowując, najlepiej zdecydować się na auto amerykańskie z krwi i kości - z
pasji - lub japońskie, ale montowane w Japonii i koniecznie z Clean Title.
Jeśli kupujemy auto rzekomo bezwypadkowe, sprowadzone z USA, odszukajmy w
internecie fotografie oryginalnej wersji i sprawdźmy, czy przypadkiem
zderzaki, reflektory lub grill nie pochodzi od europejskiej.