Dodaj do ulubionych

przegralem życie

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.06.04, 10:53
Opowiem wam swoja historie, Żyłem ze swą żoną bez miłości, przyjaźni i sex od
dwudziestu lat. Czekałem aż czwórka mych dzieci odchowa się.
W naszym małżeńskim łożu nigdy od urodzenia się najmłodszych bliźniaków nie
pojawił się. Żona bała się następnej ciąży nie wierzyła antykoncepcji.
Odsunęła od siebie mnie. Stałem się tylko maszynka do robienia pieniędzy.
Brak czułości i sex rodził bunt, potem przyzwyczaiłem się do jego barku w
małżeństwie.
Zaczęło zanikać wszystko a przede wszystkim bliskość, wspólnych tematów.
Tak trwało wiele lat. Aż przyszedł dzień że w mym życiu zjawiła się pewna
niewiasta ciepła, czuła z mnóstwem wewnętrznych rozterek borykałem się.
Trwałem przy żonie i dzieciach chcąc wyprawić je w świat. Marzyłem choć o
okruszynie szczęścia dla siebie na stare lata.
Byłem samotny w małżeństwie.
A ta ciepła niewiasta... była mi przyjacielem ale ... i kochanką stała się.
Wiedziała o moich planach, akceptowała je, oboje mięliśmy wychować dzieci i
dopiero ... potem zacząć sobą codziennie cieszyć się.
I kiedy byliśmy bliziutko celu moja żona ... rozchorowała się. Leży w łóżku
sparaliżowana od pasa albo na wózku inwalidzkim porusza się.
A ja w swej samotności w małżeństwie dalej duszę się.
I tak będzie już do końca świata i jeden dzień dłużej- tak Owsiaka słowa na
usta mi cisną się.
A moja cudowna kochanka - niewiasta, na skutek choroby żony postanowiła nigdy
ze mną na stałe nie związać się.
Czemu tak stało się. nie o kochankę tu chodzi ale czemu los sprawił że żona
rozchorowała się. Znowu odpowiedzialność wygra. Zostanę przy żonie, ale za co
ta kara. Za samotne lata w małżeństwie ... za odpowiedzialność za dzieci.
Czasami stawiam sobie pytanie czemu wcześnie nie pomyślałem o tym aby moje
życie szczęśliwe stało się. Łatwo krytykować zdradę ale ... kto tu ponosi
winę. Obie strony w małżeństwie do takich sytuacji przyczyniają się.
Nie wińcie zdradzających, nie wińcie kochanek – zawsze szukamy gdzieś tego
czego w domu nie da się odnaleźć.
A dzieci się usamodzielniły. Ale mają w sobie brak czułości do swych
partnerów podobnie jak w małżeństwie ich rodziców, to wpływ wychowania przez
długie lata dzieciństwa. Wychowane w okaleczonej rodzinie tak samo się
zachowują.
Przegrałem swe życie .......
Obserwuj wątek
    • komandos57 Nastepny czubek 04.06.04, 10:55
      Post na 1000 500 100 900 wypowiedzi.Zablokowani beda trawic.
      • indiaaa Re:do komadosa 04.06.04, 10:58
        Wiesz co jesteś idiotą jakich mało, ciekawa jestem czy jesteś taki cwany i
        wygadany jak nie siedzisz na forum, wogóle to wybierz się na FORUM HUMORUM bo
        tam jest twoje miejsce czubku, ludzie piszą o swoich problemach a ciebie to
        śmieszy, kiedyś i może tobie będzie potrzebna pomoc i zobaczymy jak to z tobą
        baranie będzie
        • komandos57 [...] 04.06.04, 11:05
          Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
          • indiaaa Re:do komadosa 04.06.04, 11:07
            hehe bardzo śmieszne oh przepraszam pana kondoma nie można urazić hehe
            zakompleksiony chłopcze z problemami no otwórz się na forum z czym masz kłopoty
            z życiem?
            • komandos57 [...] 04.06.04, 11:12
              Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
              • Gość: Oleńka Re:do komadosa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.06.04, 11:45
                Rodzice mu kopneli w kalendarz a ze gosciu ma slabą psychikę to nie wyrobił
                • indiaaa Re:do komadosa 04.06.04, 11:49
                  Gość portalu: Oleńka napisał(a):

                  > Rodzice mu kopneli w kalendarz a ze gosciu ma slabą psychikę to nie wyrobił

                  Uważaj bo chlopczyk może tego psychicznie nie wytrzymać:)

                  • Gość: magggie Re:do komadosa IP: *.energis.pl 04.06.04, 11:51
                    Dajcie spokój. Tego zajęczego bubka trzeba po prostu olać. Jego poziom
                    intelektualny ubliża innym ludziom.
                • komandos57 [...] 04.06.04, 21:10
                  Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
              • Gość: magggie Re:do komadosa IP: *.energis.pl 04.06.04, 11:48
                Jesteś zakompleksionym pryszczatym gnojkiem, który nie wie, co to ludzkie
                uczucia. Współczuję Ci deklu.
                • komandos57 Re:do komadosa 04.06.04, 21:09
                  Gość portalu: magggie napisał(a):

                  > Jesteś zakompleksionym pryszczatym gnojkiem, który nie wie, co to ludzkie
                  > uczucia. Współczuję Ci deklu.
                  xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
                  to moja zona,to jedna znich.Emerytka,ale kandydatka
    • paspartu1 Re: przegralem życie 04.06.04, 11:20
      Gość portalu: przegrany napisał(a):
      > Za samotne lata w małżeństwie ... za odpowiedzialność za dzieci.

      /????/ co to za odpowiedzialnosc uczyc dzieci ze rodzina to nie milosc, nie
      zrozumienie, nie szacunek wzajemny i radosc z bycia z soba ale tylko..tylko i
      wylacznie obowiazek, spelniany z musu...


      > A dzieci się usamodzielniły. Ale mają w sobie brak czułości do swych
      > partnerów podobnie jak w małżeństwie ich rodziców, to wpływ wychowania przez
      > długie lata dzieciństwa. Wychowane w okaleczonej rodzinie tak samo się
      > zachowują.

      dziwisz sie?

      za co kara? moze wlasnie za to. cztery kolejne kaleki emocjonalne z zyciorysem
      poharatanym przez tych "odpowiedzialnych" rodzicow...

      • komandos57 [...] 04.06.04, 11:23
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
        • indiaaa [...] 04.06.04, 11:25
          Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
          • komandos57 [...] 04.06.04, 11:27
            Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
            • indiaaa Re: do buraka 04.06.04, 11:30
              wymyśl coś nowego bo wiesz twoje przekleństwa nie działaja na mnie nie widzisz
              jeszcze tego?
    • inteligencja77 Re: przegralem życie 04.06.04, 12:08
      A ja jak czytam takie listy to tylko się jeszcze mocniej utwierdzam w swoim
      postanowieniu - nigdy więcej małżeństwa.
    • Gość: inka_s Re: przegralem życie IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 04.06.04, 12:35
      Szkoda, że we właściwym czasie nie zawalczyłes o swoja żonę. Że pozwoliłeś na
      to by wyrósł między wami mur. To nie tylko jej odsunięcie. To rónież twój brak
      chęci walki o powrót.
      Drugie szkoda, że gdy spotkałeś tę ciepłą kobietę - żyłeś w kłamstwie. To wtedy
      był moment na to, żeby uczciwie załatwic sprawy z żoną. Najlepszy dowód to to
      co napisałes o dzieciach. Mogłeś je wychowywać nadal - bo rozwód byś wziął z
      żoną, a nie z dziećmi. Chciałes dobrze, wyszło jak widać.
      Nie ma dobrego wyjścia w twojej sytuacji.
      Napisałeś o sobie. O tej ciepłej. O swoim przegranym życiu.
      Czy pomyślałes o przegranym życiu twojej żony? Może gdybyś uczciwie kiedyś
      odszedł zamiast trwać w kłamstwie, dziś oboje bylibyscie szczęśliwsi?
      Czy ona miała świadomość twego podwójnego życia? Pewnie tak. Czy jej choroba
      może być na podłożu psychicznym, zduszone w psychice uczucia odbiły sie na
      zdrowiu fizycznym? Być może.
      Smutna jest wasza historia.
    • Gość: penelopa Re: przegralem życie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.06.04, 12:39
      Ten list jest pouczeniem dla innych.

      Nie można poswiecać swego zycia dla niespelnionego zwiazku.
      Kazdy z nas ma tylko jedno zycie.
      Utrzymywanie malzenstwa dla dobra dzieci - to nonsens bo na nas samych tylko
      msci sie.
    • psychoanalityk Re: przegralem życie 04.06.04, 12:46
      tak kończa zakłamani życiowi tchórze
      • enter123 Re: przegralem życie 04.06.04, 13:18
        Popieram. Facet jest żałosny! Przez 20 lat zachowywał się jak ta co by chciała,
        a się boi a gdy życie zadecydowało za niego to ma do niego pretensje. Nie wie,
        że gdyby nie choroba jego żony to dalej by się bujał okłamując 2 kobiety. Teraz
        okłamuje sam siebie, że niby mógł, że chciał, ale jakoś ciągle nie
        wychodziło ...
        Za brak jaj ta kara, jeśli w ogóle o karze można mówić.
        • j_ar Re: przegralem życie 04.06.04, 13:40
          jest zalosny i nie ukywa tego, ze mu nie wyszlo najlepiej, ale co niby ma teraz
          zrobic? opuscic zone w takiej sytuacji?
          wina i jego i jej, ze trwali przy sobie tyle lat, ze bezmyslnie
          odpowiedzialnoscia za wychowanie dzieci tlumaczyli sobie swoje bycie,ale co
          teraz? opusci zone- to dran, nie opusci zony-to co?
          • Gość: magggie Re: przegralem życie IP: *.energis.pl 04.06.04, 13:50
            Nie czepiajcie się go. I tak mu jest ciężko. Co się stało tego nie da się już
            odmienić. Ale szczerze mówiąc nie widzę wyjścia z tej sytuacji. j_ar pisze, że
            jeśli opuści żonę to drań - to prawda. Jeśli tego nie zrobi - ta, którą kocha
            będzie na tym cierpieć... Nie mam pomysłu jak rozwiązać tę zagadkę...
            • paspartu1 Re: przegralem życie 04.06.04, 14:19
              Gość portalu: magggie napisał(a):

              > Nie czepiajcie się go. I tak mu jest ciężko.


              biedactwo, doprawdy... ciezko bo zona sie nie dogadywal, ciezko bo z kochanka
              sie ukrywali, ciezko bo dzieci musialy dorastac w uczuciowym chlodzie, ciezko
              bo tak sie dla tej rodziny cale zycie poswiecal, ciezko bo jak moglby dac im w
              koncu kopa i zanuzyc sie w milosci bezgranicznej z ukochana to zona mu numer z
              choroba robi, ciezko bo...

              BEZ JAJ !
              ma to co sobie nagrabil przez cale zycie swoim postepowaniem. wiec niech teraz
              nie podnosi czczego lamentu zasluguje na porzadnego kopa a nie na wspolczucie.
              • Gość: Oleńka nie fantazjuj :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.06.04, 14:21
                nigdzie nie napisał, ze się poświęcał :)
            • ta Re: przegralem życie 04.06.04, 14:20
              Oto co jeszcze można:
              1) rozwieść się z orzeczeniem o swojej winie
              2) płacić alimenty dla chorej żony i dzieci i opiekować się nimi
              3) poślubić "ukochaną" kobietę i dać jej i sobie szczęścia tyle na ile
              zasłużyli ;)

              Dalej żyć uczciwie, w prawdzie.
              Wątpię, czy autor wątku pojmuje o czym mówię.

              Ta_

              P.S. Niepotrzebnie stylizuje dość nieudolnie swój post, wkładając kolejne maski.
              Patologiczny oszust ?
    • Gość: Oleńka wcale nie jesteś przegrany IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.06.04, 14:19
      O wiele bardziej przegrani są Twoi bliscy, bo oni nikogo nie kochają. Ty
      przecież tak :)

      Nie wiń się za jakość związków Twoich dzieci. Nigdy nie bywają kserokopią
      małżeństwa rodziców. To o wiele bardziej skomplikowane.

      Ja niekochanej osoby nie opuściłabym tylko w jednej sytuacji - gdyby była chora
      i umierała. Poczekałabym. W każdej innej tak. Stać Cię na opiekunkę dla żony?

      Nie wiń się też za to, że nie odszedłeś wcześniej. Im dłużej razem, tym
      trudniej odejść. A od dzieci to w ogóle bardzo trudno. Łatwo tylko łobuzowi.

      Gdybyś dziś był z tamtą kobietą, Twoja zona nadal jeżdziłaby na wózku, a Ty
      obwiniałbyś siebie, że to może kara za Twoje odejście :)

      Zrobiłeś wszystko tak, jak należało.
      Teraz jeszcze uwierz, że masz prawo odejść.
      • paspartu1 Re: wcale nie jesteś przegrany 04.06.04, 15:45
        Gość portalu: Oleńka napisał(a):
        >
        > Gdybyś dziś był z tamtą kobietą, Twoja zona nadal jeżdziłaby na wózku, a Ty
        > obwiniałbyś siebie, że to może kara za Twoje odejście :)
        >
        > Zrobiłeś wszystko tak, jak należało.
        > Teraz jeszcze uwierz, że masz prawo odejść.

        poglaskaj go jeszcze po glowce. gdyby odszedl w pore jego zona moglaby juz miec
        nowego faceta i litosc ani obecnosc autora watku teraz moglaby juz do niczego
        nie byc jej potrzebna, odebrali sobie prawo do szczescia tkwiac w klamstwie w
        tym czyms co nazywali swoim malzenstwem.

        nie, nie zrobil wszystkiego,i wcale nie tak jak nalezalo, i TERAZ to on ma
        watpliwe prawo do odejscia... a moze pora odejsc bo zona sie do funkcji
        sprzataczki i kucharki przestala nadawac?

        ale co tam- byl sku...tak dlugo to i moze byc reszte zycia...




        • Gość: Oleńka opanuj się koleżanko ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.06.04, 15:49
          A co to, zona niegramotna? Odejscie męża było warunkiem jej szczęścia? Sama nie
          mogła odejść?

          > nie, nie zrobil wszystkiego,i wcale nie tak jak nalezalo, i TERAZ to on ma
          > watpliwe prawo do odejscia... a moze pora odejsc bo zona sie do funkcji
          > sprzataczki i kucharki przestala nadawac?
          >
          > ale co tam- byl sku...tak dlugo to i moze byc reszte zycia...

          a jak Twoim zdaniem nalezało zrobić?
          i na czym polega jego rzekome "sku..."? :)
          • paspartu1 Re: opanuj się koleżanko ;) wzajemnie ;) 04.06.04, 16:04
            byc uczciwym. to za trudne?

            np

            -jezeli zona nie potrzebowala seksu itd jak opisal nic oprocz dzieci w tym
            zwiazku nie zostalo ale moze jej to wystarczalo?-
            -dlaczego nie powiedziec- zono droga, przysiegalem ci ze BEDE Z TOBA POKI
            SMIERC NAS NIE ROZLACZY ale postanowilem zostac tylko do momentu poki dzieci
            nie dorosna- potem odejde to juz postanowione, ze starosc chce spedzic z inna
            kobieta. -niby okrutne ale przynajmniej szczera prawda. -i nikt nie
            traci czasu na zludzenia,
            -i teraz autor nie mial by swoich kolejnych "moralnych" dylematow.


            • Gość: Oleńka Re: opanuj się koleżanko ;) wzajemnie ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.06.04, 16:10
              paspartu1 napisała:

              > byc uczciwym. to za trudne?

              Myślę, że on nie jest nieuczciwy. Nie zwala nic na innych. Wini siebie - ponad
              miarę zresztą.



              > np
              >
              > -jezeli zona nie potrzebowala seksu itd jak opisal nic oprocz dzieci w tym
              > zwiazku nie zostalo ale moze jej to wystarczalo?-

              i co z tego? czy to jego wina, ze jego zona jest nienormalna?


              > -dlaczego nie powiedziec- zono droga, przysiegalem ci ze BEDE Z TOBA POKI
              > SMIERC NAS NIE ROZLACZY

              teraz to klepiesz z pozycji fuundamentalistyczno-religijnych ;))))))


              ale postanowilem zostac tylko do momentu poki dzieci
              > nie dorosna- potem odejde to juz postanowione, ze starosc chce spedzic z inna
              > kobieta. -niby okrutne ale przynajmniej szczera prawda. -i nikt nie
              > traci czasu na zludzenia,


              Widać, że znasz takie przypadki jedynie teoretycznie. Ze nigdy nikt bliski Ci
              nie był w podobnej sytuacji. Takich decyzji nie podejmuje się jak decyzji o
              wyborze wina na wieczór.



              > -i teraz autor nie mial by swoich kolejnych "moralnych" dylematow.
              >


              eh...
              • paspartu1 Re: opanuj się koleżanko ;) wzajemnie ;) 04.06.04, 16:21
                Gość portalu: Oleńka napisał(a):

                > paspartu1 napisała:
                >
                > > byc uczciwym. to za trudne?
                >
                > Myślę, że on nie jest nieuczciwy. Nie zwala nic na innych. Wini siebie -
                ponad > miarę zresztą.


                -a taaakk -milczy tylko wobec tych ktorym sie slowa naleza, ma "przerost"
                odpowiedzialnosci w zwiazku z czym zamiast oczyszczac sytuacje to ja bardziej
                zabagnia.

                > >
                > > -jezeli zona nie potrzebowala seksu itd jak opisal nic oprocz dzieci w tym
                > > > zwiazku nie zostalo ale moze jej to wystarczalo?-

                > i co z tego? czy to jego wina, ze jego zona jest nienormalna?



                - nienormalna???? kochanienka- po ilus latach malzenstwa bedziesz tak samo
                nienormalna jak ona, a reszte ci maz dospiewa...

                >
                > > -dlaczego nie powiedziec- zono droga, przysiegalem ci ze BEDE Z TOBA POKI
                > > SMIERC NAS NIE ROZLACZY
                >
                > teraz to klepiesz z pozycji fuundamentalistyczno-religijnych ;))))))

                -z pozycji bycia "slownym" i dotrzymywania obietnic i deklaracji
                /zaloze sie ze autor przysiegal tradycyjni przed oltarzem, jego sprawa czy
                jakiemus bogu, ale ze rowniez zonie -to sprawa ich obojga a autor o tej
                drugiej zapomnial chyba/

                > ale postanowilem zostac tylko do momentu poki dzieci
                > > nie dorosna- potem odejde to juz postanowione, ze starosc chce spedzic z i
                > nna
                > > kobieta. -niby okrutne ale przynajmniej szczera prawda. -i nikt nie
                > > traci czasu na zludzenia,
                >
                > Widać, że znasz takie przypadki jedynie teoretycznie. Ze nigdy nikt bliski Ci
                > nie był w podobnej sytuacji. Takich decyzji nie podejmuje się jak decyzji o
                > wyborze wina na wieczór.
                >

                -widac ze grzezniesz w tym samym ze tak bronisz zaklamanych ukladow.
                a ja ci mowie niestety z doswiadczenia, zycie w klamstwie nie poplaca, nie
                spada sie po nim na cztery lapki.

                > > -i teraz autor nie mial by swoich kolejnych "moralnych" dylematow.
                > >
                > eh...

                tak.
                • Gość: Oleńka kwilunia, kwilunia... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.06.04, 16:44
                  > > paspartu1 napisała:
                  > >
                  > > > byc uczciwym. to za trudne?
                  > >
                  > > Myślę, że on nie jest nieuczciwy. Nie zwala nic na innych. Wini siebie -
                  > ponad > miarę zresztą.
                  >
                  >
                  > -a taaakk -milczy tylko wobec tych ktorym sie slowa naleza, ma "przerost"
                  > odpowiedzialnosci w zwiazku z czym zamiast oczyszczac sytuacje to ja bardziej
                  > zabagnia.


                  Niczego nie zabagnia. Los mu zabagnił sytuację chorobą żony. Nie zawsze i nie
                  każdemu można powiedzieć "będę z Tobą tylko do roku..." Jeszcze trzeba mieć
                  odbiorcę, który ma tyle godności własnej, by wobec powyzszego nie robić rzeczy
                  strasznych w imię ocalenia status quo.



                  > > >
                  > > > -jezeli zona nie potrzebowala seksu itd jak opisal nic oprocz dzieci
                  > w tym
                  > > > > zwiazku nie zostalo ale moze jej to wystarczalo?-
                  >
                  > > i co z tego? czy to jego wina, ze jego zona jest nienormalna?
                  >
                  >
                  >
                  > - nienormalna???? kochanienka- po ilus latach malzenstwa bedziesz tak samo
                  > nienormalna jak ona, a reszte ci maz dospiewa...


                  Nie pitol. Z faktu, ze Ty nie lubisz seksu, nie wynika, że inne kobiety również.





                  > >
                  > > > -dlaczego nie powiedziec- zono droga, przysiegalem ci ze BEDE Z TOBA
                  > POKI
                  > > > SMIERC NAS NIE ROZLACZY
                  > >
                  > > teraz to klepiesz z pozycji fuundamentalistyczno-religijnych ;))))))
                  >
                  > -z pozycji bycia "slownym" i dotrzymywania obietnic i deklaracji
                  > /zaloze sie ze autor przysiegal tradycyjni przed oltarzem, jego sprawa czy
                  > jakiemus bogu, ale ze rowniez zonie -to sprawa ich obojga a autor o tej
                  > drugiej zapomnial chyba/


                  Mało kto traktuje przysięgę małżeńską serio. W tym sensie, że zapytany w dniu
                  ślubu, czy jeśli przestaną się kochać,to zostaną razem w imię przysięgi,
                  odpowie: tak. Ślub to tylko rytuał dla wiekszości, nie ma najmniejszego sensu
                  rozliczać ludzi z deklaracji tego typu sprzed lat. Może i z czasu, kiedy byli
                  młodzi i głupi i coś im się wydawało.



                  > > ale postanowilem zostac tylko do momentu poki dzieci
                  > > > nie dorosna- potem odejde to juz postanowione, ze starosc chce spedzi
                  > c z i
                  > > nna
                  > > > kobieta. -niby okrutne ale przynajmniej szczera prawda. -i nikt nie
                  > > > traci czasu na zludzenia,
                  > >
                  > > Widać, że znasz takie przypadki jedynie teoretycznie. Ze nigdy nikt bliski
                  > Ci
                  > > nie był w podobnej sytuacji. Takich decyzji nie podejmuje się jak decyzji
                  > o
                  > > wyborze wina na wieczór.
                  > >
                  >
                  > -widac ze grzezniesz w tym samym ze tak bronisz zaklamanych ukladow.
                  > a ja ci mowie niestety z doswiadczenia, zycie w klamstwie nie poplaca, nie
                  > spada sie po nim na cztery lapki.

                  Bzdura.
                  Znam co najmniej kilkanascie tego typu historii dotyczacych moich przyjaciół
                  bądź rodziny i jestem - w przeciwienstwie do Ciebie - swiadoma, jak trudno
                  odejść ludziom, którzy nie są pozbawieni uczuć, i którzy mają dzieci. Jak
                  trudno im znaleźć balans pomiędzy swoim marzeniem a dobrem dzieci na przykład.

                  To Ty bronisz zakłamanego układu - Ty odbierasz mu prawo do nowego życia.





                  > > > -i teraz autor nie mial by swoich kolejnych "moralnych" dylematow.
                  > > >
                  > > eh...
                  >
                  > tak.
                  • paspartu1 Re: kwilunia, kwilunia... 04.06.04, 16:47
                    wiesz, jesli dla ciebie wazniejsze jest zobowiazanie do naprawienia kranu w
                    kuchni niz zobowiazanie malzenskie -to nie ma o czym gadac.
                    • Gość: Oleńka Re: kwilunia, kwilunia... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.06.04, 16:54
                      Masz rację, zobowiązanie małżeńskie jest dla mnie niczym, jeśli nie ma miłości.
                      Miłość warunkuje jego ważność.

                      Kto myśli inaczej, urodził się o dwieście lat za późno.
                      • paspartu1 Re: kwilunia, kwilunia... 04.06.04, 16:57
                        Gość portalu: Oleńka napisał(a):

                        > Masz rację, zobowiązanie małżeńskie jest dla mnie niczym, jeśli nie ma
                        miłości.
                        > Miłość warunkuje jego ważność.


                        wiec po co z nia tyle czasu zostal zamiast dawno temu odejsc ?????????? w tym
                        tkwi klu sprawy.
                        • Gość: Oleńka bo miał dzieci i czekał az się usamodzielnią nt IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.06.04, 17:00
                          • paspartu1 jaasne.standartowy tekst zdradzajacych mezow n/t 06.06.04, 14:53
                            • ta Re: jaasne.standartowy tekst zdradzajacych mezow 06.06.04, 16:31
                              ...że żona go nie rozumie i dawno ze sobą nie śpią...

                              co za pospolity banał

                              Ta_
                              • Gość: Oleńka Re: jaasne.standartowy tekst zdradzajacych mezow IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.06.04, 18:29
                                Tak trudno uwierzyć, że ktoś może poświęcić ileśtam lat dla dzieci?
                                Chyba tylko tym, ktorzy sami nie byliby do tego zdolni.
    • smutnaaa to tak jak ja.... 04.06.04, 15:17
      Dreszzce mnie przeszly jak przeczytalam ten watek. Tkwie w podobny zwiazku, nie
      umiem odejsc bo dzieci.... Rozumiem Cie doskonale, tez czekam na los, ze
      spadnie cos z nieba i mi zmieni. Nie wiem po co, beznadziejnie.......zycie
      ucieka mi z rak, siedze sama jak palec ale nie umiem tego zmienic, nie mam sily.
      Jak spotkam nawet kogos, to juz od razu odzwyaja sie emocje. Nie tylko Ty
      przegrales w zyciu bo bylo cos wazniejszego. Moze mi uda sie uratowac ale
      watpie bo niesmialosc, leki........ biora gore.

      Powodzenia moze jeszcze ulozy sie, trzymaj sie
    • natalie27 Re: przegralem życie 04.06.04, 15:33
      Każdemu z nas wydaje się czasem,że przegrywa swoje życie,a potem i tak
      godzimy się z losem, bo prostu nie mamy innego wyjścia, jeśli chcemy być w
      porządku wobec innych. Myślę, że mimo bólu musisz pogodzić się z sytuacją i ją
      zaakceptować. Nasze szczęście zależy od nastawienia do wielu spraw. Ile razy
      ktoś obiektywnie ma warunki by być szczęśliwy, a nie jest, bo nie potrafi tego
      docenić. Ty możesz uszczęśliwić żonę, dać jej bliskość, może tego potrzebuje,
      tylko boi się odrzucenia z Twojej strony. Nie okazuj jej,że jesteś z nią tylko
      z litości. Każdy ma swój krzyż i musi go dźwigać czy tego chce czy nie.Ważne
      jest jak będziemy to robić. Czy uważając,że przegraliśmy, czy doceniając to co
      mamy, bo mogło być przecież gorzej. Twoje dzieci są dorosłe, ale możesz im
      pomóc,by nie popełniały takich błędów jak TY, by nauczyły się rozmawiać...
      • Gość: Oleńka Re: przegralem życie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.06.04, 15:39
        Ile razy
        > ktoś obiektywnie ma warunki by być szczęśliwy, a nie jest, bo nie potrafi
        tego
        > docenić.

        Absurd. Tzw.obiektywne warunki, czyli to, co widzi postronny obserwator,
        najczęściej nijak ma się do stanu faktycznego. Nie mówiąc już o tym, że
        marzenia obserwatora i obserwowanego mogą być odmienne...


        > Każdy ma swój krzyż i musi go dźwigać czy tego chce czy nie.

        Nie gniewaj się, ale strasznie mnie irytuje, kiedy ktoś tak pisze. Wyziera z
        tego sado-masochizm.

        Wątkowniku, nie wierz w żadne krzyże ;) Nie mnóż cierpień, jest ich dość.
        • natalie27 Re: przegralem życie 04.06.04, 15:57
          No nie Twoim zdaniem lepiej użalac się nad sobą i byc ciagle niezadowolona i
          obrazona na caly swiat, marnujesz sobie zycie tym obiektywizmem,a losu swojego
          i tak nie zmienisz,ale to twoj wybor
          • Gość: Oleńka właśnie odwrotnie :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.06.04, 16:01
            uwazam, ze nie należy się użalać i nie należy być takim fatalistą :) tylko
            zmieniać, co nam się nie podoba - nie ma innej drogi do szczęścia, jeśli nie
            jest się świętym pańskim naturalnie ;)

            a jak można sobie zycie zmarnowac obiektywizmem?
            • natalie27 Re: właśnie odwrotnie :) 04.06.04, 16:04
              to sobie zmieniaj skoro czujesz sie z tym szczesliwa,zeby tylko wszystko sie
              udalo:)
            • natalie27 Re: właśnie odwrotnie :) 04.06.04, 16:04
              a tak apropo to co zmienisz w sparalizowanym mezu, zostawisz go?:)
              • Gość: Oleńka Re: właśnie odwrotnie :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.06.04, 16:12
                Tak, zostawiłabym sparalizowanego niekochanego męża. Nie bez pomocy rzecz
                jasna. Dlatego zapytałam wątkownika, czy stać go na opiekunkę.

                Nie poświęciłabym szczęścia ukochanej osoby i swojego w imię...właściwie czego?
                • natalie27 Re: właśnie odwrotnie :) 04.06.04, 16:23
                  Gość portalu: Oleńka napisał(a):

                  > Tak, zostawiłabym sparalizowanego niekochanego męża. Nie bez pomocy rzecz
                  > jasna. Dlatego zapytałam wątkownika, czy stać go na opiekunkę.
                  >

                  Hmm dobrze,że nie jestem Twoją siostrą, bo biedne byłoby moje życie w tak
                  opiekuńczych rękach:). Dzięki za troskę z tą opiekunką:))).Czy dajesz w ten
                  sposób sobie do zrozumienia,jaka to byłaś szlachetna?
                  > Nie poświęciłabym szczęścia ukochanej osoby i swojego w imię...właściwie
                  czego?
                  Własnie w imię czego,może zwykłego człowieczeństwa... Zyczę Ci,zebys TY nigdy
                  nie musiała odczuć ludzkiej obojętnosci,bo na zmiane wtedy nie bedziesz chyba
                  mogła liczyc
                  • Gość: Oleńka a co ma do tego siostra? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.06.04, 16:34
                    mam się ożenić z siostrą jak ją sparaliżuje? ;)

                    Może dla Ciebie to aż szlachetność. Dla mnie zwykła rzecz, przyzwoitość. Gdybyś
                    była moją sparaliżowaną siostrą sfinansowałabym Ci chętnie przebudowę
                    mieszkania, gdybyś przyjęła taką pomoc. I oczywiście opiekę.

                    Gdyby ktoś miał ze mną, niekochaną, być z litości (w takiej sytuacji) uznałabym
                    to za życiowa porażkę. Po czym, porzygawszy się uprzednio, kazałbym mu odejść.
                    • natalie27 Re: a co ma do tego siostra? 04.06.04, 16:36
                      wiesz nie skomentuje tego, po prostu wspolczuje ci
                      • Gość: Oleńka Re: a co ma do tego siostra? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.06.04, 16:46
                        myślę, że po prostu nic nie rozumiesz (współczuję)

                        nie należę do ludzi, ktorzy zgodziliby się odebrać innym prawo do szczęścia w
                        imię obowiazku opieki nade mną - przeciwną postawą pogardzam :)
                        • natalie27 Re: a co ma do tego siostra? 04.06.04, 16:53
                          Gość portalu: Oleńka napisał(a):

                          > myślę, że po prostu nic nie rozumiesz (współczuję)
                          >
                          > nie należę do ludzi, ktorzy zgodziliby się odebrać innym prawo do szczęścia w
                          > imię obowiazku opieki nade mną - przeciwną postawą pogardzam :)
                          pogardzasz,bo nie potrafisz jej przyjać, zatem przypuszczam,ze woalabys sie
                          meczyc sama do konca,by innym i sobie udowodnic,jaka jestes samowystarczalna i
                          to jest dopiero zalosne
                          • Gość: Oleńka żałosne jest to, co piszesz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.06.04, 16:59
                            tzw.poświęcanie się jest oczywiście ok, jeśli ktoś jest głęboko wierzącym
                            katolikiem i liczy na raj oraz beatyfikację ;)

                            przyjmij do wiadomości, ze niektorym jest źle z myślą, że mieliby kogoś
                            unieszczęśliwić bez powodu - bo powodu nie ma, jeżdżąca na wózku osoba może żyć
                            sama w dzisiejszych czasach (i przy okreslonym statusie materialnym), nie
                            potrzebuje męża-pielegniarki 24/7. znasz jakieś niepełnosprawne osoby? watpię.
                            • natalie27 Re: żałosne jest to, co piszesz 04.06.04, 17:27
                              O co niedowiarek z Ciebie, zreszta nie spodziewałam się, że wierzysz,dlatego
                              Ci wspólczuje,a nie dlatego,ze nie podzielasz moich pogladow,wiara jest sila
                              a Ty z niej kpisz
                              nie o to chodzi,ze ja kogos na sile chce uwiazac przy sobie(teoria)
                              chodzi o Twoje podejscie,nie przyjelabys tej pomocy,bo nia gardzisz i co wyzsza
                              jestes przez to? A pieniadze nie dadza ci wszystkiego liczy sie jeszcze drugi
                              czlowiek przy TObie,nie umiesz przyjac pomocy ani jej dac
                              • Gość: Oleńka Re: żałosne jest to, co piszesz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.06.04, 17:48
                                Nie kpię z wiary tylko z założenia, że każdy jest wierzący albo, że kazdemu
                                jest bliska etyka katolicka.

                                Nie przyjełabym takiej pomocy, jak ta, ktora msz na myśli, bo:
                                a/jest zbędna
                                b/jest sprzeczna z moim swiatopogladem.

                                Umiem przyjmowac pomoc. Ale prawdziwa pomoc, to taka, która JEST POTRZEBNA. Nie
                                znosze nieliczenia się z potrzebami tego, komu pomagam. Nie znoszę lekcewazenia
                                dla ludzkiej potrzeby godności i samodzielności. Nie cenie litości.

                                I nie ceniłabym mężczyzny, ktory chciałby ze mną być z innego powodu niż
                                miłość. Ponieważ mnie to obraża. Rozumicie? ;)

                                Uwazam opiekowanie się osobą niepełnosprawną za akt miłości a nie obowiązek
                                podyktowany pokrewieństwem czy relacją cywilno-prawną. Dlatego osobiście
                                opiekowałabym sie tylko bardzo wąskim gronem osób, ktore kocham i tylko, gdyby
                                tego rzeczywiście pragnęły.

                                • natalie27 Re: żałosne jest to, co piszesz 04.06.04, 18:20
                                  Gość portalu: Oleńka napisał(a):

                                  > Nie kpię z wiary tylko z założenia, że każdy jest wierzący albo, że kazdemu
                                  > jest bliska etyka katolicka.

                                  > Nie zakładam tego, aczkolwiek szkoda

                                  > Nie przyjełabym takiej pomocy, jak ta, ktora msz na myśli, bo:
                                  > a/jest zbędna
                                  > b/jest sprzeczna z moim swiatopogladem.
                                  > Mylisz się nie jest zbędna. Ty chyba naprawde nie wiesz, co sie wtedy
                                  czuje,jestes pewna siebie,bo nie jestes w takiej sytuacji, anawet nie probujesz
                                  zrozumiec,bo po co?
                                  > Umiem przyjmowac pomoc. Ale prawdziwa pomoc, to taka, która JEST POTRZEBNA.
                                  Nie
                                  >
                                  > znosze nieliczenia się z potrzebami tego, komu pomagam. Nie znoszę
                                  lekcewazenia
                                  >
                                  > dla ludzkiej potrzeby godności i samodzielności. Nie cenie litości.
                                  > a moze to zwykla empatia, wspolczucie dla czlowieka z ktorym dzielilam swoje
                                  zycie,nie pomyslalas o tym dla ciebie tylko tak litosc pogarda,za kogo sie
                                  uwazasz dziewczyno,nie jestes naprawde pepkiem swiata
                                  > I nie ceniłabym mężczyzny, ktory chciałby ze mną być z innego powodu niż
                                  > miłość. Ponieważ mnie to obraża. Rozumicie? ;)
                                  > Nie rozumiem cenilabym tym bardziej bo widzialabym jakim jest cudownym
                                  czlowiekiem,wiem,ze nie wielu ludzi na to stac,by przestac widziec tylko siebie
                                  > Uwazam opiekowanie się osobą niepełnosprawną za akt miłości a nie obowiązek
                                  > podyktowany pokrewieństwem czy relacją cywilno-prawną. Dlatego osobiście
                                  > opiekowałabym sie tylko bardzo wąskim gronem osób, ktore kocham i tylko,
                                  gdyby
                                  > tego rzeczywiście pragnęły.
                                  > O to chodzi,o milosc dziewczyno,sama musisz ja w sobie czuc
                                  • Gość: Oleńka dalsza dyskusja jest pozbawiona sensu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.06.04, 18:49
                                    mam wrazenie, ze się zdenerwowałaś, bo do twojego postu zakradły się spore
                                    błędy logiczne. Nie skomentuję ich, bo nudno :)

                                    Nie jesteś pępkiem świata. Nie masz monopolu na wiedzę o uczuciach kogoś, kto
                                    jest niepełnosprawny. Ile znasz osób np. z SM??? Kogokolwiek? Jak nie, to
                                    milcz, wstydu oszczędź.

                                    Wiele osób zostaje z niepelnosprawnymi małżonkami. To ci, ktorzy kochają. I to
                                    jedyna uczciwa motywacja pozostania.

                                    To Ty jesteś egoistką i widzisz tylko siebie. Ale trochę mi się nie chce tego
                                    rozwijać.

                                    Jedno jest bezdyskusyjne - idzie sie za miłością, przyzwoicie załatwijąc inne
                                    sprawy. Wszystko inne to tchórzostwo.
                                    • natalie27 Re: dalsza dyskusja jest pozbawiona sensu 04.06.04, 18:51
                                      wlsnie ze znam moja mama choruje na stwardnienie rozsiane i odechcialo mi sie z
                                      toba gadac,nie ma to sensu to prawda
                                      • Gość: Oleńka Re: dalsza dyskusja jest pozbawiona sensu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.06.04, 18:53
                                        mama, ktora kochasz (jesli kochasz) nie jest niekochana żoną - zero analogii

                                        bardzo dobrze, bo mnie się też odechciało - podważyłam Twoją postawę "niesienia
                                        krzyża" i co? cykor obleciał, że moge mieć rację?
                                        • natalie27 Re: dalsza dyskusja jest pozbawiona sensu 04.06.04, 19:01
                                          ty chyba sobie zartujesz,nie wierze,zebys byla az tak zadufana w sobie, ale
                                          trzymaj glowe wysoko dalej,patrz tylko na siebie swoj egoizm,dziwie sie,ze tak
                                          potrafisz,ale coz nie zmienie twojego podejscia do drugiego czlowieka,jak do
                                          rzeczy ktora sie wyrzuca,jak niepotrzebna,walcz dalej w imie milosci (zwyklej
                                          egoistycznej do samej siebie, innej nie potrafisz odczuwac),wspolczuje ci bo
                                          nie potrafisz kochac drugiego czlowieka,nawet wspolczuc nie potrafisz,wszystko
                                          dla Ciebie jest zalosne,litosc,pogarda,to co potrafisz czuc,ale kiedys
                                          przyjdzie Ci za to zaplacic...
                                          • Gość: Oleńka moja szczeka lezy na podlodze... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.06.04, 19:09
                                            Ja jestem egoistką? Bo nie oczekuje jałmużny? Bo nie sadzę, by czyjeś dobre
                                            samopoczucie z jej udzielenia bylo ważniejsze od mojej godnosci i satysfakcji,
                                            że potrafie sama zyć???

                                            Bo uwazam, ze należy się dzielić z rodziną i przyjaciółmi, którzy tego
                                            potrzebują? W sposób, ktory uwzglednia (na pierwszym miejscu!!!) ich godność i
                                            potzreby??? Bo uwazam, ze rzeczy specjalne sa dla specjalnych osób a nie dla
                                            każdego??? Bo uwazam, ze miłośc jest warunkiem pozostania przy osobie
                                            niepelnosprawnej????? bo kochanie innych oznacza dla mnie respekt dla ich
                                            potrzeb a nie egoistyczne dażenie do zachowania statusu "świętej"????

                                            współczuję ci bardzo głęboko Twojego egoizmu - zapłacisz za niego tu, na ziemi,
                                            zobaczysz :(
                                            • Gość: Luty Pytanie do Olenki IP: *.dialup.mindspring.com 04.06.04, 19:18
                                              Czy jestes ta sama Olenka...?,bo sie polapac nie moge...gdzies widzialem post
                                              o jakis Olenkowych podszywkach...
                                              • Gość: Oleńka pseudoolenka klnie ino IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.06.04, 19:22
                                                lub bzdury gada jezykiem ogolnowojskowym, zwlaszcza na Komandosa ;)

                                                to ja :)
                                                co nie pasuje?
                                                • Gość: Luty Re: pseudoolenka klnie ino IP: *.dialup.mindspring.com 04.06.04, 19:27
                                                  Kurna!! to z ktora jestem zaprzyjazniony...? i wiersz poslalem...ktorej...?
                                                  • Gość: Oleńka Re: pseudoolenka klnie ino IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.06.04, 19:44
                                                    a gdzie ten wiersz? :)
                                                  • Gość: luty Re: pseudoolenka klnie ino IP: *.dialup.mindspring.com 04.06.04, 19:48
                                                    a gdzie ten wiersz? :)
                                                    A skad moge wiedziec...myslalem,ze Olenka wie...nie pamietam...
                                              • komandos57 [...] 04.06.04, 21:04
                                                Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                                            • natalie27 Re: moja szczeka lezy na podlodze... 04.06.04, 19:23
                                              Gość portalu: Oleńka napisał(a):

                                              > Ja jestem egoistką? Bo nie oczekuje jałmużny? Bo nie sadzę, by czyjeś dobre
                                              > samopoczucie z jej udzielenia bylo ważniejsze od mojej godnosci i
                                              satysfakcji,
                                              > że potrafie sama zyć???
                                              > Ok potrafisz sama żyć teraz, a co bedzie jak Ci sie cos stanie.Moze ktos
                                              jednak bedzie chcial Ci pomoc,ale Ty wezniesz to za litosc bo sama bys odeszla,
                                              ty nie uwierzysz,ze to moze byc milosc,bo kierujac sie takimi kryteriami w
                                              zyciu,myslisz ze wszyscy sa tacy, jak TY (nie mozna przecież kochac kaleki) i
                                              ze twoj cynizm jest podzielany,ale nie przez wszystkich mimo,ze mamy
                                              czasy,jakie mamy. Mylisz zwyczajna pomoc z okazywaniem jalmuzny
                                              > Bo uwazam, ze należy się dzielić z rodziną i przyjaciółmi, którzy tego
                                              > potrzebują? W sposób, ktory uwzglednia (na pierwszym miejscu!!!) ich godność
                                              i
                                              > potzreby???
                                              Twoje potrzeby, bo dbasz tylko o siebie odchodzac
                                              Bo uwazam, ze rzeczy specjalne sa dla specjalnych osób a nie dla
                                              > każdego??? Bo uwazam, ze miłośc jest warunkiem pozostania przy osobie
                                              > niepelnosprawnej????? bo kochanie innych oznacza dla mnie respekt dla ich
                                              > potrzeb a nie egoistyczne dażenie do zachowania statusu "świętej"????
                                              > Jaki status o czym ty mowisz w ogole? Poswiecenie to akt milosci a nie
                                              statutu,ludzi nie mozna wyrzucac jak smieci,kiedy sa chorzy,trzeba sie nimi
                                              opiekowac, a respekt dla potrzeb w ogole nie rozumiem,o czym tu mowa,przeciez
                                              nie szanujesz czyjes potrzeby pomocy tylko własne cele,ktos prosi cie zostan a
                                              ty odchodzisz,wiec to jest szacunek dla potrzeb,niebywale,chyba swoich wlasnych
                                              > współczuję ci bardzo głęboko Twojego egoizmu - zapłacisz za niego tu, na
                                              ziemi,
                                              >
                                              > zobaczysz :(
                                              ja zaplace za co,ze chce byc przy kims kto tej pomocy potrzebuje ode mnie w
                                              ramach mojego czlowieczenstwa nazwijmy to szumnie, ze nie moge sie zachowac jak
                                              samotna wyspa i opuscic kaleki,dla mnie to jest zupelnie naturalne,nie mozna
                                              podazac tylko za swoimi pragnieniami,gdyby tak bylo,jak piszesz,to wszyscy
                                              niepelnosprawni byliby sami,bo nie mogliby przyjac jak to okreslasz jałmużny
                                              nie wiem,jak ludzie mogą tak myslec,odbierasz mi wiare w ten swiat
                                              ale zycze ci szczescia,moze kiedys zrozumiesz...
                                              • Gość: Oleńka Re: moja szczeka lezy na podlodze... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.06.04, 19:43
                                                Posłuchaj natalie,

                                                od samego poczatku mówię o tym samym w kółko - są ludzie (znam) którzy w
                                                powyższej sytuacji wcale nie chcą litości, nie chcą by niekochający mąż z nimi
                                                został itd. bo a/godność im na to nie pozwala, żeby ktoś z nimi był z przyczyn
                                                innych niż miłość b/nie jest to niezbedne w sensie prakytyczno-technicznym

                                                uwierz, że mozna sobie dobrze radzić jeżdżąc na wózku i mając kogoś do pomocy
                                                przez kilka godzin dziennie (zaznaczam od początku, przy okreslonym poziomie
                                                finansowym)

                                                Rozumiem, że kimś może powodowac nie litość, tylko współczucie. Zrozum, ze nie
                                                każdy go pragnie. Ogólnie dorosłym ludziom do poczucia satysfakcji z zycia jest
                                                potrzebna, zgodzisz się, samodzielność. Moja chęć pomocy niepelnosprawnemu
                                                naprawdę nie jest wazniejsza niż jego potrzeby. Acz sa i ludzie, którzy lubią
                                                czuć się na przykład poszkodowani czy zaopiekowani. Z tym, że nie mają prawa
                                                tego od otoczenia wymagać. To jest clou mojego wywodu - nie mam prawa wymagać
                                                poświęceń. Nie nazywaj "zwyczajną pomocą" faktu, że mąż zostaje z niekochaną
                                                niepelnosprawną żoną. Zwyczajna pomoc to zabezpieczyć ją finansowo i
                                                zorganizowac pomoc profesjonalną. Tudzież pozostać z nią w przyjaźni, jeśli się
                                                da.

                                                Nigdzie nie napisałam, że nie mozna kochać "kaleki" i nie podoba mi się, że
                                                przypisujesz mi takie słowa. Wręcz odwrotnie - napisałam, ze warunkiem
                                                pozostania jest dla mnie miłość ergo wierzę w taki przypadek.

                                                To Ty jesteś cyniczna. Ja nadaję priorytet miłosci, Ty konwenansom i religii.

                                                Teza, ze odchodząc dbam tylko o moje potrzeby jest bzdurą. Najwazniejsze sa dla
                                                mnie potrzeby kochanej osoby, czyli - w analogicznym przypadku - ukochanego
                                                drugiego mężczyzny, a nie niekochanego męża. Niekochany mąż nie ma prawa żądać,
                                                żebym zrezygnowała z życia - mam jedno. Podobnie ja, siedząc na wózku, nie mam
                                                prawa oczekiwać, by niekochający mąż zrezygnował z miłości czyli szczęścia
                                                innej kobiety i swojego w imię mojego egoistycznego widzimisię.

                                                Jedyne co trzeba, to dbać mocno o tych, ktorych kochamy. W stosunku do reszty
                                                zachowywać się przyzwoicie - czyli, w powyższej sytuacji, zapewnić żonie
                                                opiekę, leczenie etc.


                                                > ja zaplace za co,ze chce byc przy kims kto tej pomocy potrzebuje ode mnie

                                                jesteś niepowazna...sęk w tym, że ZAKŁADASZ, iż potrzebuje, wkurzasz się, że
                                                może niepotrzebować, bo przecież Ty ze swoim krzyżem jesteś gotowa! ;0

                                                a ja mówię: może i tego pragnie, ale nie jest mu to niezbędne i ja nie mam
                                                obowiązku mu tego dać, bo jego oczekiwanie jest nieetyczne. i mówię: duża
                                                szansa, że nie pragnie, bo ludzie wartościowi nie pragną.

                                                :)
                                                • Gość: Oleńka tramwaj IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.06.04, 19:49
                                                  Ty reprezentujesz takie stanowisko: młoda kobieta musi zawsze ustąpić starszemu
                                                  panu miejsca w tramwaju, bo jak nie, to jest cyniczną egoistką.

                                                  A ja takie: są starsi panowie, ktorzy poczują się dotknięci takim gestem, bo im
                                                  przedwojenna kindersztuba nie pozwala siedzieć, kiedy kobieta stoi, więc czasem
                                                  gest ustąpienia miejsca bywa egoizmem i brakiem wrażliwości.

                                                  dziękuję za uwagę :)
                                                  • Gość: Luty Obydwie macie racje... IP: *.dialup.mindspring.com 04.06.04, 19:58
                                                    Jedna patrzy z punktu widzenia obdarowywanego, druga - obdarowujacego...super
                                                    jestescie dziewczyny...!!!
                                                  • Gość: Oleńka Nie, Luty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.06.04, 20:04
                                                    perspektywa (a więc i potrzeby) obdarowywującego są drugorzędne w stosunku do
                                                    perspektywy (+potrzeb) obdarowywanego - to raz

                                                    obowiązki mają granice - to dwa

                                                    dość ;)
                                                  • Gość: Luty Re: Nie, Luty IP: *.dialup.mindspring.com 04.06.04, 20:17
                                                    Ale Ty i Ona kierujecie sie miloscia...a to wystarczy...tam gdzie milosc, tam
                                                    ludzie sie dogadaja..
                                                    Ktora jestes...?
                                                  • Gość: Oleńka Re: Nie, Luty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.06.04, 20:20
                                                    Spojrzałam w lustro i widzę biały kapelusz ;)
                                                  • Gość: Luty Re: Nie, Luty IP: *.dialup.mindspring.com 04.06.04, 20:26

                                                    Gość portalu: Oleńka napisał(a):

                                                    > Spojrzałam w lustro i widzę biały kapelusz ;)



                                                    No...! kamien mi spadl z serca...
                                                  • Gość: Oleńka a serio IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.06.04, 20:31
                                                    Natalie nie kieruje się miłością. Miewa na ustach miłość tylko. Tak naprawde
                                                    zaczęła przecież od "nie masz wyjścia", "zaakceptuj krzyż mimo bólu", "losu nie
                                                    zmienisz".

                                                    I to mi się własnie nie spodobało.
                                                  • Gość: Luty Re: a serio IP: *.dialup.mindspring.com 04.06.04, 20:46

                                                    Gość portalu: Oleńka napisał(a):

                                                    > Natalie nie kieruje się miłością. Miewa na ustach miłość tylko. Tak naprawde
                                                    > zaczęła przecież od "nie masz wyjścia", "zaakceptuj krzyż mimo bólu", "losu
                                                    nie
                                                    >
                                                    > zmienisz".
                                                    >
                                                    > I to mi się własnie nie spodobało.



                                                    No, przed chwila odbyl sie popis milosci...splywam stad...
                                                  • Gość: Oleńka Re: a serio IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.06.04, 20:59
                                                    O nie, jeszcze nie oszalałam, żeby kochać wszystkie mućki ;D

                                                    Taki słaby zawodnik jesteś? fju, fju ;)
                                                  • Gość: sueno Re: a serio IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.06.04, 03:37
                                                    żałosne.... czy Ty siebie czytasz ????
                                              • Gość: helcia do Natali IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.06.04, 21:59
                                                ladnie to napisalas, i madrze,
                                                ja mam inna historie wygranych-przegranych: malzenstwo, dzieci dorastaja, on
                                                odchodzi do innej, niedlugo on-wypadek, 2 lata szpitale,lezenie, zabiegi,
                                                rehabilitacja, kochanka go szybko porzuca, przygarnia go zona, pielegnuje,
                                                podaje basen, karmi, stawia go na nogi duzym wysilkiem, on wraca do zdrowia,
                                                juz pelny sil szybko znajduje nowa kobiete, porzuca zone po raz drugi ////
                                                sami ocencie.
                        • paspartu1 Re: a co ma do tego siostra? 04.06.04, 16:56
                          Gość portalu: Oleńka napisał(a):

                          > myślę, że po prostu nic nie rozumiesz (współczuję)
                          >
                          > nie należę do ludzi, ktorzy zgodziliby się odebrać innym prawo do szczęścia w
                          > imię obowiazku opieki nade mną - przeciwną postawą pogardzam :)


                          na miejscu jego zony kopnela bym go w cztery litery zadajac odpowiednio
                          wysokich almentow dla poprawy samopoczucia i ku pamieci udanego malzenstwa.

                          ale z drugiej strony- jak on tyle czasu czekal az dzieci dorosna -to teraz moze
                          poczekac az zona umrze , taka chora to dlugo nie pociagnie zapewne,
                          a on bedzie juz wtedy wolny i bedzie mogl wic sobie z inna urocze gniazdko
                          pelne milosci,
                          i nie bedzie obciazony pietnem sku...ktory zone inwalidke porzuca.
                          jesli od niego jest zalezna to moze nawet jej zgon przyspieszyc, nikt sie nie
                          zoreintuje, same zalety...

                          echhh

                          • Gość: Oleńka Re: a co ma do tego siostra? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.06.04, 17:02
                            > i nie bedzie obciazony pietnem sku...ktory zone inwalidke porzuca.

                            baba z magla jesteś

                            > jesli od niego jest zalezna to moze nawet jej zgon przyspieszyc, nikt sie nie
                            > zoreintuje, same zalety...

                            do tego bezczelna :(

                            zapewne cieszysz się, że go to spotkało?
                            • anula36 Re: a co ma do tego siostra? 04.06.04, 18:05
                              radosc z cudzego nieszczescia to nasza cecha narodowa:)
                              a z ozna cos zrobic w koncu trzeba bo kochanka sie z rak wymyka.
                              • psychoanalityk Re: a co ma do tego siostra? 04.06.04, 21:27
                                anula36 napisała:


                                > a z ozna cos zrobic w koncu trzeba bo kochanka sie z rak wymyka.


                                !! otóż to! :))) i to taka kochanka co się tyle czasu o rozwód nie rzuca?toz to
                                skarb! żone trza wyautować natychmiast.
                                • anula36 Re: a co ma do tego siostra? 05.06.04, 00:31
                                  a kochanke uczynic zona. I zyc dlugo szczesliwie i nieprzegranie:)
                • Gość: Biala Re: właśnie odwrotnie :) IP: *.sympatico.ca 06.06.04, 16:04
                  nie czego ... ale kogo
    • Gość: ufffffffff Re: przegralem życie IP: *.plock.cvx.ppp.tpnet.pl 04.06.04, 19:56
      Przegrany !
      Nie mam prawa Ciebie oceniać. Forumowicze wy też od tego bądźcie dalecy.
      Czy ktoś badał to zagadnienie !!!!!
      Powiedzcie ile jest ludzi szczęśliwych na świecie.

      Kto z was po wielu latach małżeństwa może powiedzieć że w jego związku jest
      miłość.
      To są nieliczne przypadki.
      Większość ludzi jest ze sobą ze względu na dzieci.
      Sytuacja mieszkaniowa i finansowa ma również na to wpływ.
      Albo w obawie przed ludzkimi językami w swych związkach kiszą się.
      Taka tradycja w naszym kraju jest że ludzie żyją w parach – może to wina naszej
      wiara - ślub kościelny na całe życie.
      Istniejąca SAMOTNOŚĆ w małżeństwie, to piekło one gorsze od samotnego życia
      jest.
      • Gość: Jago Re: przegralem życie IP: *.telsten.com / *.telsten.com 05.06.04, 00:39
        Ludzie boja sie zmian. To co znane - choc nie do konca zadowalajace - daje
        poczucie bezpieczenstwa. Dopiero "przyparci do muru" decyduja sie na jakies
        kroki, ewentualne zmiany. Co zrobic zeby miec wiecej odwagi?
        • Gość: Oleńka Re: przegralem życie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.06.04, 14:14
          Gość portalu: Jago napisał(a):

          > Ludzie boja sie zmian. To co znane - choc nie do konca zadowalajace - daje
          > poczucie bezpieczenstwa. Dopiero "przyparci do muru" decyduja sie na jakies
          > kroki, ewentualne zmiany. Co zrobic zeby miec wiecej odwagi?

          Popracować jako wolontariusz w hospicjum. Poważnie. Zrozumiesz, jaką jesteś
          szczęściarą, że wszystko nadal w Twoich rękach.
    • komandos57 co,jednym wolno,innym nie? 04.06.04, 21:15
      ale.....nic nie oczekuje od ciebie.Twoje zwichrowanie jest przedawnione
    • komandos57 Re: przegralem życie 04.06.04, 21:48
      Tylko up
    • komandos57 Re: wygralem zycie 04.06.04, 22:01
      piszcie smialo
      • vlad_palovnik [...] 04.06.04, 23:32
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • brzydulca Re: przegralem życie 05.06.04, 01:11
      uwazam ze powinienes byc uczciwy co do zony i powiedziec ze juz od dawna
      kochasz kogos innego. Niech ona podejmie decyzje czy chce Twoja litosc czy
      Twoje odejscie.
      Ja bym miala pretensje do meza ktory zostaje z litosci/obowiazku. Pozwol jej na
      dume, chociaz na tyle, jak fizycznie sie rozpada.
      • Gość: Luty Re: przegralem życie IP: *.dialup.mindspring.com 05.06.04, 01:20
        A dlaczego Ty brzydulka jestes?
        • brzydulca Re: przegralem życie 05.06.04, 01:53
          Gość portalu: Luty napisał(a):

          > A dlaczego Ty brzydulka jestes?

          bo tak mowia mezczyzni jak jestem na jakiejs imprezi z kolezankami.
          "O ta jest fajna, a tamta(ja) do niczego"

          Tez jakk ide ulica i robotnicy pracuja to wlasnie tak komentuja, ze jestem nic
          ciekawego.
          • Gość: Luty Re: przegralem życie IP: *.dialup.mindspring.com 05.06.04, 02:08
            Co Ty gadasz, a skad oni wiedza, ze Ty, to nic ciekawego, znaja Cie...?
            • brzydulca Re: przegralem życie 05.06.04, 02:31
              Gość portalu: Luty napisał(a):

              > Co Ty gadasz, a skad oni wiedza, ze Ty, to nic ciekawego, znaja Cie...?

              o rety kotletyyyyyyyyy - chodzi o wyglad,seksapil
              chyba jednak za duzo piwka napiles sie
              • Gość: Luty Re: przegralem życie IP: *.dialup.mindspring.com 05.06.04, 02:37
                nooo, masz racje, za duzo piwka...dobranoc...
                • brzydulca Re: przegralem życie 05.06.04, 02:44
                  Gość portalu: Luty napisał(a):

                  > nooo, masz racje, za duzo piwka...dobranoc...

                  dobranoc :-)))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
      • Gość: Oleńka do brzydulcy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.06.04, 14:23
        Dlaczego inni mają decydowac o naszym losie?

        Jedynym motywem decyzji o pozostaniu powinno być wewnętrzne przekonanie autora
        wątku, że tak musi zrobić, że to jest słuszne.
    • Gość: mmax20 Re: przegralem życie IP: *.b.dial.de.ignite.net 05.06.04, 06:39
      Gość portalu: Oleńka napisał(a):

      > Natalie nie kieruje się miłością. Miewa na ustach miłość tylko. Tak naprawde
      > zaczęła przecież od "nie masz wyjścia", "zaakceptuj krzyż mimo bólu", "losu
      nie
      >
      > zmienisz".
      >
      > I to mi się własnie nie spodobało.
      hej, i to mi się też nie podoba, ale nie podoboba mi się również zarzut, że
      Natalie nie kieruje się miłością; kto to wie, jaka ona.....??????????:)
      • Gość: Oleńka Re: przegralem życie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.06.04, 14:21
        Zapewniam Cię, że po roku realnej znajomości również nie znałabyś
        natalie "naprawdę" :D

        Nie o to chodzi, bo nie odnosimy się tu do postaci X z miasta Y logującej się
        jako natalie, tylko do postawy zaprezentowanej w kilku postach.
        Chodzi o to: kiedy ktoś robi coś z autentycznej miłości, sprawia mu to frajdę.
        Obudowywanie czynów jedynie teorią o miłości łatwo rozpoznać. Zazwyczaj tacy
        ludzie mają siebie za poświęcających się i/lub dużo mówią o niesieniu krzyża,
        już-takim-losie i tym podobnych zjawiskach.

        Zauważ, że niekórzy w ogole nie łapią Hymnu o Miłosci, nie czują radości, jakie
        te słowa w sobie zawierają. Jakby pisał je ktoś uśmiechnięty :) Tacy zwykle
        powiedzą, że w imię miłości się z czegoś "rezygnuje".

        Subtelności.

        pzdr :)
        • Gość: filipka Re: przegralem życie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.06.04, 20:53
          > Chodzi o to: kiedy ktoś robi coś z autentycznej miłości, sprawia mu to
          frajdę.
          > Obudowywanie czynów jedynie teorią o miłości łatwo rozpoznać. Zazwyczaj tacy
          > ludzie mają siebie za poświęcających się i/lub dużo mówią o niesieniu krzyża,
          > już-takim-losie i tym podobnych zjawiskach.


          zauwaz, ze autor juz wiele lat czeciowo rezygnowal z codziennego zycia w tej
          swojej "milosci" dla zycia z zona i odchowania dzieci,

          i oszukiwal zone bedac z nia - jesli jej nie powiedzial, ze jego milosc do niej
          sie skonczyla i juz postanowil ze odejdzie jak dzieci dorosna.

          mowisz o milosci do drugiego czlowieka. zakochal sie w innej- w porzadku, ale
          co z ta z ktora zyl pod jednym dachem juz jej nie kochajac lecz nie mowiac-nie
          uswiadamiajac jej ze juz jej nie kocha i byc z nia nie chce, pozwalajac jej
          ludzic sie ze ta rodzina ma sie dobrze ?

          co ze zykla miloscia blizniego, drugiego czlowieka (niekoniecznie mezczyzny i
          kobiety) ? co z byciem fair wobec osoby tak bliskiej jak matka czworki jego
          dzieci ?

          jak sobie wyobrazasz samopoczucie kobiety ktora opuszczaja dzieci
          (bo "odchowane" dorosly i wyprowadzaja sie z domu, nie trzeba alimentow
          lozyc..) , ktora staje sie inwalidka zalezna od innych, i ktorej maz
          niespodziewanie wyprowadza sie z domu do innej ? mysle, ze ona zaplaci za te
          lata milczenia meza powazna depresja.

          autor pisze, ze umowil sie z kochanka na ich wspolne zycie po odchowaniu
          dzieci. jesli rownoczesnie umowil sie z zona/powiedzial jej/ ze wtedy odejdzie
          od niej - jest rozgrzeszony,
          ale tego nie zrobil, zaklamany i tchorz, choc niestety to popularny standart
          zachowan w takich ukladach,
          • Gość: filipka Re: przegralem życie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.06.04, 21:06
            ps.
            a co moze zrobic dalej ?
            postarac sie byc w koncu uczciwym...o ile potrafi.
          • Gość: Oleńka Re: przegralem życie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.06.04, 22:05
            Wzięłaś jego uczucie do drugiej w cudzysłów, znaczy nie wierzysz w jego
            autentyczność? A na jakiej podstawie, jesli wolno spytać?

            Po drugie, nie zrezygnował tylko odłożył na później i nie z powodu żony, tylko
            z powodu niedorosłosci dzieci.

            Bardzo łatwo napisać "oszukiwał żonę". I dodać w myślach "bo tak było mu
            wygodniej". Tymczasem ani Ty ani ja nie wiemy, kim ona jest. Skąd na przykład
            wiesz, czy nie zaczęłaby walczyć o swoje pomijając dobro dzieci? Że nie
            wciagałaby dzieci w konflikt? Niestety i tak bywa :( I co? Lata piekła w imię
            czego? Ja też jestem po stronie mówienia prawdy i ja na jej miejscu wolałabym
            taką prawdę znać. Tylko, że nie każdy odbiorca do prawdy dorasta. Zaryzykuję,
            że większość nie.

            On jej nie powiedział, że jej nie kocha. Ale ona jemu powiedziała.

            Samopoczucie takiej kobiety wyobrażam sobie jako złe. Raczej sama ma w tym
            udział. Przecież to kobieta, ktora chciała żyć pod jednym dachem z facetem, ale
            nie chciała być z nim blisko. Wzięła udział w farsie, jaką było jej małżeństwo
            i być może sama ją zainicjowała. Współczuję jej stanu fizycznego, ale to nie
            znaczy, że z powodu jej pecha ini sa moralnie zobligowani do poświęcenia szansy
            na szczęście. Przykro mi, ale tak to widzę.
            • Gość: filipka Re: przegralem życie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.06.04, 14:08
              Oleńka czy ty jestes autorem moze? gdzie on pisze ze zona powiedziala ze go
              nie kocha? (ps.mysle ze temat jest fikcja literacka-ale bardzo prawdopodobna w
              rzeczywistosci)

              "Znowu odpwiedzialność wygra" to jego slowa. Przez lata byl z
              rodzina /zona,dziecmi/ z obowiazku. rZadko kto bezbolesnie przechodzi rozstanie
              z dlugoletnim partnerem.
              Ale realia -placic alimenty na 4 dzieci? ktory ojciec i ktora kochanka(druga
              zona) tak lekko by to zniosla ?... nie zaryzykowali bycia razem bo za duze
              koszty(za wiele wysilku) Oni sami by poniesc musieli.
              woleli by ten kosz poniosla niekochana zona, koszt 20,30 lat przekonania-
              ludzenia sie ze ciagle sa rodzina, ona+maz+dzieci, i bycie meza w domu
              upewnialo ja ze tak jest i bedzie. a on juz z10 lat czekal by "obowiazek" sie
              wreszcie skonczyl i mogl w koncu przeniesc rzeczy z szafy zony do szafy
              kochanki- To! jest podle. nie wolno tak manipulowac ludzmi.. wkalkulowal wiele
              lat zycia zony we wlasny interes.
              jezeli wiedzial ze odejdzie -jego obowiazkiem bylo przygotowac na to zone,
              powiedziec jej ze on ja zwalnia z "obowiazku bycia zona" niech szuka innego
              faceta jesli jakiegos chce miec, bo sam jest z rodzina Tylko z "obowiazku bycia
              ojcem" ... -taki niuans dosyc istotny

              sa zdrady, moze i to norma, ale w wiekszosci zdrada raz czy dwa..nie przekresla
              malzenstwa, to co zrobil autor (zaplanowal zycie z inna kobieta)-to nie byla
              zdrada po ktorej co wieczor przez wiele lat wraca sie do domu, spelnia swoje
              obowiazki i udaje ze wszystko jest w porzadku....
              (postaw sie na miejscu tej zony- ile ona Teraz moze miec w sobie nienawisci za
              te wszystkie lata ktore musi przekreslic ? latwiej zaczac drugi raz majac lat
              35, niz majac 55...)

              jak pisalam: jesli powiedzial zonie ze zdecydowal iz odejdzie- jest
              usprawiedliwiony, jesli milczal przez lata odgrywajac role meza swojej zony -
              jest podlym klamca i nie mam do niego szacunku za grosz,

              czy myslisz ze starsza zone i dorosle dzieci nie zaboli odejscie ojca, to -ze
              zostawia matke, nie jak jest jeszcze mloda i ma energie zyciowa, ale teraz- jak
              jest stara,brzydka,gruba, i zbliza sie do menopauzy ?? (pomijam juz
              niepelnosprawnosc ..)

              mozesz gdybac, ze zona urzadzilaby "lata piekla" , a moze by tak nie bylo ?
              moze po pol roku poznalaby fantastycznego faceta z ktorym by odkryla co to
              znaczy milosc i ktory teraz z milosci by byl z nia-inwalidka?? i dzieci
              mialyby szanse wyrosnac w 2 szczesliwych rodzinach , ojca i matki ?
              moze tak, moze nie.

              nie kazdy odbiorca do prawdy dorasta- ale i nie kazdy obowiazany do prawdy
              nadawca do niej dorasta. zaryzykuja, ze wiekszosc nie.
              • Gość: Oleńka Re: przegralem życie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.06.04, 18:52
                > Oleńka czy ty jestes autorem moze? gdzie on pisze ze zona powiedziala ze go
                > nie kocha? (ps.mysle ze temat jest fikcja literacka-ale bardzo prawdopodobna
                w
                > rzeczywistosci)


                Przepraszam, że załozyłam Twoją błyskotliwość ;)

                Żona powiedziała, że go nie kocha zachowując się w sposób, jaki opisał, czyli
                odrzucając bliskość.

                No właśnie, nie ma czegoś takiego jak bezbolesność rozstania po dłuższym
                czasie. Tym bardziej w sytuacji, gdy stosunki są chłodne, ale poprawne - nie ma
                awantur, nienawiści itp. Tylko co z tego?

                Ja nie lubię przypisywać ludziom brzydkich motywów działania. Dlatego nie
                napiszę, że to nieprawda - jak twierdzi - że został z powodu odpowiedzialnosci
                za dzieci i, jak mozna domniemać, uczuć do nich. I że prawdziwym motywem
                dzialania byly pieniadze. Nawet nie wiesz, czy jest zamożny czy nie, a już
                stawiasz takie tezy :(

                Nie zgadzam się z tezą, że wkalkulował lata życia zony we własny interes. Żona
                albo odejść nie chciala, bo bylo jej tak dobrze, albo rowniez czekala na
                usamodzielnienie dzieci. Nie ma mowy o oszukiwaniu zakochanej w nim zony (bo
                nia nie byla) i zapewnianiu o uczuciu. Uwazam, ze to jest czyste moralnie. Nie
                sądze, by mial obowiazek jej powiedziec o swoich planach. A motywu milczenia
                nie znamy.

                Nie zgadzam sie tez z teza, ze zdradzil zone. Do zdrady niezbedne jest
                oszustwo - tzn. sypianie z inna lub kochanie innej z jednoczesnym utrzymywaniem
                zony w przeswiadczeniu, ze sie kocha tylko ja. Ich malzenstwo nie istnialo ergo
                nie doszlo do zdrady.

                Nie umiem postawic sie na miejscu tej zony. Nie umiem sobie wyobrazic zycia
                przez lata z mezczyzna, ktorego nie kocham.

                Naiwnoscia jest myslec, ze partner bedzie przy mnie trwal na wieki, mimo ze go
                nie kocham, nie chce z nim sypiac ani okazywac mu czulosci. W imie czego mialby?

                > czy myslisz ze starsza zone i dorosle dzieci nie zaboli odejscie ojca, to -ze
                > zostawia matke, nie jak jest jeszcze mloda i ma energie zyciowa, ale teraz-
                jak
                >
                > jest stara,brzydka,gruba, i zbliza sie do menopauzy ?? (pomijam juz
                > niepelnosprawnosc ..)

                Stara? brzydka? gruba? taka sama jak i on...
                Mysle, ze zaboli. I mysle, że rodzice nie maja obowiazku kierowac sie
                samopoczuciem doroslych dzieci, a nawet nie powinni. Czy dziecko ma sie nie
                rozwiesc, bo mamie bedzie przykro? Postawilabys taka teze?


                >
                > mozesz gdybac, ze zona urzadzilaby "lata piekla" , a moze by tak nie bylo ?
                > moze po pol roku poznalaby fantastycznego faceta z ktorym by odkryla co to
                > znaczy milosc

                a kto jej tego zabronil? dlaczego nie odeszla?

                i ktory teraz z milosci by byl z nia-inwalidka?? i dzieci
                > mialyby szanse wyrosnac w 2 szczesliwych rodzinach , ojca i matki ?
                > moze tak, moze nie.
                >
                > nie kazdy odbiorca do prawdy dorasta- ale i nie kazdy obowiazany do prawdy
                > nadawca do niej dorasta. zaryzykuja, ze wiekszosc nie.


                Być może. Może autor wątku po prostu się bał wyznać prawdę, a może miał powody
                by tego nie zrobić. To wie tylko on. Nie zgadzam się z tezą o obowiazkowości
                wyznawania prawdy, bo zdaję sobie sprawę, że moga istnieć przesłanki, by jej
                nie ujawniać.

                pozdrawiam :)
                • procesor Re: przegralem życie 06.06.04, 19:45
                  Gość portalu: Oleńka napisał(a):
                  > Ja nie lubię przypisywać ludziom brzydkich motywów działania.

                  Więc równiez żonie tego pana nie przypisuj.

                  > Nie umiem postawic sie na miejscu tej zony. Nie umiem sobie wyobrazic zycia
                  > przez lata z mezczyzna, ktorego nie kocham.

                  Odwrócmy może sytuację? Dlaczego on - poznawszy ukochana(?) kobietę - żył przez
                  lata z kobieta której nie kochał? To mozesz sobie wytłumaczyć? A postawy tej
                  kobiety nie?

                  > a kto jej tego zabronil? dlaczego nie odeszla?

                  Nie spotkała faceta swego życia? Uważała męża za faceta swego życia - tylko
                  model tego życia był u niej inny niz u niego? Czemu ona miałą odchodzic według
                  ciebie?? Przeceiż to on znalazł sobie kochankę..
                  • Gość: Oleńka Re: przegralem życie IP: 83.25.230.* 06.06.04, 20:29
                    procesor napisała:

                    > Gość portalu: Oleńka napisał(a):
                    > > Ja nie lubię przypisywać ludziom brzydkich motywów działania.
                    >
                    > Więc równiez żonie tego pana nie przypisuj.

                    Nie przypisałam zonie tego pana ani jednego złego motywu działania. Nudna
                    jesteś.



                    >
                    > > Nie umiem postawic sie na miejscu tej zony. Nie umiem sobie wyobrazic zyci
                    > a
                    > > przez lata z mezczyzna, ktorego nie kocham.
                    >
                    > Odwrócmy może sytuację? Dlaczego on - poznawszy ukochana(?) kobietę - żył
                    przez
                    >
                    > lata z kobieta której nie kochał? To mozesz sobie wytłumaczyć? A postawy tej
                    > kobiety nie?


                    Może przeczytaj najpierw cały wątek, leniu?
                    Napisałam wyżej, że jedynym normalnym motywem takiego stanu rzeczy jest dobro
                    dzieci. Jest wiec rzeczą oczywistą, że moja niemozność dotyczy sytuacji z
                    wylaczeniem tego motywu.
                    Blagam Cie procesor, jak cos do mnie piszesz, to pomysl wczesniej, bo na dobra
                    wole nie licze od dawna.



                    >
                    > > a kto jej tego zabronil? dlaczego nie odeszla?
                    >
                    > Nie spotkała faceta swego życia? Uważała męża za faceta swego życia - tylko
                    > model tego życia był u niej inny niz u niego? Czemu ona miałą odchodzic
                    według
                    > ciebie?? Przeceiż to on znalazł sobie kochankę..

                    Nie rozsmieszaj mnie :)
                    Model zycia zakladajacy brak bliskosci, czulosci i seksu? Nie obrazaj
                    slowa "zycie".

                    Faceta swego zycia sie od siebie odsuwa???
                    Jak mozna w ogole cos takiego wymyslic, a co dopiero napisac? :)

                    Napisalam wyzej (szkoda, ze nie przeczytalas) ze prawdopodobnie bylo jej
                    wygodnie w takim ukladzie lub rowniez chodzilo jej o dzieci.

                    Uff, ciezki zawodnik jestes...


                    • procesor Re: przegralem życie 06.06.04, 21:07
                      Jeszcze raz cytacik:

                      > > Gość portalu: Oleńka napisał(a):
                      > > > Ja nie lubię przypisywać ludziom brzydkich motywów działania

                      I nie oceniasz innych , tak?
                      Hehe.
                      Ani wycieczek osobistych nie stosujesz.. hehe..

                      > Nudna jesteś.
                      > leniu
                      > jak cos do mnie piszesz, to pomysl wczesniej, bo na dobra wole nie licze od
                      > dawna.
                      > Nie rozsmieszaj mnie :)
                      > Uff, ciezki zawodnik jestes...

                      Po wyjęciu tych nic nie wnoszacych do dyskusji tekstów oge spojrzeć na to co
                      napisałaś. A wątek pracowicie czytałam.
                      Nadal uważam że nie stosujesz równej miary dla tego faceta i dla jego żony.

                      Może ta żona była wygodna, może myślała o dzieciach. Ale skoro jej mąż NIE był
                      zadowolony (zakładam że ona była.. no niech..) - wychowanie dzieci nie jest
                      wystarczającym argumentem. Rozwód bierze sie z żona, nie z dziećmi. Sama tu
                      pocieszałś kiedys faceta którego żona znalazłą nowego partnera. Przekonywałaś,
                      że jego mały synek zyska nową osobe do kochania.. A on przeciez nadal
                      pozostanie jego ojcem.

                      Tak samo autor watku. Lata temu. Gdyby nie usprawiedliwiał swego
                      wygodnictwa "dobrem dzieci". Zwłaszcza że teraz sam ocenia że dzieci wyszły
                      okaleczone z tego domu, w którym pozostał "dla ich dobra".

                      BYły tu watki na których wypowiadąły się dorosłe dzieci rodziców, którzy
                      zosatli razem "z powodu dzicei". Piekło jakie mieli w rodzinnych domach
                      pozbawionych normalnej atmosfery kwitowali najcześciej - dlaczego rodzice się
                      nie rozeszli? dlaczego nie zrobili tego wcześniej?!

                      Tak więc twój argument - i autora - o "pozostaniu dla dobra dzieci" jest
                      wygodna przykrywką dla tego że temu panu TAK BYŁO WYGODNIE. Mógł grac - moze
                      przed samym soba, może przed kochanką? - biednego nieszczęśliwego, odsuniętego
                      przez zonę. Nie musiał podejmowac decyzji (pozostanie przy żonie to nie
                      decyzja, to trwanie w bezruchu), nie musiał załatwiać rozwodu, przechodzic
                      przez podział majątku, planować nwoego życia, przyzwyczjac sie do zycia z nowa
                      kobietą na codzień, płacić alimentów.

                      Mógł swoja nową miłośc stawiac na piedestale. Bo nie musieli razem zgrać sie w
                      domowych sytuacjach, zmierzyć ze swymi nawykami i przywarami. Potykać sie o
                      jego skarpetki rzucane na podłogę, oglądać jej maseczki. Znowisc swoje złe
                      humory i spory o wyjazd na urlop.

                      Nie musiał od nowa układac sobie stosunków z dziećmi i tym jak na nowa pania
                      tatusia zareaguja. W gruncie rzeczy miał wygodnie. Nawet to poczucie
                      zmarnowania życia było wygodne. No bo to nie oN sobei marnował życie .
                      To przez tę cholerna żonę!!

                      No i teraz sie jeszcze wzięła i rozchorowała! Szczyt wszystkiego. Jak smiała?

                      ROzwód, opiekunka dla zony? Coś ty. On dalej będzie tkwił w tej wygodnej
                      sytuacji. Tak, wygodnej. Zamiast walczyc znowu będzie mógł się usprawiedliwać.
                      Sąd w takiej sytuacji rozwodu raczej nie da z tego co wiem.

                      Ale gdyby był facetem z jajami - to rozwód mu nie jest potrzebny. Ani nie był.
                      Odważnie przyznac sie zonie do tego co nam tu opowiedział. Wyprowadzić sie do
                      ukochanej(?). Załatwic opiekę żonie. Szukac takiej pracy by zarobic na dwie
                      kobiety. Stawić czoła opinii otoczenia.

                      Czy wygląda na kogos kto jest w stanie tak zawalczyć o swoje szczęście?

                      Przeciez wygodniej powiedziec "ale ja jej teraz nie moge zosatwić więc nic nie
                      zrobię <choć dzieci odcho(do)wane>".
                      • Gość: Oleńka bla,bla,bla... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.06.04, 21:45
                        Dlaczego zawsze tak długo piszesz???


                        > Jeszcze raz cytacik:
                        >
                        > > > Gość portalu: Oleńka napisał(a):
                        > > > > Ja nie lubię przypisywać ludziom brzydkich motywów działania
                        >
                        > I nie oceniasz innych , tak?

                        Nie, oceniam innych.

                        > Hehe.
                        > Ani wycieczek osobistych nie stosujesz.. hehe..

                        Oczywiscie, ze stosuję. Skąd przyszło Ci do głowy, że nie i jaki to ma zwiazek
                        z nieprzypisywaniem ludziom podłych motywów działania???

                        Widzisz, znowu nie przemyslałas sprawy. Dlaczego?



                        > > Nudna jesteś.
                        > > leniu
                        > > jak cos do mnie piszesz, to pomysl wczesniej, bo na dobra wole nie licze o
                        > d
                        > > dawna.
                        > > Nie rozsmieszaj mnie :)
                        > > Uff, ciezki zawodnik jestes...
                        >
                        > Po wyjęciu tych nic nie wnoszacych do dyskusji tekstów

                        Owszem, gdybyś się im przyjrzała zauważyłabyś, ze wnoszą coś istotnego.
                        Mianowicie zwracają uwagę na Twoje braki - mianowicie na to, że piszesz nie
                        przemyslawszy sprawy i stawiasz mi zarzuty (no nie wierzę, ze to jest
                        celem... ;), ktore nie trzymaja sie kupy. Jest tez rzecza nieładną wyrywać
                        zdania z kontekstu, ale widac juz taka jesteś.




                        oge spojrzeć na to co
                        > napisałaś. A wątek pracowicie czytałam.
                        > Nadal uważam że nie stosujesz równej miary dla tego faceta i dla jego żony.
                        >
                        > Może ta żona była wygodna, może myślała o dzieciach. Ale skoro jej mąż NIE
                        był
                        > zadowolony (zakładam że ona była.. no niech..) - wychowanie dzieci nie jest
                        > wystarczającym argumentem. Rozwód bierze sie z żona, nie z dziećmi.

                        Truizm. Kazdy przypadek jest indywidualny i nieporownywalny z drugim - w
                        sytuacji, kiedy lubi się małżonka i da się żyć razem bez szkody dla dzieci oraz
                        kiedy ma sie wewnetrzną potrzebę wychowania dzieci w pelnej rodzinie i jest sie
                        w stanie czekać, nalezy tak zrobić. W pozostalych - mniejszym zlem jest rozwod.


                        Sama tu
                        > pocieszałś kiedys faceta którego żona znalazłą nowego partnera.
                        Przekonywałaś,
                        > że jego mały synek zyska nową osobe do kochania.. A on przeciez nadal
                        > pozostanie jego ojcem.


                        Nie wierzę, że mozna widziec analogię miedzy tymi przypadkami....
                        W tamtej sytuacji podjeto juz decyzje o odejsciu! Dziewczyna nie chciala być z
                        tamtym chlopakiem i jedyne, co mogl zrobic, to zaczac myslec o pozytywnych
                        stronach sytuacji. Jak Ty mozesz tego nie lapać? poza tym dzieciak był
                        dzidziusiem...



                        > Tak samo autor watku. Lata temu. Gdyby nie usprawiedliwiał swego
                        > wygodnictwa "dobrem dzieci".

                        Chrzanisz. Nic nie wiesz o jego motywach. Na jakiej podstawie zakladasz, że nie
                        kierowal sie tym dobrem? Bo znasz kogos takiego?

                        Wiesz, powiem szczerze - czuje się kims lepszym od Ciebie.



                        Zwłaszcza że teraz sam ocenia że dzieci wyszły
                        > okaleczone z tego domu, w którym pozostał "dla ich dobra".


                        Bez wzgledu na jego oceny nie istnieje bezposredni zwiazek pomiedzy jakoscia
                        malzenstwa rodzicow a zwiazkami dzieci. Nie mowiac juz o tym, że fajnie sie tak
                        papla z perspektywy czasu, kiedy to nie Ty lata temu bylas w sytuacji, kiedy
                        trzeba bylo podjac decyzje, nie procesor?


                        >
                        > BYły tu watki na których wypowiadąły się dorosłe dzieci rodziców, którzy
                        > zosatli razem "z powodu dzicei". Piekło jakie mieli w rodzinnych domach
                        > pozbawionych normalnej atmosfery kwitowali najcześciej - dlaczego rodzice się
                        > nie rozeszli? dlaczego nie zrobili tego wcześniej?!


                        Jedni mieli pieklo inni nie.

                        Nie masz żadnych ale to absolutnie zadnych podstaw by stawiac teze, ze dzieci
                        autora watku zyly w piekle. Szczerze mowiac, uwazam to, co piszesz, za
                        malostkowe i podle.


                        >
                        > Tak więc twój argument - i autora - o "pozostaniu dla dobra dzieci" jest
                        > wygodna przykrywką dla tego że temu panu TAK BYŁO WYGODNIE.


                        Jak wyzej - bzduta i Twoje wishful thinking.



                        Mógł grac - moze
                        > przed samym soba, może przed kochanką? - biednego nieszczęśliwego,
                        odsuniętego
                        > przez zonę.


                        O cholera! To i to nieprawda, ze zona go nie chciala?
                        Znasz ich, procesor, czy masz taka nieladna dusze?


                        Nie musiał podejmowac decyzji (pozostanie przy żonie to nie
                        > decyzja, to trwanie w bezruchu), nie musiał załatwiać rozwodu, przechodzic
                        > przez podział majątku, planować nwoego życia, przyzwyczjac sie do zycia z
                        nowa
                        > kobietą na codzień, płacić alimentów.


                        Absurd nad absurdy. Wylicz jeszce kilka plusow, a ja Ci zaraz wylicze, co
                        stracil. Co za bzdury.



                        >
                        > Mógł swoja nową miłośc stawiac na piedestale. Bo nie musieli razem zgrać sie
                        w
                        > domowych sytuacjach, zmierzyć ze swymi nawykami i przywarami. Potykać sie o
                        > jego skarpetki rzucane na podłogę, oglądać jej maseczki. Znowisc swoje złe
                        > humory i spory o wyjazd na urlop.


                        O, tak, tak, napewno. Napewno ich zwiazek by się rozlecial. Juz Ty to wiesz,
                        moja Tereniu :)))) co za wiara w ludzi :D



                        >
                        > Nie musiał od nowa układac sobie stosunków z dziećmi i tym jak na nowa pania
                        > tatusia zareaguja. W gruncie rzeczy miał wygodnie. Nawet to poczucie
                        > zmarnowania życia było wygodne. No bo to nie oN sobei marnował życie .
                        > To przez tę cholerna żonę!!


                        O! A gdzie to przeczytałaś?


                        > No i teraz sie jeszcze wzięła i rozchorowała! Szczyt wszystkiego. Jak smiała?
                        >
                        > ROzwód, opiekunka dla zony? Coś ty. On dalej będzie tkwił w tej wygodnej
                        > sytuacji. Tak, wygodnej. Zamiast walczyc znowu będzie mógł się
                        usprawiedliwać.
                        > Sąd w takiej sytuacji rozwodu raczej nie da z tego co wiem.


                        A z tego, co ja wiem da, jesli zona nie bedzie oponować.
                        Btw, po co komu rozwod? Decyzja dotyczy (ewentualnie) z kim być, a papierologia
                        jest wtorna.


                        >
                        > Ale gdyby był facetem z jajami - to rozwód mu nie jest potrzebny. Ani nie
                        był.
                        > Odważnie przyznac sie zonie do tego co nam tu opowiedział. Wyprowadzić sie do
                        > ukochanej(?). Załatwic opiekę żonie. Szukac takiej pracy by zarobic na dwie
                        > kobiety. Stawić czoła opinii otoczenia.


                        Zapomnialas o najwazniejszym: nauczyc sie od procesor permanentnej pewnosci, co
                        jest sluszne.



                        > Czy wygląda na kogos kto jest w stanie tak zawalczyć o swoje szczęście?
                        >
                        > Przeciez wygodniej powiedziec "ale ja jej teraz nie moge zosatwić więc nic
                        nie
                        > zrobię <choć dzieci odcho(do)wane>".


                        Bzdura. Autor watku nie jest mną. jesli rozumiesz, co mam na mysli.
                        • Gość: kinga Re: IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.06.04, 21:55
                          > Zwłaszcza że teraz sam ocenia że dzieci wyszły
                          > > okaleczone z tego domu, w którym pozostał "dla ich dobra".
                          > > > Bez wzgledu na jego oceny nie istnieje bezposredni zwiazek pomiedzy
                          jakoscia
                          > malzenstwa rodzicow a zwiazkami dzieci. >


                          nie mow o sprwach o ktorych nie masz bladego pojecia...........


                          • Gość: Oleńka Re: IP: 83.25.230.* 06.06.04, 22:41
                            Nie imputuj braku pojecia komuś, o kim nic nie wiesz.
                        • procesor Re: bla,bla,bla... 06.06.04, 22:47
                          Gość portalu: Oleńka napisał(a):
                          > Dlaczego zawsze tak długo piszesz???

                          Nie zawsze.

                          Pomijam twoje wycieczki w moja strone. Nie na ten temat watek. Twoja opinia na
                          mój temat jest mi obojetna. Daruj sobie.

                          > Truizm. Kazdy przypadek jest indywidualny i nieporownywalny z drugim - w
                          > sytuacji, kiedy lubi się małżonka i da się żyć razem bez szkody dla dzieci
                          > oraz kiedy ma sie wewnetrzną potrzebę wychowania dzieci w pelnej rodzinie i
                          > jest sie w stanie czekać, nalezy tak zrobić. W pozostalych - mniejszym zlem
                          > jest rozwod.

                          Truizm. Rzeczywiście.
                          Jakiej pełnej rodzinie?? Gdzie rodzice to dwoje obcych sobie ludzi?? A jedno ma
                          drugiego partnera "na przychodne"? Mówisz o stanie prawnym czy sytuacji
                          faktycznej?


                          > Nie wierzę, że mozna widziec analogię miedzy tymi przypadkami....
                          > W tamtej sytuacji podjeto juz decyzje o odejsciu! Dziewczyna nie chciala być
                          > z tamtym chlopakiem i jedyne, co mogl zrobic, to zaczac myslec o pozytywnych
                          > stronach sytuacji. Jak Ty mozesz tego nie lapać? poza tym dzieciak był
                          > dzidziusiem...

                          Przecveiz nasz autor tez już nie chciał byc z żoną. Nie zauwazyłaś? Tylko tamta
                          kobieta nie chciała żyć w zakłamaniu, podjęła decyzję. Nie jęczał ż edl adobra
                          dziecka będzie znim sie męczyć następne 20 lat.. (Dziecko to był 2,5-latek a
                          nie dzidziuś. To wiek gdy dziecko jest BARDZO związane z ojcem..)

                          > Chrzanisz. Nic nie wiesz o jego motywach. Na jakiej podstawie zakladasz, że
                          > nie kierowal sie tym dobrem? Bo znasz kogos takiego?

                          Dla dobra dzieci nie ma nic lepszego niż spełniony szczęliwy rodzic. DLATEGO.
                          A na szczęście nie znam takiego faceta. Przynajmniej osobiście.

                          > Wiesz, powiem szczerze - czuje się kims lepszym od Ciebie.

                          Prosze bardzo. Czuj sie. :D (Nie uważasz że to naiwny tekst?)

                          > Bez wzgledu na jego oceny nie istnieje bezposredni zwiazek pomiedzy jakoscia
                          > malzenstwa rodzicow a zwiazkami dzieci. Nie mowiac juz o tym, że fajnie sie
                          > tak papla z perspektywy czasu, kiedy to nie Ty lata temu bylas w sytuacji,
                          > kiedy trzeba bylo podjac decyzje, nie procesor?

                          Czy jestes doświadczona psychoterapeutka, która po zakrojonych na szeroka skalę
                          badaniach, wygłasza swoją opinię w oparciu o ich wyniki??
                          Moge sie tylko uśmiechnąć, czytając wypowiedź.

                          > Jedni mieli pieklo inni nie.
                          > Nie masz żadnych ale to absolutnie zadnych podstaw by stawiac teze, ze dzieci
                          > autora watku zyly w piekle. Szczerze mowiac, uwazam to, co piszesz, za
                          > malostkowe i podle.

                          Piekło to nie tylko awantury. Nie tylk ciche dni. To brak miłości między
                          rodzicami.
                          Ja uważam zaś że to co piszesz jest przykłądem relatywizmu moralnego.

                          > Jak wyzej - bzduta i Twoje wishful thinking.
                          > O cholera! To i to nieprawda, ze zona go nie chciala?

                          Tak sie dziwnie składa, że kobiety które "nie chcą" swoich mężów mają swoje
                          powody? Czy on starał sie zawalczyć o swój związek? Wycofanie fizyczne jest
                          zwykle związne z wycofaniem psychicznym.

                          > Znasz ich, procesor, czy masz taka nieladna dusze?

                          Znasz ich? Wiesz jaka mogłaby (zanaczam- MOGŁABY!) być opowieśc jego żony?
                          Biore pod uwage że znamy relacje tylko jednje strony. Może ta zona to jędza. A
                          może kobieta której mąż wycofał sie emocjonalnie z ich zwiazku w momencie gdy
                          ona przezywała kryzys.

                          Jaka jest moja dusza? Nie martw sie o nia, wszak nei wierzysz w istnienie
                          czegos poza tym swiatem, dobrze pamiętam?

                          > Absurd nad absurdy. Wylicz jeszce kilka plusow, a ja Ci zaraz wylicze, co
                          > stracil. Co za bzdury.
                          > O, tak, tak, napewno. Napewno ich zwiazek by się rozlecial. Juz Ty to wiesz,
                          > moja Tereniu :)))) co za wiara w ludzi :D

                          Nadinterpretacja. Uważam że powinien przed laty rozwieść sie. I niechby był po
                          dzis dzień szczęśliwy. Może i zona znalazłaby wspaniałego faceta?

                          > O! A gdzie to przeczytałaś?

                          Poszukaj. Jak narzeka na los nieprzychylny.


                          > A z tego, co ja wiem da, jesli zona nie bedzie oponować.

                          Być może.

                          > Btw, po co komu rozwod? Decyzja dotyczy (ewentualnie) z kim być, a
                          papierologia jest wtorna.

                          Dokładnie to napisałam. Znowu nie czytałaś uwaznie?

                          > Zapomnialas o najwazniejszym: nauczyc sie od procesor permanentnej pewnosci,
                          > co jest sluszne.

                          Gdbys kiedykolwiek czytała mnei nietendencyjnie to wiedziałabyś że daleko mi na
                          ogół do pewności. Właśnie dlatego że nie wiem jak wyglądałby relacja żony o tym
                          związku nie mogę byc pewna jak przyjąć żale autora.
                          Swoja droga - współczuje mu. Tyle zmarnowanych lat. I nadal nieumiejetność
                          podjęcia decyzji w którą strone iść.

                          > Bzdura. Autor watku nie jest mną. jesli rozumiesz, co mam na mysli.

                          Ma facet farta. Nie da sie ukryć.
                          • Gość: Oleńka Re: bla,bla,bla... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.06.04, 23:38

                            procesor napisała:

                            ) Gość portalu: Oleńka napisał(a):
                            ) ) Dlaczego zawsze tak długo piszesz???
                            )
                            ) Nie zawsze.

                            Owszem, do mnie zawsze, ale zostawmy już to, bo to bez sensu.
                            Po prostu wolałabym krocej i tresciwiej, ale to nie ode mnie zależy.


                            )
                            ) Pomijam twoje wycieczki w moja strone. Nie na ten temat watek. Twoja opinia
                            na
                            ) mój temat jest mi obojetna. Daruj sobie.


                            Nie, nie daruję sobie. Uwazam za niegrzeczne nie przeczytać wszystkich opinii
                            delikwenta w danym watku i stawiac mu absurdalne zarzuty. To ma znaczenie dla
                            jakości dyskusji, wiec powinnas sie nad tym zastanowić.



                            )
                            ) ) Truizm. Kazdy przypadek jest indywidualny i nieporownywalny z drugim - w
                            ) ) sytuacji, kiedy lubi się małżonka i da się żyć razem bez szkody dla dzieci
                            )
                            ) ) oraz kiedy ma sie wewnetrzną potrzebę wychowania dzieci w pelnej rodzinie
                            ) i
                            ) ) jest sie w stanie czekać, nalezy tak zrobić. W pozostalych - mniejszym zle
                            ) m
                            ) ) jest rozwod.
                            )
                            ) Truizm. Rzeczywiście.
                            ) Jakiej pełnej rodzinie?? Gdzie rodzice to dwoje obcych sobie ludzi?? A jedno
                            ma
                            )
                            ) drugiego partnera "na przychodne"? Mówisz o stanie prawnym czy sytuacji
                            ) faktycznej?

                            Sorry, ale tata na miejscu to niezupelnie to samo, co tata kilka razy w
                            miesiącu. Dla dziecka lepsze jest to pierwsze. Rzadko tez kto potrafi tak
                            przejśc przez rozwód, zeby nie odgrywac się nieswiadomie na dzieciach i nie
                            walczyć przy ich pomocy. Dwoje niekochajacych się ludzi, którzy jednak lubia
                            się i szanują nawzajem to nie "piekło", kjak wyzej napisałaś.


                            )
                            )
                            ) ) Nie wierzę, że mozna widziec analogię miedzy tymi przypadkami....
                            ) ) W tamtej sytuacji podjeto juz decyzje o odejsciu! Dziewczyna nie chciala b
                            ) yć
                            ) ) z tamtym chlopakiem i jedyne, co mogl zrobic, to zaczac myslec o pozytywny
                            ) ch
                            ) ) stronach sytuacji. Jak Ty mozesz tego nie lapać? poza tym dzieciak był
                            ) ) dzidziusiem...
                            )
                            ) Przecveiz nasz autor tez już nie chciał byc z żoną. Nie zauwazyłaś? Tylko
                            tamta
                            )
                            ) kobieta nie chciała żyć w zakłamaniu, podjęła decyzję. Nie jęczał ż edl
                            adobra
                            ) dziecka będzie znim sie męczyć następne 20 lat..


                            sorry, ale chyba nie przeczytałas jego posta - dalsza dyskusja nie ma sensu, bo
                            widzę, ze masz ochotę na spór i szukasz pretekstu, a to, co zostało napisane
                            jest dla Ciebie drugorzedne.


                            (Dziecko to był 2,5-latek a
                            ) nie dzidziuś. To wiek gdy dziecko jest BARDZO związane z ojcem..)


                            i co z tego? szesciolatek mnie? szesciolatek latwiej przezyje rozwod?

                            tamten facet juz BYŁ osobno...



                            )
                            ) ) Chrzanisz. Nic nie wiesz o jego motywach. Na jakiej podstawie zakladasz, ż
                            ) e
                            ) ) nie kierowal sie tym dobrem? Bo znasz kogos takiego?
                            )
                            ) Dla dobra dzieci nie ma nic lepszego niż spełniony szczęliwy rodzic. DLATEGO.
                            ) A na szczęście nie znam takiego faceta. Przynajmniej osobiście.

                            Tak, owszem. Tylko ze odejscie tego nie gwarantuje. Odejscie czasem gwarantuje
                            za to poczatek piekla.

                            Nie znasz? Tym dziwniejsze, ze przypisujesz obcemu facetowi takie niskie motywy
                            dialania...





                            )
                            ) ) Wiesz, powiem szczerze - czuje się kims lepszym od Ciebie.
                            )
                            ) Prosze bardzo. Czuj sie. :D (Nie uważasz że to naiwny tekst?)

                            Twój? Uwazam.


                            )
                            ) ) Bez wzgledu na jego oceny nie istnieje bezposredni zwiazek pomiedzy jakosc
                            ) ia
                            ) ) malzenstwa rodzicow a zwiazkami dzieci. Nie mowiac juz o tym, że fajnie si
                            ) e
                            ) ) tak papla z perspektywy czasu, kiedy to nie Ty lata temu bylas w sytuacji,
                            )
                            ) ) kiedy trzeba bylo podjac decyzje, nie procesor?
                            )
                            ) Czy jestes doświadczona psychoterapeutka, która po zakrojonych na szeroka
                            skalę
                            )
                            ) badaniach, wygłasza swoją opinię w oparciu o ich wyniki??
                            ) Moge sie tylko uśmiechnąć, czytając wypowiedź.

                            Wystaczy ze znam kilka takich osob jak autor tego watku. Niektorych blisko. To
                            pozwala mi byc swiadoma tego, co tacy ludzie przezywaja. I dlatego w
                            przeciwienstwie do Ciebie - teoretyka lub przyjaciela ludzi podlych - moge
                            mysleć a autorze wątku, jak o czlowieku, ktory jest fair.



                            )
                            ) ) Jedni mieli pieklo inni nie.
                            ) ) Nie masz żadnych ale to absolutnie zadnych podstaw by stawiac teze, ze dzi
                            ) eci
                            ) ) autora watku zyly w piekle. Szczerze mowiac, uwazam to, co piszesz, za
                            ) ) malostkowe i podle.
                            )
                            ) Piekło to nie tylko awantury. Nie tylk ciche dni. To brak miłości między
                            ) rodzicami.
                            ) Ja uważam zaś że to co piszesz jest przykłądem relatywizmu moralnego.

                            Absurd. Jesli pieklem jest brak milosci to jak nazwiesz wyrywanie sobie dzieci,
                            nastawianie ich żle przeciw drugiemu z rodziców czy zabranianie kontaktow z
                            rodzicem? Naprawde nie zawsze rozwod jest mniejszym zlem dla dziecka. trzeba
                            nie miec wyobrazni, zeby tak uwazać.




                            ) ) Jak wyzej - bzduta i Twoje wishful thinking.
                            ) ) O cholera! To i to nieprawda, ze zona go nie chciala?
                            )
                            ) Tak sie dziwnie składa, że kobiety które "nie chcą" swoich mężów mają swoje
                            ) powody? Czy on starał sie zawalczyć o swój związek? Wycofanie fizyczne jest
                            ) zwykle związne z wycofaniem psychicznym.

                            Oczywiscie, ze miala. Moze go nigdy nie kochala. Moze sie odkochala. Moze
                            kochala innego. Moze mial w tym swojm udzial, moze nie mial. Nie wiemy i nie
                            dowiemy sie.

                            Nie wiem, czy staral sie zawalczyc, dlatego nie zakladam z gory, ze sie nie
                            staral.




                            ) ) Znasz ich, procesor, czy masz taka nieladna dusze?
                            )
                            ) Znasz ich? Wiesz jaka mogłaby (zanaczam- MOGŁABY!) być opowieśc jego żony?


                            Oczywiscie, ze wiem. Inna.


                            ) Biore pod uwage że znamy relacje tylko jednje strony. Może ta zona to jędza.
                            A
                            ) może kobieta której mąż wycofał sie emocjonalnie z ich zwiazku w momencie gdy
                            ) ona przezywała kryzys.

                            O nie, tak to nie ma, ze się kogoś kocha i wycofuje pod wplywem kryzysu :)
                            Jak sie wycofujesz na pierwszym zakrecie, to znaczy, ze nie kochalas naprawde.

                            Byc moze on jej nie kochal. Niemniej jednak wiadomo o nim przynajmniej, ze
                            potrafi kochać.




                            )
                            ) Jaka jest moja dusza? Nie martw sie o nia, wszak nei wierzysz w istnienie
                            ) czegos poza tym swiatem, dobrze pamiętam?

                            Stan Twojej duszy, ktory się manifestuje w przypisywaniu ludziom mijania sie z
                            prawda lub niecnych działań ma wplyw na jakość tego swiata w ulamku ulamka
                            promila. I o tyle mnie to interesuje.

                            A ze pojdziesz do piekla, to nawet dobrze ;)



                            )
                            ) ) Absurd nad absurdy. Wylicz jeszce kilka plusow, a ja Ci zaraz wylicze, co
                            ) ) stracil. Co za bzdury.
                            ) ) O, tak, tak, napewno. Napewno ich zwiazek by się rozlecial. Juz Ty to wies
                            ) z,
                            ) ) moja Tereniu :)))) co za wiara w ludzi :D
                            )
                            ) Nadinterpretacja. Uważam że powinien przed laty rozwieść sie. I niechby był
                            po
                            ) dzis dzień szczęśliwy. Może i zona znalazłaby wspaniałego faceta?

                            On jej napewno nie bronił szukać.

                            Nie mam takiej jak Ty pewnosci co do słuszności rozwodu przed laty, bo ich nie
                            znam. Znam za to takich, co sie rozwiedli właśnie po latach i na dobre to
                            wszystkim wyszło, więc nie generaliujmy - nie ma 1 recepty dobrej dla
                            wszystkich. Skoro tak postanowił, to znaczy, ze miał powod. Nie bedę z góry
                            zakładać, nieznając człowieka, że kłamliwy i egoistyczny.




                            )
                            ) ) O! A gdzie to przeczytałaś?
                            )
                            ) Poszukaj. Jak narzeka na los nieprzychylny.


                            O! to już na los a nie na żonę?


                            )
                            )
                            ) ) A z tego, co ja wiem da, jesli zona nie bedzie oponować.
                            )
                            ) Być może.
                            )
                            ) ) Btw, po co komu rozwod? Decyzja dotyczy (ewentualnie) z kim być, a
                            ) papierologia jest wtorna.
                            )
                            ) Dokładnie to napisałam. Znowu nie czytałaś uwaznie?

                            po co wiec zaczelaś od niemozliwosci rozwodu, hehe?
                            oj, procesor, co z Ciebie wyrośnie...


                            )
                            ) ) Zapomnialas o najwazniejszym: nauczyc sie od procesor permanentnej pewnosc
                            ) i,
                            ) ) co jest sluszne.
                            )
                            ) Gdbys kiedykolwiek czytała mnei nietendencyjnie to wiedziałabyś że daleko mi
                            na
                            )
                            ) ogół do pewności.


                            Hehe. W tym wątku jestes pewna.



                            Właśnie dlatego że nie wiem jak wyglądałby relacja żony o tym
                            )
                            ) związku nie mogę byc pewna jak
                            • procesor dla gf wersja skrócona 07.06.04, 10:47
                              Na takim poziomie rozmowy z toba prowadzić nie będe. Kręgosłup mnie rozboli od
                              schylania sie.

                              Twoje listy byłyby krótsze po odcięciu kłamliwych insynuacji. Lubis zpisac
                              krótko - to sama siebie skracaj.
        • Gość: ewa Re: przegralem życie IP: *.delfnet.pl / 213.17.198.* 05.06.04, 22:27
          nie tylko Ty przegrałeś życie... ale nie ma gotowych recept na życie
    • Gość: eva Re: przegralem życie IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 06.06.04, 14:01
      Nikt nam nie obiecywał, że będzie łatwo. Każda dezyzja może mieć i złe skutki.
      Masz bliską sobie osobę, masz czyste sumienie. Koleżanka z dawnych lat słysząc
      o moim życiu. powiedziała: Współczuję , tak Ci się życie nie udało! Okropność!
      Być może to i prawda, ale ja jej nie dostrzegam i tak łatwiej.
    • moc_ca Re: przegralem życie 06.06.04, 14:37
      Gość portalu: przegrany napisał(a):

      > Przegrałem swe życie .......

      Nie czytam wszystkich wpisow bo nie mam teraz czasu ale .. Twój post wbił mnie
      w fotel! To klasyka w nieudanych związkach.
      Należy oprawic Twoje słowa w ramki i czytać wszystkim którzy w imię obowiązku
      rodzicielskiego tkwią w chorym układzie .. mało tego, oczekują pochwał i uznania
      ich poświęcenia. Totalne nieporozumienie! Skrzywdziłeś wszystkich: czworo
      dzieci, żonę, kochankę i siebie. Opowiadaj o sobie wszem i wokół - to jedyne
      pozytywne działanie które w Twojej sytuacji może uczynić coś dobrego.

      ps.
      uf.., uszło ze mnie powietrze .. :-).
      Nie przegrałeś!
      Nie poddawaj się do końca, walcz o Twoją miłość do drugiej kobiety, nie pozwól
      jej odejść - skoro mogła tkwić w kłamstwie
      przez wiele lat niech i teraz pozostanie przy Tobie.
      pozdrawiam
    • witch-witch Re: przegralem życie 06.06.04, 18:39
      Ale masz do czytania:)))
      kazdy z inna uwaga, ja tam jakos nie wierze w te twoje opowiadanie o
      poswieceniu dla dzieci i zony. Zostales bo bales sie samodzielnosci,
      wygodnictwo, ot co toba rzadzi. Jestes wygodny wiesz ze zone to tylko ty mozesz
      zostawic ona od ciebie nie odejdzie. A ta druga, niby taka sexowna i
      ciepla....ale moze smialo decydowac o sobie tak jak w tym wypadku powiedziala
      ze nie bedzie sie z toba na serio wiazac, wiec sam nie wiesz ktora masz wybrac.
      Zona poznala cie od strony tzw."kuchni";))))) a co bedzie jak ta pani pozna
      twoje drugie oblicze. Moze lepiej zostan przy zonie ona na wozku inwaludzkim
      daleko nie ucieknie....a moze niedlugo wikituje? To pewnie ci pasuje a
      ubezpieczyles ja wysoko na wypadek smierci? Bo to jest teraz wazne....forsa a
      nie baby.
    • j_ar Re: przegralem życie 07.06.04, 08:08
      wiesz co przegrany, tak przeczytalem sobie odpowiedzi do ciebie, i tknelo mnie
      tylko jedno, jakos nikt nie zauwazyl (ale moze to ja nie zauwazylem wsrod tylu
      wpisow), ze egoizmem bylo zachowanie twojej zony przez te wszystkie lata. byles
      jedynie dodatkiwm do zycia, a raczej kims kto zalatwia jedzenie i nie moze
      nawet poprzytulac sie do kobiety, ktora zapewne kochal wczesniej.... i niby
      dlaczego teraz, (pomimo nieszczescia, ktore ja spotkalo), ty mialbys nadal
      tkwic w chorym ukladzie, kiedy juz czas, bo dzieci podrosly (i dzieki bogu, ze
      mialy ojca, a szkoda, ze tak nieszczesliwie sie ulozylo)na zmiane.

      ktos tu napiasal, a moze zona nadal cie kocha.... naprawde ktos tak mogl
      pomyslec?

      chyba olenka jasno wylozyla sprawe: zapewnic opieke zonie i zmienic swoje zycie
      • paspartu1 Re: przegralem życie 07.06.04, 08:54
        j_ar napisał:

        > wiesz co przegrany, tak przeczytalem sobie odpowiedzi do ciebie, i tknelo
        mnie
        > tylko jedno, jakos nikt nie zauwazyl (ale moze to ja nie zauwazylem wsrod
        tylu
        > wpisow), ze egoizmem bylo zachowanie twojej zony przez te wszystkie lata.

        o zonie wiemy tylko tyle ze nie chciala po czwartym dziecku sypiac z
        autorem:))) czy to jej egoizm? a moze byl beznadziejny w lozku i nie mogla sie
        przemoc?? a moze miala kryzys a autor nie mial zupelnie podejscia do niej i
        jeszcze poglebial jej stan odsuwajac sie i przenoszac zycie do pracy a ja
        zostawil z czworka dzieci bez wsparcia psychicznego?
        oboje stworzyli ten uklad i zgodzili sie/zaakceptowali takie zycie i trwanie w
        nim. ale to On -nie zrywajac starego ukladu -umowil sie z kochanka na nowy
        uklad. czy jego egoizm tez zauwazylas ?

        byles
        >
        > jedynie dodatkiwm do zycia, a raczej kims kto zalatwia jedzenie i nie moze
        > nawet poprzytulac sie do kobiety, ktora zapewne kochal wczesniej....

        bo sie wzrusze, wiec gdzie on byl gdy zdychala ta jego milosc? czemu wtedy nie
        zawalczyl o nia? oboje stworzyli ten chory uklad- oboje sa winni.

        i niby
        > dlaczego teraz, (pomimo nieszczescia, ktore ja spotkalo), ty mialbys nadal
        > tkwic w chorym ukladzie, kiedy juz czas, bo dzieci podrosly (i dzieki bogu,
        ze > mialy ojca, a szkoda, ze tak nieszczesliwie sie ulozylo)na zmiane.

        ja jestem ciekawa kiedy to dokladnie jest moment ze "dzieci podrastaja"?
        szczegolnie gdy jest ich 4. , i czemu ten moment decyzji(przyznania sie ze
        odchodzi) nie utrafil jednak 2 tygodnie wczesniej od inwalidztwa zony?
        wyglada na to , ze zona nie dosc ze egoistka -to jeszcze wyjatkowo zlosliwa
        baba -na pewno sie domyslala co sie swieci i zrobila to specjalnie....

        >
        > ktos tu napiasal, a moze zona nadal cie kocha.... naprawde ktos tak mogl
        > pomyslec?
        > chyba olenka jasno wylozyla sprawe: zapewnic opieke zonie i zmienic swoje
        zycie

        ja sie zgadzam z procesor, i mowie Sproboj facet w koncu uczciwie zyc jesli cie
        na to stac.
        • j_ar Re: przegralem życie 07.06.04, 09:10
          > o zonie wiemy tylko tyle ze nie chciala po czwartym dziecku sypiac z
          > autorem:))) czy to jej egoizm? a moze byl beznadziejny w lozku i nie mogla
          sie przemoc?? a moze miala kryzys a autor nie mial zupelnie podejscia do niej
          i > jeszcze poglebial jej stan odsuwajac sie i przenoszac zycie do pracy a ja
          > zostawil z czworka dzieci bez wsparcia psychicznego?

          moze i tak bylo, jedynie staram sie zobaczyc to i z innej strony, ale jakby nie
          bylo to wg slow przegranego, to zona odsunela sie od seksu, bo nie wierzyla w
          srodki koncepcyjne, czy to nie jest egozim? a moze jest to wyrachowanie, masz
          czwopre dzieci (podwojne blizniaki czy jak? tak to jakos wywnioskowalem, ale
          moge sie mylic) to teraz co by nie bylo, a znam cie, bedziesz przy nie, a ze
          seksu nie lubie to go nie bedzie, a ty badz mi mezem i przy ludziach sie
          pokazuj, zes zaradny..

          > oboje stworzyli ten uklad i zgodzili sie/zaakceptowali takie zycie i trwanie
          w
          > nim. ale to On -nie zrywajac starego ukladu -umowil sie z kochanka na nowy
          > uklad. czy jego egoizm tez zauwazylas ?

          po 20 latach bez seksu z zona umowil sie z kochanka...no naprawde straszny
          dran, jak on mogl, swinstwa mu w glowie...masz racje

          > oboje stworzyli ten chory uklad- oboje sa winni.

          no wlasnie... to dlaczego do konca zycia maja w tym tkwic? kiedy nie widac
          szansy na to, ze miedzy nimi sie zmieni? dalaczego chcesz przykuc faceta do
          konca zycia do nieszczescia, kiedy to nie tylko on jest winny, ale on ma szanse
          na szczescie (albo i nie ma), czy jako forma zdosciuczynienia chorobie zony?

          > ja jestem ciekawa kiedy to dokladnie jest moment ze "dzieci podrastaja"?

          moze przegrany sie wypowie jak to widzi

          > szczegolnie gdy jest ich 4. , i czemu ten moment decyzji(przyznania sie ze
          > odchodzi) nie utrafil jednak 2 tygodnie wczesniej od inwalidztwa zony?

          a moze jakby zona nie zostala sparalizowana to by za miesiac dopiero od niej
          odszedl? no tak sie stalo i plany sie skomplikowaly, stad te rozterki

          > wyglada na to , ze zona nie dosc ze egoistka -to jeszcze wyjatkowo zlosliwa
          > baba -na pewno sie domyslala co sie swieci i zrobila to specjalnie....

          to taki cynizm?


          > ja sie zgadzam z procesor, i mowie Sproboj facet w koncu uczciwie zyc jesli
          cie na to stac.

          czy on byl nieuczciwy przez cale zycie? czy nie byl z zona jako facet od
          pieniedzy? tak to nieuczciwe, ale dla takiej uczciwej zony to chyba i tak
          dyuzo, czy nie?.. czy nie byl przy dzieciach przez te lata? (byle jak pewnie
          ale jednak nie uciekl)
          • paspartu1 Re: przegralem życie 07.06.04, 09:36
            j_ar napisał:

            > bylo to wg slow przegranego,

            to zdanie jest b.wazne :) ,co do reszty (zony) mozemy stworzyc milion historii

            > to zona odsunela sie od seksu, bo nie wierzyla w
            > srodki koncepcyjne,

            -chyba anty-...??
            moze to byla poczworna wpADKA ?:) kazdy by zwatpil ... ale antykoncepcja to nie
            tylko zony sprawa...
            znam malzenstwo w ktorym to maz pilnuje zonie kalendarzyka i antykoncepcji i
            potrafi sie wstrzymac z seksem w dni plodne...tylko do tego trzeba baaardzo
            duzej checi i odpowiedzialnosci za rodzine.

            >czy to nie jest egozim? a moze jest to wyrachowanie, masz
            > czwopre dzieci (podwojne blizniaki czy jak? tak to jakos wywnioskowalem, ale
            > moge sie mylic) to teraz co by nie bylo, a znam cie, bedziesz przy nie, a ze
            > seksu nie lubie to go nie bedzie, a ty badz mi mezem i przy ludziach sie
            > pokazuj, zes zaradny..

            -przeciez w druga strone to tak samo dzialalo... zgodzil sie na to, on tez mial
            zone, odchowane dzieci, standarcik pelnej rodziny, i jeszce kochanke na boku...

            > po 20 latach bez seksu z zona umowil sie z kochanka...no naprawde straszny
            > dran, jak on mogl, swinstwa mu w glowie...masz racje

            -co innego sex na boku jako odskocznie od malzenskiej nudy,a co innego
            zaplanowanie zycia z ta druga za plecami tej pierwszej.

            > > oboje stworzyli ten chory uklad- oboje sa winni.
            > no wlasnie... to dlaczego do konca zycia maja w tym tkwic? kiedy nie widac
            > szansy na to, ze miedzy nimi sie zmieni? dalaczego chcesz przykuc faceta do
            > konca zycia do nieszczescia, kiedy to nie tylko on jest winny, ale on ma
            szanse> na szczescie (albo i nie ma), czy jako forma zdosciuczynienia chorobie
            zony?


            -przeciez ja mu nie kaze dalej ciagnac tej farsy!!


            > > ja jestem ciekawa kiedy to dokladnie jest moment ze "dzieci podrastaja"?
            > moze przegrany sie wypowie jak to widzi
            > > szczegolnie gdy jest ich 4. , i czemu ten moment decyzji(przyznania sie ze
            > > odchodzi) nie utrafil jednak 2 tygodnie wczesniej od inwalidztwa zony?
            > a moze jakby zona nie zostala sparalizowana to by za miesiac dopiero od niej
            > odszedl? no tak sie stalo i plany sie skomplikowaly, stad te rozterki

            -moze, a moze to kolejne usprawiedliwienie by nadal nic nie musiec robic...

            > > wyglada na to , ze zona nie dosc ze egoistka -to jeszcze wyjatkowo zlosliw
            > a > > baba -na pewno sie domyslala co sie swieci i zrobila to specjalnie....

            > > to taki cynizm?

            -ironia


            >
            > czy on byl nieuczciwy przez cale zycie? czy nie byl z zona jako facet od
            > pieniedzy? tak to nieuczciwe, ale dla takiej uczciwej zony to chyba i tak
            > dyuzo, czy nie?..

            -soooooryy? to wg ciebie Bardzo duzo? pieniadze to B.Duzo?
            przeciez mogl placic alimenty na czworke dzieci + zone, oplacic dzieciom
            szkole, wakacje, lekarzy, opiekunke, (to czysta kasa) , i tak spali oddzielnie
            z zona -to na noc wracalby do kochanki :) ...

            >czy nie byl przy dzieciach przez te lata? (byle jak pewnie
            > ale jednak nie uciekl)

            -wlasnie, mysle ze jednak uciekal z tego domu(chocby w prace) i byl z dziecmi
            niewiele i "byle jak"...niby dobrze ze oficjalnie"byl"..ale czy na pewno
            najlepiej?
            • procesor J_arze 07.06.04, 10:44
              Nie wytrzymałąm i zajrzałam tu rano. :)

              Sęk w tym że nie po dwudziestu latach on znalazł sobie kochanke. Znalazł sobie
              po paru latach. I zamiast uczciwie zakończyć jeden zwiazek a zacząć drugi - żył
              z żona z myślą że kiedyś ją zostawi, niech no dzieci podrosną.

              Ja mu nie zycze źle, jak to mi wmawia tu pewna pani, nie zazroszczę sytuacji.
              Al ejeśli chce jeszcze normalnie zyć musi być uczciwy. Wobec żony, wobec
              kochanki, wobec dzieci i siebie.

              Jak sie tak żona bałą kolejnej ciązy - może miała powód? Bo może on seks z
              radościa uprawiał. Ale zatroszczyć się o to by nie począc to juz niech żona się
              martwi.. Sądząc z tego jak wiele nadal jest ślubów z wpadek - i "tatusiowie"
              zdziwieni skąd ta kobieta w ciązy?? - to panowie nadal nie raczą myślec o
              antykoncepcji.

              Do tego ta kochanka tez ma rodzinę, dzieci, jak można wyczytac.

              Mozna zostac dla dobra dzieci. Ale skoro nie było go stać - sam to napisał w
              pierwszym poscie! - nawet na przyjaźń z zoną.. To ja dziękuję za takie "dobro".
              • j_ar Re: J_arze 08.06.04, 08:06
                > Sęk w tym że nie po dwudziestu latach on znalazł sobie kochanke. Znalazł
                sobie po paru latach.

                fakt, od wielu lat byli z kochanka razem, co nie zmienia faktu drugiego, ze od
                dwudziestu lat nie sypial z zona

                > I zamiast uczciwie zakończyć jeden zwiazek a zacząć drugi - żył
                > z żona z myślą że kiedyś ją zostawi, niech no dzieci podrosną.

                oczywiscie, ze tak, dal ciala

                > Ja mu nie zycze źle, jak to mi wmawia tu pewna pani, nie zazroszczę sytuacji.
                > Al ejeśli chce jeszcze normalnie zyć musi być uczciwy. Wobec żony, wobec
                > kochanki, wobec dzieci i siebie.

                a co to znaczy uczciwie teraz dla niego? musi zmienic swoje zycie, a zmiana
                jest odejscie od zony


                > Jak sie tak żona bałą kolejnej ciązy - może miała powód? Bo może on seks z
                > radościa uprawiał. Ale zatroszczyć się o to by nie począc to juz niech żona
                się martwi.. Sądząc z tego jak wiele nadal jest ślubów z wpadek -
                i "tatusiowie" zdziwieni skąd ta kobieta w ciązy?? - to panowie nadal nie
                raczą myślec o antykoncepcji.

                - bez przesady, demonizowanie

                > Do tego ta kochanka tez ma rodzinę, dzieci, jak można wyczytac.

                ma

                > Mozna zostac dla dobra dzieci. Ale skoro nie było go stać - sam to napisał w
                > pierwszym poscie! - nawet na przyjaźń z zoną.. To ja dziękuję za
                takie "dobro".

                a zona to co? bezmyslne stworzenie, co to czekalo az maz sam odejdzie? nie
                mogla podjac dzialan skoro tak jej zle bylo? bo chyba nie bylo najlepiej skoro
                tyle zimna miedzy nimi powstalo... a moze ona nic nie widziala?
            • j_ar Re: przegralem życie 08.06.04, 07:58
              > -chyba anty-...??

              hihihi... nooo ;)


              > moze to byla poczworna wpADKA ?:) kazdy by zwatpil ... ale antykoncepcja to
              nie tylko zony sprawa...

              -nie tylko sprawa zony, ale to ona (zgodnie z wersja) odsunela sie od seksu nie
              wierzac w zadne zabezpieczenia, jak w takim wypadku facet moze uwazac? a w
              zasadzie to nie ma na co uwazac

              > znam malzenstwo w ktorym to maz pilnuje zonie kalendarzyka i antykoncepcji i
              > potrafi sie wstrzymac z seksem w dni plodne...tylko do tego trzeba baaardzo
              > duzej checi i odpowiedzialnosci za rodzine.

              bez przesady, tyle tych zabaw, ze mozna sie nie martwic

              > -przeciez w druga strone to tak samo dzialalo...

              a jak mialo dzialac? facet zostal poinformowany, ze nie ma seksu, to co niby
              mial zrobic? na sile?.. zostal postawony przed faktrem dokonanym, ie ma seksu
              bo nie, ja nie wierze lekarzom i wrozkom, ze nie zajde w ciaze, koniec, dosyc...

              > i jeszce kochanke na boku...

              zona to nie tylko osoba odbierajaca pieniadze od nas, ma problem to trzeba go
              rozwiacac a nie uciekac w sprawie waznej od problemu, jak to zrobila

              > -co innego sex na boku jako odskocznie od malzenskiej nudy,a co innego
              > zaplanowanie zycia z ta druga za plecami tej pierwszej.

              on nie chcial na boku miec kochanki, ale chcial miec normalna kobiete w domu,
              mial zaczac poznawc dopiero po rozwodzie? po kilkunastu latach bez seksu?..i
              tak cud, ze mu sie tyle udalo

              > -przeciez ja mu nie kaze dalej ciagnac tej farsy!!

              czyli rozumiem, ze wg ciebie ma odejsc od zony?

              > -soooooryy? to wg ciebie Bardzo duzo? pieniadze to B.Duzo?
              > przeciez mogl placic alimenty na czworke dzieci + zone, oplacic dzieciom
              > szkole, wakacje, lekarzy, opiekunke, (to czysta kasa) , i tak spali
              oddzielnie

              mogl, mogl, ale nie zrobil, i wlasnie dlatego jest ten problem i dlatego to
              stara sie go rozwiazac, teraz

              > -wlasnie, mysle ze jednak uciekal z tego domu(chocby w prace) i byl z dziecmi
              > niewiele i "byle jak"...niby dobrze ze oficjalnie"byl"..ale czy na pewno
              > najlepiej?

              a kto by nie uciekal, kiedy w domu, z osoba ktora powinna byc najblizsza, nie
              ma porozumienia? po co mial wracac? facet zdjae sobie sprawe, jak mu sie zle
              ulozylo w zyciu i nie ukrywa tego, ale chce cos zmienic, a zmiana bedzie
              jedynie odejscie od zony
              • paspartu1 Re: przegralem życie 08.06.04, 09:05
                j_ar napisał:

                > -nie tylko sprawa zony, ale to ona (zgodnie z wersja) odsunela sie od seksu
                nie

                wiesz, jakos nie wierze ze to sie stalo ot-tak bez wspoldzialania autora i jego
                udzialu w preferencjach zony... jest Seks i seks...,

                > znam malzenstwo w ktorym to maz pilnuje zonie kalendarzyka i antykoncepcji
                > i > > potrafi sie wstrzymac z seksem w dni plodne...tylko do tego trzeba
                baaardz o > > duzej checi i odpowiedzialnosci za rodzine.
                >
                > bez przesady, tyle tych zabaw, ze mozna sie nie martwic

                a jednak :)


                > a jak mialo dzialac? facet zostal poinformowany, ze nie ma seksu, to co niby
                > mial zrobic? na sile?.. zostal postawony przed faktrem dokonanym, ie ma seksu
                > bo nie, ja nie wierze lekarzom i wrozkom, ze nie zajde w ciaze, koniec,
                dosyc..

                i co? zaakceptowal to? przemilczal? powiedzial "no to znajde sobie kochanke bo
                ja bez seksu nie wydole", czy "dobrze zono jak chcesz"? - co mial zrobic????-
                mial rozwiazac problem!! wtedy jak on powstal, a przypomnial sobie po 20 latach
                udawania..


                > zona to nie tylko osoba odbierajaca pieniadze od nas, ma problem to trzeba go
                > rozwiacac a nie uciekac w sprawie waznej od problemu, jak to zrobila
                >
                ee?? a on to niby nie uciekl? -w drugą strone: żona to nie tylko kucharko-
                sprzataczko-opiekunka dzieci mieszkajaca w drugim pokoju ktorej sie rzuca kase
                jako zaplate za te czynnosci...

                >
                > on nie chcial na boku miec kochanki, ale chcial miec normalna kobiete w domu,
                > mial zaczac poznawc dopiero po rozwodzie?

                przeciez kandydatke poznal juz wiele wiele lat temu!!! zanim wpadl na to ze
                istnieja rozwody..

                > po kilkunastu latach bez seksu?..i > tak cud, ze mu sie tyle udalo

                hmmm...tego sie chyba nie zapomina ?:)))


                > > -przeciez ja mu nie kaze dalej ciagnac tej farsy!!
                > czyli rozumiem, ze wg ciebie ma odejsc od zony?

                pytanie czy ma jeszcze do kogo odejsc? kochanka teraz nie wezmie na siebie
                ciezaru swiadomosci kalectwa opuszczonej zony, on tez nie wydaje sie ze bedzie
                potrafil zapomniec ani sobie wybaczyc, wyobrazasz sobie ze beda potrafili byc
                szczesliwi z takim obciazeniem... ? nie wiem.., ale moze zona wcale nie
                potrzebuje tej jego obecnosci w domu? ...moze wolalaby w nim miec przyjaciela
                co wpadnie ja odwiedzic czasem niz ciazaca obecnosc niechetnego pseudo-meza?
                mysle, ze to ostatni dzwonek by zaryzykowac byc szczerym i porozmawiac z zona,
                ale czy potrafi teraz skoro przed 20-tu laty nie potrafil? - i tak niewiele ma
                do stracenia


                > > -wlasnie, mysle ze jednak uciekal z tego domu(chocby w prace) i byl z dzie
                > cmi > > niewiele i "byle jak"...niby dobrze ze oficjalnie"byl"..ale czy na
                pewno > > najlepiej?
                >
                > a kto by nie uciekal, kiedy w domu, z osoba ktora powinna byc najblizsza, nie
                > ma porozumienia?

                noo.."to przykre nie moc sie porozumiec z mezem...;-) czworka dzieci na glowie
                i zero wsparcia, przychodzi z pracy, rzuca kase na stol, i nawet nie ma o czym
                porozmawic.. jedynie seksu mu sie chce, a ja dostane kolejne lata w
                pieluchach.. a tyle planow mialam na moje zycie...a dokad pojde z czworka
                malych dzieci? wystarczy ze nie bedzie placil alimentow i w przytulku
                wylądujemy wszyscy... " -co ty na tę wersje?:-)


                > po co mial wracac? facet zdjae sobie sprawe, jak mu sie zle
                > ulozylo w zyciu i nie ukrywa tego, ale chce cos zmienic, a zmiana bedzie
                > jedynie odejscie od zony
                • j_ar Re: przegralem życie 08.06.04, 09:20
                  > wiesz, jakos nie wierze ze to sie stalo ot-tak bez wspoldzialania autora i
                  >jego udzialu w preferencjach zony... jest Seks i seks...,

                  tez sobie moge pospekulowac.. ona chciala go zlapac na dzieci, byl seks byly
                  dzieci, to nie ma seksu, bo juz jest maz...;)

                  > a jednak :)

                  wyjatki ;)


                  > i co? zaakceptowal to? przemilczal? powiedzial "no to znajde sobie kochanke
                  bo ja bez seksu nie wydole", czy "dobrze zono jak chcesz"? - co mial
                  zrobic????-
                  > mial rozwiazac problem!! wtedy jak on powstal, a przypomnial sobie po 20
                  latach udawania..

                  -szkoda, ze przegrany jakos nie wypowiada sie, za duzo domyslow co i jak

                  > ee?? a on to niby nie uciekl? -w drugą strone: żona to nie tylko kucharko-
                  > sprzataczko-opiekunka dzieci mieszkajaca w drugim pokoju ktorej sie rzuca
                  kase jako zaplate za te czynnosci...

                  oboje uciekli wtedy, tyle, ze on ma szanse na zmiane

                  > przeciez kandydatke poznal juz wiele wiele lat temu!!! zanim wpadl na to ze
                  > istnieja rozwody..

                  po wielu latach bez zony, bo jak to inaczej nazwac

                  > hmmm...tego sie chyba nie zapomina ?:)))

                  :))

                  > pytanie czy ma jeszcze do kogo odejsc?

                  a co to? tylko do kochanki mozna odchodzic (chociaz w jego przypadku to wydaje
                  sie malo mozliwe).. niech na nowo postara sie ulozyc sobie zycie, jezeli potrafi

                  > mysle, ze to ostatni dzwonek by zaryzykowac byc szczerym i porozmawiac z
                  zona, ale czy potrafi teraz skoro przed 20-tu laty nie potrafil? - i tak
                  niewiele ma do stracenia

                  ludzie sie zmieniaja, to ze nie potrafil, nie znaczy, ze sie nie nauczyl


                  > noo.."to przykre nie moc sie porozumiec z mezem...;-) czworka dzieci na
                  glowie i zero wsparcia, przychodzi z pracy, rzuca kase na stol, i nawet nie ma
                  o czym porozmawic.. jedynie seksu mu sie chce,

                  spekulacje,

                  > a tyle planow mialam na moje zycie...a dokad pojde z czworka
                  > malych dzieci? wystarczy ze nie bedzie placil alimentow i w przytulku
                  > wylądujemy wszyscy... " -co ty na tę wersje?:-)

                  -a co ty na wersje: niech sie mnie nie dotyka, przynosi pieniadze to juz
                  spelnia swoja role
                  • paspartu1 Re: przegralem życie 08.06.04, 09:51
                    j_ar napisał:


                    > tez sobie moge pospekulowac.. ona chciala go zlapac na dzieci, byl seks byly
                    > dzieci, to nie ma seksu, bo juz jest maz...;)

                    ja jestem tylko ciekawa czy autor wie jak sie uzywa choc prezerwatywy? czy
                    odpowiadalo by mu posiadanie 10-ciorga dzieci byle tylko byl seks..
                    mozemy sobie teoretyzowac, kazda strona zapewne miala swoje racje i popelnila
                    bledy

                    > -szkoda, ze przegrany jakos nie wypowiada sie, za duzo domyslow co i jak

                    moze to tylko opowiadanie "ku uwadze" nas-zaangazowanych odbiorcow :-)

                    >
                    > oboje uciekli wtedy, tyle, ze on ma szanse na zmiane

                    tak, zona na wozku raczej juz nie poszaleje sobie...


                    > > pytanie czy ma jeszcze do kogo odejsc?
                    >
                    > a co to? tylko do kochanki mozna odchodzic (chociaz w jego przypadku to
                    wydaje > sie malo mozliwe).. niech na nowo postara sie ulozyc sobie zycie,
                    jezeli potrafi

                    OOOO!I TO JEST RACJA. ale cos mysle ze taki facet nie odejdzie jesli nie bedzie
                    mial do kogo...mimo wszystko jest mu tak wygodnie...co najwyzej zacznie
                    zagladac do kieliszka i opowiadac panienkom w barze o swoim "przegranym"
                    zyciu...

                    >
                    > ludzie sie zmieniaja, to ze nie potrafil rozmawiac, nie znaczy, ze sie nie
                    nauczyl

                    miejmy nadzieje...

                    >
                    > spekulacje,

                    - i w druga strone tez :-)


                    > > a tyle planow mialam na moje zycie...a dokad pojde z czworka
                    > > malych dzieci? wystarczy ze nie bedzie placil alimentow i w przytulku
                    > > wylądujemy wszyscy... " -co ty na tę wersje?:-)
                    >
                    > -a co ty na wersje: niech sie mnie nie dotyka, przynosi pieniadze to juz
                    > spelnia swoja role

                    - jest tak samo prawdopodobna.- czyli - oboje sie dobrali .
                    >
    • Gość: przegrany Re: przegralem życie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.06.04, 11:02
      Czytałem wszystkie wypowiedzi, wiele jest w nich oskarżeń. Są tacy którzy
      próbują doradzić. Pomóc co w takiej sytuacji uczynić.

      Odpowiem szczerze.
      Byłem przy swej rodzinie gdyż pragnąłem aby moje dzieci nie odczuwały na co
      dzień braku ojca. Starałem się być ich przyjacielem i takie relacje do dnia
      dzisiejszego utrzymują się.
      Takie rozumowanie i postępowanie wynikało z moich doświadczeń z lat dzieciństwa
      i młodości.
      Byłem wychowywany tylko przez mamę.
      Spotykałem się z ojcem. Pamiętam jak bardzo za nim tęskniłem. Każde pożegnanie
      przezywałem jakby miało to być rozstanie już na zawsze.
      Chciałem oszczędzić swym dzieci tego typu doświadczeń.

      Sami wiecie że mnóstwo ludzi w taki sposób podchodzi do życia.

      A co do mojego małżeństwa !!!!!!!!

      Czy ktoś z was kiedykolwiek od swego partnera usłyszał:
      1. Wyszłam za mąż za aby innemu zrobić na złość.
      2. Spełniłam się jako kobieta - macierzyństwo daje mi poczucie szczęścia
      niczego więcej nie chcę mieć. Urodziła dwie pary jednojajowych bliźniąt.


      No cóż !!!!!!

      Wyłączenie sexu z naszego związku, obwinianie mnie że sam nie zadbałem o
      antykoncepcję to wielka bzdura – bo obydwie strony muszą na niego ochotę mieć.

      ......Niektórzy mnie oskarżaliście .......
      ......pewnie jestem sam sobie winien......
      ....... ale życie dalej musi toczyć się .......

      ........ tylko jak ........
      ........ pracuje całymi dniami ......
      ........ załatwiłem żonie opiekę ......
      ........ jestem w domu ciałem ......
      ........ ale duchem .......
      ..................
      • Gość: taka_40 Re: przegralem życie IP: *.hobnet.cidg.net.pl / *.hobnet.cidg.net.pl 08.06.04, 12:06
        Wiesz co Przegrany - współczuję twojej kochance, pewnie musiała biedaczka
        wiecznie wysłuchiwać użalań faceta, którego żona nie rozumie.
        U niektórych kobiet wywołuje to litość a powinno raczej politowanie...
        Jak ktoś tu mądrze wcześniej napisał: MĘŻCZYZNA (prawdziwy) w takiej sytuacji
        rozwiązuje problem a nie żyje w kłamstwie przez 20 lat.
        Zwłaszcza, że jak piszesz deklaracja żony co do waszego małżeństwa była dosyć
        jasna:

        > 1. Wyszłam za mąż za aby innemu zrobić na złość.
        > 2. Spełniłam się jako kobieta - macierzyństwo daje mi poczucie szczęścia
        > niczego więcej nie chcę mieć.
        • j_ar Re: przegralem życie 08.06.04, 12:59
          taka-40 stka, a poza dokladaniem komus potrafisz cos wiecej?
          • komandos57 Re: przegralem życie 08.06.04, 13:01
            j_ar napisał:

            > taka-40 stka, a poza dokladaniem komus potrafisz cos wiecej?
            cccccccccccccccccccccccccccccccc
            to do mie?Bo nie jaram?
            • j_ar Re: przegralem życie 08.06.04, 13:12
              hehehe... nie wiedzialem, ze taka-40 stka z ciebie:) , same dziwy dzisiaj:)
              • komandos57 Re: przegralem życie 08.06.04, 13:14
                j_ar napisał:

                > hehehe... nie wiedzialem, ze taka-40 stka z ciebie:) , same dziwy dzisiaj:)
                xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
                problem w tym ze ja niczego juz tu nie czytam.Tylko poprzednikow do mnie......i
                tam ciebie...No ale......po 40-tce.......oki.NIE DO MNIE>
          • Gość: taka_40 Re: przegralem życie IP: *.hobnet.cidg.net.pl / *.hobnet.cidg.net.pl 08.06.04, 15:17
            Do J_ar:

            Napisalam, ze współczuję kochance - uważasz to za dokladanie komus?

            Natomiast nic nie poradzę na to, że żaden żonaty mężczyzna zdradzający żonę od
            lat, narzekający na to że żona go nie rozumie ale trwający w takim małżeństwie
            nie budzi we mnie specjalnej litości. I odnosi się to do wszystkich mężczyzn
            pozostających w tych jakże wygodnych dla nich układach. Z jednej strony żona,
            pełna rodzina - jak to pięknie wygląda z zewnątrz, a z drugiej kochanka z
            doskoku...
            Uważasz, że to właściwy sposob na życie?
            • paspartu1 Re: przegralem życie 14.06.04, 08:42
              > Natomiast nic nie poradzę na to, że żaden żonaty mężczyzna zdradzający żonę
              od
              > lat, narzekający na to że żona go nie rozumie ale trwający w takim
              małżeństwie
              > nie budzi we mnie specjalnej litości


              dokladnie....blee
      • Gość: olla Re: przegralem życie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.06.04, 12:50
        Nie mogę zrozumieć twej postawy.

        Mogłeś być dla swych dzieci dobrym ojcem żyjąc w nowym, szczęśliwym związku.
        Musiałbyś tylko bardzo chcieć.

        Było Ci wygodnie !!!!!!!
        Może bałeś się !!!!!!
        Nie jesteś prawdziwym mężczyzną.
        Jesteś .... dziwny, bardzo dziwny ........ dwadzieścia straconych lat.......

        „Każdy dzień bez miłości jest straconym dniem.”


        PS.
        Fakt ze Twoja żona była egoistka upoważniał Cię do walki o szczęści u boku
        innej kobiety.

        Moi dziadkowie spędzili swe życie bez miłości i uczuć i choć są oboje zdrowi
        ich życie jest piekłem na ziemi, pełne skarg, narzekań i wyrzutów.
        • komandos57 Re: przegralem życie OLLA 08.06.04, 12:54
          Mam dwa jaja w jednej torbie.Poradz cos na to,plizzzzzzzzzzzzzzzzzzzzz
      • natali10 Re: przegralem życie 08.06.04, 16:57
        Witam!
        Jestem z kobietą z 38-letnim stażem malżenskim i uwazam,że przegralam życie.
        Dla mojego męża od dwóch lat ważniejsze staly sie pieniądze,najpierw zaczal mi
        wydzielac ,chować po kieszeniach,musialam prawie zawsze się wyliczac tzn pisać
        wszystkie zakupy.W końcu powiedzialm dość i zalożylam osobne konto ,no i
        dopiero sie zaczęlo.Teraz od 5-ciu miesięcy jesteśmy w calkowitej
        separacji ,momo,ze nie zalatwionej sadownie.Każdy ma swoje pieniądze,kazdy
        sobie robi zakupy,gotuje,oplaty mąż dzieli na poł,oczywiście łóżka też mamy
        osobne.Czy to jest normalne,ja mam emeryturę,aż rentę i moglibyśmy żyć
        spokojnie tym bardziej,że nie bylo nam latwo bo mąż chorowal i ja też .Teraz
        mamy dorosle dzieci,kochane wnuki tylko my żyjemy osobno.
        Natali
      • Gość: Luty Nie przegrales zycia... IP: *.dialup.mindspring.com 12.06.04, 21:12
        Z tego co piszesz,postapiles tak,jak potrafiles najlepiej...
        Nie zmarnowales zycia, ale teraz mozesz zmarnowac, rozczulajac sie nad soba...
        Przehandlujesz swoje zycie w malostkowej kalkulacji...
      • paspartu1 Re: przegralem życie 14.06.04, 08:52
        Gość portalu: przegrany napisał(a):

        > Byłem przy swej rodzinie gdyż pragnąłem aby moje dzieci nie odczuwały na co
        > dzień braku ojca. Starałem się być ich przyjacielem i takie relacje do dnia
        > dzisiejszego utrzymują się.
        > Takie rozumowanie i postępowanie wynikało z moich doświadczeń z lat
        dzieciństwa
        >
        > i młodości.
        > Byłem wychowywany tylko przez mamę.
        > Spotykałem się z ojcem. Pamiętam jak bardzo za nim tęskniłem. Każde
        pożegnanie
        > przezywałem jakby miało to być rozstanie już na zawsze.
        > Chciałem oszczędzić swym dzieci tego typu doświadczeń.
        > Sami wiecie że mnóstwo ludzi w taki sposób podchodzi do życia.

        tak, najprosciej powiedziec ze inni tez tak robia wiec jestes usprawiedliwionyy?
        przeciez mogles z nimi byc tylko sypiac gdzie indziej..zbyt duzo wysilku?

        > A co do mojego małżeństwa !!!!!!!!
        > Czy ktoś z was kiedykolwiek od swego partnera usłyszał:
        > 1. Wyszłam za mąż za aby innemu zrobić na złość.
        > 2. Spełniłam się jako kobieta - macierzyństwo daje mi poczucie szczęścia
        > niczego więcej nie chcę mieć. Urodziła dwie pary jednojajowych bliźniąt.

        wzruszajace, taki ty biedny..
        wiec dlaczego sie nie rozwiosles formalnie? przeciez wiedziales wszystko!zona
        sie zadeklarowala wzgledem ciebie, a ty po prostu nie odszedles...bo nie miales
        wtedy do kogo a potem sie przyzwyczailes do obojetnej ale wygodnej stabilizacji.
        sam sobie tak ulozyles zycie wiec nie opowiadaj teraz bajek obliczonych na
        wywolanie wspolczucia..

        > ......pewnie jestem sam sobie winien......

        a niby kto inny? krasnoludki?

    • Gość: uffffffffff Re: przegralem życie IP: *.plock.cvx.ppp.tpnet.pl 12.06.04, 16:10
      Kochać i byc kochanym - tylko taki sens ma każdy zwiazek, małzeństwo to co
      napisałeś jest ostrzeżeniem dla innych aby nie trwonili zycia z osobą która NIE
      CHECE w pelni przeżyć swego życia, ....
      Ciekawe ilu TAKICH JAK TY lub tobie podobnych zyje na tym świecie

      Wszyscy piszący zachowuja sie tak jakby całe zycie przezyli w cnocie .... a to
      przecież bzdura.
      ZDRADZAJACY - ZDRADZANI = tu nie chodzi o przygodę bo ci pierwsi szukają tego
      czego nigdy ze swymi partnerami nie mieli a bardzo pragną mieć.

    • Gość: ŻŻŻŻona Re: przegralem życie IP: *.plock.cvx.ppp.tpnet.pl 12.06.04, 20:46
      Mojego sparalizowanego meża przywiozło do domu pogotowie, był zameldowany w
      moim mieszkaniu. I jest to jego wizyta – pierwsza po 15 latach pobytu u
      konkubiny.
      Czemu mam się nim opiekować ?
      Po co mi wrak człowieka?
      Gdzie był jak sama maleńkimi z dziećmi meczyłam się.
      To kara że go nie wymeldowałam, że nie przeprowadziłam rozwodu.
      Czuję do niego pogardę, obrzydzenie i wstręt...
      – tak jakbym nie była człowiekiem
      – czy jestem normalna
      • procesor Re: przegralem życie 12.06.04, 22:56
        Współczuję.

        Jestes normalna.

        Konkubina zwinęła manatki? Zapomniała o nim po 15 latach bycia razem? Nie da
        się go do niej przeflancowac?? Nie wyobrażam sobie w takiej sytuacji opieki nad
        tym człowiekiem. To okrutny żart losu!

        Ciężko. Kolejna przestroga dla tych co tak paprza sobie i innym zycie.
        Przeciez on tez mógł wnieść sprawę o rozwód, wymeldowac sie..
      • Gość: życzliwa Re: przegralem życie IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 13.06.04, 11:04
        Jesteś normalna.
        Nie musisz się nim opiekować.
        Radził sobie bez Ciebie przez 15 lat, to i teraz da sobie radę.
        Wyobraź sobie, ze jest Twoim sąsiadem i ile mogłabyś mu pomóc w takiej
        sytuacji. A co z jego konkubiną?
      • Gość: a-z Re: przegralem życie IP: *.plock.cvx.ppp.tpnet.pl 13.06.04, 14:12
        Oddaj drania do domu opieki spolecznej,
        zasluzył sobie
        nie marnuj swego zycia.
    • Gość: az Re: przegralem życie IP: *.zicom.pl / *.zicom.pl 13.06.04, 02:23
      Zaraz, zaraz. Z tego wynika, ze conajmniej 4 razy był jakiś seks. Więc o co
      właściwie chodzi?
      www.serwis.tarnow.cc
      • Gość: kalkulator Re: przegralem życie IP: *.dialup.mindspring.com 13.06.04, 03:24

        Gość portalu: az napisał(a):

        > Zaraz, zaraz. Z tego wynika, ze conajmniej 4 razy był jakiś seks. Więc o co
        > właściwie chodzi?

        2 razy

        Urodziła dwie pary jednojajowych bliźniąt.

    • Gość: życzliwa Re: przegralem życie IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 13.06.04, 11:31
      Twoja historia powinna byc przestrogą dla tych, którzy nie zauwazaja jak powoli
      w swoich zwiazkach odsuwają się od sibie. Nie rozmawiają o swoich potrzebach,
      oczekiwaniach.
      Nie traktuj opieki nad chorą żoną w kategoriach "za co?'. Jezeli nie ma już
      miłości to jest szacunek.
      I jeszcze jedno, Twoja "ciepła niewiasta" nie była taka czuła i ble...ble...
      Kiedy potrzebowałeś wsparcia, zostawiła Ciebie.
      Nie mów o przegranym życiu, przed "zachodem słońca".
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka