Dodaj do ulubionych

Przyznać się, urodzic czy...

    • mamarazydwa Re: Przyznać się, urodzic czy... 06.05.05, 14:48
      Moniko,
      powiem szczerze, ze od wczoraj mysle, jaka dac Ci rade i chyba napisze tak: nie
      usuwaj dziecka, porozmawiaj z mezem, wyczysc te sytuacje, powiedz, ze ostatnio
      bylo Wam trudno, ale chcesz zaczac od nowa, dac Wam szanse, pojdz z nim do
      lozka i powiedz za jakis czas, ze to jego dziecko. Wiem, ze to niezbyt uczciwe,
      ale popatrz, ile jest dobrych stron: uratujesz dziecko, byc moze uratujesz
      swoje malzenstwo, na pewno ochronisz swoje wszystkie dzieci i zachowasz w
      sobie, to co najcenniejsze - dobroc i godnosc. Umowmy sie, przeciez zaden
      mezczyzna nie polapie sie w obliczeniach ciazowych, zwlaszcza jesli jest to 3.
      dziecko, a moze sie uda. Oczywiscie moze sie zdarzyc, ze Wasze malzenstwo i tak
      sie rozpadnie, ale nie musi....... Napisz prosze, co zdecydowalac. Na tej samej
      zasadzie matka Jana Pawla tez nie miala warunkow, zeby go urodzic, a jednak sie
      zdecydowala - ile bysmy stracili, gdyby usunela te ciaze. Pomysl jeszcze raz,
      jestem z Toba i calym sercem pomagam Ci w zmaganiu sie z ta trudna sytuacja,
      buziaki
      • kapyl Re: Przyznać się, urodzic czy... 06.05.05, 17:22
        Podpisuje sie pod postem mamy*2
        • fiki24 Re: Przyznać się, urodzic czy... 06.05.05, 18:09
          OBEJRZYJ ROZMOWY W TOKU DZIŚŚ JEST O TAKICH KOBIETACH JA TY. NIE USUWAJ CIĄŻY
          TY NIE KOCHASZ MĘŻA GDYBY BYŁO ODWROTNIE TO MOGŁABYŚ SIE Z NIM KOCHAĆ BOISZ SIĘ
          SAMOTNOŚCI BĘDZIESZ SAMOTNA JAK TO ZROBISZ........
          • madzia1708 DAJCIE SPOKÓJ DZIEWCZYNIE!! 06.05.05, 19:39
            nie wiem o co Wam chodzi, jak Monika może powiedzieć prawdę mężowi? nie moze i
            koniec. Ona ma myśleć przede wszystkim o swoich dzieciach, a nie o sobie. Jak
            wyzna prawdę rozwali życie swoim dzieciom. Zastanówcie się co jej radzicie...
            • kapyl Re: DAJCIE SPOKÓJ DZIEWCZYNIE!! 06.05.05, 20:47
              madzia1708 napisała:

              > nie wiem o co Wam chodzi, jak Monika może powiedzieć prawdę mężowi? nie moze
              i
              > koniec. Ona ma myśleć przede wszystkim o swoich dzieciach, a nie o sobie. Jak
              > wyzna prawdę rozwali życie swoim dzieciom. Zastanówcie się co jej radzicie...


              Wychodze z zalozenia ze kazdy kto opowiedzial swoja historie na forum, czul
              taka potrzebe i chcial uslyszec co inni maja do powiedzenia. No wiec wlasnie
              owi "Inni" pisza co mysla na ten temat.
              Wedlug Ciebie nalezalo zignorowac tego posta?
              "Jezeli wyzna prawde rozwali zycie swoim dzieciom". To dziecko ktore nosi pod
              sercem takze jest jej, i poki ono faktycznie jest trzeba myslec takze o nim.
              "Jak Monika ma powiedziec prawde mezowi"? Po prostu. Bo czasem moze okazac sie
              ze ktos ja moze w tym wyreczyc, a wtedy to juz naprawde bedzie klops.
              Osoby ktore pisza w odpowiedzi na tego posta robia to w jak najlepszej
              intencji, i nie chodzi im o to aby dreczyc Monike, decyzja i tak nalezy do niej.
              • okruszek100 Re: DAJCIE SPOKÓJ DZIEWCZYNIE!! 10.07.05, 00:51
                wiesz, ja jestem trochę w innej konfiguracji, choc był moment,że mialam bardzo
                podobne dylematy.Urodziłam dziecko , nie bedziemy mieszkac z jego tatą.Chocby
                dlatego,że on.... mieszka juz z inymi dziećmi.bylo cholernie ciężko, naprawdę.
                Myślałam o tamtch dzieciach i w ogole.Ale tak naprawdę dzieci wiele rzeczy
                przyjmuja normalnie, to my sprzedajemy im nasze lęki razem z różnymi
                historiami.Dziś jestem najszcześliwsza na świecie, choć nosiłam w kieszeni
                wizytowkę do tego" lekarza".Dopiero kiedy zaszłam w ciąże zdałam sobie sprawę z
                tego co narobilam sadAle dziś nie moge sobie wyobrazić, że mogloby ne być teraz
                tego szczęścia.Mimo cierpienia i bardzo podobnej sytuacji.Staram się wziąc to
                na siebie i odciąć dziecko od tego,żeby mialo płacić za moje blędy.Bo niby
                jak? !Z facetem się rozsałam, tamte dzieci chyba wiedzą, gdybym była ich matka
                na pewno sama bym im powiedziała.Żeby mnie jakiś "życzliwy" nie
                uprzedził.Myślałam, że dziecko z romansu a nie ze ślubu - to będzie mój koniec
                świata.Totalny.Okaszało się ,że jest to poczatek świata.cudowny!!I jeszcze coś-
                osoby o jakich myślałam,że mnie skreślą za to wszystko...bardz mi pomogly.Nawet
                facet, z którym byłam( nie jest to ojciec dziecka() zachowuje się w sposob
                budzący moje największe zdumienie.Zaakceptował wszystko, bawi się z dzieckiem!!!
                A wcześniej dałabym sobie łab uciąć, że pośle mie po tym wszystkim dostu
                diabłów.Nikt nie przewidzi teraz prawdziwej reakcji twojego męża.Ty tez...
            • monikaaaaa Nie mam sił 06.05.05, 22:55
              Stały się dziś dwie rzeczy.
              Odezwał się ojciec dziecka, zbyłam go jednak bo nie mogłam rozmawiac.
              i
              NIby nawiązując do "Rozmów w toku", Dziecko ze zdrady (chyba), zapytałam męza
              co by zrobił w takiej sytuacji gdyby sie okazało , że to ja jestem w ciązy z
              innym męzczyzną.
              Zatkało go, powiedział ze to dla niego abstrakcja i nigdy się na ten temat nie
              zastanawiał, więc nie ma żadnego zdania. Jednak zaczęłam go ciągnąc za jezyk i
              powiedział, ze chyba by nie potrafił zakceptowac takiej sytuacji. Dziecko, to
              dziecko, ale zdrady bym nie umiał wybaczyc. Ja przedstawiłam mu to w ten
              sposób, ze to miałobyć jeden raz "przypadkowy", a ciąża miałaby byc tego
              wynikiem. Powiedział, ze nie umiałby wybaczyc jeslibym się w kimś zakochała
              zrobiła to z miłości, to by było najgorsze co mogłabym zrobic. "Wolałbym się o
              tym wogóle nie dowiedziec i lepiej żebym "nie szalała".
              I co Wy na to? Nie mogę, nie powiem mu prawdy! Nie oszukam go też, ze to jego
              dziecko.
              we wtorek mam usg, zobacze tą Drobinkę!!! Może to pomoże mi zmienić zdanie.
              Jolu! Nie gniewam się Na Ciebie. Absolutnie!!!!
              Wszyscy macie rację, powinnam urodzić to Dzieciątko, ale ja nie potrafię
              • jol5.po Re: Nie mam sił 07.05.05, 02:18
                Moniko ale Ty zaczęłas juz działać!!
                Podpytanie męża to juz jest konkret.
                > "Wolałbym się o tym wogóle nie dowiedziec i lepiej żebym "nie szalała".< ale to znaczy, że on dopuszcza możliwość Twojego "szalenia". Wiadomo, że taka wiadomość może być szokiem. Wiadomo, że nikt będący w związku, nie przywitałby takiej wiadomości od partnera z uśmiechem. Wypuściłaś balon próbny. odpowiedź dała do myślenia Tobie, ale tez może dac do myslenia mężowi. Może to pomóc mu przyzwyczaić się do nowej sytuacji.
                Wiesz, ja myślę, że one tez mogą pomóc skojarzyć mu ewentualnie pewne fakty w przyszłości. Jesli zataisz, może sobie później odtworzyć tą rozmowę, dodac jeszcze jakies obserwacje.
                teraz jest już trochę tak, że wiadomość żyje własnym życiem. Jeszcze nie dotknęła, ale mogła zapalić jakies lampki. Może być tak, że juz zaczęła pracować w jego głowie.
                Może zaczęło juz się cos dziać. Może to poczatek drogi, żeby uzdrowić tą całą sytuację.
                Moniko, myślę, że Ty sprobowałaś coś zacząć robić. Że to może być pierwszy krok, że to wszystko jest ogromnie trudne, jak ruszenie jakiegoś ogromnego głazu. Myślę, że to bardzo, bardzo odważne. Że to całe drążenie - jeśli wybierzesz tą drogę, będzie własnie tak wyglądać, nastawisz się na razy, ogromny wysiłek. Ale to jest konkretne zadanie, pójście do przodu. Może ostatecznie uzdrowi tą bardzo ciężką, także przez wczęsniejsze pogmatwania i kłamstwa sytuację.
                (dziekuję, że się nie gniewaszsmile - widziesz, nawet takie wirtulane kontakty potrzebują dobrego słowa, emocje potrzebują ujścia, mi ulżyło, że Ty się nie gniewasz, słowo może coś zmienić, uzdrowić. Może w Twoim związku z mężem przyszedł czas próby, może trzeba tutalnie obczyścić atmosferę. Może, może, odpowiedź mieszka głęboko w Twojej głowie)
                Jesteś silną babką, trzymam kciuki jeszcze silniej niż wczoraj
                Jola
                • kapyl Re: Nie mam sił 07.05.05, 09:18
                  Moniko kochanie - trzymam kciuki za cala Twoja rodzine...
                  Trzymaj sie!!!
                • arsena1 Re: Nie mam sił 07.05.05, 09:24
                  Moniko!
                  czytam uważnie to co piszesz i wiem co teraz czujesz!
                  12 lat temu byłam w takiej sytuacji jak Ty teraz,motałam się między wyborem
                  prawdy lub kłamstwa - wybrałam kłamstwo!
                  Moja córka jest moim cudem któremu pozwoliłam żyć,niemogłam dopuścić aby moja
                  wina zabiła niewinną osobę.Mąż niezna prawdy,kocha córkę a ja po tylu latach
                  jestem gotowa na to że kiedyś i tak muszę mu wyznać całą prawdę.
                  Przez te wszystkie lata,od chwili urodzenia córki nigdy nie żałowałam swej decyzji.
                  Zawsze wychodziłam z założenia że dziecko jest najważniejsze,Ono zoataje ci na
                  całe życie a mąż? -czasami odchodzi z byle powodu np. inna kobieta
                  Na początku też się bałam ale gdy maleństwo rosło stało mi się obojętne co by
                  było gdyby mąż się dowiedział,wiedziałam że to dziecko bez względu na wszystko
                  urodzę i wychowam.

                  napisałam to dla tego abyś wiedziała że są takie kobiety jak TY
                  • jol5.po Re: Nie mam sił 07.05.05, 12:58
                    no własnie, ty Moniko już upersoniofikowałaś to dziecko,
                    myślę, że gdy go zabraknie, będziesz go opłakiwała, będziesz przechodziła żałobę - tak dziewczyny reagują po poronieniu niektóre, a po smierci już urodzonego dziecka wszystkie.
                    To taka niezatkana dziura w sercu i boli. A ten ból spotęgowany byłby jeszcze niodwracalnością sytuacji i przyczynieniem się do niej.
                    każde inne wyjście jest wyjściem otwartym. Bardzo trudne, są te inne wyjścia ale wpisane są w nie różne scenariusze, mogą zdarzyć różne rzeczy.
                    Arsenie się udało, ma przy sobie córkę już 12letnią. Ty też masz szansę
                  • monikaaaaa Re: Nie mam sił 07.05.05, 18:38
                    Podziwiam Cię arsena1 i zadroszczę sił

                    Ta wczorajsza teoretyczna rozmowa, uzmysłowiła mi, że nie mogę powiedzieć mu
                    prawdy. Te jego oczy zbitego psiaka, zdenerwowane, zszokowane: O czym ja
                    mówię?? On już wczoraj strasznie to przezył, że wogóle poruszam taki temat.
                    Okłamać go?! I potem bać się cały czas czy to nie wyjdzie na jaw?
                    Wiem , że ta dziecinka już jest, że już zyje we mnie. To okrutnie zabrzmi ale
                    wybieram toą straszniejszą wersję, bo nie będę widziała codziennie bólu na
                    twarzy mojego męża z pytaniem ;dlaczego???
                    Nie wybaczę sobie tego nigdy, wiem że będę tego gorzko żałować, nie wiem jak
                    będę potrafiła z tym żyć, ale czuję że tak musze postapić.
                    • maka25 Re: Nie mam sił 07.05.05, 18:53
                      A może jednak spróbuj go oszukać. Wiem, że to trudne, tak samo jak każda Twoja
                      decyzja. Ja byłam w zupełnie innej sytuacji i nie wiem co mogłabym Ci mądrego
                      napisać... Rozumiem Twoje obawyi wiem czemu chcesz to zrobić, jednak z drugiej
                      strony szkoda, wielka szkoda... Po prostu wolisz nosić ból w sobie niż obciążyć
                      nim kogoś innego. Jedni mogą nazwać Cię egoistką, bo nie myślisz o tym maleńkim
                      życiu, ale z drugiej strony nie chcesz by bliscy cierpieli. W sumie reasumując
                      wiedziałaś co robisz zdradzając męża i nie jesteś już dzieckiem... wiesz czym to
                      mogło się skończyć. Nie chcę Cię przytłoczyć ani obrazić, jednak... Wiem, jednak
                      jestem z Tobą, cokolwiek postanowiszsmile
                    • kapyl Re: Nie mam sił 07.05.05, 19:16
                      Sprobuj Moniko - sprobuj zrobic tak jak radzi Ci Arsena, Maka25
                      Uratujesz dziecko, sprobuj.
                    • blanqua I jeszcze jedno 07.05.05, 19:34
                      Piszesz Monika, że zabiejsz dziecko aby nie widzieć bólu na twarzy męża.
                      Ale jednocześnie zadasz śmiertelny ból dziecku. Zniszczysz siebie.
                      jak chcesz potem patrzeć na dwójkę dzieci wiedząc, że było tzrecie?
                      Monika, powstrzymaj się przed tym, co chcesz zrobić.
                      Monika, są racje ważne i ważniejsze. Kwestia życia jest zawsze ważniejsza i
                      nieporównywalna z czyimś bólem czy zdziwieniem. bo z tym się zawsze człowiek
                      oswaja, uczy zyć. A zabicia dziecka nie odwrócisz.
                      Blanka
                    • arsena1 Re: Nie mam sił 07.05.05, 22:03
                      Moniko!
                      Wydaje mi się że Ty już podjełaś decyzję,tutaj szukasz tylko aprobaty dla tej
                      decyzji.Wiedz tylko jedno że NIGDY nie będziesz szczęśliwa gdy usuniesz to
                      dziecko,po to żeby męża przysobie zatrzymać.Wcześniej czy później i tak to
                      wyjdzie na jaw a wtedy dopiero bedziesz żałować że tego MALEŃSTWA nie ma z Tobą.
                      Jest ciężko ale warto...
                    • kuniza Do monikaaaa 07.05.05, 23:57
                      jest mi bardzo przykro, że znalazłaś się w takiej sytuacji, wiem, że jest Ci
                      ciężko bo sama do niedawna miałam podobną i żadna decyzja niewydawała mi się
                      dobra! więc w pewnym stopniu Cię rozumiem... z tą tylko różnicą, że Ty sama
                      mówisz już że je kochasz i myslisz jakbyś miała trójkę dzieci. Nie wiem więc
                      czy sobie poradzisz po aborcji??? ja jestem za aborcja i uważam że każda
                      kobieta powinna mieć prawo SAMA zdecydować czy urodzić dziecko czy nie??? Ty
                      chcesz je urodzić prawda??? więc musisz stawić czoła wszystkim i powiedzieć
                      prawdę! Rozmawiałam ze swoim mężem, który powiedział mi że nigdy by mi nie
                      wybaczył i niezakceptowałby tego dziecka, nie znam Twojego męża ale musisz się
                      na to również przygotować, pomyśl również o swojej rodzinie mówię tu o teściach
                      i swoich rodzicach! czy będą oni tak samo traktowali to trzecie dziecko jak
                      dwójkę pozostałych? Przecież ono nie może się czuś gorsze??? i co z ojcem tego
                      dziecka , ja bym mu powiedziała, to podstawa??? czy uzna to dziecko, będzie Ci
                      pomagał itd... jest wiele aspektów do przemyślenia! zeby potem ci dziecko nie
                      powiedziało że ono na świat się nie pchało... niestety ale to prawda , sama
                      doprowadziłąś do tej sytuacji... wiem że trudno... strasznie cię rozumiem ale
                      jeśli już kochasz to dziecko to po prostu chyba nie możesz usunąć...

                      Bardzo mi przykro , naprawde ale musisz sama podjąc te decyzję...życzę dużo
                      siły na najbliższe tygodnie
      • madzia1708 Re: Przyznać się, urodzic czy... 06.05.05, 19:45
        ale ładnie to napisałaś.....
        podpisuję się pod tym całym sercem
        Magda
        • kapyl Re: Przyznać się, urodzic czy... 06.05.05, 20:51
          madzia1708 napisała:

          > ale ładnie to napisałaś.....
          > podpisuję się pod tym całym sercem
          > Magda


          Decyzja nalezy do Moniki.
          Skoro jednak napisala swoja historie, my mamy prawo wypowiedziec swoja opinie.
          Monika sama napisala ze juz kocha swoje trzecie dziecko (o nim takze powinna
          myslec, ono takze juz zyje), a istnieje obawa ze swoim zachowaniem wzbudzi w
          mezu podejrzenia (o ile juz nie wzbudzila) i prawda i tak moze sie wydac.
          Kasia
      • kimono24 Re: Przyznać się, urodzic czy... 09.05.05, 08:41
        jestescie okropne - jak mozna oklamywac w ten sposob wlasnego
        meza ???????????????????????

        jaki by nie byl nie mozna w ten sposob postepowac
        czytalam tutaj i takie posty kiedy podstepem ktora z nas chciala zrobic sobie
        dziecko z wlasnym mezem, oklamac go i w ten sposob zajsc w ciaze !!!!

        to niedopuszczalna sytuacja
        a co jesli dziecko kiedys zachoruje, potrzebna bedzie krew
        wszystko wyjdzie na jaw
        co wtedy ????
        jak mozna zyc ze swiadomoscia ze oklamalo sie wlasnego meza, dziecku nie
        powiedziec prawdy ze mama przespala sie z kims kto ciebie nie chcial .....
        nie rozumiem Was - jestescie bezwgledne
        • kizdam47 Re: Przyznać się, urodzic czy... 09.05.05, 08:56
          Nie denerwuj mnie Kimono.

          Jaką proponujesz opcję:
          a)powiedzieć mężowi prawdę - stracić jego i dzieci, załamać sie i pozostać
          samej z dzieckiem,
          b)po cichu dokonac aborcji i przeżywac to co my
          c)odejśc od rodziny i zwiazać sie z biologicznym ojcem dziecka i równiez
          stracic rodzinę,
          d)byc bezwzględnyą i okłamac męża, urodzic utrzymujac, że to jego dziecko
          e)inne rozsądne rozwiazanie, które nie istnieje.

          Które rozwiązanie wg Ciebie jest najbardziej, a które najmniej bezwzględne?
          • kapyl Re: Przyznać się, urodzic czy... 09.05.05, 09:30
            Ciesze sie kizdam ze nie uwazasz mojej propozycji za bezwzgledna.
            Tak jak ktoras z dziewczyn wczesniej napisala sa rzeczy mniej wazne i wazne.
            Zycie dziecka jest zawsze wazniejsze.
            Dziecko to krew z twojej krwi.
            Dziecko pozostaje twoim dzieckiem do konca zycia. Maz niekoniecznie zostanie
            twoim mezem do konca zycia.
            Jezeli Monika kocha to dziecko i kocha meza - jedynym wyjsciem aby te dwie
            milosci byly nadal jest wlasnie klamstwo. To klamstwo.

            Dla dobra mojego dziecka jestem gotowa zrobic o wiele wiecej niz tylko sklamac.
            • kizdam47 Re: Przyznać się, urodzic czy... 09.05.05, 10:12
              Nigdy nie uważałam, że kłamstwo jest dobre. Sa ludzie, którzy uważają, że to
              najgorsza z rzeczy. Że zawsze trzeba mówic prawdę bez względu na okoliczności i
              konsekwencje.
              Staram sie poradzic Monice najlepsze w tej sytuacji i na ta chwilę rozwiązanie.

              Wiem, że to podłe okłamywac w ten sposób męża. Ale przeciez chcemy wszystkie
              apelowac za obronę tej najwyższej wartości, jaka jest tutaj życie dziecka.

              Jak Monika będzie mogła w spokoju donosic i urodzic maleństwo, gdy w obecnej
              chwili swoim szczerym wyznaniem zachwieje (a może nie tylko zachwieje)
              fundamentami swojej rodziny?

              Skąd wiecie, jak małżonek zareaguje? Bo po tym co pisała Monika włąsnie w taki
              sposób, jak myślałam.
          • monikaaaaa !!! 09.05.05, 19:47

            Jaką proponujesz opcję:

            a)powiedzieć mężowi prawdę - stracić jego i dzieci, załamać sie i pozostać
            samej z dzieckiem,

            nie mogę mu powiedzieć, bo to by wisiało nad nami jak jakiś ciężar,
            atmosfera nie byłaby najlepsza, a on by mi miał to zawsze za złe, jak mogłam
            to zrobić. Jesli mu powiem, pewnie by chciał wiedzieć kto jest ojcem. Sądzę też
            że by chciał, żebym tamtemu powiedziała prawdę. (to nienajlepszy pomysł, bo
            wiązałoby się z dużymi problemami)

            > b)po cichu dokonac aborcji i przeżywac to co my

            zdecydowałamsad

            > c)odejśc od rodziny i zwiazać sie z biologicznym ojcem dziecka i równiez
            > stracic rodzinę,

            to wogóle nie wchodzi w rachube, kocham go nadal ale czuję się wykorzystana i
            oszukana

            > d)byc bezwzględnyą i okłamac męża, urodzic utrzymujac, że to jego dziecko
            kizdam47 napisała:

            ciągły strach, że sie wyda?????!!!!!!

            NIe wiem jak to zrobię i jak się będę z tym czuła. Teraz już jest fatalnie!!!!
            • kizdam47 Re: !!! 10.05.05, 07:53
              Jezu, nie rób tego. Błagam Cię.
        • madzia1708 Re: Przyznać się, urodzic czy... 09.05.05, 10:22
          kimono24 napisała:

          > jestescie okropne - jak mozna oklamywac w ten sposob wlasnego
          > meza ???????????????????????


          czasami nie ma innego wyjścia niz kłamstwo, w tym przypadku własnie tak jest,
          albo aborcja albo kłamstwo, innego wyjścia nie widzę


          > jaki by nie byl nie mozna w ten sposob postepowac
          > czytalam tutaj i takie posty kiedy podstepem ktora z nas chciala zrobic sobie
          > dziecko z wlasnym mezem, oklamac go i w ten sposob zajsc w ciaze !!!!


          Ja na przykład włśnie to doradzałam Monice, mam nadzieje, że właśnie tak zrobi



          >
          > to niedopuszczalna sytuacja
          > a co jesli dziecko kiedys zachoruje, potrzebna bedzie krew
          > wszystko wyjdzie na jaw
          > co wtedy ????


          trudno trzeba czasami zaryzykować. Nie ma innego wyjścia, chybaże aborcja..jak
          powie prawdę, facet odejdzie od niej, rozwali w ten sposób swoją rodzinę, a
          dzieciom odbierze normalny dom


          > jak mozna zyc ze swiadomoscia ze oklamalo sie wlasnego meza, dziecku nie
          > powiedziec prawdy ze mama przespala sie z kims kto ciebie nie chcial .....
          > nie rozumiem Was - jestescie bezwgledne


          NORMALNIE!!
          szkoda, że wcześniej nie byłaś taka święta. Daj spokój Kimono przemyśl sobie co
          Ty niedawno zrobiłaś i przede wszystkim w imię czego.
          Można okłamać męża, nie można powiedzieć dziecku, że jego ojcem jest ktoś, kto
          nie chciał nim być. Z resztą ojcem jest ten mążczyzna, który wychowuje dziecko,
          a nie ten, który zapłodnił jego matkę. Nawet w świetle prawa istnieje
          domniemanie ojcostwa - ojcem dziecka jest mąż matki...
          • kimono24 Re: Przyznać się, urodzic czy... 11.05.05, 09:14
            ok, nie ma innego wyjscia
            ale jesli Monika za przeproszeniem puscila sie z innym facetem "bo jej zwiazek
            byl nie fajny przez pewien czas" to nie sadzisz ze powinna takze wziac na
            siebie ciezar tego postepku i powiedziec mezowi cala prawde !!!!

            nie mowie jej zeby usunela - to zadne rozwiazanie !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
            nie doradzam jej zeby to zrobila
            mowie tylko ze w takiej sytuacji jedynym dla mnie wyjsciem jest powiedzenie
            prawdy mezowi - z calymi konsekwencjami tego czynu

            tak, bardzo madrym rozwiazaniem jest oklamywanie meza i mowienie mu ze to jego
            dziecka
            a moze bedzie tak ze on go nie chce, nawet jesli Monika powiedzialaby ze to jego
            ze nie chce juz dzieci
            i ciagle bedzie patrzyl na to malenstwo ze zloscia
            ze to za duzo, ze nie ma kasy, ze juz nie chcial
            myslicie ze to lepsze rozwiazanie ?????????????????????????????????

            przyznalam sie wszem i wobec do tego ze zabilam dziecko z czysto egoistycznych
            pobudek
            place za to bardzo wysoka cene, wierz mi i ciagle pamietam o tym co zrobilam
            nie mowilam ze jestem swieta.. to jest moj punkt widzenia
            ale znowu widze ze ta nasza solidarnosc polega na tym, zeby zawsze mowic to
            samo co wszyscy
            • madzia1708 Re: Przyznać się, urodzic czy... 11.05.05, 09:37
              nie Kimono, nie o to chodzi, żeby mówić to samo co wszyscy.

              Ja poprostu boję się o dzieci Moniki i jej męża, że kiedy powie prawde rozwali
              tym dzieciom dom.

              wiem, że płacisz za to, co zrobiłaś wysoką cenę, proszę pisz do Moniki to,
              krzycz,że żałujesz, zeby tego nie robiła, a nie mówisz, ze prawda jest
              najważniejsza, uwierz, nie zawsze tak jest...

              wiadomo, że Monika zrobiła źle, bardzo źle, zdradziła męża, ale może poprostu
              się zakochała, może mąż przestał się starać, zeby było dobrze między nimi,
              czasami wystarczy tylko chwila, żeby zgubić gdzieś to coś, bez czego wcześniej
              nie dało się żyć...miłość??

              może zbiegły się te dwie sytuacje, z mężem nie za dobrze i jakiś mężczyzna,
              który zaczął Ją traktować jak przed kilku laty mąż:
              kwiaty,komplementy...zgubiła po drodze zdrowy rozsądek i stało się.

              Super by było, żeby w tej całej sytuacji nie pojawiło się dziecko, ale się
              pojawiło i pamiętaj, że poza tym dzieckiem, jest mąż, dwójka dzieci, dom.

              Wiem, ze nie można budowac niczego na kłamstwie, ale czasami nie ma innego
              wyjścia...najlepiej by było, żeby Monika powiedziała prawdę, mąż zaakceptował
              Ją po zdradzie i Jej dziecko, ale dla faceta zdrada, to coś najgorszego i nie
              znam takiego faceta, który by to wybaczył i mógł z tym żyć....

              Tak naprawdę z tej sytuacji nie ma dobrego wyjścia, poprostu nie ma
    • blanqua Re: Przyznać się, urodzic czy... 07.05.05, 19:32
      Monika
      Myślę,że czas na trochę uczciwości. Są rzeczy ważniejsze i mniej ważne. Są
      rzeczy o większym i mniejszym znaczeniu.
      Piszesz, że chcesz zabić swoje dziecko bo nie możesz patrzć na smutną minę
      męza. A to już demagogia dla mnie.
      Dziecko powstało w taki sposob jak powstało, wtedy refleksji o minie męza i
      smutnych oczach nie było... Teraz nagle kiedy to jest wygodniejsze dla Ciebie
      to tak robisz...
      Cóż, Twój mąż jest dorosłym mężczyzną, pogodzi się, przyjmie a na pewno
      PRZEŻYJE to. Dla niego jest to może sprawa bólu, zdziwienia ale nie sprawa
      śmierci.
      Natomiast dla Twojego dziecka, które jest w Tobie, rozwija się, chce żyć jest
      to sprawa śmierci.
      I czy wolno zabijac dziecko tylko w imię tego aby podtrzymywać fałszywy swój
      obraz?
      Czyjeś samopoczucie, zranienie są rzeczą nieporównywalną, nieadekwatna pod
      względem wagi do kwestii zycia dziecka...
      Przemysl to Monika, nie rób tego. Jeszcze możesz się cofnąc.
      Wiadomo, że po programie mógł być zdziwiony, nawet zszokowany.
      Ale zupełnie inna byłaby reakcja w momencie jakbyś powiedziała, że to Ty jesteś
      w ciaży, że to Ciebie dotyczy. Nie jest niczym nowym stwierdzenie, że inaczej
      pojmujemy pewne rzeczt jeśli dotyczą bliskich czy znanych osób. Rozważanie
      pewnych kwestii teoretycznie - tak jak tego programu o dzieciach ze zdrady -
      może prowadzić tylko do ogólnych wniosków. Jeżeli powiesz, że Ty ejsteś w tej
      sytuacji będzie inaczej.
      Na tyle znamy siebie na ile nas sprawdzono - ot, i tyle.
      I dlatego na pewno inaczej by zareagował jeżeli np pokażesz zdjęcia z USG,
      pokażesz, że dziecko jest w Tobie, żyje. Wtedy już nie można uciec do formuł.
      Monika, nie uciekaj w tchórzostwo. Bo w tym przypadku wybranie rzeczy
      łatwiejszej, martwienie się o samopoczucie męza jest wyrokiem śmierci na
      dziecko...
      Blanka
      • kapyl Re: I jeszcze cos 07.05.05, 20:53
        Masz w tej chwili trojke dzieci.
        Mysl o trojce.
        I mysl o sobie. Udzwigniesz swoje zycie potem? Bedziesz w stanie patrzec na
        swoje dzieci i myslec o tym ktorego nie ma?
        Poczytaj sobie watki na tym forum. Te kobiety zaluja. Chcialyby byc w Twojej
        skorze by moc podjac inna decyzje... Dlatego prosza Cie bys nie przerywala
        zycia swemu dziecku.
        Jestes juz matka - wiesz ze dla dziecka matka gotowa jest zrobic wszystko.
        • lemonna monika COKOLWIEK sie stanie bedzie dobrze 08.05.05, 11:47
          dajcie juz jej spokoj, monika, masz metlik w glowie, zrob jak czujesz.
          twoj mąż jest kochany.
          dziecko jest kochane.
          nie wiadomo.
          sa kobiety takie jak ty.
          ale kazdy jest inny.

          trzymaj sie.
          • maka25 Dajmy Monice czas czas na przemyślenia... 08.05.05, 14:27
            ...bo się powtarzamy... I to te same osoby piszą niejednokrotnie to samo.
            Niestety ona zrobi to co uważa za słuszne...
            • lemonna Re: Dajmy Monice czas czas na przemyślenia... 08.05.05, 17:02
              dlaczego niestety?indifferent|||

              > Niestety ona zrobi to co uważa za słuszne...
              • maka25 Re: Dajmy Monice czas czas na przemyślenia... 08.05.05, 19:50
                Tak mi się napisałosmile Chodziło mi o to że ona sama podejmie decyzję, którą
                będzie uważała za słuszną a my raczej(!) nie będziemy mieli na to wpływu.
                • jol5.po Re: Dajmy Monice czas czas na przemyślenia... 09.05.05, 11:53
                  własciwie to mąż Moniki jest osobą najbardziej ubezwłasnowolnioną w tej historii (chociaż dziecko bardziej - jego
                  zycie zależy od dorosłych, a własciwie od tego co przewazy w secu Moniki, zlituje się nad nim - przeżyje,
                  przeważą inne uczucia, nie przezyje).
                  Ale wracając do męża ta historia, ale i jej początek, czyli zdrada, wszystko rozgrywa się poza nim. Jego stan - zdenewrowanie,
                  ból oraz to co być może zrobi, jest wykorzytywane jako argument, ale paradoksem jest, że nikt się w rzeczywistości
                  o tym nie przekona - bo on się o niczym nie dowie (teoretyczie, bo ja myslę, ze musi coś już widzeć, albo zobaczy
                  zmianę w zachowaniu żony już po aborcji).
                  W sumie to dorosły człowiek - być może jest emocjonalny - wtedy pod wpływem impulsu zadziałałby w tej historii jak
                  większośc ludzi - newry, ból, itd. itp. być może jest inny, wtedy różne inne warianty są możliwe.
                  Nie znamy męża Moniki, nie wiemy jak by postapił, bo nie mamy najmniejszej wskazówki. To co wiemy to tylko
                  informacje przefiltrowane przez strach Moniki.

                  ale szczerze mówiąc ja też myślę, że w chwilach strachu i takiej sytuacji w jakiej jest Monika - ze przede
                  wszystkim ona boi sie odpowiedzialności za czyn, boi reakcji na to co zrobiła - niech i kłamstwo będzie, niech i
                  się ucieka do podstepu. To zawsze można odkręcić. A nawet niech się ciągnie, Arsena potwierdza, że może to trwać i
                  trwać - a dzięki temu dziecko jest, jest konkretny człowiek - i to jest wartość podstawowa.
                  • kasiar74 Re: Dajmy Monice czas czas na przemyślenia... 09.05.05, 17:24
                    super ale po pytaniach Miniki sprzed kliklu dni facet byłby chyba idiota jakby
                    sie nie domyslił niczego
                    • madzia1708 Re: Dajmy Monice czas czas na przemyślenia... 09.05.05, 18:29
                      faceci to przeważnie idioci ;O)
                      a na poważnie, to nie sądzę, z tego co Monika mowi, to uczciwy facet z Niego, a
                      każdy sądzi po sobie...tak myślę
    • blanqua Re: Przyznać się, urodzic czy... 09.05.05, 19:10
      Ja nadal uważam, że powinna powiedzieć mężowi. DLaczego mąż ma być tak
      oszukiwany?
      I czy taka rodzina, w ktorej żona zdradza męża, prowadzi jakby podwójne życie
      jest aż tak spojona, że ważniejsza niż życie dziecka?
      Nadal myślę,że najlepsze byloby urodzenie dziecka ale żeby mąż znał prawdę.
      Prawdę przyjmie łatwiej niż bycie okłamywanym..
      Blanka
      • kizdam47 Re: Przyznać się, urodzic czy... 09.05.05, 19:37
        CZy naprawdę uważasz, że powinna dołożyc sobie tak ogromnego stresu na następne
        8 miesięcy? Tak ważnych w jej i dziecka zyciu.
    • blanqua Re: Przyznać się, urodzic czy... 09.05.05, 20:58
      Cóż... na razie najważniejsze aby przed tym dzieciątkiem było te 8 miesięcy i
      całe dalsze życie...
      Poza tym odbieram to w takich kategoriach:
      1) powiedzenie męzowi o wszystkim = wielki stres przed i gwaltowna, silna burza
      jeżeli mąż jest tak mądry to nie będzie krzywdzil kobiety w ciąży, znęcał się
      2) zatajenie prawdy lub aborcja = długotrwały, rozciągnięty w czasie i
      narastajacy nawet stres.
      rozwiązanie 1 wydaje się trudniejsze ale bardziej korzystne. Poneiważ od
      momentu kiedy mąż wie wszystko może być tylko lepiej, nie ma oczekiwania, że
      tajemnica (albo zdrady albo zdrady i aborcji) wyda się
      Blanka
      • kapyl Skonczmy juz ta dyskusje... 10.05.05, 08:07
        Monika najwyzej podjela juz decyzje.
        Zdecydowala sie na aborcje - trudno. Nie mozna jej na sile przekonac.
        Juz nie chce slyszec o tym, ze kocha to dziecko, ale meza nie chce ranic itp.
        To bolesny watek dla wielu kobiet - przezywaja od nowa swoja droge do aborcji i
        po aborcji.
        To boli - i ta decyzja podejmowana na moich oczach tez mnie boli.
        • monikaaaaa Przepraszam Cię kapyl i Was wszystkich 10.05.05, 17:54
          • lemonna Re: Przepraszam Cię kapyl i Was wszystkich 10.05.05, 18:31
            Monika, tak czy owak, swiat sie dalej kreci,
            zyj dalej.
          • kasiar74 Re: Przepraszam Cię kapyl i Was wszystkich 10.05.05, 18:33
            nikogo nie musisz przepraszać
            to ty będziesz musiała się z tym zmierzyć
            ale nie jesteś sama
            pamietaj o tym
    • kapyl przepraszam 10.05.05, 20:35
      mnie przepraszać nie musisz
      nikogo nie musisz przepraszac
      tylko Twoje dziecko - tylko Jemu sie to ewentualnie należy
    • blanqua Re: Przyznać się, urodzic czy... 10.05.05, 21:54
      Żal...
      Bo jak się domyślam obserwowaliśmy na bieżąco przygotowania do zabicia dziecka
      smutno i żal dziecka
      ale trzymaj się Monika
      Blanka
      • monika10001 Re: Przyznać się, urodzic czy... 11.05.05, 01:44
        BYŁO POŚWIĘCIĆ CZAS MĘŻOWI I DZIECIOM RELACJE MAŁŻEŃSKIE BYŁYBY LEPSZE,CZYTAŁAM
        UWAŻNIE RADY I WSZELKIE ROZWAŻANIA -PRZERAZIŁAM SIĘ JAK MOŻNA TAK PERFIDNIE COŚ
        PLANOWAĆ A PRZEPRASZAM JAK MOŻNA BYŁO WMÓWIĆ MĘŻOWI ŻE TO JEGO DZIECIĄTKO JAK
        NIE BYŁO WSPÓŁŻYCIA.KAŻDE WYJŚCIE Z SYTUACJI KOGOŚ ZRANI A SZCZEGÓLNIE W RAZIE
        ROZPADU ZWIĄZKU WASZE DZIECI,DO TEGO "SZCZĘŚCIA" INFORMUJESZ IŻ KOCHANE JEST
        MAŁO ODPOWIEDZIALNY JAK DLA MNIE TA CAŁA SYTUACJA TO NIC INNEGO JAK
        PATOLOGIA.WASZE NAJMŁODSZE DZIECKO MA NIESPEŁNA 2 LATA I JUŻ COŚ SIĘ STAŁO ŻE
        KOGOŚ POZNAŁAŚ,ZWIĄZEK TO NIEUSTANNA PRACA A NIE SZUKANIE WRAŻEŃ NA BOKACH DLA
        MNIE TO KOMPLETNIE NIEREALNE A ZAPEWNIAM CIEBI ŻE NIE PROWADZĘ NUDNEGO STYLU
        ŻYCIA.
        • madzia1708 Re: Przyznać się, urodzic czy... 11.05.05, 08:52
          na początek prośba o nie używanie CapsLocka.

          A tak ogólnie: nie mów, że cos jest dla Ciebie nie realne, bo nie wiesz, co CIĘ
          czeka za miesiąc, dwa, czy rok.

          Ja nie widzę innego wyjścia z tej sytuacji, Monika powinna przespać się z
          własnym mężem i powiedzieć, że to jego dziecko, coż jestem perfidna..


          nie ma znaczenia ile ma najmłodsze z dzieci tego małżeństwa, popsuć się może w
          każdym momencie związku, czasami nie ma już chęci na pracę nad związkiem, są
          dzieci, praca, a czasami człowiek się poprostu zakocha i tyle. Wcale nie jest
          to szukanie wrażeń na boku, czy jak to nazwałaś PATOLOGIA

          Nie oceniaj Moniki, bo jej nie znasz i nie wiesz jaki dramat przeżywa od kilku
          dni
          • kimono24 no i co swiete ??? 11.05.05, 09:17
            i po co byla cala ta dyskusja
            nie udalo sie uratowac zycia dziecka
            bo matka wolala zabic niz powiedziec mezowi prawde

            ...

            i tak to dalej zawsze bedzie sie krecilo
            w takich chwilach trace wiare w to ze moje bolesne doswiadczenie, moj blad moze
            komus pomoze, moze kogos skloni do refleksji
            moze ktos zdecyduje ze nie, ze urodzi dzieciatko ktore w sobie nosi
            teraz placze, jest mi b. smutno
            i po co to forum
            nie jestesmy w stanie zrobic nic ..

            m
            • madzia1708 Re: no i co swiete ??? 11.05.05, 09:39
              to dziecko ciągle żyje...
              • kfef Re: no i co swiete ??? 11.05.05, 10:47
                Przeczytałam wszystkie posty, na których radzicie Monice co ma zrobić.
                Wyłania sie z tego okropny bałagan i mętlik. Myślę, że Monika nadal nie wie co
                zrobić. Jest między młotem a kowadłem. Jest dokładnie w takiej samej sytuacji
                jak my kiedyś: chciałabym, ale boje się.
                Ja kiedyś parę miesięcy przed ślubem miałam przygodę i bałam się, że zaszłam w
                ciążę. mówiłam wtedy mojemu przyszłemu mężowi, że chyba jestem w ciąży, ale nie
                urodzę. On na to dlaczego, ja mu odp.:"bo tyle brałam tabletek przeciwbólowych
                (cierpie na migreny) i bałabym się że to mogłoby zaszkodzić dziecku"
                Potraktował tę odpowiedź za wystarczającą i nie drążył tematu. już wtedy
                powinno zapalić mi się czerwone świtełko, że jemu takie rzeczy przychodzą z
                łatwością. Alarm okazał się fałszywy.
                Teraz, gdy 8 miesięcy temu dokonałam aborcji na jego żądanie, żałuję i okropnie
                i cierpię i nie mogę sobie darować tego, że to zrobiłam i nie potrafię sobie
                tego wybaczyć. Mam dwoje dzieci i trzecie już było za dużo dla mojego męża. Dla
                niego to był wrzód, który wycięłam i nie ma po nim śladu, dla mnie ogromna
                blizna. (czytaj moją historię na Blizna2-żałując aborcji).
                12 lat temu z wielką łatwością mówiłam, że usunę, teraz po dwóch ciążach
                przeżywałam największe katusze i nadal cierpię.Teraz nigdy bym tego nie zrobiła
                drugi raz!
                Nie chcę nic radzić Monice.
                Ona musi sama rozwiązać swój problem, zgodnie ze swoim sumieniem.
                Pozdrawiam Cię Moniczko i trzymam kciuki. Cokolwiek zrobisz ja to uszanuję.
                Kfef
                • monika10001 Re: no i co swiete ??? 11.05.05, 12:07
                  Caps Lock-a użyłam świadomie.Jak można uważać że nie ma się wpływu na swoje
                  życie,to może niewiadomo czy kiedyś nie napadniecie na bank,czy nie
                  zdefraudujecie pieniędzy firmy ,co to choroba nowotworowa? Litości trzeba
                  odpowiadać za swoje błędy ,dziewczyna jest tchórzem a nie między młotem a
                  kowadłem,dobrze że niektórzy mężowie i partnerzy nie czytają tego
                  forum/zazwyczja/po chyba by padli.Jak czytam niektóre pomysły to mając synka
                  wolę żeby był geyem niż mieć takie synowe,chociaż do tego daleka droga bo ma
                  3,5rż.Może takie rozwiąznie to aby mąż się o wszystkim dowiedział odebrał
                  dziecia a pani ułożyła sobie różowe życie z nieodpowidzialnym kochasiem i
                  oczywiście musiała płacić w odpowiedniej wysokości alimenty.JAK SZKODA MI TYCH
                  DZIECI!Czy ktoś pomyślał o ich psychice?
                  Kfef-ty też jak widzę jesteś w "PARTNERSKIM" związku ,jak można wybierać sobie
                  urodzę czy nie szczególnie jak jest się już matką/wydaj mi się że trudniejsz
                  decyzja/szczególnie że ty tego nie chciałaś .Co znaczy troje za dużo,przecież
                  załóżmy że dziecko pierwsze rodzi się chore to więcej pracy niż troje
                  zdrowych,to co zostajecie sami na starcie?Ludzie na jakim gruncie te związki
                  zbudowane?
                  Co się dziwić ludziom ułomnym,biednym,upośledzonym bez dzieciństwa, bez
                  przykładu że dzieci do beczek wkładają,wasze porady,zamiary i decyzje są
                  bardziej ucywilizowane bo jesteście z innej grupy społecznej niż oni ale cel
                  ten sam.
                  Nie uważam się za sklerozę absolutnie święta nie jestem tylko odpowiedzialna i
                  zakochana w mężu,kocham jego tak samo jak synka .
                  • kfef Re: Do Moniki10001 11.05.05, 12:25
                    Monika, co Ty tu robisz na tym forum. Czy wiesz co my przeżyłyśmy i nadal
                    przezywamy?
                    Jesteś w cudownym związku, kochasz męża i synka.
                    Czy przeżyłaś to, co my?
                    Przeczytaj sobie moją historię na Blizna 2, a potem mnie osądzaj.
                    Zdenerwował mnie Twój post.
                    Ile jest cudownych związków, bez problemów, kłótni i zadawania ran?
                    • kimono24 Re: Do Moniki10001 11.05.05, 12:42
                      moj taki jest ...
                      jest przez caly czas
                      nie zrobilam tego przez NIEGO
                      nie zrobilam bo zdradzilam
                      nie zrobilam ..
                      zrobilam/zrobilismy bo myslelismy ze nie wyjechalismy jeszcze tam gdzie
                      chcielismy, bo dziecko by przeszkadzalo
                      bo ja zaczynalam nowa prace
                      bo bylam tchorzem

                      teraz czesto ON ze mna placze
                      czesto ze mna jest - to on byl tym glosem wtedy kiedy podejmowalismy decyzje
                      zeby tego moze jednak nie robic, ze wlasciwie to juz jest fasolka kochana itd
                      to ja mialam opory - koniec koncow usmiercilismy nasze malenstwo ..
                      teraz jest duzo lez, smutku i strasznego zalu ze to sie stalo
                      ja przezywam teraz katusze - owszem, bo za dwa miesiace mialabym swojego
                      dzidziusia ktorego teraz bardzo pragne

                      przezylam koszmar i nadal przezywam
                      ciesze sie tylko ze moge razem z NIM
                • kimono24 Re: no i co swiete ??? 11.05.05, 12:45
                  a nie sadzisz ze powiedzial to bal sie ze moglabys urodzic chore dziecko ?

                  w ogole to mam wrazenie i coraz bardziej sie w tym utwierdzam ze KOBIETY SA
                  BEZWGLEDNE I KLAMLIWE ...
                  rady tyou - nie mow mu itd

                  -kurcze ale dziwna jazda
                  podobno jestesmy ten PUCH MARNY ...

                  dobre sobie
                  • lemonna Re: no i co swiete ??? 11.05.05, 14:34

                    laski przesadzacie z tym wjeżdżaniem na psyche, na serio.
                    trudno, stalo sie, nie jestescie w jej sytuajcii i nie wam ja oceniac.
                    nikt nie powinien nikogo oceniac.
                    ej monika, wyluzuj, tak naprawde ludzie czasem widza to co chcieliby widziec,
                    albv to czego sie boja:
                    z plodu może byc dziecko, ale przeciez to nie jest jeszcze do koncadziecko.
                    kobiety personifikuja plod, nadajac mu cechy dziecka, czlowieka, tego co
                    chcialby miec, a nie maja.
                    ludzie wyluzujcie, takich sytuacjiii jest cala masa na swiecie.
                    • lemonna Re: no i co swiete ??? 11.05.05, 14:37

                      poza tym macie żal do moniki ze zrobila to, czujecie ze " poco w takim rzie w
                      ogole pisala???'
                      haha to jest smieszne, pisala bo jej bylo zle, pomoglyscie przeciez tez jej
                      najbardziej tym ze pokazalyscie jej wasze drogi, wasze podejscie, samo to ze wy
                      tez to przezylyscie i z nia rozmawiacie jest juz pomoca, wiecta cala dyskusja
                      nie jest bezsensu jak niektorzy sugeruja.
                      • madzia1708 LEMMONA 11.05.05, 20:02
                        Monika jeszcze nic nie zrobiła. Z resztą nie Twoja broszka, wpadłaś tu jak
                        jakiś intruz i próbujesz uwiadamiać, że dziecko, to nie jest dziecko, to co to
                        jest?
                        A Ty masz dzieci? wiesz jak wygląda PŁÓD na USG w 6,7,8 tygodniu ciąży?
                        • lemonna Re: LEMMONA 12.05.05, 19:20

                          a co zawsze trzeba sie ladnie przedstawic, zalozyc nowy watek, opowiedziec swoja
                          historie bla bla bla???
                          • madzia1708 Re: LEMMONA 12.05.05, 19:49
                            zadałm Ci pytanie, a właściwie dwa pytania, odpowiedz proszę
                            • lemonna Re: LEMMONA 12.05.05, 22:31

                              nie mam dzidzi, wiem jak wyglada plod. i co z tego?
                              • madzia1708 Re: LEMMONA 13.05.05, 08:28
                                to z tego, że jak będziesz miała, to zrozumiesz, jak zobaczysz takiego
                                malutkiego ludzika na usg....
                    • martynka301 Re: no i co swiete ???ABORCJA - RAJ NA ZIEMI 11.05.05, 19:02
                      Kobieto , przerwanie ciąży to nie wyrwanie zęba!
                      Jak możesz trywializować podobne postępowanie?
                      TAK, aborcji jest cała masa na świecie- niestety i zobacz ile z tego
                      "dobra".Sama słodycz, "szczęśliwe " kobiety, "zero" przemocy, "RAJ" na ziemi!
                      Widać,że matką nie jesteś i nie wiesz co to znaczy nosić pod sercem swoje dziecko.
                      Faza płodowa jest pewnym etapem w życiu człowieka, tak jak faza przekwitania,
                      dojrzewania itp. Życie zaczyna sie w momencie połączenia dwóch komórek i jak
                      sobie chcesz tej NAUKOWEJ PRAWDY nie zmienisz. Wszystkiego Dobrego !
                  • kasiar74 Re: no i co swiete ??? 11.05.05, 14:59
                    kimono ty tez jestes kobietą
                    a tobie juz chyba calkiem grzeje dziewczyno
                    • madzia1708 Re: no i co swiete ??? 11.05.05, 15:21
                      A Ty się jej uczepiłaś.........
    • blanqua Re: Przyznać się, urodzic czy... 11.05.05, 20:46
      Monika
      jeśli to dziecko jeszcze żyje - nie rób tego
      jeszcze możesz się powstrzymać
      nie ma takiej wartości dla której warto zabić człowieka
      dla której warto zabić Twoje dziecko
      Blanka
      • mamaanieli Re: Przyznać się, urodzic czy... 11.05.05, 22:03
        Słowa mojego męża: "jednego zła nie naprawia się drugim". "Jest pewne że jak
        usunie, rozwali sobie życie. Jak nie usunie - prędzej lub później życie sobie
        ułoży. I nie jest powiedziane, że mąż ją rzuci". To tak w drugim skrócie.

        Dlaczego człowiek może zostać zabity tylko za to, że ma "niewłaściwego" ojca?

        border="0"
        src="tickers.TickerFactory.com/ezt/d/1;20711;115/st/20050924/dt/6/k/77cf/
        preg.png">Trzecia Dzidzia</a>
        • kapyl Jednego zła nie naprawia się drugim 12.05.05, 07:30
          To był naprawdę najlepszy komentarz jaki można było znaleźć
          • balbusia1 Re: Jednego zła nie naprawia się drugim 15.05.05, 12:36
            Moniczko! Ja tez uwazam,ze nie powinnas tego robic! aborcja jest rozwiazaniem
            tymczasowym, chwilowo zrzucisz z siebie odpowiedzialnosc, ale nie wytrzymasz,
            nie poradzisz sobie z tym ciezarem i opowiesz sama wczesniej czy pozniej
            wszystko swojemu mezowi, albo wpadniesz w depresje, albo maz sie po prostu
            dowie.
            Zabojstwo nie uratuje twojego malzenstwa, nie uratuje twoich dzieci.
            Masz tak naprawde dwa wyjscia: wrobic meza w to dziecko lub powiedziec mu
            prawde. Pewnie bedzie cierpial jak pies, ale mysle ze przetrzyma. Jezeli Cie
            kocha, naprawde Cie kocha to przetrzyma. Gdyby nie bylo dziecka to uwazam,ze
            lepiej jest zataic zdrade.
            Ale ono juz jest i nie zbudujesz rodziny kosztem czyjej krzywdy, a teraz
            jeszcze masz szanse, moze ta ostatnia...
            Trzymaj sie
            Balbi
    • laura_ola Re: Przyznać się, urodzic czy... 11.06.05, 09:37
      Ja mam podobna sytuacje, albo i gorsza....
      Zlożyłam juz pozew o rozwód moj mąz ze mna nie mieszka od około 3 tygodni, mamy
      3,5 letnie dziecko. Mam faceta który jest bardzo dobry i kochany. Kocha mnie i
      moojego synka. Właśnie zorientowałam sie ze jestem w ciazy. Boje sie bardzo,
      chcialam miec drugie dziecko, ale jeszcze nie teraz... Jak ja pojde z brzuchem
      na rozprawe sadowa? jestem tym przerazona...
    • aa47 Re: Przyznać się, urodzic czy... 14.06.05, 09:23
      napisz co u Ciebie? co postanowiłaś i jak się z tym czujesz? moze w taki sposób
      komuś pomożesz.. pozdrawiam
    • utka Re: Przyznać się, urodzic czy... 14.06.05, 13:12
      Straszne jest to, co chcesz zrobic z tym malenstwem.
      Wybacz, ale w glowie mi sie nie mieszcza takie rzeczy.
      Nie wiem, jak bedziesz potrafila z tym zyc - widziec na usg dzieciatko, jego
      serduszko, raczki i nozki i na zimno decydowac o jego zabiciu.
      Watpie czy Wam wszystkim wyjdzie to na dobre - tak jak juz ktos pisal jednego
      zla nie zastepuje sie innym.
    • poleczka2 Re: Przyznać się, urodzic czy... 05.07.05, 22:13
      Ja mam już dwoje dzieci i w czwartek dowiedziałam się, że jestem w ciąży po raz
      trzeci. Mąż chce abym usunęła ale ja wiem, że tego nie zrobię. Jestem tak
      przeświadczona o tym, że wolę być samotną matką z trójką niż mężatką z dwójką,
      raną w sercu i nienawiścią do męża. Wiem, mam inną sytuację. Mieszkam też za
      granicą, tutaj dostanę zasiłki, opłaty też mi opłacą za dom, tak tutaj jest.
      Nie chcę zostawiać męża i w duchu wiem, że się nie rozstaniemy, nawet jeżeli
      będę musiała przechodzić przez fazę noworodkową sama bo mąż będzie miał
      problemy z zaangażowaniem, że mogę to zrobić.
      Wolę móc spojrzeć w lustro i widzieć siebie niż tę co zabiła własne dziecko.
      Czuję się trochę tak jak musiał się czuć Oscar Schindler gdy uratował Żydów w
      czasie wojny, tylko że ja ratuję moje dziecko.
      Nie rób tego jeżeli masz wątpliwości.
      • jol5.po Re: Przyznać się, urodzic czy... 06.07.05, 17:16
        Poleczko - dużo siły
        wiem, że będzie dobrze - między Tobą i dzieckiem
        mi trzecie dziecko przyniosło ogromnie dużo radości - zaraz po urodzeniu miałam poczucie, ze stres, który towarzyszył mi przy pielęgnacji wcześniejszych dzieci gdzieś uleciał
        miałam wrażenie, że to mała laleczka, którą mogę się rozkoszować po raz kolejny, taki bonus od losu (bo jednak naokoło było 2 + 2 i mało która z koleżanke znała uczucia, które ja własnie miałam okazję odczuwać)
        im więcej wysiłku tym większa nagroda
        trzymam mocno kciuki za Twoją rodzinę i za Ciebie Jola
        • mamaanieli Re: Przyznać się, urodzic czy... 06.07.05, 21:26
          I ja również trzymam kciuki, mocno!! Wszystko się ułoży smile Powolutku.
      • olda_2 Re: Przyznać się, urodzic czy... 08.07.05, 00:04
        poleczko2
        ja nie byłam tak przeświadczona jak ty
        jesteś silną kobietą!
        byłam w identycznej sytuacji jak ty i dwa tygodnie temu usunęlam ciąże
        równiez mam dwoje dzieci i mieszkam za granicą , bardzo tego żaluję

        piszesz :"nie rób tego jezeli masz wątpliwości"
        ja je mialam
        silne argumenty męża za aborcją pokonaly moją słabość
        dwa tygodnie temu usunęłam ciąże
        żeby uratować moje dziecko jest już niestety za póżno
        mogłam powiedzieć NIE a tego nie zrobiłam , czarna pustka...


        poleczko2 podziwiam ciebie
        chciałabym być taka silna jak ty




        • olda_2 Re: Przyznać się, urodzic czy... 08.07.05, 00:17
          lekarz psycholog wszyscy mnie do tego zachęcali
          mówili : to jest dopiero szósty tydzień ...to jeszcze nic nie jestsad((
          a po zabiegu : "dobrze zrobione"

          dlaczego nie sluchałam siebie?? własnego serca??

          totalna pustka
          jestem w srodku pusta jak ta cała holandia ....
          • kizdam47 Re: Przyznać się, urodzic czy... 08.07.05, 09:22
            Ja też usunęłam w 6 tygodniu, może w 7.

            Teraz jestem w ciąży i myślę, że ten fakt uratuje mnie od psychicznego
            wyniszczenia.

            Mam dwoje dzieci, do aborcji namawiał mnie mąż, teraz też nie jest
            najszczęśliwszy z powodu ciąży, ale chyba zrozumiał, że już nie będę taka
            głupia jak wtedy, w listopadzie.

            Moje otoczenie też reagowało podobnie, że "trzeba cos wybrać", przedstawiało
            wizję patologicznej rodziny z trójką głodnych i brudnych dzieci.

            Błagam, nie przeliczajcie tego na pieniądze, bo nie da się i strzeżcie się
            błędu w postaci aborcji, bądźcie silne - nie dajcie sie mężom, mamom,
            teściowym, koleżankom pukającym się w głowę.
            • jol5.po Re: Przyznać się, urodzic czy... 08.07.05, 10:08
              >Teraz jestem w ciąży<
              Magda SERDECZNE GRATULACJEsmile)))))))))))

              >wizję patologicznej rodziny z trójką głodnych i brudnych dzieci<
              bla, bla, bla
              trójka to prześwietny układ rodzinny
              • mamaanieli do Oldy2 08.07.05, 11:12
                Jestem przeciwniczką aborcji i wolę tego czyny niczym nie usprawiedliwiać,
                jednak z tego co piszesz wynika, że ty naprawdę nie do końca podjęłaś własną
                decyzję, że byłaś do tego wręcz przymuszana. Swoją drogą... co to za psycholog
                od siedmiu boleści... Według mnie fakt, że mieszkasz w tak liberalnej, zeby nie
                powiedzieć libertyńskiej Holandii mówi też sam za siebie. Byłaś w konkretnym
                środowisku, które wrzeszczało zupełnie coś innego niż mówiło Ci sumienie.
                Czasem tak jest, że mimo chęci zagłusza się i zrowy rozsądek, i prawdziwe
                uczucia. I nie dzieje się to do końca z naszej winy.
                Przeżywasz teraz żałobę i bardzo cierpisz. Mam nadzieję, że sobie kiedyś
                wybaczysz. POzdrawiam ciepło smile
                • olda_2 Re: do Oldy2 08.07.05, 22:08
                  dziękuje tobie mamoanieli , bardzo się ciesze ,że mnie rozumiesz smile))
                  środowisko w jakim żyje bardzo bardzo miało na to wpływ
                  jestem pewna bardzo pewna ,że żyjąc w Polsce nigdy przenigdy bym tego nie
                  zrobiła ,bo w Polsce to jest nielegalne , a tutaj w Holandii szkoda pisać....
                  jeśli nie chcesz cierpieć przed śmiercią to też nie ma problemu , zastosują
                  eutanazję...
                  moze to głupie ,ale prawdą jest ,że gdyby tylko mój mąż powiedział mi : "chcę
                  to dziecko" to urodziłabym ...
                  teraz nie obwiniam jego tylko staramy się obydwoje sobie wybaczyć (nie
                  najlepiej nam idzie)
                  mam nadzieję ,że wszystko dobrze się ułoży...
                  zaczęlam powolutku zmieniać siebie i moje życie na lepsze czeka mnie dużo
                  pracy...
                  pozdrowienia
                  • jol5.po Re: do Oldy2 08.07.05, 22:53
                    powodzenia Oldo
                    • olda_2 Re: do Oldy2 09.07.05, 10:03
                      wszystkim bardzo bardzo dziękuje za słowa otuchy
                      a tobie szczególnie jol5.po
                      byłaś ze mną przed i po...
                      masz naprawde wielkie serce
                      dziękuje
                      • jol5.po Re: do Oldy2 09.07.05, 12:06
                        Oldo, jak będziesz potrzebowała, to wiesz gdzie mnie znaleźćsmile)
        • poleczka2 Re: Przyznać się, urodzic czy... 02.09.05, 22:07
          Teraz jest już dobrze (prawie 15 tydzień). Powiedziałam mężowi, że nie ciąży
          usunę i tyle. Mąż zaakaceptował moją decyzję i razem czekamy na narodziny
          trzeciego dziecka. Strasznie mi przykro z powodu tego o czym piszesz olda_2,
          bardzo mi przykro, naprawdę.
          Ja wiedziałam, że mąż nie patrzy na sprawę długo-terminowo, raczej
          krótkowzrocznie. Nie sądzę by był w stanie przewidzieć depresję w którą
          wpadłabym, bycie mamą moim dzieciom jest bardzo dla mnie ważne. Teraz nie
          rozmawiamy już o aborcji, to dziecko się urodzi, będzie jego i moje, częścią
          naszej rodziny. Będzie dobrze bo i jest już dobrze.
          Olda, wszyscy podejmujemy decyzje w życiu, czasami błędne czasami dobre. Takie
          jest życie. Będzie dobrze, zobaczysz, trzymaj się cieplutko.
          • olda_2 Re: Przyznać się, urodzic czy... 03.09.05, 09:40
            witam poleczko2
            dziękuje za dobre słowa

            Mówiłam mężowi , że ciąży nie usunę przekonywałam go ,że razem sobie
            poradzimy , chociaż miałoby być bardzo ciężko finansowo . Byłam nawet w stanie
            zapomnieć o wyjeżdzie do Polski raz w roku . Sama miałam ciężko będąc dzieckiem
            więc jestem przyzwyczajona. Poza tym również i moja mama miała pierwszą trójkę
            w bardzo krótkim odstępie czasowym więc wiedziałam co mnie czeka. Niestety mój
            mąż miał na wszystko odpowiedż . Podawał takie argumenty , że naprawde stałam
            sie głupia...ciągle płakałam bo nie wierzyłam co mój mąż gada . Nie znałam go z
            tej strony. On ciągle nalegał nalegał...Nie rozumiem jego . Chociaż widzę , że
            dla naszej dwójki dzieci jest bardzo dobrym ojcem.
            Smutne to i bardzo boli . Stchórzyliśmy oboje . On bał się biedy a ja bałam się
            powiedzieć NIE mężowi. Bałam się i nie miałam oparcia , żadnego oparcia również
            z zewnątrz...

            Nie chce już więcej o tym pisać . Chce coś zmienić... Widzę teraz wiele rzeczy
            w moim życiu których wcześniej nie widziałam ...
            • olda_2 Re: Przyznać się, urodzic czy... 03.09.05, 09:43
              tak na marginesie poleczko2 mamy dzieci w tym samym wieku smile))
              pierwszy synek 08. 2002
              drugi 03.2004

              pozdrowienia
              • poleczka2 Re: Przyznać się, urodzic czy... 03.09.05, 21:35
                Mój mąż jak dowiedział się, że jestem w ciąży to powiedział: "no to teraz nie
                będziemy mogli nigdzie jeździć ani nic robić". Nawiązywał do namiotu który
                zakupiliśmy kilka dni wcześniej. Powiedziałam mu jakie to głupie tak myśleć.
                Pewnie, mamy samochód na 5 osób, będzie ścisk, w domu też ale przeprowadzimy
                się do większego z czasem, samochód kupimy większy jak wrócę do pracy. Może
                mnie pomogło to, że jestem z natury optymistką. Jestem szczęśliwą osobą i matką
                i lubię taką być. Wiedziałabym, że aborcja by mnie zmieniła nie do poznania, że
                on i dzieci by mnie już nie znali. Że i tak bym od niego odeszła, nigdy bym mu
                nie wybaczyła. Chcę być położną lub pielęgniarką na oddziale noworodkowym,
                pracuję aby zdobyć kwalifikacje i doświadczenie, chcę osiągnąć swoje marzenia.
                Nie byłabym w stanie starać się o miejsce na takich studiach z wielkim ciężarem
                tego rodzaju.
                A w ogóle nie piszmy o tym. Trzeba nauczyć się znowu żyć i cieszyć się tym co
                się ma. Daj buziaki swoim chłopakom i nie martw się, pozdrowienia.
                • olda_2 Re: Przyznać się, urodzic czy... 04.09.05, 09:20
                  Witaj poleczko2
                  Myślę, że jesteś bardzo szczęśliwą osobą
                  Myślę również , że u boku swojego męża czujesz się jednak bezpieczna i masz
                  oparcie ...
                  u nas , pomiędzy nami , mną i mężem , w naszym życiu musiało już coś wcześniej
                  być nie tak skoro doszło do takiej tragedii ...
                  Oczywiście aborcja zmienia każdą z nas bo to tak jak zabicie cząstki siebie...

                  Życzę Tobie abyś osiągnęła swoje marzenia
                  powodzenia i pozdrowienia
            • kizdam47 Re: Przyznać się, urodzic czy... 04.09.05, 21:19
              To wszystko bardzo podobne Olda. Ja zastanawiam się codziennie, jak mam mu
              wybaczyć, skoro nawet o to nie poprosił? Ale czekam, zawsze będę czekać.

              I to co pisze Poleczka - nigdzie nie pojedziemy przez 10 lat, nic sobie nie
              kupimy, sobie i dzieciom. Zazdroszczę Ci odwagi, bo ja bez większych problemów
              potrafię zabronic mężowi wyjść na wódeczkę z kolegą (aż mnie ostatnio samą
              zdziwił brak jego sprzeciwu) ale w tak ważnej sprawie, jaka jest życie naszego
              dziecka nie potrafiłam obronić swojego stanowiska. I co to dało? To, że urodze
              dziecko o pół roku później.
              Ktos kiedyś napisał, że kobieta od poczatku kocha swoje dziecko (nawet jeśli w
              danej chwili go nie chce) i instynktownie zaczyna bronic jego życia. Bo tylko
              ona jest jego matką. A mężczyźni to często panikarze i histerycy.

              Mój chyba coś tam zrozumiał, bo nawet kilka razy zapytał, czy Michał mnie
              kopiesmile

              Pozdrawiam Was.
              • madzia1708 Re: Przyznać się, urodzic czy... 04.09.05, 22:14
                Madziu
                surprised) nie wiem co napisać....cieszę się, ze bedziesz miała BAMBOSZA surprised) i
                wiesz.....chyba lubie TWojego męża..
                Pozdrawiam Twojch Facetów i Ciebie...
                • madzia1708 Re: Przyznać się, urodzic czy... 04.09.05, 22:17
                  TWOICH!!!!! ale ze mnie BAMBUCZA <lol2>
                  • monikaaaaa Re: Przyznać się, urodzic czy... 04.09.05, 22:49
                    przesyłam Wam wszystkim serdeczne pozdrowienia, codziennie sobie obiecuję, że
                    przestanę tu przychodzic, ale nie potrafię i codziennie tu jestem.
                  • kizdam47 Re: Przyznać się, urodzic czy... 05.09.05, 21:31
                    To jak w końcu: Bambosza czy Bambuczesmile)?

                    Dzisiaj jestem w lepszym humorze, chociaż wizyta u pana doktora nic nowego nie
                    wniosłą, prócz zwolnienia na miesiąc. Uff, odpocznę, poucze się, jak Bambucza
                    mi pozwoli.
                    Usg się znów psuło, nie liczyło terminu i w ogóle kupa kobiet w ciąży, bo
                    doktor pierwszy dzien po urlopie był.

                    Pozdrawiam.
    • okruszek100 Re: Przyznać się, urodzic czy... 10.07.05, 00:52
      chcialam sie dopisać, ale mnie wywalilo na początek postu, gdzieś na goręsad nie
      umiem tego przenieść, niestety..Ale wiem,że wszystko się jakoś da
      poukladać.Jesli sie chce...
    • aatoja Re: Przyznać się, urodzic czy... 03.08.05, 09:36

      Dziewczyny z Monika? Czy ktoras cos wie???????
      • demoniczna27 Re: Przyznać się, urodzic czy... 03.08.05, 11:24
        pewnie usunęłasad i już tu nie zagląda
      • mama_kakaszka Re: Przyznać się, urodzic czy... 03.08.05, 19:01
        Zaglądała jeszcze nie dawno, mam nadzieję, że u niej dobrze tzn. że nie
        wydarzyło się nic innego, że znalazła spokój

        link do wątku, w którym ostatnio sie pojawiła


        Moja druga połówka choruje - moje forum
      • monikaaaaa jestem z Wami cały czas 03.08.05, 19:35
        jestem tu codziennie, usunełam ciążę, pisałam chyba, nie pamiętam. Jest
        strasznie cięzko. Przyjaciel namawia mnie na wizytę u psychologa i jestem
        zdecydowana skorzystać z tego. Ojciec dziecka nie kontaktuje się ze mną, a mój
        mąż nadal nic nie wie. Mnie to z dnia na dzień coraz bardziej męczy, że nie
        mogę mu tego powiedzieć. NIe jest między nami najlepiej. Mam wyrzuty sumienia
        wzgledem dziecka, siebie, jego, moich dzieci. Czasem jak jest fajnie, to łapię
        się na tym że nie powinnam sie śmiac po tym co zrobiłam. NIe umiem normalnie
        życ. Popadam z (ze) skrajnosci w skrajność.Czasem myślę, że nic się nie
        wydarzyło, że to tylko moja wyobraźnia, a zaraz potem przeżywam to znowu i nie
        mogę zapanować nad emocjami.
        • e2005 Re: jestem z Wami cały czas 03.08.05, 20:08
          Może rzeczywiscie psycholog by się przydał ale on za Ciebie życia nie
          przeżyje,problemów nie rozwiąże, co najwyżej wróci wiarę w siebie i ludzi- ale
          to bardzo duzo. Idź jeśli możesz i jeśli Cię stać.
          • monikaaaaa Re: jestem z Wami cały czas 03.08.05, 20:53
            jeśli on mi nie pomoże, to ja sama sobie nie poradzę. Chcę uratowac swoje
            małżeństwo i może właśnie w ten sposób. Bardzo bym chciała.
            To nie byłyby prywatne wizyty. Nie płaciłabym za nie, bo chyba o to chodziło.
            Pozdrawiam
            • madzia1708 Re: jestem z Wami cały czas 03.08.05, 22:34
              surprised)
              • mamaanieli Do Monikaaaaa 03.08.05, 23:13
                Koniecznie idź do DOBREGO psychologa - zrób to dla swojej rodziny - dzieci,
                męża, no i siebie. Zepsułaś coś, ale nie pozwól sobie zepsuć do końca.
                Serdecznie pozdrawiam i myślę. Agata
                • aatoja Re: Do Monikaaaaa 04.08.05, 17:00

                  Idz Monisia, idz. Napewno w jakis sposob Ci to pomoze, odnajdziesz siebie.
                  Trzymam kciuki!!
    • madzia1708 Monikaaaa 26.08.05, 11:00
      co u Ciebie? nic się nie odzywasz ostatnio...
      pozdrawiam
    • ainoa do monikaaaaa 07.09.05, 22:23
      Nie wiń się za tę decyzję. Ja jestem przekonana, że wybrałaś mniejsze zło.
      Błędną decyzją było związanie się z tym mężczyzną i niefrasobliwe z nim
      współżycie. Ciąża i jej przerwanie były jedynie konsekwencją tego pierwszego
      błędu. Każda decyzja w tak trudnym przypadku jak Twój, wiązałaby się z jakimś
      cierpieniem. Ty postanowiłaś walczyć o osoby, które kochasz. Wiem, że łatwo się
      to mówi a dużo trudniej zrealizować w praktyce, ale nie powinnaś rozmyślać
      teraz o tym co było, ale cieszyś się tym, że jesteście wszyscy razem i się
      kochacie (mogło tak nie być...). Jesteś panem swojej przyszłości, teraz wiesz
      jak sprawić, żeby podobna sytuacja nie miała już nigdy miejsca i możesz o to
      zadbać.
      • monikaaaaa Re: do monikaaaaa 07.09.05, 23:54
        dziękuję Ci. Staram sie pozbierać ale to trudniejsze niż myslałam. Nie umiem
        sie cieszyć z niczego. A najgorsze jest to, że jak się śmieje, to potem mam
        wyrzuty sumienia, bo nie powinnam. Mam siebie samej dość.
        • jol5.po Re: do monikaaaaa 28.09.05, 11:23
          Monika, napisałaś na wątku obok:
          >monikaaaaa 26.09.05, 20:01 + odpowiedz
          >nie ma takich sytuacji, gdzie byłoby TYLKO jedyne wyjście. (...) Mówię tak, bo >kilka miesięcy temu myslałam tak samo jak Ty.

          co się zmieniło, jak postrzegasz teraz Twoją sytuację, jak postąpiłabyś, gdybys mogła decydować raz jeszcze
          co doskwiera Ci najbardziej, czy Twój mąż wie o sprawie czy nadal nie??
          • monikaaaaa Re: do monikaaaaa 29.09.05, 23:30
            żałuję, ze od niego nie odeszłam. Doskwiera mi samotność, że cały czas kłamię,
            że ludzie wokół uważaja mnie za dobra matkę dwóch dziewczynek, a to nie
            prawda!!! jest strasznie
            • jol5.po Re: do monikaaaaa 30.09.05, 14:44
              to znaczy, że kierowała Tobą raczej litość i żal, niż uczucie do męża, ze raczej nie jest to najlepszy ze związków dla Ciebie??
              Że być może wtedy paradoksalnie była większa szansa uzdrowić sytuację niż teraz kiedy wydarzyło się tak dużo, że odkręcenie tego wydaje sie bardzo karkołomne?

              Moniko trzymaj się
              nie wiem nawet czy ten radzony psycholog może tutaj pomóc, bo jak obcemu facetowi opowiadać niuanse tej całej historii

              a może zacząć od początku, poukładać sobie to wszystko tylko teraz na całkowice czystych i przejrzystych zasadach
            • magjanic Re: do monikaaaaa 07.10.05, 19:03
              Ależ Ty na pewno jesteś dobrą matką!!!!!!!! Dlaczego to miałaby być nieprawda?
              • monikaaaaa Re: do monikaaaaa 07.10.05, 20:02
                zaskoczyło mnie to tak bardzo, że nie wiem co bym powiedziała, gdyby to pytanie
                było skierowane do mnie kilka miesięcy wcześniej. To byłoby wyjście z sytuacji,
                ale bałabym się, ze nie potrafiłabym oddać tego dzieciątka, mojego przecież. To
                jest trudniejsze z każdym dniem, sytuacja naprawdę mnie przerasta.
    • gusia422 Re: Przyznać się, urodzic czy... 07.10.05, 10:40
      Urodz a ja z mężem adoptujemy Twoje dziecko powiedz mężowi że zgodziłaś się
      zostać mamą zastępczą dla swojej nie mogącej mieć dzieci przyjaciółki
      • madzia1708 Re: Przyznać się, urodzic czy... 07.10.05, 11:50
        czytałaś cały ten wątek? widziałaś kiedy był napisany pierwszy post?
      • monikaaaaa Re: Przyznać się, urodzic czy... 07.10.05, 18:08
        tego sie nie spodziewałam...
      • mysza64 Re: Przyznać się, urodzic czy... 07.10.05, 19:55
        Kobieto, czy Ty nie przesadzasz?
        Rozumiem, ze chcesz mieć dziecko, ale przynajmniej czytaj o co tu chodzi!!!
        Musisz być baaardzo zdesperowana...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka