fotart
15.07.03, 10:22
Guma padewska
Krótki opis mojej
metody,
zamieszczony na stronie
republika.pl/awislinski,
wraz z przykładami.
Może najpierw dlaczego „padewska”? ano, wzorując się na najwspanialszym
chyba gumiście, śp Marianie Dederku, twórcy „gumy warszawskiej”, pozwoliłem
sobie tak nazwać trochę zmodyfikowany sposób, wypracowany i wypróbowany
na „stryszku” przy ulicy Padewskiej. Mieści się tu moja pracownia
fotograficzna, zainteresowanym chętnie udzielę dodatkowych informacji i
o „gumie” i w ogóle fotografii…
Wykorzystuję do gumy następujące materiały:
a. papier akwarelowy, dobrze klejony, choć zdarzało się, że
eksperymentowałem i z papierem fotograficznym, i z blachą, i z kolorowymi
kartonami.
b. pędzel miękki, szeroki,
c. pędzle średnie, różnych twardości,
d. wałek malarski, piankowy, szer. ok. 5-10 cm
e. żelatyna spożywcza,
f. formalina 5%,
g. guma arabska prawdziwa,
h. kwas salicylowy,
i. dwuchromian amonu,
j. węglan potasu,
k. ałun chromowy,
l. dwusiarczyn sodowy
m. farby akrylowe, albo plakatowe,
n. kopiorama wielkości przyszłych gum, w której dłuższym boku wbiłem
dwa bolce odpowiadające otworom dziurkacza.
Wybieram odpowiedni negatyw i metodami fotograficznymi (negatyw –
pozytyw – negatyw) stykowo i za pomocą powiększalnika powinienem otrzymać
duży negatyw formatu przyszłej gumy. Ja wprowadziłem tu pewną modyfikację
komputerową. Wybrany negatyw skanuję i w komputerze zamieniam na pozytyw. W
komputerze też wprowadzam pożądane modyfikacje: kadru, kontrastu,
niepożądane elementy usuwam, inne dowolne mogę wkopiować, dołożyć tło. Tak
przygotowany obraz zamieniam na negatyw i drukuję w dowolnej wielkości na
przezroczystym nośniku, którym może być kalka techniczna, astralon, a nawet
po prostu cienki papier. Komputer daje tu praktycznie nieograniczone
możliwości. Negatyw następnie oklejam czarnym papierem tworząc ramkę o
szerokości 3 do 5 cm. Gdybym miał drukarkę A3, pewnie ramkę też bym
drukował, a nie kleił ręcznie. Jeden bok czarnej ramki może być szerszy.
Robię w nim dziurkaczem dwa otworki, które później będą służyły jako
elementy stabilizujące przy wielokrotnym dopasowywaniu i naświetlaniu tej
samej gumy.
Papier akwarelowy gruntuję trzykrotnie 5-cio procentowym roztworem
żelatyny spożywczej, każdorazowo susząc, a następnie garbuję w roztworze
formaliny. Jest to etap mało przyjemny, gdyż formalina ostro pachnie, jest
niezdrowa i powinno się to robić w digestorium, a co najmniej w dobrze
wietrzonym pomieszczeniu. Formalinę można zastąpić 5% roztworem ałunu
chromowego. Gruntowanie nie jest konieczne, ale pomaga w rozjaśnianiu
świateł obrazu. Po kolejnym wysuszeniu, pokrywam papier mieszaniną złożoną z
gumy arabskiej (żywica akacji afrykańskiej, a nie to, co można kupić w
sklepie papierniczym!), dwuchromianu amonu i wybranej farby. Roztwór gumy
sporządzamy rozpuszczając 100g suchej gumy z dodatkiem 1g salicylu w 250 cm3
wody, roztwór dwuchromianu: 30g dwuchromianu i 2g węglanu potasu w 250 cm3
wody. Mam już tedy zagruntowany papier i potrzebne roztwory.
Teraz wracam do wybranego negatywu i zastanawiam się, jakie kolory na
nim się znajdą? Kiedy już wiem, przygotowuję pierwszy roboczy roztwór gumy z
farbą. Na pokrycie formatu A4 zużyję go ok. 20 – 30 cm3. Najpierw
rozdrabniam w porcelanowym moździerzu farbę, ok. 2 – 5 cm3, potem dodaję
przygotowany roztwór dwuchromianu w ilości dwukrotnie większej niż dałem
farbę, a następnie roztwór gumy w ilości znowu dwukrotnej w stosunku do
wcześniej otrzymanej mieszaniny. Czyli proporcje są 2 + 4 + 12. Mniej
więcej! Bo tu jest miejsce na własne eksperymentowanie i poszukiwania. W
ogromnym skrócie mogę tylko powiedzieć, że:
Niebieskie kolory łatwo absorbują światło i można ich nakładać więcej,
czerwone są oporniejsze, nie mówiąc już o czerni, którą trzeba trzymać na
świetle dwa, a nawet trzy razy dłużej, żeby nie spłynęła w wodzie.
Więcej farby a mniej gumy w stosunku do pozostałych składników zwiększa
kontrast.
Po pomalowaniu i wysuszeniu papieru przykładam do niego emulsją do gumy
negatyw i dziurkaczem robię otwory. Pozwolą po kolejnych nałożeniach koloru
przykładać precyzyjnie w to samo miejsce negatyw. Teraz kładę złożony z
negatywem papier na deskę, w której jednym boku wmontowane są dwa kołeczki
pasujące do otworów po dziurkaczu. Negatyw przyciskam do papieru szkłem i
wyciętymi z dętki samochodowej gumami i wystawiam za okno na światło
dzienne. Najlepsze jest tu nie bezpośrednie słońce, które choć skraca proces
naświetlania nawet do kilku minut, zmniejsza za to kontrast gumy, ale
światło od nieba, w cieniu, gdzie naświetlam gumę, w zależności od pogody,
pory dnia, itp. od kilkunastu do kilkudziesięciu minut. Proces naświetlania
kontroluję niekiedy kładąc na obrzeżu pomalowanego papieru paski różnie
zaciemnionych negatywów i zaglądając pod nie co jakiś czas, ale zazwyczaj
zawierzam intuicji. Naświetlana światłem dziennym guma, dzięki dodatkowi
światłoczułego dwuchromianu ulega zgarbowaniu i robi się nierozpuszczalna w
wodzie. Kiedy papier zanurzamy w wannie, albo kuwecie, niezgarbowana guma,
która znajdowała się pod ciemnymi fragmentami negatywu, spływa po chwili
odsłaniając biel papieru, w innych miejscach pozostaje, tworząc oczekiwany,
jednobarwny obraz. Po wysuszeniu, można go powtórnie pokryć gumą z dodatkiem
farby i dwuchromianu. Farba może być ta sama, można zastosować ciemniejszy
odcień, co daje dobre efekty, można też nałożyć inne barwy, jeśli tak
podyktuje nam smak i wyczucie koloru.
Kiedy zanurzę naświetlony obraz w wodzie i farba zaczyna spływać,
zaczynam w ten proces ingerować przy pomocy miękkich lub twardszych pędzli.
Zostawiam farbę w tych miejscach, w których powinna pozostać, a usuwam,
nawet zdrapując, z tych miejsc, gdzie być jej, według mnie, nie powinno.
Jest to trudny i delikatny etap procesu, nie zawsze kończący się po mojej
myśli, ale tym większa satysfakcja, jeśli przebiega udanie.
Na zakończenie klaruję obraz, choć nie zawsze, w 3% roztworze
dwusiarczynu sodowego, który rozjaśnia światła, usuwa część zbędnej chemii,
wyszlachetnia nasz produkt.
Pozostaje końcowa obróbka, oprawa i można „gumę” zawiesić na ścianie,
albo sprezentować komuś.
Andrzej Wiśliński AFRP
awislinski@poczta.onet.pl