Dodaj do ulubionych

Blagam, pomozcie...

29.05.11, 17:44
Nie wiem czy to dobry pomysl pisac tutaj przez wazna decyzja, ktora mnie czeka, bo jakby logiczne jest, ze bedziecie mnie raczej odwodzic od tego pomyslu, od aborcji....
Czy jest tutaj ktos, kto usunal i nie zaluje tego kroku? Albo byl sobie w stanie wytlumaczyc chociaz, ze tak musialo sie stac? Czytajac rozne historie, w wiekszosci przypadkow widze zmuszenie do aborcji przez otoczenie. Mnie nikt nie zmusza, a bardzo zaluje, byloby mi latwiej... Ale tez i nikt mnie nie zmusza, bo malo kto o tym wie. Wie tylko ojciec dziecka, czlowiek, ktorego nie kocham, nie kochalam i nigdy nie pokocham. Zreszta z jego strony wyglada to dokladnie tak samo. Z zalozenia to mial byc tylko przelotny zwiazek. Zaluje, ze nie zdecydowalam sie na aborcje kiedy on przez pierwsze dni potraktowal mnie jak smiecia, powiedzial ze to nie jego, ze ja go nie wrobie w zadne dziecko, ze czego ja od niego chce, pieniedzy? potem zaczal mowic, ze nawet jesli to z nim, to ja sie specjalnie zaplodnilam przenoszac sperme na palcach do pochwy kiedy on wychodzil do lazienki. Teraz jest troche inaczej, rozumiem jego poczatkowy szok, ale to nic nie zmienia. Nie zmienia faktu, ze on chce placic na dziecko alimenty, ze chce dawac pieniadze na lekarzy, ze moze mnie kilka razy w miesiacu czy tygodniu odwiedzac, kupowac owoce, etc. Chcialabym dodac, ze to bardzo bogaty czlowiek, ale i przy tym bardzo prosty, jak budowac cepa. Nie jest wyksztalcony, ani obyty, jest do tego obcokrajowcem. Ja tez mieszkam za granica, ale on nie jest obywatelem panstwa, w ktorym mieszkamy.
Nie wiem co jeszcze chcialam tu napisac, mysle zeby tylko niczego ostitengo nie pominac i stad pewnie ten chaos w moim poscie....
Co do aborcji, on oczywiscie jest przeciwny, w sensie ze jego wiara nie pozwala (prawoslawny), ale zrobie co zechce.
Ja jeszcze szybko opisze swoje uczucia do zarodka. Wiec absolutnie nie czuje nic, obojetnosc. Nigdy nie lubilam dzieci, nigdy mnie nie wzruszaly, nigdy nie planowalam dzieci, chociaz dopuszczalam taka mozliwosc, ale tylko z kims w normalnym zwiazku, poczetym z milosci, dla umocnienia takiego zwiazku. Ale takie dziecko z obcym czlowiekiem, do tego osobie, ktora nie lubila nigdy dzieci.... Dla mnei to jest koniec swiata, dlaczego ja tak jak inne matki nie czuje, ze teraz musze byc silna, bo mam w brzuchu dzidzie. Dlaczego ja nie mam takiej milosci, ani nawet odrobiny pozytywnego uczucia do tego zarodka? Mam sie tak meczyc 9 miesiecy? Nie chciec tej ciazy przez tyle czasu, ja psychicznie nie dam rady. A potem co, nikt mi nie dwa gwarancji, ze ja je pokocham, mam wrecz pewnosc, ze je znienawidze, ze mi zniszczylo moje zycie, odebralo wolnosc. Skoro ja juz go nie kocham, to co bdzie potem, mam je skrzywdzic wydajac na swiat? oczywiscie nie mam 100 proc pewnosci, ze tak bedzie, ale wszystko na to wskazuje. Ktos z was tak mial, ze nie kochalm dizecka przez 9 miesiecy (boze, jak to mozna zniesc??), w ogole nie lubil dzieci, nie chcial ciazy i pokochal? Ja nie ejstem typowa kobieta, ktora myslala w zyciu o dzieciach, wiec nie wiem czy ja pokocham to dziecko. I jeszcze jedno, czy ktos usunal i jest w stanie powiedziec, ze zaluje, ale jednak dobrze sie stalo, jestem mimo wszystko szczesliwa, mam odpowiedniego partnera, etc. Jest ktos taki? Jeszcze jedno, ja chociaz nie jestem praktykujaca katoliczka, nie chodze do kosciola, nie wierze w zadne instytucje, ale wierze w BOGA i wiem, ze nic mi nie da zadne wybaczenie przez ksiedza na spowiedzi, ja bede sie bala umierac, bede sie bala Boga, ze mnie za to ukarze. Nie, nie teraz, a wlasnie po smierci...
Obserwuj wątek
    • margaretka248 Re: Blagam, pomozcie... 29.05.11, 18:17
      Witaj, to trudna sytuacja, ale też twoja odpowiedzialność za to dziecko. Jak dokonasz aborcji będziesz żałować, gwarantuje ci to. Może to być zaraz po aborcji lub za kilka dziesiąt lat, sumiemienie twoje odezwie się, jak będziesz miała jkaiś większy problem. Nie usuówaj tego dziecka. Pomyśl, ile matek jest bezpłodnych i pragnie dziecka. Wiesz jak one cierpią - możesz chociaż jedną matkę uszczęśliwić oddając dziecko do adopcji. Nie zabijesz dziecka, nie skrzywdzisz go, a dasz mu szanse na szczęśliwe życie. I ty nie zostaniesz ukarana przez Pana Boga. Więc zastanów się co będzie lepsze dla ciebie? zabicie dziecka, wiele skutków po dokonaniu aborcji: fizycznych (bezpłodność), psychicznych (świadomość zabicia człowieka na całe życie), i śmierć duszy oraz kara Boża, czy może uratowanie dziecka, uniknięcie skutków po aborcji oraz uniknięc ie kary Bożej. Zastanów się, bo możesz zgotować sobie piekło na ziemi (żyjąc do końca ze skutkami aborcji) i po śmierci.
      Mam koleżankę, która dokonała aborcji i wiesz jej życie jest beznadziejne, ma problemy zdrowotne, psychiczne, nawet myśli samobójcze. A wiesz jak bardzo boi się Boga i śmierci. Jej karą doczesną jest bezpłodność, nie będzie mogła mieć potomstwa z mężczyzną, którego teraz prawdziwie pokochała. A wtedy tak jak ty zżywała przyjemności z przelotnego romansu. Ludzka, kobieca głupota, tak postępować.
      Idź do kapłana i powiedz, że masz problem, że checsz dokonać aborcji. On pomoże znaleźć ci instytucję, która pomoże twojemu dziecku i tobie.
      Twój wybór, twoje życie. Ty decydujesz co śpiewać, ale czy to będzie śpiew życia czy śmierci to będzie twoja włąsna muzyka skomponowana. Jaką lubbisz??? ładą czy taką, która będzie odstraszać ludzi.
      Jeżlei są to twoje decyzje, to póżniej będę tego właściwe konsekwencje: pozytywne lub negatywne.
      Powodzenia w podejmowaniu decyzji, tej włąściwej, która nie szkodzi ani tobie ani dziecku.

      • mama.rozy Re: Blagam, pomozcie... 29.05.11, 19:18
        jak sobie dokładnie poczytasz historię chociażby hakin,zobaczysz,że życie nie jest sielanką z serialu
        zdarza się,że kobieta w ciąży czuje totalną obojętnośc do swojego dziecka w brzuchu
        w zasadzie-co innego chciałabyś czuc?w końcu dziecko nie planowane-mało kobiet odczuwa euforię w takiej chwili...
        no cóż,mleko sie wylało,nowy człowiek już jest na świecie,tylko jeszcze nie jest samodzielny
        możesz zrobic wiele rzeczy
        ale na jedną namawiam gorąco-daj sobie i jemu czas.działanie w pośpiechu,w nerwach,nie przynosi dobrych owoców
        dobrych rozwiązań jest kilka
        bądź tutaj,pisz,pomożemy
        • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 29.05.11, 19:37
          Ale czy uwazacie, ze jesli to zrobie to Bog mi nie wybaczy? Kto mi powie czy Bog jest w stanie wybaczyc grzech aborcji...
          Co do czasu, dalam go sobie juz duzo, wiem o ciazy od 3 tygodnia, teraz jest 6 i 1 dzien.
          Myslalam o adopcji, ale na to tez jestem zbyt slaba psychicznie, co ja powiem temu dziecku za pare lat kiedy mnie odnajdzie, bede zyla ciagle myslami, ze gdzies ono tam jest, badz co badz ja je urodzilam.
          Wiec jesli bym sie zdecydowala na dopcje, to mialabym tak zyc przez 9 miesiecy z obojetnoscia do tego co jest w moim brzuchu? Nie wyobrazam sobie tego, tak jak i reakcji otoczenia, wyrodna matka, oddala swoje dziecko, co z niej za kobieta....
          Zostaje mi tylko aborcja, nie wyobrazam sobie swojego zycia jako samotna matka z niechcianym dzieckiem, odbiloby sie to wtedy i na mnie i na dziecku.
          Usunac maly zarodek i samemu sie z tym zmagac, moze Bog mi jednak wybaczy....?
          • nowako-wa Re: Blagam, pomozcie... 29.05.11, 20:25
            Może ja Ci napiszę , czy Bóg wybaczy...
            Oczywiście ,że wybaczy, On najgorszemu grzesznikowi wybacza...tylko zostaje jedno ale- poniesienie konsekwencji grzechu....
            Konsekwencje bywają straszne, czasem nie do uniesienia i to często w sferze duchowo- psychicznej- i to jest coś o czym można przekonac się tu na ziemi- może poświadczyć wiele kobiet Po-zostaje jeszcze odpokutowanie po śmierci, a to już tajemnica...
            Więc po co robić cos za co wiadomo ,że kara jest straszna, bo w/g prawa Bożego- niewinne dziecko i jego życie jest jedną z największych wartości- rozumiesz jakby Ciebie matka usunęła- jak ocenić w momencie poczęcia Twoje życie- ile ono będzie warte- wszystkie przeżyte przez Ciebie chwile?
            Czy można być szczęśliwym PO?
            Zależy co masz na myśli piszac szczęście- jak sie jest pustym cepem pewnie można ale życ pełnią życia bez pokuty się nie da...
            Mnie oczyszczenie wyniosło baaaardzo drogo- i jestem tak wdzięczna Bogu za to oczyszczenie że od kilku lat mszy nie opuszczam i staram się dziękować Bogu za to że jest i że nas wyciąga z szamba grzechu całym swoi życiem....
            Nie pchaj sie w to szambo, daj sobie i dziecku szansę.....
          • nienienie_85 Re: Blagam, pomozcie... 29.05.11, 20:27
            mogę Ci tylko powiedzieć nie rób tego, ale nie dlatego, że to grzech i Bóg Ci nie wybaczy bo ludzie popełniają grzechy codziennie i codziennie muszą za coś przepraszać. Powiem Ci z mojej perspektywy, Bóg jest po śmierci całe życie możesz za to odpłacać robiąc dobre uczynki, ale przed samą sobą nie uciekniesz, Bóg Ci wybaczy ale Ty sama sobie nie wybaczysz. Ja jestem na świeżo, niewiele czasu minęło ale każdej godziny i minuty żałuję tej decyzji. Też nie planowałam dziecka i nie cieszyłam się nim a mimo to chol**nie tęsknię i mogę mieć pretensje tylko do siebie, płaczę jak widzę kobiety w ciąży, jak widzę facetów z wózkami... fakt, że są kobiety które podnoszą się i idą dalej i nie rozkminiają tego w kontekście "zabiłam swoje dziecko" - wiem moja odpowiedź jest mega chaotyczna ale chodzi mi o jedno... możesz sobie tego nigdy nie wybaczyć. Zastanów się poważnie nad tym jak to może potem wpłynąć na Twoje dalsze życie... bo za każdym razem to wróci...
            • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 29.05.11, 20:36
              ja moge sobie nie wybaczyc, wiem ze juz przegralam zycie i niech to bedzie moja pokuta, moja kara, ale to jest tylko zycie, ja sie boje wiecznych mek i gniewu Boga przez cala wiecznosc... Bede sie bala umierac. Nigdy sie nie balam, zawsze bylam gotowa na smierc, bo kocham Boga i wierze w niego, ale po takim grzechu, smiertelnym, obawiam sie, ze on nie wybacza.... W sumie nikt mi tak naprawde na to pytanie nie odpowie, jestesmy tylko ludzmi, skad mamy to wiedziec. Ja po prostu czuje, ze Bog straszliwie karze takich ludzi i nie dlatego, ze jest zly, ale dlatego, ze jest sprawiedliwy....
              • iktoto Re: Blagam, pomozcie... 29.05.11, 21:08
                pewnie jest że aborcja jest obrzydliwością.
            • iktoto Re: Blagam, pomozcie... 29.05.11, 21:13
              jakoś nie wierzę w to, że są kobiety, które przechodzą obojętnie nad faktem popełnienia aborcji. wszystko zależy od tego jak głęboko zepchniemy tę traumę. mamy wielką nieświadomość a tam całą masę zależności, doswiadczeń, nieprzebaczeń, wyparć. możemy do końca życia żyć w nieświadomości udając że aborcja to nic takiego, jednak każdy kiedyś będzie musiał zetnąć się z tym co tam ma. jeśli życie już zaistniało w nas to ono jest w nas wpisane, można je wyrwać na siłę, ale duchowo zależność już istnieje, można wyrwać ciało, ale więzy pozostają
          • iktoto Re: Blagam, pomozcie... 29.05.11, 21:07
            czy sądzisz że ktoś tutaj da Ci garancję, ze Bóg Ci wybaczy aborcję? a skąd my to mamy wiedzieć? odpowiedz sobie na pytanie, czy jesteś w stanie przewidzieć, czy Ty sobie wybaczysz? wiesz jaki to trudny i długi proces? często to lata piekła. znasz to tylko z teorii, więc nie oczekuj odpowiedzi na tak trudne pytanie.
            Bóg jest Miłością a czy wybaczy? jak potoczy się Twoje życie? tego nikt nie wie.
            nie zakładaj swoich uczuć, nie możesz wiedzieć co będziesz czuła za kilka miesięcy kiedy poczujesz ruchy dziecka. to że w tej chwili Go nie chcesz nie oznacza jeszcze NIC!! kiedy byłam w ciąży z Mikołajem poczulam cś do Niego kiedy poczułam ruchy, maleńkie muśnięcia, miłość macierzyńska była dla mnie nie do pojęcia. miesiące ciąży były udręką, strachem, czy się uda, czy Bog mnie nie ukarze, że pewno się nie uda, więc gdzie tu miała byc mowa o milości do dziecka? bałagan na całęj linii.
    • iktoto Re: Blagam, pomozcie... 29.05.11, 21:01
      chciałabyś czuć wielką miłość do dziecka już od pierwszego momentu skogo Go nie planowałaś? chyba żartujesz!! to tylko w filmach tak bywa i w związkach gdzie miesiącami, latami ludzie czekają na dwie kreski!!! czy myślisz, że ja cokolwiek czułam do dziecka? nic a nic. dla mnie ciąża to było coś czego nijak nie mogłam połączyć z dzieckiem, nie umiałam nazwać dziecka ciążą, to były dwie różne sprawy. na USG to był wyłącznie zarodek, coś tam było widać. gdyby ktoś mi wtedy powiedział, co przeżyję wiele lat później to nie wiem czy uwierzyłabym, raczej nie. nie znosiłam dzieci.
      to normalne, że nic nie czujesz!!!!!!!!!
      tak, masz rację, najważniejsze jest aby wybaczyć sobie samemu!!!
      po aborcji wielokrotnie mialam wizje piekła, nie rozumiałam tego, teraz rozumiem.
      uważasz, że odzyskasz wolność po aborcji? czy myślisz, że uwolnisz się od dziecka? mylisz się, obojętnie, czy je urodzisz, czy pozwolisz na zabicie, Ono już jest i z Tobą zostanie. te dzieci potrzebują przyjęcia do naszych serc, czy je urodzimy czy nie, i tak potrzebują naszej miłości, otwarcia, akceptacji, przyjęcia.

      monika
      • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 29.05.11, 21:29
        Jestem nowa na tym forum, nie wiem nawet czy dobrze sie posluguje, klikam na te opcje "odpowiedz", pierwsza z brzegu, nie wiem jak sie robi zeby to co pisze bylo jako moja ostatnia wypowiedz. Ale nie o to tu chodzi. Chcialam Wam cos powiedziec, z mojego zycia. Mialam keidys malego psa, dostalam go w prezencie. Ja kocham psy, wzruszaja mnie, uwielbiam je, moge sie z nim bawic godzinami. W przeciwienstwie do dzieci. Zawsze plakalam nad losem psow w schornisku niz biednych dzieci z domow dziecka. I kiedy mialam tego malego psa, bylam w dosc toksycznym zwiazku, ale kochalam tego czlwieka. No i on mnie zostawial, wraca, zostawial, wracal. I ja mimo tej calej milosci do tego zwierzecia, kiedy bylam w deprsji, nie umialam sie nim zajac, ona sie ciagle trzesla, wyczuwala, ze cos ze mna nie tak, nie mialam sily jej wyrpowadzac, zalatwiala sie po calym mieszkaniu, nie mialam sily jej gotowac, bawic sie z nia, czulam sie wrecz uwiazana, psychicznie za slaba na taka odpowiedzialnosc w pojedynke jak posiadanie psa. Dopiero jak on sie odzywal, to wstepowaly we mnie sily. Jak zatem ja mam sobie wyobrazic zycie samotne z dzieckiem i to niechcianym, kiedy ja nawe nie lubilam dzieci? Obawiam sie, ze mogloby to wygladac tak samo, a moze nawet jeszcze gorzej. ja sobie nie wyobrazam po prostu miec dziecka i cokolwiek do niego poczuc. jest tylko obojetnosc, a jesli je urodze, to dolaczy do tego psychicznie uwiazanie i wyrzuty sumienai, ze nie daje rady dac mu to czego chce. Czytalam kilka historii matek, podobnych do mnie, ktorych zadne kopanie dziecni w brzuchu, czy jego naordziny nie zmienily w nich nic, zadnych uczuc, wieczna meczarnia. Dodam, ze to czesciej byly samotne matki. O ile rozumiem, ze w normalnym zwiazku jakos mozna sobie z tym poradzic, o tyle samemu, w moim przypadku na tyle na ile sie znam, jest to niemozliwe. Wiec co mam zrobic, wydac na swiat niechciane dziecko i skazaz siebie i jego na takie meki? Komu mialoby to sluzyc? Czy nie jest wiekszym grzechem spaprac dziecku emocjonalne zycie? Za jakieg grzechy tego malego czlowieka ono ma cierpiec majac taka matke? Chce sie umowic we wtorek na zabieg, ktory mialby sie odbyc w piatek. W czwartek mam jeszcze wizyte u lekarza. Nie wiem w sumie po co, ale juz pojde tam. Teraz jestem w 6 tygodniu, za tydzien to bedzie 7 i juz ostatni dzwonek na farmakologiczne poronienie...
        CHce juz podjac jakas decyzje i skupic sie na tych wyrzutach sumienia po aborcji, niz zyc tak jak teraz, jak wrak, od miesiaca nie mam kontaktu z ludzmi, nie wychodze z domu, calymi dniami leze w lozku, placze, pisze na forach, nikomu nic nie powiedzialam i nie zamierzam, nie radze sobie z tym psychicznie, najbardziej w swiecie po prostu nie chce tej ciazy, chce juz miec to za soba.....
        • nati1011 Re: Blagam, pomozcie... 29.05.11, 22:07
          mozna nie cierpiec dzieci - obcych, ale swoje jednak traktuje sie inaczej. i to naprawde nie przychoci na pocztku ciazy wink

          aborcja jest nieodwracalna. zmienisz zdanie to juz nie da sie cofnac. a gdybys tak zostawiła sobie furtke? zachowaj to dziecko. jezeli go pokochasz to bedziesz go wychowywac. jezeli zas po porodzie nie zmienisz zdania, to znajdziemy mu najlepsza rodzine adopcyjna. bedziesz miala pewnosc ze jest mu dobrze.
        • iktoto Re: Blagam, pomozcie... 30.05.11, 08:49
          ale Cię zły duch wmanewrował, czemu tak się dajesz?
    • nati1011 Re: Blagam, pomozcie... 29.05.11, 21:24
      nie napisze dzis duzo, bo własnie złamałam reke. i ofiaruje ten ból i cierpienie w intencji twojej i twojego dziecka.

      wiele było tu dziewczyn w sytuacji jak twoja - ale wszystkie tłumaczyły swoja decyzje, usprawiedliwiały.... jestes pierwsza, ktora juz dzis ma swiadomosc, ze to zbrodnia MOGĄCA skonczyc sie potepieniem wiecznym. przerazajace jest to, ze nawet ta swiadomosc nie jest w stanie cie cofnac.
      chciałabym ci napisac dlaczego mozesz wybrac inaczej niz aborcje - ale naprawde dzis nie dam rady. ale wiem jak mozesz podjac dobra decyzje. jest taka modlitwa - koronka do miłosierdza bozego. jezeli dasz rade zmów ja przez 9 dni z rzedu. jezeli nie dasz rady - zmów choć 1 raz, ale tak od serca. a potem popros o swiatło ducha swietego. efekt bedzie dwojaki: albo zrozumiesz, ze dziecko, to nie koniec swiata i znajdziesz odwage by go przyjac, albo okaze sie, ze niestety musisz przejsc trudniejsza drogą.

      licze, ze znajdziesz odwage. jezeli nie, to czeka cie o wiele trudniejsza droga
      • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 29.05.11, 21:37
        postaram sie dzis pomodlic tak jak mi radzisz, odmowic te koronke.
        Chodzi o to, ze ja nie chodze do Kosciola, nie wierze jakos specjalnie w te instytucje, ksiezy, ktorzy grzesza bardziej niz przecietny czlowiek, ale wierze w Boga, modle sie zawsze do niego od dziecka. Dzis mam 31 lat. Tak, zmowie te modlitwe, znajde ja na Internecie i pomodle sie najszczerzej jak potrafie.
        Tak, zdaje sobie sprawe z potepienia, a jednak dalej mysle o aborcji, wiem, ze to nielogiczne, ale po prostu niechec do bycia w tej ciazy jest niesamowicie potezna, ze az moze trudno niektorym to pojac, mam wrazenie, ze nikt na swiecie w podobnej sytuacji nie palal taka niechecia do bycia w takiej ciazy, neichcianej, z nieodpowiednim czlowiekiem, z moim malodojrzalym podejsciem do zycia. Jestem za slaba zeby to zycie chwycic a bary i powiedziec sobie, ze ide dalej. Zawsze taka bylam i to juz sie nie zmieni. Widoczie z tego sie nie wyrasta to cecha osobowosci, slabej osobowosci....
        • nati1011 Re: Blagam, pomozcie... 29.05.11, 21:56
          ja wiem jak trudno czsem przyjac dziecko. czasem to zadanie ponad nasze siły. serio. Ale skoro wierzysz w Boga, to pozwól mu sobie pomóc. On naprawde pomaga, całkiem konkretnie. moze teraz chce pomoc wlasnie tobie. w koncu co masz do stracenia?

          cokolwiek zrobisz bog bedzie z toba. nie obrazi sie na ciebie. on tylko chce bys sama nie zrobila SOBIE krzywdy.
    • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 30.05.11, 00:01
      Ja nie mowie, ze wszyscy ksieza sa zli. Ale znam przyklad ksiedza, ktory sam dopuscil sie aborcji, zmusil swoja kochanke do tego. Ale tu juz nie chodzi o ksiezy, ja nie wierze w kosciol katolicki nie z powodu ksiezy, ale to juz jest inny temat. Mysle, ze mimo wszystko wierze w Boga bardziej niz niejedn katolik, ale nie przyszlam tu zeby sie licytowac.
      Tak sie zastanawiam, bo zawsze tlumaczylam sobie wszystkie zle rzeczy, ktore mnie w zyciu sptykaly, tym ze wlasnie dlatego moje zycie tutaj nie jest takie kolorowe, zebym dzwigala ten krzyz i kiedys mogla sie cieszyc zyciem wiecznym. Dlatego wszystko przyjmowalam z pokora. Ale to juz jest dla mnie za duzo, ta ciaza to juz za duzo, czuje ze nie podolam. Ale moze wlasnie znowu mam sobie tlumaczyc, ze mam dzwigac ten krzyz, tego niechcianego dziecka, samotnego macierzynstwa wlasnie po to, zeby kiedys dostapic nagrody? Nie wiem czy nie brzmi to nawiedzenie, ale taka mialam w zyciu filozofie i latwiej mi bylo znosci wszelkie przeciwnosci. Tylko ta, ktora mnie teraz spotkala, jest ponad moje sily. Nie wiem czy nie skoncze w jakims zakladzie zamknietym, juz zmierzam do wielkiej depresji, ja od miesiaca nie zyje, nie funkcjonuje, jestem zamknieta w 4 scianach, wychodze z domu tylko po jedzenie, z nikim sie nie spotykam, nie odbieram zadnych telefonow, poucinalam wszelkie kontakty, nie moge sobie z tym proadzic. Nikt z zewntarz mi nie pomoze, kazdy ma swoje zycie, swoje problemy. Ja dluzej tego sama nie wytrzymam, boje sie tez o siebie, ze nie przetrwam tych 9 miesiecy, bo cos mi sie dostanie do glowy. Moje zycie ogranicza sie do ciemnje sypialni z zaslonietymi kotarami, ciagle jest noc, nie odrozniam dnia od nocy. Czuje sie strasznie, nie mam sily wyjsc do ludzi i zyc jak zylam. Cokolwiek zrobie, to juz nic nie bedzie takie samo, jestem juz naznaczona tym wszytskim, moja psychika jest juz poszatkowana, nie wyjde z tego jesli zostane w tej ciazy. A jesli ja usune wcale nie musi byc lepiej. Zycie w wiecznym strachu, ze czeka mnie pieklo, sprawi, ze ja rowniez moge psychicznie zachorowac. Nie chce zyc, naprawde, nie chce, wolalabym zeby teraz mnie Bog zabral do siebie, zanim dokonam tego czynu, zeby juz ta strasznie nie cierpiec, jestem wrakiem czlowieka, a minal dopiero miesiac....
      • ela696 Re: Blagam, pomozcie... 30.05.11, 01:07
        Nie bój się. Podejmij dobrą decyzję - ocal siebie i dziecko. Spróbój spojrzeć z boku. Wiele kobiet daje radę z samotnym macierzyństwem to dlaczego Ty miałabyś nie dać?
        Dziecko daję ogromną siłę i motywację. To, że nie czujesz teraz do niego nic nie oznacza, że się to nie zmieni. Być może po kolejnym USG, po pierszych ruchach, po narodzinach..
        Ja też przez całą planowaną ciążę nie czułam wybuchu uczuć macierzyńskich, wręcz przeciwnie.
        Wszystko przychodzi z czasem. Zobaczysz. Tylko rzuć się na głębię, zaufaj Bogu i nie bój się już. Nie będziesz żałować.
        Nowy człowiek idzie na świat - to Twój syn/córka przyjmij go jak dar od Boga.



        • mama.rozy Re: Blagam, pomozcie... 30.05.11, 08:10
          kochana
          nawet nie wiesz,że większośc obaw związanych z uczuciami do dziecka/siebie w ciąży,przeżywa praktycznie każda kobieta
          a ja mam inne pytanie-chciałabyś z kimś porozmawiac?jesteś z okolic Warszawy?może rozmowa z psychologiem pomogłaby Ci uporządkowac ten bałagan?
          bo trochę wydaje mi się,że ciąża jest jakby efektem ubocznym jakiegoś pogmatwania tam,w środku...tak,jak piszesz-teraz to zbyt duży ciężar.a może dałoby się zdjąc coś,dzieki czemu będzie lżej?
          możemy też pomyślec o dobrym kapłanie,mamy kilku tu i tam.
          czasem wystarczy rozmowa,najczęściej z kimś obcym...
          ściskam Cie mocno,dawaj znac
          • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 30.05.11, 08:30
            Chcialam na poczatku jeszcze raz zaznaczyc, ze czytam wszystkie wypowiedzi i nie chce zeby ktos poczul sie ignorowany, ale nie umiem sie na tym forum poslugiwac i nie wiem jak robic zeby to do kazdego doszlo, wiec klikam na ostatni post i tam jest opcja "odpowiedz". U mnie jest 1.30 w nocy, mieszkam z Stanach... Pora polozyc sie do lozka, kiedy sie obudze wszystko napisze. Moze to co przezywam to faktycznie wiaze sie z roznymi sytuacjam w moim pogmatwanym zyciu, ale obawiam sie, ze tu trzebaby zastosowac jakas dlugotrwala terapie, na ktore juz jest troche za pozno. Pozatym to jest kosztowne w tym kraju, a i znalezienie polskiego psychologa byloby dosc trudne, nie to, ze nie wladam angielskim, ale jakos tam chyba lepiej byloby mi sie naprawde uzewnetrzenic tylko w ojczystym jezyku... Napisze wiecej kiedy sie obudze. Mam nadzieje, ze sen nadejdzie wreszcie. Spalam duzo w dzien, bo tylko sen przynosi mi ukojenie, to moment kiedy nie mysle o tym wszystkim. Dziekuje za wszystkie posty, doceniam, ze sa ludzie, ktorzy chca mi pomoc i poswiecaja swoje czas obcej osobie...
            • margaretka248 Re: Blagam, pomozcie... 30.05.11, 09:44
              Trzymaj się ciepło, bąź silna, nie poddawaj się, daj życie temu dzieciątku
            • wiesia140 Re: Blagam, pomozcie... 30.05.11, 09:50
              iktoto ma rację, rzeczywiście cię zaciemnił i to , pomódl się tak jak nati mówiła Koronką do Bożego Miłosierdzia , to potężna modlitwa , ja ci jeszcze mogę dodać na odpędzenie złych myśli:

              modlitwa do św Michała Archaanioła

              Święty Michale Archaniele, broń nas w walce, a przeciw niegodziwości i zasadzkom złego ducha bądź nam obroną. Niech go Bóg poskromić raczy, pokornie prosimy, a Ty, Książę wojska niebieskiego, szatana i inne złe duchy, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, Mocą Bożą strąć do piekła. Amen.
              apropo

              prośby o światło do Ducha św

              pomocna ci będzie Koronka do św Ducha

              W Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen
              Wierzę w Boga Ojca...


              Wezwanie Ducha Świętego:
              Przybądź, Duchu Święty,
              spuść z niebiosów wzięty
              Światła Twego strumień.
              Przyjdź, Ojcze ubogich,
              Dawco darów mnogich,
              przyjdź Światłości sumień !
              O najmilszy z Gości,
              Słodka serc radości,
              Słodkie orzeźwienie.
              W pracy Tyś ochłodą,
              w skwarze żywą wodą,
              w płaczu utulenie.
              Światłości najświętsza,
              serc wierzących wnętrza
              poddaj swej potędze !
              Bez Twojego tchnienia
              cóż jest wśród stworzenia?
              Jeno cierń i nędze !
              Obmyj, co nieświęte,
              oschłym wlej zachętę,
              ulecz serca ranę !
              Nagnij, co jest harde,
              rozgrzej serca twarde,
              prowadź zabłąkane.
              Daj Twoim wierzącym,
              Tobie ufającym
              siedmiorakie dary !
              Daj zasługę męstwa,
              daj wieniec zwycięstwa,
              daj szczęścia bez miary ! Amen.


              1. Bądź uwielbiony, Boże Duchu Święty i przyjdź do nas w darze Mądrości.
              + Ojcze nasz.., + Zdrowaś Maryjo.., + Chwała Ojcu..,
              2. Bądź uwielbiony, Boże Duchu Święty i przyjdź do nas w darze Rozumu.
              + Ojcze nasz.., + Zdrowaś Maryjo.., + Chwała Ojcu..,
              3. Bądź uwielbiony, Boże Duchu Święty i przyjdź do nas w darze Rady.
              + Ojcze nasz.., + Zdrowaś Maryjo.., + Chwała Ojcu..,
              4. Bądź uwielbiony, Boże Duchu Święty i przyjdź do nas w darze Męstwa.
              + Ojcze nasz.., + Zdrowaś Maryjo.., + Chwała Ojcu..,
              5. Bądź uwielbiony, Boże Duchu Święty i przyjdź do nas w darze Umiejętności.
              + Ojcze nasz.., + Zdrowaś Maryjo.., + Chwała Ojcu..,
              6. Bądź uwielbiony, Boże Duchu Święty i przyjdź do nas w darze Pobożności.
              + Ojcze nasz.., + Zdrowaś Maryjo.., + Chwała Ojcu..,
              7. Bądź uwielbiony, Boże Duchu Święty i przyjdź do nas w darze Bojaźni Bożej.
              + Ojcze nasz.., + Zdrowaś Maryjo.., + Chwała Ojcu..,


              P: Ześlij Ducha Twego, Panie, a powstanie życie,
              W: I odnowisz oblicze ziemi.


              Módlmy się. Boże, Tyś pouczył serca wiernych światłem Ducha Świętego: daj nam w tymże Duchu poznać, co jest prawe i Jego pociechą zawsze się radować. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.


              P: Niepokalana Oblubienico Ducha Świętego,
              W: Módl się za nami.


              na zakończenie

              Oczyść, Panie, ogniem Ducha Świętego nasze sumienia i serca, abyśmy służyli Tobie w czystości ciała i podobali się dzięki niewinności duszy. Amen
              • wiesia140 Re: Blagam, pomozcie... 30.05.11, 10:10
                zapomniałam jeszcze o jednej rzeczy , weź Nowy Testament do ręki i czytaj, to też pomaga
                • mama.rozy samaniewiem 30.05.11, 10:31
                  na razie jesteś czytalna dla wszystkich
                  jak chcesz pisac do kogoś konkretnego,to możesz to zaznaczyc w tytule odpowiedzi,albo już w poście
                  i nie jesteś nam obca-większośc z nas ma dzieci,niektóre z nas stały przed dylematem,przed jakim Ty stoisz.niektóre ten błąd popełniły...
                  czy masz gdzieś w pobliżu siebie misję/centrum polonijne?
                  albo podaj rejon,gdzie łatwiej byłby Ci dojechac
                  nie obiecuję,że znajdę,ale na pewno będę szukac
                  śpij dobrze
            • iktoto Re: Blagam, pomozcie... 30.05.11, 12:29
              piszesz, że już za późno na terpię. co Ty piszesz. masz dopiero 31 lat, to początek życia. ja chodzę na terapię do jezuity od kilku miesięcy, mam 38 lat i jakoś nie uważam, że to dla mnie za późno. chodzę na terapię z powodu dzieciństwa, które nie było najlżejsze i zarzutowało na całym moim życiu i które spowodowało że znalazłam się na dnie. zawsze jest jeszcze ten dobry czas aby podjąć terapię!!!
      • iktoto Re: Blagam, pomozcie... 30.05.11, 12:25
        księża są tacy jakie jest społeczeństwo, z księżyca nie spadli.

        dużo trudniej jest dźwigać krzyż po aborcji niż mając niechciane dziecko. dlaczego wciąż zakładasz że Go niebędziesz chciała. nie jesteś w stanie przewidzieć co będziesz czuła za kilka miesięcy. nie jesteś w stanie przewidzieć jaki to ból kiedy nagle uświadamiasz sobie, że tego dziecka już nie ma tutaj i Go nie bedzie. to tylko teoria. piszesz, że chcesz już być po aborcji żeby zacząć coś nowego, żeby przepracować te nowe wyrzuty sumienia. nie wiesz co piszesz, tych wyrzutów sumienia nie mozna z niczym porównać, to nie jest wyrwanie zęba. poczytaj nasze historie. to nie jest tak, nie możesz przewidzieć co będize po, ile czasu będzie trwało naprawianie siebie.
        • mama.rozy Re: Blagam, pomozcie... 30.05.11, 13:31
          wklejam to,co na szybko dobra dusza mi znalazłasmile
          www.campaignlifecoalition.com/index.php?p=Pregnancy_help
          jak będę miała coś jeszcze,to dam znac
          • mama.rozy i jeszcze 30.05.11, 13:34
            www.priestsforlife.org/
            www.optionline.org/
    • bellagnos Re: Blagam, pomozcie... 30.05.11, 13:51
      Jestem w ciąży i tak od siebie dodam że w tych pierwszych tygodniach było mi ciężko psychicznie choć nawet nie wiedziałam, że jestem , o byle bzdurę nawet bez powodu totalny dół. Moja koleżanka dotąd się śmieje jak płakałam nad piękną choinką którą mąż przyniósł tylko dlatego, że nie była sztuczna. Możliwe że Twoje wcześniejsze zranienia złączył się z całkiem naturalnym "dołem ciążowym" i do tego doszły sprawy duchowe bo komuś bardzo zależy byś zabiła swoje dziecko, a najlepiej siebie też. Tu się toczy walka o Ciebie.

      Nie jesteś złą osobą nie daj sobie samej tego wmówić , masz bardzo czyste sumienie rzadko spotykane u osób niezbyt praktykujących. U mnie w 5 tyg ciąży biło serduszko nie przerywaj tego bicia, nie wiesz dla kogo ono bije może to ma być wspaniały człowiek dający nadzieje innym..
      Rozważ sprawę adopcji, szkoda, że tak mało się o niej mówi, to nie jest zło.

      Bogu bliska jest adopcja "Kto przyjmuje jedno z tych dzieci w imię moje, Mnie przyjmuje" Zresztą Jezus był adoptowanym dzieckiem św Józefa, zobacz jak Józef musiał się czuć na początku, nie wiedział skąd jak i dlaczego a Maryja milczała.Dopiero anioł mu wszystko wyjaśnił.
      Życzę ci takiego anioła .
      Piszesz o krzyżu, jest w tym racja, że cierpienia trzeba przyjmować ale.. są dwa rodzaje krzyża jeden może być cierpieniem po aborcji czyli niosącym śmierć a drugi noszeniem dziecka 8 miesięcy i obdarowaniem tym dzieckiem rodziny która płacze i modli się codziennie o dziecko, czyli na Twoim bólu wyrasta, życie, szczęście.
      A może jednak dziecko zostanie z Tobą?? Ska wiesz że nie poznasz kogoś kto pokocha ciebie i dziecko?? Jeśli zawierzysz Bogu swoje życie On nim pokieruje.
    • 0oo.oo0 Re: Blagam, pomozcie... 30.05.11, 14:20
      Rozumiem Twoje nastawienie do adopcji, że lepiej usunąć niż oddać. Nie wiem skąd to się bierze, ale u mnie też adopcja nie wchodziła w grę...
      A samo to, że piszesz tutaj, ze szukasz porady innych, świadczy o tym, że nie podjęłaś decyzji. I będziesz się tak męczyła dopóki tego nie zrobisz. Nie wiem jak to jest, kiedy decydujesz się na aborcje, tego Ci nie powiem. Ale znam tą druga drogę. Kiedy nie wiesz, wahasz się i mówisz sobie spróbuje, dam radę, urodzę. I już. Wszystkie problemy znikają, mówisz sobie, podjęłam decyzje i nie ma odwrotu. I idziesz do sklepu kupić marchewke i cieszysz się jak głupia, ze robisz to już nie tylko dla siebie, że robisz to, bo musisz dla kogoś w Tobie. I nie męczysz sie już z dwiema możliwościami, tylko układasz życie pod tą jedną. Siedzę tak już drugi miesiąc układając sobie życie na potem.
      I może to, że nie kochasz tego faceta jest problemem, ale możesz kochać dziecko. Mozesz już nigdy nie być sama, bez względu na facetów. Taki mały człowiek będzie kochał Cię bezwarunkowo i będzie mogł liczyć tylko na Ciebie i nigdy nie poczujesz się z nim samotna.
      Po zrobieniu testu źle się czułam, miałam wrażenie, że mój brzuch sam wyrzuca nieproszonego lokatora, tak mocno bolało, a mnie to cieszyło, że moze problem sam się rozwiąże. I chodziłam tak przez tydzień w takim otępieniu bez życia. I podjęta decyzja zmieniła świat na lepsze.
      I moj chłopak sie ze mnie śmieje, w jaki sposob podjęłam decyzje, ze bedziemy mieli dziecko, jak ostatnio nie umiałam wybrac kanapy i robił to za mnie. Bo mnie mecza decyzje, nie lubie tego, czuję się mała, zagubiona, przytłoczona i wpadam w czarną dziurę. Wybór imienia do bierzmowania, liceum, czy kierunku studiów powodował, ze przez tydzień lezałam zrozpaczona szukając, kto podejmie decyzje za mnie. Ale teraz poczułam, ze to dziecko nie może się samo bronić, że skoro i ja i chłopak go nie chcemy, to kto go chce. Nikt więcej nie wiedział, nie mógł mu pomóc. I wtedy trafiłam na forum i poczułam, ze jeśli komuś obcemu zależy na moim dziecku, a nie mi, to co ze mnie za człowiek. Jak pójdę do kościoła jeszcze kiedyś, czy powiem to przyszłemu mężowi i dzieciom. że już pierwsze dziecko nie będzie pierwszym, tylko drugim, a to zabite będzie pierwszym... Miałam tysiące myśli i zdecydowałam dobrze i naprawdę to czuję. Czuję radosć, spokój. Mogę patrzeć na kobiety z dziecmi, wózkami i w ciąży, których są miliony i mnie to nie boli. Nie wiem, czy byloby tak po aborcji...
      Jeśli ojciec dziecka da Ci zabezpieczenie finansowe to masz jeden problem z głowy.
      Ja wierze w Ciebie i wierze, że dasz radę. I że jest powod, dla którego to my jesteśmy wybrane, mimo ze tyle innych osob by chciało. Trzymaj się, głowa do góry i wpuść trochę słońca w swoje zycie podejmujac dobrą decyzję smile
      • bibina Re: Blagam, pomozcie... 30.05.11, 17:11
        Trzymaj sie, kobieto.
        Jestem w 9 tygodniu ciazy, mdli mnie okropnie, mysle tylko o lezeniu w lozku i lazeniu po necie, do dziecka (chociaz planowane) nie mam relacji, cos tam do niego gadam, ale wydaje mi sie to sztuczne, boje sie tez ze bedzie chore, uposledzone (mam 37 lat). Aborcji w ogole nie biore pod uwage.
        Powyzej opisane dolegliwosci ofiaruje dzis Panu Jezusowi w Twojej intencji.
    • nienienie_85 Re: Blagam, pomozcie... 30.05.11, 18:07
      sytuacja w jakiej jesteś jest trudna, pewnie wiele osób zastanawiałoby się i płakało, ale czy jest sens? Powiem Ci z perspektywy osoby, która dała się zmanipulować, dała sobie wmówić, że to jedyne wyjście z sytuacji. W chwili obecnej jestem sama, znaczy mam faceta ale on ofc ciągle zajęty sobą i załatwianiem swoich spraw, ze swoimi demonami i bólami (jestem po farmakologicznej i fizycznie mega cierpiałam i cierpię nie wspominam już o bólu psychicznym) zostałam totalnie sama. Wtedy nachodzą czlowieka różne myśli, że to moja wina, że jestem sama, że to moja wina, że nie widzę sensu dlaczego? bo właśnie KTOŚ dał mi szansę nie bycia już samotną (dziecko), dał mi sens (miłość dziecka) ale ja to wszystko wyrzuciłam, ile jestem warta teraz odrzucając ten prezent. Tak modlę się i tak jakoś naiwnie wierzę, że Bóg mi wybaczy i kiedyś i ja sobie wybaczę ale tak jak pisały dziewczyny, to jest piekło, najgorzej jest wieczorami i w nocy kiedy to wszystko wraca, jest w Twojej głowie i nie dasz rady od tego uciec. Cokolwiek postanowisz na pewno znajdziesz tutaj pomoc, jednak zastanów się czy jest sens skazywać się z góry na piekło... takie psychiczne i duchowe. Najgorsze jest to, że nie masz się nawet komu wygadać, wypłakać... i mimo, że można się tłumaczyć na wiele sposobów to nigdy nie znajdziesz wytłumaczenia czy też akceptacji swojej negatywnej decyzji.
      • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 31.05.11, 03:26
        Przepraszam, ze dopiero teraz pisze, ale czuje sie w obowiazku chociaz poinformowac Was, ze zyje, chociaz jestem na samym dnie rozpaczy. Dzis upadlam przed krzyzem, ktory wisi u mnie w domu i prosilam Boga o wybaczenie. Na wiecej slow nie mam sily, psychicznie jestem wrakiem. Fizycznie tez czulam sie dzis kiepsko. Odezwe sie jak bede w stanie napisac cos wiecej. Przepraszam i prosze o zrozumienie. Nie chce zawiesc ludzi, ktorzy poswiecili/poswiecaja mi swoj czas i chca pomoc. Napisze jak poczuje sie troche lepiej, moze jutro mi sie uda. Przepraszam.
        • mama.rozy Re: Blagam, pomozcie... 31.05.11, 06:57
          pisz,pamiętamy o Tobie
          • ela696 Re: Blagam, pomozcie... 31.05.11, 09:36
            Nie jesteś sama, pamiętamy.
            Modlę się za Ciebie i trzymam kciuki. Nie poddawaj się i nie bój się.
        • iktoto Re: Blagam, pomozcie... 31.05.11, 10:05
          nie przepraszaj, nie musisz. nie mysl o tym że możesz kogoś tutaj zawieść, myśl o sobie, o dziecku, nas możesz olać, nikt nie poczuje się urażony

          trzymaj się
          • margaretka248 Re: Blagam, pomozcie... 31.05.11, 16:50
            Trzymaj się ciepło, chicaiałam wam powiedzieć, że miałam dziś poważny wypadek, potrąciłaa mnie samochów, ale Bóg nie dopuścił, aby stała mi się krzywda, jestem poturbowana, ale żyję.
            Podobnie jest z dzieckiem poczętym, ono zmienia sytuację kobiety, ale gdy się zaufa Bogu i powierzy się jemu problemy, On pomoże, szczególnie wtedy, gdy ktoś daje życie, anie chce go odebrać.
            Dlatego wierzę w to, że jesteś chroniona przez Boga i twoje dziecko. Jeżeli pozwolisz mu żyć, Bóg cię nigdy nie zostawi i ędzie tobie wdzięczny.
            Jeżli twój stan psychiczny jest zły, to proszę pomyś o rozmowie z kimś zaufanym (może to być kapłan, psycholog), takie osoby, które zachowają anonimowość i nie wydadzą cie osobom, którym nie chesz powiedzieć o zaszłej sytuacji (jak narazie).
            Napewno możesz liczyć na naszą pomoc i wsparcie emocjonolane oraz duchowe.
            Wspieramy cię modlitwą, pamiętamy o tobie i o dziecku.
            uściski dla ciebie i dzieciątka smile.
    • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 01.06.11, 05:36
      Wlasnie troche sie obawialam, ze wszyscy beda mnie tu odwodzic od aborcji, ale zdecydowalam sie napisac.
      Ja sobie nie wyobrazam samotnego macierzynstwa, po prostu nie umiem... Ja sama potrzebuje milosci, wsparcia, znam sie na tyle, ze wiem, ze nie bede dac w stanie temu niechcianemu dziecku tego co ono potrzebuje.
      Strasznie zle znosze te ciaze, 6 tydzien, a ja ciagle, bez zadnej przerwy mam nudnosci, chocaiz nawet nie wiem czy to sie tak nazywa, ciagle chce mi sie wymiotowac, a nie wymiotuje, chyba moge to porownac do choroby lokomocyjnej, ktora mialam w dziecinstwie, kazdy dluzszy, godzinnny wyjazd samochodem konczyl sie odchorowywaniem przez reszte dnia. Fizycznie jestem wypluta. Psychicznie... dzis chcialam sie samookaleczyc, chcialam obciac nozyczkami swoje wlosy, siada mi psychika. Cokolwiek zrobie, czy zostawie czy usune, to ja juz jestem wrakiem czlowieka. Napisalam ojcu dziecka smsa, ze nie czuje sie za dobrze, nie odpowiedzial nic. Wczoraj spytalam czy moze mi cos kupic do jedzenia, odpisal po dwoch godzinach, ze dopiero wyszedl z samolotu, gdzies tam wylecial na weekend. Dostalam raport, ze dostal tego smsa wczesniej niz mi napisal. Nie mam co na niego liczyc, nie mam co liczyc, ze moim fizycznym stanie ten czlowiek mi w czymkolwiek pomoze. On twierdzi, ze jego biznesy sa najwazniejsze, a ja jestem rozpuszczona. Jesli bym urodzila, to na pewno nie dalabym rady z dzieckiem. On mowi, ze placilby za nianke, niby w to wierze, ale juz sama nie wiem. Ale co mi z nianki, jak ja nie mam zadnych uczuc do tego plodu, wrecz mnie drazni... Jestem kompletnie z tym wszystkim sama, nikomu nie powiedzialam o ciazy, a nawet jesli powiem, to nikt juz nie ebdzie chcial za bardzo ze mna sie zadawc, nikt nie ma dziecka, ja juz bede tredowata, zostane sama jak palec, z dzieckiem, ktorego nie pragnelam i ktorego usmiech mi niczego nie wynagrodzi. Nie o tym w zyciu marzylam. Ale teraz juz nie chce nawet zadnych marzen o prawdziwej milosci i dziecku zrodoznym z milosci. Nie chce juz nic, niech mnie Bog ukarze samotnoscia, bylebym nie musiala rodzic tego dziecka i skrzywiac mu psychike. To dopiero 6 tudzien, poczatek tego koszmaru... Jak ja mialabym w takim stanie przejsc cala ciaze, ktora jest tylko poczatkiem tego co mnie moze czekac po urodzeniu dziecka. Naprawde, nie chce tej ciazy, nie mam w sobie mysli, ze "teraz musze byc silna, bo mam dziecko", mnie to przytlacza, mnie to prowadzi do jakiejs choroby psychicznej, ja przestaje siebie poznawac, ja juz mam wszystkiego dosc.... Adopcja, musialabym sie ukryc gdzies na ostatnie miesiace, odciac od swiata, juz w zasadzie jestem od niego odcieta, ale sa jeszcze sasiedzi, ktorzy moga zauwazyc. Nie chce zadnej laty wyrodnej matki, ktora oddala dziecko. Zreszta tak czy siak, ja psychicznie nie dam rady przejsc przez te ciaze sama, po prostu nie dam, jest ze mna coraz gorzej, a nie coraz lepiej.... Chcialabym zeby mnie ktos zabil, cos mi zrobil, zebym nie musiala juz tego wiecej przezywac, gdybym byla odwazniejsza, to naprawde, juz dawno odebralabym sobie zycie.... Wiem, ze jak dokonam aborcji, to moge sie czuc podobnie, ale ja juz tylko w tym upatruje, ze uwolnie sie z tego wszystkiego co aktualnie przezywam, tego sie nie da opisac......nie da.....
      • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 01.06.11, 06:43
        Czytalam wlasnie o depresji w ciazy, zreszta nie mowie, ze wczesniej tez nie miewalam zalaman jakichs, ale nigdy takich jak to... Leczenie farmakologiczne jest dosc niebezpieczne... Znalazlam taki fragment: "Wiele badań wskazuje także na odległe niekorzystne skutki dla dzieci depresyjnych matek. Są wśród nich zaburzone relacje matka - dziecko, dziecko - rodzeństwo, rozwijające się później problemy poznawcze, emocjonalne, zaburzenia zachowania i adaptacji u dziecka." z tej strony: www.pulsmedycyny.com.pl/index/archiwum/8581,ci%C4%85%C5%BCa,depresja.html
        Ja juz nawet moglabym sie poddac leczeniu, ale na psychoterapie mnie nie stac, pozatym chyba musialabym zamieszkac z takim psychoterapeuta zeby miec go ciagle pod reka. A do farmakologii nie jestem przekonana, raczej w ciazy jest to niewskazane....
        • mama.rozy Re: Blagam, pomozcie... 01.06.11, 08:26
          a spojrzałaś chociaż na linki,które podałam?
          bardzo łatwo jest wpaśc w dół,gorzej się z niego wychodzi
          sęk w tym,że z takich dołów składa się całe nasze życie.po prostu.chyba,że ktoś żyje w kolorowym świecie seriali i gazet,to faktycznie,może sie spodziewac,że wróżka wybawi go z kłopotów,obojętnie jakich
          dorosłośc polega na tym,że bierze się odpowiedzialnośc za to,co się robi.tym bardziej,kiedy chodzi o drugiego człowieka.a jak chodzi o zycie drugiego człowieka,to w ogóle nie powinno byc pytań.
          macierzyństwo nie jest usłane różami,bo nie o to w tym chodzi.nie rodzimy dzieci dla siebie,dla własnej wygody czy potrzeby.a jeśli tak ktoś podchodzi do sprawy,to samo dziecko szybko mu udowodni,że jest zupełnie inaczej.
          ale porównując ciężar aborcji i ciężar macierzyństwa,plus jest po stronie drugiego.
          samaniewiem,czy Ty cokolwiek robisz,żeby polepszyc swój stan zdrowia?byłaś u jakiegokolwiek lekarza?
          o samotnym rodzicielstwie na razie nie masz co mówic,bo chociaż pan ojciec pewnie się dzieckiem nie przejmie,takie decyzje będziesz w stanie rozwazyc dopiero przed porodem czy nawet po nim.pierwszy trymestr ciąży jest taką huśtawką hormonów,że sensownym decyzji się nie podejmuje.tym bardziej,jeśli matka z dzikim uporem wpycha się w bagno.
        • iktoto Re: Blagam, pomozcie... 01.06.11, 09:06
          potrzebujesz porozmawiać z kimś w realu o swojej obecnej sytuacji, spróbuj zmusić się choć do jednej wizyty u psychologa, chyba że masz kogoś zaufanego. wtedy będzie łatwiej. zamykanie się w pokoju powoduje że grzęźniesz i że nie potrafisz ocenić swojej sytuacji. można się wtedy łatwo zapętlić.
        • bibina Re: Blagam, pomozcie... 01.06.11, 09:48
          Kobieto, porusza mnie to co piszesz.
          Bylam w takim dole, z innych powodow, balam sie bliskosci z mezczyzna, mialam za soba zycie w rodzinie alkoholowej. Przyczyna nie taka wazna, ale jedno wiem: w takim stanie zamkniecia, braku rozmowy z kimkolwiek, dolowania, nie ma szans na poprawna ocene rzeczywistosci. NIE MA! Lataja Ci przed oczami jakies straszne fantomy, pisza sie najczarniejsze scenariusze. Dochodza do tego hormony wczesnej ciazy. Te okropne wizje, ktore wyswietlaja Ci sie przed oczami (depresja, okropne samotne macierzynstwo) nie maja prawie nic wspolnego z rzeczywistoscia.

          Bede sie modlic, zebys wyszla z tego amoku, tanich rad nie chce dawac.
          Pisz na priv, jesli chcesz.
    • bellagnos Re: Blagam, pomozcie... 01.06.11, 09:47
      Jestem sama z własnej woli, dlatego zachęcam Cię zadzwoń do którejś z tych organizacji z linków jakie tu podano, podejrzewam że otoczą Cię opieką i to ZA DARMO!!! Może się okazać nawet że za ścianą mieszka osoba która pomaga. Tylko zrób krok.
    • 3aleale Re: Blagam, pomozcie... 01.06.11, 12:52
      doskonale rozumiem co teraz czujesz. wiekszosc z nas - a ja napewno- gdy dowiedzialam sie o ciazy rowniez popadlam w tak ciezki dol ze graniczylo to z depresja. mysle ze wszystkie ktore stalysmy przed ta decyzja rozumiemy jak ciezko ci teraz.
      To minie! To jest przejsciowe! Przezywasz szok, do tego dochodzi burza hormonalna w organizmie - to wszystko skutkuje stanem w jakim jestes.

      Daj sobie czasu na zaakceptowanie tego ze jestes w ciazy, niech to do ciebie dotrze. Uwierz ze pokochasz dzidziusia, bedziesz sie cieszyc ze jestes w ciazy jak przejdzie ten szok, bo jeszcze ci nie przeszedl to trwa troche.. bedziesz szczesliwa ze jestes w ciazy uwierz.. ja tez tak bardzo nie chcialam byc w ciazy nie mialam zadnych pozytywnych uczuc, usunelam.. teraz wiem ze gdybym postapila inaczej bylabym szczesliwa, w tym momencie szalalabym ze szczescia ze nie usunelam, ze bede miec tego dzidziusia.. a zostala tylko pustka i żal zżerający mnie od środka..
      Nie popelniaj tego bledu piszesz ze boisz sie Boga, Bóg wybaczy, ale dziewczyno to jest nic w porownaniu z tym jak znienawidzisz sama siebie gdy usuniesz. To co teraz czujesz ten ogromny dół z powodu ciazy- po usunięciu będzie sto razy gorzej. Predzej czy pozniej dopadna cie takie wyrzuty sumienia, tak ogromny zal ze nie da sie tego opisac..

      Daj sobie szansę poradzisz sobie, będziesz szczęśliwa, nie odbieraj sobie szansy na szczęście! urodz tego dzidziusia
      • kasik2222 Re: Blagam, pomozcie... 01.06.11, 13:19
        witaj. Napiszę z perspektywy samotnej matki. Tyle że ja kochałam swoje dziecko od początku. mąż zmarł jak mała miała 13 miesięcy - wtedy zostałam sama. sama z bólem cierpieniem i żałobą. I z małym dzieckiem. Dzieckiem które uratowało mi życie, bo bez niego nie dałabym rady zistać na tym świecie po smierci męża. I wiem, że dziecko DAJE SIŁĘ, a nie odbiera. Teraz córeczka ma prawie 5 lat i jest moim najwiękzym skarbem. daje mi siłę by zyć i walczyć o godne życie. DLa mnie i dla niej. Ja tez kiedyś nie chciałam mieć dzieci. Ale to się u kobiet zmienia. I wcale nie jest tak strasznie. Byuło cięzko samej, ale dziecko rośnie, i jest łatwiej. DASZ radę, wierzę, że jeśli zdecydujesz się na dziecko, to zostawisz je sobie, nie będziesz mogła oddać. Trzymaj się pozdrawiam
        • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 01.06.11, 16:32
          Nikt mi nie da gwarancji, ze to minie. Raz w zyciu chcialam miec dziecko, a moze raczej dopuszczalam taka mysl, byl to czlowiek, ktorego najbardziej na swiecie kochalam. I nie przerazala mnie wtedy mysl samotnego miacierzynstwa, chociaz w kazdej chwili on mogl umrzec, bo chorowal na raka. Ale nie wyobrazam sobie, ze cos czego nie chce od samego poczatku, czego sie panicznie boje, moze i nawet zaczynam nienawidzic, ze to sie zmieni. Wiecie ilu matkom wmawianiu, ze po porodzie pokochaja swoje dzieci? i nic takiego nie nadeszlo.... A sa dramaty, ktore znam, oddawanie 4 letniego dziecka do adopcji, 3 letniego, poczucie winy, frustracja, nienawisc do dziecka i calego swiata. Po prostu sa kobiety, ktore nie zmienia tego, chociaz Wam sie moze wydawac inaczej, bo Wy pokochalyscie swoje dzieci. Zrozumcie, ze nie kazdy jest taki sam, moze ja jestem w tej mniejszosci, moze Wy nie znacie takich kobiet, przypadkow, ale macierzynstwo nie jest dla kazdego, nie dla kazdego niechciana ciaza jest blogoslawienstwem czy darem. I potem z takiego przekonywania, ze to przejdzie, ze sie zmieni, rodza sie jeszcze wieksze tragedie, bo juz nie tylko matki, ale i dziecka. Ja sie nie nadaje do samotnego macierzystwa w depresji, samotnej ciazy, bez zadnego dobrego slowa, bez jakiejkolwiek psychicznej pomocy. Obcy ludzie mi tego nie dadza, kazdy ma swoje zycie do ktoroeg wraca, a ja zostaje z tym sama. Popatrzcei tez na dramat takich matek, kobiet. Wiecej zrozumienia znajdzie kobieta po aborcji niz taka, ktora urodzi niechciane dziecko i potem sie z nim meczy... Jasne, mozna sie do tego przyzwyczaic, wegetowac, zyc dalej mechanicznie robiac te wszystkie czynnosci, a w srodku jest pustka, zal, ze nie dokonalo sie aborcji, zal do tych ludzi, ktorzy wmawiali, ze "pokocha to dziecko"... Mnie zajmowanie sie psem wpedzilo w depresje, nie dawalam sobie rady zeby ja karmic, wyprowadzac, az w koncu mimo calej milosci do tego zwierzecia - oddalam pelna poczucia winy i wyrzutow sumienia do tej pory, chociaz wiem, ze pies ma dobrze, a co dopiero dzieckiem. Dziecko to jednak nie pies, nie zabawka, ja sobie nie poradze psychicznie z takim ciezarem, nie mowiac fizycznie.
          • nati1011 Re: Blagam, pomozcie... 01.06.11, 16:44
            Jestes taka pewna, ze nie poradzisz sobie z ciaza i dzieckiem, i tak samo pewna ze PORADZISZ sobie z aborcja. a co jezeli sie mylisz? jezeli to własnie aborcja bedzie tym trudniejszym wyborem?
            nie wiesz jak ułozy sie twoje zycie z dzieckiem a juz panicznie sie tego boisz. nie wiesz tez co oznacza aborcja, tego jednak sie nie boisz. a jesli to drugie okarze sie gorsze? co wtedy?
            • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 01.06.11, 16:59
              Wlasnie chodzi o to, ze ja nie moge byc niczego pewna. Ale jesli mam sie opierac na samoznajomosci, na doswiadczeniach z przeszlosci, to wiele wskazuje na to, ze ja sobie nie dam psychicznie rady z samotna ciaza i samotnym macierzynstwem i ze nie zaakceptuje raczej tego dziecka, nigdy nie lubilam dzieci, musialam udawac zainteresowanie noworodkami czy starszymi dziecmi zeby zrobic przyjemnosc mlodej mamie... Ja nawet nigdy nie trzymalam dziecka na reku, dzieci molgyby dla mnie nie istniec... Co do aborcji to juz jest wieksza niewiadoma, bo tu nie ma niczego na czym moglabym bazowac i oprzec swoje odczucia, tylko na odczuciach tych, ktore tego dokonaly. A jesli sie opierac na odczuciach tych, ktore urodzily jednak, to tez jest roznie, jedne pokochaly dziecko, dla drugich porod i samotne macierzynstwo to kontynuacja tej tragedii...
              • mama.rozy Re: Blagam, pomozcie... 01.06.11, 17:10
                to teraz musisz sobie odpowiedziec,czy wolisz miec żywą tragedię,czy martwą
                bo nie wiem,czy wiesz,że z żywym dzieckiem można wiele zrobic
                z martwym większego wyboru nie będziesz miała
              • faun1512 Re: Blagam, pomozcie... 01.06.11, 17:16
                Nie wiem co napisać, bo najgorszym jest chyba poczucie kompletnej bezsilności w obliczu zbliżającej się tragedii. I towarzysząca temu burza uczuć: ogromne współczucie i wściekłość na własną bezradność, na to że można tylko bezsilnie obserwować jak ktoś powoli stacza się w przepaść… Trudno w takim stanie napisać coś z sensem, ale siedzieć cicho tylko na pozycji obserwatora jakoś nie potrafię…
                Droga samaniewiem – rozumiem, że przeżywasz piekło i bardzo Ci współczuję. Tyle tylko że zawsze może być dużo gorzej, choć w momencie totalnego „doła” wydaje nam się to niemożliwe. Piszesz, że nie wyobrażasz sobie samotnego macierzyństwa; wcześniej odrzuciłaś też możliwość adopcji… A czy jesteś w stanie sobie wyobrazić swoje życie PO????? !!!! Skoro już obecnie wyrzuty sumienia przyjmujesz jako pewnik (mało tego – już teraz występują u Ciebie przejawy autoagresji), to skóra cierpnie mi na myśł o tym, co będzie potem… Nie wiesz, co to znaczy PRAWDZIWA nienawiśc i obrzydzenie do siebie, jak działa mechanizm autodestrukcji – to co obecnie przeżywasz, to jedynie wierzchołek góry lodowej. Na pewno jest Ci bardzo źle, ale jeszcze jakoś funkcjonujesz, np zaglądasz tu i odpisujesz… forum..
                Mimo że trudno Ci w to uwierzyć, może być dużo gorzej, bo prawdziwa deprecha zaczyna się wtedy, kiedy najprostsza czynność (choćby umycie zębów) to dla człowieka wyczyn niczym lot na Księżyc…A towarzyszą temu dotkliwe dolegliwości psychosomatyczne i nieopisany ból (niemalże odczuwalny fizycznie). A wstręt do siebie jest tak silny, że nie można znieść własnego odbicia w lustrze, więc człowiek nie jest w stanie czegokolwiek zrobić wokół siebie – chociażby uczesać… Nienawidzi się dosłownie za wszystko, a najbardziej za tchórzostwo i niemoc, aby skutecznie się zabić (chciałby aby ktoś go w tym wyręczył). Możesz sobie porównać mój opis ze swoim obecnym stanem… Nożyczkami miałaś ochotę obciąć sobie włosy; ale np nie wbiłaś ich sobie w udo… Przyznasz, że to różnica… Mam nadzieję że nie dojdziesz do takiego stanu, w którym swój obecny będziesz wspominać niemalże z rozrzewnieniem i tęsknotą…
                Oderwij się na chwilę od własnych problemów i zanurz w opowieści dziewczyn, które są już po drugiej stronie i wyciągnij wnioski… WSZYSTKIE obsesyjnie chciały by cofnąć czas, choć wcześniej WSZYSTKIM aborcja wydawała się – njeśli nie najlepszym to na pewno najmniej złym rozwiązaniem… Bo przeżywają takie piekło, z którym niczego nie da się porównać…Skoro coś przytrafiło się komuś innemu, to nie możesz wykluczyć, że nie przydarzy się Tobie. Najprawdopodobniej u Ciebie będzie wyjątkowo źle, bo chyba sama przyznasz, że nie jesteś typem „twardzielki”. Odbieram Cię jako bardzo wrażliwą i subtelną osobę. Skoro kobiety uważające się za silne, mające „twardą skórę”, które wcześniej potrafiły sobie poradzić z wieloma traumami i wcześniej nie mające nawet części Twoich obecnych rozterek i wątpliwości aborcja rozłożyła „na obie łopatki” Tak, że przez wiele lat nie mogą się pozbierać, to chyba logiczne, że osobę tak delikatną jak Ty aborcja może zwyczajnie ZABIĆ! I to w dosłownym znaczeniu tego słowa…
                Cudze opowieści słabo trafiają do przekonania, bo mając świadomość że każdy jest inny, być może wierzysz że z Tobą będzie inaczej. One też tak myślały i też często ignorowały ostrzeżenia. Czy nie lepiej znaleźć w sobie pokorę i zgodzić się, że one wiedzą lepiej (mają już to doświadczenie, a Ty nie) i zawierzyć im (chociażby w ciemno) niż być kolejną ofiarą – przemyśl to sobie.
                By nie rozwlekać powtorzę tylko to, co w podobnej sytuacji napisała któraś uzcestniczka forum, mająca doświadczenie aborcji, a co bardzo zapadło mi w pamięci, mimo że wątek już dawno „spadł” z forum.
                Po 1-sze: aborcja to nie jest wybór mieć czy nie mieć dziecko, bo Ono już jest i będzie Ci towarzyszyło do końca życia…Możesz tylko zdecydować czy chcesz Je mieć przy sobie żywe, czy martwe…
                Po 2-gie: aborcja to nie koniec problemów, tylko dopiero początek…
                Po 3-cie: mimo całego tragizmu Twojej obecnej sytuacji, wiele kobiet PO Ci jej zazdrości i bez wahania zgodziły by się na „zmianę miejsc” (możesz popytać, jeśli nie wierzysz). Bo w odróżnieniu od Nich Ty jeszcze możesz dobrze wybrać (One już WIEDZĄ, że KAŻDE inne rozwiązanie jest lepsze niż aborcja)….
                Kasik2222 pięknie napisała, że dziecko daje siłę… Choćby przez to, że gdy pojawia się na świecie na czym innym koncentrujesz swoją uwagę – nie na sobie tylko na dziecku… A to przeniesienie punktu skupienia uwagi to właściwie nie wybór, tylko konieczność smile
                Wszyscy odwodzą Cię od aborcji, bo wiedzą że ona Cię zniszczy – to przede wszystkim walka o Ciebie..
          • bibina Re: Blagam, pomozcie... 01.06.11, 17:09
            Sluchaj, Twoje posty budza we mnie zlosc, a to znaczy ze nie sa mi obojetne. Pozwalasz sobie odbierac szanse na dobre zycie, na szczescie. Bo szanse masz takie jak kazdy. Absolutnie ciagle je masz.
            Jesli na emigracji czujesz sie wyobcowana (cos wiem o tym, sama jestem na obczyznie), to moze starzy przyjaciele, rodzina z Polski cos pomoga. No probuje ruszac glowa, jak Ci pomoc, ale nie znam Twojej sytuacji do konca.

            Co do chcenia-niechcenia dziecka to bzdury piszesz. A kto mi da gwarancje, ze jutro bede tak kochac moje dziecko jak kochalam je kilka miesiecy po urodzeniu (bo nie od razu czulam milosc, oj nie)? A jesli mi jako nastolatek wywinie numer i zostanie np. muzulmaninem? Jakie wtedy bedzie moje 'uczucie milosci'? Nie mozna po prostu pisac, ze sie nie nadaje do samotnego macierzynstwa czy niesamotnego czy jakiegokolwiek innego, dopoki sie w nie nie weszlo. A uczucia sie zmieniaja. Ile razy ja po prostu z lozka nie chcialam wstawac, kiedy mialam przed soba perspektywe calego dnia spedzonego z niemowlakiem. Kiedys mialam bardzo atrakcyjne zycie wsrod elity jednego z wielkich miast Polski, teraz jestem w obcym kraju kura domowa, z wlasnego zreszta wyboru. I co moge powiedziec? Ze macierzynstwo to nie jest stan, ktory autmoatycznie czyni z kobiety miekka, usmiechnieta, ciepla istote. Nie, to dopiero okazja, zeby nad soba popracowac, zeby wydobyc z siebie to, co najlepsze.

            Kluczowe slowa Twojego postu to 'Ja sie nie nadaje do samotnego macierzystwa w depresji, samotnej ciazy, bez zadnego dobrego slowa, bez jakiejkolwiek psychicznej pomocy.' Powiem Ci cos: nikt sie nie nadaje do takiego macierzynstwa. Nawet jesli jest bez meza/ojca, koniecznie potrzebuje wsparcia. Jest afrykanskie przyslowie, ze 'potrzeba calej wioski, zeby wychowac jedno dziecko'. Nie mysl wiec, ze ktokolwiek wymaga od Ciebie bohaterstwa calkowicie samotnego macierzynstwa. Zobacz, juz ruszylas sie, zaczelas od tego forum. Zawsze mozesz tu wracac. Teraz moze rusz w real. Nie brakuje ludzi, ktorzy chca Ci pomoc.

            Przepraszam, jesli czasami ostro Cie tu traktowalam slowami, po prostu chcialabym Cie obudzic z tego letargu.


            • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 01.06.11, 17:52
              Piszecie zeby sie opierac na opowiesciach tych, ktore dokonaly aborcji. A dlaczego nie mam sie opierac na tych, ktore urodzily i przechodza tragedie, moze wieksza jeszcze niz Wy?
              Jest taki mechanizm w czlowieku, ze z perspektywy czasu uwaza, ze zrobilby inaczej, bo i okolicznosci sie zmieniaja, bo gdybac jest latwo.... Te, ktore nie dokonaly aborcji, tez w wielu przypadkach zaluja. Kogo zatem sluchac, czytac i na kim sie opierac?
              Inna kwestia, lekarze w razie zagrozenia zycia matki ratuja matke, a nie dziecko. Dlaczego kiedy tutaj jest rowniez zagrozenie mojego zycia, nie wiem czy ze soba nie skoncze rodzac to dziecko, bo mnie to przerosnie, nie wiem czy nie zachoruje psychicznie z tego dramatu, dlaczego tutaj nikt nie ratuje moejgo zdrowia tylko wazniejszy jest plod? Ne rozumiem tego...
              • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 01.06.11, 17:58
                I dlaczego akceptuje sie te matki, ktore pragna dziecka i stosuja invitro, ile tam zarodkow ulega zabiciu. I jakos zadna nie ma z tego powodu traumy, sa zaslepione zadza macierzysntwa. Ja je rozumiem i nie ganie, ale badzmy fair w stosunku to kazdego zarodka, tak? Bo te, ktore pragna dziecka, to im wolno, bo to dla wiekszosci normalne chec posiadania potomstwa, a te ktore nie chca dzieci to sa wyrodne, zle, grzeszne...
              • bellagnos Re: Blagam, pomozcie... 01.06.11, 18:03
                Chyba musisz poczytać posty dziewczyn jeszcze raz, jest to jedno z nielicznych for, na którym zwraca się uwagę na stan psychiczny matki po aborcji, właśnie dlatego, że się martwimy o Ciebie piszemy. Wierz mi wszystkie Ci dobrze życzą, wszystkie by cię przytuliły, kupiły coś do zjedzenia były z Tobą ale ze względu na kilometry jest to niemożliwe stąd wyszukane adresy ośrodków posty i modlitwa za Ciebie. Daj sobie szanse i zadzwoń porozmawia zobacz co oferują , jestem pewna że takich dziewczyn jak ty jest więcej.
                • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 01.06.11, 18:13
                  A dlaczego nie zwraca sie uwagi na stan psychiczny w ciazy, na stan psychiczny kobiet, ktore borykaja sie z niechcianym dzieckiem, pelne wyrzutow sumienia. Ja nie mowie, ze ktos tu chce dla mnie zle, ale mam wrazenie, ze nikt mnie nie rozumie, ze kazdy teraz mysli swoimi kategoriami, ze zaluje, a przeciez nikt nie wie co by bylo gdybyscie urodzily to dziecko. Naprawde, poczytajcie sobie historie kobiet, ktore urodzily i sa wrakami czlowieka i to nie, ze po paru miesiacach tylko czy roku, ale tragedia sie ciagnie po kilka lat i dluzej.... Dlaczego im nikt nie wspolczuje, proonuja adopcje, wiecie jak to jest, jak zyc w spoleczenstwie, gdzie nawet tolerancyjni zdawaloby sie ludzie patrza wilkiem na matke, ktora oddala swoje dziecko.
                  • 0oo.oo0 Re: Blagam, pomozcie... 01.06.11, 19:17
                    samaniewiem31 napisała:

                    > Naprawde, poczytajcie sobie histo
                    > rie kobiet, ktore urodzily i sa wrakami czlowieka i to nie, ze po paru miesiaca
                    > ch tylko czy roku, ale tragedia sie ciagnie po kilka lat i dluzej.... Dlaczego
                    > im nikt nie wspolczuje, proonuja adopcje.

                    A dlaczego tak jest,że teraz jest łatwiej zabić niż później? Dlaczego kobieta, która nie wie czy da rade z dzieckiem, czy go chce, nie urodzi, a potem go zabije? No bo teraz nie widzisz dziecka i nie czujesz, ze jest to takiego samego typu morderstwo jak w przypadku dziecka które już się urodziło. Zabić tak samo łatwo, a nawet łatwiej, bo mozesz sama, bez lekarza. Nie dasz jesc, zostawić w piwnicy itd... Tylko to już brzmi nieludzko. A rezultat ten sam.

                    Też nie chciałam swojego dziecka, ale nie umiem się z Toba utożsamić, bo miałam do tego zupełnie inne powody: wiek, brak pieniedzy, nieskończone studia, mieszkam sama zdala od rodziców i chłopaka i to o setki km. Ale wiesz co, ja czuję, że dam radę i jeśli Twoim głównym argumentem za aborcją są problemy i depresje, to nie czekaj, tylko śmigaj do lekarza, do ludzi. Myślisz, ze leżenie w domu w łóżku z daleka od wszystkiego Ci coś ułatwi? Przejdź się do centrum handlowego, popatrz na te małe ciuszki, przejdź obok placu zabaw, porozmawiaj z pierwsza lepsza nieznajomą osobą, która się do Ciebie usmiechnie po dordze. Zobacz najpierw troche sensu w zyciu,a potem do specjalisty, a on Ci pomoze dalej. I tak sobie też myślę, ze skoro już teraz masz problemy z depresją, to po aborcji zupełnie sobie nieporadzisz. Nie wiem, jak silną trzeba być, zeby to znieść, a Ty jesteś krucha i słaba. Nie masz rodziny, która Ci pomoze? Rodzeństwo, rodzice, kuzyni? Kogoś na kogo mozesz liczyć?
              • margaretka248 Re: Blagam, pomozcie... 01.06.11, 18:39
                mylisz się jeżeli chodzi o ratowanie przez lekarzy kobiety, a nie dziecka - bo to jest nieprawda. Lekarze pytają kobietę mówiąć o zagrożeniach, jakie mogą ją czekać i pytają się kogo chce kobieta ratować , wziąść pod uwagę : dziecko czy ja. Chyba, że jest to lekarz, któremu zależy na aborcji. Bierze z tego nie złą kase, a pozatym odpadki ludzkie są sprzedawane i wykorzystywane w handlu. Ludzie na tym miliony zarabiają. Lekarz, który proponuje aborcje łamie przysięgę lekarską.
                Jest wiele przykladów nawet znanych ludzi, którzy poświęcili własne życie by ratować własne dziecko. Podziwiam takich ludzi za to.
                Tak reasumując, twoje stany psychiczne są spowodowane czymś innym, ogólnie ty jesteś załamana i potrzebujesz dobrego specjalisty, który pomoże ci wrócić do równowagi emocjonalnej.
                Tutaj twoje życie nie jest zagrożone. Każdy wspiera cię jak może i ty tego nie dostrzegasz, że już masz wsparcie od wielu kobiet. Kobiety nie wlaczą tu tylko o życie jakie nosisz pod twoim cierpiącym sercem, one walczą także o ciebie. Bo one wiedzą, jakie są konsekwencje aborcji, ponieważ tego dooświadczyły. Walczą o ciebie i o twooje życie - tylko ty masz klapki na oczach. Myślisz tylko o sobie. Wiesz, że aborcja może doprowadzić cię do śmierci - poprzez zakażenie narządów płciowych, nie dokładne usunięcie resztek dziecka, które doprowadzają do poważnej infekcji??? Wiesz, że możesz być całe życie bezpłodna, wiesz, że aborcja może doprowadzić ciebie do poważnej depresji, myśli samobójczych, a nawet prób ze skutkiem śmiertelnym.
                Usunięcie dzieca to nie usunięcie problemu. Te problemy będą ciebie dręczyły przez całe życie. Tak jak już tobie mówiłam, że po aborcji moesz wiele lat czuć się super pod względem psychicznym, jednak prędzej czy później te skutki będziesz odczować, jeżeli z aborcji wyjdziesz cało.
                Proszę masz szanse, na dobre życie. Polecam ci szukać pomocy w domu samotnej matki- oni tam ci pomogą, nawet w opiece nad dzzieckiem. Jeżli chcesz ratować swoje życie to watro pomyśleć nad wizytą u psychologa, kapłana.
                Pamiętaj my nie możemy decydować o twoim życiu, ty nim kierujesz i decydujesz. twoje życie jest w twoich rękach. My możemy cię uświadomić o skutkach aborcji i powiedzieć, co dla ciebie może być lepsze, ale to głownie ty kierujesz tym życiem i możesz przez swoje decyzje uśmiercić siebie albo zyskać życie.
                Aborcja nigdy nie była i nie będzie właściwym rozwiązaniem Dziecko, które przychodzi na świat może trafić w ręce ludzi, którzy dadzą mu szczęśliwe życie, a ty będziesz mieć spokojne sumienie, że ono jest bezpieczne. JAk urodzsz pielęgniarki pytają kobietę czy che dziecko, jak nie ito kierowane jest do pogotowia opiekuńczego i tam czeka na kochających rodziców.
                Jak dokonasz aborcji, nie przywrócisz życia dziecku ani zdrwoia utaconego przez aborcję sobie. Zrozum, że nigdy zło nie będzie dobrem i za to zło trzeba ponieść konekwencje.
                Szatan, który uwielbia zmuszać kobiety do aborcji osiągnie swój cel, ale uwierz mi, że nie martwi o te kobiety i konsekwencjami póżnieszymi , ale ciesz się z nich i pragnie, aby człowiek zszedł na samo dno. Nue pragnie twojego szczęscia.
                Pozdrawiam
              • faun1512 Re: Blagam, pomozcie... 01.06.11, 18:57
                > Dlaczego kiedy tutaj jest rowniez zagrozenie mojego zycia, nie wiem czy ze soba nie skoncze rodzac to dziecko, bo mnie to przerosnie, nie wiem czy nie zachoruje psychicznie z tego dramatu, dlaczego tutaj nikt nie ratuje moejgo zdrowia tylko wazniejszy jest plod? Ne rozumiem tego...

                Przecież nikt Cie nie potępia i nie pisze że ważniejszy od Ciebie jest płód. To że forumowiczki za wszelką cenę chcą Cię odwieść od aborcji nie znaczy że Cię nie rozumieją – przecież one już te stany przechodziły i wiedzą o czym piszesz. Ale w odróżnieniu od Ciebie one wiedzą co jest po drugiej stronie drzwi z napisem aborcja…
                Obawiasz się że rodząc możesz chcieć skończyć ze sobą. Ale jednocześnie zupełnie nie liczysz się z możliwością, że właśnie po aborcji możesz chcieć się zabić! Możesz mi to wyjaśnić? Przecież zdecydowanie więcej samobójczyń jest wśród samotnych kobiet po aborcji niż wśród samotnych matek! Nawet na tym forum są osoby mające za sobą nieudane próby samobójcze (te, którym się to „udało” niestety już nic nie napiszą, a szkoda)…
                Wielokrotnie kobiety samotnie wychowujące dzieci mówiły mi że tylko dziecku zawdzięczają własne życie, bo gdyby nie ono to już wielokrotnie skończyły by ze sobą. Bo tylko poczucie odpowiedzialności za dziecko powstrzymuje je od samobójstwa. A kobiety nie potrafiącej uporać się z syndromem postaborcyjnym nie powstrzymuje nic… Dziwne, że zupełnie nie bierzesz tego pod uwagę…
                • mama.rozy Re: Blagam, pomozcie... 01.06.11, 20:03
                  tak bardzo zależy Ci na ludziach,że przejmujesz się,co powiedzą,jeśliby się okazało,że oddałaś dziecko do adopcji?
                  to gdzie oni sa teraz?masz kogokolwiek obok siebie,czy żyjesz w totalnej izolacji?
                  może jednak wyszłabyś z domu?po pomoc do konkretnego ośrodka?
                  • ela696 Re: Blagam, pomozcie... 01.06.11, 23:39
                    Nie wiem, ale wydaje mi sie, że szukasz w sobie usprawiedliwienia, powodu i mocnego argumentu dla aborcji.
                    Bo jesteś słaba, bo nie dasz rady itp itd. Boisz się przyszłości i pewnie wstydzisz przyznać do ciąży. Wiadomo, łatwiej usunąć i po kłopocie, nikt się nie dowie.
                    Bądż odpowiedzialną kobietą. Jestem pewna że dasz radę, znajdziesz siłę. Przede wszystkim pozwól sobie pomóc. Koniecznie pogadaj z lekazem, psychologiem, kapłanem. Nie bądź teraz z tym problemem sama. To pierwszy krok by coś zmieniło się na lepsze.
                    Myśl pozytywnie. Masz tylko jedno życie i trzeba przeżyć je dobrze.
                    Jeśli będziesz tylko chciała przyjąć to dziecko to jestem pewna, że dasz radę, wszystko żależy od woli. Nie martw się, że będziesz złą mamą. Na pewno nie. Spójrz jaka wrażliwa z Ciebie osoba, napewno dasz swojemu dziecku wszystko co najlepsze. Przecież to cząstka Ciebie. Wierzę w to.
                    Tylko proszę Cię zrób coś ze sobą jak najszybciej. Nie pogrążaj się, nie uprawiaj czarnowidztwa.
                    Gdybym mogła wzięłabym Cię jutro za rękę i zaprowadziła do kogoś kto pomoże Ci poukładać to wszystko. Póki co modlę się dalej i trzymam kciuki.

                    • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 02.06.11, 04:33
                      Wrocilam od lekarza. Pani profesor powiedziala mi, ze nie ma sensu meczyc sie przez cala ciaze. Ona juz widzi jak bardzo ze mna jest zle... Przepisala mi cytotec, ktory mam wziac za tydzien w srode wieczorem, ktory ma za zadanie otworzyc szyjke macicy i spowodowac krwawienie, a w czwartek rano jestem umowiona na zabieg lyzeczkowania.... Niestety, nie mialam nawet psychicznie sily isc i wykupic recepte.... Wracalam do domu samochodem i myslalam nad tym wszystkim. Wyobrazilam sobie bez ciazy i wiem, ze nie zaznam spokoju, bede sie biczowac, juz niczego od zycia dobego podswiadomie nie pragnac, bo chce sie ukarac za to co zrobie... Doprowadzi mnie to na skraj psychicznego upadku...
                      Na USG profesorka powiedziala, ze cos tam sie delikatnie odkleja, stad moje plamienia. Ale moze sie przykleic albo calkowicie odkleic, wiec ona uwaza, ze na dwoje babka wrozyla, i ze nie powinnam sie tak meczyc i zrobic te aborcje. Spytalam, ze to bedzie cos bolalo plod, powiedziala, ze absolutnie nie. Pytala tez czy ta ciaza jest po prostu nie w pore czy z nieodpowiednim czlowiekiem. Powiedzialam, ze tylko to drugie.... Jeszcze co do tego odeklejania zarodka, to juz sama nie wiem czy ona mi tak specjalnie powiedziala zeby mi pomoc podjac decyzje, nie wiem, moze juz sobie wkrecam...

                      Byalm tez u jasnowidza, z ktorym dwa tygodnie temu rozmawialam telefonicznie. Powiedzial mi, ze kiedy ze mna wtedy rozmawialm, nie mial waptpliwosci, ze nie powinnam dokonywac aborcji, teraz kiedy mnie widzi powiedzial, ze nie ejst juz tego taki pewien. To bardzo wierzacy czlowiek i widzial jak sie miotam, ale jakby nie patrzec, on podobno widzi aborcje.... A jesli urodze, to bedzie to dla mnie dramat, sam mi powiedzial, ze nie kocham tego dziecka i bede sie zle czula majac je. Na ojca dziecka powiedzial, ze nie ma co liczyc, ze raz moze pomagac, innym razem nie,z e to nieodpowiedzialny facet. Co do tego jasnowidza, to bardzo wierzacy czlowiek i powiedzial mi, ze w ogole nie powienien ze mna na ten temat rozmawiac. Poweidzial, ze robi to wbrew sobie i on mi nie powie co mam robic. Tlumaczylam mu, ze nie po to przyszlam przeciez. Kazal czytac Biblie i czytac znaki... Spytalam czy mozliwe jest samoistne poronienie, wspomnialam mu, ze mam delikatnie plamienia, czasem brazowe, czasem z krwia, czasem sa jakies male skrzepy. Powiedzial, ze Bog jeszcze nie zdecydowal....
                      Z tego wszystkiego najlepszym rozwiazaniem podobno bylaby adopcja, przezylabym to, ale mniej niz aborcje. W kazdym razie on widzi aborcje... Oczywiscie zdaje sobie sprawe, ze nie ejst zadna wyrocznia i o ile takie rzeczy i tak ostatecznie podejme sama, to raczej co do ojca dziecka mylic sie nie moze...

                      Powiedzialam sobie, ze musze sie spotkac z ojcem dziecka i ostatecznie jeszcze raz z nim porozmawiac. Albo razem zamieszkamy i bedziemy to jakos ciagnac albo ja faktycznie to zrobie... Sama niestety nie przejde przez to, jestem za slaba psychicznie i to nie pierwszy raz kiedy o tym wiem. Zawsze taka bylam i slabo sobie radzilam z wszelkimi przeciwnosciami, od razu depresje, zamykanie sie w sobie, w 4 scianach. Znam siebie...
                      Zadzwonilam, poprosila o spotkanie, przyjechal do mnie z 6 siatami zakupow, jakies soki, kefiry, warzywa, owoce, slodycze, wedliwny, doceniam gest, ale na marginesie dodam, ze procz owocow to nic z powyzszych nie jadam.... Jedzenie sie zmarnuje.
                      W koncu spytalam go czy ejst szansa zebysmy razem zamieszkali, bo ja psychicznie sobie nie poradze sama, ze nic od niego nie chce, nie kocham go, on mnie, po prostu chce z nim mieszkac i czuc, ze nie jestem z tym sama. Zaproponowal mi, ze znajdzie mi jakas dziewczyne do mieszkania.... Ale on ze mnie nie bedzie mieszkal, bo ma swoje zycie i koniec. Nie ma takiej opcji... I ze on tak samo jako ja nikomu nie powiedzial o tej ciazy i nie ma zamiaru poki co... wiec odpada wspolne mieszkanie, bo on ma swoje zycie. Moze mnie za to czesto odwiedzac, czasem zostawac na noc, ale nie zostawi swojego zycia i nigdy sie do mnie nie wprowadzi. Spytal mnie co by bylo gdyby byl kierowca tira i nie bylo go w domu tygodniami, powiedzialam mu, ze po pierwsze zeby bez sensu nie gdybal, a po drugie i tak bym wtedy go spytala czy mozemy razem zamieszkac. Ja po prostu panicznie boje sie byc sama w tej ciazy i nawet jego odwiedziny mi tego spokoju nie sa w stanie zapewnic..... Powiedzial, ze nie ma takiej opcji, ze moze mi kupowac jedzenie, dawac pieniadze, odwiedzac mnie, mozemy razem gdzies wychodzic, ale z mieszkania nici. Wiec juz wiem, ze jestem z tym calkiem sama. Ja jestem za slaba psychicznie na takie zycie i za slaba na aborcje, w ogole tak slabe jednostki nie powinny w ogole sie rodzic... Wiele razy zalowalam, ze sie urodzilam, nigdy nie rozumialam ludzi, ktorzy sie cieszyli, ze przyszli na swiat, moze ja jestem jakas dziwna... jestem za slaba na to zycie, nie daje juz rady.
                      • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 02.06.11, 04:36
                        Tzn ten jasnowidz mial podczas rozmowy telefonicznej watpilwosci, ze powinnam dokonac aborcji, natomiast kiedy spotkal mnie twarza w twarz, powiedzial, ze nie jest juz tego taki pewien... Ale oczywiscie ja to wszystko dziele przez pol, chociaz fakty sa takie, ze faktycznie wycigalam same karty z mieczami, krzyzami. Troche dziwne, ze tak gleboko wierzacy facet zajmuje sie jasnowidzeniem, ale moze on wlasnie w ten sposob stara sie pomagac ludziom.
                        Ide do lozka, najgorzej czuje sie popoludniami i wieczorami, tak jakbym za chwile miala zwymiotowac, wtedy najbardziej dokucza mi samotnosc i strach, ze jestem z tym wszystkim sama, ze musze sama to wszystko przechodzic....
                        • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 02.06.11, 04:44
                          I jeszcze jedno, spytalam ojca dziecka dlaczego nie chce aborcji, nie kocham mnie, ani ja jego, nigdy razem nie bedziemy, po co dziecku taki los szykowac, sobie zycie marnowac i nam i dziecku. Pozatym ja nie kocham tego dziecka i marne szanse, ze pokocham, naprawde znam siebie i nie ejstem pod tym wzgledem typowa kobieta.... Nie umial mi za bardzo na to pytanie odpowiedziec, bo oczywiste jest to, ze on dziecka tak samo jak i ja nie planowal, nie chcial, nie w tym momencie swojego zycia, a juz na pewno nie ze mna. Powiedzial, ze po prostu nie chce cierpiec psychicznie przez reszte zycia jak i po smierci.... On jest prawoslawny, ale te wiary sa raczej dosc podobno. Zreszta kazda wiara zabrania aborcji tak naprawde. Pozatym ja i tak wierze, ze istnieje tylko jeden Bog, a religie to juz tylko ludzie podzialy....

                          I jeszcze jedno, co do tej profesorki z ktora rozmawialam, to jest Polka, wyklada na tutejszym uniwersytecie, jest specjalista ginoenorkynologiem. Widziala, ze ejstem w strasznym stanie i powiedziala, ze to trzeba rozwiazac raz na zawsze, bo ja nie moge tak zyc, nie moge tak calej ciazy przejsc i sama mi zaproponowala, ze zabieg moge dokonac w szpitalu, gdzie ona napisze, ze jest to poronienie zagrazajace, zebym nie szla tam na zabieg aborcji. Zreszta tak jak pisalam, moje plamienia podobno wziely sie tez z tego, ze jest tam jakis maly krwiak i ze kosmowka sie odekleja. Oczywiscie to nie ejst zadna gwarancja, ze zarodek sie nie rozwinie, ale jest to jakas podstawa do zdiagnozowania poronienia zagrazajacego.... Zreszta cala wizyte opisalam Wam wyzej....
                          • bibina Re: Blagam, pomozcie... 02.06.11, 10:42
                            A moze tu sprobujesz?
                            www.optionline.org/
                          • iktoto Re: Blagam, pomozcie... 02.06.11, 11:01
                            czy to jasnowidz, czy ciemnowidz, nie wiem. może po prostu mieć dar widzenia, też go mam, też nieraz widzę więcej. jestem wierząca i to niczemu nie przeszkadza. Mamy wiele darów, które gdzieś są pochowane.
                            skąd ta pani profesor wie, że dziecko nic nie czuje, nie zgadzam się z tym. tam jest dojrzała świadoma dusza!!
                            in vitro też nie powinno być stosowane, to egoizm

                            masz córkę, która Cię kocha, a nie zarodek.

                            dlaczego nie pójdziesz do psychologa?
                            może masz gdzieś w pobliżu chrześcijańskich psychologów lub Odnowę w Duchu Świętym, w USA też ta wspólnota działa i można tam uzyskać duże wsparcie.
                            skorzystaj z profesjonalnej pomocy, nie wyciągaj wniosków siedziąc przed netem bo to prowadzi do nikąd, potrzebujesz specjalisty, który oceni sytuację obiektywnie.
                        • kasiaklon17 Re: Blagam, pomozcie... 02.06.11, 08:48
                          Złe samopoczucie podczas ciąży to norma, ja wymiotowałam do 5 m-ca ciąży, codziennie rano, mało jadłam,bo wiadomo, źle się czułam, wciąż chciało mi się spać, ale tak jest w ciąży, to nie choroba, to taki stan odmienny. A poza tym nie jesteś sama, masz nas, wszystkie na forum, czytamy, piszemy, pomagamy, więc trzymaj sięsmile
                          Życie uczy pokory...
                      • 11.jula Re: Blagam, pomozcie... 02.06.11, 07:43
                        > Byalm tez u jasnowidza, z ktorym dwa tygodnie temu rozmawialam telefonicznie. P
                        > owiedzial mi, ze kiedy ze mna wtedy rozmawialm, nie mial waptpliwosci, ze nie p
                        > owinnam dokonywac aborcji, teraz kiedy mnie widzi powiedzial, ze nie ejst juz t
                        > ego taki pewien. To bardzo wierzacy czlowiek i widzial jak sie miotam, ale jakb
                        > y nie patrzec, on podobno widzi aborcje....

                        Jasnowidz wierzący? Człowiek, który namawia do aborcji wierzący? Na pewno nie w Boga.
                        • ela696 Re: Blagam, pomozcie... 02.06.11, 08:32
                          Dlaczego nie pójdziesz do psychologa, kapłana, na terapię? Idź, zrób to dla siebie, nie dla dziecka. Aborcja Cię tylko dobije. Jeszcze jest czas.. zanim połkniesz tą tabletkę.
                          • kasiaklon17 Re: Blagam, pomozcie... 02.06.11, 08:43
    • panna_z_nikad Re: Blagam, pomozcie... 02.06.11, 11:03
      Nie udzielam sie, czytam. Strasznie mnie poruszyla Twoja osoba, widze w niej siebie przed laty. Tak jak juz napisala jedna z dziewczyn matka juz jestes: dziecka zywego (jeszcze) albo martwego. Ja tez kiedys bilam sie z myslami czy przejde swoja ciaze, czy przezyje, co bedzie dalej.I bylam chyba w jeszcze gorszej sytuacji. Nie bede sie rozpisywala, bo juz nie chce wracac do tamtych dni. Nie czulam do swojego dziecka nic. Bylo mi "obcym". Nie nawidzilam swojego brzucha. I tez chcialam sie go pozbyc. Bilam sie z myslami, meczyla mnie depresja. I co? I postanowilam, ze jednak urodze a pozniej niech sie swiat skonczy. Rozne mialam dni w ciazy: najpierw bylo tragicznie, pozniej troche lepiej. Kazdego dnia przezywalam fakt, ze jestem w ciazy.Z kazdym kolejnym dniem wmawialam sobie, ze jak tylko urodze zostane najwieksza bohaterka.Swiat sie jednak nie skonczyl, ja urodzilam. Patrzylam na swoje dziecko, male bezbronne i pomarszczone i czulam sie bohaterka. Chcialam oddac do adopcji- nie oddalam. Jest ze mna. I jest dla mnie wszystkim, a ja wszystkim dla niego. Zadne z nas nie jest same. Pokochalam to dziecko bezgranicznie. Nie moge sobie wyobrazic mojego zycia bez niego i kazdego dnia dziekuje Bogu za nie. I cholernie sie ciesze, ze przetrwalam. Daruj sobie chodzenie po jasnowidzach, jak juz masz komus placic to chyba lepiej dobremu psychologowi. Poradzisz sobie. Zobaczysz. Jestes Ty, jest dziecko, jest ojciec dziecka, ktory z tego co piszesz to bedzie Ci pomagal. Sa dziewczyny na forum, jest cala masa ludzi, ktora Ci pomoze. Sa rozne osrodki pomocy, jest adopcja w razie czego, masa psychologow i psychoterapeutow. A moze oparcie znajdziesz w swojej rodzinie? Przepraszam, ze pytam: czy jest ktos przy Tobie z rodziny? Ona zazwyczaj odgrywa bardzo wazna role w takich pogmatwanych sprawach.
      • 0oo.oo0 Re: Blagam, pomozcie... 02.06.11, 13:27
        Żaden jasnowidz, żaden lekarz i nikt, inny, nawet jakby setki osob powiedziały Ci, ze tak bedzie dla Ciebie lepiej, to i tak nie zabiorą nawet kawałka Twojego cierpienia. Skoro ciąża moze być zagrożona, to daj sobie czas. Moze dziecko samo od Ciebie odejdzie i nie bedziesz miała wyrzutów sumienia, ze Ty do tego doprowadziłaś, a moze z Tobą zostanie. Ono już jest. Masz w brzuchu człowieka, moze być tak samo kruchy i słaby jak Ty, a moze być silny i za 10 lat być w stanie się Tobą zająć już i pomagać... Mój chłopak, gdy miał 6 lat zajmował się swoim nowonarodzonym bratem, kiedy matka w depresji piła i zapominała o nich. Wiesz jaki wspaniały i kochający człowiek z niego teraz wyrósł. To ze miał problemy na starcie tylko przyczyniło się to umacniania go i radzi sobie w życiu. Może Twoje dziecko też takie będzie, dzięki Twoim słabościom będzie silniejsze niż niejeden czlowiek. Może i Ty się zmienisz. Dziecko będzie miało ojca, tak? To co za problem, nie dasz rady po porodzie, wsadzasz dziecko do auta, zawozisz do taty i mówisz, zeby teraz on się bawił, a Ty odpoczywasz.
        Nikt nie podejmie za Ciebie decyzji i nikt nie będzie jej potem przezywał do końca życia tak jak Ty. Wyobraź sobie swoje życie za 10 lat. swoje drogi po zostawieniu dziecka i po usunieciu go.
    • bellagnos podjelaś decyzje 02.06.11, 13:19
      Myślę że ty już podjęłaś decyzje by zabić dziecko teraz tylko szukasz potwierdzenia tego u innych.
      U jasnowidza - wszyscy jasnowidzowie są na usługach szatana ale maskują się mając u siebie figurki święte biblię itp ostrzegają przed nimi egzorcyści.

      U profesor ,która nie szanuje życia ani twojego ani dziecka to nic nie znaczy, że jest Polką.

      Tak to prawda, że prawie wszystkie religie szanują dzieci nienarodzone jest jedna, która niesie śmierć - sataniści czyli ci którzy stoją po stronie szatana. Bardzo łatwo odróżnić wyznawców złego od wyznawców Boga miłości.
      Bóg daje nadzieje pocieszenie, ludzi aniołów

      Kiedy mówisz: "To niemożliwe"
      Bóg ci mówi: "Wszystko jest możliwe" Łk18,37

      Kiedy mówisz: "Czuję się taki samotny"
      Bóg ci mówi: "Nie opuszczę cię ani nie pozostawię" Hbr13,5

      Kiedy mówisz: "Ja sobie z tym nie poradzę"
      Bóg ci mówi: "Wszystko możesz w Tym,który cię umacnia" Flp14,3

      Kiedy mówisz: "Nie zasługuję na wybaczenie"
      Bóg ci mówi: "Ja ci przebaczam" 1J1,9:Rz8,1"

      Kiedy mówisz: "Boję się"
      Bóg ci mówi: "Nie lękaj się,jestem z tobą" Iz41,10

      Kiedy mówisz: "Jestem taki zmęczony"
      Bóg ci mówi: "Ja dam ci ukojenie" MT11,28-30

      Kiedy mówisz: "Nikt mnie nie kocha"
      Bóg ci mówi: "Ja kocham ciebie" J3,16:J13,34

      Kiedy mówisz: "Nie wiem jak iść"
      Bóg ci mówi: "Pouczę cię i wskażę drogę, którą pójdziesz"

      Kiedy pytasz: "Która droga prowadzi do Boga?"
      Bóg ci mówi: "Jezus Chrystus, mój Syn umiłowany w nim pokładaj nadzieję"

      "Jeśli Bóg dopuścił ,że dzisiaj cierpisz powstanie z tego dobro, o którym dziś ty jeszcze nie wiesz."Kard.S.Wyszyński

      Wyznawcy złego nie dają nadziei niosą śmierć, mówią -nie poradzisz sobie , jesteś sama, jesteś za słaba.
      Bóg może wszystko uleczyć ale trzeba odrzucić śmierć , grzech bo to oddziela od Niego.
      Wiara w istnienie Boga nie wystarczy demon też wie że Bóg jest. Uwierz w moc Boga, w Jego wolę a Jego wolą było byś miała to dziecko, to już się stało. i Niech żaden jasnowidz nie mówi ,że Bóg jeszcze nie postanowił, bo gada bzdury.

      Jeszcze coś czego nie chciałam tu dawać ale w słowach ostrzeżenia jest też nadzieja , niektórzy ludzie mogą mieć przesłania od Boga, czasem lepiej uwierzyć niż zaprzeczyć dlatego daje linka
      www.swiadectwanawroconych.pl/ordziaprzepowiednie/63-ostrzeenie-zbior-ordzi/479-wezwanie-do-zaprzestania-morduaborcji-1352.html
      Sama podejmij decyzje po której jesteś stronie śmieci czy życia??
    • monikanu Re: Blagam, pomozcie... 02.06.11, 14:39
      ja straciłam dziecko , poroniłam w 12 tyg , jak bardzo cierpiałam , nie mogłam się z tym pogodzić ,że straciłam to życie , płakałam długo i często , nie wyobrażam sobie dokonania aborcjii , psychicznie nie dałabym rady ... przemyśl tę sprawę dobrze bo jakie poniesiesz konsekwencje tego nie wiesz i nie jesteś w stanie tego przewidzieć , teraz wydaje ci się ,że to jedyne i słuszne wyjście ale po zabiegu może się okazać ,że jedank to był bład.
      zawsze możesz po urodzeniu oddać do adopcjii ,uwiesz dasz innym ludziom szanse na szczęsciliwe życie i spełnisz ich marzenia, a dziecko króre noszisz w sobie czeka na miłość , to jest dar , nie zmarnuj tego ....
      • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 02.06.11, 17:12
        Nie podjelam zadnej decyzji...
        Bardzo zaluje, ze nie usunelam kiedy tylko sie dowiedzialam, kiedy bylam pewna, ze to zrobie...
        Potem zaczelam pisac na roznych forach, watpliwosci, etc. Jesli bylabymz z tym sama ze soba, kilka dni, dzien, dwa pomyslala i powiedziala sobie ide, to byloby juz po wszystkim.

        Na rodzine nie mam co liczyc, pochodze z rozbitej rodziny, z matka nie mialam nigdy dobrego kontaktu.

        Psycholog... Kazdy psycholog w moim stanie powie mi, zeby usunac, wystarczy na mnie spojrzec i chwile posluchac...
        • 0oo.oo0 Re: Blagam, pomozcie... 02.06.11, 18:33
          To może dziecko jest szansą, zeby z polepszyć kontakt z matką?
          A co do Twojego stanu, to sama się do niego doprowadzasz. Jesteś dorosłą kobietą. Pomyśl, co Ci może poprawić humor, pomóc znaleźć chęć do życia. Masz na to 9 miesięcy.
          Pisało tutaj dużo dziewczyn po aborcji i żadna nie napisała, ze jest po niej szczęsliwa. Znalazlaś taką? Przynajmniej jedną, ktora powie, ze dobrze się stało i jest szczęśliwa?
          Skoro jesteś wierząca i dostałaś szansę, to trzymaj się jej jak ostatniej deski ratunku, a nie wyrzucaj do kosza.
        • ewula.1 Re: Blagam, pomozcie... 02.06.11, 18:47
          Nie bój się! Dzisiaj modliło się za Ciebie blisko 90 osób! To cała armiawink Dasz sobie radę, a Twoje maleństwo może okazać się Twoim największym skarbem!
          • nowako-wa Re: Blagam, pomozcie... 02.06.11, 19:48
            Nie bój się ...Ot po prostu, nie bój się , bo jak czytam co strach z Tobą wyprawia, to strasznie mi szkoda, ze tyla nas jest i chcemy otworzyć Ci oczy a Ty nie pozwalasz...
            Zamknęłaś się w swojej skorupie i nie chcesz nawet spróbować pomyśleć ,że ...ta ciąża jest dla Ciebie szansą na inne życie - może trudniejsze, wymagające odwagi, wyrzeczeń, charyzymy...ale czasem inaczej się nie da- musi nas kopnąć życie żebyśmy się wzieli w garść i przestali nad sobą użalać...
            Dziecko jest takim kopniakiem- już nie nasze życie jest najważniejsze i nawet nie wiadomo kiedy nie potrafimy sobie wyobrazić życia bez takiego szkraba, co nie znaczy że jest łatwo...
            Leczyłam się psychiatrycznie, brałam leki na depresje przez 1,5 roku i nie mam w życiu gorszych wspomnień niż depresja, nawet śmierć mojego dziecka nie była tak dotkliwa....A ten stan ujawnił się wiele lat po aborcji- nie funduj sobie takiego życia....
            Dziś wychowuję roczną córeczkę i daje mi tyle siły i chęci życia- mnie - matce która miała wstręt do maluchów ...I ja , która miała być na lekach antydepresyjnych do końca życia , dzięki córeczce czuję się dziś kwitnąco, młodsza o 10 lat i mam siły za trzech smile więc nie daj sobie wmówić że dziecko Cię dobije- dobije na początku dopóki nie zaakceptujesz sytuacji- gwarantuje że z dniem kiedy zgodzisz sie na zatrzymanie dziecka...nękające zmory odejda...Poczytaj dziewczyny- z dniem kiedy odpuściły sobie możliwość aborcji - zupełnie zmieniły światopogląd na swoją ciążę...
            Ale to samo nie przyjdzie- w Tobie rozgrywa się potężna walka o - już nie tylko o nienarodzone , ale o Twoje życie - ale jak będziesz bezczynnie użalać się nad sobą albo chodzić do pseudolekarzy i rzekomych wierzących jasnowidzów-pozwolisz zdecydować za Ciebie a skutki decyzji będziesz musiała ponieść sama.....
            A dlaczego nie poszukasz wsparcia w osobach , które są za życiem ?
            I nie wierzę w przypadki- skoro trafiłaś na to forum tzn że miałas mieć świadomość aborcji- zanim staniesz kiedyś przed Bogiem , będziesz musiała najpierw z całą tą wiedza żyć....
        • iktoto Re: Blagam, pomozcie... 02.06.11, 21:48

          dlaczego zakładasz, że każdy psycholog.....

          nie masz przyjaciół?
          • wiesia140 Re: Blagam, pomozcie... 03.06.11, 08:10
            żaden psycholog tak nie powie, on nie może podjąć za ciebie decyzji, ale może pomóc poskromić te twoje lęki

            co do jasnowidza
            nie pozwól ,żeby decydował o życiu twoim i dziecka,
            wierzący w Boga to on nie jest , bo by się nie zajmował jasnowidzeniem i nie namawiał do aborcji, , poza tym przyszłość zna jedynie Bóg i do Niego należy się kierować w takich sprawach, zaufaj Mu , On pomoże ci przejść przez ciążę.
            • wiesia140 Re: Blagam, pomozcie... 03.06.11, 09:02
              Aborcja cię jeszcze bardziej dobije niż myślisz , natomiast decyzja o urodzeniu da ci siłę, poszukaj pomocy dla siebie , wyjdź do jakiejś grupy wsparcia dla samotnych matek, zastanów się nad powrotem do życia sakramentalnego , może to znak ,żebyś jednak wróciła do kościoła. Sakramenty mają w sobie wielką moc i siłę zawróciły ze złej drogi , bo jest w nich Chrystus, a On mnie już nie raz zawrócił ze złej drogi i Chwała Mu za to.
              • wiesia140 Re: Blagam, pomozcie... 03.06.11, 10:17
                nikt cię tu nie zamierza cię nawracać , ale warto przemyśleć , może to by pomogło cię tak ogólnie wzmocnić w życiu.


                -
                " Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni jesteście , a ja was pokrzepię" www.jezuufamtobie.pl/
    • nordynka1 Re: Blagam, pomozcie... 03.06.11, 11:27
      Samaniewiem

      czytam i się trzęsę

      widze jak toczy się walka o Ciebie
      nie, nie Twoje dziecko - o Ciebie, o Twoje zycie i nie tylko ziemskie, toczy się walka o Twoje życie wieczne, o Twoją duszę, tak się wydaje że chodzi w pierwszej kolejności o dziecko - tu chodzi głównie o Ciebie

      Bogu dzięki, że tu piszesz, można się za Ciebie modlić widząc Twoją sytuację

      ja dziś za Ciebie poszczę, dziś jest piątek - dzień postu, ofiaruję go w Twojej intencji (jestem w 9 mies ciązy i mam nieprzerwanie od poczatku przeogromną chęć na mięso - moge go jeść na kopy - dziś odmawiam) , będe się za Ciebie i Twoje dziecko modlić koronką do Bożego Miłosierdzia i codziennie w modlitwie o Tobie pamiętać - oddaję Bogu Twoje zycie razem z jego pogmatwaną historią, z tym co jest w nim teraz i jego przyszłość, Twoje lęki, obawy, depresję i Twoje dziecko, Bóg jest Panem życia chce żebyś była szczęśliwa, nigdy nie odmawia pomocy, przyłącz się też jeśli tylko znajdziesz choć odrobinę siły

      kto ma chęć niech się przyłączy - do regularnej modlitwy za naszą Samaniewiem
      • margaretka248 Re: Blagam, pomozcie... 03.06.11, 13:22
        Ja też modlę się za ciebie, teraz masz wsparcie u pewnego kapłana, który także gorąco modli się o twoje życie.
        • wiesia140 Re: Blagam, pomozcie... 03.06.11, 14:00
          Ja też ofiaruję za ciebie swój ból psychiczny , fizyczny i duchowy.
          • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 03.06.11, 16:00
            Dziekuje wszystkim za modlitwe... Ale ze mna jest coraz gorzej. Piszecie, ze to sie MOZE zmienic jesli urodze to dziecko i zawierze Bogu. A jesli sie nie zmieni, to mam potem miec do Was wszystkich pretensje i do samego Boga? Nigdy nie mialam o nic do Boga pretensji, chociaz w moim zyciu nigdy nie bylo kolorowo, boje sie, ze moge przez to odejsc od Niego jesli urodze to dziecko i dopiero na Niego zlorzeczyc. Ja po prostu nie chce z calych sil tego dziecka, nic do niego czuje, nigdy nie lubilam dzieci. Kochalabym to dziecko gdyby bylo poczete z milosci, jako niechciana ciaze i niechciane samotne macierzynstwo nie dam rady zmusisc sie do milosci. Nie piszcie mi, ze ona sama przydjzie, bo wielu juz to wmawiano, a milosc nie przyszla, sa dramaty kobiet i dzieci, ktore po wielu latach od narodzenia dziecka maja depresje, choroby psychiczne, nie pokochaly dziecka. Co do mojej matki, nie chce z nia rozmawiac i sluchac, ze zmarnowalam swoje zycie, ze przynioslam wstyd, ze sama jestem bezwstydna, bo uprawialam sex przedmaleznski. Ja chce meic spokoj, a nie wyrzuty i popasc w jeszcze wiekszy niebyt. Wczoraj poprosilam ojca dziecka zeby byl ze mna wieczorem, byl zmeczony, a tak bardzo chcialam zeby ze mna byl. Powiedzialam sobie, ze jesli nie przyjedzie i zostawi mnie w takim stanie, to ja juz wiem co zrobie. Zrozumcie, ze nie do kazdego przemawia cud narodzin, kobiety nawet ktore chcialy ciaze przechodza zalamanie, a co dopiero taki ktos jak ja. Piszecie, ze aborcja to dla Was ciezkie zycie i ze drugi raz nie zrobilybyscie tego. Zawsze sie tak mowi i pewnie czuje. A co zrobie ja, ktora bedzie zalowac, ze nie usunela tego dziecka. Ja nie dam rady sie pozbierac psychicznie, kto mi wtedy pomoze? Kto bedzie za to odpowiedzialny? Pomyslalyscie co by bylo gdybyscie to Wy urodzily dizecko ktore usunelyscie? jesli usune, tez bede zalowac, ale jesli nie usune wiem, ze bede takze tego zalowac. Tu nie ma dobrego wyjscia z sytuacji. Kazde rozwiazanie bedzie dla mnie udreka.
            Co do jasnowidza, juz mowilam, ze to czlwoiek wierzacy i nie namawial mnie doz adnej aborcji, nie cchial w ogole ze mna na ten temat rozmawiac, bo powiedzial, ze on nie moze. Ale poprosilam go i spytalam co sie stanie sie jesli urodze, a co jesli nie urodze. W obu przypadkach bede cierpiec, ale bardziej jesli urodze, nie bede kochala tego dziecka, popadne w depresje, ale o tym nawet zaden jasnowidz nie musial mi mowic. On widzi aborcje. Ja nie sugeruje sie nim, czy on widzi aborcje, czy nie, bo decyzja jest moja, a nie jasnowidza. I czuje i wiem, ze urodzenie tego dziecka skonczy sie dla mnie takim samym nieszczesciem jak jego aborcja. Ja sobie nie wyobrazam zyc w takim stanie 9 miesiecy, w stanie skrajnego wyczerpania i tak wyczerpana zaczac niechciane macierzynstwo. To bedzie nieszczescie dla mnie i dla tego dziecka. Wtedy juz nie bedzie odwrotu. O ile w ogole przetrwam te ciaze i wczesniej nie umieszcza mnie w jakims szpitalu psychiatrycznym. Ja jestem i zostane z tym calkiem sama i na nic mi wtedy wirtualne wsparcie na forum, nikt nie zrozumie mojego bolu. Kto ze mna wtedy to wszystko przezyje? Nikt. Powiem Wam, ze od poczatku ciazy ludzilam sie, ze poronie, kazde plamienie, delikatne krwawienie doprowadzalo mnie w stan ulgi, niestety poronienie nie nadeszlo, a ja ciagle plamie, modle sie o krew, o skurcze, zeby Bog ze mnie zdjal ciezar tej ciezkiej decyzji. I nic. Ludzilam sie, ze moze lekarz powie, ze ciaza jest zagrozona, powiedziala mi lekarka, ze cos tam sie delikatnie odkleja, a ja poczulam sie jak na skrzydlach. Ja nie chce tego dziecka, uwierzcie mi, tak ciezko Wam w to uwierzyc, ze ja nie chce z calych swoich sil? Niczego nie pragnelam w zyciu bardziej, niczego. Nic do niego nie czuje, jestem w jakiejs meczarni, nie wzrusza mnie ten plod, nie chce go, mam do siebie wstret, ze nosze cos takiego w brzuchu, niedobrze mi na sama mysl, ze jakis pasozyt jest w moim ciele i mnie doprowadza do tego w czym teraz jestem. Zaczynam wrecz go nienawidzic, chociaz bylam wczesniej obojetna. Nie jest lepiej, robi sie coraz gorzej. Wszysyc ktorzy wiedza o tej ciazy widza to z kazdym dniem. Dlatego aborcja jest najlepszym rozwiazaniem. A potem bede musiala z tym zyc, bo nikt mi rowniez i w tym bolu nie pomoze. Zreszta pewnie wszyscy Ci, ktorzy modla sie za mnie teraz, odwroca sie ode mnie, bo modlic sie za te co dokonala aborcji to juz nie to samo co modlisc sie za te, ktore jeszcze stoi przed tym faktem.
            • wiesia140 Re: Blagam, pomozcie... 03.06.11, 17:04
              Zreszta pewnie wszyscy Ci, ktorzy modla sie za mnie teraz, odwroca sie ode mnie, bo modlic sie za te co dokonala aborcji to juz nie to samo co modlisc sie za te, ktore jeszcze stoi przed tym faktem.

              bzdura ta co dokonała potrzebuje tak samo modlitwy, jak ta przed, zrozum tu się toczy walka nie tylko o dziecko , ale przede wszystkim o ciebie , z twoich postów wynika ,że ja nie radzę ci podjąć się aborcji, bo te lęki, które masz odnośnie śmierci , potępienia tylko się nasilą. Skonsultuj się z psychiatrą, bo to może wskazywać na depresję, która po aborcji się nasili, możesz porozmawiać też z księdzem, na temat swoich lęków odnośnie Boga i twojej ciąży

              ja moge sobie nie wybaczyc, wiem ze juz przegralam zycie i niech to bedzie moja pokuta, moja kara, ale to jest tylko zycie, ja sie boje wiecznych mek i gniewu Boga przez cala wiecznosc... Bede sie bala umierac. Nigdy sie nie balam, zawsze bylam gotowa na smierc, bo kocham Boga i wierze w niego, ale po takim grzechu, smiertelnym, obawiam sie, ze on nie wybacza.... W sumie nikt mi tak naprawde na to pytanie nie odpowie, jestesmy tylko ludzmi, skad mamy to wiedziec. Ja po prostu czuje, ze Bog straszliwie karze takich ludzi i nie dlatego, ze jest zly, ale dlatego, ze jest sprawiedliwy.



              Kochasz Boga? To pozwól Mu zadziałać i nie idź w stronę aborcji. Aborcja Go ciężko rani. A jeśli kogoś się kocha, to się go tak ciężko nie rani. Życzę ci spokoju Ducha , niech ci rozjaśni myśli i popchnie w stronę Boga , abyś mimo wszystko przyjęła ten Jego dar życia, który nosisz w sobie.
    • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 03.06.11, 16:26
      I jesli nie dokonam aborcji, to bedzie to swiadome skazanie sie udreke za zycia, moze ja musze ten krzyz dzwigac w tym zyciu zeby kiedys byc szczesliwa. Inaczej sobie tego nie umiem wytlumaczyc. Po prostu Bog mnie wybral zebym to zycie przezyla w upadku i depresji i dzwigala to brzemie, jedyna pociecha w tym, ze kiedys za to cierpienie, ktore dla mnie szykuje ma sprawic, ze w tym drugim zyciu bede szczesliwa. Nie wiem na ile starczy mi sil, moze sie to skonczyc jakas tragedia, samobojstem, choroba psychiczna, moze to i lepiej, ja juz to zycie przegralam cokolwiek sie nie wydarzy i juz nic od tego zycia nie chce, tylko zeby jak najszbyciej przeminelo...
      • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 03.06.11, 16:50
        Przypadkiem zerknelam na sasiedni watek, gdzie namawialyscie kobiete do urodzenia chorego dziecka... Jestem przerazona, przerazona tym jak jestecie zaslepione, jak dla Was nie liczy sie nic i nikt, tylko plod sad(((((((( Chyba niepotrzebnie tu napisalam. Napisala to Was na tamty watku zrozpaczona kobieta, a Wy do niej zeby urodzila sad((( Jestem przerazona Wasza postawa sad(((
        • mama.rozy Re: Blagam, pomozcie... 03.06.11, 17:32
          nie przesadzasz czasem?
          wiesz,że facet jest zmęczony,to specjalnie go namawiasz,żeby został.
          nie chcesz korzystac z miejsc,gdzie możesz otrzymac pomoc,tylko dzwonisz po ludziach,którzy jeszcze więcej sieją wątpliwości
          może jednak jesteś typem człowieka,któremu im gorzej,tym lepiej?
          zastanów się,co chcesz robic w życiu,co chcesz osiągnąc i z kim
          od samego początku piszesz,że facet ma kogoś,że się z Tobą nie zwiąże.to jeszcze się katujesz błaganiem go,żeby z Tobą był.
          piszesz,że jesteśmy zaślepione i niepotrzebnie tu weszłaś.a czego szukałaś?
          • mama.rozy Re: Blagam, pomozcie... 03.06.11, 17:54
            i jeszcze o poprzednim wątku-zespół Downa nie jest stenem zagrażającym życiu ani matki,ani dziecka
            byc moze tam,gdzie mieszkasz,wszyscy ludzie muszą się rodzic zdrowi i piękni,i nie ma miejsca dla innych,którzy nieznaczenie różnią się od tzw.normalnych
            tu,na szczęście,jeszcze pozwala się im urodzic
            może kiedyś dożyjemy czasów,kiedy dzieci będa musiały byc blondynami z niebieskimi oczami
            ale straszne to będą czasy
          • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 03.06.11, 18:00
            Nigdzie nie pisalam, ze on kogos ma, nawet nie czytasz co ja pisze, a potem komentujesz...
            Co do tamtego watku, z urodzeniem chorego dziecka, kiedy kobieta przezywa tragedie i pyta normalnie gdzie mozna usunac, a Wy ja namawiacie na urodzenie, to jest to dla mnie barbarzynstwo. Nigdy Was jednak nie zrozumiem.
            • mama.rozy Re: Blagam, pomozcie... 03.06.11, 18:11
              czyli normalne jest,że kobieta chce zabic?czy normalne,że chce zabic chore?
              facet ma swoje życie,swoje sprawy.nie jesteś tego częścią...
              • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 03.06.11, 18:30
                Facet ma swoje sprawy, swoje zycie? Wiec dziecko nie jest jego sprawa, jego zyciem?
                To ja dziekuje za takie wsparcie, nie dam rady sama sobie z tym poradzic, nie dam...
                • mama.rozy Re: Blagam, pomozcie... 03.06.11, 18:35
                  a może spójrz trzeźwo na sytuację?
                  to przecież Twoje słowa-że ma swoje życie,że nie chce się z Tobą wiązac.może warto zacząc życie od nowa?na własnych nogach?
                  czy chcesz bajki o tym,że on się zmieni?przecież jasno daje do zrozumienia,że da na dziecko,na życie.ale bez uczestniczenia w tym wszystkim.
                  tak to wygląda z boku.
                  my nie możemy Cię głaskac po głowie,że wszystko się ułoży,że teraz to już tylko miód i radosny czas oczekiwania.
                  wprost przeciwnie-staramy się Tobie powiedziec,że masz przed sobą duże wyzwanie,że potrzebujesz pomocy z zewnątrz,a nie wchodzenia głębiej w błoto.
                  • bellagnos Re: Blagam, pomozcie... 03.06.11, 18:47
                    Nie rozumiem nie akceptacji chorych dzieci, ty też jesteś chora więc powinnaś zginąć?? Ty tak samo odtrącasz dziecko jak facet ciebie.
                    Dla mnie nie ma różnicy między człowiekiem nienarodzonym a narodzonym.
                    Zadziwia mnie wygodnictwo w tym świecie do tego stopnia, że można czyjeś życie zmiażdżyć.
                    • 0oo.oo0 Re: Blagam, pomozcie... 03.06.11, 20:11
                      W tamtym wątku nie biorę udziału, bo nie wiem, co moze przeżywać kobieta, która ma dokonać takiej decyzji. Po prostu trafiła na złe forum, bo tutaj nikt nie daje namiarów, gdzie można zrobić taką rzecz. A to, że dają jej inne rady, też jakieś wyjście, moze o nim nie wiedziała. Ale Twoje dziecko nie wiesz nawet, czy jest zdrowe, czy chore, czy w ogole donosisz ciążę i urodzisz, a w Twoich ostatnich wypowiedziach czuję tylko wyrzuty do kobiet, które próbują Ci pomóc i pretensje o to, że tak Ci radzą. Chcesz usunąć, dawaj, czemu nie Twoje życie, tylko po co prosiłaś o radę i założyłaś wątek "Błagam, pomozcie...". Pomagają jak umieją, wiec doceń.
                • ewula.1 Re: Blagam, pomozcie... 03.06.11, 21:08
                  Posłuchaj! Wszyscy Ci tu współczują i chcą pomóc. Najwyraźniej jednak nic to nie daje. Po prostu zamknęłaś się w kręgu: ja nie chcę tego dziecka - nienawidzę go - jak urodzę to się załamię - nie mam innego wyjścia niż aborcja. Jesteś dorosłą kobietą, mamą. Już jesteś mamą, a nie potencjalną mamą. I czy Ci się to podoba, czy nie ty już masz dziecko, nie potencjalne dziecko. To nie jest sprawa wyboru. Twoim wyborem jest to, czy będziesz mamą żywego, czy martwego dziecka. Proszę, zajrzyj jak wygląda Twoje maleństwo.
                  www.pro-life.pl/?a=photogalery_list_photos&id=4
                • bibina Re: Blagam, pomozcie... 04.06.11, 00:25
                  Modla sie za Ciebie siostry Karmelitanki Bose z Bornego-Sulinowa.
                • niezgadzamsie3 Re: Blagam, pomozcie... 31.07.11, 20:40
                  dopiero zobaczylam ten post, czy usunelas te dziecko ?sad
      • iktoto Re: Blagam, pomozcie... 03.06.11, 21:03
        zrób co uważasz, nawet jeśli dokonasz aborcji i będzie potrzebowała wsparcia wirtualnego, zajrzyj tutaj, spróbujemy pomoc. nie odcinaj się, nie chowaj w czterech kątach, jeśli będzie Ci beznadziejnie, pamiętaj o tym.
        masz rację, to Ty niesiesz swoj krzyż, ja mogę jedynie Cię wesprzeć, za Ciebie go nie poniosę, cokolwiek zrobisz, to Ty ponosisz odpowiedzialność. na siłę nie zamierzam Cię od czegoś odwodzić
        nie wiem jaki jest Twój krzyż, jednak pamiętaj, że Bóg nie ma nic wspólnego z aborcją, Bóg to życie, aborcja jest Jego przeciwieństwem, nie wolno tego zwalać na Niego.

        trzymaj się
        Monika
        • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 04.06.11, 04:52
          prosilam go wczoraj zeby przyjechal, dzisiaj, nie mogl, bo pracuje i potem idzie na impreze, bo komus sie syn urodzil. Gdybym sie nie bala tego co po smierci to juz dawno bym ze soba skonczyla. Dostalam jakiegos ataku bezsilnosci, miotalam sie, nie plakalam, wylam jak zazynane zwierze, ktore prosi zeby je dobic, bylam w jakims amoku, dlawilam sie juz lazmi, jakas wydzielina z gardla, zwymiotowalam, poczulam sie lepiej fizycznie, wlasnie uspokoilam na chwile i pisze tutaj do Was. Zaraz wroce do lozka i bedzie to samo. Nie rozumiecie co znaczy nie chciec tego dziecka. Wiele jest samotnych kobiet w ciazy, ale chyba zadna tak nie pragnie poronienia jak ja, pozbucia sie tego wszystkiego. Mysle zeby pojsc do jakiegos szpitala psychiatrycznego i tam niech mi ktos pomoze, oglupi czyms, moze wtedy przebrne przez to wszystko. Nie daje rady, jest coraz gorzej, Bog mimo modlitw Waszych i moich chyba jednak chce zebym przerwala to wszystko, inaczej dalby mi sile zeby to przezyc. Tu juz jest moj kres, kres wytrzymalosci, zabiera mi rozum i wytrzymalosc, jakis ma w tym cel w tym wszystkim. Dobrze ze zwymitowalam, chociaz fizycznie mam troche ulgi.
          • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 04.06.11, 05:02
            zaluje ze nie dokonalam aborcji zaraz po tym jak sie dowiedzialam o ciazy, niepotrzebne zaczelam wszystko rozkladac na czynniki pierwsze, gdybym wiedziala jakie katorgi bede przechodzic to wtedy bym to zrobila, na co mi to bylo, ja juz przegralam zycie i tak, jeszcze sie tylko katuje przedluzajac te agonie zupelnie bez sensu. A moze jest w tym sens, moze zanim to zrobie musze cierpiec nie tylko po tym, ale i przed. Nie bylam zlym czlowiekiem, pomagalam ludziom, zwierzetom, nie krzywdzilam nikogo, pomagalam obcym ludziom na ulicy, nie balam sie smierci, wierzylam w Boga, mozecie mnie uwazac za potwora, ale mojej internetowej znajomej kolezanke zostawil maz w 5 miesiacu ciazy i odszedl do innej, dziewczyna sie zalamala, polknela duzo tabletem artortecu, znalazla sie w szpitalu, z wylewem, teraz jest w spiaczce, wyjeli z niej ten 5 miesieczny plod, starali sie go ratowac, ale nie przezyl... Przepraszam, ze to napisze, ze mysle, ze jesli sie wybudzi, to dla niej bedzie ulga, ze tak sie stalo... I ja ja rozumiem.... Czy ja jestem potworem, bo tak bardzo nie chce tej ciazy? Czy tylko na tej podstawie moge myslec, ze jestem morderca, zlym czlowiekiem? Ja po prostu nie chcialam miec dzieci, jestem inna niz Wy, jestem w mniejszosci zapewne, wiekszosc kobiet ma jednak ten instynkt i pragnienie posiadania potomstwa, ja jestem inna, dlatego jestesm gorsza, zla, potwor? Nie chce zyc, naprawde nie chce zyc, bo nie daje juz rady.....................
            • mama.rozy Re: Blagam, pomozcie... 04.06.11, 07:19
              my nie rozwiążemy Twoich problemów,nie jesteśmy w stanie
              dałyśmy Ci namiary na ludzi,którzy sa blisko Ciebie,żebyś mogła z kimś porozmawiac
              przez internet wiele rzeczy wygląda inaczej
              to pierwsza sprawa
              druga-dorosły człowiek musi ponosic konsekwencje swoich czynów.seks równa się możliwości poczęcia.nie zostałas wyróżniona tym dzieckiem,to nie była niespodzianka nie do przewidzenia.tak się poczyna i rodzi człowiek.to,że jego rodzice nie zawsze byli świadomi tego,że ich działań może powstac ich potomstwo,nie zwalnia rodziców z odpowiedzialności za nie.seks to nie zabawka,która po prostu można zepsuc.jak się igra z ogniem,to można się sparzyc.
              wasz związek-jeśli to miał byc tylko przypadkowy seks,to w ogóle nie masz co u faceta szukac.a jeśli byliście w jakimś mniej lub bardziej sensownym związku,to pewnie sprawy sie omawia.takie sprawy jak chocby dziecko.
              teraz się miotasz,a jak było wcześniej?żyliście spokojnie?dobrze Wam było?
              i naprawdę,czemu ciągle myślisz,że jesteś tak wyjątkowa w swojej niechęci do dziecka?jesteś zaskoczona tym,co czujesz?zawsze wszystko Ci się podobało?wszystko szło po Twojej myśli?
              • wiesia140 Re: Blagam, pomozcie... 04.06.11, 08:40
                porozmawiaj z psychiatrą i psychologiem, tobie potrzebna jest fachowa pomoc
            • iktoto Re: Blagam, pomozcie... 04.06.11, 10:22
              wbij sobie do głowy, że nie jesteś potworem, że nie jesteś złym człowiekiem! jesteś człowiekiem na zakręcie. nawet jeśli dokonasz aborcji to masz szansę na lepsze życie. myślę, że jest tutaj wiele osob, które NIE uważają Cię za potwora.
              ja jestem po aborcji ale to nie oznacza, że nie mam już prawa do niczego.
              rozumiem Cię, że dla Ciebie to wyłącznie zarodek, nic więcej, sama przez to przechodziłam i wtedy to był wyłącznie zarodek, nic więcej.
              rozumiem, że nic nie czujesz, że czujesz niechęć, wściekłość, żal.
              moja świadomość przyszła po wielu latach.

              jednak pamiętaj, żeby nie łączyć aborcji z Bogiem, oddziel to, nie zasłaniaj się Nim.

              jeśli dokonasz aborcji to życzę Ci, abyś dała radę udźwignąć ciężar, żebyś wstała umocniona.

              wiesz co ostatnio zauważyłam, że modlitwa nie zawsze działa na nas, może się za nas modlić tabun ludzi ale z wielu przyczyn odrzucamy te modlitwy, nie chcemy ich, nie chcemy pomocy. nie mam tu na myśli Ciebie, piszę ogólnie. i znowu to samo: to nie jest wina Boga, że modlitwa odbija się od nas.

              trzymaj się
              monika
              • nowako-wa Re: Blagam, pomozcie... 04.06.11, 11:04
                Chciałabyś koniecznie aby ktoś rozwiązał za Ciebie problem, albo wziął odpowiedzialnosc i konsekwencje...
                Tak się nie da, to jest dorosłosć...
                Nikt na siłę nie będzie Cię namawiał na zatrzymanie tego życia- co miało być powiedziane to juz zostało- teraz reszta należy do Ciebie- szkoda tylko że zamknęłaś sie w 4 ścianach i nie szukasz pomocy w realu- choćby w poradni psychiatryczno-psychologicznej...sama korzystałam- chociaż po czasie mogę stwierdzić ,że nikt poza nami samymi nie może nas uzdrowić....
                Mi to zajęło trochę czasu i byłam w tak beznadziejnym stanie ,że nie zależało mi na niczym, nic nie cieszyło i uwazałam że nie spotka mnie już nic dobrego- że do śmierci będę się tak męczyć....
                Pomyliłam się smile
                Przeszło....a mam prawie 40 na karku - dwóch dorosłych synów i brzdąca koło siebie...
                Cokolwieh zrobisz , proszę nie zamykaj się w sobie , bo będziesz cierpieć jeszcze bardziej- szukaj pomocy, zacznij brać pod lupę swoje emocje, schematy postępowania, może traumy z dziećiństwa lub głębokie zranienia- bo tam jest żródło Twojego bólu- dziecko tylko odkryło to....
                Ja bardzo dużo pracowałam nad sobą , przeczyrtałam mnóstwo mądrych książek, odstawiłam nałogi, toksycznych ludzi i "przykleiłam" się do Boga...
                Dziś zbieram owoce, czego i Tobie życzę , bo to co przeżywasz wygląda mi na "noc ciemną"- Boze oczyszczenie- obyś nie zmarnowała tej szansy i odbiła się od dna zamiast pogrążac głębiej...
                Dobrze że chociaż tu szczerze piszesz, nie bój się krytyki- chcemy Cię zrozumieć i udzielić jakiejś mądrej rady, a nie osądzać....
                • wiesia140 Re: Blagam, pomozcie... 04.06.11, 12:34
                  pisz tutaj , nie zostawaj z tym sama.
          • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 05.06.11, 01:51
            Tak naprawde chodzi tylko o moje zycie, moja psychike, o moj spokoj, wszystkoe inne nie ma znaczenia. Jeszcze wczesniej myslalam o tym czy ktos mnie zechce z dzieckiem, teraz to juz bez znaczenia, juz mnie to nie obchodzi, jestem zobojetniala na wszystko. Widze mlode mamy z dziecmi na spacerach, z coreczkami, malusimi albo troche starszymi i wiem, ze tez bym tak mogla kiedys, ale wiem tez, ze psychicznie nie dam rady przejsc przez ciaze sama, panicznie sie tego boje i tego co bedzie zaraz potem, czy pokocham czy znienawidze to dziecko, czy bedzie mi objetne. Sytuacje teraz skomplikowal ojciec dziecka, do ktorego palam obrzydzeniem, ktorego nie da sie opisac zadnymi slowami. Zadnymi. Wlasnie napisalam mu smsa, ze dostalam rachunki od lekarzy, narazie 3, spytalam sie czy da na nie pieniadze, odpisal, ze da, pytam kiedy, nie odzywa sie od godziny... Jak mu wierzyc, ja juz w nic nie wierze temu czlowiekowi. Wiem, ze jesli usune ciaze, probowalam to sobie wyobrazic kiedy musialam dzis wyjsc po obiad, ja przemykam miedzy ludzmi, byle szybko, byle do tej mojej ciemni w pokoju, byle schowac sie w tej skorupie. Wstydze sie siebie, nie rozumiem tego. Patrze na ludzi i zastanawiam sie, ktora kobieta usunela ciaze, ktory facet byl/jest z kobieta, ktora usunela. Takie mam mysli patrzac na ludzi. Wiem,z e gdybym usunela, to jestem w stanie odkupowac swoje winy, chcialabym zajac sie jakims wolontariatem, gdzie moglabym czasem zajac sie jakims dzieckiem, wziac na spacer, dac troche milosci.
            Ja po prostu sie boje, ze jak urodze, to sie kompletnie zalamie i skrzwydze to dziecko.
            Mialam taka znajoma w Polsce, ktora wpadla z jakims facetem, sama wychowuje, wiem ze ona zawsze lubila dzieci, miala podejscie. Ale tak patrze na jej sytuacje, to ona miala normalna rodzine, fajna mame, bratowa, brata, gdzie byly dzieci, kuzynki z dziecmi, wszyscy na kupie prawie albo blisko siebie. Ta jej corka pewnie mimo wszystko byla wyczekiwana, miala to wsparcie w tej calej rodzinie, miala te otuche, nie byla z tym sama. U mnie to co innego, rozbita rodzina, moja matka nie jest zgodna osoba, kazdy z kazdym sklocony, do tego jej chore ambicja, rywalizacja z wszystkimi naokolo czyje dzieci dalej zajda... To jest popieprzona sytuacja. Powiem Wam, ze dopoki jeszcze wierzylam w ojca tego dziecka, ze to jednak w porzadku facet, to teraz totalnie zmienila sie sytuacja, nie ufam mu, ze on da pieniadze na opiekunke, to nie jest jednorazowa oplata, to jest odpowiedzialnosc finansowa na cale zycie. Do tego ja nie wiem czy chce zeby dziecko mialo takiego ojca psychicznego. Kiedys myslalam, ze bardzo bym chciala zeby mieli kontakt, wiez, ale teraz ja sie boje tego typa, nie ufam mu nic, a nic. Nie wiem czy wiekszym egoizmem jest pchanie dziecka na swiat, na te niepewna przyszlosc, wiem po sobie, ze wiele razy pragnelam zeby sie nigdy nie urodzic i nigdy to nie bylo czcze gadanie, ja naprawde tak uwazalam i uwazam, mala strata dla swiata, a ja nie wiodlabym takiego nedznego zycia. To dziecko na swiat sie nie prosi, z ojcem klmaca, z matka emocjonalnie rozchwiana i z depresja, jakie ono ma szanse na normalne zycie. Nie ma. Czytalam artykul o aborcji i religii *akurat katolickiej, bo jakby nie bylo jest mi mimo wszystko najblizsza) i jest tez tak, ze aborcje nalezy rozstrzygac we wlasnym sumieniu, o ile nie jest to proba ukryca zdrady maleznskiej. Moje sumienie mowi mi, ze moglabym skrzywdzic to dziecko wychowujac je sama i w takim stanie psychicznym, a mysle, ze przez usuniecie tej ciazy moge na uczynic wiele dobra jako rekompensate, ktore juz chcialabym czynic dla innych, juz miec te sile. Nie chce sie tutaj wybielac, bo pewnie wielu z Was ma mnie za egoistke, ale sama, chociazbym miala ostatni grosz to zawsze oddawalam temu kto o to prosil I nie interesowalo mnie na co to przeznaczy, niektorzy nie daja zebrakom pieniedzy, bo uwazaja, ze ci robia z nich zly uzytek. Mnie to nie interesuje, nie dociekam, uwazam ze jesli tkos prosi na ulicy, to potrzebuje. Nigdy nikomu niczego nie zazdroscilam, nie robilam na zlosc, nie kopalam dolkow, poratowalam w kazdej beznadziejnej sytuacji nie zadajac nizego w zamian, zle nie zyczylam, moze poza tym jednym przypadkiem, ojca tego dziecka, szczerze go nienawidze i chcialabym zeby poniosl surowa kare za to co robil i robi. Uwazam, ze bylam dobrym czlowiekiem, nie balam sie umrzec, zylam w zgodzie z wlasnym sumieniem i zasadami.
            Uwazam, ze wszystkie dzieci, ktore spotkam na swojej drodze wsrod znajomych, ktorym sie beda rodzic, to bedzie to dla mnie kara i pokuta. Jeszcze myslalam kiedys, ze moglabym miec dzieci z kims, w przyszlosci, takie upragnione, ale juz nawet tego nie chce, niech to bedzie dla mnie kara, ale nie chce wydac na swiat dziecko, ktorego nie dam rady wychowac i dac mu milosci takiej o jakiej sama marzylam.
            Wlasnie zadzwonil, zadzwonil, ze nie wie keidy przyjedzie, moze dzis, moze jutro, moze dzis bedzie pil, nie wie o ktorej i czy w ogole, ale mam sie nie martwic. Ja nie uwierze, jak nie zobacze tych pieniedzy. Chociaz w sumie mysle, ze raczej przyniesie, ale to i tak nie uspokoi moich nerwow, mojej niepewnosci co do przyszlosci... Ja juz mu nie ufam, moze on wierzy w to co mowi w danej chwili, ale to sie nie przeklada na codziennosc.
            Mysle czy nie powiedziec o tym mojej matce, isteniej szansa, ze moglaby sie ucieszyc myslac o sobie w tej calej sytaucji, znajac jej egoistyczne myslenie w koncu mialaby w zyciu cel, zajmowanie sie wnuczka. Ale ja cale zycie mowilam, ze jesli mialabym dzieci, to nigdy nie oddalabym tej kobiecie na wychowanie dziecka, po prostu nie chce zeby zrobila taka krzywde jak mi zrobila. Nawet kiedys ja bylam w normalnym zwiazku, to samo powiedzial moj owczesny chlopak, ze nigdy nie oddalby jej dziecka na ile ja zna i na ile zna mnie, co ona zrobila z moja psychika. Wiec co jest lepsze, pchac na swiat to dziecko czy pokutowac cale zycie i po smierci za to co zrobilam. Myslac tylko i wylacznie o sobie, w sytuacji gdyby moja matka zdecydowala sie wziac to dziecko, to opcja urodzic i miec spokoj z wyrzutami sumienia co do usuniecia, ale myslac o dziecku, to ja juz mu wspolczuje, matka zdolowana, babka ktora wychowa kolejego emocjonalnego kaleke, po prostu dalej drepcze w tym samym miejscu. Jednak sumienie mi mowi, zeby nie narazac dziecka na takie zycie... Do tego fizycznie czuje sie fatalnie, ledwo zyje, ciagle mi niedobrze, dolaczajac do tego moj stan psychiczny ja jestem juz na skraju wyczerpania
          • elusia07 Re: Blagam, pomozcie... 15.06.11, 19:51
            www.pro-life.pl/?a=pages&id=31
            zobacz tu smilesmilesmile
    • 3aleale Re: Blagam, pomozcie... 04.06.11, 15:16
      Kochana Samaniewiem31 dlaczego nam nie wierzysz? My już to przeszlyśmy.
      Bardzo mi Ciebie szkoda, męczysz sie właśnie dlatego że nie podjęłaś decyzji, nie jesteś pewna która jest dobra, masz wątpliwości. Uwierz po prostu uwierz że każda z nas chce Ci po prostu otworzyć oczy. Jesteś zupełnie zamknieta w tym swoim NIE -nie poradze nie chcem nie pokocham. Uwierz że ja miałam tak samo tez mi tlumaczono i tak samo jak w twoim przypadku- było to jak grochem o ścianę. My mowimy swoje a ty swoje. Uwierz że z serca Ci mówię że aborcja jest gorszym wyjściem. Dla Ciebie samej.

      Piszesz że jestes słaba psychicznie, ja z kolei jestem bardzo bardzo silna psychicznie. I wybór aborcji rozłozył mnie na lopatki. Rekami i nogami podpisuję sie pod wypowiedziami Faun1512.
      Po prostu zrozum że jeśli wybierzesz aborcje bedzie sto razy gorzej niz teraz. Piszesz jak bardzo Ci źle jak bardzo ci ciężko psychicznie sobie nie radzisz. Wybór aborcji sprawi że to co teraz czujesz to jest nic. Bedzie tysiace miliony razy gorzej. jak ty sobie z tym poradzisz skoro sama piszesz że jestes słaba psychicznie? Ja jestem bardzo silna a dopadły mnie mysli samobójcze stany depresyjne bezsenność. Jak ty to zniesiesz kobieto przeciez ty siebie tym wyborem zniszczysz.. teraz wydaje ci sie ze on jest łatwiejszy... gówno prawda.
      Dasz rade znajdziesz w sobie siłe żeby poradzić sobie z macierzyństwem ale jak poradzisz sobie z tym że zabiłaś swoje dziecko?
      Tak bardzo bardzo bardzo Ci zazdroszczę wszystkiego tego co teraz przechodzisz a wiesz czemu? Ja przechodziłam przez to samo, byłam w tym samym miejscu w którym ty teraz stoisz miałam stany depresyjne z powodu ze jestem w ciazy a jej nie chce ze ni poradze ze nie chce dziecka i przeciwnosci wydawaly sie mnozyc z kazdym dniem. i wybrałam źle. Ty masz te szczescie ten dar że możesz jeszcze wybrać dobrze... Uwierz ze jesli wykonasz aborcję za jakis czas wszystkie te argumenty ktore podajesz tutaj aby wytlumaczyc siebie- bo to jest tłumaczenie tego ze jestes w tym momencie bardziej za decyzja aborcji.. jesli ja wykonasz za niedlugi czas te same twoje argumenty beda dla ciebie nic nie warte. sama z dzieckiem, brak pomocy rodzicow, facet ma inne zycie, masz depresje, - wszystko to bedzie dla ciebie nie wystarczajacym usprawiedliwieniem dla siebie samej. uwierz ze po aborcji przyjda mysli- co ja narobilam ! poradzilabym sobie! beznadziejny facet, inny kraj, z dala od rodzicow no i co? cholera z tym facetem, ciezko to ciezko ale dalabym rade! tyle ze wtedy bedzie juz za pozno...

      idz do psychologa, nie zamykaj się na pomoc, szukaj ludzi którzy doradzą ci lepiej, posluchaj przede wszytskim ludzi ktorzy to przezyli- tych ktorzy wybrali aborcje i tych kobiet ktore urodzily i sa teraz szczesliwymi mamami innych nie powinnas sluchac wogle bo jak ktos tego nie przezyl to nie wie nic o tym. nie sluchaj jasnowidzow, to glupota..

      Spraw żeby te dziecko było dla ciebie w przyszłości twoim słoneczkiem które będzie przy Tobie będzie ci dawać siłe i nadzieje, a nie żeby było aniołkiem w niebie które całe swoje życie będziesz opłakiwać i nie odżałujesz tego nigdy...

      • wiesia140 Re: Blagam, pomozcie... 04.06.11, 15:42
        Zamknęłaś się w sobie i szukasz wszystkich argumentów potwierdzających twoją tezę , oszukaj czegoś pozytywnego , wyjdź do ludzi , porozmawiaj z kobietami , które podobnie jak ty miały w ciąży, a urodziły i są szczęśliwe. Zapytaj się jak do tego doszły , wiem ,że niektóre przeszły terapię, sama osobiście z otoczenia znam przypadek takiej kobiety ( żona znajomego rodziców , uczęszczała właśnie na taką terapię i udało jej się). Nie zamykaj sobie tej drogi , bo potem możesz żałować ,że nie spróbowałaś.
      • iktoto Re: Blagam, pomozcie... 04.06.11, 16:20
        masz rację 3aleale, argumenty, które sprawiają, że aborcja wydaje się być najlepszym i jedynym wyjściem, po aborcji stają się śmieszne i niewystarczające. to tak jakby ktoś nagle zdął nam okulary i widzimy zupełnie inną prawdę, chociaż tamta prawda przed aborcją wydawała się jedyną i absolutnie rzadna inna, wszystko inne było be.

        Samaniewiem, to nie jest atak na Ciebie, przeciwko Tobie, to nie jest tak, że wsyzscy bronią jakiegoś tam zarodka a nie szanują Ciebie i Twoich uczuć. Szanujemy i Ciebie i zarodek, podchodzimy do Was na równi, Ty masz dojrzałą duszę i zarodek ma dojrzałą duszę, jak równy z równym. zarodek chory też ma dojrzałą duszę, nie jest gorszy od dziecka zdrowego. rozpatrujemy to w tych kategoriach jak róny z równym, nie wiemy co czuje dojrzała dusza w chwili aborcji. lekarz, ktoy nie wierzy w świat duchowy nie rozumie że dusza może cierpieć, odczuwać.

        Nie myśl o sobie jak o potworze, jak o kimś słabym psychicznie, nie jesteś słaba psychicznie, jesteś silna, to Twój facet jest słaby psychicznie, nie Ty!!!! To On ucieka, Ty walczysz!!! Ten który ucieka jest słaby nie ten który szuka jeszcze wyjścia. jeśli mówisz o sobie, żeś słaba to oslabiasz tym myśleniem siebie. Najprościej jest powiedzieć, masz tu parę stów, jakoś sobie poradzisz. pomimo, że jest wierzącym człowiekiem to jest słaby, boi się Ciebie wesprzeć, chce zwalić na Ciebie odpowiedzialność. Ty jesteś silna, gdybyś była słaba, byłabyś już dawno po aborcji

        pójdź po poradę do psychologa, wyjdź do dobrych ludzi, cztery ściany są tu najgorszym wyjściem

        monika
        • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 04.06.11, 16:30
          Jesli chodzi o moje wczesniejsze relacje z nim, to jemu zalezalo na mnie, a ja do konca nie bylam przekonana, ale on o tym nie wiedzial, chociaz zrywalam z nim tysiac razy. A on mi nie dawal spokoju. Ale jak sie dowiedzial o ciazy, to reakcje znacie... Wczoraj stalo sie cos strasznego w nocy. Bylam bezsilna, prosilam go zeby przyjechal, przyjechal z jakiejs imprezy, twierdzil, ze z pracy, ale jego praca nie wymaga strojenia sie i perfumowania, zreszta wczesniej mowil, ze komus sie syn urodzil. Przyjechal o 1 w nocy, bo pisalam z nim smsy, bardzo rozpaczliwe, juz sobie nie dawalam rady, chcialam sie zabic.... Wyjelam na stol moje stare tabletki na nerki... Bylam oszolomiona, ledwo zylam, pisalam chyba tez jak ktos kto ma zaraz chyba umrzec. Przyjechal, zrobil zdjecia tabletkom, chcial wzywac poliche, narywal nasze rozmowy, powiedzial ze jestesm psychiczna i on nie chce miec ze mna nic wspolnego, powiedzial ze naleze do jakiejs sekty, ze teraz mi juz na pewno nie wierzy, ze to jego dziecko, nie chce mnie znac. On naprawde za taka mnie uwaza teraz. Ale najgorsze jest to, ze dzis rozmawialam z kolezanka z Polski na skype, ktora porposila mnie o jego nr tel. Zaczela go szuakc po firmie i po internecie... On sie nie nazywa tak jak mi powiedzial, wszystko skamal... Dlatego nigdy nie chcial mi pokazac dowodu osobistego... jak spotykalismy sie to neichetnie mi powiedzial imie i nazwisko, zmyslone.... Boze, teraz juz jestem skonczona, nie wiem kto zaplaci te rachunki za lekarzy.... Mnie nie stac, bylam u 4 lekarzy od czasu ciazy, nie wiem co teraz, nie wiem kto mi pomoze w ciazy. Tak chociaz deklarowal sie, ze bedzie placil, chociaz ja juz naprawde w to nie wierze, nikt nie wierzyl, a ja sie jeszcze ludzilam, ze moze bedzie placil. Napisalam mu dzis smsa, dlaczego mnie tak oklamywal, kim jest, Boga sie nie boi, co ja mu zrobilam.... Nie odezwal sie, ma mnie za psychiczna, ale ja jego tez mam za jakiegos psychicznego czlowieka, kto normalny tak klamie, kto... Co ja mu zrobilam, ze mnie tak bezczelnie klamal.....
          • wiesia140 Re: Blagam, pomozcie... 04.06.11, 17:50
            W tym stanie to ty jedź do szpitala psychiatrycznego , jesteś warta ,żeby żyć

            szkoda ,że ta policja nie przyjechała , oni już by go dobrze sprawdzili, co to za gagatek, jeśli chodzi o zapłacenie rachunków , to nie wiem jakie masz ubezpieczenie., i nie wiem w jakim kraju jesteś , napisz coś więcej na ten temat , poszukam coś na temat ubezpieczenia, wiem ,że w niektórych krajach opieka społeczna może pomóc ci pokryć te koszty , ale musisz coś więcej napisać, następnym razem pozwól sobie ,żeby ta policja przyjechała , przynajmniej będą znali jego prawdziwe nazwisko . Współczuję ci znam ten typ faceta, tym bardziej powinnaś poszukać dla siebie pomocy w szpitalu.
            • wiesia140 Re: Blagam, pomozcie... 04.06.11, 17:52
              Napisz miasto , gdzie mieszkasz poszukam ci szpitala.
        • wiesia140 Re: Blagam, pomozcie... 04.06.11, 16:34
          trzymaj się i szukaj dobrych ludzi w życiu niech cię napełnią pozytywnym myśleniem, bo tu chodzi najbardziej o ciebie i o to co się dzieje w twojej głowie.
          • 0oo.oo0 Re: Blagam, pomozcie... 04.06.11, 18:17
            To jak powiedział, ze bedzie płacił, to poproś o pieniadze. Napisz, ze do lekarza potrzebujesz tyle i tyle i sie przekonasz, czy Ci coś da.
            • mama.rozy samaniewiem 04.06.11, 19:14
              chcemy Ci pomóc,ale sama rozumiesz,że odległośc,jaka nas dzieli,bardzo nas ogranicza
              ja osobiście nie mam nikogo w Stanach,ale te linki,które Ci podałam,są jak najbardziej pomocne,dostałam je od pewnego psychologa(pewniej psycholog),która zna się na rzeczy
              i wiesz co-pomyśl-może teraz jest dobry czas,żeby zacząc nowe życie?to,co miałaś,zamienia się w gruzy.ale nie jesteś sama...
              wiesz,dlaczego tak walczymy o Ciebie?bo jesteś tego warta.jesteś warta tego,żeby wstac i życ godnie.sił pewnie masz malutko,ale tym możemy Cię wesprzec.tylko daj sobie pomóc,a małymi krokami do czegoś sensownego dojdziemy.
              jesteś wspaniałą kobietą,tylko masz cholernie pogmatwane życie.
              faceta puśc na drzewo,tylko najpierw wyciągnij z niego,ile się da.bez awantur,pretensji.wiem,że to bardzo brutalne,ale nie ma się co nim przejmowac.
              masz jakąś pracę?z czego żyjesz?masz co jeśc?z czego opłacasz mieszkanie?masz szansę znaleźc coś innego,tańszego?
              jesteśmy tu z Tobą
              • iktoto Re: samaniewiem 04.06.11, 22:52
                samaniewiem, zgłoś się po pomoc w realu, nie tylko tutaj. jeśli facet chce wesprzeć Cię finansowo, to skorzystaj z tego, nie brzydź się tymi pieniędzmi, są Ci potrzebne. obojętnie jak On się nazywa, czy skłamał czy nie to nie ujmuj się dumą
                • samaniewiem31 Re: samaniewiem 04.06.11, 23:21
                  nie chodzi o dume, ja sie go brzydze, co z tego ze teraz da pieniadze, a dziecko jest na cale zycie, placenie na dziecko to nie tylko wizyty lekarskie za ciezarna.
                  Przepraszam, ale ja juz nie wytrzymuje tego, mam umowiony zabieg w nastepnym tygodniu, nie widze juz innego wyjscia, ktore da mi psychicznie sile zeby sie podniesc, ja juz tak zyje 4 tydzien i dluzej tak nie pociagne, nie mam sily nawet pisac czy kupic cos do jedzenia, wysiadam
                  • samaniewiem31 Re: samaniewiem 05.06.11, 01:54
                    Tak naprawde chodzi tylko o moje zycie, moja psychike, o moj spokoj, wszystkoe inne nie ma znaczenia. Jeszcze wczesniej myslalam o tym czy ktos mnie zechce z dzieckiem, teraz to juz bez znaczenia, juz mnie to nie obchodzi, jestem zobojetniala na wszystko. Widze mlode mamy z dziecmi na spacerach, z coreczkami, malusimi albo troche starszymi i wiem, ze tez bym tak mogla kiedys, ale wiem tez, ze psychicznie nie dam rady przejsc przez ciaze sama, panicznie sie tego boje i tego co bedzie zaraz potem, czy pokocham czy znienawidze to dziecko, czy bedzie mi objetne. Sytuacje teraz skomplikowal ojciec dziecka, do ktorego palam obrzydzeniem, ktorego nie da sie opisac zadnymi slowami. Zadnymi. Wlasnie napisalam mu smsa, ze dostalam rachunki od lekarzy, narazie 3, spytalam sie czy da na nie pieniadze, odpisal, ze da, pytam kiedy, nie odzywa sie od godziny... Jak mu wierzyc, ja juz w nic nie wierze temu czlowiekowi. Wiem, ze jesli usune ciaze, probowalam to sobie wyobrazic kiedy musialam dzis wyjsc po obiad, ja przemykam miedzy ludzmi, byle szybko, byle do tej mojej ciemni w pokoju, byle schowac sie w tej skorupie. Wstydze sie siebie, nie rozumiem tego. Patrze na ludzi i zastanawiam sie, ktora kobieta usunela ciaze, ktory facet byl/jest z kobieta, ktora usunela. Takie mam mysli patrzac na ludzi. Wiem,z e gdybym usunela, to jestem w stanie odkupowac swoje winy, chcialabym zajac sie jakims wolontariatem, gdzie moglabym czasem zajac sie jakims dzieckiem, wziac na spacer, dac troche milosci.
                    Ja po prostu sie boje, ze jak urodze, to sie kompletnie zalamie i skrzwydze to dziecko.
                    Mialam taka znajoma w Polsce, ktora wpadla z jakims facetem, sama wychowuje, wiem ze ona zawsze lubila dzieci, miala podejscie. Ale tak patrze na jej sytuacje, to ona miala normalna rodzine, fajna mame, bratowa, brata, gdzie byly dzieci, kuzynki z dziecmi, wszyscy na kupie prawie albo blisko siebie. Ta jej corka pewnie mimo wszystko byla wyczekiwana, miala to wsparcie w tej calej rodzinie, miala te otuche, nie byla z tym sama. U mnie to co innego, rozbita rodzina, moja matka nie jest zgodna osoba, kazdy z kazdym sklocony, do tego jej chore ambicja, rywalizacja z wszystkimi naokolo czyje dzieci dalej zajda... To jest popieprzona sytuacja. Powiem Wam, ze dopoki jeszcze wierzylam w ojca tego dziecka, ze to jednak w porzadku facet, to teraz totalnie zmienila sie sytuacja, nie ufam mu, ze on da pieniadze na opiekunke, to nie jest jednorazowa oplata, to jest odpowiedzialnosc finansowa na cale zycie. Do tego ja nie wiem czy chce zeby dziecko mialo takiego ojca psychicznego. Kiedys myslalam, ze bardzo bym chciala zeby mieli kontakt, wiez, ale teraz ja sie boje tego typa, nie ufam mu nic, a nic. Nie wiem czy wiekszym egoizmem jest pchanie dziecka na swiat, na te niepewna przyszlosc, wiem po sobie, ze wiele razy pragnelam zeby sie nigdy nie urodzic i nigdy to nie bylo czcze gadanie, ja naprawde tak uwazalam i uwazam, mala strata dla swiata, a ja nie wiodlabym takiego nedznego zycia. To dziecko na swiat sie nie prosi, z ojcem klmaca, z matka emocjonalnie rozchwiana i z depresja, jakie ono ma szanse na normalne zycie. Nie ma. Czytalam artykul o aborcji i religii *akurat katolickiej, bo jakby nie bylo jest mi mimo wszystko najblizsza) i jest tez tak, ze aborcje nalezy rozstrzygac we wlasnym sumieniu, o ile nie jest to proba ukryca zdrady maleznskiej. Moje sumienie mowi mi, ze moglabym skrzywdzic to dziecko wychowujac je sama i w takim stanie psychicznym, a mysle, ze przez usuniecie tej ciazy moge na uczynic wiele dobra jako rekompensate, ktore juz chcialabym czynic dla innych, juz miec te sile. Nie chce sie tutaj wybielac, bo pewnie wielu z Was ma mnie za egoistke, ale sama, chociazbym miala ostatni grosz to zawsze oddawalam temu kto o to prosil I nie interesowalo mnie na co to przeznaczy, niektorzy nie daja zebrakom pieniedzy, bo uwazaja, ze ci robia z nich zly uzytek. Mnie to nie interesuje, nie dociekam, uwazam ze jesli tkos prosi na ulicy, to potrzebuje. Nigdy nikomu niczego nie zazdroscilam, nie robilam na zlosc, nie kopalam dolkow, poratowalam w kazdej beznadziejnej sytuacji nie zadajac nizego w zamian, zle nie zyczylam, moze poza tym jednym przypadkiem, ojca tego dziecka, szczerze go nienawidze i chcialabym zeby poniosl surowa kare za to co robil i robi. Uwazam, ze bylam dobrym czlowiekiem, nie balam sie umrzec, zylam w zgodzie z wlasnym sumieniem i zasadami.
                    Uwazam, ze wszystkie dzieci, ktore spotkam na swojej drodze wsrod znajomych, ktorym sie beda rodzic, to bedzie to dla mnie kara i pokuta. Jeszcze myslalam kiedys, ze moglabym miec dzieci z kims, w przyszlosci, takie upragnione, ale juz nawet tego nie chce, niech to bedzie dla mnie kara, ale nie chce wydac na swiat dziecko, ktorego nie dam rady wychowac i dac mu milosci takiej o jakiej sama marzylam.
                    Wlasnie zadzwonil, zadzwonil, ze nie wie keidy przyjedzie, moze dzis, moze jutro, moze dzis bedzie pil, nie wie o ktorej i czy w ogole, ale mam sie nie martwic. Ja nie uwierze, jak nie zobacze tych pieniedzy. Chociaz w sumie mysle, ze raczej przyniesie, ale to i tak nie uspokoi moich nerwow, mojej niepewnosci co do przyszlosci... Ja juz mu nie ufam, moze on wierzy w to co mowi w danej chwili, ale to sie nie przeklada na codziennosc.
                    Mysle czy nie powiedziec o tym mojej matce, isteniej szansa, ze moglaby sie ucieszyc myslac o sobie w tej calej sytaucji, znajac jej egoistyczne myslenie w koncu mialaby w zyciu cel, zajmowanie sie wnuczka. Ale ja cale zycie mowilam, ze jesli mialabym dzieci, to nigdy nie oddalabym tej kobiecie na wychowanie dziecka, po prostu nie chce zeby zrobila taka krzywde jak mi zrobila. Nawet kiedys ja bylam w normalnym zwiazku, to samo powiedzial moj owczesny chlopak, ze nigdy nie oddalby jej dziecka na ile ja zna i na ile zna mnie, co ona zrobila z moja psychika. Wiec co jest lepsze, pchac na swiat to dziecko czy pokutowac cale zycie i po smierci za to co zrobilam. Myslac tylko i wylacznie o sobie, w sytuacji gdyby moja matka zdecydowala sie wziac to dziecko, to opcja urodzic i miec spokoj z wyrzutami sumienia co do usuniecia, ale myslac o dziecku, to ja juz mu wspolczuje, matka zdolowana, babka ktora wychowa kolejego emocjonalnego kaleke, po prostu dalej drepcze w tym samym miejscu. Jednak sumienie mi mowi, zeby nie narazac dziecka na takie zycie... Do tego fizycznie czuje sie fatalnie, ledwo zyje, ciagle mi niedobrze, dolaczajac do tego moj stan psychiczny ja jestem juz na skraju wyczerpania. Nie chce pchac go na ten podly swiat, w ktorym nie dam mu tego co zawsze chcialam dac dziecku, ktore poczne z milosci i bede wyczekiwac. Nie bede w stanie, za duzo juz przeszlam w zyciu i przechodze.
                    • samaniewiem31 Re: samaniewiem 05.06.11, 05:01
                      Znalazlam takie zdanie na tym forum... "Dzieci są szczęściem, ale kochane, jesli sa powołane do życia przez tych, którzy chcą je miec".

                      Jeszcze przypomnialo mi sie, ze on mi co jakis czas powtarzal po co mu mowilam o ciazy jak teraz histeryzuje, moglam isc usunac i nie mieszac go do tego. Moze faktycznie w tym jednym mial racje, ale o czym to swiadczy? Jesli zalezaloby mu na ciazy tak jak to niby mowi, ze bedzie pomagal, to powiedzialby: dobrze ze nie usunelas, dobrze ze mi powiedzialas, pomoge Ci przez to przjesc mimo iz nie bedziemy razem, ukladajmy sobie kazdy swoje zycie, ale pamietaj, ze nie jestes z tym sama i ja bede Cie psychicznie wspieral. Nie doczekalam sie takich slow i czynow mimo tego, ze on "nie chce aborcji, ale zrobisz co zechcesz"... Wiec wlasnie sobie uswiadomilam skad to moje ciagle niedowierzanie temu czlowiekowi, a wczoraj tylko pewne ujawnione fakty potwierdzily moje obawy... Moje hormony prawdopodobnie szaleja, potrzebuje wsparcia takiego codziennego, od mezczyzny, ktory poczuwa sie do odpowiedzialnosci. Nie musi mnie kochac, wystarczy ze okazalby szacunek do tej ciazy, do mnie, a nie puste deklaracje....
                      • samaniewiem31 Re: samaniewiem 05.06.11, 05:52
                        Pamietam jak kiedys odkrylam w mieszkaniu wielkie gniazdo mrowek... Panicznie boje sie robakow, owadow, ale nie bylam w stanie tego wyniesc na zewnatarz, alie mialam serca wziac i je po prostu zadeptach, zaczelam czytac na internecie jaka jest najbardziej humanitarna smierc i czy owady czuja bol.... Nigdy nie sadzilam, ze stane przed taka decyzja jak teraz, nigdy. Nigdy nie bylam przeciwniczka aborcji, rozumialam tragedie kobiet w niechcianej ciazy, ale dla siebie nie umiem znalezc dostatecznego zrozumienia. Moge miec usprawiedliwienie, ze psychicznie nie podolam, juz jestem w strasznym stanie, ale chce sie juz uwolnic od tego czlowieka, chce powoli wracac do zycia, ktore juz nigdy nie bedzie takie samo, ale nie moge sie tak ciagle miotac, bo robi sie ze mna coraz gorzej i gorzej. Wyjscie z domu kosztuje mnie wiele godzin psychicznego przygotowania, najlepiej jak jest juz ciemno, byle szybko, byle nie w tych miejscach co zwykle, byle mnie nie widzieli znajomi sprzedawcy, nie zaczepiali, nie zartowali ze mna jak zwykle. Byle chylkiem, uniknac sasiadow, byle jak najszybciej i wrocic do jedynego bezpiecznego miejsca jak swoj pokoj. Zdalam sobie sprawe jak te wszystkie znajomosci, "przyjaznie" sa kruche, nie mam nikogo takiego od serca, kto przetrwalby ze mna te wszystkie chwile. Jedynie te kolezanke w Polsce, ktora dzielnie mi towarzyszy od poczatku tego dramatu, mimo roznic czasowych. Ale na dluzsza mete tak sie nie da zyc, internetowo. Mi potrzebne wsparcie kogos bliskiego, nie psychologow, ktorzy za to biora pieniadze, dla ktorych jestem kolejnym przypadkiem.... Ani rodzina, ani znajomi, wszyscy sa obcy, kazdy ma swoje zycie... Powiedzialam o tym jednej kolezance tutaj, zreszta za namowa na innym forum zeby komus powiedziec, wiec zadzwonilam tu do wydawalo mi sie najblizszej kolezanki, ktorej kiedys pomoglam, przygarnelam ja pod swoj dach, wiedzac ze chce sie dalej ksztalcic i zbiera pieniadze na szkole nie wzielam od niej zadnych pieniedzy za to mieszkanie. Przyjechala kiedys, powiedzialam jej o tym, widziala, ze to dla mnie dramat, a ona: "a kto jest tym szczesliwcem?", "no nic, jakbys czegos potrzebowala to dawaj znac, w kazdym razie powodzenia", w sumie bardziej byl moj monolog, jej zadne wczucie sie w temat, wyszla, pozalowalam, ze jej powiedzialam. Wiem tylko, ze nie jest pltokara, wiec mam nadzieje, ze to nie wyjdzie nigdzie dalej. Chyba wlasnie musze sie sama przed soba przyznac, ze nie mam nikogo bliskiego, nie mam. Rodzina, rodzina rozbita, sklocona przez matke, nikt sie z nikim prawie ze nie odzywa, brat sie odsunal od wszystkich, zreszta z nim moja matka tez mnie od dziecka sklocala, mozna powiedziec, ze palamy do siebie niechecia odkad pamietam, zreszta nie mam z nim kotnaktu zupelnego od 2 lat. On z ojcem tez nie ma kontaktu, z matka rowniez, a zaczelo sie od tego, ze on spotykal sie z dziewczyna, ktora miala dwoje dzieci. Moja matka wpadla w szal, wyzywala te dziewczyne od k...w, ze dziadek nie po to harowal zeby caly majatek poszedl na obce bachory, mojego brata "wydziedziczyla", dostawala bialego goraczki, wydzwaniala po jego znajomych, do mnie, ze cale osiedle sie cieszy i smieje z rodziny, ze ma takiego glupiego syna, ze taki wstyd, z kim on sie zadaje, ze "posmiechowisko". Suma sumarum, on juz sie z ta dziewczyna nie spotyka, a matka stracila syna. Jedynie ja z nia mam jako taki kontakt, chociaz nawet tego bym nie chciala, ale jak dzwoni to juz z nia rozmawiam, placze mi, ze ona nie chce byc sama na starosc... Zal mi jej, ale ona sama narobila w rodzinie takiego bigosu i robila to odkad pamietam. Z ojcem tez sie matka ledwo co odzywa, on ma jej dosc, dlatego wiele lat temu sie wyprowadzil. Ja mam z nim sporadzyczny kontakt, myslalam, ze moze kiedys przeprosi za to, ze nas zostawil, a on zaczal miec do mnie pretensje, ze ja sie nim nie interesuje, ze jaka ze mna corka. A ja nie czuje z nim zadnej wiezi, czuje wrecz niechec, ze zamiast skruchy on ma jeszcze pretensje, ze nie dzwonie pytac jak sie czuje.... Mam juz dosc takiego zycia, nie chce pchac tego dziecka na swiat, ja sama jestem wrakiem. Juz jestem dorosla i zaczynalam sie godzic, ze nie kazdy musial miec w zyciu normalne rodziny, chociaz moja rodzina nie byla patologiczna, matka inwestowala pieniadze w wyksztalcenie dzieci, poprzez swoje ambicje i kompleksy. Ja juz nawet zaczelam ja rozumiec i uczyc sie zyc bez tej traumy, a tu taki cios, ciaza, ktora mnie znowu zalamala i znowu depresje... Tlumaczylam sobie, ze sama nas wychowywala, to pewnie dlatego. Ale jest na tyle zaklamana, ze kiedy powiedzialam jej, ze dlatego nie moge sobie zycia ulozyc, bo pochodze z rozbitej rodziny, to ona powiedziala, ze nie jestem z zadnej rozbitej rodziny, bo ona nie ma z ojcem rozwodu... Szkoda slow, moja matka, moze nie powinnam zle mowic, ale to nie ejst dobra kobieta, pewnie tez zagubiona w swoim zyciu, stad tyle bledow popelnila i popelnia i popelniac bedzie, ale to sie odbilo na moim zyciu, na mojej slabej psychice, ja nie pociagne tego wszystkiego dluzej sama, nie moge, uwierzcie mi. Wszystkim naokolo zle zyczyla, tyle razy prosilam zeby sie nie cieszyla z cudzego nieszczescia, bo tak nie mozna. Wiedzialam, ze to jej zlorzeczenie na innych, radosc ze u kogos sie cos wali wlasnie zemscic sie moze nie tyle na niej samej, chociaz na niej posrednio tez, ale na kims z rodziny.... Rozumiem, ze nie mozna zyc ciagla trauma z dziecinstwa, zrzucac odpowiedzialnosci na rodzine, dlatego ja od jakiegos czasu staralam sie zyc normalnie, nie rozgrzebywac juz, a teraz wszystko na marne.... Juz sie nie podniose z tego nigdy, nigdy....
                        • samaniewiem31 Re: samaniewiem 05.06.11, 06:08
                          Ja nie mowie, ze ktos jest winny aborcji, bo tylko ja bede winna. Natomiast to, ze psychicznie jestem za slaba zeby dac rade przez to wszystko przejsc sama, to jest to wszystko moja przeszlosc, moje depresje, zalamania. Zaluje, ze nigdy nie bylam u psychiatry, zawsze uwazalam, ze po co mi jakies tabletki, tylko mnie uzaleznia albo zrobia mi dziury w mozgu, a przeciez ja nie moge miec dziur, bo ciagle sie ucze, przyswajam wiedze, musze miec swiezy umysl. O ja glupia, moze one by mnie dawno temu wyprostowaly... Pamietam jak umierala moja babcia, ktora matka zajmowala sie przez ostatnie lata jej zycia. Matka faszerowala ja psychotropami zeby tylko miec swiety spokoj. Wiec babcia jak umierala, chociaz ja nie bylam z nia szczegolnie blisko, bo ja zawsze z dala od domu, to wlasnie mnie wolala przed smiercia. Dziadek to samo, chociaz tez jakos szczegolnie zzyci nie bylismy. To byli ludzie, ktorzy ciezko pracowali cale zycie, nie mieli czasu na jakies czulosci. Ale to wlasnie we mnie chyba wyczuwali te normalnosc przed sama smiercia, w tej calej dziwnej rodzinie... Mieli troje dzieci, 4 wnukow, a okazalo sie, ze to ja bylam im najblizsza... I ja teraz mam ich wszytskich zawiezc, pokazac, ze jednak nie jestm dobrym czlowiekiem, patrza na mnie z gory, pewnie modla sie za mnie, a ja ich tak zawiode, teraz pewnie nie wolaliby mojego imienia przed smiercia... Moze jednak mnie zrozumieja.... wyprosza u Boga dla mnie laske.... Codziennie sie za nich modle i modlilam odkad umarli...
                          Przepraszam, ze tak wywlekam to wszystko o swojej rodzinie, w tylu postach, musialam sie wygadac.... Moze wlasnie musze upasc zeby sie kiedys podniesc i czynic dobro, ktorego czynilam za malo i tylko wtedy gdy ktos tego potrzebowal, nigdy sama z siebie. Moze wlasnie po to to wszystko teraz przechodze i przechodzic bede....
                          • samaniewiem31 Re: samaniewiem 05.06.11, 06:15
                            Czego ja sie spodziewalam po tym prymitywie, ze mnie przytuli, ze powie ze bedzie dobrze? Nie oczekiwalam zadnej milosci od niego, bo ja tez bym mu jej dac nie mogla. Ale obcy ludzie chyba mieliby wiecej serca dla mnie widzac mnie taka skonana. A on mnie nagrywal, chcial dzwonic na Policje, robil zdjecia telefonem.... Gwizdal, syczal jak cicho mowilam i nie mogl zrozumiec, co mialo mnie sprowokowac do glosniejszego mowienia. Ale to przeciez i jego dziecko, nie musial miec do mnie uczuc jako do mnie, ale juz chociaz jako do czlowieka, ktory nie ma sily dalej zyc i zebrze o pomoc i zrozumienie i odrobine czulosci....
                            • 3aleale Re: samaniewiem 05.06.11, 08:48
                              Kochana nie rób tego!!!! Już niewiem jakich słów mam użyć żeby Cię przekonać.. Boże jak niedobrze że niemasz przy sobie chociaż jednej osoby która by Cię tam nastawiła bardziej pozytywnie, była przy Tobie.. To chodzi o Twoje własne nastawienie pograżasz sie sama w tym dołku psychicznym, to wszystko minie... gdybyś spróbowała tylko popatrzeć na to z innej strony gdybyś tylko spróbowała uwierzyć że będzie dobrze. Dałabyś radę!! Oczywiście że byś dała chrzanić tego faceta... pieniądze niech wysyła ale nie zadreczaj się tak nim jest beznadziejny to jest, ale tu chodzi w tym momencie przede wszystkim o Ciebie. Sama sobie dasz radę znajdziesz w sobie tą siłę!! Piszesz jak cięzkie i pogmatwane jest twoje zycie.. może to maleństwo jest właśnie Ci potrzebne żeby Twoje życie sie ułożylo! Może to brzmi niewyobrażalnie dla Ciebie teraz ale skad wiesz? Moze ono pojawiło się po to abyś była szczęsliwa!!! To co teraz przechodzisz- skoro facet jest do dupy, z tego co piszesz kolezanka też, to idz do psychologa idz porozmawiaj z kims o tym, z kims kto ci pomoze. Chociaz sprobuj, idz chociaz jeden raz do psychologa przed podjeciem decyzji co ci szkodzi? Moze akurat pomoze Ci spojrzec na to inaczej... Kochana ten dzidzius może Cie uleczyć, on może Ci dać w końcu szczęśliwe życie! Jeśli wybierzesz aborcję już i tak nigdy NIGDY nie wrócisz do sytuacji sprzed ciąży Twoje życie będzie naznaczone ogromnym bólem będzie naprawdę gorzej aborcja niczego nie rozwiąże!! Kochana nie rób tego znajdziesz w sobie siłę, my baby jesteśmy silne każda znajdzie w sobie siłę jeśli sytuacja tego wymaga wierze że te równiez tą siłę znajdziesz daj sobie jeszcze troche czasu idz do psychologa postaraj sie zmienic swoje bardzo negatywne nastawienie 3mam kciuki za Ciebie kochana zobacz ile osob tu pisze i w Ciebie wierzy że dasz rade !!!
                              • nowako-wa Re: samaniewiem 05.06.11, 10:10
                                Jak czytam Twoją historię trochę więcej rozumiem- jesteśmy uwikłani w rodzinne schematy i błedy pokoleniowe- czy nam się to podoba czy nie niesiemy zaserwowane brzemie- ktoś z przodków nawojował, nie przerobił lekcji- żniwo zbiera dalsze pokolenie...nawet w bibli pisze"dziadkowie jedli winogrona a wnuczkom zęby ścierpły"
                                Ale Ty poprzez przyjęcie winy, odcierpienie i powierznie się Jezusowi możesz całą tą "klątwę" przerwać...i u Boga działa wszystko na odwrót- im jesteś słabsza tym większą siłą Bóg Cie obdarza- im bardziej wyniszczasz się dla siebie tym bardziej Twoja dusza pięknieje...
                                A dziecko to błogosławieństwo, bo może być ogniwem łączącym- nie ma nic gorszego niz rodziny w których nie ma dzieci, nie ma kto "spłacać " długów pokoleniowych...
                                Dla Ciebie dziecko to naprawdę szansa- na NORMALNOŚĆ, na to że w końcu będziesz miała kogoś bliskiego, kogo będziesz kochać i kto Ciebie będzie kochał...
                                Jeśli jesteś wierząca to chyba rozumiesz po co człowiek ma to życie- ŻEBY NAUCZYĆ SIĘ KOCHAĆ- jeśli pozbawisz sie tego dziecka, nie masz na kogo liczyć z rodziny, faceta - jak rozwiniesz skrzydła ?Jaki sens będzie miała Twoja egzystencja? A jeśli uwazasz że mozesz "nadrobić" aborcję wolontariatem ....skad wiesz że będziesz zdolna po aborcji pomagać, zbliżyc sie do cudzych dzieci, sumienie Ci pozwoli? I czy dopiero wtedy nie będziesz wyć żałośnie ,że mogłaś mieć swoje dziecko, które by do Ciebie wołało mamo, do Ciebie tuliło, Tobie wierzyło...I że mogłabyś Ty decydować - czego je nauczyć, jakie wartości przekazac, że miałabyś dla kogo walczyć o swoją psychikę- bo miałabyś dla kogo...
                                A po aborcji .....
                                Dla kogo będziesz żyć, wstawać rano, jeść, uczyć się ? Co Ci da ukojenie?
                                To chcemy Ci przekazac- bo to potem jest dramat....
                                Wiem ,że to okrutne ale jak sobie nie poradzisz mozesz oddać dziecko- ale będiesz w/g siebie w porządku, bo dałas sobie szansę...
                                Wiesz - cierpiałam po aborcji- po wielu latach życia jakby nigdy nic się nie stało- wyparłam ją ze świadomości...i to było nie do opisania- dlatego tak bardzo rozumiem i wczuwam sie w Twoje przeżycia- tylko że to może się nasilić po zabiegu i wcale nie będzie łatwiej- chociaż początkowo możez poczuć ulgę, że masz problem z głowy...
                                Straciłam pózniej po wielu latach dziecko- urodziło się przedwcześnie, walczyłam o jego życie...i wiesz - pomimo iż to bardzo bolało- ale wiedziałam że zrobiłam co mogłam aby ratować życie , a nie pozbawiac go...
                                To kolosalna różnica- tamto cierpienie a tamto....
                                I pamietaj jeszcze jedno- w oczach tego śwata cierpienie jest złem- ale u Boga jest inaczej- skoro pozwala abyś tak cierpiała- tzn oczyszcza Twoją duszę, ogołaca, wypala jak złoto w tyglu i pomimo iz teraz nie jesteś w stanie tego zobaczysz wierzę ze Bóg ma dla Ciebie "nagrodę" jak przejdziesz tą próbę, ale nie możesz pogrążać sie w rozpaczy- musisz mu zaufać w ciemno....
                                Jak już siedzisz w tych 4 ścianach i nie masz nikogo przy sobie może poszukaj przyjazni tam gdzie się nie zawiedziesz-zmuś się otwórz ewangelie tam przemawia sam Jezus....
                                człowiek nad sadzawką przez 38 lat próbował wejśc do uzdrawiającej wody , ale "nie miał człowieka, który by go tam wprowadził" i Jezus zobaczył jego problem....
                                skoro tak bardzo potrzebujesz teraz wsparcia może poszukaj go tam, chociaż spróbuj...Moze będzie Ci łatwiej podjąc decyzję...
                                I dobrze że piszesz- to wyrzucenie z siebie tego co sie myśli też ma moc uzdrawiającą...
                                • mama.rozy Re: samaniewiem 05.06.11, 11:43
                                  wiesz,bardzo często,kiedy uda nam się tak dużo z kimś rozmawiac,wychodzą na światło bardzo skomplikowane rzeczy...i to maleństwo jest jakby przelaniem czary goryczy.zobacz,takie małe,a jego pojawienie się potrafi zburzyc cały świat...
                                  inna rzecz-skąd wiesz,że te linkowane poradnie sa płatne?dzwoniłaś?pytałaś?może daj sobie szansę?
                                  i inna rzecz-nigdzie w wykładni doktryny KK nie znajdziesz zdania,że aborcję każdy ma rozważyc w swoim sercu.wręcz przeciwnie,ta wykładnia jest bardzo prosta-aborcja powoduje ekskomunikę matki,jest jednym z najstraszniejszych grzechów człowieka.
                                  dziewczyno,schodzisz schodami w dół do bardzo ciemnej piwnicy.zacznij iśc w drugą stronę,zrób to dla siebie.
                            • citruss-7 Re: samaniewiem 05.06.11, 12:21
                              Jestem tu nowa, witaj.
                              Śledzę ten wątek i nie wiem co robić, czuję się strasznie bezradna. Jestem młoda, bardzo młoda, wczoraj przyjęłam Bierzmowanie. Wzięłam za patronkę św.Joannę Beretta Molla. Jak pewnie wiesz, poświęciła ona swoje życie dla dziecka. Jest przykładem świętej matki. Po co Ci to mówię? By uświadomić, że jestem bardzo za rodziną, za życiem...
                              A teraz chcę Cię zapewnić o modlitwie. Nie tylko mojej. Całe moje gimnazjum się za Ciebie modliło na porannym apelu. Teraz na pewno też wiele dziewcząt indywidualnie. To żeńska szkoła.
                              Wiesz co dla mnie jest najstraszniejsze w aborcji? To, że pozbawiasz dziecka możliwości świętości! Pozbawiasz go życia, poznania Boga na ziemi... Umiera bez Chrztu św. i innych sakramentów...Umiera w grzechu...
                              I wiesz, zauważyłam jedną okropną rzecz, muszę to powiedzieć. Mówisz o wolontariacie, że będziesz odpokutowywać, że Pan Bóg Ci wybaczy. Oczywiście, że wybaczy, Bóg zawsze wybacza jeśli ktoś żałuje. Ale popatrz, to co Ty mówisz, jest grzechem przeciwko DUCHOWI ŚWIĘTEMU! Jest to 'grzeszyć zuchwale w nadziei Miłosierdzia Bożego' czy nie tak? A to jest bardzo poważny ciężki grzech. Zastanów się nad tym, proszę.

                              Wiele osób Cię wspiera, radzi... Pewnie masz mętlik w głowie. Wiesz, gdybym mogła, to bym do Ciebie przyjechała. Gdybym mogła to bym wzięła od Ciebie to, co Ty musisz dźwigać. Bardzo zależy mi na każdym życiu. Nie potrafię zrozumieć, jak można zabić, zamordować, wyskrobać, zmiażdżyć bezsilnego, bezbronnego...Jak Ty możesz to zrozumieć? Możesz? Proszę, powiedz, że nie...

                              Toczy się w Tobie walka. Walka szatana z Bogiem. I zależy wszystko od Ciebie, bo Bóg nie chce wpływać na Twoją wolność. Nasze modlitwy jedynie przygotowują Cię, pomagają CI się otworzyć, ale ostateczna decyzja zależy od Ciebie, wiesz? Nie możemy wpłynąć na Ciebie, ograniczyć Twojej wolności, którą dał Ci Pan, tak ufając w Ciebie.
                              Wiesz co jest piękne, że Jezus cały czas (CAŁY CZAS!) jest przy Tobie. Wciąż Cię przytula, wciąż jest tak blisko. A Ty mówisz że jesteś sama smile. Nie jesteś, błagam uwierz w to ! Błagam Cię!
                              Tak jak tu mówią inni, to dziecko jest szansą, ja w to wierze. Pan Bóg dopuszcza takich sytuacji, by pomóc człowiekowi wykaraskać się ze zła, ze starego życia. Nie chcę Ci mówić, że będzie sielankowo, bo i tak wiesz że nie. Ale chcę Ci uświadomić, że to naprawdę nie jest złe. Nowe życie, nowa istota nigdy nie jest zła, nigdy nie powoduje zła. To po prostu niemożliwe. Bo wyszła spod ręki Bożej. Pan Bóg ukształtował ją w Twoim łonie, powołał do życia. Nie dyskutuj z Bogiem, czy ono ma żyć czy nie, bo Pan Ci już pokazał, że ma żyć, że to jest jego powołanie, jego godność. Nie zabieraj mu szansy rozwoju, po prostu życia...To barbarzyństwo.
                              Jeśli chcesz porozmawiać, podaję swój numer gg, swoje skype. Nie krępuj się. Jestem młoda, ale myślę, że mogłabym Cię wesprzeć. A przynajmniej bardzo bym chciała. Tak jak ktoś tu powiedział, każda z nas chciałaby Cię przytulić, pogłaskać, dać się wypłakać na swoim ramieniu.
                              I jeszcze jedno : nie skrzywdzisz dziecka, rodząc je. Skrzywdzisz je, zabijając. To takie oczywiste, uwierz mi. Ono ma już duszyczkę, już jest pięknym człowiekiem.

                              GG : 4155167
                              Skype : magdalena.putyra
                              e-mail : citruss7@o2.pl
                            • ewula.1 Re: samaniewiem 05.06.11, 12:46
                              Napisałaś, że miałaś psa, ale nie mogłaś się nim zajmować i z bólem serca go oddałaś. Czy zabiłabyś tego psa za to, że go nie chcesz? Skoro psa oddałaś, a nie zabiłaś, to proszę Cię, nie zabijaj także swojego dziecka!
                              • samaniewiem31 Re: samaniewiem 05.06.11, 14:45
                                Wymagacie ode mnie niemozliwego... Wiele kobiet, w normalnych zwiazkach, majace juz dzieci, kochajace dzieci i wiedzace jak wyglada macierzynstwo usuwa ciaze, z zalem, ale usuwa, bo nie daja sobie z tym rady psychicznie. Skadinad nie rozumiem za bardzo takiej aborcji, bo przeciez jak sie nie jest samemu z tym wszystkim, to przeciez mozna to przezyc wszystko w otoczeniu bliskich, rodziny, meza. A co dopiero ja, skad mam czerpac sile kiedy sama jestem wrakiem? Silniejsi ode mnie, w bardziej sprzyjajaych okolicznosciach nie dali rady, ja nawet nie mam skad i od kogo czerpac tej sily. jeszcze ktos taki jak ja, kto nigdy za dziecmi nie przepadal, wrecz nie chcial miec dzieci. Jest tyle dramatow kobiet, ktore nie chcialy, a urodzily, milosc macierzynska nie nadeszla, co im byscie powiedzialy? Ze to kiedys nadejdzie? Urodzenie tego dziecka to nie bedzie dla mnie poczatek czegos pieknego, bo znam siebie, ciaza zalamie mnie jeszcze bardziej, juz teraz to widze, bez codziennego wsparcia kogos bliskiego ja nie dam rady przez to przejsc. Zalamie sie jak kolezanka znajomej, ktora w 5 miesiacu chciala na wlasna reke usunac ciaze, bo zostawil ja maz? Skonczylo sie to jej spiaczka i smiercia dziecka. I po co komu byla taga tragedia? A jak juz wiecie nikogo bliskiego nie mam i nie znajde na poczekaniu. Kogos kto poswiecilby mi tyle czasu ile potrzebuje i byl ze mna po powrocie do domu i w nocy, to wrecz niemozliwe. Bardzo bym chciala zeby to dziecko sie urodzilo i juz nie oczekuje zadnych cudow, ze mi zmieni zycie na szczeslisze. Ja nawet nie ejstem w stanie pokochac tego dziecka. Nie mialam i nie mam zadnych instynktow, tak jak kobiety, ktore ich nie mialy, nie chcialy ciazy, urodzily i nic nie nadeszlo... a teraz jest koszmar i tragedia, ze trzeba bylo jednak usunac i oprzec sie presji rodziny. Ja nie chce czuc nienawisci do tego dziecka codziennie, kiedy bedzie kwililo, keidy bedzie chcialo jesc, rozmawiac, bawic sie, zreszta to juz wszystko potem, a ja sobie nawet nie wyobrazam samotnego przejscia przez te ciaze, po prostu po miesiacu ja jestem juz wrakiem, naprawde tego nie widzicie? Im wczesniej to zrobie, tym lepiej, juz nie moge tak dluzej zyc, bo jest coraz gorzej. nawet lekarka sama zaproponowala zabieg, bo tak to pani nie moze zyc, chociaz nie wdawalam sie w szczegoly swojego zycia, ale widziala po mnie, ze ta ciaza jest dla mnie destrukycjna. Czemu snujecie szczesliwe scenariusze, tak jakby kazda ciaza musiala prowadzic do czegos dobrego.... Wlasnie tak nie ma niestety, urodzenie niechcianego dziecka nie jest tozsame ze szczesciem, nie w takich przypadkach jak moj. Ja juz niczego od zycia nie oczekuje, ono juz nigdy nie bedzie szczesliwe, chce juz tylko usunac te ciaze i podnosic sie z tego przez reszte zycia, ale przynajmniej ze swiadomoscia, ze nie zrobilam dziecku krzywdy dajac mu takie nedzne zycie.
                                • iktoto Re: samaniewiem 05.06.11, 14:50
                                  idź do psychologa!!!!!!!!!!!!!!!
                                  • samaniewiem31 Re: samaniewiem 05.06.11, 14:56
                                    Nie zdaze juz sie umowic, zabieg mam w czwartek, w srode wieczorem musze wziac cytotec, ale dobrze, zadzwonie w poniedzialek i postaram sie umowic moze w ten sam dzien i jesli to nie pomoze, to....
                                    • mama.rozy Re: samaniewiem 05.06.11, 15:25
                                      może jednak się uda porozmawiac
                                      czytasz tylko to,co chcesz i ładujesz się w jeszcze większe bagno
                                      nikt nie obiecuje Ci łatwego i fajnego życia,tylko stawiamy Cię przed obliczem dojrzałości
                                      uciekanie całe życie nic nie da
                                      dziecko może miec kochających rodziców,od Ciebie tylko zależy,czy dasz mu szansę
                                      • samaniewiem31 Re: samaniewiem 05.06.11, 15:39
                                        W tym przypadku mozemy mowic jedynie o liczbie pojedynczej - rodzica, a nie rodzicow...
                                        Ja nie chce uciekac przed niczym, ja po prostu wiem, ze nie dam rady wychowac tego dziecka i dac mu to czego potrzebuje. I nie dlatego, ze mi sie nie chce i chce zrobic komus na zlosc... Ja po prostu nigdy tego nie chcialam, nie marzylam, wiec tymbardziej w moim stanie jak moze mi sie zachciec kiedy od samego poczatku to moja zyciowa tragedia... No jak. Normalne kobiety rodza dzieci i nie daja sobie rady z cala armia ciotek, babc, meza. Fizycznie nie wyrabiaja i psychicznie, wiec Wy myslicie, ze dla kogos takiego jak ja urodzenie dziecka to bedzie szczescie? Nie, to mnie popchnie w cos znacznie gorszego.... Boze, znam siebie lepiej niz Wy mnie znacie, takie sluchanie sie ludzi, a nie wlasnego instynktu zazwyczaj nie prowadzi do niczego dobrego.... Ja cala soba czuje, ze nie powinnam urodzic tego dziecka, a wszyscy, ktorzy maja instynkt i sa zafiksowani na dzieci twierdza inaczej. I zazwyczaj sie myla..., ale konsewkencje ponosi i to nieszczesliwe dziecko i ta nieszczesna matka....
                                    • nowako-wa Re: samaniewiem 05.06.11, 15:32
                                      Jak byś się przeczytała ...to byś stwierdziła ,że wciaż piszesz jedno i to samo- powtarzasz jak mantrę:
                                      nie dam rady
                                      nic dobrego mnie nie czeka
                                      na pewno nie pokocham
                                      itp itd
                                      w ten sposób robisz sobie autodestrukcję i sama dobijasz....
                                      Nawet jak usuniesz - idz do psychologa, bo bez wsparcia i rozłożenia swoich destrukcyjnych myśli na czynniki pierwsze Twój stan się nie zmieni za to może pogorszyć...
                                      I dla swojego dobra idż najpierw do psychologa, póki masz dwa wyjścia....

                                      A dziś....
                                      Może jeśli uważasz że Bóg istnieje i przemawia, zajrzyj co ma Ci do powiedzenia- otwórz pismo święte- przeczytaj...i pomyśl- to słowa Boga, bo narazie to słuchasz tylko swoich myśli- a tam toczy się zacięta walka....
                                      Musisz być bardzo bliska Bogu , bo widzę ,że wiele osób modli się za Ciebie- a pamiętaj że szczera modlitwa ma niewyobrażalna moc....
                                      • samaniewiem31 Re: samaniewiem 05.06.11, 15:43
                                        Zagladalam do Pisma Swietego, wczoraj, przedwczoraj... Niestety nie doszukalam sie zadnego przeslania w dwoch przypadkowo wybranych Ewangeliach...
                                      • samaniewiem31 Re: samaniewiem 05.06.11, 15:44
                                        Wiem, ze musze sie wybrac do psychologa, a najlepiej do psychiatry. Wydawalo mi sie, ze uspilam te wszystkie demony z przeszlosci, ale ta ciaza obudzila je na nowo. Teraz juz nie sadze, ze sama z tego wyjde, wiec tylko farmakologia, zdaje sobie z tego sprawe.
                                        • ewula.1 Re: samaniewiem 05.06.11, 16:11
                                          Aborcja to nie jest żadne rozwiązanie!!!!!!!!!!!!!!!!! Piszesz ,,niechciane dziecko'', ale czy ono czymkolwiek różnie się od tych chcianych??????????? Jakieś bardziej ułomne, gorsze? Nie chcesz, to oddaj. Czy naprawdę sądzisz, że dla Twojego dziecka lepsze jest zamordowanie (w czwartek będzie miało już z tego co piszesz około 8 tygodni) niż życie? Pytałaś je o to? Nie masz prawa decydować o NICZYIM życiu lub śmierci. Zgoda, może to dziecko jest niechciane przez Ciebie, ale NA PEWNO jest chciane przez Boga. Nawet jeśli Twoje życie się nie udało, to dlaczego odbierasz swojemu dziecku szansę życia, może lepszego, może wspanialszego? Zastanów się, może zabijasz kogoś, kto uczyniłby świat lepszym? Może zabijasz Świętego? Kim jesteś, aby decydować o czyjejś śmierci?
                                          Poza tym, wcześniej nie pisałam o tym, bo myślałam, że się uda bez takich środków. ALE, czy ty w ogóle wiesz jak wygląda aborcja? Czy Ty wiesz, że Twoje maleństwo, które teraz rozwija się, nie przeczuwając zagrożenia, zostanie wyrzucone do śmieci? Że zostanie poćwiartowane? Czy wiesz, że jego ciało zostanie rozczłonowane? Czy chcesz, aby wyglądało ono tak: http://www.google.pl/imgres?imgurl=http://pu.i.wp.pl/k,MzQ0OTMyOTAsNjUyNzA5,f,IM000571.JPG&imgrefurl=http://nie-zabijaj-mnie.bloog.pl/foto,5857235,gal,397562,index.html&usg=__QgaQNn2W_gW8RLyCEDUTIIf0xlQ=&h=245&w=327&sz=60&hl=pl&start=0&zoom=1&tbnid=2MzFJKmrmDkteM:&tbnh=179&tbnw=258&ei=-YzrTbjjDoiP-wbSrZ3IDw&prev=/search%3Fq%3D8%2Btygodniowy%2Bp%25C5%2582%25C3%25B3d%26um%3D1%26hl%3Dpl%26client%3Dfirefox-a%26sa%3DN%26channel%3Ds%26rls%3Dorg.mozilla:pl:official%26biw%3D1280%26bih%3D837%26tbm%3Disch&um=1&itbs=1&iact=rc&dur=256&page=1&ndsp=20&ved=1t:429,r:9,s:0&tx=133&ty=83&biw=1280&bih=837
                                          Zastanów się, jeśli chcesz ,,świadomego wyboru''
                                        • ewula.1 Re: samaniewiem 05.06.11, 16:11
                                          Nawiasem mówiąc oglądnij sobie film ,,Ono''.
                                        • ewula.1 Re: samaniewiem 05.06.11, 16:17
                                          ,,NIKT NIE MA WIĘKSZEGO KRZYŻA, NIŻ ZDOŁAŁBY UNIEŚĆ'' - to cytat z Biblii
                                        • iktoto Re: samaniewiem 05.06.11, 16:45
                                          nie widzę sensu abyś wywlekala teraz wszystkie trudne klimaty ze swojego życia bo to utrudnia Ci sprawę. nie można rozwlekać przeszlości jeśli ma się tak wielki dylemat w danej chwili bo można zwariować z nadmiaru doznań. nie roztrząsaj tego co było kiedyś, jak było ciężko itp, bo to ślepa uliczka. za przeszlość można brać się kiedy mniej więcej jest ustabilizowana teraźniejszość. umów się jutro do psychologa.
                                          zwariować mozna od wszystkich rad, każda z nas ma swój pomysł na Twoje życie a tu potrzebny jest ktoś w realu, kto postawi Cię na nogi, kto Cię otrzeźwi, otworzy oczy.

                                          dzwoń do poradni!!!!!!!!!!

                                          każdy kolejny meil wprowadza coraz większy haos bo pojawia isę coraz więcej myśli, coraz więcej spraw jest poruszanych .....
                                        • faun1512 Droga samaniewiem... 06.06.11, 16:57
                                          To forum widziało już niejedno.. Zdarzało się, że kobieta pewna swojej decyzji, nie wierząca w Boga (czyli odrzucająca argument że aborcja to ciężki grzech), sprawiająca wrażenie samolubnej, egoistycznej i kierującej się tylko własną wygodą, po dokonaniu aborcji niespodziewanie wpadała w syndrom postaborcyjny, do tego zaskakująco silny.
                                          Ale jeszcze się nie zdarzyło by aborcja spłynęła jak woda po kaczce w przypadku kobiety wrażliwej, delikatnej (którą bez wątpienia jesteś), która już „przed” ma mnostwo rozterek i wątpliwości, która wie, że to co chce zrobić jest złem, ciężkim grzechem itp… Ty już masz wyrzuty sumienia za to co chcesz zrobić, już się za to oskarżasz – to co będzie potem??? Kobiety mające za sobą doświadczenie aborcji za wszelką cenę chcą Cię od niej odwieść, bo wiedzą w jakie straszne bagno chcesz się wpakować! Z tego co piszesz jasno wynika że już masz silną depresję (m.in. dlatego tak Ci trudno podjąć konkretne kroki - choćby wybrać się do psychologa), a potem może być tylko dużo gorzej. Na forum nikt Cię nie ocenia ani nie potępia, a Ty cały czas bronisz się przed czymś, czego nikt Ci nie zarzuca! Ty sama najsurowiej siebie osądzasz i potępiasz, dlatego w cudzych wypowiedziach nie widzisz tego co najważniejsze i tego, co tam faktycznie jest, tylko to, co wg Ciebie powinno tam być (to się nazywa „projekcja”wink. Gra idzie już nie tyle o Twoje dziecko (gdy to zrobisz, Bóg zabierze Je od razu do Siebie i będzie Mu dobrze), tylko o CIEBIE! Największe spustoszenie aborcja robi zawsze wśród żyjących, a jej skutki rozciągają się na wieeeeeele lat…
                                          Zrozum, z punktu widzenia kobiet które już przeżyły koszmar aborcji zachowujesz się jak dziecko, które koniecznie chce dotknąć ognia i ma żal do rodziców że Mu na to nie pozwalają. Podobnie jak to dziecko okrzyki „nie rób tego” odbierasz jak zamach na własną wolność. Dopiero jak już wsadzisz rękę w płomienie, zrozumiesz dlaczego nie chciano Ci na to pozwolić…
                                          Nikt Cię nie oskarża ani nie uważa za „potwora”! Przecież Ty nie bronisz swojej decyzji elementami o zabarwieniu egoistycznym, typu że to tylko zlepek komórek, że masz do tego niekwestionowane prawo itp. itd. Podstawową przyczyną jest to, że wg własnej oceny zupełnie nie nadajesz się na matkę, że nie będziesz potrafiła zapewnić własnemu dziecku szczęścia, że skrzywdzisz je. A to już kompletna bzdura, bo z tego co piszesz jasno wynika, że chocbyś chciała, to nie będzie Ci dane być „wyrodną” matką . Nie pozwoli Ci na to Twoja wrażliwość i szlachetność! Jak mogłabyś znienawidzieć własne, niczemu niewinne dziecko, skoro Ty nie potrafisz nienawidzieć nawet osób które wyrządziły Ci ogromną krzywdę! Przykładem własna matka - mimo że Cie krzywdziła, Ty wciąż żywisz do Niej pozytywnę uczucia takie jak współczucie itp… W Tobie jest ogromne DOBRO, którego sama nie dostrzegasz. Ale inni to widzą – czy to „wirtualnie” na tym forum, czy realnie – członkowie rodziny. Sama napisałaś że gdy komuś z nich było źle, po pomoc zwracał się własnie do Ciebie!!!

                                          Nigdzie nie jest powiedziane że masz być idealną matką (zresztą takich nie ma) ani że dziecku nawet ptasiego mleka ma nie zabraknąć.. Dzieci to rozumieją i bardziej doceniają starania rodziców którym nie wszystko się udaje, ale którzy walczą, niż tych którym wszystko przychodzi bez wysiłku… Znam ludzi, którzy wychowałi się w nędzy, a bardzo kochają swych rodziców (mimo że nie brakowało im wad).
                                          Co i kiedy poczujesz do tego dziecka (lub nie poczujesz) to problem dla Ciebie, ale nie dla dziecka. Uczucia są ważne tylko dla ich właściciela, dla osób z zewnątrz liczy się przede wszystkim działanie. Przecież nawet jak do już urodzonego dziecka będziesz czuć obojętność czy nawet niechęć, to nie przestaniesz go karmić, przewijać, troszczyć się o niego… Powiem więcej – im mniej uczuc będziesz żywić do dziecka, tym bardziej będziesz się starać by Ono tego nie odczuło i tym bardziej będziesz się troszczyć o Jego potrzeby! Bo Ty nie potrafisz być zła!!
                                          Mam bujną wyobraźnię, ale nie potrafię sobie wyobrazić jak Ty się pozbierasz po aborcji!! Tym bardziej, że „po” nie znajdziesz dla siebie żadnego usprawiedliwienia. Bo Ty nie masz w sobie egoizmu, który by Cię chronił (choćby na początku). Myślę, że uczestniczki forum też widzą że w zderzeniu z aborcją będziesz zupełnie bezbronna i dlatego za wszelką cenę chcą Cię powstrzymać…
                                          Koniecznie powinnaś z kimś porozmawiać – zdaj się może na ślepy los i zacznij rozmawiać nawet z kimś, kogo wcześniej nie brałaś pod uwagę (nawet obcym - pod wpływem impulsu), mimo że „na logikę” nie miało by to sensu… Czasem trzeba zawierzyć Bogu i pozwolić, by to On poprowadził, choćby na początku wydawało się to drogą do nikąd… W końcu nie masz nic do stracenia…
                                          • samaniewiem31 Re: Droga samaniewiem... 06.06.11, 18:13
                                            nie jestem dobrym czlowiekiem jak mi sie do tej pory wydawalo, inaczej nie myslalabym o aborcji, a ja ja coraz powazniej rozwazam. Zaczynam nawet czuc niechec i wstret to ojca dziecka, ktory mnie tak perfidnie oszukal... To nie sa uczucia czlowieka dobrego. Tylko mi sie wydawalo, ze jestem dobra. Wiem, ze gdyby sie dziecko urodzilo, to fizycznie nie zrobilabym mu zadnej krzywdy, ale emocjonalnie nie umialabym mu dac to czego dziecko potrzebuje.
                                            Wiem, ze ciezko mi bedzie jesi to zrobie, bardzo ciezko, dlatego chce isc nei do psychologa, ale do psychiatry, ktory przepisze mi jakies lekarstwa, bez nich wiem, ze sobie nie poradze. Dlaczego teraz nie chce isc do psychiatry po nie? Poniewaz farmakologia jest w ciazy niedozwolona...
                                            Gdybym miala wsparcie chociaz jednego czlowieka, ktory by ze mna byl w tych ciezkich chwilach, takiego realnego, mysle ze jakos, ostatecznie dalabym rade, chociaz i tego nie ejstem pewna. Ale w mojej sytuacji to jest nierealne. Jasne, ze znalezliby sie jacys obyc ludzie, ktorzy wsparliby mnie raz czy dwa rozmowa, ale ja potrzebuje w tej sytuacji czegos wiecej, realnej pomocy na codzien. Zadne forum przeciez mi tego nie zastapi.... Nie rozumiem kobiet, ktore usuwaja ciaze kiedy maja wsparcie rodziny czy kochajacego meza, nie pojmuje tego i ta samo Wy mozecie nie pojac, ze ja w ogole moge nie chciec tego dziecka, przeraza mnie ta samotnosc z tym noworodkiem, to samotne przejscie ciazy, ta pozorna troska obcych ludzi, jakichs psychologow dla ktorych nie jestem nikim bliskim, jestem tylko kolejnym pacjetnem, nie o taka pomoc mi chodzi. Mialam tu juz nie pisac wiecej, ale Twoj post mnie poruszyl.. Co do mojego nieporadzenia sobie z aborcja, moze wlasnie dlatego, ze juz to przezywam, moze ta aborcja bedzie dla mnie wybawieniem i ulga. Czytalam post pewnej dziewczyny w niechcianej ciazy, ktora wiedzac, ze nie pokocha tego dziecka pogodzila sie z ciaza jako tako. I nie mogla ukryc radosci, kiedy lekarz w 3 miesiacu powiedzial jej, ze poronila. Ja marze zeby obudzic sie w zakrawionej poscieli, zeby nie utrzymac tej ciazy. Wiem jak to strasznie brzmi, ale jestem tutaj szczera z Wami wszystkimi, pisze Wam wszytsko co czuje... Dziecko nie uleczy mojej skolatanej duszy i zniszczonej psychiki, moze mnie tylko pociagnac w glebszy dol, ja sama i to dziecko, kiedy ja sama jak dziecko potrzebuje pomocy... Prawdziwej, realnej, bliskosci czyjejkolwiek, jakiejs przyjaznej duszy. Sama nie dam rady, nikt mi nie wmowi, ze dam, znam siebie najlepiej i moja ocena wynika na podstawie wielu lat doswiadczen, ja sobie tego nie wmawiam, bo nie chce tego dziecka. Ja bym je nawet mogla miec, gdybym miala inna psychike, nieokaleczona, gdybym miala w tym wszystkim pomoc. Mysle, ze moze Bog mi wybaczy, ze mnie zrozumie kiedys, ze nie moglam postapic inaczej.....
                                            • mama.rozy Re: Droga samaniewiem... 06.06.11, 19:17
                                              chyba myślałaś,że jesteś idealna,a nie,że tylko dobra?
                                              zrobisz,co będziesz uważała za słuszne,nikt Ci nogi nie podstawi

                                              Bóg wybacza,przynajmniej taką mamy nadzieję
                                              tylko nie wmawiaj sobie,że tak miało byc
                                              zawsze jest inne wyjście
                                              idziesz do psychologa?
                                              • samaniewiem31 Re: Droga samaniewiem... 06.06.11, 19:48
                                                lasnie sie dowiedzialam, ze oblalam jeden z egzaminow na ktory poszlam niedlugo po tym jak sie dowiedzialam o ciazy. Nie wiem co mam teraz robic... Kolejny szok dla mnie. Jestem w rozsypce... Nie wiem co mam teraz robic, egzamin poprawkowy kosztuje jakies 1300 dolarow, nie mam takich pieniedzy extra. Nie wspomne juz o wstydzie, na te studia dostaja sie najlepsi, nie zdarzylo sie w historii zeby ktos cos zawalil...
                                                Nie wiem, moze to znak, ze mam usunac te ciaze, nie dam sobie rady z tym wszystkim. Nie wspomne, ze nawet nie mam sily sie uczyc, nie wiem co dalej z tym zrobic i kogo pytac, wstyd mi mojej profesor, ktora koordynuje mnie tam. Nie dam rady isc dzis do zadnego psychologa, nie dam.
                                                Przyszedl ojciec dziecka, zostawil pieniadze, nawet sie z nim nie wiedzialam. Otworzylam mu drzwi i zamknelam sie w pokoju, rachunki byly na stole w kuchni tam je sobie obejrzal i zostawil pieniadze. Jak wyszedl i zobaczylam te pieniadze, to az brzydzilam sie ich dotknac...
                                                Pytal przez drzwi czemu zachowuje sie jak idiota i czy cos zrobilam z ciaza, powiedzialam ze nic nie zrobila i nie mialam mu sily tlumaczyc czmu go nienawidze. Wyszedl przed chwila, a ja sie go brzydze i nienawidze...
                                                Nie wiem, ja juz tego nie udzwigne wszsytkiego naraz, moze to jest jakis znak, nie dam rady tylu rzeczy naraz uniesc, nie jest nic lepiej, jest znacznie gorzej, gorzej niz przypuszczalam.
                                                Nie, nie myslalam o sobie, ze jestem idealna, ale moglam sobie spojrzec w lustro i powiedziec, ze nie boje sie smierci i ze nikomu krzywdy nie wyrzdzilam. Teraz brzydze sie przejsc kolo lsytra, jak patrze na siebie, to widze w nim twarz podlego czlowieka.
                                                • mama.rozy Re: Droga samaniewiem... 06.06.11, 20:29
                                                  nikomu krzywdy nie wyrządziłaś...
                                                  to jednak myślisz,że jesteś idealna,serio

                                                  jeśli myślisz,że niezdany egzamin jest znakiem do aborcji,to zacznij cos robic,bo niedługo wylane mleko też będziesz odczytywac jako znak
                                                  nic nie dzieje się bez nas
                                                  jesteś człowiekiem i odpowiadasz za to,co robisz
                                                  boisz się pójsc do obcych ludzi po pomoc,znajomych odrzucasz
                                                  sama wpędzasz się w dół
                                                • ursusekg Re: Droga samaniewiem... 06.06.11, 20:59
                                                  mam nadzieje, że jesteś jeszcze na forum...dzwoń natychmiast na jakiś telefon zaufania bo martwie się o twój stan!
                                                  może tu:
                                                  www.aborcja.info.pl/
                                                  albo na jakikolwiek dla osób w kryzysie, musisz szybko z kimś porozmawiać
                                                  Trzymaj sie i daj sobię chwilę odpoczynku, nie myśl, zrób coś przyjemnego, przytul sama siebie!
                                                • wiesia140 Re: Do sama nie wiem 06.06.11, 22:38
                                                  nie jestem dobrym człowiekiem


                                                  kochana jesteś dobrym człowiekiem inaczej nie miałabyś tylu wątpliwości
                                                  kochana ty potrzebujesz fachowej pomocy
                                            • faun1512 Re: Droga samaniewiem... 07.06.11, 12:48
                                              Mnie też bardzo poruszają Twoje posty, cały czas myślę o Tobie, ale samym myśleniem nic nie pomogę. W tak skomplikowanej sytuacji trudno coś mądrego wymyślić.
                                              Po 1-sze: ZAKLINAM CIE: pisz jak najwięcej na tym forum!!! Wiem, że to tylko półśrodek, ale lepsze to niż zamknąć się w kręgu własnych czarnych myśli. W depresji najgorsza jest bezczynność; ZMUSZAJ SIĘ do działania i rób cokolwiek, nawet gdy nie widzisz w tym sensu(w depresji wszystko wydaje się bez sensu). Jesteś w takim stanie, że nie jesteś zdolna do pozytywnego myślenia, w każdym rozwiązaniu będziesz widzieć tylko negatywne strony – musisz się bronić przed własnym pesymizmem! O ile to możliwe nie analizuj własnych działań pod kątem spodziewanych rezultatów (w depresji wydaje się że każde działanie nic nie da) tylko po prostu wykonuj różne czynności, jak zaprogramowany automat, tak jakby miały od tego zależeć losy świata!
                                              Po 2-gie: nie zrywaj kontaktu z ojcem dziecka! Nawet gdy się z nim kłócisz, gdy się wściekasz na niego itp., jest to lepsze niż pogrążenie się w totalnej beznadziei. Nie koncentruj się na własnych negatywnych uczuciach (do niego i nie tylko). On nie robi Ci łaski, bo ma obowiązki w stosunku do Ciebie i dziecka. Spróbuj spojrzeć na to z tej strony, że pieniądze które Ci dał rozwiązały jakieś Twoje problemy (niezapłacone rachunki), niezależnie od tego czy one Ci „śmierdzą” czy nie. Poza tym nie wiadomo czy w tym człowieku coś wreszcie nie zacznie zmieniać się na lepsze – skoro jest wierzący to chyba nie jest wyzuty z wszelkich zasad! Nawet przestępcy mają czasem swój „kodeks moralny” i modlą się! Skoro jednak dał pieniądze, to poczuwa się do jakiejś odpowiedzialności…
                                              Po 3-cie: nie znam realiów życia w USA, ale przecież musi tam działać jakiś system pomocy i opieki społecznej, jakieś ośrodki charytatywne przy parafiach czy misjach (niekoniecznie katolickich). Skoro w Polsce można uzyskać darmową pomoc prawną, psychologiczną, medyczną itp., to chyba tym bardziej w USA??? Muszą też działać jakieś telefony zaufania, organizacje charytatywne, grupy wsparcia itp.itd. – przecież nie jesteś pierwsza ani jedyna, której wydaje się iż znalazła się w sytuacji bez wyjścia! Tamto społeczeństwo jest lepiej zorganizowane pod kątem samopomocy, bo ma pod tym względem większe tradycje niż polskie! Poszukaj w internecie – przynajmniej będziesz mieć jakieś zajęcie zamiast tylko bić się z myślami i coraz bardziej pogrążać w bezdennej rozpaczy! Niczego nie odrzucaj z góry – pomoc często nadchodzi z najmniej spodziewanej strony – trzeba się tylko na nią otworzyć!
                                              Po 4-te: nie wstydź się prosić o pomoc ani tego, że nie potrafisz sobie poradzić – dziś ktoś pomoże Tobie, a jutro Ty komuś innemu! Na tym polega życie społeczne! Może jednak zdecydujesz się zwrócić do rodziny (przede wszystkim matki) – choćby powiadomić ich o tym? Wiem, że to trudne ale mimo doznanych krzywd przecież nie wypaliły się jeszcze w Tobie wszystkie uczucia do niej… Zawsze będzie Twoją matką… Jak się rozmowa nie będzie kleić, zawsze możesz odłożyć słuchawkę! Ale przynajmniej nie będziesz sobie potem zarzucać, że nie wykorzystałaś wszystkich możliwości, że może jednak trzeba było zadzwonić…
                                              Po 5-te: staraj się jak najmniej myśleć i analizować, a raczej działaj na zasadzie impulsu. Po prostu: znajdziesz jakiś „pomocowy” telefon, to bez zastanowienia dzwoń i niezwłocznie umawiaj się na spotkanie – niczym nie ryzykujesz! A jak zaczniesz się zastanawiać, to zawsze dojdziesz do wniosku że to nie ma sensu i kicha sad. Bo tak jest w depresji.
                                              Po 6-te: farmakologiczne zwalczanie depresji, to tylko doraźne rozwiązanie - leki zwalczają skutek, a nie przyczynę. Tylko Ty możesz sobie pomóc skutecznie, zmieniając swój sposób myślenia. Pomoc specjalisty daje tylko impuls do zmian, ale tych musisz już dokonać sama.
                                              Po 7-me: nie koncentruj się na tym, co ktoś o Tobie pomyśli, albo czy kogoś zawiedziesz czy nie taką czy inną decyzją. Najważniejsze żebyś nie sprawiła zawodu samej sobie i sama o sobie nie myślała źle!!! Innych możesz „olać” bo nikomu nic nie jesteś winna!
                                              Po 8-me: do terapeuty idź koniecznie, ale staraj się wybrać DOBREGO, a nie pierwszego z brzegu. (Możesz zasięgnąć informacji jakie ma doświadczenia – przede wszystkim, czy i z jakim skutkiem pomagał kobietom z syndromem postaborcyjnym). Jeśli będzie kumaty i zainteresowany prawdziwą pomocą a nie tylko kasą, to Ci uświadomi że ze swoją konstrukcją psychiczną z aborcją sobie nie poradzisz!!! A jak Ci będzie doradzać aborcję jako „mniejsze zło” to ciekaw jestem czy weźmie za Ciebie odpowiedzialność, kiedy wpadniesz w syndrom (zapytaj go o to).

                                              Teraz skłaniasz się ku aborcji, gdyż wszystkie negatywy związane z samotną ciążą i macierzyństwem mają dla Ciebie konkretny kształt, są bardzo realne i silnie przemawiają do wyobraźni. Znacznie trudniej sobie wyobrazić stany psychiczne, których się nigdy nie przeżyło. Dlatego lęk przed nimi jest dużo mniejszy. Obecnie wydaje Ci się że już jesteś wrakiem, że już osiągnęłaś dno itp., więc nic gorszego już Cię nie może spotkać. Ale to nieprawda – pod aktualnym „dnem” zawsze jest drugie, a pod nim kolejne… Nawet gdyby Twój obecny stan pomnożyć przez 100, to jeszcze nie będzie ostateczne dno… Tak jest, mimo że obecnie trudno Ci w to uwierzyć… Oby nie dane Ci było się o tym przekonać...
                                              Po 9-te: POWODZENIA!!!
                                      • mama.rozy Re: samaniewiem 05.06.11, 15:45
                                        piszę rodziców,bo mozesz przyjąc perspektywę oddania dziecka do adopcji.Twój "problem"potrwałby jeszcze kilka miesięcy.
                                        i mylnie odczytujesz,że jesteśmy zafiksowane na punkcie dzieci.czytasz wszystko tylko przez swój punkt widzenia i nie przyjmujesz,że może byc inaczej
                                        pisały Ci dziewczyny,które pomimo swoich niechęci urodziły,w ogóle tego nie przyjmujesz
                                        zobacz,jak teraz się miotasz
                                        do kogo pójdziesz,jak po aborcji bedziesz się źle czuła?jak każdy krok będzie Ci przypominał,że czasu nie cofniesz
                                        zamkniesz się w domu jeszcze bardziej,bo na świecie jest dużo dzieci i każde będzie Ci przypominac o Twoim
                                        poczytaj posty tych,które teraz zrobiłyby wszystko,żeby cofnąc czas
                                        i zastanów się,czy dasz radę
                                    • 3aleale Re: samaniewiem 05.06.11, 21:25
                                      Podpisuję się pod wypowiedziami iktoto.

                                      Idz w końcu do tego psychologa, wybacz ale biadolisz jak ci jest źle a nic z tym nie robisz.. nie rozumiem Cię? kontaktujesz się z facetem który jak już sama wiesz jest dupkiem i starasz sie na siłe żeby był przy Tobie tak jak tego potrzebujesz.. nie bedzie go bo jest dupkiem. po co ci ktos taki? w kims takim chcesz miec oparcie? po co.. sama poradzisz wszystko jest w twojej głowie to kwestia nastawienia się. Wciąż przytaczasz historie z przeszlości, rozumiem że bylo Ci cięzko, współczuję ale wybacz po co tak naprawdę to robisz? pogarszasz tylko swój psychiczny stan sama siebie dołujesz zadręczasz.. to było i minęło a teraz jest to co teraz. ta ciąża to nowy początek nowy start nowe życie i jestem pewna że lepsze. mówisz że trzeba wierzyć instyktowi jak głupie jet mówienie o tym w przypadku ciąży... większość ciąż to wpadki z 80-90% napewno z połowa to ciąże które nie są chciane, ciąze o ktorych gdy dowiaduja sie kobiety czuja się TAK SAMO jak ty, równiez tak bardzo NIE CHCĄ tego dziecka, zrozum że jest to normalna reakcja w przypadku wpadki!!! tysiące kobiet są tak samo przerażone jak ty tak samo nie chcą tego dziecka i również 'instynkt' jak ty to nazywasz a moim zdaniem- strach i szok który jeszcze ci nie opadł- podpowiadaja im żeby usunąć bo nie chcą. a potem? zakochuja sie w tych maluchach sa przeszczesliwe! Dziewczyno ty za 2 miesiące wogóle inaczej na to spojrzysz tak jakby zdjął ci ktos klapki z oczu bo teraz masz klapki na oczach przez strach szok przez to że jeszcze tej wiadomości do końca nie przetrawiłaś i nie zdazylas sie z nią pogodzić... Ty będziesz szczęśliwa i jeśli teraz nie pojmiesz tego poki nie jest za pozno to ci bardzo ci współczuję.. jeśli usuniesz daję ci kilka miesięcy i będziesz kolejna na tym forum piszącą że życie byś oddała żeby czas cofnąć. napiszesz że twoje wszystkie argumenty były głupie, sama zobaczysz jak bardzo bylas zaslepiona gdy przeczytasz swoje wypowiedzi.. bo to widac.. i napiszesz ze teraz bys bardzo chciala byc w tej ciąży spowrotem. napiszesz ze teraz wiesz ze bys sobie poradziła SAMA dałabyś radę. Zawróć póki możesz ratuj się dziewczyno nie pakuj się w to piekło w którym ja tkwię... idz do psychologa pojdz porozmawiaj sprobuj spojrzec z innej strony. jakbys sama tak sie nie nakrecala ze - napewno nie pokochasz napewno nie dasz rady napewno bedziesz nieszczesliwa bla bla bla.... skad ty to tak naprawde mozesz wiedziec??? mowisz ze znasz siebie.. wybacz ale nikt siebie nie zna.. dopiero w takich ciezkich sytuacjach poznajesz siebie nie masz pojecia czy bys sobie z tym poradzila czy nie nie masz pojecia a moze bys radzila sobie swietnie dopoki tego nie sprobujesz i nie przezyjesz tego sama!! nie mow jak bedzie. moze bys akurat zakochala sie w tym dziecku i zostala mama roku nikt tego niewie!! sprawdz! boisz sie ale zaryzykuj...
                                      myslisz w tym momencie tak jak ja myslalam- aborcja-bedzie ciezko ale poradze sobie. a powiem ci ze nie jestes w stanie nawet sobie wyobrazic jak ogromne jest to pieklo w ktore chcesz sie wpakowac. slowa ktore czesto sa powtarzane "bedziesz zalowac" i "bedzie ciezko" to jest ZA MAŁO... nie rób tego zawróć..
                                      • bibina Czytaj to, SAMANIEWIEM! 05.06.11, 21:43
                                        Mowisz, ze jestes sama. A ja jestem pewna, ze gdybys tylko byla blizej nas, w Polsce, na dzien dobry przynajmniej kilka osob z tego forum osobiscie by Ci pomoglo przez rozmowe, towarzyszenie podczas ciazy albo chocby przez zrobienie Ci herbaty i podanie chusteczki do łez. NIE JESTEŚ SAMA. Tylko daj sobie pomoc, zadzwoń do jakiegoś ośrodka wsparcia, znajdź dobrego psychologa. Czy Ci to nic nie mówi, że tabuny ludzi dotyka, wzrusza Twoja sytuacja, a jeszcze większe tabuny się modlą?
                                        Kopnij w tyłek tego demona (wyhodowanego pewnie w Twojej rodzinie), który Ci mówi, że jesteś sama. NIE JESTEŚ!
                                      • agullkaa Re: samaniewiem 05.06.11, 21:50
                                        czytam i płaczę. Nigdy nie myślałam o aborcji, ale...rok temu 27.05 dowiedziałam się o tym, że moja mama jest śmiertelnie chora. Nowotwór płuc. Totalnie mnie to zwaliło z nóg. Ona nawet nigdy nie paliła! 28.05 zrobiłam test. Były 2 kreski. Radość mieszana z ogromnym bólem, żalem...mój starszy synek miał rok. Chciałam tego drugiego dziecka, ale kiedy patrzyłam na mamę, na jej ból, na to jak umiera, jak cierpi, jak ją tracę (a nie wyobrażałam sobie życia bez niej) pomyślałam 'Boże zabierz moje drugie dziecko a zostaw moją mamę'. Mama zmarła w sierpniu. Strasznie się bałam, że nie będę w stanie pokochać mojej córki. W ciąży trafiłam na to forum. I kiedy czytałam o dramatach dziewczyn, które usunęły jakoś łatwiej mi było znosić ból po stracie mamy...Dziś patrzę w oczy mojej 4miesięcznej córci. Jest moim cudownym promyczkiem, kimś dla kogo musiałam kiedyś jeść, trwać i dbać o siebie. Nie wyobrażam sobie, że mogłoby jej nie być. Mam wyrzuty, że kiedyś pomyślałam, że wolę żeby żyła mama niż ona...
                                        wiem, że Twoja sytuacja jest inna. Wiem, że ja mam oparcie w mężu. Wiem, wiem, wiem...ale kiedy umierała moja mama bałam się. Dwójka malutkich dzieci i ja na codzień z tym sama. Dziś daję sobie radę. A dzieci to największa radość jaka mnie spotkała. Nawet nie wiesz jak serce ściska kiedy mój synek mówi z taką ogromną miłością 'mama', kiedy mnie przytula, kiedy nawet w nocy mnie woła.
                                        Nie jesteś w stanie przewidzieć tego jak Twoje życie będzie wyglądało jeśli urodzisz to dziecko. Ja też nie powiem Ci, że to najlepsze rozwiązanie, ale wierz mi NIC kompletnie NIC nie równa się z tymi rączkami mojego syna na mojej szyi, z jego całusami, z uśmiechem mojej córeczki. Nawet to, że przez ich pojawienie się na świecie nie zrobię karierywink
                                        Moja córka pojawiła się jakby na pocieszenie po stracie mamy, z którą byłam bardzo zżyta, może Twoje dziecko też mogłoby pomóc Ci w Twoim pogmatwanym życiu? taki mały człowiek naprawdę może wiele w życiu zmienić na lepsze.
                                        Życzę Ci z całego serca powodzenia i myślę o Tobie...
                                        • samaniewiem31 Re: samaniewiem 07.06.11, 02:52
                                          Boze, dalej nie wiem co robic, miotam sie coraz bardziej, jest coraz gorzej, jak raz mysle, ze usune, to za chwile, ze nie i tak co 5 minut, w kolko. Naprawde, gdybym nie wierzyla w Boga, to w takiej sytaucji jakiej sie znajduje nie wahalabym sie juz ani minuty dluzej.
                                          Czy dziecko do dar, ze moze to dar dla mnie. Gdyby Bog chcial mnie obdarowac i uszczesliwic, to inaczej by to zrobil, bez takich dramatow. Co to za dar, jak ja takie meki przezywam. Gdyby to mial byc dla mnie dar, a nie kara, to Bog by raczej nie skazywal niewinnego istenienia na bycie z taka matka jak ja, ktora nie jestw stanie sama ze soba dac sobie rady, a co dopiero z dzieckiem. Skazywalby na swiat niewinna istote zeby wychowywalo sie bez ojca? No pomyslcie, przeciez to sie kupy nie trzyma... Dlaczego Bog ma niby tym darem dac mi w przyszlosci szczescie, egoistycznie moje szczescie, kosztem tego dziecka, ktore nie bedzie mialo ojca. Przeciez to jest skazanie tego dziecka na matke w depresji i wychowanie bez ojca. Juz predzej widzialabym to jako dar przeze mnie dla jakiejs bezdzietnej pary poprzez oddanie dziecka, ale to nie wchodzi w gre z roznych powodow.

                                          Mam metlik w glowie. Ojca dziecka brzydze sie, nie chce go wiecej widziec, dzis przyniosl pieniadze za rachunki, zostawil na stole, obejrzal rachunki, ja powiedzialam, ze nie chce go widziec i tylko otworze mu drzwi i zamknelam sie w pokoju. Nie moge patrzec na te morde, nie moge. Potem sie zaczely smsy, przepychanki slowne, napisalam mu, ze sprawdzilam jego historie kryminalna i cywilna i wszystko wiem, kiedy byl pozwany, jakie mial sprawy, co jest akurat prawda, chociaz udalo mi sie wygrzebac tylko sprawy cywilne, nie wiem czy ma jakies kryminalne. Powiedzial mi, ze nic takiego nie zrobilam, napisalam mu, ze mam znajomosci ze szkoly i dostep do takich baz danych. A ten osiol 15 lat tu mieszka i nie wie, ze to mozna znalezc na stronie internetowej kazdego hrabstwa. Wiec zaczelam mu rzucac faktami, zrobilam to po to, zeby nie myslal sobie, ze mi sie wywinie, znajde go jak bedzie trzeba. Rozwscieczylam go tym, wyzwal mnie od dziwek, kazal spier...., ze jestem psychiczna. Na poczatku nie bylam mu dluzna, napisalam, ze jak kiedys bedzie z kims corke, to mu zycze zeby ja tak ktos potraktowal jak on mnie, to wtedy zrozumie jak sie czuje. Jeszcze potem mialam wyrzuty, ze tak mu zle zyczylam. I jeszcze pare epitetow na niego polecialo. Potem zobaczylam, ze on naprawde jest rozwscieczony i znowu mnie bluzga, wiec zaczelam lagodnie, nawet nie sadzilam, ze stac mnie na takie metody kija i marchewki, ale napisalam mu, ze niech sobie pomysli jakby byl na moim miejscu, w niechcianej ciazy z kims kogo nie kocha, kogo uwaza za totalnego tluka i glupca (no bo on naprawde taki jest ograniczony umyslowo moim zdaniem), z kims kto na kazdym kroku klamie, nawet co do imienia i nazwiska, gdyby byl w obcym kraju, zuplenie sam, bez przyjaciol, bez rodziny, to jakby sie zachowywal, no jak? Potem jeszcze dopisalam, zeby dorosl, ze ja mu nie kaze sie ze mna zenic, ze nie prosze go o zadna milosc, bo sama go nie kocham, ale jak twierdzi, ze poczuwa sie do dziecka (chociaz z tym to roznie, dzis znowu pisal kilka razy, ze jestem psychiczna i to nie jego dziecko i teraz moge innego wrabiac), to poki dziecko jest w moim brzuchu, to on jest odpowiedzialny i za mnie i za dziecko. Ze ja nic od niego nie chcialam pozatym zeby mnie trzymal za reke w takich chwilach, kiedy mi sie nie chce zyc, ze od obcych osob otrzymalabym wiecej zrozumienia niz od niego. Boze, ale czego ja od niego wymagam? Od kogos kto w rozwoju emocjonalnym jest na poziomie mrowki, nie obrazajac mrowek. Napisalam mu, ze to i tak juz nie znaczenia, bo ja juz nic od niego nie chce i doprowadzil do tego, ze zrujnowal 3 zycia. Spytal sie co zamierzam dalej zrobic, powiedzialam mu, ze mamy wspolnie zdecydowac. On napisal, ze sie nie zgadza na aborcje i mi w tym nie pomoze, bo on jest prawoslawny i jego religia zabrania. On tak samo nie chce tego dziecka i w zasadzie chyba jedyne co nas laczy, to wlasnie to, ze oboje nie mozemy sie zdecydowac na aborcje ze wzgledow religijnych. A apropos trzymania za reke, to moze mnie zabrac na spacer sad Przepraszam, ale cycki mi opadly, on nawet nie wie o czym ja mowilam piszac, ze chcialabym zeby mnie w ciezkich chwilach ktos potrzymal za reke. Potem jeszcze dopisal, ze na dziecko jak sie urodzi przepisze jedno ze swoich mieszkan, a mi kupi nowy samochod sad((( Ja nie moge patrzec na te serbska morde, przepraszam, ale jestem tak dzis rozwscieczona, ze klelabym na czym swiat stoi. Napisalam mu paru slow do sluchu. W ogole nie wiem w co on gra, probuje mnie wybadac, czy ja chce go "wydoic" z pieniedzy "wrabaiajac" w te ciaze jak mi wielokrotnie sugerowal? Nie ufam w ani jedno ejgo slowo, na jego widok mam jeszcze wieksze mdlosci, po prostu nie mialam ochoty nawet dzis go ogladac. Dobrze, ze zostawil pieniadze na te rachunki, ale ja potem brzydzilam sie ich dotknac...........

                                          Nie wiem co robic, mam metlik w glowie, dzien decyzji nadciaga nieublagalnie, zastanawiam sie czy nie zadzwonic do szpitala i nie przesunac tego o 1 dzien.... i jeden dzien dluzej katowac sie tym wszystkim.
                                          Przperaszam, ze Was zawiode jesli to zrobie, wiem, ze wiele osob sie za mnie modlilo i wruszylam sie czytajac takie rzeczy, nawet poplakalam, ze tyle osob pragnie mi w ten sposob pomoc. Sama wiele razy modlilam sie za innych, dlatego tymbardziej doceniam Wasza modlitwe...

                                          Raz mi sie wydaje, ze dobrze, pojde ta trudniejsza droga, nie wiem jak, ale pojde, nie mysle co dalej, a jak sie zaglebiam jak to bedzie, to nie moge, po rpsotu nie moge tak zyc i myslec, ze sie wszystko ulozy, ze nagle sie zjawia pomocni mi ludzi znikad i otocza mnie opieka. Potem znowu, ze nie dam rady, to nie jest tak, ze ja sie upieram, ze nie dam rady, po psotu jasno patrze na sytuacje, trzezwym okiem i rzucanie sie w moim stanie i przypadku na tak niepewne wody jest czystym samobojstwem. Ludzie, ktorzy mnie znaja i wiedza o tej sytuacji, sa to znajomi z Polski, w zasadzie dwie kolezanki, znaja mnie na wylot i sa przeciwniczkami aborcji, ale znaja moja sytuacje i rodzine i wszystko i boja sie, szczerze sie o mnie boja, ze ja nie dam rady przez to przejsc sama. O czym to swiadczy? Ze ja sobie niczego nie wmowilam....
                                          • mama.rozy Re: samaniewiem 07.06.11, 08:13
                                            po pierwsze-to Stany czy Wyspy?
                                            po drugie-może byś jednak poszła do tego psychologa?
                                          • iktoto Re: samaniewiem 07.06.11, 08:20
                                            idź do psychologa!!!!!!!!!!!
                                            • samaniewiem31 Re: samaniewiem 07.06.11, 11:55
                                              Nie mieszkam na Wsypach, tylko w USA.

                                              Nie dam rady isc do psychologa, dzis mi sie zaczynaja zajecia w szkole, nie wiem czy tam dam rade pojsc.

                                              Nie umiem juz zyc w takim zawieszeniu, nerwy mi puszczaja.

                                              W srode musze wziac cytotet, a w czwartek zabieg, nie daje rady, nie wytrzymuje.
                                              Jeszcze do tego inne problemy, nie wytrzymalam, nie dalam rady, zalamalam sie.
                                              • nordynka1 Re: samaniewiem 07.06.11, 12:05
                                                musisz to się ratować a nie brać jakieś świństwa i pogrążać się do reszty, pół Polski modli się za Ciebie - księża zakonnice i my - dasz radę


                                                kto może nich się modli, gorliwiej niż dotąd, różaniec koronka post - ludzie do roboty!
                                                • samaniewiem31 Re: samaniewiem 07.06.11, 12:23
                                                  Jeszcze raz wszystkim dziekuje za modlitwe, ale naprawde, to nic juz nie da, pomodlcie sie za kogos kto rokuje wieksze nadzieje niz ja, to wtedy i ja sie lepiej poczuje, bo tak to mam wrazenie, ze marnuje Wasz i wielu ludzi czas. Ja nie mam sil juz dluzej, zaluje ze tyle zwlekalam, bo doprowadzilam sie do takie stanu, ze dlugo z niego nie wygrzebie sie.
                                                  • wiesia140 Re: samaniewiem 07.06.11, 12:40
                                                    za każdego warto się modlić , a za ciebie kochana też ,zawsze jesteś i będziesz warta każdej takiej "straty czasu".
                                              • faun1512 Re: samaniewiem 07.06.11, 13:09
                                                Po 1sze: dopóki jesteś „przed” nic nie jest za późno
                                                Po 2-gie: przeczytaj megodzisiejszego posta (powyżej)! Zanim weźmiesz ten cholerny cytotec (czy jak tam się to swinstwo nazywa) zrób choćby jeden konkretny krok w kierunku otrzymania pomocy z zewnątrz! Przecież nie żyjesz na wyspie bezludnej, więc musisz mieć w pobliżu organizacje pomagające ludziom w beznadziejnej sytuacji! Tylko nic nie kombinuj, nie zastanawiaj się czy to coś da (w takim "dole" ZAWSZE dojdziesz do wniosku że już nikt i nic nie jest w stanie Ci pomóc) – po prostu ZRÓB TO!!!
                                                • wiesia140 Re: samaniewiem 07.06.11, 13:23
                                                  dlaczego nie chcesz po prostu sprawdzić , czy wyjście po fachową pomoc coś da , tylko z góry zakładasz ,że to nic nie da ,przynajmniej się spróbuj porozmawiać z tym psychologiem .
                                • kizdam47 Re: samaniewiem 09.06.11, 11:02
                                  ale tutaj nie ma czego rozumiec czy nie rozumieć. Kazdego psychika i codziennosc podpowiada mu inne rozwiązania, nie zawsze właściwe. Mój małzonek np. nie rozumie, jak mozna dokonac aborcji bedąc w ciązy z pierwszym dzieckiem, nawet będąc samemu. twierdzi, ze z jednym mozna sobie zawsze poradzić, gorzej to bedac w związku z 3 czy 4. Takie same bzdury.

                                  Ja po kilku latach zweryfikowałam nieco swoje poglądy i musze przyznac, że nie odważyłabym się odsądzać od czci i wiary kobiety, która chce usunąc ciążę w sytuacji gdy wie, że dziecko urodzi sie niepełnosprawne albo goąco zachęcac do jego urodzenia. Nie ja bedę przez całe zycie nieśc ten ciężar, niejednokrotnie ograniczając do minimum opiekę nad pozostałymi dziećmi. Wszystko to bardzo trudne. Niemniej trzymam kciuki za podjęcie właściwej decyzji.
    • nordynka1 Re: Blagam, pomozcie... 07.06.11, 11:31
      to co piszesz przypomina mi trochę stan w jakim byłam kilkanaście lat temu, a który nazywam dziś "kręcę się dookoła własnego ogona" - siedzi się w tej swojej umęczonej głowie i nieustannie dyskutuje ze swoimi myślami, a te pędza pędza pędzą - coraz szybciej i coraz bardziej bez sensu,
      no kręcisz się coraz szybciej, możesz przestać, wiesz?

      prosisz o pomoc to pomagamy, sa inne kolory od tych o których w kółko opowiadasz, wystarczy podnieść głowę i popatrzeć PRZED SIEBIE, a nie ciągle do siebie

      aborcja nigdy nie jest dobrym wyjściem rozumiesz? NIGDY! sa setki innych wyjść, aborcja jest najgorszym, i to nie dla dziecka tylko dla Ciebie - to usiłujemy Ci powiedzieć, wybór nalezy do Ciebie jednak wybór aborcji tylko Twój stan pogorszy - mało tu osób które Ci to potwierdzą? czytałaś wątki mam "po"? wiele powtarza ze "przed" aborcja była jednym z wielu wyjść i wcale nie najgorszym, albo wydawała się najlepszym, a "po" stało sie dla nich przeraźliwie jasne i oczywiste, że wybrały najgorzej jak mogły, to co przedtem wydawało się najgorsze okazywało się całkiem sensowne, tylko że było juz za późno...., mam koleżankę która prowadzi terapie dla osób po aborcji - pracy ma po uszy, dzwonią do niej kobiety "wczoraj/rok temu/10 lat temu abortowałam dziś chcę się zabić, ratunku!" to nie są jekis bajki i domniemywania, tylko fakty,

      Nie pleć bzdur o jakimś stopniowaniu kto ważniejszy dziecko czy matka - wszyscy są równie ważni dzieci i matki, chorzy i zdrowi, a namawiamy do wyboru który będzie dla MATEK NAJBEZPIECZNIEJSZY I NAJLEPSZY (co nie oznacza "łatwy"!!!), bo to o nie nam głównie chodzi - dziecko czy żywe czy martwe jest w ręku Boga i jemu tak czy siak nic nie będzie, nie utraci zycia wiecznego,
      matka po aborcji - owszem, ma jego utratę na wyciągnięcie ręki (bo chociażby podobnie jak Ty uważa, że tego Bóg nie wybacza, więc nie szuka z Nim kontaktu), a do tego "w pakiecie extra" masę problemów psychicznych i nieźle rozwalone życie, które składa się latami - jeśli się na to odwazy, Bożej miłości nigdy nie utraci , jednak zanim to przyjmie mija sporo czasu albo nie wierzy w nią do końca

      w pierwszym poście piszesz, że boisz się, że po śmierci Bóg Cię za to ukarze, mylisz się, to nie Bóg Cię za to ukarze tylko sama to zrobisz dokonując aborcji - podobnie jak dziecko które wyciąga łapki do żelazka choć tata powtarza "nie dotykaj, mocno się sparzysz", a ono dotyka - tata go nie ukarał, poparzyło się samo, choć uprzedzał, czekasz że jeszcze za to przyłoży w tyłek? nie. Bóg nie przyłoży, ale zanim poparzenie się zgoi nieźle dziecko pocierpi, a blizna zostanie na zawsze

      Samanieiwem, z tego co piszesz wynika, że masz mocno pokręconą przeszłość i warto byłoby ją wyprostować - naprawdę - podobnie jak wiele z nas - radzę skontkatowac się z psychologiem albo z psychiatrą i wyprostowac swoje ścieżki, zadbaj wreszcie o siebie! nie musisz szukać pierwszego lepszego który kasuje jak za zboże, my się modlimy a Ty tylko zrób wreszcie krok do przodu - znajdziesz pomoc, przy takiej "obstawie modlitewnej" masz to jak w banku, tylko zechciej się ruszyć! (prosze nie do jasnowidzów....)

      usiłujemy Ci to wszystko wytłumaczyć, podać namiary, kontakty, a Ty w kóko swoje "ja nie moge ja nie mam wyjścia ja musze cierpieć ja nie dam rady ja ja ja" dość, możesz, nic nie musisz, masz wyjście, tylko do jasnej ciasnej odważ się je poważnie rozpatrzyć. z kimś z zewnątrz, nie z samą sobą, ja się modlę o osobę lub osoby, które tam gdzie jesteś mogą Ci pomóc, zebyście się spotkali jak najszybciej



      • 0oo.oo0 Re: Blagam, pomozcie... 07.06.11, 12:32
        A ze studiami, że egzamin zawaliłaś przez dziecko to gadasz głupoty. Bo ja podejmując decyzje uczyłam się do ważnego kolokwium, a potem po podjęciu jej uczyłam się jeszcze mocniej i zaliczyłam jak nigdy wczesniej na 90 %. Bo w ciąży łatwiej się uczyć, nie wiem, czy hormony, czy co, ale czytałam już niejedną opinię,że w ciąży nauka idzie łatwiej. Więc nie zrzucaj tego na dziecko.
        • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 07.06.11, 12:38
          Zle mnie zrozumialas, nie zrzucam winy na dziecko. Podchodizlam do egzaminu kiedy odkrylam te ciaze, tydzien po, gdzie od poczatku to byl dla mnie dramat, przepraszam, ale w takim stanie to ja nie mialam sily podchodzic do egzaminu. Nie chodzi o dziecko, a o fakt przyecia do wiadomosci takiej tragedii i niemoc poradzenia sobie z tym problemem.
          • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 07.06.11, 12:39
            Jeszcze raz wszystkim dziekuje za modlitwe, ale naprawde, to nic juz nie da, pomodlcie sie za kogos kto rokuje wieksze nadzieje niz ja, to wtedy i ja sie lepiej poczuje, bo tak to mam wrazenie, ze marnuje Wasz i wielu ludzi czas. Ja nie mam sil juz dluzej, zaluje ze tyle zwlekalam, bo doprowadzilam sie do takie stanu, ze dlugo z niego nie wygrzebie sie.
            • mamaanieli Re: Blagam, pomozcie... 07.06.11, 12:44
              mysle ze potrzebujesz profesjonalnej pomocy madrego psychologa. bo my tu on line, chociaz bardzo chcemy, niewiele jestesmy w stanie pomoc.
              jedno jest pewne: ciaza to nie koniec swiata. jesli sie ten stan tak postrzega, dobrze porozmawiac z kims obiektywnym, z boku. zycze ci wszystkiego dobrego.
              • mama.rozy Re: Blagam, pomozcie... 07.06.11, 14:03
                to może napisz,jak według Ciebie wygląda Twój wspaniały świat po aborcji?może my czegoś nie wiemy,a Twoje palny na przyszłośc są powalająco wesołe?
                • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 07.06.11, 14:08
                  Moj swiat po aborcji.... nie widze tego, juz mi z tym ciezko, a pewnie po tej calej procedurze, ktora przejde bedzie jeszcze gorzej. Wiem, napiszecie, ze bedzie jeszcze i jeszcze gorzej, wierze Wam. Ale ja nie widze juz wyjscia, psychicznie nie pociagne w takim stanie niezdecydowania, a potem ciagniecia tej ciazy do konca w takim stanie. Napiszecie, ze nie musi tak byc, ze psycholog, ze to i sramto. Ja juz mowilam, ze mi zadenj psycholog nie pomoze, wystarczylaby mi jedna przyjazna dusza na miejscu, ale taka blisko mnie, fizycznie, pomocna, na codzien.... Niewazne.
                  • bellagnos może są inne wyjścia 07.06.11, 14:19
                    oprócz psychologa widzę tylko telefon do organizacji pro life, może właśnie tam są takie przyjazne dusze??
                    Nikt cię nie zmusi do wychowania dziecka ale właśnie pod ich skrzydłami mogłabyś przejść ciąże , znaleźć matkę dla swojego dziecka?? Może taka matka zamieszkałaby z tobą?? Myślę że jest jeszcze wiele wyjść z sytuacji tylko zadzwoń do dwóch trzech miejsc z tych linków podanych. Może być tak, że my same nawet nie wiemy jak pomagają organizacje pro life w Stanach, możliwe ze tam jest lepsza pomoc , jeśli ciężko zadzwonić napisz, opisz wszystko w meilu jak nam piszesz.
                  • nordynka1 Re: Blagam, pomozcie... 07.06.11, 14:24

                    Ja juz mowilam, ze mi zadenj psycholog nie pomoze, wystarczylaby mi jed
                    > na przyjazna dusza na miejscu, ale taka blisko mnie, fizycznie, pomocna, na cod
                    > zien.... Niewazne.

                    ważne

                    przypominasz mi moje dzeci które na widok czegoś do zjedzienia czego nigdy w zyciu nie jadły z góry mówia "bleee nie lubię!!" a skąd wiesz że nie lubisz, próbowałeś? " no nie"

                    to najpierw spróbuj a potem się wypowiadaj czy pomoże czy nie ten psycholog

                    masz sztab przyjaznych dusz które chętnie wyszłyby ze skóry żeby byc obok Ciebie i móc Cię przytulić, tylko że sie fizycznie nie da, modlimy się gromadnie - to max co możemy zrobić , zresztą potęzniejszej pomocy nie dostaniesz

                    mam nieodprate wrażenie że się nieustannie samobiczujesz - ledwo ktoś coś napisze, próbuje podsunąc rozwiązanie to zaraz znajdujesz worek argumentów przeciw - z góry spisałaś się na straty czy co? daj sobie szansę kobieto! mówisz że spodziewasz się że "po" będzie gorzej to zrób coś żeby nie było do licha
                  • nati1011 Re: Blagam, pomozcie... 07.06.11, 14:25
                    ja jednak nie rozumiem....

                    jak cczłowiek wie, ze się przewróci to powinien usiaśc, a nie skakać.
                    jeżeli jesteś w tak cieżkim stanie psychicznym to ostatnią rzeczą, która ci pomoze jest aborcja. wrecz odwrotnie - bedzie gwożdziem do trumny - oby nie dosłownym.

                    i przestań wmawiać sobie że na miejscu nikt nie jest w stanie ci pomóc. w stanach jest bardzo rozbudowany ruch pro life - oferujący naprawdę duży zakres pomocy kobietom w trudnej ciązy. ale faktycznie nikt ci nie pomoże jeżeli sama nie bedziesz tego chciała.

                    jeżeli nie potrafisz nikogo na miejcu znaleźć, to prześlij mi na adres: nati1011@gazeta.pl swój nr telefonu i miejscowosć w której teraz mieszkasz (stan i duże miasto w pobliżu lub w którym mieszkasz), a skontaktuje się z tobą ktoś kto ci pomoże.
                    • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 07.06.11, 15:27
                      mieszkam w Chicago, nie chce rozmawic z zadnymi Amerykaninami, bo to sa powierzchowni ludzie, ale ostatecznie moge z kims takim, wolalabym jednak jakas polska osobe, no i czasu nie mam za duzo, u mnie jest 8:30, jutro mniej wiecej o tej porze bede musiala potwierdzic czwartkowy zabieg.
                      Wole ja juz do kogos dzwonic, bo boje sie, ze ktos mnie bedzie potem nekal telefonami jak usune, a ja juz mam dosc wszystkiego.
                  • faun1512 Re: Blagam, pomozcie... 07.06.11, 14:26
                    > Ja juz mowilam, ze mi zadenj psycholog nie pomoze, wystarczylaby mi jed
                    > na przyjazna dusza na miejscu, ale taka blisko mnie, fizycznie, pomocna, na cod
                    > zien.... Niewazne.

                    To zrób ten krok i poszukaj tej duszy, zamiast upajać się własną niemocą (poczytaj moje poprzednie posty). Wyszukaj w necie jakiś telefon zaufania (do pomocy w sprawach beznadziejnych), wybierz numer i powiedz do słuchawki "dzień dobry, mam problem" - nie powiesz, że to niewykonalne. Wyłącz myślenie (to chyba najtrudniejsze) i zrób to!!!
                    Nic nie robiąc jestes jak człowiek, co modlił się do Boga o wygraną na loterii. Wreszcie Bóg mu odpowiedział: "to daj mi szanse - wypełnij kupon"! Zrób to dla siebie - im więcej możliwości wykorzystasz teraz (choćby i bezskutecznie) tym mniej będziesz się potem oskarżać o zaniechanie wszelkich działań!
                  • nati1011 Re: Blagam, pomozcie... 07.06.11, 14:30
                    teraz nie mozesz znieść 7 miesięcy w takim stanie psychicznym - i wierzę, ze jest to baaardzo trudne - a jesteś pewna, ze zniesieśz całe życie z wyrzutami sumienia? i pewnie w dużo gorszym stanie?

                    wybacz brutalną szczerość, ale aborcję najlepiej znoszą twarde i silne psychicznie kobiety. Ty raczej do nich nie należysz....
                    to nie jest straszenie, to po prostu doświadczenie wielu lat pracy z kobietami przed i po aborcji.
                    róznic jest jedna: dziś jeszcze masz mozliwosć podjecia decyzji. Po aborcji nic juz czasu nie cofnie. i wtedy bezie o wiele cieżej ci pomóc.
        • nowako-wa Re: Blagam, pomozcie... 07.06.11, 14:14
          Ja już nie będę Cię odwodzić, napiszę inaczej....
          Cokolwiek postanowisz i zrobisz- nie znikaj z forum, nie zamykaj się- nie myśl w tych kategoriach ,że nas zawiedziesz- jesteś uświadomiona ,czasem nie da się zapobiec złu- może taka Twoja droga...
          Chodzi o to ,żeby aborcja nie pociągnęła Cię na dno,pamiętaj ,że teraz wydaje Ci się ,że wraz z zabiegiem skończy się Twoja udręka- wręcz odwrotnie- życie będzie boleśnie toczyć się naprzód- będziesz potrzebować motywacji , żeby życie miało sens- to może być bardzo trudne....
          Trudniejsze niż teraz Ci się wydaje- tym bardziej modlitwa będzie Ci potrzebna.....może sama zacznij się modlić- tak jak czujesz- o dobrą decyzję dla siebie, o siły do przeżycia tego co Ci pisane...
          Ja jutro jadę na mszę o uzdrowienie, uwolnienie- nie zamierzam Cię odpuszczać smile bo cuda się zdarzają....
          • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 07.06.11, 14:31
            Ja liczylam na cud poronienia i sie nie zdarzyl niestety...
            • faun1512 Re: Blagam, pomozcie... 07.06.11, 14:48
              samaniewiem31 napisała:

              > Ja liczylam na cud poronienia i sie nie zdarzyl niestety...
              A ja myślę że cudem będzie gdy zrobisz cokolwiek w kierunku uzyskania pomocy z zewnątrz, zanim będzie za późno. Jesteś jak ktoś, kto z rezygnacją czeka na katastrofę... Jeśli słuchawka dla Ciebie za ciężka, to wybierz kogoś z forum, komu ufasz i podaj numer swego telefonu, a on Ci zorganizuje pomoc. Skoro sama nie potrafisz się zdobyć na kontakt z jakąkolwiek organizacją mogącą Ci pomóc (np pro life), pozwól chociaż by inni się tym zajęli! Ale tak czy inaczej jakiś krok zrobić musisz (chocby wyrazić zgode na takie rozwiązanie) bo przecież nikt wbrew Twojej woli niczego nie zrobi...
            • nordynka1 Re: Blagam, pomozcie... 07.06.11, 14:50
              odpowiedz Nati na jej post, jak najszybciej prosze, napisz do niej to co prosi

              i nie pakuj się w ocean błota (chciałoby sie napisac g...na), na razie siedzisz tylko w kałuży,
              • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 07.06.11, 16:17
                Napisalam wyzej do nati gdzie mieszkam...

                Wlasnie sie dowiedzialam, ze kobiete, ktora zostawil w 5 miesiacu ciazy jej maz, zjadla arthrotec w duzej ilosci, skonczyla w szpitalu, dziecko nie przezyla, ona wlasnie wybudzila sie ze spiaczki i prawdopodobnie zostanie umieszczona w szpiatlu psychiatrycznym.
                Ja nie moge dopuscic do takiej sytuacji, ze ja w 5 miesiacu czy 6 czy 7 czy ktoryms bede na skraju takiego zalamania z powodu samotnosci w ciazy. Nie moge.
                Jestem przerazona ta historia i naprawde, ide na zabieg, bo ja juz tego dluzej nie zniose, zaczynam sie bac. Ja nie mowie, ze tak musi byc u mnie, ale ja tez jestem slaba psychicznie, nie dam rady przejsc przez te ciaze, teraz mam jeszcze wyjscie poki to zarodek, potem juz nie bede miala odwagi. Nie moge tak zyc dluzej, nie przekonujcie mnie juz do niczego. Jestem przerazona.
                • mama.rozy Re: Blagam, pomozcie... 07.06.11, 16:21
                  kółko się zamyka
                  nie chcesz słyszec,że jest wyjście,ale to,ze ktos tam coś tam,to od razu do serca i już się tym kierujesz
                  codziennie kilkaset ludzi na świecie ginie w wypadkach samochodowych,jest gwałconych,mordowanych,co byś sobie wymyśliła
                  a jednak ludzie żyją dalej,pomimo swoich lęków i depresji
                  a jak im z czymś źle,to szukają pomocy
                  samonakręcanie,obojętnie,w jakim temacie,prowadzi tylko w dół
                  • nowako-wa Re: Blagam, pomozcie... 07.06.11, 16:40
                    Pamiętam jak byłam w ciąży z córeczką- poprzednia ciąża zakończyła się przedwczesnym porodem-bo szyjka nie trzymała....jak ja się bałam ,że nie donoszę,że urodzę przedwcześnie, że zrobie z dziecka kalekę...w dodatku nikt z lekarzy nie chciał mi pomóc, wręcz za mnie decydowano- po co mi dziecko,że za stara jestem....jak przeczytałam historię o kobiecie której pękła macica w trakcie porodu- wrecz koszmary mnie prześladowały ,że czeka mnie to samo....
                    Jako osoba wierząca- dzis wiem ,że szatan używał wszystkich argumentów ,żebym nie walczyła o te ciążę, żebym uległa panice....
                    Wszystko dobrze się skończyło i pomimo przebytych depresji i wcześniejszych problemów psychicznych- radzę sobie- bo wszystko zaczyna się w naszej głowie....
                    I nie łudz sie że pójdziesz do psychiatry- przepisze psychotropy i one zabiją sumienie- brałam co miesiąc nowej generacji leki- to ogłupiacze- nie dosć że nie przestaje boleć egzystencja to leki powodują że już zupełnie nic nie czujesz- żadnej radości, sensu życia , a życ musisz- to jest koszmar , którego nie jest w stanie uśmierzyć żadna tabletka- świadomość funkcjonuje nadal....
                    Dziewczyny z jednym mają racje- jeśli skorzystasz z pomocy , którą radza , a nie spotkasz życzliwych ludzi , którzy zechcą Ci pomóc- Twoje sumienie będzie miało coś za obronę ,że próbowałas...ale nikt nie wyciągnął konkretnej ręki....
                    Jesli usuniesz- argumennty ,że mogłaś jednak poszukać namacalnej pomocy wrócą i Cię zadręcza, więc proszę- daj sobie szansę....
                • ewula.1 Re: Blagam, pomozcie... 07.06.11, 16:45
                  Nie bój się! Znam wiele historii kobiet, które właśnie po aborcji znalazły się w szpitalu psychiatrycznym. Oddaj to maleństwo, skoro go nie chcesz. Nie zabijaj, nie zabijaj, nie zabijaj! Nie jesteś sama, mnóstwo osób się za Ciebie modli.
                • ewula.1 Re: Blagam, pomozcie... 07.06.11, 16:49
                  Czy znasz historię Gianny Jessen - kobiety, która urodziła się w trakcie nieudanej aborcji?
                  Można by o niej powiedzieć: przyszłością tego dziecka jest rozbita rodzina, matka nie będzie jej kochać, będzie niepełnosprawna, słowem nie ma sensu by żyła. Żyje, ma w sobie więcej radości niż wielu z nas. Jest kochana przez Boga.
                  www.youtube.com/watch?v=NpOFcqrqBa0
                  www.youtube.com/watch?v=2WuiQaiQrCw
                  • ela696 Samaniewiem! 07.06.11, 17:42
                    Jeżeli chcesz, znam kogoś w Chicago - to młode małżeństwo, bardzo pobożni i dobrzy ludzie. Pomogą Ci napewno. Tylko daj jakieś namiary na siebie. Nie jesteś sama!
                    Nie pakuj sie w bagno.
                    Spójrz choćby na te wszystkie kobiety- matki, które chodzą ulicami miasta... Czy myślisz, że każda z nich odczuwała fajerwerki w ciąży, że wszystkie są idealnymi matkami?
                    Daj spokój, nie powtarzaj sobie w kółko, że nie dasz rady bo dasz. Głowe za to daje.
                    Ciąża to nie tragedia jak Ci się wydaje.

                    • samaniewiem31 Re: Samaniewiem! 07.06.11, 17:54
                      Boze, ja juz nie wytrzymam tak dluzej, boje sie. Elu, co to za ludzie? Oni maja swoje dzieci?
                      Jesli z nimi rozmawialas lub bedziesz rozmawiac, to powiedz im, ze ja mieszkam na poludniowych przedmiesciach, nie wiem czy dam rade gdzies wyjsc, ale moze bym sie zmusila jakos, nie iwem, boje sie i wstydze, musialabym dzis jakos z nimi porozmawiac, bo cytotec musze wziac jutro wieczorm. Juz sobie odpuscilam dzisiejsze zajecia w szkole, bo nie dam rady fizycznie ani psychicznie tam pojsc.
                      Tylko jak ja mam sie ludziom na oczy pokazac, jak ja jestem cala zapuchnieta od placzu, twarz moja jest niepodobna do mnie, to wszystko po mnie widac, a tu mam z obcymi ludzmi rozmawiac, moze tylko z ta dziewczyna chociaz? Ona jest pewnie teraz w pracy, tutaj jest 11 rano. Ja juz sie zdecydowalam na te aborcje, bo naprawde, porbowalam sobie wyobrazic swoje zycie z niechcianym dzieckiem czy w ogole z dzieckiem, nie moge, nie moge, uwierzcie mi. Ale tez boje sie, ze moze kiedys bede chciala dziecko. Ale jest tyle kobiet co usunely, bo wiedzialy, ze tak bedzie lepiej i sa jeszcze szczesliwe. Ja bym sie juz wziela za siebie po tej aborcji, juz musialabym, lekarz, psychoterapia, lekarstwa. Ale teraz nie dam rady, nawet w ciazy nie dam rady zyc normalnie, bo ja naprawde probowalam sobie zobaczyc jak moje zycie z dzieckiem bedzie wygladalo, ja nie moge, ja sama jestem duzym, choc starym dzieckiem, ja nie moge, naprawde. Juz mam dosc wszystkiego, juz chce zeby to sie skonczylo i chce isc do lekarza.
                      • samaniewiem31 Re: Samaniewiem! 07.06.11, 18:00
                        wyje jak bobr, mysle ze aborcja jednak jest mniejszym zlem w moim przypadku, ale nie moge byc przeciez niczego pewna. Wolalabym sie nigdy nie urodzic niz przechodzic to co teraz. Wiele razy wolalabym sie w swoim zyciu nie urodzic, ja naprawde zyje, zylam, bo zylam, ale zeby mi ego zycia jakos szczegolnie bylo brak w razie czego, to nigdy nie mialam takich mysli. Ani ja za nikim bym nie tesknila, ani ktos za mna, po prostu jesten, bo jestem. Nie musze byc, naprawde. I takie zycie mi odpowiadalo, ja nie dam rady wziac odpowiedzialnosci za to dziecko, bo ja sama t zycie ledwo przezywam psychicznie. Z ta dziewczyna moglabym porozmawiac, ale ja juz decyzji nie moge zmienic, bo przeraza mnie paniczny strach przed wzieciem za kogos drugiego odpowiedzialnosc gdzie ja sama nie umialam jej nigdy wziac za siebie. Nie piszcie mi, ze pora dorosnac, czy dorosnac do dziecka, ja nigdy nie dorosne do posiadania dzieci i nie oceniajcie mnie swoja miara, ze kazda kobieta dorasta czy chce miec dziecko, czy niechciane dziecko. Ja nie chce, juz nic nie chce, tylko juz zyc sama i sama sobie w tym zyciu radzic, nie dam rady za dwie nieporadne osoby wziac odpowiedzialnosc.
                        • ela696 Re: Samaniewiem! 07.06.11, 18:50
                          Wywal ten cytotec, najlepiej spłucz w kiblu i to już!
                          Idź i rób to. Nie podejmuj pochopnie decyzji bo widać, słychać i czuć, że nie jesteś zdecydowana w 100%. Walcz dziewczyno, my alczymy o Ciebie.
                          Małżeństwo, o któym Ci pisałam to bardzo fajni młodzi ludzie, gdzieś ok w Twoim wieku.
                          Mają jedno dziecko w tej chwili. Z radością spotkają się z Tobą. Nie obawiaj się. Już napisałam do nich, czekam na odpowiedź. A Ty odwlecz swoją decyzję, wytrzyj łzy, popatrz w niebo. Będzie dobrze.
                          Daj tylko jakieś namiary, nr gg, maila lub telefon.

                          • mama.rozy Re: Samaniewiem! 07.06.11, 19:07
                            uczep się tej szansy jak rzep psiego ogona
                            nieważne,co będzie potem
                            jest ktos blisko Ciebie
                          • sabina211 Re: Samaniewiem! 07.06.11, 19:45
                            Cześć, nigdy nie pisałam na tym forum, bo nie rozważałam na serio aborcji, zresztą zawsze byłam jej przeciwniczką. Ale...W pierwszą ciążę, już 10 lat temu, zaszłam z człowiekiem, z którym nie chciałam mieć nic wspólnego. Głupio i niedobrze, ale stało się, kiedy byłam już zdecydowana na całkowite zerwanie kontaktu. Dla rodziców to był szok, choć też nie byłam już nastolatką-miałam 26 lat. Biologicznego ojca dziecka poinformowałam o ciąży, nawet się ucieszył, ale zaszły takie okoliczności, że zdecydowałam się na całkowite zerwanie kontaktu. Urodziłam synka, mieszkałam z rodzicami, którzy zdążyli zaakceptować sytuację. Ojciec dziecka(biologiczny) nie widział go nigdy...O akcji jego wyzwisk pod moim adresem, dziurawienia kół w samochodzie, pisaniu donosów do pracy...mojej mamy tylko wspomnę, bo to nieważne...Kiedy synek miał 3 lata i zaczynał pytać, czemu nie ma taty, poznałam męża, który syna zaadoptował. Dziś mam 3 dzieci - syna i dwie córki. Jedna z nich jest przeze mnie adoptowana-to dziecko mojego męża z poprzedniego związku. Kocham je wszystkie tak samo i nigdy nie żałowałam ani urodzenia syna, ani adopcji córki, choć jedna i druga decyzja nie była bezstresowa.
                            Ja też do biologicznego ojca mojego dziecka czułam obrzydzenie (w dodatku nigdy nie zobaczyłam ani złotówki), mieszkałam z rodzicami, którym groziła komornicza licytacja domu, moja siostra została (po 2 poronieniu) z dnia na dzień porzucona przez męża, ale to był tylko ciężki czas...Dziś jestem szczęśliwa. Syn jest fajnym chłopcem, przed którym nie zatajamy prawdy, ale sam mówi, że tatę ma w domu i nie chce poznać pana, który sprawił, że jest na świecie. I ma 2 młodsze siostry.
                            Nie wiem jakby potoczyło się moje życie gdybym wtedy ciążę usunęła...Ale na pewno brakowałoby mi tego dziecka. Aborcja to zło, które często przybiera pozór dobra.
                            Dlatego, proszę, daj sobie, daj Wam czas, w życiu nigdy cały czas nie jest tak samo. Ja odkrywając ciążę też myślałam, że nikt mnie nie zechce z dzieckiem itd...
                            I jeszcze jedno, bo to dla Ciebie ważne. Kiedy zaszłam w ciążę byłam na studiach doktoranckich, których w końcu nie skończyłam, bo promotor (bezdzietny, choć żonaty) śmiertelnie się na mnie obraził za to, że pakuję się w pieluchy...Robił wszystko, żebym nie obroniła doktoratu i dopiął swego (upraszczam, ale na to wychodzi)...To bolało, ale na pewno nie tak jakby bolała strata dziecka. Bardzo wątpię, czy umiałabym cieszyć się tytułem, gdybym doszła do niego po trupach (dosłownie).
                            Mam nadzieję, że podejmiesz dobrą decyzję. Najważniejsze - nie ograniczaj horyzontu do tu i teraz, bo to zły doradca. I daj sobie pomóc, choćby mamie. Mój ojciec - kliniczny przypadek DDA i ojciec bardzo daleki od ideału- jest teraz super dziadkiem. Naprawdę.
                            Jak chcesz, napisz do mnie na priv.
                            Pat
                            • samaniewiem31 Re: Samaniewiem! 07.06.11, 20:03
                              ja nie ograniczam do tu i teraz, probowalam patrzec w przyszlosc, dziecko nie jest dla mnie, nie dam rady wziac odpowiedzialnosci za siebie i za dziecko, pisalam o tym wyzej, ja nie doroslam do roli matki i ta rola, jestem tego pewna, wykonczy mnie psychicznie. Nie moge, po prostu nie moge. Im blizej tej aborcji, tym jestem pewniejsza, ze nie chce miec tego dziecka.
                              • sabina211 Re: Samaniewiem! 07.06.11, 20:16
                                Teraz to jesteś w takim stanie niemocy, że aborcja tylko go pogłębi....Skoro mówi (pisze) to enta osoba, to coś w tym jest. Nie sądzisz? Rola matki to rola życiowa jak każda inna (no, nieco dłuższa i połączona z emocjami, hormonami itd - nie chcę trywializować), nie demonizuj. Gdyby nie mój syn, nie poznałabym mojego męża itd...A kiedy zaszłam w ciążę było bardzo prawdopodobne, że zostanę bez dachu nad głową, bez doktoratu, na łasce człowieka, którego się brzydzę. Chodziły mi już po głowie myśli oddania dziecka do adopcji, ale powoli zaczęło być lepiej...Aborcja nie jest rozwiązaniem Twoich problemów. A w ciąży można leczyć raka, więc tym bardziej depresję. Napisz, jeśli chcesz, bo ja też wszystkiego nie chcę pisać na forum publicznym.
                                • samaniewiem31 Re: Samaniewiem! 07.06.11, 20:28
                                  ja juz czekalam az sie cos zmieni i zmienilo, na gorsze. Znam siebie na tyle zeby teraz to juz byc pewna, ze nie dam rady wychowac dziecka, chcianego, niechcianego, sama. Po prostu nie i dlatego nigdy nie chcialam miec dzieci, moze raz, z jednym czlowiekiem, dawno temu, bo to byl facet, ktory wiedzialam, ze zajalby sie dzieckiem, bo ja wiedzialam, ze nie dam rady. I nawet bylam taka troche zla, ze to dziecko, jesli bysmy je mieli, to bedzie bardzoej kochalo jego, bo on bedzie super ojcem, a ja matka taka, ktora nie chce sie zajmowac dzieckiem. To ten sam czlowiek, ktory wzial ode mnie psa kiedy nie moglam sobie poradzic w depresji z zajmowaniem sie psem. To nie sa moje widzimisie, to sa moje doswiadczenia zyciowe i znajomosc siebie oparta na faktach, a nie wymyslach.
                                  • ela696 Re: Samaniewiem! 07.06.11, 20:38
                                    Czy podałaś dobrze nr GG? Pytam bo chciałam Ci wysłać wiadomość a mam tu komunikat, że nie ma takiego numeru w bazie.
                                    Jeśli chodzi o tych ludzi to nic im nie pisałam jeszcze o Tobie. To dobrzy znajomi, przyjaciele. On jest chrzestnym mojego synka smile.

                                    • samaniewiem31 Re: Samaniewiem! 07.06.11, 20:50
                                      Elu, to jest moj numer 362 34 577 chyba ten sam, ktory wczesniej napisalam. Nie wiem czemu nie dziala. Prosze daj znac jeszcze raz czy aby na pewno nie dochodza wiadomosci.
                                      • samaniewiem31 Re: Samaniewiem! 07.06.11, 21:00
                                        ja dalej nic nie dostaje, ale prosilam kolezanke z PL na skype zeby do mnie napisala na gg i od niej dochodzi, numer na pewno podalam dobry, moze skype?
                                        • samaniewiem31 Re: Samaniewiem! 07.06.11, 21:06
                                          Nic do mnie nie dochodzi na gg, jesli masz skype, albo oni maja skype, to on jest mniej zawodny, noj nick na skype to whitesugar1980
                                      • nati1011 Re: Samaniewiem! 07.06.11, 21:12
                                        nr działa tylko bez spacji pomiedzy cyframi

                                        muszę mieć trochę czasu by znaleźć kogoś w Chicago - daj mi 1-2 dni. Chyba, ze kontakt z Elą zadziała.
                                      • ela696 Re: Samaniewiem! 07.06.11, 21:41
                                        Przekazaałam Twój nr gg czekaj!
                          • samaniewiem31 Re: Samaniewiem! 07.06.11, 19:59
                            Elu, moj nr gg to 362 34 577
                            Czyli oni jeszcze nic nie wiedza? Mam nadzieje, ze nie sa to jacys znajomi znajomych, czy nie daj boze jakiejs tam dalszej rodziny, ja w prawdzie nie utrzymywalam tu z jakims kuzynostwem kontaktow, bo matka jest z nimi sklocona, chodzi o jakies majatki, dluga historia. Jesli mialabym sie z nimi spotkac, to wolalabym tylko z ta dziewczyna...
                            Nie wyrzuce cytotecu, bo narazie mam tylko recepte, ktora jutro wykupie, ja juz jestem zdecydowana, bo probowalam sobie wyobrazic zycie z dzieckiem wiele razy i nie moge, pisalam wyzej, ze ja sama jestem jak dziecko, nie dam rady wziac odpowiedzialnosci za siebie i za kogos, a do tego w moim stanie, mnie to wykonczy.

                            Piszecie o psychologu czy psychiatrze. Powiem Wam, ze ja caly czas marzylam i marze zeby poronic i naczytalam sie jak mozna temu pomoc, jakies wysilki, bicie sie w brzuch, przemeczanie, picie jakichs ziol i wyobrazcie sobie, ze nawet na tym na czym mi tak bardzo bardzo zalezy, nie jestem w stanie znalezc sily zeby to zrobic, najprostsze czynnosci sprawiaja mi duzy wysilek. Ja sie nawet nie myje, tylko kiedy musze, kiedy szlam do lekarza, a za kazdym razem sile na wyjscie dawalo mi to, ze lekarz mi powie, ze poronilam, ze mam puste jajo plodowe, ze moze ciaza pozamaciczna albo obumarla. Wiec to nie jest tak, ze ja sie uparlam i nie chce, kto byl w takim stanie jak ja, wiec co ja czuje, rozumie, ze nie moge wyjsc i pojsc do psychologa, psychiatry, to jest taka niemoc nie do opisania. Jedynie sile na cokolwiek dalaby mi nadzieja na nieutrzymanie tej ciazy. A nawet do tego nie moge sie zmusic. Raz sie przymusilam zeby sie zmeczyc, wyszlam w nocy na spacer, lazilam, probowalam biec zeby ta ciaza ze mnie wypadla, pare metrow podbieglam i nie dalam rady. Czytalam zeby cos dzwigac, nie moglam, bo to wymagalo ode mnie wyjscie z lozka, przejsciu paru metrow i podnoszenia czegos. Nawet na takie majace mi pomoc przeciez w poronieniu czynnosci nie bylam w stanie sie podjac, bo to za duzo kosztowalo. Moze teraz mnie rozumiecie jaka jest we mnie niemoc.
                            • nienienie_85 Re: Samaniewiem! 07.06.11, 20:34
                              jak tak dalej pójdzie to Ty coś sobie zrobisz. Powiem Ci coś co może i tak nie zmienić Twojego punktu widzenia, ale... moja koleżanka straciła męża kilka dni temu (zmarł) jedyne co ją trzyma przy życiu to jej synek (3 letni), jego uśmiech, jego zabawa, opieka nad nim. Facet raz jest raz go nie ma, studia są ale sami wiemy, że dyplom to nie wszystko a dziecko... będzie zawsze. Pewnie sobie myślisz, co się mądrzę skoro sama usunęłam. Ale właśnie ja dałam sobie wmówić, że nie dam rady, że tak będzie lepiej A WCALE NIE JEST, cokolwiek postanowisz czy usuniesz czy nie to pisz dalej możesz nawet pisać maile do mnie (malliza@wp.pl) ale zastanów się milion razy, bo usuniesz i co? nie polepszy Ci się, dół będzie jeszcze większy a czasu już nie cofniesz, to będzie coś z czym będziesz musiała żyć i już żaden facet nie będzie wart uwagi, już żadna 5tka nie będzie już cieszyła jak kiedyś... a jak jakimś cudem poczujesz się szczęśliwa to zaraz poczujesz wyrzuty sumienia, jakim cudem się cieszę skoro zabiłam własne dziecko... Chociaż jest też druga strona medalu, nikt z tutaj zebranych Cię nie przekreśli, każdy po prostu próbuje Cię ostrzec, pomóc jakoś chociaż ciężko pomagać tylko słowem... Nie wiem co jeszcze Ci mogę napisać, chyba tylko tyle, żebyś się zastanowiła co jest dla Ciebie ważne i nie zamykaj się w sobie nie dołuj, po prostu podejmij decyzje i wróć do żywych bo krzywdzisz i siebie i dziecko. Przypominam Ci tylko, że im dłużej myślisz tym gorzej, dziecko się rozwija, czuje i cokolwiek byś do niego nie czuła to on już Cię kocha.
                              • samaniewiem31 Re: Samaniewiem! 07.06.11, 20:48
                                przepraszam, ale chyba mnie nie rozumiesz... Mi nie zaleze na zadnej piatce, ja nawet olalam dzis uczelnie, bo nie dam rady wyjsc z domu. Naprawde mam to gdzies w tym momencie. Oblalam wazny egzamin i tez mam to gdzies, to bez zanczenia, zadnego, ja juz chce po prostu wyjsc z tego gowna w ktorym tkwie. Wiem, napiszecie, ze wejde w jeszcze gorsze, ale tego tez nie wiecie. Tak jak i ja nie wiem i nikt nie wie. O zadnych facetach tez nie mysle. Zupelnie nie o zadne kariery, oceny, facetow mi chodzi. Nie, nie nie.... Ja chce wroci do zywych, tak ja piszesz, ja nie chce tego dziecka, chce sie obudzic w zakrwawionej poscieli, poronic, nie chce miec dziecka, bo nie potrafie dac sobie rady ze soba, a co dopiero z dzieckiem. Ludzie, zrozumcie... chociaz zrozumcie, nic wiecej.
                                • samaniewiem31 Re: Samaniewiem! 07.06.11, 20:55
                                  wiem, ze to sie w glowach niektorych nie miesci, ale naprawde sa takie kobiety jak ja, dobrze ze przypomnialam sobie te sytuacje z przeszlosci, kiedy raz dopuszczalam mysl, ze moglabym miec dziecko z facetem, ktorego kochalam. I tylko dlatego, bo wiedzialam, ze w razie czego on sie zajmie dzieckiem. I kto z nim bedzie w ciazy, to tak jakby zlapal pana Boga za nogi. Ja juz wtedy
                                  zdawalam sobie sprawe, ze ja sie nie nadaje sama i nie dam rady, nawet z facetem, ktorego kocham. Musialam miec pewnosc, ze ojciec dziecka bedzie sie dzieckiem zajmowal, bo ja nie dam psychicznie rady. I tak uwazalam w normalnym stanie psychicznym, a w tym w jakim jestes teraz to tymbadziej nie widze siebie w roli samotnej matki.
                                  • sabina211 Re: Samaniewiem! 07.06.11, 21:03
                                    Tak się postrzega siebie i świat w depresji...Daj sobie pomóc.
                                  • ewula.1 Re: Samaniewiem! 07.06.11, 21:15
                                    Jeśli Jezus cokolwiek dla Ciebie znaczy to, przeczytaj historię tego, co On mówi o aborcji. Nie jest to żadną bajką, lecz czystą prawdą. Dopiero, jak to przeczytasz, to zastanów się, czy nadal zamierzasz aborcję. Błagam, przeczytaj!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                                    www.voxdomini.com.pl/sw/gloria_polo.htm
                                • mama.rozy Re: Samaniewiem! 07.06.11, 20:55
                                  Ty sobie żadnej szansy nie dajesz
                                  • mama.rozy Re: Samaniewiem! 07.06.11, 21:10
                                    w sumie szkoda,ze chodzi o czyjeś życie
                                    bo zrozum-my nie namawiamy Cię do aktywności,bo tak sobie to wymyśliłyśmy
                                    w każdym innym wypadku napisałbym Ci-zrób to,przekonamy się,kto ma rację
                                    ale jakby nie spojrzec na problem-mówimy o żywym człowieku,który niczemu nie jest winien
                                    pomyślałaś chociaż raz o nim?o tym,ze kiedyś się i tak spotkacie?
                                    samotne macierzyństwo-przecież nikt Cię do niego nie zmusza...
                                    • samaniewiem31 Re: Samaniewiem! 07.06.11, 21:20
                                      raz mowicie, ze chodzi o mnie, raz ze o czyjes zycie - dziecka.
                                      Dla mnie to nie jest dziecko jeszcze, dla mnie to plod, tak, pisalyscie o plodzie w 7 tygodniu, ale dla mnie to ciagle plod. Pozatym ja nic do niego nie czuje, wrecz go nie chce, pragne poronic, wiec nie, nie mysle o nim, mysle o sobie, jak ja sobie dam rade z tym wszystkim po aborcji, moze jestem tak bezduszna, ale nie chce sie skupiac na plodzie, tu chyba jak pisalyscie chodzi o mnie, o moje zycie, plod pisalyscie, ze i tak pojdzie do Nieba. Wiec ja wole zeby poszedl do Nieba, gdzie bedzie mu i tak lepiej niz tutaj ze mna, naprawde. O jego los sie nie martwie, Bog, jesli uwaza, ze ono ma juz dusze, to zabierze go do siebie...
                                      • mama.rozy Re: Samaniewiem! 07.06.11, 21:24
                                        i tak sobie kiedyś staniesz przed nim i powiesz-cześc,to ja sie Ciebie pozbyłam,bo wierzyłam,że byłbym fatalną matką.mam nadzieję,że nie bolało.

                                        a co Cie tak boli,że piszemy raz o dziecku,raz o Tobie?
                                        w końcu jest Was dwoje
                                        tego akurat nie cofniesz
                                        • samaniewiem31 Re: Samaniewiem! 07.06.11, 21:30
                                          nie boli mnie, ale w pewnym momencie faktycznie uwierzylam, ze chodzi Wam o mnie...
                                          Niewazne...

                                          Elu, podalam Ci gg, podaje jeszcze skype whitesugar1980, jesli nie uda sie im skontaktowac ze mna dzis, to trudno....
                                          • mama.rozy Re: Samaniewiem! 07.06.11, 21:40
                                            dziecko drogie
                                            a komu my poświęcamy czas?
                                            komu znajdujemy znajomych na końcu świata?
                                            czy to dziecko jest czemuś winne,ze jest akurat w Tobie?nie,ono ma tylko Ciebie,akurat jesteś dla niego najważniejszą osobą w jego życiu
                                            tak trudno to zrozumiec?jesteś jego jedynym światem...

                                            Ty jesteś warta tego,żeby życ.dlaczego ono ma byc tego życia pozbawione?bo Ci się nie chce wyjśc z domu?
                                        • 0oo.oo0 Re: Samaniewiem! 07.06.11, 21:40
                                          Jestes dorosla, a to sie wiaze z tym, ze zycie przestaje byc latwe i kolorowe. Jestes 10 lat starsza ode mnie i probujesz, zebym uwierzyla, ze ja moge sobie dac radę, a Ty nie. Jakoś te 31 lat przeżyłaś, jakoś Ci się udało wstawać, jeść i zdobywać jakoś pieniadze, wiec teraz wchodzisz tylko na wyższy poziom, jedna buzia wiecej do wykarmienia i zajęcia się nią.
                                          Wybacz, ale użalając się nad sobą jak to masz ciężko i jak nie dasz rady i ze cały świat może, tylko akurat nie Ty, że może jakby ojciec wziął to dziecko, urodził za Ciebie, karmił piersią i ogólnie zabrał od Ciebie, to dalabyś radę, a w innym wypadku, to już za ciężko. Bo przecież Ty nie dasz rady. A skąd to wiesz? Skąd masz dar przewidywania, że czyjaś śmierć ułatwi Ci życie? Może wyjdź z nożem na ulicę, zabij człowieka i zobacz, czy wtedy będzie łatwiej i dasz radę wstać z łóżka.
                                          A może po prostu przestań się nad sobą użalać, weź się w garść, zacznij odpowiadać za swoje czyny i bądź dorosła.
                                          • ela696 Re: Samaniewiem! 07.06.11, 21:47
                                            Patrycja nr 8829205. Pisz śmiało, jest teraz na GG i czeka
                                            • samaniewiem31 Re: Samaniewiem! 07.06.11, 21:56
                                              dziekuje Elu, wlasnie do niej napisalam i rozmawiamy na gg...
                                              • ursusekg Re: Samaniewiem! 07.06.11, 23:30
                                                dziewczyny, nie naciskajcie już na nią bo możecie nie tylko nie ocalić dziecka ale i stracić matkę...Jesteście w stanie wziąć na siebie odpowiedzialność za to, że np w 5 miesiącu targnie się na swoje życie???ja nie jestem
                                                Samaniewiem, sama nie wiem czego ci życzyć-chyba spokoju i choć chwili wytchnienia, trzymaj siękiss
                                              • ela696 Re: Samaniewiem! 07.06.11, 23:45
                                                Trzymaj się dziewczyno, modlimy się za Ciebie. Daj sobie czas. Pozwól sie poprowadzić.
                                                Pan Bóg też czasem wykorzystuje tak marne, niedoskonałe narzędzia jakimi jesteśmy.
                                                Pisz, jesteś nam bliska.
                                                Jakby co mój nr GG 4631322
                                                • samaniewiem31 Re: Samaniewiem! 08.06.11, 07:13
                                                  Elu, Patrycja wlasnie wyszla ode mnie... Nie wiem jak Ci dziekowac, nie wiem jak jej dziekowac... Naprawde. Jak dobrze jest porozmawiac z kims przy stole.... To jest niesamowite uczucie. Byla u mnie 4 godziny, wyszla o 11 w nocy, poswiecila mi tyle czasu, a przeciez ma meza, dziecko.
                                                  Musialam sie wykapac, ubrac, nawet umylam szklanke dla goscia. Bardzo fajna dziewczyna, ciepla, normalna. Boze, jak mi tego brakowalo, jak mi chociaz przez chwile dobrze... Ja chyba bede jej dluznikiem do konca zycia, ze sie odwazyla, ze przyjechala do obcej osoby i poswiecila swoj czas. Boze, zeby tylko o mnie nie zapomniala, nie chce byc natretna w zaden sposob i do nikogo sie przyssawac, mam nadzieje, ze cokolwiek nie zrobie, nie zostawi mnie samej i znajdzie mi psychoterapeute, powiedziala, ze wlasnie mi w tym pomoze... Nie wiem co zrobie, chce sprobowac przelozyc ten zabieg jeszcze chociaz o 1 dzien..., chce dac sobie wiecej czasu do namyslu. Wiem, ze hormony plus depresja nie sa dobrym doradca, wiem, ze to nie minie jutro, ale moze chociaz jeden dzien dluzej i moze bardziej trzezwo spojrze na to wszystko... Chce sie jeszcze pomodlic i spytac Boga ktora droga powinnam isc, czy ta latwiejsza z pozoru czy te przez meke....

                                                  Ja dalej uwazam, ze nie chce dziecka, dalej sobie tego nie wyobrazam. Dla mnie mysl o byciu zalezna od kogos lub uzaleznienie kogos od siebie jest przerazajaca, taki mam charakter, nature, osoby niezaleznej... Dalej sie nie widze jako bardzo samotna matka, w mojej maturze raczej nie lezy macierzynstwo, prawdopodobnie ma to podloze w relacjach z moja matka, nie wiem. W mojej naturze nawet nie lezy chyba macierzynstwo z jakimkolwiek facetem, musialby to byc chyba tylko ktos naprawde odpowiedzialny i kochajacy dzieci, zeby udzwignac to za dwoje z moja niewielka pomoca... To myslenie raczej sie we mnie nie zmieni, bo tkwi od wielu lat, to nie przyszlo pod wplywem ciazy.... Szkoda, ze ciaza przytrafila sie wlasnie komus takiemu jak ja, tyle kochajacych rodzin pragnie dzieciatka, gdzie mialoby wszystko, oboje rodzicow, tyle milosci, byloby wyczekiwane, Pan Bog chyba kazdemu przyszykowal pewna droge, ktorej moze nie rozumiemy, ale on ma w tym jakis plan. Wiem, ze wobec tez mnie ma zapewne, skoro mi dal te ciaze, ale dal mi tez droge wyboru, doceniam to... Wiem juz, ze to nie kara od Boga, chociaz tak to postrzegalam do tej pory. Moze to dar, ale ja musze sie jeszcze raz zastanowic czy ten dar przyjac, jesli odrzuce, to mam nadzieje, ze Bog mi wybaczy, bede sie starac z calych sil, dzieciatko i tak pojdzie do Nieba, zostane z tym ja i bede musiala to udzwignac...Ale wtedy tylko ja bede cierpiec, a nie ja i dziecko. A jesli nie odrzuce tego daru, to nie wiem, byc moze rodzina zastepcza, moze komus ten dar przekaze.... Tam w razie czego dziecko mogloby wrocic do mnie, jesli cos by mi sie jakims dziwnym trafem odmienilo. Chociaz na ile znam siebie, to ja raczej jestem pewna, ze dziecka chciec nie chce, bynajmniej nie samotnie... U mnie juz pozno, postaram sie pomodlic i zasnac....
                                                  • ela696 Kochana 08.06.11, 15:14
                                                    Ciesze sie, że rozmowa przyniosła Ci ulgę, nic tak człowieka nie pokrzepia jak rozmowa.
                                                    Bogu dziękuj, On Cię kocha i się Tobą opiekuje. Nas, narędzia tylko wykorzystuje, przez nas czasem działa, przez nasze ręce rozdaje.
                                                    Patrycja Cię nie opuści, nie martw się. Ty nam powierzyłaś swój problem, w pewnym sensie teraz czujemy się tu wszystkie odpowiedzialne za Ciebie.
                                                    Odwołaj ten zabieg, zawierz Bogu, On poprowadzi cię teraz.
                                                    Mam takie przeczucie, że Twoje dziecko będzie kimś wyjątkowym. Zobacz jaka walka rozgrywa się o to małe życie. Ty też jesteś wyjątkowa. Chociaż przeżywasz teraz noc życia, wkrótce zaświeci słońce. Poczytaj życiorysy święych, on też takie chwile przechodzili. Prawdzia miłość rodzi się w bólach.

                                                    Always Look On The Bright Side Of Life
                                                  • samaniewiem31 Re: Kochana 08.06.11, 17:37
                                                    Wiem, ze na zabieg jeszcze jutro nie pojde, chce go odwolac do piatku, chociaz nie wiem czy dobrze robie... Ale chodzi o to, umknelo mi to wczesniej, ze ja gdybym zdecydowala sie na utrzymanie tej ciazy, to musialabym zostac w tym kraju jeszcze pare lat, a ja chce stad wracac jak najpredzej.... Zle mi sie tu wszystko kojarzy. A tylko zostanie tutaj gwarantowaloby mi pomoc finansowa ojca dziecka, o ile oczywiscie to prawda co on mowi.... Z dzieckiem nie ma mowy zebym wrocila do Polski, a za pare lat tez sobie juz tego nie wyobrazam.... Wiadomo jak w Polsce ciezko samotnej matce, znalezienie zlobka graniczy z cudem, przedszkola drogie. Mysze myslec realnie. Z drugiej strony, boje sie, ze kiedys byc moze bede pragnela dziecka, z czysto egoistycznych pobudek zapewne, bo np. moge czuc sie samotna i wtedy tez juz bedzie za pozno....
                                                  • mama.rozy i tu sie mylisz 08.06.11, 19:18
                                                    jako samotna matka w PL masz we wszystkim pierwszeństwo-żłobki,przedszkola
                                                    to właśnie małżeństwa mają trudniej
                                                  • samaniewiem31 Re: i tu sie mylisz 08.06.11, 19:45
                                                    ale psychicznie od ciezaru dziecka nikt i nic mnie nie uwolni, zaden zlobek
                                                  • mama.rozy Re: i tu sie mylisz 08.06.11, 19:47
                                                    to pisz o sobie,a nie o trudnościach w żłobku,bo znowu się rozpraszasz
                              • 3aleale Re: Samaniewiem! 08.06.11, 01:48
                                mateusz.pl/mz/ws-zuc/2-zespol-poaborcyjny.htm
                                przeczytaj proszę! może fakty potwierdzone badaniami naukowymi - o tym co się dzieje w psychice kobiety po aborcji cię przekonają i przejrzysz na oczy w co się pakujesz?
                                • 3aleale Re: Samaniewiem! 08.06.11, 02:10
                                  Przeczytaj tu wysyłam Ci najważniejsze fragmenty przeczytaj i przemyśl!!

                                  "Manipulacja i mity:

                                  Kobieta w ciąży, szczególnie w pierwszym trymestrze doświadcza zmiennych uczuć wobec poczętego dziecka, co jest zjawiskiem normalnym, gdyż niemal wszystko się zmienia w jej życiu, począwszy od wyglądu i gospodarki hormonalnej, aż po zmianę pozycji społecznej. Jest wtedy szczególnie podatna na manipulację. Kiedy łatwiej jest podjąć kobiecie decyzję o usunięciu ciąży? Wtedy, gdy lekarz stwierdza: „Proszę Pani, to jest tylko zabieg usunięcia płodu”; kiedy koleżanka mówi: „Słuchaj, to tylko skrobanka”; czy wtedy, gdy ktoś powie: „Jest to zabicie twego dziecka”? Wpływ manipulacji jest dewastujący, ponieważ odczłowieczywszy dziecko ułatwia podjęcie decyzji o jego unicestwieniu. !!!!!!!

                                  (po aborcji zdasz sobie sprawę bardzo wyraźnie że to było twoje dziecko a nie -zlepek komorek, zarodek itd..)

                                  Na decyzję o dokonaniu aborcji ma wielki wpływ również doświadczone w dzieciństwie zaniedbanie, przemoc, a także nierozwiązane konflikty, w tym doświadczany jeszcze przed aborcją patologiczny żal po innej stracie.

                                  Niejedna kobieta wyrabia więc w sobie postawę proaborcyjną: „Łatwiej zmagać się z następstwami aborcji, niż zmagać się z trudnościami życiowymi po urodzeniu dziecka.” Często będąc w ciąży i nie akceptując jej, mówi tak: „No cóż być może dokonam aborcji, bo czy w ogóle są z tym związane jakiekolwiek problemy psychiczne? Medycznych na pewno nie będzie, jak pójdę do dobrego fachowca. Ale gdybym urodziła to dziecko np. po gwałcie, albo gdybym urodziła dziecko chore, albo gdybym urodziła dziecko dziesiąte, albo jak urodzę dziecko będąc panną — to będę miała takie problemy, że wolę ich uniknąć.” I decyduje się na aborcję.

                                  Co się dzieje z kobietą w trakcie procedury aborcyjnej? Między innymi zapamiętuje bodźce, które do niej docierają. Zapamiętuje zapachy, kolory, dźwięki, ton głosu, wygląd ludzi. I później, jeżeli zbitka tych czy innych sygnałów do niej dotrze, z ogromną siłą wyzwalają się jej wewnętrzne konflikty.

                                  Większość kobiet twierdzących, że nie odczuwa żadnych następstw straty ciąży przeważnie podświadomie stara się uniknąć wewnętrznego zamętu stosując wiele mechanizmów obronnych. Oto niektóre z najczęstszych:
                                  odwracanie uwagi poprzez kompulsywne zajęcia, pracę, podróże, seks, zakupy, przemoc, alkohol, leki i narkotyki,
                                  racjonalizowanie, że np. wszyscy tak robią, poza tym prawo na to zezwala,
                                  otępienie — by odciąć się od winy, strachu, bólu — środki nasenne, przeciwdepresyjne,
                                  samoniszczenie się: promiskuityzm, zaburzenia jedzenia, alkohol, narkotyki, szybka jazda,
                                  agresja wobec partnera i żyjących dzieci,
                                  zaprzeczanie odpowiedzialności: „Ja niczego złego nie zrobiłam”,
                                  projektowanie: „To jego wina, nie moja.”,
                                  pomaganie innym, bez wcześniejszego gruntownego rozwiązania własnych konfliktów, co przyczynia się do ich pogłębienia,
                                  wielokrotne spowiadanie się z tych samych grzechów, często u różnych księży,
                                  hipochondria — nieustanne skargi fizyczne i psychiatryczne,
                                  granie „twardziela”: „Nic mnie nie rusza.”,
                                  ponowne odtwarzanie tragedii,
                                  zachęcanie innych (np. koleżanki, dzieci) do dokonywania tych samych wyborów, co ma potwierdzić słuszność własnego postępowania,
                                  przyjmowanie filozofii New Age: „Dziecko przed swym poczęciem samo decyduje o swym losie, że np. będzie abortowane. To jego wina.” ,
                                  reinkarnacja: „W następnym życiu może będzie lepiej. Teraz z powodu karmy, nic nie można na to poradzić”
                                  wpływ mediów: „Po prostu zapomnij i idź do przodu”,
                                  rytualne oczyszczanie — mycie rąk lub sprzątanie domu,
                                  samobójstwo, jako szybki akt lub powolny proces,
                                  religijne „bandaże”: „Obyś tylko wierzył, a wszystko będzie OK.”,
                                  odczłowieczanie: „To nie dziecko, a płód”.

                                  Mechanizmy obronne zawodzą, gdy kobieta, która usunęła ciążę:
                                  widzi dziecko w wieku w jakim byłoby jej własne zabite,
                                  gdy widzi inne matki z dziećmi,
                                  kolejny raz jest w ciąży,
                                  w rocznicę aborcji,
                                  gdy żyjące dzieci wchodzą w fazę prokreacji albo mają własne dzieci,
                                  w rocznicę niedoszłych urodzin dziecka.

                                  Depresja to częsty objaw Zespołu Poaborcyjnego. Może spowodować załamanie się układu immunologicznego co zwiększa prawdopodobieństwo infekcji oraz nowotworów. Może doprowadzić do myśli i czynów samobójczych. Pojawia się niekiedy patologiczna identyfikacja ze zmarłym, znaczna ambiwalencja wobec niego oraz nieuświadomiony gniew. Żal patologiczny i depresja często objawiają się w podobny sposób.

                                  Żal patologiczny to długotrwały stan objawiający się nieumiejętnością przebaczenia sobie, Bogu, lekarzom, partnerowi; niskie poczucie własnej wartości, poczucie porażki życiowej, spadek masy ciała, płacz, odosobnienie się, bezsenność, drażliwość, osłabienie popędu płciowego, trudności w skupieniu uwagi i może doprowadzić do klinicznej depresji.

                                  VI. Zaburzony sen

                                  Kobiety mają koszmary senne (czyli przerażające marzenia senne, podczas których człowiek niekiedy się budzi), mogące pojawić się o każdej porze nocy, w których słyszą krzyk dziecka lub widzą je. Boją się zasnąć i cierpią na bezsenność. Często proszą lekarzy o coraz to większe dawki lub nowe środki nasenne. Niektóre z nich skracają fazę snu REM odpowiedzialną za powstawanie marzeń sennych, których całkowity brak może doprowadzić nawet do zaburzeń psychotycznych. Jest to niekorzystne, ponieważ marzenia senne to cenne źródło informacji przekazywanych przez podświadomość .
                                  VII. Lęk

                                  Kobiety, które usunęły ciążę, przeżywają strach przed kolejną ciążą i przed codziennymi obowiązkami rodzicielskimi. Obawiają się kolejnych trudności i niepowodzeń. Pojawić się mogą: nadmierna nieśmiałość, potrzeba ciągłego upewniania się, znaczne napięcie i niezdolność odprężenia się. Przyczynia się to do powstania lękowych więzi z partnerem i dziećmi.
                                  VIII. Niemożność obdarzenia zaufaniem

                                  Kobiety nie są w stanie obdarzyć zaufaniem swoich bliskich (męża, dzieci). Nie uznają żadnych autorytetów moralnych i społecznych (prawo, medycyna, Bóg). Przestają też ufać sobie. Pojawia się dojmujące uczucie słabości, bezradności i beznadziei.
                                  IX. Ponowne odtwarzanie tragedii

                                  Często kobieta, która usunęła dziecko, decyduje się później na kolejne aborcje, w nadziei, że tym razem zrozumie przyczyny tragedii a ponownie wystawiając się na źródło lęku przezwycięży strach. Niekiedy w tym przekonaniu jest upewniana przez różnych „doradców” zalecających kolejne przerwanie ciąży, co rzekomo ma doprowadzić do osłabienia objawów Zespołu Poaborcyjnego.
                                  X. Choroby psychosomatyczne

                                  W wyniku aborcji kobiety mogą cierpieć na wiele chorób psychosomatycznych, takich jak: anoreksja, bulimia, astma, reumatoidalne zapalenie stawów. W rocznice aborcji często odczuwają (bez przyczyn organicznych) — bóle piersi, miednicy i brzucha.
                                  XI. Choroby psychiczne

                                  Wśród chorób psychicznych które między innymi mogą być skutkiem zabicia dziecka należy wymienić schizofrenię, psychozę maniakalno-depresyjną, zespoły natręctw. Dokonanie aborcji, zwiększa sześć razy niebezpieczeństwo samobójstwa. Aborcja jest przeciwwskazana w chorobach psychicznych.

                                  Podsumowanie Zespołu Poaborcyjnego
                                  kobieta decydując się na aborcję często nie zdaje sobie sprawy z jej następstw;
                                  kobieta jest manipulowana przez media i otoczenie — utwierdza się ją w przekonaniu, że postępuje dobrze;
                                  broniąc się przed zamętem – posługuje się mechanizmami obronnymi;
                                  w jej podświadomości żyje obraz zgładzonego dziecka;
                                  przeżywa wiele indywidualnie nasilonych konfliktów; "

                                  Zobacz ile rzeczy pasuje do twojej sytuacji, to wszystko zaślepia Ci jasność myślenia i podjęcia właściwej decyzji zobacz jakie sa konsekwencje aborcji nie wrócisz po tym jak ty to mówisz- do żywych... kochana wręcz odwrotnie ratuj sie póki jeszcze możesz dobrze wybrac

                            • 3aleale Re: Samaniewiem! 08.06.11, 00:35
                              Daj sobie pomóc, już niewiem jakich słów użyć żeby Cię przekonać, to co teraz czujesz minie, spróbuj kontaktu skoro okazja się nadarza, wszystkie kobietki tu strają się Ci pomóc wybrać dobrze żebyś byla szczęśliwa. Dasz radę pokonasz trudności nie nastawiaj się że to będzie niechciany dzidzus bo niewiesz co do niego poczujesz jak juz bedzie na świecie..
                              nie zamykaj się w tej decyzji o aborcji, wiem ze jest tak ci latwiej bo jbo tez mialam ze jak podjelam decyzje czulam sie lepiej bo juz nie musialam o tym myslec... ale to jest tylko zludzenie... Ta aborcja to nie jest tak naprawde to czego chcesz uwierz teraz zaślepia cię strach iprzed zmianami odpowiedzialnoscią gdy to wszystko opadnie sama uświadomisz sobie że nie chciałaś tej aborcji nie bylas w pelni swiadoma co robisz przez ten ogrom emocji ktory teraz Toba miota i Ci wszystko zaślepia... poradzisz sobie zobaczysz daj spobie czasu spojrzysz na to inaczej wcale nie musi byc tak ze cala ciaze bedziesz sie tak czuc, czujesz sie tak bo miotasz sie miedzy dwoma wyborami gdy podejmiesz decyzje poczujesz się lepiej z tym że decyzja o aborcji poprowadzi cię w dół. teraz myslisz ze to lepsze lub mniej złe wyjscie- to nieprawda!! obyś nie musiala sie o tym przekonywac... wybierz dobrze poki mozesz te dziecko naprawde moze dac ci szczescie dlaczego piszesz tak czarne scenariusze uwierz ze zadna z twoich najczarniejszych wizji ktore teraz sobie wkręcasz w głowę nie jest nawet w polowie tak zła jak to co będzie sie działo z Tobą po aborcji. Dasz radę zobacz ile ludzi jest za Tobą od lat się nie modliłam dziś pomodlę się za Ciebie żebyś tylko wybrała dobrze, jesli nie usuniesz będziesz szczesliwa teraz o tym niewiesz ale tak bedzie, usuwając zgotujesz sobie pieklo na ziemi ktore nie bedzie trwalo krotko to juz jest na całe zycie prosze Cie daj sobie pomoc spotkaj sie z ludzmi pojdz chociaz raz do psychologa.. spróbuj! znajdz sobie chociaz troche siły na to, wiem że w stanie w jakim jestes to bardzo trudne ale to może uratować Twoje życie bo o to się tutaj rozchodzi o Ciebie. Uwierz ze nie jest to na zasadzie że jesteśmy takimi zaślepionymi milośniczkami małych dzieci i ich obrońcami, tu chodzi o CIEBIE tylko o ciebie... tu chodzi o to bys nie zmarnowala swojego zycia takim błędem... żebyś jeszcze miała szansę na szczęście.. wyjdziesz z tego stanu, pozwól sobie pomoc, aborcją wpakujesz się w o wiele gorsze bagno...
    • iktoto Re: Blagam, pomozcie... 08.06.11, 08:07
      burza odcięła mnie od internetu.
      jedyne co mogę napisać : trzymam kciuki

      Monika
      • mama.rozy narzszcie! 08.06.11, 08:41
        samaniewiem-zrobiłaś niesamowity krok do przodu
        gratulacje
        trzymaj się dzielnie,masz już obok siebie kogoś bliskiegosmile
        krok po kroku,pomału
        • 3aleale Re: narzszcie! 08.06.11, 10:59
          Również trzymam kciuki !!! Wspaniale ze udało się spotkać! Kochana dasz radę !!!!!
          • margaretka248 Re: narzszcie! 08.06.11, 11:19
            Kochana, dasz radę
            Przeżyłaś dziewięć miesięcy w brzuchu matki,szczęśliwie się urodziłaś,nie były Ci straszne pierwsze kroki,potłuczone kolana,zaczepki kolegów z pierwszych klas,Dałaś sobie świetnie rade w szkole i robisz to co lubisz .I wiesz co? Myślę sobie, że ze złamanym sercem też dasz sobie świetnie rade....Wszystkie jesteśmy z tobą. Ufam, że zwyciężysz, Małgosia smile


            Siłę i ambicje masz
            woli walki Ci nie brak
            nie jesteś tu sam
            ziom ja też tak mam
            wiem , że rade dasz
            wystarczy dobry start
            sezon zacząć tak
            z myślą , że jestem czegoś wart
            nie ziom to nie jest fart
            że tu gram , że tu jestem
            i nie jestem jakimś leszczem
            co nad życiem uklęknie
            zrobi rachunek sumienia
            i po prostu odejdzie.
        • 3aleale Re: narzszcie! 08.06.11, 11:13
          Tak pomyslałam, może to głupie ale czy wchodziłaś na serwisy zrobione dla polaków w stanach? Są to w prawdzie serwisy randkowe, ale przecież nie trzeba tam szukać faceta, można po prostu poznać więcej polaków z np. chicago gdzie mieszkasz, kolezanke, znajomych. Zerknij jesli chcesz ja mieszkając rok za granicą dzięki temu poznałam kilku przyjaciół. Podaję stronki:

          http://www.polskieserca.com/?__utma=1.1071487313.1299922903.1300105581.1307523792.5&__utmb=1.2.10.1307523792&__utmc=1&__utmx=-&__utmz=1.1300105581.4.3.utmcsr=zalacznik.wp.pl|utmccn=(referral)|utmcmd=referral|utmcct=/05/d687/listHTML.html&__utmv=-&__utmk=200151598

          polishdating.us/
          Pozdrawiam jeszcze raz i trzymam kciuki otaczaj się pozytywnymi ludźmi jak tylko możesz
    • panna_z_nikad Kochana Samaniewiem 08.06.11, 13:27
      Ja juz sie udzielilam w tym watku i nic wiecej na ten temat nie napisze. Strasznie sie ciesze czytajac Twojego ostatniego posta, bo jakos zabrzmial ciutke optymistycznie. Jestem sercem i myslami przy Tobie. I choc z modlitwa roznie u mnie, to jednak obejmuje Cie i Twoje dzieciatko modlitwa, bo wiem, ze tylko to teraz moze pomoc.
      • nowako-wa Re: Kochana Samaniewiem 08.06.11, 14:22
        Ja też wyczułam w Twoim poście radość i nadzieję...
        Bez nadziei nie da sie żyć....
        Nie odcinaj się od osób , które chcą Ci pomóc- wręcz szukaj pomocy- bo sama nie jesteś w stanie wyjść z tego błędnego koła....
        I bardzo Cię cieszę ,że spróbowałas się pomodlić- modlitwa zawsze daje siłę...
        I daj sobie ten niezbędny czas, nabierz chociaż przez kilka dni dystansu, porozmawiaj w realu i wtedy jeszcze raz oceń swój problem....
        Co nagle to po diable wink
        • sabina211 Re: Kochana Samaniewiem 08.06.11, 18:43
          Ja też się ucieszyłam po przeczytaniu wiadomości. Mam nadzieję, że podejmiesz decyzję zgodną z własnym sumieniem, a nie podyktowaną rozpaczą. Bycie samotną matką (byłam nią przez 3 lata) to rzeczywiście nie miód i orzeszki, ale też nie droga przez mękę, jakbyś chciała to widzieć. Poza tym jestem najlepszym przykładem, że samodzielne macierzyństwo to nie fatum na całe życie. Też modlę się za Ciebie i Twoje dziecko. Jak już pisałam po części widzę siebie sprzed 10 lat, choć ja szukałam przyjaznych ludzi od początku, byłam w kraju itd...Poza tym bardzo pomógł mi lekarz, który widząc moją wystraszoną minę i wysłuchawszy deklaracji, że nie wiem jak to będzie, że ciąża jest nieplanowana, powiedział tylko: spokojnie, będzie dobrze...Niby nic takiego, ale wlało to we mnie nadzieję. I za tę reakcję na początku i za styl prowadzenia tamtej ciąży (od strony medycznej, ale też głęboko ludzkiej) do dziś jestem doktorowi wdzięczna. Zmień może lekarza na kogoś, kto nie dołuje, tylko krzepi, co nie znaczy słodzi...
          Trzymam kciuki, pozdrawiam. Dla mnie też jesteś ważna. Dzięki Twojej historii wróciło do mnie wiele emocji sprzed 10 lat...
          • samaniewiem31 Re: Kochana Samaniewiem 08.06.11, 19:18
            Wiem, ze na zabieg jeszcze jutro nie pojde, chce go odwolac do piatku, chociaz nie wiem czy dobrze robie... Ale chodzi o to, umknelo mi to wczesniej, ze ja gdybym zdecydowala sie na utrzymanie tej ciazy, to musialabym zostac w tym kraju jeszcze pare lat, a ja chce stad wracac jak najpredzej.... Zle mi sie tu wszystko kojarzy. A tylko zostanie tutaj gwarantowaloby mi pomoc finansowa ojca dziecka, o ile oczywiscie to prawda co on mowi.... Z dzieckiem nie ma mowy zebym wrocila do Polski, a za pare lat tez sobie juz tego nie wyobrazam.... Wiadomo jak w Polsce ciezko samotnej matce, znalezienie zlobka graniczy z cudem, przedszkola drogie. Mysze myslec realnie. Z drugiej strony, boje sie, ze kiedys byc moze bede pragnela dziecka, z czysto egoistycznych pobudek zapewne, bo np. moge czuc sie samotna i wtedy tez juz bedzie za pozno....

            Pozatym jaki sens psychoterapii w ciazy, ktora mialaby na celu pomoc mi pogodzenie sie z nia, jak ja sie ciagle modle o poronienie i modlic o to nie przestane. Mysle, ze psychotorepia po aborcji moze lub nie, byc tak samo skuteczna/lub nie, jak przy utrzymaniu ciazy. I tu i tu nikt nie da gwarancji, ze mi to pomoze lub nie pomoze.
            • mama.rozy Re: Kochana Samaniewiem 08.06.11, 19:48
              tak,tylko jeśli podczas psychoterapii dojdziesz do wniosku,że aborcja jednak nie zapewnia świętego spokoju to będziesz miała jeden problem-czasu nie cofniesz
            • ela696 Re: Kochana Samaniewiem 08.06.11, 19:51
              Jutro w Chicago o 19 jest comiesieczna Msza o uzdrowienie i o uwolnienie ze specjalną
              adoracją i modlitwą z nakladaniem rak kaplanskich. Poza tym jest mnósto ludzi tam na miejscu, któzy chcą Ci pomóc, nie opuszczą Cię. Już modlą się za Ciebie. Patrycja działa cały czas.
              Dlaczego nie chcesz się z nimi spotkać?
              Idź to szansa dla Ciebie, co Ci szkodzi.
              Nie myśl o tepapii po aborcji ale TERAZ póki szansa na Twoje szczęście i pokój duszy. Ratuj się.
              • samaniewiem31 Re: Kochana Samaniewiem 08.06.11, 19:58
                Elu, ja juz postanowilam... Na msze chetnie jutro pojde... Po zabiegu... Mam nadzieje, ze jesli to zrobie to rowniez ktos mi pomoze
                • ela696 Re: Kochana Samaniewiem 08.06.11, 20:02
                  Czyli się zabezpieczasz żeby później nie zwariować? Liczysz na pomoc ale nie teraz tylko potem?
                  Dlaczego dziś nie chcesz się spotkać z psychologiem?
                  • samaniewiem31 Re: Kochana Samaniewiem 08.06.11, 20:06
                    Nie zabezpieczam sie, przeciez nikogos nie zmusze jesli usune zeby ktos mi pomogl. Wiem jak sie patrzy na takie kobiety, co innego pomagac ciezarnej, a co innego takiej, ktora usunela... Cokolwiek sie zdarzy, czy mi ktos pomoze czy nie, to chce isc na psychoterapie, bo sama tej aborcji nie uniose...
                    • ela696 Re: Kochana Samaniewiem 08.06.11, 20:13
                      Czy jest ktoś, coś co by odwiodło Cię od aborcji? Gdybym mogła poniosłabym ten krzyż za Ciebie...
                      Nie bierz tego świństwa dzisiaj.
                      • ela696 Re: Kochana Samaniewiem 08.06.11, 20:18
                        Masz możliwość iść dzisiaj do psychologa, spotkać się z ludźmi, którzy chcą Ci pomóc.
                        Dlaczego nie chcesz?!
                        Zrób to dla siebie, dla nas bo my tu walczymy, cały czas walczymy...
                        • samaniewiem31 Re: Kochana Samaniewiem 08.06.11, 20:24
                          Elu, psycholog nie wzbudzi we mnie checi posiadania niechcianego dziecka i nie przekona mnie w jeden wieczor do chcenia niechcianej ciazy i potem do wychowywania dziecka... Moge tam pojsc zeby nie miec wyrzutow sumienia, ze nic nie zrobilam, ale zaden psycholog przeciez mi nie powie rob tak czy inaczej.
                          • ela696 Re: Kochana Samaniewiem 08.06.11, 20:31
                            Idż skarbie idź.
                      • samaniewiem31 Re: Kochana Samaniewiem 08.06.11, 20:21
                        Raczej nic, probowalam wszystkie warianty analizowac, naprawde.... Chyba tylko milosc jakiegos czlowieka moglaby mnie uratowac, oczywiscie dwustronna... Chyba tylko taka sytuacja
                        • nasturcja0-1 Re: Kochana Samaniewiem 08.06.11, 20:57
                          Obserwuję wątek z zainteresowaniem i postanowiłam sie zalogować by wtracic swa opinię. Sama nie jestem przeciwniczką aborcji, ale uwazam, ze w tej właśnie sytuacji, przy twojej konstrukcji psychicznej powinnas urodzic i oddać do adopcji ze wskazaniem. Mogłabyś obserwować jak twoje dziecko sie rozwija, gdyby nowi opiekunowie dziecka byli zamoznymi ludzmi, mogliby cie wspierać finansowo jako matkę ich wychowanka. Skoro juz teraz masz wątpliwości, pomyśl co może sie stać później - po prostu dokonaj takiej "umysłowej symulacji" tego jak się bedziesz czuła po aborcji, a niestety, skoro sama wiesz, ze będziesz miała wyrzuty sumienia i jesteś słaba psychicznie, moze cie czekać wiele lat wyrzutów sumienia. Po prostu dla dobra własnej psychiki postanów sobie, że urodzisz - powiedz o tym swemu partnerowi bo będzie to niejako pewien punkt zwrotny w całej tej historii - wyartykułowany zamiar zachowania ciąży, gdy to zrobisz, bedzie trudniej (psychologicznie) podjac decyzję przeciwną. Opinią ludzka sie nie przejmuj, zawsze możesz wyjechać na parę miesiecy do innego miasta gdzie będziesz oczekiwała na poród. Taka jest moja rada, podyktowana wyłącznie faktem posiadania przez ciebie takiej a nie inne konstrukcji osobowościowej.
                        • ela696 Re: Kochana Samaniewiem 08.06.11, 21:58
                          Przełóż tez zabieg, idż dziś do psychologa. Bierz telefon i dzwoń, już umówiona jesteś.
                          • samaniewiem31 Re: Kochana Samaniewiem 08.06.11, 22:31
                            nie da sie przelozyc zabiegu....
                            • ela696 Re: Kochana Samaniewiem 08.06.11, 22:56
                              Jak to sie nie da? Nie rozumię, nie pasuje Ci termin i juz. Ma prawo Ci cos wypaść.
                              A może do mamy zadzwoń? Co ty na to?
                        • nasturcja0-1 Re: Kochana Samaniewiem 08.06.11, 23:20
                          Może poszukaj sobie np. na jakiejs dating site jakiegoś mężczyzny, poszukaj najlepiej wśród samotnych ojców bo jechalibyscie na tym samym metaforycznym wózku i spróbuj z nim zwiazku. Jego wsparcie dodałoby ci siły na czas ciąży.
                • 0oo.oo0 Re: Kochana Samaniewiem 08.06.11, 20:05
                  Nie wiem, czy będąc Bogiem bym Ci to wybaczyła, bo co innego jak ktoś robi to w szoku, albo nie mysli o konsekwencjach, a Ty wiesz o nich, od poczatku Ci najbardziej przeszkadzają, a jednak chcesz to zrobić, zbrodnie popełnione z premedytacją sądy ostro osądzają, nie wiem, jak robi to Bóg, nikt tego nie wie. Ale skoro chcesz być blisko Boga, modlisz się i zdajesz sobie z tego sprawę, to dlaczego nie chcesz poświęcić nawet 20 lat męczarni tutaj na ziemi z dzieckiem, dla wieczności w niebie?
                  • iktoto Re: Kochana Samaniewiem 08.06.11, 22:17
                    samaniewiem, pójdź na nakładanie dłoni, sama korzystam z tego typu modlitwy i jest to niesamowite uczucie. można wiele uzyskać, wiele odczuć, zobaczyć, usłyszeć jakieś słowa poznania skierowane wyłącznie dla Twojej duszy na daną chwilę najważniejsze. mnie takie słowa uderzyły kilkakrotnie z wielką mocą, były trafne i dla mnie, aż usiadłam smile. w każdym momencie życia warto skorzystać z takiej modlitwy.
                    jeśli zamierzasz pójść na zabieg to tym bardziej pójdź na modlitwę przed zabiegiem!!!!!

                    Monika
                    • iktoto Re: Kochana Samaniewiem 08.06.11, 22:18
                      i oczywiście życzę Ci, abyś nigdy nie była po zabiegu
                      • samaniewiem31 Re: Kochana Samaniewiem 08.06.11, 22:33
                        modlitwa jest juz wieczorem,a zabieg rano, nie da sie go przesunac...
                        • iktoto Re: Kochana Samaniewiem 08.06.11, 22:41
                          ja nie widzę problemu, idziesz do pani (pana) ginekolog, mowisz że na obecna chwilę odwołujesz zabieg bądź go przesuwasz, potem idziesz na modlitwę.
                          nie wiem w czym widzisz problem? tu go nie ma

                          dobrej nocy
                          Monika
                        • nasturcja0-1 Re: Kochana Samaniewiem 08.06.11, 22:43
                          Ale mogłabyś całkiem z niego zrezygnować i to właśnie byłby ten punkt zwrotny, o którym pisałam - po prostu mogłabyś tak psychologicznie oszukać niejako samą siebie, że możesz załatwic zabieg kiedy indziej, a tak naprawdę to byłoby to trudne i długotrwałe, tym bardziej, że nie mogłabyś sie zmusic do tego psychicznie. Czas przeznaczony na aborcje by upłynał. Mogłabys oddać dziecko do adopcji ze wskazaniem, jak mówiłam, a po wszystkim mogłabyś sobie podwiazać jajowody. Zreszta kto wie, moze w tym czasie doszłoby do naturalnego poronienia, tym bardziej,ze pisałaś, ze cos tam sie odkleja.
                        • nati1011 Re: Kochana Samaniewiem 08.06.11, 22:57
                          nie da czy nie chcesz?

                          Martwisz się że MY NIE BEDZIEMY CHCIAŁY CI POMÓC po aborcj? My po prostu wiemy, że po aborcji nie bedziemy w stanie ci pomóc.

                          Napiszę to wprost: tobie chyba bardziej od psychiatry przydałby się egzorcysta. Już dziś posunęłaś się bardzo blisko przepaści. Jeżeli dokonasz aborcji moze okazać sie, zę nikt nie zdołą cie juz z tej przepaści wyciagnąć.
                          cierpienie w trudnej ciaży może być potworne - ale zapewniam cię, ze łatwiej je przetrzymać przez kilka miesiecy - niż takie same lub gorsze PO aborcji. Ciąży zostało ci zalewdwie 7 miesiecy. zycia - prawdopodobnie - o wiele dłuzej. czy bedziesz w stanie to zniesc? nie dostaniesz magicznych tabletek na ból duszy. ani teraz ani po - ewentualnej - aborcji. I teraz i potem będziesz musiała sama pokonać swoje leki. z pomoca specjalisty. ale nie ma żadnej magicznej metody. z tej depresji beziesz wychodziła powoli. nawet gdybyś miała cierpieć do końća ciaży - choć zakłądam, ze jak sie z nią pogodzisz to odczujesz ulgę, to w najgorszym wypadku za kilka miesiecy nastąpi definitywny kres meki. po aborcji cierpienie nie bezie miało daty zakończenia. mozę trwać latami.
                          • samaniewiem31 Re: Kochana Samaniewiem 08.06.11, 22:59
                            skad pewnosc, ze bede cierpiec po aborcji, skad... Moze jak jestem na nia zdecydowana, to bede mniej cierpiec. Tylko na tym forum wszyskie piszecie, ze po tym sie cierpi...
                            • nati1011 Re: Kochana Samaniewiem 08.06.11, 23:02

                              samaniewiem31 napisała:

                              > skad pewnosc, ze bede cierpiec po aborcji, skad... Moze jak jestem na nia zdecy
                              > dowana, to bede mniej cierpiec. Tylko na tym forum wszyskie piszecie, ze po tym
                              > sie cierpi...

                              sama próbujesz się oszukać. myślisz, ze jesteś pierwsza? wiele juz tu takich było. i nie tylko na tym forum.
                            • nati1011 Re: Kochana Samaniewiem 08.06.11, 23:11
                              wiesz - mnie skończyły się juz argumenty.

                              Kobieto, masz 31 lat a nie 16. czas wydorośleć. jeślii chodzi o mnie, to od nas dostałaś wszystko co mogłaś dostać. Skoro jesteś madrzejsza, wiesz lepiej to skacz w tą przepaść.
                              ostrzegam jednak - nie sądzę byśmy były w stanie pomóc ci po aborcji. I nie dlatego, ze nie bedziemy chciały. po prostu moze okaząć się to niewykonalne.
                            • nasturcja0-1 Re: Kochana Samaniewiem 08.06.11, 23:14
                              Cierpienie w ogromnym stopniu jest wymodelowane kulturowo, w czasach gdy skrobanka była wykonywana nagminnie, duzo mniej kobiet niz teraz miało jakies "syndromy". Jest absolutną nieprawdą, ze kazda kobieta cierpi, ale jestes na takim forum, które powstało właśnie dla takich kobiet i to taki poglad sie tu lansuje na siłę - że dotyczy to kazdej. Zreszta to cierpienie ma swe zródło w tym, że zatrzymany został pewien proces, że kobieta chciałaby zobaczyć na kogo wyrosłoby jej dziecko gdyby go nie wyskrobała na etapie płodowym, a nie moze tego uczynić, że chciałaby to dziecko mieć przy sobie bo należy ono do niej a nie nikogo innego - ot, czysto racjonalna, biologiczna, egoistyczna postawa, na bazie której powstała cała ta nadbudowa duchowosci smile. Tobie jednak doradzam utrzymanie ciaży właśnie z uwagi na to jaka masz słaba konstrukcje psychiczną, o czym zreszta sama pisałaś - sama napisałaś, ze cierpiałabyś po aborcji, tym bardziej, ze jesteś religijna - ja absolutnie nie jestem, ale tu pozwole sobie na małą manipulację psychologiczną - wejdz na podany tu przez kogoś link o Glorii Polo i poczytaj smile Sądzę, ze z uwagi na to, że jestes właśnie taka jak opisałas, zapadniesz z ogromnym prawdopodobienstwem na ten syndrom (będacy w istocie odmianą PTSD) i dlatego tez lepiej bedzie gdy ciaże zatrzymasz i oddasz dziecko do adopcji ze wskazaniem jakiejs zamoznej rodzinie, ukrywajac sie na czas ciaży w innym mieście.
                      • mama.rozy zastanów się 08.06.11, 22:39
                        czego Ty w ogóle chcesz
                        dopieszczenia,bo miałaś nieudane życie?
                        mamy Ci znaleźc faceta,bo tylko to Cię powstrzyma?
                        no pomyśl-kompletnie nic nie robisz,żeby sobie pomóc.masz dziewczynę,która dla Ciebie zawala noc i rodzinę-to za mało.masz linki do psychologów i fundacji-totalny olew.
                        masz wizytę u psychologa-i nic.
                        za to oczekujesz wsparcia w każdej decyzji,jeszcze pisząc,że pewnie Ci juz nie pomożemy jak będziesz po
                        dziewczyno
                        to forum widziało tu wiele rzeczy i niewiele jest nas w stanie zaskoczyc
                        z kolei my jesteśmy w stanie zrobic dużo,żeby pomóc
                        ale dorosnąc musisz sama
                        nikt Cie siłą nie zawlecze do psychologa,psychiatry,szpitala
                        taki już los człowieka-ma wolny wybór
                        jeśli dotychczasowe rozmowy kompletnie nic Ci nie dały,to bardzo mi przykro,ale my już więcej nic nie możemy zrobic
                        niektóre z nas się będą modlic za Ciebie,za dziecko
                        ale z decyzją tak naprawdę zostaniesz sama
                        na całe życie
                        • samaniewiem31 Re: zastanów się 08.06.11, 22:51
                          nie moge zmienci terminu. Lekarka i tak poszla mi na reke, bo oni to potraktuja jak poronienie w toku. Nie bede miec w papierach aborcji. Ona mi przepisala te tabletki, ktore wywolaja krwawienie, a jutr wyczyszczenie reszty. Dlatego nie moge przelozcy, mialam na to tydzien czasu,
                          Tak, zostane z tym sama, czy usune czy nie, i sama zostane z ciaza tez, nawet mimo pomocy, psychicznie nikt mnie nie uwolni od nichcianego dziecka juz d o konca zycia
                          • mama.rozy Re: zastanów się 08.06.11, 22:58
                            bzdura
                            i co-będzie Ci lepiej,bo w papierach będzie jako poronienie?wyczyszczenie reszty?Ty sobie zdajesz sprawę z tego,co wyczyszczą?
                            nikt ci nie każe zostawiac dziecka,wiele razy przewijał się tu temat adopcji/rodzin zastępczych
                            ale wolisz zabic,niż oddac innym
                            odrzucasz wszystko,co wymaga od Ciebie zaangażowania,wyjścia poza swój krąg problemów
                            to dziecko nie jest niczemu winne,a Ty się zachowujesz ta,jakby było Twoim największym wrogiem
                            nie chcesz pomocy
                            chcesz usprawiedliwienia swojego egozimu
                          • nati1011 Re: zastanów się 08.06.11, 22:59
                            od dziecka się uwolnisz najdalej za 7 miesiecy. To od aborcji nie uda ci sie już nigdy uciec. naprawdę sądzisz, zę jak wpiaszą ci w karte poronienie to to cos zmieni? do konca zycia bedziesz zyc ze swiadomoscia, ze przerwałaś ciaże. przerwałaś życie, które w tobie rosło. potrafisz? jak juz dziś jersteś taka słaba?
                            • samaniewiem31 Re: zastanów się 08.06.11, 23:11
                              mysle, ze potrafie...
    • margaretka248 Re: Blagam, pomozcie... 08.06.11, 22:35
      kobieto ocknij się wreszcie z zimowego snu. Ty myślisz że z Bogiem podpisać umowę, że możesz go przechytrzyć - tak się nie da oszuukać Boga- jak on ma ciebie zrozumieć, jeśli jesteś taka zawzięta- a przecież niszczysz jego dzieło - to maleńkie stworzenie. Piszesz, że pomodlisz się po zabiegu - wtedy już nic ci nie pomoże.
      To twoja odpowiedzielaność. Zastanawia mnie dlaczego tu piszesz, jeżli już od samego początku wiedziałaś, że zabijesz bezbronne dziecko. Powiem ci, że nawet zwierzęta się tak nie zachowują.
      Ponad 200 odpowiedzi masz na nurtujące ciebie pytania. A ty nic - zapatrzona tylko w siebie: będę samotna, jak ja wycowam to dziecka, dzieci nie kocham, co ja zrobię jak ja urodzę??.
      A pomyśl, co zrobisz jak dokonasz aborcji???
      Nie wiem jak ci pomóc - to jest okropne uczucie, jak ci nic nie wychodzi.Chcesz pomagać, a tu człowiek spotyka się z odwetem na oferowaną pomoc.
      • ela696 Re: Blagam, pomozcie... 08.06.11, 23:04
        Nie będziesz sama, nawet nie wiesz ile osób w realu, tam na miejscu chce Ci pomóc. Teraz, przez całą ciażę i później. Tylko chcij.
        • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 08.06.11, 23:21
          Ela, chyba nie bede pierwsza osoba na tym forum, stajaca przed tak trudna decyzja, ktora napisze, ze zaluje, ze tu weszla. Dziekuje tym wszystkim, ktorzy sie za mnie modlili, za mnie, a nie za plod i ktorzy chociaz minimalnie mnie rozumieli, a nie oskarazyli czy straszyli. I Tobie Ela, ze dzieki Tobie moglam porozmawiac wczoraj z Patrycja...
          • ela696 Re: Blagam, pomozcie... 08.06.11, 23:30
            Wiesz dziewczynom nerwy puszczają, ale intencje maja dobre. Każda z nas jest inna ale mamy tu jeden cel. Zalezy nam na Tobie i nie chcemy byś cierpiała.
            Modlimy się dalej a Ty korzystaj ze wszystkich dobrodziejstw na miejscu, bo Patrycja całe Chicago poruszyłą.
            Troche dobrej woli.
            • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 08.06.11, 23:42
              zadzwonilam do matki, powiedziala ze ona mi nic nie doradzi, oczywiscie po co szlam do lozka i tak dalej... Raczej byla za tym zeby usunac..., bo dziecko bedzie sierota, no i jak mam nie kochac tego dziecka to lepiej nie urodzic....
              • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 08.06.11, 23:45
                jeszcze powiedziala, ze nie mam gwarancji, ze on mi da na dziecko, ze jak wroce do Polski no to ona moze wychowywac to dziecko, ale bez przekonania do powiedziala, pozatym jak Ci mowilam, nie dalabym takiemu czlowiekowi dziecka, ale ze znowu na starosc kto sie mna zajmie jak nie chce miec dzieci. Ogolnie byla beznamietna, obeszlo sie bez spazmow z zadnej ze stron, jeszcze spytala tylko ile zabieg kosztuje i to wszystko.
                • nasturcja0-1 Re: Blagam, pomozcie... 08.06.11, 23:51
                  Mozesz je dac do adopcji - ale koniecznie ze wskazaniem. Zresztą mogłabyś oddać dziecko jego ojcu, przecież mogłabyś je wtedy odwiedzac, zreszta skoro to taki majętny człowiek to by cie wspomagał finansowo, zreszta dziecko za twoja namowa by go o to prosiło jakbyś utrzymywała z nim kontakt. Za te pieniadze odziedziczone przez dziecko po ojcu mogłabyś na stare lata wynajac opiekunkę, własne dziecko by ci miało odmówic finansowania?
                  • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 09.06.11, 00:00
                    nie mam zadnej pewnosci, ze on bedzie placil, nie ufam mu. Jeszcze matka "sprzedala" mnie ojcu, on podobno tez powiedzial, ze zrobie co uwazam. Zupelnie maja w dupie....
                    • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 09.06.11, 00:02
                      ale czuje tez przez to takie przyzwolenie na zabieg...
                      • ela696 Re: Blagam, pomozcie... 09.06.11, 00:06
                        Oni muszą ochłonąć, pewnie to dla nich szok. Kieruj sie sercem, sumieniem. Co Ci podpowiada serce?
                      • 3aleale Re: Blagam, pomozcie... 09.06.11, 00:13
                        Kochana nie rób tego, doszukujesz się przyzwolenia... jakiś znków którw mają cię pchnąc ku wyborowi aborcji.. tak naprawdę szukasz usprawiedliwienia..

                        "Chyba tylko milosc jakiegos czlowieka moglaby mnie uratowac, oczywiscie dwustronna... "

                        a jeśli ta miłość przyjdzie za 7 miesięcy? jeśli po to test teraz twoja psychiczna męczarnia?
                        Po to byś miała to wynagrodzone za 7 miesięcy..?
                      • 3aleale Re: Blagam, pomozcie... 09.06.11, 00:21
                        Teraz mówisz "płód" bo tak Ci jest łatwiej, bo inaczej byś nie zniosła tego co chesz zrobić... To jest złudzenie. Doskonale wiem że teraz postrzegasz to dziecko jako "płód", "zlepek komórek". To później opadnie. Oworzą Ci się oczy tak szeroko.. To już nie będzie płód uświadomisz sobie że to było twoje DZIECKO a będzie to z hukiem i olbrzymim cierpieniem które nie mija. Przetrwasz te 7 miesiecy, będzie lepiej z każdym miesiącem jak już zaakceptujesz ciąże.. Życie po aborcji to nie jest życie kochana to umieranie każdego dnia... Piszesz- skad wiece że będe cierpieć. Też tak mówiłam. Będziesz. Nie da się opisać jak. Ratuj się kochana co moge jeszcze powiedzieć to jedyne wyjśćie... Bóg wynagrodzi Ci to cierpienie i ta niepewność, strach którt teraz przechodzisz - jeśli uczynisz dobro... Jeśli uczynisz zło uwierz to zniszczy Twoje życie to Ciebie zniszczy... Wybierz dobrą droge póki jeszcze możesz.. słuchaj serca niesłuchaj strachu i obaw... pomoc masz na wyciągnięcie ręki skorzystaj....
                    • nasturcja0-1 Re: Blagam, pomozcie... 09.06.11, 00:13
                      To oddaj do adopcji ze wskazaniem, nowi opiekunowie dziecka mogą cię wspomagać finansowo, będziesz miała trochę pieniędzy i satysfakcje, ze rozsiałas geny, ale nie musisz wychowywać bo ten obowiazek spadł juz na kogoś innego - poważnie, przy takiej słabej psychice jaka piszesz, ze masz, to na 99% aborcja skonczy sie cieżką depresja i myslami samobójczymi, taki obrót wydarzen zdaje sie niestety byc całkiem oczywistym w tej sytuacji. Zresztą zrób sobie symulacje w umyśle - wyobraź sobie, ze jesteś juz po, jak sie wtedy czujesz?
                      • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 09.06.11, 01:11
                        Odwolalam zabieg, nagralam wiadomosc na sekretarce, mam nadzieje, ze nie bylo za pozno i nie pociagna mnie za to dopowiedzialnosci finansowej, to jest jakies 2500 dolarow, ale ostatecznie jakos bym sobie z tym poradzila, nie ze mam takie pieniadze, tylko najwyzej by mnie scigali z agencji, ktora sie tym zajmuje, a zabrac nie maja mi czego, bo nic nie mam. To bez znaczenia.
                        Wiec ciesze sie, ze porozmawialam z matka, nawet z ojcem, ktory powiedzial, ze no sorry, ale nie bylismy razem na dobre i na zle wiec on teraz ze mna tez nie bedzie. Tylko dlatego do niego zadzwonilam, bo matka mnie oszukala i powiedziala, ze nikomi nie powie, a potem mnie poinformowala, ze do niego tez zadzwonila. Niewazne. Rozmowa z nia byla taka jak opisalam. Ona bardziej sie sklaniala ku aborcji, bo dziecko bedzie sierota, bo niewiadomo czy ojciec dziecka bedzie placil, bo przeciez szkola i kariera najwazniejsza. Szczerze? Spodziewalam sie czegos innego, moze nie entuzjazmu, ale tego, ze mi powie, ze to jest dar Bozy, ze to niewinna istotka, ze nie mam prawa usuwac... Nie, zadne takie slowa nie padly, bylo pragmatycznie i praktycznie. I wiecie co, ja podswiadomie czulam, ze ta rozmowa z nia pomoze mi w podjeciu decyzji, tylko sadzilam, ze bedzie mi przemawiac do mojego serca, do sumienia... Ale ona chyba nie ma swojego serca i sumienia, skoro tak jej latwo przyszlo lekka reka powiedziec, ze chyba lepiej aborcja... Moze nie wprost: "idz i to zrob", ale kierowanie rozmowy na takie tory. W kazdym razie nie poczulam zeby byla za tym zebym urodzila. I to mi chyba dalo, nie wiem na jak dlugo, ale taka sile, ze skoro tak, ze skoro i tak jestem sama sobie, ze nie mam co liczyc na rodzine (w zasadzie nigdy na nia nie liczylam w jakichkolwiek problemach), to sobie mysle, ze wlasnie pora miec swoja i uwolnic sie emocjonalnie od matki, ktora ciagle chciala kierowac moim zyciem. Zawsze myslalam, ze to jakis mezczyzna mnie od tego uwolni, a tu sie okazalo, ze to dziecko moje wlasne mi w tym pomoze... Boze, wiem ze bedzie ciezko, nie chce byc hurraoptymistka, to nie jest tak, ze ja nagle poczulam radosc i euforie, ale tak mi jakos lzej na sercu. Wierze w Boga, wierze ze w razie czego bedzie nade mna czuwal, zawsze w Niego wierzylam...
                        • ela696 Re: Blagam, pomozcie... 09.06.11, 01:42
                          Kochana i tego się trzymaj. Ja nie zątpiłam w Ciebie. Bóg Cię kocha, nie opuści Cię, będzie czuwał nad Tobą. Jest krąg ludzi przychylnych Tobie, bądź blisko nich.
                          Może jeszcze będziesz mieć różne lęki i wątpliwości (pewnie jescze wiele razy) ale bądź przekonana, że wybrałaś najlepszą z możliwych dróg. Masz jeszcze kilka ładnych miesięcy żeby oswoic się z ciążą, z myślą o posiadaniu dziecka. Może stanie się kolejny cud i pokochasz je nad zycie? Drogi Boże nie są naszymi drogami, są nieznane ale do NIEBA prowadzą.
                          Przytulam Cię, modle się i jestem gdybyś chciała...
                          Ela
                          • ela696 Re: Blagam, pomozcie... 09.06.11, 01:45
                            Aha!
                            Jasnowidz niech spada na drzewo!
                          • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 09.06.11, 04:35
                            Chcialabym Elu pokochac, tylko nie fanatyczna miloscia - zeby dziecku krzywdy nie zrobic. Jesli urodze i zostawie przy mnie, to chcialabym byc wyrozumiala i kochajaca matka, a nie bluszczem czy wyrodna. No i jesli mam je urodzic, to nie tylko dla siebie, ale i dla swiata. Pozdrawiam Cie serdecznie i wszystkich, ktorzy tu sie za mnie modlili i i wspierali. Nie raz mi sie lza w oku zakrecila....
                            • mama.rozy to zacznijmy inny temat... 09.06.11, 07:56
                              no dobrze
                              i teraz pójdziesz do jakiejś fundacji?żeby Cie wsparli,tak po prostu
                              w zasadzie najgorszy czas ciąży powoli się kończy,drugi trymestr jest o wiele łatwiejszy hormonalnie
                              tak na dzisiaj-czego potrzebujesz?
                              można juz pisac,że sie cieszymy,czy jeszcze czekac?
                              • margaretka248 Re: to zacznijmy inny temat... 09.06.11, 08:57
                                Gratuluje wyboru, Bóg w tej sytuacji napewno cie nie zostawi, ponieważ wybrałaś życie. smile Gdybyś czegoś potrzebowała postaramy się tobie pomóc. Jesteś wspaniałą kobieta, perła w ręku Boga.
                                Pamiętaj zawsze tu pisz, przejdziemy wszystkie przez całą twoją ciążę, aż do porodu i po porodzie będziemy z tobą- szczególnie cieszyć się tobą i twoim dzieckiem.

                                Przepraszam, że czasami tak ostro pisałam, ale nie chciałam cię sktykować, czy zrobić na złość. Poprostu zaczęło mi na tobie bardzo zależeć, czułam w sercu, że bardzo cierpisz, że rany ciągle ropiały i nie chciały się zagoić. myślę, że twoje cierpienie ma źródło jeszcze z dzieciństwa, bo miałaś wiele przykrych doświadczeń. Ale to co boli i ropieje- da się wyleczyć przez modlitwę, terapię i spowiedź.
                                Ja też mam wiele ran rapiejących z dzieciństwa, zapisałam się na terapię i chodzę, i myślę, że jak ją przejde, pozostaną tylko blizny. Pozdrawiam z pamięcią Małgosia.
                                • mama.rozy margaretka:) 09.06.11, 09:11
                                  na tym forum w zasadzie cieszymy się,jak ktoś nas obraża czy zarzuca różne rzeczy,bo to świadczy o tym,że jednak coś go rusza.przyzwyczaj się,po prostusmile
                                  • nowako-wa samaniewiem 09.06.11, 10:15
                                    Ja wciąż twierdzę,że kiedy "przyjmiesz"dziecko-poczujesz ulgę....
                                    Pamiętaj ,że nie ma sytuacji bez wyjścia- aborcja zamyka możliwości- urodzenie dziecka je otwiera....
                                    Pamiętaj ,że jak Cię bedą męczyły myśli w stylu:
                                    nie dam rady
                                    będę złą matką
                                    nie pokocham
                                    pomyśl:
                                    to oddam dziecko w dobre ręce....
                                    I tak utnij głupie myśli....
                                    Przejrzyj się w lusterku, zrób plan dnia i żyj, bo już teraz masz dla kogo...
                                    Szczena mi opada jak czytam ,że zdajesz sobie sprawe ,że Twoje dziecko może być ważne w planach Bożych, wartościowe dla świata- tzn o bardzo dużej mądrości , wrażliwości na Boże plany....o moją ciążę też była wielka batalia smile dziś patrzę na mojego 15-miesięcznego brzdąca i zastanawiam sie co dla Niej Bóg zaplanował....
                                    I pamiętaj ,że trudne warunki w dzieciństwie przyczyniaja się czesto do ukaształtowania wspaniałych charakterów- choćby Jan Paweł II- stracił matkę mając 8 lat, resztę rodziny jako 21-letni chłopak, a jaki człowiek z Niego wyrósł smile
                                    A Mała Arabka ?
                                    Była 13-tym dzieckiem, gdzie 12 braci jeden po drugi umierało- a Ona jako dziewczynka została sierotą...a jaka Swięta ?
                                    Sama wiem że najstarszemu synowi chcieliśmy zapewnić wszystko, bo stracił matkę w wieku lat 6- a tylko sie stoczył....więc nie patrz przez pryzmat ,że musisz zapewnić dziecku wysoki standart....
                                    Sory ,że odbiegłam od tematu....
                                    • bellagnos Re: samaniewiem 09.06.11, 11:02
                                      Tak a propo standardu i rzeczy materialnych , nie wiemy jaką decyzje podejmiesz, wiadomo jeszcze dużo czasu choć on baardzo szybko leci.
                                      Ja właśnie zaczynam kompletować wyprawkę dla dziecka ( termin na sierpień) , może być tak że wrócisz do Polski z dzieckiem dlatego postaram się te najpiękniejsze zostawić dla Ciebie a nóż się przydadzą smile
                                      • 0oo.oo0 Re: samaniewiem 09.06.11, 11:52
                                        To teraz musisz oficjalnie powiedzieć komuś o tej decyzji, zeby Ci samej było juz trudniej ją zmienić, niech to będzie ten nieszczęsny ojciec dziecka, czy Twoi rodzice. Ktokolwiek, ale zebyś to już mogła powiedziec na głos i to poczuć.
                                        • samaniewiem31 Re: samaniewiem 09.06.11, 12:14
                                          Ojcu dziecka powiedzialam, powiedzialam rowniez dwum kolezankom z Polski o tej decyzji. Wie Patrycja, wiecie Wy, pisalam tez na innym forum. Z oglaszaniem tego raczej sie wstrzymam do czasu, az ochlone i przyzwyczaje sie do sytuacji, ktora nie oczekujcie, ze od razu stanie sie dla mnie jakas radoscia. Narazie mam poczucie, ze postapilam zgodnie ze swoim sumieniem, reszta mam nadzieje, ze przyjdzie z czasem...
                                          • 3aleale Re: samaniewiem 09.06.11, 14:42
                                            SUPER !!!! Bardzo się cieszę gratuluje decyzji !!!!!! trzymaj się jej i nie puszczaj !!!!! Cudownie Kochana napewno przyzwyczaisz sie do ciązy oswoisz się i wtedy przybędzie i radości smilesmile Gratuluje 3mam kciuki za Ciebie i dzidziusia !!!!
                                      • samaniewiem31 Re: samaniewiem 09.06.11, 12:23
                                        Ten czas... chcialabym zeby zlecial szybciutko i byl juz styczen, naprawde. Zazdroszcze tego sierpniowego terminu smile W razie czego i jesli bede w Polsce, to upomne sie o te obiecane najpiekniejsze rzeczy wink ale jesli tam w Polsce znajdzie sie ktos bardzo potrzebujacy, to nie wahaj sie ani chwili. Zreszta szczerze mowiac narazie nawet nie mysle o takich sprawach, oswajac sie jeszcze bede z tym wszystkim, tak kroczek po kroczku.... Nie zrobie tego szybciej niz moze ktos inny by zrobil, przeciez w mojej glowie ostatnio byle tyle sprzecznych mysli, ciezko to tak szybko poukladac. Mam nadzieje, ze sie uda...
                                        • 0oo.oo0 Re: samaniewiem 09.06.11, 12:55
                                          Pewnie, że się uda. Ja mam rodzić w grudniu, więc mogę Ci pisać na bieżąco o rzeczach, które już należy zacząć sobie układać w głowie i życiu, bo jest termin na to smile
                                          Nie wiem jak to jest tam u Ciebie, ale musisz znaleźć lekarza prowadzącego ciążę, do którego będziesz chodziła przez cały czas i koło 12 tygodnia na usg trzeba iść, ono takie najważniejsze jest, bo się wady i inne takie rzeczy określa. No i grupe krwi swoją trzeba zawsze mieć przy sobie smile
                                        • panna_z_nikad Re: samaniewiem 09.06.11, 12:57
                                          Zdaje sie, ze podjelas najwazniejsza decyzje Twojego zycia. I bardzo madra. Twoje zycie bedzie wolne od roznych strasznych mysli, wypelnione radoscia. Jestes madra, silna, wyjatkowa kobieta. I z kazdym dniem bedziesz teraz silniejsza. Uwierz, nagroda bedzie wielka. To milosc na ziemi i wiecznosc w niebie.
                                          • mama.rozy Re: samaniewiem 09.06.11, 13:03
                                            wiesz co,pamiętam,jak w któreś mojej ciąży(mam trójkę dzieci) doszłyśmy do wniosku z koleżanką,że dobrze,że ciąża trwa tak długo-człowiek może się do niej przyzwyczaicsmile
                                            nie myśl o tym,co będzie za miesiąc,staraj się życ tak z dnia na dzień,planowac coś na najkrótszy termin
                                            ubranka,rzeczy dla dziecka,na to wszystko przyjdzie pora
                                            teraz dbaj o siebie
                                            jeśli wrócisz do Polski,będziemy na Ciebie czekacsmile
                                            • bellagnos Re: samaniewiem 09.06.11, 13:11
                                              No trwa trochę ale muszę powiedzieć że ja nadal nie mogę uwierzyć, szczególnie jak trzymam przypadkiem rękę na brzuchu a tu wielka kula się przesuwa.
                                              Oprócz lekarza i tych najbardziej potrzebnych spraw do załatwienia znajdź sobie jakieś hobby, coś co lubisz robić albo chciałabyś się nauczyć, mi lekarz poradził pływanie więc z wielkim strachem poszłam się uczyć i nie żałuje, malowałam też trochę obrazy może masz coś takiego co cie będzie rozwijać, w każdym razie polecam .
                                              • samaniewiem31 Re: samaniewiem 09.06.11, 17:18
                                                od rana mam telefony od matki, ze powinnam usunac, ze nie ja pierwsza i nie ostatnia to zrobie, ze nie mam zdrowia do ciazy, ze co ze szkola, ze nikt sie nie dowie jak to zrobie, jestem w szoku....
                                                Boze, i to pisze ktos kto slucha radia maryja, chodzi do kosciola, mial argumenty jak sie moj brat spotykal z rozwodka z dwojka dzieci, ze go Bog ukarze, ze bedzie sie w piekle smazyl, dziewczyne wyzywala od najgorszych. Po prostu rece mi opadaja, wszystko mi opada... A moze ona ma racje? to w koncu matka... Boze...
                                                • iktoto Re: samaniewiem 09.06.11, 17:35
                                                  Twoja mama ma problem z prawidłowym obrazem Boga. To, że slucha Radia Maryja jeszcze nic nie oznacza. To że chodzi do kościoła to nie oznacza, że jest prawdziwie wierzącym człowiekiem.
                                                  To, że jest matką nie oznacza, że ma rację!!!!!!!!!
                                                  Trudno jest zobaczyc własną matkę w takim świetle ale warto to zobaczyć, stanięcie w prawdzie otrzeźwia.
                                                  • bellagnos Re: samaniewiem 09.06.11, 19:22
                                                    Tak to prawda że ma nieprawidłowy obraz Boga, jeśli zadzwoni powiedz jej by spytała co jej radzą w radiu Maryja na ten temat.
                                                    Po drugie to częste, że niestety rodzice wchodzą z butami w życie dzieci , tu na forach gazety widziałam kilka podobnych wątków, teraz to będzie czas dla Ciebie by odciąć pępowinę, na to by zachowanie mamy w stosunku do Ciebie nie rzutowało na wybory w życiu. To też jest element wkroczenia na nową drogę życia, ja też musiałam w pewnym momencie się postawić mamie. Nie oznacza to, że jej nie szanujesz. Mi pomogła bardzo książka pt."Urzekająca" Stasi Eldredge można ją ściągnąć za darmo z chomika. Jeśli będziesz zainteresowana a jej nie znajdziesz napisz na priv poszukam i wyślę ci linka.
                                                • nowako-wa Re: samaniewiem 09.06.11, 20:33
                                                  No cóż matka to klasyczny przypadek "modli się przed figurą a diabła ma za skórą"
                                                  Dla Niej bardziej liczy sie co ludzie powiedzą niz szczęście własnej córki...
                                                  dlatego nie możesz sie sugerować jej radami - chyba że chcesz skończyć tak jak Ona...
                                                  Nikt nie musi wiedzieć- wystarczy że będziesz wiedziała Ty i Bóg- piekiełko gotowe....a po aborcji tym bardziej sie cierpi że nikomu nie można powiedzieć i trza udawac- to jest nie do zniesienia....
                                                • nienienie_85 Re: samaniewiem 09.06.11, 21:20
                                                  jesteś w takim stanie, że jesteś podatna na różne manipulacje, nie daj się, uspokój się (przynajmniej się postaraj) i przemyśl to jeszcze raz na chłodno. Nie czujesz nic do dziecka, nie chcesz go, ok... ale obraz zmienia się trochę po usunięciu, zaczynasz chol3rnie tęsknić i żałować tego co się stało. Jesteś załamana z nikąd pomocy i możesz czuć się zagubiona i postawiona pod ścianą, ale nie decyduj pochopnie, bo nie cofniesz tego, ja już mądralować się nie zamierzam bo czuję się trochę jak taki właśnie słuchacz radia maryja, który i tak robi swoje. Ja usunęłam, dałam się zmanipulować i dałam sobie wmówić, że nie dam rady. Jak się czuję? Żałuję i tęsknię, to, że Bóg wybaczy czy nie wybaczy o piekle tak się często nie myśli bo przysłania ten strach właśnie ta tęsknota, czujesz się jak po śmierci najbliższej osoby ale brzydzisz się swoimi łzami bo przecież sama tę najbliższą osobę zabiłaś, pewnie piszę bez sensu ale naprawdę to jest trudne przeżycie, są kobiety, które jakoś łagodnie to przechodzą, ale skoro Ty już masz takiego doła to co będzie po... wspieram Cię, mocno przytulam
                                                • phiona Re: samaniewiem 10.06.11, 00:05
                                                  a nie myslalas o oddaniu do adopcji?
    • krs100 Re: Blagam, pomozcie... 09.06.11, 13:54
      hmm... faktycznie ciężka sytuacja. ale nic sie nie bój na pewno dasz soboe radę smile dziecka nie zabijaj, oddaj je do adopcji wiele osób na nie czeka smile a ciąża to przecież nei choroba wcale nie musisz się az tak bardzo martwic dzieckiem, ktoś na pewno je pokocha, a to lepsze niz całe zycie miec wyrzuty ze zabiło sie własne dziwecko i bac sie śmierci tongue_out to chyba wszystko

      pozdrawiam i zycze dobrego życia smile

      Krzysiek
    • mlody.lew007 Re: Blagam, pomozcie... 09.06.11, 16:03
      Widzisz uczucie to nie wszystko ważna jest decyzja że chcesz to dziecko.
      Chociarz mozesz stoczyc walke z myśami czy je usunąć to jak wygrasz z nimi bedziesz dumna z siebie i pokochasz twoje dziecko
      • ela696 Re: Blagam, pomozcie... 09.06.11, 23:58
        Wiesz, jesteś dla mnie bohaterką. Trzymaj się dzielnie. Świetnie sobie radzisz. Byle tak dalej.
        Obiecaj mi, że codziennie zrobisz jakąś małą rzecz dla siebie, coś dla swojego rozwoju emocjonalnego, duchowego, coś dla uzdrowienia i spokoju ducha. Do przodu małymi kroczkami.
        Wszystko będzie dobrze, odtąd będzie już tylko lepiej.
        I mamą będziesz superową, roztropną i mądrą. Ja to wiem. smile)
        Myślę o Tobie i modlę się abyś jak najszybciej osiagnęła pewność, że ta decyzja jest najleppszą z wszystkich.

        • kate.2 Re: Blagam, pomozcie... 11.06.11, 10:01
          Hej, hej co u Ciebie? Właśnie przeczytałam cały wątek, mam 2,5 letnią córeczkę. Ciąża była chciana i zaplanowana a mimo to nie czułam euforii w czasie jej trwania i mam koleżanki w takiej samej sytuacji. To filmy powodują taką presję, że powinnyśmy czuć wielką miłość do dziecka od chwili informacji o ciąży ale to są aktorki!!! W życiu bywa różnie, myślę że miłość do dziecka zaczyna się często jak ono ma tak ok 3, może 4 miesiące. To często czas kiedy świadomie można mieć kontakt matka dziecko, dziecko matka.
          • kate.2 Re: Blagam, pomozcie... 11.06.11, 10:13
            Jeśli chcesz się czegoś dowiedzieć o przebiegu ciąży lub o opiece nad maleństwem pisz do mnie śmiało smile w miarę możliwości chętnie Ci pomogę.
          • szopen52 Re: Blagam, pomozcie... 14.06.11, 03:28
            Dzięki naszemu Bogu, moje dziecko pokochałem już w chwili planowania jego poczęcia, więc nie musiałem uczyć się miłości do niego przez całe długie trzy miesiące po narodzinach !!!
    • iktoto samaniewiem, co u Ciebie? 12.06.11, 18:22
      • nordynka1 Re: samaniewiem, co u Ciebie? 13.06.11, 11:40
        od kilku dni zrezygnowałam z czytania i pisania tu, postanowiłam oddać Was Bogu i czekać

        czytam i ....Bogu niech będą dzięki...powierzam Was Jemu nadal i bardzo bardzo się ciesze z Twojej decyzji - że jest podjęta, że dałas rade że Twoja ściezka się prostuje,

        jeśli będziesz w PL nie wiem gdzie będziesz, jeśli potrzebujesz rozmowy kontaktu a akurat "mój" rejon to także Twój - odezwij się, mieszkam w Trójmieście, na skrzynkę gazetową

        ściskam Cię mocno, choć niestety tylko wirtualnie smile
      • 3aleale samaniewiem, co u Ciebie? 16.06.11, 22:40
        • nasturcja0-1 Re: samaniewiem, co u Ciebie? 04.07.11, 19:36
          Och, czyli rozumiem, ze kasujemy posty niewygodne dla reprezentowanego tu światopoglądu? big_grin Spoko, nie pcham sie tam gdzie mnie nie chcą big_grin
          • nati1011 Re: samaniewiem, co u Ciebie? 04.07.11, 19:43
            szkoda, że nie wpadłaś na to pare postów wcześniej.
            • nasturcja0-1 Re: samaniewiem, co u Ciebie? 04.07.11, 19:57
              Na szczęscie nie wmówicie nikomu waszego syndromu jesli jest to osoba silna psychicznie i zdecydowana na zabieg.
              • twoj_aniol_stroz Re: samaniewiem, co u Ciebie? 05.07.11, 13:53
                Wiesz ile tu było tych silnych psychicznie, twardo stąpających po ziemi, realistek nie rozczulających się nad sobą? Nie umiem ich nawet policzyć i niestety potem okazywało się w wielu przypadkach, że ten, jak to ujęłaś "wasz syndrom" jest jak najbardziej wstrętnym, ale bardzo realnym stanem, który dopada kobietę po aborcji...
                Niestety to nie jest tak, że natychmiast po zabiegu zaczyna się koszmar. On może się zacząć zupełnie niewinnie kilka, kilkanaście, a czasem kilkadziesiąt lat po zabiegu. Często jest to nawet nieuświadomiony problem, który objawia się na wiele sposobów. Miałam taki przypadek w rodzinie i powiem Ci, że dziś wiem co ciotka czuła i jaka była przyczyna jej ciągłych zgryźliwych uwag, jej złośliwości, jej samotności i braku radości życia. I nie jest ważne, że głośno chwaliła się, że z abortowanych dzieci mogłaby mieć przedszkole - tak naprawdę to właśnie ją przygniatało + parę jeszcze innych zdarzeń z życia. I nic tu nie pomoże zaklinanie rzeczywistości i twierdzenie, że syndrom to wydumana rzecz na usprawiedliwienie histeryczności... Naszym zadaniem tu na forum jest powiedzieć kobiecie stojącej przed decyzją, że aborcja niesie ze sobą znacznie więcej niż chcą to pokazać koła proaborcyjne, że życie po aborcji wcale nie jest zawsze różowe i kobieta zapomina o zabiegu z chwilą wyjścia z gabinetu. Rozumiem frustrację, bo prawda często ją wywołuje, ale ta frustracja nie spowoduje, że syndrom zniknie.
                • nasturcja0-1 Re: samaniewiem, co u Ciebie? 05.07.11, 14:12
                  Ale osoby z tego forum upierają sie, ze właściwie każda kobieta dostaje syndromu, co wiecej, kobietom wmawia sie go na siłę - "jesli go nie masz to i tak nic nie znaczy bo wszystko przed tobą", "jeśli tu jesteś to znaczy, że masz syndrom bo inaczej by cie tu nie było bo gdybyś go nie miała to po co bys chodziła po takich forach", "nawet jesli teraz nie załujesz to i tak po latach do ciebie dotrze co zrobiłas" etc. Sama mówisz: "wiele przypadków", a wiele to nie wszystkie. Zreszta jest to pochodna przekonań społeczenstwa na temat aborcji - kiedys syndrom był duza rzadkościa, gdyby dopadał on tyle kobiet to zawód psychologa byłby jednym z najbardziej popłatnych. Czemu jest on odnotowywany tak rzadko, w krajach gdzie aborcje sa na życzenie? Nie wiesz co czuła ciotka dopóki sama tego na głos nie powiedziała. Syndrom jako taki nie jest może wydumany bo u niektórych kobiet sie zdarza, ale wydumane jest twierdzenie, ze kazda kobieta go dostanie, zreszta jest on często tworzony na siłę przez otoczenie. Mówisz, ze aborcja niesie za soba wiecej niż twierdzą prolife-owcy? Nie zawsze. Możesz twierdzić, ze bardzo często tak jest, ale nie możesz twierzić, ze tak jest i tyle bo sugeruje to, ze jest tak zawsze i wszędzie.Taka jest ta "prawda". O zabiegu sie nie zapomina zaraz po wyjsciu z gabinetu, tak samo jak nie zapomina sie o wyrwaniu zęba po wyjściu od dentysty - proste, nie jest to miły zabieg i jakis czas po nim trzeba odpoczywać az organizm po jakims czasie wróci do normy.
                  • twoj_aniol_stroz Re: samaniewiem, co u Ciebie? 05.07.11, 18:07
                    Widzisz, rzecz w tym, że tak jest naprawdę, syndrom może dopaść po wielu latach i pod różną postacią: depresji, lęków, zaburzeń snu, różnych chorób autoimmunologicznych itd. Często jest tak, że kobieta nie wiąże tego na co cierpi teraz z tym co było kilkanaście, czy kilkadziesiąt lat temu. Pół biedy jak odkryje związek jednego z drugim, bo przepracowawszy aborcję wyleczy się z obecnej choroby. Dużo gorzej jest gdy nie odkryje tego związku, bo wówczas bardzo ciężko leczyć taką osobę. Znam naprawdę zdecydowanie za dużo kobiet (oprócz ciotki, która już nie żyje od 26 lat), które mają bardzo wiele problemów z samą sobą, z bliskimi, z nawiązywaniem relacji, z więzią międzyludzką, a są właśnie po aborcji. Mają niewiarygodnie dużo cech wspólnych, zachowań bardzo charakterystycznych, do tego stopnia, że gdy ktoś opowiada mi o jakiejś kobiecie z problemami w pewnym momencie pytam, czy ta osoba nie ma na swoim koncie aborcji. Zadziwiająco często słyszę potwierdzenie. Oczywiście skojarzenie jednego z drugim i uwierzenie, że to właśnie aborcja może być powodem tych problemów absolutnie nie wchodzi w grę, jest wręcz agresywnie odrzucane. Dopiero zaistnienie takich for jak to pozwala kobietom po aborcji zobaczyć, że nie są same, że to co czują jest też odczuwane przez inne kobiety, że to faktycznie może być spowodowane aborcją. Mało tego, tu dowiadują się, że może być z powrotem normalnie, że da się to przepracować i wyjść na prostą. Jeśli ktoś szuka takiego miejsca, jeśli wchodzi na takie forum, to z jakiś względów temat jest dla tego kogoś ważny i warto zmusić się do odpowiedzi na pytanie dlaczego ten akurat temat jest dla mnie tak ważny?
                    A co do porównania aborcji do wyrwania zęba to raczej porównanie chybione. Jakoś nie znam ludzi, którzy opłakują latami wyrwany ząb. Owszem, mogą latami leczyć się z traumy jaką mógł być zabieg dłutowania tegoż zęba (rozumiem, sama mam fobię dentystyczną), ale kwestia opłakiwania samego zęba jest raczej mało realna. Natomiast kwestia życia dziecka nie jest już taka mało realna, bo matką kobieta się staje w chwili poczęcia dziecka (zachodzą zmiany hormonalne, które mają potężny wpływ na kobietę) i tego faktu nie da się już zmienić. Jedyna kwestia to sprawa tego, czy kobieta jest mamą dziecka żywego, czy martwego.
                    • nasturcja0-1 Re: samaniewiem, co u Ciebie? 05.07.11, 19:50
                      Ale skad wiadomo, ze to od tego? Przeciez w zyciu są rózne stresujace sytuacje, czemu wiec to aborcja miałaby byc owa praprzyczyną a nie co innego? Nie rozumiem pojęcia przepracowania aborcji, w koncu skoro nie miała zadnych wyrzutów sumienia to czemu miałaby nagle zaczac przepracowywac wydarzenie w jej opinii obojętne moralnie? Skoro nie mysli o aborcji to znaczy, ze zwiazku nie ma. Problemy w.w kobiet biorą sie najprawdopodobniej z innych przyczyn, szczególnie jesli już przed aborcja były tak to ujme, w tym kierunku. Jesli kobiety te odrzucają twoje stwierdzenie, ze to wina aborcji z agresja to trudno sie im dziwic - nikt nie lubi gdy wciska sie im na siłe coś co nie jest prawda z zamysłem udowodnienia im, ze jest to najszczersza prawdą, Ty tez byś tego nie lubiła. Ostatecznie to dana osoba zna sama siebie najlepiej i wie co czuje. Jeśli ktos wchodzi na takie fora to jest to spowodowane czesto zwykłą ciekawościa - chcesz porównać doswiadczenia z innymi, tak samo jak osoba po jakimś innym zabiegu chce porównać swoje odczucia i okres rekonwalescencji z innymi, którzy to przeszli, chce podzielic sie opinia na temat zabiegu i tego jak to przeszła lub pocieszyc innych, ze nie jest to tak straszne. Kobiety nie opłakują dziecka tylko idee dziecka w ich umyśle, w koncu nie wiedza jakie to dziecko by było, ponadto nie miało ono zadnych cech indywidualnych, miało po prostu potencjał by je w przyszłosci rozwinać. Owszem, płód mógł sie rozwinać, ale z drugiej strony przecież kobieta moze bez problemu postarac sie o nowe dziecko, to tylko chwila w porównaniu z doprowadzeniem człowieka do pełnego rozwoju smile Ciezarnej kobiecie lekarz mówi,że będzie matką - będzie, na razie nie jest. Zmiany hormonalne nie sa aż tak duze w porównaniu z dalszymi miesiacami ciaży, ciaze wszak usuwa sie na jej początku.
                    • nati1011 Anioł i Nasturcja 05.07.11, 21:05
                      prosze skończyć tą dyskusję - przynajmniej w tym wątku. Założyłam wątek do Nasturrcji i jak chcecie to dyskusje światopoglądowe prowadźcie tam.

                      Prosze o uszanowanie czyjejś histori i nie prowadzenie w tym miejscu takiej dyskusji.
                      • samaniewiem31 Re: Anioł i Nasturcja 20.07.11, 07:03
                        Przepraszam ze dopiero odpisuje... W zasadzie nie wiem od czego zaczac. Moze od podziekowan, ze tyle osob sie za mnie modlilo i byc moze to dzieki Nim/Wam nie usunelam mojego dziecka... Pisze do Was, bo godzine temu odezwala sie go mnie pewna osoba, ktora tutaj sie w prawdzie nie udzielala, ale spytala co u mnie... i dlaczego tu nie pisze/nie pisalam... Kiedy pogodzilam sie z ciaza, tak wstepnie, to juz przestalam pisac na tym forum, moze chcialam zapomniec, moze cos innego, nie wiem, naprawde, po prostu chcialam sie skupic na realnym zyciu i nie rozdrapywac wszystkiego. I wcale nie bylo rozowo, bo Patrycja, z ktora poznala mnie Ela z tego forum, ona wie, ze ciagle bylam w rozterce... Ale nadszedl dzien, piekny dzien w moim zyciu, ze nagle sie obudzilam, to bylo jak trzeci raz odwolalam zabieg..., i poczulam w sobie taka sile i milosc straszna do mojego dziecka. Zaczelo sie od tego, ze posprzatalam wreszcie mieszkanie, ja ktora ma dwie lewe rece do gotowania i nie potrafiaca nawet zupy przyrzadzic, otworzylam przepisy i jednego dnia zrobilam pyszna salatke z tunczyka, na drugi dzien ruskie pierogi, potem nalesniki usmazylam dla swojego dziecka, bo wiedzialam, ze bedzie je lubilo tak jak ja... Wiem, ze to banaly co pisze, ale chce sie z Wami podzielic... W ksiegarni przegladalam ksiazki dla dzieci i wiedzialam, ze kiedys je kupie zeby mojemu dziecku czytac bajki na dobranoc. W internecie wyszkuiwalam kolysanek dla dzieci. Wybieralam imie, sluchalam takiej piosenki Natalii Niemen "Jestem mama", z ojcem dziecka zaczelam sie w miare rozsadnie dogadywac, kiedy juz te emocje opadly, oczywiscie nie bylo zadnej opcji zebysmy byli razem, ale dogadywalismy sie przyzwoicie co do ciazy i dziecka. Ten caly spokoj probowala macic i zaklocac moja matka, ktora przez caly miesiac chciala mnie na sile sklonic do arbocji, uzywajac argumentow, ze nie dam sobie rady, ze jestem k...a, ze ona miala dzieci po slubie, a ja nie, ze zrobilam posmiewisko, ze dziecki mi sie jeszcze "odwdzieczy" za moje postepowanie, ze jesli usune, to ona mi pomoze we wszystkim, ale nigdy nie uslyszalam, ze jesli urodze to dostane jakakolwiek pomoc. Grozila, ze nie chce mnie znac, az w koncu uciela kontakt mowiac, ze ona nie chce miec ze mna i z "tym" nic wspolnego. Ale wiecie co? nawet mnie to nie ruszylo...., mialam to gdzies, bo mialam swoje dziecko! Juz nie myslalam, ze nie dam rady, juz nie myslalam, ze dziecko nie bedzie miec ojca, bo wiedzialam, ze dam mu milosc za dwoje, ze zrobie wszystko zeby bylo dobrym czlowiekiem i moim przyjacielem, a ja jego. Dostalam skrzydel. Rozgladalam sie za pianinem takim darmowym, ludzie czesto sie chca pozbyc, chcialam mu grac i spiewac i chcialam wszytsko naprawic, wszystko co zlorzeczylam i te mysli straszne i slowa wypowiadane z taka agresja i pewnoscia, ze usune, ze nie chce, ze chce poronic... Niestety nie bylo mi dane zbyt dlugo cieszyc sie moim dzieckiem... Z sobot na niedziele, ponad tydzien temu, poronilam... Sama, w szpitalu... Mozecie mi nie wierzyc po tych wczesniejszych postach, ze ja to przezylam, ale nikt nie wie, co ja czuje i czulam.... Tego sie nie da opisac slowami. Ela zna cala historie od Patrycji, mysle ze z niektorymi z Was mogla sie nia podzielic. Napisalam to wszystko, bo ta sobie teraz mysle, moze Wy pomozecie mi zrozumiec dlaczego to sie stalo. Nie wierze, ze nie ma to zadnego sensu i celu. Nie obwiniam Boga, to ja czuje sie winna i chce go przeprocis za swoje slowa i mysli, ale nie wiem jak to zrobic... I chce tylko poznac odpowiedz na pytanie dlaczego tak sie stalo, nie szukam niczyjej winy, procz swojej, ale po prostu chcialabym wiedziec dlaczego wlasnie jak pokochalam moe dziecko i oddalabym mu wszystko. Tak sobie mysle, ze moze Bog zrobil mi przysluge, ze gdybym poronila wtedy keidy to ja tego chcialam, to czulabym sie jeszcze bardziej winna. Moze dal mi szasne chociaz przez chwile poczuc jak to jest, stawac sie matka... COs chcial mi pokazac, uswiadomic, mysle dniami i nocami co to takiego i jeszcze nie wiem, mozze zycie pokaze dlaczego to wszystko sie wydarzlo w moim zyciu, a moze Wy pomozecie mi to jakos ogarnac rozumem...
                        • wiesia140 Re: Anioł i Nasturcja 20.07.11, 07:54
                          dobrze , ze jestes
                          • mama.rozy samaniewiem 20.07.11, 08:02
                            strasznie przykro
                            ale
                            zawsze coś jest po coś
                            świata nie damy rady ogarnąc,nawet jak go przekopiemy wzdłuż i wszerz
                            tylko nam się wydaje,że możemy wszystko zrozumiec,ale tak jest dopóki dzieje się wszystko"po naszemu"
                            nie da się łatwo odpowiedziec na takie pytania
                            wejdź sobie tutaj
                            www.dlaczego.org.pl/d/
                            nawet nie musisz tam pisac,wystarczy poczytac
                            pozdrawiam
                        • wiesia140 Re: Anioł i Nasturcja 20.07.11, 07:59
                          podobno ni nie dzieje się bez celu , ale czasem trzeba czasu , żeby ten cel poznać , myślę ,ze go poznasz wtedy kiedy będzie twój czas, modlić nadal się będziemy za ciebie
                          • samaniewiem31 Re: Anioł i Nasturcja 20.07.11, 08:11
                            Wiesiu i wszscy, ktorzy to czytaja i beda sie kiedys wahac czy dokonac aborcji...
                            Wiele razy mialam dosc tych Waszych przestrog i moralow, myslalam, co Wy o mnie wiecie..., co ja czuje, jak ciepie bedac w niechcianej ciazy. Denerwowalam sie niekiedy na to co tu pisalyscie. Ale mysle, ze to dzieki Waszej modlitwie, tego ksiedza ktorego poznalam przez Patrycja (a Patrycje przez Ele) i moze troche tez dzieki swojej wierze w Boga, nie zrobilam tego... Tylko to mi z rzadka przynosi niewielka ulge, te mysli, ze jednak tego nie zrobilam. Ale to ciagle zbyt malo zebym przestala sie czuc winna, ze sie myslami, slowami i kilka razy prosbami do Boga zeby zabral to dziecko, ze przyczynila sie do tego. W kazdym razie chodzi mi o to, ze jesli ktos sie kiedys bedzie wahal i bedzie tu pisal i bedzie sie zloscil na wszystkich wokolo odradzajacych aborcje, chce podac siebie za przyklad, jakkolwiek to zabrzmi, zeby naprawde nie dokonywac tego czynu. A moze tylko ja mialam takie szczescie ze nadszedl dzien, ze mimo calej nienawisci i niecheci do dziecka i przeciwnosci losu, jednak zdolalam sie otrzasnac... Tylko dlaczego kiedy przejrzalam dzieki Bogu na oczy, spotkalo mnie cos tak okrutnego. Nie wierze, ze to jest kara boska, nie wierze...., chociaz czesto czuje sie ukarana..., wiec mysle i mysle, dlaczego i pojac jeszcze nie moge, bo wiem jedno, ze bez celu Bog nie zabral mojego dziecka do Siebie. Kiedy co wieczor sie modle za zmarlych dziadkow, to od tych kilku dni w tych modlitwach dodaje swoje dziecko, nazywam je maluszkiem, nie chce nadawac imienia, bo nie wiem nawet czy to byl chlopiec czy dziewczynka, dla mnie jest moim maluszkiem najdrozszym i czuje ciagle, ze na mnie patrzy z gory...
                            • 0oo.oo0 Re: Anioł i Nasturcja 20.07.11, 12:50
                              Ja myślę, że to dziecko było szansą dla Ciebie. Żeby się lepiej poznać, zobaczyć, ze dasz radę i możesz normalnie żyć i wiedzieć, że dzieci też są dla Ciebie. Teraz masz szanse na znalezienie odpowiedniego partnera i ojca dla dziecka i zacząć się starać od samego początku z radością, bo wiesz, że mozesz ją poczuć. I dziękuj temu dziecku, które się pojawiło, bo na pewno zmieniło Twoje życie. I mimo ze go nie urodzisz, to zawsze możesz żyć dla niego.
                            • ela696 Re: Anioł i Nasturcja 20.07.11, 14:00
                              Kochana Pan Bóg tak Bardzo Cię doświadczył, tyle wycierpiałaś, że ja chylę głowę przed Tobą.
                              Nie myśl o tym, ze to kara, nie czuj się winna. Człowiek jest tylko człowiekiem i ma prawo dopuszczać złe myśli, wypowiadać złe słowa. To wszystko wynika z natury ludzkiej, z ludzikiej słabości, stresu...
                              Powiem Ci jedno. Jezus musi Cie bardzo kochać, skoro podzielił się z Tobą swoim krzyżem.
                              Nie nadarmo była ta Twoja droga krzyżowa. Pan ma wobec Ciebie jakiś szczególny plan. Ja w to wierzę.
                              Teraz skup się na sobie byś uleczyła wszystkie rany. My Ci pomożemy modlitwą. Nie jesteś sama. Bóg Cię kocha i razem z twoim maluszkiem opiekują się Tobą.
                              Serdecznie Cię ściskam i przytulam!
                              Ela
                            • ewula.1 Re: Anioł i Nasturcja 21.07.11, 18:07
                              Popłakałam się czytając o tym. Bądź silna, podziwiam Cię. Będę się modlić za Ciebie i Twoje Maleństwo. Rozmawiaj z nim. Ono Cię kocha najbardziej na świecie i dziękuje Ci za życie.
                              Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie!
                        • bellagnos dziękuje 20.07.11, 15:50
                          Dzisiaj już tak bardzo mocno myślałam o tobie, że już nie dam rady czekać aż się odezwiesz, że nie wiem o co się modlić..dziękuję że napisałaś. Przeczytałam pół postu i płakałam, później następne pół i znów płacze, (szykuje ubranka dla swojego i myślałam o Twoim..) wszystkie chcieliśmy tego dziecka, ale w twoim życiu wydarzył się cud bo miłość jest zawsze od Boga Po co ? Dlaczego? Nie wiemy .
                          Nie zabiłaś swojego dziecka , nie jesteś morderczynią i to cud i to jest piękne, bo jesteś matką która pokochała swoje dzieciątko, jak dobrze ze nie musisz nosić tego piętna na sobie.

                          Każdy ma swoje zadanie w życiu, które Bóg mu przeznaczył módl się by Ci je pokazał może to ma być pomoc innym dziewczynom, które są w podobnej sytuacji jak TY??? Nie wiem ..
                          Bądź tu na forum bo jesteś bardzo potrzebna , oczywiście jeśli czujesz się na siłach, Twój anioł będzie Cię wspierał.
                          • mama.rozy Re: dziękuje 20.07.11, 16:25
                            właśnie chciałam napisac to samo co bellagnos
                            bądź tutaj,zostań z nami
                            może komuś pomożesz,do kogoś trafisz
                            trzymaj się dzielnie,jesteśmy cały czas z Tobą
                            • nowako-wa Re: dziękuje 21.07.11, 14:18
                              Ooo.ooO jako młoda osóbka sama niedawno borykająca się z problemem aborcji chyba najtrafniej Ci napisała...po co to wszystko się wydarzyło....
                              Żebyś dojrzała, przewartościowała swoje życie, przez cierpienie i poznanie jak działa miłośc w człowieku....zapragnęła tej miłości....
                              Cierpienie , szczególnie duchowe, ma za zadanie nas oczyścić - z materialistycznych przywiązań, wygodnictwa, lekkoduchstwa, olewatorstwa, ignorancji i dotychczasowych celów życiowych....
                              Bo chyba zgadzasz się ,że pomimo iż tego maluszka nie ma....coś Ci pozostawił...dostałas lekcję ...
                              Wiesz na czym polega różnica między aborcją a poronieniem?
                              Wiesz....
                              Nie ważne że się wahałas- tak naprawde zwyciężyłaś- bo pokochałaś, przyjęłaś....I już wiesz jakie to wspaniałe uczucie kochać- po co warto żyć, walczyć o każdy dzień...
                              Sama kiedyś usunęłam- ból poczułam po wielu latach ( dlatego tak bardzo przestrzegamy przed syndromem , bo może się odezwać po wielu latach ), a kiedy zapragnęłam dziecka i przyjęłam go z całą miłością ....straciłam je- przechodząc traumę wcześniejszego porodu, walkio jego życie....I pomimo iz to bardzo bolało był to "dobry" ból- bo chciałam ratować życie- ból oczyszczający....
                              I tez nie rozumiałam- czego Bóg chce mnie nauczyć - dlaczego kiedy się chce "zrehabilitować" to On zabiera mi dziecko i to skazując Mnie i Jego na tyle cierpienia....
                              Zrozumienie przyszło po czasie , kiedy pozwoliłam Mu się prowadzić....
                              Dziś mam cudowną półtoraroczną córeczkę, a dzięki tym doświadczeniom mam siłę i ochotę być DOBRĄ MAMĄ....
                              Pewnie ty też taką będziesz smile
                              Zostań tu z Nami, pomagaj Nam wspierać te kobiety które odczuwają to co ty- bo wtedy racjonalny umysł się wyłącza i trzeba wiele cierpliwości i wsparcia dla Nich....
                              • bibina Tez stracilam dziecko 21.07.11, 16:05
                                Samaniewiem, stalas mi sie bliska. Kiedy walczylas o zycie swojego dziecka (tak walczlas i wygralas, nawet jesli kusi Cie, zeby sie potepiac). Pisalam tu troche, wkurzalam sie na Ciebie, a potem z podziwem patrzylam na Twoja przemiane, na dzialanie modlitwy i dzialanie ludzi, ktorzy Ci konkretnie pomogli, spotykajac sie z Toba w realu. To jest absolutnie modelowe dzialanie pro-life. Niech sie ludzie od Ciebie ucza.
                                Moja dzidzia byla swiadkiem mojego czytania, pisania i Twojego zmagania z trudna ciaza. Niestety, stracilam ja w 15 tygodniu ciazy. Jeszcze nie wiem po co to sie stalo. Wiem jedynie, ze trzeba to przezalowac, przebolec, pozwolic sobie na zalobe. Nigdy, ale to nigdy nie daj sobie wmowic, ze poronienie to Twoja wina. Dziesiatki przyczyn moglo byc i wlasciwie nie ma sposobu, zeby je zbadac. Z drugiej strony, poczucie winy jest elementem zaloby, naturalnym elementem. Nie warto jednak oddawac sie pod wladze tego uczucia. Ono sobie jest, niech bedzie, moze troche Ci pomoze np. zweryfikowac postawy zyciowe, a potem sobie pojdzie. Kazde uczcie moze wykonac pozyteczna robote, nawet gniew, smutek. Tylko nie wolno sobie dac wmowic, ze sie jest kims zlym, beznadziejnym, bo sie czuje winnym, zagniewanym. To tylko uczucia.
                                Bardzo zaluje, ze nie ma mojej malej ze mna (wymodlilismy z mezem, ze to dziewczynka). Widzielismy jej malutkie cialko (5 cm), niedlugo je pochowamy.
                                Jestes bardzo dzielna, mozesz pozwolic sobie na slabosc i smutek i zlosc, itd. Zycze Ci wszystkiego najszczesliwszego.
                                • mama.rozy bibina 21.07.11, 18:31
                                  trzymaj się dzielnie...
                                  • samaniewiem31 Re: bibina 21.07.11, 21:28
                                    Dziekuje Wam za to wszystko co tu piszecie, czytam codziennie, ja nie mam sily nic wiecej napisac. Jak przez chwile jest ciut ze mna lepiej, to pomem znowu lzy i rozpacz.
                                    • mama.rozy samaniewiem 22.07.11, 08:02
                                      bo tak się dzieje w żałobie,to najzupełniej normalna reakcja
                                      czasem płacze się dłużej,czasem krócej ale strata dziecka to bardzo bolesna rana
                                      ta strona dlaczego,którą wcześniej linkowałam,może Ci pomóc przejśc żałobę spokojnie,małymi krokami
                                      jesteś silną i mądrą kobietą,staniesz na nogi
                                    • niezgadzamsie3 Re: bibina 31.07.11, 20:42
                                      chce mi sie plakac jak czytam wszystko co tu piszeszsad jesli przeczytasz moj post prosze odezwij sie na gg - 5457305 sad
                        • iktoto samaniewiem 22.07.11, 10:17
                          wiem, co czujesz, sama jestem po wielu różnych stratach, po samoistnym poronieniu również. Rodziłam dziecko, które już nie żyło, potem trafiłam do kobiet ciężarnych, po szczęśliwych porodach, było ciężko, jednak pamiętaj, że po wylanych łzach nadchodzi ukojenie, akceptacja.

                          ta sytuacja jest trudna, ale najważniejsze jest to, ze udało Ci się i nie dokonałaś aborcji, nie wpadłaś w tę ciemność!!!

                          Twoja mama pokazała, na co Ją stać, współczuję Jej takiego rozumowania, ale bardzo ważnym jest, ze potrafiłaś odciąć się od Niej, nie uległaś Jej chorym namowom.

                          Twoja walka była naprawdę ciężka, ale nie uległaś pokusom!!!!!!!!!!!!! Byłaś silna.

                          Dlaczego poroniłaś? To trudne pytanie, nie wiemy, dziecko mogło być chore. Zobaczyłaś, że potrafisz kochać że masz dużo miłości w sobie.

                          Boga przeproś, tak najnormalniej w świecie, nie odsuwaj się, posiedź w ciszy kościoła, może znajdzie się jakiś spowiednik.

                          Na pewno jest jakiś sens tego poronienia, na wnioski poczekaj, na siłę nie próbuj odpowiadać na takie pytania, refleksje przychodzą dopiero po jakimś czasie, kiedy opadają największe emocje. Szukanie na siłę odpowiedzi daje jeszcze większy chaos, dlatego pobądź w żałobie. Możesz zapalić lampkę, nadaj imię, na pewno przyjdzie poznanie, czy to był chłopiec czy dziewczynka.
                          To dziecko jest w Twoim sercu, czy dziecko poronione, czy abortowane, żyjące czy zmarłe, potrzebuje serca matki.

                          Kiedy urodziłam Szymona w 6tym miesiącu ciąży też nie rozumiałam tego wszystkiego, nie widziałam sensu. Dopiero po pewnym czasie zrozumiałam to doświadczenie.

                          Kiedy byłam w szpitalu i miałam nadzieję, że nie poronię, jednak pomimo zastrzyków poroniłam, Pani leżąca obok powiedziała, że może lepiej, że poroniłam, bo podczas ciąży brałam leki i dziecko mogło być chore. Nie mogłam pojąć, co ta kobieta mówi, było to dla mnie nie do pojęcia, bo ja koniecznie chciałam mieć to dziecko i żadne argumenty nie miały sensu, ale ja wtedy nie byłam gotowa na dziecko, teraz to wiem. Gdybym urodziła tamto dziecko nie wyszłabym z ciemności, zabrnęłabym dalej.

                          Monika
                          • wiesia140 Re: samaniewiem, bibina 22.07.11, 14:07
                            jestem z wami , nie jesteście same pamiętajcie o tym, są obok was ludzie, którzy chcą wam pomóc , wiem ,że czasem ciężko zaufać mówię to zwłaszcza do samejniewiem, ale zawsze warto przynajmniej spróbować, życzę wam dużo siły szczęścia, będę o was pamiętać w modlitwie, poproszę Boga może da mi trochę tego waszego krzyża i choć tak wam pomogę.
                            • niezgadzamsie3 Re: samaniewiem, bibina 31.07.11, 20:44
                              @samaniewiem, chce mi sie plakac jak czytam wszystko co tu piszesz sad jesli przeczytasz moj post prosze odezwij sie na gg - 5457305 ssad
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka