aborcja w Anglii - refleksja

22.04.06, 16:58
zawsze uwazalam ze zakaz aborcji w Polsce jest bez sensu - ale kiedy
zetknelam sie z tym zjawiskiem w Anglii to troche zmienilam zdanie. moja
znajoma przespala sie z Anglikiem i zaszla w ciaze (dodam ze miala w Polsce
chlopaka!!) choc ta sytuacja wydawala mi sie chora poszlam z nia zeby
tlumaczyc lekarzowi bo ona niewiele po angielsku rozumie . okazalo sie ze
skrobanke w Anglii latwiej zrobic niz wyrwac zeba, jest milo, darmowo i
komfortowo, pelna dyskrecja, nikt Cie nie ocenia, za 2 godziny idziesz do
domu. pelen luz!!! moja znajoma nie odczula zadnego dyskomfortu psychicznego
czy fizycznego, do tego w pracy prawie wszystkie jej kolezanki mialy 'zabieg'
jak to nazywa, i do tego nadal sie z tym kolesiem umawia. nie rozumie
dlaczego ja potepiam. nadal nie popieram calkowitego zakazu aborcji ale mam
nadzieje ze do takiej patologicznej sytuacji jak w Anglii w POlsce nie
dojdzie. chorzy ludzie czekaja miesiacami na operacje a zwykla k... pozbywa
sie bezbolesnie 'problemu' i bawi sie dalej.
    • olamka1 Rozdmuchanie problemu 24.04.06, 09:37
      Mi nasunela sie natomiast taka refleksja...

      Ze byc moze te straszne doly psychiczne, te nieodwracalne zmiany w psychice
      kobiety, ktora usunela ciaze... te wyrzuty sumienia, te mysli samobojcze... to
      pieklo, ktore przechodzi PO ABORCJI na ktora sie zdecydowala ....wlasnie
      PODKRECA potem to napietnowanie jej, ze to zrobila...??? Ze zaczyna czytac,
      ogladac zdjecia... . I ROZPACZ narasta... . Jesli kobieta juz to ZROBILA i
      podjela decyzje to moim zdaniem latwiej jej bedzie z tym w Anglii... latwiej
      sie POZBIERA i nie zatruje sobie reszty zycia... . W Polsce bedzie do konca
      zycia walczyla z poczuciem, ze jest MORDERCZYNIA... w Anglii jej okaleczenie
      psychiczne po zabiegu - bedzie mniejsze. Jesli nie traktujemy problemu jako
      KARY dla kobiety, ze dokonala aborcji w sensie: ZROBILAS TO TY MORDERCZYNIO TO
      TERAZ DOBRZE CI TAK - MASZ ZA SWOJE I CIERP!!! to podejscie angielskie dla
      kobiety ktora dokonala aborcji - nie wtepcze jej jeszcze bardziej w poaborcyjna
      depresje...
      • malpolid Re: Rozdmuchanie problemu 24.04.06, 14:49
        A czy to ważne czy stało sie to w Anglii czy w Polsce ?
        Aborcja jest aborcją. Jest największa krzywdą jaką mozna wyrządzić kobiecie i
        jej dziecku.
        • olamka1 Re: Rozdmuchanie problemu 24.04.06, 16:37
          Tak, tylko chodzi o podejscie OTOCZENIA do niej oraz warunkow w jakich sie
          odbyla. Jesli otoczenie napietnowuje, warunki sa STRASZNE , nawet nie chodzi o
          to, ze zle higienicznie tylko PSYCHICZNIE - czujesz sie jak zbrodniarka to
          wtedy szkody psychiczne dla kobiety sa GORSZE!!!
          • kizdam47 Re: Rozdmuchanie problemu 25.04.06, 08:25
            Zasadniczo zgadzam sie z Olamka1, w naszym kraju podejście do problemu aborcji
            jest specyficzne, głównie ze względu na jej nielegalność. Prawdą jest, że nasze
            poglądy i samopoczucie w jakimś tam - mniejszym lub większym stopniu
            kształtowane jest przez nasze otoczenie.

            Uważam więc - podobnie jak Olamka, że zdrowia dla kobiety, która poddała się
            aborcji ma znaczenie, w jakim otoczeniu żyje.

            Pozdrawiam.
        • reniatoja Re: Rozdmuchanie problemu 24.04.06, 20:40
          Nie uwazam, że aborcja jest najwiekszą krzywdą, jaką można wyrządzic kobiecie i
          jej dziecku. Są większe krzywdy - np wielomiesięczne znecanie się nad
          niemowlętami nieraz aż do zakatowania ich, gwałty latami uprawiane w
          małżeństwach lub konkubinatach, molestowanie seksualne dzieci, znęcanie się
          psychiczne nad kobietami. Wiele jest gorszych krzywd niż aborcja.
    • emkz Re: aborcja w Anglii - refleksja 05.05.06, 23:22
      chodzi raczej nie o warunki, tylko o to, że w Anglii zaczynają traktować aborcje
      jako srodek antykoncepcyjny...
      I to jest najgorsze, nie chodzi o rozdrapywanie ran, tylko ot stało się to niech
      się odstanie, przecież tu tak łatwo się żyje...
      • natalya20 Re: aborcja w Anglii - refleksja 19.05.06, 10:01
        mieszkalam jakis czas w holandii i musze powiedziec z etam tez mozna "od reki"
        usunac ciaze, jednak zauwazylam ze jednak wiele ludzi podchodzi do tego
        powaznie, nie tak hop....wiele mlodych dziewczyn usowa jednak ciazy i szczerze
        mowiac nie trafilam tam jeszcze na taka ktora by zalowalasad a nawet opowaidaly
        o tym z ulga, bo wpadka z kims przypadkowym, bo praca, bo chca sie wyszales.
        musze powiedziec rowniez z epoznalam tam 2 kobiety(staly sie mi bardzo bliskie)
        ktore w mlodosci usunely ciaze(jedna bo miala 16 lat, druga bo akurat
        rozwodzila sie z mezem) teraz prawie po 15 latach od tych wydazen maja
        szczesliwe rodziny i z ulga mi opowiadaly ze tak postapily....nie potepiam
        ich...moze troche z byt pochopnie napisalam ze zulga ale nie zalowaly...w
        kazdym razie wiekszosc kobiet z ktorymi o tym rozmawialam byly po 30 i wlasnie
        najczesciej w tym wieku usowaly ciaze...nie mlode nastolatki...
        odnioslam wrazenie, ze jednak malo ludzi sie na to decyduje i jednak mimo
        wszystko nie podchodza do tego z taka latwoscia
    • reniatoja Re: aborcja w Anglii - refleksja 19.05.06, 10:15
      nikolettajasnowlosa napisała:

      > moja znajoma nie odczula zadnego dyskomfortu psychicznego
      > czy fizycznego, do tego w pracy prawie wszystkie jej kolezanki mialy 'zabieg'
      > jak to nazywa,

      W tej Anglii nie słyszano o zapobieganiu ciąży? Aborcja to powinien być jakiś
      margines, a nie proceder powszechny tak, ze "prawie wszystkie kolezanki" go
      mają za sobą. Nie rozumiem tego. Nie wiem, wsród moich znajomych prawie zadna
      nie miała aborcji, a nie mają po siedmioro dzieci, naprawdę. Jak to jest, czym
      łatwiejszy dostęp do aborcji, tym większe olewanie antykoncepcji?
      • emkz Re: aborcja w Anglii - refleksja 21.05.06, 20:51
        olewanie antykoncepcji, bo i tak im państwo w ten czy inny sposób pomoże
        • spokofacet Re: aborcja w Anglii - refleksja 22.05.06, 15:50
          ciag logiczny jest taki - wieksza dostepnosc antykoncepcji -> wiecej aborcji ->
          mniejsze zainteresowanie antykoncepcja -> zwiekszenie liczby mlodocianych
          matek -> zwiekszony odsetek par bezplodnych -> itd. Neverending story... Ten
          idiotyczny proceder mozna przerwac jedynie poprzez ksztalcenie mlodych, uczenie
          ich skad sie wzieli na tym swiecie i co sie dzieje w ich organizmach. jesli
          mlody chlopak np. wie ze przez 5 lat od pierwszej miesiaczki jego dziewczyny,
          kazde wspolzycie moze zakonczyc sie hodowla chlamydii czy innego swinstwa ktore
          obierze jej mozliwosc macierzynstwa na zawsze to bedzie inaczej traktowal swe
          przyjaciolki.
    • poleczka2 Re: aborcja w Anglii - refleksja 31.05.06, 22:02
      Mieszkam w Anglii i ostatnio w prasie i mediach pojawiły się wiadomości o tym,
      że jedna trzecia aborcji odbyła się w domu w zeszłym roku przy użyciu pigułki
      wczesnoporonnej. Kobieta dostaje kilka tabletek w szpitalu, idzie do domu i
      czeka na poronienie. Potem musi to co pozostało zapakować i pozbyć się, jak się
      to odbywa to nie wiem, chyba nie wkłada tego do worka na śmieci! Ludzie też
      pozbywają się nienarodzonych dzieci jak dowiadują się, że płód ma jakieś wady,
      często korygowane prostą operacją, np. błonę między palcami, zajęczą wargę,
      szpotawe nogi czy dodatkowy palec lub jego brak. Chyba już nigdy nie spojrzę na
      problem aborcji tak samo. USG często jest wyrokiem śmierci dla płodu. Smutno
      mi, że ludzkie życie dla niektórych nie ma żadnej wartości.
Pełna wersja