braineater
05.06.05, 17:18
czyli słuchając "Collaborations" wciąz zastanawiam się, czy znajdę kiedyś
druga taka popową wokalistkę (oprócz Bjork), która nigdy i nigdzie nie
skalała sie nagraniem słabego numeru.
Kobieta jest po prostu niesamowita, z obłędna swoboda porusza się w tych
duetach pomiędzy tak róznymi gatunkami jak world music, regge czy depresyjne
elektro i w każdym ma coś do pokazania, do namalowania głosem. Częśc numerów,
jak współpracę z Bomb the Bass (swojego czasu jedna z moich naj Ep-ek w
dziejach)czy materiał z Ghostland wspólnie z Natashą Atlas nagrany znałem
wcześniej, ale już takie akcje jak "Wake up & make love" z Blockheadami czy
po prostu miażdżący wszystko regałowo dubowy buldożer do zrównywania mózgów -
"Vision of you" z Jah Wobblem and Invaders of the Heart, to dla mnie
premiery. Oprócz genialnego spiewu okazuje się, ża Łysa też ma zmysł "pod
kogo się podpiąć" i nawet z takich muzycznych zombie jak U2 czy Piotruś
Gabryś potrafi jeszcze wykrzesać odrobinę energii. Zdecydowanie kroi się
płyta czerwca.
Pozdrowienia:)
P.S. bo od wczoraj próbuję sobie bezskutecznie przypomnieć - czy znacie jakąś
wesołą piosenkę zaśpiewaną przez Łysą?