Dodaj do ulubionych

aborcja a niepłodność

18.06.07, 10:08
chciałabym, aby kobiety, które stoją przed tą niezwykle trudną decyzją
spojrzały na aborcję od strony osoby, która nie może mieć dzieci. Może to Wam
pomoże w podjęciu decyzji

Wraz z mężem nie możemy mieć dzieci, zdecydowaliśmy się na adopcję i mamy
cudownego synka. Gdyby nie kobieta, która mimo wszeklich przeciwności losu
zdecydowała się go urodzić, nie moglibyśmy cieszyć się rodzicielstwem. I do
końca życia będę jej wdzięczna za to, że urodziła mojego syna i tak będa o
niej opowiadać synkowi - o jego pierwszej mamie i jej darze życia.
Teraz czekamy na drugiego adoptusia i z uwagi na nasz młody wiek i malutkie
dziecko wiemy, że będzie to niemowlę. najprawdopodobniej po raz drugi
zostaniemy rodzicami na początku 2008r. (taki jest okres oczekiwania na małe
dziecko w naszym ośrodku adopcyjnym). Wiem, że moje dzieciątko zagościło już
w brzuchu u swojej pierwszej mamy, może ona jeszcze nic o nim nie wie, a może
wie i teraz rozważa aborcję. I każdego dnia myślę o niej i proszę ją, aby
zdecydowała się urodzić moje dziecko, mojego synka lub córcię. Aby
zdecydowała się na ten dar życia, aby nasza rodzina mogła być pełna.

Jeśli któraś z Was rozważa - aborcja albo oddanie dziecka do adopcji, to
proszę Was, podarujcie swojemu dziecku największy z darów - dar życia, a
obcym Wam osobom - dar rodzicielstwa. Może do tego zostałyście w tej chwili
powołane, aby pomóc obcym Wam osobom, których zapewne nigdy nie poznacie.

Jestem przekonana, że żaden z rodziców adopcyjnych nigdy nie powie złego
słowa na pierwszą mamę swojego dziecka i nauczy go szacunku dla niej i dla
podjętej przez nią decyzji. A Wasze dziecko nie będzie długo czekało na
nowych rodziców, bo kolejka rodziców chętnych do adopcji (zwłaszcza
niemowlęcia) wydłuża się z roku na rok...
Obserwuj wątek
    • margotka28 Re: aborcja a niepłodność 18.06.07, 12:30
      Piękne jest to co napisałaś. Cieszę się, że są dobrzy ludzie. Ale napisz mi,
      czy byłabyś skłonna zaadoptować niemowlę np: z zespołem downa lub porażeniem
      dziecięcym? Albo jakąś inną ciężką chorobą genetyczną?

      Niestety takie dzieci w większości przypadków skazane są na pobyt w placówce a
      w starszym wieku w domu opieki.
      Pozdrawiam
      • jkl13 Re: aborcja a niepłodność 18.06.07, 12:44
        Oczywiście, że w przypadku dzieci chorych sytuacja jest zupełnie odmienna. Mi
        raczej chodziło o kobiety, których ciąża przebiega prawidłowo, dzieci rosną
        zdrowo, a one zastanawiają się nad aborcją z przyczyn ekonomicznych, rodzinnych
        lub gdy ciąża jest np. wynikiem gwałtu.
        Przy kwalifikacji do adopcji zaznaczyliśmy z mężem, że dziecko ma być zdrowe (z
        ewentualnymi lekkimi chorobami wykrytymi u rodziców biologicznych, typu
        alkoholizm, lekkie upośledzenie umysłowe, alergia, wady wzroku). Tak z wyboru
        nie chcieliśmy, aby nasze dziecko było chore, jak każdy z rodziców marzyliśmy o
        zdrowym dziecku. Natomiast gdybym urodziła chore dziecko, to wiem, że
        podjęłabym się trudu jego wychowania i opieki nad nim. Przy adopcji jednak się
        na to nie zdecydowałam...
      • nati1011 Re: aborcja a niepłodność 18.06.07, 14:12
        Uczciwie ci powiem, że zarówno decyzja o adopcji, jak i oddanie swojego dziecka
        innym rodzicom wymaga ogromnej odwagi i wielkiej miłości. To nie są proste
        decyzje. dla żadnej ze stron.

        W naszej (polskiej) sytuacji finansowo organizacyjnej (gdy rodzice chorego
        dziecka nie moga liczyć właściwie na nic) decyzja o adopcji chorego dziecka to
        już prawdziwy heroizm. Ale wielu rodziców podejmuje ten trud w odniesienu do
        własnego dziecka. Na pewno wiesz, ale przeważnie o chorobie dziecka dowiadujemy
        się już po jego urodzeniu. Czasami po kilku latach. nikt nie pomyśli nawet o
        zabiciu chorego dziecka. I tylko nieliczni rodzice zostawiają te dzieci.
        Większość z ogromnym poświęceniem stara się ulżyć ich losowi. Często też matki
        zostają same z chorymi dziecmi, bo wielu panów nie wytrzymuje ogromnego cieżaru
        i stresu jaki towarzyszy chorobie dziecka. Tym większy szacunek i podziw należy
        się ludziom, którzy adoptują chore dziecko - a jest ich też sporo. Sporo tych
        dzieci trafia tez do adopcji zagranicznej, co często też daje im szanse na
        lepszy rozwój i lepszą opiekę medyczną.

        Nie odważyłabym się powiedzieć kobiecie oczekującej na narodziny ciężko chorego
        dziecka: "Musisz urodzić, a potem wszystko się ułoży". Jaką pomoc mogę jej
        zaoferować? Nawet jeżeli otrzyma pomoc finansową, to ona będzie musiała całe
        noce spedzać przy łóżeczku chorego dziecka, to ona będzie cierpieć patrząc na
        wykrzywioną z bólu twarzyczkę. To ona będzie skazana na pracę 24 godziny na
        dobę. Każda kobieta musi podjąć tą decyzję z pełną swiadomością. Mam jednak
        świadomość, że tylko decyzja o przyjęciu chorego dziecka jest tą właściwą.
        Tylko ta dzecyzja - choć czasem najtrudniejsza w życiu daje właściwe owoce.
        Usunięcie ciąży nie rozwiązuje problemu. Rodzi tylko nowe. I nie jest prawdą,
        że konsekwencje tej decyzji ponosi tylko matka. Decyzja o aborcji odbija się na
        całej rodzinie i otoczeniu. wszyscy cierpią. Choć w różny sposób.

        Jest jeszcze jedna - bardzo ważna kwestia. Diagnostyka prenatalna opiera się w
        ogromnej mierze na przypuszczeniach - nie na pewności. Osobiśie przerabiałam
        stwierdzenia lekarzy, że moje dzieci są chore. W pierwszej ciaży lekarz
        stwierdził wręcz zamartwicę, przez 8 miesięcy wysłuchiwałam coraz gorszych
        prognoz. Że dziecko się nie rozwija, że może ja ćpam, albo coś jeszcze
        gorszego, bo ta ciąża to nic normalnego. w drugiej stwierdzono wadę serca u
        synka. Oboje dzieci urodziło się zdrowych. Leżąc na patologi, spotkałam wiele
        dziewczyn, które czekały na narodziny cieżko chorego dziecka, a rodziło się
        całkiem zdrowe. U innych zaś mimo wielu badań nie zauważono bardzo poważnych
        wad. Oczywiście nie zawsze można oczekiwać na cud czy błędną diagnozę, ale ile
        kobiet zdecydowało się na przerwanie całkiem zdrowej ciaży?

        Nie zawsze jest łatwo. Czasem trzeba się wspinać pod bardzo stromą górę, gdzie
        każdy nieostrożny krok prowadzi ku przepaści. I nie zawsze pozornie łatwiejsza
        droga jest tą własciwą. Ale wśród wielu dróg zawsze jest przynajmniej jedna
        właściwa. Tylko my nie zawsze potrafimy ją dostrzec w ciemności. Każdy z nas ma
        za sobą wiel niewłasciwych wyborów. czasem uda nam się wrócić na dobrą drogę, a
        czasem - tuż za nami - wali się most, po którym włąśnie przeszliśmy i można juz
        tylko iść dalej, mając nadzieję, że za jakiś czas znowu trafimy na swój szlak.
        I wiem, że nawet jak się zgubię, to gdzieś na rozdrożu będzie czekał ktoś, kto
        poda mi szklankę wody i podpowie gdzie iść dalej. Matka, przyjaciel, a może
        ktoś całkiem obcy...
        • jkl13 Re: aborcja a niepłodność 19.06.07, 07:34
          nati1011 napisała:

          > Uczciwie ci powiem, że zarówno decyzja o adopcji, jak i oddanie swojego
          dziecka
          >
          > innym rodzicom wymaga ogromnej odwagi i wielkiej miłości. To nie są proste
          > decyzje. dla żadnej ze stron.

          A ja właściwie nie rozumiem, skąd bierze się pogląd, że decyzja o adopcji
          wymaga wielkiej odwagi. Bo że wymaga miłości, to zrozumiałe, ale wcale nie
          większej niż rodzic może ofiarować swojemu dziecku (także biologicznemu). Moim
          zdaniem to decyzja o oddaniu dziecka do adopcji jest aktem odwagi, ale już o
          adopcji nie.
          Może na moim przykładzie... O tym, że nie możemy mieć dzieci dowiedzieliśmy się
          już pół roku po ślubie (na szczęście). "Na szczęście" także nasze wyniki były
          na tyle złe, że od razu było wiadomo, że tylko zabieg in vitro daje nam szanse
          na biologiczne rodzicielstwo. Uniknęliśmy dzięki temu wielu niepotrzebnych i
          kosztownych badań. Utknęliśmy jednak na badaniach genetycznych, które u męża
          wyszły niejednoznacznie, trzeba je było powtarzać. Jednak nasza chęć posiadania
          dziecka była tak duża, a in vitro nie jest zbyt pewną metodą, że zdecydowaliśmy
          się na adopcję. Zresztą o możliwości adopcji dziecka rozmawialiśmy z mężem
          jeszcze przed ślubem, nie wiedząc o naszych problemach.
          I dla żadnego z nas nie był to akt odwagi, w ogóle nie rozpatrywaliśmy tego w
          tych kategoriach. Po prostu chcieliśmy mieć dziecko, pełną rodzinę. I tyle.
          Była to raczej naturalna kolej rzeczy, a że w naszym przypadku szansą na
          posiadanie dziecka była adopcja, więc to był następny krok w naszym życiu.

          Po prostu para, która spotyka się z problemem niepłodności, a do tego pragnie
          dziecka dla samego dziecka, a nie dla tego, by zostawić po sobie następcę,
          spełnić swoje ambicje, oczekiwania rodziny itp. dochodzi do takiego etapu,
          gdzie nie liczy się sposób, w jaki urodzi się dziecko, ale sam fakt, że będzie
          się miało dziecko, czy to biologiczne, czy adoptowane. I nie ma w tym ani
          odrobiny odwagi. Przynajmniej tak to wyglądało u nas.
          Podobnie decyzja o adopcji drugiego dziecka była dla nas oczywista i nawet się
          nad nią nie zastanawialiśmy. Po prostu naszym marzeniem jest posiadanie dwójki
          dzieci i to marzenie staramy się zrealizować w sposób, w jaki nam Bóg pozwala.
          Bo ja wierzę, że w tym, że nie możemy dzieć dzieci biologicznych, jest jakiś
          cel. Tak samo jak był nam przeznaczony Kuba, tak samo czekamy na drugiego
          adoptusia. Do tego naprawdę nie trzeba odwagi, a jedynie miłości.
          • nati1011 Re: aborcja a niepłodność 19.06.07, 08:48
            > A ja właściwie nie rozumiem, skąd bierze się pogląd, że decyzja o adopcji
            > wymaga wielkiej odwagi. Bo że wymaga miłości, to zrozumiałe, ale wcale nie
            > większej niż rodzic może ofiarować swojemu dziecku (także biologicznemu).
            Moim
            > zdaniem to decyzja o oddaniu dziecka do adopcji jest aktem odwagi, ale już o
            > adopcji nie.

            Ja spojrząłam na adopcję z punktu widzenia osoby, kóra może mieć "biologiczne"
            (nie cierpię tych określeń) dzieci. Od zawsze chciałam oprócz swojego dziecka
            wziąć przynajmniej jednego malucha od innej mamy. Okazało się to nie takie
            proste. W naturalnych warunkach rodzicem zostajesz nie do końca świadomie. Po
            prostu zostajesz postawiony przed faktem dokonanym. Niby planujesz, chcesz, ale
            nigdy nie wiesz, kiedy TEN moment następuje. Decyzję o adpocji trzeba już
            podjąć całkiem na trzeźwo. I mając już swoje dzieci, wiesz co cię czeka. Jakie
            problemy, kłopoty.... Jak pomyślę ile błędów wychowawczych już popełniłam.
            Dodatkowo w polskich warunkach jest to decyzja o założeniu rodziny
            wielodzietnej. A temu nie sprzyja ani sytuacja materialna, ani społeczna. Jak
            mi powiedziano jakie warunki musze spełnić jako rodzina zastępcza, to myślałam
            że śmiechem zabiję te urzędniczki. Naprawdę nie rozumeiem, dlaczego adoptowane
            dziecko nie moze byc w jednym pokoju z moim własnym.

            Nie da sie rozwiązac problemu sierot społecznych bez udziału rodzin, które mogą
            mieć swoje dzieci. Przynajmniej w najbliższym czasie. jezęli chcemy, by
            zniknęły domy dziecka, musi się zmienić nastawienie całego społeczeństwa.


            > Podobnie decyzja o adopcji drugiego dziecka była dla nas oczywista i nawet
            się
            > nad nią nie zastanawialiśmy. Po prostu naszym marzeniem jest posiadanie
            dwójki
            > dzieci i to marzenie staramy się zrealizować w sposób, w jaki nam Bóg
            pozwala.
            > Bo ja wierzę, że w tym, że nie możemy dzieć dzieci biologicznych, jest jakiś
            > cel. Tak samo jak był nam przeznaczony Kuba, tak samo czekamy na drugiego
            > adoptusia. Do tego naprawdę nie trzeba odwagi, a jedynie miłości

            Widzisz, a ja już mam dwójkę. Kolejne dziecko byłoby trzecie. A należałoby się
            liczyć, że będzie mieć jakieś rodzeństwo (Ja myślałam o kilkulatku. A u nas nie
            rozdziela się rodzeństw i często dzieci są "do wzięcia w pakiecie"). No i musze
            się liczyć, z możliwościa pojawienia się jeszcze jednego
            dziecka "bilogicznego". W końcu zostąło mi jeszcze prawie 20 lat "okresu
            produkcyjnego". A to już tworzy rodzinę z 5-6 dzieci. Nie musze jeździć na
            kanary, ale jeść trzeba dzieciom dać. A w polskich realiach nie jest to takie
            proste zadanie. Właśnie wczoraj oglądałam reportaż o rodzinie, której zabrano 2
            dzieci "zastępczych", bo ojciec stracił pracę. Matka zrezygnowała z pracy, bo
            jedno z wziętych dzieci było specjalnej troski. To jest dopiero dramat. Łatwiej
            dzieci umieścić w domu dziecka, niż pomóc rodzinie.

            Nie chcę nikogo zniechęcać do adopcji. Raczej jest to krzyk rozpaczy pod
            adresem naszych władz. Bo to nie prawda, że dzieci są prywatna sprawą rodziców.
            Tylko draństwem i podłością można nazwać system podatkowy, który rodzinę z 3
            dzieci i opiekującą się nimi matkę karze 30-40% podatkiem dochodowym, bo jako
            jedyny w europie nie pozwala na rozliczanie dochodów z uwzględnieniem liczby
            osób w rodzinie. Przedszkole jest czynne do 16. Ostatnio mój 3-latek wylądował
            po raz 6 w szpitalu z powodu duszności przy zapaleniu krtani, a pani doktor
            stwierdziłą, że to jeszcze nie jest stan przewlekły i za leki mam zapłacić
            100%, bo nie należy mi się recepta dla osób przewlekle chorych. Mimo iż
            przypisąła mi leki, które daje się tylko w przypadku napadów astmy. Niedawno w
            moim mieście otwarto piękny ogród, z placem zabaw, a jakże. Tylko że dojście i
            alejki mają po kilka schodków. nikt nie zrobił podjazdów, więc matki jeżdzą
            bokiem i wydeptują alejki. I wiecie co napisał dziennikarzyna? Nie, ze znowu
            jakiś matoł z urzedu zapomniał o dzieciach i niepełnosprawnych, tylko oburzył
            się na kobiety, bo przecież przeniesienie wózka na tych kilku stopniach to nie
            jest takie skomplikowane. To tylko kilka takich kwiatków z najbliższego
            podwórka.

            Zgadzam się z tobą, że do adopcji potrzeba przede wszystkim miłości.
            Rodzicielstwo nie jest prostym zadaniem. I wymaga odwagi. Obojętnie czy dzieci
            są "swoje" czy adoptowane.
            • jkl13 Re: aborcja a niepłodność 19.06.07, 12:13
              nati napisała
              Rodzicielstwo nie jest prostym zadaniem. I wymaga odwagi. Obojętnie czy dzieci
              są "swoje" czy adoptowane.

              Pod takim rozumieniem rodzicielskiej odwagi podpiszę się ręcami i nogami wink)
              Podobnie jak pod całym twoim postem. Ja też marzyłam o byciu wielomamą,
              posiadaniu gromadki dzieci, czy nawet o byciu rodzicem zastępczym
              (także "zawodowym"). Jednak nasze polskie realia skutecznie odstraszają
              potencjalnych ochotników. Jak nie dobije cię biurokracja, to finansowo życie
              cię wykończy. W końcu nie każdy z nas zarabia miliony, a takie oczekiwania
              zazwyczaj przejawiają urzędnicy.

              My na szczęście w ośrodku adopcyjnym za pierwszym razem trafiliśmy na super
              babkę, która nie wybrzydzała zbytnio co do warunków mieszkalno - finansowych.
              Co prawda mieliśmy własne mieszkanie, ale zarobki już poniżej średniej
              krajowej. Wtedy nie było to problemem.
              Ale gdy złożyliśmy wniosek o drugie dziecko, to sytuację mieliśmy nieco inną,
              bo mieszkamy u teściów (mamy dom w budowie). I tu już pani się od razu
              zapytała, czy to sytuacja czasowa, bo przecież najlepsze jest oddzielne
              zamieszkiwanie. I nie miało dla niej znaczenia, że dom teściów jest duży,
              zajmujemy górę domu (3 pokoje, łazienka), do dyspozycji mamy ogromny ogród. Do
              tego Kuba ma codzienny kontakt z dziadkami, co jest dla niego bezcenne. Dla
              niej najważniejsze było osobne mieszkanie. Na szczęście u nas taka sytuacja
              jest chwilowa, ale nie wyobrażam sobie, aby z takiego powodu nas
              zdyskwalifikowali. To tak jakby dzieci w domach dziecka miały zapewnione
              luksusowe warunki, osobne pokoje itp., a do tego miłości wbród - do wyboru do
              koloru.
              Podobnie pani kręciła głową, gdy dowiedziała się, że oboje pracujemy, a w tym
              czasie synkiem zajmuje się niania. I ja rozumiem, że dziecko powinno być z
              mamą, ale dotyczy to wszystkich dzieci ("swoich" i adoptowanych). Niestety, w
              naszym kraju niewiele osób może pozwolić sobie na niepracowanie. Ja nie mogę,
              choć wolałabym spędzać całe dnie z Kubą. Mój mąż jednak nie zarabia tyle, aby
              nas utrzymać na przyzwoitym poziomie (także nie chodzi mi o Kanary kilka razy w
              roku, ale też życie nie polega na wegetacji i czekaniu od pierwszego do
              pierwszego).

              Mam wrażenie, że w tym chorym kraju nikt nie myśli o najważniejszym - o
              bezbronnym dziecku, które już na stacie dostało od życia w kość. Każdy tylko
              patrzy w papierki, paragrafy i cyferki...
              Smutne to wszystko

              My także przeżyliśmy chwile grozy, zanim mogliśmy zabrać Kubę do domu. Jego
              sytuacja prawna nie była uregulowana, bo matka co prawda zrzekła się władzy
              rodzicielskiej, ale pozostała kwestia męża matki, który choć nie był ojcem
              dziecka, to zgodnie z prawem w akcie urodzenia figurował jako ojciec. Sędzia,
              który miał nam powierzyć pieczę nad dzieckiem na czas trwania postępowania
              wpadł na genialny pomysł, aby Kubę umieścić w jedynym w naszym regionie domu
              małego dziecka. Nawet nie chcę tu opisywać, jakie warunki tam panują
              (przepełnienie o 300%, brak opiekunek, pieluch, ubranek). I nie było dla niego
              ważne, że matka zdecydowanie odcina się od dziecka, że my jesteśmy gotowi wziąć
              go do domu mimo nieuregulowanej sytuacji. najważniejsze były paragrafy. Wtedy
              po raz pierwszy wykorzystałam swoje kontakt w sądzie i zrobiłam wszystko, aby
              móc zabrać synka do domu. I tak odebraliśmy go ze szpitala, gdy miał 4
              tygodnie, a sprawa o przysposobienie zakończyła się, gdy Kuba miał... półtora
              roku. Nawet nie chcę myśleć ile by przeżył, gdyby został skierowany do domu
              małego dziecka.
              I znowu wychodzi na to, że wszystko zależy od ludzi. Jedni wykażą dobrą wolę i
              troskę o drugiego człowieka i znajdą luki w przepisach, które można wykorzystać
              z korzyścią dla dziecka, a inni sie nie ugną i zgodnie z prawem wyrządzą wielką
              krzywdę...
              • nati1011 Re: aborcja a niepłodność 19.06.07, 14:41
                w sumie boli nas to samo smile)

                I wiele z tych trudności nie rodzi się wcale z braku pieniędzy, kórym
                najchętniej zasłaniają się urzędnicy. Mnie zawsze do szału doprawodzają
                informacje, że koszt utrzymania dziecka w domu dziecka wynosi ok 3500 zł. To
                dajcie mi prosze połowę i biorę od razu dwoje. A równocześnie urzędnicy
                potrafią zabrać dzieci rodzicom, którzy są za biedni. To ja się pytam: nasze
                państwo stać na płacenie 3500 zł za pobyt dziecka w domu dziecka, a nie można
                dac 2000 zł rodzinie by wychowywało się z rodzicami? W tym roku dostaliśmy
                prezent: 10 zł miesięcznie ulgi podatkowej na dziecko. ja przepraszam, ale ktoś
                tam w sejmie to sobie chyba kpi z nas rodziców.

                A wymogi stawiane rodzicom zastępczym - przynajmniej tym nie spokrewnionym - są
                absurdalne do bólu.

                Ale przeprasza. Starczy. W końcu twój post miał zachęcić do adopcji, a nie
                odstraszyć smile)) Tyle rzeczy już udało sie zmienić, to i o to warto powalczyć.
                Podobno mają zniknąć domy dziecka wogóle. Oby.

                Pozdrawiam cię gorąco i życże byś już niedługo poznała swoje dziecko.
                • aronia12 Re: aborcja a niepłodność 19.06.07, 15:48
                  My tez chcielismy zdecydowac sie na drugie dziecko-adoptowane. Pierwsze-
                  coreczka, jest dzieckiem 'naszym'. Pomysl adopcji powstal w sposob bardzo
                  spontaniczny-chcemy miec jeszcze jedno dziecko, ale ja nie chce go urodzić.
                  Pobudki nieco egoistyczne, ale tak zalozylismy. Nasza coreczka ma roczek i jak
                  na razie nie zanosi sie na to,zeby chciala miec drugie dziecko 'zaraz',
                  zwlaszcza,ze zalezy mi na dizecku malym, niemowleciu. Zdecydujemy sie pewnie za
                  jakis czas. Aborcja nigdy nie bylam przeciwna, nawet w tej sytuacji. Jestem za
                  wolnym wyborem i prawem do niego.
                • jkl13 Re: aborcja a niepłodność 22.06.07, 07:19
                  Dzięki nati.
                  Mam nadzieję, że wszystko dobrze się ułoży, i już w styczniu będziemy cieszyć
                  się drugim bąblem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka