Dodaj do ulubionych

Łysa O'Connor

05.06.05, 17:18
czyli słuchając "Collaborations" wciąz zastanawiam się, czy znajdę kiedyś
druga taka popową wokalistkę (oprócz Bjork), która nigdy i nigdzie nie
skalała sie nagraniem słabego numeru.
Kobieta jest po prostu niesamowita, z obłędna swoboda porusza się w tych
duetach pomiędzy tak róznymi gatunkami jak world music, regge czy depresyjne
elektro i w każdym ma coś do pokazania, do namalowania głosem. Częśc numerów,
jak współpracę z Bomb the Bass (swojego czasu jedna z moich naj Ep-ek w
dziejach)czy materiał z Ghostland wspólnie z Natashą Atlas nagrany znałem
wcześniej, ale już takie akcje jak "Wake up & make love" z Blockheadami czy
po prostu miażdżący wszystko regałowo dubowy buldożer do zrównywania mózgów -
"Vision of you" z Jah Wobblem and Invaders of the Heart, to dla mnie
premiery. Oprócz genialnego spiewu okazuje się, ża Łysa też ma zmysł "pod
kogo się podpiąć" i nawet z takich muzycznych zombie jak U2 czy Piotruś
Gabryś potrafi jeszcze wykrzesać odrobinę energii. Zdecydowanie kroi się
płyta czerwca.
Pozdrowienia:)
P.S. bo od wczoraj próbuję sobie bezskutecznie przypomnieć - czy znacie jakąś
wesołą piosenkę zaśpiewaną przez Łysą?
Obserwuj wątek
    • pagaj_75 Re: Łysa O'Connor 05.06.05, 17:21
      braineater napisał:

      > czyli słuchając "Collaborations" wciąz zastanawiam się, czy znajdę kiedyś
      > druga taka popową wokalistkę (oprócz Bjork), która nigdy i nigdzie nie
      > skalała sie nagraniem słabego numeru.

      Eeeee, przesadzacie, kólego Mózgojad ;-)

      > muzycznych zombie jak U2 czy Piotruś Gabryś

      A możesz rozwinąć i wyjaśnić?
      • braineater Re: Łysa O'Connor 05.06.05, 17:27
        pagaj_75 napisał:

        >
        > A możesz rozwinąć i wyjaśnić?
        >
        Wolałbym nie, bo po pierwsze wiem, że akurat na tym forum wymienieni przeze
        mnie artyści cieszą się sporą estymą, a ja nie lubię się wplątywać w
        niepotrzebne spory na temat gustów, więc po prostu ograniczę się do
        stwierdzenia, że DLA MNIE, zupełnie SUBIEKTYWNIE, ci wykonawcy są muzycznie
        martwi od długiego czasu - U2 od Joshua Tree, Piotruś od Pasji (przy czym
        zaznaczam, że nigdy wiernym wyznawca czy kompetentnym odsłuchiwaczem ni jednych
        ni drugiego nie byłem, więc moja SUBIEKTYWNA ocena może byc, a nawet
        najprawdopodobniej jest BŁĘDNA); a po drugie wątek jest o Łysej:)
        Pozdrowienia:)
        • pagaj_75 Re: Łysa O'Connor 05.06.05, 17:45
          braineater napisał:

          > SUBIEKTYWNA ocena może byc, a nawet
          > najprawdopodobniej jest BŁĘDNA);

          Nie nie nie. Twoja SUBIEKTYWNA ocena jest jak najbardziej poprawna, w końcu jest
          ona Twoja własna i jeśli jest jakoś rozsądnie uzasadniona, to ja nie będę Ci
          wpierał, że się mylisz, nawet jeśli tak uważam. Chodziło mi tylko o to
          uzasadnienie właśnie, i otrzymałem (chociaż uważam że jest BŁĘDNE w przypadku PG
          ;-)))

          > a po drugie wątek jest o Łysej:)

          a tak, prawda, nie zauważyłem ;-)
        • pagaj_75 Ale żeby zmieścić się w temacie wątku... 05.06.05, 17:48
          to wyrażę swoją opinię na temat Łysej: niemal genialny album debiutancki, a
          potem... równia pochyła, niestety. Nie potrafię się przekonać do niczego co ta
          kobieta zrobiła po "The Lion & the Cobra", no może z wyjątkiem udziału w
          "Kingdom of Rain" The The, ale to jeszcze było chyba siłą rozpędu po debiucie.
          • braineater Re: Ale żeby zmieścić się w temacie wątku... 05.06.05, 18:13
            Bo ona po prostu nalezy do artystek w kółko nagrywających jedną i tą samą
            piosenkę, uzywających non stop tych samych sztuczek wokalnych i spiewających
            wciąz o tym samym - ale to własnie, wyjątkowo mi pasuje w jej wykonaniu. tutaj
            kompletnie odwalam wszystkie moje zasady dotyczące szukania nowej muzyki itp i
            po prostu ciesze się jak inz Mamoń, że znów to słyszę. Podejrzewam, że kazdy ma
            takich wykonawców do których podchodzi zupełnie nieobiektywnie, z nastawieniem,
            że sie będzie podobało bo zawsze sie podoba.
            A ze rzeczy nowszych jeśli masz ochotę posłuchaj "Sean-Nós Nua " bo to jest jej
            chyba jedyna zupełnie inna od pozostałych płyta - maksymalnie rozbujana,
            ortodoxyjnie ajriszowska i pewnie dla rodowitych ajriszów brzmiąca jak dla nas
            Golec Orkiestra, co nie zmienia faktu, że też ją max lubie.
            A materiał z The*2 tyz na "Collaborations" jest:)
            Pozdrowienia:)
    • polleke Re: Łysa O'Connor 05.06.05, 21:31
      braineater napisał:

      > Częśc numerów,
      > jak współpracę z Bomb the Bass (swojego czasu jedna z moich naj Ep-ek w
      > dziejach)czy materiał z Ghostland wspólnie z Natashą Atlas nagrany znałem
      > wcześniej

      O jakiej EP-ce mówisz? "Empire" to dla mnie jeden z najjaśniejszych momentów
      na "Clear", ale nie wiedziałam, że pan Simenon nagrał coś więcej z Łysą
      Śpiewaczką.

      Pozdr.
      • braineater Re: Łysa O'Connor 05.06.05, 21:39
        Problem bo całośc opisana jest jako unknown album, track 1, track 2 i tak do 4
        a ja z reguły olewam tagowanie płyt...
        Pozdrowienia:)
        • cze67 Re: Łysa O'Connor 05.06.05, 22:10
          Mam jej pierwszą (genialną) i drugą (już mniej) płytę. I jakoś nie tęskniłem za
          innymi. Być może (jak się dowiadujemy z tego wątku), niesłusznie.
    • abranova Re: Łysa O'Connor 05.06.05, 23:34
      Cieszę się czytając te słowa. Zastanawialam się właśnie czy sprawić sobie płytę
      z "kolaboracjami" Sinead.
      Stwierdzenie, że nigdy nie nagrała słabej piosenki jest może zbyt ogólne. Wiele
      osób ocenia jej późniejsze albumy jako słabe gdyż na pierwszych płytach sa po
      prostu lepsze kompozycje. Czy może inaczej: kiedyś nagrywała raczej pisenki,
      potem częściej nagrywała...utwory. Oczywiście nie ujmując nic wartości tym
      wcześniejszym kawałkom, bo efekt zawsze był mocny, i wykonanie i teksty i
      emocje. Pisząc o utworach mam na myśli kompozycje, w których czasem zamierzony
      przekaz ideologiczny lub założenia artystyczne przerastają nieco formę. a wtedy
      utwór jest trudny i nie każdemu się podoba.

      Z tymi wesołymi piosenkami to faktycznie będzie cieżko :) Bo nawet te "szybkie
      kawałki" mają raczej rebeliancką i buntowniczą treść. Może więc lepiej mówić o
      utworach NIE smutnych? :) Wtedy możemy do nich zaliczyć np "John I love you"
      albo "This is to mother you" (?)

      PS. No ale jak nie paść na kolana przed "You made me the tief of you heart"???
      Mistrzostwo. (I pasuje do wątku o piosenkach w ważnych momentach filmu)
      • bleri Re: Łysa O'Connor 05.06.05, 23:49
        abranova napisała:

        kiedyś nagrywała raczej pisenki,
        > potem częściej nagrywała...utwory.


        Ja myślę dokładnie odwrotnie - kiedyś utwory, potem piosenki. Sztandarowy
        przykład - płyta Faith and courage. Po świetnej Universal mother, płycie z
        tezą, nagrywa album "lżejszy", "przystępniejszy" z piosenkami właśnie.

        Natomiast dysk koncertowy z dwupłytowego, "pożegnalnego" albumu "She who
        dwells..." jest zwyczajnie genialny. I to jest chyba klucz do Sinead - po
        prostu głos, a nie kompozycje (czy ich domniemana wartość), bo tak na dobrą
        sprawę ona nie nagrywa poniżej pewnego poziomu.
        • abranova Re: Łysa O'Connor 05.06.05, 23:58
          Heh, no własnie zależy, co znaczy dla kogo "później". Ja właśnie o "Uniwersal
          Mother" myślałam jako tym później, bo jest to przecież album niespecjalnie
          szeroko znany.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka