tulipan_27
16.12.10, 21:38
Już jako dziecko za nimi nie przepadałem. Ale taraz jak tylko zbliża się świąteczno-sylwestrowa końcówka roku to normalnie aż mnie trzęsie ! A ponoć święta niosą ze sobą spokój i relaks. Śmieszne... W pracy jedna wielka gorączka, przeistaczająca się w psychozę. No, ale presja na wyniki, roboty 2-3 razy więcej niż w normalnym czasie. Szefostwo spuszcza się nad zyskami, wszak w święta ludzie wydają więcej i chętniej. Trzeba to wykorzystać ! Praca od 8 do 18. Oczywiście są nadgodziny, ale co z tego ? Od 7 do 19 człowiek poza domem. Tłuczone w kółko naprzemiennie w radio jedne i te same piosenki świątczne. Tak, tak, z chęcią bym wyłączył. Ale niestety, radio ponoć zwiększa naszą sprzedaż. I tym oto sposobem kilkanaście do kilkudziesięciu razy dziennie słyszę "Last Christmas" i inne tego typu świąteczne hity. Codziennie. Żygać się chce. Potem prezenty. Cholera wie co komu kupić, nikomu nie dogodzisz tymbardziej że nawet zastanowić się nie ma kiedy bo po pracy człowiek tylko marzy by pier....lnąć się na łóżko. I pewnie znów skończy się czymś standardowym typu "perfum". No ale jego też trzeba kupić. Kiedy ? W każdym sklepie masa ludzi, sami nie wiedzą czego chcą. Przepychają się, oglądają, dopchać się nie można. Normalnie jak bydło. Już na sam widok robi mi się niedobrze. Co z tego że w niedzielę wolnę jak i tak nie można odpocząć, bo przecież trzeba przygotować się do świąt. I to pomimo, że po takim tygodniu to ostatnia rzecz na którą człowiek ma ochotę. No i w końcu przychodzą święta i trzeba udawać przy rodzince jaki to człowiek szczęśliwy i pełen energii. Wszak głupio przy świątecznym stole smęcić coś w tym "radosnym i spokojnym czasie". Koniec grudnia to dla mnie najgorsze 3 tygodnie roku. Marzę tylko o tym żeby był już 2 stycznia. Mam nadzieję, że dotrwam.