paczula7755
02.09.10, 20:00
ja, kobieta, lat 35, niby normalna i przeciętna, popatrzysz z boku i nie
zauważysz że coś jest nie tak. A jednak. Od jakiegoś czasu nachodzi mnie myśl
że zmarnowałam sobie życie. Nie lubie tego jak jest teraz a nie wiem czy mogę
to zmienić, jak to zmienić , czy nie jest za późno i czy w ogóle warto
próbować. Zacznę od tego że jestem sama - nie mam męża czy chłopaka, nie mam
praktycznie przyjaciół. Kiedyś było inaczej ale gdzieś po drodze chyba
popełniłam jakiś błąd bo teraz jestem zwyczajnie sama. Przyjaciele pozakładali
rodziny i chociaż mogę do nich zadzwonić to jednak wiem że to nie ma sensu -
oni nie rozumieją samotnej a ja nie rozumiem problemów
małżeńsko-rodzicielskich. Do tego dochodzi moja praca - niby wszyscy mówią że
odnoszę w niej sukcesy, że jestem dobra w tym co robie, że mam tzw stanowisko.
Tylko że ja co raz bardziej tej pracy nie lubię. Po prostu nie chcę do końca
życia siedzieć za biurkiem, nie chcę chodzić na spotkania zarządu, nie chcę
wykonywać poleceń i nie chcę ich też wydawać. Zmiana miejsca pracy nic nie da
bo mogę się zatrudnić w tej samej branży i dalej robić to co robię tylko w
innym miejscu. Co ja mam zrobić? Czy w wieku 35 lat jest szansa na rozpoczęcie
życia od nowa - nowy zawód, nowi przyjaciele? Boję się że nie. Nawet nie wiem
co innego miałabym robić, nie mam specjalnych talentów, pomysłów na własny
biznes, ani tym bardziej pieniędzy żeby zostawić obecny zawód i szukać
szcześcia na ślepo. Jestem załamana tym że kiedyś nie zastanowiłam się czy na
pewno chcę wykonywać taki zawód, że nie poszłam na inne studia. Co mam teraz
zrobić? Pogodzić się z tym i do końca życia żyć tak na pół gwizdka? - niby ok,
ale w środku wszystko krzyczy że nie tak to powinno wyglądać. Chciałabym mieć
pracę która będzie mi dawała satysfakcję, o której będę mogła mówić godzinami,
dla której z radością będę rano wstawała. A teraz co dzień trudniej mi wstać.
Zaczynam kombinować z urlopami i zwolnieniami ale wiem że to mnie tylko
wpakuje w większe kłopoty. Po pracy jestem na tyle sfrustrowana że mam siłę
wrócić tylko do domu i oglądać tv. I koło się zamyka bo wiem że w taki sposób
na zawsze będę sama. Boję się nawet rozpłakać bo jakbym zaczęła to chyba bym
nie przestała..