Dodaj do ulubionych

Przyznać się, urodzic czy...

01.05.05, 08:57
Nigdy nie myslałam, że znajdę się na tym forum. Mam dwoje dzieci, wczoraj
zrobiłam sobie test, wyszedł pozytywnie. Wszystko byłoby ok, gdyby nie to, ze
od kilku miesięcy nie współzyję z męzem. Mam romans, a właściwie miałam, bo
rozstaliśmy się 2 tygodnie temu. Co mam robić? Nie mogę sobie z tym dać
rady!! Wczoraj pisałam o tym na emama, dziś tutaj...
Obserwuj wątek
    • madzia1708 Re: Przyznać się, urodzic czy... 01.05.05, 09:07
      Ojoj, to masz problem. Cholera, nie wiem, naprawdę nie wiem.
      Musisz sobie wszystko przemyśleć, wypisać na kartce za i przeciw, co zayskasz i
      co stacisz, gdy urodzisz/nie urodzisz.
      Kurcze, ale sytuacja....

      pisz co się dzieje, pisz co myslisz, łatwo jest popełnic błąd, kótrego nie
      będzie można naprawić. Trzymaj się.

      Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło surprised)
      • monikaaaaa Re: Przyznać się, urodzic czy... 01.05.05, 10:19
        myslę o tym, że nie chcę urodzić, mój mąż gdyby się dowiedział, by tego nie
        przeżył, załamałby się.Ale jak ja będę żyć z tą świadomością, że to zrobiłam?!
        Wczoraj zrobiłam test, myślę o tym aby iść do lekarza i...., ale jednocześnie
        złapałam sie na tym, że odmówiłam sobie kawy, bo może zaszkodzić dziecku, nie
        wzięłam tabletek uspokojających też z tego powodu. Jestem rozdarta na pół.
        Kompletnie niewiem co robić!
        • madzia1708 Re: Przyznać się, urodzic czy... 01.05.05, 11:35
          monikaaaaa napisała:

          > myslę o tym, że nie chcę urodzić, mój mąż gdyby się dowiedział, by tego nie
          > przeżył, załamałby się.Ale jak ja będę żyć z tą świadomością, że to
          zrobiłam?!
          > Wczoraj zrobiłam test, myślę o tym aby iść do lekarza i...., ale jednocześnie
          > złapałam sie na tym, że odmówiłam sobie kawy, bo może zaszkodzić dziecku, nie
          > wzięłam tabletek uspokojających też z tego powodu. Jestem rozdarta na pół.
          > Kompletnie niewiem co robić!


          myslę, że poczekamy na odpowiedzi kobiet, których faktycznie dotyczy to forum,
          są tu spoko kobietki, więc poczekajmy.
          • monikaaaaa Re: Przyznać się, urodzic czy... 01.05.05, 11:38
            dziękuję Ci
            • madzia1708 Re: Przyznać się, urodzic czy... 01.05.05, 11:53
              nie ma za co, trzymaj się, ściskam Cie z całych sił
    • blanqua Re: Przyznać się, urodzic czy... 01.05.05, 12:09
      Witaj
      Twoja sytuacja nie jest łatwa ale nie jest także bez wyjścia.
      Przecież Ty już jesteś Mamą, już myślisz o maluszku, odmawiasz sobie kawy itd.
      I to jest właściwa droga, którą sumienie Ci podpowiada, tym się kieruj.
      jesteś już mamą dwójki dzieci, w jaki sposób usprawiedliwiłabyś przed sumieniem
      zabicie trzeciego?
      Poza tym podjęcie romansu było Twoją decyzją, nie można za to karać dzieciaczka
      niczemu niewinnego. Ewentualne konsekwencje należą do Ciebie i nie powinno
      płacić życiem dziecko.
      Głowa do góry, jesteś już Mamą, będzie tylko lepiej. A dostaniesz od
      dzieciaczka tyle miłości, że nie wyda Ci się to wysoką ceną.
      Pozdrawiam
      Blanka
      • monikaaaaa Re: Przyznać się, urodzic czy... 01.05.05, 12:17
        i pozostałaby mi tylko miłość jego , bo napewno zostałabym sama, sądzę że mąż
        zabrał by mi moje dzieci. Nie mogę zebrać myśli i spokojnie tego przemyśleć,
        tak bardzo się boję. Boję się podjęcia decyzji, wiem że żadne wyjście nie
        będzie dobre. Jesli urodzę, to zranię całą moją rodzinę, jeśli usunę, to nie
        bee potrafiła z tym żyć
        • jol5.po Re: Przyznać się, urodzic czy... 01.05.05, 15:29
          Moniko to co piszę, to na podstawie kilku informacji, które mozna wyczytać z postów, być może nie mam racji, bo przede wszystki nie wiem wszystkiego
          , ale kilka rzeczy mi się narzuca
          w Twoim małżeństwie od jakiegos czasu nie było dobrze. Wiesz to Ty i wie to Twój mąż. To nie tak, że wiadomość o dziecku coś mu uświadomi, ona ewentualnie potwierdzi - będzie się musiał z tym zmierzyć. Ale tak czy siak, u Was zdaje się, że trzeba się zmierzyć z czymś w zwiąku.
          Rozeszły się z jakiegoś powodu Wasze drogi już wcześniej.
          Tobie też się pokiełbasiło. Wkradł się w Twoje zycie straszny haos - może na złość mężowi, może z jakiejś innej przyczyny. Myslę, że to trzeba poskładać na nowo.
          Musisz sobie najpierw odpowiedzieć na pytanie, który meżczyzna jest dla Ciebie wazny, jak w ogóle z tymi mężczyznami chciałabyś załatwić sprawy.
          Może to dziecko to impuls, który pomoże Ci sie pozbierać na nowo.
          Jeśli teraz w Twoim życiu dominuje haos, żeby wyjść z matni, musisz dążyć do harmonii. Harminią będzie ułożenie tak klocków, żey dało się żyć, żeby być jak najbliżej szczęścia. Harmonii nie przyniesie Ci aborcja, bo byłoby to kolejna nierozwiązana sprawa Twojego życia, która ciągnęła by się za Tobą.
          Jesteś osobą może na ten moment nie do końca poskłAdaną, ale ogromnie wrażliwą, czujesz się już faktycznie mamą trzeciego dziecka. Z tego co obserwuję na forum, ciężko przeżyłabyś aborcję. Twój haos pogłębiłby się, a przecież sama już wystarczającą się wkręciłaś w haotyczne historie, żeby ciągnąć to dalej.

          Myślę, ze musisz wyprostować maksymalnie ile się da. Powiedzieć prawdę mężowi, kochankow. Na podstawie tego budować potem coś nowego. Może ktoś z najbliższych, może własnie mąż, będzie w stanie zaakceptować nową sytuację. Może nie, zobaczysz co powie. Napewno ulży Tobie.
          Życzę, żeby się ułozyło, trzymam kciuki
          Jola
          • monikaaaaa Re: Przyznać się, urodzic czy... 01.05.05, 17:14
            Nie sądzę , że potrafiłby mi to wybaczyć. nie wyrzuciłby mnie z domu ani nic z
            tych rzeczy, jeśli już to szybciej by sam się wyprowadził. Jednak nie mogę
            wymagać od niego , żeby zakceptował sytuację i mi pomógł.
            Ojciec dziecka nie jest zbyt odpowiedzialną osobą i jeszcze nic nie wie. Dwa
            tygodnie temu rozstaliśmy się, wyjechał teraz do swojej byłej dziewczyny i
            prawdopodobnie zostanie u niej.
            Jestem taka głupia, jak mogłam mysleć, że mi się uda, ze wszystko będzie ok?!
            Rozważam wszystkie "wyjścia" i patrząc względem innych, to żeby nikt się nie
            dowiedział to myślę o usunięciu ciąży, co ja piszę????? To jest zabicie
            dziecka. Moja młodsza córeczka niedługo skończy 2 latka. Jejku jakie to
            wszystko jest trudne. Jeśli bym chciała urodzić to wszystko by się wydało i
            zostałabym prawdopodobnie sama. A jesli nie, to jak sobie dam radę z tym
            wszystkim. Nie jestem na tyle silna! Moja druga ciąża była zgrożona, wchodząc
            do łazienki tak bardzo bałam się że zobaczę że znowu krwawię, tak bardzo bałam
            się o dziecko. Teraz jest odwrotnie, chciałabym, żebym jednak dostała okres!!!
            Jak można nie chcieć mieć dziecka, jeśli już ono we mnie jest?!?!?!
            • jol5.po Re: Przyznać się, urodzic czy... 01.05.05, 19:30
              Moniko, co on zrobi, wie tylko - to bedzie jego decyzja.
              To co Ty możesz teraz zrobić, to tylko wyprostowac swoje zycie.
              jeżeli weźmiesz się powaznie za bary z problemem, czeka Cię ogrom pracy, ale może się uda. Będziesz harowała jak wół, ale może wyprowadzisz to wszystko na prostą. Teraz się tak wydaje, że to przerasta Twoje mozliwośći, bo jesteś na samym dole góry i patrzysz się na szczyt - prawie go nie widać. Po prostu zaczniji i idź do przodu.
              Tutaj jest duzo silnych babek, miały swoje plany, robiły karierę. Kiedy przerwały ciążę, zaczeły się dziwnie zachowywać - zaglądają do wóżków, chcą mieć dziecko, którego już nie ma w ich brzuchu, bardzo, bardzo cierpią, chociaż się tego nie spodziewały.
              Ty masz możliwość wyboru drogi, którą pójdziesz, jedna jest cholernie trudna, ale tam na końcu jest światełko w tunelu, druga jest wikłaniem się coraz większym (udawaniem, ze się nic nie stało, chociaż się stało) i brnięciem w sprawę, w której najbardziej bolesne będzie, ze nie ma już od niej odwrotu
              • monikaaaaa Re: Przyznać się, urodzic czy... 01.05.05, 19:53
                Jolu!
                Wiesz dlaczego myślę o aborcji?! bo wtedy będę cierpiała tylko ja i tak chyba
                powinno byc. Tylko, że ja już kocham to maleństwo...
                • jasama3 Re: Przyznać się, urodzic czy... 01.05.05, 20:52

    • blanqua Re: Przyznać się, urodzic czy... 01.05.05, 21:06
      Monika
      cały problem w tym,że już jesteś matką. Już nosisz w sobie dziecko. I zdajesz
      sobie z tego sprawę.
      W jaki sposób wytłumaczyłabyś sobie patrząc każdego dnia na swoje dzieci, że
      nie pozwoliłaś żyć ich rodzeństwu? Każdy widok dwójki dzieci nasuwałby Ci myśl
      o tym trzecim...
      Poza tym wchodząc w romans sama pokazałaś, że drogi Twoje i męża rozchodzą się.
      Myślę,że dziecko nie zniszczy wiecej niż jest zniszczone. Może za to zachęcić
      do odbudowania czegoś. Jasne, teraz jest początek drogi, całość jest mglista,
      wygląda na nie do zdobycia. Ale jest do zdobycia. Tylko trzeba pierwszy krok.
      Powiedzieć mężowi.
      Jasne, że przyznanie się do zdrady będzie ciężkie, będzie boleć. Ale to jedyna
      szansa aby oczyścić relacje.
      Poza tym dzięki aborcji nie odyskasz miłości męza ani nie utrzymasz rodziny.
      Możesz jedynie pogrążyć samą siebie. Wydaje się, że sam fakt zdrady świadcył o
      tym, że odchodziłaś od męza.
      Przyznanie się do sytuacji, szczere wyznanie może wiele między Wami oczyścić,
      odbudować rodzinę. Aborcja pozostawi Ci kolejny problem rzutujący na całą
      rodzinę.
      ABorcja byłaby tylko płaceniem konsekwencji Twoich decyzji przez Twoje dziecko.
      Blanka
      • monikaaaaa Re: Przyznać się, urodzic czy... 01.05.05, 21:14
        siedzę dziś cały dzień i czytam, już teraz jest mi tak bardzo ciężko. Na samą
        myśl, że mogłabym to zrobić....
        Jeśli powiem mężowi, nie moge tego zrobić. nie pamiętam czy już o tym pisałam
        ale niedawno zaproponowałam mu rozstanie, a on na to, że przeczeka, że nadal
        mnie kocha i nie wierzy, że chcę odejść. Jak mogłabym mu powiedzieć teraz że
        jestem w ciąży??? Już całkiem zgłupiałam, nic nie wiem!!!! Chciałabym zasnąć i
        się nie obudzic, to byłoby takie proste. Wiem jednak , że musz eto wszystko
        udźwignąć, tylko jak?????
        • spokofacet Re: Przyznać się, urodzic czy... 01.05.05, 23:59
          moniczko,
          mysle, ze jesli twoj maz czekal na ciebie i zachowal zimna krew to przejdze
          probe przyjecia dziecka. znam przynajmniej 1 faceta ktory to przeszedl i nadal
          sa szczesliwi, mimo wszystko! ...czyz dzieci sa nasza wlasnoscia? wg. mnie
          dzieci nie wlasnoscia rodzicow, my tylko je przyjmujemy, kochamy, uczymy kochac
          itd. ja to tak po chlopsku rozumuje... dla mnie rodzina to rodzina, kochamy sie
          nie ze wzgledu na geny, ale ze wzgledu na relacje maz-zona, tata-mama-dzieci
          itd... zobaczysz ze twoj maz przyjmie to wszystko tak jak jest! jak nie mozesz
          mu powiedziec, bo emocje itd.. to mu napisz! list mu napisz! fakty i to co
          czujesz! bez ocen, bez samobiczowania, bez obietnic, deklararcji; tylko sucha
          prawda: fakty i uczucia. jestem z toba! dasz rade! wink
    • kizdam47 Re: Przyznać się, urodzic czy... 01.05.05, 22:52
      Widzę, że w obozie kobiet po aborcji cisza.

      To ja będę pierwsza.
      Moniko, nie pogniewaj sie na mnie, nie znam dokładnie Twojej sytuacji, więc
      opieram sie na swobodnej jej ocenie.

      Piszesz, że mąż powiedział, że Cię kocha. W związku z tym wydaje mi się, że
      szukałaś mocniejszych wrażeń poza może nie idealnym ale całkiem poprawnym
      małżeństwem i oto konsekwencje. Wiem coś na ten temat (szukania przygód, a
      nawet miłości), ale co do Ciebie mogę się mylić.

      Masz bardzo skomplikowana sytuację. Mąż będzie pewien, że to nie jego dziecko,
      bo pisałaś, że nie współżyjecie od kilku miesięcy.

      Nie napisę, co bym zrobiła w takiej sytuacji. Wiem, że jak urodzisz to stracisz
      (możesz stracić) rodzinę. Nie znam osoby, która w takiej sytuacji by podjęłą
      takie ryzyko i okazała swą siłę i nieugiętość. Bo w konfrontacji z
      rzeczywistością okazuje się, że nie jesteśmy ani twardzi, ani silni.
      Przynajmniej ja.

      Nie potrafię odpowiedzieć na Twoje pytanie i nic sensownego Ci doradzić. Wybacz.
    • monikaaaaa Re: Przyznać się, urodzic czy... 02.05.05, 07:08
      Dziekuję Wam wszyskim, ze piszecie do mnie. To bardzo pomaga.
      Jesli chodzi o mojego męża, to owszem poweidział, że poczeka, ale nic nie wie o
      tym, że go okłamywałam. Mysli, że ja mam jakiś przejściowy stan mysląc o naszym
      rozstaniu i dlatego powiedział, że poczeka. On mi ufa bezgranicznie. Nie wiem
      co mam napisać.To tylko moja wina, mojej głupoty. Owszem zakochałam się ale to
      niczego nie tłumaczy. Miałam kiedyś na to czas, nie teraz. Teraz mam dwoje
      dzieci, męża który mnie kocha. Moja miłość do niego nie wiem czy jeszcze
      istnieje, trudno to określić, ale ta wiadomość, napewno by go bardzo zraniła.
      Nie mogę wymagac od niego, żeby został ojcem nie swojego dziecka. Tym bardziej,
      że jak urodzę biologiczny ojciec nie weim jak on zareaguje. Ma 1000pomysłów na
      sekundę i tyle samo sopsobów na zycie. Boje się samotności. Wszystkiego się
      teraz boje. Jeśli dokonam aborcji, inaczej na siebie nie będe umiała powiedzieć
      jak tylk morderczyni. Czy ja jestem wogóle matką, jeśli rozważam taką
      mozliwość???? Dwójka moich dzieci była planowana, a teraz???
      • madzia1708 Re: Przyznać się, urodzic czy... 02.05.05, 08:30
        jak zaawansowana może być ta ciąża?
        • monikaaaaa Re: Przyznać się, urodzic czy... 02.05.05, 08:36
          początek 4 tygodnia
          • madzia1708 Re: Przyznać się, urodzic czy... 02.05.05, 08:37
            jak masz dd to zapraszam 5896964, powiem Ci co o tym myslę....
            Magda
            • madzia1708 Re: Przyznać się, urodzic czy... 02.05.05, 08:39
              GG oczywiście...
    • blanqua Re: Przyznać się, urodzic czy... 02.05.05, 09:37
      Monika, wierzę,że podejmiesz dobrą decyzję.
      Jesteś już Matką i nic tego nie zmieni.
      Poza tym dziecko nic złego Ci nie zrobiło więc dlaczego ma płacić najcięższą
      karę - zabicie - za to, że szukałaś sobie miłych wrażeń?
      Myślę,że nie znasz swojego męża do końca, zresztą nigdy do końca nie znamy
      najbliższych nam ludzi. W imię miłości mogą zrobić wiele. I myślę,że przyjęcie
      tego dziecka jest jak najbardziej możliwe.
      Aborcja byłaby najgorszą rzeczą. Bo nie rozwiązałaby problemu.
      Monika, nie daj się głupim myślom, myśl o maleństwu, które w sobie nosisz,
      które już jest z Tobą.
      Może jak najszybsze wyznanie winy mężowi przyniesie ulgę. Przynajmniej poznasz
      jego stanowisko, będziesz wiedziała jak jest. Zrobiłaś co zrobiłaś- oszukałaś,
      zdradziłaś więc nie licz na to, ze dziecko ma zaplacić Twoje rachunki. Teraz
      czas na Twoje działanie, wysiłek.
      Wierzę,że Twój mąż CI pomoże
      Blanka
      • kizdam47 Re: Przyznać się, urodzic czy... 02.05.05, 10:00
        Mężczyźni w takiej sytuacji nie bywają wspaniałomyślni. Chyba że ja znam tylko
        takich.
        • monikaaaaa Re: Przyznać się, urodzic czy... 02.05.05, 10:12
          nie potrafiłabym żyć z nim po tym wszystkim
          • demoniczna27 Re: Przyznać się, urodzic czy... 02.05.05, 11:07
            monikoo mężczyźni naprawdę potrafią zadziwić
            byłam w ciąży i mąż wiedział że dziecko może nie być jego
            powiedział że bez względu na to czyj jest plemnik
            dziecko i tak jest jego i że chce zebym je urodziła
            bylismy wtedy w separacji
            po tym zrozumiałam jak bardzo mnie kocha ten moj maz
            jak bezgranicznie
            teraz jestesmy razem
            a ja zaluje ze uzunęłam ciaze
            tym bardziej ze przy badaniu u lekarza okazalo sie ze dziecko było męża
      • madzia1708 Re: Przyznać się, urodzic czy... 02.05.05, 10:19
        moze i Monice przyniesie ulgę, ale nie jej mężowi. Moim zdaniem nie powinna
        obarczac męża tym, za co tylko ona jest odpowiedzialna i marnować zycia swojej
        rodzinie.
        Ale to jest moje zdanie
    • blanqua Re: Przyznać się, urodzic czy... 02.05.05, 11:20
      Ale szanse na to, że po zdradzie, aborcji wróci do męza i nie będzie mieć do
      Niego żalu są chyba jeszcze mniejsze.
      poza tym czy wolno niszczyć życie dziecka własnego dla zatarcia śladów swoich
      czynów?
      No i swoje życie też tym zniszczy
      Blanka
      • jol5.po Re: Przyznać się, urodzic czy... 02.05.05, 11:32
        no własnie, bo nie wiem czy mozliwe jest zatrzymanie ciepienia tylko dla siebie (>bo wtedy będę cierpiała tylko ja i tak chyba powinno byc<wink, Moniko ono i tak się rozleje i dotknie i męża i dzieci, a przede wszystkim Ciebie, no i malucha (także dlatego, że: >Tylko, że ja już kocham to maleństwo...<wink
        masz cholernie trudną sytuację, ale ona już i wcześniej nie byla łatwa, wykorzystaj ją na wyprostowanie tego wszystkiego,
        tak bym chciała, zeby Ci się udało,
        • monikaaaaa Re: Przyznać się, urodzic czy... 02.05.05, 11:39
          boję się, bo to już nie bedzie nigdy tak samo. Nigdy nie wiadomo jaka będzie
          reakcja drugiego człowieka. Myślicie, że bbędzie mnie wspierał? Mi się wydaje,
          że nie, nie będe umiała spojrzec mu w oczy, lepiej życ w kłamstwie. Całkiem sie
          już pogubiłam
    • blanqua Re: Przyznać się, urodzic czy... 02.05.05, 11:25
      No i jeszcze jedna sprawa. Tak myślę,że to dziecko jest nieprzypadkowo. Może
      ono własnie ma ważną rolę spełnić - jakoś rozwiązać Twoja sytuację rodzinną,
      ponownie zbliżyć rodzinę. to może brzmieć paradoksalnie ale często bywa tak, że
      to, co widzimy jako sytuację beznadziejną, bezsensowna i straszną z upływem
      czasu widzimy jako błogosławienstwo.
      Rodziny nie ocalisz aborcją, swojego małżeństwa też nie. Możesz mieć tylko
      potem wyrzuty sumienia, cierpieć i mieć poczucie winy - to Cię do męża nie
      zbliży. Myślę tak też dlatego, że już czujesz się matką - czemu wyraz dajesz.
      Więc pomyśl o maleństwu i o tym, że ono jest tu w jakimś celu, jest Ci potrzebne
      pozdrawiam
      Blanka
      • jol5.po Re: Przyznać się, urodzic czy... 02.05.05, 11:59
        Moniko, jednak to i tak sie odciśnie na Twoim zachowaniu, dziewczyny tutaj zaczynają czasami obwiniać podświadomie swoich mężczyzn, że zrobiły co zrobiły, odruchowo sie odsuwają
        różnie bywa z tymi mężczyznami
        nie przewidzisz co zrobi Twój mąż, faktem jest, że czeka Was bardzo powazna rozmowa, reakcja jego może być różna
        może będzie potrzebowała czasu, może się faktycznie zatnie

        tak czy siak mleko się rozlało, tak czy siak, wcześniej już się pokiebasiło

        z informacji w postach wychodzi, że Twój mąż to dobry człowiek, może można bedzie zbudowac coś od nowa

        uporządkuj najpierw swoje mysli względem niego, wzgledem rodziny, potem zbierz się na odwagę i obgadaj z nim problem
        potem zobaczysz, jeśli będzie bardzo zraniony, jeśli powie, że tak nie może bedziesz szukała następnego wyjśćia
        • monikaaaaa Re: Przyznać się, urodzic czy... 02.05.05, 12:03
          wtedy będzie już za późno. On jest bardzo wrażliwy i wiadomość o zdradzie
          bardzo by go zraniła, a co dopiero ciąża. Chyba Go jednak kocham, bo cały czas
          mysle o Nim, i boję się i nie chcę zadawać mu bólu.
          • jol5.po Re: Przyznać się, urodzic czy... 02.05.05, 12:31
            Gdybyś usuneła ciążę, po to by ponieść sama skutki swoich czynów, sakzałabyś się na ogromną szrpaninę wewnetrzną, chodziłabyś z bólem pod sercem, za kilka miesięcy ogromnie tęskniłabyś za tym dzieckiem i chciałabyś jednak je mieć,

            przy tym wszystkim nie mogłabyś sie podzielić swoim smutkiem z mężem, ale stopniowo dzień po dniu odsuwałabyś się od niego
            stałabys sie drazliwa, odbiłoby się to na dzieciach, każdy momet zdenerwowania oderagowałabyś najpierw na nich (bo wiadomo, dzieci umieją w całkiem nieodpowiednim momecnie zadawac tysiące denerwujących pytań, nie mogą znaleźć skarpetek, bluzeczki) dzień codzieny niósłby Ci wielki stres - a do tego kołatałoby Ci się po głowie, że to nieodwracalne

            drugi wariant jest taki, że najpierw stajesz przed niewiadomą, będziesz siedziała na przeciwko człowieka i będziesz wiedziałą, że zaraz zadasz mu ból
            będziesz musiała mu powiedzieć raniące słowa
            potem historia potoczy się dalej, będziesz odpowiadała na setki gorzkich pytań, do tego cały czas musicie zajmować się domem dziećmi, trudy ciąży
            a jak to będzie z tym trzecim, wychować, dac radę, w jakich warunkach
            troje dzieci to dużo, czy mąż zostanie, czy bedziesz musiała wychowywać dzieko (dzieci) sama
            ale w tym wariancie zawsze jest szansa, że będzie tak jak pisze Blanka
            tu może się cos zmienić, tu sytaucja, która już wcześniej była zagmatwana znajdzie jakies swoje konsekwencje
            w pierwszysm wariancie, zostaniesz z dziurą w sercu, nadal niezałatwionym problemem (tak czy siak sprawy muszą zostać jakoś rozwiązane, a przez aborcje haos przede wszystkim Twój wewnętrzny pogłębiłby się)

            Moniko, zastanawiaj się tutaj głośno
            widać już kilka rzeczy z tego zastanawiania, widać, że tym którego częścij wymianiasz jest mąż, a nie kochanek, widać jaki jest Twój stosunek do dzieci i tego malucha w brzuchu

            będziemy czytać co piszesz
            może taki porządkowanie przez pisanie na forum, pomoże uporządkować Ci spawy w głowie
    • monikaaaaa Re: Przyznać się, urodzic czy... 02.05.05, 12:37
      KOchane moje, jak dobrze, że tu trafiłam!!!
      Dziś rano zrobiłam sobie test w laboratorium, po 15 będe miała 100% pewności,
      tylko że czuję, że usłysze tylko potwierdzenie. Czytam to wszystko co piszecie
      i nadal nie wiem co zrobie. Wychodze teraz na spacer, moze troche rozjaśni mi
      się w głowie. Zaczynam wariowac. Odezwę sie napewno, i będe pisac, bo to dużo
      mi pomaga. Dziekuje Wam, ze jesteście przy mnie.
      • monikaaaaa jestem w ciąży na 100%!!!!!!!!! 02.05.05, 16:05
        • spokofacet Re: jestem w ciąży na 100%!!!!!!!!! 02.05.05, 22:58
          bedzie dobrze, zobaczysz. nie ma nic lepszego dla faceta jak list od zony, bo
          wtedy filtrowane sa jej emocje. przeczyta to co faktycznie chcesz mu przekazac.
          moze nie zareaguje od razu, moze wyjdzie i trzasnie drzwiami, moze zapije, a
          moze cie przytuli... ale na pewno przemysli, pouklada sobie w glowie, odpowie. A
          skoro mowil, ze POCZEKA to oznacza ze traktuje cie bardzo serio, bardzo cie
          kocha i zalezy mu!!!!!!!!!!!!!!!
          • kizdam47 Re: jestem w ciąży na 100%!!!!!!!!! 02.05.05, 23:08
            Ale na pewno nie oczekuje takich rewelacji.
            • spokofacet Re: jestem w ciąży na 100%!!!!!!!!! 02.05.05, 23:31
              znajoma mi mowila, ze dzis krecony byl kolejny odcinek "My Wy Oni" nt zdrady w
              malzenstwie. nie wiem kiedy bedzie zmontowany material, ale podobno wypowiadaly
              sie pary m.in. o takich sytuacjach jak moniki i jej meza. decyzje par po
              zdradzie sa rozne, jedne zostaja ze soba "dojrzalsze" o kolejne doswiadczenie
              inne nie wytrzymuja proby i rozchodza sie. oczywiscie "ludzie sa rozne" i nie
              wiadomo jak ktos zareaguje na takie REWELACJE, ale chyba kazdy ma za soba
              przemyslenia (chocby krotkie) dotyczace roznych spraw: smierci wspolmalzonka,
              trwalego kalectwa, czy bezplodnosci... no samo zycie. i tak mi sie wydaje, ze
              nie wszyscy faceci sa swiniami, warto czasem walnac kolesiowi prawde w oczy i
              przekonac sie potem, ze jest cos wart!
              • kizdam47 Re: jestem w ciąży na 100%!!!!!!!!! 03.05.05, 10:06
                No tak, przecież Ty jesteś Spokofacet. Ja jednak nie znam takich spokofacetów.
                Szkoda, może wtedy zmieniłabym zdanie.

                Napisze na priv do Ciebie.
          • kizdam47 Re: jestem w ciąży na 100%!!!!!!!!! 02.05.05, 23:21
            Przepraszam, ale piszecie jakbyście sie z choinki urwali. Chyba że - powtarzam -
            ja znam nieodpowiednich facetów - wyjątki.
            Jak waszym zdaniem kobieta ma powiedzieć mężowi że nosi nie jego dziecko?!
            Więcej - jakiej oczekiwac odpowiedzi?

            Nie chcę, żeby Monika usuwała ciążę. Ale co do Waszych rad o szczerości wobec
            męża - jestem realistką. To wyznanie zniszczy tą rodzinę. Monika straci męża i
            być może dzieci.
            • madzia1708 Re: jestem w ciąży na 100%!!!!!!!!! 03.05.05, 11:38
              jestem dokładnie tego samego zdania. Powinna szybko pojsc do łóżka z mężem i
              liczyć na to, ze nigdy to się nie wyda.
              • pestka_wp Re: jestem w ciąży na 100%!!!!!!!!! 05.05.05, 22:14
                Zgadzam się w 100%. To jest 4 tydzień idz do łózka z mężem i zachowaj reszte w
                tajemnicy wczesniej sie urodzil i już: popularne rozwiązanie za czasów naszych
                babć. Miałam podobną sytuację, żałuję że w ten sposób tego nie rozwiazałam.

                Pzdr
                Dorota
    • blanqua Re: Przyznać się, urodzic czy... 02.05.05, 16:55
      Monika gratuluję ciąży - mimo wszystko.
      Dziecko to zawsze dziecko... W końcu samo na świat się nie prosiło.
      Trzymaj się ciepło. Przed Tobą trudne - ale chyba tylko rozmowa z mężem może
      pomóc.
      Może będę nieprzyjemna ale miałaś myśleć przed zdradą o tym, że go kochasz, nie
      chcesz ranić. Już teraz zranbilaś, zdradziłaś.
      Aborcja byłaby tylko nieudolnym zacieraniem śladów.
      Czy myślisz, że po aborcji spokojnie wrócisz do męża jak gdyby nigdy nic. Tak
      nie będzie. Mąz ma prawo wiedzieć co się dzieje, co się stało. Dlaczego, w imię
      czego ma żyć w kłamstwie, oszukiwany jeszcze bardziej.
      Myślę,że rozmowa może wiele dobrego przynieśc. Z tego co piszesz jest
      człowiekiem dobrym.
      Poza tym nawet obawa przed odrzuceniem Ciebie nie może byc powodem zabicia
      własnego dziecka...
      Pozdrawiam
      Blanka
    • blanqua Re: Przyznać się, urodzic czy... 02.05.05, 18:36
      Monika, zostałaś obdarowana skarbem - Onkubus ma rację. Nie zmarnuj tego
      skarbu. Życzę Ci siły do rozmoy z mężem. Aborcja nie uzdrowi Twojej rodziny.
      Życzę wiele siły
      Blanka
      • monikaaaaa Re: Przyznać się, urodzic czy... 02.05.05, 23:56
        byłam u lekarza. Dał mi tabletki na wywołanie okresu.Powiedział, że test
        robiony w domu nie daje pewności, badanie krwi wykazało, ze mozna mówić o ciązy
        ale trzeba się tego jednak jeszcze upewnic. Jesli nie dostanę okresu, to w
        poniedziałek, za tydzień mam mieć usg.
        poszłam dziś pochodzić po mieście, wiecie wszystko działo się jak na zwolnionej
        tasmie w kinie. Ja już zaczynam wariować, do jutra muszę się pozbierać bo
        wracają od babci. Trzymajcie za mnie kciuki, proszę.
        Jesteście tacy dobrzy dla mnie, a ja przecież na to wogóle nie zasługuję.
        • spokofacet Re: Przyznać się, urodzic czy... 03.05.05, 00:13
          fajni sa ci "lekarze". przychodzisz w dobrej wierze a oni ci aborcyjke
          farmakologiczna funduja, normalnie rece opadaja! i jeszcze jak pieknie to
          nazwali: "wywolanie okresu..." jakby okes sie mogl odwolac... okres sobie na
          weekend pojechal.... nic tylko kasa kasa kasa kasa!!! prowizja!... co za tępota
          z tych lekarzy !
          nie bierz tego swinstwa!!!!!!!!!!!!!
          Ale biorac pod uwage rozumowanie tego lekarza(tfu!) to "po jednej wizycie nie
          mozna powiedziec ze bylo sie u ginekologa, dopiero po drugiej wizycie mozna tak
          powiedziec"... lepiej isc do prawdziwego lekarza niz do prwizjobiorcow-aborterow!

          • monikaaaaa Re: Przyznać się, urodzic czy... 03.05.05, 00:18
            to nie jest aborcja, powiedział, że jak nie dostanę i nie będe chciała donosic,
            to wtedy mogę się umówić na zabieg. Najdziwniejse jest to, że to odniego padło
            pytanie: czy chcę donosić ciąże. To był kiedyś ordynator oddzaiłu
            ginekologicznego, nawet przez mysl mi nie przeszło, żeby go zapytac o aborcję.
            ON MI TO SAM ZAPROPONOWAŁ!
            Wyobrażasz sobie??
            • monikaaaaa Re: Przyznać się, urodzic czy... 03.05.05, 00:20
              zapłaciłam tylko za wizytę, tabletki mi dał za darmo. Teraz to już niewiem co
              mysleć po przeczytaniu Twojej wiadomości.
              • monikaaaaa Re: Przyznać się, urodzic czy... 03.05.05, 00:22
                wydaje mi się, że te tabletki maja byc po to, zeby jeśli mi sie okres tylko
                opóźnia, to żebym nie czekała jeszcze nie wiadomo ile. One mają chyba tylko
                ptrzyspieszyć go o ile nie jestem w ciązy. Mam rację?
                • spokofacet Re: Przyznać się, urodzic czy... 03.05.05, 00:25
                  jaka nazwa tych tabletek ?
                  • monikaaaaa Re: Przyznać się, urodzic czy... 03.05.05, 00:27
                    zabij mnie nie pamiętam, odsypał mi z pudelka, chyba coś na L, dopochwowe.
                    • spokofacet Levonorgestrel 03.05.05, 00:36
                      jest preparatem o działaniu wczesnoporonnym (D-norgestrel), zarejestrowany w
                      Polsce pod nazwą handlową Postinor-Duo. Produkowany jest przez węgierską firmę
                      Gedeon Richter. Levonorgestrel ma silne działanie progestagenowe,
                      antyestrogenowe i antygonadotropowe. To syntetyczny progestagen w wysokiej
                      dawce, który oddziałuje na błonę śluzową macicy, nie dopuszczając do
                      zagnieżdżenia blastocysty, czyli poczętej istoty ludzkiej w zarodkowym okresie
                      życia. Pewne znaczenie ma również jego wpływ na błonę śluzową pochwy i jakość
                      oraz skład śluzu szyjkowego. Środek ten opóźnia także proces jajeczkowania,
                      jeśli ono jeszcze nie nastąpiło i w związku z tym plemniki mogą nie zdążyć
                      dotrzeć do jajeczka w odpowiednim do zapłodnienia momencie. Levonorgestrel
                      zagęszcza także śluz w szyjce macicy, co blokuje drogę plemnikom. Producent
                      dopuszcza stosowanie tego preparatu do 72 godzin po stosunku płciowym, w wyniku
                      którego mogło dojść do poczęcia. Producent zastrzega także, że preparat nie jest
                      skuteczny, jeżeli proces implantacji zarodka już się rozpocząl.

                      • monikaaaaa Re: Levonorgestrel 03.05.05, 00:43
                        to nie może być to!! Powiedziałam mu, że to jes początek 4 tygodnia
                        kazał mi to brać trzy razy dziennie przez pięć dni. Jesli by to było to o czym
                        mówisz, musiałabym napewno za to słono zapłacic , a nie zapłaciłam ani grosza.
                        • jol5.po Re: Levonorgestrel 03.05.05, 00:50
                          Monika, a jak nie dostaniesz zadnego okresu, a Twój 4-ro tygodniowy dzieciak zostanie uszkodzony przez te tabletki i urodzisz potem chore dziecko, pan doktor nie pomoże w wychowaniu. Przecież prawie każde tabaletki szkodzą w ciązy, tym bardziej taka co to ma wywołać okres. Tym bardziej, że po zapłodnienu nie jest 72 godziny, a 4 tygodnie
                          • monikaaaaa Re: Levonorgestrel 03.05.05, 00:54
                            nie wiem.dziś ich nie wzięłam, musze to przemyśleć jeszcze,dobranoc
                        • spokofacet ciaza na 100% 03.05.05, 01:04
                          jesli to jest 4 tydzien liczac od miesiaczki, czy nawet od poczecia i do tego
                          test ciazowy + badanie krwi daje ci pewnosc ciazy to po jaka cholere wywolywac
                          miesiaczke ????!!! jestes w ciazy na 100%. A wywolywanie miesiaczki lekarze
                          nazywaja tak sprytnie zabieg aborcji farmakologicznej. ten maly czlowieczek w
                          tobie ma juz bijace serce (ok.20 dzien po poczęciu), to po co mu tam w jego
                          swiecie wywolywac miesiaczke i robic katastrofe w macicy ?
                          ten ordynator dobrze wie ze jesli ten specyfik nie zadziala to pojdziesz do
                          niego za pare dni i on ci powie ze np. moglo dojsc do uszkodzenia plodu, bo
                          zapomnial ci powiedziec o skutkach ubocznych... i bardzo chetnie "pomoze
                          rozwiazac ten problem", zreszta oferte juz dostalas.

                          a wogole jak mozna cos "ODSYPAC"!!!!!!!!!!!!
                          to juz aptek nie ma ?
                          taki ordynator to kawal swini!

                    • monikaaaaa Re: Przyznać się, urodzic czy... 03.05.05, 08:43
                      to jest luteina
                      • mareszka5 Re: Przyznać się, urodzic czy... 03.05.05, 10:10
                        monikaaaaa napisała:

                        > to jest luteina


                        Witaj smile Tabletki które dostałaś z pewnością nie będą działały poronnie.
                        Rzeczywiscie wywołują one miesiączkę, jeżeli jej brak jest spowodowany
                        czynnikiem innym niż ciąża. Jeśli jesteś w ciąży, nie zaszkodzą one dziecku, o
                        ile będziesz je brała tak, jak zalecił Ci lekarz.
                        Kiedy ja zaszłam w ciążę, dostałam podobne tabletki, tak jak i kilka moich
                        koleżanek. Okresu nie dostałyśmy, tabletki odstawiłyśmy, urodziły nam się
                        zdrowe dzieci...
                        Śledzę Twoją historię i bardzo mi przykro, że musisz się zmierzyć z takimi
                        problemami. Uważam, że aborcja wcale nie rozwiąże problemu i z pewnością nie
                        będziesz się po niej czuła lepiej...
                        Wiesz, może nie powinnam tego pisać...ale jakbyś zaczęła teraz współzyć z mężem
                        i potem powiedziała mu, że to jego dziecko? Wiem, że to niemoralne, ale skoro
                        nie chcesz mężowi powiedzieć prawdy (a to by było najuczciwsze)i wolisz usunąć
                        ciążę, to może to by było najlepsze wyjście dla wszystkich ?
                        Tylko, że kiedy mąż się zorientuje też będzie dramat...
                        Oj, nie ma łatwego rozwiązania tej sytuacji, każde z nich będzie dla kogoś
                        bolesne...
                        • monikaaaaa Re: Przyznać się, urodzic czy... 03.05.05, 10:31
                          wogóle nie daję sobie rady, nie potrafię zapanowac nad emocjami, co będzie jak
                          wróca? co będzie jeśli...
                          Dlaczego byłam taka głupia i mu zaufałam, dlaczego jestem taka beznadziejna??
                          Mam takie straszne myśli
                      • spokofacet luteina 03.05.05, 10:46
                        uffff. ja chyba jakis przewrazliwiony jestem. luteina to spoko, tak jak
                        mareszka5 juz napisala. byle nie za duze dawki 2x50mg i spoko wink.
                        • maka25 Re: luteina 03.05.05, 11:28
                          Ja brałam luteinę na podtrzymanie ciąży zagrożonej. Jeśli jest się w ciąży -
                          okres nie wystąpi, jeśłi nie - odwrotnie. 100% daje USG. Powodzenia.
                • ja95 Re: Przyznać się, urodzic czy... 09.05.05, 10:50
                  moniko! jestem farmaceuta. doksztalcam sie jeszcze w tym kierunku. to sa
                  tabletki wczesnoporonne.to sie tak ladnie nazywa "wywolywanie okresu" a chodzi
                  o to ze zabijasz dziecko i dlatego dostajesz okres.to tak w uproszczeniu. nie
                  rob tego nie bierz tych tabletek.bo wtedy popelniasz aborcje. przeciez nie
                  napisza ci w ulotce z leku "ten lek powoduje przerwanie ciazy " czy " jest to
                  tabletka wczesnoporonna".jeswli chcesz napisz na gg 6343734 wytlumacze ci
                  dokladnie chemiczne dzialanie tej tabletki.moze to cie przekona ze zabija
                  dziecko.
                  • ja95 Re: Przyznać się, urodzic czy... 09.05.05, 10:57
                    nie doczytalam reszty watkuwink ale w razie jakichs pytan pisz. a po czym jestes
                    pewna ze3 to luteina?czy lekarz ci tylko powiedzial czy pisze na tabletce
                    ulotce itp? a i jeszcz jedno.ktos zapytal czy juz nie ma aptek z=tylko lekarze
                    odsypuja. niektorzy lekarze zawieraja umowy z hurtowniami i dostaja leki ( kasa
                    kasa..) itp.ale nie wolno odsypywac nie dajac ulotki . a tym bardziej jestli
                    nic nie pisze na tabletce
                • clit1 Re: Przyznać się, urodzic czy... 08.08.05, 18:07
                  tak , to sa tabletki na wywolanie okresu.Na jego przyspieszenie.
    • jol5.po Re: Przyznać się, urodzic czy... 02.05.05, 18:36
      Moniko, ja tez gratuluję,
      zyczę Ci teraz dużo siły i mądrości
      trzymam kciuki za pomyślne zakończenie spraw
    • blanqua Re: Przyznać się, urodzic czy... 03.05.05, 12:07
      Hej Monika

      Nie załamuj się... No coż, już się stało. Teraz jesteś w sytuacji, że musisz
      coś zrobic. Aborcja naprawdę nic CI nie pomoze. Nie poskleja Twojej rodziny,
      nie poskleja związku z męzem. Najwyżej wpędzi Ciebie w problemy i rozpacz i
      jeszcze bardziej oddali od męza. Czy wrabianie męza w dziecko jest w porządku?
      Czy nie lepiej aby znał prawdę?
      Jeżeli jesteś mu bliska - a na to wygląda - to będzie w porządku. Wygląda na
      faceta w porządku.
      Myślę,że wiedział o Twoim romansie albo domyślał się go. Raczej to widać po
      prostu. Poza tym sama piszesz, że od iluś miesięcy nie współżyłaś z męzem - a
      to o czymś świadczy.
      Może teraz jest czas na Twoja rozmowę z mężem?
      Nie ma co ukrywać - romans i spanie z innym nie miały na celu zbliżenia CIebie
      do męża i rodziny. Nie można tak się okłamywać. Nie można zatem oczekiwać aby
      rachunek za Twoje postępowanie zapłaciło Twoje dziecko
      trzymaj się
      Blanka
      • kizdam47 Re: Przyznać się, urodzic czy... 03.05.05, 12:18
        Pewnie, że wrabianie męża w dziecko nie jest w porządku, ale nie widze innego
        wyjścia. Dla ratowania rodziny.
        • lemonna Re: Przyznać się, urodzic czy... 03.05.05, 12:42
          kochana droga moniko!!!
          czytam twoj post, pewnie jak wiele osob i czekam...
          nie mam tak naprawde nic do poradzenia, nie mam zyciowego doswiadczenia, ale
          widzisz, moze to zabrzmi dziwnie, ale internet wychowuje i w sumie duzo osob
          moze kiedys sobie o tobie przypomniec kiedy beda w podobnej sytuacji i zrobic to
          co ty zrobisz. jezlei poradzisz, jezeli bedziesz odważna duża dziewczynka, bog
          da ci sile i odwage i wszystko bedzie dobrze!!
          wiem ze moze pisze glupoty.tak po krotce chce ci dodac sil monika i powiedziec
          ci ze tak naprawde sa rzeczy wielkie, o ktorych nie mamy pojecia.
          trzymaj sie, to wazny dla ciebie moment, pomysl co bedzie w jednej i drugiej
          wersji zaq 10, 20, 50 lat.. ale tak naprawde nic nie da sie przewidziec.

          wszystko ma dwie strony.
    • blanqua Re: Przyznać się, urodzic czy... 03.05.05, 12:54
      Co do ewentualnego wrabiania to mam dwie kwestie. pierwsza z nich, że musiałoby
      minąć mało czasu, jak najszybciej aby rzecz była prawdopodobna...
      Druga z nich - czy szczęście rodziny zbuduje się na kłamstwie i czy własnie
      taka konstrukcja nie runie podobnie jak runie wizja szczęścia rodziny budowana
      na aborcji. W obydwu przypadkach koszty mogą być bolesne i długofalowe
      Wydaje się, że szczera rozmowa z mężem, przyznanie się do wszystkiego, rozmowa
      bolą jednorazowo najbardziej, są najcięższe ale dają szansę.
      Blanka
    • monikaaaaa Re: Przyznać się, urodzic czy... 03.05.05, 15:14
      nie mogę przestać o tym mysleć.
      Mówicie, że mój mąż jest dobrym człowiekiem i powinnam mu powiedzieć. a ja
      myślę, że dlatego że jest dobry, to nie mogę mu powiedziec. On wiele przeszedł,
      wszystkie problemy dusi w sobie, nie umie z siebie ich wyrzucić. Wiem o tym, ze
      sobie z tym nie poradzi. Nie będzie umiał zaakceptować sytuacji. I tak się
      czuje odrzucony przeze mnie. Nie mogę mu tego zrobic.
      Z drugiej strony to ja niechcę żeby zmienił zdanie o mnie. Wiem, jestem
      zakłamana i cały czas udaję. W jego oczach jestem dobrą matką, nerwową kobietą,
      żoną która według niego ma przejściowy gorszy okres. To egoizm, ale niechcę
      żeby się dowiedział o mojej zdradzie.
      Dlatego tak dużo myślę o tym najgorszym wyjściu. Ale to dzieciątko jest mi juz
      tak bliskie. Boję się, tak bardzo się boje.
      Chciałabym , żeby te tabletki podziałały i wywołały opóźniający się okres. To
      jednak byłoby zbyt proste.
      • blanqua Re: Przyznać się, urodzic czy... 03.05.05, 15:47
        Monika, są rzeczy ważne i ważniejsze. Cóż, dobre imię miła opinia i słodkie
        pozory są ważne. Ale jak się poczujesz jeżeli zabijesz własne dziecko po to aby
        utrzymać pozory? W jaki sposób będziesz na siebie patrzyła codziennie pod
        lustrem, jak uciekniesz od sumienia?
        Zadaj sobie pytanie czy warto poświęcać dziecko, które już jest w Tobie,zabijać
        swoje dziecko tylko po to aby okłamywać męża?
        Sama zdecydowałaś się na zdradę, sama go okłamałaś. A teraz nagle byłabyś
        gotowa zabić swoje dziecko, drugiego człowieka aby tylko efekt Twoich kłamstw
        nie wyszedł na wierzch?
        Zastanów się. Są różne motywacje zabicia, aborcji. Ale czy ta aby uniknąć
        wyjścia efektów kłamstwa na wierzch jest dobra, czy jest wystarczająca?
        Jesteś już matką, wiesz czym są uczucia macierzyńskie. Sama czujesz się matką
        tego maleństwa, które jest w Tobie.
        Jak mozesz do kłamstwa dorzucić zabicie niewinnego dziecka?
        Na takim złu nie zbudujesz dobra.
        Tak się rozczulasz nad swoim mężem, piszesz o jego dobroci. Ale jednocześnie
        nie piszesz, że w tym momencie chcesz zabić jakby z litości nad męzem, po to
        aby nie robić mu przykrości. Ty to już zrobiłaś, zdradziłaś, to był Twój wybór.
        Nie można zabić dziecka aby nie robić przykrości dorosłemu mężczyźnie. On to
        zniesie, da rade. A dla Twojego dziecka to kwestia życia.
        Egoizm jest rzeczą ludzką, zrozumiała. Ale nie moze usprawiedliwić zabicia
        własnego dziecka. Które już jest CI bliskie.
        Trzymaj się Monika
        Blanka
        • jol5.po Re: Przyznać się, urodzic czy... 03.05.05, 18:00
          Myślę, że po aborcji prawda wyszła by na jaw - i to prędzej niż później.
          Myslę, że mąż nie wybaczyłby Ci wtedy i to na 100%. Bo poczułby sie dotkniety, że nie potrafiłas mu zaufać, że potraktowałaś go przedmiotow, nie wiem, czy zaufałby Cio jeszcze kiedyś.
          Myslę, że gdy zdecydujesz się na powiedzenie wszystkiego, powiedz także o tym, że myślałaś o usunięciu, że chciałaś go chronić - po prostu wszystko, wszystko.
          Co do tabletek, tak czy siak to tabletki, uważaj na nie. Lekarz odsypał z pudełka, ja bym mu nie ufała tak od razu. Pamiętam, ze bedąc w ciązy, przez dziewięć miesięcy analizowałam moje postępki z samych poczatków - a czy ta choroba, katar, czy wódka, wino, drink taki a taki nie zaszkodził. Oczywiście nic się nie stało, ale i tak się denerwowałam.
          Jeśli wszystko jest w porządku, to po co brać tabletki.

          jeszcze co do nerwów i rozchwiania - Moniko, to bardzo typowe stany w początkach ciąży, nie ułatwią Ci one trzymania nerwów na wodzy i opracowania sobie sensownej strategii postępowania,
          ale może być tak, że dodatkowo Cię dołują i zamazują jasny obraz sytuacji - trudna jest, to prawda, nie ma co gadac, ale Twój stan może dodatkowo powiększać strach

          no i pamietaj, że piszesz o tym co sądzi mąż na podstawie tego co sama myslisz, może on wie więcej, może on już wie, może on jest inny niż myślisz i myśli inne rzeczy niż się Tobie wydaje, tym bardziej, że pisałaś, ze jest zamknietym człowiekiem

          trzymaj się bo kończy się długi weekend, zaraz wróci rodzina od babci
          ja życzę Ci odwagi
          jakakolwiek byłaby reakcja męża zrzuciłabyś z siebie ciężar
          powodzenia
          • blanqua Re: Przyznać się, urodzic czy... 03.05.05, 18:23
            Aborcja to nie jest zdarzenie, po którym spokojnie wrócisz do roli matki i
            żony. Weź pod uwagę,że inna jest sytuacja kobiet, które nie uznaja dziecka od
            poczęcia za dziecko, dla których ta ciąża nie kojarzy się z dzieckiem. Ale u
            Ciebie tak nie jest, jesteś przywiązana do swojego maleństwa. Nie można zatem
            sądzić abyś po aborcji spokojnie nie dała po sobie nic poznać.
            Czy myślisz, że Twój mąż, ojciec Twoich dzieci umiałby przebaczyć,że Ty zabiłaś
            dziecko? Na pewno nie...
            Łatwiej wybaczyć żone zdradę, łatwiej widzieć w niej dobrą matkę jeśli potrafi
            przyjąć swoje dziecko.
            Ale co do kobiety po aborcji zwłaszcza jeżeli nie zaufas,z nie powiesz, trudno
            to wytłumaczyć, pzryjąć, przebaczyć
            Jola ma rację - tylko rozmowa. Szczere wyznanie wszystkiego, łącznie z myślami
            o aborcji, chęciami chronienia...
            Wyznaj wszystko
            bo sama aborcja naprawdę nie uchroni nikogo a może Ciebie zniszczyć. I zabije
            dziecko
            Blanka
            • monikaaaaa Re: Przyznać się, urodzic czy... 03.05.05, 18:29
              w jaki sposób się może dowiedzieć????
              • spokofacet Re: Przyznać się, urodzic czy... 03.05.05, 19:55
                monikaaaaa napisała:

                > w jaki sposób się może dowiedzieć????

                po co sie nad tym zastanawiac?! moze sie dowiedziec: a. od ciebie; b. od twojej
                najlepsszej przyjaciolki; c.znajdzie jakies "dziwne leki" d. mozesz miec
                powiklania "niwiadomo skad" i lekarz/pielegniarka mu wykabluja w szpitalu etc...
                ty sie laska nie zastanawiaj jak tu jeszcze cos zmalowac tylko wez sie odnajdz w
                doroslym zyciu i konkretnie zadzialaj! albo z nim gadasz, albo mu piszesz, albo
                rzucasz mu sie na szyje i do lozka (opcja ze sciemka)- wszystko zalezy od
                ciebie, sama wiesz co byloby najlepsze. nie martw sie tak o NIEGO!
                ktos juz tu pisal o tym zebys wyobrazila sobie was WSZYSTKICH za 5 10,20 lat, to
                bylby najlepszy punkt wyjscia.
                acha, nie łudź sie ze wywolasz te miesiaczke, jak badanie krwi wykazalo to
                wlasciwie jest niewielka szansa, no chyba ze dojdzie do naturalnego poronienia...

                sorki, ale siem troche wkurzylem, moze przez te pogode...
              • jol5.po Re: Przyznać się, urodzic czy... 06.05.05, 11:36
                monikaaaaa napisała:
                > w jaki sposób się może dowiedzieć????

                Moniko, on pozna po Twoim zachowaniu
    • blanqua Re: Przyznać się, urodzic czy... 03.05.05, 20:08
      No cóz, tylko rozmowa, przyznanie się daje szansę na całkowite zycie w prawdzie.
      Pytasz jak może się dowiedzieć. No i tu coś dziwnego - z jednej strony
      piszesz,ze kochasz, że jest Ci drogi, że chcesz być blisko, że chcesz go
      chronić, A czy wyobrażasz sobie, ze można być naprawdę blisko z mężem, kochać
      go, być dobrą żoną zatajając informacje o aborcji?
      Aborcja spowoduje wkręcenie Ciebie i całej Twojej rodziny w spiralę kłamstw, z
      ktorej nie ma wyjścia.
      Raczej nie da się abyś dokonała aborcji i po niej wróciła jak gdyby nigdy
      nic... Ona dopiero zacznie piekło.
      Blanka
    • monikaaaaa Re: Przyznać się, urodzic czy... 03.05.05, 20:40
      jestem na granicy obłedu, szaleństwa, niewiem czego
      JA CZUJE RUCHY TEGO DZIECKA!!!!!!!!!!!
      • jasama3 Re: Przyznać się, urodzic czy... 03.05.05, 20:53
        raczej ruchy jeli to nie jest mozliwe żebyś czuła ruchy dziecka swoja drogą nie
        mogę się doczekać jak to bedzie może wtedy bedzie lepiej jak moje dzieciątko
        bedzie dawał o sobie znać
        Pozdrawiam
        • maka25 Re: Przyznać się, urodzic czy... 03.05.05, 21:43
          Moniczko......
          Ty już kochasz to dzieciątko. Ono ma tylko Ciebie... Jeszcze przedwczoraj też
          miałam dylemat... co zrobić... ale sytuacja sama się wyjaśniła ... dostałam
          krwawienia... do lekarza idę jak najszybciej, ale w sumie... chyba nie miałabym
          sumienia... nawet nie wiesz jaka potem jest pustka... psychika wysiada, a
          zwłaszcza w tak trudnej sytuacji... Zobaczysz...Ja męczyłam się 4 lata, aż do
          zajścia w ciążę... tak wyczekiwaną. Nie ma lepszego lekarstwa niż przytulenie
          dziecka, nawet tego którego miało nie być...ZWŁASZCZA TEGO!!! Głowa do góry,
          jestem z Tobąkiss
      • verdana Re: Przyznać się, urodzic czy... 12.05.05, 16:51
        Rozumiem, że jest Ci bardzo ciężko. To niestety sytuacja, jak z tragedii
        greckiej - nie ma dobrego wyjścia i nie ma możliwości nie skrzywdzenia nikogo.
        Mam wrażenie, ze powinnaś - wybacz - mnie myśleć o mężu i o sobie, a wiecej o
        dzieciach - także tych urodzonych. Prawdopodobnie, jesli urodzisz dziecko
        stracą jedno z rodziców - bo albo mąż odejdzie i zostawi cię z dziećmi, albo
        zabierze dzieci. Czy zastanowiłas się, czy jesteś w stanie utrzymać troje
        dzieci? Czy ,o ile mąż zostawi Ci dzieci (a rozwód niestety będzie z Twojej
        winy), utrzymasz cztery osoby z pensji i alimentów? czy Twoje dzieci będa miały
        co jeść?
        Czy jesteś gotowa na rozstanie się ze starszymi dziećmi - i czy będziesz w
        stanie utrzymać najmłodsze z pensji minus alimenty na dwoje dzieci?
        Czy rodząc najmłodsze nie zniszczysz życia starszym?
        A z drugiej strony czy masz prawo usuwac ciążę, o ile czujesz, że to już jest
        Twoje dziecko?
        Wydaje mi się, że musisz wybrać rozwiazanie nie tyle najlepsze dla Ciebie, co
        najlepsze dla dzieci - a jakie ono jest, wiesz tylko Ty - bo my nie znamy
        Twojej sytuacji, ani Twego męża.
    • blanqua Re: Przyznać się, urodzic czy... 03.05.05, 23:30
      Monika
      nawet nie myśl o aborcji. W Twojej sytuacji to byłoby rowne utracie przez
      Ciebie wszelkich sił i zdrowia. Pomyśl o dziecku, jest Twoje, ma Ciebie, będzie
      CIę kochać. Powiedz męzowi o wszystkim, bo Ty potrzebujesz oparcia a myślę,że
      maż nie odrzuci w tej sytuacji
      pozdrawiam
      Blanka
    • malpolid Przyznać się 05.05.05, 10:22
      Moniko!
      Na Twoim miejscu przyznałabym się . Na kłamstwie nic dobrego nie zbudujesz. To
      będzie bolesne ale potrzebne. Piszesz , że mąż Cię kocha - to dobrze. Cokolwiek
      się stanie powiedz mu prawdę, że zbłądziłaś, tylko proszę nie podejmuj decyzji
      sama. Kłamstwo ma krótkie nogi i zawsze kiedyś się wyda. Szkoda nerwów i
      zdrowia. Modlę się za Ciebie. Pozdrawiam.
      • mamaanieli Re: Przyznać się 05.05.05, 13:48
        Trudna sprawa... Czytam i czytam, i dopiero teraz postanowiłam do Ciebie
        napisać. Wydaje mi się, że nawet w małżeństwie, które nie jest ze sobą blisko,
        przechodzi ciężkie chwile, nie da się ukryć czegoś takiego jak dokonanie
        aborcji. No niby teoretycznie tak, ale prędzej czy później prawda wyjdzie na
        jaw. Jestem pewna. I wtedy Twój mąż dowiedziałby się jednocześnie, że żona go i
        zdradzała, i oszukała. I to w sprawie tak poważnej...
        Pomijam całą kwestię moralną o której tu dużo...Pomijam ewentualne skutki
        uboczne - fizyczne i psychiczne... Wiesz pewnie o nich.
        Myślę o Tobie bardzo ciepło, życzę Ci mądrej decyzji i odwagi, bo jest ci
        bardzo potrzebna.
        A kłamstwo rodzi kłamstwo.AGATA
    • monikaaaaa Re: Przyznać się, urodzic czy... 05.05.05, 18:54
      chciałabym Wam powiedzieć, że tabletki podziałały i dostałam okres. Jednak tak
      się nie stało.
      chciałabym powiedzieć, ze powiedziałam prawę męzowi, ale to też się nie stało.
      Cały czas stoje nad przepaścią! Juz niedługo w nią skoczę, bo musze podjąć
      decyzję.
      Boje sie powiedzieć prawdę, ale wiekszy strach powinnam czuć przed zabiciem
      tego maleństwa.
      Psychicznie się czuję coraz gorzej, z dnia na dzień coraz paskudniej. Boję się,
      strasznie się boję. Już niewiem gdzie lepiej w pracy czy w domu. Nie przestaję
      nawet na chwilę o tym myślec. W pracy dopytują co mi jest. Co ja mam im
      powiedzieć, że chce zabić własne dziecko???
      Ten cholerny lekarz powinien wyrzucić mnie z gabinetu, a nie "wypadki chodzą po
      ludziach", "nie Ty pierwsza i nie ostatnia", miły, serdeczny. Jakby się chciał
      zareklamować, że do niego mozna przyjść. On zawsze "pomoże".
      Wszyscy mnie namawiacie do utzrymania ciąży, ale ja na dzień dzisiejszy myślę,
      ze jednak to zrobię. Wstyd się przyznac, ale strach przed odrzuceniem jest
      sliniejszy niż podarowanie komuś życia.
      Tak nie dawno urodziłam, to wszystko jest takie świeże i dlatego jest mi tak
      trudno. Przychodzą do mnie i mówią, ze mnie kochają, wtulają sie. Czy kiedyś
      zmieniłyby zdanie, gdyby dowiedziały się co zamierzam zrobić?? z ich siostrą
      lub bratem???
      Teraz siebie nienawidzę, za to że do tego wszystkiego dopuściłam. Co będzie
      jeśli to zrobię?
      Dziękuję , że piszecie
      • lemonna Re: Przyznać się, urodzic czy... 05.05.05, 19:16
        monika, mysle o tobie i jestem z toba, cokolwiek sie stanie.
        • madzia1708 Re: Przyznać się, urodzic czy... 05.05.05, 19:23
          juz Ci mowilam NIE MÓW MĘŻOWI!
        • mamaanieli Re: Przyznać się, urodzic czy... 05.05.05, 19:34
          A jaką masz pewność, że po zabiciu własnego dziecka nie zostaniesz odrzucona?
          Już znałam dziewczyny, które chciały dokonać aborcji (i dokonały, niestety) ze
          względu na faceta... PO to, żeby nie odszedł, żeby się nie dowiedział itd. No i
          z tego wiem, te pary nie są już razem. I tak się rozstały - powodów 1000, ale
          pewnie i ten, że nie potrafiły (czy też ona nie potrafiła) sobie poradzić z
          ciężarem zabicia dziecka... Czytam twoje listy i widzę, że jesteś bardzo
          wrażliwa i uczuciowa. Tym bardziej będzie Ci ciężko - nie będziesz chciała i
          umiała sobie tego wybaczyć. POmyśl czy Twój późniejszy, prawdopodobny stan
          będzie się odbijał na dzieciach i mężu. Sama wiesz, że będzie. I to bardzo.
          Słyszałam o podobnej historii - kobieta zaszła w ciążę w wyniku zdrady, miala
          już jedno dziecko i męża. Ciężko było, wręcz dramatycznie, ale przez to
          przeszła. I są razem. Dziecko oddali do adopcji. Dziś ma pewnie około 7 lat.
          pozdrawiam serdecznie i myślę o Tobie.
          • mamaanieli Re: Przyznać się, urodzic czy... 05.05.05, 19:38
            Wiesz, podobno co dziesiąte dziecko nie jest dzieckiem biologicznym własnego
            ojca... No, ale ja chyba nie umiałabym. Jeszcze raz pozdrawiam.
    • blanqua Re: Przyznać się, urodzic czy... 05.05.05, 21:44
      Moniko
      jesteś na początku ciązy, to burza hormonów i dlatego też złe myśli przychodzą
      nie daj się im
      Temu lekarzowi nie zależy na Twoim dobru. Jasne, ze będzie Ci mówił, że to nic
      takiego ale robi to po to aby kosztem zabicia Twojego dziecka zyskać kasę.
      Nie daj sobie wmówić. Cóż, wypadki chodzą po ludziachj - to hasło można odnieść
      do złamania nogi albo drobnej pomyłki. Ale nie do zabicia dziecka!
      \To dziecko nie pojawiło się samo z siebie. to Ty je otrzymałas, to dar dla
      Ciebie ale w powołaniu go na świat Ty uczestniczyłaś świadomie tak więc to nie
      jest wypadek, który nagle Cię spotkał.
      Monika, jest to konsekwencja Twojego działania
      Nie zabijaj tego dziecka, ono nie jest winne. Jest niewinne, chce żyć
      jeżeli zabijesz to dziecko to nie będziesz miała żadnego poczucia ilgu. Tym
      barrdziej, że masz dwójkę dzieci, będziesz sobie codziennie zadawała pytanie o
      to jakie byłoby to dziecko, kim byłoby. Będziesz widziała trójkę dzieci choć w
      domu będzie dwójka.
      Już teraz jesteś w stresie, nerwach -= aborcja może odebrać Ci resztki równowagi
      Nie daj sobie tego zrobić.
      Nie daj sobie wmówić, że zabicie własnego dziecka to zwykła rzecz. Lekarz chce
      zarobić pieniadze na naiwności i lęku.
      Ale TY bądź silna. Nie ma wyjścia.
      Przyjmij to dziecko, ono będzie dla Ciebie darem. Monika, nie załamuj się.
      Mówisz, że boisz się odtrącenia. Ale cóż, czasu nie cofniesz, dziecko już jest.
      A Ty myślisz o nastraszniejszym "odtrąceniu" - o zabiciu. Mogą być różne
      motywacje zabicia dziecka ale ta egoistyczna nie jest chyba warta.
      Nie daj się złym myślom, na pewno otrzymasz wsparcie i pomoc
      Pozdrawiam
      Blanka
      • monikaaaaa Blanka 05.05.05, 22:52
        We wszystkim się z Toba zgadzam, masz rację.
        Ale jesli wypomnę to kiedyś mojemu dziecku, nie wiadomo jak potocza sie nasze
        losy, gdybym sie przyznała. Moze mój mąż tak jak mówicie zrozumie i zaakceptuje
        sytuacje początkowo. Potem moze jednak sytuacja go przerosnąc i zaczną się
        wspólne oskarżenia, nienawiśc. Czy on będzie wstanie pokochac to dziecko?
        Wychowywac bez miłości, czułości? Może czuc sie przez niego odtrącone,
        niechciane, moze je inaczej traktowac niż pozostałe. Myslicie, ze moja miłość
        mu wystarczy, przecież nie bedzie rozumiało dlaczego się tak dzieje?! Czy bedę
        w stanie uchronic je przed tym??
        NIe wiem co się stanie, jesli zabiję dzeiciątko, ale napewno nie przyniesie mi
        to ulgi. To wiem napewno.Ja już widze troje swoich dzieci, na zdjęciach widze
        puste miejsce,gdzie mogłoby sie pojawic.
        Lekarz mi nic nie wmówi, zdaje sobie sprawe i wiem, ze to nie jest "nic
        takiego" Boje sie, ze mąż gdyby sie dowiedział, zabierze mi dzieci.
        Najgorsze jest to , że nie mogę spokojnie sie nad tym zastanowic. Cały czas
        panikuję i wiem, ze bedzie jeszcze gorzej.
        We wtorek próbowałam posłuchac jednej z Waszych rad i póśc z nim do łózka. Nie
        byłam z nim od ok. 3 miesięcy. NIestety, nie odwazyłam się, nie umiałam, nie
        zrobiłam tego.
        KOcham to dziecko, nie wiem co będzie dalej. Z każdym dniem czuje do siebie
        coraz wiekszą nienawiśc.
        • jol5.po Re: Blanka 06.05.05, 00:30
          Monika, zdaje mi się, że Ty się przygotowujesz na wizytę u lekarza. Tak trochę wątek przypomina mi ten który kiedyś pisała Onkubus. On tez się wahała, ale wracała ciągle do tego, że jednak musi to zrobić. I w koncu zrobiła. Znajdź sobie ten wątek i znajdź sobie jej odpowiedź w Twoim wątku, zobacz co pisze. Pamiętaj tylko, że ona nie znała wcześniej smaku macierzyństwa, Ty znasz i to dwukrotnie.
          Monika napisałaś:
          > Ale jesli wypomnę to kiedyś mojemu dziecku, nie wiadomo jak potocza sie nasze
          > losy, gdybym sie przyznała. Moze mój mąż tak jak mówicie zrozumie i zaakceptuje
          > sytuacje początkowo. Potem moze jednak sytuacja go przerosnąc i zaczną się
          > wspólne oskarżenia, nienawiśc. Czy on będzie wstanie pokochac to dziecko?
          > Wychowywac bez miłości, czułości? Może czuc sie przez niego odtrącone,
          > niechciane, moze je inaczej traktowac niż pozostałe. Myslicie, ze moja miłość
          > mu wystarczy, przecież nie bedzie rozumiało dlaczego się tak dzieje?! Czy bedę > w stanie uchronic je przed tym??

          wiesz, życie to taka układanka, gdzie klocki stare już są ułożone, a na przyszłe nie za bardzo mamy wpływ teraz - mamy tylko na daną chwilę.
          teraz to możesz brać się za bary z problemem, który możesz rozwiązac dzisiaj i jutro. Nie martw się teraz tym co będzie za kilka i kilkanaście lat. Tamtymi problemami zajmiesz za kilka i kilkanascie lat - będziesz się brała z nimi za bary, ale potem.
          Teraz masz załatwić co innego.
          Planowanie wychodzi Ci tak sobie - może Twój błąd polega także na tym, że nie bierzesz dostatecznej odpowiedzialności za dzień dzisiejszy.
          Więc usiąć i podejmi męską decyzję
          jeżeli jednak masz już gotowa odpowiedź, wiesz co powiesz lekarzowi, a nas zwodzisz, to uważaj, bo my już zżylismy się z tym dzieckiem, ono dla nas istnieje - nie baw się więc naszym kosztem

          przepraszam, że ostro, wiem, że Ci ciężko, ale...

          tak naprawdę trzymam za Ciebie kciuki i czekam, czekam, czytam co piszesz i staram sie być obok
          jola
          • monikaaaaa Zawiodłam! Wybaczcie mi! 06.05.05, 06:27
            jeżeli jednak masz już gotowa odpowiedź, wiesz co powiesz lekarzowi, a nas
            zwodzisz, to uważaj, bo my już zżylismy się z tym
            dzieckiem, ono dla nas istnieje - nie baw się więc naszym kosztem

            Jolu! Uważasz, ze Was zwodzę? Bawię się Waszym kosztem? NIe pamiętam czy to Ty
            mi napisałaś, zebym "myslała" głośno, żebym pisała.
            Jesli tak, to zawiodłam Was i zdecydowałam sie.
            NIe wiem jak bedzie, napewno nie lepiej. Wiem też , ze jestem nie
            odpowiedzialna. Nie umiem znaleźć się w tej sytuacji w inny spsosób. Jestem
            słaba i nie potrafię powiedzieć prawdy. Dziękuję, że byliscie ze mną, teraz już
            musze sobie radę dać sama.
          • kapyl Re: A jesli usuniesz 06.05.05, 07:49
            Moniko - pewnie sie zdecydowalas, ale posluchaj jeszcze mnie. A co bedzie
            jezeli usuniesz te ciaze, a Twoje malzenstwo i tak sie rozpadnie? A jezeli Twoj
            Maz i tak sie dowie o tej zdradzie? Bedziesz zyla z dwa razy ciezszym
            brzemieniem. Mowisz ze Twoje doswiadczenia macierzynskie sa swieze - wiec miej
            na uwadze to ze gdy bedziesz patrzec codzien na Twoje dzieci, bedziesz myslec o
            Tym, ktorego juz nie ma. I moga ucierpiec takze te dzieci, mozesz zmienic do
            nich nastawienie (nie przestac kochac, ale zmienic sie - rozpamietywac to czego
            juz nie ma).
            Tak jak jol5 powiem, ze dla mnie Twoje dziecko juz istnieje i mysle o nim i
            modle sie abys dala mu szanse...
            Powiem Ci tylko tak - ta aborcja nie przetnie wezla problemow. Jezeli po
            aborcji bedziesz umiala zyc jak dawniej, byc zona dla swojego meza to ok. Ale
            czy bedziesz umiala zyc jak dawniej? Czy bedziesz umiala zatrzymac to co sie
            stalo w tajemnicy?
            Ja cala swoja ciaze trzymalam w tajemnicy przed wszystkimi, o urodzeniu dziecka
            moja rodzina dowiedziala sie tydzien po fakcie. I to ukrywanie doprowadzilo
            mnie na skraj wytrzymalosci psychicznej. i nie wiem co byloby dzisiaj ze mna,
            gdybym oddala jednak dziecko do adopcji, a nikomu o nim nie powiedziala.
            Zagryzlabym sie sama ze soba i zadreczylabym wszystkich moich bliskich.
            • jol5.po Re: A jesli usuniesz 06.05.05, 09:25
              Moniko, przepraszam, to faktycznie tak mocno zabrzmiało. Nie wcale nie myslę, że zwodzisz i że bawisz się, tylko skojarzyło mi się to co piszesz bardzo mocno z refleksjami Onkubus.
              Chciałam napisać coś widocznego , coś żeby ruszyło, otrząsnęło.
              Tak twardo to zabrzmiałosad przepraszam
              Nie wcale nie chciałam, żebyś nie pisała - dlatego napisałam na końcu, że tak naprawdę słucham cały czas Ciebie.
              Myślę, że bardzo, bardzo sie boisz, też bym się bała, jestem straszny bojak, do tego na kilometr odbieram nastroje innych i jak wiem, że mogę dotknąć kogos słowami, to przezywam. A Ty nie dość, że jesteś bardzo wrażliwą osobą, to jeszcze cały problem jest bolesny dla innych. Gdybyś powiedziała, to wiesz na pewno, że zraniłabyś męża.
              Chciałam napisac coś co Cię może zdenerwuje, ale trochę wytrąci ze strachu.

              No i jeszcze ten lekarz podający rozwiązanie na talerzusad(. On tak spokojnie pokazuje tą swoją propozycję, że faktycznie jawi się ona jako wyjscie najlepsze, najspokojniejsze - taka przeciwwaga do tego co może się stać gdy dziecko zostanie.
              Chciałam jakoś zakłócić tą logikę.

              Dziewczyny, które przerwały wracają tutaj i potem cierpią, naprawdę. I już widziałam Cię fiksującą za kilka tygodni, kilka wątków do przodu.

              Wybacz mi nieprzychylne słowa, to dlatego, że zzyłam się juz trochę z Tobą tak nmi żal tej sytuacji i tak mi żal Ciebie. Mysle, ze najlepsze co mozna zrobić, to podjąć już decyzję i nie nosić ciężaru niepewności.
              Tak bym chciała, zeby to była decyzja ta cięższa z pozoru, ale niosąca w sobie możliwość zmiany, ogromnie ciężkiej pracy, w przeciwieństwie do tej niby łatwiejszej, ale zamykającej cos na amen.

              Nadal jestem obok, nie gniewaj się
              trzymam kciuki cały czas Jola
    • blanqua Jeszcze nie ejst za późn 06.05.05, 09:22
      Monika
      mam nadzieję,że nie jest za późno
      nie rób tego, jeszcze masz szansę
      daj szansę swojemu dziecku
      o to, czy będziesz chować je z mężem czy nie... nie martw sie teraz. Odpowiedź
      n ato pytanie przyniesie Ci życie. Jeżeli Ty je będziesz kochać - to wyustarczy
      Monika, jeśli je zabijesz to zabijesz część siebie. Sama piszesz, że już
      będziesz widziała trójkę zamiast dwójki - tak się nie da żyć. Prędzej Ty
      zwariujesz niż będzie z tego coś dobrego.
      Monika, sama wiesz, że Twój mąż jest człowiekiem dobrym. Jak mógłby nie przyjąć
      dziecka? Miłość do dziecka przychodzi sama, czasem właśnie jest tak, ze to
      dziecko niechciane, nieplanowane rozbudza największą miłośc.
      Z Tobą też tak jest
      Jeżeli Ty pozwolisz mu żyć, pokochasz je to ono będzie szczęsliwe
      Nie zabijaj tego dziecka, nie pozwól aby Twoje strachy przeważyły nad
      macierzyństwem
      nie daj się Monika, nie rób tego
      wiem, że to się wydaje prostsze ale skutki będą dla Ciebie gorsze
      Blanka
    • blanqua I jeszcze jedno 06.05.05, 09:25
      Monika, nie ma możliwości aby mąż odebrał Ci dzieci!
      Zdrada nie jest żadną przyczyną do odebrania matce dzieci...
      Nic się tym nie martw
      Pomyśl o swoim maleństwie, które jest w Tobie, które chce żyć i ktore odczuwa
      Twój strach, boi się razem z Tobą
      poza tym sama nie wiesz co może przynieść przyszlość tak więc nie martw się tym
      co może się stać ale nie musi
      najważniejsze teraz abyś podjęła decyzję, urodziła, dała mu szansę
      Miłośc obudzi się sama, daj jej na to czas
      trzymaj się
      Blanka
      • verdana Re: I jeszcze jedno 12.05.05, 16:52
        A dlaczego zdradzony mąż ma tracić jeszcze dzieci? To jakaś okropna
        niesprawiedliwość! Niestety, a może nie niestety, sady w takich wypadkach coraz
        częściej przyznają dzieci ojcu - sama znam takie dwa przypadki.
    • blanqua I jeszcze jedno 06.05.05, 09:29
      Monika,
      napisałaś, że kochasz to maleństwo. Jeżeli je kochasz - wszystko będzie dobrze
      Miłość matki naprawdę czyni cuda. A tym, co będzie kiedyś - nie martw się
      Nie ma co snuć czarnych wizji. A na pewno nie wolno zabijać dziecka tylko
      dlatego, że boisz się, co może stać się kiedyś
      Dziecko będzie miało Ciebie a to już wiele
      MOnika, powtarzam raz jeszcze - dostaniesz pomoc, nie bój się, nie będziesz sama
      ale nie rób tego, nie zabijaj dziecka
      bo to się na Tobie samej zemści
      Blanka
      • kimono24 !!!! 06.05.05, 14:06
        Jesli napisalas kocham je - nie rob tego
        to Ty mialas romans, to Ty zdradzilas ..
        dzieciatko nie jest niczemu winne

        czuje, ze jesli urodzisz to dziecko twoje dotychczasowe zycie legnie w gruzach -
        przepedzilabym faceta, gdyby powiedzial mi ze ma dziecko z inna kobieta
        bez wzgledu na to w jakiej sytuacji bym sie znalazla

        konsekwencje podjecia decyzji w obu przypadkach beda na pewno duze
        ale pamietaj - jesli usuniesz - zabijesz
        jesli urodzisz - ....
        • kasiar74 Re: !!!! 06.05.05, 15:06
          a ja rozumiem tą kobietę
          tez bałabym się rozstać sama z TRÓJKĄ dzieci
          nie popieram takiego rozwiązania ale w tej konkretnej sytuacji rozumiem
          • martynka301 NIE MOŻNA 10.05.05, 11:01
            Nie można budować życia na kłamstwie.
            Jaka to matka która zabija własne dziecko , bo nie potrafi przyznać się do błędu?
            Moniko nie rób tego ! Jak spojrzysz w oczy swoim dzieciom? "Tylko prawda was
            wyzwoli" tak mówi Jezus. Gdybyś przyznała się mężowi cierpiałabyś tylko parę
            chwil, a tak wolisz cierpiec całe życie?

            • pinip Re: NIE MOŻNA 14.06.05, 13:43
              Sorry, ale skąd wiesz, ze jak sie przyzna to bedzie cierpiała tylko kilka chwil?
              90%mężczyzn nigdy nie zapomina o zdradzie, niewielu wybacza. Małe są również
              szanse, że zaakceptuje dziecko. Jeżeli nawet zaakceptuje to też będzie to
              kłamstwo, bo przecież on nie będzie jego ojcem. A jeśli od początku będzie
              mówił maluchowi, że ma innego tatę to jak dziecko bedzie sie czuć. Co pomyśli
              pozxostała dwójka o swojej mamie. jak długo można ukryć w sekrecie to, że nie
              jest to jego dziecko. Zastanówcie się. Spytajcie swoich mężów co oni by zrobili
              w takiej sytuacji. Mój chłopak powiedział, ze zdradę może by wybaczył, ale nie
              taką z której jest dziecko. I nie chowałby nieswojego dzieciaka.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka