Dodaj do ulubionych

Na komputerowe dolegliwosci

24.10.06, 01:37
np. kathar.sys, najlepiej dac mu z boota, powtorzyc reboota. a jak to nic nie
da ,to odwiedzic komputerologa.
komputery sa coraz bardziej uzyteczne-potrafia juz wyreczac ludzi w
glosowaniu ! no to o-ha -jo !
Obserwuj wątek
    • brezly Re: Na komputerowe dolegliwosci 24.10.06, 07:37
      A ja mojemu komputerowemu gurowi, zanczy sysadminu z dawnej pracy dalem nowego
      lapciaka, coby mu system zaisntalowal. Mialo to pracowac alternatywnie albo pod
      Linuxem albo stac w Oknie (z poduszka pod lokciami). Jako ze szczegolnie wazne
      jest ize pewne dane dla mnie wazne mam z linuxowych programow a insze programy
      do ich obrobki w Oknie stoja. Ale ze wzgledow bezpieczenstwa (co by sie z jednej
      czesci twardego dysku nie dostalo zlego do drugiego, albo zeby Okna nie
      szpiegowaly Linusia) tak sie zrobilo ze na samym koncu (zamiast prabladawca
      wyszed l pralatawiec) ze nihuhuhu, Okna odciete od Linusia i nic czytac nie
      mozna. Na moje rozpaczliwe telefoniczne "cojamamzytymqrva robic?!' zalecono mi
      zebym miedzy roznymi polkulami Laptusia uzywal memory sticka. Jasne mowie,
      wiadomo ze dwie osobowosci schiozfrenika moga sie rozncia nawet poziomem IQ,
      kultura jezyka, poczuciem humoru etc. Ale jakos wstyd zeby ze soba przez
      tlumacza gadaly. No i mam teraz 100 GB ale po lobotomii.
      Tak ze nop.
      • drzejms-buond Re: Na komputerowe dolegliwosci 24.10.06, 10:51
        ..bo gdy bóg zamyka drzwi - otwiera okna...
        wiedział juz o tym sam bill gie

        a imageszak dla mnie niedostepnym pozostanie z tytułu nie niedołęstwa mojego
        a raczej z obawy co by szpiegów pod te moje okna nie dopuścić..
        nie mam jeszcze najświeższych danych co do Sir Imageszaka, czy un wróg czy
        przyjaciel?
        z autopsji wiem,że jak coś darmo dają- to potem odbierają dom i wersalkę...
        :-/
      • jan.kran Re: Na komputerowe dolegliwosci 25.10.06, 03:23
        Brezly Twoj tekst mnie powalił i ogłuszył.
        Znaczy fajny jest:)))
        Poza tym wyrazy współczucia z powodu.
        K:)
        • zielonamysz Re: Na komputerowe dolegliwosci 25.10.06, 04:57
          Tak ,piekny ci on i BR i tekst.
          • kanuk Re: Na komputerowe dolegliwosci 25.10.06, 05:48
            Tak. Mysza jednoczy obie polkule !
            I poranna k(l)aw(i)atura tez.
            • brezly Re: Na komputerowe dolegliwosci 25.10.06, 08:08
              Dziekuje uprzejmie za wsparcie moralne w trudnych chwialch. Grupa wsparcia
              wlascicieli schizofrenicznych laptopow. Lem to oczywiscie przewidzial. (Znajde
              link to dam).
              Na razie radze sobie tak: ustawilem lapciaka kolo Duzego Stacjonarnego. Wlaczam
              lapciaka pod Linuxem i ogladam rysunki spod Linusia na nim a opisuje je recznie
              na Duzym S. Dopoki nie przyjdzie kolumn cyfr przepisywac dobra nasza. Czyli
              osobowsc Linuxowa moze ewentualnie rozmawiac z innym nie swoim Oknem, ale tylko
              przy pomocy humanoidalnego terapuety-posrednika.
              Lokalny guru ma przyjsc i zlikwidowac porblem lobotomii lapciak poprzez
              podlaczenie go sieci. Wtedy sie, uwazazcie "zdefiniujesz obie polkule twojego
              laptopa jako dwa rozne komputery w naszej sieci i bedziesz normalnie komunikowal
              je soba jak dwa rozne komputery. Skad wyscie, nawiasem wzieli TAM takiego
              ekscentryka Sysadmina?". Aha, czyli lapciak moze rozmawiac ze swoja druga
              osobowoscia ale tylko wtedy kiedy ona bedzie udawala kogo innego.

              Pytanie: jak ja mam zostac normalny?
              • brezly Re: Na komputerowe dolegliwosci 25.10.06, 08:13
                Tu jest caly link:
                www.niniwa2.cba.pl/lem_podroz_jedenasta.htm
                A odpowiedni fragment brzmi tak (pod koniec jest zdanie ktore mi skojarzenia
                polityczne nasuwa):


                Zgarbiony od ciężaru lat, słynny specjalista psychiatrii elektrycznej wstąpił
                nie bez trudu na mównicę.

                - Panowie! - rzekł drżącym nieco, choć krzepkim, starczym głosem. - Od dawna
                jest już wiadomo, że mózgi elektryczne trzeba nie tylko budować, ale i
                wychowywać. Los elektrycznego mózgu jest ciężki. Praca bez przerwy,
                skomplikowane obliczenia, brutalność i niewybredne żarty obsługi - oto na co
                narażony jest taki niezmiernie przecież delikatny w swojej istocie aparat. Nic
                dziwnego, że przychodzi do załamań, krótkich spięć, podejmowanych
                niejednokrotnie w celach samobójczych. Niedawno miałem w mojej klinice taki
                przypadek. Nastąpiło rozdwojenie jaźni - dichotomia profunda psychogenes
                electrocutiva alternans . Mózg ów pisywał sam do siebie serdeczne listy, nazywał
                się w nich "szpuleczką", "druciątkiem", "lampuchną" - jawny dowód, jak bardzo
                potrzebował czułości, serdecznego, pełnego ciepła stosunku. Seria elektrycznych
                szoków i dłuższy wypoczynek przywróciły go do zdrowia. Albo taki tremor
                electricus frigoris oscillativus , panowie. Mózg elektronowy nie jest maszyną do
                szycia, którą można gwoździe w ścianę wbijać. To świadoma istota, która
                orientuje się we wszystkim, co wokół zachodzi, i dlatego nieraz w chwilach
                kosmicznego niebezpieczeństwa tak się zaczyna trząść wraz z całym statkiem, że
                ludziom trudno ustać na pokładzie.

                To się pewnym brutalnym naturom nie podoba. Doprowadzają one mózg do
                ostateczności. Mózg elektryczny życzy nam najlepiej, wszelako, panowie,
                wytrzymałość drutów i lamp też ma swoje granice. Tylko wskutek bezmiernych
                prześladowań przez kapitana, który okazał się notorycznym pijakiem, móżdżek
                elektronowy Grenobiego, używany do poprawek kursowych, ochrzcił się w ostrym
                ataku szału zdalnym dzieckiem Wielkiej Andromedy i dziedzicznym cesarzem
                Murwiklaudrii. Poddany kuracji w naszym zakładzie zamkniętym, uciszył się,
                oprzytomniał i obecnie jest już prawie normalny; są, naturalnie, przypadki
                cięższe. Tak na przykład pewien mózg uniwersytecki, zakochawszy się w żonie
                profesora matematyki, jął przez zazdrość fałszować wszystkie obliczenia, aż
                matematyk popadł w depresję, przekonany, że nie umie dodawać. Ale na
                usprawiedliwienie owego mózgu należy wyjawić, iż żona matematyka systematycznie
                uwodziła go, dając mu do sumowania wszystkie swe rachunki za najintymniejszą
                bieliznę. Przypadek, który omawiamy, nasuwa mi na myśl inny - wielkiego mózgu
                pokładowego "Pankratiusa", który połączył się wskutek spięcia z innymi mózgami
                statku i w niepohamowanym popędzie wzrostu, tak zwanej gigantofilii
                elektrodynamicznej, opustoszył składnicę części zamiennych, wysadził załogę na
                skalistej Mirozenie, a sam dał nurka w ocean Alantropii i ogłosił się patriarchą
                jej jaszczurów. Nim przybyliśmy na tę planetę ze środkami uspokajającymi, spalił
                sobie w ataku wściekłości lampy, bo jaszczury nie chciały go słuchać
    • brezly Juhuuuu:-)) 26.10.06, 19:31
      video.google.pl/videoplay?docid=-7193470719293309352&q=genre%3Acomedy

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka