Dodaj do ulubionych

piękny język

21.01.05, 17:18
Od kilku dni posiłkuję się przy pisaniu pracy podręcznikiem prof. Romana
Longchamps de Berier z 1948 r. Jakże cudnie pięknym językiem jest napisany...
Obserwuj wątek
    • ralston Re: piękny język 24.01.05, 08:52
      To może jakiś cytacik?
      • alex.4 Re: piękny język 25.01.05, 20:33
        rodzina jest na wymarciu. ostatni przedstawiciel rodu F.Longchamps de Berier
        jest księdzem:)
        to tak na marginesie
    • awee Re: piękny język 30.01.05, 20:17
      Czy takim językiem, że:

      "...Czasownik miał porowatą powierzchnię i wyrazisty smak. Próbowałem wyobrazić
      sobie jeden z tych najprostszych, niezdolny jeszcze do wyrażenia ani
      przeszłości, ani przyszłości, przekazujący tylko teraźniejszość, i począłem
      snuć domysły na temat tego momentu w historii albo prehistorii, kiedy znienacka
      pojawił się czas czy też czasy i odkąd można było spoglądać w przód lub w tył,
      ku dniowi wczorajszemu lub jutrzejszemu. Słowa stawały się oknami, z których
      miałeś widok na rzeczywistość. Dzięki istnieniu czasownika w czasie przeszłym
      lub przyszłym rzeczy, które przeminęły, trwały dalej, a te, które jeszcze nie
      nadeszły, już dawały o sobie znać
      Przymiotnik, mimo swojej pompatyczności, wydawał się mdły, chociaż napoczęty
      szeleścił kusząco niczym sreberko czekolady.
      Rzeczownik bez wątpienia był królem. Wypełniał aromatem twoje usta, zanim
      jeszcze zacząłeś go przeżuwać, a po ugryzieniu spod zębów tryskały tak obficie
      soki, że trudno było uwierzyć, iż pomieściły się tam wszystkie. O ile czasownik
      przypominał w smaku mięso (jakby wątróbkę cielęcą), o tyle rzeczownik kojarzył
      się raczej z wrażeniem, jakie na języku pozostawia miąższ owocu. Były zatem
      rzeczowniki gorzkie, słodkie, kwaskowate, mdłe, kwaśnosłodkie i pikantne.
      Niektóre dawało się przełknąć jedynie ze szczyptą przymiotnika.
      Rodzajniki i przyimki niczego nie przypominały, dopóki ich nie nadgryzłeś,
      a wtedy pękały z suchym trzaskiem jak pestki słonecznika. W pewien sposób
      były ziarenkami: gdy za językiem zasadziłeś jakiś rodzajnik albo przyimek,
      wnet kiełkował z niego rzeczownik, bo tamten nie mógł żyć w osamotnieniu.
      Przysłówek miał cierpki zapach, charakterystyczny dla trzewi produkujących soki
      żołądkowe, a spójniki przypominały wysuszone owoce. Zabawne było ich chrupanie,
      choć nie mogły zastąpić obiadu..."

      ? :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka