Dodaj do ulubionych

Poszukuję...

11.10.02, 19:14
Zmieniając temat z żeglarstwa portowego na prawdziwe śródlądowe:
Poszukuję przyczepki podłodziowej N300 lub podobnej. Ważne jest, żeby była w
jak najgorszym stanie, tyle tylko, by dało się ją zarejestrować (po ew.
remoncie).
Nowa mnie nie interesueje. Chodzi o to, bym mógł wywieźć na niej łódkę nad
Zalew Zegrzyński (6 km) i spokojnie żeglować, bez obawy, że ktoś mi
przyczepkę ukradnie.
Może zgłosi się to na Forum ktoś mający takie coś do sprzedania?
Obserwuj wątek
    • aankaa Re: Poszukuję... 18.10.02, 20:51
      jeżeli przyczepka/wózek jest Ci potrzebna tylko na przewiezienie spróbuj
      pożyczyć (przejdź się po klubach nad Zegrzem - nie powinno być kłopotu)
      powodzenia, do zobaczenia w bardziej ciepłym sezonie
      • chaladia Re: Poszukuję... 18.10.02, 21:11
        Ja to już próbowałem na 100 sposobów:
        - wypożycznie "Omegi" nad Zalewem to straszna niedogodność, bo drogo, łajby są
        w kiepskim stanie (zwłaszcza pod koniec sezonu), na koniec jest ich niewiele i
        przy dobrej żeglarskiej pogodzie trzeba by o 6 rano się zerwać, żeby zdążyć
        wypożyczyć.
        - pozostaje kupienie łódki; mam przy domu miejsce na coś nie dłuzszego niż 4 m,
        w Polsce takich nie robią, ale można kupić importowane uzywane z B&B sails
        www.zagielki.com/ za 3-4 tys. zł, a potem dać jakiemuś bezrobotnemu
        szkutnikowi na mazurach zarobić.
        - mieszkam niemal nad Zalewem, więc jeżdżenie po przyczepkę do najbliższej
        wypożyczalni (Białołęcka) wcale mnie nie bawi, co więcej - mogą akurat nie mieć
        podłodziówki, poza tym trzeba łódkę pod domem na wózek wepchąć itd. Prawie
        godzina stracona na początku dnia i to samo pod koniec.
        - zakup nowej N-300 to nie problem, 2150 zł nie jest taką fortuną, ale bardzo
        nie lubię, gdy muszę się martwić, że ktoś może mi coś ukraść. Dlatego wolałbym
        kupić za 800 zł jakiegoś trupa, na którego nikt się nie połaszczy. Te 6 km z
        Grabiny nad Zalew jakoś dojedzie, nawet gdyby grzało się łożysko itp.

        Ot, i cała ideologia.
        • aankaa Re: Poszukuję... 18.10.02, 21:36
          jeżeli mieszkasz w Grabinie -
          kopnij się do ośrodka szkolnego w Zegrzu (zaraz za hotelem 500) i pogadaj z
          pracownikami (P.Staś, P.Ania, P.Hania) - może pomogą albo coś podpowiedzą
          • chaladia Re: Poszukuję... 18.10.02, 23:22
            No to mamy wspólnych znajomych - bo ja jestem uczniem (w zakresie żeglarstwa)
            Henryka Lady. Codziennie modlę się (choć-żem agnostyk) o to żeby On pożył
            jeszcze dostatecznie długo i w dobrym zdrowiu (powiedzmy, że do "100"), by moja
            córcia (dziś niecałe 4 lata) zdążyła się u niego pouczyć żeglarstwa, bo
            lepszego instruktora dla dzieci i młodzieży nie spotkałem.
        • fima Re: Poszukuję... 25.10.02, 11:00
          Już to kiedyś omawialiśmy na innym forum

          chaladia napisał:
          > - pozostaje kupienie łódki

          Nie przekonałeś się jednak do zbudowania w garażu pływadła metodą "szycia i
          klejenia" wg kupionego za grosze planu? Wyszłoby taniej niż piszesz.

          >wolałbym kupić za 800 zł jakiegoś trupa, na którego nikt się nie połaszczy.

          Ukradną wszystko. Jeśli dla Ciebie przyczepa będzie dobra, to i dla kogo innego
          też.

          Za 800 złotych wioskowy ślusarz zespawa Ci nową przyczepę z kabiną. Wiem co
          mówię bo obmyśłałem mała przyczepkę pod Cadeta (czyli wielkość jaka Ci
          odpowiada) i cena oscylowała ok.300 zł + dostarczone przeze mnie 2 koła +
          zaczep 50. Przedtem Cadet jeżdził na dachu Poloneza.

          Pozdr.

          • chaladia Re: Poszukuję... 25.10.02, 12:15
            Odnośnie łódki:
            Widzisz, tak się składa, że moja godzina jest tość droga i, co gorsza - nie mam
            tych godzin za dużo wolnymi. Zdrowia przy laminowaniu na kopycie też nie mam
            ochoty sobie marnować. Na koniec każdy zawodowy szkutnik zrobi łódkę lepiej niż
            inżynier budownictwa lądowego (nomen omen).
            Czasy się zmieniły, takie metody były dobre za komuny...
            Odnośnie przyczepki:
            Chętnie bym zlecił komuś zrobienie "składaka", ale pod warunkiem, że go
            zarejestruje, a to wymaga wielokrotnych wizyt w urzędach i poniżania się przed
            urzędasami. No to ja już wolę kupić nową N-300...
              • chaladia Re: No i co, jak tam przyczepa i pływadło? 24.04.03, 08:12
                Zdecydowałem się na przerobienie posiadaje przyczepki bagażowej do celów
                transportu łódki. Wynikło to z tego, że druga przyczepka to kłopot, a bagażową
                już mam.
                Łódkę zamierzam kupić Ancorę 13 (slupik gaflowy). Może to i śmieszne pływadełko
                dla dużego (120 kG/180 cm) męszczyzny, ale ona ma służyć do nauki żegolwania
                mojej córci, któa ma niecałe 5 lat i powinna mieć coś, co nie wymaga do obsługi
                zbyt dużo siły. Na jej samodzielne pływanie "Optymistem" jest jeszcze chyba za
                wcześnie - wolę być przy niej na pokładzie. Jeśli córcia opanuje już żeglowanie
                na takiej łódeczce, to zamienimy ją na coś większego, choćby Omegę, do której
                mam wielki sentyment. Wtedy jednak trzeba będzie kupić przyczepkę N-600...
                • fima Re: No i co, jak tam przyczepa i pływadło? 24.04.03, 11:56
                  chaladia napisał:
                  > Zdecydowałem się na przerobienie posiadaje przyczepki bagażowej >
                  Istotnie, dobry pomysł. Sprowadzi sie zapewne do dwu demontowalnych rurek,
                  wyprofilowanych do kształtu kadłuba. Byle dyszla starczyło na długość.

                  >Łódkę zamierzam kupić Ancorę 13 (slupik gaflowy). Może to i śmieszne
                  pływadełko dla dużego (120 kG/180 cm) męszczyzny

                  Niezbyt kojarzę, 13 to 13 stóp długości?
                  Kiedyś sugerowałem Ci Piranię Maderskiego, opisywaną kiedyś w Żaglach,
                  dokumentacja ze 30 zł, materiały ze 300, robocizny kilkadziesiąt godzin, bez
                  kopyta bo to sklejka i owręże typu sharpie. Pływają mali i duzi.
                  Obruszyłeś się propozycją jako sugerującą własnoręczną dłubaninę przez
                  człowieka o wysokiej stawce godzinowej. Przecież możesz zlecić to komuś.

                  Tak czy inaczej - powodzenia, sezon już się zaczyna.
                  Pozdr.
                  • chaladia Exactly 24.04.03, 12:30
                    Dokładnie tak 13 stóp długości. Miniaturka slupa gaflowego, dzięki czemu
                    drzewca krótkie. Za to szerokość ponad 3 stopy. 7 m2 żagla. Myślę, że takim
                    czymś dzieciak może sobie żeglować niemal jak chce i nie wywali tego do góry
                    kilem. No i wyporność taka, że duży rodzic nie spowoduje niebezpiecznego
                    przegłębienia.

                    Co do wykonania łódki samodzielnie - cóż, ilość prac, jaką muszę wykonywać
                    zawodowo i w domu uniemożliwia wzięcie się za cokolwiek dodatkowego. Robocizna
                    w okolicach Warszawy jest bardzo droga przy dość przeciętnej jakości - więc
                    wolę kupić tę Ancorę zza Kalisza. Przynajmniej jest to łódka robiona w
                    większości przypadków na Niemcy (za ożaglowany bączek do większych jachtów tam
                    robi, więc żegluje także po morzu) i można oczekiwać porządnej jakośći.
                    • mathras Re: Exactly 26.04.03, 04:21
                      akurat mialem podobny problem z przyczepa co prawda 34 stopowa. Po dlugich
                      rozwazaniach kupilem uzywana. Najlepiej kupic uzywana bez zadnych przerobek.

                      Nie ignoruj przegrzania lozyska-jednoosiowa przyczepa chybnie sie na jedna
                      strone i nie wiadomo gdzie poleci. Pamietaj: lozyska w kolach musza byc
                      pierwsza klasa. I zawsze miej zapasowe kolo (ja bym mial dwa), zapasowe lozyska
                      i smar. WIesz jak sie smaruje lozyska? Nie lapami. Smar do zamykanej torebki
                      polietylenowej, dodajesz do srodka lozyska i bawisz sie tym przez plastyk,
                      upychajac smar do srodka. Oczywiscie klucze. I sprwdzaj czesto czy kola jeszcze
                      maja wszystkie nakretki oraz czy temperatura...

                      Kadet? Zobaczysz, przy pierwszej okazji wbijesz sie masztem w dno i beda cie
                      sciagac matorowka. Taki slon jak ty nie obroci sie w tej lodce. Acha,
                      zabezpiecz ster bo utopisz tak jak ja.

                      Piszesz: Czasy się zmieniły, takie metody były dobre za komuny... Nie tak barzo
                      i nie rob sie takim waznym kapitalista. Jak pojdziesz tym tropem (a widac ze
                      jestes podatny na propagande sublimacyjna, patrzac chociazby na twoj nick) to
                      bedziesz mial kupe kart, kupe dlugow i kupe rozczarowac Twoje myslenie to: ja
                      jestem od zarabiania pieniedzy a nie od oszczedzania. Widac nie obserwujesz
                      pogody finansowej i nie wiesz ze to nie tylko inni straci prace. Przzychodzi i
                      do twojej specjalnosci tylko ci jeszcze nikt tego nie powiedzial.
                      • chaladia Re: Exactly 26.04.03, 20:51
                        mathras napisał:

                        > akurat mialem podobny problem z przyczepa co prawda 34 stopowa. Po dlugich
                        > rozwazaniach kupilem uzywana. Najlepiej kupic uzywana bez zadnych przerobek.

                        Witaj! Problem jest z małymi przyczepkami. jeśli bym musiał kupić coś pod jacht
                        34 stopy, czyli lekko licząc parę ton wagi, to bym się napewno zdecydował na
                        nową lub używaną o znanym pochodzniu i po przeglądzie w autoryzowanym serwisie.
                        Jacht 34 stopy za dużo koszuje i za dużo szkody może zrobić, gdyby się coś
                        stało... BTW - a czymże Ty to ciągniesz? Hummerem?!?!

                        >
                        > Nie ignoruj przegrzania lozyska-jednoosiowa przyczepa chybnie sie na jedna
                        strone i nie wiadomo gdzie poleci. Pamietaj: lozyska w kolach musza byc
                        pierwsza klasa. I zawsze miej zapasowe kolo (ja bym mial dwa), zapasowe lozyska
                        i smar. WIesz jak sie smaruje lozyska? Nie lapami. Smar do zamykanej torebki
                        polietylenowej, dodajesz do srodka lozyska i bawisz sie tym przez plastyk,
                        upychajac smar do srodka. Oczywiscie klucze. I sprwdzaj czesto czy kola jeszcze
                        maja wszystkie nakretki oraz czy temperatura...

                        Amen. I tu się z Tobą zgodzę. Tyle, że ja mam do przejechania od domu do
                        miejsca wodowania niecałe 6 km, więc mała szansa, by łożysko zgrzać. Natomiast
                        ZAWSZE i po każdej jeździe sprawdzam, czy się nie grzeją.

                        > Kadet? Zobaczysz, przy pierwszej okazji wbijesz sie masztem w dno i beda cie
                        > sciagac matorowka. Taki slon jak ty nie obroci sie w tej lodce. Acha,
                        > zabezpiecz ster bo utopisz tak jak ja.
                        Dlatego nie kupuję Kadeta ani "420". Po to jest "Ancora". Łódka mała (13 ft)
                        ale szeroka na 160 cm i o dużej wyporności. Właśnie żeby instruktor mojej
                        postury mógł siedzieć z dzieckiem. Oczywiście pływa to nieco gorzej niż "420",
                        ale na regaty przyjdzie jeszcze czas...


                        > Piszesz: Czasy się zmieniły, takie metody były dobre za komuny... Nie tak
                        bardzo i nie rob sie takim waznym kapitalista. Jak pojdziesz tym tropem (a
                        widac ze jestes podatny na propagande sublimacyjna, patrzac chociazby na twoj
                        nick) to bedziesz mial kupe kart, kupe dlugow i kupe rozczarowac Twoje myslenie
                        to: ja jestem od zarabiania pieniedzy a nie od oszczedzania. Widac nie
                        obserwujesz pogody finansowej i nie wiesz ze to nie tylko inni straci prace.
                        Przychodzi i do twojej specjalnosci tylko ci jeszcze nikt tego nie powiedzial.

                        Ja podtrzymuję to, co napisałem. Nie jestem kapitalistą, ale pracownikiem
                        najemnym. To, co robię wymaga, bym był inżynierm budowlanym, quantity
                        surveyorem, handlowcem, znał biegle dwa języki obce, obsługiwał masę różnego
                        oprogramowania, niekoniecznie takiego "friendly" jak MS Office i myślę, że w
                        tym jestem dobry. Za to mi płacą. Szkutnikiem byłbym kiepskim, napewno
                        niewartym swojej stawki. Dlatego wolę płacić niż robić różne rzeczy samemu. To
                        już nie te czasy, gdy samemu naprawiało się "malucha" lub "Trabanta", bo nie
                        było stacji obsługi.

                        PS. Mój nick pochodzi z moich expatriackich czasów na Bliskim Wschodzie (mam
                        nadzieję, że może jeszcze one wrócą w związku z odbudową Iraku) i nie ma nic
                        wspólnego z moją sublimacją w Polsce. Od ponad 300 lat moja rodzina osiadła w
                        Polsce i nie mam żadnych powodów, by czuć się to obco z powodów
                        narodowościowych. Inna sprawa, że często czuję się tu "nie u siebie", bo o
                        innym kraju marzyłem niż to królestwo bezprawia i korupcji, jakie tu mamy...
                        • mathras Re: Exactly 26.04.03, 21:36
                          expat? Wyrazy wspolczucia. Zawsze byl syf kila i mogila i zawsze bedzie. 300
                          lat? kogo to obchodzi. Nie hummer a f-150.

                          najemny nie najemny a roboty coraz bardziej brakuje a ty myslisz jak wczoraj.

                          Uwazasz ze w dzisiejszych czasach sie samemu nie naprawia samochodow bo sa
                          stacje??? Masz dziwny kod wartosci. Ja naprawiam wszystko i zaoszczedzam w ten
                          sposob mnostwo pieniedzy. W dolarach.

                          Czy duza lodka, 28' jest kosztowna. Nie i jeszcze raz nie, ale trzeba wykazac
                          inwencje, pomyslowosc i przedsiebiorczosc i niekoniecznie trzeba umiec lac
                          zywice.

                          Jak od 300 lat w Polsce to masz czarne wloski i jestes z pochodzenia Tatarem.
                          Za demoludu byliscie pieszczochami systemu. Nawet jedna ksiazke pamietam gdzie
                          bohaterem bym wlasnie polski Tatar. Ale co to kogo obchodzi. Ja widzisz, nawet
                          nie wiem kim byl moj pradziadek i prababcia bo tak wszystko w Polsce bylo
                          rozpieprzane co 20 lat.
                          • chaladia Dokładniesze wyjaśnienie 26.04.03, 22:42
                            Nie Tatarem, ale Arabem z Hidżazu. Przodkowie trafili do Rzeczypospolitej jako
                            jeńcy w czasie licznych wojen. Z racji znacznego rodu udało się zachować
                            nazwisko, tyle że s "ski" na końcu. Tak się składa, że aktualny Wielki Mufti
                            Mekki też pochodzi z tego samego klanu... a to nie byle co.

                            Co do pracy overseas. Ja tam pracy na Bliskim Wschodzie za "syf" nie uważam.
                            Może z powodu jakiegoś "zewu krwi przodków". Wręcz przeciwnie. Za najciekawsze
                            lata mojego życia uważam pobyt w Górnym Egipcie i Sudanie, gdzie komfortu może
                            nie było, ale było naprawdę ciekawie. I zawodowo i turystycznie. Zawodowo, bo
                            trzeba było planować logistykę na wiele miesięcy naprzód bez szansy na
                            wprowadzenie zmiany i w razie czego improwizować tym, co się miało (a
                            budowaliśmy elektrownię 2*60 MW, czyli dość skomplikowany twór), turystycznie,
                            bo widziałem rzeczy, których niewielu Białych widziało. Co więcej - większość
                            trzeba było odnaleźć wśród piasków pustni nie mając nawet porządnej mapy (bo
                            takowej jeszcze nikt nie stworzył).

                            Jeśli chodzi o pracę w Polsce, to myślę, że jeszcze przez parę lat bezrobocie
                            mi nie grozi nawet gdyby kryzys się utrzymywał. Gdyby zaś takowe przyszło, to
                            umiejętność robienia łódek albo konserwacji przyczep wiele mi nie pomoże.
    • fima Chaladio,Chaladio! gdzieś Ty się podział? 15.11.03, 00:49
      Zaliś zapomniał ileśmy wierszówki darmo wyrobili radząc Ci obszernie co robić
      z Ancorą, przyczepką, córcią, karierą? Wszystko na nic? Gdzie one?
      No podziel się po sezonie doświadczeniami, daj ludziom satysfakcję za tyle
      naiwnej a szczerej pisaniny.
      W ślady wstretnego Ci Kaczora poszłeś, głowę ludziom zawracając, planami swymi
      mamiąc, samemu nic nie robiąc!
      Azaliś wylądował w piaskach Barbarii boś pisał nam wszak:

      PS. Mój nick pochodzi z moich expatriackich czasów na Bliskim Wschodzie (mam
      nadzieję, że może jeszcze one wrócą w związku z odbudową Iraku)
      • chaladia Jestem, jestem... 20.11.03, 14:33
        Do Arabii się nie wybrałem. Z przyczyn, które bez trudu można zrozumieć
        czytając codzienna prasę. Po prostu nie jestem kuloodporny.

        Skońćzyłem jedną dużą robotę w Warszawie (Metropolitan), ponad dwa miesiące
        urlopu wykorzystałem i znowu mnie zaganli dom kieratu.

        Przyczepki niem kupuję, bo postanowiłem zaadaptować posiadaną bagażówkę za
        pomocą wózka plażowego. Tak jest lepiej, gdyż nie trzeba wjeżdżać przyczepką do
        wody, a beach-cartowi wszysko jedno.

        Ancorę 13 kupić planuję. Niestety, moja Córcia jeszcze nie potrafi dostatecznie
        dobrze pływać, bym się odważył na takie ryzyko. Trzeba będzie przez zimę
        popracować nad jej nauką pływania. Kaczor robi, co może by pływalni na
        Łabiszyńskiej nie uruchomić, ale w końcu kiedyś będzie musiał coś pożytecznego
        dla Miasta zrobić. Nie można tylko szkodzić i szkodzić...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka