kamfora
15.02.04, 15:52
Jak to się dzieje właściwie, na czym to polega, że niektóre słowa
mogą ranić?
Dlaczego jest to możliwe? Co powoduje, że nawet osąd osoby, o której nic
nie wiemy tak naprawdę, i która o nas nie wie prawie nic - staje się
nagle powodem do płaczu/załamania/samobójstwa?
Czy chodzi o tak małe poczucie własnej wartości, że potrzebne jest
"pogłaskanie"?
Czy nieodporność na obelgi wskazuje na obecność czy na brak obelg
w dzieciństwie?
Czy tak wielka wrażliwość na obelgi wynika z faktu, że człowiek
prędzej uwierzy w złe rzeczy mówione o drugim człowieku, niż w dobre?
Czyli ze strachu, że inni uwierzą w złe rzeczy, które ktoś mówi o mnie?
I z drugiej strony: dlaczego właściwie używa się obelg?
Czy obelg używa człowiek, na którego obelgi nie działają?
Czy jest to działanie z premedytacją, czy też wynika z nieświadomości?