Dodaj do ulubionych

ofiary osob z BPD

26.12.13, 14:34
Bywalcy forum pewnie za zuchwalstwo uznaja fakt, iz zoltodziob na forum zaklada nowy post.
Trudno-przezyje to jakos:)
Jezeli kogos to zainteresuje chcialbym podzielic sie swoimi spostrzezeniami na temat zwiazku z osoba z BPD.
Mam kilkunatoletni staz jako ofiara osoby z DPD. W dodatku jestem znajomym osoby, ktorej partner ma DPD. Mam wrazenie ze DPD jest dziedziczne- siostra mojej "eks" ma BPD rowniez.....
Jej partner oczywiscie tez ma juz papke z mozgu i niedlugo skonczy w zakladzie zjadajac wlasna kupe. Chociaz nie- on pewnie bedzie Gebelsem albo Hitlerem:)

Chcialbym scharakterzywac proces niszcenia przez chorego na BPD. Jest to rowniez analiza cech osobowosci osob, ktore szcegolnie latwo daja sie niszcyc. Oczywiscie- to tylko moje spostrzezenia.

1) Kto jest idealna ofiara?
- Osoby stabilne emocjonalnie (przeciwienstwo BPD). Osoby takie kochaja bardzo mocno i kochaja "pomimo". Latami staraja sie pomoc, wyciagnac z bagna chorego. Jak na zlosc ich stabilnosc jest powodem wiekszego rozchwiania chorego na bpd- stala postawa partnera powoduje ze chory widzi ta osobe z dwoch skrajnych plaszczyzn- raz jest wymarzonym ksieciem z bajki-raz najgorszym wrogiem. Patrzy taki osobnik po prostu na ten sam punkt w dwoch, zupelnie odmiennych stanach swiadomosci. Zatem beda to zawsze 2 totalnie odmienne oceny jednej osoby, ale zawsze skrajne.....

Stabilnosc emocjonalna, ktora jest podstawa dla "kochania mimo wszystko" jest elementem niezbednym. W moim przypadku laczyla sie z czyms zwierzecym i pierwotnym. Zadna inna kobieta nie budzila juz wiecej pozadania. Tak jakby swiat skladal sie z bezplciowej masy oraz jednej, jedynej kobiety. Natomiast ta jedna budzila takie seksualne cisnienie, ze nic nie bylo go w stanie zastapic.

"Zwykly" czlowiek po pierwszych probach ognia, wody, przybijania moszny do deski puknal by sie w glowe i kopnal by w zad DPDdziaka az polecialby na ksiezyc.
Kochanie mimo wszystko pozwala na wyrzeczenia o ktorych wczesniej nie smialo sie nam snic.

Sytuacja ta powoduje alienacje takiej pary. W moim przypadku wszyscy znajomi (a mialem ich dziesiatki-bylem osoba wesola i otwarta) od razu spostrzegli ze z moja partnerka jest cos nie tak. I tak skonczyly sie imprezy, wyjazdy i to co kazdy normaplny mlodziak potrzebuje.
Ciagle slyszalem: "stary po prostu nie moge patrzec jak ona Cie traktuje jak scierwo". Naturalna koleja rzeczy kontakty z osobami dobrze mi zyczacymi znacznie oslably.....
Zostala tylko ona, dpd , ciagle pozadanie oraz chec udowodnienia, ze "teraz juz mozesz poczuc sie bezpiecznie, wiec wyluzuj". zadne wyluzowanie nigdy nie nastapilo....

2. Z biegiem lat, po kolejnych porzuceniach, powrotach, zdradach i romansach czlowiek 'ciagle kochajacy" i "czekajacy na zmiane zachowania" dostaje po prostu depresji.
Ze zwierzecia pelnego testosteronu staje sie zgorzknialym dziadem z obcietymi jadrami. Nie ma juz romantycznego wycia do ksiezyca, ani rumaka, zbroi i zaj....go smoka. Wlasnie tak-pozastaja obwisle jaja:)
Z czasem czlowiek uswiadamia sobie jak bardzo sie zmienil. Widzac video sprzed kilkunastu lat obrazujace wesolego i zdystansowanego do siebie pajaca ma wrazenie, ze przeszedl jakis ciezki uraz baniaka, ktory zmienil jego osobowosc.

Kat z BPD nie rozumie, ze przelala sie czara goryczy, ze kazdy ma punkt graniczny i ze moze nalezy sie zatrzymac zastanowic, moze zaczac leczyc,moze zeby cos naprawic, moze wytlumaczyc, moze zadoscuczynic a przede wszystkim sczerze pokazac ze sie zaluje....
Znacznie latwiej jest kolejny raz przywalic w ryj niz zrozumiec dklaczego drugi czlowiek zaczal gryzc.

3. Osoby pokrzywdzone przez chorych na BPD nie sa uzaleznione od adrenaliny, ani nie dzialaja to na zasadzie "jara mnie mnie ze ona jest taka dzika". Osoby te caly czas kochaja, mimo ze zaczely juz nienawidzic. Chory na DPD nie wie ze mozna jednoczesnie kochac i nienawidzic. A te uczucia w tak chorych przypadkach ZAWSZE ida w parze.
Wydaje sie ze to schemat, ale osoba chora znajduje sobie kogos nowego, probuje uzlozyc sobie zycie a nawet "cos z tym BPD zrobic".
Ofiara niestety juz jest tak wycienczona, ze po prostu nie ma fiycznej sily, aby o kokokolwiejk wiecej sie starac.
Dlatego fakt, iz kat znajduje sobie kogos nowego jest nie do przelkniecia. Pozostaje uczucie niesprawiedliwosci i frustracji, ktorej nic nie moze stlumic.

Tyle jesli chodzi o proces.
Jakie spstrzezenia koncowe- osoby chore na BPD ciagle mowia o bolu, mowia ze tak naprawde to one cierpia najbardziej jak krzywdza......
Naprawde ciezko to zaakceptowac.
Osoba krzywdzona przez chorego nie ma na nic wplywu. W sadzie nie ma wiekszej roznicy, czy czlowiek sie stara pomagac, czy ma to juz wszystko w dupie. Zawsze jest to samo-melodramat i ciagle zmiany......

Chory usprawiedliwia sie- przeciez jestem chory, to nie moja wina, po prostu jestem chory.
No ale to jest choroba- czyli teoretycznie mozna z nia walczyc a nawet z nia wygrac. Czyli nawet chory na BPD ma wybor.

Jego ofiary juz nie. I to jest podsumowanie calego wywodu.


Obserwuj wątek
    • brz_a_sk Re: ofiary osob z BPD 26.12.13, 16:27
      jesteśmy tym co sami wybieramy
      ponieważ będąc z borderem wybieramy to co on wymanipuluje tracimy tożsamość
      rozpierniczeni, zaczynamy rozumieć jak dział border, zaczynamy funkcjonować podobnie, tracimy siebie

      kolejne ustępstwo/krok w głąb związku powoduje wyższy stopień wkręcenia w ranienie; to jest związek współcierpienia, psychicznego, często i fizycznego bólu, stałego niepokoju, napięcia i walki o strącenie ze skały

      chore emocje, chory seks i brak nadziei

      border nie zna dobrych emocji, nawet kiedy extremalnie idealizuje i kocha to ma w sobie ból zapowiedzianego cierpienia - buduje katastrofę, odtwarza swoje historie; domaga się zrozumienia ...

      pewnie do każdego mojego słowa można się przyczepić tylko po co; lepiej coś poprawić, dopowiedzieć itd - rozmawiać

      na tym forum nie może być ciężkiej atmosfery, w której ktoś taki jak Ty zastanawia się czy może, czy wypada założyć nowy wątek - oczywiście, że TAK

      szkoda, że nie pisują już osoby, które dość szybko wyrwały się ze złego związku;
      one mają ostrość widzenia, odwagę oskarżania nawet - można z tego wiele wniosków wyciągnąć; na pewno niezbędność terapii

      zacznijmy tak: wiesz, że rozstanie jest szansą? że izolacja pozwala na odzyskanie płaszczyzny na której tylko Ty się będziesz liczył
      naprawiać trzeba siebie
      border jeśli zechce zacznie naprawiać siebie
      jeśli zależy obu stronom jakieś szanse na przyszłość może istnieją - na początek trzeba szukać pomocy i sił dla siebie

      problem w tym, że wkłada się mnóstwo siły, by złapać pierwszy oddech i wtedy wraca się - oddaje się związkowi wszystko i osłabieni zbieramy kolejny cios - jeszcze głębiej rozwalmy sobie WSZYSTKO

      kilka osób mówi zwiewać, po pierwsze zwiewać gdzie pieprz rośnie - maja rację ; ja mówię wiem, ze będziesz wracał do upadłego - jak widać nie ma sprzeczności w naszych podpowiedziach

      partner bordera przejmuje taktykę, staje się złym narzędziem - często wspólkrzywdzi innych i często po pewnym czasie traci zdolność oceny swoich zachowań, gra jak border lubi - potem to wszystko trzeba jakoś prostować

      to ubywanie znajomych...

      cóż border jest nieszczęśliwym człowiekiem, ale jeśli nie dba o siebie bardzo specjalnie, czyni nieszczęśnikami życzliwych mu partnerów

      smutne

      warto się ratować

      blogs.evtrib.com/spirituallife/files/2013/12/Nov-30.jpg
      na górze jest życie - wyłaź

      można Cię wesprzeć nie da się wyręczyć

      wiesz o tym?











      • aras10vppl Re: ofiary osob z BPD 16.10.19, 15:59
        brz_a_sk napisała:

        > jesteśmy tym co sami wybieramy
        > ponieważ będąc z borderem wybieramy to co on wymanipuluje tracimy tożsamość
        > rozpierniczeni, zaczynamy rozumieć jak dział border, zaczynamy funkcjonować pod
        > obnie, tracimy siebie
        >
        > kolejne ustępstwo/krok w głąb związku powoduje wyższy stopień wkręcenia w rani
        > enie; to jest związek współcierpienia, psychicznego, często i fizycznego bólu,
        > stałego niepokoju, napięcia i walki o strącenie ze skały
        >
        > chore emocje, chory seks i brak nadziei
        >
        > border nie zna dobrych emocji, nawet kiedy extremalnie idealizuje i kocha to ma
        > w sobie ból zapowiedzianego cierpienia - buduje katastrofę, odtwarza swoje his
        > torie; domaga się zrozumienia ...
        >
        > pewnie do każdego mojego słowa można się przyczepić tylko po co; lepiej coś pop
        > rawić, dopowiedzieć itd - rozmawiać
        >
        > na tym forum nie może być ciężkiej atmosfery, w której ktoś taki jak Ty zastana
        > wia się czy może, czy wypada założyć nowy wątek - oczywiście, że TAK
        >
        > szkoda, że nie pisują już osoby, które dość szybko wyrwały się ze złego związk
        > u;
        > one mają ostrość widzenia, odwagę oskarżania nawet - można z tego wiele wniosk
        > ów wyciągnąć; na pewno niezbędność terapii
        >
        > zacznijmy tak: wiesz, że rozstanie jest szansą? że izolacja pozwala na odzyska
        > nie płaszczyzny na której tylko Ty się będziesz liczył
        > naprawiać trzeba siebie
        > border jeśli zechce zacznie naprawiać siebie
        > jeśli zależy obu stronom jakieś szanse na przyszłość może istnieją - na począte
        > k trzeba szukać pomocy i sił dla siebie
        >
        > problem w tym, że wkłada się mnóstwo siły, by złapać pierwszy oddech i wtedy wr
        > aca się - oddaje się związkowi wszystko i osłabieni zbieramy kolejny cios - je
        > szcze głębiej rozwalmy sobie WSZYSTKO
        >
        > kilka osób mówi zwiewać, po pierwsze zwiewać gdzie pieprz rośnie - maja rację ;
        > ja mówię wiem, ze będziesz wracał do upadłego - jak widać nie ma sprzeczności
        > w naszych podpowiedziach
        >
        > partner bordera przejmuje taktykę, staje się złym narzędziem - często wspólkrz
        > ywdzi innych i często po pewnym czasie traci zdolność oceny swoich zachowań, gr
        > a jak border lubi - potem to wszystko trzeba jakoś prostować
        >
        > to ubywanie znajomych...
        >
        > cóż border jest nieszczęśliwym człowiekiem, ale jeśli nie dba o siebie bardzo s
        > pecjalnie, czyni nieszczęśnikami życzliwych mu partnerów
        >
        > smutne
        >
        > warto się ratować
        >
        > blogs.evtrib.com/spirituallife/files/2013/12/Nov-30.jpg
        > na górze jest życie - wyłaź
        >
        > można Cię wesprzeć nie da się wyręczyć
        >
        > wiesz o tym?
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        Witam serdecznie.
        Ja również jestem"ofiarą"kobiety zaburzonej.
        Znajomość trwała 4 miesiące.Bardzo mi się spodobała.Bardzo mocno mnie idealizowała, słodziła.
        Po krótkim okresie zaczęła stwarzać niezdrowe i nie normalne sytuacje.Przykład-pretensja o status związku na Facebook (Wolny). Stwierdziła"Wolny, brawo, mam dość poniżania".
        Dalej już się więcej sypało niż budowało.
        Rządziła, zaplanowała wakacje nad morzem, nawet na 3 miesiące na przód wyjazd w góry.
        Po miesiącu ustawiła Messenger w status niewidoczny.
        Wiedziałem wtedy, że coś jest na rzeczy niedobrego
        Zerwałem z nią, ale zmanipulowała mnie tak, że wróciłem do znajomości.
        Po kolejnej małej sprzeczce nie mieliśmy kontaktu kilka dni.
        Wznowiliśmy kontakt.Okazało się, że zwolniono ją z pracy.Wymyslila historię, która kryła jej występki w zakładzie pracy w którym pracowała.
        Zadzwoniłem tam po namyśle i okazało się, że dostała "wilczy bilet". Skontaktował się ze mną dyrektor zakładu.Dowiedzialem się o podłych rzeczach na jej temat.
        Na informacje, że wiem jak mnie oszukiwała, zostałem nazwany psychopatą.Zaczela mnie dewaluować na potęgę.Odwolalem wakacje nad morzem i to był praktycznie koniec znajomości.
        Znalazła na portalu randkowym błyskawicznie kogoś w zamian.
        Cały ambaras w tym, że facet zanim się połapie w sytuacji i o co w tym wszystkim tak naprawdę chodziło, to relacja jest zakończona.
        A najgorsze, że po takiej relacji człowiek ma rozregulowany stan psychiczny, oraz fizyczny.Ciezko dojść do siebie przez dłuższy czas.
        Po zapoznaniu się z wieloma materiałami w internecie, stwierdziłem, że miałem do czynienia z typem Borderline.

        Arek




        • astroblaster Re: ofiary osob z BPD 16.10.19, 16:59
          Dasz radę. Wszystko już wiesz. Przejdzie Ci.
          Odpuść rozkminę twojej ex. Po co Ci to?

          A tak na marginesie, powyżej zacytowałeś Koleżankę brz_a_sk ...,
          i hmmm z perspektywy upływającego czasu, muszę oddać, że to mądry wpis. Nawet bardzo. Może jeden z lepszych na całym forum ever. Do tego bardzo obiektywny.

          A Ty jak będziesz swoją ex drążył, to się tylko pogrążysz (nomen-omen). Dowiesz się pewnie niejednego i nie będą to dobre rzeczy. Wyobraźnia dołoży swoje i poczujesz się jeszcze bardziej upokorzony.

          Z czasem stwierdzisz, że nie dzieje się nic bez powodu i wyjmiesz z tej relacji dobre dla Siebie wnioski.
          Zbudujesz się od nowa. Inaczej i będzie git

          Powodzenia Brachu
      • aras10vppl Re: ofiary osob z BPD 08.01.20, 18:05
        Witam.
        Ja byłem 3,5 miesiąca z kobietą BPD.
        Klasycznie, idealizacja, zapewnienie w wiadomości, że ona zrobi wszystko aby nam się udało.Pokazała jak usunęła konto na Sympatii pl.Sex od drugiego spotkania.Pierwsze zbliżenie i slowa-jestes boski.Po miesiącu łóżka już zaczęła odpychać.Ale dalej chciała się kochać.
        Oprócz pierwszego razu każdy dalszy sex był dla niej rodzajem odchaczenia.Nigdy później nie poczułem aby miała orgazm.Moze, ale dziwnie musiała się wysilać, dziwne to było.
        Miała przypały jak z filmów.Zaczela dewaluować.Oklamywała.Wycofywałem się kilka razy.Oskarzała, wzgardziła.Caly czas apodyktyczna.Trzymała władze.Przejmowała zawsze kontrolę.Nie zgodziłem się na wyjazd nad morze ostatecznie z uwagi na fakt, że jej syn dopuszczał się molestowania mojego syna.Zakończyła, zablokowała na Messenger i telefon.
        Arek
    • spaprany Re: ofiary osob z BPD 26.12.13, 16:44
      O, ciekawa historia :) Nie muszę dodawać, że smutna, bo wesołe to nie w tym dziale :)
      Jak rozumiem, dpd pisałeś przez przypadek, zamiennie z bpd? Czy to jakiś Twój skrót, bo ja nie znam tematu?

      "Osoba krzywdzona przez chorego nie ma na nic wplywu."

      Wiesz, że to jest najważniejsze zdanie w tej Twojej historii? Twoje przekonanie, które kosztowało Cię kilkanaście lat życia? Gdybyś zechciał / umiał mieć wpływ NA SIEBIE, a nie próbował wywierać wpływ na swoją "wielką miłość" te naście lat temu - byłbyś dzisiaj innym człowiekiem. A tak - piszesz jak standardowy gościu z syndromem ofiary. Przekazałeś całą odpowiedzialność za swoje życie w ręce zaburzonej kobiety i tak się w ten mechanizm sprytnie wjebałeś, że Ci zostało do teraz. Pewnie na zawsze, jeżeli nie zmienisz przekonań.

      "Chory usprawiedliwia sie- przeciez jestem chory, to nie moja wina, po prostu je
      > stem chory."

      A "zdrowy", idealny partner, stabilny emocjonalnie (hahahahahahahaahahaha) kocha na zabój, więc wybacza wszystko? :) Jak żona alkoholika :)

      Zakładam, że bardzo trudno się pogodzić po nastu latach z tym, że SIĘ SOBIE zmarnowało taki kawał życia, ale bez tego nie dygniesz. Dopóki będziesz w sobie widział ofiarę z wyprutymi flakami, idealnie kochającego, stabilnego emocjonalnie gościa zniszczonego przez czynniki zewnętrzne, będziesz w dupie.

      Może byś tak wreszcie wziął swoje życie w SWOJE ręce? Zwłaszcza że, jak rozumiem, pani już wyrzuciła ostatecznie zabaweczkę? Skup się na sobie, chłopie. Odzyskaj jaja, wyrwij ten gwózdek i uwolnij mosznę. Weź na klatę to, że nie jesteś chodzącym, kochającym ideałem, a koleżką współuzależnionym, którego deficyty miłości własnej wpędziły w konkretne problemy.

      Chciałeś zmieniać kobietę? Masz pretensję, że się nie zmieniła dla Ciebie? To teraz bądź tak uprzejmy i sam się zmień DLA SIEBIE :) Szybciutko zobaczysz, o ile łatwiej jest wymagać zmiany osobowości od kogoś, niż zmienić coś w sobie.
      • empty-words Re: ofiary osob z BPD 26.12.13, 17:04
        1.Zdecydowanie niezdrowy- spaprany!. Stabilnosc emocjonalna moze oznaczac niezmiennosc uczuc i przekonan ale niekoniecznie swiadczyc o sile charakteru, ktorego mi jak widac brakuje.

        2.Z deficytem milosci tez nie trafiles.

        3.Natomiast z zona alkoholika - w samo sedno.

        4.Rady typu 'wez sie ogarnij" sa zajebiste. Takie rzeczowe i pro:)

        • spaprany Re: ofiary osob z BPD 26.12.13, 17:20
          1. tak, rozumiem. Chodzi Ci o to, że trwale wiedziałeś, czego chcesz? Jeżeli tak, to zgoda.

          2. kolego, miłość własna to umiejętność opieki nad sobą samym, w którą wpisany jest między innymi na przykład zdrowy egoizm i dostrzeganie własnych granic. Umiejętność zadbania o swoje potrzeby podstawowe, choćby poczucie bezpieczeństwa, które pada w takiej relacji jako pierwsze. Ktoś, kto umie zdrowo kochać siebie, nie serwuje sobie nastu lat koszmaru, to jest bardzo logiczne. Ale oczywiście możesz myśleć inaczej.

          4. Wiem :) Chcesz lepszych - idź do pana pro i połóż mu na biureczku na początek 150 za pierwsze 45min. Twojego płakania. Chyba że nie chcesz wcale rad, chciałeś tylko pojęczeć, żeby jak zwykle pogłaskali profesjonalną ofiarę ;*
    • brz_a_sk Re: ofiary osob z BPD 27.12.13, 07:54
      myślę, że dowalanie to słaby pomysł
      czasem daje pozory sukcesu dowalającemu

      lepsza jest mobilizacja
      wspieranie w każdym kroku
      asekuracja w dołkach
      i spokojne stanie z boku
      czasem kop - kiedy piekło prześwieca
      • maciej003 Re: ofiary osob z BPD 27.12.13, 10:28
        A mnie się podoba, że spaprany mówi jak jest a nie jak być powinno. Kto się boi konfrontacji ze swoimi słabościami to nic się w sobie nie zmieni. Kto zrzuca odpowiedzialność za swoje życie na innych to idzie na łatwiznę. Proste i jasne.
        • brz_a_sk Re: ofiary osob z BPD 27.12.13, 10:54
          masz milion % racji
          wcale w tym punkcie się różnimy

          wbrew pozorom jestem bardzo wymagająca i konsekwentna

          może dlatego dopiero w kolejnym kroku pozwalam sobie na "bierz się za siebie" , "pozbieraj no się" - to dział gdy już ustalimy, ze wiadomo o jakich konkretnych krokach mowa

          "zrób z tym coś to proste" - raczej rzadko używam
          no czasem lubię cytować prostą receptę kolegi:

          na pytanie co zrobić by przestać pić ?

          odpowiada: to proste! wystarczy nie odkręcać!

          super trafne! dosadnie i poza dyskusją

          Pohukiwanie natomiast 'sam sobie jesteś winien' mimo, że oczywiste jest raczej wyrazem swoich niepokojów, że się odpuszcza - to tak mniej więcej jak dyrektor nie daje rady w robocie i wpada do domu na ostro i startuje do dzieciaka - fajnie synu tak dokopać- taka prawie auto naprawa

          na kogo krzyczycie, kogo poganiać no właśnie - czyż nie siebie?


          • spaprany Re: ofiary osob z BPD 27.12.13, 15:17
            a ja myślę, że to jest wątek z problemem autora, nie moim. I wątek publiczny, gdzie każdy może się odnieść. Biorę odpowiedzialność za to, co piszę na tym forum, nie piszę tu po pijaku ani narkotykach - chociaż nie powtarzam pod każdym wpisem, że to moje zdanie, bo uważam to za oczywiste.

            Pokaż mi jedno zdanie, w którym nie mam racji, zamiast prowadzić wielopostowe analizy motywów tonu, w którym piszę. Autor wątku nie zwrócił się z prośbą o głaskanie. Wystosował paranaukową analizę ekstrapolując swój przypadek na ogół związków z osobami zaburzonymi - więc odnoszę się do merytoryki, nie głaszczę.

            "Analiza cech osobowości osób..." jest nietrafiona, niekompletna. Przedstawia partnerów bpd jako wrażliwe, nad wyraz empatyczne, tolerancyjne i kochające miłością idealną owieczki. To jest tylko jedna strona medalu - z drugiej strony jest podświadoma, nieuświadomiona potrzeba lokowania swoich uczuć w osobie z gruntu i natury niedostępnej. Ale o tym już "ofiary" tak głośno i pięknie nie mówią - bo przecież naście lat trwania w pytaniu "dlaczego ona mi to robi?!?!" doskonale rozwija umiejętność, bez której nikt nie wszedłby w taki związek. Mianowicie umiejętność przekazywania odpowiedzialności za swoje życie na zewnątrz.

            Pisząc w poradniczym tonie autor kreuje jakąś łzawą wizję, zrzucając całą odpowiedzialność za naście lat swojego życia na zaburzoną partnerkę. To będą czytały inne "ofiary" kolejnych "potworów" i wśród łez wzruszenia klaskały utwierdzając się w przekonaniu, że ktoś z nich, chodzących ideałów, zrobił warzywa. Zanim się szanowny partner zabierze za naukowe podsumowania, warto poczekać, aż kurz opadnie. W przeciwnym razie taka wypowiedź jest jak obchody Dnia Niepodległości w wykonaniu narodowców z szalikami na twarzach.

            W relacji każdy postępuje tak, jak umie - jak mu pozwala jego głowa. Nie ważne, czy to trwa lata, czy miesiąc. Taka relacja i jej żniwa jest wynikiem SŁABOŚCI DWOJGA, nie zaburzenia jednej strony. Każde inne podejście to hipokryzja, która krzywdzi obie strony - i tego bardziej zaburzonego partnera, i tego mniej. Może to się wydawać dziwne, że ja, były partner notorycznie staję jakby po stronie bpd, ale tak zostanie. Zawsze będę punktował schizofreniczne podejście pt. "wiem, że jest biedna, zaburzona i nie radzi sobie ze sobą, ale w wyniku mojej bezbrzeżnej, boskiej miłości oddałem potworowi pół życia i zostałem z niczym".

            Albo się przyjmuje do wiadomości fakt, że bpd ma nad sobą bardzo ograniczoną władzę, albo się nie przyjmuje, to jest bardzo dychotomiczna sprawa. Dopóki się tego nie przyjmie w pełni, pada się ofiarą własnych oczekiwań i właśnie to jest głównym powodem melodramatycznych telenoweli. Bpd, nawet świadomemu, dwa razy na dziesięć uda się powstrzymać - a partnerowi, nawet świadomemu, dwa razy na dziesięć uda się ponad emocjami i własną krzywdą przypomnieć, z kim tańczy. Dlatego patrząc pod pewnym kątem większość win spada niestety mianowicie na partnera osoby z bpd - bo uważając się za tego zdrowego z automatu bierze na siebie odpowiedzialność za relację. Ja nie siadam do wódki z nadzieją, że nie będę miał kaca.
      • annamarianna1 Re: ofiary osob z BPD 20.04.18, 10:20
        dobrze, ze pojawił się ten wątek-nic tu nie jest jednoznaczne- założyciel postuluje ucieczkę od osoby dotkniętej borderline, każdy ma wybór, nie wróć, partner i osoby jakby postronne- znajomi, przyjaciele, oni maja wybór. Ale jaki wybór ma np matka? Może lepiej nie nawoływać do kopania chorego, przecież nie "dowalamy" inwalidom, tylko wciąż jakieś udogodnienia dla nich stwarzamy, prawda? Może lepiej szerzyć wiedzę , jak sobie z tym radzić, jak z taka osoba postępować? Autor ucierpiał od osoby chorej, wielu partnerów cierpi od osób wrednych zwyczajnie, nie szanujących innych. Ja właśnie sobie uświadamiam, że mój były maż miał prawdopodobnie borderline, ale nigdy nie został zdiagnozowany, bo za nic w świecie nie poszedłby do psychiatry. Założyłabym też osobny wątek- psychoterapia borderline, staram się ufać lekarzom, ale to, czego doświadczyłam na własnej skórze, zachwiało tę moją wiarę. Skopanie najbliższej osoby i oskarżanie o wszelkie zło tego świata chyba na dłuższą metę nie jest dobrym sposobem na pomoc, oderwanie się od najbliższych, zyczliwych osob z pewnością osobom chorym nie pomoże...
        • brz_a_sk Re: ofiary osob z BPD 22.04.18, 13:28

          Czasami ludzie wokół Cibie nie będą rozumieć Twojej drogi. Nie muszą ona nie jest dla nich.

          Nie da się budować szczęścia na niczyim nieszczęściu.

          poczucia własnej wartości nie można budować wspinając się po cudzych plecach;

          spotkanie, rozmowa są szansą - wybory też są szansą i zależą zawsze od nas, nawet jeśli nie zauważamy, że złe wybory scedowaliśmy na zewnątrz;

          nikt za nas nie przezywa naszego życia przecież - warto używać słów chcę i nie chcę, a nie używać muszę i nie mogę;

          przy okazji licencjonowany terapeuta nie powie nigdy nikomu by przekreślił kogokolwiek, by poniżył, by ... po rozstaniu, odejściu, ucieczce zajmować się gnojeniem kogokolwiek, a zwłaszcza osoby przed chwilą przecież bliskiej;

          mnie się wydaje, że zawsze warto zostawić promyk nadziei na słowo przepraszam od tych, którzy zapisali się czymś krzywdzącym - taka forma obojętności, chyba daje najszybsze uwolnienie od własnego PTSD po związku, przyjaźni, spotkaniu

          pewnie dobrze by było by wszyscy starali się wyobrazić sobie, że słucha/czyta, jest obecna osoba o której się nadaje - to działa genialnie, choć są sytuacje, kiedy zmierzanie do takiego stanu to droga na K2 - ale i tak warto
    • witchland Zwiazek z osoba BPD.... 27.12.13, 12:52
      Smutny to post. Zwlaszcza, ze samo zakonczenie jest mocno pesymistyczne, a w zwiazku z tym mijajace sie z rzeczywistoscia i realizmem.

      I owszem, chory emocjonalnie- BPD, czlowiek, moze 'pogrysc'. I robi to, przerzucajac swoje zanizone poczucie wartosci,komplexy, agresje, frustracje na ofiare pod reka, albo na osobe, ktora sobie naznaczyl na ofiare. Wywolywanie tych samych frustracji u innych jest juz dla niego samego doskonala terapia. W ten sposob leczy swoje skundlone Ego. Ktorego w sumie nigdy nie zdolal wyksztalcic.

      Jak powiadal Freud: "Czym mniejsze Ego tym wieksze projektowanie go na zewnatrz."

      Pozostawiajac BPD, na chwile w spokoju, warto sie jest skoncentrowac na tym- kim jest ewentualny partner BPD. Kto staje sie/moze byc partnerem BPD.

      Jest kilka typow ludzi. Jednym z najczestszych- jest czlowiek z Syndromem Alexithymia... Ktos kto do konca nie ma kontaktu ze swoimi uczuciami, i nie potrafi je wydobyc z podswiadomosci oraz nazwac po imieniu, czesto aby cokolwek czuc potrzebuje silnych bodzcow z zewnatrz, emocji drugiego, z ktorym pozostaje 'symbiotycznym' kontakcie.
      'Bordelina', staje sie jego motorem napedzajacym uczuciowosc i dajace silne emocje, w tym seksualne pozadanie.

      Generalnie nie mozna byc samemu- bedac 'cacy' z osoba z bordeline.

      Dlatego warto skontaktowac sie z jakims dobrym psychoanalitykiem, ktory pomoze zrozumiec u siebie pewne mechanizmy dzialania.
      Ta prawdziwa zdrowa stabilnosc nie polega na tym ze zyje z kims obok kto nie funkcjonuje normalnie i sam nie wariujeje tak jak ona, i jestem z pozoru stabilny bo nie czuje tak jak ona, ale pomimo burz i wichur jakie przezywam, moge wewnatrz siebie zachowac taka przestrzen, ze jestem stabilny i bezpieczny w sobie. Co oznacza tez ze nie staje sie parawanem ochronnym dla BPD. Nie daje soba tez okazji - dla jej destrukcji i zlych zachowan.Oraz potrafie to chore babsko zostawic i pojsc w swoja droge...

      Tego typu BPD jaki opisales nie da sie wyleczyc. Trzeba byloby zmienic ja od strony genetycznej. Natomiast tobie mozna pomoc, jezeli poszukasz pomocy dla siebie. Z tego doswiadczenia mozesz wyrosnac na nowo, mozesz byc chlopem z jeszcze wieksza krzepa i zyciowym wigorem, jezeli zakonczysz ta relacje przepracujesz i potraktujesz to przezycie jako doskonala szkole zycia.
      W relacjach z innymi uczymy sie siebie i o sobie i dopiero gdy spotykamy rownych sobie - mozemy zbudowac zwiazek szczesliwy i stabilny...:=))) czego ci szczerze zycze.

      Ps. Sorry za ewentualne bledy ortograficzne. Od 30 lat zyje zagranica i mam znikomy kontakt z j. polskim...
      • maciej003 Re: Zwiazek z osoba BPD.... 27.12.13, 15:27
        Piszesz o bordeline jako patologię, tymczasem każdy z nas nosi w sobie wszystkie z tych elementów. Pamiętajmy o tym, że to co wyróżnia bordeline od tzw. normalności, czymkolwiek to jest, to stopień natężenia pewnych "regulatorów" emocji w człowieku.

        Piszesz, że partner BPD "jest człowiekiem, który nie ma do końca kontaktu ze swoimi emocjami" ale problem w tym, że żaden "normalny" człowiek nie ma pełnej koneksji ze swoimi emocjami. Chyba, że "oświecony" albo święty. Taka już nasza ludzka natura, że żyjemy w ciemności i od czasu do czasu w tej ciemności, jeśli mocno na to popracujemy, pojawia się światło, moment jasności. Jedni mają tych jasnych momentów więcej a inni mniej.

        Warto pamiętać, że nie wszystko w człowieku jest z psychologii. Jest też etyka, moralność, dobro i zło, jest wrażliwość mnóstwo rzeczy nas charakteryzuje. Sprawia, że jesteśmy tacy jacy jesteśmy. Oglądanie człowieka tylko z perspektywy psychologii BPD, czy jakiejkolwiek innej jest ciekawe i intrygujące ale niepełne. Człowiek jest znacznie bardziej złożoną istotą.

        Protestuje wobec takich określeń jak "potrafię to chore babsko zostawić i pójść w swoją drogą". Nikt Ci nie daje prawa do oceniania innych. Zostaw to chore babsko w sobie, daj mu spokój, pozwól jej odejść ale szanuj to "chore babsko" bo bez niego nie byłbyś tym kim jesteś.
        • witchland Drogi 'maciej003' 28.12.13, 13:31
          Jezeli juz piszesz, tak bardzo kategorycznie i pewnie na temat moich wypowiedzi, czy innych ludzi, to zrob ten drobny warunek- i pisz sam za siebie i z twojego wlasnego punktu widzenia, ktory mija sie z ogolna i dostepna wiedza na temat Bordeline.Polecam ci wiecej czytac np. dosknala jest ksiazka "Psychopatologia" napisana przez norweskich naukowcow, psychologow, neuropsychologow i psychiatrow, gdzie temat Bordeline- zostal dokladnie ujety...

          Bordeline i to co za nia sie kryje jest powazna patologia, ktora jest zwiazanie z calym szeregiem dysfunkcji, zarowno w pracy samego mozgu jak i prawidlowoscia zachowan socjalnych oraz roznica w odczytwaniu i odbieraniu zachowan innych ludzi....

          Bordeline zostala zakwalifikowana do powaznych zaburzen psychicznych i jest diagnozowana w swiatowym stystemie DSM IV...
          Skala zaburzenia jest rozna i os czwarta w systemie badan DSM IV jest decydujaca- czyli ta behawioralna.

          Bordeline jest latwo pomylic z innymi zaburzeniami np. czesto mylona z silnym PTSS...ale to nie to samo. Z PTSS, ludzie wychodza, z Bordeline- silnie zaawansowanej, nie sposob wyjsc bez pomocy lekow farmakologicznych, ktore to bierze sie do konca zycia...
          Korzeniem glownym Bordeline, jest genobiologia czlowieka + srodowisko+ silne traumy+ stres.

          Tak ze pisanie jak dobrze zrozumialam- ze inni ci 'normalni', sa tacy jak ci z Bordeline tylko na mniejsza skale, jest bledne i pokazuje, ze osoba piszaca- nie ma ogolnej i dostepnej wiedzy w temacie...

          20 lat z osoba zaburzona psychicznie?!
          Tragiczne! Bo normalny i zdrowy na umysle czlowiek, z wysokim poczuciem wlasnej wartosci, ktora nie bierze sie z kompleksow, czy z innego subtytutu godnosci, ale z zdrowego pojecia JA i z tego jak sie w zyciu realizuje jako jednostka- nigdy, przenigdy nie zostanie 5 min. z kims, kto bedzie go traktowal zle, niszczyl, ponizal, umniejszal, przekraczal granice, miewal hustawki humoru itp.badzwie, ktore z punktu prawnego nazywa sie PRZEMOCA DOMOWA... Po to tylko aby w koncu wydusic z siebie /../ Zostaw to chore babsko w sobie, daj mu spokój, pozwól jej odejść ale szanuj to "chore babsko" bo bez niego nie byłbyś tym kim jesteś. /../

          ZALOSNE...Nie dosc, ze sie zostalo mentalnie zniszczonym, zubozonym w osobowsci- to nalezy jeszcze kogos takiego szanowac... Prawie jak swiety Franciszek...Albo i inny chory masochista...

          Czesto diagnoze bordeline otrzymuja kobiety. Mezczyzni, natomiast z podobnymi cechami zachowan, bardziej jednak typowymi dla mezczyzn, otrzymuja diagnoze 'Psychopaty'.

          Oba te 'gatunki' wypelniaja dosc szczelnie wiezienia polskie i te bardziej luxusowe-zagraniczne ...
          Szanowac mozna Bordeline- o ile zrozumie swoja ulomnosc i kalectwo emocjonalne oraz podejmie leczenie w tym farmakologiczne, co wiaze sie z ciezka prace nad soba dla bordeline, bo systematycznosc nie lezy w jego/jej naturze.
          Sam fakt, ze ktos tam mial ciezkie dziecinstwo nie jest jakims wytlumaczeniem, a wrecz powinno byc pretekstem do pracy nad problemem oraz nad leczeniem farmakologicznym.

          Dopiero wtedy mozna miec jakas tam relacje z taka osoba... Ale zawsze zubozona i kulejaca.
          Bo bordeline nie sa ani normalni ani nie wnosza specjalnie nic ciekawego do zycia...





          • psst_ona Re: Drogi 'maciej003' 28.12.13, 14:52
            Nie uważam, ze szacunek jest czymś żałosnym. Przeciwnie, wychodzę z tego naiwnego załozenia, że nalezy sie on kazdemu człowiekowi poprzez sam fakt, że jest człowiekiem właśnie. Trudno nam szanowac ludzi, którzy mieli jakis krzywdzący wpływ na nasze zycie. Wtedy, w całkiem naturalny i logiczny sposób przychodzi złość, żal, pretensje, frustracje i mase pochodnych, co całkiem dewaluuje w naszych oczach drugiego. Trudno oddzielić własną krzywdę od winy innych. Uważam jednak, ze wyżyną dojrzałości jest zostawienie tego drugiego i skoncentrowanie sie na sobie, bo tam jest właśnie droga do wszystkiego.
            Uważam, ze warto też doceniac wszystko, co nas spotyka w zyciu, nawet złych ludzi czy bolesne sytuacje, bo wszystko przeciez nas kształtuje i uczy. Czasem potrzeba trudnej lekcji, aby zdobyc choć namaistke madrości. Banalne ąz sie na mdłości zbiera, no wiem, kiedys to rzygałam takimi frazesami :D
            Wydaje mi się tez tutaj przesadzone i dość niesprawiedliwe ocenianie - każdy sie uczy w swoim tempie, jedni swoje madrości osiągają wcześniej, inni później, a jeszcze inni nigdy. Kazdy ma swoja kondycje psychiczna, uwarunkowania zyciowe, czasem zasady etyczne, religijne i raczej mysle, ze nie mamy prawa nikogo oceniac. Mozemy jedynie cos podpowiedziec, pomóc. " nigdy, przenigdy nie zostanie 5 min. z kims, kto bedzie go traktowal zle, niszczyl' - a owe '5min' to pojecie dosyc względne:) Kazdy ma swój czas na otwarcie oczu, musimy pozwolic ludziom aby sami do tego momentu doszli, po co taka krytyka:)
            • wendd Re: Drogi 'maciej003' 28.12.13, 15:57
              Mylisz dwa pojęcia psst_ona:)
              Mylisz poszanowanie dla praw posiadanych z samego faktu bycia człowiekiem (homo sapiens) - czyli prawa do życia, wolności, godności, samostanowienia i etc. z szacunkiem dla osoby.
              To pierwsze się człowiekowi należy, a drugie zdobywa, pozyskuje.

              Nie - nie każdy człowiek godzien jest szacunku.

              I dodatkowo myślę, że mamy prawo oceniać innych ludzi, tak samo jak inni mają prawo oceniać nas.
              Bo konfrontacja z czyimś punktem widzenia może stać się odskocznią do zmiany na inne - lepsze.
              Ocena nie oznacza przecież przekreślenia tej drugiej osoby.
              • koballt Re: Drogi 'maciej003' 28.12.13, 16:02
                Nie, nie zgodzę się z Tobą że normatywnie powinno być tak, że szacunek się "zdobywa, pozyskuje". To jest właśnie podstawowy błąd moralno-intelektualny i alibi dla najgorszego autoramentu wyzyskiwaczy.

                Szacunku - normatywnie - się nie zdobywa, szacunek się owszem czasem traci. To zasadnicza różnica punktu wyjścia. Zaczynamy od szacunku nie wiedząc nic o drugim homo sapiens. Capito?
                • wendd Re: Drogi 'maciej003' 28.12.13, 16:10
                  Nie znając człowieka zaczynamy od poszanowania dla jego niezbywalnych i nienaruszalnych praw człowieka:)
                  Poznając - z czasem obdarzamy go szacunkiem i poważaniem za to jaką jest osobą (bądź nie).
                  Capito?:)
                  • koballt Re: Drogi 'maciej003' 28.12.13, 16:17
                    wendd napisała:

                    > Nie znając człowieka zaczynamy od poszanowania dla jego niezbywalnych i nienaru
                    > szalnych praw człowieka:)
                    > Poznając - z czasem obdarzamy go szacunkiem i poważaniem za to jaką jest osobą
                    > (bądź nie).
                    > Capito?:)

                    Kontynuując tę analizę, to rozróżnianie. I podoba mi się Twoje. Na dzień dobry szanujemy drugiego człowieka w swoim zachowaniu, behavioralnie - no tak wynika logicznie z tego co przedstawiłeś - a potem gdy go poznamy możemy lub nie zacząć go szanować także wewnętrznie, w samym sercu naszem...
                    • koballt Re: Drogi 'maciej003' 28.12.13, 16:20
                      I teraz patrząc dalej. Miliarder Jan Kulczyk zapytany kiedyś czy nie przeszkadza mu to, że nigdy nie wie czy ten szacunek z jakim się spotyka na co dzień jest szczery i głęboki, czy tylko merkantylny, odpowiedział: To nie mój problem czy ludzie którzy okazują mi szacunek robią to szczerze, to ich problem.
              • wolna_jak_ptakk Re: Drogi 'maciej003' 28.12.13, 16:22
                Nikt kto jest zaburzony czy chory sam sobie tego nie wybiera.Szanuje i kibicuje wszystkim , którzy wiedząc o swoim problemie i widząc jak on oddziałowuje na inny ludzi cos z tym robią, chociaż próbują.Ale jak mam szanować człowieka , który ma diagnozę wie ,że powinien coś zmienić bo ruinuje innym zdrowie (psychiczne głownie) a ma to w czterech literach i robi dalej co robi kolejnej osobie, ludziom.Oczywiści ,że zdaj esobie sprawę ,że jest to cholernie trudne i wymaga pomyslenia nie tylko o sobie ale jest możliwe bo piszą tu ludzie starający się.
                Z innej beczki ,ostatnio był wywiad z terapeutą apropo toksycznych relacji.Okazuje sie ,że ludzie czasem dobrze latami funkcjonują w takich chorych układach bo ich wzajemne deficyty pasują do siebie jak puzle obydwoje są i katami i ofiarami w takich związkach.Ktoś kto dostał w dzieciństwie przekaz ,że jest wartościowy tylko wtedy gdy poświęci się i odda całego siebie jest idealny dla psychopaty, który żeruje na takich ludziach.Tak działa ekosystem są drzewa i sa huby, jemioły..
              • psst_ona Re: Drogi 'maciej003' 28.12.13, 20:52
                Bardzo słuszna uwaga! Hmm... Szacunek ten podstawowy, fundementalny dla każdego człowieka i poszanowanie jego życia są niepodważalne. Ale szacunek 'za coś', taki szacunek uwarunkowany? Hm... To rzecz trudna do okreslenia, bo przecież ta sama cecha w człowieku u jednych moze wzbudzać własnie szacunek, u innych zaś negację. Tu jest konflikt norm etycznych, a sam temat podchodzi pod filozofie etyki, nie będe zanudzac ;) Chodzi mi jednak o to, że często interpretujemy drugiego człowieka poprzez pryzmat doznanych przez niego krzywd i nasza ocena nie jest obiektywna i uczciwa. Nasze emocje odbierają drugiemu człowiekowi szacunek. Jak najbardziej zgadzam się, ze mamy prawo oceniać - co wiecej, jest to proces podświadomy i nieunikniony. Zastanawiam się tylko, czy mamy prawo oceniać człowieka, czy raczej jego zachowanie i czyny? Dajmy na to politycy - jak słyszę niektóre brednie, kłamstwa, skurwysynstwo moralne to czuję obrzydzenie. Ale w rozmowie z takim człwoiekeim nie nazwe go epitetem, tylko określe jego zachowanie i słowa. Nie wiem na ile ta separacja człowieka i jego zachowania jest mozliwa.
                Hm... W zasadzie to szacunek wychodzi od osoby, która nim kogos obdarza. I w tym tkwi sedno myślę. To przymiot moralny i swiadczy wiele o obdarzającym.
                • wendd Re: Drogi 'maciej003' 28.12.13, 21:53
                  Mówimy o tym samym.
                  Czyli - poszanowanie dla człowieka (samego w sobie) oraz ewentualna negatywna ocena i krytyka jego zachowań, działań które na szacunek nie zasługują.

                  Na wyzwiska, kłamstwa i krzywdy nie trzeba reagować tym samym.
                  Szanujący siebie człowiek będzie się przed tym bronił tak jak mu własna wewnętrzna kultura i wrażliwość na to pozwala.
                  Jeśli zaś w odwecie serwuje stale i w kółko to samo - to oznacza to tyle, że jest taki sam i wart swojego krzywdziciela.
                  Chociaż rozumiem też, że mogą komuś puścić nerwy. Krew nie woda.

                  Z tym "obiektywizmem" to ja byłabym ostrożna:)
                  Obawiam się, że w sytuacjach, które bezpośrednio i mocno będą dotyczyć mnie i ważnych dla mnie spraw mogę okazać się bardzo mało obiektywna. To zaburza postrzeganie:)
            • witchland Mysle, ze... 28.12.13, 17:18
              Rozumiem co chcesz powiedziec, w kontekscie mojego posta. Jednak jest w tym pewne ale...

              Uwazasz,ze nalezy szanowac kazdego nawet tego zlego czlowieka bo cos pozytywnego wnosi w nasze zycie, a my pozniej jak te pracowite pszczolki przerabiamy to na slodki miod...:=) I same pozytki z tego mamy + rozwijamy sie we wlasciwym kierunku?:=))

              Niestety ale tak nie jest! Suma sumarum jest taka- ze wiekszosc osob wychodzi z relacji z typowym zaburzonym Bordeline z duzymi uszczerbakami na zdrowiu psychicznym jak i fizycznym.
              Wiele osob wrazliwych popelnia samobojstwa, wiele choruje na choroby psychosomatyczne...Wiele innych wpada w depresje, narkomanie, czy alkoholizm.

              Nie ma bilansu pozytywnego, po kontakcie i zyciu w relacji z czlowiekiem zaburzonym psychicznie.

              W ukladzie z zaburzonym Bordeline nalezy oczekiwac, ze nie wszystkie czesci jej/jego osobowsci, czy wrecz obszary mozgu sa chore. Np. czesc intelektualna moze wzglednie funkcjonowac. Ludzie ci przejawiaja wole, choc szybko sie nudza i rezygnuja..

              I wlasnie fakt ze maja Wole i moga nia kierowac, a wiec gdzies na jakims planie funkcjonuja jak pozostali zdrowi ludzie- robi- ze czlowiek zastanawia dlaczego nie kieruja sie wola, empatia, wspolczuciem, a jedynie instynktami, czy impulsami... dlaczego pociaga ich zlo...
              I tu wchodzi pojecie szacunku ktore jest obszerne i dosc zawile... Jezeli ktos moze sie pohamowac i kierowac swiadomie swoimi czynami to dlaczego tego nie robi?


              • koballt Re: Mysle, ze... 28.12.13, 17:21
                A jednak... Szanować to jest coś innego niż preferować czy doceniać (!). Szanować to jest czuć w swoim jądrze jestestwa że tamten i tamta też zmaga się z losem...
                • koballt Re: Mysle, ze... 28.12.13, 17:24
                  Ano właśnie. Żeby szanować, trzeba być empatycznym lub doskonale wychowanym, co właściwie jest bliskoznaczne (dzieci doskonale wychowane są empatyczne, nie że kukiełki z manierami)
                  • maciej003 Re: Mysle, ze... 28.12.13, 17:41
                    Chociaż wszyscy jesteśmy zależni jeden od drugiego, krępują nas sytuacje, krępują ludzie, ale koniec końców zawsze możemy wybierać między dobrem a złem. To się nazywa wolność. Chrześcijanie mówią o tym wolna wola. Ten wybór nie został nikomu odebrany nawet człowiekowi z BPD. I nie mówcie mi, że on ma ograniczoną władzę umysłową bo nie wie, że robi źle. Gdyby tak było ludzi z BPD nie można było sądzić tylko zamykać w szpitalach.
                  • wendd Re: Mysle, ze... 28.12.13, 18:13
                    Używacie tego "szacunku" w różnych kontekstach i na określenie różnych postaw i dlatego nie możecie się dogadać.

                    Ten "szacunek" to pojęcie ogólne i reakcja (pozytywna) na całokształt jaki prezentuje sobą dany człowiek.

                    Więc na skrajnym przykładzie - Hitler.
                    Był człowiekiem więc nie można mu było odmawiać poszanowania dla jego praw człowieka (przynależnych każdemu od urodzenia) - wolności, godności, samostanowienia, procesu i etc.
                    Był artystą i autorem niezłych prac - można darzyć go w tym względzie uznaniem (podziwem dla talentu? lub nie).
                    Miał ciekawe zainteresowania - można je podzielić, cenić lub też nie cenić.

                    Ale czy jako człowiek (całokształt) był godny szacunku? - nie!

                    I to chce powiedzieć Witchland.
                    To, że człowiek ma zainteresowania, talenty, osiąga sukcesy w pracy zawodowej jeszcze nie jest podstawą do darzenia go ogólnym szacunkiem.
                    Za talent czy sukces można docenić - w tym jednym szczególnym (nie ogólnym) zakresie.
                    Bo szanować (lub nie szanować) można za to jakim jest się człowiekiem i dla siebie i dla innych - dla rodziny, sąsiadów, kolegów, współpracowników.
                    Ktoś kto niszczy drugiego człowieka, niszczy jego zdrowie, psychikę, życie i ma świadomość tego jakie sieje spustoszenie - ale robi to, bo ma w tym interes (np. chwilowa poprawa swojego samopoczucia) to po prostu dno.
                    Dno, które nie zasługuje na szacunek.

                    ------------------
                    "Szanować to jest coś innego niż preferować czy doceniać (!). Szanować to jest czuć w swoim jądrze jestestwa że tamten i tamta też zmaga się z losem... "

                    To nadinterpretacja:)
                    Powyższe stwierdzenie to nie szacunek tylko raczej świadomość, że niczyja droga życia nie jest usłana różami:)



                • koballt Re: Mysle, ze... 28.12.13, 18:10
                  > A jednak... Szanować to jest coś innego niż preferować czy doceniać (!). Szanow
                  > ać to jest czuć w swoim jądrze jestestwa że tamten i tamta też zmaga się z lose
                  > m...

                  I teraz... Zauważyłem, że wiele zależy od tego jak wielu podziela tego rodzaju perspektywę. Otóż w środowisku zdominowanym przez mało lotne dictum "na szacunek trzeba sobie zasłużyć", ludzie stosujący tę wyższą miarę są... po prostu często nierozumiani. To znaczy tamci myślą, że jakoś pięknie zadziałali i są jacyś w ogóle kompletni ha ha ha bo ktoś im okazuje szacunek. To istotny problem.
                  • wendd Re: Mysle, ze... 28.12.13, 18:21
                    Koballt - dla czującego, inteligentnego człowieka (który potrafi zinterpretować zachowania i działania innych (przejawiane w dłuższym okresie czasu niż chwila) odczytanie czy ma do czynienia z szacunkiem czy tylko manipulacją nie jest problemem.
                    • koballt Re: Mysle, ze... 28.12.13, 18:27
                      Ale ja o czym innym... i poważniejszym problemie. Ja pisałem, że łatwiej być dobrze rozumianym będąc szanującym w ogólnie szanującym środowisku
                      • koballt Jeszcze raz podkreślmy 28.12.13, 18:30
                        Ważny jest kod porozumiewawczy danej grupy. Jeśli przeważa wykładnia "na szacunek to trzeba sobie zasłużyć u nas", wtedy ktoś od razu, ze staru okazujący szacunek innym narazi się tylko na durne zrozumienie tamtych że sobie zasłużyli:))

                        I rest my case
                        • maciej003 Re: Jeszcze raz podkreślmy 28.12.13, 18:46
                          A czy z szacunkiem nie jest tak jak z autorytetem, że się go ma albo nie ma? Nie można dać komuś szacunku i nie można dać komuś autorytetu. To jest coś co ma ten człowiek a nie co my możemy mu dać. W tym jest różnica. My możemy komuś okazać szacunek a właściwie uznać szacunek w nim, bo my nie mamy tej siły w sobie ani możliwości, żeby dać komuś szacunek czyli tą wartość wewnętrzną, niezbywalną w człowieku. To samo z autorytetem, nie można kogoś nim obdarować, ten człowiek z autorytetem nosi go w sobie. Może być dla nas autorytetem ale nie możemy mu tego autorytetu wcisnąć choćbyśmy nie wiem jak próbowali.
              • spaprany Re: Mysle, ze... 28.12.13, 18:53
                "> Nie ma bilansu pozytywnego, po kontakcie i zyciu w relacji z czlowiekiem zabur
                > zonym psychicznie."

                Ooo, to jest bardzo relatywne. Jak się z takim przeżyje 15 albo 20 lat, pewnie faktycznie bilans wychodzi na minusie. Ale jak się w porę wycofa? Można wyciągnąć niezliczoną ilość bezcennych wniosków i od nowa, lepiej zdefiniować sobie siebie samego i siebie w sferze stosunków międzyludzkich. Tylko to wymaga zajebiście ciężkiej pracy, jest niewygodne i niezbyt miłe. Ja wychodzę z założenia, że w życiu nigdy nie jest za późno na zmiany, nawet jakby miały przynieść wymierną korzyść minutę przed śmiercią. A myślę tak, bo kilka lat temu widziałem cierpienie umierającego człowieka, który zdał sobie sprawę z tego, że przeżył życie uciekając od tego, co najważniejsze i najcenniejsze.

                "Jezeli ktos
                > moze sie pohamowac i kierowac swiadomie swoimi czynami to dlaczego tego nie rob
                > i?"

                Jesteś byłą, czy aktualną partnerką bpd? Jakkolwiek, odpowiem Ci pytaniem na pytanie: dlaczego każdego jednego dnia, kiedy mogłaś pokierować świadomie swoimi czynami i odejść, żeby kosmicznie poprawić komfort swojego życia, nie zrobiłaś tego?

                Człowiek ma ograniczony wpływ na samego siebie, bo go blokują przekonania. Często nieuświadomione. W kodzie, fundamencie osobowości partnera bpd jest głęboko zakorzenione przeświadczenie, że w miłość wpisane jest odrzucenie.

                Dlaczego, skoro chciałabyś wymagać zmiany u kogoś, kto ma inną biochemię mózgu - miałabyś nie wymagać od siebie zmiany przekonań? Spróbuj się zorientować, co wepchnęło Ciebie w taki związek i zmienić to "coś" - zobaczysz, jak łatwiutko :)

                Uwierz mi, znacznie łatwiej jest zmienić siebie, niż kogokolwiek innego. Żywym dowodem są te tysiące związków, w których dekadami jedna strona próbuje zmienić drugą. Choćby dość dramatyczna historia związku moich rodziców. Ja odszedłem od mojej zaburzonej wielkiej miłości mniej więcej wtedy, kiedy się zorientowałem, że siodłam żyrafę. A mojej mamie właśnie bezskuteczne siodłanie żyrafy zabrało pół życia.

                Wydaje mi się, że źle widzisz pojęcie woli u zaburzonych. To nie jest taka wola, jak Ci się wydaje. Żeby postępować inaczej, nie ranić - trzeba zmienić cały system przekonań, calutki, od podstaw. Żeby się zdecydować na trwałe porzucenie bardzo prostych w swojej naturze mechanizmów, które w świadomości bpd umożliwiają jakiekolwiek funkcjonowanie w świecie, trzeba choćby trwale uwierzyć w to, że te mechanizmy są niepotrzebne. I tu już jest pierwszy problem, bo w zaburzenie wpisane jest uszkodzenie mechanizmu trwałego postrzegania siebie i całego otoczenia. Deficyty zaufania sobie, wiary w swoje możliwości, swoją samosterowność, niezależność, odpowiedzialność za siebie, w swoje siły i realne atrybuty. Te deficyty przybierają nieraz rozmiary, o których się nie śniło ani mi, ani Tobie. To jest trochę jak z Hilarym i jego okularami: cholernie trudno jest znaleźć okulary, nie mając okularów na nosie.

                Co do wolnej woli - bpd kieruje się priorytetową potrzebą redukcji ogromnego lęku, który w sobie nosi. To jest potrzeba tak silna, że praktycznie porównywalna z instynktem. Spróbujcie nie spieprzać, jak zobaczycie, że Was goni niedźwiedź. O wolnej woli można mówić wtedy, kiedy obraz rzeczywistości jest z tą rzeczywistością mniej więcej zgodny. Przystający. Wtedy wybory oparte na tym postrzeganiu są w ocenie zdrowej jednostki racjonalne i dobre, normalne. Dasz komuś cukierka - podziękuje, może nawet odwdzięczy się dając ciastko. Bpd używa wolnej woli dokładnie zgodnie ze swoim chwilowo obowiązującym modelem świata. Jak jej używa - można sobie wyrobić na ten temat klarowne zdanie czytając wypowiedzi tych, którzy się tutaj udzielają.

                Dasz cukierka - osoba zaburzona weźmie i odwdzięczy Ci się pudełkiem ciastek. Ale dasz identycznego za dwa dni - zamiast w zaufaniu, na podstawie opartej na doświadczeniach wiedzy o Tobie ucieszyć się z cukierka, poleci myślami dalej. I zaraz dostrzeże w tym spontanicznym akcie zagrożenie:

                "może ten cukierek jest ze strychniną, a może z opium, uzależnię się, a ten ktoś nigdy w życiu mi już nie da cukierka, albo będzie je wydzielał, a ja się będę męczyć??? No pewnie, jak mogłem tego nie zauważyć! Mam wolną wolę, mogę dać w ryj dawcy cukierka i uciec ile sił, przecież nie będę ryzykował życiem!!!"

                Taki będzie w tym momencie jej model świata, tej osoby. To nie jest jakiś super precyzyjny model i najlepszy przykład, ale myślę, że może posłużyć w tym wypadku.

                Żeby priorytetem stało się dobro, troska o bliskiego człowieka - trzeba najpierw zdjąć z piramidki potrzeb inny priorytet, mianowicie redukcję lęku. I właśnie o to się tu sprawa rozbija, bo czasami ten lęk jest wprasowany w strukturę osobowości na amen.
                • maciej003 Re: Mysle, ze... 28.12.13, 19:10
                  Spaprany. To bardzo przekonywujące co piszesz, wprasowana, priorytetowa konieczność zapanowania nad swoim lękiem. Gdyby jednak poteoretyzować i wziąć pod uwagę jedną zasadniczą rzecz i moje własne w tym względzie doświadczenie, że człowiek to nie tylko psychologia, że psychologia nie definiuje istnienia ludzkiego w całości bo nie ma takiego zakresu możliwości, to czy ktoś z poważnym BPD jest w stanie poświęcić swoje życie za życie swojego dziecka w sytuacji zagrożenia? Oczywiście psychologia powie w tym względzie jasno, że nie brak zdolności współodczuwania itp. Ale czy na pewno to nie jest możliwe?
                  • spaprany Re: Mysle, ze... 28.12.13, 19:38
                    "...że człowi
                    > ek to nie tylko psychologia, że psychologia nie definiuje istnienia ludzkiego w
                    > całości bo nie ma takiego zakresu możliwości..."

                    Psychologia nie definiuje, ona opisuje istnienie ludzkie. Poza nią jest tylko biologia.

                    Na pewno słyszałeś o tym, że w dzieciństwie u przyszłego bpd na skutek doświadczeń przeżywanych podczas kształtowania się struktur osobowości zwyczajnie inaczej rozwija się mózg. W/g jakichś badań (nie jestem kozakiem na tym polu wiedzy) znaczenie ma też czynnik genetyczny. Efekty są takie, że są zachwiane proporcje między poszczególnymi elementami mózgu odpowiedzialnymi za współodczuwanie, odbieranie bodźców, opis i zarządzanie emocjami, interpretację cudzych zachowań, obróbkę treści, które wpadają poprzez zmysły do głowy. To już nie jest psychologia, to jest biologia, ze sprawami proporcji obszarów mózgu wiąże się kwestia równowagi biochemicznej, która też się różni od tej u zdrowej osobowościowo jednostki. Jak zechcesz, doszperasz się w sieci informacji o przedniej korze zakrętu obręczy, hipokampie i takich innych drobiazgach.

                    Co do dziecka - nie wiem. Nie mam pojęcia.
                    • maciej003 Re: Mysle, ze... 28.12.13, 20:11
                      To rozumiem i to jest dla mnie jasne, ale człowieka daje się też "złapać" w relacji do sytuacji, do systemu społecznego, do drugiego człowieka, do grupy osób itd. Dla literatury odkrył to Gombrowicz od Gombrowicza psychologia w literaturze się skończyła jako narzędzie odkrywające i opisujące ludzi czy społeczeństwa. Gombrowicz i jego "odkrycie" to jest po dziś dzień dla twórców niewyczerpane źródło wiedzy o człowieku. W filmie jest tak samo, oczywiście w tym z najwyższej półki, jak Haneke np. Rzecz w tym, że jest dużo ciekawego "materiału" w ludziach poza psychologią i biologią. Słowem, że to nie jest takie proste. Bo jak tylko włączysz do tego metafizykę, Boga, etykę, moralność, całą tę naszą kulturę to dopiero wtedy robi się naprawdę ciekawie, naprawdę gorąco. Ale może tylko dla mnie :)
                • wendd Re: Mysle, ze... 28.12.13, 19:10
                  Dlaczego to "danie cukierka" nie jest zawsze tylko daniem cukierka?
                  Dlaczego umysł może prosty gest (tak opierając się na tym przykładzie) interpretować na tak wiele sposobów?
                  Zwłaszcza wtedy kiedy cukierkiem częstuje kochająca i znana od np. 3 czy 10 lat osoba?

                  Nie rozumiem tego.
                  • spaprany Re: Mysle, ze... 28.12.13, 19:49
                    Dlatego, że przez lata, w których kształtowała się osobowość były poddawane manipulacji i otrzymywały sprzeczne komunikaty? Dlatego, że raz mama za darmo, w poczuciu winy obsypywała cukierkami, a innym razem lała pasem za zupełnie nieadekwatne przewinienia?

                    Nie chcę się silić na jakieś super podsumowania, bo nawet na gruncie psychologii wiedza o sprawach zaburzeń osobowości jest wciąż dość mglista. Pierwsza i najważniejsza sprawa jest taka - i to się tyczy szacunku - że w momencie, w którym nie jesteśmy w stanie rozpoznać intencji czyichś zachowań i wyborów, pozostaje nam szanować jego odmienność. Są rzeczy, których naprawdę nie trzeba rozumieć, a i takie, których zrozumieć się nie da. Wtedy pozostaje zgoda ze stanem rzeczy i decyzja, co z tym stanem rzeczy robimy. Nie ocena, przyjęcie do wiadomości i decyzja, jaki wpływ na moje życie ma mieć to, na co nie mam wpływu.

                    Tu jest ogromny wspólny mianownik między bpd a ich partnerami - jedno i drugie chce mieć wpływ na to, na co chcieć nie powinno. Zdrowie psychiczne zaczyna się tam, gdzie odrzucamy potrzebę tego wpływu. Dokładnie w tym samym miejscu zaczyna się duchowość :)
                    • wendd Re: Mysle, ze... 28.12.13, 20:12
                      Pierwsza i naj
                      > ważniejsza sprawa jest taka - i to się tyczy szacunku - że w momencie, w którym
                      > nie jesteśmy w stanie rozpoznać intencji czyichś zachowań i wyborów, pozostaje
                      > nam szanować jego odmienność. Są rzeczy, których naprawdę nie trzeba rozumieć,
                      > a i takie, których zrozumieć się nie da. Wtedy pozostaje zgoda ze stanem rzecz
                      > y i decyzja, co z tym stanem rzeczy robimy. Nie ocena, przyjęcie do wiadomości
                      > i decyzja, jaki wpływ na moje życie ma mieć to, na co nie mam wpływu.

                      Ja powiedziałabym "uszanować" wybór i odmienność + prawo tej drugiej osoby do samostanowienia o sobie i swoim życiu:) bo szanowanie to już taka ocena na plus:)
                      Ale rozumiem, co chcesz powiedzieć i w zupełności się z tym zgadzam:)


                      > Tu jest ogromny wspólny mianownik między bpd a ich partnerami - jedno i drugie
                      > chce mieć wpływ na to, na co chcieć nie powinno. Zdrowie psychiczne zaczyna się
                      > tam, gdzie odrzucamy potrzebę tego wpływu. Dokładnie w tym samym miejscu zaczy
                      > na się duchowość :)

                      Co znaczy "jedno i drugie chce mieć wpływ na to, na co chcieć nie powinno"?

                      A wracając jeszcze do tego przykładu z cukierkiem (jakoś tak bardzo do mnie przemówił) - to brzmi to bardzo niepokojąco.
                      Bo jeśli za głupiego cukierka można dostać paczkę ciastek i jednocześnie trafia się na osobę bez skrupułów - to może to stwarzać pole do ogromnych nadużyć wobec osób z BPD i na ich szkodę.
                      • wolna_jak_ptakk Re: Mysle, ze... 28.12.13, 20:30
                        A sie z tym nie zgadzam.Jestem mega tolerancyjna, każdy ma prawo do życia ,bycia stanowienia o sobie itd dopóki nie wpływa i nie krzywdzi to innych.To tak hardcorowo czy szanować czy uszanować pedofila?To tez jest zaburzenie?choroba? tego tez nikt sam sobie nie wybiera.I co może to robić bo taka jego natura.Jasne ma taki a nie inny pociąg seksualnosć ale WIE ,że robiąc to co robi krzywdzi ciało i umysł kuźwa wie to i nic z tym nie robi, pewnie też ma chory mózg i zaburzoną biochemię , może też inaczej interpretuje i przeżywa ale WIE WIE ma świadomość.I BPD tez ma kuźwa świadomość i ma to w dupie..bo bo właśnie on jest pępkiem świata i jego potrzeby są najważniejsze to jest ten pieprzony egocentryzm i właśnie brak empatii a także poszanowania uczuć drugiego człowieka skoro mowa tu o szanowaniu.Oni nas nie szanują a my mamy -i taki to właśnie chory układ.
                        • maciej003 Re: Mysle, ze... 28.12.13, 20:40
                          Jak wie, że źle robi to jest dla mnie zły człowiek. Złego człowieka omijam z daleka. Nie chce mi się go nawet ani szanować ani nie szanować. Niezależnie od tego czy jest BPD czy PPD czy CIA.
                        • wendd Re: Mysle, ze... 28.12.13, 21:26
                          Uszanować w sensie uznać czyjąś odmienność i nie zmieniać na siłę, nie tresować, nie żądać dostosowania się w całej rozciągłości do własnych oczekiwań - jeśli ta druga osoba tego nie chce.

                          Pedofilia nie jest tu dobrym przykładem (moim zdaniem).
                          Człowiek może być rasowym pedofilem wcale nie krzywdząc dzieci - np. tylko dowolnie fantazjując o nich.
                          Jeśli krzywda spotyka rzeczywiste dziecko bezpośrednio lub pośrednio (bo np. ogranicza się do pornografii dziecięcej) to interweniuje prawo.
                          Dziecko zupełnie nie ponosi odpowiedzialności za to, że spotkała je taka krzywda - bo nie jest w stanie tego przewidzieć ani się przed tym uchronić.
                          Nie wybrało samo sobie takiej krzywdy.

                          Dorosły człowiek może ochronić się przed manipulacją ze strony osoby z BPD - będąc z nią w relacji (małżeńskiej, koleżeńskiej i etc.).
                          Bo to w przeciwieństwie do układu pedofil-dziecko nie jest to relacja czarno-biała.
                          Coś go w tej niesatysfakcjonującej relacji trzyma.
                          • wolna_jak_ptakk Re: Mysle, ze... 28.12.13, 21:31
                            No może z ta pedofilia to troche pojechany przykład ale czy dziecko rodzica matki czy ojca z BPD
                            może się bronić w tej relacji też nie.Przecież to co robi BPD to jest przemoc, przemoc psychiczna .
                            • psst_ona Re: Mysle, ze... 28.12.13, 22:29
                              A czy jakiekolwiek dziecko moze sie obronic przed swoim rodzicem? Gdyby dzieci sie umiały bronić przed swymi matkami i ojcami nie byłoby bpd ani innych pokręceń. Zresztą dzieci nawet nie wiedzą, że są krzywdzone psychicznie. Jak dostaną klapsa to wiadomo - jest to fakt, można go zinterprretowac jako krzywdę. Ale różne manipulacje i toksyczne zabiegi psychologiczne to już nie taka oczywista sprawa. Nawet jak intuicyjnie coś jest nie tak, trudno dziecku to sobie uświadomić i nazwac to, juz nie wspominając o obarczeniu odpowiedzialnoscią rodzica. I dziecko zyje sobie jak umie i karmi sie taką toksyczną miłością, bo potrzebuje miłosci zewnetrznej jak powietrza i bierze taką, jaką dostaje. I potem idziemy w swiat z taką matrycą podświadomości jako bordy, partnerzy bordów i inne ciekawe okazy ;)
                              I jednak nie godzę się na ocenianie matek w kontekście ich bpd. Sama jestem mamą i relacja z moim dzieckiem jest najbardziej udaną w moim życiu:)
          • psst_ona Re: Drogi 'maciej003' 28.12.13, 15:23
            Jeszzce taki aneks mały, bo Twoje zdanie ostatnie mnie zastanowiło... Określenie 'normalni' , nawet w tak kolokwialnym znaczeniu jest dośc względne i niejasne :) Kto z nas jest na 100% 'normalny'? Mogłabys mi wyjasnic szerzej znaczenie 'normalny'? Ciekawa jestem jak to rozumiesz, jakie masz kryteria 'normalności'?
            Hm... Czy bordy nic nie wnoszą ciekawego do zycia? Dla mnie człowiek to nie tylko bord czy nie-bord, to nie tylko jego stan psychiczny. Człowiek to też jego zycie, zainteresowania, umiejętności, poglady i masę innych. Wybacz, ale dla mnie nie ma pustych ludzi którzy nic nie wnoszą do mnie:) Nawet jeżeli nijak mi w niczym nie pasują, daja mi informacje o mnie samej - pokazuja czego nie lubie lub na co sie nie godzę itp.
            pzdr :)
          • maciej003 Re: Drogi 'maciej003' 28.12.13, 15:38
            Witchland, no w Twoich kategoriach jestem nienormalny - będę z tym żył i pewnie jakoś dam sobie radę :) "Moje życie było tragiczne"? Cóż, to ocena, więc zanim będziesz oceniał innych spróbuj wykonać akcję z lustrem.
    • brz_a_sk Re: ofiary osob z BPD 27.12.13, 16:20
      teraz będzie rozciąganie między winą a zaburzeniem = brakiem winy

      nie takie to proste

      jak z alkoholizmem - choroba - tak; leczenie/terapia - tak; ale barak winy za krzywdzenie - nie; nie leczenie się - nie;

      powiem tak jesli border nie jest w stanie powstrzymać się od rujnowania drugiego człowieka, powinien żyć sam i na pewno być się terapii

      Co do różnicy między borederem, a każdym innym człowiekiem nie polega ona tylko na nasileniu 'objawów' - tak w uproszczeniu, po mojemu jest inaczej, border ma deficyty nie do wypełnienia siła woli i zdaje się w żaden inny sposób; terapia chyba pozwala uczyć się żyć w sposób znośny mimo wszystko; podkreślam to ja tak to widzę na razie;

      Terapia wymaga profesjonalnej wiedzy - to nie chodzi o dobra wolę, czy staranie się by być dobrym, łagodnym, szczerym itd to zdecydowanie nie tak, nie takie to proste

      zawsze partner ma zająć się sobą po pierwsze
      czy partnera czeka lżejsza, łatwiejsza terapia? chyba nie - inna;
      znam kilka osób po kilkuletniej terapii i nadal w czarnej d@pie - jest lepiej spokojniej ale mowy nie ma o nowym zdrowym związku - schematy po 'tresurze'; są silniejsze niż zdrowa wolna głowa

      Nic nie jest już proste po związku z borderem - obronna ręką wychodzą silne osobowości, kiedy związek toczy się niby normalnie i nagle border pokazuje swoje problemy, wali się wszystko - silny przeciera oczy, dystansuje się i odchodzi; osoby słabsze czy wkręcane powolutku w zaburzony związek toną po uszy, border mimo, że cierpi to jednak ma satysfakcję z wkręcania; partner nie ma tak naprawdę nic- prócz satysfakcji, że wytrzymuje w pomaganiu - a nie pomaga jeśli nie ma twardej terapii

      potwornie trudne to wszystko
      • maciej003 Re: ofiary osob z BPD 27.12.13, 16:45
        To wszystko prawda i nie prawda jednocześnie. Moja terapia po związku z borderem, który trwał 20 lat trwała dwa miesiące. Co nie oznacza, że poczułem się oczyszczony natychmiast ale stanąłem na własne nogi i pozbierałem się w miarę szybko. Przechodząc przez te wszystkie fazy od wściekłości po pogodzenie. Jak się jest tak długo z kimś kto ma BPD to te emocje, o których wszyscy piszecie z czasem cichną, nie ma już takich jazd góra-dół, jak na początku związku. Jestem silnym człowiekiem i stawiam światu swoje warunki. Osoba z BPD mnie nie zniszczyła, nie zrobiła ze mnie psychicznego wraku ani też człowieka bez inicjatywy i bez przyjaciół. Udało mi się zachować grono najbliższych. Czuję się też człowiekiem spełnionym zawodowo a nawet głęboko usatysfakcjonowanym pod tym względem. Odszedłem, kiedy dowiedziałem się, że nie mam szans na prawdziwie bliskie emocje z moją żoną, i że to ona musi się pozbierać. Wtedy zgasła nadzieja na happy end. Już nic więcej nie mogłem w tej sprawie zrobić. To było oczyszczające i przyniosło mi ulgę. Nie byłem desperatem, który chciał się kopać z koniem.

        Uproszczenie to jest rozbieranie tej sytuacji życia z kimś z BPD na winnych i niewinnych, na kata i ofiarę, na czarne i białe.

        • brz_a_sk Re: ofiary osob z BPD 27.12.13, 17:08
          tak - odżywa się szybko
          nawet rzuca się w życie
          tylko czasem zauważa się, że krzywdzi się każdego kolejnego partnera podobnie jak było się skrzywdzonym
          (cień doświadczeń powiela się w nowych relacjach z bolesną świadomością tego, ze wszystko jest inaczej niż kiedyś, z złym piętnem? )





      • spaprany Re: ofiary osob z BPD 27.12.13, 17:43
        Zgoda, ale to nie jest tak, że partner nie ma NIC. Gdyby tak było, układ by się rozpadł, bo przestałby być funkcjonalny. Nie wierzmy tak bardzo i do końca w boską, idealną miłość jako motor napędowy partnera bpd, bo to jest iluzja. Partner ma bardzo dużo, choćby te piękne chwile, które na zasadzie kontrastu i poprzez dodatkowy walor ulgi wydają się 10x piękniejsze, niż podobne chwile w zwykłej relacji :) Partner ma głównie wierną powtórkę z odrzucenia, którego doświadczał regularnie w dzieciństwie. Nie wiem, czy każdy, ale odpowiedź na pytanie "dlaczego?" u wielu partnerów jest właśnie w tym.

        Owszem, nic nie jest proste, bo już się dalej nie da na lenia, bez refleksji iść przez życie. Co by było gdyby nie spotkać bpd na drodze - można tylko gdybać. Co z tym zrobić, gdy się już spotka - trzeba decydować. Nie - można. Trzeba. To jest życiowa okoliczność, która zmusza do decyzji, prędzej czy później, ze wszystkimi konsekwencjami. Brak decyzji też jest decyzją.

        Wielki szacunek dla kolegi Macieja, że się szybko otrząsnął - ja, nie ma co ukrywać, do tej pory okresowo bekam moją dużo krótszą i dużo zapewne luźniejszą relacją. Być może właśnie dlatego tak się dzieje, że moja "miłość" w wyniku lęków nigdy się do końca nie spełniła, więc nie miałem okazji zobaczyć z bliska całego arsenału. Może również dlatego, że ogromnym wysiłkiem i cudem zawczasu się zerwałem. Minęło cholernie dużo czasu, a do tej pory są dni, kiedy upychanie tego wszystkiego w głowie kosztuje mnie mnóstwo wysiłku, o czym akurat Ty wiesz, brzask.

        Jakkolwiek, w tym wszystkim jest jakiś urok, jakieś smutne piękno. To wszystko jest jakieś takie skrajnie ludzkie. Nie sposób nie dostrzec i nie docenić chorego, melancholijnego romantyzmu, który do samego końca walczy z koszmarnym smrodem brudów niczym odurzająca nuta wszystkich słodyczy świata w festiwalowym toi-toiu :)
      • odnowa80 Re: ofiary osob z BPD 27.12.13, 20:39
        Moją taktyką na wycofywanie się z zaangażowania w pomaganie, ratowanie i zbawianie były regularne małe kroki wstecz. Trochę to trwało. Teraz chocby nie wiem co, nie jest mi nic w stanie przywrócic wiary w ten zwiazek, jeszcze całkiem nie odeszłam, dałam sobie czas na spokojne wycofanie się (również związane z przyziemnymi sprawami - jak mieszkanie) Wiem ze nie nastąpi cudowna przemiana ani jego ani moja. Z radością odkrywam że przez ostatni czas hamulcem dla mnie był tylko strach przed samotnością, a nie wielka i dozgonna miłośc (no sorry ale podeptał) Owszem, żal, zwłaszcza człowieka. Dla mnie ostatecznym argumentem na to że się nie uda bylo uświadomienie sobie że człowiek który nie ma stałych emocji w żadnym temacie, który nie odróżnia faktów od niefaktów, nie jest partnerem w związku.
    • psst_ona Re: ofiary osob z BPD 27.12.13, 22:21
      To nie ona Cię skrzywdziła, to Ty sam dałeś się skrzywdzić. Dopóki sobie tego nie uswiadomisz, trudno Ci będzie ruszyc do przodu :)
      Wszystko co mądre juz zostało napisane powyżej, ja napisze tylko dygresyjkę o sobie. Dłuuugo nie byłam świadoma swego bpd i oczywiście przyczynę wszystkich niepowodzeń w relacjach widzialam w partnerze. 'Zdiagnozowanie siebie' może nie uleczyło mnie od razu, ale dało coś zajebistego - wiedzę. A wiedza o sobie to poznanie przyczyn, to posiadanie materiału do pracy, to droga do uzdrowienia.
      Masz w sobie jakies predyspozycje osobowościowe, które skierowały Twoje emocję na tę własnie kobietę. Spróbuj poszukać tego u siebie, zdemaskowac się samemu przed soba. Samoswiadomość to podstawa aby ruszyc dalej.
      Jak tak robię sobie teraz retrospektywę moich byłych relacji, to widzę, że to się udac nie mogło, no straszne męczarnie były z obu stron. Choć momenty były tak zajebiste, że dech zapierało, a z miłości serce nie wyrabiało pikać. Wtedy mieliśmy wrazenie, że jesteśmy jak te puzzle, idealnie dopasowani kształtem. Tylko nie wiem jak sie staraliśmy, to żaden dobry obrazek z tego nie wychodził. Musisz spojrzeć na swój związek 'z boku', jaki obrazek widzisz? Bo emocje, mimo, że dają tak mocne pierdolnięcie, nie są dobrym doradcą - szczególnie na tym etapie. Emocję są natomiast rewelacyjną informacją o nas samych.
      'Stawianie zarzutów jest prostsze niż wysiłek poznania' jak to pwoiedział pewien madry ;)
      pozdrawiam ciepło :)
      • brz_a_sk Re: ofiary osob z BPD 27.12.13, 23:17
        nie do końca tak jest

        nic nie jest tak proste jak się wydaje

        każdy opiera się na systemie wartości, porozumiewa się z innymi w oparciu o zasady, wyznacza sobie jakieś cele ...

        border najbardziej zaskakuje sam siebie tym co myśli , a tym co się powoli ujawnia zaskakuje i partnera - nie należy zakładać, że powinniśmy być na wszystko przygotowani
        gdy wszystko staje na głowie jednak jesteśmy wykiwani - przestaja obowiązywać zasady padają umowy; co wazne ze zdrowym partnerem skończyłoby się nie raz nie dwa kopem w d@pę i końcem zabawy po pierwszym zranieniu - ale w związku z borderem okazuje się, ze mamy na przeciwko cierpiące dziecko ...

        kto jeszcze ma wątpliwości , ze sprawy są skomplikowane bardziej polecam pod rozwagę co borderzy nagminnie wyczyniają z psychologami, psychiatrami , terapeutami .... jeśli ktoś zakłada, ze to grupa słaba emocjonalnie to juz nic nie mam ma obronę moich tez

        prawda o tym, ze naprawić się każdy musi sam jest niepodważalna




        • psst_ona Re: ofiary osob z BPD 28.12.13, 00:23
          Ech, tu nie łazi o to, aby być 'na wszystko przygotowanym', a fakt, że nasze myśli czy emocje nas 'zaskakują' nie jest według mnie żadnym usprawiedliwieniem dla naszych zachowań. Powinno byc to motywacją do poznawania siebie i pracy nad sobą. Bycie blisko siebie, czucie swoich emocji, daje większą przewidywalność siebie i kontrolę. I spokój, i łagodność do świata, i samowystarczalność emocjonalną i wiele innych:) To jak oddychanie sobą.
          Hm... Oczywiście nic nie jest proste i oczywiste, ale jeżeli jakiś stan rzeczy trwa kilkanaście lat, to człowiek sam ponosi za to odpoiwedzialność. Dorosły człowiek sam odpowiada za swoje zycie, decyzje i swoją bierność. I jeżeli widzi borda jako 'cierpiące dziecko', co wzbudza w nim poczucie winy, przejmuje za niego odpowiedzialność, dźwiga ten syf emocjonalny wręcz na włąsne zyczenie - to tylko pogłebia tym swój syndrom ofiary, w niczym oczywiście nikomu nie pomagając.
          Psycholog nie musi byc strongmenem emocjonalnym. To stereotyp - tak jak powszechnie się uważa ze każdy ksiądz powinien byc dobrym człowiekiem. Psycholog jednak jako osoba zdrowa z zasady i kierująca terapią, ponosi odpowiedzialnośc za relacje z pacjentem. Bywa jednak różnie. I to nie tylko z pacjentami bordami.
          • brz_a_sk Re: ofiary osob z BPD 28.12.13, 00:35
            nie nie nie - nie o to
            poza standardem bywa związek tak dalece, że tego nikt nie jest przewidzieć
            kupujesz samochód, wsiadasz i cos nie tak no to tak na prawdę motorówka
            przenosisz sie nad rzekę, bo ci zalezy
            dno nie jest wodoszczelne
            dobra będzie domek na brzegu - ale sprzedawca samochodów mówi z pretensją w głosie - miałeś jeździć idioto - obiecywałeś .... zawiodłeś mnie i co ja teraz zrobię ...
            itd
            tylko do pewnego stopnia jesteśmy współwinni gdy nie doczytamy w 100 stronnicowej umowie z bankiem znakami wodnymi popisanych klauzul
            ...

            www.youtube.com/watch?v=H1nwhp9HJls

            • psst_ona Re: ofiary osob z BPD 28.12.13, 00:51
              Masz racje - życie to nie film z ustalonym scenariuszem. Ale ja osobiście wychodzę z założenia, że dopóki mam pole manewru, dopóki cos mogę zrobić, zmienić, iść inną drogą, nawet z ciężarem czasu na plecach uczyc sie po małym kroczku iść do przodu, to jest już coś, bo nie tracę siebie, swojego zycia. Nigdy nie przewidzimy nawet jutra, nigdy na wskroś nie poznamy drugiej osoby, ani nawet siebie - zawsze będzie to niezbadane, nieodkryte zaplecze. Ale powtórzę - dla mnie niespodzianki jakie serwuje mi zycie, inni ludzie i ja sobie sama, nie są uspraawiedliwieniem - są nowym doświadczeniem i lekcją. :)
              • brz_a_sk Re: ofiary osob z BPD 28.12.13, 09:59
                jak się starasz tak masz - ot życie
                cudzy syf może zranić, zmarnować wiele ale zostajesz zawsze ze swoim sumieniem

                wystarczy zdjąć z siebie nie swoje winy i wychodzi się na prostą

                jeśli ktoś nasyfi musi odkupić chyba jakoś - żyje się ze swoim bilansem starań
                • maciej003 Re: ofiary osob z BPD 28.12.13, 10:51

                  brzask bardzo łatwo jest zrzucić odpowiedzialność za to, gdzie się jest i czego się doświadczyło na innych. To przynosi ulgę. W przypadku związku z BPD to jest mega proste. To jej/jego wina. Zresztą potwierdzają to wszystkie książki i terapeuci. Nawet ten temat "ofiary osob z BPD" ma to ustawienie. Dlaczego nie nazywamy tego tematu "Partnerzy osób z BPD"? Bo jest nam łatwiej.

                  Projektujesz mi, że zaraz znajdę sobie innego bordera do opieki, że mam to w systemie. Możesz mówić tylko o sobie. Dobra wiadomość jest taka, że masz prawo do swoich opinii. Zła wiadomość brzmi - inni też mają do tego prawo.

                  Moje doświadczenie, nie tylko z życia z osobą z BPD mówi, że nie wystarczy zdjąć z siebie nie swoją winę i wychodzi się na prostą. Dopiero wzięcie odpowiedzialności za siebie i za to co się zrobiło pozwala wyjść na prostą.

                  Walicie w tych z BPD kamulcami - dajcie im spokój - zajmijmy się sobą.
                  • brz_a_sk Re: ofiary osob z BPD 28.12.13, 12:14
                    maciej003 napisał:

                    >
                    > brzask bardzo łatwo jest zrzucić odpowiedzialność za to, gdzie się jest i czego
                    > się doświadczyło na innych. To przynosi ulgę. W przypadku związku z BPD to jes
                    > t mega proste. To jej/jego wina. Zresztą potwierdzają to wszystkie książki i te
                    > rapeuci. Nawet ten temat "ofiary osob z BPD" ma to ustawienie. Dlaczego nie naz
                    > ywamy tego tematu "Partnerzy osób z BPD"? Bo jest nam łatwiej.
                    >
                    > Projektujesz mi, że zaraz znajdę sobie innego bordera do opieki, że mam to w sy
                    > stemie. Możesz mówić tylko o sobie. Dobra wiadomość jest taka, że masz prawo do
                    > swoich opinii. Zła wiadomość brzmi - inni też mają do tego prawo.
                    >
                    > Moje doświadczenie, nie tylko z życia z osobą z BPD mówi, że nie wystarczy zdją
                    > ć z siebie nie swoją winę i wychodzi się na prostą. Dopiero wzięcie odpowiedzia
                    > lności za siebie i za to co się zrobiło pozwala wyjść na prostą.
                    >
                    > Walicie w tych z BPD kamulcami - dajcie im spokój - zajmijmy się sobą.


                    no chyba z gwiazd czytasz nie z mojego tekstu - ale pewnie nie jasno napisałam - oboje sie zgadzamy w tym punkcie każdy ma odpowidać za siebie

                    " brz_a_sk:
                    jak się starasz tak masz - ot życie
                    cudzy syf może zranić, zmarnować wiele ale zostajesz zawsze ze swoim sumieniem

                    wystarczy zdjąć z siebie nie swoje winy i wychodzi się na prostą

                    jeśli ktoś nasyfi musi odkupić chyba jakoś - żyje się ze swoim bilansem starań"


                    'cudzy syf może zranić, zmarnować wiele ale zostajesz zawsze ze swoim sumieniem' - tu jest o tym, ze co by kto nie robił za swoje Ty ponosisz odpowiedzialność ; w końcu sam wybierasz partnera; a że mozesz mieć wyjątkowego pecha bywa - trzeba sie starać na pech nie zwalć - chcesz masz jasno; Chińczycy są w tłumaczeniu tego świetni - złamałeś nogę znaczy jesteś rozkojarzony i nie patrzysz pod nogi; dachówka ci spadł na łeb - no cóż nie chodzi się pod dachami itd

                    'wystarczy zdjąć z siebie nie swoje winy i wychodzi się na prostą' - NIE SWOJE widzisz to, nie wolno siedzieć by naprawiać coś za kogoś, nie wolno wyręczać, bo to jest BEZ SENSU; a jak zajmiesz sie sobą to szybciej idzie a i zostawiony sobie rozumu szuka nie na użalaniu się jedzie


                    'jeśli ktoś nasyfi musi odkupić chyba jakoś - żyje się ze swoim bilansem starań' a to o tym, ze jeśli ktoś sie stara łatwiej mu wychodzić na prostą; a tek kto się nie stara i nie ponosi konsekwencji to idzie dalej i robi to samo

                    nie naskakuję na bpd gdybym chciała byłoby masakrycznie - chociaż nikt tak jak border sam o sobie nie opowie kiedy zarzyna zwierzynę z zimną krwią do ostatniej kropli krwi a za chwilę rozpacza w bólu bardziej niż niż ofiara - dramat bordera polega i na tym, że co jakiś czas jasno widzi co narobił i wie co zrobi; mija mu czasem i to i tak w koło;

                    gdybym chciał pisała bym jak border buntuje dzieci; jak zeznaje w sądzie; jak pozbawia domu, majątku .... nie piszę bo to są potworne konsekwencje zbyt długo trwających złych związków i naiwności, że coś się zakończy inaczej niż trwało; i często takiego podejścia jak Twoje - dobroć musi zwyciężyć; nikt nie krzywdzi bez powodu; cóż ja też wolę tak żyć :) :) :)

                    jeśli chcesz trwać w poczuciu winy trwaj ale to nikomu nie pomoże; ze współwiny weź co Twoje i na początek tylko tym się spróbuj zająć

                    ech czasem ręce opadają kiedy się widzi jak to się wszystko toczy
                    trzeba zdawać sobie sprawę jak jest i jak było nie rozdłubując za bardzo ale i nie budując cudów na lodzie



                    • maciej003 Re: ofiary osob z BPD 28.12.13, 15:22
                      Brzask, rozumiem co do mnie mówisz, chociaż trudno się jakoś Ciebie czyta :)

                      jedno jeszcze wymaga doprecyzowania w tej dyskusji a mianowicie - myślisz, że ja chcę wziąć część winy za siebie za mój związek, cyt: " jeśli chcesz trwać w poczuciu winy trwaj ale to nikomu nie pomoże;" otóż mnie nie interesuje w tej kwestii wina czy nie wina, tylko odpowiedzialność za to co robiłem. To jest dla mnie przynajmniej, znacząca różnica.
                      • pann.aanna Re: ofiary osob z BPD 29.12.13, 10:24
                        Witam. Wczoraj znalazlam to forum. Jestem u kresu wytrzymalosci psychicznej. Moj partner z ktorym zyje ponad 7 lat i mam 2 dzieci jest chory. Przy okazji ja i dzieci (jest jeszcze moja 2 z poprzedniego związku i jego 2- razem mamy 6) tez chorujemy. Moj partner udal sie razem ze mna do psychiatry. Udalo sie sposobem ze to ja potrzebuje lekow. Psychiatra po prawie 3 godz analizie naszego przypadku (partner juz kiedys u niej bywal) stwierdzila ze ja lekow nie potrzebuje tylko on. Powiedziala mi na ucho ze jak leki po 3 mcach nie pomoga to czeka mnie podjecie trudnej decyzji. Postawila diagnoze choroba afekfywna dwubiegunowa. Zaczal brac Convulex i Asertin. Wyciszyl sie. Niestety leki sie skonczyly a on stwierdzil ze po recepte nie pojdzie bo nie bedzie sie trul.ja z niego robie wariata a sama powinnam sie leczyc. I z kazdym dniem jest gorzej. Awantury z byle powodu. Jest wulgarny. Agresywny. Obraza sie Jak maly chlopiec. Proby rozmowy koncza sie awantura i okresleniem ze sie przypier**lam. Bluzgi non stop. Nawet przez sen. To jest oblesne przerwaca sie na drugi bok i kurwi. Nie wiem jakim sposobem naklonic go do wizyty u lekarza. W domu jest straszna atmosfera. Wszyscy sa juz nerwowi. 6 letni syn przeklina:( i ma problemy z zachowaniem. Moja 15 letnia corka pyta kiedy to sie skonczy? Prosze o wskazowki i przepraszam ze pisze chaotycznie. Chcialabym sie wyzalic bo nie bardzo mam komu.
                        • wolna_jak_ptakk Re: ofiary osob z BPD 29.12.13, 11:25
                          pannaanna tu na forum możesz dostać informacje i wsparcie ale musisz korzystac z pomocy specjalistów.Może w Twoim mieście jest jakiś punkt pomocy , gdzie będą psycholodzy, psychiatra.W Polsce jest prawo jakie jest ale w przypadku stwierdzenia takiej choroby możesz starac się o przymus leczenia.Masz dzieci i musisz mysleć o nich.Nie czekaj dłużej podaję Ci link uciekamydoprzodu.blog.pl/ tam znajdziesz duzo informacji uciekamydoprzodu.blog.pl/wazne-linki/ szukaj tam dzwoń uda się , musisz byc tylko silna , zawalcz o siebei dzieci i jego-choroba nie wybiera ale są leki, jest wyjście.Trzymam kciuki.Bądź dzielna.
                          • pann.aanna Re: ofiary osob z BPD 29.12.13, 11:28
                            Dziekuje. Zbieram sie w sobie. Mi jest juz wszystko jedno ale musze zadbac o dzieci. Ja juz tez jestem swirem. Jak mam go przekonac zeby wrocil do farmakoterapii? Jak mu uswiadomic ze Nas niszczy?
                            • wolna_jak_ptakk Re: ofiary osob z BPD 29.12.13, 11:32
                              Sama tego nie zrobisz , musisz zwrócic sie o fachową pomoc nie ma innnego wyjścia.Prawdopodobnie będziesz musiała go częściowo ubezwłasnowolnić sądownie.Ale w sytuacji kiedy zagraża sobie lub innym można wezwać lekarza , który wypisze skierowanie na przymusowe lecznie.On musi sie leczyć farmakologicznie.Tłumaczeniem nic nie zyskasz.Skontaktuj sie z tą lekarką, u której byliście powiedz jaka jest sytuacja ona jest fachowcem i zna takie przypadki pokieruję Cię co dalej.
                        • non-grata Re: ofiary osob z BPD 29.12.13, 11:29

                          Panno,


                          dla osób nie obracających się ściślej wśród całego grajdołka borderowo-czadowego różnice są niezauważalne, a jednak - niepodważalne i ogromne.
                          Tak, jak łatwo osobę w epizodycznej psychozie nazwać rasowym schizofrenikiem, a nawet psychopatą.

                          Na co Ty chorujesz?
                          Na co chorują dzieci?

                          Jak kondycja psychiczna dzieci?

                          Twój partner jest taki "od zawsze"? Odkąd się znacie?
                            • pann.aanna Re: ofiary osob z BPD 29.12.13, 14:52
                              Non Grata:

                              Mam chwilę więc postaram sie napisać parę słów.
                              Ja i dzieci myslę ,że chorujemy na nerwicę. To ciągłe :"chodzenie po polu minowym" kiedy nie wiadomo co nagle stanie sie przyczyną awantury lub przykrego czepialstwa powoduje, ze jesteśmy wszyscy znerwicowani. Córka ciągle skarży sie na bóle brzucha o nieznanej etiologii i to zawsze kiedy ojczym waca do domu. Nasz syn 6 letni jest krzykliwy, niegrzeczny i przeklina. Malutki 9 miesięczny synek kuli sie i płacze jak słyszy krzyk. 18 letni syn praktycznie cały czas przebywa u moich rodziców. Ma bliżej do szkoły i pracy i nic go do tego chorego domu nie ciągnie. Mój partner nie zawsze był taki a przynajmniej ja tego nie widziałam. Poznalismy sie prawie 8 lat temu. było cudownie. nieziemski sex, niesamowita chemia....i moje rożowe okulary. Kłamał mnie ze wszystkim, wykorzystywał finansowo. Pił i poniżał. Zdradził. a ja przebaczałam i ciągle żyłam wspomnieniem tych dobrych chwil. Tyle w zyciu przeszłam i tak bardzo chciałam normalnej rodziny, że nie chciałam widzieć jego złych zachowań. Teraz jak to pisze dochodze do wniosku, ze jestem masochistką. kto normalny znosiłby to wszystko? Po wielu rozmowach zdecydowałam sie z nim na dziecko. miałam 34 lata. udało sie. Byłam w ciązy. A on bardzo sie cieszył a z drugiej strony nadal wykorzystywał, poniżał, pił a po pijaku szarpał, upokarzał i wyzywał mnie i mojego syna.|Rozstawaliśmy się kilka razy. Zawsze wracał i błagał a ja ulegałam. i ciągle nie widziałam że to jest patologia. Az pewnego dnia kiedy nasz miał roczek mój luby nie wrócił do domu. okazało się, że był poszukiwany przez polcje za błędy młodosci. Został aresztowany. trafił do wiezienia na ponad 2 lata. Od razu byłam wściekła. Napisałam list, że to koniec.Pojechałam na widzenie z naszym malutkim synkiem. czułam sie upokorzona czekając na widzenie. Widziałam siebie jako osobę na poziomie . Co ja tam robiłam? Zobaczyłam go. płakał. Przepraszał. błagał...i uległam. Zaczełam robić zakupy, wysyłac paczki, jeżdzić na widzenia. Czekałam. On obiecał poprawę. 3 miesiące po wyjściu wszystko wróciło. oprócz alkoholu- nie pije do tej pory i przemocy fizycznej. Nadal jednak wyzywa, przeklina, kręci w sprawie pieniędzy. Doprowadza awanturami do kryzysu a potem pisze mi smsa czy juz mi przeszło. Calą winą obarcza mnie. Nawet dzis rano powiedział że to wszystko moja wina. uwaza , ze dzieci należy dyscyplinować biciem. nie widzi innych możliwości. Dzieci sie boją. ..Boże tyle bym chciała powiedzieć...w głowie aż mi się kręci. Nie czuję się normalna. Przed rozmową z nim zastanawiam sie nad każdym słowem aby uniknąć zgryźliwych uwag. na ogól sie nie udaje. wszystko zależy od jego humoru. Ja czuje że się cofam. nie potrafię sie normalnie wysłowić. on zresztą cały czas pielęgnuje we mnie tą myśl, że jestem chora i powinnam sie leczyć. Nie umiem do niego dotrzeć. Nie wiem czy wogóle można takiej osobie uzmysłowić jak bardzo rani najbliższych. Nie mam sie komu wyżalić. Większość znajomych odsuneła się. moja przyjaciółka wprost mi powiedziała ze ma dość wizyt u nas i jego użalania się jaki jest dobry a wszyscy źli. Moi rodzice go nie znoszą. Widzą jak traktuje mnie i dzieci. Nie wiem co mam zrobić? Jak jest dobrze to ciągle mam nadzieję, że on przejrzy na oczy i sie zmieni. jak jest źle to łapie sie w myslach, ze mu źle życzę- on jest kierowcą zawodowym. Strasznie to trudne. przepraszam że tak sie rozpisałam.
                              • wolna_jak_ptakk Re: ofiary osob z BPD 29.12.13, 15:02
                                Sama widzisz mijaja lata i jest coraz gorzej, to chory człowiek i musi sie leczyć Ty tez juz nadajesz się do terapii a to,że godziłaś sie przez te wszystkie lata na takie traktowanie, wybaczałaś świadczy o tym ,że masz zachwiane poczucie własnej wartości i umiejętności stawiania granic.My możemy Cie tu pocieszać ale musisz szukać pomocy dla siebie i dzieci w instytucjach działających przeciwko przemocy w rodzinie.Jak Cię wywalą drzwiami właż oknem jak jedni odmówią to szukaj do skutku ktoś musi Wam pomóc przerwac tą chorą sytuację.
                                Rozmawiaj z rodzicami , niech tez zadziałają takiego człowieka można zmusić do leczenia w trosce ,żeby nie zrobił czegoś innym lub sobie.
                                • pann.aanna Re: ofiary osob z BPD 29.12.13, 15:09
                                  Masz w 100% racje. Nie wierze w siebie ani ze moze mi sie udac. W tym roku skonczylam 40 lat i czuje sie emocjonalnym wrakiem. Probuje stawiac granice i mowic o swoich uczuciach...niestety zawsze kończy sie to awantura i wysmianiem moich potrzeb. Moze to wszystko to moja wina?
                                  • brz_a_sk Re: ofiary osob z BPD 29.12.13, 15:24
                                    taaaaaaaaaak

                                    zapytam co zrobiłaś dla siebie ostatnio?

                                    co zrobiłas ze sobą dla swoich dzieci?

                                    mało masz problemów w których tylko Ty możesz coś zrobić?

                                    możesz - MUSISZ!!!

                                    jakie przymusowe, leczenie o czym Wy piszecie???

                                    kobieto co Ty sobie robisz

                                    a co swoim dzieciom już nie wspomnę

                                    masz czas myśleć o problemie partnera?

                                    czerwoną lampka dla Ciebie jest dodatkowo to, ze on nie pije od kilku lat

                                    bardzo czerwoną

                                    obudź się zbieraj siły i walcz O SIEBIE

                                    a jemu nie obrabiaj d@py bo nie masz na to czasu

                                    NIC dla Ciebie nie jest usprawiedliwieniem
                                    wszystko jest dla Ciebie alarmem - ocknij się

                                    za krzywdę dzieci, nie tylko ja, wieszam na równoległych drzewach matkę i ojca i nie ma, ze tatunia powieszę dwa razy - bądź pewna - odpowiadasz w 100% za dom swoich dzieci







                                    • wolna_jak_ptakk Re: ofiary osob z BPD 29.12.13, 15:39
                                      Tak a jak ona ma mieć spokój jak ten człowiek nie będzie się leczył??? no jak ? myslisz ,ze grzecznie sobie pójdzie i da im spokój?? Kuźwa mają wspólne dzieci i ona ma nawet jak jest popierdolony do nich prawo.Trzeba go skierować na leczenie i ograniczyc mu prawa rodzicielskie.
                                      Inaczej nigdy nie będą mieli spokoju.
                                  • wolna_jak_ptakk Re: ofiary osob z BPD 29.12.13, 15:31
                                    Nie nie Twoja !!!!!!!!!!!!! Pech polegał na tym ,że trafiłas na chorego , zaburzonego człowieka a i Ty miałaś deficyty, które pozwoliły Ci tyle lat w tym szambie siedzieć.Podałam Ci strony, linki tam są setki opowieści takich kobiet jak TY.Wyjdziesz z tego masz DOPIERO 40 lat DZIECI i życie przed Tobą!!! Masz zadanie na jutro zacząć działać, pytac dzwonic prosić rodziców i przyjaciółkę o wsparcie.Może dziś jest najważniejszy dzień Twojego życia bo podjęłaś decyzję (nieświadomie trafiajac tu) o tym,że koniec , basta chcesz INNEGO życia dla siebie i dzieci.RATUJ SIEBIE I DZIECI.Może juz masz poczatek depresji idź do lekarza może da Ci jakieś słabsze leki, żebyś mogłą sukcesywnie lepiej sie poczuć i działać.Masz rodziców masz przyjaciółkę nie jesteś sama, nie udawaj przed nimi ,ze dasz radę sama.Od dziś teraz przyjmij taka taktykę jak on będzie gadał głupoty , nie reaguj , nie wchodź w dyskusję za każdym razem weź głęboki oddech i pomyśl sobie to chory człowiek on i tak wszystko widzi inaczej.Szkoda Twoich derwów , przytakuj mu a rób swoje szukaj pomocy!! Dasz radę, masz dla kogo żyć.Przejdziesz to i za jakiś czas będzie dobrze bo musi byc odzyskasz spokój i poczucie bezpieczeństwa.Łatwo nie będzie ale uda Ci się :-))) zobaczysz uszy do góry :-)
                              • non-grata Re: ofiary osob z BPD 29.12.13, 15:59
                                Panno,

                                a jasne, że jesteś masochistką. (.....) - i tak dalej, ale to obecnie nie ma dla mnie znaczenia.

                                Nie Ty jesteś priorytetem i nie jest priorytetem on.

                                Wybacz ton, ale w obliczu dzieci bywam nieszczególnie głaskliwa.

                                Co z dziećmi?

                                Piszesz, że podejrzewasz (u siebie, oraz) u dzieciaków nerwicę.
                                Z wcześniejszej wiadomości - naprostuj mnie, jeśli błędnie wnioskuję - rozumiem, że z psychiatrą do czynienia masz Ty, tudzież on.

                                A co z dziećmi?

                                Oboje zapewne nie byliście słodko kształtowani przez własnych rodziców, dennym budulcem okazały się być również wspólne lata razem (seks nie równa w górę do bilansu neutralnego, jeśli po drugiej stronie stawiamy zaburzenia nerwicowe i tak dalej, o czym sama świetnie wiesz),

                                ale nie stanowi to usprawiedliwienia dla przetrzymywania w kotle dzieci.

                                Co dla nich robisz? - celowo pytam o Ciebie, nie o jego działania

                                Jak dbasz o ich kondycję psychiczną?

                                Psycholog etc.?

                                Co Ciebie zatrzymuje przy nim?
                                    • brz_a_sk Re: ofiary osob z BPD 29.12.13, 16:15
                                      1 2 3

                                      ma zająć się sobą

                                      stanąć na nogi

                                      bo dzieci najważniejsze


                                      myślę że lada moment nie znajdzie się nikt kto zaprzeczy

                                      ja dodaję - zawsze tak samo - a nóż on tak jak rzucił picie, w silnej rodzinie coś z siebie da

                                      nie ma beznadziejnych przypadków tam gdzie ludzie wyleźli z nałogu - są deficyty i niezrozumienia



                                  • wolna_jak_ptakk Re: ofiary osob z BPD 29.12.13, 16:08
                                    Właśnie Panno co Cię jeszcze przy nim trzyma? finanse?wspólne mieszkanie? czy wierzysz naiwnie ,że on się zmieni się poprawi?? Łożyc na dzieci musi , jak nie będzie chciał dobrowolnie jest fundusz alimentacyjny.Nie wiem jak z mieszkaniem bo wiadomo na ulice z dziećmi nie pójdziesz ale też są wyjścia...rodzice, może nawet wynajem skromnego lokum lepiej ciasno ale spokojnie.Czy mozesz liczyc na pomoc rodziców?? rodzeństwa??przyjaciółki?? każdy coś i poradzisz sobie.Jesli masz doła i brak siły -jutro załatwiasz SOBIE wizyte u psychiatry bo leki postawią Cię na nogi , teraz sa naprawdę super leki przy minimalnych skutkach ubocznych potrafią w miesiąc postawić na nogi i dac power :-)a musisz mieć power, chec walki i siłę ,zeby zawalczyć o siebie i o dzieci.Terapia owszem ale później teraz się skup jak odciać się od toksyny i zapewnić sobie i dzieciom spokój , bezpieczny dom.
                                    • non-grata Re: ofiary osob z BPD 29.12.13, 16:15

                                      Ptaku,

                                      tak zupełnie neutralnie i poważnie muszę Cię spytać o Twój sposób rozróżniania:

                                      - autorce wątku 'każesz' skupić się na sobie i wziąć się za siebie (ergo wierzysz, że jest w stanie się zmienić i tak dalej)

                                      - jednocześnie zastrzegasz, że naiwną wiarą jest pokładanie nadziei w zmianę jego.

                                      Na czym się opierasz?

                                      Na potencjalnej diagnozie jednej strony, potencjalnym zdrowiu drugiej strony, (....)?

                                      Jak kategoryzujesz?
                                      • wolna_jak_ptakk Re: ofiary osob z BPD 29.12.13, 16:23
                                        Wiem tylko tyle ,że on ma chad bo taka informacja tu padła jakie ona ma deficyty tego nie wiem a ma na pewno bo była tyle lat z nim i to wszystko znosiła o czym pisała wierzac naiwie ,ze on się zmieni.On nie bierze leków a powinien więc jak ma mu się poprawić jak ma funkcjonować??
                                        Alkoholizm to jedno a chad to drugie. Jest tu na tym forum więc szuka pomocy ma instynkt samozachowawczy i troszczy się o dzieci.Wiesz każdy kto funkcjonuje w toksycznym związku z czasem się wypala ja kategoryzuje bo pewnie on też jest w jakims sensie ofiarą nie tylko katem w tej relacji.Ale padło tu słowo Dzieci i kto ma w tej sytuacji o nie zawalczyć oan czy on?? On ma chad nie leczy sie i twierdzi ,ze z nim jest ok a ona jest wariatką. A ona widzi ,że musi cos zrobić ,że dzieci mają nerwicę ,że nie żyja i nie funkcjonuja normalnie.To kogo mam mobilizować o walke o te dzieci jego czy nią???Obydwoje prawdopodobnie potrzebują terapii, może farmakologi ale w tej chwili tylko ona może te dzieci w jakims sensie uratować!!!
                                          • non-grata Re: ofiary osob z BPD 29.12.13, 17:00

                                            Nie, Brzasku,

                                            moje priorytety są w najwyższej istocie różne:

                                            najważniejsze są dzieciaki,

                                            dalej - autorka.

                                            To właściwa kolejność dla mnie.
                                            Argumenty na tak, na nie, na cokolwiek są tu silnie dywagacyjne, silnie subiektywne,
                                            ja postrzegam tak, a nie inaczej i moja prawda dla mnie jest w tym temacie niepodważalna.
                                            • brz_a_sk Re: ofiary osob z BPD 29.12.13, 17:17
                                              oczywiste
                                              ale zasada mówi najpierw sobie załóż maskę tlenową potem dziecku ...

                                              a osobna sprawa - nie latać byle jakimi samolotami

                                              jak ja to mówię spij z kim chcesz i kiedy chcesz tylko patrz czy nadaje się na ojca twoich dzieci
                                              bo nie wszyscy powinni miec dzieci

                                              ale ze mna mało kto się zgadza stąd

                                              to forum
                                              • non-grata Re: ofiary osob z BPD 29.12.13, 17:32

                                                Widzisz, kwestia jest jednak trochę bardziej skomplikowana, aniżeli zakładanie maski gazowej.
                                                Tutaj masz instrukcję obsługi.

                                                W przypadku bieżącym - niestety - brak jej.

                                                Co to znaczy, by zabrała się za dzieci, gdy weźmie się za siebie (jak brzydko napisane!)?

                                                Kiedy uznać, że wystarczająco sama idzie w dobrym kierunku, że stoi już wystarczająco pewnie i właściwie na tyle, by przyszła kolej na dzieci?

                                                Kiedy jutro podmaluje lepiej rzęsy, bo uzna, że warto coś dla siebie, gdy ugotuje za 3 dni lepszy obiad, bo uzna, że warto coś dla siebie i dzieci?
                                                Kiedy wyprowadzi się kątem do rodziców z dziećmi, czy kiedy wybuduje im lepszy dom?

                                                Jak wyznacza się właściwe momenty?
                                                Na podstawie czego?

                                                Chęci?

                                                Hahahahaha wiesz, że moja mama to odkąd pamiętam chciała się zmienić?
                                                Ale spójrz, bo to jest naprawdę zabawne: tak bardzo chcieć i tak bardzo nie móc! Zabawne?

                                                Od 6 lat włóczę się po psychologach, psychiatrach i psychoterapeutach z ukoronowaniem na oddziale zamkniętym.
                                                To 1/4 mojego życia.
                                                W trakcie tych 6 lat mieszkałam z matką (nie liczę krótkiego mieszkania gdzie indziej i obecnego statusu życia poza domem jednak).

                                                Gdzie więc tu zasada powyższej maski gazowej?

                                                Mnie terapeutyzuje terapeutka, nie - matka.

                                                Zakładam, że w przypadku terapii, bądź wizyt u psychologa w rolę opiekuna wcielać miałby się w przypadku dzieci autorki specjalista, nie - ona sama.

                                                Uważam więc, że pisanina o priorytetowości Panny jest II torem,

                                                nie wadzi niczym temu, by skonsultować dla przyszłości dzieciaki z odpowiednią osobą już teraz.


                                                Co do Twojego, że nie wszyscy dzieci mieć powinni i by wybierać, z kim się do łóżka chodzi pamiętając z tyłu głowy o prokreacyjnej nadrzędnie przez ewolucję roli seksu - zgadzam się zupełnie,

                                                ale w tym przypadku jest na roztrząsanie za późno.

                                                Tak, jak za późno jest na moje "jakim prawem zdecydowałaś się (.....)?"
                                                • wolna_jak_ptakk Re: ofiary osob z BPD 29.12.13, 17:42
                                                  To patologia oni żyją w ciągłym stresie braku poszanowania i bezpieczeństwa.Na tym etapie i w tej chwili lepiej zamieszkać jeśli jest taka możliwośc kątem u rodziców niżżyc tak nadal tylko chodzić na terapię.Tam wszyscy powinni pewnie chodzic na terapię ale trzeba zrobic coś zaraz.
                                                  Co to da ze ona pójdzie na terapię i dzieci starsze bo maluch jest za mały a on nie będzie bral leków i sie leczył No bezsens totalny jasne docelowo ona musi dojść na drodze terapi, leczenia do momentu aż będzie w stanie stworzyć im emocjonalny pałac i może murowany dom.Ale ona tu pisze bo już nie wytrzymuje to jest wołanie o pomoc.Trzeba działać szybko, od czegoś trzeba zacząć.
                                                • brz_a_sk Re: ofiary osob z BPD 29.12.13, 17:46
                                                  znam mamuśki popieprzone tak dbające o dziatwę, że aż aż
                                                  *****
                                                  proste to było przed po jest już pasmem wyborów mniejszego zła


                                                  często potrzebne jest nie tylko wyjście z deprechy, ale jeszcze kilka kroków by móc przejąć od dzieci odpowiedzialność za dom potem za nie

                                                  to juz rozmowa bardzo ogólna nie o konkretnej kobiecie w domu na wulkanie

                                                  dzieciaczki często są najprzytomniejsze w domu z odlotem

                                                  ja to sobie myslę, ze pierwszy krok w dobrym kierunku jest najwazniejszy

                                                  jak kto nie wie gdzie to np Kryzysowe centra pomocy rodzinie

                                                  wołanie o pomoc chocby na forum

                                                  a czasem 112

                                                  zasada póki nie myślisz to nie myślisz jest chyba do zaakceptowania?
                                • non-grata Re: ofiary osob z BPD 29.12.13, 16:04

                                  Nie czytałam postów innych piszących, więc, jak widać, powtarzam się w jednym z wątków myślowych.

                                  Panno,

                                  dodam jeszcze coś:

                                  Twoje dzieci nie są Twoim przywilejem.
                                  Dbanie o nie nie jest wyborem.
                                  Jest OBOWIĄZKIEM.

                                  Nawet, jeśli zaczniesz zmieniać siebie od za 3 minuty, nie staniesz się osobą o innym systemie postrzegania, wartości, deficytów etc., ale dzieci rozwijają się w tempie ekspresowym i - co powinno być dla Ciebie nadziejne - od Ciebie w pierwszej kolejności, od Twoich dla nich wyborów zależy to, co będą miały w głowie i jakie schematy z domu wyniosą.
                                    • wolna_jak_ptakk Re: ofiary osob z BPD 29.12.13, 16:16
                                      Ptak lata taka jego natura :-) a co mam jej poradzić?? to oczywiste ,że jest masochistka i ma deficyty, nadaje sie do terapii ale to trwa , miesiacami latami.A ona musi działac już teraz, może jest tu dziś bo potrzebuje kopa , może ma już poczatki depresji i widzi wszystko beznadziejnie i nie ma siły.. Pisze ,ze dzieci maja nerwice ,ze chodza w domu na paluszkach koło pana kata władcy KUŹwa to nie jest życie to jest przemoc psychiczna oni sa terroryzowani tzreba to nazwac po imieniu.We własnym domu nie czuja się komfortowo i bezpiecznie ONA musi to zmienić.Zejdź na ziemie poczytaj blog uciekam do przodu tam kobieta w koszuli nocnej potrafiła z dzieckiem na rękach uciec przed przemocą decyzja zapadła w jednej minucie.Nie miała wsparcia rodziny ale sa do cholery ośrodki, instytucje tyle samo jest tam urzędasów ile dobrych ludzi.Jeśli am wsparcie rodziców, przyjaciółki to już jest wygrana , poradzi sobie czasem trzeba uwierzyć w coś z pozoru niemożliwego.
                                      • brz_a_sk Re: ofiary osob z BPD 29.12.13, 18:19
                                        nikt jej nie radzi nic innego - wie gdzie iść idzie
                                        nie wie
                                        polecam Centra kryzysowe rodzinie - sprawdzają mi się, wiem o nich sporo

                                        ****
                                        w ostatnim wpisie już lecisz nadwyobraźnią - nie mamy pojęcia jak dawno i co tam źle się dzieje

                                        jedno jest prawie pewne - dzieje się źle

                                        nauczyłam się po pierwszych emocjach brać oddech i proponować rutynowe kroki - gdy uda się przeskoczyć jakieś etapy super, gdy nie zawsze jest szansa, że choć pierwsze kroki zostaną zrobione

                                        znam i takie sytuacje gdy matka trafia do szpitala i ojciec zostaje z dziećmi i jakoś ciągnie

                                        i taka gdy matka po kolejnym szpitalu nie wraca ...

                                        no właśnie - życie jest trudne

                                        jak to mawia zaprzyjaźniona psycholożka - od idę do psychologa do wizyty bywa strasznie daleko czasem kilka lat
                                        • pann.aanna Re: ofiary osob z BPD 29.12.13, 22:11
                                          Dziękuję za tyle wypowiedzi. Duzo ostrych stwierdzeń padlo. Siedze i rycze. Jest juz ze mna bardzo zle. Tak juz dawno nie umiem stawiac granic. Wszystkie "razy" przyjmowalam z godnoscia w imie milosci. Wierzylam i boje sie ze nadal wierze , ze mozna to zmienic. Mam na mysli nasze relacje. Strasznie ciężki to temat i bolesny. Tak jak napisalam jutro umowie sie na wizyte. On tez wyrazil chęć. Mam tak wyprany mózg i tak bardzo czuje sie winna:(
                                          • pann.aanna Re: ofiary osob z BPD 29.12.13, 22:21
                                            Odnosnie tego ze taka osoba nie powinna miec dzieci - zgadzam sie. Pierwsze dziecko bylo planowane kiedy ja jeszcze bylam w euforii zakochania. Nasze drugie dziecko to hm..jak to ując? Totalna wpadka. Mimo zabezpieczen i sexu ktory przydarzyl sie po 6 tygodniowym rozstaniu. Dziecko nieplanowane. Morze łez wylałam..bo moj wiek, sytuacja w domu, kariera i moje kierownicze stanowisko. Na szczescie dzidzius jest cudowny i osladza kazda gorzką łzę. Nawet moj Łobuz uspokajal mnie ze Bog tak chcial abym przekonala sie ze on mnie bedzie szanowal w tej ciazy i obdarzal uczuciem jakim nie umial mnie obdarzyc przy pierwszym dzuecku bo wtedy pil. Niestety pic na wode. Owszem byly mile chwile ale i straszne klotnie o nic. Wyzwiska i proba wyprowadzki jego na miesiac przed porodem. Na moje nieszczęście zostal wtedy a ja nie umialam tego zmienic:( p.s. nie polecam plastrów evra:)
                                            • non-grata Re: ofiary osob z BPD 29.12.13, 22:29

                                              Nie becz, Dziewczynko, o lata świetlne na to zbyt późno : )

                                              Stan jest taki, nie inny, stanowi bazę pod działania dla przyszłości, o przeszłości i rozdrapywaniu teraz nie myśl, żeby móc wracać do przeszłości trzeba być zasklepionym a Ty nie jesteś i jutro, ani pojutrze też nie będziesz.

                                              Skup się na umówieniu tej wizyty - z myślą o sobie i dzieciach, on - zdecyduje się: świetnie, nie: trudno dla niego, pamiętaj, by od jego decyzji nie uzależniać swoich.
                                              I powoli, i korygująco, i wszystko da się, bo nigdy nie jest za późno, tylko się tu nie łam : )
                                              • pann.aanna Re: ofiary osob z BPD 29.12.13, 23:01
                                                Dziekuje. Umowie sie na pewno. Dla siebie. Bylam juz kilka razy. Ostatni raz na poczatku ciazy czyli jakies 15 mcy temu. Bylam z synem najstarszym. Zaciagnelam tez Łobuza. Niestety terapeutka nie przypadla mu do gustu..i sie nie pomylil. Flirtowala z moim 17 letnim synem. Mam ksiazke wydrukowana z ich rpzmowami na fb. Przyznala sie. Oddala pieniądze za terapie. Przeprosila i blagala aby nie roboc jej krzywdy. I nie zrobilam:( i tak na pare miesiecy dalismy sobie spokoj z terapeutami. Jak znalezc dobrego? Oto jest pytanie.
      • aras10vppl Re: ofiary osob z BPD 09.01.20, 16:15
        Nie jest tak, że partner BPD dał się skrzywdzić.
        Z mojego doświadczenia wynika, że trwałem te 4 miesiące ponieważ kobieta bardzo mi się podobała i czułem do niej to coś.W tym czasie kilka razy wycofywałem sie.Ona mi w tych momentach dawała do zrozumienia, że nie jest tak jak myślę i odbieram jej zachowanie(manipulacja).Moja empatia i to, że mi zależało, popychało mnie w relację.Az do momentu krytycznego.Mimo, że przez 6 mięsiecy po zakończeniu relacji myślałem o niej, to doszło do mnie, że z nią nic normalnego nie można zbudować.Ten czas w relacji, to czas kiedy ona krzywdziła mnie.Ja byłem otwarty i stawiałem granice.To całkiem normalne i zdrowe.Nie dałem jej możliwości więcej na jej zaburzone prowadzenie relacji.
    • brz_a_sk Re: ofiary osob z BPD 16.01.14, 21:23
      bpd-info.pl/emocje/
      porządkujący wiedzę o emocjach tekst
      "...Kombinacje i przeciwieństwa

      Emocje w pewien sposób sąsiadujące na diagramie, gdy są odczuwane jednocześnie, mogą być połączone w nowe emocje. Mieszanina dwóch dowolnych pierwotnych emocji jest nazywana przez Plutchika diadą. Na przykład, diada radości i zaufania to miłość. Diady z przeciwstawnych emocji nie mogą zostać utworzone, gdyż zachodzi między nimi konflikt."
    • estereaaa Re: ofiary osob z BPD 20.01.14, 09:29
      Nie zgadzam się z Tobą absolutnie, że "ofiara" nie ma wyboru! ma wybór, zawsze może odejść, a skoro tkwiłeś/tkwisz w tym związku latami, wiedząc już o chorobie i jak cię to rani, to jest to tylko i wyłącznie Twoja wina. Obarczasz odpowiedzialnością za swoje życie tę chorą osobę, a prawda jest taka, że to ty sam jesteś odpowiedzialny za siebie! Wygodnie jest zrzucić winę na kogoś innego...
      I może Cię to zdziwi , ja też byłam w związku z osobą BPD, ale wiem jedno, że po kilku "ostrych " miesiącach wiedziałam, że to nie dla mnie... I miłość nie miała t nic do rzeczy. Bo kochałam go nadal, ale nie mogłam być z kimś kto mnie upokarza i nie szanuje!
      Twój wybór, Twój ból, twoja odpowiedzialność.
      • brz_a_sk Re: ofiary osob z BPD 20.01.14, 10:58
        za wszystko w naszym życiu ponosimy odpowiedzialność tylko my - nie znam szans na podzielnie się tą działką; ani jej uprawą smutną czy radosną; nie da się wyręczyć

        inna sprawa to zrozumienie czemu coś się udało albo nie udało

        i zdjęcie z siebie odpowiedzialności za skutek, po zrozumieniu złożoności przyczyn

        kiedy rzucimy palenie dostatecznie wcześnie mniej nas dręczy, że dom zadymiony był długo - choć nie podlega to najmniejszej wątpliwości, że był i przez nas,
        choć mamunia z tatuniem nas w palenie wprowadzili a współmałżonek też kopcił itd
        i co z tego - póki nie rzucimy palenia

        jeszcze tak może warto popatrzeć by się nie obwinić ale by się wykaraskać

        kiedy spada nam dachówka na głowę - myślimy pech, fatalny zbieg okoliczności, co za przypadek; Chińczyk myśli inaczej - za zdrowie odpowiadam ja; gdy jestem skoncentrowany na tym co robię; gdy mam świeży umysł itd itd to nie lizę pod dachem, z którego spadają dachówki itp

        jak zmienia się nasze życie, gdy zamiast pomstować na świat, co się sprzysiągł, skupimy się choćby na radzie Chińczyka - łatwo zgadnąć

        wydaje mi się, że gdy przestajemy się potykać, patrząc pod nogi, nie tylko nie łamiemy końcówek, nie zbieramy siniaków ale przestajemy myśleć co nam kto, starając się sobie robić dobrze po pierwsze

        sami sobie nie róbmy krzywd to wiele zmienia jeśli nie wszystko

        a że niektórzy mają trudniej - jasne
        co z tego wynika - chyba tylko jedno - muszą o SIEBIE bardziej dbać

        szczęścia z pustego nie podzielisz,

        można dbać o siebie we dwoje ale nie zamieniając się w dobrego karmiciela pasożyta - przecież wypasiony pasożyt pójdzie na pyszniejsze podłoże - co może mu zaszkodzić :P :P :P

        czasem tak boimy się spojrzeć co tam za oknem, że komórka, którą sobie wybieramy zdaje się przeznaczeniem i końcem możliwości - wietrzenie na spacerze ma wiele zalet
    • eliney20 Re: ofiary osob z BPD 22.01.14, 11:07
      Zupełnie jakbym czytała własną historię. Muszę powiedzieć, że w związku z osobą bpd byłam przez 1,5 roku. Czytając, że niektórzy potrafią wytrzymać z kimś takim kilka lub kilkanaście lat nie mieści mi się w głowie.
      No ale od początku. Zakochałam się w osobie bpd mając 16 lat. Był to mój pierwszy związek, więc chyba nie do końca wiedziałam jak zdrowy związek wyglądać powinien. Tak jak mówisz byłam osobą stabilną emocjonalnie, poukładaną i kochałam mimo wszystko. Osobą zupełnie inną niż on. On był nierozsądny, roztrzepany, miał problemy z alkoholem i narkotykami. Patrząc na to z perspektywy czasu widzę, że byłam idealną ofiarą. Na początku było idealnie, romantycznie, sadziłam, że lepiej być nie może, ale po pewnym czasie zaczęły się schody. Na początku ciężko było mi to zauważyć. Moi najbliżsi znajomi dawali mi do zrozumienia, że to co się dzieje i to jak jestem traktowana wcale nie jest w porządku. Chciałam pomóc, jakoś go naprostować, pokazać lepszą drogę, ale nic z tego. Kiedy chciałam jakoś wyjaśnić to z moim partnerem za wszelką cenę chciał mi udowodnić, że to wszystko moja wina. Za każdym razem kiedy starałam się rozmawiać dochodziło do kłótni. On wciąż mówił, że to on najbardziej cierpi, że to co robię go boli. Sama nie do końca wiedziałam co takiego robię, ale po pewnym czasie przekonał mnie, uwierzyłam mu, że to rzeczywiście ja jestem problemem. Im częściej to powtarzał bym bardziej wierzyłam. W końcu doszło do tego, że wpadłam w depresję. Był to czas kiedy przygotowywałam się do matur, robiłam prawo jazdy, jednak szybko przestało mi na tym wszystkim zależeć. Mimo dziwnych zachowań, poniżania mnie, kłótni, wahań nastroju ja nadal kochałam. Ciężko było mi to zrozumieć, bo jednocześnie go nienawidziłam. Muszę dodać, że ani ja ani on nie mieliśmy świadomości, że cierpi na borderline. Kiedyś podsunęła mi to koleżanka i kiedy zaczęłam o tym czytać to zupełnie jakbym czytała jego charakterystykę. W końcu zebrałam się na odwagę i odeszłam. Teraz jestem w związku z innym mężczyzną i uświadomiłam sobie ile czasu zmarnowałam i jak głupia byłam. Odnalazłam nową siłę i nie dałam się stłamsić.

    • neonowa Re: ofiary osob z BPD 31.07.19, 11:20
      Nie ma nic śmieszniejszego niż wypłakujące się na forach "męskie ofiary borderline". Sami wybraliście partnerkę, bo chcieliście intensywnej miłości, silnych wrażeń. A po dłuższej znajomości szok i niedowierzanie, bo znajomość wciąż jest intensywna, nie tylko pozytywnie, ale to jak impulsywna kobieta pociągała na początku wygrało z rozumem. Czerwone flagi nie wystarczyły ani rozsądek, trzeba było się naczytać, żeby uwierzyć, że jest się w bagnie. Potem pozostaje jedynie pożalić się innym wielce pokrzywdzonym :)