ewakurz
24.11.05, 15:04
Bo bylo tak: Rozpoczynam przepychanie do realu jednej takiej starej utopii. W
ramach przepychania wyladowalam w radzie gminnej wioski (albo, nie
przymierzajac, komuny...), a scislej w odlamie Chlopakow z Roza w Garsci.
Zbiera sie owa rada wieczorami co dwa tygodnie i debatuje. Wyglada to
prawdopodobnie jak wszedzie, okragly, znaczy prostokatny stol, papierki,
popielniczki. Panowie i panie mowia sobie dobry wieczor, pan przewodniczacy
zaczyna przewodzic pytajac np czy wszyscy obejrzeli papierki do dywagacji,
wszyscy machaja z godnoscia papierkami na znak, ze i owszem, no i sie
zaczyna. wlepiamy wzrok w pierwsza strone, z herbem, godlem i oficjalna
pieczecia i analizjuem. Czy dalej akceptujemy pieciogroszowki w parkometrach.
Czy mandat za psia kupe na 2006 bedzie taki sam czy podniesc. Czy statki na
zime wyciagac z portu na gola ziemie czy na trawe tez. Czy mandat za
kompletne zdemolowanie zoltej barierki na podziemnym parkingu ma byc placony
do 10ciu czy do 30tu dni.
Po pieciu stronach A4 przewodniczacy pyta, czy wszyscy sie ze wszystkim
zgadzaja.
Po piedziesieciu sekundach medytacji Jedna Osoba podnosi reke i pyta, a co
bedzie, jak ktos barierke wlasnie kompletnie zdemoluje i wstawi sie czerwona
na miejsce.
Po wysluchaniu pytania pan przewodniczacy wzdycha i replikuje, niczym
czeladnik murarski w miescie Gors Velen: "ano to trzeba bedzie, psia jucha,
wszystko od nowa pisac".
Po czym wszyscy schylaja glowki i a piac debatuja od punktu pierwszygo do
ostatniego.
A co.