Dodaj do ulubionych

To nie aborcja

12.07.04, 18:46
Kochane Mamy. Tak Mamy pisane duzą literą. Dlaczego taki tytuł Aborcja.
Aborcja to coś strasznego to usuniecie ciąży niechcianej to po prostu
morderstwo. A mnie zdenerwowało to że tu odzywają się Mamy które według mnie
podjeły najtrudniejszą decyzję w swoim życiu. Ale nie zabiły swoich
niechcianych dzieci po prostu podjeły decyzje nie wiem jak to napisać ale te
dzieci nie miały szans na normalne życie i niech mi nikt nie mówi że
pozwolenie przyjścia na świad dziecku które w swoim życiu będzie znało tylko
cierpienie jest takie dobre.Ja uważam że pozwolić odejść to jest dobre ale to
nie aborcja . Ale piszę nieskładnie ale mnie to ruszyło.To nie aborcja!!!!!!!
Obserwuj wątek
    • verdana Re: To nie aborcja 13.07.04, 23:11
      To jest aborcja. Przerwanie ciąży to zawsze aborcja. Tylko nie zawsze aborcja
      jest złem - jak widać.
      • tygrysia_suka Re: To nie aborcja 18.08.04, 08:20
        verdana napisała:

        > To jest aborcja. Przerwanie ciąży to zawsze aborcja.




        Przynajmniej w tym zdaniu mamy wspólny pogląd.




        > Tylko nie zawsze aborcja jest złem - jak widać.




        Chyba nie piszesz za mnie?
        Aborcja jest zawsze złem, tylko niektórzy myślą że mniejszym…
    • towita Re: To nie aborcja 18.08.04, 13:31
      Nie chcę komentować, bo ja Tego nie zrobiłam. Zrobił to bliski mi człowiek - 10
      lat temu. Ja chyba nie potrafię z nim żyć - normalnie żyć. Bo jak żyć z
      mężczyzną, który chodził z panną do opery, patrzył w gwiazdy, jeździł w góry
      podobno mieli wziąć ślub. Nie potrafili obronić własnego dziecka. Ile warta
      była ta miłość, ile warte jest ich życie teraz. Odmawiając im prawa do
      szczęścia odmawiam tego prawa sobie. Uważam, że tak być powinno!
    • genepis Re: To nie aborcja 23.11.04, 12:22
      onika27 napisała:

      > A mnie zdenerwowało to że tu odzywają się Mamy które według mnie
      > podjeły najtrudniejszą decyzję w swoim życiu. Ale nie zabiły swoich
      > niechcianych dzieci po prostu podjeły decyzje nie wiem jak to napisać ale te
      > dzieci nie miały szans na normalne życie i niech mi nikt nie mówi że
      > pozwolenie przyjścia na świad dziecku które w swoim życiu będzie znało tylko
      > cierpienie jest takie dobre.Ja uważam że pozwolić odejść to jest dobre ale to
      > nie aborcja . Ale piszę nieskładnie ale mnie to ruszyło.To nie aborcja!!!!!!!

      Nie będę się spierać o nazewnictwo. Chcę tylko wspomniec tu moją przyjaciółkę,
      której dziecko (pierwsze, bardzo czekane i chciane) zaczęło się rozwijać bez
      mózgu. Kiedy było juz pewne, że dziecko mózgu nie ma, lekarz (zresztą naprawdę
      dobry lekarz, którego osobiście bardzo cenię) przekonał moją przyjaciółkę, że
      należałoby ciążę zakończyć już teraz, bo dziecko w każdej chwili moze umrzeć w
      jej łonie i wtedy mogłby się wywiązać komplikacje, w wyniku których mogłaby nie
      móc miec więcej dzieci. A ona bardzo chciała mieć dzieci.
      Lekarz przekonywał, że tylko podadzą jej coś w kroplówce i dziecko zaraz
      wyjdzie, że ono właściwie nie żyje i nie czuje.
      Uwierzyła mu, ze to nie aborcja, tylko konieczność.
      Tymczasem okazało się ze pod kroplówką leżała tydzień zanim wreszcie dziecko
      się urodziło.
      Urodzilo się martwe, ale przez tydzień nie chciało umrzeć i nie chciało wyjść.
      Dziecko odebrał mąż, mówił, że miało śliczną buźkę, ale dalej zupełnie płasko.
      Był pogrzeb, Radek ma swój grób na cmentarzu. Po roku czy dwóch moja
      przyjaciółka znowu zaszła w ciążę i tym razem urodziła zdrowego chłopaka.
      W tej chwili ma dwójkę dzici, ale ciągle zastanawia się czy dobrze postąpiła z
      tym pierwszym, czy nie powinna była jednak czekać aż samo zechce się urodzić,
      moze choćby po to, żeby jego zdrowe przecież serduszko, czy inne narządy oddać
      jakiemus choremu dziecku na przeszczep. Żyłoby choc trochę w innych dzieciach.
      I mimo, ze minęło tyle lat jakoś ciągle tam jest niezagojona rana.
      A ja czytałam historię małżeństwa, którym poczęło się takie samo dziecko jak
      mojej przyjaciółce. I też byli namawiani na wcześniejsze zakończenie ciąży.
      Ale ona postanowiła donosić tak długo jak się da. Dało się do końca.
      Urodziła się dziewczynka, Marysia, została ochrzczona i po pół godzinie umarła
      w ramionach rodziców.
      Wszyscy wiedzieli, że umrze, ale cieszyli się, że dzieciątko może mieć piękną i
      godną śmierć.
      Nie pokazałam przyjaciółce tego artykułu.
      Na pewno byłoby jej żal
    • jagandra Re: To nie aborcja 24.11.04, 14:07
      Aborcja to inaczej usunięcie ciąży lub sztuczne poronienie. Jak ją oceniamy, to
      już inna sprawa. Większość osób uważa, że na aborcję decydują się kobiety,
      które mają ochotę balangować albo pojechać na narty, a ciąża im to uniemożliwia
      i traktują pozbycie się jej jak usunięcie polipa w nosie. Ty też tak myślałaś,
      póki nie trafiłaś na to forum. W rzeczywistości większość kobiet decyduje się
      na aborcję, ponieważ z jakichś przyczyn są w trudnej sytuacji. Dla wielu jest
      to ważna decyzja ważąca na całym życiu. Na tym forum piszą głównie kobiety, dla
      których przerwanie ciąży było wielką traumą, ale są i takie, które nie żałują
      decyzji o aborcji.
      A że to bardzo poruszający temat to fakt...
      Pozdrawiam
      Jagandra
    • malpolid Re: To nie aborcja 09.01.05, 01:07
      To bardzo trudna sytuacja, ale czy tego własnie chcemy ? To zdjęcia zrobione w
      jednej z warszawskich klinik :www.nazaret.org.pl/index.html?
      gal_id=1600&msg=1
      Potwierdzam ich prawdziwość, bo sama jako położna byłam przy takim procederze.
      Czy dziś gdy wykonuje się operacje w łonie matki nie można przeprowadzić
      bezpiecznie przez ciążę kobiety, która nosi w sobie kalekie dziecko? Przecież
      ono najpewniej umrze, więc czemu nie pozwolić mu umrzeć przy matce a nie
      wyrywać je z łona i pozwalać na konanie w lodówce, czy zimnej misce?
      Można to zrobić ale lekarze pewnie spytają PO CO ? Gdybym była w takiej
      sytuacji chciałabym zobaczyć moje dziecko i choć ostatni raz je przytulić, a
      nie żeby mi je zabrali , nie pokazali i wrzucili do słoja z formaliną jak jakiś
      ODPAD.
      Taka jest prawda.
    • kimono24 Re: To nie aborcja 10.01.05, 10:42
      kochane, najgorzej ciagle mowic o tym i myslec
      czy wazne jest nazewnictwo
      to usuniecie ciazy, niektorzy mowia ze zabicie czlowieka
      kwestia wiary, kwestia przekonan
      i nie czuje sie na silach mowic o tym co mysle na ten temat, mimo ze jestem po

      jesli chodzi o dzieci chore, kalekie
      czy na prawde uwazacie ze nasz (wasz) brzuch jest odpowiednim miejscem dla
      martwego dziecka, taka trumna ktora nosicie w sobie
      wiecie ze urodzi sie jak w opisywanym przypadku bez mozgu ...
      i co: chcecie nosic w sobie fasolke, ktora nie ma zadnych mozliwosci ani szans
      juz teraz
      to tak jak by brzuszek Mamy byl dla niego trumna ...
      a Matka ma swiadomosc ze nosi pod sercem, kogos kto nie ma szansy zyc ...

      mowie nie

      m
      • genepis Re: To nie aborcja 10.01.05, 12:33
        kimono24 napisała:

        > jesli chodzi o dzieci chore, kalekie
        > czy na prawde uwazacie ze nasz (wasz) brzuch jest odpowiednim miejscem dla
        > martwego dziecka, taka trumna ktora nosicie w sobie
        > wiecie ze urodzi sie jak w opisywanym przypadku bez mozgu ...
        > i co: chcecie nosic w sobie fasolke, ktora nie ma zadnych mozliwosci ani
        szans
        > juz teraz
        > to tak jak by brzuszek Mamy byl dla niego trumna ...

        Dopóki dzieciątko jest w brzuszku Mamy - żyje. (Piszę o dzieciach bez mózgu)
        Brzuch nie jest trumną, kobieta nosi w sobie ŻywĘ i żyjące dziecko. Czasem
        podczas ciązy dziecko umiera. Zdarza się to tak samo, jak fakt, że dziecko
        umiera podczas zabawy na placu, albo w domu.
        Czy to oznacza, że dom lub plac zabaw jest dla niego trumną?
        Czy to oznacza, że należy je zabic wcześniej, aby je uchronic przed śmiercią?

        Pisałam tu gdzieś na tym forum o mojej przyjaciólce, która nosiła takie
        dziecko i o tych, którym było dane donosić takie dziecko do dnia, w którym
        chciało się urodzić po to, by godnie umrzeć w ramionach rodziców.
        Pozwólmy decydować dziecku kiedy chce odejść.
        Poczytaj sobie forum "chore dziecko, strata dziecka" jak bardzo boli matki
        chorych dzieci mówienie "i po co się pani tak stara, przecież z tego dziecka
        już nic nie będzie" "po co operować, skoro i tak umrze?" A one cieszą się
        każdym dniem, każdą godziną która była im dana by cieszyć się dzieckiem.
        Moje kolezanki na wiadomość, że przyjaciólka straciła tamto dziecko mówiły "i
        bardzo dobrze, nie dałaby sobie rady" a moja przyjaciólka mówiła
        tylko "niechby był uposledzony, ale przynajmniej by żył..."

        Nie możesz pisać "czy brzuch jest odpowiednim miejscem dla martwego dziecka"
        dopóki dziecko żyje nie nazywaj go martwym, nawet jeśli rozwija się
        nieprawidłowo. A jeśli umrze w łonie matki, wtedy po prostu wywołuje się
        poród, albo też organizm sam to sygnalizuje poronieniem.
        • kimono24 Re: To nie aborcja 11.01.05, 11:46
          genepsis nie mialam na mysli dzieci chorych
          mialam na mysli dzieci martwe ..
          przepraszam ...
          oczywiscie jestem zdania, ze nawet chore powinno urodzic sie w tym momencie,
          kiedy ONO jest na to gotowe, kiedy chce i nawet jesli to umrzec w ramionach
          mamy, w jej cieple

          m


          > kimono24 napisała:
          >
          > > jesli chodzi o dzieci chore, kalekie
          > > czy na prawde uwazacie ze nasz (wasz) brzuch jest odpowiednim miejscem dl
          > a
          > > martwego dziecka, taka trumna ktora nosicie w sobie
          > > wiecie ze urodzi sie jak w opisywanym przypadku bez mozgu ...
          > > i co: chcecie nosic w sobie fasolke, ktora nie ma zadnych mozliwosci ani
          > szans
          > > juz teraz
          > > to tak jak by brzuszek Mamy byl dla niego trumna ...
          >
          > Dopóki dzieciątko jest w brzuszku Mamy - żyje. (Piszę o dzieciach bez mózgu)
          > Brzuch nie jest trumną, kobieta nosi w sobie ŻywĘ i żyjące dziecko. Czasem
          > podczas ciązy dziecko umiera. Zdarza się to tak samo, jak fakt, że dziecko
          > umiera podczas zabawy na placu, albo w domu.
          > Czy to oznacza, że dom lub plac zabaw jest dla niego trumną?
          > Czy to oznacza, że należy je zabic wcześniej, aby je uchronic przed śmiercią?
          >
          > Pisałam tu gdzieś na tym forum o mojej przyjaciólce, która nosiła takie
          > dziecko i o tych, którym było dane donosić takie dziecko do dnia, w którym
          > chciało się urodzić po to, by godnie umrzeć w ramionach rodziców.
          > Pozwólmy decydować dziecku kiedy chce odejść.
          > Poczytaj sobie forum "chore dziecko, strata dziecka" jak bardzo boli matki
          > chorych dzieci mówienie "i po co się pani tak stara, przecież z tego dziecka
          > już nic nie będzie" "po co operować, skoro i tak umrze?" A one cieszą się
          > każdym dniem, każdą godziną która była im dana by cieszyć się dzieckiem.
          > Moje kolezanki na wiadomość, że przyjaciólka straciła tamto dziecko mówiły "i
          > bardzo dobrze, nie dałaby sobie rady" a moja przyjaciólka mówiła
          > tylko "niechby był uposledzony, ale przynajmniej by żył..."
          >
          > Nie możesz pisać "czy brzuch jest odpowiednim miejscem dla martwego dziecka"
          > dopóki dziecko żyje nie nazywaj go martwym, nawet jeśli rozwija się
          > nieprawidłowo. A jeśli umrze w łonie matki, wtedy po prostu wywołuje się
          > poród, albo też organizm sam to sygnalizuje poronieniem.
          >
    • wlekliczka Re: To nie aborcja 13.01.05, 13:43
      Aborcja to aborcja - bez względu na zdrowie dziecka w łonie matki.

      Aby urodzić dziecko chore potrzeba odwagi, otwartego serca i otwartego umysłu.
      To nie prawda, że dzieci urodzone z wadami przeżywają tylko cierpienie. To
      bzdura. Twój brak wyobraźni, oniko27, zastanawia.

      Co znaczy "normalne życie" dla ciebie?
      Czy chore dziecko nie chodzi do przedszkola, nie ma grupy przyjaciół,
      kochających rodziców? Czy nie wyjeżdża na wakacje? Czy nie walczy o każdy dzień
      i nie uczy się czegoś nowego tak jak zdrowy człowiek? W czym my, "zdrowi"
      ludzie jesteśmy lepsi?

      Po prostu boisz się tematu, boisz się urodzić takie dziecko. To oczywiste, że
      każda matka się tego boi.
      Ale są takie, które jak sama piszesz: "podjęły najtrudniejszą decyzję w swoim
      życiu" i są z tego dumne. Są szczęśliwe, że mogą widzieć swoje dzieci co dzień.
      Potrafią żyć pełnią życia i nic ich w życiu nie omija, a ich chore dzieci żyją
      bardziej normalnie niż ty: nie dzielą świata na chorych, których należy
      zgładzić w łonie matek, i zdrowych, którzy mogą żyć.

      I jeszcze jedna sprawa: Nikt z nas nie wie, ile będzie żyć. Nie wiemy, ile
      będzie żyć nasze dziecko, nie ważne, czy zdrowe czy chore. Znam ciężko chore
      dzieci, które dorastają i dożywają późnej starości. Są pociechą swoich rodziców.
      Ja sama urodziłam zdrowiutkiego synka, pięknego i mądrego, który zginął w
      wypadku, gdy miał półtora roku.
      Ja w pełni rozumiem matkę, która nie zabija swojego dziecka, które ma Zespół
      Downa albo inne schorzenie.
    • wlekliczka Re: To nie aborcja 14.01.05, 10:58
      Magdo_0609 dziękuję za miłe słowa. Masz rację, nie jestem w stanie w pełni
      zrozumieć kobiety dokonujące aborcji.

      Zwykle jednak pobudki, dla których to robią, wydają mi się błahe. Wydaje się,
      że tracą głowę i nawet nie chcą dostrzec przed sobą przyszłości z dzieckiem.
      Tam, gdzie zamykają się drzwi, otwiera się okno...

      Rozumiem, że są różne powody aborcji. Kto wie - może gdyby ojciec dziecka
      wyparł się go; mój ojciec gardził mną, bo zaszłam; a matka wzięła za rękę i
      zaprowadziła na zabieg - dokonałabym aborcji w pierwszej ciąży?

      Dlaczego ludzie nie rozumieją, że lekarze sami napędzają rynek - przecież
      zarabiają na aborcji "kupę" kasy!?

      A aborcja dziecka z powodu wad genetycznych? Dalej uważam, że to zwykłe
      tchórzostwo. Znam osobiście mamy, które odważyły się urodzić i uważają, że to
      najlepsza decyzja w ich życiu.
      Lepsze jest zabicie dziecka w łonie, żeby się nie męczyło (diagnozy lekarzy
      często okazują się błędne) czy pokazanie mu miłości, nauczenie kochania i
      pożegnanie z szacunkiem, które należy się CZŁOWIEKOWI?
    • smutna44 Re: To nie aborcja 14.01.05, 11:53
      Zrobiłam to i wiem, że przede wszystkim potrzebne jest wsparcie i chociaz jedno
      dobre słowo...
      Byłam w obcym kraju i porzucił mnie ojciec dziecka, ale do ostatniej chwili
      wahałam się...
      Trzeba było rzucić to wszystko i wracać...
      Było więcej chwil, kiedy decydowałam się urodzić, ale jednak zawiózł mnie
      tam..Nie, nie mogę nawet tego wspominać, bo to było straszne...
    • wlekliczka bardzo mi przykro 15.01.05, 11:45
      bardzo mi przykro, że podjęłyście taką decyzję.
      Żałuję, że nie każda z nas ma jasny wybór. Że nie każda wie, że ma wybór.
      Właśnie... strach jest najgorszym doradcą.

      Bliska mi osoba niedawno mocno zastanawiała się nad aborcją, stąd ten temat
      tkwi w mojej głowie. Nie wiem, co zrobiła i boję się, że jeśli wybierze
      aborcję, zrani się najbardziej na świecie, zniszczy jakąś część siebie, że nie
      będzie taka jak dawniej. Kiedyś sama przekonywała mnie, że urodzenie dziecka to
      najpiękniejszy moment w życiu. Że aborcja to zabójstwo. Nie rozumiem jej zmiany.
      Dziwi mnie, że obserwując moje ciąże i rozwój moich dzieci, nie bierze pod
      uwagę, że i ona może być szczęśliwa.
    • onika27 Re: To nie aborcja 25.02.05, 17:22
      `Przepraszam wszystkich ktorych moj post poruszyl. Pisalam go pod wplywem
      emocji w momencie gdy to forum dopiero zaczynalo dzialalnosc i bylo tylko kilka
      postow w sumie od mam ktore podjely taka a nie inna decyzje ale w zwiazku ze
      swoim chorym i nie majacym szans na wyleczenie dzidziusiem i to byl moj odzew.
      Jestem zdecydowana przeciwniczka aborcji przepraszam pewnie znowu kogos uraze
      ale uwazam ze lepiej zapobiegac niz usowac Ale niech mi nikt nie mowi zwlaszcza
      jak nie ma chorego dziecka jakie to szczescie miec takie dziecko i codziennie
      patrzec na jego cierpienie. Nie mam chorego dziecka ale w mojej rodzinie sa
      dzieci z zespolem downa. Wiem ze sa kochane zyja w swoim swiecie i na szczescie
      przynajmniej jedno z nich nie wie ze jest inne. Ja nie wiem czy zdecydowalabym
      sie urodzic chore dziecko,nie musialam podejnowac takiej decyzji i nie umiem
      postawic sie w sytuacji mamy ktora wie ze urodzi chore dziecko. Czasem
      podejmuje sie takie a nie inne decyzje i nie wiem ktora jest lepsza pozwolic
      urodzic sie samemu dziecku czy wywolac porod Aborcje. Nie wiem czy potrafilabym
      nosic pod sercem dziecko ktore i tak po porodzie zmarloby. Dla mnie po prostu
      to jest problemem pozwolis temu dziecku zyc jeszcze troche w brzuchu mamy czy
      wywolac porod. Aborcja to dla mnie nie wywolanie porodu chorego nieuleczalnego
      dziecka ale zabicie dziecka ktore mialo szanse zyc . Na pewno posypie sie na
      moja glowe gromy przepraszam jeszcze raz, ale ja tak po prostu mysle
      • natalya20 Re: To nie aborcja 26.02.05, 14:57
        jestem teraz w ciazy wiecej dzieci nie planuje no moze gdyby jeszcze jedno sie
        trafilo ale wiecej na pewno nie, maz ma juz 2 dzieci wiec raczej tez nie
        planuje kolejnych ale wiem ze do niczego by mnie nie namawial zawsze mowi ze
        ostateczna decyzja i tak nalezy do kobiety, ja jednak wiem ze przy 3 ciazy
        zdecydowalabym sie na to na pewno moze to i jest egoistyczne ale nic tego juz
        nie zmieni. trzeba tez myslec o tym zeby zapewnic temu dziecku jakies warunki,
        miloscia sie go nie nakarmi a nasz budzet nie zniosl by tego, nie chce by moje
        dzieci zyly w nedzy chce im zapewnic dobre warunki. na urodzenie ciezko chorego
        dziecka tez bym sie nie zdecydowala, dziecko ktore do konca zycia lezalo by
        wlozku, nie mialo wogole kontaktu ze swiatem mysle ze i dla niego to by bylo
        latwiejsze. jestem za to pewna ze pierwszej ciazy bym na pewno nie usunela, nie
        poradzilabym sobie z tym, dlatego interesuja mnie opinie mam ktore maja juz
        dzieci i niechcac miec wiecej dokonaly aborcji
        • genepis Re: To nie aborcja 26.02.05, 22:15
          poczytaj posty kizdam47, zresztą moze ona sama się odezwie.
        • agacz2905 Re: To nie aborcja 27.02.05, 23:16
          Natalio, nawet sama chyba nie przeczuwasz, jak bardzo egoistyczne jest to, co
          piszesz w swoim poście (choć użyłaś w nim tego słowa-egoistyczne). Cóż
          pozostaje? Życzyć Tobie, abyś nigdy nie zaszła w trzecią ciążę. Posunęłabym się
          nawet do zaproponowania Ci przysłowiowej szklanki wody zamiast - jeśli będąc w
          ciąży (jak mniemem pierwszej lub drugiej) już teraz snujesz wizje aborcji
          potencjalnego trzeciego potomka. Podczytuję czasem to forum i z reguły włos się
          na głowie jeży od tego co można tu czasem przeczytać - toteż za często nie
          czytam. Ale ad rem. Nie poddałam się zabiegowi aborcji, natomiast nieco innego
          kalibru przeżyciem było (i jakoś jest) dla mnie strata dziecka w 18.t.c. - było
          to prawie 7 lat temu. Jeszcze większą traumą było dla mnie odczuwanie dzikiej
          tęsknoty za Nim i obwinianie się, ze własnym stresem....aż się pisać nie chce.
          Mam nadzieję, że daleko mi do moralizowania. Jednak gdy czytam, że dwoje dzieci
          jeszcze o.k., a przy trzecim nagle pojawia się nędza, głód, brud, smród i
          ubóstwo - to ręce opadają. Co nazywacie nędzą, skoro dwojgu dzieciom jesteście
          w stanie zapewnić godziwe warunki życia? Pytam z ciekawości. Miłością się nie
          nakarmi - na płaszczyźnie "ciała" jasne, że nie. Ale jest jeszczeinny wymiar
          życia ludzkiego i w tym wymiarze trzeba się karmić Miłością - między
          małżonkami, rodzeństwem, rodzicami i dziećmi. Jak wielu aborcji by nie było,
          jak wiele dzieci mogłoby żyć - gdyby nie ludzka niegodziwość, tchórzostwo,
          wygodnictwo, czasem nawet zwykła podłość i...wszechogarniający konsumpcjonizm.
          Po stracie tmtego Pierwszego wszłam za mąż i mam obecnie dwoje dzieci
          urodzonych przez c.c. Sama jestem niepełnosprawna ruchowo i ciąże "kosztowały"
          mój organizm (powiedzmy, żeby nie demonizować) ciut więcej niż przeciętnie
          zdrową, sprawną kobietę. Absolutnie, zdaniem tak ginekologa, jak i ortopedy NIE
          WOLNO mi być już w ciązy. Z miłych rzeczy - pamiętam ogromny szacunek, jaki
          okazał mi pewien lekarz (i słowem, i całym zachowaniem) mówiąc, że
          tym bardziej mi trzeba rozwiązanie ciąży ułatwić, skoro mając małego Szymka i
          będąc osobą schorowaną - zdecydowałam się na II dziecko. Z niemiłych rzeczy -
          pamiętam okropne, raniące słowa kiedyś przez kogoś wypowiedziane (nie chcę
          pamiętać przez kogo), że takie jak ja (było to powiedziane w kontekście moich
          chorych nóg) jestem nieodpowiedzialną kretynką i dzieci mieć nie powinnam. Ale
          mam. I gdybym teraz zaszła w kolejną ciązę, nie znalazłabym w sobie NA TYLE
          POWAŻNEJ przyczyny, aby zabić własne dziecko - tylko dlatego, że byłoby trzecim
          dzieckiem moim i męża, że musiałabym mieć trzecią cesarkę, że stan zdrowia by
          się jeszcze niewątpliwie pogorszyć. Pamiętam, jakie miałam straszne poczucie
          winy. Już piszę dlaczego. Jeszcze przed planowaną II cesarką podjęliśmy we
          troje (ja, mąż i lekarz) decyzję o wykonaniu podwiązania jajowodów. Uważam
          jednak, że postąpiłam uczciwie i odpowiedzialnie - nikogo nie skrzywdziłam. A
          nawet gdyby jeden z jajowodów się zrekanalizował (udrożnił - rzadkie, ale się
          zdarza) nie wiem jakim cudem, ale bym ciążę donosiła, starałabym się. W jakiej
          strasznej nędzy trzeba się znajdować, żeby zaprosić na ten świat dwoje dzieci,
          a zabić trzecie? W czym ono gorsze/winne ? Bo trzecie? Czy bieda z nędzą to
          niemożność zapewnienia dziecku: własnego pokoju, komputera, kursów
          angielskiego? Wybaczcie, ale czytając niektóre wypowiedzi mam wrażenie, że TAK.
          Nasze hipotetyczne trzecie dziecko nie miałoby swojego pokoju, komputera,
          kursów... Jest słowo miłość i słowo odpowiedzialność - one są w życiu wbrew
          pozorom najważniejsze (choć zestawione razem tworzą wymowny tytuł ciężkim
          językiem pisanej książki K.Wojtyły). Więc zważmy wszyscy na znaczenie tych
          słów, bo może są jednak w życiu ważniejsze niż wyprzedaż w hipermarkecie czy
          szybka spłata kredytu mieszkaniowego. Bo jeśli nie to, to zostaje nam wszystkim
          tylko owa nędza, której tak się boi Natalia w razie pojawienia się trzeciego
          dzieckasmile. Ale jak dla mnie - jakaś koszmarna ciasnota serca i nędza duszy,
          niestety. Cóż jeszcze nam zostaje? Stan jakiejś przedziwnej schizofrenii, w
          której na tym forum i jemu podobnych będą od czasu do czasu powstawać posty,
          mające nas przekonać, że ... aborcja to nie aborcja. Pozdrawiam, miłych snów,
          owocnych przemyśleń i (dla niektórych) zastanowienia się nad hierarchią
          wartości.
          Agnieszka

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka