Gość: Gazownik
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
31.05.03, 00:47
No więc non-stop pierdzę. Nic nie pomaga. Ani zmiana diety, ani inny klimat, ani moje starania by tego nie robić. Po prostu produkuję dziennie chyba hektolitr "substancji wonnych". Są cichacze - zjadliwe jak cholera, są też "zwykłe" głośne ta-ta-ta-ta - przynajmniej nie tak toksyczne. Są "gwizdy", są i "wystrzały". Na szczęście nie ma "kleksików". A jak najem się owoców (niby to zdrowe), to tak daję siarkowodorem, że kot z pokoju ucieka.
Jak muszę się powstrzymywać przez godzinę czy dwie, to potem zasuwam seriami przez kwadrans bez przerwy. A tak, to mniej więcej jeden bąk na minutę. A jaki zaduch panuje w pokoju nad ranem po dobrze "przepierdzianej" nocy!!! Raz kto mi wlazł pod kołdrę....biedaczek zaraz zwiał stamtąd, ale mnie najpierw ugryzł w łydkę!!
Na szczęście nie zauważyłem, żeby pierdy powodowały odbarwienie krzesła w które daję od lat. Chwała im przynajmniej za to. Sruuuuuuuuuuuuuu...(minęłą minuta)