Dodaj do ulubionych

Blagam, pomozcie...

29.05.11, 17:44
Nie wiem czy to dobry pomysl pisac tutaj przez wazna decyzja, ktora mnie czeka, bo jakby logiczne jest, ze bedziecie mnie raczej odwodzic od tego pomyslu, od aborcji....
Czy jest tutaj ktos, kto usunal i nie zaluje tego kroku? Albo byl sobie w stanie wytlumaczyc chociaz, ze tak musialo sie stac? Czytajac rozne historie, w wiekszosci przypadkow widze zmuszenie do aborcji przez otoczenie. Mnie nikt nie zmusza, a bardzo zaluje, byloby mi latwiej... Ale tez i nikt mnie nie zmusza, bo malo kto o tym wie. Wie tylko ojciec dziecka, czlowiek, ktorego nie kocham, nie kochalam i nigdy nie pokocham. Zreszta z jego strony wyglada to dokladnie tak samo. Z zalozenia to mial byc tylko przelotny zwiazek. Zaluje, ze nie zdecydowalam sie na aborcje kiedy on przez pierwsze dni potraktowal mnie jak smiecia, powiedzial ze to nie jego, ze ja go nie wrobie w zadne dziecko, ze czego ja od niego chce, pieniedzy? potem zaczal mowic, ze nawet jesli to z nim, to ja sie specjalnie zaplodnilam przenoszac sperme na palcach do pochwy kiedy on wychodzil do lazienki. Teraz jest troche inaczej, rozumiem jego poczatkowy szok, ale to nic nie zmienia. Nie zmienia faktu, ze on chce placic na dziecko alimenty, ze chce dawac pieniadze na lekarzy, ze moze mnie kilka razy w miesiacu czy tygodniu odwiedzac, kupowac owoce, etc. Chcialabym dodac, ze to bardzo bogaty czlowiek, ale i przy tym bardzo prosty, jak budowac cepa. Nie jest wyksztalcony, ani obyty, jest do tego obcokrajowcem. Ja tez mieszkam za granica, ale on nie jest obywatelem panstwa, w ktorym mieszkamy.
Nie wiem co jeszcze chcialam tu napisac, mysle zeby tylko niczego ostitengo nie pominac i stad pewnie ten chaos w moim poscie....
Co do aborcji, on oczywiscie jest przeciwny, w sensie ze jego wiara nie pozwala (prawoslawny), ale zrobie co zechce.
Ja jeszcze szybko opisze swoje uczucia do zarodka. Wiec absolutnie nie czuje nic, obojetnosc. Nigdy nie lubilam dzieci, nigdy mnie nie wzruszaly, nigdy nie planowalam dzieci, chociaz dopuszczalam taka mozliwosc, ale tylko z kims w normalnym zwiazku, poczetym z milosci, dla umocnienia takiego zwiazku. Ale takie dziecko z obcym czlowiekiem, do tego osobie, ktora nie lubila nigdy dzieci.... Dla mnei to jest koniec swiata, dlaczego ja tak jak inne matki nie czuje, ze teraz musze byc silna, bo mam w brzuchu dzidzie. Dlaczego ja nie mam takiej milosci, ani nawet odrobiny pozytywnego uczucia do tego zarodka? Mam sie tak meczyc 9 miesiecy? Nie chciec tej ciazy przez tyle czasu, ja psychicznie nie dam rady. A potem co, nikt mi nie dwa gwarancji, ze ja je pokocham, mam wrecz pewnosc, ze je znienawidze, ze mi zniszczylo moje zycie, odebralo wolnosc. Skoro ja juz go nie kocham, to co bdzie potem, mam je skrzywdzic wydajac na swiat? oczywiscie nie mam 100 proc pewnosci, ze tak bedzie, ale wszystko na to wskazuje. Ktos z was tak mial, ze nie kochalm dizecka przez 9 miesiecy (boze, jak to mozna zniesc??), w ogole nie lubil dzieci, nie chcial ciazy i pokochal? Ja nie ejstem typowa kobieta, ktora myslala w zyciu o dzieciach, wiec nie wiem czy ja pokocham to dziecko. I jeszcze jedno, czy ktos usunal i jest w stanie powiedziec, ze zaluje, ale jednak dobrze sie stalo, jestem mimo wszystko szczesliwa, mam odpowiedniego partnera, etc. Jest ktos taki? Jeszcze jedno, ja chociaz nie jestem praktykujaca katoliczka, nie chodze do kosciola, nie wierze w zadne instytucje, ale wierze w BOGA i wiem, ze nic mi nie da zadne wybaczenie przez ksiedza na spowiedzi, ja bede sie bala umierac, bede sie bala Boga, ze mnie za to ukarze. Nie, nie teraz, a wlasnie po smierci...
Obserwuj wątek
    • margaretka248 Re: Blagam, pomozcie... 29.05.11, 18:17
      Witaj, to trudna sytuacja, ale też twoja odpowiedzialność za to dziecko. Jak dokonasz aborcji będziesz żałować, gwarantuje ci to. Może to być zaraz po aborcji lub za kilka dziesiąt lat, sumiemienie twoje odezwie się, jak będziesz miała jkaiś większy problem. Nie usuówaj tego dziecka. Pomyśl, ile matek jest bezpłodnych i pragnie dziecka. Wiesz jak one cierpią - możesz chociaż jedną matkę uszczęśliwić oddając dziecko do adopcji. Nie zabijesz dziecka, nie skrzywdzisz go, a dasz mu szanse na szczęśliwe życie. I ty nie zostaniesz ukarana przez Pana Boga. Więc zastanów się co będzie lepsze dla ciebie? zabicie dziecka, wiele skutków po dokonaniu aborcji: fizycznych (bezpłodność), psychicznych (świadomość zabicia człowieka na całe życie), i śmierć duszy oraz kara Boża, czy może uratowanie dziecka, uniknięcie skutków po aborcji oraz uniknięc ie kary Bożej. Zastanów się, bo możesz zgotować sobie piekło na ziemi (żyjąc do końca ze skutkami aborcji) i po śmierci.
      Mam koleżankę, która dokonała aborcji i wiesz jej życie jest beznadziejne, ma problemy zdrowotne, psychiczne, nawet myśli samobójcze. A wiesz jak bardzo boi się Boga i śmierci. Jej karą doczesną jest bezpłodność, nie będzie mogła mieć potomstwa z mężczyzną, którego teraz prawdziwie pokochała. A wtedy tak jak ty zżywała przyjemności z przelotnego romansu. Ludzka, kobieca głupota, tak postępować.
      Idź do kapłana i powiedz, że masz problem, że checsz dokonać aborcji. On pomoże znaleźć ci instytucję, która pomoże twojemu dziecku i tobie.
      Twój wybór, twoje życie. Ty decydujesz co śpiewać, ale czy to będzie śpiew życia czy śmierci to będzie twoja włąsna muzyka skomponowana. Jaką lubbisz??? ładą czy taką, która będzie odstraszać ludzi.
      Jeżlei są to twoje decyzje, to póżniej będę tego właściwe konsekwencje: pozytywne lub negatywne.
      Powodzenia w podejmowaniu decyzji, tej włąściwej, która nie szkodzi ani tobie ani dziecku.

      • mama.rozy Re: Blagam, pomozcie... 29.05.11, 19:18
        jak sobie dokładnie poczytasz historię chociażby hakin,zobaczysz,że życie nie jest sielanką z serialu
        zdarza się,że kobieta w ciąży czuje totalną obojętnośc do swojego dziecka w brzuchu
        w zasadzie-co innego chciałabyś czuc?w końcu dziecko nie planowane-mało kobiet odczuwa euforię w takiej chwili...
        no cóż,mleko sie wylało,nowy człowiek już jest na świecie,tylko jeszcze nie jest samodzielny
        możesz zrobic wiele rzeczy
        ale na jedną namawiam gorąco-daj sobie i jemu czas.działanie w pośpiechu,w nerwach,nie przynosi dobrych owoców
        dobrych rozwiązań jest kilka
        bądź tutaj,pisz,pomożemy
        • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 29.05.11, 19:37
          Ale czy uwazacie, ze jesli to zrobie to Bog mi nie wybaczy? Kto mi powie czy Bog jest w stanie wybaczyc grzech aborcji...
          Co do czasu, dalam go sobie juz duzo, wiem o ciazy od 3 tygodnia, teraz jest 6 i 1 dzien.
          Myslalam o adopcji, ale na to tez jestem zbyt slaba psychicznie, co ja powiem temu dziecku za pare lat kiedy mnie odnajdzie, bede zyla ciagle myslami, ze gdzies ono tam jest, badz co badz ja je urodzilam.
          Wiec jesli bym sie zdecydowala na dopcje, to mialabym tak zyc przez 9 miesiecy z obojetnoscia do tego co jest w moim brzuchu? Nie wyobrazam sobie tego, tak jak i reakcji otoczenia, wyrodna matka, oddala swoje dziecko, co z niej za kobieta....
          Zostaje mi tylko aborcja, nie wyobrazam sobie swojego zycia jako samotna matka z niechcianym dzieckiem, odbiloby sie to wtedy i na mnie i na dziecku.
          Usunac maly zarodek i samemu sie z tym zmagac, moze Bog mi jednak wybaczy....?
          • nowako-wa Re: Blagam, pomozcie... 29.05.11, 20:25
            Może ja Ci napiszę , czy Bóg wybaczy...
            Oczywiście ,że wybaczy, On najgorszemu grzesznikowi wybacza...tylko zostaje jedno ale- poniesienie konsekwencji grzechu....
            Konsekwencje bywają straszne, czasem nie do uniesienia i to często w sferze duchowo- psychicznej- i to jest coś o czym można przekonac się tu na ziemi- może poświadczyć wiele kobiet Po-zostaje jeszcze odpokutowanie po śmierci, a to już tajemnica...
            Więc po co robić cos za co wiadomo ,że kara jest straszna, bo w/g prawa Bożego- niewinne dziecko i jego życie jest jedną z największych wartości- rozumiesz jakby Ciebie matka usunęła- jak ocenić w momencie poczęcia Twoje życie- ile ono będzie warte- wszystkie przeżyte przez Ciebie chwile?
            Czy można być szczęśliwym PO?
            Zależy co masz na myśli piszac szczęście- jak sie jest pustym cepem pewnie można ale życ pełnią życia bez pokuty się nie da...
            Mnie oczyszczenie wyniosło baaaardzo drogo- i jestem tak wdzięczna Bogu za to oczyszczenie że od kilku lat mszy nie opuszczam i staram się dziękować Bogu za to że jest i że nas wyciąga z szamba grzechu całym swoi życiem....
            Nie pchaj sie w to szambo, daj sobie i dziecku szansę.....
          • nienienie_85 Re: Blagam, pomozcie... 29.05.11, 20:27
            mogę Ci tylko powiedzieć nie rób tego, ale nie dlatego, że to grzech i Bóg Ci nie wybaczy bo ludzie popełniają grzechy codziennie i codziennie muszą za coś przepraszać. Powiem Ci z mojej perspektywy, Bóg jest po śmierci całe życie możesz za to odpłacać robiąc dobre uczynki, ale przed samą sobą nie uciekniesz, Bóg Ci wybaczy ale Ty sama sobie nie wybaczysz. Ja jestem na świeżo, niewiele czasu minęło ale każdej godziny i minuty żałuję tej decyzji. Też nie planowałam dziecka i nie cieszyłam się nim a mimo to chol**nie tęsknię i mogę mieć pretensje tylko do siebie, płaczę jak widzę kobiety w ciąży, jak widzę facetów z wózkami... fakt, że są kobiety które podnoszą się i idą dalej i nie rozkminiają tego w kontekście "zabiłam swoje dziecko" - wiem moja odpowiedź jest mega chaotyczna ale chodzi mi o jedno... możesz sobie tego nigdy nie wybaczyć. Zastanów się poważnie nad tym jak to może potem wpłynąć na Twoje dalsze życie... bo za każdym razem to wróci...
            • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 29.05.11, 20:36
              ja moge sobie nie wybaczyc, wiem ze juz przegralam zycie i niech to bedzie moja pokuta, moja kara, ale to jest tylko zycie, ja sie boje wiecznych mek i gniewu Boga przez cala wiecznosc... Bede sie bala umierac. Nigdy sie nie balam, zawsze bylam gotowa na smierc, bo kocham Boga i wierze w niego, ale po takim grzechu, smiertelnym, obawiam sie, ze on nie wybacza.... W sumie nikt mi tak naprawde na to pytanie nie odpowie, jestesmy tylko ludzmi, skad mamy to wiedziec. Ja po prostu czuje, ze Bog straszliwie karze takich ludzi i nie dlatego, ze jest zly, ale dlatego, ze jest sprawiedliwy....
            • iktoto Re: Blagam, pomozcie... 29.05.11, 21:13
              jakoś nie wierzę w to, że są kobiety, które przechodzą obojętnie nad faktem popełnienia aborcji. wszystko zależy od tego jak głęboko zepchniemy tę traumę. mamy wielką nieświadomość a tam całą masę zależności, doswiadczeń, nieprzebaczeń, wyparć. możemy do końca życia żyć w nieświadomości udając że aborcja to nic takiego, jednak każdy kiedyś będzie musiał zetnąć się z tym co tam ma. jeśli życie już zaistniało w nas to ono jest w nas wpisane, można je wyrwać na siłę, ale duchowo zależność już istnieje, można wyrwać ciało, ale więzy pozostają
          • iktoto Re: Blagam, pomozcie... 29.05.11, 21:07
            czy sądzisz że ktoś tutaj da Ci garancję, ze Bóg Ci wybaczy aborcję? a skąd my to mamy wiedzieć? odpowiedz sobie na pytanie, czy jesteś w stanie przewidzieć, czy Ty sobie wybaczysz? wiesz jaki to trudny i długi proces? często to lata piekła. znasz to tylko z teorii, więc nie oczekuj odpowiedzi na tak trudne pytanie.
            Bóg jest Miłością a czy wybaczy? jak potoczy się Twoje życie? tego nikt nie wie.
            nie zakładaj swoich uczuć, nie możesz wiedzieć co będziesz czuła za kilka miesięcy kiedy poczujesz ruchy dziecka. to że w tej chwili Go nie chcesz nie oznacza jeszcze NIC!! kiedy byłam w ciąży z Mikołajem poczulam cś do Niego kiedy poczułam ruchy, maleńkie muśnięcia, miłość macierzyńska była dla mnie nie do pojęcia. miesiące ciąży były udręką, strachem, czy się uda, czy Bog mnie nie ukarze, że pewno się nie uda, więc gdzie tu miała byc mowa o milości do dziecka? bałagan na całęj linii.
    • iktoto Re: Blagam, pomozcie... 29.05.11, 21:01
      chciałabyś czuć wielką miłość do dziecka już od pierwszego momentu skogo Go nie planowałaś? chyba żartujesz!! to tylko w filmach tak bywa i w związkach gdzie miesiącami, latami ludzie czekają na dwie kreski!!! czy myślisz, że ja cokolwiek czułam do dziecka? nic a nic. dla mnie ciąża to było coś czego nijak nie mogłam połączyć z dzieckiem, nie umiałam nazwać dziecka ciążą, to były dwie różne sprawy. na USG to był wyłącznie zarodek, coś tam było widać. gdyby ktoś mi wtedy powiedział, co przeżyję wiele lat później to nie wiem czy uwierzyłabym, raczej nie. nie znosiłam dzieci.
      to normalne, że nic nie czujesz!!!!!!!!!
      tak, masz rację, najważniejsze jest aby wybaczyć sobie samemu!!!
      po aborcji wielokrotnie mialam wizje piekła, nie rozumiałam tego, teraz rozumiem.
      uważasz, że odzyskasz wolność po aborcji? czy myślisz, że uwolnisz się od dziecka? mylisz się, obojętnie, czy je urodzisz, czy pozwolisz na zabicie, Ono już jest i z Tobą zostanie. te dzieci potrzebują przyjęcia do naszych serc, czy je urodzimy czy nie, i tak potrzebują naszej miłości, otwarcia, akceptacji, przyjęcia.

      monika
      • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 29.05.11, 21:29
        Jestem nowa na tym forum, nie wiem nawet czy dobrze sie posluguje, klikam na te opcje "odpowiedz", pierwsza z brzegu, nie wiem jak sie robi zeby to co pisze bylo jako moja ostatnia wypowiedz. Ale nie o to tu chodzi. Chcialam Wam cos powiedziec, z mojego zycia. Mialam keidys malego psa, dostalam go w prezencie. Ja kocham psy, wzruszaja mnie, uwielbiam je, moge sie z nim bawic godzinami. W przeciwienstwie do dzieci. Zawsze plakalam nad losem psow w schornisku niz biednych dzieci z domow dziecka. I kiedy mialam tego malego psa, bylam w dosc toksycznym zwiazku, ale kochalam tego czlwieka. No i on mnie zostawial, wraca, zostawial, wracal. I ja mimo tej calej milosci do tego zwierzecia, kiedy bylam w deprsji, nie umialam sie nim zajac, ona sie ciagle trzesla, wyczuwala, ze cos ze mna nie tak, nie mialam sily jej wyrpowadzac, zalatwiala sie po calym mieszkaniu, nie mialam sily jej gotowac, bawic sie z nia, czulam sie wrecz uwiazana, psychicznie za slaba na taka odpowiedzialnosc w pojedynke jak posiadanie psa. Dopiero jak on sie odzywal, to wstepowaly we mnie sily. Jak zatem ja mam sobie wyobrazic zycie samotne z dzieckiem i to niechcianym, kiedy ja nawe nie lubilam dzieci? Obawiam sie, ze mogloby to wygladac tak samo, a moze nawet jeszcze gorzej. ja sobie nie wyobrazam po prostu miec dziecka i cokolwiek do niego poczuc. jest tylko obojetnosc, a jesli je urodze, to dolaczy do tego psychicznie uwiazanie i wyrzuty sumienai, ze nie daje rady dac mu to czego chce. Czytalam kilka historii matek, podobnych do mnie, ktorych zadne kopanie dziecni w brzuchu, czy jego naordziny nie zmienily w nich nic, zadnych uczuc, wieczna meczarnia. Dodam, ze to czesciej byly samotne matki. O ile rozumiem, ze w normalnym zwiazku jakos mozna sobie z tym poradzic, o tyle samemu, w moim przypadku na tyle na ile sie znam, jest to niemozliwe. Wiec co mam zrobic, wydac na swiat niechciane dziecko i skazaz siebie i jego na takie meki? Komu mialoby to sluzyc? Czy nie jest wiekszym grzechem spaprac dziecku emocjonalne zycie? Za jakieg grzechy tego malego czlowieka ono ma cierpiec majac taka matke? Chce sie umowic we wtorek na zabieg, ktory mialby sie odbyc w piatek. W czwartek mam jeszcze wizyte u lekarza. Nie wiem w sumie po co, ale juz pojde tam. Teraz jestem w 6 tygodniu, za tydzien to bedzie 7 i juz ostatni dzwonek na farmakologiczne poronienie...
        CHce juz podjac jakas decyzje i skupic sie na tych wyrzutach sumienia po aborcji, niz zyc tak jak teraz, jak wrak, od miesiaca nie mam kontaktu z ludzmi, nie wychodze z domu, calymi dniami leze w lozku, placze, pisze na forach, nikomu nic nie powiedzialam i nie zamierzam, nie radze sobie z tym psychicznie, najbardziej w swiecie po prostu nie chce tej ciazy, chce juz miec to za soba.....
        • nati1011 Re: Blagam, pomozcie... 29.05.11, 22:07
          mozna nie cierpiec dzieci - obcych, ale swoje jednak traktuje sie inaczej. i to naprawde nie przychoci na pocztku ciazy wink

          aborcja jest nieodwracalna. zmienisz zdanie to juz nie da sie cofnac. a gdybys tak zostawiła sobie furtke? zachowaj to dziecko. jezeli go pokochasz to bedziesz go wychowywac. jezeli zas po porodzie nie zmienisz zdania, to znajdziemy mu najlepsza rodzine adopcyjna. bedziesz miala pewnosc ze jest mu dobrze.
    • nati1011 Re: Blagam, pomozcie... 29.05.11, 21:24
      nie napisze dzis duzo, bo własnie złamałam reke. i ofiaruje ten ból i cierpienie w intencji twojej i twojego dziecka.

      wiele było tu dziewczyn w sytuacji jak twoja - ale wszystkie tłumaczyły swoja decyzje, usprawiedliwiały.... jestes pierwsza, ktora juz dzis ma swiadomosc, ze to zbrodnia MOGĄCA skonczyc sie potepieniem wiecznym. przerazajace jest to, ze nawet ta swiadomosc nie jest w stanie cie cofnac.
      chciałabym ci napisac dlaczego mozesz wybrac inaczej niz aborcje - ale naprawde dzis nie dam rady. ale wiem jak mozesz podjac dobra decyzje. jest taka modlitwa - koronka do miłosierdza bozego. jezeli dasz rade zmów ja przez 9 dni z rzedu. jezeli nie dasz rady - zmów choć 1 raz, ale tak od serca. a potem popros o swiatło ducha swietego. efekt bedzie dwojaki: albo zrozumiesz, ze dziecko, to nie koniec swiata i znajdziesz odwage by go przyjac, albo okaze sie, ze niestety musisz przejsc trudniejsza drogą.

      licze, ze znajdziesz odwage. jezeli nie, to czeka cie o wiele trudniejsza droga
      • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 29.05.11, 21:37
        postaram sie dzis pomodlic tak jak mi radzisz, odmowic te koronke.
        Chodzi o to, ze ja nie chodze do Kosciola, nie wierze jakos specjalnie w te instytucje, ksiezy, ktorzy grzesza bardziej niz przecietny czlowiek, ale wierze w Boga, modle sie zawsze do niego od dziecka. Dzis mam 31 lat. Tak, zmowie te modlitwe, znajde ja na Internecie i pomodle sie najszczerzej jak potrafie.
        Tak, zdaje sobie sprawe z potepienia, a jednak dalej mysle o aborcji, wiem, ze to nielogiczne, ale po prostu niechec do bycia w tej ciazy jest niesamowicie potezna, ze az moze trudno niektorym to pojac, mam wrazenie, ze nikt na swiecie w podobnej sytuacji nie palal taka niechecia do bycia w takiej ciazy, neichcianej, z nieodpowiednim czlowiekiem, z moim malodojrzalym podejsciem do zycia. Jestem za slaba zeby to zycie chwycic a bary i powiedziec sobie, ze ide dalej. Zawsze taka bylam i to juz sie nie zmieni. Widoczie z tego sie nie wyrasta to cecha osobowosci, slabej osobowosci....
        • nati1011 Re: Blagam, pomozcie... 29.05.11, 21:56
          ja wiem jak trudno czsem przyjac dziecko. czasem to zadanie ponad nasze siły. serio. Ale skoro wierzysz w Boga, to pozwól mu sobie pomóc. On naprawde pomaga, całkiem konkretnie. moze teraz chce pomoc wlasnie tobie. w koncu co masz do stracenia?

          cokolwiek zrobisz bog bedzie z toba. nie obrazi sie na ciebie. on tylko chce bys sama nie zrobila SOBIE krzywdy.
    • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 30.05.11, 00:01
      Ja nie mowie, ze wszyscy ksieza sa zli. Ale znam przyklad ksiedza, ktory sam dopuscil sie aborcji, zmusil swoja kochanke do tego. Ale tu juz nie chodzi o ksiezy, ja nie wierze w kosciol katolicki nie z powodu ksiezy, ale to juz jest inny temat. Mysle, ze mimo wszystko wierze w Boga bardziej niz niejedn katolik, ale nie przyszlam tu zeby sie licytowac.
      Tak sie zastanawiam, bo zawsze tlumaczylam sobie wszystkie zle rzeczy, ktore mnie w zyciu sptykaly, tym ze wlasnie dlatego moje zycie tutaj nie jest takie kolorowe, zebym dzwigala ten krzyz i kiedys mogla sie cieszyc zyciem wiecznym. Dlatego wszystko przyjmowalam z pokora. Ale to juz jest dla mnie za duzo, ta ciaza to juz za duzo, czuje ze nie podolam. Ale moze wlasnie znowu mam sobie tlumaczyc, ze mam dzwigac ten krzyz, tego niechcianego dziecka, samotnego macierzynstwa wlasnie po to, zeby kiedys dostapic nagrody? Nie wiem czy nie brzmi to nawiedzenie, ale taka mialam w zyciu filozofie i latwiej mi bylo znosci wszelkie przeciwnosci. Tylko ta, ktora mnie teraz spotkala, jest ponad moje sily. Nie wiem czy nie skoncze w jakims zakladzie zamknietym, juz zmierzam do wielkiej depresji, ja od miesiaca nie zyje, nie funkcjonuje, jestem zamknieta w 4 scianach, wychodze z domu tylko po jedzenie, z nikim sie nie spotykam, nie odbieram zadnych telefonow, poucinalam wszelkie kontakty, nie moge sobie z tym proadzic. Nikt z zewntarz mi nie pomoze, kazdy ma swoje zycie, swoje problemy. Ja dluzej tego sama nie wytrzymam, boje sie tez o siebie, ze nie przetrwam tych 9 miesiecy, bo cos mi sie dostanie do glowy. Moje zycie ogranicza sie do ciemnje sypialni z zaslonietymi kotarami, ciagle jest noc, nie odrozniam dnia od nocy. Czuje sie strasznie, nie mam sily wyjsc do ludzi i zyc jak zylam. Cokolwiek zrobie, to juz nic nie bedzie takie samo, jestem juz naznaczona tym wszytskim, moja psychika jest juz poszatkowana, nie wyjde z tego jesli zostane w tej ciazy. A jesli ja usune wcale nie musi byc lepiej. Zycie w wiecznym strachu, ze czeka mnie pieklo, sprawi, ze ja rowniez moge psychicznie zachorowac. Nie chce zyc, naprawde, nie chce, wolalabym zeby teraz mnie Bog zabral do siebie, zanim dokonam tego czynu, zeby juz ta strasznie nie cierpiec, jestem wrakiem czlowieka, a minal dopiero miesiac....
      • ela696 Re: Blagam, pomozcie... 30.05.11, 01:07
        Nie bój się. Podejmij dobrą decyzję - ocal siebie i dziecko. Spróbój spojrzeć z boku. Wiele kobiet daje radę z samotnym macierzyństwem to dlaczego Ty miałabyś nie dać?
        Dziecko daję ogromną siłę i motywację. To, że nie czujesz teraz do niego nic nie oznacza, że się to nie zmieni. Być może po kolejnym USG, po pierszych ruchach, po narodzinach..
        Ja też przez całą planowaną ciążę nie czułam wybuchu uczuć macierzyńskich, wręcz przeciwnie.
        Wszystko przychodzi z czasem. Zobaczysz. Tylko rzuć się na głębię, zaufaj Bogu i nie bój się już. Nie będziesz żałować.
        Nowy człowiek idzie na świat - to Twój syn/córka przyjmij go jak dar od Boga.



        • mama.rozy Re: Blagam, pomozcie... 30.05.11, 08:10
          kochana
          nawet nie wiesz,że większośc obaw związanych z uczuciami do dziecka/siebie w ciąży,przeżywa praktycznie każda kobieta
          a ja mam inne pytanie-chciałabyś z kimś porozmawiac?jesteś z okolic Warszawy?może rozmowa z psychologiem pomogłaby Ci uporządkowac ten bałagan?
          bo trochę wydaje mi się,że ciąża jest jakby efektem ubocznym jakiegoś pogmatwania tam,w środku...tak,jak piszesz-teraz to zbyt duży ciężar.a może dałoby się zdjąc coś,dzieki czemu będzie lżej?
          możemy też pomyślec o dobrym kapłanie,mamy kilku tu i tam.
          czasem wystarczy rozmowa,najczęściej z kimś obcym...
          ściskam Cie mocno,dawaj znac
          • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 30.05.11, 08:30
            Chcialam na poczatku jeszcze raz zaznaczyc, ze czytam wszystkie wypowiedzi i nie chce zeby ktos poczul sie ignorowany, ale nie umiem sie na tym forum poslugiwac i nie wiem jak robic zeby to do kazdego doszlo, wiec klikam na ostatni post i tam jest opcja "odpowiedz". U mnie jest 1.30 w nocy, mieszkam z Stanach... Pora polozyc sie do lozka, kiedy sie obudze wszystko napisze. Moze to co przezywam to faktycznie wiaze sie z roznymi sytuacjam w moim pogmatwanym zyciu, ale obawiam sie, ze tu trzebaby zastosowac jakas dlugotrwala terapie, na ktore juz jest troche za pozno. Pozatym to jest kosztowne w tym kraju, a i znalezienie polskiego psychologa byloby dosc trudne, nie to, ze nie wladam angielskim, ale jakos tam chyba lepiej byloby mi sie naprawde uzewnetrzenic tylko w ojczystym jezyku... Napisze wiecej kiedy sie obudze. Mam nadzieje, ze sen nadejdzie wreszcie. Spalam duzo w dzien, bo tylko sen przynosi mi ukojenie, to moment kiedy nie mysle o tym wszystkim. Dziekuje za wszystkie posty, doceniam, ze sa ludzie, ktorzy chca mi pomoc i poswiecaja swoje czas obcej osobie...
            • wiesia140 Re: Blagam, pomozcie... 30.05.11, 09:50
              iktoto ma rację, rzeczywiście cię zaciemnił i to , pomódl się tak jak nati mówiła Koronką do Bożego Miłosierdzia , to potężna modlitwa , ja ci jeszcze mogę dodać na odpędzenie złych myśli:

              modlitwa do św Michała Archaanioła

              Święty Michale Archaniele, broń nas w walce, a przeciw niegodziwości i zasadzkom złego ducha bądź nam obroną. Niech go Bóg poskromić raczy, pokornie prosimy, a Ty, Książę wojska niebieskiego, szatana i inne złe duchy, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, Mocą Bożą strąć do piekła. Amen.
              apropo

              prośby o światło do Ducha św

              pomocna ci będzie Koronka do św Ducha

              W Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen
              Wierzę w Boga Ojca...


              Wezwanie Ducha Świętego:
              Przybądź, Duchu Święty,
              spuść z niebiosów wzięty
              Światła Twego strumień.
              Przyjdź, Ojcze ubogich,
              Dawco darów mnogich,
              przyjdź Światłości sumień !
              O najmilszy z Gości,
              Słodka serc radości,
              Słodkie orzeźwienie.
              W pracy Tyś ochłodą,
              w skwarze żywą wodą,
              w płaczu utulenie.
              Światłości najświętsza,
              serc wierzących wnętrza
              poddaj swej potędze !
              Bez Twojego tchnienia
              cóż jest wśród stworzenia?
              Jeno cierń i nędze !
              Obmyj, co nieświęte,
              oschłym wlej zachętę,
              ulecz serca ranę !
              Nagnij, co jest harde,
              rozgrzej serca twarde,
              prowadź zabłąkane.
              Daj Twoim wierzącym,
              Tobie ufającym
              siedmiorakie dary !
              Daj zasługę męstwa,
              daj wieniec zwycięstwa,
              daj szczęścia bez miary ! Amen.


              1. Bądź uwielbiony, Boże Duchu Święty i przyjdź do nas w darze Mądrości.
              + Ojcze nasz.., + Zdrowaś Maryjo.., + Chwała Ojcu..,
              2. Bądź uwielbiony, Boże Duchu Święty i przyjdź do nas w darze Rozumu.
              + Ojcze nasz.., + Zdrowaś Maryjo.., + Chwała Ojcu..,
              3. Bądź uwielbiony, Boże Duchu Święty i przyjdź do nas w darze Rady.
              + Ojcze nasz.., + Zdrowaś Maryjo.., + Chwała Ojcu..,
              4. Bądź uwielbiony, Boże Duchu Święty i przyjdź do nas w darze Męstwa.
              + Ojcze nasz.., + Zdrowaś Maryjo.., + Chwała Ojcu..,
              5. Bądź uwielbiony, Boże Duchu Święty i przyjdź do nas w darze Umiejętności.
              + Ojcze nasz.., + Zdrowaś Maryjo.., + Chwała Ojcu..,
              6. Bądź uwielbiony, Boże Duchu Święty i przyjdź do nas w darze Pobożności.
              + Ojcze nasz.., + Zdrowaś Maryjo.., + Chwała Ojcu..,
              7. Bądź uwielbiony, Boże Duchu Święty i przyjdź do nas w darze Bojaźni Bożej.
              + Ojcze nasz.., + Zdrowaś Maryjo.., + Chwała Ojcu..,


              P: Ześlij Ducha Twego, Panie, a powstanie życie,
              W: I odnowisz oblicze ziemi.


              Módlmy się. Boże, Tyś pouczył serca wiernych światłem Ducha Świętego: daj nam w tymże Duchu poznać, co jest prawe i Jego pociechą zawsze się radować. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.


              P: Niepokalana Oblubienico Ducha Świętego,
              W: Módl się za nami.


              na zakończenie

              Oczyść, Panie, ogniem Ducha Świętego nasze sumienia i serca, abyśmy służyli Tobie w czystości ciała i podobali się dzięki niewinności duszy. Amen
                • mama.rozy samaniewiem 30.05.11, 10:31
                  na razie jesteś czytalna dla wszystkich
                  jak chcesz pisac do kogoś konkretnego,to możesz to zaznaczyc w tytule odpowiedzi,albo już w poście
                  i nie jesteś nam obca-większośc z nas ma dzieci,niektóre z nas stały przed dylematem,przed jakim Ty stoisz.niektóre ten błąd popełniły...
                  czy masz gdzieś w pobliżu siebie misję/centrum polonijne?
                  albo podaj rejon,gdzie łatwiej byłby Ci dojechac
                  nie obiecuję,że znajdę,ale na pewno będę szukac
                  śpij dobrze
            • iktoto Re: Blagam, pomozcie... 30.05.11, 12:29
              piszesz, że już za późno na terpię. co Ty piszesz. masz dopiero 31 lat, to początek życia. ja chodzę na terapię do jezuity od kilku miesięcy, mam 38 lat i jakoś nie uważam, że to dla mnie za późno. chodzę na terapię z powodu dzieciństwa, które nie było najlżejsze i zarzutowało na całym moim życiu i które spowodowało że znalazłam się na dnie. zawsze jest jeszcze ten dobry czas aby podjąć terapię!!!
      • iktoto Re: Blagam, pomozcie... 30.05.11, 12:25
        księża są tacy jakie jest społeczeństwo, z księżyca nie spadli.

        dużo trudniej jest dźwigać krzyż po aborcji niż mając niechciane dziecko. dlaczego wciąż zakładasz że Go niebędziesz chciała. nie jesteś w stanie przewidzieć co będziesz czuła za kilka miesięcy. nie jesteś w stanie przewidzieć jaki to ból kiedy nagle uświadamiasz sobie, że tego dziecka już nie ma tutaj i Go nie bedzie. to tylko teoria. piszesz, że chcesz już być po aborcji żeby zacząć coś nowego, żeby przepracować te nowe wyrzuty sumienia. nie wiesz co piszesz, tych wyrzutów sumienia nie mozna z niczym porównać, to nie jest wyrwanie zęba. poczytaj nasze historie. to nie jest tak, nie możesz przewidzieć co będize po, ile czasu będzie trwało naprawianie siebie.
    • bellagnos Re: Blagam, pomozcie... 30.05.11, 13:51
      Jestem w ciąży i tak od siebie dodam że w tych pierwszych tygodniach było mi ciężko psychicznie choć nawet nie wiedziałam, że jestem , o byle bzdurę nawet bez powodu totalny dół. Moja koleżanka dotąd się śmieje jak płakałam nad piękną choinką którą mąż przyniósł tylko dlatego, że nie była sztuczna. Możliwe że Twoje wcześniejsze zranienia złączył się z całkiem naturalnym "dołem ciążowym" i do tego doszły sprawy duchowe bo komuś bardzo zależy byś zabiła swoje dziecko, a najlepiej siebie też. Tu się toczy walka o Ciebie.

      Nie jesteś złą osobą nie daj sobie samej tego wmówić , masz bardzo czyste sumienie rzadko spotykane u osób niezbyt praktykujących. U mnie w 5 tyg ciąży biło serduszko nie przerywaj tego bicia, nie wiesz dla kogo ono bije może to ma być wspaniały człowiek dający nadzieje innym..
      Rozważ sprawę adopcji, szkoda, że tak mało się o niej mówi, to nie jest zło.

      Bogu bliska jest adopcja "Kto przyjmuje jedno z tych dzieci w imię moje, Mnie przyjmuje" Zresztą Jezus był adoptowanym dzieckiem św Józefa, zobacz jak Józef musiał się czuć na początku, nie wiedział skąd jak i dlaczego a Maryja milczała.Dopiero anioł mu wszystko wyjaśnił.
      Życzę ci takiego anioła .
      Piszesz o krzyżu, jest w tym racja, że cierpienia trzeba przyjmować ale.. są dwa rodzaje krzyża jeden może być cierpieniem po aborcji czyli niosącym śmierć a drugi noszeniem dziecka 8 miesięcy i obdarowaniem tym dzieckiem rodziny która płacze i modli się codziennie o dziecko, czyli na Twoim bólu wyrasta, życie, szczęście.
      A może jednak dziecko zostanie z Tobą?? Ska wiesz że nie poznasz kogoś kto pokocha ciebie i dziecko?? Jeśli zawierzysz Bogu swoje życie On nim pokieruje.
    • 0oo.oo0 Re: Blagam, pomozcie... 30.05.11, 14:20
      Rozumiem Twoje nastawienie do adopcji, że lepiej usunąć niż oddać. Nie wiem skąd to się bierze, ale u mnie też adopcja nie wchodziła w grę...
      A samo to, że piszesz tutaj, ze szukasz porady innych, świadczy o tym, że nie podjęłaś decyzji. I będziesz się tak męczyła dopóki tego nie zrobisz. Nie wiem jak to jest, kiedy decydujesz się na aborcje, tego Ci nie powiem. Ale znam tą druga drogę. Kiedy nie wiesz, wahasz się i mówisz sobie spróbuje, dam radę, urodzę. I już. Wszystkie problemy znikają, mówisz sobie, podjęłam decyzje i nie ma odwrotu. I idziesz do sklepu kupić marchewke i cieszysz się jak głupia, ze robisz to już nie tylko dla siebie, że robisz to, bo musisz dla kogoś w Tobie. I nie męczysz sie już z dwiema możliwościami, tylko układasz życie pod tą jedną. Siedzę tak już drugi miesiąc układając sobie życie na potem.
      I może to, że nie kochasz tego faceta jest problemem, ale możesz kochać dziecko. Mozesz już nigdy nie być sama, bez względu na facetów. Taki mały człowiek będzie kochał Cię bezwarunkowo i będzie mogł liczyć tylko na Ciebie i nigdy nie poczujesz się z nim samotna.
      Po zrobieniu testu źle się czułam, miałam wrażenie, że mój brzuch sam wyrzuca nieproszonego lokatora, tak mocno bolało, a mnie to cieszyło, że moze problem sam się rozwiąże. I chodziłam tak przez tydzień w takim otępieniu bez życia. I podjęta decyzja zmieniła świat na lepsze.
      I moj chłopak sie ze mnie śmieje, w jaki sposob podjęłam decyzje, ze bedziemy mieli dziecko, jak ostatnio nie umiałam wybrac kanapy i robił to za mnie. Bo mnie mecza decyzje, nie lubie tego, czuję się mała, zagubiona, przytłoczona i wpadam w czarną dziurę. Wybór imienia do bierzmowania, liceum, czy kierunku studiów powodował, ze przez tydzień lezałam zrozpaczona szukając, kto podejmie decyzje za mnie. Ale teraz poczułam, ze to dziecko nie może się samo bronić, że skoro i ja i chłopak go nie chcemy, to kto go chce. Nikt więcej nie wiedział, nie mógł mu pomóc. I wtedy trafiłam na forum i poczułam, ze jeśli komuś obcemu zależy na moim dziecku, a nie mi, to co ze mnie za człowiek. Jak pójdę do kościoła jeszcze kiedyś, czy powiem to przyszłemu mężowi i dzieciom. że już pierwsze dziecko nie będzie pierwszym, tylko drugim, a to zabite będzie pierwszym... Miałam tysiące myśli i zdecydowałam dobrze i naprawdę to czuję. Czuję radosć, spokój. Mogę patrzeć na kobiety z dziecmi, wózkami i w ciąży, których są miliony i mnie to nie boli. Nie wiem, czy byloby tak po aborcji...
      Jeśli ojciec dziecka da Ci zabezpieczenie finansowe to masz jeden problem z głowy.
      Ja wierze w Ciebie i wierze, że dasz radę. I że jest powod, dla którego to my jesteśmy wybrane, mimo ze tyle innych osob by chciało. Trzymaj się, głowa do góry i wpuść trochę słońca w swoje zycie podejmujac dobrą decyzję smile
      • bibina Re: Blagam, pomozcie... 30.05.11, 17:11
        Trzymaj sie, kobieto.
        Jestem w 9 tygodniu ciazy, mdli mnie okropnie, mysle tylko o lezeniu w lozku i lazeniu po necie, do dziecka (chociaz planowane) nie mam relacji, cos tam do niego gadam, ale wydaje mi sie to sztuczne, boje sie tez ze bedzie chore, uposledzone (mam 37 lat). Aborcji w ogole nie biore pod uwage.
        Powyzej opisane dolegliwosci ofiaruje dzis Panu Jezusowi w Twojej intencji.
    • nienienie_85 Re: Blagam, pomozcie... 30.05.11, 18:07
      sytuacja w jakiej jesteś jest trudna, pewnie wiele osób zastanawiałoby się i płakało, ale czy jest sens? Powiem Ci z perspektywy osoby, która dała się zmanipulować, dała sobie wmówić, że to jedyne wyjście z sytuacji. W chwili obecnej jestem sama, znaczy mam faceta ale on ofc ciągle zajęty sobą i załatwianiem swoich spraw, ze swoimi demonami i bólami (jestem po farmakologicznej i fizycznie mega cierpiałam i cierpię nie wspominam już o bólu psychicznym) zostałam totalnie sama. Wtedy nachodzą czlowieka różne myśli, że to moja wina, że jestem sama, że to moja wina, że nie widzę sensu dlaczego? bo właśnie KTOŚ dał mi szansę nie bycia już samotną (dziecko), dał mi sens (miłość dziecka) ale ja to wszystko wyrzuciłam, ile jestem warta teraz odrzucając ten prezent. Tak modlę się i tak jakoś naiwnie wierzę, że Bóg mi wybaczy i kiedyś i ja sobie wybaczę ale tak jak pisały dziewczyny, to jest piekło, najgorzej jest wieczorami i w nocy kiedy to wszystko wraca, jest w Twojej głowie i nie dasz rady od tego uciec. Cokolwiek postanowisz na pewno znajdziesz tutaj pomoc, jednak zastanów się czy jest sens skazywać się z góry na piekło... takie psychiczne i duchowe. Najgorsze jest to, że nie masz się nawet komu wygadać, wypłakać... i mimo, że można się tłumaczyć na wiele sposobów to nigdy nie znajdziesz wytłumaczenia czy też akceptacji swojej negatywnej decyzji.
      • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 31.05.11, 03:26
        Przepraszam, ze dopiero teraz pisze, ale czuje sie w obowiazku chociaz poinformowac Was, ze zyje, chociaz jestem na samym dnie rozpaczy. Dzis upadlam przed krzyzem, ktory wisi u mnie w domu i prosilam Boga o wybaczenie. Na wiecej slow nie mam sily, psychicznie jestem wrakiem. Fizycznie tez czulam sie dzis kiepsko. Odezwe sie jak bede w stanie napisac cos wiecej. Przepraszam i prosze o zrozumienie. Nie chce zawiesc ludzi, ktorzy poswiecili/poswiecaja mi swoj czas i chca pomoc. Napisze jak poczuje sie troche lepiej, moze jutro mi sie uda. Przepraszam.
          • margaretka248 Re: Blagam, pomozcie... 31.05.11, 16:50
            Trzymaj się ciepło, chicaiałam wam powiedzieć, że miałam dziś poważny wypadek, potrąciłaa mnie samochów, ale Bóg nie dopuścił, aby stała mi się krzywda, jestem poturbowana, ale żyję.
            Podobnie jest z dzieckiem poczętym, ono zmienia sytuację kobiety, ale gdy się zaufa Bogu i powierzy się jemu problemy, On pomoże, szczególnie wtedy, gdy ktoś daje życie, anie chce go odebrać.
            Dlatego wierzę w to, że jesteś chroniona przez Boga i twoje dziecko. Jeżeli pozwolisz mu żyć, Bóg cię nigdy nie zostawi i ędzie tobie wdzięczny.
            Jeżli twój stan psychiczny jest zły, to proszę pomyś o rozmowie z kimś zaufanym (może to być kapłan, psycholog), takie osoby, które zachowają anonimowość i nie wydadzą cie osobom, którym nie chesz powiedzieć o zaszłej sytuacji (jak narazie).
            Napewno możesz liczyć na naszą pomoc i wsparcie emocjonolane oraz duchowe.
            Wspieramy cię modlitwą, pamiętamy o tobie i o dziecku.
            uściski dla ciebie i dzieciątka smile.
    • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 01.06.11, 05:36
      Wlasnie troche sie obawialam, ze wszyscy beda mnie tu odwodzic od aborcji, ale zdecydowalam sie napisac.
      Ja sobie nie wyobrazam samotnego macierzynstwa, po prostu nie umiem... Ja sama potrzebuje milosci, wsparcia, znam sie na tyle, ze wiem, ze nie bede dac w stanie temu niechcianemu dziecku tego co ono potrzebuje.
      Strasznie zle znosze te ciaze, 6 tydzien, a ja ciagle, bez zadnej przerwy mam nudnosci, chocaiz nawet nie wiem czy to sie tak nazywa, ciagle chce mi sie wymiotowac, a nie wymiotuje, chyba moge to porownac do choroby lokomocyjnej, ktora mialam w dziecinstwie, kazdy dluzszy, godzinnny wyjazd samochodem konczyl sie odchorowywaniem przez reszte dnia. Fizycznie jestem wypluta. Psychicznie... dzis chcialam sie samookaleczyc, chcialam obciac nozyczkami swoje wlosy, siada mi psychika. Cokolwiek zrobie, czy zostawie czy usune, to ja juz jestem wrakiem czlowieka. Napisalam ojcu dziecka smsa, ze nie czuje sie za dobrze, nie odpowiedzial nic. Wczoraj spytalam czy moze mi cos kupic do jedzenia, odpisal po dwoch godzinach, ze dopiero wyszedl z samolotu, gdzies tam wylecial na weekend. Dostalam raport, ze dostal tego smsa wczesniej niz mi napisal. Nie mam co na niego liczyc, nie mam co liczyc, ze moim fizycznym stanie ten czlowiek mi w czymkolwiek pomoze. On twierdzi, ze jego biznesy sa najwazniejsze, a ja jestem rozpuszczona. Jesli bym urodzila, to na pewno nie dalabym rady z dzieckiem. On mowi, ze placilby za nianke, niby w to wierze, ale juz sama nie wiem. Ale co mi z nianki, jak ja nie mam zadnych uczuc do tego plodu, wrecz mnie drazni... Jestem kompletnie z tym wszystkim sama, nikomu nie powiedzialam o ciazy, a nawet jesli powiem, to nikt juz nie ebdzie chcial za bardzo ze mna sie zadawc, nikt nie ma dziecka, ja juz bede tredowata, zostane sama jak palec, z dzieckiem, ktorego nie pragnelam i ktorego usmiech mi niczego nie wynagrodzi. Nie o tym w zyciu marzylam. Ale teraz juz nie chce nawet zadnych marzen o prawdziwej milosci i dziecku zrodoznym z milosci. Nie chce juz nic, niech mnie Bog ukarze samotnoscia, bylebym nie musiala rodzic tego dziecka i skrzywiac mu psychike. To dopiero 6 tudzien, poczatek tego koszmaru... Jak ja mialabym w takim stanie przejsc cala ciaze, ktora jest tylko poczatkiem tego co mnie moze czekac po urodzeniu dziecka. Naprawde, nie chce tej ciazy, nie mam w sobie mysli, ze "teraz musze byc silna, bo mam dziecko", mnie to przytlacza, mnie to prowadzi do jakiejs choroby psychicznej, ja przestaje siebie poznawac, ja juz mam wszystkiego dosc.... Adopcja, musialabym sie ukryc gdzies na ostatnie miesiace, odciac od swiata, juz w zasadzie jestem od niego odcieta, ale sa jeszcze sasiedzi, ktorzy moga zauwazyc. Nie chce zadnej laty wyrodnej matki, ktora oddala dziecko. Zreszta tak czy siak, ja psychicznie nie dam rady przejsc przez te ciaze sama, po prostu nie dam, jest ze mna coraz gorzej, a nie coraz lepiej.... Chcialabym zeby mnie ktos zabil, cos mi zrobil, zebym nie musiala juz tego wiecej przezywac, gdybym byla odwazniejsza, to naprawde, juz dawno odebralabym sobie zycie.... Wiem, ze jak dokonam aborcji, to moge sie czuc podobnie, ale ja juz tylko w tym upatruje, ze uwolnie sie z tego wszystkiego co aktualnie przezywam, tego sie nie da opisac......nie da.....
      • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 01.06.11, 06:43
        Czytalam wlasnie o depresji w ciazy, zreszta nie mowie, ze wczesniej tez nie miewalam zalaman jakichs, ale nigdy takich jak to... Leczenie farmakologiczne jest dosc niebezpieczne... Znalazlam taki fragment: "Wiele badań wskazuje także na odległe niekorzystne skutki dla dzieci depresyjnych matek. Są wśród nich zaburzone relacje matka - dziecko, dziecko - rodzeństwo, rozwijające się później problemy poznawcze, emocjonalne, zaburzenia zachowania i adaptacji u dziecka." z tej strony: www.pulsmedycyny.com.pl/index/archiwum/8581,ci%C4%85%C5%BCa,depresja.html
        Ja juz nawet moglabym sie poddac leczeniu, ale na psychoterapie mnie nie stac, pozatym chyba musialabym zamieszkac z takim psychoterapeuta zeby miec go ciagle pod reka. A do farmakologii nie jestem przekonana, raczej w ciazy jest to niewskazane....
        • mama.rozy Re: Blagam, pomozcie... 01.06.11, 08:26
          a spojrzałaś chociaż na linki,które podałam?
          bardzo łatwo jest wpaśc w dół,gorzej się z niego wychodzi
          sęk w tym,że z takich dołów składa się całe nasze życie.po prostu.chyba,że ktoś żyje w kolorowym świecie seriali i gazet,to faktycznie,może sie spodziewac,że wróżka wybawi go z kłopotów,obojętnie jakich
          dorosłośc polega na tym,że bierze się odpowiedzialnośc za to,co się robi.tym bardziej,kiedy chodzi o drugiego człowieka.a jak chodzi o zycie drugiego człowieka,to w ogóle nie powinno byc pytań.
          macierzyństwo nie jest usłane różami,bo nie o to w tym chodzi.nie rodzimy dzieci dla siebie,dla własnej wygody czy potrzeby.a jeśli tak ktoś podchodzi do sprawy,to samo dziecko szybko mu udowodni,że jest zupełnie inaczej.
          ale porównując ciężar aborcji i ciężar macierzyństwa,plus jest po stronie drugiego.
          samaniewiem,czy Ty cokolwiek robisz,żeby polepszyc swój stan zdrowia?byłaś u jakiegokolwiek lekarza?
          o samotnym rodzicielstwie na razie nie masz co mówic,bo chociaż pan ojciec pewnie się dzieckiem nie przejmie,takie decyzje będziesz w stanie rozwazyc dopiero przed porodem czy nawet po nim.pierwszy trymestr ciąży jest taką huśtawką hormonów,że sensownym decyzji się nie podejmuje.tym bardziej,jeśli matka z dzikim uporem wpycha się w bagno.
        • iktoto Re: Blagam, pomozcie... 01.06.11, 09:06
          potrzebujesz porozmawiać z kimś w realu o swojej obecnej sytuacji, spróbuj zmusić się choć do jednej wizyty u psychologa, chyba że masz kogoś zaufanego. wtedy będzie łatwiej. zamykanie się w pokoju powoduje że grzęźniesz i że nie potrafisz ocenić swojej sytuacji. można się wtedy łatwo zapętlić.
        • bibina Re: Blagam, pomozcie... 01.06.11, 09:48
          Kobieto, porusza mnie to co piszesz.
          Bylam w takim dole, z innych powodow, balam sie bliskosci z mezczyzna, mialam za soba zycie w rodzinie alkoholowej. Przyczyna nie taka wazna, ale jedno wiem: w takim stanie zamkniecia, braku rozmowy z kimkolwiek, dolowania, nie ma szans na poprawna ocene rzeczywistosci. NIE MA! Lataja Ci przed oczami jakies straszne fantomy, pisza sie najczarniejsze scenariusze. Dochodza do tego hormony wczesnej ciazy. Te okropne wizje, ktore wyswietlaja Ci sie przed oczami (depresja, okropne samotne macierzynstwo) nie maja prawie nic wspolnego z rzeczywistoscia.

          Bede sie modlic, zebys wyszla z tego amoku, tanich rad nie chce dawac.
          Pisz na priv, jesli chcesz.
    • bellagnos Re: Blagam, pomozcie... 01.06.11, 09:47
      Jestem sama z własnej woli, dlatego zachęcam Cię zadzwoń do którejś z tych organizacji z linków jakie tu podano, podejrzewam że otoczą Cię opieką i to ZA DARMO!!! Może się okazać nawet że za ścianą mieszka osoba która pomaga. Tylko zrób krok.
    • 3aleale Re: Blagam, pomozcie... 01.06.11, 12:52
      doskonale rozumiem co teraz czujesz. wiekszosc z nas - a ja napewno- gdy dowiedzialam sie o ciazy rowniez popadlam w tak ciezki dol ze graniczylo to z depresja. mysle ze wszystkie ktore stalysmy przed ta decyzja rozumiemy jak ciezko ci teraz.
      To minie! To jest przejsciowe! Przezywasz szok, do tego dochodzi burza hormonalna w organizmie - to wszystko skutkuje stanem w jakim jestes.

      Daj sobie czasu na zaakceptowanie tego ze jestes w ciazy, niech to do ciebie dotrze. Uwierz ze pokochasz dzidziusia, bedziesz sie cieszyc ze jestes w ciazy jak przejdzie ten szok, bo jeszcze ci nie przeszedl to trwa troche.. bedziesz szczesliwa ze jestes w ciazy uwierz.. ja tez tak bardzo nie chcialam byc w ciazy nie mialam zadnych pozytywnych uczuc, usunelam.. teraz wiem ze gdybym postapila inaczej bylabym szczesliwa, w tym momencie szalalabym ze szczescia ze nie usunelam, ze bede miec tego dzidziusia.. a zostala tylko pustka i żal zżerający mnie od środka..
      Nie popelniaj tego bledu piszesz ze boisz sie Boga, Bóg wybaczy, ale dziewczyno to jest nic w porownaniu z tym jak znienawidzisz sama siebie gdy usuniesz. To co teraz czujesz ten ogromny dół z powodu ciazy- po usunięciu będzie sto razy gorzej. Predzej czy pozniej dopadna cie takie wyrzuty sumienia, tak ogromny zal ze nie da sie tego opisac..

      Daj sobie szansę poradzisz sobie, będziesz szczęśliwa, nie odbieraj sobie szansy na szczęście! urodz tego dzidziusia
      • kasik2222 Re: Blagam, pomozcie... 01.06.11, 13:19
        witaj. Napiszę z perspektywy samotnej matki. Tyle że ja kochałam swoje dziecko od początku. mąż zmarł jak mała miała 13 miesięcy - wtedy zostałam sama. sama z bólem cierpieniem i żałobą. I z małym dzieckiem. Dzieckiem które uratowało mi życie, bo bez niego nie dałabym rady zistać na tym świecie po smierci męża. I wiem, że dziecko DAJE SIŁĘ, a nie odbiera. Teraz córeczka ma prawie 5 lat i jest moim najwiękzym skarbem. daje mi siłę by zyć i walczyć o godne życie. DLa mnie i dla niej. Ja tez kiedyś nie chciałam mieć dzieci. Ale to się u kobiet zmienia. I wcale nie jest tak strasznie. Byuło cięzko samej, ale dziecko rośnie, i jest łatwiej. DASZ radę, wierzę, że jeśli zdecydujesz się na dziecko, to zostawisz je sobie, nie będziesz mogła oddać. Trzymaj się pozdrawiam
        • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 01.06.11, 16:32
          Nikt mi nie da gwarancji, ze to minie. Raz w zyciu chcialam miec dziecko, a moze raczej dopuszczalam taka mysl, byl to czlowiek, ktorego najbardziej na swiecie kochalam. I nie przerazala mnie wtedy mysl samotnego miacierzynstwa, chociaz w kazdej chwili on mogl umrzec, bo chorowal na raka. Ale nie wyobrazam sobie, ze cos czego nie chce od samego poczatku, czego sie panicznie boje, moze i nawet zaczynam nienawidzic, ze to sie zmieni. Wiecie ilu matkom wmawianiu, ze po porodzie pokochaja swoje dzieci? i nic takiego nie nadeszlo.... A sa dramaty, ktore znam, oddawanie 4 letniego dziecka do adopcji, 3 letniego, poczucie winy, frustracja, nienawisc do dziecka i calego swiata. Po prostu sa kobiety, ktore nie zmienia tego, chociaz Wam sie moze wydawac inaczej, bo Wy pokochalyscie swoje dzieci. Zrozumcie, ze nie kazdy jest taki sam, moze ja jestem w tej mniejszosci, moze Wy nie znacie takich kobiet, przypadkow, ale macierzynstwo nie jest dla kazdego, nie dla kazdego niechciana ciaza jest blogoslawienstwem czy darem. I potem z takiego przekonywania, ze to przejdzie, ze sie zmieni, rodza sie jeszcze wieksze tragedie, bo juz nie tylko matki, ale i dziecka. Ja sie nie nadaje do samotnego macierzystwa w depresji, samotnej ciazy, bez zadnego dobrego slowa, bez jakiejkolwiek psychicznej pomocy. Obcy ludzie mi tego nie dadza, kazdy ma swoje zycie do ktoroeg wraca, a ja zostaje z tym sama. Popatrzcei tez na dramat takich matek, kobiet. Wiecej zrozumienia znajdzie kobieta po aborcji niz taka, ktora urodzi niechciane dziecko i potem sie z nim meczy... Jasne, mozna sie do tego przyzwyczaic, wegetowac, zyc dalej mechanicznie robiac te wszystkie czynnosci, a w srodku jest pustka, zal, ze nie dokonalo sie aborcji, zal do tych ludzi, ktorzy wmawiali, ze "pokocha to dziecko"... Mnie zajmowanie sie psem wpedzilo w depresje, nie dawalam sobie rady zeby ja karmic, wyprowadzac, az w koncu mimo calej milosci do tego zwierzecia - oddalam pelna poczucia winy i wyrzutow sumienia do tej pory, chociaz wiem, ze pies ma dobrze, a co dopiero dzieckiem. Dziecko to jednak nie pies, nie zabawka, ja sobie nie poradze psychicznie z takim ciezarem, nie mowiac fizycznie.
          • nati1011 Re: Blagam, pomozcie... 01.06.11, 16:44
            Jestes taka pewna, ze nie poradzisz sobie z ciaza i dzieckiem, i tak samo pewna ze PORADZISZ sobie z aborcja. a co jezeli sie mylisz? jezeli to własnie aborcja bedzie tym trudniejszym wyborem?
            nie wiesz jak ułozy sie twoje zycie z dzieckiem a juz panicznie sie tego boisz. nie wiesz tez co oznacza aborcja, tego jednak sie nie boisz. a jesli to drugie okarze sie gorsze? co wtedy?
            • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 01.06.11, 16:59
              Wlasnie chodzi o to, ze ja nie moge byc niczego pewna. Ale jesli mam sie opierac na samoznajomosci, na doswiadczeniach z przeszlosci, to wiele wskazuje na to, ze ja sobie nie dam psychicznie rady z samotna ciaza i samotnym macierzynstwem i ze nie zaakceptuje raczej tego dziecka, nigdy nie lubilam dzieci, musialam udawac zainteresowanie noworodkami czy starszymi dziecmi zeby zrobic przyjemnosc mlodej mamie... Ja nawet nigdy nie trzymalam dziecka na reku, dzieci molgyby dla mnie nie istniec... Co do aborcji to juz jest wieksza niewiadoma, bo tu nie ma niczego na czym moglabym bazowac i oprzec swoje odczucia, tylko na odczuciach tych, ktore tego dokonaly. A jesli sie opierac na odczuciach tych, ktore urodzily jednak, to tez jest roznie, jedne pokochaly dziecko, dla drugich porod i samotne macierzynstwo to kontynuacja tej tragedii...
              • mama.rozy Re: Blagam, pomozcie... 01.06.11, 17:10
                to teraz musisz sobie odpowiedziec,czy wolisz miec żywą tragedię,czy martwą
                bo nie wiem,czy wiesz,że z żywym dzieckiem można wiele zrobic
                z martwym większego wyboru nie będziesz miała
              • faun1512 Re: Blagam, pomozcie... 01.06.11, 17:16
                Nie wiem co napisać, bo najgorszym jest chyba poczucie kompletnej bezsilności w obliczu zbliżającej się tragedii. I towarzysząca temu burza uczuć: ogromne współczucie i wściekłość na własną bezradność, na to że można tylko bezsilnie obserwować jak ktoś powoli stacza się w przepaść… Trudno w takim stanie napisać coś z sensem, ale siedzieć cicho tylko na pozycji obserwatora jakoś nie potrafię…
                Droga samaniewiem – rozumiem, że przeżywasz piekło i bardzo Ci współczuję. Tyle tylko że zawsze może być dużo gorzej, choć w momencie totalnego „doła” wydaje nam się to niemożliwe. Piszesz, że nie wyobrażasz sobie samotnego macierzyństwa; wcześniej odrzuciłaś też możliwość adopcji… A czy jesteś w stanie sobie wyobrazić swoje życie PO????? !!!! Skoro już obecnie wyrzuty sumienia przyjmujesz jako pewnik (mało tego – już teraz występują u Ciebie przejawy autoagresji), to skóra cierpnie mi na myśł o tym, co będzie potem… Nie wiesz, co to znaczy PRAWDZIWA nienawiśc i obrzydzenie do siebie, jak działa mechanizm autodestrukcji – to co obecnie przeżywasz, to jedynie wierzchołek góry lodowej. Na pewno jest Ci bardzo źle, ale jeszcze jakoś funkcjonujesz, np zaglądasz tu i odpisujesz… forum..
                Mimo że trudno Ci w to uwierzyć, może być dużo gorzej, bo prawdziwa deprecha zaczyna się wtedy, kiedy najprostsza czynność (choćby umycie zębów) to dla człowieka wyczyn niczym lot na Księżyc…A towarzyszą temu dotkliwe dolegliwości psychosomatyczne i nieopisany ból (niemalże odczuwalny fizycznie). A wstręt do siebie jest tak silny, że nie można znieść własnego odbicia w lustrze, więc człowiek nie jest w stanie czegokolwiek zrobić wokół siebie – chociażby uczesać… Nienawidzi się dosłownie za wszystko, a najbardziej za tchórzostwo i niemoc, aby skutecznie się zabić (chciałby aby ktoś go w tym wyręczył). Możesz sobie porównać mój opis ze swoim obecnym stanem… Nożyczkami miałaś ochotę obciąć sobie włosy; ale np nie wbiłaś ich sobie w udo… Przyznasz, że to różnica… Mam nadzieję że nie dojdziesz do takiego stanu, w którym swój obecny będziesz wspominać niemalże z rozrzewnieniem i tęsknotą…
                Oderwij się na chwilę od własnych problemów i zanurz w opowieści dziewczyn, które są już po drugiej stronie i wyciągnij wnioski… WSZYSTKIE obsesyjnie chciały by cofnąć czas, choć wcześniej WSZYSTKIM aborcja wydawała się – njeśli nie najlepszym to na pewno najmniej złym rozwiązaniem… Bo przeżywają takie piekło, z którym niczego nie da się porównać…Skoro coś przytrafiło się komuś innemu, to nie możesz wykluczyć, że nie przydarzy się Tobie. Najprawdopodobniej u Ciebie będzie wyjątkowo źle, bo chyba sama przyznasz, że nie jesteś typem „twardzielki”. Odbieram Cię jako bardzo wrażliwą i subtelną osobę. Skoro kobiety uważające się za silne, mające „twardą skórę”, które wcześniej potrafiły sobie poradzić z wieloma traumami i wcześniej nie mające nawet części Twoich obecnych rozterek i wątpliwości aborcja rozłożyła „na obie łopatki” Tak, że przez wiele lat nie mogą się pozbierać, to chyba logiczne, że osobę tak delikatną jak Ty aborcja może zwyczajnie ZABIĆ! I to w dosłownym znaczeniu tego słowa…
                Cudze opowieści słabo trafiają do przekonania, bo mając świadomość że każdy jest inny, być może wierzysz że z Tobą będzie inaczej. One też tak myślały i też często ignorowały ostrzeżenia. Czy nie lepiej znaleźć w sobie pokorę i zgodzić się, że one wiedzą lepiej (mają już to doświadczenie, a Ty nie) i zawierzyć im (chociażby w ciemno) niż być kolejną ofiarą – przemyśl to sobie.
                By nie rozwlekać powtorzę tylko to, co w podobnej sytuacji napisała któraś uzcestniczka forum, mająca doświadczenie aborcji, a co bardzo zapadło mi w pamięci, mimo że wątek już dawno „spadł” z forum.
                Po 1-sze: aborcja to nie jest wybór mieć czy nie mieć dziecko, bo Ono już jest i będzie Ci towarzyszyło do końca życia…Możesz tylko zdecydować czy chcesz Je mieć przy sobie żywe, czy martwe…
                Po 2-gie: aborcja to nie koniec problemów, tylko dopiero początek…
                Po 3-cie: mimo całego tragizmu Twojej obecnej sytuacji, wiele kobiet PO Ci jej zazdrości i bez wahania zgodziły by się na „zmianę miejsc” (możesz popytać, jeśli nie wierzysz). Bo w odróżnieniu od Nich Ty jeszcze możesz dobrze wybrać (One już WIEDZĄ, że KAŻDE inne rozwiązanie jest lepsze niż aborcja)….
                Kasik2222 pięknie napisała, że dziecko daje siłę… Choćby przez to, że gdy pojawia się na świecie na czym innym koncentrujesz swoją uwagę – nie na sobie tylko na dziecku… A to przeniesienie punktu skupienia uwagi to właściwie nie wybór, tylko konieczność smile
                Wszyscy odwodzą Cię od aborcji, bo wiedzą że ona Cię zniszczy – to przede wszystkim walka o Ciebie..
          • bibina Re: Blagam, pomozcie... 01.06.11, 17:09
            Sluchaj, Twoje posty budza we mnie zlosc, a to znaczy ze nie sa mi obojetne. Pozwalasz sobie odbierac szanse na dobre zycie, na szczescie. Bo szanse masz takie jak kazdy. Absolutnie ciagle je masz.
            Jesli na emigracji czujesz sie wyobcowana (cos wiem o tym, sama jestem na obczyznie), to moze starzy przyjaciele, rodzina z Polski cos pomoga. No probuje ruszac glowa, jak Ci pomoc, ale nie znam Twojej sytuacji do konca.

            Co do chcenia-niechcenia dziecka to bzdury piszesz. A kto mi da gwarancje, ze jutro bede tak kochac moje dziecko jak kochalam je kilka miesiecy po urodzeniu (bo nie od razu czulam milosc, oj nie)? A jesli mi jako nastolatek wywinie numer i zostanie np. muzulmaninem? Jakie wtedy bedzie moje 'uczucie milosci'? Nie mozna po prostu pisac, ze sie nie nadaje do samotnego macierzynstwa czy niesamotnego czy jakiegokolwiek innego, dopoki sie w nie nie weszlo. A uczucia sie zmieniaja. Ile razy ja po prostu z lozka nie chcialam wstawac, kiedy mialam przed soba perspektywe calego dnia spedzonego z niemowlakiem. Kiedys mialam bardzo atrakcyjne zycie wsrod elity jednego z wielkich miast Polski, teraz jestem w obcym kraju kura domowa, z wlasnego zreszta wyboru. I co moge powiedziec? Ze macierzynstwo to nie jest stan, ktory autmoatycznie czyni z kobiety miekka, usmiechnieta, ciepla istote. Nie, to dopiero okazja, zeby nad soba popracowac, zeby wydobyc z siebie to, co najlepsze.

            Kluczowe slowa Twojego postu to 'Ja sie nie nadaje do samotnego macierzystwa w depresji, samotnej ciazy, bez zadnego dobrego slowa, bez jakiejkolwiek psychicznej pomocy.' Powiem Ci cos: nikt sie nie nadaje do takiego macierzynstwa. Nawet jesli jest bez meza/ojca, koniecznie potrzebuje wsparcia. Jest afrykanskie przyslowie, ze 'potrzeba calej wioski, zeby wychowac jedno dziecko'. Nie mysl wiec, ze ktokolwiek wymaga od Ciebie bohaterstwa calkowicie samotnego macierzynstwa. Zobacz, juz ruszylas sie, zaczelas od tego forum. Zawsze mozesz tu wracac. Teraz moze rusz w real. Nie brakuje ludzi, ktorzy chca Ci pomoc.

            Przepraszam, jesli czasami ostro Cie tu traktowalam slowami, po prostu chcialabym Cie obudzic z tego letargu.


            • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 01.06.11, 17:52
              Piszecie zeby sie opierac na opowiesciach tych, ktore dokonaly aborcji. A dlaczego nie mam sie opierac na tych, ktore urodzily i przechodza tragedie, moze wieksza jeszcze niz Wy?
              Jest taki mechanizm w czlowieku, ze z perspektywy czasu uwaza, ze zrobilby inaczej, bo i okolicznosci sie zmieniaja, bo gdybac jest latwo.... Te, ktore nie dokonaly aborcji, tez w wielu przypadkach zaluja. Kogo zatem sluchac, czytac i na kim sie opierac?
              Inna kwestia, lekarze w razie zagrozenia zycia matki ratuja matke, a nie dziecko. Dlaczego kiedy tutaj jest rowniez zagrozenie mojego zycia, nie wiem czy ze soba nie skoncze rodzac to dziecko, bo mnie to przerosnie, nie wiem czy nie zachoruje psychicznie z tego dramatu, dlaczego tutaj nikt nie ratuje moejgo zdrowia tylko wazniejszy jest plod? Ne rozumiem tego...
              • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 01.06.11, 17:58
                I dlaczego akceptuje sie te matki, ktore pragna dziecka i stosuja invitro, ile tam zarodkow ulega zabiciu. I jakos zadna nie ma z tego powodu traumy, sa zaslepione zadza macierzysntwa. Ja je rozumiem i nie ganie, ale badzmy fair w stosunku to kazdego zarodka, tak? Bo te, ktore pragna dziecka, to im wolno, bo to dla wiekszosci normalne chec posiadania potomstwa, a te ktore nie chca dzieci to sa wyrodne, zle, grzeszne...
              • bellagnos Re: Blagam, pomozcie... 01.06.11, 18:03
                Chyba musisz poczytać posty dziewczyn jeszcze raz, jest to jedno z nielicznych for, na którym zwraca się uwagę na stan psychiczny matki po aborcji, właśnie dlatego, że się martwimy o Ciebie piszemy. Wierz mi wszystkie Ci dobrze życzą, wszystkie by cię przytuliły, kupiły coś do zjedzenia były z Tobą ale ze względu na kilometry jest to niemożliwe stąd wyszukane adresy ośrodków posty i modlitwa za Ciebie. Daj sobie szanse i zadzwoń porozmawia zobacz co oferują , jestem pewna że takich dziewczyn jak ty jest więcej.
                • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 01.06.11, 18:13
                  A dlaczego nie zwraca sie uwagi na stan psychiczny w ciazy, na stan psychiczny kobiet, ktore borykaja sie z niechcianym dzieckiem, pelne wyrzutow sumienia. Ja nie mowie, ze ktos tu chce dla mnie zle, ale mam wrazenie, ze nikt mnie nie rozumie, ze kazdy teraz mysli swoimi kategoriami, ze zaluje, a przeciez nikt nie wie co by bylo gdybyscie urodzily to dziecko. Naprawde, poczytajcie sobie historie kobiet, ktore urodzily i sa wrakami czlowieka i to nie, ze po paru miesiacach tylko czy roku, ale tragedia sie ciagnie po kilka lat i dluzej.... Dlaczego im nikt nie wspolczuje, proonuja adopcje, wiecie jak to jest, jak zyc w spoleczenstwie, gdzie nawet tolerancyjni zdawaloby sie ludzie patrza wilkiem na matke, ktora oddala swoje dziecko.
                  • 0oo.oo0 Re: Blagam, pomozcie... 01.06.11, 19:17
                    samaniewiem31 napisała:

                    > Naprawde, poczytajcie sobie histo
                    > rie kobiet, ktore urodzily i sa wrakami czlowieka i to nie, ze po paru miesiaca
                    > ch tylko czy roku, ale tragedia sie ciagnie po kilka lat i dluzej.... Dlaczego
                    > im nikt nie wspolczuje, proonuja adopcje.

                    A dlaczego tak jest,że teraz jest łatwiej zabić niż później? Dlaczego kobieta, która nie wie czy da rade z dzieckiem, czy go chce, nie urodzi, a potem go zabije? No bo teraz nie widzisz dziecka i nie czujesz, ze jest to takiego samego typu morderstwo jak w przypadku dziecka które już się urodziło. Zabić tak samo łatwo, a nawet łatwiej, bo mozesz sama, bez lekarza. Nie dasz jesc, zostawić w piwnicy itd... Tylko to już brzmi nieludzko. A rezultat ten sam.

                    Też nie chciałam swojego dziecka, ale nie umiem się z Toba utożsamić, bo miałam do tego zupełnie inne powody: wiek, brak pieniedzy, nieskończone studia, mieszkam sama zdala od rodziców i chłopaka i to o setki km. Ale wiesz co, ja czuję, że dam radę i jeśli Twoim głównym argumentem za aborcją są problemy i depresje, to nie czekaj, tylko śmigaj do lekarza, do ludzi. Myślisz, ze leżenie w domu w łóżku z daleka od wszystkiego Ci coś ułatwi? Przejdź się do centrum handlowego, popatrz na te małe ciuszki, przejdź obok placu zabaw, porozmawiaj z pierwsza lepsza nieznajomą osobą, która się do Ciebie usmiechnie po dordze. Zobacz najpierw troche sensu w zyciu,a potem do specjalisty, a on Ci pomoze dalej. I tak sobie też myślę, ze skoro już teraz masz problemy z depresją, to po aborcji zupełnie sobie nieporadzisz. Nie wiem, jak silną trzeba być, zeby to znieść, a Ty jesteś krucha i słaba. Nie masz rodziny, która Ci pomoze? Rodzeństwo, rodzice, kuzyni? Kogoś na kogo mozesz liczyć?
              • margaretka248 Re: Blagam, pomozcie... 01.06.11, 18:39
                mylisz się jeżeli chodzi o ratowanie przez lekarzy kobiety, a nie dziecka - bo to jest nieprawda. Lekarze pytają kobietę mówiąć o zagrożeniach, jakie mogą ją czekać i pytają się kogo chce kobieta ratować , wziąść pod uwagę : dziecko czy ja. Chyba, że jest to lekarz, któremu zależy na aborcji. Bierze z tego nie złą kase, a pozatym odpadki ludzkie są sprzedawane i wykorzystywane w handlu. Ludzie na tym miliony zarabiają. Lekarz, który proponuje aborcje łamie przysięgę lekarską.
                Jest wiele przykladów nawet znanych ludzi, którzy poświęcili własne życie by ratować własne dziecko. Podziwiam takich ludzi za to.
                Tak reasumując, twoje stany psychiczne są spowodowane czymś innym, ogólnie ty jesteś załamana i potrzebujesz dobrego specjalisty, który pomoże ci wrócić do równowagi emocjonalnej.
                Tutaj twoje życie nie jest zagrożone. Każdy wspiera cię jak może i ty tego nie dostrzegasz, że już masz wsparcie od wielu kobiet. Kobiety nie wlaczą tu tylko o życie jakie nosisz pod twoim cierpiącym sercem, one walczą także o ciebie. Bo one wiedzą, jakie są konsekwencje aborcji, ponieważ tego dooświadczyły. Walczą o ciebie i o twooje życie - tylko ty masz klapki na oczach. Myślisz tylko o sobie. Wiesz, że aborcja może doprowadzić cię do śmierci - poprzez zakażenie narządów płciowych, nie dokładne usunięcie resztek dziecka, które doprowadzają do poważnej infekcji??? Wiesz, że możesz być całe życie bezpłodna, wiesz, że aborcja może doprowadzić ciebie do poważnej depresji, myśli samobójczych, a nawet prób ze skutkiem śmiertelnym.
                Usunięcie dzieca to nie usunięcie problemu. Te problemy będą ciebie dręczyły przez całe życie. Tak jak już tobie mówiłam, że po aborcji moesz wiele lat czuć się super pod względem psychicznym, jednak prędzej czy później te skutki będziesz odczować, jeżeli z aborcji wyjdziesz cało.
                Proszę masz szanse, na dobre życie. Polecam ci szukać pomocy w domu samotnej matki- oni tam ci pomogą, nawet w opiece nad dzzieckiem. Jeżli chcesz ratować swoje życie to watro pomyśleć nad wizytą u psychologa, kapłana.
                Pamiętaj my nie możemy decydować o twoim życiu, ty nim kierujesz i decydujesz. twoje życie jest w twoich rękach. My możemy cię uświadomić o skutkach aborcji i powiedzieć, co dla ciebie może być lepsze, ale to głownie ty kierujesz tym życiem i możesz przez swoje decyzje uśmiercić siebie albo zyskać życie.
                Aborcja nigdy nie była i nie będzie właściwym rozwiązaniem Dziecko, które przychodzi na świat może trafić w ręce ludzi, którzy dadzą mu szczęśliwe życie, a ty będziesz mieć spokojne sumienie, że ono jest bezpieczne. JAk urodzsz pielęgniarki pytają kobietę czy che dziecko, jak nie ito kierowane jest do pogotowia opiekuńczego i tam czeka na kochających rodziców.
                Jak dokonasz aborcji, nie przywrócisz życia dziecku ani zdrwoia utaconego przez aborcję sobie. Zrozum, że nigdy zło nie będzie dobrem i za to zło trzeba ponieść konekwencje.
                Szatan, który uwielbia zmuszać kobiety do aborcji osiągnie swój cel, ale uwierz mi, że nie martwi o te kobiety i konsekwencjami póżnieszymi , ale ciesz się z nich i pragnie, aby człowiek zszedł na samo dno. Nue pragnie twojego szczęscia.
                Pozdrawiam
              • faun1512 Re: Blagam, pomozcie... 01.06.11, 18:57
                > Dlaczego kiedy tutaj jest rowniez zagrozenie mojego zycia, nie wiem czy ze soba nie skoncze rodzac to dziecko, bo mnie to przerosnie, nie wiem czy nie zachoruje psychicznie z tego dramatu, dlaczego tutaj nikt nie ratuje moejgo zdrowia tylko wazniejszy jest plod? Ne rozumiem tego...

                Przecież nikt Cie nie potępia i nie pisze że ważniejszy od Ciebie jest płód. To że forumowiczki za wszelką cenę chcą Cię odwieść od aborcji nie znaczy że Cię nie rozumieją – przecież one już te stany przechodziły i wiedzą o czym piszesz. Ale w odróżnieniu od Ciebie one wiedzą co jest po drugiej stronie drzwi z napisem aborcja…
                Obawiasz się że rodząc możesz chcieć skończyć ze sobą. Ale jednocześnie zupełnie nie liczysz się z możliwością, że właśnie po aborcji możesz chcieć się zabić! Możesz mi to wyjaśnić? Przecież zdecydowanie więcej samobójczyń jest wśród samotnych kobiet po aborcji niż wśród samotnych matek! Nawet na tym forum są osoby mające za sobą nieudane próby samobójcze (te, którym się to „udało” niestety już nic nie napiszą, a szkoda)…
                Wielokrotnie kobiety samotnie wychowujące dzieci mówiły mi że tylko dziecku zawdzięczają własne życie, bo gdyby nie ono to już wielokrotnie skończyły by ze sobą. Bo tylko poczucie odpowiedzialności za dziecko powstrzymuje je od samobójstwa. A kobiety nie potrafiącej uporać się z syndromem postaborcyjnym nie powstrzymuje nic… Dziwne, że zupełnie nie bierzesz tego pod uwagę…
                • mama.rozy Re: Blagam, pomozcie... 01.06.11, 20:03
                  tak bardzo zależy Ci na ludziach,że przejmujesz się,co powiedzą,jeśliby się okazało,że oddałaś dziecko do adopcji?
                  to gdzie oni sa teraz?masz kogokolwiek obok siebie,czy żyjesz w totalnej izolacji?
                  może jednak wyszłabyś z domu?po pomoc do konkretnego ośrodka?
                  • ela696 Re: Blagam, pomozcie... 01.06.11, 23:39
                    Nie wiem, ale wydaje mi sie, że szukasz w sobie usprawiedliwienia, powodu i mocnego argumentu dla aborcji.
                    Bo jesteś słaba, bo nie dasz rady itp itd. Boisz się przyszłości i pewnie wstydzisz przyznać do ciąży. Wiadomo, łatwiej usunąć i po kłopocie, nikt się nie dowie.
                    Bądż odpowiedzialną kobietą. Jestem pewna że dasz radę, znajdziesz siłę. Przede wszystkim pozwól sobie pomóc. Koniecznie pogadaj z lekazem, psychologiem, kapłanem. Nie bądź teraz z tym problemem sama. To pierwszy krok by coś zmieniło się na lepsze.
                    Myśl pozytywnie. Masz tylko jedno życie i trzeba przeżyć je dobrze.
                    Jeśli będziesz tylko chciała przyjąć to dziecko to jestem pewna, że dasz radę, wszystko żależy od woli. Nie martw się, że będziesz złą mamą. Na pewno nie. Spójrz jaka wrażliwa z Ciebie osoba, napewno dasz swojemu dziecku wszystko co najlepsze. Przecież to cząstka Ciebie. Wierzę w to.
                    Tylko proszę Cię zrób coś ze sobą jak najszybciej. Nie pogrążaj się, nie uprawiaj czarnowidztwa.
                    Gdybym mogła wzięłabym Cię jutro za rękę i zaprowadziła do kogoś kto pomoże Ci poukładać to wszystko. Póki co modlę się dalej i trzymam kciuki.

                    • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 02.06.11, 04:33
                      Wrocilam od lekarza. Pani profesor powiedziala mi, ze nie ma sensu meczyc sie przez cala ciaze. Ona juz widzi jak bardzo ze mna jest zle... Przepisala mi cytotec, ktory mam wziac za tydzien w srode wieczorem, ktory ma za zadanie otworzyc szyjke macicy i spowodowac krwawienie, a w czwartek rano jestem umowiona na zabieg lyzeczkowania.... Niestety, nie mialam nawet psychicznie sily isc i wykupic recepte.... Wracalam do domu samochodem i myslalam nad tym wszystkim. Wyobrazilam sobie bez ciazy i wiem, ze nie zaznam spokoju, bede sie biczowac, juz niczego od zycia dobego podswiadomie nie pragnac, bo chce sie ukarac za to co zrobie... Doprowadzi mnie to na skraj psychicznego upadku...
                      Na USG profesorka powiedziala, ze cos tam sie delikatnie odkleja, stad moje plamienia. Ale moze sie przykleic albo calkowicie odkleic, wiec ona uwaza, ze na dwoje babka wrozyla, i ze nie powinnam sie tak meczyc i zrobic te aborcje. Spytalam, ze to bedzie cos bolalo plod, powiedziala, ze absolutnie nie. Pytala tez czy ta ciaza jest po prostu nie w pore czy z nieodpowiednim czlowiekiem. Powiedzialam, ze tylko to drugie.... Jeszcze co do tego odeklejania zarodka, to juz sama nie wiem czy ona mi tak specjalnie powiedziala zeby mi pomoc podjac decyzje, nie wiem, moze juz sobie wkrecam...

                      Byalm tez u jasnowidza, z ktorym dwa tygodnie temu rozmawialam telefonicznie. Powiedzial mi, ze kiedy ze mna wtedy rozmawialm, nie mial waptpliwosci, ze nie powinnam dokonywac aborcji, teraz kiedy mnie widzi powiedzial, ze nie ejst juz tego taki pewien. To bardzo wierzacy czlowiek i widzial jak sie miotam, ale jakby nie patrzec, on podobno widzi aborcje.... A jesli urodze, to bedzie to dla mnie dramat, sam mi powiedzial, ze nie kocham tego dziecka i bede sie zle czula majac je. Na ojca dziecka powiedzial, ze nie ma co liczyc, ze raz moze pomagac, innym razem nie,z e to nieodpowiedzialny facet. Co do tego jasnowidza, to bardzo wierzacy czlowiek i powiedzial mi, ze w ogole nie powienien ze mna na ten temat rozmawiac. Poweidzial, ze robi to wbrew sobie i on mi nie powie co mam robic. Tlumaczylam mu, ze nie po to przyszlam przeciez. Kazal czytac Biblie i czytac znaki... Spytalam czy mozliwe jest samoistne poronienie, wspomnialam mu, ze mam delikatnie plamienia, czasem brazowe, czasem z krwia, czasem sa jakies male skrzepy. Powiedzial, ze Bog jeszcze nie zdecydowal....
                      Z tego wszystkiego najlepszym rozwiazaniem podobno bylaby adopcja, przezylabym to, ale mniej niz aborcje. W kazdym razie on widzi aborcje... Oczywiscie zdaje sobie sprawe, ze nie ejst zadna wyrocznia i o ile takie rzeczy i tak ostatecznie podejme sama, to raczej co do ojca dziecka mylic sie nie moze...

                      Powiedzialam sobie, ze musze sie spotkac z ojcem dziecka i ostatecznie jeszcze raz z nim porozmawiac. Albo razem zamieszkamy i bedziemy to jakos ciagnac albo ja faktycznie to zrobie... Sama niestety nie przejde przez to, jestem za slaba psychicznie i to nie pierwszy raz kiedy o tym wiem. Zawsze taka bylam i slabo sobie radzilam z wszelkimi przeciwnosciami, od razu depresje, zamykanie sie w sobie, w 4 scianach. Znam siebie...
                      Zadzwonilam, poprosila o spotkanie, przyjechal do mnie z 6 siatami zakupow, jakies soki, kefiry, warzywa, owoce, slodycze, wedliwny, doceniam gest, ale na marginesie dodam, ze procz owocow to nic z powyzszych nie jadam.... Jedzenie sie zmarnuje.
                      W koncu spytalam go czy ejst szansa zebysmy razem zamieszkali, bo ja psychicznie sobie nie poradze sama, ze nic od niego nie chce, nie kocham go, on mnie, po prostu chce z nim mieszkac i czuc, ze nie jestem z tym sama. Zaproponowal mi, ze znajdzie mi jakas dziewczyne do mieszkania.... Ale on ze mnie nie bedzie mieszkal, bo ma swoje zycie i koniec. Nie ma takiej opcji... I ze on tak samo jako ja nikomu nie powiedzial o tej ciazy i nie ma zamiaru poki co... wiec odpada wspolne mieszkanie, bo on ma swoje zycie. Moze mnie za to czesto odwiedzac, czasem zostawac na noc, ale nie zostawi swojego zycia i nigdy sie do mnie nie wprowadzi. Spytal mnie co by bylo gdyby byl kierowca tira i nie bylo go w domu tygodniami, powiedzialam mu, ze po pierwsze zeby bez sensu nie gdybal, a po drugie i tak bym wtedy go spytala czy mozemy razem zamieszkac. Ja po prostu panicznie boje sie byc sama w tej ciazy i nawet jego odwiedziny mi tego spokoju nie sa w stanie zapewnic..... Powiedzial, ze nie ma takiej opcji, ze moze mi kupowac jedzenie, dawac pieniadze, odwiedzac mnie, mozemy razem gdzies wychodzic, ale z mieszkania nici. Wiec juz wiem, ze jestem z tym calkiem sama. Ja jestem za slaba psychicznie na takie zycie i za slaba na aborcje, w ogole tak slabe jednostki nie powinny w ogole sie rodzic... Wiele razy zalowalam, ze sie urodzilam, nigdy nie rozumialam ludzi, ktorzy sie cieszyli, ze przyszli na swiat, moze ja jestem jakas dziwna... jestem za slaba na to zycie, nie daje juz rady.
                      • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 02.06.11, 04:36
                        Tzn ten jasnowidz mial podczas rozmowy telefonicznej watpilwosci, ze powinnam dokonac aborcji, natomiast kiedy spotkal mnie twarza w twarz, powiedzial, ze nie jest juz tego taki pewien... Ale oczywiscie ja to wszystko dziele przez pol, chociaz fakty sa takie, ze faktycznie wycigalam same karty z mieczami, krzyzami. Troche dziwne, ze tak gleboko wierzacy facet zajmuje sie jasnowidzeniem, ale moze on wlasnie w ten sposob stara sie pomagac ludziom.
                        Ide do lozka, najgorzej czuje sie popoludniami i wieczorami, tak jakbym za chwile miala zwymiotowac, wtedy najbardziej dokucza mi samotnosc i strach, ze jestem z tym wszystkim sama, ze musze sama to wszystko przechodzic....
                        • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 02.06.11, 04:44
                          I jeszcze jedno, spytalam ojca dziecka dlaczego nie chce aborcji, nie kocham mnie, ani ja jego, nigdy razem nie bedziemy, po co dziecku taki los szykowac, sobie zycie marnowac i nam i dziecku. Pozatym ja nie kocham tego dziecka i marne szanse, ze pokocham, naprawde znam siebie i nie ejstem pod tym wzgledem typowa kobieta.... Nie umial mi za bardzo na to pytanie odpowiedziec, bo oczywiste jest to, ze on dziecka tak samo jak i ja nie planowal, nie chcial, nie w tym momencie swojego zycia, a juz na pewno nie ze mna. Powiedzial, ze po prostu nie chce cierpiec psychicznie przez reszte zycia jak i po smierci.... On jest prawoslawny, ale te wiary sa raczej dosc podobno. Zreszta kazda wiara zabrania aborcji tak naprawde. Pozatym ja i tak wierze, ze istnieje tylko jeden Bog, a religie to juz tylko ludzie podzialy....

                          I jeszcze jedno, co do tej profesorki z ktora rozmawialam, to jest Polka, wyklada na tutejszym uniwersytecie, jest specjalista ginoenorkynologiem. Widziala, ze ejstem w strasznym stanie i powiedziala, ze to trzeba rozwiazac raz na zawsze, bo ja nie moge tak zyc, nie moge tak calej ciazy przejsc i sama mi zaproponowala, ze zabieg moge dokonac w szpitalu, gdzie ona napisze, ze jest to poronienie zagrazajace, zebym nie szla tam na zabieg aborcji. Zreszta tak jak pisalam, moje plamienia podobno wziely sie tez z tego, ze jest tam jakis maly krwiak i ze kosmowka sie odekleja. Oczywiscie to nie ejst zadna gwarancja, ze zarodek sie nie rozwinie, ale jest to jakas podstawa do zdiagnozowania poronienia zagrazajacego.... Zreszta cala wizyte opisalam Wam wyzej....
                          • iktoto Re: Blagam, pomozcie... 02.06.11, 11:01
                            czy to jasnowidz, czy ciemnowidz, nie wiem. może po prostu mieć dar widzenia, też go mam, też nieraz widzę więcej. jestem wierząca i to niczemu nie przeszkadza. Mamy wiele darów, które gdzieś są pochowane.
                            skąd ta pani profesor wie, że dziecko nic nie czuje, nie zgadzam się z tym. tam jest dojrzała świadoma dusza!!
                            in vitro też nie powinno być stosowane, to egoizm

                            masz córkę, która Cię kocha, a nie zarodek.

                            dlaczego nie pójdziesz do psychologa?
                            może masz gdzieś w pobliżu chrześcijańskich psychologów lub Odnowę w Duchu Świętym, w USA też ta wspólnota działa i można tam uzyskać duże wsparcie.
                            skorzystaj z profesjonalnej pomocy, nie wyciągaj wniosków siedziąc przed netem bo to prowadzi do nikąd, potrzebujesz specjalisty, który oceni sytuację obiektywnie.
                        • kasiaklon17 Re: Blagam, pomozcie... 02.06.11, 08:48
                          Złe samopoczucie podczas ciąży to norma, ja wymiotowałam do 5 m-ca ciąży, codziennie rano, mało jadłam,bo wiadomo, źle się czułam, wciąż chciało mi się spać, ale tak jest w ciąży, to nie choroba, to taki stan odmienny. A poza tym nie jesteś sama, masz nas, wszystkie na forum, czytamy, piszemy, pomagamy, więc trzymaj sięsmile
                          Życie uczy pokory...
                      • 11.jula Re: Blagam, pomozcie... 02.06.11, 07:43
                        > Byalm tez u jasnowidza, z ktorym dwa tygodnie temu rozmawialam telefonicznie. P
                        > owiedzial mi, ze kiedy ze mna wtedy rozmawialm, nie mial waptpliwosci, ze nie p
                        > owinnam dokonywac aborcji, teraz kiedy mnie widzi powiedzial, ze nie ejst juz t
                        > ego taki pewien. To bardzo wierzacy czlowiek i widzial jak sie miotam, ale jakb
                        > y nie patrzec, on podobno widzi aborcje....

                        Jasnowidz wierzący? Człowiek, który namawia do aborcji wierzący? Na pewno nie w Boga.
    • panna_z_nikad Re: Blagam, pomozcie... 02.06.11, 11:03
      Nie udzielam sie, czytam. Strasznie mnie poruszyla Twoja osoba, widze w niej siebie przed laty. Tak jak juz napisala jedna z dziewczyn matka juz jestes: dziecka zywego (jeszcze) albo martwego. Ja tez kiedys bilam sie z myslami czy przejde swoja ciaze, czy przezyje, co bedzie dalej.I bylam chyba w jeszcze gorszej sytuacji. Nie bede sie rozpisywala, bo juz nie chce wracac do tamtych dni. Nie czulam do swojego dziecka nic. Bylo mi "obcym". Nie nawidzilam swojego brzucha. I tez chcialam sie go pozbyc. Bilam sie z myslami, meczyla mnie depresja. I co? I postanowilam, ze jednak urodze a pozniej niech sie swiat skonczy. Rozne mialam dni w ciazy: najpierw bylo tragicznie, pozniej troche lepiej. Kazdego dnia przezywalam fakt, ze jestem w ciazy.Z kazdym kolejnym dniem wmawialam sobie, ze jak tylko urodze zostane najwieksza bohaterka.Swiat sie jednak nie skonczyl, ja urodzilam. Patrzylam na swoje dziecko, male bezbronne i pomarszczone i czulam sie bohaterka. Chcialam oddac do adopcji- nie oddalam. Jest ze mna. I jest dla mnie wszystkim, a ja wszystkim dla niego. Zadne z nas nie jest same. Pokochalam to dziecko bezgranicznie. Nie moge sobie wyobrazic mojego zycia bez niego i kazdego dnia dziekuje Bogu za nie. I cholernie sie ciesze, ze przetrwalam. Daruj sobie chodzenie po jasnowidzach, jak juz masz komus placic to chyba lepiej dobremu psychologowi. Poradzisz sobie. Zobaczysz. Jestes Ty, jest dziecko, jest ojciec dziecka, ktory z tego co piszesz to bedzie Ci pomagal. Sa dziewczyny na forum, jest cala masa ludzi, ktora Ci pomoze. Sa rozne osrodki pomocy, jest adopcja w razie czego, masa psychologow i psychoterapeutow. A moze oparcie znajdziesz w swojej rodzinie? Przepraszam, ze pytam: czy jest ktos przy Tobie z rodziny? Ona zazwyczaj odgrywa bardzo wazna role w takich pogmatwanych sprawach.
      • 0oo.oo0 Re: Blagam, pomozcie... 02.06.11, 13:27
        Żaden jasnowidz, żaden lekarz i nikt, inny, nawet jakby setki osob powiedziały Ci, ze tak bedzie dla Ciebie lepiej, to i tak nie zabiorą nawet kawałka Twojego cierpienia. Skoro ciąża moze być zagrożona, to daj sobie czas. Moze dziecko samo od Ciebie odejdzie i nie bedziesz miała wyrzutów sumienia, ze Ty do tego doprowadziłaś, a moze z Tobą zostanie. Ono już jest. Masz w brzuchu człowieka, moze być tak samo kruchy i słaby jak Ty, a moze być silny i za 10 lat być w stanie się Tobą zająć już i pomagać... Mój chłopak, gdy miał 6 lat zajmował się swoim nowonarodzonym bratem, kiedy matka w depresji piła i zapominała o nich. Wiesz jaki wspaniały i kochający człowiek z niego teraz wyrósł. To ze miał problemy na starcie tylko przyczyniło się to umacniania go i radzi sobie w życiu. Może Twoje dziecko też takie będzie, dzięki Twoim słabościom będzie silniejsze niż niejeden czlowiek. Może i Ty się zmienisz. Dziecko będzie miało ojca, tak? To co za problem, nie dasz rady po porodzie, wsadzasz dziecko do auta, zawozisz do taty i mówisz, zeby teraz on się bawił, a Ty odpoczywasz.
        Nikt nie podejmie za Ciebie decyzji i nikt nie będzie jej potem przezywał do końca życia tak jak Ty. Wyobraź sobie swoje życie za 10 lat. swoje drogi po zostawieniu dziecka i po usunieciu go.
    • bellagnos podjelaś decyzje 02.06.11, 13:19
      Myślę że ty już podjęłaś decyzje by zabić dziecko teraz tylko szukasz potwierdzenia tego u innych.
      U jasnowidza - wszyscy jasnowidzowie są na usługach szatana ale maskują się mając u siebie figurki święte biblię itp ostrzegają przed nimi egzorcyści.

      U profesor ,która nie szanuje życia ani twojego ani dziecka to nic nie znaczy, że jest Polką.

      Tak to prawda, że prawie wszystkie religie szanują dzieci nienarodzone jest jedna, która niesie śmierć - sataniści czyli ci którzy stoją po stronie szatana. Bardzo łatwo odróżnić wyznawców złego od wyznawców Boga miłości.
      Bóg daje nadzieje pocieszenie, ludzi aniołów

      Kiedy mówisz: "To niemożliwe"
      Bóg ci mówi: "Wszystko jest możliwe" Łk18,37

      Kiedy mówisz: "Czuję się taki samotny"
      Bóg ci mówi: "Nie opuszczę cię ani nie pozostawię" Hbr13,5

      Kiedy mówisz: "Ja sobie z tym nie poradzę"
      Bóg ci mówi: "Wszystko możesz w Tym,który cię umacnia" Flp14,3

      Kiedy mówisz: "Nie zasługuję na wybaczenie"
      Bóg ci mówi: "Ja ci przebaczam" 1J1,9:Rz8,1"

      Kiedy mówisz: "Boję się"
      Bóg ci mówi: "Nie lękaj się,jestem z tobą" Iz41,10

      Kiedy mówisz: "Jestem taki zmęczony"
      Bóg ci mówi: "Ja dam ci ukojenie" MT11,28-30

      Kiedy mówisz: "Nikt mnie nie kocha"
      Bóg ci mówi: "Ja kocham ciebie" J3,16:J13,34

      Kiedy mówisz: "Nie wiem jak iść"
      Bóg ci mówi: "Pouczę cię i wskażę drogę, którą pójdziesz"

      Kiedy pytasz: "Która droga prowadzi do Boga?"
      Bóg ci mówi: "Jezus Chrystus, mój Syn umiłowany w nim pokładaj nadzieję"

      "Jeśli Bóg dopuścił ,że dzisiaj cierpisz powstanie z tego dobro, o którym dziś ty jeszcze nie wiesz."Kard.S.Wyszyński

      Wyznawcy złego nie dają nadziei niosą śmierć, mówią -nie poradzisz sobie , jesteś sama, jesteś za słaba.
      Bóg może wszystko uleczyć ale trzeba odrzucić śmierć , grzech bo to oddziela od Niego.
      Wiara w istnienie Boga nie wystarczy demon też wie że Bóg jest. Uwierz w moc Boga, w Jego wolę a Jego wolą było byś miała to dziecko, to już się stało. i Niech żaden jasnowidz nie mówi ,że Bóg jeszcze nie postanowił, bo gada bzdury.

      Jeszcze coś czego nie chciałam tu dawać ale w słowach ostrzeżenia jest też nadzieja , niektórzy ludzie mogą mieć przesłania od Boga, czasem lepiej uwierzyć niż zaprzeczyć dlatego daje linka
      www.swiadectwanawroconych.pl/ordziaprzepowiednie/63-ostrzeenie-zbior-ordzi/479-wezwanie-do-zaprzestania-morduaborcji-1352.html
      Sama podejmij decyzje po której jesteś stronie śmieci czy życia??
    • monikanu Re: Blagam, pomozcie... 02.06.11, 14:39
      ja straciłam dziecko , poroniłam w 12 tyg , jak bardzo cierpiałam , nie mogłam się z tym pogodzić ,że straciłam to życie , płakałam długo i często , nie wyobrażam sobie dokonania aborcjii , psychicznie nie dałabym rady ... przemyśl tę sprawę dobrze bo jakie poniesiesz konsekwencje tego nie wiesz i nie jesteś w stanie tego przewidzieć , teraz wydaje ci się ,że to jedyne i słuszne wyjście ale po zabiegu może się okazać ,że jedank to był bład.
      zawsze możesz po urodzeniu oddać do adopcjii ,uwiesz dasz innym ludziom szanse na szczęsciliwe życie i spełnisz ich marzenia, a dziecko króre noszisz w sobie czeka na miłość , to jest dar , nie zmarnuj tego ....
      • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 02.06.11, 17:12
        Nie podjelam zadnej decyzji...
        Bardzo zaluje, ze nie usunelam kiedy tylko sie dowiedzialam, kiedy bylam pewna, ze to zrobie...
        Potem zaczelam pisac na roznych forach, watpliwosci, etc. Jesli bylabymz z tym sama ze soba, kilka dni, dzien, dwa pomyslala i powiedziala sobie ide, to byloby juz po wszystkim.

        Na rodzine nie mam co liczyc, pochodze z rozbitej rodziny, z matka nie mialam nigdy dobrego kontaktu.

        Psycholog... Kazdy psycholog w moim stanie powie mi, zeby usunac, wystarczy na mnie spojrzec i chwile posluchac...
        • 0oo.oo0 Re: Blagam, pomozcie... 02.06.11, 18:33
          To może dziecko jest szansą, zeby z polepszyć kontakt z matką?
          A co do Twojego stanu, to sama się do niego doprowadzasz. Jesteś dorosłą kobietą. Pomyśl, co Ci może poprawić humor, pomóc znaleźć chęć do życia. Masz na to 9 miesięcy.
          Pisało tutaj dużo dziewczyn po aborcji i żadna nie napisała, ze jest po niej szczęsliwa. Znalazlaś taką? Przynajmniej jedną, ktora powie, ze dobrze się stało i jest szczęśliwa?
          Skoro jesteś wierząca i dostałaś szansę, to trzymaj się jej jak ostatniej deski ratunku, a nie wyrzucaj do kosza.
          • nowako-wa Re: Blagam, pomozcie... 02.06.11, 19:48
            Nie bój się ...Ot po prostu, nie bój się , bo jak czytam co strach z Tobą wyprawia, to strasznie mi szkoda, ze tyla nas jest i chcemy otworzyć Ci oczy a Ty nie pozwalasz...
            Zamknęłaś się w swojej skorupie i nie chcesz nawet spróbować pomyśleć ,że ...ta ciąża jest dla Ciebie szansą na inne życie - może trudniejsze, wymagające odwagi, wyrzeczeń, charyzymy...ale czasem inaczej się nie da- musi nas kopnąć życie żebyśmy się wzieli w garść i przestali nad sobą użalać...
            Dziecko jest takim kopniakiem- już nie nasze życie jest najważniejsze i nawet nie wiadomo kiedy nie potrafimy sobie wyobrazić życia bez takiego szkraba, co nie znaczy że jest łatwo...
            Leczyłam się psychiatrycznie, brałam leki na depresje przez 1,5 roku i nie mam w życiu gorszych wspomnień niż depresja, nawet śmierć mojego dziecka nie była tak dotkliwa....A ten stan ujawnił się wiele lat po aborcji- nie funduj sobie takiego życia....
            Dziś wychowuję roczną córeczkę i daje mi tyle siły i chęci życia- mnie - matce która miała wstręt do maluchów ...I ja , która miała być na lekach antydepresyjnych do końca życia , dzięki córeczce czuję się dziś kwitnąco, młodsza o 10 lat i mam siły za trzech smile więc nie daj sobie wmówić że dziecko Cię dobije- dobije na początku dopóki nie zaakceptujesz sytuacji- gwarantuje że z dniem kiedy zgodzisz sie na zatrzymanie dziecka...nękające zmory odejda...Poczytaj dziewczyny- z dniem kiedy odpuściły sobie możliwość aborcji - zupełnie zmieniły światopogląd na swoją ciążę...
            Ale to samo nie przyjdzie- w Tobie rozgrywa się potężna walka o - już nie tylko o nienarodzone , ale o Twoje życie - ale jak będziesz bezczynnie użalać się nad sobą albo chodzić do pseudolekarzy i rzekomych wierzących jasnowidzów-pozwolisz zdecydować za Ciebie a skutki decyzji będziesz musiała ponieść sama.....
            A dlaczego nie poszukasz wsparcia w osobach , które są za życiem ?
            I nie wierzę w przypadki- skoro trafiłaś na to forum tzn że miałas mieć świadomość aborcji- zanim staniesz kiedyś przed Bogiem , będziesz musiała najpierw z całą tą wiedza żyć....
          • wiesia140 Re: Blagam, pomozcie... 03.06.11, 08:10
            żaden psycholog tak nie powie, on nie może podjąć za ciebie decyzji, ale może pomóc poskromić te twoje lęki

            co do jasnowidza
            nie pozwól ,żeby decydował o życiu twoim i dziecka,
            wierzący w Boga to on nie jest , bo by się nie zajmował jasnowidzeniem i nie namawiał do aborcji, , poza tym przyszłość zna jedynie Bóg i do Niego należy się kierować w takich sprawach, zaufaj Mu , On pomoże ci przejść przez ciążę.
            • wiesia140 Re: Blagam, pomozcie... 03.06.11, 09:02
              Aborcja cię jeszcze bardziej dobije niż myślisz , natomiast decyzja o urodzeniu da ci siłę, poszukaj pomocy dla siebie , wyjdź do jakiejś grupy wsparcia dla samotnych matek, zastanów się nad powrotem do życia sakramentalnego , może to znak ,żebyś jednak wróciła do kościoła. Sakramenty mają w sobie wielką moc i siłę zawróciły ze złej drogi , bo jest w nich Chrystus, a On mnie już nie raz zawrócił ze złej drogi i Chwała Mu za to.
              • wiesia140 Re: Blagam, pomozcie... 03.06.11, 10:17
                nikt cię tu nie zamierza cię nawracać , ale warto przemyśleć , może to by pomogło cię tak ogólnie wzmocnić w życiu.


                -
                " Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni jesteście , a ja was pokrzepię" www.jezuufamtobie.pl/
    • nordynka1 Re: Blagam, pomozcie... 03.06.11, 11:27
      Samaniewiem

      czytam i się trzęsę

      widze jak toczy się walka o Ciebie
      nie, nie Twoje dziecko - o Ciebie, o Twoje zycie i nie tylko ziemskie, toczy się walka o Twoje życie wieczne, o Twoją duszę, tak się wydaje że chodzi w pierwszej kolejności o dziecko - tu chodzi głównie o Ciebie

      Bogu dzięki, że tu piszesz, można się za Ciebie modlić widząc Twoją sytuację

      ja dziś za Ciebie poszczę, dziś jest piątek - dzień postu, ofiaruję go w Twojej intencji (jestem w 9 mies ciązy i mam nieprzerwanie od poczatku przeogromną chęć na mięso - moge go jeść na kopy - dziś odmawiam) , będe się za Ciebie i Twoje dziecko modlić koronką do Bożego Miłosierdzia i codziennie w modlitwie o Tobie pamiętać - oddaję Bogu Twoje zycie razem z jego pogmatwaną historią, z tym co jest w nim teraz i jego przyszłość, Twoje lęki, obawy, depresję i Twoje dziecko, Bóg jest Panem życia chce żebyś była szczęśliwa, nigdy nie odmawia pomocy, przyłącz się też jeśli tylko znajdziesz choć odrobinę siły

      kto ma chęć niech się przyłączy - do regularnej modlitwy za naszą Samaniewiem
          • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 03.06.11, 16:00
            Dziekuje wszystkim za modlitwe... Ale ze mna jest coraz gorzej. Piszecie, ze to sie MOZE zmienic jesli urodze to dziecko i zawierze Bogu. A jesli sie nie zmieni, to mam potem miec do Was wszystkich pretensje i do samego Boga? Nigdy nie mialam o nic do Boga pretensji, chociaz w moim zyciu nigdy nie bylo kolorowo, boje sie, ze moge przez to odejsc od Niego jesli urodze to dziecko i dopiero na Niego zlorzeczyc. Ja po prostu nie chce z calych sil tego dziecka, nic do niego czuje, nigdy nie lubilam dzieci. Kochalabym to dziecko gdyby bylo poczete z milosci, jako niechciana ciaze i niechciane samotne macierzynstwo nie dam rady zmusisc sie do milosci. Nie piszcie mi, ze ona sama przydjzie, bo wielu juz to wmawiano, a milosc nie przyszla, sa dramaty kobiet i dzieci, ktore po wielu latach od narodzenia dziecka maja depresje, choroby psychiczne, nie pokochaly dziecka. Co do mojej matki, nie chce z nia rozmawiac i sluchac, ze zmarnowalam swoje zycie, ze przynioslam wstyd, ze sama jestem bezwstydna, bo uprawialam sex przedmaleznski. Ja chce meic spokoj, a nie wyrzuty i popasc w jeszcze wiekszy niebyt. Wczoraj poprosilam ojca dziecka zeby byl ze mna wieczorem, byl zmeczony, a tak bardzo chcialam zeby ze mna byl. Powiedzialam sobie, ze jesli nie przyjedzie i zostawi mnie w takim stanie, to ja juz wiem co zrobie. Zrozumcie, ze nie do kazdego przemawia cud narodzin, kobiety nawet ktore chcialy ciaze przechodza zalamanie, a co dopiero taki ktos jak ja. Piszecie, ze aborcja to dla Was ciezkie zycie i ze drugi raz nie zrobilybyscie tego. Zawsze sie tak mowi i pewnie czuje. A co zrobie ja, ktora bedzie zalowac, ze nie usunela tego dziecka. Ja nie dam rady sie pozbierac psychicznie, kto mi wtedy pomoze? Kto bedzie za to odpowiedzialny? Pomyslalyscie co by bylo gdybyscie to Wy urodzily dizecko ktore usunelyscie? jesli usune, tez bede zalowac, ale jesli nie usune wiem, ze bede takze tego zalowac. Tu nie ma dobrego wyjscia z sytuacji. Kazde rozwiazanie bedzie dla mnie udreka.
            Co do jasnowidza, juz mowilam, ze to czlwoiek wierzacy i nie namawial mnie doz adnej aborcji, nie cchial w ogole ze mna na ten temat rozmawiac, bo powiedzial, ze on nie moze. Ale poprosilam go i spytalam co sie stanie sie jesli urodze, a co jesli nie urodze. W obu przypadkach bede cierpiec, ale bardziej jesli urodze, nie bede kochala tego dziecka, popadne w depresje, ale o tym nawet zaden jasnowidz nie musial mi mowic. On widzi aborcje. Ja nie sugeruje sie nim, czy on widzi aborcje, czy nie, bo decyzja jest moja, a nie jasnowidza. I czuje i wiem, ze urodzenie tego dziecka skonczy sie dla mnie takim samym nieszczesciem jak jego aborcja. Ja sobie nie wyobrazam zyc w takim stanie 9 miesiecy, w stanie skrajnego wyczerpania i tak wyczerpana zaczac niechciane macierzynstwo. To bedzie nieszczescie dla mnie i dla tego dziecka. Wtedy juz nie bedzie odwrotu. O ile w ogole przetrwam te ciaze i wczesniej nie umieszcza mnie w jakims szpitalu psychiatrycznym. Ja jestem i zostane z tym calkiem sama i na nic mi wtedy wirtualne wsparcie na forum, nikt nie zrozumie mojego bolu. Kto ze mna wtedy to wszystko przezyje? Nikt. Powiem Wam, ze od poczatku ciazy ludzilam sie, ze poronie, kazde plamienie, delikatne krwawienie doprowadzalo mnie w stan ulgi, niestety poronienie nie nadeszlo, a ja ciagle plamie, modle sie o krew, o skurcze, zeby Bog ze mnie zdjal ciezar tej ciezkiej decyzji. I nic. Ludzilam sie, ze moze lekarz powie, ze ciaza jest zagrozona, powiedziala mi lekarka, ze cos tam sie delikatnie odkleja, a ja poczulam sie jak na skrzydlach. Ja nie chce tego dziecka, uwierzcie mi, tak ciezko Wam w to uwierzyc, ze ja nie chce z calych swoich sil? Niczego nie pragnelam w zyciu bardziej, niczego. Nic do niego nie czuje, jestem w jakiejs meczarni, nie wzrusza mnie ten plod, nie chce go, mam do siebie wstret, ze nosze cos takiego w brzuchu, niedobrze mi na sama mysl, ze jakis pasozyt jest w moim ciele i mnie doprowadza do tego w czym teraz jestem. Zaczynam wrecz go nienawidzic, chociaz bylam wczesniej obojetna. Nie jest lepiej, robi sie coraz gorzej. Wszysyc ktorzy wiedza o tej ciazy widza to z kazdym dniem. Dlatego aborcja jest najlepszym rozwiazaniem. A potem bede musiala z tym zyc, bo nikt mi rowniez i w tym bolu nie pomoze. Zreszta pewnie wszyscy Ci, ktorzy modla sie za mnie teraz, odwroca sie ode mnie, bo modlic sie za te co dokonala aborcji to juz nie to samo co modlisc sie za te, ktore jeszcze stoi przed tym faktem.
            • wiesia140 Re: Blagam, pomozcie... 03.06.11, 17:04
              Zreszta pewnie wszyscy Ci, ktorzy modla sie za mnie teraz, odwroca sie ode mnie, bo modlic sie za te co dokonala aborcji to juz nie to samo co modlisc sie za te, ktore jeszcze stoi przed tym faktem.

              bzdura ta co dokonała potrzebuje tak samo modlitwy, jak ta przed, zrozum tu się toczy walka nie tylko o dziecko , ale przede wszystkim o ciebie , z twoich postów wynika ,że ja nie radzę ci podjąć się aborcji, bo te lęki, które masz odnośnie śmierci , potępienia tylko się nasilą. Skonsultuj się z psychiatrą, bo to może wskazywać na depresję, która po aborcji się nasili, możesz porozmawiać też z księdzem, na temat swoich lęków odnośnie Boga i twojej ciąży

              ja moge sobie nie wybaczyc, wiem ze juz przegralam zycie i niech to bedzie moja pokuta, moja kara, ale to jest tylko zycie, ja sie boje wiecznych mek i gniewu Boga przez cala wiecznosc... Bede sie bala umierac. Nigdy sie nie balam, zawsze bylam gotowa na smierc, bo kocham Boga i wierze w niego, ale po takim grzechu, smiertelnym, obawiam sie, ze on nie wybacza.... W sumie nikt mi tak naprawde na to pytanie nie odpowie, jestesmy tylko ludzmi, skad mamy to wiedziec. Ja po prostu czuje, ze Bog straszliwie karze takich ludzi i nie dlatego, ze jest zly, ale dlatego, ze jest sprawiedliwy.



              Kochasz Boga? To pozwól Mu zadziałać i nie idź w stronę aborcji. Aborcja Go ciężko rani. A jeśli kogoś się kocha, to się go tak ciężko nie rani. Życzę ci spokoju Ducha , niech ci rozjaśni myśli i popchnie w stronę Boga , abyś mimo wszystko przyjęła ten Jego dar życia, który nosisz w sobie.
    • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 03.06.11, 16:26
      I jesli nie dokonam aborcji, to bedzie to swiadome skazanie sie udreke za zycia, moze ja musze ten krzyz dzwigac w tym zyciu zeby kiedys byc szczesliwa. Inaczej sobie tego nie umiem wytlumaczyc. Po prostu Bog mnie wybral zebym to zycie przezyla w upadku i depresji i dzwigala to brzemie, jedyna pociecha w tym, ze kiedys za to cierpienie, ktore dla mnie szykuje ma sprawic, ze w tym drugim zyciu bede szczesliwa. Nie wiem na ile starczy mi sil, moze sie to skonczyc jakas tragedia, samobojstem, choroba psychiczna, moze to i lepiej, ja juz to zycie przegralam cokolwiek sie nie wydarzy i juz nic od tego zycia nie chce, tylko zeby jak najszbyciej przeminelo...
      • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 03.06.11, 16:50
        Przypadkiem zerknelam na sasiedni watek, gdzie namawialyscie kobiete do urodzenia chorego dziecka... Jestem przerazona, przerazona tym jak jestecie zaslepione, jak dla Was nie liczy sie nic i nikt, tylko plod sad(((((((( Chyba niepotrzebnie tu napisalam. Napisala to Was na tamty watku zrozpaczona kobieta, a Wy do niej zeby urodzila sad((( Jestem przerazona Wasza postawa sad(((
        • mama.rozy Re: Blagam, pomozcie... 03.06.11, 17:32
          nie przesadzasz czasem?
          wiesz,że facet jest zmęczony,to specjalnie go namawiasz,żeby został.
          nie chcesz korzystac z miejsc,gdzie możesz otrzymac pomoc,tylko dzwonisz po ludziach,którzy jeszcze więcej sieją wątpliwości
          może jednak jesteś typem człowieka,któremu im gorzej,tym lepiej?
          zastanów się,co chcesz robic w życiu,co chcesz osiągnąc i z kim
          od samego początku piszesz,że facet ma kogoś,że się z Tobą nie zwiąże.to jeszcze się katujesz błaganiem go,żeby z Tobą był.
          piszesz,że jesteśmy zaślepione i niepotrzebnie tu weszłaś.a czego szukałaś?
          • mama.rozy Re: Blagam, pomozcie... 03.06.11, 17:54
            i jeszcze o poprzednim wątku-zespół Downa nie jest stenem zagrażającym życiu ani matki,ani dziecka
            byc moze tam,gdzie mieszkasz,wszyscy ludzie muszą się rodzic zdrowi i piękni,i nie ma miejsca dla innych,którzy nieznaczenie różnią się od tzw.normalnych
            tu,na szczęście,jeszcze pozwala się im urodzic
            może kiedyś dożyjemy czasów,kiedy dzieci będa musiały byc blondynami z niebieskimi oczami
            ale straszne to będą czasy
          • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 03.06.11, 18:00
            Nigdzie nie pisalam, ze on kogos ma, nawet nie czytasz co ja pisze, a potem komentujesz...
            Co do tamtego watku, z urodzeniem chorego dziecka, kiedy kobieta przezywa tragedie i pyta normalnie gdzie mozna usunac, a Wy ja namawiacie na urodzenie, to jest to dla mnie barbarzynstwo. Nigdy Was jednak nie zrozumiem.
                • mama.rozy Re: Blagam, pomozcie... 03.06.11, 18:35
                  a może spójrz trzeźwo na sytuację?
                  to przecież Twoje słowa-że ma swoje życie,że nie chce się z Tobą wiązac.może warto zacząc życie od nowa?na własnych nogach?
                  czy chcesz bajki o tym,że on się zmieni?przecież jasno daje do zrozumienia,że da na dziecko,na życie.ale bez uczestniczenia w tym wszystkim.
                  tak to wygląda z boku.
                  my nie możemy Cię głaskac po głowie,że wszystko się ułoży,że teraz to już tylko miód i radosny czas oczekiwania.
                  wprost przeciwnie-staramy się Tobie powiedziec,że masz przed sobą duże wyzwanie,że potrzebujesz pomocy z zewnątrz,a nie wchodzenia głębiej w błoto.
                  • bellagnos Re: Blagam, pomozcie... 03.06.11, 18:47
                    Nie rozumiem nie akceptacji chorych dzieci, ty też jesteś chora więc powinnaś zginąć?? Ty tak samo odtrącasz dziecko jak facet ciebie.
                    Dla mnie nie ma różnicy między człowiekiem nienarodzonym a narodzonym.
                    Zadziwia mnie wygodnictwo w tym świecie do tego stopnia, że można czyjeś życie zmiażdżyć.
                    • 0oo.oo0 Re: Blagam, pomozcie... 03.06.11, 20:11
                      W tamtym wątku nie biorę udziału, bo nie wiem, co moze przeżywać kobieta, która ma dokonać takiej decyzji. Po prostu trafiła na złe forum, bo tutaj nikt nie daje namiarów, gdzie można zrobić taką rzecz. A to, że dają jej inne rady, też jakieś wyjście, moze o nim nie wiedziała. Ale Twoje dziecko nie wiesz nawet, czy jest zdrowe, czy chore, czy w ogole donosisz ciążę i urodzisz, a w Twoich ostatnich wypowiedziach czuję tylko wyrzuty do kobiet, które próbują Ci pomóc i pretensje o to, że tak Ci radzą. Chcesz usunąć, dawaj, czemu nie Twoje życie, tylko po co prosiłaś o radę i założyłaś wątek "Błagam, pomozcie...". Pomagają jak umieją, wiec doceń.
                • ewula.1 Re: Blagam, pomozcie... 03.06.11, 21:08
                  Posłuchaj! Wszyscy Ci tu współczują i chcą pomóc. Najwyraźniej jednak nic to nie daje. Po prostu zamknęłaś się w kręgu: ja nie chcę tego dziecka - nienawidzę go - jak urodzę to się załamię - nie mam innego wyjścia niż aborcja. Jesteś dorosłą kobietą, mamą. Już jesteś mamą, a nie potencjalną mamą. I czy Ci się to podoba, czy nie ty już masz dziecko, nie potencjalne dziecko. To nie jest sprawa wyboru. Twoim wyborem jest to, czy będziesz mamą żywego, czy martwego dziecka. Proszę, zajrzyj jak wygląda Twoje maleństwo.
                  www.pro-life.pl/?a=photogalery_list_photos&id=4
      • iktoto Re: Blagam, pomozcie... 03.06.11, 21:03
        zrób co uważasz, nawet jeśli dokonasz aborcji i będzie potrzebowała wsparcia wirtualnego, zajrzyj tutaj, spróbujemy pomoc. nie odcinaj się, nie chowaj w czterech kątach, jeśli będzie Ci beznadziejnie, pamiętaj o tym.
        masz rację, to Ty niesiesz swoj krzyż, ja mogę jedynie Cię wesprzeć, za Ciebie go nie poniosę, cokolwiek zrobisz, to Ty ponosisz odpowiedzialność. na siłę nie zamierzam Cię od czegoś odwodzić
        nie wiem jaki jest Twój krzyż, jednak pamiętaj, że Bóg nie ma nic wspólnego z aborcją, Bóg to życie, aborcja jest Jego przeciwieństwem, nie wolno tego zwalać na Niego.

        trzymaj się
        Monika
        • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 04.06.11, 04:52
          prosilam go wczoraj zeby przyjechal, dzisiaj, nie mogl, bo pracuje i potem idzie na impreze, bo komus sie syn urodzil. Gdybym sie nie bala tego co po smierci to juz dawno bym ze soba skonczyla. Dostalam jakiegos ataku bezsilnosci, miotalam sie, nie plakalam, wylam jak zazynane zwierze, ktore prosi zeby je dobic, bylam w jakims amoku, dlawilam sie juz lazmi, jakas wydzielina z gardla, zwymiotowalam, poczulam sie lepiej fizycznie, wlasnie uspokoilam na chwile i pisze tutaj do Was. Zaraz wroce do lozka i bedzie to samo. Nie rozumiecie co znaczy nie chciec tego dziecka. Wiele jest samotnych kobiet w ciazy, ale chyba zadna tak nie pragnie poronienia jak ja, pozbucia sie tego wszystkiego. Mysle zeby pojsc do jakiegos szpitala psychiatrycznego i tam niech mi ktos pomoze, oglupi czyms, moze wtedy przebrne przez to wszystko. Nie daje rady, jest coraz gorzej, Bog mimo modlitw Waszych i moich chyba jednak chce zebym przerwala to wszystko, inaczej dalby mi sile zeby to przezyc. Tu juz jest moj kres, kres wytrzymalosci, zabiera mi rozum i wytrzymalosc, jakis ma w tym cel w tym wszystkim. Dobrze ze zwymitowalam, chociaz fizycznie mam troche ulgi.
          • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 04.06.11, 05:02
            zaluje ze nie dokonalam aborcji zaraz po tym jak sie dowiedzialam o ciazy, niepotrzebne zaczelam wszystko rozkladac na czynniki pierwsze, gdybym wiedziala jakie katorgi bede przechodzic to wtedy bym to zrobila, na co mi to bylo, ja juz przegralam zycie i tak, jeszcze sie tylko katuje przedluzajac te agonie zupelnie bez sensu. A moze jest w tym sens, moze zanim to zrobie musze cierpiec nie tylko po tym, ale i przed. Nie bylam zlym czlowiekiem, pomagalam ludziom, zwierzetom, nie krzywdzilam nikogo, pomagalam obcym ludziom na ulicy, nie balam sie smierci, wierzylam w Boga, mozecie mnie uwazac za potwora, ale mojej internetowej znajomej kolezanke zostawil maz w 5 miesiacu ciazy i odszedl do innej, dziewczyna sie zalamala, polknela duzo tabletem artortecu, znalazla sie w szpitalu, z wylewem, teraz jest w spiaczce, wyjeli z niej ten 5 miesieczny plod, starali sie go ratowac, ale nie przezyl... Przepraszam, ze to napisze, ze mysle, ze jesli sie wybudzi, to dla niej bedzie ulga, ze tak sie stalo... I ja ja rozumiem.... Czy ja jestem potworem, bo tak bardzo nie chce tej ciazy? Czy tylko na tej podstawie moge myslec, ze jestem morderca, zlym czlowiekiem? Ja po prostu nie chcialam miec dzieci, jestem inna niz Wy, jestem w mniejszosci zapewne, wiekszosc kobiet ma jednak ten instynkt i pragnienie posiadania potomstwa, ja jestem inna, dlatego jestesm gorsza, zla, potwor? Nie chce zyc, naprawde nie chce zyc, bo nie daje juz rady.....................
            • mama.rozy Re: Blagam, pomozcie... 04.06.11, 07:19
              my nie rozwiążemy Twoich problemów,nie jesteśmy w stanie
              dałyśmy Ci namiary na ludzi,którzy sa blisko Ciebie,żebyś mogła z kimś porozmawiac
              przez internet wiele rzeczy wygląda inaczej
              to pierwsza sprawa
              druga-dorosły człowiek musi ponosic konsekwencje swoich czynów.seks równa się możliwości poczęcia.nie zostałas wyróżniona tym dzieckiem,to nie była niespodzianka nie do przewidzenia.tak się poczyna i rodzi człowiek.to,że jego rodzice nie zawsze byli świadomi tego,że ich działań może powstac ich potomstwo,nie zwalnia rodziców z odpowiedzialności za nie.seks to nie zabawka,która po prostu można zepsuc.jak się igra z ogniem,to można się sparzyc.
              wasz związek-jeśli to miał byc tylko przypadkowy seks,to w ogóle nie masz co u faceta szukac.a jeśli byliście w jakimś mniej lub bardziej sensownym związku,to pewnie sprawy sie omawia.takie sprawy jak chocby dziecko.
              teraz się miotasz,a jak było wcześniej?żyliście spokojnie?dobrze Wam było?
              i naprawdę,czemu ciągle myślisz,że jesteś tak wyjątkowa w swojej niechęci do dziecka?jesteś zaskoczona tym,co czujesz?zawsze wszystko Ci się podobało?wszystko szło po Twojej myśli?
            • iktoto Re: Blagam, pomozcie... 04.06.11, 10:22
              wbij sobie do głowy, że nie jesteś potworem, że nie jesteś złym człowiekiem! jesteś człowiekiem na zakręcie. nawet jeśli dokonasz aborcji to masz szansę na lepsze życie. myślę, że jest tutaj wiele osob, które NIE uważają Cię za potwora.
              ja jestem po aborcji ale to nie oznacza, że nie mam już prawa do niczego.
              rozumiem Cię, że dla Ciebie to wyłącznie zarodek, nic więcej, sama przez to przechodziłam i wtedy to był wyłącznie zarodek, nic więcej.
              rozumiem, że nic nie czujesz, że czujesz niechęć, wściekłość, żal.
              moja świadomość przyszła po wielu latach.

              jednak pamiętaj, żeby nie łączyć aborcji z Bogiem, oddziel to, nie zasłaniaj się Nim.

              jeśli dokonasz aborcji to życzę Ci, abyś dała radę udźwignąć ciężar, żebyś wstała umocniona.

              wiesz co ostatnio zauważyłam, że modlitwa nie zawsze działa na nas, może się za nas modlić tabun ludzi ale z wielu przyczyn odrzucamy te modlitwy, nie chcemy ich, nie chcemy pomocy. nie mam tu na myśli Ciebie, piszę ogólnie. i znowu to samo: to nie jest wina Boga, że modlitwa odbija się od nas.

              trzymaj się
              monika
              • nowako-wa Re: Blagam, pomozcie... 04.06.11, 11:04
                Chciałabyś koniecznie aby ktoś rozwiązał za Ciebie problem, albo wziął odpowiedzialnosc i konsekwencje...
                Tak się nie da, to jest dorosłosć...
                Nikt na siłę nie będzie Cię namawiał na zatrzymanie tego życia- co miało być powiedziane to juz zostało- teraz reszta należy do Ciebie- szkoda tylko że zamknęłaś sie w 4 ścianach i nie szukasz pomocy w realu- choćby w poradni psychiatryczno-psychologicznej...sama korzystałam- chociaż po czasie mogę stwierdzić ,że nikt poza nami samymi nie może nas uzdrowić....
                Mi to zajęło trochę czasu i byłam w tak beznadziejnym stanie ,że nie zależało mi na niczym, nic nie cieszyło i uwazałam że nie spotka mnie już nic dobrego- że do śmierci będę się tak męczyć....
                Pomyliłam się smile
                Przeszło....a mam prawie 40 na karku - dwóch dorosłych synów i brzdąca koło siebie...
                Cokolwieh zrobisz , proszę nie zamykaj się w sobie , bo będziesz cierpieć jeszcze bardziej- szukaj pomocy, zacznij brać pod lupę swoje emocje, schematy postępowania, może traumy z dziećiństwa lub głębokie zranienia- bo tam jest żródło Twojego bólu- dziecko tylko odkryło to....
                Ja bardzo dużo pracowałam nad sobą , przeczyrtałam mnóstwo mądrych książek, odstawiłam nałogi, toksycznych ludzi i "przykleiłam" się do Boga...
                Dziś zbieram owoce, czego i Tobie życzę , bo to co przeżywasz wygląda mi na "noc ciemną"- Boze oczyszczenie- obyś nie zmarnowała tej szansy i odbiła się od dna zamiast pogrążac głębiej...
                Dobrze że chociaż tu szczerze piszesz, nie bój się krytyki- chcemy Cię zrozumieć i udzielić jakiejś mądrej rady, a nie osądzać....
          • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 05.06.11, 01:51
            Tak naprawde chodzi tylko o moje zycie, moja psychike, o moj spokoj, wszystkoe inne nie ma znaczenia. Jeszcze wczesniej myslalam o tym czy ktos mnie zechce z dzieckiem, teraz to juz bez znaczenia, juz mnie to nie obchodzi, jestem zobojetniala na wszystko. Widze mlode mamy z dziecmi na spacerach, z coreczkami, malusimi albo troche starszymi i wiem, ze tez bym tak mogla kiedys, ale wiem tez, ze psychicznie nie dam rady przejsc przez ciaze sama, panicznie sie tego boje i tego co bedzie zaraz potem, czy pokocham czy znienawidze to dziecko, czy bedzie mi objetne. Sytuacje teraz skomplikowal ojciec dziecka, do ktorego palam obrzydzeniem, ktorego nie da sie opisac zadnymi slowami. Zadnymi. Wlasnie napisalam mu smsa, ze dostalam rachunki od lekarzy, narazie 3, spytalam sie czy da na nie pieniadze, odpisal, ze da, pytam kiedy, nie odzywa sie od godziny... Jak mu wierzyc, ja juz w nic nie wierze temu czlowiekowi. Wiem, ze jesli usune ciaze, probowalam to sobie wyobrazic kiedy musialam dzis wyjsc po obiad, ja przemykam miedzy ludzmi, byle szybko, byle do tej mojej ciemni w pokoju, byle schowac sie w tej skorupie. Wstydze sie siebie, nie rozumiem tego. Patrze na ludzi i zastanawiam sie, ktora kobieta usunela ciaze, ktory facet byl/jest z kobieta, ktora usunela. Takie mam mysli patrzac na ludzi. Wiem,z e gdybym usunela, to jestem w stanie odkupowac swoje winy, chcialabym zajac sie jakims wolontariatem, gdzie moglabym czasem zajac sie jakims dzieckiem, wziac na spacer, dac troche milosci.
            Ja po prostu sie boje, ze jak urodze, to sie kompletnie zalamie i skrzwydze to dziecko.
            Mialam taka znajoma w Polsce, ktora wpadla z jakims facetem, sama wychowuje, wiem ze ona zawsze lubila dzieci, miala podejscie. Ale tak patrze na jej sytuacje, to ona miala normalna rodzine, fajna mame, bratowa, brata, gdzie byly dzieci, kuzynki z dziecmi, wszyscy na kupie prawie albo blisko siebie. Ta jej corka pewnie mimo wszystko byla wyczekiwana, miala to wsparcie w tej calej rodzinie, miala te otuche, nie byla z tym sama. U mnie to co innego, rozbita rodzina, moja matka nie jest zgodna osoba, kazdy z kazdym sklocony, do tego jej chore ambicja, rywalizacja z wszystkimi naokolo czyje dzieci dalej zajda... To jest popieprzona sytuacja. Powiem Wam, ze dopoki jeszcze wierzylam w ojca tego dziecka, ze to jednak w porzadku facet, to teraz totalnie zmienila sie sytuacja, nie ufam mu, ze on da pieniadze na opiekunke, to nie jest jednorazowa oplata, to jest odpowiedzialnosc finansowa na cale zycie. Do tego ja nie wiem czy chce zeby dziecko mialo takiego ojca psychicznego. Kiedys myslalam, ze bardzo bym chciala zeby mieli kontakt, wiez, ale teraz ja sie boje tego typa, nie ufam mu nic, a nic. Nie wiem czy wiekszym egoizmem jest pchanie dziecka na swiat, na te niepewna przyszlosc, wiem po sobie, ze wiele razy pragnelam zeby sie nigdy nie urodzic i nigdy to nie bylo czcze gadanie, ja naprawde tak uwazalam i uwazam, mala strata dla swiata, a ja nie wiodlabym takiego nedznego zycia. To dziecko na swiat sie nie prosi, z ojcem klmaca, z matka emocjonalnie rozchwiana i z depresja, jakie ono ma szanse na normalne zycie. Nie ma. Czytalam artykul o aborcji i religii *akurat katolickiej, bo jakby nie bylo jest mi mimo wszystko najblizsza) i jest tez tak, ze aborcje nalezy rozstrzygac we wlasnym sumieniu, o ile nie jest to proba ukryca zdrady maleznskiej. Moje sumienie mowi mi, ze moglabym skrzywdzic to dziecko wychowujac je sama i w takim stanie psychicznym, a mysle, ze przez usuniecie tej ciazy moge na uczynic wiele dobra jako rekompensate, ktore juz chcialabym czynic dla innych, juz miec te sile. Nie chce sie tutaj wybielac, bo pewnie wielu z Was ma mnie za egoistke, ale sama, chociazbym miala ostatni grosz to zawsze oddawalam temu kto o to prosil I nie interesowalo mnie na co to przeznaczy, niektorzy nie daja zebrakom pieniedzy, bo uwazaja, ze ci robia z nich zly uzytek. Mnie to nie interesuje, nie dociekam, uwazam ze jesli tkos prosi na ulicy, to potrzebuje. Nigdy nikomu niczego nie zazdroscilam, nie robilam na zlosc, nie kopalam dolkow, poratowalam w kazdej beznadziejnej sytuacji nie zadajac nizego w zamian, zle nie zyczylam, moze poza tym jednym przypadkiem, ojca tego dziecka, szczerze go nienawidze i chcialabym zeby poniosl surowa kare za to co robil i robi. Uwazam, ze bylam dobrym czlowiekiem, nie balam sie umrzec, zylam w zgodzie z wlasnym sumieniem i zasadami.
            Uwazam, ze wszystkie dzieci, ktore spotkam na swojej drodze wsrod znajomych, ktorym sie beda rodzic, to bedzie to dla mnie kara i pokuta. Jeszcze myslalam kiedys, ze moglabym miec dzieci z kims, w przyszlosci, takie upragnione, ale juz nawet tego nie chce, niech to bedzie dla mnie kara, ale nie chce wydac na swiat dziecko, ktorego nie dam rady wychowac i dac mu milosci takiej o jakiej sama marzylam.
            Wlasnie zadzwonil, zadzwonil, ze nie wie keidy przyjedzie, moze dzis, moze jutro, moze dzis bedzie pil, nie wie o ktorej i czy w ogole, ale mam sie nie martwic. Ja nie uwierze, jak nie zobacze tych pieniedzy. Chociaz w sumie mysle, ze raczej przyniesie, ale to i tak nie uspokoi moich nerwow, mojej niepewnosci co do przyszlosci... Ja juz mu nie ufam, moze on wierzy w to co mowi w danej chwili, ale to sie nie przeklada na codziennosc.
            Mysle czy nie powiedziec o tym mojej matce, isteniej szansa, ze moglaby sie ucieszyc myslac o sobie w tej calej sytaucji, znajac jej egoistyczne myslenie w koncu mialaby w zyciu cel, zajmowanie sie wnuczka. Ale ja cale zycie mowilam, ze jesli mialabym dzieci, to nigdy nie oddalabym tej kobiecie na wychowanie dziecka, po prostu nie chce zeby zrobila taka krzywde jak mi zrobila. Nawet kiedys ja bylam w normalnym zwiazku, to samo powiedzial moj owczesny chlopak, ze nigdy nie oddalby jej dziecka na ile ja zna i na ile zna mnie, co ona zrobila z moja psychika. Wiec co jest lepsze, pchac na swiat to dziecko czy pokutowac cale zycie i po smierci za to co zrobilam. Myslac tylko i wylacznie o sobie, w sytuacji gdyby moja matka zdecydowala sie wziac to dziecko, to opcja urodzic i miec spokoj z wyrzutami sumienia co do usuniecia, ale myslac o dziecku, to ja juz mu wspolczuje, matka zdolowana, babka ktora wychowa kolejego emocjonalnego kaleke, po prostu dalej drepcze w tym samym miejscu. Jednak sumienie mi mowi, zeby nie narazac dziecka na takie zycie... Do tego fizycznie czuje sie fatalnie, ledwo zyje, ciagle mi niedobrze, dolaczajac do tego moj stan psychiczny ja jestem juz na skraju wyczerpania
    • 3aleale Re: Blagam, pomozcie... 04.06.11, 15:16
      Kochana Samaniewiem31 dlaczego nam nie wierzysz? My już to przeszlyśmy.
      Bardzo mi Ciebie szkoda, męczysz sie właśnie dlatego że nie podjęłaś decyzji, nie jesteś pewna która jest dobra, masz wątpliwości. Uwierz po prostu uwierz że każda z nas chce Ci po prostu otworzyć oczy. Jesteś zupełnie zamknieta w tym swoim NIE -nie poradze nie chcem nie pokocham. Uwierz że ja miałam tak samo tez mi tlumaczono i tak samo jak w twoim przypadku- było to jak grochem o ścianę. My mowimy swoje a ty swoje. Uwierz że z serca Ci mówię że aborcja jest gorszym wyjściem. Dla Ciebie samej.

      Piszesz że jestes słaba psychicznie, ja z kolei jestem bardzo bardzo silna psychicznie. I wybór aborcji rozłozył mnie na lopatki. Rekami i nogami podpisuję sie pod wypowiedziami Faun1512.
      Po prostu zrozum że jeśli wybierzesz aborcje bedzie sto razy gorzej niz teraz. Piszesz jak bardzo Ci źle jak bardzo ci ciężko psychicznie sobie nie radzisz. Wybór aborcji sprawi że to co teraz czujesz to jest nic. Bedzie tysiace miliony razy gorzej. jak ty sobie z tym poradzisz skoro sama piszesz że jestes słaba psychicznie? Ja jestem bardzo silna a dopadły mnie mysli samobójcze stany depresyjne bezsenność. Jak ty to zniesiesz kobieto przeciez ty siebie tym wyborem zniszczysz.. teraz wydaje ci sie ze on jest łatwiejszy... gówno prawda.
      Dasz rade znajdziesz w sobie siłe żeby poradzić sobie z macierzyństwem ale jak poradzisz sobie z tym że zabiłaś swoje dziecko?
      Tak bardzo bardzo bardzo Ci zazdroszczę wszystkiego tego co teraz przechodzisz a wiesz czemu? Ja przechodziłam przez to samo, byłam w tym samym miejscu w którym ty teraz stoisz miałam stany depresyjne z powodu ze jestem w ciazy a jej nie chce ze ni poradze ze nie chce dziecka i przeciwnosci wydawaly sie mnozyc z kazdym dniem. i wybrałam źle. Ty masz te szczescie ten dar że możesz jeszcze wybrać dobrze... Uwierz ze jesli wykonasz aborcję za jakis czas wszystkie te argumenty ktore podajesz tutaj aby wytlumaczyc siebie- bo to jest tłumaczenie tego ze jestes w tym momencie bardziej za decyzja aborcji.. jesli ja wykonasz za niedlugi czas te same twoje argumenty beda dla ciebie nic nie warte. sama z dzieckiem, brak pomocy rodzicow, facet ma inne zycie, masz depresje, - wszystko to bedzie dla ciebie nie wystarczajacym usprawiedliwieniem dla siebie samej. uwierz ze po aborcji przyjda mysli- co ja narobilam ! poradzilabym sobie! beznadziejny facet, inny kraj, z dala od rodzicow no i co? cholera z tym facetem, ciezko to ciezko ale dalabym rade! tyle ze wtedy bedzie juz za pozno...

      idz do psychologa, nie zamykaj się na pomoc, szukaj ludzi którzy doradzą ci lepiej, posluchaj przede wszytskim ludzi ktorzy to przezyli- tych ktorzy wybrali aborcje i tych kobiet ktore urodzily i sa teraz szczesliwymi mamami innych nie powinnas sluchac wogle bo jak ktos tego nie przezyl to nie wie nic o tym. nie sluchaj jasnowidzow, to glupota..

      Spraw żeby te dziecko było dla ciebie w przyszłości twoim słoneczkiem które będzie przy Tobie będzie ci dawać siłe i nadzieje, a nie żeby było aniołkiem w niebie które całe swoje życie będziesz opłakiwać i nie odżałujesz tego nigdy...

      • wiesia140 Re: Blagam, pomozcie... 04.06.11, 15:42
        Zamknęłaś się w sobie i szukasz wszystkich argumentów potwierdzających twoją tezę , oszukaj czegoś pozytywnego , wyjdź do ludzi , porozmawiaj z kobietami , które podobnie jak ty miały w ciąży, a urodziły i są szczęśliwe. Zapytaj się jak do tego doszły , wiem ,że niektóre przeszły terapię, sama osobiście z otoczenia znam przypadek takiej kobiety ( żona znajomego rodziców , uczęszczała właśnie na taką terapię i udało jej się). Nie zamykaj sobie tej drogi , bo potem możesz żałować ,że nie spróbowałaś.
      • iktoto Re: Blagam, pomozcie... 04.06.11, 16:20
        masz rację 3aleale, argumenty, które sprawiają, że aborcja wydaje się być najlepszym i jedynym wyjściem, po aborcji stają się śmieszne i niewystarczające. to tak jakby ktoś nagle zdął nam okulary i widzimy zupełnie inną prawdę, chociaż tamta prawda przed aborcją wydawała się jedyną i absolutnie rzadna inna, wszystko inne było be.

        Samaniewiem, to nie jest atak na Ciebie, przeciwko Tobie, to nie jest tak, że wsyzscy bronią jakiegoś tam zarodka a nie szanują Ciebie i Twoich uczuć. Szanujemy i Ciebie i zarodek, podchodzimy do Was na równi, Ty masz dojrzałą duszę i zarodek ma dojrzałą duszę, jak równy z równym. zarodek chory też ma dojrzałą duszę, nie jest gorszy od dziecka zdrowego. rozpatrujemy to w tych kategoriach jak róny z równym, nie wiemy co czuje dojrzała dusza w chwili aborcji. lekarz, ktoy nie wierzy w świat duchowy nie rozumie że dusza może cierpieć, odczuwać.

        Nie myśl o sobie jak o potworze, jak o kimś słabym psychicznie, nie jesteś słaba psychicznie, jesteś silna, to Twój facet jest słaby psychicznie, nie Ty!!!! To On ucieka, Ty walczysz!!! Ten który ucieka jest słaby nie ten który szuka jeszcze wyjścia. jeśli mówisz o sobie, żeś słaba to oslabiasz tym myśleniem siebie. Najprościej jest powiedzieć, masz tu parę stów, jakoś sobie poradzisz. pomimo, że jest wierzącym człowiekiem to jest słaby, boi się Ciebie wesprzeć, chce zwalić na Ciebie odpowiedzialność. Ty jesteś silna, gdybyś była słaba, byłabyś już dawno po aborcji

        pójdź po poradę do psychologa, wyjdź do dobrych ludzi, cztery ściany są tu najgorszym wyjściem

        monika
        • samaniewiem31 Re: Blagam, pomozcie... 04.06.11, 16:30
          Jesli chodzi o moje wczesniejsze relacje z nim, to jemu zalezalo na mnie, a ja do konca nie bylam przekonana, ale on o tym nie wiedzial, chociaz zrywalam z nim tysiac razy. A on mi nie dawal spokoju. Ale jak sie dowiedzial o ciazy, to reakcje znacie... Wczoraj stalo sie cos strasznego w nocy. Bylam bezsilna, prosilam go zeby przyjechal, przyjechal z jakiejs imprezy, twierdzil, ze z pracy, ale jego praca nie wymaga strojenia sie i perfumowania, zreszta wczesniej mowil, ze komus sie syn urodzil. Przyjechal o 1 w nocy, bo pisalam z nim smsy, bardzo rozpaczliwe, juz sobie nie dawalam rady, chcialam sie zabic.... Wyjelam na stol moje stare tabletki na nerki... Bylam oszolomiona, ledwo zylam, pisalam chyba tez jak ktos kto ma zaraz chyba umrzec. Przyjechal, zrobil zdjecia tabletkom, chcial wzywac poliche, narywal nasze rozmowy, powiedzial ze jestesm psychiczna i on nie chce miec ze mna nic wspolnego, powiedzial ze naleze do jakiejs sekty, ze teraz mi juz na pewno nie wierzy, ze to jego dziecko, nie chce mnie znac. On naprawde za taka mnie uwaza teraz. Ale najgorsze jest to, ze dzis rozmawialam z kolezanka z Polski na skype, ktora porposila mnie o jego nr tel. Zaczela go szuakc po firmie i po internecie... On sie nie nazywa tak jak mi powiedzial, wszystko skamal... Dlatego nigdy nie chcial mi pokazac dowodu osobistego... jak spotykalismy sie to neichetnie mi powiedzial imie i nazwisko, zmyslone.... Boze, teraz juz jestem skonczona, nie wiem kto zaplaci te rachunki za lekarzy.... Mnie nie stac, bylam u 4 lekarzy od czasu ciazy, nie wiem co teraz, nie wiem kto mi pomoze w ciazy. Tak chociaz deklarowal sie, ze bedzie placil, chociaz ja juz naprawde w to nie wierze, nikt nie wierzyl, a ja sie jeszcze ludzilam, ze moze bedzie placil. Napisalam mu dzis smsa, dlaczego mnie tak oklamywal, kim jest, Boga sie nie boi, co ja mu zrobilam.... Nie odezwal sie, ma mnie za psychiczna, ale ja jego tez mam za jakiegos psychicznego czlowieka, kto normalny tak klamie, kto... Co ja mu zrobilam, ze mnie tak bezczelnie klamal.....
          • wiesia140 Re: Blagam, pomozcie... 04.06.11, 17:50
            W tym stanie to ty jedź do szpitala psychiatrycznego , jesteś warta ,żeby żyć

            szkoda ,że ta policja nie przyjechała , oni już by go dobrze sprawdzili, co to za gagatek, jeśli chodzi o zapłacenie rachunków , to nie wiem jakie masz ubezpieczenie., i nie wiem w jakim kraju jesteś , napisz coś więcej na ten temat , poszukam coś na temat ubezpieczenia, wiem ,że w niektórych krajach opieka społeczna może pomóc ci pokryć te koszty , ale musisz coś więcej napisać, następnym razem pozwól sobie ,żeby ta policja przyjechała , przynajmniej będą znali jego prawdziwe nazwisko . Współczuję ci znam ten typ faceta, tym bardziej powinnaś poszukać dla siebie pomocy w szpitalu.
            • mama.rozy samaniewiem 04.06.11, 19:14
              chcemy Ci pomóc,ale sama rozumiesz,że odległośc,jaka nas dzieli,bardzo nas ogranicza
              ja osobiście nie mam nikogo w Stanach,ale te linki,które Ci podałam,są jak najbardziej pomocne,dostałam je od pewnego psychologa(pewniej psycholog),która zna się na rzeczy
              i wiesz co-pomyśl-może teraz jest dobry czas,żeby zacząc nowe życie?to,co miałaś,zamienia się w gruzy.ale nie jesteś sama...
              wiesz,dlaczego tak walczymy o Ciebie?bo jesteś tego warta.jesteś warta tego,żeby wstac i życ godnie.sił pewnie masz malutko,ale tym możemy Cię wesprzec.tylko daj sobie pomóc,a małymi krokami do czegoś sensownego dojdziemy.
              jesteś wspaniałą kobietą,tylko masz cholernie pogmatwane życie.
              faceta puśc na drzewo,tylko najpierw wyciągnij z niego,ile się da.bez awantur,pretensji.wiem,że to bardzo brutalne,ale nie ma się co nim przejmowac.
              masz jakąś pracę?z czego żyjesz?masz co jeśc?z czego opłacasz mieszkanie?masz szansę znaleźc coś innego,tańszego?
              jesteśmy tu z Tobą
              • iktoto Re: samaniewiem 04.06.11, 22:52
                samaniewiem, zgłoś się po pomoc w realu, nie tylko tutaj. jeśli facet chce wesprzeć Cię finansowo, to skorzystaj z tego, nie brzydź się tymi pieniędzmi, są Ci potrzebne. obojętnie jak On się nazywa, czy skłamał czy nie to nie ujmuj się dumą
                • samaniewiem31 Re: samaniewiem 04.06.11, 23:21
                  nie chodzi o dume, ja sie go brzydze, co z tego ze teraz da pieniadze, a dziecko jest na cale zycie, placenie na dziecko to nie tylko wizyty lekarskie za ciezarna.
                  Przepraszam, ale ja juz nie wytrzymuje tego, mam umowiony zabieg w nastepnym tygodniu, nie widze juz innego wyjscia, ktore da mi psychicznie sile zeby sie podniesc, ja juz tak zyje 4 tydzien i dluzej tak nie pociagne, nie mam sily nawet pisac czy kupic cos do jedzenia, wysiadam
                  • samaniewiem31 Re: samaniewiem 05.06.11, 01:54
                    Tak naprawde chodzi tylko o moje zycie, moja psychike, o moj spokoj, wszystkoe inne nie ma znaczenia. Jeszcze wczesniej myslalam o tym czy ktos mnie zechce z dzieckiem, teraz to juz bez znaczenia, juz mnie to nie obchodzi, jestem zobojetniala na wszystko. Widze mlode mamy z dziecmi na spacerach, z coreczkami, malusimi albo troche starszymi i wiem, ze tez bym tak mogla kiedys, ale wiem tez, ze psychicznie nie dam rady przejsc przez ciaze sama, panicznie sie tego boje i tego co bedzie zaraz potem, czy pokocham czy znienawidze to dziecko, czy bedzie mi objetne. Sytuacje teraz skomplikowal ojciec dziecka, do ktorego palam obrzydzeniem, ktorego nie da sie opisac zadnymi slowami. Zadnymi. Wlasnie napisalam mu smsa, ze dostalam rachunki od lekarzy, narazie 3, spytalam sie czy da na nie pieniadze, odpisal, ze da, pytam kiedy, nie odzywa sie od godziny... Jak mu wierzyc, ja juz w nic nie wierze temu czlowiekowi. Wiem, ze jesli usune ciaze, probowalam to sobie wyobrazic kiedy musialam dzis wyjsc po obiad, ja przemykam miedzy ludzmi, byle szybko, byle do tej mojej ciemni w pokoju, byle schowac sie w tej skorupie. Wstydze sie siebie, nie rozumiem tego. Patrze na ludzi i zastanawiam sie, ktora kobieta usunela ciaze, ktory facet byl/jest z kobieta, ktora usunela. Takie mam mysli patrzac na ludzi. Wiem,z e gdybym usunela, to jestem w stanie odkupowac swoje winy, chcialabym zajac sie jakims wolontariatem, gdzie moglabym czasem zajac sie jakims dzieckiem, wziac na spacer, dac troche milosci.
                    Ja po prostu sie boje, ze jak urodze, to sie kompletnie zalamie i skrzwydze to dziecko.
                    Mialam taka znajoma w Polsce, ktora wpadla z jakims facetem, sama wychowuje, wiem ze ona zawsze lubila dzieci, miala podejscie. Ale tak patrze na jej sytuacje, to ona miala normalna rodzine, fajna mame, bratowa, brata, gdzie byly dzieci, kuzynki z dziecmi, wszyscy na kupie prawie albo blisko siebie. Ta jej corka pewnie mimo wszystko byla wyczekiwana, miala to wsparcie w tej calej rodzinie, miala te otuche, nie byla z tym sama. U mnie to co innego, rozbita rodzina, moja matka nie jest zgodna osoba, kazdy z kazdym sklocony, do tego jej chore ambicja, rywalizacja z wszystkimi naokolo czyje dzieci dalej zajda... To jest popieprzona sytuacja. Powiem Wam, ze dopoki jeszcze wierzylam w ojca tego dziecka, ze to jednak w porzadku facet, to teraz totalnie zmienila sie sytuacja, nie ufam mu, ze on da pieniadze na opiekunke, to nie jest jednorazowa oplata, to jest odpowiedzialnosc finansowa na cale zycie. Do tego ja nie wiem czy chce zeby dziecko mialo takiego ojca psychicznego. Kiedys myslalam, ze bardzo bym chciala zeby mieli kontakt, wiez, ale teraz ja sie boje tego typa, nie ufam mu nic, a nic. Nie wiem czy wiekszym egoizmem jest pchanie dziecka na swiat, na te niepewna przyszlosc, wiem po sobie, ze wiele razy pragnelam zeby sie nigdy nie urodzic i nigdy to nie bylo czcze gadanie, ja naprawde tak uwazalam i uwazam, mala strata dla swiata, a ja nie wiodlabym takiego nedznego zycia. To dziecko na swiat sie nie prosi, z ojcem klmaca, z matka emocjonalnie rozchwiana i z depresja, jakie ono ma szanse na normalne zycie. Nie ma. Czytalam artykul o aborcji i religii *akurat katolickiej, bo jakby nie bylo jest mi mimo wszystko najblizsza) i jest tez tak, ze aborcje nalezy rozstrzygac we wlasnym sumieniu, o ile nie jest to proba ukryca zdrady maleznskiej. Moje sumienie mowi mi, ze moglabym skrzywdzic to dziecko wychowujac je sama i w takim stanie psychicznym, a mysle, ze przez usuniecie tej ciazy moge na uczynic wiele dobra jako rekompensate, ktore juz chcialabym czynic dla innych, juz miec te sile. Nie chce sie tutaj wybielac, bo pewnie wielu z Was ma mnie za egoistke, ale sama, chociazbym miala ostatni grosz to zawsze oddawalam temu kto o to prosil I nie interesowalo mnie na co to przeznaczy, niektorzy nie daja zebrakom pieniedzy, bo uwazaja, ze ci robia z nich zly uzytek. Mnie to nie interesuje, nie dociekam, uwazam ze jesli tkos prosi na ulicy, to potrzebuje. Nigdy nikomu niczego nie zazdroscilam, nie robilam na zlosc, nie kopalam dolkow, poratowalam w kazdej beznadziejnej sytuacji nie zadajac nizego w zamian, zle nie zyczylam, moze poza tym jednym przypadkiem, ojca tego dziecka, szczerze go nienawidze i chcialabym zeby poniosl surowa kare za to co robil i robi. Uwazam, ze bylam dobrym czlowiekiem, nie balam sie umrzec, zylam w zgodzie z wlasnym sumieniem i zasadami.
                    Uwazam, ze wszystkie dzieci, ktore spotkam na swojej drodze wsrod znajomych, ktorym sie beda rodzic, to bedzie to dla mnie kara i pokuta. Jeszcze myslalam kiedys, ze moglabym miec dzieci z kims, w przyszlosci, takie upragnione, ale juz nawet tego nie chce, niech to bedzie dla mnie kara, ale nie chce wydac na swiat dziecko, ktorego nie dam rady wychowac i dac mu milosci takiej o jakiej sama marzylam.
                    Wlasnie zadzwonil, zadzwonil, ze nie wie keidy przyjedzie, moze dzis, moze jutro, moze dzis bedzie pil, nie wie o ktorej i czy w ogole, ale mam sie nie martwic. Ja nie uwierze, jak nie zobacze tych pieniedzy. Chociaz w sumie mysle, ze raczej przyniesie, ale to i tak nie uspokoi moich nerwow, mojej niepewnosci co do przyszlosci... Ja juz mu nie ufam, moze on wierzy w to co mowi w danej chwili, ale to sie nie przeklada na codziennosc.
                    Mysle czy nie powiedziec o tym mojej matce, isteniej szansa, ze moglaby sie ucieszyc myslac o sobie w tej calej sytaucji, znajac jej egoistyczne myslenie w koncu mialaby w zyciu cel, zajmowanie sie wnuczka. Ale ja cale zycie mowilam, ze jesli mialabym dzieci, to nigdy nie oddalabym tej kobiecie na wychowanie dziecka, po prostu nie chce zeby zrobila taka krzywde jak mi zrobila. Nawet kiedys ja bylam w normalnym zwiazku, to samo powiedzial moj owczesny chlopak, ze nigdy nie oddalby jej dziecka na ile ja zna i na ile zna mnie, co ona zrobila z moja psychika. Wiec co jest lepsze, pchac na swiat to dziecko czy pokutowac cale zycie i po smierci za to co zrobilam. Myslac tylko i wylacznie o sobie, w sytuacji gdyby moja matka zdecydowala sie wziac to dziecko, to opcja urodzic i miec spokoj z wyrzutami sumienia co do usuniecia, ale myslac o dziecku, to ja juz mu wspolczuje, matka zdolowana, babka ktora wychowa kolejego emocjonalnego kaleke, po prostu dalej drepcze w tym samym miejscu. Jednak sumienie mi mowi, zeby nie narazac dziecka na takie zycie... Do tego fizycznie czuje sie fatalnie, ledwo zyje, ciagle mi niedobrze, dolaczajac do tego moj stan psychiczny ja jestem juz na skraju wyczerpania. Nie chce pchac go na ten podly swiat, w ktorym nie dam mu tego co zawsze chcialam dac dziecku, ktore poczne z milosci i bede wyczekiwac. Nie bede w stanie, za duzo juz przeszlam w zyciu i przechodze.
                    • samaniewiem31 Re: samaniewiem 05.06.11, 05:01
                      Znalazlam takie zdanie na tym forum... "Dzieci są szczęściem, ale kochane, jesli sa powołane do życia przez tych, którzy chcą je miec".

                      Jeszcze przypomnialo mi sie, ze on mi co jakis czas powtarzal po co mu mowilam o ciazy jak teraz histeryzuje, moglam isc usunac i nie mieszac go do tego. Moze faktycznie w tym jednym mial racje, ale o czym to swiadczy? Jesli zalezaloby mu na ciazy tak jak to niby mowi, ze bedzie pomagal, to powiedzialby: dobrze ze nie usunelas, dobrze ze mi powiedzialas, pomoge Ci przez to przjesc mimo iz nie bedziemy razem, ukladajmy sobie kazdy swoje zycie, ale pamietaj, ze nie jestes z tym sama i ja bede Cie psychicznie wspieral. Nie doczekalam sie takich slow i czynow mimo tego, ze on "nie chce aborcji, ale zrobisz co zechcesz"... Wiec wlasnie sobie uswiadomilam skad to moje ciagle niedowierzanie temu czlowiekowi, a wczoraj tylko pewne ujawnione fakty potwierdzily moje obawy... Moje hormony prawdopodobnie szaleja, potrzebuje wsparcia takiego codziennego, od mezczyzny, ktory poczuwa sie do odpowiedzialnosci. Nie musi mnie kochac, wystarczy ze okazalby szacunek do tej ciazy, do mnie, a nie puste deklaracje....
                      • samaniewiem31 Re: samaniewiem 05.06.11, 05:52
                        Pamietam jak kiedys odkrylam w mieszkaniu wielkie gniazdo mrowek... Panicznie boje sie robakow, owadow, ale nie bylam w stanie tego wyniesc na zewnatarz, alie mialam serca wziac i je po prostu zadeptach, zaczelam czytac na internecie jaka jest najbardziej humanitarna smierc i czy owady czuja bol.... Nigdy nie sadzilam, ze stane przed taka decyzja jak teraz, nigdy. Nigdy nie bylam przeciwniczka aborcji, rozumialam tragedie kobiet w niechcianej ciazy, ale dla siebie nie umiem znalezc dostatecznego zrozumienia. Moge miec usprawiedliwienie, ze psychicznie nie podolam, juz jestem w strasznym stanie, ale chce sie juz uwolnic od tego czlowieka, chce powoli wracac do zycia, ktore juz nigdy nie bedzie takie samo, ale nie moge sie tak ciagle miotac, bo robi sie ze mna coraz gorzej i gorzej. Wyjscie z domu kosztuje mnie wiele godzin psychicznego przygotowania, najlepiej jak jest juz ciemno, byle szybko, byle nie w tych miejscach co zwykle, byle mnie nie widzieli znajomi sprzedawcy, nie zaczepiali, nie zartowali ze mna jak zwykle. Byle chylkiem, uniknac sasiadow, byle jak najszybciej i wrocic do jedynego bezpiecznego miejsca jak swoj pokoj. Zdalam sobie sprawe jak te wszystkie znajomosci, "przyjaznie" sa kruche, nie mam nikogo takiego od serca, kto przetrwalby ze mna te wszystkie chwile. Jedynie te kolezanke w Polsce, ktora dzielnie mi towarzyszy od poczatku tego dramatu, mimo roznic czasowych. Ale na dluzsza mete tak sie nie da zyc, internetowo. Mi potrzebne wsparcie kogos bliskiego, nie psychologow, ktorzy za to biora pieniadze, dla ktorych jestem kolejnym przypadkiem.... Ani rodzina, ani znajomi, wszyscy sa obcy, kazdy ma swoje zycie... Powiedzialam o tym jednej kolezance tutaj, zreszta za namowa na innym forum zeby komus powiedziec, wiec zadzwonilam tu do wydawalo mi sie najblizszej kolezanki, ktorej kiedys pomoglam, przygarnelam ja pod swoj dach, wiedzac ze chce sie dalej ksztalcic i zbiera pieniadze na szkole nie wzielam od niej zadnych pieniedzy za to mieszkanie. Przyjechala kiedys, powiedzialam jej o tym, widziala, ze to dla mnie dramat, a ona: "a kto jest tym szczesliwcem?", "no nic, jakbys czegos potrzebowala to dawaj znac, w kazdym razie powodzenia", w sumie bardziej byl moj monolog, jej zadne wczucie sie w temat, wyszla, pozalowalam, ze jej powiedzialam. Wiem tylko, ze nie jest pltokara, wiec mam nadzieje, ze to nie wyjdzie nigdzie dalej. Chyba wlasnie musze sie sama przed soba przyznac, ze nie mam nikogo bliskiego, nie mam. Rodzina, rodzina rozbita, sklocona przez matke, nikt sie z nikim prawie ze nie odzywa, brat sie odsunal od wszystkich, zreszta z nim moja matka tez mnie od dziecka sklocala, mozna powiedziec, ze palamy do siebie niechecia odkad pamietam, zreszta nie mam z nim kotnaktu zupelnego od 2 lat. On z ojcem tez nie ma kontaktu, z matka rowniez, a zaczelo sie od tego, ze on spotykal sie z dziewczyna, ktora miala dwoje dzieci. Moja matka wpadla w szal, wyzywala te dziewczyne od k...w, ze dziadek nie po to harowal zeby caly majatek poszedl na obce bachory, mojego brata "wydziedziczyla", dostawala bialego goraczki, wydzwaniala po jego znajomych, do mnie, ze cale osiedle sie cieszy i smieje z rodziny, ze ma takiego glupiego syna, ze taki wstyd, z kim on sie zadaje, ze "posmiechowisko". Suma sumarum, on juz sie z ta dziewczyna nie spotyka, a matka stracila syna. Jedynie ja z nia mam jako taki kontakt, chociaz nawet tego bym nie chciala, ale jak dzwoni to juz z nia rozmawiam, placze mi, ze ona nie chce byc sama na starosc... Zal mi jej, ale ona sama narobila w rodzinie takiego bigosu i robila to odkad pamietam. Z ojcem tez sie matka ledwo co odzywa, on ma jej dosc, dlatego wiele lat temu sie wyprowadzil. Ja mam z nim sporadzyczny kontakt, myslalam, ze moze kiedys przeprosi za to, ze nas zostawil, a on zaczal miec do mnie pretensje, ze ja sie nim nie interesuje, ze jaka ze mna corka. A ja nie czuje z nim zadnej wiezi, czuje wrecz niechec, ze zamiast skruchy on ma jeszcze pretensje, ze nie dzwonie pytac jak sie czuje.... Mam juz dosc takiego zycia, nie chce pchac tego dziecka na swiat, ja sama jestem wrakiem. Juz jestem dorosla i zaczynalam sie godzic, ze nie kazdy musial miec w zyciu normalne rodziny, chociaz moja rodzina nie byla patologiczna, matka inwestowala pieniadze w wyksztalcenie dzieci, poprzez swoje ambicje i kompleksy. Ja juz nawet zaczelam ja rozumiec i uczyc sie zyc bez tej traumy, a tu taki cios, ciaza, ktora mnie znowu zalamala i znowu depresje... Tlumaczylam sobie, ze sama nas wychowywala, to pewnie dlatego. Ale jest na tyle zaklamana, ze kiedy powiedzialam jej, ze dlatego nie moge sobie zycia ulozyc, bo pochodze z rozbitej rodziny, to ona powiedziala, ze nie jestem z zadnej rozbitej rodziny, bo ona nie ma z ojcem rozwodu... Szkoda slow, moja matka, moze nie powinnam zle mowic, ale to nie ejst dobra kobieta, pewnie tez zagubiona w swoim zyciu, stad tyle bledow popelnila i popelnia i popelniac bedzie, ale to sie odbilo na moim zyciu, na mojej slabej psychice, ja nie pociagne tego wszystkiego dluzej sama, nie moge, uwierzcie mi. Wszystkim naokolo zle zyczyla, tyle razy prosilam zeby sie nie cieszyla z cudzego nieszczescia, bo tak nie mozna. Wiedzialam, ze to jej zlorzeczenie na innych, radosc ze u kogos sie cos wali wlasnie zemscic sie moze nie tyle na niej samej, chociaz na niej posrednio tez, ale na kims z rodziny.... Rozumiem, ze nie mozna zyc ciagla trauma z dziecinstwa, zrzucac odpowiedzialnosci na rodzine, dlatego ja od jakiegos czasu staralam sie zyc normalnie, nie rozgrzebywac juz, a teraz wszystko na marne.... Juz sie nie podniose z tego nigdy, nigdy....
                        • samaniewiem31 Re: samaniewiem 05.06.11, 06:08
                          Ja nie mowie, ze ktos jest winny aborcji, bo tylko ja bede winna. Natomiast to, ze psychicznie jestem za slaba zeby dac rade przez to wszystko przejsc sama, to jest to wszystko moja przeszlosc, moje depresje, zalamania. Zaluje, ze nigdy nie bylam u psychiatry, zawsze uwazalam, ze po co mi jakies tabletki, tylko mnie uzaleznia albo zrobia mi dziury w mozgu, a przeciez ja nie moge miec dziur, bo ciagle sie ucze, przyswajam wiedze, musze miec swiezy umysl. O ja glupia, moze one by mnie dawno temu wyprostowaly... Pamietam jak umierala moja babcia, ktora matka zajmowala sie przez ostatnie lata jej zycia. Matka faszerowala ja psychotropami zeby tylko miec swiety spokoj. Wiec babcia jak umierala, chociaz ja nie bylam z nia szczegolnie blisko, bo ja zawsze z dala od domu, to wlasnie mnie wolala przed smiercia. Dziadek to samo, chociaz tez jakos szczegolnie zzyci nie bylismy. To byli ludzie, ktorzy ciezko pracowali cale zycie, nie mieli czasu na jakies czulosci. Ale to wlasnie we mnie chyba wyczuwali te normalnosc przed sama smiercia, w tej calej dziwnej rodzinie... Mieli troje dzieci, 4 wnukow, a okazalo sie, ze to ja bylam im najblizsza... I ja teraz mam ich wszytskich zawiezc, pokazac, ze jednak nie jestm dobrym czlowiekiem, patrza na mnie z gory, pewnie modla sie za mnie, a ja ich tak zawiode, teraz pewnie nie wolaliby mojego imienia przed smiercia... Moze jednak mnie zrozumieja.... wyprosza u Boga dla mnie laske.... Codziennie sie za nich modle i modlilam odkad umarli...
                          Przepraszam, ze tak wywlekam to wszystko o swojej rodzinie, w tylu postach, musialam sie wygadac.... Moze wlasnie musze upasc zeby sie kiedys podniesc i czynic dobro, ktorego czynilam za malo i tylko wtedy gdy ktos tego potrzebowal, nigdy sama z siebie. Moze wlasnie po to to wszystko teraz przechodze i przechodzic bede....
                          • samaniewiem31 Re: samaniewiem 05.06.11, 06:15
                            Czego ja sie spodziewalam po tym prymitywie, ze mnie przytuli, ze powie ze bedzie dobrze? Nie oczekiwalam zadnej milosci od niego, bo ja tez bym mu jej dac nie mogla. Ale obcy ludzie chyba mieliby wiecej serca dla mnie widzac mnie taka skonana. A on mnie nagrywal, chcial dzwonic na Policje, robil zdjecia telefonem.... Gwizdal, syczal jak cicho mowilam i nie mogl zrozumiec, co mialo mnie sprowokowac do glosniejszego mowienia. Ale to przeciez i jego dziecko, nie musial miec do mnie uczuc jako do mnie, ale juz chociaz jako do czlowieka, ktory nie ma sily dalej zyc i zebrze o pomoc i zrozumienie i odrobine czulosci....
                            • 3aleale Re: samaniewiem 05.06.11, 08:48
                              Kochana nie rób tego!!!! Już niewiem jakich słów mam użyć żeby Cię przekonać.. Boże jak niedobrze że niemasz przy sobie chociaż jednej osoby która by Cię tam nastawiła bardziej pozytywnie, była przy Tobie.. To chodzi o Twoje własne nastawienie pograżasz sie sama w tym dołku psychicznym, to wszystko minie... gdybyś spróbowała tylko popatrzeć na to z innej strony gdybyś tylko spróbowała uwierzyć że będzie dobrze. Dałabyś radę!! Oczywiście że byś dała chrzanić tego faceta... pieniądze niech wysyła ale nie zadreczaj się tak nim jest beznadziejny to jest, ale tu chodzi w tym momencie przede wszystkim o Ciebie. Sama sobie dasz radę znajdziesz w sobie tą siłę!! Piszesz jak cięzkie i pogmatwane jest twoje zycie.. może to maleństwo jest właśnie Ci potrzebne żeby Twoje życie sie ułożylo! Może to brzmi niewyobrażalnie dla Ciebie teraz ale skad wiesz? Moze ono pojawiło się po to abyś była szczęsliwa!!! To co teraz przechodzisz- skoro facet jest do dupy, z tego co piszesz kolezanka też, to idz do psychologa idz porozmawiaj z kims o tym, z kims kto ci pomoze. Chociaz sprobuj, idz chociaz jeden raz do psychologa przed podjeciem decyzji co ci szkodzi? Moze akurat pomoze Ci spojrzec na to inaczej... Kochana ten dzidzius może Cie uleczyć, on może Ci dać w końcu szczęśliwe życie! Jeśli wybierzesz aborcję już i tak nigdy NIGDY nie wrócisz do sytuacji sprzed ciąży Twoje życie będzie naznaczone ogromnym bólem będzie naprawdę gorzej aborcja niczego nie rozwiąże!! Kochana nie rób tego znajdziesz w sobie siłę, my baby jesteśmy silne każda znajdzie w sobie siłę jeśli sytuacja tego wymaga wierze że te równiez tą siłę znajdziesz daj sobie jeszcze troche czasu idz do psychologa postaraj sie zmienic swoje bardzo negatywne nastawienie 3mam kciuki za Ciebie kochana zobacz ile osob tu pisze i w Ciebie wierzy że dasz rade !!!
                              • nowako-wa Re: samaniewiem 05.06.11, 10:10
                                Jak czytam Twoją historię trochę więcej rozumiem- jesteśmy uwikłani w rodzinne schematy i błedy pokoleniowe- czy nam się to podoba czy nie niesiemy zaserwowane brzemie- ktoś z przodków nawojował, nie przerobił lekcji- żniwo zbiera dalsze pokolenie...nawet w bibli pisze"dziadkowie jedli winogrona a wnuczkom zęby ścierpły"
                                Ale Ty poprzez przyjęcie winy, odcierpienie i powierznie się Jezusowi możesz całą tą "klątwę" przerwać...i u Boga działa wszystko na odwrót- im jesteś słabsza tym większą siłą Bóg Cie obdarza- im bardziej wyniszczasz się dla siebie tym bardziej Twoja dusza pięknieje...
                                A dziecko to błogosławieństwo, bo może być ogniwem łączącym- nie ma nic gorszego niz rodziny w których nie ma dzieci, nie ma kto "spłacać " długów pokoleniowych...
                                Dla Ciebie dziecko to naprawdę szansa- na NORMALNOŚĆ, na to że w końcu będziesz miała kogoś bliskiego, kogo będziesz kochać i kto Ciebie będzie kochał...
                                Jeśli jesteś wierząca to chyba rozumiesz po co człowiek ma to życie- ŻEBY NAUCZYĆ SIĘ KOCHAĆ- jeśli pozbawisz sie tego dziecka, nie masz na kogo liczyć z rodziny, faceta - jak rozwiniesz skrzydła ?Jaki sens będzie miała Twoja egzystencja? A jeśli uwazasz że mozesz "nadrobić" aborcję wolontariatem ....skad wiesz że będziesz zdolna po aborcji pomagać, zbliżyc sie do cudzych dzieci, sumienie Ci pozwoli? I czy dopiero wtedy nie będziesz wyć żałośnie ,że mogłaś mieć swoje dziecko, które by do Ciebie wołało mamo, do Ciebie tuliło, Tobie wierzyło...I że mogłabyś Ty decydować - czego je nauczyć, jakie wartości przekazac, że miałabyś dla kogo walczyć o swoją psychikę- bo miałabyś dla kogo...
                                A po aborcji .....
                                Dla kogo będziesz żyć, wstawać rano, jeść, uczyć się ? Co Ci da ukojenie?
                                To chcemy Ci przekazac- bo to potem jest dramat....
                                Wiem ,że to okrutne ale jak sobie nie poradzisz mozesz oddać dziecko- ale będiesz w/g siebie w porządku, bo dałas sobie szansę...
                                Wiesz - cierpiałam po aborcji- po wielu latach życia jakby nigdy nic się nie stało- wyparłam ją ze świadomości...i to było nie do opisania- dlatego tak bardzo rozumiem i wczuwam sie w Twoje przeżycia- tylko że to może się nasilić po zabiegu i wcale nie będzie łatwiej- chociaż początkowo możez poczuć ulgę, że masz problem z głowy...
                                Straciłam pózniej po wielu latach dziecko- urodziło się przedwcześnie, walczyłam o jego życie...i wiesz - pomimo iż to bardzo bolało- ale wiedziałam że zrobiłam co mogłam aby ratować życie , a nie pozbawiac go...
                                To kolosalna różnica- tamto cierpienie a tamto....
                                I pamietaj jeszcze jedno- w oczach tego śwata cierpienie jest złem- ale u Boga jest inaczej- skoro pozwala abyś tak cierpiała- tzn oczyszcza Twoją duszę, ogołaca, wypala jak złoto w tyglu i pomimo iz teraz nie jesteś w stanie tego zobaczysz wierzę ze Bóg ma dla Ciebie "nagrodę" jak przejdziesz tą próbę, ale nie możesz pogrążać sie w rozpaczy- musisz mu zaufać w ciemno....
                                Jak już siedzisz w tych 4 ścianach i nie masz nikogo przy sobie może poszukaj przyjazni tam gdzie się nie zawiedziesz-zmuś się otwórz ewangelie tam przemawia sam Jezus....
                                człowiek nad sadzawką przez 38 lat próbował wejśc do uzdrawiającej wody , ale "nie miał człowieka, który by go tam wprowadził" i Jezus zobaczył jego problem....
                                skoro tak bardzo potrzebujesz teraz wsparcia może poszukaj go tam, chociaż spróbuj...Moze będzie Ci łatwiej podjąc decyzję...
                                I dobrze że piszesz- to wyrzucenie z siebie tego co sie myśli też ma moc uzdrawiającą...
                                • mama.rozy Re: samaniewiem 05.06.11, 11:43
                                  wiesz,bardzo często,kiedy uda nam się tak dużo z kimś rozmawiac,wychodzą na światło bardzo skomplikowane rzeczy...i to maleństwo jest jakby przelaniem czary goryczy.zobacz,takie małe,a jego pojawienie się potrafi zburzyc cały świat...
                                  inna rzecz-skąd wiesz,że te linkowane poradnie sa płatne?dzwoniłaś?pytałaś?może daj sobie szansę?
                                  i inna rzecz-nigdzie w wykładni doktryny KK nie znajdziesz zdania,że aborcję każdy ma rozważyc w swoim sercu.wręcz przeciwnie,ta wykładnia jest bardzo prosta-aborcja powoduje ekskomunikę matki,jest jednym z najstraszniejszych grzechów człowieka.
                                  dziewczyno,schodzisz schodami w dół do bardzo ciemnej piwnicy.zacznij iśc w drugą stronę,zrób to dla siebie.
                            • citruss-7 Re: samaniewiem 05.06.11, 12:21
                              Jestem tu nowa, witaj.
                              Śledzę ten wątek i nie wiem co robić, czuję się strasznie bezradna. Jestem młoda, bardzo młoda, wczoraj przyjęłam Bierzmowanie. Wzięłam za patronkę św.Joannę Beretta Molla. Jak pewnie wiesz, poświęciła ona swoje życie dla dziecka. Jest przykładem świętej matki. Po co Ci to mówię? By uświadomić, że jestem bardzo za rodziną, za życiem...
                              A teraz chcę Cię zapewnić o modlitwie. Nie tylko mojej. Całe moje gimnazjum się za Ciebie modliło na porannym apelu. Teraz na pewno też wiele dziewcząt indywidualnie. To żeńska szkoła.
                              Wiesz co dla mnie jest najstraszniejsze w aborcji? To, że pozbawiasz dziecka możliwości świętości! Pozbawiasz go życia, poznania Boga na ziemi... Umiera bez Chrztu św. i innych sakramentów...Umiera w grzechu...
                              I wiesz, zauważyłam jedną okropną rzecz, muszę to powiedzieć. Mówisz o wolontariacie, że będziesz odpokutowywać, że Pan Bóg Ci wybaczy. Oczywiście, że wybaczy, Bóg zawsze wybacza jeśli ktoś żałuje. Ale popatrz, to co Ty mówisz, jest grzechem przeciwko DUCHOWI ŚWIĘTEMU! Jest to 'grzeszyć zuchwale w nadziei Miłosierdzia Bożego' czy nie tak? A to jest bardzo poważny ciężki grzech. Zastanów się nad tym, proszę.

                              Wiele osób Cię wspiera, radzi... Pewnie masz mętlik w głowie. Wiesz, gdybym mogła, to bym do Ciebie przyjechała. Gdybym mogła to bym wzięła od Ciebie to, co Ty musisz dźwigać. Bardzo zależy mi na każdym życiu. Nie potrafię zrozumieć, jak można zabić, zamordować, wyskrobać, zmiażdżyć bezsilnego, bezbronnego...Jak Ty możesz to zrozumieć? Możesz? Proszę, powiedz, że nie...

                              Toczy się w Tobie walka. Walka szatana z Bogiem. I zależy wszystko od Ciebie, bo Bóg nie chce wpływać na Twoją wolność. Nasze modlitwy jedynie przygotowują Cię, pomagają CI się otworzyć, ale ostateczna decyzja zależy od Ciebie, wiesz? Nie możemy wpłynąć na Ciebie, ograniczyć Twojej wolności, którą dał Ci Pan, tak ufając w Ciebie.
                              Wiesz co jest piękne, że Jezus cały czas (CAŁY CZAS!) jest przy Tobie. Wciąż Cię przytula, wciąż jest tak blisko. A Ty mówisz że jesteś sama smile. Nie jesteś, błagam uwierz w to ! Błagam Cię!
                              Tak jak tu mówią inni, to dziecko jest szansą, ja w to wierze. Pan Bóg dopuszcza takich sytuacji, by pomóc człowiekowi wykaraskać się ze zła, ze starego życia. Nie chcę Ci mówić, że będzie sielankowo, bo i tak wiesz że nie. Ale chcę Ci uświadomić, że to naprawdę nie jest złe. Nowe życie, nowa istota nigdy nie jest zła, nigdy nie powoduje zła. To po prostu niemożliwe. Bo wyszła spod ręki Bożej. Pan Bóg ukształtował ją w Twoim łonie, powołał do życia. Nie dyskutuj z Bogiem, czy ono ma żyć czy nie, bo Pan Ci już pokazał, że ma żyć, że to jest jego powołanie, jego godność. Nie zabieraj mu szansy rozwoju, po prostu życia...To barbarzyństwo.
                              Jeśli chcesz porozmawiać, podaję swój numer gg, swoje skype. Nie krępuj się. Jestem młoda, ale myślę, że mogłabym Cię wesprzeć. A przynajmniej bardzo bym chciała. Tak jak ktoś tu powiedział, każda z nas chciałaby Cię przytulić, pogłaskać, dać się wypłakać na swoim ramieniu.
                              I jeszcze jedno : nie skrzywdzisz dziecka, rodząc je. Skrzywdzisz je, zabijając. To takie oczywiste, uwierz mi. Ono ma już duszyczkę, już jest pięknym człowiekiem.

                              GG : 4155167
                              Skype : magdalena.putyra
                              e-mail : citruss7@o2.pl
                            • ewula.1 Re: samaniewiem 05.06.11, 12:46
                              Napisałaś, że miałaś psa, ale nie mogłaś się nim zajmować i z bólem serca go oddałaś. Czy zabiłabyś tego psa za to, że go nie chcesz? Skoro psa oddałaś, a nie zabiłaś, to proszę Cię, nie zabijaj także swojego dziecka!
                              • samaniewiem31 Re: samaniewiem 05.06.11, 14:45
                                Wymagacie ode mnie niemozliwego... Wiele kobiet, w normalnych zwiazkach, majace juz dzieci, kochajace dzieci i wiedzace jak wyglada macierzynstwo usuwa ciaze, z zalem, ale usuwa, bo nie daja sobie z tym rady psychicznie. Skadinad nie rozumiem za bardzo takiej aborcji, bo przeciez jak sie nie jest samemu z tym wszystkim, to przeciez mozna to przezyc wszystko w otoczeniu bliskich, rodziny, meza. A co dopiero ja, skad mam czerpac sile kiedy sama jestem wrakiem? Silniejsi ode mnie, w bardziej sprzyjajaych okolicznosciach nie dali rady, ja nawet nie mam skad i od kogo czerpac tej sily. jeszcze ktos taki jak ja, kto nigdy za dziecmi nie przepadal, wrecz nie chcial miec dzieci. Jest tyle dramatow kobiet, ktore nie chcialy, a urodzily, milosc macierzynska nie nadeszla, co im byscie powiedzialy? Ze to kiedys nadejdzie? Urodzenie tego dziecka to nie bedzie dla mnie poczatek czegos pieknego, bo znam siebie, ciaza zalamie mnie jeszcze bardziej, juz teraz to widze, bez codziennego wsparcia kogos bliskiego ja nie dam rady przez to przejsc. Zalamie sie jak kolezanka znajomej, ktora w 5 miesiacu chciala na wlasna reke usunac ciaze, bo zostawil ja maz? Skonczylo sie to jej spiaczka i smiercia dziecka. I po co komu byla taga tragedia? A jak juz wiecie nikogo bliskiego nie mam i nie znajde na poczekaniu. Kogos kto poswiecilby mi tyle czasu ile potrzebuje i byl ze mna po powrocie do domu i w nocy, to wrecz niemozliwe. Bardzo bym chciala zeby to dziecko sie urodzilo i juz nie oczekuje zadnych cudow, ze mi zmieni zycie na szczeslisze. Ja nawet nie ejstem w stanie pokochac tego dziecka. Nie mialam i nie mam zadnych instynktow, tak jak kobiety, ktore ich nie mialy, nie chcialy ciazy, urodzily i nic nie nadeszlo... a teraz jest koszmar i tragedia, ze trzeba bylo jednak usunac i oprzec sie presji rodziny. Ja nie chce czuc nienawisci do tego dziecka codziennie, kiedy bedzie kwililo, keidy bedzie chcialo jesc, rozmawiac, bawic sie, zreszta to juz wszystko potem, a ja sobie nawet nie wyobrazam samotnego przejscia przez te ciaze, po prostu po miesiacu ja jestem juz wrakiem, naprawde tego nie widzicie? Im wczesniej to zrobie, tym lepiej, juz nie moge tak dluzej zyc, bo jest coraz gorzej. nawet lekarka sama zaproponowala zabieg, bo tak to pani nie moze zyc, chociaz nie wdawalam sie w szczegoly swojego zycia, ale widziala po mnie, ze ta ciaza jest dla mnie destrukycjna. Czemu snujecie szczesliwe scenariusze, tak jakby kazda ciaza musiala prowadzic do czegos dobrego.... Wlasnie tak nie ma niestety, urodzenie niechcianego dziecka nie jest tozsame ze szczesciem, nie w takich przypadkach jak moj. Ja juz niczego od zycia nie oczekuje, ono juz nigdy nie bedzie szczesliwe, chce juz tylko usunac te ciaze i podnosic sie z tego przez reszte zycia, ale przynajmniej ze swiadomoscia, ze nie zrobilam dziecku krzywdy dajac mu takie nedzne zycie.