zero_0
16.09.08, 10:35
Niedawno zabiłam swoje dziecko, tzn. usunęłam ciążę. Gdyby, jeszcze
rok temu, ktoś powiedział mi, że coś tak strasznego wydarzy się w
moim życiu, postukałabym się z pobłażliwością w czoło. A jednak
stało się...Nie widziałam innego wyjścia, decyzję podjęłam jak w
transie. Byłam PEWNA, powtarzam, PEWNA, że poczuję jedynie ulgę. I
tak było. Przez dwa dni. Teraz mam oczy zapuchnięte od płaczu.
Widziałam na USG bijące serce mojego dziecka. I mojemu dziecku
odebrałam życie. Jak teraz ma wyglądać moje??? Nienawidzę się.
Nigdy nie miałam do końca wyrobionego zdania na temat aborcji. Mam
już jedno dziecko i gdy byłam wtedy w ciąży (nie do końca
planowanej), to nawet przez moment nie pomyślałam żeby ją usunąć.
Była zagrożona. Obchodziłam się z nią jak z jajkiem. A teraz
obeszłam się z moim drugim dzieckiem jak z intruzem. Jakim prawem?
Czy to dziecko było gorsze od tego, które już mam? Czy miało
mniejsze prawo do życia? Nie mogę na siebie patrzeć. Ojciec dziecka
podszedł do tego jak do jednej z wielu spraw w życiu, którą trzeba
załatwić tak, żeby jemu było wygodnie.
Dziewczyny, setki razy, na spokojnie, przeanalizujcie wszystko,
zanim zdecydujeciie się na aborcję. POTEM NIE MA ODWROTU!!! Dałabym
wszystko, by móc cofnąć czas...