vitta
12.04.04, 20:46
Właśnie wróciłam po świętach od rodziców.Nie było bardzo źle ani bardzo
dobrze-było tak sobie i krótko.
Zgodnie z zapowiedzią spróbuję stworzyć wątek nt.relacji z matką-ale nie wiem
od czego zacząć.
Może od początku...1.POCZĄTKI.Kiedy moja mama była ze mną w ciąży(swojej
pierwszej) groziło jej poronienie-udało się jednak i urodziłam się.Wkrótce
potem okazało się,że jestem b.chora.Przez pierwszych 5-6 lat mojego życia moi
rodzice(a głównie mama)większość czasu spędzali ze mną w szpitalach,cały czas
w niepewności o moje życie,w końcu jednak,w ostatniej niemal chwili zostałam
wyleczona i od tego czasu byłam "okazem zdrowia".Tak więc-
ukochana,pierworodna,wyczekiwana córeczka 2x cudem od śmierci wybawiona.To
znacznie wpłynęło na naszą relację-stała się b. silna,b. emocjonalna.wiele
lat później-byłam już wtedy na studiach-po jakiejś naszej kłótni powiedziała
mi:"Jak mogłaś tak mnie zranić,gdyby to zrobił twój ojciec albo brat...ale ty?
Zawsze ciebie najbardziej kochałam."Myślę,że matka nie powinna mówić takich
rzeczy dziecku.
2.NEGATYWNE CECHY CHARAKTERU.Moja mama jest osobą bardzo wymagającą,krytyczną
wobec siebie i innych.Zawsze stawiała sobie i nam wysokie wymagania.Ja byłam
świetną uczennicą w podstawowce,w liceum też nie najgorszą,starszą
siostrą,mądrą,odpowiedzialną,wcześnie miałam dużo obowiązków w domu,takich
jak gotowanie dla całej rodziny,mój brat rósł sobie na lenia.W związku z tym
szybko wytworzyło się takie swoiste "uwiązanie" do domu,że dom na pierwszym
miejscu,bo musze zrobić to czy tamto w domu,a dopiero potem np.iść do
koleżanki.Z dziciństwa pamiętam,jak się bałam powiedziec mamie,że dostałam
złaocenę albo cos tam źle zrobiłam.Bo moja mama jest typem furiata,osobą
która b.łatwo wpada w gniew,krzyczy przy tym,potrafi bardzo boleśnie coś
powiedzieć,potrafi też uderzyć-nie ma co ukrywać,że w moim domu były kary
cielesne.Moja mama bardzo silnie przeżywa wszystko,wszystkim się
stresuje,jednak tłumi te emocje w sobie,nie wypowiada ich wprost,objawiaja
sie tylko jej złym humorem,drażliwościa,które udzielają się całemu
domowi.Jest dość chwiejna emocjonalnie,ma zmienne nastroje,okresowo z
tendencją do depresji.Udało jej się stworzyć we mnie coś w rodzaju poczucia
winy,kiedy nie robię wszyskiego przede wszystkim dla domu,nie tak,jak ona by
chciała,nauczyłam się zatajać wiele rzeczy,kłamać aby uniknąć
konfliktów,unikać drażliwych tematów-mogłaby w tym miejscu być cała lista
moich oszustw,kłamstw,niedomówień.
3.DOBRE CECHY CHARAKTERU.Czytając powyższe możnaby dojśc do wniosku,że moja
matka to potwór a moje dzieciństwo było koszmarem.Jest jednak wprost
przeciwnie.Zawsze mogłam porozmawiać z mamą na większość tematów-gadałyśmy
godzinami i jest tak do dziś-o
koleżankach,szkole,pracy,facetach,rodzinie,pierwszej
miesiączce,ksiązkach,ciuchach,o masie rzeczy.Moje koleżanki zawsze lubiły
moją mamę,bo z nimi tez rozmawiała,chętnie pozwalała mi je zapraszać,nie
ograniczała moich kontaktów z rówieśnikami,wyjść na dwór,na noc,wyjazdów-
chyba w wyjątkowych przypadkach.Miałyśmy też kontakt fizyczny-często się
przytulałyśmy,robiłyśmy sobie nawzajem różne zabiegi kosmetyczne itp.Zawsze
wspierała mnie i brata w stresowych dla nas sytuacjach,kiedy ponosiliśmy
porażkę mimo starań pocieszała,nie robiła z tego tragedii.Kiedy miałam
kłopoty sercowe zawsze mogłam do niej pójść,często po jakimś czasie okazywało
się,że miała rację co do ludzi.
4.NAŁOGI.Moja mama jest alkoholiczką.Okresowo nadużywa alkoholu.Naczytałam
się masę o alkoholizmie i wiem,że jest typ picia kobiecego-i moja mama jest
tego przykładem.Pije rzadko-to znaczy rzadko upija się,zwłaszcza w taki
sposób,żeby wpłynęło to na jej życie zawodowe.Raz na kilka miesięcy,często
lat,robi taki numer.Najczęściej,kiedy nie ma nikogo w domu,a przynajmniej nie
ma ojca,w ukryciu.Wtedy zdarza się,że wpada w ciąg i pije kilka dni,do
nieprzytomności.Pomiędzy tymi epizodami nie pije wcale lub okazyjnie,na
imprezach,rzadko bardzo dużo,jest normalną kobietą,pracuje na dość poważnym
stanowisku,słowem-zero problemu.Do czasu kiedy zrobi to znowu.Pierwszy raz
który pamiętam był kiedy miałam ok.10 lat.Wtedy zdarzało się to
częściej,słabo to pamiętam,ale mama była w domu na zwolnieniu,niby była
chora,coś tam,raz zorientowałam się ,że chowa butelkę pod poduszką,poprosiła
mnie,żebym nic nie mówiła.Później zdarzało się,że piła,gdy tata wyjeżdżał,
amy z bratem byliśmy w domu,ale udawałam,że tego nie widzę,rzadko cokolwiek
na ten temat mówiłam.Kiedy byliśmy starsi,ojciec rozmawiał z nami o
tym,mówił,co się dzieje,że nie radzi sobie,z nią też
rozmawiał,prosił,groził.Ostatnich kilka lat nie zdarzyło się to,mimo,że my
byliśmy juz poza domem,a tata wyjeżdżał.(Nauczyłam się rozpoznawać po głosie
mamy,że wypiła,nawet niewiele-głos jej się wtedy zmienia.)Wydawała się,że się
stara,że jest ok.Niestety zdarzyło się to znów ostatniego lata.Mama
skompromitowała mnie wtedy przed moimi przyjaciółmi,byłam o krok od
powiedzenia im prawdy,ale jakoś w końcu to zatuszowałam.Wtedy pojechałam do
niej do domu,pierwszy raz o tym rozmawiałyśmy.powiedziała wprost,że ma
problem, radziłam jej zeby się leczyła psychitrycznie,jeśli nie z powodu
alkoholizmu,to depresji,nerwicy-myślę,że to wszystko ma związek.Nie
chce.Powiedziała,że będzie się starać,że ostatnich kilka lat jej się udało.Od
tego czasu jest ok.Dodam tylko,że wiem wiele o współuzależnieniu,o DDA.Nasza
rodzina jest współuzależniona,ukrywamy problem przed światem,kryjemy mamę.Wie
tylko mój narzeczony-jego ojciec też pije.Zastanawiam się,ile z moich
zachowań z tego wynika-kłamstwa bez powodu,problemy z jedzeniem,lęk przed
rozmową bezpośrednią(wolę sms,list)...No,ale to zdarza sie co kilka lat-na co
dzień jesteśmy "normalna" rodziną.
5.PROBLEMY Z JEDZENIEM.Kiedy byłam nastolatką,moja mam ciągle mnie
krytykowała,że nie dbam o siebie,że się nie myję,źle czeszę,ubieram,tyję.W
wielu kwestiach miała rację,zawdzięczam jej dbałość o wygląd,dobrą figurę,na
szczęscie nie udało jej się wpędzić mnie w komplexy-zawsze lubiłam siebie
mimo wszystko.Kiedy w wieku dojrzewania mocno przytyłam,mama zachęciła mnie
do odchudzania-razem byłyśmy na diecie,gimnastykowałyśmy się.Udało mi się
uniknąć otyłośći.Ale,że zawsze,nawet w okresach szczupłości dużo
jadłam,zdarzało się,żę mama na mnie krzyczała,że za dużo jem.Gdy zaczęły się
moje problemy,mama szybko zauważyła,że chudnę,żę za mało jem i wtedy z kolei
kazała mi jeść.Dzieki niej między innymi udało mi się cofnąć ze skraju nad
anoreksją.Wiedziała też,że potem żarłam i tyłam,ale od tego czasu nigdy nie
powiedział mi,żę jestem za gruba czy coś.W miarę swobodnie o tym rozmawiamy.
Ufff,ale się rozpisałam...a to tylko część tego,co mogłabym napisać.Starałam
się jakoś uporządkować swoją wypowiedź,ale jest i tak dość
chaotyczna.Wszelkie dodatkowe rzeczy, w tym o ojcu,kiedy indziej,bo na razie
mam dość.