Dodaj do ulubionych

Aborcja a Psychoterapia

12.09.11, 17:50
Witam wszystkie kobiety/dziewczyny które zabierają głos na tym forum. Chciałabym podzielić się z Wami moją historią i drogą jaką przeszłam odbudowując swoje życie po aborcji, być może pomogę tym samym którejś z Was.
A więc moje życie zmieniło się na dobre dokładnie 2 lata temu. Pracowałam jako kelnerka za granicą. Poznałam "go". Przychodził do mnie, obsypywał prezentami, zapraszał na wspólne wyjścia, pisał piękne sms-y na dobranoc, pisał jaka to jestem wspaniała. Zaczeliśmy się spotykać. I nadeszła "ta" noc. Przyjechał po mnie po pracy tak jak się umawialiśmy. Wyjście, zabawa, alkohol, trafiliśmy do niego ... współżyjemy, brak jakiejkolwiek odpowiedzialności z mojej i jego strony. Z rana męczy mnie straszny kac nie tylko fizyczny ale i moralny. Nie dostaję sms-a tego wieczoru na dobranoc, drugiego dnia też i trzeciego. Postanawiam napisać do "niego", zero odezwu. Zaczynam się zastanawiać czemu przestał mnie odwiedzać, pisać do mnie, co zrobiłam nie tak, przecież się spotykaliśmy. Dostaję sms-a po tygodniu że jest za granicą i będzie za miesiąc. Mija tydzień, dwa, trzy, zaczyna mnie strasznie boleć lewy jajnik, moja myśl - pewnie się miesiączka zbliża. Zaczynam mieć straszną ochotę na słodycze, nawet po pracy o 3 w nocy idę na dużą porcję lodów. Z rana nudności, moja myśl - pewnie spowodowane nocnym trybem pracy. Dzień przewidywanej miesiączki - nie ma krwawienia, moja myśl - pewnie się spóźni jak zwykle, przecież nie mam regularnych. Mija dzień kolejny i następny i następny, aż w końcu ta myśl "Jestem w ciąży?" Nie to nie możliwe, na pewno nie jestem taka pechowa, przecież we mnie "nie skończył" (za przeproszeniem). Noc nie przespana i ta myśl "a jeżeli się mylę, a jeżeli naprawdę jestem i co teraz?". Idę z rana po test. Robię, dwie kreski, panika straszna, płacz, "Panie Boże proszę co ja teraz zrobię". Idę po kolejne dwa testy, robię, zgadza się jestem w ciąży. Dwie noce nie przespane, w pracy tylko ta jedna myśl, nie mogę skupić się na niczym innym - co teraz zrobić? przecież nie urodzę,jestem za granicą tylko na okres wakacji, "on" się nie odzywa od miesiąca już powinien wrócić, co powiedzą rodzice, ojciec mnie zabije. I ... przypominam sobie o klinice ginekologicznej która znajduje się dosłownie 10 minut od miejsca w którym mieszkałam. Udaję się do pani ginekolog, mówię jej o moich obawach że jestem w ciąży. USG, potwierdzenie ciąży i jej pytanie "i co z tym robimy" ( w kraju w którym byłam aborcja jest legalna). Moja myśl - jak to co robimy? nie urodzę, nie ma żadnych szans, zrobię to, zapomnę, będzie wszystko dobrze. Nadchodzi ten dzień... 31 sierpnia 2009 roku, 4 i pół tygodnia ciąży, umówiona jestem na godzinę 10 z rana. Przebierają mnie w fartuch, kładą na łóżku w sali zabiegowej, dwie panie podają narkozę i to co następne pamiętam to jak wstaję i podnoszę kołdrę i widzę tą zakrwiawioną pościel. Zaczynam żyć dalej, wracam do tego co było przed i myśl "przecież jestem twarda, nic mnie nie złamie, nie miałam innego wyjścia". Mija tydzień staram się nie myśleć o tym co się stało i nagle odzywa się "on" co u mnie, czy się spotkamy i wtedy dociera do mnie "dobrze wiedział co zrobił, wiedział że "skończył" we mnie, odzywa się po takim czasie, pewnie myśląc że skoro mu nie piszę że jestem w ciąży to nic nie zmajstrował". Czuję do niego nienawiść, odrazę, złość, nie chcę znać tego człowieka. Zaczynam chodzić po internecie, zaczynam szukać jak wyglądało to dziecko, kiedy zrobiłam mu taką okropną rzecz.I znajduję to zdjęcie płodu w 4,5 tygodniu ciąży i zaczynam płakać, przecież to takie bezbronne "stworzonko", czemu ono było winne. Wracam do Polski pod koniec września jestem już wrakiem człowieka. Nie śpię po nocach, myślę o tym co zrobiłam. Dodatkowo trafiam przypadkiem na forum osób zarażonych wirusem HIV. Ogromny strach... skoro zaszłam w ciąże to równie dobrze mógł mnie czymś zarazić. Nieprzespane noce, szukanie na forach objawów chorób wenerycznych. Strach, smutek, ludzie mówią że się zmieniłam, nie jestem sobą. Robię badania, wychodzi że na szczęście niczym mnie nie zaraził ale... budzę się jakoś na początku października i nie dam rady wstać z łóżka. Płacz, brak chęci do życia, nie chce jeść, nie chce spać, nic nie chcę, chcę umrzeć. Opowiadam wszystko dla mojej mamy, zawiodłam ją ,strasznie zawiodłam, ale widzi w jakim jestem stanie, nie krzyczy, zabiera mnie do psychiatry. Diagnoza: depresja i nerwica lękowa. Dostaję leki przeciwdepresyjne. Po miesiącu poprawia mi się, ale już nie jestem tą osobą co kiedyś, nie jestem pełną optymizmu dziewczyną, nie jestem lekkoduchem, nie cieszę już się tak z życia. Styczeń 2010 poznaję chłopaka. Zaczynamy się spotykać. Zakochuję się. Jest nam cudownie, opowiadam mu to co się stało, akceptuje mnie z tym wszystkim co przeszłam. Odstawiam tabletki, po co mi one, mam Jego, kocham Go,on mnie, mam miłość, ciepło. Mija rok, myślę sobie "przeszłam przez to, to było tylko chwile załamanie". Nie ma dnia żebym nie myślała o tym co zrobiłam. Modlę się codziennie do tego dzieciątka, proszę o wybaczenia. I tak jak wiele z Was czuję ogromny strach przed, tym że jak już będę chciała mieć dziecko to spotka mnie kara za to co zrobiłam. Od 5 miesięcy chodzę na psychoterapię. Spotkałam się z księdzem, rozmawiałam z nim bardzo długo. Wyspowiadał mnie. Powoli zaczynam sobie z tym radzić. Mogę o tym mówić na głos, oglądać filmy z tym związane (kiedyś jak w filmie była sytuacja że dziewczyna poddawała się aborcji albo chociaż zastanawiała się czy ma usunąć czy nie, musiałam przewinąć, nie dałam rady oglądać". Nie wierzę, że można po takim czymś nic nie czuć, żadnego smutku, wyrzutów sumienia. Sama myślałam o sobie że jestem dziewczyną o stalowych nerwach. W dzieciństwie przeżyłam alkoholizm ojca. Byłam pewna że nic mnie nie złamie, nawet tego dnia jak się poddałam aborcji byłam w 100% przekonana że mnie "to" nie ruszy, zapomnę, będę żyć dalej. Jednak życie pokazało co innego. Te wydarzenie już zawsze będzie częścią mnie, będę o nim pamiętać. Uczę się z nim żyć. Psychoterapeutka podpowiedziała mi abym pożegnała się symbolicznie z tym dzieckiem. Postanowiłam że znajdę jakiś samotny grób dziecka i "pochowam" w nim swego synka, bo wewnętrznie czuję gdzieś że to mógł być synek. Będę go odwiedzać i rozmawiać z nim.
Ciężko jest samemu przez to przejść, rozmowa z księdzem i spotkania z psychoterapeutą dają mi nieocenioną pomoc. Nie bójcie się zwrócić z tym bólem do kogoś. Nie przeżywajcie tego same ze sobą. Otwórzcie się na pomoc a myślę że uda się nam żyć z tym, bo zapomnieć tego się nie da i zawsze to już pozostanie w nas. Pozdrawiam Was wszystkie
Obserwuj wątek
    • gosia.rogoda12 Re: Aborcja a Psychoterapia 13.09.11, 15:42
      To normalne, że czujesz złość, nienawiść do tego mężczyzny. On wyrządził tobie ogromną krzywdę, wykorzystał cię i zostawił na pastwę losu. Pomyślał: "radź sobie sama", a przecież największym tchórzem jest właśnie on. Uciekł przed odpowiedzialnością, szukał tylko przyjemności. Tak naprwę jego postawa świadczy, że jest niedojrzałym mężczyzną i w ten sposób może skrzywdzić następną kobietę.
      stał się nie tylko ofiarą tego mężczyzny, ale też ofiarą lekarza, który nie uchronił cię przed aborcją. Rozumiem, że aborcja jest dozwolona tam, gdzie byłas, ale trzeba uświadomić sobie prawdę: powołaniem lekarza jest dawanie życia, ratowanie każdego pacjenta, szczególnie tego bezbronnego. Lekarz, który czuje się powołany do swojego zawodu, nigdy nie dokona aborcji, nie zabije człowieka.
      Stałąś się ofiarą aborcji, wykorzystano cię, potraktowano jak przedmiot. Ja się nie dziwię, że nie potrafiłaś panować nad swoimi emocjami i że podjęłaś taką decyzję, dlatego, że nie miałaś wsparcia u obojga osób, którzy powinni być odpowiedzialni za to życie: ojca dziecka, który ponosi większą odpowiedzialność niż ty i lekarz, który wykorzystał twój stan emocjonalny i przeprowadził aborcję.
      Bardzo ci współczuję, bardzo dobrze, że podjęłaś decyzję o terapii i masz kontakt z kapąłnem. Cieszę się, że masz także oparcie w mamie i chłopaku, który cię rozumie, nie odrzucił. Bóg postawił ci tych dobrych ludzi na drodzę: kapłana, psychoterapętę, mamę, chłopaka. JEmu zależy, abyś była szczęśliwa. On wybaczył ci gzrech aborcji - pamiętaj Bóg nie potrafi się długo gniewać. Jego miłość jest tak ogromna do człowieka, że my ludzie nie potarfimy tego pojąć, zrozumieć. Twoje dziecko jest pod Bożą opieką, jest szczęśliwe, już nie cierpi. Zaufaj Bogu, masz szansę założyć szczęśliwą rodzinę.
      Co do kary o której wspomniałaś: nie myśl w taki sposób o Bogu, że ześle ci karę, jeżeli nie będziesz miała dzieci. Uwierz - Bóg nie karze ludzi już od dawna. Karał w czasach biblijnych, ale od zawarcia przymierza z ludem wybranym postanowił więcej ludzi nie karać. Jeżeli ktoś zsyła na nas cierpienie to może być to tylko i wyłącznie działanie sztana, ale nie Boga.
      BÓG NIE KARZE - PAMIĘTAJ !!!
      Powodzenia ci życzę w terapii i budowaniu relacji z Bogiem, będzie dobrze, jesteś na dobrej drodze.
    • jola.wisniewska Re: Aborcja a Psychoterapia 27.09.11, 16:05
      Dziekuje Ci za te opowiesc. Twoje doswiadczenie jest bardzo cenne.
      • nowako-wa Re: Aborcja a Psychoterapia 28.09.11, 20:13
        Dobrze że napisałaś o swoich doswiadczeniach- może zmuszą do myslenia tych które stoją przed tak trudną decyzja...
        I pamiętaj Bóg nie karze- karzą nas nasze grzechy i przodków i ich konsekwencje- zło ma swoją cenę...
        Ale są też pozytywne aspekty Twojej histori- pisałaś ,że byłaś lekkoduchem....a myślę ,że będziesz kiedyś świetną mamą- może bez tych cierpień nie doceniłabyć macierzyństwa...
    • 3aleale Re: Aborcja a Psychoterapia 02.10.11, 16:09
      az lza sie w oku zakręciła, bardzo smutna historia.
      wszystki osoby które przez to przeszły piszą o tak podobnych emocjach, o tym dziwnym mysleniu ktore wchodzi do glowy. 3mam kciuki za ciebie abyś odbudowała swoje życie. Ja jestem 7 miesięcy po. Stwierdziłam że też poszukam terapeuty, choć będize ciężko gdyż mieszkam za granicą od niedawna, ale sama sobie z tym chyba nie poradzę, ciężko jest poradzić sobie samej.
    • pefendorf Re: Aborcja a Psychoterapia 04.10.11, 09:24
      STOP aborcji tnij.org/noic
      • rachaela Re: Aborcja a Psychoterapia 10.02.19, 10:09
        Dziękuję że to napisałaś.Nie masz pojęcia jak mnie to pokrzepilo
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka