habitus
05.03.04, 10:56
Japoński list Andrzeja Waligórskiego
Pewnego razu samuraj Paptaku Kurkinasadze,
Co żółte i skośne miał wszystko od nóg, aż do oczu i uszu,
rozkazał z pieca wydobyć co najczarniejsze sadze
i z dużą wprawą przyrządził z nich przeszło dwa litry tuszu.
Następnie odprawił gejsze, popuścił cokolwiek szelek,
popatrzył na Fudżi-Jamę, wypił ogromną herbatę,
wtranżolił dwie garście ryżu, umoczył w tuszu pędzelek
i zaczął pisać do księcia Typryku Mamapchatate:
- Ja, nędzny potomek szakala ożenionego z hieną,
ewentualnie nygusa skrzyżowanego z wywłoką,
błagam cię głosem ochrypłym z gardła zżartego gangreną,
by na tym liście spoczęło twoje wspaniale oko,
(które jest, nawiasem mówiąc, piękniejsze od morskiej toni
i błyszczy jakoby księżyc, co nocą na niebo wypływa
a przy tym wydziela z siebie bukiet czarownych woni,
podczas gdy moje przy nim wygląda jak zlewozmywak)
otóż w tym liście niegodnym chcę cię różnymi sposoby
upraszać, błagać oraz zaklinać na wszystkie świętości,
abyś nie kalał niebacznie swojej świetlanej osoby,
która jest dumą, ozdobą, a zwłaszcza nadzieją ludzkości!
Ty, tylu wielkimi czynami herosów godnymi znużony,
zmuszałeś się w swej dobroci, istoto zaiste boska,
By przychodzić co piątek do mej ohydnej żony,
przy której nawet krokodyl wygląda jak Schuetz-Trojanowska!
Lecz ja cię ocalę, o synu słońca, choćby i siłą,
chociem najmniejszy z padalców i najnędzniejszy z robaków.
Więc gdy znów przyjdziesz, to z żalem będę ci musiał dać w ryło.
Tu się podpisał: Samuraj Kurkinasadze Paptaku.