Dodaj do ulubionych

samemu na koncert?

04.05.06, 23:39
Czy zdarzylo sie wam wybrac samemu a nie w towarzystwie znajomych na koncert?
Czy to jest naprawde takie straszne jak mi sie wydaje, tzn. nie ma co ze soba
zrobic, ludzie sie gapia itp?
Obserwuj wątek
    • dziewczyna_mickiewicza Re: samemu na koncert? 04.05.06, 23:51
      nie, to nie jest takie straszne:) sama na koncercie bylam moze dwa razy, ale
      oba byly niesamowite - w takich przypadkach zapomina sie o wszystkim i liczy
      sie tylko muzyka:)
    • mr.glam Re: samemu na koncert? 04.05.06, 23:58
      bywałem, zwłaszcza, że kiedyś w gazecie pracowałem, potem recenzowałem i nie
      zawsze dało się skombinować towarzystwo. jeśli się lubi artystę i ma się przy
      sobie piwo to można przeżyć, u mnie tak było np z Kayah. ale generalnie trochę
      nieswojo i smutno.
    • theagata Re: samemu na koncert? 05.05.06, 00:05
      hotel_zacisze napisał:

      > Czy zdarzylo sie wam wybrac samemu a nie w towarzystwie znajomych na koncert?

      tak. 21. czerwca 2005r. na koncert The Mars Volta w Stodole.

      > Czy to jest naprawde takie straszne jak mi sie wydaje, tzn. nie ma co ze soba
      > zrobic,

      to chyba zależy od tego po co idziesz na koncert - dla muzyki czy dla
      towarzystwa.
      ja poszłam specjalnie sama, żeby nikt mi nie przeszkadzał w przeżywaniu tego
      niesamowitego wydarzenia, żeby się nie przejmować czy znajomym się podoba czy
      nie, nie interesowały mnie opinie innych w trakcie koncertu. dla mnie
      najważniejsza była muzyka.

      >ludzie sie gapia itp?

      owszem patrzą, na scenę. tylko muzycy są oświetleni. publiczność tonie w
      ciemnościach, a każdy widz/słuchacz ginie w tłumie.
      • mr.glam Re: samemu na koncert? 05.05.06, 02:12
        theagata napisała:

        > to chyba zależy od tego po co idziesz na koncert - dla muzyki czy dla
        > towarzystwa.
        > ja poszłam specjalnie sama, żeby nikt mi nie przeszkadzał w przeżywaniu tego
        > niesamowitego wydarzenia, żeby się nie przejmować czy znajomym się podoba czy
        > nie, nie interesowały mnie opinie innych w trakcie koncertu. dla mnie
        > najważniejsza była muzyka.


        rozumiem. ja mam inaczej nieco. koncert z samej natury nie jest dla mnie
        przeżyciem intymnym, tylko stadnym. intymność mam głównie przy płytach. a na
        koncercie liczy się moc tłumu, wspólne przeżywanie. i najlepiej zrobić to z
        bliskimi sobie ludźmi. choć oczywiście różne bywają koncerty, czasem udaje się
        zbudować intymniejszą atmosferę.
    • janek0 Re: samemu na koncert? 05.05.06, 00:13
      hotel_zacisze napisał:

      > Czy zdarzylo sie wam wybrac samemu a nie w towarzystwie znajomych na koncert?
      > Czy to jest naprawde takie straszne jak mi sie wydaje, tzn. nie ma co ze soba
      > zrobic, ludzie sie gapia itp?
      Owszem, zdarzyło mi się. Nie, nie jest to straszne, chociaż ze znajomymi lepiej.
      Zależy to chyba też od rodzaju muzyki, a jak koncert jest do niczego, to zawsze
      można powyśmiewać się z artysty. ;)

      Dla pocieszenia dodam, że ostatnio na Liars sporo ludzi było wyraźnie samych, a
      jeden agent to nawet przyszedł dużo wcześniej, wyjął książkę i przez dobre pół
      godziny przed koncertem... czytał. (!)
      • aimarek Re: samemu na koncert? 05.05.06, 00:47
        janek0 napisał:

        > jeden agent to nawet przyszedł dużo wcześniej, wyjął książkę i przez dobre pół
        > godziny przed koncertem... czytał. (!)

        Też tak czasem robię. Przychodzę dużo wcześniej, zgarniam jakiś dobry stolik,
        kupuję piwo, wyjmuję marlboro, Foucault lub Wittgensteina i czekam aż przysiądą
        się jakieś 9.0 z kulturoznawstwa.
        Ale ogólnie chodzenie na koncerty samemu jest spoko. Właściwie ostatnio w 75%
        przypadków przychodzę solo, bo tak się jakoś składa, że zazwyczaj jest to muzyka
        na tyle nieprzyswajalna dla moich znajomych, że mało kto jest zainteresowany.
        Oczywiście gorzej jeśli koncert jest "stojący" i zaczyna się np. z dwugodzinną
        obsuwą. Wtedy faktycznie idzie się pochlastać.
        • braineater Re: samemu na koncert? 05.05.06, 09:56
          podobnie do Aimarka. Mało kto chce chodzic na te koncerty co ja, a przecież nie
          będę na chama ciągnął żony ze sobą, jak jej jazzujący i noisujący panowie nie
          pasują.
          Z tym, że Kattovittz są na tyle prowncjonalną wiochą, ze na koncerty muzyki
          niskoprzyswajalnej przychodzi w sumie non-stop ta sama ekipa (Settembrini, ja i
          jeszcze 3/4 kolesi:), więc prędzej czy później się ludzie zaczynają rozpoznawać
          i ze soba gadać.
          A bycie samemu na koncercie jest w sumie całkiem fajne, bo nie ma rozpraszaczy
          towarzyskich i mozna się wsłuchac.

          P:)
    • tomash8 Re: samemu na koncert? 05.05.06, 08:19
      Nie raz mi się zdarzało. Przecież nie odpuszcze sobie jakiegoś występu tylko
      dlatego że nikomu sie dupy nie chce ruszyć:]Raz byłem nawet na koncercie na
      którym sprzedano aż jeden bilet :D(oczywiście było troszke więcej ludzi niż ja -
      kilku barmanów i paru znajomych kapeli:) )



      www.vegetariancorpse.prv.pl
      ancora.ovh.org/
    • ilhan Re: samemu na koncert? 05.05.06, 09:49
      Właściwie chyba mi się nie zdarzyło :|
      Ale nie, nie miałbym żadnych oporów.
    • d84 Re: samemu na koncert? 05.05.06, 10:11
      Ja prawie nie chodzę, ale jeśli już to właśnie samemu. Powód jest taki jak u
      reszty - zerowe zainteresowanie otoczenia :>
    • polleke Re: samemu na koncert? 05.05.06, 10:42
      Chodzenie na koncerty wg fajności:

      1. w dobrym, nieprzypadkowym towarzystwie - mistrzostwo
      2. w pojedynkę – nie mam z tym problemu i raczej nie zostanę w domu tylko
      dlatego, że nikt nie chce iść/jechać ze mną. Jedyny mankament to oczywiście
      obsuwy, zwykle wtedy spożywam więcej alkoholu niż gdybym była w grupie choćby
      dwuosobowej (czyli dwa piwa zamiast jednego, heh). Ale można sobie radzić na
      wiele sposobów: kiedyś zagadnął mnie młody człowiek, też przyszedł sam. Po
      kilku minutach graliśmy w karty, po pół godzinie w sześć osób. Tak żeśmy się
      świetnie bawili, że przegapiliśmy początek koncertu :)
      3. z kimś przypadkowym, posiadaczem darmowego biletu, męczennikiem sprawy,
      jęczydupą, która domaga się zwrotu pieniędzy – nie, dziękuję.

      A na co boisz się wybrać, h_z?
      • wososh Re: samemu na koncert? 05.05.06, 23:33
        Jeden koncert, na który wybrałem się sam, wspominam z łezką wzruszenia. Grali
        CKOD, ja niczym nie skrępowany, nie oglądając się na nikogo, biegałem od baru
        pod scenę i z powrotem chyba pincet razy, by finalnie zostać, za bluzgi,
        wywalonym z klubu przez ochroniarza. Burak! ;)
        • jazzfoxy Re: samemu na koncert? 06.05.06, 11:17
          Dlaczego nie? Ja najczesciej chodze sama.
          • cze67 Re: samemu na koncert? 06.05.06, 11:54
            Sam byłem ostatnio na koncercie Afro Kolektywu i Robotaobiboka. I stwierdzam,
            że chodzenie z kimś (i z tym kimś się bawienie) jest o wiele przyjemniejsze.
            • perlagina Re: samemu na koncert? 06.05.06, 12:04
              Ja stwierdzam, że chodzenie na koncert z kims jest nie tylko przyjemniejsze (bo
              jest potem z kim omówić wrażenia), ale i bezpieczniejsze. Mówię to z punktu
              widzenia dziewczyny, której często pzytrafiają się różne dziwne rzeczy;)
              Wiadomo, że lepiej jest pójść na koncert ze znajomymi, którzy najlepiej jeszcze
              słuchają takiej samej lub podobnej muzyki... Bo kiedys byłam z kuzynem na
              bodajże była to Coma i ja się bawiłam średnio dobrze, bo zepół taki sobie w
              moim mniemaniu, a kuzyn w ogóle się nie bawił i jak mi później powiedział, to
              nie bardzo nawet słuchał zepołu, bo ten rodzaj muzyki jest mu raczej nie w
              smak...
              Mimo wszystko opowiadam się raczej za wspólnymi wypadami:)
      • hotel_zacisze Re: samemu na koncert? 06.05.06, 14:32
        polleke napisała:
        > A na co boisz się wybrać, h_z?

        na wedding present. chyba sie odwaze ;-)
        • ilhan Re: samemu na koncert? 06.05.06, 14:34
          Bardzo proszę mnie nie denerwować z koncertem Wedding Present. Zrobiłem rachunek plusów i minusów i wynik był 1:5, więc chyba znów mnie ominie duża atrakcja :/
        • polleke Re: samemu na koncert? 06.05.06, 14:41
          hotel_zacisze napisał:

          > na wedding present. chyba sie odwaze ;-)

          Ale... ten koncert jest odwołany :(
          • cze67 Re: samemu na koncert? 06.05.06, 14:46
            polleke napisała:

            > Ale... ten koncert jest odwołany :(

            W tym momencie ilhan płacze z radości:-) a hotel załamuje ręce:-(
            • polleke Re: samemu na koncert? 06.05.06, 14:53
              cze67 napisał:

              > W tym momencie ilhan płacze z radości:-) a hotel załamuje ręce:-(

              Ja też załamuję ręce :(
          • ilhan Re: samemu na koncert? 06.05.06, 14:53
            polleke napisała:

            > hotel_zacisze napisał:
            >
            > > na wedding present. chyba sie odwaze ;-)
            >
            > Ale... ten koncert jest odwołany :(

            Ojej. To dziwne, ale podniosła mnie ta wiadomość na duchu :)
            • polleke Re: samemu na koncert? 06.05.06, 15:06
              ilhan napisał:

              > Ojej. To dziwne, ale podniosła mnie ta wiadomość na duchu :)

              No wiesz. Oficjalnie się na Ciebie obrażam.
              • ilhan Re: samemu na koncert? 06.05.06, 15:16
                polleke napisała:

                > ilhan napisał:
                >
                > > Ojej. To dziwne, ale podniosła mnie ta wiadomość na duchu :)
                >
                > No wiesz. Oficjalnie się na Ciebie obrażam.

                W takim razie oficjalnie przepraszam. Co nie zmienia faktu, że... :)
    • pop_up Re: samemu na koncert? 06.05.06, 14:59
      Ja tam miałem co ze sobą zrobić a zdarzyło mi się być samemu dwa razy. Przy
      okazji droższych koncertów nie bardzo da się znajomych namówić na wydanie
      powyżej 100 jak nie są fanami.

      Pierwszy raz 25 maja 2001 we Wrocławiu w Hali Ludowej byłem na Nicku Cave'ie,
      ale to nie był problem bo mam 15 minut tramwajem poza tym jakoś tak byłem
      zasłuchany, że zapomniałem że jestem sam. Przed wejściem jakiś koleś w czarnym
      garniaku krzyknął "hands up who wants to die" i parę osób podniosło ręce, więc
      atmosfera była swojska:)

      Większy problem był w zeszłym roku bo się wybrałem sam 4(?) lipca na Interpol
      do Drezna. W łepetynie z czasów ogólniaka zostały mi ze 2 słowa po niemiecku,
      więc nie wiedziałem, co się dookoła dzieje i trzeba się było agnielskim ratować
      w kilku sytuacjach. Rzeczywiście zanim się koncert zaczął i wyłączyli światła
      straszno było wśród german. W każdym razie nie żałuje ani pierwszego ani
      drugiego, choć oczywiście jeżeli tylko mam okazję to wolę w towarzystwie się
      wybrać.
    • nefil Re: zalezy od subkultury 06.05.06, 15:21
      Prawdziwi gotycy samotnie chodza na koncerty, wtedy odbior muzyki jest lepszy i
      mozna ja doglebniej przezywac ;-)
      • kwiat_paproci Re: zalezy od subkultury 20.05.06, 00:14
        och, poczułam w sobie duszę prawdziwego gotyka, bo ja w 90% chadzam na koncerty
        sama, a potem jeszcze wieczorami sama wracam ;D Bo ja to taka Zosia - Samosia
        jestem. Generalnie, to nie tak, że stronię od ludzi, po prostu to ludzie stronią
        od muzyki, a głównie od takiej, za którą ja szaleję :) No i po wtóre, to u mnie
        koncerty niemal zawsze wiążą się z kwestią dojazdu, a to wymaga wywalenia
        zazwyczaj niamal dwa razy tyle kasy, a niewiele osób stać na takie wyrzeczenia w
        kwestii muzyki :( Co do integrowania się ze znajomymi, to koncerty wydają mi się
        dość wątpliwą sprawą, bo ciężko pogadać, jak zewsząd do uszu docierają
        nienormalne ilości decybeli. Lepiej kulturalnie pójść do zacisznego baru ;D A
        już do furii doprowadza mnie, jak ktoś przychodzi na, powiedzmy, "wyciszony"
        koncert z całą sympatyczną paczką i sobie pogaduszki urządzają, wrrr. Co do
        spojrzeń ludzi, to nie zwracam na nie uwagi, a i tak wydaje mi się, że to nie
        wzbudza jakiejś specjalnej sensacji.
        • pszemcio1 Re: zalezy od subkultury 20.05.06, 01:12
          dla mnie to też normalka bo moi znajomi znają jeno kult, t. love i pidżamę
          porno...tacy są alternatywni
          • teddy4 Re: zalezy od subkultury 22.05.06, 11:58
            Jakieś 80 procent, na których byłem zaliczyłem sam ( a widziałem ich z 300
            chyba - średnio 10, 15 rocznie). Jeśli nie idę sam, to jakoś mniej koncentruje
            się na samym koncercie. A tak to zauważam takie szczegóły, jak walnięcie się
            perkusisty, włączenie chorusa przez gitarzystę i septymę dyskretnie wrzuconą
            przez klawiszowca na pianie Wurlitzera z 1978 roku:)))))).
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka