20.04.05, 09:04
Hej
Od dluzeszgo czasu zagladam na to forum i dlugo zbieram sie na odwage zeby
napisac moze w koncu teraz mi sie uda bo przyszedl wlasciwym moment.
W 2000r. dokonalam usuniecia ciazy pod silna presja moich rodzicow i mojego
chlopaka. Teraz mamy 2005r. mam 11 miesiecznego syna i moj byly chlopak jest
teraz moim mezem a ja mam zrujnowana psyche.
Sa takie dni ze nie moge na siebie patrzec w lustrze nie wspominajac o moim
mezu. Bylam w spowiedzi ale nie wiele mi to pomoglo poprostu nie potrafie
sobie przebaczy nie mowic juz o tym ze mojemu mezowi chyba nigdy tego nie
wybacze. Nie wyobrazam sobie dalszego zycia z nim, ostatnio rozmawialismy na
ten temat i powiedzialam mu ze go nienawidze za to co mi zrobil i ze nasze
malzenstwo jest jedna wielka pomylka. Nie wiem co sie ze mna dzieje. Czy to mi
juz tak zostanie?? Nie chce tak zyc.
Obserwuj wątek
    • kizdam47 Re: Witam 20.04.05, 09:17
      Kochana,
      no to jest nas juz dwiesmile
    • madzia1708 Re: Witam 20.04.05, 11:13
      Trudno, co się stało, to sie nie odstanie...
      Teraz musicie myśleć o dzieciach, które macie, Ty Matyldo26 i Ty Kizdam47. A
      obwinianie męża? nie wiem, czy to ma sens,cięzko żyć, z kimś kto namawiał do
      zabicia własnego dziecka, ale w końcu Wy ostatcznie podjełyście tę decyzję.
      Siebie obwiniać tez nie ma sensu, bo jak funkcjonować normalnie?
      Zrobiłyście źle,popełniłyście błąd, żałujecie,ale tego sie nie cofnie i koniec.
      Nie ma co tego roztrząsać. Trzeba żyć dalej i nie popełniać więcej takich
      błędów. Skupcie sie na swoich dzieciach, które są z Wami, one Was kochają,
      potrzebują surprised)
      • kizdam47 Re: Madzia1708 20.04.05, 12:34
        Dziękuję Cismilesmilesmile

        Również Cię przepraszam za słowa, którymi Cię kiedyś poczestowałam.
        • madzia1708 Kizdam47 20.04.05, 12:51
          kizdam47 napisała:

          > Dziękuję Cismilesmilesmile
          >
          > Również Cię przepraszam za słowa, którymi Cię kiedyś poczestowałam.


          nie masz za co przepraszać,to ja powinnam Ciebie przeprosić, co czynię: bardzo
          Was wszystkie przepraszam. Powoli zaczynam rozumiec Wasze rozterki i powiem Ci,
          że dziś już powiem, że NIGDY nie dokonałabym aborcji.

          Pozdrawiam raz jeszcze, Magda
    • matylda26 Re: Witam 20.04.05, 13:14
      Jak reaguje??? Nie jest z tego powodu szczesliwy powiedzmy sobie szczerze.
      Powiedzial mi ze bal sie zostac ojcem, myslal ze go wrabiam w dziecko i dlatego
      nie chcial go. Teraz bardzo mnie kocha i maluszka naszego tez ale ja nie wiem
      czy potrafie pozytywnie do tego podejsc. Przez ostatni czas chodze wiecznie
      zdolowana na nic nie mam ochoty i nic mi sie nie chce, poprostu nic tylko walnac
      sobie w leb. Od tych wszystkich mysli mam tak ciezka glowe ze nie dlugo jej nie
      uniose.
    • matylda26 Re: Witam 20.04.05, 13:54
      Nie uwazam zeby bylo to wygodniejsze chyba ze dla moich rodzicow dla ktorych byl
      to wielki wstyd ze corka jest w ciazy a nie ma meza. Jesli wlasni rodzice chca
      cie wyrzucic z domu, robia ci pieklo i do tego Twoj kochany chlopak okazuje sie
      dupkiem nie wiesz co robic?? Nie chce sie usprawiedliwiac i nic nigdy nie
      usprawiedliwi mojego czynu. Zachowalam sie jak glupia c.... i czuje sie fatalnie.
    • kizdam47 Re: Witam 20.04.05, 17:30
      Jejku, wiem, że to niełatwa sytuacja.

      Okropnie miec u boku człowieka, którego uważasz za nieodpowiedzialnego,
      wygodnego tchórza.

      I tak - tu planujesz z nim przyszłośc, a tu - na samo wspomnienie tego, co
      zrobił lub czemu nie zapobiegł szlag trafia i patrzeć na niego nie możesz.

      Pewnie wychodząc za niego myślałaś, że razem bedzie wam łatwiej znieść ten ból
      i zbudować cośnowego
      • kizdam47 Re: Witam 20.04.05, 17:56
        Może jednak jeszcze nie wszystko stracone.

        Ja właśnie przed chwila powiedziałam mojemu, że zabił nasze dziecko.
        Odpowiedział mi bardzo nieładniesad
        • reniatoja Re: Witam 20.04.05, 21:24
          kizdam47 napisała:

          > Może jednak jeszcze nie wszystko stracone.
          >
          > Ja właśnie przed chwila powiedziałam mojemu, że zabił nasze dziecko.
          > Odpowiedział mi bardzo nieładniesad

          Jezu, dziewczyny, wspolczuje Wam i Waszym meżom również. To jest okropne, życ z
          kimś, kogo obwinia się o cos takiego. Nie wiem, ale wydaje mi się, że to mimo
          wszystko jest niesprawiedliwe, Magdo, zrzucać wine tylko na jedną strone. Bo w
          koncu nie zwiazał Cie, ni uśpił i nie zaciagnął koniem do ego gabinetu, tylko
          ostatecznie poszłaś tam dobrowolnie i o wlasnych silach. Sama piszesz, że
          odpowiedział Ci bardzo nieładnie - bo przecież on też się przed tym broni. Nikt
          nie chce być wiinny, a zwłaszcza winny sam jeden w takiej sytuacji. I prawda
          jest taka, ze to nie tylko on jest winny, nie mozesz czegos takiemu mowic mu,
          ani sama życ w takim przekonaniu. Po pierwsze on cie za to znienawidzi, jeśli
          bedziesz go obciązac całkowitą odpowiedzialnościa, po drugie Ty go
          znienawidzisz, tkwiąc w przekonaniu, ze to on jest katem i mordercą.
          Dziewczyny, ja myślę, ze trzeba w takiej sytuacji ustalic jedną sprawę: Stało
          się, Oboje jestesmy winni, nieważne są proporcje. Po połowie. I przede
          wsyzstkim - jeśli mamy dalej funkcjonować jako małżeństwo, to warunkiem
          podstawowym jest: NIGDY WIĘCEJ NIE WRACAMY DO TEGO TEMATU. A juz na pewno nie w
          takiej formie - oskarżycielskiej. Słuchajcie, moze to okrutne, co powiem, ale
          moim zdaniem jedynym lekarstwem na ten ból jest zasypanie tego tematu kurzem
          milczenia i niepamięci. Usuniecie ciaży było po to, żeby tego dziecka nie bylo.
          I go nie ma. I przestańcie ciagle o tym mówić. Bo się wykończycie. Ciągle
          wypominanie sobie tego moim zdaniem do niczego nie prowadzi. W slepy zaułek
          prowadzi. Mysle, ze jedyna forma wspominania tego dziecka moze byc wspolna
          modlitwa(kto wierzy) za to dziecko, za siebie nawzajem, wspolny placz, wspolny
          zal tego, co sie stalo, ale nie mozna siebie oskarzac, bo zrobicie ze swojego
          zycia pieklo gorsze niz to, w ktorym teraz tkwicie. Dziewczyny stalo sie. Czy
          wzajemne oskarzanie sie zmieni cokolwiek na lepsze? Mysle, ze na lepsze w
          Waszych relacjach wzajemnych, w waszych rodzinach i sumieniach, moze zmienic
          tylko wzajemne wybaczenie sobie, powrot do milosci, rozpoczecie wszystkiego od
          nowa i uznanie, ze to byl wasz wspolny blad, wasze wspolne nieszczescie, w
          ktorym wspolnie bedziecie sie wzajemnie wspierac, a nie oskarzac. To chbya
          jedyna droga do naprawy Waszych zwiazkow. I chyba dopiero wtedy, gdy pokochacie
          sie na nowo, zaakceptujecie i wybaczycie sobie NAWZAJEM, swiadomie i szczerze,
          dopiero wtedy mozna myslec o kolejnym dziecku, bo teraz Magdo, wg mnie,
          zachodzenie w ciaze byloby kolejnym bledem bardzo powaznym. Serio. Trzeba
          stworzyc dziecku gniazdo, kołderkę z miłosci, a nie kłąść je na kolcach.
          Wszystko jest mozliwe, powrót do miłosci jest też mozliwy, ale musicie sobie
          wybaczyc, naprawdę wybaczyc, na zawsze wybaczyc.
          • kizdam47 Re: Witam 20.04.05, 21:41
            Tylko jak Renatko to zrobić?

            Jak on w ogóle nie czuje sie winny. Uważa dalej, że to było słuszne, bo za 2
            miesiące mielibyśmy następne dziecko! Trudno to sobie wyobrazić, ale ja chcę,
            zeby żałował. Żeby to okazał. Żeby mi powiedział, że mnie kocha i bedzie ze mna
            na dobre i na złe. Na tym chyba polega małżeństwo.

            Po 12 latach wspólnego życia można czegoś oczekiwac prawda?

            Bez gadania i wypominania tych studiów, pracy i Bóg wie czego.
            • reniatoja Re: Witam 20.04.05, 22:01
              Magda, moze sprobuj napisac do niego list? Ja raz zaczelam ukladanie stosunkow
              z jedna osoba od listu, w ktorym napisalam co czuje, co mysle, jak to widze. Bo
              pogadac sie nie dalo, kazda proba rozmowy konczyla sie awantura. Potem bylo juz
              tylko lepiej. Ponadto w liscie latwiej jest wyrazic swoje uczucia, ujac to
              wszystko co czujesz w slowa, zwlaszcza osobie takiej jaka Ty na pewno jestes -
              humaniscie. I napiszto wszystko co czujesz, o co masz zal, jak Ci jest zle, jak
              go potrzebujesz i jak potrzebujesz odnowienia waszego malzenstwa, ale postaraj
              sie, zeby mimo wszystko, to byly dobe slowa, z akcentem na to, ze go przede
              wszystkim kochasz. Sprobuj.
              • blanqua do Onkubus i nie tylko 20.04.05, 23:59
                Pojawiam się na tym forum raczej jako obserwator
                Ale regularnie - problem aborcji jest mi bliski.
                Choć sama tego nie popełniłam.
                Co do Onkubus to szkoda mi, po prostu przykro, że tak się skończylo. CHoć było
                do przewidzenia. Ale nie o to chodzi, niewczesne żale. Muszę CI powiedzieć, że
                śledziłam Twój wątek, bardzo mnie poruszyło jak wiele osób chciało CI pomóc,
                aby Kubuś żył...
                Chciałabym spytać co konkretnie można zrobić aby dziewczyny w takiej sytuacji
                jak Twoja, jak innych osób z forum nie podejmowały decyzji o aborcji?
                Muszę się przyznać, że bardzo podbudowana jestem. Moja 16 letnia uczennica jest
                w ciąży. Utrzymuje się z renty po zmarłym rodzicu, nie wyjdzie za chłopaka z
                którym jest w ciąży, ma złą sytuację ale urodzi dziecko. Tydzień temu mi to
                powiedziała - ze mimo wszystko urodzi to dziecko. Bardzo mnie to cieszy.
                Zresztą wiele naszych uczennic rodzi dzieci. Wiem na pewno, że niektóre oddają
                dzieci do adopcji. Nikt nie ma tego za złe, wiadomo, że nie każdy ma siłę
                wychować dziecko a dziecko idzie do rodziny adopcyjnej. Wiele z nich jednak
                wychowuje swoje dzieci, kończy szkoły.
                CO mogę robić aby takich pozytywnych zakończeń - donoszonych ciąż - było
                więcej, aby nie popełniały błędu?
                Muszę dodać, że nie jestem fanatykiem religijnym. Nawet wcale religijna nie
                jestem.
                Blanka
                • ja.niebieska DO BLANKI 21.04.05, 09:23
                  To wspaniałe,że wiele tak młodych kobiet decyduje się na urodzenie i wychowanie
                  nieplanowanego dziecka.Myślę,że wsparcie psychiczne,rozmowa,dyskusja typu "co
                  by było gdyby" bardzo pomoże takim dziewczynom.Mnie nikt nie wspierał
                  duchowo,byłam zupełnie sama ze swoim problemem i dziś bardzo żałuję tej
                  decyzji.Mimo problemów,konfliktów w domu,złej sytuacji finansowej-urodziłabym i
                  wychowała to dziecko.A tak do końca życia bedę myśleć o moim nienarodzonym
                  Kubusiu.

                  Po rozmowach i naprawdę różnych wypowiedziach dotyczących aborcji, zmieniałm
                  nieco zdanie na ten temat.Wiem,że co się stało to się nie odstanie,a blizna,a
                  właściwie dziura w sercu pozostanie na zawsze.Ale wsparcie jakie dają mi
                  niekture osoby z tego forum (np.IRKA30) bardzo pomaga mi normalnie
                  funkcjonować.Szkoda,że przed zabiegiem nie uczestniczyłam w tym forum.
                  • ja.niebieska Re: DO BLANKI 21.04.05, 09:25
                    Ale byk!Niektóre pisze się przez "ó".
    • matylda26 Re: Witam 21.04.05, 07:19
      Wtedy bardzo go kochalam. Po usunieciu ciazy przestalam sie z nim widywac nie
      chcialam utrzymywac z nim zadnych kontaktow. Staralam sie spotykac ze znajomymi
      i jakos o tym zapomniec. Ale on musial do mnie zadzwonic nie wiem po co, w
      kazdym razie spotkalismy sie raz i znowu do niego wrocilam i tak zostalo do
      dzisiaj. A czy to milosc ???? nie wiem. Strach??? pewnie tak ze zostane sama z
      tym wszystkim i gdzie na ulicy.
    • matylda26 Re: 21.04.05, 13:54
      Nawet nie wiem co mialabym mu napisac bo cala niechec jaka czuje mowie mu prosto
      w twarz.
      • reniatoja Re: 21.04.05, 14:33
        To ja zaproponowalam list, Magdzie. Zeby próbowac ratowac (naprawiac) jeszcze
        to małzeństwo, jeśli chociaż ona tego chce. Nie wyobrażam sobie takiego życia -
        kiedyś miałam poważny kryzys w małzeństwie, ale to było o pierdoły
        (przynajmniej w porównaniu z aborcją) a i tak nie byłam w stanie funkcjonować.
        Nie wiem jak można żyć z kimś, kogo sie nienawidzi, do kogo ma się wieczny
        nieznikający tak wielki zal. To marnowanie sobie życia, trzeba to albo
        naprawic, albo skończyć, nie mozna tak tkwic. I mój pomysł z listem (nie wiem,
        czy dobry, staram sie pomóc, coś doradzić) jest dla osób, które chca, a nie
        moga sie dogadac, bo czasem naprawde nie potrafimy ze soba rozmawiac, chociaż
        obojgu nam zalezy. JEśli jednak nie ma w tobie uczucia, pragnienia, zeby
        naprawic ten związek, to nie pomoże nawet żaden list, to oczywiste.
    • blanqua Re: Witam 21.04.05, 19:51
      No i znowu to ja.
      Cóż, ja niewiele mogę zrobić dla tych moich dziewczyn, moich uczennic.
      Ale trzeba im powtarzać, że aborcja nie ejst rozwiązaniem żadnym. Że nie
      udźwigną tego.
      Że tylko się wydaje, że to najłatwiejsze. I trzeba tłuc do glów - dziecko
      zawsze mozna zostawić do adopcji. Efekty tego są - w naszym miejskim szpitaliku
      jest sala gdzie leżą te dzieci i często łózeczko jest pełne smile
      Tu nie ma co dywagować czy dziecko będzie szczęśliwe idąc do adopcji czy nie -
      dla każdego dziecka jego zycie to sto procent, jakaś szansa a co z nią zrobi -
      zalezy od niego. Ważne, że ma możliwość.
      Więc tak się ciesze jak kolejna uczennica mówi mi, że jest w ciąży. ja wiem, że
      16, 17 lat to za wcześnie, to brak wykształcenia, często samorne macierzyństwo.
      Ale to także szansa dla dziecka - zawsze
      I dlatego staram się pomóc - na ile to możliwe w ramach moich uprawnień.
      Wybacz mi Onkubus, że tak strasznie mi Twoja sytuacja zapadła w serce. Ale
      najbardziej przykre było dla mnie patrzeć, ze dla nic niewartego faceta,
      związanego z inną, gdzie związek beznadziejny Ty poświęcasz życie dziecka. To
      było jasne, że ten związek sie rozwali po takim czymś - wiadomo, że facet taki
      nie jest więcej warty...
      Wybacz mi, że to pamiętam ale mam uczulenie na takie związki - z przyczyn
      bardzo osobistych...
      Nie umiem o Tobie i Kubusiu zapomnieć
      Pozdrawiam
      Blanka
      • reniatoja Re: Witam 22.04.05, 08:17
        Blanko, wybacz, ale pewnych rzeczy nie rozumiem. Piszesz, że wiele waszych
        uczennic rodzi dzieci i ze jestes podbudowana, gdy kolejna uczennica mowi Ci,
        ze jest w ciaży i nie usunie (to akurat dobrze, ale ja nie o tym chciałam).
        Cieszy Cie to, że łóżeczko w szpitalu dla dzieci pozostawionych do adopcji
        czesto jest pelne. UWazasz, ze trzeba tłuc do głów: dziecko zawsze można
        zostawić do adopcji. Cieszy Cię, ze kolejna uczennica mówi Ci, że jest w ciazy,
        chociaż doskonale wiesz, że 16 czy 17 lat to za wczesnie.


        Ok, zgadzam się, ze to dobrze, że nie usuwają. Zdecydowanie lepiej, niz gdyby
        usuwaly.


        Ale poza tym, to Twoja postawa jest dla mnie dziwna.

        Czy nie sądzisz, ze jako pedagog powinnas przede wszystkim tłuc do głów, że
        seks nie jedla dzieci? Ze jak juz zabieraja sie do tego to na milion procent
        muszą sie zabezpieczyć przed ciażą? Czy nie to powinnaś im powtarzac
        znudzenia, zamiast to, że dziecko zawsze można oddać do adopcji? Czy Ty zdajesz
        sobie sprawe, co to jest oddać dziecko do adopcji??? JAk to rozwali ich zycie?
        Przeczytaj na tym forum co czują kobiety, ktore oddały dziecko do adopcji, jak
        nie moga sobie s tym poradzic. Dlaczego Cię to cieszy, ze to łózeczko jest
        pełne? Za każdym pełnym łózeczkiem w szpitalu kryje się tragedia, byc moze
        dziura w sercu na cale zycie takiej kobiety, ktora musiala to zrobic, to nie
        jest nic radosnego. JEsli juz Twoje uczennice tak licznie zachodzą w ciaze, to
        moim zdaniem nie powinnaś im tłuc do głów, że mozna oddac do adopcji, tlko tłuc
        im do głów, że można dać sobie rade, przyjąc i wychować każde takie dziecko.
        Powinnaś moim zdaniem, jako nauczyciel z poowłania, którym najwyrzźniej jestes,
        zrobic wszystko, żeby rodziny tych dziewczyn pomogły im, żeby z jednej tragedii
        (ciąża w wieku szkolnym) nie było nastepnych (np oddawania do adopcji).

        Mam wrazenie, ze skoncentrowałaś się tylko na jednej sprawie: Nie wolno usuwać
        ciąży. Ale uważam, że zaczęłaś niejako od pisania wypracowań nie znając
        alfabetu. Bo powinnaś moim zdaniem skoncentrować się nie na tym, że nie wolno
        usuwać ciaży, tylko przede wszystkim, że nie wolno w te ciąze zachodzić. I
        mozna, naprawde można tego uniknać nawet wtedy gdy dzieci biora sie do seksu,
        ale może włąśnie w tym powinnaś im pomóc, uswiadamiac, powtarzac do znudzenia,
        ze sa prezerwatywy, tabletki, ze nie wolno bez zabezpieczenia chodzic z nikim
        do lozka, chocby sie miał świat zawalic.

    • blanqua Re: Witam 22.04.05, 15:25
      No cóż, co do mnie i mojego nauczania...
      Mój przedmiot jest taki, ze nie mogę mówić o antykncepcji.
      Natomiast treści jakoś związane z wychowaniem dzieka udaje się przemycać.
      Poza tym uczennice mają spotkania z ginekologiem, przychodzi do szkoły
      poza tym jest pedagog i psycholog
      jeżeli wiemy, że dziewczyna jst w ciąży to otaczamy ją troską, wsparciem.I
      jasne,że pedagog, psycholog stara się aby przyjęła dziecko, wychowała. Ale nie
      każda chce, nie kazda daje rade. Wiec ważne aby wiedziala, że zawsze może
      zostawić dziecko w szpitalu.
      Jasne,że pełne łózeczko dla zostawionego dziecka jest znakiem tragedii matki.
      Ale także jej mądrości i wyboru dobra. Bo przecież to wielka szansa dla dziecka.
      Onkubus, nie mogłaś nie zapaść mi w pamięć. Żal mi,że taką głupotę strzeliłaś,
      teraz miałabyś fajny brzusio i miłego lokatora w nim. A ten facet nie był tego
      warty. Jak gościu umie zdradzać żonę, oszukiwać ją i dzieci to nie ma co się
      spodziewać, że w stosunku do kochanki będzie lepszy... Nie ma co liczyć, że on
      miałby Ciebie powstrzymać przed aborcją - w końcu miał co chciał a obowiązków
      nie było bo sama "posprzątałaś" dla jego wygody.Smutne takie historie i
      szkoda,ze chwila przyjemności kosztowała życie dziecka.
      Blanka
      • irka30 I ZNOWU TO SAMO!!! 22.04.05, 16:33
        Kto chce nas jeszcze bardziej zdołować,przygnębić,rozdrapać ranę niech lepiej
        daruje sobie teksty typu "szkoda,że chwila przyjemności kosztowała życie
        dziecka".

        Blanka,nie dołuj nas takimi tekstami.Po co?Lepiej Ci z tym?Ciesz się,że ty nie
        stanęłaś przed takim wyborem!Jesteś pedagogiem,szkoda,że BRANDY35 się nie
        odzywa-może powinnaś z nią pogadać,ona jest psychologiem...
        • ja.niebieska Re: I ZNOWU TO SAMO!!! 22.04.05, 16:52
          Irka,nie denerwuj się.Ja już panuję nad sobą gdy czytam kolejny beznadziejny
          tekst kogoś kto tego nie przeżył.Oddać do adopcji czy usunąć-ile razy będziemy
          to przerabiać??????

          A poza tym ja także zgadzam się z oknobus,że Blanka powinna lepiej skupić się
          na uświadomieniu tym młodym kobietom,że istnieją środki antykoncepcyjne.Skoro
          tak wiele uczennic w jej szkole zachodzi w ciążę to być może brak im po prostu
          edukacji seksualnej...

          P.S.Blanka,gdybyś miała ochotę poznać moją historię to zapraszam na zamkniete
          forum B2,którym opiekuje się kizdam.
          • ja.niebieska Re: I ZNOWU TO SAMO!!! 22.04.05, 16:52
            Onkubus,źle napisałam twojego nicka.Sorki.
    • blanqua Re: Witam 22.04.05, 20:36
      Jest to trochę drażniące, że każdy mail, który nie jest pochwałą czyjegoś
      działania i stanowi spokojną ocenę faktów jest nazywany beznadziejnym.
      Otóż ja też stałam przed taką decyzją kiedyś...
      Bylam na pierwszym roku studiów, sądziłam, że jestem w ciąży a facet już ode
      mnie odszedł... Powiedziałam siostrze mamy i jej mężowi, że chyba jestem w
      ciąży. No i od razu powiedzieli, że pomogą mi zrobić aborcję, że mają
      nadzieję,że nie będę miala problemów. Czyli wiem co znaczy stać przed taką
      decyzją, wiem to...
      Ciekawa jestem w jaki sposób miałabym na prowadzonym przeze mnie przedmiocie
      mówić o antykoncepcji. Mogę mówić o dojrzałości, odpowiedzialności. Jest
      pedagog, psycholog, ginekolog. Są ciagłe spotkania z nimi. Naprawdę, w ramach
      swojego przedmiotu nie mam możliwości o tym mówić.
      Blanka
      • e2005 do blanqua 22.04.05, 22:04
        Jak to jest teraz, mam jeszcze małe dzieci więc nie wiem. Czego uczy sie w
        szkole dorastająca młodzież na tematy seksu i zwiazanej z tym
        odpowiedzialnosci. Piszesz, że jest psycholog i ginekolog ale co oni mówią, co
        robią?
        • blanqua Re: do blanqua 22.04.05, 22:52
          Hm to zależy od nauczyciela. Nie wolno zapomnieć, że w Polsce to rodzice maja
          prawo decydować całkowicie o tej sferze wychowania. Szkola nie może dawać zbyt
          wielu technicznych wskazówek, na każde spotkanie z edukatorem z życia w
          rodzinie musi być zgoda rodziców. Poza tym rodzice podpisują konkretne kartki,
          że się zgadzają. M.in dlatego nie mogę za bardzo wprowadzać treści związanych z
          antykoncepcją na własny przedmiot - zwłaszcza, że ta treść nie pasuje tam. Nie
          macie pojęcia jak duża jest ingerencja rodziców w programy - rodzice potrafią
          przychodzić z wielka awanturą, że dzieckos ię uczy głupich, albo
          niepotrzebnych, albo niezgodnych ze światopoglądem rzeczy. Poza tym sfera
          antykoncepcji jest dość delikatna i trudno tu wpośrodkować światopoglądy. Nie
          mówiąc już o tym, że wiele rodziców jest całkiem naiwna i ślepa - są
          przekonani,że wiadomość o antykoncepcji zbulwersowałaby ich dziewczętam,
          zdemoralizowała podczas gdy one już dawno prowadzą życie seksualne. Psycholog i
          pedagog prowadzą konsultacje indywidualne, służą pomocą. Oprócz tego robią oni
          lekcje, spotkania w całych klasach - antykoncepcja, depresje, rak piersi itd.
          Spotkania z ginekologiem są załatwiane także, no i lekcje biologii. Niestety
          jest tu takie ograniczenie (powtarzam) że na wszystko teraz zgodę muszą wyrażać
          rodzice, bez tego trzeba straszliwe wykręty. Nie mówiąc o tym, że jeżeli np ja
          powiem coś o antykoncepcji na lekcji a komuś się to nie spodoba to ma prawo i
          możliwość złożyć na mnie skargę. To brzmi absurdalnie ale w rzeczywistości
          kuratorium jest zawalone skargami na nauczycieli...
          Blanka
          • e2005 Re: do blanqua 22.04.05, 23:01
            Nie sądziła, że to tak wygląda myślałam , że jest jakiś program dostosowany do
            wieku uczniów i jakieś obowiązkowe pogadanki. Z tego, co piszesz to należałoby
            edukację rozpocząć od rodziców.
            Bo widzisz napisałaś, że dużo uczennic zachodzi w ciążę i rodzi, więc stąd moje
            pytanie czego ten ginekolog i psycholog uczy.
            • blanqua Re: do blanqua 22.04.05, 23:32
              No cóż, taka jest prawda,że edukację należy zacząć od rodziców.
              Ale z drugiej strony nic dziwnego, że chcą wychowywać dziecko zgodnie ze swoimi
              poglądami - mają do tego prawo
              Ginekolog, pedagog, psycholog regularnie pracują.
              W sytuacji jeżeli ciąża się pojawia prowadzi się rozmowy, dostosowuje plan,
              pomaga w problemach, wspiera i pokazuje możliwości pomocy.
              Co do zapobiegania ciążom to lekcje religii (katechetka bardzo sensowna - wbrew
              pozorom), lekcje wychowawcze, przygotowanie do życia w rodzinie, psycholog,
              pedagog, ginekolog - spotkania
              Blanka
            • e2005 Re: do blanqua 23.04.05, 09:48
              Przygotowanie do życia w rodzinie- robiłam kiedyś analizę treści podręczników-
              żenada!!!
              Dużo jednak zależy od nauczyciela, pamiętam, że ja w liceum też miałam na
              lekcjach wychowawczych poadanki o ciążach, antykoncepcji itp. prowadziała je
              pani od rosyjskiego, stara panna z dzieckiem, zgorzkniała, surowa i niedostępna
              dla uczniów. Chichotaliśmy wszyscy po cichu a ona się denerwowała, ale wiesz o
              czym ona nam czytała?- o tym, że robić tego nie można, bo aids.Spora część
              dziewczyn w klasie maturalnej opowiadała sobie na przerwie o seksie z
              chłopakami, ale o antykoncepcji mowy nigdy nie było.
              A co do rodziców, to pewnie mają prawo zakazywac różnych tresci, ale niektórzy
              mają klapki na oczach i nie znają swoich dzieci.
              Byłam niedawno u znajomych mają syna 10 letniego, który ojcu podkrada różne
              pisemka. Zapytałam, czy gadali z nim na te tematy. A oni- że się wstydzą, niech
              weźmie poogląda taki CKM czy Playboy i juz wszystko będzie wiedział.Ludzie z
              wykształceniem wyzszym, matka nauczycielka, ojciec muzyk.
              Tak więc rodzice zrzucają odpowiedzialność w tych sprawach na szkołę, co pewnie
              nie jest złe pod warunkiem, że się to w szkole robi. Bo jednak wolałabym, aby
              moje dziecko, jeśli nie ode mnie- to w szkole dowiedziało się o sprawach seksu
              i odpowiedzialnosci z tym związanej, a nie od mniej, czy bardziej
              doświadczonych koleżanek i kolegów.
              • genepis Re: do blanqua 23.04.05, 16:01
                A co to za szkoła do której przychodzi ginekolog?
                Jeszcze takiej nie spotkałam, serio!
                Zaintrygował mnie przedmiot, którego uczysz, że nie można na nim mówić o
                antykoncepcji. Ale zawsze możesz im przecież powiedzieć, że seks nie jest dla
                dzieci, że rozpoczęcie współżycia to wzięcie na siebie wielkiej
                odpowiedzialności, do której po prostu trzeba dorosnąć. I myslę, że o tej
                odpowiedzialności trzeba wbijać do głów równie mocno jak o tym, że dziecko
                można oddać do adopcji. smile
                Bo poczucie odpowiedzialności ostatnio jakby zanikało, wystarczy popatrzeć
                na "górę"

                Uśmiecham się smutno

                genepis
                • blanqua Re: do blanqua 23.04.05, 17:37
                  Cóż, jest to szkoła średnia (ponadgimnazjalna)
                  Nic dziwnego, że przychodzi ginekolog - zapraszamy co jakiś czas. Ma spotkania
                  z klasami dziewczęcymi. Dzięki temu obiektywnie dowiadują się dużo o własnym
                  organizmie, antykoncepcji.
                  Ja uczę języka więc nie bardzo mam możliwości aby w ramach tego mówić o
                  antykoncepcji - nie lączy się to z programem. Adopcja, odpowiedzialność
                  niekiedy da się poruszyć przy okazji tekstów.
                  CO do zaczynania współżycia - o czym tu mówić jak większość naszych uczennic
                  już po inicjacji...
                  Blanka
    • polka33 Re: Witam 26.06.05, 01:44
      Nigdy sie tu nie odzywam. Ten jeden raz zrobię wyjatek,ponieważ uderzyła mnie
      jedna rzecz w tym wątku.Mianowicie jest to wątek Matyldy,która poprosiła o rade
      wsparcie.Przeczytałam wszystkie posty i widze, że tak naprawdę pojawiło się tu
      kilka innych watków,a głos Matyldy gdzieś zaginął.
      Nawet List ,który Matylda odebrała dla siebie, nie był do niej skierowany.
      Jakos mi smutno....
      wątek jest juz stary,może nieaktualny,niemniej jednak pozdrawiam Cie Matyldo i
      mam nadzieje,że trzymasz się a sprawy z mężem mają się lepiej niż kilka tygodni
      temu...
      Jeżeli kogos uraziłam tym postem, przepraszam-nie to było moim zamiarem...
      Pozdrawiam Was wszystkie...
      • matylda26 Re: Witam 28.06.05, 12:58
        Hej
        Dziekuje bardzo za pozdrowienia. Czy lepiej nie wiem, moze troszke.
        Dzieki przyjacielowi ktoremu moge sie wyplakac na ramieniu.
        Niestety nadal nie potrafie sobie tego wybaczyc, Ksiadz powiedzial mi ze w
        pierwszej kolejnosci musze sobie wybaczyc abym mogla tez wybaczyc mezowi.
        Najlepiej jak mam duzo zajec wtedy nie mam czasu nad tym wszystkim myslec.
        Pozdrawiam i jeszcze raz dziekuje.
        • polka3 Re: Witam 28.06.05, 18:22
          Jeżeli masz takie możliwości to myśle że bardzo pomogaby CI np.terapia
          małzeńska.To sposób na rozmowę szczerą i bezpieczną dla dwóch stron ,bo
          kontrolowaną przez osobę neutralną-terapeutę.Mogłabyś powiedziec mezowi co Ci
          lezy na sercu, a w sytuacji terapeutycznej jest szansa,że postarałby sie Ciebie
          lepiej zrozumieć.W ogóle rozmowa to klucz do sukcesu-choć często bez wsparcia
          nie jest ona konstruktywna i kończy sie zawsze tak samo,kłótnią,obwinianiem
          siebie wzajemnie.I po to jest właśnie terapeuta,zeby nie było kłotni i zeby
          zobaczyc wiele spraw w innym świetle.
          Ja na swojej drodze spotkałam terapeutów,którzy mi pomogli,a jednocześnie
          takich, do których nie mam za grosz zaufania,dlatego ważne jest by dobrze
          wybrać.
          Jeszcze raz życzę Ci żeby było coraz lepiej, na wielu frontach....



    • amina9 Re: Witam 02.07.05, 02:49
      Matyldo, jeśli mogę coś podpowiedzieć, może twój mąż się zgodzi, żebyście w
      jakiś sposób pomagali kobietom w ciąży, które dzięki rzeczowej pomocy innych
      nie decydują się na aborcję. Ja zaczęłam to robić, i dzięki temu jeszcze nie
      zwariowałam. To naprawdę cudownie pomaga, jak balsam na ten ból i wyrzuty
      sumienia. Ja wyszukuję takie dziewczyny i staram się je wspomóc materialnie,
      zbierając i przekazując im ubranka i inne rzeczy. Przynajmniej nie robią
      aborcji z powodów ekonomicznych. Zdarzało mi się też uświadamiać rodziców
      młodych dziewczyn, że nie powinni myśleć "co ludzie powiedzą", i "co się stanie
      jak nie skończy studiów" tylko co może stać się z ich córką, jeśli przerwie
      ciążę. Bo studia można skończyć zawsze, a zdrowie jest jedno, i sumienia też
      się nie da wymienić. Potem ci rodzice szaleli ze szczęścia już jako dziadkowie,
      więc warto było.
      Nie jestem jakąś fanatyczką religijną, nie chodzę do kościoła, ale jednak
      czasem się modlę i myślę sobie, że przynajmniej duszyczka mojego dziecka, a
      właściwie dzieci, może mi wybaczy, bo ratuję przed zabiciem inne dzieci.
      Spróbujcie, zobaczysz, że może będzie to przełom.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka