Dodaj do ulubionych

Osoby zamieszkałe zagranicą...

10.09.11, 14:26
Jak postrzegacie obecnie swoją decyzję o osiedleniu się z dala od kraju?
Czy z perspektywy czasu czujecie, ze wasza decyzja w pełni spełniła oczekiwania?
Czy, aby móc się zakorzenić i rozpocząć nowy rozdział życia, coś w Was musiało ulec definitywnej i ostatecznej zmianie? W ogóle jak dziś postrzegacie mentalność rodaków, w tym szczególnie własnej rodziny? Czy życie zagranicą zbliżyło Was do nich, czy też na odwrót, oddaliło...?

Ja przyznam się, że bardzo się zmieniłam. Kompletnie musiałam przejść tzw. metamorfozę poglądów z drobnomieszczańskiego toku myślenia, do bardziej globalnego, było to o tyle trudne,że w kraju miałam, bardzo dobrą pracę i początek kariery, do której zupełnie nie mogłam powrócić tutaj, ze względu na fakt, że w tym zawodzie nie ma stałych prac, poza tym jest duża konkurencja. Musiałam zmienić zawód, na inny, choć podobny.

Ludzie tutaj inaczej myślą, mają inną mentalność, inny temperament, trochę inną kulturę. Spojrzenie na świat, itepe.

Generalnie nie żałuję, że wyjechałam. Bo nauczyłam się więcej niż było mi potrzeba.
Co jest trudne zagranicą?... to znależć jakąś bratnią duszę, która mówi w tym samym języku...Tak globalnie.
Obserwuj wątek
    • jan_stereo Re: Osoby zamieszkałe zagranicą... 10.09.11, 14:48
      jubale napisała:

      > Czy, aby móc się zakorzenić i rozpocząć nowy rozdział życia, coś w Was musiało
      > ulec definitywnej i ostatecznej zmianie? W ogóle jak dziś postrzegacie mentalno
      > ść rodaków, w tym szczególnie własnej rodziny? Czy życie zagranicą zbliżyło Was
      > do nich, czy też na odwrót, oddaliło...?

      Ja nie czuje ze sie zakorzenilem, nigdy w sumie tak nie podchodzilem do sprawy swego zamieszkania, zycia, no chyba ze proces ten byl tak subtelny ze niczego przelomowego nie dostrzegam u siebie. Co do mentalnosci rodakow to zalezy o ktorych pytasz, tych w kraju czy tych za granica, bo sa jakby nieco inne. Moje relacje z rodzina/bliskimi kompletnie sie nie zmienily, w sumie to ja sam sie wcale nie 'odksztalcilem' w zadnym kierunku, co najwyzej bardziej zdyscyplinowany jestem, ale to drobiazg.
      • jubale Re: Osoby zamieszkałe zagranicą... 10.09.11, 15:12
        Mam na myśli osoby z kraju- tam, zagranicą, pomieszkujące. Też zauważyłam, że ci w kraju i zagranicą, trochę jakby się różnią, paradox jaki...

        Co do dyscypliny, to prawda tutaj potrzebna jest duża dyscyplina i upór.
        • jan_stereo Re: Osoby zamieszkałe zagranicą... 10.09.11, 18:13
          Ja dosc sporo podrozuje, wiec caly czas czuje sie za jakas granica, nie lubie byc generalnie przywiazany do jednego miejsca jak krowa do pastwiskowego palika ;'))
          • piesbaskervillow Re: Osoby zamieszkałe zagranicą... 10.09.11, 18:19
            Czyli nie znalazłeś jeszcze swego miejsca na ziemi. Pewnie tułaczem zostaniesz do śmierci.
            • jan_stereo Re: Osoby zamieszkałe zagranicą... 10.09.11, 18:52
              Raczej podroznikiem, bowiem ja nie mam z zalozenia miejsca na ziemi, miejsce to mozesz miec ale na cmentarzu, choc niektorzy juz za zycia sa martwi, tyle ze staraja sie sprawic wrazenie myslacych swobodnie.
              • piesbaskervillow Re: Osoby zamieszkałe zagranicą... 10.09.11, 18:58
                polski Odyseusz :))
                • jan_stereo Re: Osoby zamieszkałe zagranicą... 10.09.11, 19:00
                  cos w tym jest powiem Ci ;'))

                  ps. mam ten gen, powinienes wiedziec o co chodzi...

                  • piesbaskervillow Re: Osoby zamieszkałe zagranicą... 10.09.11, 19:03
                    Odys sie tułał, w dodatku trzymał sie kurczowo brzegów morskich. W głąb lądów się nie zapuszczał.
                    W końcu jednak wrócił do swego miejsca na ziemi.
                    • jan_stereo Re: Osoby zamieszkałe zagranicą... 10.09.11, 19:12
                      Ja przebywam tylko na ladach i swojego miesca nie szukam (gdziez zatem mialbym wracac ?), jak juz wspomnialem, lubie roznorodnosc, odmiane, choc na stare lata, jak juz bede mial problemy ze zwieraczami oraz chodzeniem to zapewne zdecyduje sie na jakies 'wlasne miejsce', ale jeszcze nie teraz.
                      • piesbaskervillow Re: Osoby zamieszkałe zagranicą... 10.09.11, 19:26
                        To się nazywa w medycznym języku morbus vagabundi, po polsku włóczęgostwo. Trudne do leczenia.
                        • jan_stereo Re: Osoby zamieszkałe zagranicą... 10.09.11, 19:32
                          To sie nazywa w jezyku osob myslacych swoboda przemieszczania sie w XXI wieku, i tu nie ma co leczyc, dobrze wiesz, ze leczyc chca tylko 'sajkolodzy', tak by mieli na chleb i poczucie, ze nie stracili czasu na studia...
                          • piesbaskervillow Re: Osoby zamieszkałe zagranicą... 10.09.11, 19:39
                            Nazywaj jak chcesz, dla mnie to morbus.
                            • jan_stereo Re: Osoby zamieszkałe zagranicą... 10.09.11, 19:48
                              Ty masz przeciez zawezona swiadomosc z racji zawodu, ja tego nie odczuwam w ten sposob, stad mysle jasno, to jest zasadnicza roznica w naszym wiedzeniu rzeczy.
                              • piesbaskervillow Re: Osoby zamieszkałe zagranicą... 10.09.11, 19:53
                                Ty Cygan jesteś, ja Polak. I taka różnica.
                                • jan_stereo Re: Osoby zamieszkałe zagranicą... 10.09.11, 20:00
                                  Jestes strasznie zakompleksiony zauwazylem, jak Ty dawales rade pracowac, wez mi powiedz ?
                                  • piesbaskervillow Re: Osoby zamieszkałe zagranicą... 10.09.11, 20:04
                                    Weź mi powiedz jakie to ja mam kompleksy i jesli mam, to dlaczego jest to coś złego?
                                    Zacznij od tradycyjnego patriotyzmu.
                                    • jan_stereo Re: Osoby zamieszkałe zagranicą... 10.09.11, 20:06
                                      Uwazasz iz jestem malym 'polaczkiem', co to zostanie wysmiany za granica, ze jedyne do czego sie nadajesz to chlanie i zlodziejstwo, ja mysle ze powinienes miec o sobie lepsze mniemanie, moze do jakiego zaprzyjaznionego psychologa sie przejdz, albo lepiej rodzinnie zalatw sprawy.

                                      No dobra troche sie zbijam teraz, ale mnie jakos tak kompletnie rozbawiles swa osoba ;'))
                                      • piesbaskervillow Re: Osoby zamieszkałe zagranicą... 10.09.11, 20:20
                                        Psycholog mi niepotrzebny. Miałem w życiu wielu nauczycieli, których nazywano wybitnymi.

                                        Jasiu, jak juz objeździsz całą Ziemię, to wystrzel się w kosmos. Zrobisz karierę. Jak każdy Polak poza Polską. Woda z fontanny i tabliczka kradzionej czekolady wszędzie się znajdzie.
                                        • jan_stereo Re: Osoby zamieszkałe zagranicą... 10.09.11, 20:45
                                          Gdybym czul sie miernota wowczas zapewne robilbym usilnie kariere w Polsce, ale mam inne o sobie mniemanie, no co ja Ci poradze ze mnie stac na niezaleznosc i swobode, a w Polsce to ja uwielbiam ale wypoczywac ;'))
    • piesbaskervillow Re: Osoby zamieszkałe zagranicą... 10.09.11, 15:25
      Człowiek, który opuszcza swą Ojczyznę nie za chlebem ale za bułką z masłem źle mi się kojarzy.
      To jak matka, która ucieka od swoich dzieci do nowego kochanka. Nasuwa się słowo zdrada.
      Co innego emigracja polityczna, wynikająca z prześladowań i obawy o życie.

      • jan_stereo Re: Osoby zamieszkałe zagranicą... 10.09.11, 15:31
        To Ty jestes opuszczonym dzieckiem emigranta ? Poza tym, powinienes moim zdaniem liczyc na siebie, jesli idzie o zdobywanie pozywienia, nie na innych, bo to jest swego rodzaju zerowanie.
        • piesbaskervillow Re: Osoby zamieszkałe zagranicą... 10.09.11, 15:53
          W mojej dalszej rodzinie był tylko 1 przypadek emigracji. Z powodu Sowietów musieli uciec na Zachód. Niestety nie wrócili jak zagrożenie minęło. Nie chcę ich znać.
          • jubale Za bulka z maslem....? 10.09.11, 16:05
            W mojej rodzinie emigracja to juz kolejna generacja. Sam moj dziadek urodzil sie podczas emigracji pradziadkow. Z obu stron emigrowali w swiat przez cale pokolenia.
            Zdrada? A nie brzmisz ty jak nadmuchany patriota...?:=)
            • piesbaskervillow Re: Za bulka z maslem....? 10.09.11, 16:21
              Ubi bene, ibi patria. Hańbiące powiedzonko.
              • jubale Re: Za bulka z maslem....? 10.09.11, 16:29
                Nie wiem czy lubisz czytac, jednak polecam ci poczytaj sobie pamietniki Witolda Kaluzyna 'Armia Krajowa jedzie na Syberie'. Nie musisz duzo grzebac w Internecie...Moze wtedy cos do ciebie dotrze...Patrioto..::=)))
                • piesbaskervillow Re: Za bulka z maslem....? 10.09.11, 17:05
                  Być może, gdzie indziej są ziemie piękniejsze
                  i noce gwiaździstsze, i ranki jaśniejsze,
                  być może, bujniejsza, zieleńsza jest zieleń
                  i ptaki w gałęziach śpiewają weselej.

                  Być może, gdzie indziej... lecz sercu jest droższa
                  piosenka nad Wisłą i piasek Mazowsza.

                  Są zmierzchy na fiordach i cienie piramid,
                  i zorze polarne, i sen pod palmami,
                  stubarwne motyle, baśniowe ogrody
                  i miasta w ogrodach cudownej urody.

                  Być może...

                  Być może, być może, że wszystko gdzieś lepsze
                  i ptaki, i gwiazdy, i śpiew, i powietrze,
                  że były gdzieś nawet szczęśliwsze narody
                  i drzewa wdzięczniejsze od wierzby u wody.

                  Być może...
                  • sabinac-0 Re: Za bulka z maslem....? 10.09.11, 19:33
                    To sie za komuny na apelach spiewalo... :D
                    • piesbaskervillow Re: Za bulka z maslem....? 10.09.11, 19:41
                      Nie wiem czy Anna German (jaka emigracyjna ksywnia, nie?) śpiewała na apelu. Może i tak.
                      • sabinac-0 Re: Za bulka z maslem....? 10.09.11, 21:52
                        piesbaskervillow napisał:

                        > Nie wiem czy Anna German (jaka emigracyjna ksywnia, nie?) śpiewała na apelu. Mo
                        > że i tak.

                        W tamtych czasach musiala czasem pospiewac na egzekutywie, bo inaczej na scene nie wpuszczali.
              • sabinac-0 Re: Za bulka z maslem....? 10.09.11, 19:26
                piesbaskervillow napisał:

                > Ubi bene, ibi patria. Hańbiące powiedzonko.

                Siedzenie na sile w miejscu, gdzie jest ci zle, uwazasz za cnote?
                • piesbaskervillow Re: Za bulka z maslem....? 10.09.11, 19:27
                  Nie na siłę, bo serce mi tak podpowiada.
                  • sabinac-0 Re: Za bulka z maslem....? 10.09.11, 19:32
                    piesbaskervillow napisał:

                    > Nie na siłę, bo serce mi tak podpowiada.

                    A jesli serce podpowiada, ze gdzie indziej bedzie lepiej (niewazne - materialnie, kulturowo, krajobrazowo itp.)?
                    • piesbaskervillow Re: Za bulka z maslem....? 10.09.11, 19:42
                      A jest lepiej? Czy to na zasadzie, wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma?
                      • sabinac-0 Re: Za bulka z maslem....? 10.09.11, 21:54
                        piesbaskervillow napisał:

                        > A jest lepiej? Czy to na zasadzie, wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma?

                        Jesli w nowym kraju jest lepiej, to znaczy ze znalazlo sie swoje miejsce na ziemi.
          • jan_stereo Re: Osoby zamieszkałe zagranicą... 10.09.11, 18:10
            To jest strasznie zasciankowe widzenie swiata (osoby niedolezne sa na nie skazane, ale zdrowi powinni go unikac), czy tez raczej nie widzenie swiata wcale. Wielu ludzi wyemigrowalo z rzeczywistosci na forum Psychologia, pytanie za czym ;'))
            • piesbaskervillow Re: Osoby zamieszkałe zagranicą... 10.09.11, 18:28
              Zaścianek zamieszkuje szlachta. Ma swoją ziemię, orze, sieje i do spichlerzy zbiera.
              A biedne kmiotki wyemigrowały do Hameryki i nadal są biednymi ciałem i duchem kmiotkami.

              Natomiast na forum psychologia emigranci dyskutują, czy dziecku psa kupic, czy może królika.
              • jan_stereo Re: Osoby zamieszkałe zagranicą... 10.09.11, 18:51
                Szlachta ktora orze i sieje to raczej wiesniacy rolni, ktorym sie we lbach cos pokrecilo myslac iz sa szlachta. Panicz nie pracuje bowiem, z zasady.

                • piesbaskervillow Re: Osoby zamieszkałe zagranicą... 10.09.11, 19:01
                  To niewiele wiesz o szlachcie zaściankowej Odysie.
                  Poeta pisał
                  Lepsze polskie gó.wno w polu, niźli fiołki w Neapolu
                  • jan_stereo Re: Osoby zamieszkałe zagranicą... 10.09.11, 19:09
                    Do mnie rymowanki raczej nie docieraja, z gowien tez juz dawno wyroslem, mamy chyba diametralnie inne gusta he he

                    • piesbaskervillow Re: Osoby zamieszkałe zagranicą... 10.09.11, 19:28
                      Gó.wna, to ekologiczny nawóz. Marchewki nie jadasz?
                      • jan_stereo Re: Osoby zamieszkałe zagranicą... 10.09.11, 19:33
                        Jakby Ci to powiedziec, ja chyba rozrozniam jeszcze marchewke od gowna, moze dlatego tez daje sobie rade z przemieszczaniem sie po swiecie zamiast bycia szlachta zasciankowa he he
                        • piesbaskervillow Re: Osoby zamieszkałe zagranicą... 10.09.11, 19:45
                          Ja nie wątpię, że Polaczek sobie wszędzie poradzi. Samochód podprowadzi, podpie.rdoli coś, scyzorykiem pomacha. Potem wypije litr łiskacza, zakąsi szwajne salami i jest szczęsliwy.
                          • jan_stereo Re: Osoby zamieszkałe zagranicą... 10.09.11, 19:50
                            To Ty taka prace miales, zajebywanie samochodow ??? W obliczu powyzszego jakos jeszcze mniej przekonuje mnie Twoje wyzbycie sie konsumpcjonizmu, pewnie Cie sumienie ruszylo, ot i cala filozofia ;'))
                            • piesbaskervillow Re: Osoby zamieszkałe zagranicą... 10.09.11, 19:58
                              Dotarło do mnie "havel havalim hakol havel" Koheleta.
              • jubale Chyba nie znasz 10.09.11, 18:55
                tak do konca tematu emigracji.
                Biedne kmiotki nie byly az takie biedne skoro stac ich bylo na bilet do USA....I oplate niesamowita w ilosci spraw urzedowych, w obu zreszta krajach....

                I owszem ludzie wracali do kraju, po to aby pozniej sobie pluc w brode. Dzis ci co wracaja tez sobie w brode pluja ...

                Nie bardzo rozumiem czemu ten temat cie tak mocno excytuje? W koncu nie ciebie dotyczy...
                Moze nie masz duszy emigranta...ja ja widac mam...:=)
                • jan_stereo Re: Chyba nie znasz 10.09.11, 18:59
                  jubale napisała:

                  > Nie bardzo rozumiem czemu ten temat cie tak mocno excytuje? W koncu nie ciebie
                  > dotyczy...Moze nie masz duszy emigranta...ja ja widac mam...:=)

                  Pies zwyczajnie nie ma zawodu, ktory by sie nadawal na emigracje, stara sie wiec przekonac innych, ze jest szlachcicem i ze uprawia zarobkowo ziemie dlatego ma na internet i moze siedziec calymi dniami na FP ;'))
                  • jubale Re: Chyba nie znasz 10.09.11, 19:08
                    Ulubiony temat w Polsce o szlachcie? Tutaj ulubiony temat to rozmowy rodzicow, czy syn czy corka dostanie sie do wlasciwej szkoly i na kierunek po ktorym zawsze znajdzie prace...

                    Nikt nie rozmawia na temat szlachty...:=))
                    • jan_stereo Re: Chyba nie znasz 10.09.11, 19:14
                      jubale napisała:

                      > Nikt nie rozmawia na temat szlachty...:=))

                      Poza psychicznymi ;'))
                  • piesbaskervillow Re: Chyba nie znasz 10.09.11, 19:32
                    Zawód to ja mam dobry i zarabiałem w kraju całkiem sporo, bo 3-4 średnie. Teraz spasowałem, bo życie to nie tylko żarcie ( w sensie konsumpcji szeroko pojętej).
                    • jan_stereo Re: Chyba nie znasz 10.09.11, 19:35
                      No to jak wyglada Twoje zycie teraz ? Pytam bo mam wrazenie zenie bardzo wiesz co masz z tym zyciem robic, jakis taki brak pomyslu wyczuwam.
                      • piesbaskervillow Re: Chyba nie znasz 10.09.11, 19:38
                        Na pewno nie będe podrózował. Zwłaszcza z biurami podróży.
                        • jan_stereo Re: Chyba nie znasz 10.09.11, 19:52
                          W bieszczady mozna sie smialo wybrac samochodem lub autobusem, nie trzeba zadnych biur podrozy, juz nie przesadzaj.
                          • piesbaskervillow Re: Chyba nie znasz 10.09.11, 19:59
                            Odyseje wasze byle jakie.
                            • jan_stereo Re: Chyba nie znasz 10.09.11, 20:04
                              Spac mi sie zachcialo Ci powiem....
                              • piesbaskervillow Re: Chyba nie znasz 10.09.11, 20:22
                                jan_stereo napisał:

                                > Spac mi sie zachcialo Ci powiem....

                                Podróże męczą jak mówi przysłowie. A Ty co tam pijasz? Łiski und cola?
                                • jan_stereo Re: Chyba nie znasz 10.09.11, 20:52
                                  Nie myl podrozy z komunikacja miejska, to dwie rozne sprawy, poza tym do podrozy potrzebna tez jest wiedza i otwartosc umyslowa. Jak mawial Twain, podroze lecza z uprzedzen i kompleksow, nie polegaj na samej telewizji, lepiej wcale jej nie ogladaj, to oglupia.

                                  Odpowiadajac Ci na inne z twych pytan, pijam zazwyczaj soki z kapusty i burakow, Tobie tez to polecam, cola to syf, radze Ci odstawic, z alkoholi wole zdecydowanie wina...

                • sabinac-0 Re: Chyba nie znasz 10.09.11, 19:29
                  jubale napisała:

                  > Moze nie masz duszy emigranta...ja ja widac mam...:=)
                  >
                  "Dusza emigranta" to jeszcze nie wszystko.
                  Trzeba jeszcze miec "dusze IMIGRANTA". :D

                  W koncu jak skads wyjezdzasz, to dokads przyjezdzasz, no nie?
      • sabinac-0 Re: Osoby zamieszkałe zagranicą... 10.09.11, 19:25
        piesbaskervillow napisał:

        > Człowiek, który opuszcza swą Ojczyznę nie za chlebem ale za bułką z masłem źle
        > mi się kojarzy.

        Dlaczego? To tylko przeprowadzka.
        Kto powiedzial, ze ojczyzne mozna miec tylko jedna?

        > To jak matka, która ucieka od swoich dzieci do nowego kochanka. Nasuwa się słow
        > o zdrada.

        Ale co sie "zdradza"?

        Rownie dobrze mozna nazwac "zdrajca" kogos, kto wyjezdza z miejscowosci w ktorej sie urodzil.
        Dlaczego tylko skrajna nedze lub obawe o zycie uwazasz za racjonalne powody do zmiany miejsca zamieszkania a inne, mniej drastyczne, juz nie?
        Dorosly czlowiek sam decyduje, gdzie chce zamieszkac.
        • piesbaskervillow Re: Osoby zamieszkałe zagranicą... 10.09.11, 19:37
          Jest nawet pojęcie Heimatu, małej ojczyzny, w której się urodziliśmy.
          Wg spisu ludności, to bardzo wielu Polaków mieszka w miejscowości, w której sie własnie urodzili. Chyba 60%, ale dokładniej nie pamietam.

          Ojca ma sie jednego i Ojczyzne jedną. Tę małą też.

          A Polak za granicą jest postrzegany jako pijak, złodziej i nożownik.
          • sabinac-0 Re: Osoby zamieszkałe zagranicą... 10.09.11, 21:51
            piesbaskervillow napisał:

            > Jest nawet pojęcie Heimatu, małej ojczyzny, w której się urodziliśmy.
            > Wg spisu ludności, to bardzo wielu Polaków mieszka w miejscowości, w której sie
            > własnie urodzili. Chyba 60%, ale dokładniej nie pamietam.
            >
            A te 40% potepiasz?

            > Ojca ma sie jednego i Ojczyzne jedną. Tę małą też.
            >
            A ktory jest tym Ojcem? Ten kto zaplodnil matke, ten kto wychowal, ten kto kocha matke czy ten kto kocha dziecko, nawet przysposobione?
            Zgadzam sie ze czesto jeden gosciu obskakuje wszystkie cztery punkty, ale jesli nie, to ktory wg ciebie jest Ojcem, tym przez duze "O"?
            Z Ojczyzna (przez duze "O") jest mniej wiecej podobnie.

            > A Polak za granicą jest postrzegany jako pijak, złodziej i nożownik.

            Nie zawsze. Ale trzeba wyjechac by to wiedziec.
    • sabinac-0 Re: Osoby zamieszkałe zagranicą... 10.09.11, 19:18
      jubale napisała:

      > Jak postrzegacie obecnie swoją decyzję o osiedleniu się z dala od kraju?

      Ze bylam durna tak dlugo zwlekajac z ta decyzja.

      > Czy z perspektywy czasu czujecie, ze wasza decyzja w pełni spełniła oczekiwania
      > ?

      Nie wiem czy "w pelni", ale z grubsza tak.
      Nawet jesli nie spelnily sie wszystkie oczekiwania, spotkalo mnie duzo nieoczekiwanych dobrych rzeczy.

      > Czy, aby móc się zakorzenić i rozpocząć nowy rozdział życia, coś w Was musiało
      > ulec definitywnej i ostatecznej zmianie?
      > W ogóle jak dziś postrzegacie mentalno
      > ść rodaków, w tym szczególnie własnej rodziny?

      Na pewno cos musialo sie zmienic. Ja juz dobrych kilka lat przed wyjazdem mialam wrazenie, ze PL przestalo byc moim domem, ze juz tam nie pasuje. Wyemigrowalam wewnetrznie dlugo zanim podjelam decyzje o wyjezdzie.
      Odwlekalam decyzje ze strachu przed nowa praca, z obawy czy poradze sobie z jezykiem itp. Na szczescie tu wszystko poszlo dobrze.

      Z zamieszkalymi tu Polakami nie mam zbyt wielu kontaktow, w wiekszosci sa z innych srodowisk i nie mamy za bardzo wspolnych tematow. Jak sie okazuje, wiecej mam wspolnego z tutejszymi kolegami po fachu niz z innymi przybyszami z PL.
      Od kilku lat moj jedyny kontakt z jezykiem polskim, nie liczac telefonow do rodziny, to pisanie na forum. Cenie sobie to pisanie, dzieki niemu pamietam gramatyke, stylistyke itp. Przyznaje, ze mowienie po polsku sprawia mi czasem trudnosc.

      A rodzina to rodzina - jaka byla, taka jest. Zreszta od kiedy doroslam mieszkalismy daleko od siebie i kontakt byl glownie przez telefon. Tu nic sie nie zmienilo, nawet rachunki za telefon sa takie same (bo tu rozmowy sa tansze, nawet miedzynarodowe).

      > Ludzie tutaj inaczej myślą, mają inną mentalność, inny temperament, trochę inną
      > kulturę. Spojrzenie na świat, itepe.
      >
      Na szczescie wiekszosc krajow zachodnich jest wielokulturowa. Jesli nawet autochtoni sa troche twardzi w pysku, zawsze mozna sie skumac z imigrantami z innych krajow. Oni tez musieli skadstam wyjechac wiec ma sie podobne doswiadczenia - i juz jest wspolny temat.

      > Co jest trudne zagranicą?... to znależć jakąś bratnią duszę, która mówi w tym s
      > amym języku...Tak globalnie.
      >
      W nowym jezyku porozumienie dusz tez jest mozliwe. Niewazne jak sie mowi tylko o czym. :)
      • piesbaskervillow Re: Osoby zamieszkałe zagranicą... 10.09.11, 19:52
        Społeczeństwa wielokulturowe to porazka. Mówiła tym dobitnie Aniela Merkel. Oni w Niemczech rzygają Turkami, Polaczkami i innymi Cyganami.
        To samo w Holandii, vide wystąpienia wiadomego europosła.
        • mel.la Re: Osoby zamieszkałe zagranicą... 10.09.11, 20:54

          > Społeczeństwa wielokulturowe to porazka. Mówiła tym dobitnie Aniela Merkel. Oni
          > w Niemczech rzygają Turkami, Polaczkami i innymi Cyganami.
          > To samo w Holandii, vide wystąpienia wiadomego europosła.

          A niech rzygaja, nas Polaczkow i innych Cyganow g... to obchodzi, nam jest dobrze, a problem maja oni, nie my :-)
          • jan_stereo Re: Osoby zamieszkałe zagranicą... 10.09.11, 21:04
            mel.la napisała:

            > A niech rzygaja, nas Polaczkow i innych Cyganow g... to obchodzi, nam jest dob
            > rze, a problem maja oni, nie my :-)

            Pieciez nawet spoleczenstwa jednokulturowe rzygaja samymi soba, vide Polacy w Polsce innymi Polakami ;'))
        • jubale To taki popularny slogan... 10.09.11, 21:48

          Podlapany ostatnimi czasy. Jak ktos chce zlapac lud za serce to mowi tak jak Merkel...
          Historycznie wiadomo ze najgorzej rade daja sobie spoleczenstwa hermetyczne, zamkniete i skostniale w swoich gruntach....

          Za 10 lat swiat zmieni sie tak bardzo, ze nikt nie bedzie pamietal tego sloganu.....
        • sabinac-0 Re: Osoby zamieszkałe zagranicą... 10.09.11, 21:58
          piesbaskervillow napisał:

          > Społeczeństwa wielokulturowe to porazka.

          Jesli bedac imigrantami myslimy nie tylko o tym, co nowy kraj moze nam dac ale i o tym co MY mozemy dac nowej ojczyznie, wowczas nie jestesmy porazka, wrecz przeciwnie.
          • piesbaskervillow Re: Osoby zamieszkałe zagranicą... 11.09.11, 11:03
            Ojca ma sie jednego, ojczyznę jedną. Jeśli się nienawidzi ojca, to jest to rodzina patologiczna. Jesli porzuca się ojczyznę, to jest to patologia a nawet zdrada.

            Co myślą o nas Niemcy pokazują badania prowadzone przez renomowane instytuty.

            Polska jest najmniej lubianym przez Niemców krajem Unii Europejskiej. Tak wynika z ankiety zwanej "Barometrem politycznym".
            Ankietę przeprowadziła telewizja publiczna ZDF z okazji nadchodzącego jubileuszu 50-lecia Wspólnoty Europejskiej.
            Polska znalazła się na szczycie listy najbardziej nielubianych krajów Unii. Wskazało na nią 23 procent ankietowanych. Nasz kraj wyprzedził Rumunię, za którą nie przepada 11 procent Niemców. Ich sympatię w największym stopniu budzą natomiast Francja, Włochy i Hiszpania.


            W ubiegłym roku było znacznie gorzej, bo 1/3 Niemców powiedziała, że nie znosi Polaków. Na drugim miejscu byli Czesi. Niemcy najbardziej lubią Austriaków.
            Wyciągnij sobie wnioski.

            Mieszkałem kiedyś obok Cyganów. Na szczęście króko. Nie wdając sie w szczegóły, to jak wczesniej nie miałem nic przeciw Romom, to moje poglądy się diametralnie zmieniły. Niemcy mają Polaczków po dziurki w nosie. To po co sie do nich pchać. Czy ktoś wprasza sie do sąsiadów, którzy nas nie lubią, nie akceptuja, albo wręcz nienawidzą?
            • sabinac-0 Re: Osoby zamieszkałe zagranicą... 11.09.11, 12:22
              piesbaskervillow napisał:

              > Ojca ma sie jednego, ojczyznę jedną. Jeśli się nienawidzi ojca, to jest to rodz
              > ina patologiczna. Jesli porzuca się ojczyznę, to jest to patologia a nawet zdra
              > da.
              >
              Wez pod uwage, ze tak jak porozumienie dusz z ojczymem nie oznacza per se nienawisci do biologicznego ojca, tak milosc do nowego kraju nie oznacza z automatu nienawisci do starego.

              Jesli chodzi o skrajne postawy, ktore jako jedyne przytaczasz:

              Primo: troche mnie razi traktowanie wyjazdu jako "porzucenie" - w koncu nikt nie wyjezdza bo mu jest tak blogo, cos sie musi wydarzyc by miejsce, w ktorym ma sie rodzine, przyjaciol z dziecinstwa i do ktorego sie jest przyzwyczajonym stalo sie tak trudne do zycia, by zdecydowac sie na daleka podroz, nieznane srodowisko, nowy jezyk i kilka co najmniej lat samotnosci i szukania nowych przyjaciol.
              Mysle, ze to nie "emigranci zdradzili kraj" lecz kraj w pewnym momencie zdradzil niektorych obywateli.
              Niemoznosc osiagniecia "bulki z maslem" mimo ciezkiej pracy tez jest w pewnym sensie patologia i zdrada ze strony kraju.
              Jak w twoim przykladzie z rodzina: rodzina, w ktorej dzieci nienawidza ojca (jak juz jestesmy przy przypadkach skrajnych) moze i jest patologiczna, ale raczej nie tych dzieci to wina lecz owego ojca, ktory swoim postepowaniem wzbudzil w nich niechec.

              > Polska znalazła się na szczycie listy najbardziej nielubianych krajów Unii.

              Patrzac na zachowanie duzej czesci naszych rodakow, nie dziwi ta opinia. Nie chodzi nawet o to ze chleja i kradna lecz o wszechobecne wsrod polskich imigrantow cwaniactwo - tu cos schachmecic na czarno, jakis zasileczek wydebic, od podatkow sie gracko wywinac itp.
              Rowniez postawa bomisia "bo mi sie k...a nalezy" nie zjednuje autochtonow.

              Wielu Polakow traktuje nowy kraj jak dojna krowe, ktora mozna doic bez konca nie dajac nawet siana a jak zacznie z tego dojenia slabowac, zostawic i prysnac. Do tego dojac wyrazaja dla owej krowy pogarde i probuja ukradkiem kopnac.
              Lawina "powrotow na lono" jak tylko Europe ogarnal kryzys to nie wyraz "milosci goracej i tesknoty za ojcowizna" lecz znak ze doic juz nie bylo co.

              > W ubiegłym roku było znacznie gorzej, bo 1/3 Niemców powiedziała, że nie znosi
              > Polaków.

              To i tak nie najgorzej. Zreszta wiekszosc Niemcow (i nie tylko) z ktorymi dane mi bylo rozmawiac na te tematy stwierdzala, ze Polakow jako takich nie lubi ale ze zna kilka szlachetnych wyjatkow.

              > Czy ktoś wprasza sie do sąsiadów, którzy nas nie lubią, nie akceptuja, albo
              > wręcz nienawidzą?

              Jesli jest co doic to zawsze ktos sie wprosi. ;)
              • piesbaskervillow Re: Osoby zamieszkałe zagranicą... 11.09.11, 14:40
                Powiem Ci szczerze, ze mam więcej pobłażliwości dla Polaków-cwaniaków, którzy świadomie doją niemieckie pieniądze, niż do Takich emigrantów jak Ty, która dała się wywieźć na roboty do Niemiec. Bo jesteś na dożywotnich robotach i dzieci Ci germanią za Twoją zgodą. A ty podcierasz tyłki dzeciom SS-manów.

                Zapewne nie czułaś polskich korzeni, to sobie pojechałaś, bo w Polsce po studiach wklejałaś wyniki moczu do historii choroby, a w Niemczech zaproponowali coś rzekomo lepszego do roboty, a przede wszystkim za pozornie lepsze pieniądze, bo marki, czy euro.

                • jubale Alez o czym ty piszesz czlowieku! 11.09.11, 15:26
                  Moze czas juz abys z pokora przyznal racje 'sabinac', bo pisze cos madrego, co niestety ale kompletnie do twojej swiadomosci niedociera. No sorry, ale piszesz jak chlopczyk z podstawowki, mieszajac na prawo i lewo pojeciami...Poza tym z twoich tekstow przebija jakis zimny nacjonalizm...? Ktory nie uznaje innych nacji i ich racji....Ojczyzna= to ojciec.....?:=)))

                  To jest wlasnie ten drobnomieszczanski styl myslenia, o ktory sie otarlam mieszkajac w kraju, a ktorym kiedys poslugiwaly sie moje kolezanki z Polski. Mowily podobnie jak ty. Ba, nawet wyzywajac od najgorszych tych, ktorzy otwarcie mowili, ze w kraju nie chca zostac, bo psychika wysiada im, z powodu np. biurokracji, wydzierania pieniedzy z ludzi za byle co, ciaglych oplat...itepe
                  Dzis coponiektore dawne panienki, pouciekaly z kraju, nierzadko porzucajac swoje dzieci. Inne siedza w kieszeni meza. Bez pracy, bez nowego zajecia i szoruja katy w domu...
                  Mysle ze i twoje argumenty maja wiele slabych punktow, a bronisz ich tak wytrwale, bo sam wiesz,ze kiedys je sam mozesz latwo zmienic...:=)

                  Temat migracyjny to nie tylko temat Polakow. Migruja tez i sami Niemcy, ktorzy tak jak mowisz nie przepadaja za Polakami....Nie wiem czy to jest prawda, bo znam grupe Niemcow tutaj mieszkajacych i fajnie nam sie dogadywac.
                  Najwieksza migracja jaka w ogole jest to w samych USA. Gdzie ludzie migruja przecietnie z 4-5 razy w przeciagu swojego zycia zanim sie zdecyduja, gdzie chca juz na zawsze zostac w jakim stanie...No ale USA daje ludziom niesamowite i ciagle pomimo kryzysow mozliwosci zycia i rozwoju...Wiec nikt tam nikogo nie oskarza o "zdrade" o brak korzeni, jezeli jednego roku ktos mieszka na Alasce, a juz na drugi wyprowadzi sie na sloneczna Floryde....Dla nich to normalne...Choc obyczaje ludzi z Alaski bywaja inne, niz obyczaje ludzi np w...Los Angeles.

                  W ogole, to normalne nam jest migrowanie i mamy to zakorzenione w naszych wspolnych genach i swiadomosci, wszak przez cale tysiaclecia ludzkosc migrowala jako tzw. ludy wedrujace...Migrowali nie tylko za mamutami, czy innymi zwierzetami do zjedzenia, ale ze zwyklej ludzkiej ciekawosci...! I w tym lezy cala tajemnica - checi do migracji. Ciekawosc ludzkia, ciekawosc innych kultur, obyczajow, chec zycia odmiennie niz dotychczas, moze lepiej, moze czasami gorzej ale zawsze inaczeji i bardziej po swojemu...

                  Ty za to pies+ opisujesz jakies scenario, ktore wspolczesnym ludziom nic zupelnie nie mowi...a raczej zasmuca.
                  • piesbaskervillow Re: Alez o czym ty piszesz czlowieku! 11.09.11, 17:00
                    Ojciec-ojcowizna-ojczyzna. To dla Ciebie chyba za trudne do zrozumienia? Korzenie od czasów piastowskich do dziś. Powstania o wolność. Groby ojców. Miejsce urodzenia, dzieciństwa, młodości, zwyczaje, religia. Na wszystko plwacie jak barbarzyńcy, zabieracie tyłki i uciekacie do cudzego Faterlandu, wciskając się nieproszeni.

                    Co Ci się nie podoba w mieszczaństwie? Juz tu JaśStereo krytykował polską szlachtę zaściankową. Teraz pora na polskie drobnomieszczaństwo?

                    USA jest typowym negatywnym przykładem społeczeństwa multikulti. Nie ma bardziej agresywnego państwa na świecie. Większość współczesnych wojen wywołały właśnie Stany Zjednoczone i to w imię swoich zafajdanych interesów. Na ustach wolność i demokracja, w rzeczywistości gigantyczny, straszny militaryzm. To typowe państwo policyjne. Nie wiem czym się zachwycasz?


                    • shachar Re: Alez o czym ty piszesz czlowieku! 11.09.11, 17:05
                      a co by się Wam stało, gdybyście wymyślać sobie kto większy kmiot, przyznali sobie rację, przynajmniej częściową.
                      • jan_stereo Re: Alez o czym ty piszesz czlowieku! 11.09.11, 17:29
                        shachar napisała:

                        > a co by się Wam stało, gdybyście wymyślać sobie kto większy kmiot, przyznali so
                        > bie rację, przynajmniej częściową.

                        Dokladnie o tym samym pomyslalem ;')) Tu jest miejsce i dla Pieska i dla Jubale i nawet dla Sabinki oraz jej dziewczynki ;'))
                        • shachar Re: Alez o czym ty piszesz czlowieku! 11.09.11, 17:33
                          no pewnie, każdy z nas ma coś tam pod kopuła, tak więc wszelkie postulaty nie są od rzeczy, a i coś tam z kmiota się znajdzie też, no i wielkie mi co. Ja mogę być największy jak wam zależy :-)
                          • jubale Re: Alez o czym ty piszesz czlowieku! 11.09.11, 17:42
                            To jeszcze ze tak mowisz nie musi byc zgodne z prawda. Wielka kmiotka bedziesz o ile beczke kapusty zakisisz na zime....:=)
                            • shachar Re: Alez o czym ty piszesz czlowieku! 11.09.11, 18:01
                              a nie wystarczy,że robię smród na siódmy zagon kiszoną kapustą kupowaną u Rumuna czy innego Albańczyka? Nawet nie można powiedzieć że się zdeklasowałam, "obronę Sokratesa" trzymam na półce ze snobizmu, wtedy czuję się bardziej a la 70ties, życie życiem, aspiracje aspiracjami i meblościanka z Ikei , czy to u Was, czy u nas :-)
                              • jubale Hmmm...w twoich stronach... 11.09.11, 19:01
                                Zyja dosc ciekawi ludzie....Amiszowie...W sumie zawsze ich podziwialam za pasje stawania okoniem calej cywilizacji i hold starym tradycjom....
                                A kapuste tez pewnie kisza...Moze u nich kup cos i mi przeslij....?....:=)


                                Zartuje...:=)
                                • shachar Re: Hmmm...w twoich stronach... 11.09.11, 19:18
                                  ja nie wiem do jakiego stopnia życie polega na trzymaniu się tradycji, a do jakiego szukaniu "the heart of gold", które to może być wszędzie. Niech będzie dane każdemu znaleźć to ,czego pragnie najbardziej,tu czy tam, i god bless, że tak przypie... po amerykańsku.
                                • piesbaskervillow Re: Hmmm...w twoich stronach... 11.09.11, 20:00
                                  jubale napisała:

                                  > Zyja dosc ciekawi ludzie....Amiszowie...W sumie zawsze ich podziwialam za pasje
                                  > stawania okoniem calej cywilizacji i hold starym tradycjom....

                                  W Polsce ostała się jedna rodzina Amiszów i ja im nawet kibicowałem, bo zyli bez prądu, bez TV, bez pralki, lodówki, bez szkoły, chyba 10 dzieci.
                                  Niestety tak się zasymilowali, że kłócą się z polskimi sąsiadami jak Pawlak z Kargulem. Bardzo polscy się stali jednym słowem.
                              • piesbaskervillow Re: Alez o czym ty piszesz czlowieku! 11.09.11, 19:20
                                shachar napisała:
                                > życie życiem, aspiracje aspiracjami i meblościanka z Ikei , czy to u Was, c
                                > zy u nas :-)

                                W necie był modny taki tekst:
                                Polski paradoks. Polak wstaje rano, włącza japońskie radio, zakłada amerykańskie spodnie, wietnamski podkoszulek i chińskie tenisówki, po czym z holenderskiej lodówki wyciąga niemieckie piwo. Siada przed koreańskim komputerem i w amerykańskim banku zleca internetowe zakupy w Anglii, po czym wsiada do czeskiego samochodu i jedzie do francuskiego hipermarketu na zakupy. Po uzupełnieniu lodówki o hiszpańskie owoce, belgijski ser i greckie wino wraca do domu i gotuje na rosyjskim gazie. Na koniec siada na włoskiej kanapie i ... w polskiej gazecie szuka pracy, a tam ofert pracy brak.
                                Tylko, że to nie jest polski paradoks a światowy.
                                • shachar Re: Alez o czym ty piszesz czlowieku! 11.09.11, 19:30
                                  myślę, że należy czerpać ze znoju podkoszulkowego innych nacji ,jeśli taki ich wybór, jest żeby zostać mistrzami produkcji podkoszulków.
                                  Ile macie żyć ludzie? ja z tego co wiem ,mam jedno.I teraz tak, na co położyć nacisk, a na co się zesr....Stawiam na osobistą wygodę.
                                • to.niemozliwe Re: Alez o czym ty piszesz czlowieku! 11.09.11, 19:55
                                  Nie ma w tym żadnego paradoksu. Na tej zasadzie dobre, japońskie samochody rosną na polach w Wyoming i Oklahomie. Zgadnij dlaczego? ;)
                        • sabinac-0 Re: Alez o czym ty piszesz czlowieku! 11.09.11, 20:02
                          jan_stereo napisał:

                          > i nawet dla Sabinki oraz jej dziewczynki ;'))

                          Miales cos na mysli czy tylko tak do rymu ci bylo z ta dziewczynka?
                    • jubale Re: Alez o czym ty piszesz czlowieku! 11.09.11, 17:39

                      No dobra, nie zachwycam sie USA, juz lepiej?...:=)))

                      Mimo to korzystam z Internetu aby z toba pogadac....Internet powstal w USA w 1974, jako czesc komunikacji militarnej....:=)

                      Agresywni sa? A kto byl przed nimi? Rzymianie i krwawa bezlitosna potega cesarstwa Rzymskiego...Co po nich holdujesz ano, ze owi Piasci, niby twoi przodkowie przyjeli chrzesciajanstwo, na modle rzymsko katolicki, czyli jeszcze jeden brutalny i bezlitosny biznes cwaniczkow...

                      Moze czas wyrosnac z pieknych bajek i zweryfikowac poglady o ojczyznie...
                      • piesbaskervillow Re: Alez o czym ty piszesz czlowieku! 11.09.11, 19:40
                        jubale napisała:
                        > Mimo to korzystam z Internetu aby z toba pogadac....Internet powstal w USA w 19
                        > 74, jako czesc komunikacji militarnej....:=)

                        Internet, to nic dobrego. Właściwie, to już wynalazek druku sporo namieszał, bo ludzie zaczęli głupie książki czytać. Potem było coraz gorzej- "złote" czasy radia, dalej telewizja, na końcu internet pełen idiotów.

                        > Moze czas wyrosnac z pieknych bajek i zweryfikowac poglady o ojczyznie...

                        Może czas wyrosnąć z internacjonalizmu i multikulti i zweryfikować swe poglądy.

                        • to.niemozliwe Re: Alez o czym ty piszesz czlowieku! 11.09.11, 20:00
                          > Może czas wyrosnąć z internacjonalizmu i multikulti i zweryfikować swe poglądy.
                          Na jakie? Wrócic mentalnie do swiata XIX wieku? "To se ne vrati!". Swiat jest inny, jestemy po rewolucji informatycznej. Dzis znajomosc i dostepnosc wiedzy, za za tym idzie - oswojenia z innymi kulturami jest znaczna. Vide - rewolucja facebookowo-twitterowa zwanat arabską wiosna ludów. Bez dostepu do wiedzy jak wygląda swiat i co mysla inni bylaby niemozliwa.
                        • sabinac-0 Re: Alez o czym ty piszesz czlowieku! 11.09.11, 20:13
                          piesbaskervillow napisał:

                          > Internet, to nic dobrego. Właściwie, to już wynalazek druku sporo namieszał, bo
                          > ludzie zaczęli głupie książki czytać. Potem było coraz gorzej- "złote" czasy r
                          > adia, dalej telewizja, na końcu internet pełen idiotów.
                          >
                          Czy ktos ci broni zamieszkac w slowianskiej kurnej chacie bez pradu, internetu i ksiazek?

                          P.S. Tylko przy budowie nie bierz za wzor chat z Biskupina - Biskupin z Piastem Kolodziejem, Rzepicha i Slowianami nie ma nic wspolnego, Wenetowie go wybudowali na kilka wiekow przed Mieszkiem.
                          Slowianie wywodza sie z balkanskich hord slynacych z brutalnosci.
                          Poza tym 40% Polakow ma geny mongolskie.

                          > Może czas wyrosnąć z internacjonalizmu i multikulti i zweryfikować swe poglądy.
                          >
                          Jan Pawel II powiedzial, ze nacjonalizm (bez wzgledu na nacje) jest najbardziej zbrodnicza ideologia. W tym przypadku przyznaje mu racje.
                        • jubale Re: Alez o czym ty piszesz czlowieku! 11.09.11, 21:42
                          Stare indyjskie przyslowie powiada:-Ten kto nie plynie z pradem czasu ginie.

                          Multi kulti, istnialo od zawsze. Nie ma na swiecie zadnej tzw. czystej kultury, wszystkie sa soba przesikaniete na wylot i przenikaja wzajemnie....Inspiruja...

                          Nawet Mojzesz, gdy na gorze Synaj pokazal ludowi 10 przykazan, to nie pokazal nic nowego, a stara wersje etyki dla ludu, ktora przekazal jeden z Faraonow....sprzed 2000 lat pe.

                          Zwoje papirusow zostaly przetlumaczone dopiero w XIX w. A tresc ich wcale nie odbiega od tego jak nakazywal Mojzesz i caly ten majdan z dekalogiem na czele.Mojzesz przekazal jedynie w punktach wersje skrotowa calej ogromnej masy zwojow papirusu, gdzie pouczano jak lud ma sie zachowywac, a jak inni maja sie ustosunkowywac, co wypada a co nie wypada... lacznie z dokladnym opisem jak nalezy mieso kroic....nozem i widelcem.... i ile nalezy go zjesc w towarzystwie, aby nie wypasc jak burak:=)))

                          Taaak, drogi psie+ stoisz na linii pochylej z twoimi odezawami do ludu...:=)
                          • kalllka Re: Alez o czym ty piszesz czlowieku! 15.09.11, 12:36
                            czesc wicka,
                            ja to przyslowie znam jako ogolnie -wschodnie :
                            kto w biegowi czasu nie dotrzyma, zginie w niepamieci otmetach.
                • sabinac-0 Re: Osoby zamieszkałe zagranicą... 11.09.11, 19:58
                  piesbaskervillow napisał:

                  > Powiem Ci szczerze, ze mam więcej pobłażliwości dla Polaków-cwaniaków, którzy ś
                  > wiadomie doją niemieckie pieniądze, niż do Takich emigrantów jak Ty, która dała
                  > się wywieźć na roboty do Niemiec. Bo jesteś na dożywotnich robotach i dzieci C
                  > i germanią za Twoją zgodą. A ty podcierasz tyłki dzeciom SS-manów.

                  Blad. Nie mieszkam w Niemczech.

                  A nawet gdybym mieszkala to i tak te uwagi o "dozywotnich robotach" i "tylkach dzieci SS-manow" sa tak niedorzeczne, ze nie warte komentarza.
                  Tak jakby mowic cudzoziemcom mieszkajacym w PL ze "podcieraja tylki szmalcownikom".

                  >
                  > bo w Polsce po studia
                  > ch wklejałaś wyniki moczu do historii choroby, a w Niemczech zaproponowali coś
                  > rzekomo lepszego do roboty, a przede wszystkim za pozornie lepsze pieniądze (...)

                  Jakbys zgadl. Jak sie wyrzuci te wszystkie "rzekomo" i "pozornie" to szczera prawda bedzie.
    • nikt.wazny.nowy.nick odpowiedz z pkt. widzenia delegacji zagranicznych 11.09.11, 22:43
      poza Polska jestem 40-60% czasu pracy.

      co zauwazylem i doswiadczylem:

      - praktycznie wszyscy M z PL, z ktorymi jade na delegacje maja swoje panny w PL. implikuje to, ze tutaj po pracy siedza w tych swoich sluzbowych mieszkaniach i zamulaja, bo nigdzie sie nie da ich wyciagnac... na zadna zabawe z nimi nie pojdziesz, itd. to akurat zrozumiale. pech, ze kazdy w wieku 25-27 lat jest juz zajety czy to ja jestem nieudacznikiem, ze jestem wolny ?

      - od polakow staram sie w tym kraju trzymac z daleka, bo dwa razy sie juz nacialem. przez forum polonijne, czy inny serwis poznalem polke po czym gdy zadzwonilem i sie przedstawilem po czym umowilismy sie na spotkanie one juz nie odpisywaly albo nie odbieraly telefonu. gdy np. poznalem przez firme podwykonawcza innego polaka to tez skonczylo sie na wymienianiu maili (mieelismy sie umowic na jakis sport).

      - zaczynam rozumiec, czemu juz tak wszyscy wala do tej wawki i wola kisic sie tam za smieszna pencje 2-3k netto. po prostu warszawa to raj dla takich facetow jak ja (czyli "singli"). do zabaw i poznawania. poniewaz w tym miescie przypada 116 kobiet na 100 mezczyzn (gdzies to jakis czas temu czytalem). daje sie to chociaz zauwazyc w sr. publicznego transportu.

      nie wiem jak dalej bedzie ale obecnie nie wyobrazam sobie zwiazku z nie-polka. mysle, ze gdybym przebywal w tym panstwie (celowo go nie wymieniam ale to nie UK) 100% to z poznawaniem polek i polakow byloby podobnie. dotyczy to pobytu za granica. naprawde po obecnych doswiadczeniach nie mam zamiaru sie z zadna spotykac jak jestem za granica.

      tylko prosze nie mowic ze to cos jest ze mna....hehe ja dotrzymuje terminow, jak biore nr to oddzwaniam i jak sie umawiam to przychodze !! a nie olewam. ale widac sporo ludzi nie ma problemow z olewaniem innym zamiast sie prawdziwie przyznac.


      co pozostaje ?
      - wyjazd do hiszpanii (tam akurat nie ma takiego problemu z mentalnoscia ludzi, poznawaniem, jezyk znam komunikatywnie, bylem pracowalem, przezylem, gdy wracalem do PL usmiech z twarzy jeszcze przez tydz nie schodzil)

      - powrot do tej calej wawki. ale to juz musialaby byc zmiana pracy. bo w tej sie wkopalem i musze delegowac :) a jak wiadomo "facet delegacyjny" to nie jest ciekawy typ, bo wiecej go nie ma niz jest. zreszta jak tu kogos poznac jak caly czas nie wiesz kiedy i na ile wyjedziesz nastepnym razem.
    • seth.destructor Dobrze! 11.09.11, 23:19
      Wypełzłem z zaścianka, otworzyłem się na nowe możliwości. Poznałem nowe kultury i nauczyłem się tolerancji oraz tego, że można patrzeć dalej niż własny umiłowany chlew.
      • to.niemozliwe Re: Dobrze! 12.09.11, 08:35
        A może po prostu dojrzałeś? Czy to oznacza, że nie ma w Twobie żadnej mocy rozwojowej i jedynie środwisko zewnętrzne Cię kształtuje? Że gdybyś nie wyjechał, to byś się stoczył?
        • sabinac-0 Re: Dobrze! 12.09.11, 18:39
          to.niemozliwe napisał:

          >(...) Czy to oznacza, że nie ma w Twobie żadnej mocy rozw
          > ojowej i jedynie środwisko zewnętrzne Cię kształtuje? Że gdybyś nie wyjechał, t
          > o byś się stoczył?

          Chyba sie zagalopowales.
          Przedmowca nic nie mowil o staczaniu tylko o wyjsciu z zascianka i odetchniecie luzniejsza atmosfera.
          No i o tolerancji - tej w PL dosc trudno sie nauczyc, nauczycieli malo a czlowiek uczy sie tolerowac i rozumiec nie dzieki "wlasnym mocom rozwojowym" lecz dzieki kontaktom ze srodowiskiem zewnetrznym.
          Niczym dziecko, ktore nigdy nie nauczy sie mowic jesli nie ma z kim rozmawiac, chocby nie wiem jaki "wewnetrzny potencjal rozwojowy" mialo.
          • to.niemozliwe Re: Dobrze! 12.09.11, 20:59
            Nie, nie galopuje...:-)
            Zastanawia mnie ten dosc podniosly ton o tym wychodzeniu z zascianka, o odetchnieciu swiezym powietrzem na emigracji.
            Rozumiem, ze nowe srodowisko jest stymulujace intelektualnie, ale uwazam, ze trafia tez na podatny grunt. Jestescie inteligentnymi i rozsadnymi ludzmi i stad moja watpliwosc, czy aby Wasze zadowolenie z sytuacji nie jest aby zasluga waszych cech charakteru i caloksztaltu Waszych osobowosci.
            Co do tolerancji, to - parsdoksalnie, ale multi-kulti wcale jej nie sprzyja w sposob oczywisty. Przykladem nacjonalizmy w Holandii, aktywne bojowki faszystow w Niemczech, czy akty agresji we Francji wobec mniejszosci zydowskiej.
            • sabinac-0 Re: Dobrze! 13.09.11, 22:06
              to.niemozliwe napisał:

              > Zastanawia mnie ten dosc podniosly ton o tym wychodzeniu z zascianka, o odetchn
              > ieciu swiezym powietrzem na emigracji.

              Ciekawe, ze nie znam emigranta, ktory by w taki ton czasem nie wpadal.

              > moja watpliwosc, czy aby Wasze zadowolenie z sytuacji nie jest aby zasluga wasz
              > ych cech charakteru i caloksztaltu Waszych osobowosci.

              Jakos charakter i caloksztalt nie dal zadowolenia z sytuacji w PL. Nie zastanawia cie to?

              > Co do tolerancji, to - parsdoksalnie, ale multi-kulti wcale jej nie sprzyja w s
              > posob oczywisty. Przykladem nacjonalizmy w Holandii, aktywne bojowki faszystow
              > w Niemczech, czy akty agresji we Francji wobec mniejszosci zydowskiej.

              W PL jest mono-kulti i za kazdym cudzoziemcem ganiaja watahy skinow. Skini sa przy tym praktycznie bezkarni, w przeciwienstwie do bojowkarzy w Niemczech i Holandii.
              • to.niemozliwe Re: Dobrze! 14.09.11, 08:21
                > W PL jest mono-kulti i za kazdym cudzoziemcem ganiaja watahy skinow.
                Mooocno przesadzone, przekoloryzowane aż absurdalne.
                > Skini sa przy tym praktycznie bezkarni...
                Zgadzam się, policja jest słaba a państwo bezradne, np. wobec chuliganów na stadionach.
                • sabinac-0 Re: Dobrze! 14.09.11, 11:00
                  to.niemozliwe napisał:

                  > > W PL jest mono-kulti i za kazdym cudzoziemcem ganiaja watahy skinow.
                  > Mooocno przesadzone, przekoloryzowane aż absurdalne.

                  Jestes bialy, obawiac sie ich nie musisz,, wiec wydaje ci sie przesadzone.
                  Punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia.

                  > > Skini sa przy tym praktycznie bezkarni...
                  > Zgadzam się, policja jest słaba a państwo bezradne, np. wobec chuliganów na sta
                  > dionach.

                  Tych ostatnich przynajmniej nie wypszczaja pod haslem "znikomej szkodliwosci spolecznej".
          • piesbaskervillow Re: Dobrze! 12.09.11, 21:03
            A ja się domagam tolerancji dla mojej nietolerancji !!!
            Domagam się tolerancji dla mojej zaściankowości, drobnomieszczańskich poglądów i mego polskiego chlewa. Domagam się tolerancji dla mego konserwatywnego, tradycyjnego XIX wiecznego patriotyzmu.
            I niech mi nikt nie mówi, że mam byc tolerancyjny dla sasiada, który ma w szafie 15 karabinów i 2000 sztuk amunicji, bo ja nie toleruję mysliwych, jestem pacyfistą i hoplofobem. A sąsiada uważam za niezrównoważonego psychicznie, mimo, że ma zaświadczenia od psychologa i psychiatry o swojej normalności.
            • sabinac-0 Re: Dobrze! 13.09.11, 22:07
              piesbaskervillow napisał:

              > Domagam się tolerancji dla mojej zaściankowości, drobnomieszczańskich poglądów
              > i mego polskiego chlewa.

              Nikt ci chlewa nie broni tylko nie kaz innym w nim mieszkac.
        • seth.destructor Re: Dobrze! 13.09.11, 01:07
          Moje środowisko uprawiało propagandę porażki, więc gdybym nie wyjechał, to popadłbym z nim w konflikt i albo zostałbym urobiony na jego obraz, albo co najwyżej uwiązłbym w marazmie niewydolności. Porównaj ziemniaki kiełkujące i puszczające blade łęty w ciemnej piwnicy z tymi posadzonymi w ziemi na polu. Jakakolwiek jest w nich moc rozwojowa, to tylko te na polu dadzą plon, te w piwnicy sparcieją i zgniją, zeżarte przez robactwo...
          • piesbaskervillow Re: Dobrze! 13.09.11, 12:30
            Czyli uciekłeś jak i inni.
            Teraz jesteś zdrowym, tolerancyjnym, nowoczesnym kartoflem i trafisz... do frytkownicy.
          • to.niemozliwe Re: Dobrze! 13.09.11, 20:45
            Właśnie! Czyli wazne jest środowisko z jakiego sie wyszło. Dlatego niezrozumiałe są dla mnie opinie typu "w Polsce, to było dno", "w kraju się dusiłem", "tu nie było tolerancji"...
            Ciekawe, że ludzie nie chcą, nawet przed samymi sobą przyznac, ze ich bezposrednie środowisko było coś nie bardzo, więc sypią ogólnikami. Bo wtedy musieliby zakwestionowac wartosc samych siebie.A tak, to mają winnego - jakiś blizej nieokreslony, enigmatyczny "stary kraj". Dobrze rozumiem ten mechanizm?
            • sabinac-0 Re: Dobrze! 13.09.11, 22:18
              to.niemozliwe napisał:

              > Właśnie! Czyli wazne jest środowisko z jakiego sie wyszło. Dlatego niezrozumiał
              > e są dla mnie opinie typu "w Polsce, to było dno", "w kraju się dusiłem", "tu n
              > ie było tolerancji"...
              >
              Wiesz, jesli to "srodowisko" obejmowalo caly kraj z wyjatkiem paru krewnych i znajomych to tak sie mowi...

              Mnie np. wkurzalo "srodowisko" polskich intelektualistow i prostych ludzi rzucajacych antysemickie hasla, belkoczacych ze "Hitler byl za lagodny" i robiacych mi w pracy, w urzedach i na ulicy przasne uwagi z powodu mojego zwiazku z cudzoziemcem.
              Moze stwierdzisz, ze "to ze mna jest cos nie tak" ale wkurzalo mnie.
              Teraz moge chodzic z mezem po ulicy nie narazajac sie na obelgi i kpiny. Chwale to sobie i malo mnie obchodzi ze dla domoroslych patryotow to "zdrada".
              Dodam, ze jesli dalej beda gloryfikowac polskie chamstwo zamiast podszkolic rodakow z dobrych manier to takich "zdrajcow" jak ja bedzie coraz wiecej.
              • piesbaskervillow Re: Dobrze! 13.09.11, 22:28
                Jakaś mocno dysfunkcyjna jesteś, ale nie będę tego analizował.
                • shachar Re: Dobrze! 14.09.11, 03:29
                  nie zaczynajcie sobie przypie...ć.
                  Moja decyzja była oparta w dużej mierze na imaginacji szczęścia,ktore ma mnie spotkać w związku z pewną znajomością (możecie sobie wyobrazić ,że były to nadzieje płonne) plus niebywały ból bycia w pewnych zafiksowanych okolicznościach w Polsce. Nie widziałam dla siebie szansy na wyjście z tego kołowrota braku perspektyw w pracy, ekonomii i sprawach osobistych, mentalnych i duchowych, totalne zatwardzenie i utkwienie w niewiadomoczym
                  zapragnęłam wyjechać.
                  Powiem tylko, że wtedy starałam się zapamiętać to uczucie fatalne "Gocha, jeśli kiedykolwiek będzie ci źle na nowym miejscu, to zapamiętaj to, które teraz jest twoją codziennością, bo nie ma nic gorszego". No i faktycznie, po wyjeździe stać mnie na humor, a to dużo.
                  • jubale Re: Dobrze! 15.09.11, 09:32
                    I tak trzymaj, w koncu szczesliwy zwiazek i tak jest czyms czego wielu nie przezyje i niedozna w przeciagu swojego calego zycia...
                • to.niemozliwe Re: Dobrze! 14.09.11, 08:23
                  A Tobie co się dzieje? Potrzebujesz odrzucenia? Prowokujesz innych do agresji.
                  Od dobrych kilku dni zmierzasz w stronę obrażenia się na piszących tu ludzi.
                • jubale Multi kulti z bliska... 14.09.11, 12:32
                  Ludzie w krajach zachodnich, rzeczywiscie nie lubia multi kulti, ale my do tej multi kulti specjalnie sie nie zaliczamy, ze wzgledu na b. zblizone obyczaje....

                  Multi kulti, mozna by opisac w wersji obrazkowej czyli np.
                  Masz dom, lubisz ten dom. Sam go wybudowales, urzadziles, jest na glans i calkiem cacy.
                  Idziesz do domu swojego sasiada, on tez ma ten dom na glans, tobie podoba sie podloga, czy dywan u sasiada, wiec sprawiasz sobie podobne, sasiad przychodzi do ciebie widzi fajny odkurzacz, wiec sprawi sobie tez podobny...W ogole fajnie ci z twoim sasiadem, dogadujecie sie, wspomagacie itp.
                  Ale nagle przyjezdza do ciebie inny sasiad zza siedmiu gor i oceanow, ten sasiad rozglada sie po twoim domu i mowi: - Te, my te lampe z sufitu zamienimy na inna, taka jak u nas, a ten dywan wyrzucimy, sciany przemalujemy, a meble wymienimy, wtedy bedziemy sie czuli u
                  ciebie fajowo, jak u siebie! Ty im sie przygladasz zdziwiony. W koncu mowisz....- Alez to jest moj dom! Ja tu mieszkam, z dziadka pradziadka....Ja nie chce, aby ktos wnosil mi zmiany do mojego wygodnego domu, w ktorym ja sie dobrze czuje!
                  Twoj gosc na to, wcale nie speszony:- No ale nas do siebie zaprosiles, czyz nie?...O co ci chodzi?
                  Ty mu odpowiadasz: W moim domu ja jestem, tym ktory decyduje co chce zmienic, nie ty ktory jestes gosciem. Wracaj do swojego domu i tam sobie poprawiaj i zmieniaj, tak jak tobie sie podoba.... Gosciu coraz bardziej rozezlony: No, ale my nie mamy juz zadnego domu, zniszczony, nie mamy po co tam wracac, bo tam pustynia i piaski. Poza tym bandy tylko grasuja...
                  Itp....

                  I kogo w tej historii jest wina? Bo wina jest ewidentna? Ano twoja! I tylko twoja...Bo wpuszczajac pod dach sasiadow nie zza miedzy, a zza oceanow wpusciles pod swoj dach ludzi, od ktorych nic, a nic nie wymagales. Ani nie postawiles warunkow, na jakich mozesz ich goscic. Otwarles swoje wrota jak przyslowiowy dupek....

                  Normalnie, to gdy wpuszczamy kogos nieznajomego pod swoj dach to mowimy mu jak zyjemy i jak nalezy sie zachowac aby nam gospodarzom twoja goscina nie przeszkadzala... nie wchodzila w droge i nie utrudniala zycia. Wtedy stawia sie warunki. Nawet Bog w Edenie postawil warunki Adamowi i Ewie. Ktorych to oni nie dotrzymali, a wiec ich wygnal z raju na koniec i na wieki cale! Do gosci mowi sie zwyczajnie: Przyjedz na tyle i tyle i wez ze soba to czy tamto, bo ode mnie nie dostaniesz, tego nie ruszaj, bo nie wolno, a jak zabrudzisz to po sobie posprzataj...Np.

                  A pozniej ludzie sa zdziwieni,ze banda smarkaczy, kurdow czy innych, spalila polowe dzielnicy...Nie slyszalam aby gdzies w USA czy Rosji, czy w Australii dzialy sie podobne rzeczy...No ale tam jest po prostu inne prawo.
                  • sabinac-0 Re: Multi kulti z bliska... 14.09.11, 18:07
                    jubale napisała:

                    > (...dluuuuga bajka...)
                    > I kogo w tej historii jest wina? Bo wina jest ewidentna? Ano twoja! I tylko two
                    > ja...Bo wpuszczajac pod dach sasiadow nie zza miedzy, a zza oceanow wpusciles p
                    > od swoj dach ludzi, od ktorych nic, a nic nie wymagales. Ani nie postawiles war
                    > unkow, na jakich mozesz ich goscic. Otwarles swoje wrota jak przyslowiowy dupek
                    > ....
                    >

                    Ladna opowiastka, ale jest maly zgrzycik: ten "sasiad zza oceanu", ktorego tak nie lubisz i najchetniej wywalilabys na zbity pysk sprzata ten twoj piekny dom, wykonuje za ciebie brudne prace ktore cie mierza, leczy ciebie i twoje dzieci za pensje za ktora ty nawet bys nie wstala z wyrka - jednym slowem sprawia, ze ty mozesz siedziec na kanapie, pilowac pazurki i narzekac ze ci sie marnie oplacana sluzba po chalupie kreci.
                    • jubale Gosc ktory szanuje gospodarza... 15.09.11, 09:29
                      Nie jest nielubianym gosciem...Moze czytaj wiecej ze zrozumieniem...
                      Za grancia jest demokracja i o ile gosc zna dobrze jezyk, jest wyksztalcony to nigdy nie czysci ci twojego klopka....Poza tym czyszczenie klopka, czy jakies tam niskie place tez nie stanowia problemu, wszak ludzie ci mieszkaja i tak w luxusie na jaki nie byloby ich stac w ich wlasnym kraju...Poza tym wielu tych gosci zza oceaniu jest tez i u wladzy na dobre i zle niestety....


                      Ty sabinco, nawet przez internet nie lubisz gdy ktos wtyka ci swoje wlasne zdanie....a jakby to bylo gdyby ktos w twoim wlasnym domu mial ci dyktowac gdzie sofe masz ustawic...? Pewnie by doszlo do groznych scysji...
                      • sabinac-0 Re: Gosc ktory szanuje gospodarza... 15.09.11, 14:09
                        jubale napisała:

                        > o ile gosc zna dobrze jezyk, jest wyksztalcony to
                        > nigdy nie czysci ci twojego klopka...

                        Z tym roznie bywa, bo dyplom z macierzystego kraju nie jest automatycznie uznawany w kraju zamieszkania. W UE z krajow unijnych na homologacje dyplomu czeka sie okolo 2-3 miesiecy ale w przypadku osob pochodzacych z innych kontynentow okres oczekiwania wydluza sie do okolo 2 lat a jesli nie ma umowy miedzynarodowej i jest konieczna nostryfikacja do 5-6 lat, pod warunkiem oczywiscie ze ow gosc zna jezyk i przejdzie pomyslnie wszystkie egzaminy.

                        W czasie oczekiwania na uregulowanie papierow z czegos trzeba zyc, moze sie zatem okazac, ze ow gosc czyszczacy, jak sie wyrazilas, "klopek" ma dyplom lekarza lub inzyniera czy nawet stopien naukowy.

                        >.Poza tym czyszczenie klopka, czy jakies t
                        > am niskie place tez nie stanowia problemu, wszak ludzie ci mieszkaja i tak w lu
                        > xusie na jaki nie byloby ich stac w ich wlasnym kraju...

                        Zwaz, ze i o Polakach tak mowia.

                        > gdyby ktos w twoim wlasnym domu (...)
                        >
                        Mysle, ze ta cala metaforka z "domem", aczkolwiek wyrazista (masz talent literacki zapewne), jest nieadekwatna do sytuacji, ktora opisujesz.
                        Przerstrzen publiczna to nie to samo co prywatne mieszkanie - nie ma wlascicieli a jedynie administratora.
                        • jubale Re: Gosc ktory szanuje gospodarza... 16.09.11, 11:23
                          To wszystko zalezy jaki kraj i o jakiej specjalizacji jest tu mowa.
                          Poza tym jak mowia zadna uczciwa praca nie hanbi...Moze czas na uszanowanie pracy o tzw. niskim statusie spolecznym....Choc to tez przezytek takie okreslenie w XXI w...

                          Moj przyklad nie byl wyrazisty, po prostu pisalam na szybko...Chodzi o to aby umiec odroznic goscia, od INTRUZA... Bo z odczytaniem tej roznicy wiekszosc ma w obecnych czasach duze problemy...


                          Poza tym piszesz,ze ja goscmi zza oceanow nie sympatyzuje, kompletna bzdura...

                          Jest zupelnie na odwrot. Np. moimi najlepszymi przyjaciolmi byli zawsze osoby z Iranu i Iraku, ale pewnie nie tylko ja dostrzeglam ich wysoka inteligencje i dobroc...Nie mam tez niz przeciw ludziom z wyznan Islamu, choc wielu ma obawy wobec nich. Po prostu wiem dosc dobrze gdzie idzie granica pomiedzy intruzem, a gosciem...
                          • sabinac-0 Re: Gosc ktory szanuje gospodarza... 16.09.11, 11:39
                            jubale napisała:

                            > Po prostu wiem dosc dobrze gdzie idzie granica pomiedzy intruzem, a g
                            > osciem...
                            >
                            Zauwaz, ze tutaj jest pulapka.
                            Nikt nie zmienia kraju bo mu bylo slodko i kazdy imigrant ma mnostwo problemow, rowniez psychologicznych - jeszcze nie przetrawil traumy z poprzedniego miejsca a tu musi wykazac ze jest godzien przyjecia bo jesli nie jest idealny, jesli nie wyczuwa intuicyjnie czego od niego oczekuja, nie daje rady w pracy lub wpada w jakis nalog zostaje uznany za "intruza".
                            To straszliwy ciezar i ludzie czasem reaguja irracjonalnie - separowaniem sie, apatia, agresja, postawa roszczeniowa.
                            • jubale Re: Gosc ktory szanuje gospodarza... 16.09.11, 13:10
                              Ja mowie o przykladzie stad....np. Moj pracodawca jest np.w innym kraju. Jest to niemiecka ogromna miedzynarodowa firma...

                              Rowniez jesli chodzi o tzw. Intruzow, to zgazam sie ze ludziom jest trudno...To jednak nie upowaznia nikogo do narzucania swoich wierzen np. religijnych, czy kulturowyo - obyczajowych tubylcom...To idzie wbrew zasadom wspolzycia jakie tutejsze spoleczenstwo przez wieki wypracowalo i napewno wczesniej, czy pozniej moze skonczyc sie powaznym konfliktem...
                              • sabinac-0 Re: Gosc ktory szanuje gospodarza... 16.09.11, 16:38
                                jubale napisała:

                                > Rowniez jesli chodzi o tzw. Intruzow, to zgazam sie ze ludziom jest trudno...T
                                > o jednak nie upowaznia nikogo do narzucania swoich wierzen np. religijnych, czy
                                > kulturowyo - obyczajowych tubylcom...

                                Z tym narzucaniem to przesada.
                                Jakos trudno to narzucanie zobaczyc w praktyce, jeszcze nie zdarzylo mi sie spotkac kogos, kto bylby przez imigrantow sila zmuszany do zmiany wierzen czy zwyczajow.

                                Mam wrazenie, ze raczej sama obecnosc czy zachowanie wlasnej odrebnosci jest odbierane jako "narzucanie" - ludzie oburzaja sie np. na widok nietypowych strojow lub niechrzescijanskiej swiatyni i sam widok tej swiatyni jest dla nich "narzucaniem" choc nikt im nie narzuca ubioru nie ciagnie do tejze swiatyni sila.
              • to.niemozliwe Re: Dobrze! 14.09.11, 08:25
                > Moze stwierdzisz, ze "to ze mna jest cos nie tak" ale wkurzalo mnie.
                Nie nie stwierdzę, szanuję Twoje doświadczenia. Po prostu mam zupełnie inne. Najwyraźniej wychowywałem się w bardziej otwartym i tolerancyjnym środowisku.
                • sabinac-0 Re: Dobrze! 14.09.11, 11:18
                  to.niemozliwe napisał:


                  > Na
                  > jwyraźniej wychowywałem się w bardziej otwartym i tolerancyjnym środowisku.

                  Nie uwierzysz, ale ja cala mlodosc bylam przekonana ze zyje w bardzo otwartym i tolerancyjnym srodowisku - wszystko, i w domu i wsrod znajomych, inteligencja z duzego miasta, sami specjalisci. Zaslyszane tu i owdzie rasistowskie gadki uwazalam za malo znaczace, odosobnione incydenty.
                  Dopiero zwiazek z cudzoziemcem o skorze znacznie ciemniejszej niz standartowa opalenizna otworzyl mi oczy - wtedy wylazly wszystkie potwory i zdalam sobie sprawe gdzie zyje. Cala ta "tolerancja" i "otwartosc" mojego eleganckiego srodowiska okazala sie tania pozlotka przykrywajaca poklady lajna.

                  Gdybym wydala sie za chlopca z sasiedztwa zapewne do dzis bylabym swiecie przekonana ze Polacy to swiatly, otwarty i tolerancyjny narod.
            • k.karen Re: Dobrze! 15.09.11, 12:53
              to.niemozliwe napisał:

              > Właśnie! Czyli wazne jest środowisko z jakiego sie wyszło. Dlatego niezrozumiał
              > e są dla mnie opinie typu "w Polsce, to było dno", "w kraju się dusiłem", "tu n
              > ie było tolerancji"...
              > Ciekawe, że ludzie nie chcą, nawet przed samymi sobą przyznac, ze ich bezposred
              > nie środowisko było coś nie bardzo, więc sypią ogólnikami. Bo wtedy musieliby z
              > akwestionowac wartosc samych siebie.A tak, to mają winnego - jakiś blizej nieok
              > reslony, enigmatyczny "stary kraj". Dobrze rozumiem ten mechanizm?


              Moim zdaniem bardzo dobrze to rozumiesz. Ale ja widzę jeszcze coś.
              Dzisiaj to już nie jest "w Polsce to było dno" ale " w Polsce JEST dno, Polska to debilny kraj,
              w Polsce nie da się żyć, Polska to paranoja, pijaństwo, lenistwo, złodziejstwo, brud i brak tolerancji".
              Obserwując znajomych a także niektórych rodzinnych emigrantów widzę pewną prawidłowość. Kiedy przyjeżdżali 20 lat temu do kraju to mogli zaimponować banknotem 100-markowym albo 100-dolarowym. To były jeszcze czasy kiedy zbierało się puszki po piwie i torby reklamówki. A dzisiaj, ci którzy "mdleli" na widok "bogatych" ciotek i wujków, mają własne biznesy, domy, luksusowe samochody, stać ich na wczasy w każdym miejscu na świecie, żyją po europejsku nie widząc specjalnych różnic między poziomem swojego życia a życiem w zachodnich, europejskich krajach. Dzisiaj "machanie" banknotami 100-euro i 100-dolarowymi mogą tylko wzbudzić śmieszność i politowanie. Taka jest przyczyna tego emigranckiego krzyku ( typowego dla "ataku rozpaczy"), który jest usprawiedliwieniem tak naprawdę straconych lat na emigracji. Zostali w tyle i porównanie do krewnych i znajomych w kraju wypada bardzo blado. To oczywiście jest uogólnienie ale niby dlaczego nie wolno mi tak uogólniać jeśli nagminnie czytam i słyszę od emigrantów, że "Polska to debilny kraj"?
              • jubale Mdlalas.... 15.09.11, 14:10
                na widok banknotow, no coz ja pamietam jak ludzie mdleli w kilometrowych kolejkach za papierem toaletowym, ktory jak sie pokazal to wykupywali w takich ilosciach, aby straczylo na pol roku...Nie starczalo...Mdleli rowniez ci co stali cale noce za proszkiem do prania, za olejem rzepakowym. Mdlaly mamusie w kolejkach za mleczkiem w proszku dla niemowlat, aby taka niunie jak ty, wykarmic ... No ale ty mdlalas dla widoku banknotow, puszek i ...dla torebek platsikowych, a poniewaz masz ich juz dzis pod dostakiem wiec ludzie, ktorzy przyjezdzaja zza granicy juz ci nie imponuja tymi rzeczami, a wiec co?...No, oni zmarnowali swoje lata zycia na emigracji....idac twoim tokiem myslenia...
                Ja nie twierdze,ze w Polsce jest zle, bo mi nigdy w Polsce nie bylo zle, pod zadnym wzgledem. Ale ja jestem po prostu szczesciara! Czulam sie zawsze fajnie...Mimo to cos jednak jest nie tak. Cos zawsze jakos- nie zachacza, tak jak powinno...I najczesciej dochodze do wniosku,ze nie o sprawy materialne sie tu wszystko rozbija, a o mentalnosc ludzi.

                ...Poza tym chocby czytajac twoj caly post, mozna wyczytac pomiedzy wierszami zes tym ktorzy wyjechali zazdroscila... I to tez jest cecha Polakow- zazdroszcza jeden drugiemu byle czego, wszystkiego w sumie. A jak juz nie maja czego zazdroscic to gardza! Tak jak ty to robisz...Czy ktos zmarnowal swoje zycie czy tez nie, ty tego i tak nie bedziesz wiedziec, bo to nie twoje zycie....Nikt przeciez nie stawia sobie za cel aby tobie machac banknotem 1000 Euro, bo skoro ci nie krasi 100 to troche wiecej moze ci zaimponuje...No a wtedy taka Lola jak ty powie:- no tak, nie zmarnowal swojego zycia, a jednak...
                I to jest to zderzenie kultur, gdzie wartosc czyjegos zycia, mierzy sie czy ktos ma czym zaimponowac...w sensie czysto matrialnym. Niech to bedzie kompletny idiota, no ale to jest KTOS, tak dlugo jak dlugo macha banknotami przed nosem prymitywnym i zacofanym ludziom....Podobnie jak pierwsi Hiszpanie w Ameryce imponowali tubylcom szklanymi koralikami...za ktore dostawali kilogramy zlota...=)

                Ja ci podsylam link do fajnej autorki i pisarki. W sumie nie zgadzam sie z nia co do joty, ale trzeba jej przyznac spora doze racji!


                www.polityka.pl/kultura/rozmowy/1516528,1,rozmowa-z-manuela-gretkowska.read
                • k.karen Re: Mdlalas.... 15.09.11, 15:15
                  Jubale:
                  No i widzisz jak pięknie potwierdzasz to co napisałam. Świadczy o tym
                  Twoja "wycieczka"personalna w moim kierunku. Ja nie pisałam, że Ty machałaś komuś banknotami. Mogę przypuszczać, że zadziałały tu "nożyce" ;-)
                  Ja też pamiętam trudności i wręcz horror PRL-u tyle, że jakoś to przeżyłam a ze mną miliony Polaków i więcej,
                  bo opłaciło się zawalczyć o lepszą Polskę po 1989 r., wykorzystałam maksymalnie możliwości
                  do tego by godnie i dobrze żyć w wolnej Polsce - tu gdzie moja rodzina, korzenie, tradycja i historia nawet ta paskudna z czasów PRL-u. Nigdy mi nie imponował zachód a już najmniej czyjeś banknoty. Możesz wierzyć lub nie, Twoja sprawa, ale mało jest takich, którym gdybym umiała i chciała, to mogłabym czegokolwiek zazdrościć . Dla mnie nie jest ważne KIM ktoś jest i ile ma kasy ale JAKI jest. A na słowo JAKI składa się przede wszystkim tożsamość. Osoba, która "kala" swoje własne gniazdo, ( Polska to debilny kraj) nie zasługuje na mój szacunek.
                  • sabinac-0 Re: Mdlalas.... 16.09.11, 11:43
                    k.karen napisała:

                    > Osoba, która "kala" swoj
                    > e własne gniazdo, ( Polska to debilny kraj) nie zasługuje na mój szacunek.

                    Jesli Polska kogos skrzywdzila, ten ktos ma swiete prawo zle o niej mowic.

                    P.S. Dawniej za "kalajacych wlasne gniazdo" uwazalo sie ofiary przemocy w rodzinie, ktore odwazyly sie komus zwierzyc z przezytego w swym "gniezdzie" piekla.
                  • jubale Re: Mdlalas.... 16.09.11, 13:59
                    Ty sobie dokladnie jeszcze raz siebie sama przeczytaj pod tym co napisalas tam na gorze....To co tobie napisalam mialo i tak dosc lekki kaliber, w stosunku do tego co insynulujesz o ludziach...A przy tym ociekasz falszem i obluda...

                    Po prostu sa ludzie o otwartych horyzontach i sa ludzie o zamknietych...Ty raczej do tej ostatniej grupy sie zaliczasz..." bo opłaciło się zawalczyć o lepszą Polskę po 1989 r., wykorzystałam maksymalnie
                    > możliwości
                    > do tego by godnie i dobrze żyć w wolnej Polsce - tu gdzie moja rodzina, korzeni
                    > e, tradycja i historia nawet ta paskudna z czasów PRL-u. Nigdy mi nie imponował
                    > zachód a już najmniej czyjeś banknoty"

                    O czym by swiadczyl chocby ten powyzszy tekst...
              • sabinac-0 Re: Dobrze! 15.09.11, 14:19
                k.karen napisała:

                > . Dzisiaj "machanie" banknotami 100-euro i 100-dolarowymi mogą tylko wzbudzić
                > śmieszność i politowanie. Taka jest przyczyna tego emigranckiego krzyku ( typo
                > wego dla "ataku rozpaczy"), który jest usprawiedliwieniem tak naprawdę stracony
                > ch lat na emigracji.

                Byc moze sa i takie przypadki, ale ow "emigrancki krzyk" spotyka sie nie tyle wsrod "starej" emigracji ile wsrod nowych, ktorzy wyjechali niedawno i czesto sa ciezko zaskoczeni ze, zamiast "czarnego emigracyjnego chleba z konserwa dla psow" ktorym straszyli ich przed wyjazdem krewni i znajomi, znajduja... normalne zycie. Czesto az za normalne bo w PL przywykli do czegos innego.
                Ow "emigracyjny krzyk" nader czesto jest wybuchem zalu o stracone lata... w PL.

                Akurat owo "machanie banknotami" nie ma tu zadnego znaczenia.
                • k.karen Re: Dobrze! 15.09.11, 14:57
                  sabinac-0 napisała:
                  >
                  > Byc moze sa i takie przypadki, ale ow "emigrancki krzyk" spotyka sie nie tyle w
                  > srod "starej" emigracji ile wsrod nowych, ktorzy wyjechali niedawno i czesto s
                  > a ciezko zaskoczeni ze, zamiast "czarnego emigracyjnego chleba z konserwa dla p
                  > sow" ktorym straszyli ich przed wyjazdem krewni i znajomi, znajduja... normalne
                  > zycie. Czesto az za normalne bo w PL przywykli do czegos innego.
                  > Ow "emigracyjny krzyk" nader czesto jest wybuchem zalu o stracone lata... w PL.
                  >
                  > Akurat owo "machanie banknotami" nie ma tu zadnego znaczenia.

                  Nie, mylisz się Sabinac:) Miałam na myśli właśnie tę "starą" emigrację, która nie mając nic tutaj
                  do staracenia - vide środowisko z jakiego pochodzą i o którym wspomniał Toniemożliwe
                  ( mam na myśli przede wszystkim korzenie, rodzinę i związek emocjonalny z krajem, z tradycją, z tym wszystkim co określa się mianem "moja ojczyzna") wyjechali w poszukiwaniu raju na ziemi, myśląc że wszędzie będzie im lepiej tylko nie w Polsce. Takie były wtedy mity o zachodzie i o tym że wystarczy tam być a manna sama z nieba spadnie.

                  Nowa emigracja to młodzi ludzie, którzy mieli i mają lepszy dostęp do informacji i zdają sobie sprawę z trudności. Nie ma znaczenia czy trafiają za granicą do wielkich korporacji czy na zmywak. Oni wiedzą po co jadą i co sobą reprezentują. Fryzjerka czy kucharka z pewnością nie złoży CV w Banku Centralnym. Ci po studiach i ze znajomością języka próbują swoich sił w swoim zawodzie i jak potrafią się "przedstawić" to pracują gdzie chcą. Ci starsi wyjechali bo było im tu źle, życie było nie do zniesienia. Pomijam emigrację polityczną z PRL-owskim paszportem w jedną stronę,
                  mam takich znajomych i NIKT z nich NIGDY nie wyraził się o Polsce jak o debilnym kraju. Bardzo tęsknią i cieszą się, że Polska tak bardzo zmieniła się w ostatnich 20 latach. Wielu wróciło.
                  • sabinac-0 Re: Dobrze! 16.09.11, 11:28
                    k.karen napisała:

                    > Nie, mylisz się Sabinac:) Miałam na myśli właśnie tę "starą" emigrację,

                    Znaczy nie ja sie myle tylko ty piszasz o innej sprawie.

                    > wyjechali
                    > w poszukiwaniu raju na ziemi, myśląc że wszędzie będzie im lepiej tylko nie w
                    > Polsce. Takie były wtedy mity o zachodzie i o tym że wystarczy tam być a manna
                    > sama z nieba spadnie.


                    Ze "stara" emigracja jest troche dziwnie: sa to ludzie, ktorzy wyjechali bo pod koniec komuny i zaraz po w PL zycie bylo nie do zniesienia, wyjechali choc woleliby zostac.
                    Teraz spotykaja sie wylacznie we wlasnym polonijnym gronie wzdychajac "za krajem", jezyka ucza sie tylko na tyle by sie w robocie i na ulicy dogadac ale ksiazki, filmy, teatr, kosciol tylko po polsku, kupuja tylko w polskim sklepie, tylko polska kuchnia - i tak od dwudziestu lub wiecej lat.

                    Wciaz narzekaja na nowy kraj, nic im nie pasi, trawa mniej zielona, marchewka mniej smaczna, ludzie beznadziejni, wszystko be. Nie robia najmniejszego wysilku by poznac historie i miejscowe zwyczaje, by zdobyc przyjaciol sposrod miejscowych. Nie interesuje ich zycie publiczne w nowym kraju, polityka - no chyba ze mozna cos dziabnac dla siebie.

                    Zyja troche tu i troche tam.

                    Dzieciom za zle maja gdy te sie asymiluja zamiast z rodzicami kultywowac tesknice za krajem, ktorego prawie nie znaja bo wyjechaly jak byly bardzo male lub urodzily sie tutaj. Nawet malzenstwo dziecka z "miejscowym" uwazaja za ciezka zdrade.

                    A najbardziej ze wszystkich nienawidza... innych imigrantow, zwlaszcza tych z innych kontynentow. Traktuja ich jak konkurencje do zloba.

                    >
                    > Nowa emigracja to młodzi ludzie,(...) wiedzą po co jadą i co sobą reprezentuj
                    > ą. (...). Ci po st
                    > udiach i ze znajomością języka próbują swoich sił w swoim zawodzie i jak potraf
                    > ią się "przedstawić" to pracują gdzie chcą.

                    Zapomnialas o trzeciej grupie: emigracji "sredniej" - ani smutni "uchodzcy", ani "mlodzi gniewni". Sa to ludzie w srednim wieku, ktorzy wyjechali i "od" czegos i "do" czegos, na podstawie rachunku zyskow i strat. Moze by w PL przetrwali, moze nawet czegos by sie, materialnie i zawodowo, dorobili, ale w pewnym momencie stwierdzili ze w PL "koszt uzyskania przychodu" jest zbyt wysoki. Starannie wybrali nowe miejsce by bylo im tam dobrze, wszak szukali nowej ojczyzny a nie przechowalni na ciezkie czasy. Z nowym krajem sie identyfikuja, ucza sie nowych zwyczajow, poznaja jego historie i literature. Nie maja zbyt wielu kontaktow z Polakami ani nie sa zainteresowani polonijnymi imprezami. Wola isc z sasiadami lub znajomymi z pracy na koncert. Nie wstydza sie swojego pochodzenia ale i nie eksponuja go zbytnio. Chetnie nawiazuja kontakty z imigrantami z innych krajow i nie maja uprzedzen rasowych.
                    Im nie zalezy ani na machaniu dularami, ani na przepychaniu sie do przodu - musieli zaczynac od zera okolo 40 i kazdy drobny, materialny lub zawodowy, sukces traktuja jak wazne osiagniecie. Chca spokojnie zyc i sie rozwijac ale miec przy tym czas dla dzieci i moc jezdzic na wakacje. Wtapiaja sie w nowy kraj na tyle, ze jedyna rzecza ktora zdradza ich pochodzenie jest ledwo, ledwo wyczuwalny obcy akcent.

                    > mam takich znajomych i NIKT z nich NIGDY nie wyraził się o Polsce jak o debilny
                    > m kraju. Bardzo tęsknią i cieszą się, że Polska tak bardzo zmieniła się w ostat
                    > nich 20 latach. Wielu wróciło.

                    Wez pod uwage, ze wielu wrocilo, bo w ich nowych "rajach" zaczal sie kryzys i skonczyla bonanza.
                    Wiekszosc "mlodych gniewnych" swoj nowy kraj traktuje jak dojna krowe. Jada nie po to, by znalezc nowe miejsce do zycia lecz by miec ladny wpis w CV i by ciagnac kase (najlepiej unikajac podatkow) za ktora kupuja sobie mieszkanie na jakims elitarnym osiedlu w PL. Z miejscowymi czasem ida na piwo ale glebszych przyjazni nie zawieraja - bo po co, skoro tylko wpadli na staz i dorobek?

                    Tylko wydaja sie "awangarda" ale tak naprawde sa bardzo podobni do "starej" emigracji, nawet imigrantow z innych kontynentow tak samo nienawidza.
                    Bedac imigrantem nie mozna tylko patrzec co dany kraj moze nam dac - trzeba tez myslec co my mozemy zaoferowac nowej ojczyznie.
    • ipone123 Re: Osoby zamieszkałe zagranicą... 13.09.11, 23:57
      > Jak postrzegacie obecnie swoją decyzję o osiedleniu się z dala od kraju?
      Bardzo dobra decyzja. Kierowalam sie glownie brakiem tolerancji w pl. Moi dziadkowie nie byli Polakami, ale mieszkali w pl, potem moj ojciec tez nie byl 100% polakiem :) Wychowalam sie w innym wyznaniu niz katolicyzm i przez ponad 20 lat mieszkania w Polsce odczuwalam nietolerancje, czesto agresje (po smierci papieza bylo chyba apogeum), bardzo dziwne pytania. Ludzie, ktorzych szanowalam (np. wykladowcy na uni) zawiedli, pod wieloma wzgledami.
      MIalam w sobie duzo zalu, kiedy wyjezdzalam. Skonczylam studia i nawetn ie szukalam w polsce pracy, od razu wyjecham.

      > Czy z perspektywy czasu czujecie, ze wasza decyzja w pełni spełniła oczekiwania
      > ?
      Tak. Wiedzialam, ze nie bedzie latwo na poczatku i dopiero po kilku latach czuje, ze mi tu dobrze. Doceniam system, roznice w mentalnosci polskiej a tutejszej, mozliwosci, ktore mi zaoferowano, dodatkowa edukacja - po prostu super. Wyplaty w ogole nie da sie porownac do standardow w pl w moim zawodzie. Ludzie, ktorymi sie otaczam - nigdy nie spotkalabym ich w pl :) bo sa tu, wiec to tez pewnie jakies przeznaczenie hehe ;)

      > Czy, aby móc się zakorzenić i rozpocząć nowy rozdział życia, coś w Was musiało
      > ulec definitywnej i ostatecznej zmianie?
      To jest chyba proces, ktory trwa caly czas. Sie nazywa 'zycie'.

      W ogóle jak dziś postrzegacie mentalno
      > ść rodaków, w tym szczególnie własnej rodziny? Czy życie zagranicą zbliżyło Was
      > do nich, czy też na odwrót, oddaliło...?
      NIc sie tu nie zmienilo.



      • jubale Re: Osoby zamieszkałe zagranicą... 15.09.11, 09:35
        Ja mialam bardzo podobnie ze wzgledu na moje obcojezyczne nazwisko. Zawsze musialam tlumaczyc skad pochodzimy...A jak juz wytlumaczylam, to dlaczego tu jestesmy itp....
    • jubale Reasumujac... 17.09.11, 14:53
      Wiekszosc jest zadowolona, czyli w koncu o co chodzi...?

      www.youtube.com/watch?v=KFryHwgrmLQ&feature=player_embedded#!
      • sabinac-0 Re: Reasumujac... 18.09.11, 13:35
        jubale napisała:

        > Wiekszosc jest zadowolona, czyli w koncu o co chodzi...?
        >
        O zawisc tych, ktorzy moze by i chcieli wyjechac, ale sie boja.
    • marciszonka Re: Osoby zamieszkałe zagranicą... 30.09.11, 16:19
      > Jak postrzegacie obecnie swoją decyzję o osiedleniu się z dala od kraju?
      > Czy z perspektywy czasu czujecie, ze wasza decyzja w pełni spełniła oczekiwania
      > ?

      Bardzo dobrze, choć oczekiwania miałam powstałe na bazie tego, co znałam z Polski i w wielu kwestiach mocno się zaskoczyłam.

      > Czy, aby móc się zakorzenić i rozpocząć nowy rozdział życia, coś w Was musiało
      > ulec definitywnej i ostatecznej zmianie?

      Tak, wiele rzeczy. Samoświadomość mocno mi się zmieniła. Ja się zmieniłam. Wszystko się zmieniło. Na plus. Teraz mi lepiej z sobą samą.

      W ogóle jak dziś postrzegacie mentalno
      > ść rodaków, w tym szczególnie własnej rodziny? Czy życie zagranicą zbliżyło Was
      > do nich, czy też na odwrót, oddaliło...?

      Ja wyjechałam z mężem i dzieckiem. Nie oddaliliśmy się od siebie, wręcz przeciwnie - mocno nas zbliżyła całkowicie nowa rzeczywistość i konieczność odnalezienia się w nowych realiach. W Polsce mam rodziców i stały kontakt z nimi via Skype. Czasem mi brak możliwości uściskania własnej matki, ale jak już mi się za mocno nazbiera to wsiadam w samolot :) W PL też nie mogłam tego robić gdy chciałam, bo nie mieszkałyśmy w jednym mieście. Żadna różnica.

      > Co jest trudne zagranicą?

      Zagranicą budujemy swoje role społeczne całkowicie od zera. Mnie się to udało zrobić dobrze, bo od razu postawiłam na kontakty miejscowe i dałam się poznać jako człowiek. Wielu emigrantów z powodu bariery językowej tkwi zagranicą jak w klatce. To mi się wydaje trudne, takie życie.
      Poza tym - nic.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka