samaniewiem31
29.05.11, 17:44
Nie wiem czy to dobry pomysl pisac tutaj przez wazna decyzja, ktora mnie czeka, bo jakby logiczne jest, ze bedziecie mnie raczej odwodzic od tego pomyslu, od aborcji....
Czy jest tutaj ktos, kto usunal i nie zaluje tego kroku? Albo byl sobie w stanie wytlumaczyc chociaz, ze tak musialo sie stac? Czytajac rozne historie, w wiekszosci przypadkow widze zmuszenie do aborcji przez otoczenie. Mnie nikt nie zmusza, a bardzo zaluje, byloby mi latwiej... Ale tez i nikt mnie nie zmusza, bo malo kto o tym wie. Wie tylko ojciec dziecka, czlowiek, ktorego nie kocham, nie kochalam i nigdy nie pokocham. Zreszta z jego strony wyglada to dokladnie tak samo. Z zalozenia to mial byc tylko przelotny zwiazek. Zaluje, ze nie zdecydowalam sie na aborcje kiedy on przez pierwsze dni potraktowal mnie jak smiecia, powiedzial ze to nie jego, ze ja go nie wrobie w zadne dziecko, ze czego ja od niego chce, pieniedzy? potem zaczal mowic, ze nawet jesli to z nim, to ja sie specjalnie zaplodnilam przenoszac sperme na palcach do pochwy kiedy on wychodzil do lazienki. Teraz jest troche inaczej, rozumiem jego poczatkowy szok, ale to nic nie zmienia. Nie zmienia faktu, ze on chce placic na dziecko alimenty, ze chce dawac pieniadze na lekarzy, ze moze mnie kilka razy w miesiacu czy tygodniu odwiedzac, kupowac owoce, etc. Chcialabym dodac, ze to bardzo bogaty czlowiek, ale i przy tym bardzo prosty, jak budowac cepa. Nie jest wyksztalcony, ani obyty, jest do tego obcokrajowcem. Ja tez mieszkam za granica, ale on nie jest obywatelem panstwa, w ktorym mieszkamy.
Nie wiem co jeszcze chcialam tu napisac, mysle zeby tylko niczego ostitengo nie pominac i stad pewnie ten chaos w moim poscie....
Co do aborcji, on oczywiscie jest przeciwny, w sensie ze jego wiara nie pozwala (prawoslawny), ale zrobie co zechce.
Ja jeszcze szybko opisze swoje uczucia do zarodka. Wiec absolutnie nie czuje nic, obojetnosc. Nigdy nie lubilam dzieci, nigdy mnie nie wzruszaly, nigdy nie planowalam dzieci, chociaz dopuszczalam taka mozliwosc, ale tylko z kims w normalnym zwiazku, poczetym z milosci, dla umocnienia takiego zwiazku. Ale takie dziecko z obcym czlowiekiem, do tego osobie, ktora nie lubila nigdy dzieci.... Dla mnei to jest koniec swiata, dlaczego ja tak jak inne matki nie czuje, ze teraz musze byc silna, bo mam w brzuchu dzidzie. Dlaczego ja nie mam takiej milosci, ani nawet odrobiny pozytywnego uczucia do tego zarodka? Mam sie tak meczyc 9 miesiecy? Nie chciec tej ciazy przez tyle czasu, ja psychicznie nie dam rady. A potem co, nikt mi nie dwa gwarancji, ze ja je pokocham, mam wrecz pewnosc, ze je znienawidze, ze mi zniszczylo moje zycie, odebralo wolnosc. Skoro ja juz go nie kocham, to co bdzie potem, mam je skrzywdzic wydajac na swiat? oczywiscie nie mam 100 proc pewnosci, ze tak bedzie, ale wszystko na to wskazuje. Ktos z was tak mial, ze nie kochalm dizecka przez 9 miesiecy (boze, jak to mozna zniesc??), w ogole nie lubil dzieci, nie chcial ciazy i pokochal? Ja nie ejstem typowa kobieta, ktora myslala w zyciu o dzieciach, wiec nie wiem czy ja pokocham to dziecko. I jeszcze jedno, czy ktos usunal i jest w stanie powiedziec, ze zaluje, ale jednak dobrze sie stalo, jestem mimo wszystko szczesliwa, mam odpowiedniego partnera, etc. Jest ktos taki? Jeszcze jedno, ja chociaz nie jestem praktykujaca katoliczka, nie chodze do kosciola, nie wierze w zadne instytucje, ale wierze w BOGA i wiem, ze nic mi nie da zadne wybaczenie przez ksiedza na spowiedzi, ja bede sie bala umierac, bede sie bala Boga, ze mnie za to ukarze. Nie, nie teraz, a wlasnie po smierci...