Dodaj do ulubionych

1 etap wewnetrznego rozwoju

14.06.04, 18:58
Imagin ciekawie rozpisal sie w watku alkmara(y) o intuicji (ciekawy watek),
co zainspirowalo mnie do zalozenia nowego watku o zblizonym temacie. Rosnie
jak widac powoli zainteresowanie swiatem ducha, budzi sie powoli ludzka
swiadomosc ze jestesmy jeszcze czyms wiecej oprocz ciala i tego co tam do
niego pakujemy.
Oprocz ciala i umyslu, jestesmy tez duchem, i po tej ziemskiej wedrowce do
tej wlasnie formy wrocimy. A na jakim bedziemy znajdowac sie poziomie,
zalezec bedzie od naszej swiadomosci.

Kieruje do Was pytanie: w jaki sposob sie rozwijac nie zagladajac do zadnych
madrych ksiazek, ale wlasnie kierujac sie tylko wlasna intuicja.
Mnie np moja intuicja wyraznie podpowiada, ze takim pierwszym przebudzeniem z
nieswiadomosci, wejscie na duchowa sciezke jest wegetarianizm. Zaprzestanie
zabijania nikomu nic nie winnych zwierzat.
Wiem ze sie z tym nie zgodzicie, ale tak wlasnie uwazam, i kazdy z Was moze
miec wlasne zdanie.
A wiec? Co o tym myslicie?


ten_sam
Obserwuj wątek
    • Gość: ryb Re: 1 etap wewnetrznego rozwoju IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 14.06.04, 19:10
      1 etap? Olej kase i wartosci materialne...2 etap, znajdz robote ktora nie
      niszczy ludzkosci, swiata itp., no bo trzeba z czegos zyc..3 etap, znajdz
      partnera ktory sie zgadza z 2 wyzej wymienionymi etapami...
      • komandos57 Ryb,zem czekal na Ciebie. 14.06.04, 19:13
        Czasami wchodze tu na moment.Te same geby tylko puder inny.Tylko hello.I
        wlasnie jestem na watku nastepnego przelogowanego czuka czy fachowo....srodka
        od kapusty.
        Ty trzym sie.
        • Gość: ryb Re: Ryb,zem czekal na Ciebie. IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 14.06.04, 19:17
          Witaj :) zaraz BBQ robie, gorac jak cholera. Wpadne po kolacji. Ale widze ze
          pogadales dzisiaj sobie z "przyjaciolmi". Wszystkiego nie czytalem, ale
          przeczytam :)
          • komandos57 Re: Ryb,zem czekal na Ciebie. 14.06.04, 19:22
            A JA JUZ BIEGNE BO KASZE TRZA GOTOWAC.O TAK,ROZMOWY Z
            PRZYJACIELAMI.......KOCHAM DIALOGI Z WKLADKA....Z KWINCIA NAWET Z JEZYCZKIEM
        • caorle Re: Duch Święty 14.06.04, 19:20
          mówi mi:
          Zmyj podłogę w łazience Caorle, a nie pindrol na forumie.
          :-)))

          • komandos57 Re: Duch Święty 14.06.04, 19:24
            caorle napisała:

            > mówi mi:
            > Zmyj podłogę w łazience Caorle, a nie pindrol na forumie.
            XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX
            A MNIE......WYCZYSC BUTY,BEDZIESZ WARTOSCIOWSZY.TO NA MYSL MI PRZYCHODZI.
            a bbq.......chetnie Kwincie bym podsmazyl.nadzial ja na mojego rozna i
            poobracal...
            • caorle Re: I złote łańcuszki 14.06.04, 19:29
              wyczyść pastą do zębów "Złota wiewióreczka"...

              W ogóle knajpy na Nowym Mieście są fajne, Komandos!
              Do zobaczenia...nigdy nie mów nigdy:-)))
              • komandos57 Re: I złote łańcuszki 14.06.04, 19:36
                caorle napisała:

                > wyczyść pastą do zębów "Złota wiewióreczka"...
                >
                > W ogóle knajpy na Nowym Mieście są fajne, Komandos!
                > Do zobaczenia...nigdy nie mów nigdy:-)))
                xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
                Wiem ze sa fajne.Kiedys wlasnie bylem we wspomnianej JAZZ CAFE.....maja fajne
                jedzonko i ludek tam calkiem fajny.I zapytalem o salate....szpinak z
                kurczakiem....Nie mieli,ale kucharz nam zrobil.Bedac tam mam poczucie
                ze ....Polacy sa bardzo fajni,z poczuciem humoru.....ze czuja blusa,ze umieja
                sie ubrac,zachowac......tak noromalnie
                • caorle Re: Nie wiem, 14.06.04, 19:41
                  może się mylę...ale wydaje mi sie, że Polacy to taki naród, który w
                  odpowiednim "ontua" wypływa, błyszczy sie, tryska energią i humorem...

                  (czyt. Polacy za granicą...przynajmniej ja takich znam:-)
                  Ale to moje zdanie, moje zdanie, moje tylko moje zdanie)
                  A na miejscu też by sie może znalazło trochę...pewnie też.

                  Zazdroszczę ci jazdy. Ja uwielbiam:-)))
                  • komandos57 To do ciebie 14.06.04, 19:46
                    Wiesz,prawie cale moje zycie trwa poza Krajem.Ale MY nie jestesmy
                    emigrantami.My tylko zyjemy poza Polska.To nie grzech.Lubie byc w
                    Polsce.Kazdego roku po kilka razy tu jestem.Ba,4 czy 5 miesiecy w roku od lat.
                    • caorle Re: Fajnie. 14.06.04, 19:52
                      Ja bym jeżdziła i jeżdziła non stop ale bazę musiałabym mieć. Nie mogłabym być
                      na walizkach ciągiem.
                      I tak kiedyś bywało...ale teraz, gdy mój syn chodzi do I klasy ni ma już tak
                      dobrze. Nie chcę go zrobić Włóczykijem:-)

                      A gdzie masz swoją bazę, jeżeli wolno mi wiedzieć?
                      • komandos57 Re: Fajnie. 14.06.04, 19:55
                        caorle napisała:

                        > Ja bym jeżdziła i jeżdziła non stop ale bazę musiałabym mieć. Nie mogłabym
                        być
                        > na walizkach ciągiem.
                        > I tak kiedyś bywało...ale teraz, gdy mój syn chodzi do I klasy ni ma już tak
                        > dobrze. Nie chcę go zrobić Włóczykijem:-)
                        xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
                        sadzisz ze mieszkam pod mostem czy w namiocie?Dom to
                        dom.....budynek....cokolwiek....baza wypadowa na ZYCIE.
                        > A gdzie masz swoją bazę, jeżeli wolno mi wiedzieć?
                        • komandos57 Re: Fajnie. 14.06.04, 19:58
                          moja baza......sadze ze w Kanadzie.Sadze lecz sie mylic moge.W Polscde czuje
                          sie fantastycznie.Tez mam baze........moich najblizszych bez ktorych nie
                          wyobrazam sobie zycia.
                          • caorle Re: Cóż Ci mogę napisać... 14.06.04, 20:08
                            Pozdrów swoich bliskich od forumowiczki Caorle, pa!:-)
                            I baw się dobrze! A i na Mazury jedż!
                            • komandos57 Re: Cóż Ci mogę napisać... 14.06.04, 20:11
                              caorle napisała:

                              > Pozdrów swoich bliskich od forumowiczki Caorle, pa!:-)
                              > I baw się dobrze! A i na Mazury jedż!
                              xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
                              Kristie.....tam bywam......Mikolajki sa jak moj drugi dom,Ukta,Ruciane,Nida
                              biegne.........OKI!
                              zaraz tu powiedza ze dzieci w Afryce gloduja a ja jezdze.....ale polscy
                              afrykanerzy wlasnie tacy sa.bye
                  • komandos57 POLACY ZA GRANICA TO PLEBS 14.06.04, 19:49
                    caorle napisała:
                    > (czyt. Polacy za granicą...przynajmniej ja takich znam:-)
                    > Ale to moje zdanie, moje zdanie, moje tylko moje zdanie)
                    > A na miejscu też by sie może znalazło trochę...pewnie też.
                    XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX
                    JESZCZE RAZ....KWIAT SPOLECZENSTWA POLSKIEGO ZYJE W KRAJU,W POLSCE
                    • komandos57 ???? 14.06.04, 19:53
                      komandos57 napisał:
                      > XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX
                      > JESZCZE RAZ....KWIAT SPOLECZENSTWA POLSKIEGO ZYJE W KRAJU,W POLSCE
                      dodam z obserwacji kanadyjskiej i francuskiej........moja opinia
                • noie Re: I złote łańcuszki 15.06.04, 09:19
                  przerazilam sie.....komandos normalnie odpowiada...i do tego z sensem... :-)
                  pozdrawiam
                  noie
    • Gość: krish Re: 1 etap wewnetrznego rozwoju IP: 62.233.233.* 14.06.04, 19:32
      Mnie np moja intuicja wyraznie podpowiada, ze takim pierwszym przebudzeniem z
      > nieswiadomosci, wejscie na duchowa sciezke jest wegetarianizm. Zaprzestanie
      > zabijania nikomu nic nie winnych zwierzat.


      No, to chyba nie do końca jest tak. Żyjemy w określonym świecie, ktorego
      wyznacznikiem jest na chwilę obecną walka gatunków. Człowiek wygrał jak na
      razie i nie chcę się rozwodzić, czy to dobrze czy źle. Ale z punktu widzenie,
      który prezentujesz, nie zabujasz komarów? Gdybyś był rolnikiem, nie walczyłbyś
      ze szczurami, które wyżerają Ci zbiory. Albo z drapieznikami, które polują na
      Twoją trzodę (nawet jeżeli tylko welniano- mleczną)? Tak więc, jak większość
      górnolotnych haseł to też nie jest takie proste i oczywiste. Ważniejszą rzeczą,
      jest wg mnie nauczenie się wyrozumialosci dla osobników własnego gatunku. Wejdź
      na forum wegeteriańskie i poczytaj. Aż kipi tam od żółci. Fakt, że mięsożerni
      podsycają nastrój. Ale podobno wegetarianie sa na wyższym etapie scieżki.
      Poznałem w życiu pary wegetarian, w przypadku których przy pierwszym spotkaniu,
      zanim dowiedziałem się jak się nazywają usłyszałem "jestem wegetarianinem".
      Fakt, że nie wszyscy. Ale to brzmi jak nie dodane "... i jestem lepszy od
      ciebie ty..."

      Podsumowując: wegetarianizm jest OK, ale to PRYWATNA sprawa każdego. Dopóki
      jest tematem do dyskusji i nauczań degeneruje się. Podobnie z wieloma innymi
      rzeczami. Jak czegoś jesteś pewien, nie chce Ci się na ten temat dyskutowac.
      Jak pytają, odpowiesz. I tyle.


      Dla ułtwienia: nie jestem wegetarianinem (choć rzadko jadam mięso).
      • ten_sam Re: 1 etap wewnetrznego rozwoju 14.06.04, 20:19
        Gość portalu: krish napisał(a):


        > No, to chyba nie do końca jest tak. Żyjemy w określonym świecie, ktorego
        > wyznacznikiem jest na chwilę obecną walka gatunków. Człowiek wygrał jak na
        > razie i nie chcę się rozwodzić, czy to dobrze czy źle.

        No wlasnie... A jesli Hitlerowi udaloby sie opanowac swiat tak jak zamierzal,
        tez wygralby ta walke, to z ludzi robilby poduszki i mydlo.


        Ale z punktu widzenie,
        > który prezentujesz, nie zabujasz komarów? Gdybyś był rolnikiem, nie
        walczyłbyś
        > ze szczurami, które wyżerają Ci zbiory. Albo z drapieznikami, które polują na
        > Twoją trzodę (nawet jeżeli tylko welniano- mleczną)?

        nie wiem co by bylo gdyby..?

        >jest wg mnie nauczenie się wyrozumialosci dla osobników własnego gatunku.

        zgadza sie

        > Ale podobno wegetarianie sa na wyższym etapie scieżki.

        mozliwe..., i nie sa tak zakwaszenie, z czego z kolei bierze sie reumatyzm np

        > Poznałem w życiu pary wegetarian, w przypadku których przy pierwszym
        spotkaniu,
        >
        > zanim dowiedziałem się jak się nazywają usłyszałem "jestem wegetarianinem".
        > Fakt, że nie wszyscy. Ale to brzmi jak nie dodane "... i jestem lepszy od
        > ciebie ty..."

        moze zdawalo Ci sie? - to juz jest tylko Twoja (nad)interpretacja
        • Gość: krish Re: 1 etap wewnetrznego rozwoju IP: 62.233.233.* 14.06.04, 20:22
          Nie ten argument. Hitler był wegetarianinem.
          • wlodekbar Re: 1 etap wewnetrznego rozwoju 16.06.04, 00:14
            Tak sobie czytam... Temat bardzo ciekawy...
            Nie mam, sprecyzowanego stosunku do wegetarianizmu, mowiac na ucho raczej
            sceptyczny, no, na pewno negatywny do wegetarianizmu fanatycznego(:)), jak i do
            wszelkich innych fanatyzmow.

            Ale tu natrafilem na Hitlera, a z punktu widzenia psychologicznego Adolfik to
            moje hobby.

            Otoz Hitler byl histerykiem, osoba typu histerycznego.
            U histerykow wystepuje wyrazny dualizm (dr Hyde i Mr Jekyl).
            Hitler z jednej strony byl wegetarianinem, zas z drugiej znany byl najblizszym
            wspolpracownikom z tego, ze po podaniu zupy (zwlaszcza rosolu), niuchal ja,
            usmiechal sie, i zwykl byl mawiac, przepraszam: "Zupa z trupa".

            Pisal o tym Erich Fromm.

            Jednoczesnie sa przekazy, ze podczas I wojny swiatowej co najmniej kilkakrotnie
            podchodzil do lezacych na pobojowisku cial zolnierzy i zachowywal sie nieco
            podobnie, jak przy stole: stawal nad zwlokami, niuchal je i usmiechal sie.

            Fromm stawia teze, ze Hitler mial - cytuje - postawe gleboko nekrofilna.
            Takie to wiec byly w tym przypadku szeroko rozwarte nozyce: wegetarianizm -
            zupa z trupa, etc.

            Histeryczna dwoistosc Hitlera dobrze podpatrzyl Chaplin w filmie 'Dyktator'.
            Hynkel (Hitler) wyrzucil, gdy ten mu sie sprzeniewierzyl, swego bliskiego
            wspolpracownika Szulca za drzwi wrzeszczac: przecz, wysylam cie do obozu
            koncentracyjnego (to nie cytat, ale tak mniej wiecej wykrzyczal), zas po
            wyjsciu Szulca zaczal lamentowac: "Szulc, ach Szulc, biedny Szulc" (czy tez
            bardzo podobne slowa).

            Hitler byl bardzo uczuciowy. Na jednym z filmow z Pola Negri plakal rzewnymi
            lzami. Z drugiej zas strony wiadomo, ze przeszedl do historii jako jeden z
            najwiekszych psychopatow wszech czasow.

            Kwestię niezbednosci widowni histeryka Hitlera pomijam (jazdy histeryk musi
            miec widownie), jak tez jego opetanczy 'regulamin' wyzszosci ras (byl osoba,
            ktora musiala miec regulamin), ktory w rzeczywistosci mial mu przeciez posluzyc
            za narzedzie do zdobycia dyktatu nad swiatem.

            P.S. Tak wiec, jesli zylby profesor Kazimierz Dąbrowski, nie skory bylby
            powiedziec o Adolfie, ze osiagnal pierwszy nawet etap rozwoju duchowego.
            To oczywiste. Ale tu zahaczam o ksiazke Profesora 'Moralnosc w polityce', w
            ktorej podaje przyklad Hitlera wlasnie jako jednego z wielkich psychopatow tego
            swiata.
    • cossa Re: 1 etap wewnetrznego rozwoju 14.06.04, 19:51
      wlasciwie sam odpowiedziales sobie na pytanie :)
      jesli nie madre ksiazki
      ani oswiecony nauczyciel

      to zrodlo rozwoju musi pochodzic z wewnatrz kazdego z nas
      zrodlo zwane intuicja, glosem serca..

      1 etapem jest obranie "dobrego" kierunku
      (dobrego w "", gdyz jak zwykle to pojecie wzgledne:)
      to co dzieje sie po drodze jest indywidualna sprawa

      a moja odpowiedz:
      po obraniu kierunku
      i namierzeniu zrodla
      - proba odnalezienia ciszy w sobie

      pozdr.cossa
    • lady.oracle Re: 1 etap wewnetrznego rozwoju 14.06.04, 20:29
      Przepraszam, że spłycę dyskusję, ale uważaj, żeby nie dorobić się niedoboru
      jakichś waznych składników i witamin (np. B12), bo wtedy masz chyba większe
      szanse żeby wiejść na duchowa ściezkę i nie móc z niej wrócić do świata
      realnego...
      • ten_sam he he he... - nie tak szybko :) 14.06.04, 20:51
        lady.oracle napisała:

        > Przepraszam, że spłycę dyskusję, ale uważaj, żeby nie dorobić się niedoboru
        > jakichś waznych składników i witamin (np. B12), bo wtedy masz chyba większe
        > szanse żeby wiejść na duchowa ściezkę i nie móc z niej wrócić do świata
        > realnego...

        B12 chroni nas przed anemia, i skoro jej zrodlem jest mieso, to powiedz skad ma
        ja we krwi np krowa?
        Panuje bledne przekonanie ze najwiecej jest w miesie, bo to nie do konca jest z
        nia tak.
        Jej zrodlem sa dobrotliwe bakterie w przewodzie pokarmowym u zwierzat i u
        czlowieka tez. Bakterie te ulegaja jednak zniszczeniu przez bakterie gnilne, co
        od razu powoduje zahamowanie syntezy witaminy B12. A procesy gnilne w ludzkim
        przewodzie pokarmowym wystepuja glownie wskutek trawienia gotowanego miesa.

        to byloby chyba na tyle...:)




    • jmx Re: 1 etap wewnetrznego rozwoju 15.06.04, 01:55
      ten_sam napisał:

      > Wiem ze sie z tym nie zgodzicie, ale tak wlasnie uwazam, i kazdy z Was moze
      > miec wlasne zdanie.

      Skoro z góry wiesz, że się z tym nie zgodzimy to chyba jednak tego "własnego
      zdania" nam odmawiasz? ;-)

      Czlowiek był od zawsze istotą wszystkożerną, świadczy o tym budowa układu
      pokarmowego i ilość i kształt zębów. Ale skoro Twoje serce tak Ci podpowiada to
      nie jedz mięsa.

      We wszystkich dyskusjach tego typu, jedyne co mnie drażni i nie pozwala jak
      sądzę, postronnym dojść do sedna to zbytnia ideologizowanie i
      zacietrzewienie "wyznawców", często świeżo nawróconych. Mówienie, ze bez tego o
      owego nie znajdzie się pokoju, rozwoju duchowego etc. Zbytnie skjupienie na
      takich "zewnętrznych praktykach" - modlitwa, medytacja, wegetarianizm, które
      często stają się wartością samą w sobie, wręcz ten rozwój uniemożliwia.

      "Prawdziwa duchowość to wrażliwośc i otwartość a nie dogmaty i rytuały".
      Nie wiem czyje to ale podpisuję się pod tym obiema rękami i nogami. I wszyscy
      nawracacze powinni się tego zdania nauczyć na pamięć.

      To tak, z grubsza, wygląda moje zdanie ;-).
    • Gość: Luty Re: 1 etap wewnetrznego rozwoju IP: *.dialup.mindspring.com 15.06.04, 02:13
      1. Zostawianie po sobie jak najmniej "sladow': wegetarianizm (podstawa),
      ograniczanie konsumpcji w kazdej postaci, ekologiczne uwrazliwienie...
      2.Ograniczenie bodzcow z zewnatrz(media,popkultura,przypadkowe imprezki itp)
      3.Rozwijanie uwaznosci: sluchanie, patrzenie, skupienie...
      4.Spostrzeganie siebie w jednosci ze wszystkim...samoswiadomosc - to wszystko
      co napisalem, to wstep do rozwoju duchowego...ale tez duuuuzy krok na przod...
      • ziemiomorze Re: 1 etap wewnetrznego rozwoju 15.06.04, 10:26
        Gość portalu: Luty napisał(a):

        > 1. Zostawianie po sobie jak najmniej "sladow': wegetarianizm (podstawa),
        > ograniczanie konsumpcji w kazdej postaci, ekologiczne uwrazliwienie...

        Wtedy trzeba by uciec od systemu. Zwierzat uzywa sie nie tylko do produkcji
        miesa, malo humanitarne jest tez produkowanie nabialu (podpuszczki cielecej
        uzywa sie takze do produkcji sera zoltego), w niemal wszystkich gatunkach piwa
        sa produkty odzwierzece, to samo dotyczy wina, niewinnie wygladajacych
        produktow z zelatyna (takze jogurtow), wiekszosci kosmetykow (produkty
        odzwierzece i badania na zwierzetach), wszystkich lekarstw i technik
        medycznych, wielu badan naukowych (postep w biochemii nie bylby mozliwy bez
        ofiar ze zwierzat). Nie mowiac juz o przemysle skorzarskim i jedwabnym. Itd,
        itd. Jesli chce sie byc wolnym od cierpienia zwierzat, nalezaloby konsekwetnie
        wyeliminowac te wszystkie przedmioty i produkty ze swojego zycia. Zegnaj
        dezodorancie i aspiryno.
        To samo dotyczy 'ekologicznej wrazliwosci', o ktorej napisales.

        > 2.Ograniczenie bodzcow z zewnatrz(media,popkultura,przypadkowe imprezki itp)

        Ale dlaczego?

        > 3.Rozwijanie uwaznosci: sluchanie, patrzenie, skupienie...

        Zgoda; takze wewnatrz siebie.

        > 4.Spostrzeganie siebie w jednosci ze wszystkim...samoswiadomosc - to wszystko
        > co napisalem, to wstep do rozwoju duchowego...ale tez duuuuzy krok na przod...

        Jednosc ze wszystkim to chyba raczej na koniec?

        zet.
        • Gość: Luty Re: 1 etap wewnetrznego rozwoju IP: *.dialup.mindspring.com 15.06.04, 14:41

          >
          > > 1. Zostawianie po sobie jak najmniej "sladow': wegetarianizm (podstawa),
          > > ograniczanie konsumpcji w kazdej postaci, ekologiczne uwrazliwienie...
          >
          > Wtedy trzeba by uciec od systemu. Zwierzat uzywa sie nie tylko do produkcji
          > miesa, malo humanitarne jest tez produkowanie nabialu (podpuszczki cielecej
          > uzywa sie takze do produkcji sera zoltego), w niemal wszystkich gatunkach
          piwa
          > sa produkty odzwierzece, to samo dotyczy wina, niewinnie wygladajacych
          > produktow z zelatyna (takze jogurtow), wiekszosci kosmetykow (produkty
          > odzwierzece i badania na zwierzetach), wszystkich lekarstw i technik
          > medycznych, wielu badan naukowych (postep w biochemii nie bylby mozliwy bez
          > ofiar ze zwierzat). Nie mowiac juz o przemysle skorzarskim i jedwabnym. Itd,
          > itd. Jesli chce sie byc wolnym od cierpienia zwierzat, nalezaloby
          konsekwetnie
          > wyeliminowac te wszystkie przedmioty i produkty ze swojego zycia. Zegnaj
          > dezodorancie i aspiryno.
          > To samo dotyczy 'ekologicznej wrazliwosci', o ktorej napisales.

          To, ze swiat jest urzadony na krzywdzie innych istot, nie znaczy, ze urzadzony
          jest dobrze. W 5 min nie wyeliminujemy barbarzynstwa, ale warto uwrazliwiac
          sie, myslec, odczuwac...Twoje przyklady tylko podwierdzaja, ze czlowiek w swym
          braku wrazliwosci poszedl za daleko.Wlasnie dlatego, mamy swiat jaki mamy...
          >
          > > 2.Ograniczenie bodzcow z zewnatrz(media,popkultura,przypadkowe imprezki it
          > p)
          >
          > Ale dlaczego?

          Bo to sa cywilizacyjne SMIECI......

          >
          > > 3.Rozwijanie uwaznosci: sluchanie, patrzenie, skupienie...
          >
          > Zgoda; takze wewnatrz siebie.
          >
          > > 4.Spostrzeganie siebie w jednosci ze wszystkim...samoswiadomosc - to wszys
          > tko
          > > co napisalem, to wstep do rozwoju duchowego...ale tez duuuuzy krok na przo
          > d...
          >
          > Jednosc ze wszystkim to chyba raczej na koniec?

          Nie , nie na koniec, mowie o codziennym byciu jednoscia ze wszystkim, pierwszym
          krokiem do tego jest szacunek, do wszelkiej istoty, a nawet rzeczy...
          >
          > zet.



          • ziemiomorze Re: 1 etap wewnetrznego rozwoju 15.06.04, 14:52
            Gość portalu: Luty napisał(a):

            > To, ze swiat jest urzadony na krzywdzie innych istot, nie znaczy, ze
            urzadzony
            > jest dobrze. W 5 min nie wyeliminujemy barbarzynstwa, ale warto uwrazliwiac
            > sie, myslec, odczuwac...Twoje przyklady tylko podwierdzaja, ze czlowiek w
            swym
            > braku wrazliwosci poszedl za daleko.Wlasnie dlatego, mamy swiat jaki mamy...

            Albo: mamy taki swiat, jaki mamy, bo tacy jestesmy?
            I - pytalam jaki sens ma wegetarianizm, skoro nie da sie i tak i tak ominac
            cierpienia zwierzat? Skoro tak czy inaczej wegetarianie zyskuja na ich
            cierpieniu (chocby dlatego, ze korzystaja z dobrodziejstw wpolczesnej medycyny).

            > > > 2.Ograniczenie bodzcow z zewnatrz(media,popkultura,przypadkowe imprez
            > > > ki itp)
            > >
            > > Ale dlaczego?
            >
            > Bo to sa cywilizacyjne SMIECI......

            Media? Dlaczego?
            Popkultura - kazdy jej przejaw?
            Imprezki - niby czemu?

            > > > 4.Spostrzeganie siebie w jednosci ze wszystkim...samoswiadomosc - to
            > > wszystko co napisalem, to wstep do rozwoju duchowego...ale tez duuuuzy krok
            > > naprzod...
            > >
            > > Jednosc ze wszystkim to chyba raczej na koniec?
            >
            > Nie , nie na koniec, mowie o codziennym byciu jednoscia ze wszystkim,
            > pierwszymkrokiem do tego jest szacunek, do wszelkiej istoty, a nawet rzeczy...

            Zeby byc jednoscia ze wszystkim, trzeba sie zintegrowac (odwoluje sie tu do
            mojego ulubionego modelu wilberowskiego z 'Niepodzielonych', ktory mozna
            krytykowac, ale ten). Integracja to ciezka praca - krew, pot i lzy i pochlania
            ona mnostwo czasu i energii. Uczucie jednosci (wspol-czucia ze wszystkim, brak
            granic) przychodzi, kiedy sie juz ze soba troche popracuje. Tak od reki, na
            zasadzie 'bo chce' nie sadze, aby sie pojawil.
            Myle sie?

            Wspolczucie i szacunek tez nie przychodza od razu. Mozna sie zachowywac ze
            wspolczuciem i szacunkiem, a nie czuc ich w sobie. I - wybacz, ze to takie
            trywialne - trzeba je najpierw poczuc w stosunku do siebie (czyli znowu - wynik
            pracy)

            zet.
            • Gość: Luty Re: 1 etap wewnetrznego rozwoju IP: *.dialup.mindspring.com 15.06.04, 16:03

              ziemiomorze napisała:

              > Gość portalu: Luty napisał(a):
              >
              > > To, ze swiat jest urzadony na krzywdzie innych istot, nie znaczy, ze
              > urzadzony
              > > jest dobrze. W 5 min nie wyeliminujemy barbarzynstwa, ale warto uwrazliwia
              > c
              > > sie, myslec, odczuwac...Twoje przyklady tylko podwierdzaja, ze czlowiek w
              > swym
              > > braku wrazliwosci poszedl za daleko.Wlasnie dlatego, mamy swiat jaki mamy.
              > ..
              >
              > Albo: mamy taki swiat, jaki mamy, bo tacy jestesmy?


              Nie widze roznicy, mamy swiat taki, jaki mamy, bo jestesmy tacy jacy jestemy.
              Jezeli chcemy, aby swiat nasz byl lepszy, musimy zmienic siebie...


              > I - pytalam jaki sens ma wegetarianizm, skoro nie da sie i tak i tak ominac
              > cierpienia zwierzat? Skoro tak czy inaczej wegetarianie zyskuja na ich
              > cierpieniu (chocby dlatego, ze korzystaja z dobrodziejstw wpolczesnej
              medycyny)
              > .

              Nie wiem, czy sie nie da, mysle,ze jakby ludzie zechcieli, to mozna byloby
              ominac cierpienie nie tylko zwierzat...
              Twoje pytanie jest nielogiczne u podstawy: jezeli juz wykorzystujemy zwierzeta
              do produkcji lekarstw, to z wdziecznosci powinnismy przestac je mordowac do
              celow konsumpcyjnych, czyz nie...?
              >
              > > > > 2.Ograniczenie bodzcow z zewnatrz(media,popkultura,przypadkowe i
              > mprez
              > > > > ki itp)
              > > >
              > > > Ale dlaczego?
              > >
              > > Bo to sa cywilizacyjne SMIECI......
              >
              > Media? Dlaczego?
              > Popkultura - kazdy jej przejaw?- nie bede sie rozdrabniac i robic
              wyliczanki...
              > Imprezki - niby czemu? - napisalem "przypadkowe imprezki" - omijac rzeczy w
              zyciu, ktore oprocz balaganu wewnetrznego i zewnetrznego nie wnosza niczego
              istotnego do naszego zycia...

              >
              > > > > 4.Spostrzeganie siebie w jednosci ze wszystkim...samoswiadomosc
              > - to
              > > > wszystko co napisalem, to wstep do rozwoju duchowego...ale tez duuuuz
              > y krok
              > > > naprzod...
              > > >
              > > > Jednosc ze wszystkim to chyba raczej na koniec?
              > >
              > > Nie , nie na koniec, mowie o codziennym byciu jednoscia ze wszystkim,
              > > pierwszymkrokiem do tego jest szacunek, do wszelkiej istoty, a nawet rzecz
              > y...
              >
              > Zeby byc jednoscia ze wszystkim, trzeba sie zintegrowac (odwoluje sie tu do
              > mojego ulubionego modelu wilberowskiego z 'Niepodzielonych', ktory mozna
              > krytykowac, ale ten). Integracja to ciezka praca - krew, pot i lzy i
              pochlania
              > ona mnostwo czasu i energii. Uczucie jednosci (wspol-czucia ze wszystkim,
              brak
              > granic) przychodzi, kiedy sie juz ze soba troche popracuje. Tak od reki, na
              > zasadzie 'bo chce' nie sadze, aby sie pojawil.
              > Myle sie?

              Mylisz sie bardzo jesli chodzi o moje doswiadczenia, ale na pewno nie -jesli
              chodzi o Twoje wlasne...
              >
              > Wspolczucie i szacunek tez nie przychodza od razu. Mozna sie zachowywac ze
              > wspolczuciem i szacunkiem, a nie czuc ich w sobie. I - wybacz, ze to takie
              > trywialne - trzeba je najpierw poczuc w stosunku do siebie (czyli znowu -
              wynik
              >
              > pracy)
              >
              > zet.
              > Mozemy tak rozmawiac do konca swiata...Ty masz do powiedzenia to co mowisz, a
              ja mam do powiedzenia co innego, dzieli nas tylko DOSWIADCZENIE...



            • Gość: Luty ziemomorze przeczytaj... IP: *.dialup.mindspring.com 15.06.04, 16:31
              > polityka.onet.pl/artykul.asp?DB=162&ITEM=1022459
    • Gość: mmax20 Re: 1 etap wewnetrznego rozwoju IP: *.b.dial.de.ignite.net 15.06.04, 03:02
      nie wiem, czy można mówić tak zdecydowanie o "1 etapie wenętrznego rozwoju", w
      moim przypadku był to jeden z wielu i to dość późny,
      jeżeli chodzi o związek wegetarianizm/ekologia to jest dość ścisły, poniżej
      fragment artykułu i link nt., no cóż, żeby zrobić i przechować taką np.
      kiełbasę trzeba mieć ogień, masę przypraw i chłodziarkę...
      Zemsta kotleta czyli manifest wegetariański (Polityka 2001):
      W Stanach Zjednoczonych i Unii Europejskiej 75 proc. ziarna przeznacza się na
      paszę dla zwierząt, z czego duża część pochodzi z krajów Trzeciego Świata, w
      których panuje głód. Podobnie jest z soją: zwierzęta hodowlane zjadają 90 proc.
      jej światowych upraw. A zważywszy, że z każdych 10 kg soi, które zjada bydło,
      uzyskuje się 1 kg mięsa, trzeba przyznać, że jest to dość rozrzutny, by nie
      powiedzieć rabunkowy, sposób gospodarowania ziemią. Obliczono, że na każdą
      osobę przechodzącą na dietę wegańską przypada 1 akr ocalonego lasu rocznie.
      Jest też inne, przemawiające do wyobraźni porównanie: obszar o powierzchni 5
      boisk futbolowych może wyżywić: 2 ludzi jedzących mięso, 10 ludzi jedzących
      kukurydzę, 24 ludzi jedzących zboża lub 64 ludzi jedzących soję. Oczywiście ma
      ono charakter teoretyczny, bo nikt nie żywi się samym mięsem czy samym zbożem,
      ale pokazuje, że dieta wegetariańska wymaga zużycia znacznie mniejszej części
      zasobów naturalnych. Dotyczy to także wody. I znów porównanie: dzienna porcja
      warzyw wymaga zużycia ok. 100 l wody, porcja wołowiny – ponad 23 tys. l. Udział
      gospodarki hodowlanej w zanieczyszczeniu wody jest trzykrotnie większy od
      przemysłowego. Problemem są miliony ton odchodów wydalanych przez zwierzęta
      hodowlane, zwłaszcza że produkują one w trzewiach także metan – gaz
      cieplarniany o działaniu dużo potężniejszym od dwutlenku węgla. Jedna krowa
      wydala go dziennie ok. 200 l."
      :już od dawna już zastanawiam się np. co było pierwsze: schabowy czy lodówka?,

      • Gość: mmax20 Re: link IP: *.b.dial.de.ignite.net 15.06.04, 03:05

        polityka.onet.pl/artykul.asp?DB=162&ITEM=1022459
        • Gość: Luty Re: link IP: *.dialup.mindspring.com 15.06.04, 03:13
          Wiesz, dziekuje Ci za ten link, moze artykul wstrzasnie troche sumieniami
          forumowcow...
    • Gość: Luty Re: 1 etap wewnetrznego rozwoju IP: *.dialup.mindspring.com 15.06.04, 03:08
      Jestem przekonany, ze wegetarianizm ludzkosci, to tylko kwestia czasu...
      • kwieto NIech mi ktos wytlumaczy 15.06.04, 09:03
        Dlaczego wegetarianizm ma byc symptomem jakiegokolwiek rozwoju?
        Czy dlatego ze "nie krzywdzimy biednych zwierzatek"?
        Pachnie mi to hipokryzja, kiedy w ilus produktach od butow po filmy
        fotograficzne uzywa sie tzw. "produktow pochodzenia zwierzecego" (zeby je
        dostac trzeba zwierzatko zabic). A te ktore tego nie wymagaja (np. syntetyki)
        przy produkcji i po wykorzystaniu rozwalaja srodowisko bardziej niz gdyby uzyto
        do ich produkcji naturalnych surowcow.
        Nie mowiac juz o tym, ze rosliny tez czuja, tez cierpia - i ich cierpienia nie
        budza takiego zainteresowania jak cierpienia zwierzat...

        No i ostatnie pytanie - jak sie przeklada wspolczucie dla zwierzat na
        wspolczucie dla ludzi? Krazy mi po glowie aforyzm traktujacy o ludziach ktorzy
        nie potrafia kochac ludzi, wiec kochaja zwierzeta - bo latwiej.
        "och samotny ptaku na galezi!"
        • Gość: ryb Re: NIech mi ktos wytlumaczy IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 15.06.04, 09:12
          No nie mow mi Kwieto, ze nie chcialbys zyc wsrod bawolow, gasek, liskow i
          wilkow. Zwierzaczki tez kochalyby sie, bo przeciez nauczylyby sie trgo od nas...
          • iwan_w Czy zwierzęta mają świadomość? 15.06.04, 09:32
            Czytałem niedawno (w Charakterach) o pracy naukowej, gdzie facet broni z uporem
            tezy, że tak.
            • kwieto Re: Czy zwierzęta mają świadomość? 15.06.04, 14:23
              Pytanie co to jest wg Ciebie swiadomosc?
        • ten_sam do Kwieta 15.06.04, 11:21
          I co powiesz na to co powiedzial Ryb? Czy chcialbys cale zycie od urodzenia
          spedzic w klatce?
          Ludziom wydaje sie ze zwierzeta sa durne i tylko po to zyja zeby je zezrec.
          Tak wysoko stoimi. A wbrew pozorom maja wyzsze wibracje od nas. Bo powiedz kto
          np uczy ptaki jak i kiedy maja budowac gniazda? Jak maja sie poruszac w
          przestrzeni. Jak i kiedy kroliki maja drapac nory, i wiedza to nawet te, ktore
          od urodzenia odizolowane byly od stada i byly tylko przy czlowieku. Przyklady
          moznybyloby mnozyc. Doskonale rozwiniety maja instynkt, a Ty Kwieto wiesz tylko
          tyle co wyczytasz. Bezradny jak dziecko we mgle.
          Dzialaj wg zasady: jesli nie umiesz dac zycia - nie odbieraj go innym.
          • iwan_w Re: do Tego_samego 15.06.04, 11:30
            Ale dlaczego nie powinienem jeść zwierząt, a rosliny to i owszem?

            Chodzi o ten instynkt? Czy rośliny go nie mają?

            Rozumiem, że nie chodzi tu o to, że one żyją? O sam fakt życia?
            • ziemiomorze Re: do Tego_samego 15.06.04, 11:43
              iwan_w napisał:

              > Ale dlaczego nie powinienem jeść zwierząt, a rosliny to i owszem?
              >
              > Chodzi o ten instynkt? Czy rośliny go nie mają?
              >
              > Rozumiem, że nie chodzi tu o to, że one żyją? O sam fakt życia?

              Rosliny nie maja CUN, wiec nie odczuwaja cierpienia.

              z.
              • iwan_w Re: co to jest CUN? nt 15.06.04, 12:25

                • malvvina pierwszy etap ? 15.06.04, 12:29
                  przestac sie zajmowac tym co na twoim talerzu i zajac sie tym co na talerzach
                  innych. Krotko mowiac : przestac patrzec we wlasny pepek
                  • ten_sam Re: pierwszy etap ? 15.06.04, 12:31
                    malvvina napisała:

                    > przestac sie zajmowac tym co na twoim talerzu i zajac sie tym co na talerzach
                    > innych. Krotko mowiac : przestac patrzec we wlasny pepek


                    • ten_sam Re: pierwszy etap ? 15.06.04, 12:32
                      ten_sam napisał:

                      > malvvina napisała:
                      >
                      > > przestac sie zajmowac tym co na twoim talerzu i zajac sie tym co na talerz
                      > ach
                      > > innych. Krotko mowiac : przestac patrzec we wlasny pepek


                      wiec daj popatrzec na twoj :)))
                      • malvvina Re: pierwszy etap ? 15.06.04, 12:39
                        jesli tylko sprawi ci to przyjemnosc ....;-)))


                        przestac patrzec we wlasny pepek
                        >
                        >
                        > wiec daj popatrzec na twoj :)))
                        • ten_sam Re: pierwszy etap ? 15.06.04, 12:44
                          malvvina napisała:

                          > jesli tylko sprawi ci to przyjemnosc ....;-)))
                          >
                          >

                          ogromna!!! :)))
                  • zlewozmywak1 Re: pierwszy etap ? 15.06.04, 15:18
                    Ot i madrego dobrze posłuchać.....
                • kvinna centralny układ nerwowy 15.06.04, 13:11
                  Skrót ze wszelkich podręczników do beemzetu (biologiczne mech. zach.)
                  • iwan_w mnie innych skrótów uczono 15.06.04, 13:45
                    Ale nie będę się popisywał;)
                    • kvinna To jest forum PSYCHOLOGIA 15.06.04, 15:03
                      :)

                      Nie jest snobizmem używanie tu takich skrótów.

                      Choć ciekawi mnie, co studiowałeś.
            • ten_sam do Iwana_w 15.06.04, 11:58
              Jestesmy roslinozercami i bez roslin nie przezyjemy. Wiadomo. Natomiast bez
              miesa mozemy w zupelnosci sie obyc, a tym samym uchronic "naszych mlodszych
              braci" nie tylko przed smiercia, ale i przed ich meczarnia za zycia.

              nie jem miecha
              nie przyczyniam sie do uboju zwierzat
              i przez to uwazam ze stoje wyzej od kogos kto je zabija
              • iwan_w Re: 15.06.04, 12:34
                ten_sam napisał:

                > Jestesmy roslinozercami i bez roslin nie przezyjemy. Wiadomo. Natomiast bez
                > miesa mozemy w zupelnosci sie obyc, a tym samym uchronic "naszych mlodszych
                > braci" nie tylko przed smiercia, ale i przed ich meczarnia za zycia.

                Ale czy to nie jest w pewnym sensie kompromis? Roślin też nie powinniśmy jeść,
                bo to życie, ale bez roślin nie przeżyjemy, więc jemy. Bez mięsa damy radę.

                Pewnie mówię teraz trochę językiem Kołakowskiego, którego ostatnio czytałem.
                Stwierdza, że poszanowanie dla każdego życia jest absurdem, bo co na przykład z
                prątkami gruźlicy? To też życie. A co do zwierząt - czy zwierzęta nie zabijają
                się nawzajem, żeby przeżyć? A uznajemy, że nie jest to złem.

                ALe zawsze będę gorącym zwolennikiem bardziej humanitarnego ich traktowania.
                Wegetarianizm jako taki jest utopią (jeżeli miałby być powszechny) i nie
                rozumiem, dlaczego ma być aż tak ważny, żeby podnosić go do rangi pierwszego
                stopnia w rozwoju duchowym.



                > nie jem miecha
                > nie przyczyniam sie do uboju zwierzat
                > i przez to uwazam ze stoje wyzej od kogos kto je zabija
          • ziemiomorze Re: do Kwieta 15.06.04, 11:42
            ten_sam napisał:

            > I co powiesz na to co powiedzial Ryb? Czy chcialbys cale zycie od urodzenia
            > spedzic w klatce?
            > Ludziom wydaje sie ze zwierzeta sa durne i tylko po to zyja zeby je zezrec.

            Nie sadze, aby tak sie wydawalo wszystkim, ktorzy jedza mieso.
            Mysle, ze wegetarianizm ma swoje ograniczenia - znam wielu wegetarian, ktorzy
            nie tkna schabowego, ale jedza ser zolty, mimo tego, iz sa w nim produkty od-
            miesne.
            I - zwierzat nie zabija sie tylko po to, aby je zjesc. Co z tymi uzywanymi w
            medycynie?

            > Tak wysoko stoimi. A wbrew pozorom maja wyzsze wibracje od nas. Bo powiedz
            kto
            > np uczy ptaki jak i kiedy maja budowac gniazda? Jak maja sie poruszac w
            > przestrzeni. Jak i kiedy kroliki maja drapac nory, i wiedza to nawet te,
            ktore
            > od urodzenia odizolowane byly od stada i byly tylko przy czlowieku. Przyklady
            > moznybyloby mnozyc. Doskonale rozwiniety maja instynkt, a Ty Kwieto wiesz
            tylko
            >
            > tyle co wyczytasz. Bezradny jak dziecko we mgle.

            Mi sie wydaje, ze takie myslenie (ze zwierzeta sa lepsze od ludzi) jest tak
            samo szkodliwe, jak antropocentryzm.

            > Dzialaj wg zasady: jesli nie umiesz dac zycia - nie odbieraj go innym.

            Ja w swoim imieniu:
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=13427080&a=13441459
            chodzi o pierwszy akapit.

            Nie sadze, aby zyjac w tym akurat systemie nie dalo sie nie odbierac zycia.
            Smierc i cierpienie sa wpisane w nasza cywilizacje. Albo sie na to daje zgode,
            albo nie - i wtedy pozostaje jedynie zaszyc sie w jakiejs chacie w Bieszczadach
            i zywic korzonkami.

            To jest mozliwe, ale ilu nienawidzacych wegetarian to robi?

            zet.
          • kwieto Nie tak nerwowo 15.06.04, 14:37
            I przede wszystkim bez demagogii.
            > I co powiesz na to co powiedzial Ryb? Czy chcialbys cale zycie od urodzenia
            > spedzic w klatce?

            Co innego spozywanie miesa zwierzecego, tudziez wykorzystywanie surowcow
            zwierzeco-pochodnych, co innego hodowla zwierzat w nieludzkich warunkach.

            Czujesz roznice?

            > [reszta postu]

            Prosze, nie nadinterpretuj tego co powiedzialem, bo wkladasz mi w usta slowa
            ktore nigdy nie padly i oceniasz moj stosunek do zwierzat w totalnym oderwaniu
            od rzeczywistosci.
    • j_ar Re: 1 etap wewnetrznego rozwoju 15.06.04, 11:15
      jakos nigdy dla mnie sposob odzywiania (moze poda niezwykloscia niektorych
      smakoszy z karaibow) nie byl i raczej nie bedzie wyznacznikiem
      jego 'duchowosci' a nawet sciezki w tej 'duchowosci'. takie kojarzenie
      postrzegania porownac moglbym do medytujacego, ktory sadzac, ze siedzac
      spokojnie, a wewnarz majac bieg mysli, wyglada na czlowieka medytujacego a wiec
      jest medytujacym.,
      • iwan_w Re: 1 etap wewnetrznego rozwoju 15.06.04, 11:27
        j_ar napisał:

        > jakos nigdy dla mnie sposob odzywiania (moze poda niezwykloscia niektorych
        > smakoszy z karaibow) nie byl i raczej nie bedzie wyznacznikiem
        > jego 'duchowosci' a nawet sciezki w tej 'duchowosci'. takie kojarzenie
        > postrzegania porownac moglbym do medytujacego, ktory sadzac, ze siedzac
        > spokojnie, a wewnarz majac bieg mysli, wyglada na czlowieka medytujacego a
        wiec
        >
        > jest medytujacym.,
        >

        A ja do katolika, który chodzi na mszę niedzielną i nic więcej, ale uważa,że
        jest to przejawem jego duchowości. Pusta forma.


        Tyle, że nie zawsze tak jest.
        • j_ar Re: 1 etap wewnetrznego rozwoju 15.06.04, 12:10
          pusta forma zawsze bedzie pusta forma, tyle, ze obserwartora mozna zmylic hehehe
    • alkmaar 2 zasłyszane przeze mnie od 15.06.04, 11:51
      ludzi zajmujacych się duchowym rozwojem przyczyny niejedzenia mięsa :
      1. w wyniku trawienia mięsa wyzwala się tzw. "gruba prana", ciężka energia,
      która zamula czysto?ć umysłu, wywwołuje gnu?no?ć, nie pozwala na głębokš
      medytację.
      2. zwierzęta należa do jednego z sze?ciu ?wiatów cyklicznej egzystencji (jeżeli
      kto? ma ochotę, to mogę o tych ?wiatach opowiedzieć zaraz po tym, gdy skończę
      je?ć zupę), a więc zjadajšc zwierzęta zjadamy wraz z mni ich ?wiadomo?ć. A
      pożeranie cudzej ?wiadomo?ci nie przystoi duchowo rozwiniętej jednostce (a.
      jednostce o ten rozwój dbajšcej) (nie jem mięsa dopiero od 4 lat). amen.
      • ten_sam Re: 2 zasłyszane przeze mnie od 15.06.04, 12:08
        alkmaar napisał:

        > ludzi zajmujacych się duchowym rozwojem przyczyny niejedzenia mięsa :
        > 1. w wyniku trawienia mięsa wyzwala się tzw. "gruba prana", ciężka energia,
        > która zamula czysto?ć umysłu, wywwołuje gnu?no?ć, nie pozwala na głębokš
        > medytację.
        > 2. zwierzęta należa do jednego z sze?ciu ?wiatów cyklicznej egzystencji
        (jeżeli
        >
        > kto? ma ochotę, to mogę o tych ?wiatach opowiedzieć zaraz po tym, gdy skończę
        > je?ć zupę), a więc zjadajšc zwierzęta zjadamy wraz z mni ich ?wiadomo?ć. A
        > pożeranie cudzej ?wiadomo?ci nie przystoi duchowo rozwiniętej jednostce (a.
        > jednostce o ten rozwój dbajšcej) (nie jem mięsa dopiero od 4 lat). amen.

        Oczywiscie!!! Moznabyloby to rozwinac chociaz ten zarys w zupelnosci wystarczy.
        I wniosek z tegp jest taki, ze niestety ale konsumujac mieso nie jest mozliwy
        nasz duchowy rozwoj.


        • j_ar Re: 2 zasłyszane przeze mnie od 15.06.04, 12:12
          a ryby? ryby to tez miesa? czy nie? a dzdzownice (mniaaam mniam)? a
          wycyckiwanie krow jako etyczne podejscie do zwierzat?... gdyby tak latwo mozna
          sie uduchawiac to wystarczyloby tylko zmieniac diete i zostac stworzeniem
          odzywiajacym sie sloncem, a w glowie pusto ia w duszy smutno ...bo glodno ;)
          • ten_sam Re: 2 zasłyszane przeze mnie od 15.06.04, 12:22
            j_ar napisał:

            > a ryby? ryby to tez miesa? czy nie? a dzdzownice (mniaaam mniam)? a
            > wycyckiwanie krow jako etyczne podejscie do zwierzat?... gdyby tak latwo
            mozna
            > sie uduchawiac to wystarczyloby tylko zmieniac diete i zostac stworzeniem
            > odzywiajacym sie sloncem, a w glowie pusto ia w duszy smutno ...bo glodno ;)

            jesli chodzi o mleko, to juz zupelnie inna bajka. juz wiadomo ze ono wcale nam
            nie sluzy, ale szkodzi. tak jak i produkty pochodne. bo chociaz zawiera wapno,
            to jednak tylko nam je z organizmu zabiera. jest to juz udowodnione i jest o
            tym cala ksiazka "mleko cichy morderca" chyba jakos tak autora nie pamietam.
            ale o tym glosno sie nie mowi, bo podobnie jak z miesem ktore jest tez
            szkodliwe, nalezaloby zlikwidowac caly przemysl miesny i nabialowy, co
            oznaczaloby katastrofe dla gospodarki. wiec chyba wszystko jest jasne...
            • j_ar Re: 2 zasłyszane przeze mnie od 15.06.04, 12:24
              a z mlekiem to akurta jest kilka publikacji i niektore uwzaja, ze pomylka jest
              twierdzenie iz mleko nie jest przyswajalne, bo zalezy to od warunkow otoczenia
              w jakich czlwek sie urodzil oraz od jego indywidalnych predyspozycji, ksiazke
              widzialem, bardzo jednostronna, taki rynek, coz...
              -a dlaczego mieso szkodliwe? przciez mozna tyle przeczytac o dobroczynnych
              skutkach jedzenia miesa, nawet surowego! uwierysz????
              • ten_sam Re: 2 zasłyszane przeze mnie od 15.06.04, 12:29
                J_ar, nie przekonasz mnie nigdy do miesa. nie jem go juz 10 lat i czuje sie
                wysmienicie. a wyniki morfologiczne mam doskonale. wiec po co?
                • ziemiomorze Re: 2 zasłyszane przeze mnie od 15.06.04, 12:33
                  ten_sam napisał:

                  > J_ar, nie przekonasz mnie nigdy do miesa. nie jem go juz 10 lat i czuje sie
                  > wysmienicie. a wyniki morfologiczne mam doskonale. wiec po co?

                  Tyle, ze jedzacy codziennie faske smalcu i zagryzajacy to boczkiem zwolennicy
                  diety Kwasniewskiego tez powiedza Ci, ze sie swietnie czuja. Ze ustapily rozne
                  dolegliwosci, ktore ich dreczyly i ze mieso to pokarm zycia dla nich.

                  I co?

                  zet.
                  • ten_sam Re: 2 zasłyszane przeze mnie od 15.06.04, 12:42
                    ziemiomorze napisała:


                    > Tyle, ze jedzacy codziennie faske smalcu i zagryzajacy to boczkiem zwolennicy
                    > diety Kwasniewskiego tez powiedza Ci, ze sie swietnie czuja. Ze ustapily
                    rozne
                    > dolegliwosci, ktore ich dreczyly i ze mieso to pokarm zycia dla nich.
                    >
                    > I co?
                    > zet.
                    >

                    a niektorzy czuja sie lepiej po wypiciu niz przed

                    nie mozesz utozsamiac samopoczucia po lanczu - ze swiadomosciom zabijania :))))

                • j_ar Re: 2 zasłyszane przeze mnie od 15.06.04, 12:51
                  hehehe..ani mi w glowie przekonywac do jedzenia miesa, ale tez nie warto moze
                  byc tak upartym w swoich pogladach, bo traci sie z oczu wycinek innej calosci;)
                • Gość: Luty NIGDY NIE PRZEKONASZ MIESOZERCOW.... IP: *.dialup.mindspring.com 15.06.04, 14:22
                  NIGDY NIE PRZEKONUJ LUDZI DO WEGETARIANIZMU. Wzbudzasz tylko u nich agresje...
                  Podsunac mozesz artykul, ale dyskutowac nie ma sensu. Kazdy musi SAM dojrzec do
                  zrozumienia celu i istoty wegetarianizmu.
                  • kwieto Re: NIGDY NIE PRZEKONASZ MIESOZERCOW.... 15.06.04, 14:56
                    Dokladnie.
                    Aczkolwiek to Ten_sam na moj post zareagowal agresja a nie odwrotnie - jesli
                    agresje potraktujemy jako rzecz "niska", "nie przystajaca osobie uduchowionej"
                    to wychodzi na to, ze wegetarianizm duchowo uwstecznia :"P

                    Zwroc uwage, ze w swoim poscie nie krytykowalem osob nie jedzacych miesa, a
                    tylko stawianie wegetarianizmu jako "lepszego" od jedzenia miesa. Moim zdaniem,
                    niezaleznie od korzystnych lub niekorzystnych wplywow wegetarianizmu na
                    oftanizm, takie podejscie to blad.

                    Acha - dodam jeszcze, ze jedni bez miesa swietnie zyja, ale tez znam i takich,
                    co po okresie wegetarianizmu dostali po prostu anemii i zostali oddelegowani na
                    diete miesna.

                    Byc moze fajnie jest nie jesc w ogole miesa, ale zeby to stawiac na piedestal?

                    No i powraca pytanie - co wegetarianie na pozostale zastosowania "surowcow
                    odzwierzecych"? Stajemy z lekami itd? Trujemy srodowisko syntetykami?
                    • Gość: Luty Re: NIGDY NIE PRZEKONASZ MIESOZERCOW.... IP: *.dialup.mindspring.com 15.06.04, 15:45

                      kwieto napisał:

                      > Dokladnie.
                      > Aczkolwiek to Ten_sam na moj post zareagowal agresja a nie odwrotnie - jesli
                      > agresje potraktujemy jako rzecz "niska", "nie przystajaca osobie
                      uduchowionej"
                      > to wychodzi na to, ze wegetarianizm duchowo uwstecznia :"P
                      >
                      > Zwroc uwage, ze w swoim poscie nie krytykowalem osob nie jedzacych miesa, a
                      > tylko stawianie wegetarianizmu jako "lepszego" od jedzenia miesa. Moim
                      zdaniem,
                      >
                      > niezaleznie od korzystnych lub niekorzystnych wplywow wegetarianizmu na
                      > oftanizm, takie podejscie to blad.
                      >
                      > Acha - dodam jeszcze, ze jedni bez miesa swietnie zyja, ale tez znam i
                      takich,
                      > co po okresie wegetarianizmu dostali po prostu anemii i zostali oddelegowani
                      na
                      >
                      > diete miesna.
                      >
                      > Byc moze fajnie jest nie jesc w ogole miesa, ale zeby to stawiac na piedestal?
                      >
                      > No i powraca pytanie - co wegetarianie na pozostale zastosowania "surowcow
                      > odzwierzecych"? Stajemy z lekami itd? Trujemy srodowisko syntetykami?
                      >



                      Sorry Kwieto, ale nie dyskutuje z nikim na tamat slusznosci czy nieslusznosci
                      wegetarianizmu. Kazdy swoj rozum ma, i niech sie nim posluguje, jak umie
                      najlepiej. Jedno powiem tylko, bylem kiedys, bardzo dawno, miesozeca i
                      dlatego...rozumiem miesozercow...
                      • j_ar Re: NIGDY NIE PRZEKONASZ MIESOZERCOW.... 15.06.04, 15:47
                        a czy wegetarian mozna nazwac trawozercami? czy to zbyt duze uproszczenie?
                      • kwieto Re: NIGDY NIE PRZEKONASZ MIESOZERCOW.... 15.06.04, 15:54
                        > Sorry Kwieto, ale nie dyskutuje z nikim na tamat slusznosci czy nieslusznosci
                        > wegetarianizmu

                        OK. Rozmowe rozpoczal Ten_sam, sugerujac jakoby wegetarianizm swiadczyl
                        o "rozwinieciu duchowym" (czytaj: byciu "lepszym") Moim zdaniem to bzdura.

                        Uwaga ta do slusznosci czy nieslusznosci (wolalbym - powodow by byc lub nie
                        byc) wegetarianizmu ma sie nijak.

                        Tym bardziej dziwi agresywna reakcja Tego_samego na moj post (ale to uwaga na
                        marginesie)
                        • j_ar Re: NIGDY NIE PRZEKONASZ MIESOZERCOW.... 15.06.04, 15:57
                          bo wegetarianie to strasznie agresywne ludzie, ja to wieeeem... nie jedza
                          mieska, sil nie maja, ale agresja zostaje... i cudna w oczach, sam
                          sprtawdzalem...to stakie straszne ;(
                          • Gość: Luty Re: NIGDY NIE PRZEKONASZ MIESOZERCOW.... IP: *.dialup.mindspring.com 15.06.04, 16:08
                            Roslinozercy - mysle, ze to dobra nazwa...
                            Jestem roslinozerca, ale nikogo nie namawiam do weg. ani nie czuje sie z tego
                            powodu lepszy. Czuje ogromna ulge i radosc, kiedy moge spojrzec krowie prosto w
                            oczy bez wstydu...A mam tutaj za plotem male ich stadko...
                            • kvinna Nie gniewaj się, chce mi się śmiać 15.06.04, 16:12
                              Też czułam się lepsza, gdy jedłam mięsa.

                              :)

                              Bezpodstawnie :)

                              Luty :) Uwaga, bo rozwalisz łepek o sufit.







                              Gdy wzlecisz do góry


                              :)
                              • Gość: Luty Re: Nie gniewaj się, chce mi się śmiać IP: *.dialup.mindspring.com 15.06.04, 16:22
                                Odezwalas sie wreszcie, ciesze sie, ze Ci wesolo. Od kogo mialbym sie czuc
                                lepszy, od siebie samego...? przeciez bylem misozerca...nie przkreslam siebie,
                                tego z przed wielu lat. Odczuwam potrzebe szacunku do wszelkiego zycia....taka
                                mam potrzebe, czy to zle...?
                                • kvinna nie, to nie to 15.06.04, 16:26
                                  Nie rób z tego kwestii.

                                  Nie czuję się gorsza, bo smakują mi krwiste befsztyki. I kotlety sojowe. I
                                  soczewica. I takie tam :)

                                  Nie o to idzie.

                                  Interesujesz się buddyzmem? "Szacunek do wszelkich form życia" to stamtąd.
                                  Zapytam: zamiatasz miotełką przed sobą, gdy idziesz? Aby nie deptać robaczków...

                                  :)

                                  Nie dajmy się zwariować :)

                                  Jesteś mnichem? Wtedy tak. Ta miotełka.

                                  • Gość: Luty Re: nie, to nie to IP: *.dialup.mindspring.com 15.06.04, 16:37
                                    Nie jestem "buddysta", a buddyzmem interesuje sie, tak, jak interesuje sie
                                    innymi dziedzinami. Szacunek do wszelkiego zycia jest mi potrzebne jak
                                    oddychanie, bez tego moje zycie nie mialoby wartosci...
                                    • ziemiomorze Re: nie, to nie to 15.06.04, 16:42
                                      Gość portalu: Luty napisał(a):

                                      > Nie jestem "buddysta", a buddyzmem interesuje sie, tak, jak interesuje sie
                                      > innymi dziedzinami. Szacunek do wszelkiego zycia jest mi potrzebne jak
                                      > oddychanie, bez tego moje zycie nie mialoby wartosci...


                                      No ale, Luty - nosisz buty ze skory? Pijesz piwo klarowane przy uzyciu
                                      produktow odzwierzecych? Przyjmujesz witamine B12, wytwarzana ze zwierzat?
                                      Jakiekolwiek leki? Itd.

                                      Nie proboje byc zlosliwa, pytam, bo jestem ciekawa, czy takie zycie jest
                                      mozliwe.
                                      zet.
                                      • Gość: Luty ziemiomorze IP: *.dialup.mindspring.com 15.06.04, 17:36
                                        Robie co moge...co w mojej mocy...jezeli musze przyjac B12, to ja przyjmuje i
                                        nie rozpaczam...produkty odzwierzece, to troche cos innego, niz produkty
                                        zwierzece. Nie wiem dlaczego musze sie tlumaczyc z tego, ze nie jem miesa, czy
                                        zadalem Ci chociaz jedno pytanie na temat Twojego spozwania miesa...? Czy
                                        powiedzialem, ze Twoje jedzenia miesa nie podoba mi sie...? Jedz mieso,ile
                                        chcesz, mnie nic do tego...Nie nawracam Cie na wegetarianizm...
                                        • ziemiomorze Re: ziemiomorze 15.06.04, 23:15
                                          Gość portalu: Luty napisał(a):

                                          > Robie co moge...co w mojej mocy...jezeli musze przyjac B12, to ja przyjmuje i
                                          > nie rozpaczam...produkty odzwierzece, to troche cos innego, niz produkty
                                          > zwierzece.

                                          Produkty odzwierzece nie powstalyby, gdyby nie zabito. Szynke od witaminy B12
                                          czy tej substancji uzywanej do klarowania piwa rozni, jesli chodzi o etyke,
                                          jedynie stopien przetworzenia tego zwierzaka. Nadal - je sie cos, co powstalo
                                          dzieki cierpieniu i smierci.

                                          Nie wiem dlaczego musze sie tlumaczyc z tego, ze nie jem miesa, czy
                                          > zadalem Ci chociaz jedno pytanie na temat Twojego spozwania miesa...?

                                          Wcale Cie o to nie prosze. Skad ten pomysl?

                                          Czy
                                          > powiedzialem, ze Twoje jedzenia miesa nie podoba mi sie...? Jedz mieso,ile
                                          > chcesz, mnie nic do tego...Nie nawracam Cie na wegetarianizm...


                                          Jak podkreslalam - a jesli nie dosc mocno, to zrobie to jeszcze raz - nie
                                          probuje Cie oceniac ani prosic o tlumaczenie. Pare razy w zyciu bylam sama
                                          blisko takiej decyzji, ale przerazal mnie ogrom przedsiewziecia, bo dla mnie
                                          wegetarianizm to nie tylko niejedzenie miesa, ale wycofanie sie ze wszystkiego,
                                          co jest budowane na cierpieniu zwierzat. I dotarlo do mnie, ze chociaz uznaje
                                          prawo zwierzat do zycia, to bede korzystac ze szpitalii bede brac lekarstwa,
                                          chociaz one wszystkie byly wyprobowywane na zwierzetach.
                                          I ciekawa jestem, czy takie zycie w ogole , z taka postawa, ktora nie
                                          przedklada zycia zwierzecia nad ludzkie jest mozliwe.

                                          Dlatego tak Cie mecze pytaniami,

                                          zet.
                                          • Gość: Luty Re: ziemiomorze IP: *.dialup.mindspring.com 16.06.04, 13:05
                                            Pare razy w zyciu bylam sama
                                            > blisko takiej decyzji, ale przerazal mnie ogrom przedsiewziecia, bo dla mnie
                                            > wegetarianizm to nie tylko niejedzenie miesa, ale wycofanie sie ze
                                            wszystkiego,
                                            >
                                            > co jest budowane na cierpieniu zwierzat. I dotarlo do mnie, ze chociaz uznaje
                                            > prawo zwierzat do zycia, to bede korzystac ze szpitalii bede brac lekarstwa,
                                            > chociaz one wszystkie byly wyprobowywane na zwierzetach.
                                            > I ciekawa jestem, czy takie zycie w ogole , z taka postawa, ktora nie
                                            > przedklada zycia zwierzecia nad ludzkie jest mozliwe.
                                            >

                                            Od czegos trzeba zaczac, nie...? Ja zaczalem skromnie, od niejedzenia miesa...
                                      • kvinna Buddyjska przypowieść dla Lutego 16.06.04, 09:20
                                        Dwaj mnisi przeprawiali się na drugą stronę rzeki. Jeden stary był, drugi
                                        młody. Na brzegu młoda kobieta poprosiła ich o przeniesienie. Mnisi mają zakaz
                                        dotykania kobiet. Młody, niewiele myśląc, wziął ją na plecy i przeniósł. Stary
                                        gryzł się tym bardzo.

                                        Ciąg dalszy nastąpi :)

                                        p.s. Luty, poczytaj troszkę. Wskazówka, nie protekcja.

                                        Kapleau, to właściwie klasyka. "Trzy filary zen" (polecam szczególnie), "Zen:
                                        świt na Zachodzie" (zabawniejsza).

                                        • Gość: Luty Re: Buddyjska przypowieść dla Lutego IP: *.dialup.mindspring.com 16.06.04, 12:59

                                          kvinna napisała:

                                          > Dwaj mnisi przeprawiali się na drugą stronę rzeki. Jeden stary był, drugi
                                          > młody. Na brzegu młoda kobieta poprosiła ich o przeniesienie. Mnisi mają
                                          zakaz
                                          > dotykania kobiet. Młody, niewiele myśląc, wziął ją na plecy i przeniósł.
                                          Stary
                                          > gryzł się tym bardzo.
                                          >
                                          > Ciąg dalszy nastąpi :)
                                          >
                                          > p.s. Luty, poczytaj troszkę. Wskazówka, nie protekcja.
                                          >
                                          > Kapleau, to właściwie klasyka. "Trzy filary zen" (polecam szczególnie), "Zen:
                                          > świt na Zachodzie" (zabawniejsza).


                                          Stary gryzl sie tym bardzo i zrzedzil; jak mogles, preciez nie mozemy dotykac
                                          kobiet, zlamales prawo...Ida i Ida, uszli juz kawal drogi a stary mnich znowu
                                          zaczyna; nie moge tego pojac, jak mogles to zrobic, dotykac kobiety, zlamales
                                          prawo. A mlody mnich na to; ojcze to bylo trzy godziny temu, ja juz o tym
                                          zapomnialem, a ty te kobiete dzwigasz w dalszym ciagu na plecach...

                                          Cos kolo tego...?
                                          • j_ar Re: Buddyjska przypowieść dla Lutego 16.06.04, 13:03
                                            aa..znaczy sie, ze ten stary byl zazdrosny bo tez by chcial sobie podotykac
                                            kobitke hehehehe...swintuszek no....
                                            • Gość: Luty Re: Buddyjska przypowieść dla Lutego IP: *.dialup.mindspring.com 16.06.04, 13:08
                                              Malo tego, mmlody juz dawno zapomnial o przysludze, a stare te kobitke ciagle
                                              jeszcze w ramionach trzymal hy hy hy....
                                              • kvinna Brawa :) 16.06.04, 14:22
                                                Teraz rozumiesz?
                                                • Gość: Luty Re: Brawa :) IP: *.dialup.mindspring.com 16.06.04, 14:25
                                                  Nie , nie rozumiem...wyjasnij prosze co masz na mysli...
                                                  • kvinna W buddyzmie się mówi tak 16.06.04, 14:54
                                                    Nie wyrzekaj się, ale i nie przywiązuj.


                                                    Siedzisz, a te myśli/obrazy/emocje płyną.
                                                    Niczego nie zatrzymujesz.

                                                    Trudne, prawda?

                                                  • Gość: Luty Re: W buddyzmie się mówi tak IP: *.dialup.mindspring.com 16.06.04, 14:56

                                                    kvinna napisała:

                                                    > Nie wyrzekaj się, ale i nie przywiązuj.
                                                    >
                                                    >
                                                    > Siedzisz, a te myśli/obrazy/emocje płyną.
                                                    > Niczego nie zatrzymujesz.
                                                    >
                                                    > Trudne, prawda?


                                                    Prawda kwinno...prawda...
            • zlewozmywak1 Re: 2 zasłyszane przeze mnie od 15.06.04, 15:27
              Jak to czytam to wyczuwam w sobie komandosa.
    • alkmaar uwaga ! pułapka ! 15.06.04, 12:29
      kilka lat temu w?ród uduchowionych amerykańskich głębokich ekologów rozgorzała
      wielka dysputa, o tym, jakš ?wiadomo?ć posiadajš krewetki : na tyle wysokš,
      żeby nie można ich było zjadać, czy na tyle ordynarnš, żeby można było je
      wpierniczać w ekologicznym komforcie. Chyba nie o to chodzi, zeby rozgryzać,
      czy dzdżownica jest z mięsa, czy nie, i czy gdy jadšc rowerem wpadnie nam
      przypadkowo do gardła komar to czy nie polecieć w krzaki porzygać się, żeby
      nasze 3 lata medytacji z powodu jego połknięcia nie poszły na marne. Chodzi o
      osobistš SWIADOMOSC ! (o której zaraz opowiem) -
      • j_ar Re: uwaga ! pułapka ! 15.06.04, 12:52
        o kurcze, to az trzy lata?...moj boze ;(((...
      • kvinna Cześć, mogę posłuchać? 15.06.04, 13:06
        też o tym pisałam. Że kluczem jest ŚWIADOMOŚĆ (co za krzyk!:)

        Co z tego, że Iksiński nie będzie jadł mięsa, jeśli pozostanie tylko poczciwiną
        Iksińskim, bo taki już po prostu jest.

        Wegetarianką byłam równo 5 lat (bo cierpienie zwierząt). Teraz został mi nawyk
        zdrowego odżywiania (slow-food tak, śmieciowe jedzenie-nie)

        Nie dajmy się zwariować.

        :)

        Chodzi o JAKOŚĆ życia w ogóle, o to, co z nim robimy, o to co z nim robimy.

        Oświecić Cię może niemal wszystko.

        Buddę walnęło w głowę jabłko.

        Taniec, rozmowa, wszystko.

    • alkmaar wegeterianizm sam w 15.06.04, 13:07
      sobie nie jest praktykš duchowš, ale może być jej elementem (tak jak włożenie
      kimona nie czyni z nkogo od razu karateki). A więc sš osoby rozwiniete duchowo,
      które mięso jedzš, i które miesa nie jedzš. Od własnej INTUICJI zależy, czy dla
      naszego osobistego rozwoju ważne będzie niejedzenie mięsa, czy też zupełnie
      nieistotne. Ale jeżeli dla kogo? pierwszym krokiem na drodze duchowego rozwoju
      jest przej?cie na wegetarianizm, to uszanujmy to i wspierajmy go na Drodze.
      amen.
      • ziemiomorze Re: wegeterianizm sam w 15.06.04, 13:25
        alkmaar napisał:

        > sobie nie jest praktykš duchowš, ale może być jej elementem (tak jak włożenie
        > kimona nie czyni z nkogo od razu karateki). A więc sš osoby rozwiniete
        duchowo,
        >
        > które mięso jedzš, i które miesa nie jedzš. Od własnej INTUICJI zależy, czy
        dla
        >
        > naszego osobistego rozwoju ważne będzie niejedzenie mięsa, czy też zupełnie
        > nieistotne. Ale jeżeli dla kogo? pierwszym krokiem na drodze duchowego
        rozwoju
        > jest przej?cie na wegetarianizm, to uszanujmy to i wspierajmy go na Drodze.
        > amen.

        Bosko.
        Tyle, ze z wegetarianami czasem jest tak - ktos tu juz o tym pisal -
        ze 'probuja nawracac' i czuja sie lepsi. Ten_sam tu o tym napisal - nie jem
        miesa, co oznacza, ze stoje wyzej ( forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?
        f=210&w=13427080&a=13444468 ). Ja takich ludzi nawzywam 'nienawidzacymi
        wegetarianami'; taki wegetarianizm nie jest swiadectwem rozwoju; przeciwnie.

        I - jesli ktos usiluje mnie usilnie przekonac co do jakiejs idei, co mam
        wrazenie, ze probuje tez siebie samego przekonac.

        zet.
        • Gość: krish Re: wegeterianizm sam w IP: 62.233.233.* 15.06.04, 13:44
          > I - jesli ktos usiluje mnie usilnie przekonac co do jakiejs idei, co mam
          > wrazenie, ze probuje tez siebie samego przekonac.
          >


          Przybij piątkę, ziemiomorze!!!
          • ziemiomorze Re: wegeterianizm sam w 15.06.04, 13:51
            Gość portalu: krish napisał(a):

            > Przybij piątkę, ziemiomorze!!!

            Dobra!
        • ten_sam Ziemiomorze... 15.06.04, 14:03
          ziemiomorze napisała:

          > Bosko.
          > Tyle, ze z wegetarianami czasem jest tak - ktos tu juz o tym pisal -
          > ze 'probuja nawracac' i czuja sie lepsi. Ten_sam tu o tym napisal - nie jem
          > miesa, co oznacza, ze stoje wyzej ( forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?
          > f=210&w=13427080&a=13444468 ). Ja takich ludzi nawzywam 'nienawidzacymi
          > wegetarianami'; taki wegetarianizm nie jest swiadectwem rozwoju; przeciwnie.
          >
          > I - jesli ktos usiluje mnie usilnie przekonac co do jakiejs idei, co mam
          > wrazenie, ze probuje tez siebie samego przekonac.
          >
          > zet.

          nikogo nie probuje do niczego przekonywac,czy nawracac
          jest akurat odwrotnie
          to mi zostaly postawione zarzuty ze postepuje nieprawidlowo, bo to i tamto
          wiec to raczej inni tego_samego probowali nawracac

          nie wiem gdzie dopatrzylas sie w moim stwierdzeniu ze stoje wyzej od
          miesozercow nienawisci skoro zaliczylas mnie do "nienawidzacych"????????
          prosze pokaz mi to
          jest widoczne golym okiem ze kazdy, kto przyczynia sie do niezabijania stoi
          wyzej od tego co placi rzeznikowi
          to jest chyba oczywiste
          niemniej jednak NIE MA tu nienawisci


          • ziemiomorze Re: Ziemiomorze... 15.06.04, 14:19
            ten_sam napisał:
            > nikogo nie probuje do niczego przekonywac,czy nawracac
            > jest akurat odwrotnie
            > to mi zostaly postawione zarzuty ze postepuje nieprawidlowo, bo to i tamto
            > wiec to raczej inni tego_samego probowali nawracac
            >
            > nie wiem gdzie dopatrzylas sie w moim stwierdzeniu ze stoje wyzej od
            > miesozercow nienawisci skoro zaliczylas mnie do "nienawidzacych"????????
            > prosze pokaz mi to

            Napisales:
            'nie jem miecha
            nie przyczyniam sie do uboju zwierzat
            i przez to uwazam ze stoje wyzej od kogos kto je zabija'

            > jest widoczne golym okiem ze kazdy, kto przyczynia sie do niezabijania stoi
            > wyzej od tego co placi rzeznikowi
            > to jest chyba oczywiste
            > niemniej jednak NIE MA tu nienawisci

            Dla mnie jest; byc moze nadinterpretuje.

            I juz calkiem na marginesie to, co napisalam gdzies wyzej (wytne i wkleje
            zamiast odsylac do linku):

            "Gość portalu: Luty napisał(a):

            > 1. Zostawianie po sobie jak najmniej "sladow': wegetarianizm (podstawa),
            > ograniczanie konsumpcji w kazdej postaci, ekologiczne uwrazliwienie...

            Wtedy trzeba by uciec od systemu. Zwierzat uzywa sie nie tylko do produkcji
            miesa, malo humanitarne jest tez produkowanie nabialu (podpuszczki cielecej
            uzywa sie takze do produkcji sera zoltego), w niemal wszystkich gatunkach piwa
            sa produkty odzwierzece, to samo dotyczy wina, niewinnie wygladajacych
            produktow z zelatyna (takze jogurtow), wiekszosci kosmetykow (produkty
            odzwierzece i badania na zwierzetach), wszystkich lekarstw i technik
            medycznych, wielu badan naukowych (postep w biochemii nie bylby mozliwy bez
            ofiar ze zwierzat). Nie mowiac juz o przemysle skorzarskim i jedwabnym. Itd,
            itd. Jesli chce sie byc wolnym od cierpienia zwierzat, nalezaloby konsekwetnie
            wyeliminowac te wszystkie przedmioty i produkty ze swojego zycia. Zegnaj
            dezodorancie i aspiryno.
            To samo dotyczy 'ekologicznej wrazliwosci', o ktorej napisales. "

            Troche wyglada mi na to, ze wegetarianizm osoby, ktora korzysta np. ze szpitali
            czy nosi skorzane buty to tworzenie sensow.

            zet.
            • ten_sam Re: Ziemiomorze... 15.06.04, 15:03
              ziemiomorze napisała:

              >
              > Troche wyglada mi na to, ze wegetarianizm osoby, ktora korzysta np. ze
              szpitali
              >
              > czy nosi skorzane buty to tworzenie sensow.
              >
              > zet.
              >

              dobra, powiedzmy buty, lekarstwa - wyzsza koniecznosc
              ale jesli zabilismy w tym celu 1000 krow, czy upowaznia i usprawiedliwia nas to
              do zabijania milionow istnien?
              pomiedzy butami - i zerem
              nie ma zadnego zwiazku!!!
              • ziemiomorze Re: Ziemiomorze... 15.06.04, 15:31
                ten_sam napisał:
                > dobra, powiedzmy buty, lekarstwa - wyzsza koniecznosc
                > ale jesli zabilismy w tym celu 1000 krow, czy upowaznia i usprawiedliwia nas
                > to
                > do zabijania milionow istnien?

                W laboratoriach naukowych zabija sie - czesto w wyjatkowo okrutny sposob -
                miliony zwierzat. Zapewne jest to i tak ulamek tego, co zjadamy. No i co?
                Nadal - czy pijesz piwo wegetarianskie i jesz wegetarianski ser zolty?

                Nic nie usprawiedliwia cierpienia; mysle jednak, ze jesli jest niezgoda na to,
                to powinna byc konsekwencja. Mi brakuje tej drugiej, wiec daje sobie zgode na
                jedzenie zwierzat.

                > pomiedzy butami - i zerem
                > nie ma zadnego zwiazku!!!

                No wlasnie jest - i za jednym i drugim stoi to cierpienie tego samego
                stworzenia. Wiec?

                zet.
                • j_ar piwo 15.06.04, 15:39
                  ale co jest z piwem? jakies dodatki zwirzece? jakies mieso?
                  • ziemiomorze Re: piwo 15.06.04, 16:22
                    j_ar napisał:

                    > ale co jest z piwem? jakies dodatki zwirzece? jakies mieso?

                    Cytat ze strony : czeki.website.pl/doc/wege.html

                    21. Czy napoje alkoholowe (np. piwo, wino) są wegetariańskie?

                    "{gzyra:}

                    Wiem, że już to podawałem i wiem, że może się poniższe mieć nieco nijak do
                    realiów polskich, ale w związku z małym ruchem na grupce podaję jeszcze raz
                    info o alkoholach...
                    Sa to wyjatki z ulotki informacyjnej Vegetarian Society (UK), oryginalnie
                    zawarte w poscie na grupe rec.food.veg w 1994 roku:

                    "(...) alkohol jest rutynowo (rokrocznie) testowany na tysiacach zwierzat
                    (chociaz zwykle nie czynia tego bezposrednio poszczegolne przedsiebiorstwa".

                    "Piwa jasne kondycjonowane w beczkach wymagaja klarowania, by usunac
                    material (przede wszystkim drozdze) zawarty w zawiesinie plynu. Czynione jest
                    to niezmiennie poprzez dodawanie karuku (tzw. kleju rybnego, uzyskanego z
                    pecherzy plawnych niektorych ryb tropikalnych, przede wszystkim jesiotra),
                    ktory dziala jako opadajaca zawiesina (przechwytuje zanieczyszczenia
                    i sprowadza je na dno - dg). Jesli patrzyles kiedys pod swiatlo na prawdziwe
                    jasne piwo i widziales wirujace zmetnienia, sugeruje to ze beczka byla
                    wczesniej naruszona i karuk zostal wstrzasniety z dna. Piwa butelkowane
                    naturalnie kondycjonowane nie zawsze klaruje sie karukiem. "Keg Beers" i piwa
                    lezakowe (lager) sa pasteryzowane i zwykle przechodza przez "Chill Filters"
                    (nie wiem co to znaczy - dg), podobnie jak piwa puszkowane i niektore
                    butelkowane. Jednakze znaczna liczba browarow wciaz uzywa karuku przy
                    oczyszczaniu piw pasteryzowanych, chociaz czesto tylko do ratowania wybranych
                    partii, ktore uznano za zbyt metne. Od czasu do czasu uzywa sie dodatku E471
                    (bywa pochodzenia zwierzecego), jako czynnika kontrolujacego piane w trakcie
                    procesu produkcji "keg beers".

                    "W przypadku win skladniki odzwierzece pojawiaja sie rowniez przy procesie
                    klarowania. Czynnikiem oczyszczajacym moze byc: karuk, zelatyna, albumina
                    jajka, modyfikowana kazeina (z mleka), chityna (uzyskiwana ze skorup krabow
                    lub homarow) albo krew wolu (dzisiaj rzadko uzywana). Istnieja alternatywy
                    w postaci bentonitu, diatomitu (ziemi okrzemkowej), kaolinu i zelu
                    krzemionkowego lub ich roztworow. Wiekszosc win organicznych nie korzysta
                    z czynnikow oczyszczajacych pochodzenia zwierzecego - ale niektore tak.
                    (...) czynniki oczyszczajace usuwane sa w koncowej fazie procesu, z wyjatkiem
                    bardzo malych ilosci".

                    "Wszystkie spirytusy wydaja sie byc do zaakceptowania dla wegetarian,
                    z wyjatkiem Malt Whisky, niektorych whisky mieszanych. Takze hiszpanskiego
                    Brandy, ktore bylo kondycjonowane w beczkach, w ktorych wczesniej
                    przetrzymywane bylo Sherry, mogace byc oczyszczane czynnikami odzwierzecymi
                    (same Brandy nie jest produkowane z wina, ktore podlegalo jakimkolwiek
                    procesom oczyszczania)."

                    "Wszystkie porto, oprocz "crusted" porto (nie wiem o jakie chodzi - dg) sa
                    klarowane zelatyna. Sherry nalezy traktowac w podobny sposob jak wino".

                    "Barwniki: E120 (koszenila) produkowana poprzez ekstrahowanie czerwonego
                    barwnika z lusek insektow gatunku Dactilopius Coccus uzywana jest w
                    niewielkiej liczbie czerwonych win, soft-drinkow i Campari".

                    {mick3y:}

                    Postanowiłem sprawdzić jak wygląda sprawa klarowania piwa w Polsce,
                    chwyciłem za telefon i oto wyniki: -nieużywające jakichkolwiek składników
                    odzwierzęcych Lech Browary Wareckie Żywiec (Żywiec, EB m.in.)(technik
                    produkcji poinformował mnie o ziemi okrzemkowej o PVP((?)syntetyk jakiś,
                    ale nie odzwierzęcy)"

                    zet.
                    • j_ar Re: piwo 16.06.04, 09:13
                      dzieki;).. spoko, ufff... mozna pic piwko... ale z tego co widze, zdecydowanie
                      bezpieczniej jednak spirytusik...kto by pomyslal ;)
                • Gość: Luty Re: Ziemiomorze... IP: *.dialup.mindspring.com 16.06.04, 17:01
                  ziemiomorze napisała:

                  > ten_sam napisał:
                  > > dobra, powiedzmy buty, lekarstwa - wyzsza koniecznosc
                  > > ale jesli zabilismy w tym celu 1000 krow, czy upowaznia i usprawiedliwia n
                  > as
                  > > to
                  > > do zabijania milionow istnien?
                  >
                  > W laboratoriach naukowych zabija sie - czesto w wyjatkowo okrutny sposob -
                  > miliony zwierzat. Zapewne jest to i tak ulamek tego, co zjadamy. No i co?
                  > Nadal - czy pijesz piwo wegetarianskie i jesz wegetarianski ser zolty?
                  >
                  > Nic nie usprawiedliwia cierpienia; mysle jednak, ze jesli jest niezgoda na
                  to,
                  > to powinna byc konsekwencja. Mi brakuje tej drugiej, wiec daje sobie zgode na
                  > jedzenie zwierzat.
                  >
                  > > pomiedzy butami - i zerem
                  > > nie ma zadnego zwiazku!!!
                  >
                  > No wlasnie jest - i za jednym i drugim stoi to cierpienie tego samego
                  > stworzenia. Wiec?
                  >
                  > zet.


                  > W laboratoriach naukowych zabija sie - czesto w wyjatkowo okrutny sposob -
                  > miliony zwierzat. Zapewne jest to i tak ulamek tego, co zjadamy. No i co?
                  > Nadal - czy pijesz piwo wegetarianskie i jesz wegetarianski ser zolty?

                  Piszesz wyjatkowe glupoty...rence opadaja...
                  • ziemiomorze Re: Ziemiomorze... 16.06.04, 17:14
                    Gość portalu: Luty napisał(a):
                    > Piszesz wyjatkowe glupoty...rence opadaja...

                    Nie rozumiem, po co to napisales. Jesli chciales mi dokuczyc, to kula w plot.
                    Jesli chciales kontynuowac dialog, to tez raczej nie, bo nie widze tu woli
                    dialogu (nie jest sa nia ataki personalne). Jesli chciales ten dialog skonczyc,
                    czemu nie zrobiles tego grzeczniej?
                    Ja nie pozwalam sobie na uzycie obrazliwego slowa w stosunku do kogos, kto ma
                    watpliwosci do do tego, co pisze - glownie dlatego, ze uwazam, ze to bez sensu.
                    Tez troche kwestia klasy, mysle.
                    Zauwaz, ze ja piszac cokolwiek, odwoluje sie do tego, co ktos napisal, a wiec
                    mam watpliwosci co do czyichs argumentow, a nie tej osoby. Z Toba najwyrazniej
                    jest inaczej.

                    Wiec - po co napisales Luty to zdanie?

                    zet.
                    • Gość: Luty Re: Ziemiomorze... IP: *.dialup.mindspring.com 17.06.04, 04:47
                      ziemiomorze napisała

                      > W laboratoriach naukowych zabija sie - czesto w wyjatkowo okrutny sposob -
                      > miliony zwierzat. Zapewne jest to i tak ulamek tego, co zjadamy. No i co?
                      > Nadal - czy pijesz piwo wegetarianskie i jesz wegetarianski ser zolty?

                      Zapewne jest to i tak ulamek tego, co zjadamy

                      ulamek...? ulamek..? ulamek...?


                      Czyli, ze laboratoria naukowe to rzeznie, gdzie rocznie zabija sie milirdy
                      istnien. Jezeli rzeznie zabijaja 24 milirdy rocznie, to laboratoria moze 240,
                      360, 570 miliardow krow, swin i innego bydelka.. droga tasmowa..tak? To
                      chcialas powiedziec..?

                      No powiedz sama, czy to nie glupoty...? Jak to nazwac..? klamstwem,
                      prowokacja..co chcesz uzyskac takim gadaniem...? To nie jest dyskusja...brak tu
                      rzetelnosci, wiedzy, odpowiedzialnosci za slowo...
                      Nazywam to manipulacja...
                      • kwieto Re: Ziemiomorze... 17.06.04, 10:41
                        A jak sobie wyobrazasz np. tasmowa produkcje zelatyny, farbryczna produkcje
                        lekow?
                        Przyprowadza chlopek-roztropek ojcowska jalowke ktora byla
                        zawsze "ekologicznie" pasiona i z jednej jalowki robia milion pigulek?

                        Nie chodzi o testowanie lekow na zwierzetach (co swoja droga IMO jest gorsze
                        nizli zabijanie, bo cierpienie stawiam jako "gorsze" od smierci), ale o
                        komponenty zwierzece wykorzystywane do ich produkcji.

                        Wiec...?
                        • kwieto Dopisek - Luty 17.06.04, 11:23
                          Widzisz, co chce Ci uswiadomic to to, ze wegetarianizm moze byc wyrazem
                          wrazliwosci tudziez szacunku dla zycia, ale wcale nie musi.
                          Moze byc uzewnetrznieniem pewnej postawy ale nie musi, i (wybacz) mysle ze w
                          Twoim przypadku nie jest.
                          Bo niejedzenie miesa samo w sobie jest IMO pewna ucieczka od problemu - do tego
                          podbechtujaca ego - ("jestem wrazliwy, nie jem miesa, to wyraz mojego
                          uduchowienia i szacunku do zycia").
                          Natomiast jestem w stanie sobie wyobrazic obzerajacego sie stekami czlowieka,
                          ktory jednoczesnie walczy o to, by zwierzeta byly hodowane w ludzkich warunkach
                          i w ludzkich warunkach zabijane. Przyjmujacego leki, ktory stara sie ograniczyc
                          cierpienia zwierzat w laboratoriach. itd. itd.

                          Szacunek do zycia moze sie przejawiac rowniez w tym, ze ktos kupujac do domu
                          psa wybiera taka rase, ktora nie bedzie sie czula zle zamknieta przez wiekszosc
                          czasu w granicach wytyczanymch scianami "M" w bloku. (ujal mnie takim mysleniem
                          pewien znajomy)
                          I moim zdaniem, jesli mialbym ocenic, czlowiek ktory kieruje sie powyzszymi
                          kryteriami przy wyborze domowego zwierzaka (tudziez prezentuje podobna
                          wrazliwosc w innych sytuacjach dotyczacych zwierzat), chocby jadl mieso na
                          okraglo, prezentuje wiekszy "szacunek do zycia", tudziez wyzszy
                          stopien "rozwoju duchowego" nizli wegetarianin, ktorego poszanowanie zwierzat
                          konczy sie, lub siega niewiele dalej niz zaprzestanie konsumpcji.
                          • milosnikkota Re: Dopisek - Luty 17.06.04, 12:27
                            Wydaje mi się, że motorem większości działań człowieka zmierzających do tego,
                            aby się zmienić pod jakimś względem, jest właśnie chęć bycia lepszym. Wcale nie
                            musi to oznaczać bycia lepszym od innych, ale bycia lepszym od
                            siebie "wcześniejszego". Jeżeli przykładowo osoba gruba zacznie się odchudzać,
                            zmieni swoje nawyki żywienione, tryb życia i schudnie, to chyba ma prawo
                            uważać, że jej działania są lepsze niż np. wcześniejsze obżarstwo., czyli ona
                            sama jest lepsza. Wegetarianizm nie jest prostą decyzją, nawet z powodów czysto
                            technicznych, żyjemy w kulturze gdzie konsumpcja mięsa jest czymś oczywistym i
                            wszechobecnym. Nie wydaje mi się, aby był powodowany chęcią podbudowania ego,
                            jest raczej konsekwencją chęci życia w zgodzie ze swoimi przekonaniami. Więc
                            jeśli wcześniej doszedłeś do wniosku, że jedząc mięso czynisz coś złego,
                            niezgodnego z twoimi poglądami, to chyba oczywistym się staje, że nie jedząc go
                            czujesz, że czynisz lepiej, stajesz się lepszym w swoim mniemaniu.

                            Być może człowiek obżerający się hamburgerami, który walczy o poprawę warunków
                            hodowli, robi to aby ze spokojnym sumieniem się najeść, tym co mu smakuje i z
                            czego nie zrezygnuje, bo to dla niego wyrzeczenie, na które nie ma ochoty.

                            Zresztą długo by można dywagować, na temat różnych motywów jakimi ludzie się
                            kierują przy podejmowaniu swoich decyzji. Nadrzędną rzeczą jest poprawa losu
                            zwierząt, i czy ty Kwieto będziesz miał zdanie na temat Lutego takie, a ja
                            inne, nie zmieni to faktu, że w jakimś stopniu, choćby ułamkowym jego decyzja
                            wpływa na los zwierząt. Gdyby każdy z nas (zdaję sobie sprawę z utopii) podjął
                            taka decyzję jak Luty, byc może facet żrący hamburgery, nie miał by o co
                            walczyć, lub tylko w niewielkim zakresie.
                            • kwieto Re: Dopisek - Luty 17.06.04, 12:50
                              OK, OK.
                              Tylko ze rozmawiamy tu o wegetarianizmie w scislym kontekscie "duchowego
                              rozwoju", a nie wegetarianizmie jako takim. Nie krytykowalbym wegetarianizmu
                              Lutego tudziez Tego_samego, gdyby nie dosc wykretne wypowiedzi dotyczace
                              produktow przy ktorych wykorzystuje sie produkty pochodzenia zwierzecego.

                              Co mnie uderzylo to agresja - Lutego w stosunku do Ziemiomorza jak i
                              Tego_samego w stosunku do mnie - gdy oboje rownolegle zwrocilismy uwage
                              (zreszta nie tylko my) na to ze na niejedzeniu miesa sie problem nie konczy.
                              Tudziez inne wypowiedzi ktore dosc mocno sugeruja ze widzenie cierpienia
                              zwierzat nie wychodzi zbyt daleko poza wegetarianizm - ktory IMO moze
                              towarzyszyc wrazliwosci na cierpienie zwierzece, ale wcale nie musi, i jak sie
                              okazuje to wegetarianin moze widziec problem o wiele "weziej" niz jedzacy mieso.
                              • Gość: Luty Re: Dopisek - Luty IP: *.dialup.mindspring.com 17.06.04, 14:19


                                > OK, OK.
                                > Tylko ze rozmawiamy tu o wegetarianizmie w scislym kontekscie "duchowego
                                > rozwoju", a nie wegetarianizmie jako takim. Nie krytykowalbym wegetarianizmu
                                > Lutego tudziez Tego_samego, gdyby nie dosc wykretne wypowiedzi dotyczace
                                > produktow przy ktorych wykorzystuje sie produkty pochodzenia zwierzecego.

                                Nie jem zwierzat, to jest to, co moge zrobic...na razie...
                                >
                                > Co mnie uderzylo to agresja - Lutego w stosunku do Ziemiomorza jak i
                                > Tego_samego w stosunku do mnie - gdy oboje rownolegle zwrocilismy uwage
                                > (zreszta nie tylko my) na to ze na niejedzeniu miesa sie problem nie konczy.

                                Problem sie nie konczy, ale rozwiazyywanie problemow gdzes trzeba zaczac, to
                                wlasnie zaczalem...

                                > Tudziez inne wypowiedzi ktore dosc mocno sugeruja ze widzenie cierpienia
                                > zwierzat nie wychodzi zbyt daleko poza wegetarianizm - ktory IMO moze
                                > towarzyszyc wrazliwosci na cierpienie zwierzece, ale wcale nie musi, i jak
                                sie
                                > okazuje to wegetarianin moze widziec problem o wiele "weziej" niz jedzacy
                                mieso

                                Ty na pewno jestes bardzej wrazliwy na los zwierzat, wcale w to nie watpie...ja
                                jako wegetarinin jestem tylko hipokryta...
                                > .
                                • kwieto Re: Dopisek - Luty 17.06.04, 14:54
                                  > Problem sie nie konczy, ale rozwiazyywanie problemow gdzes trzeba zaczac, to
                                  > wlasnie zaczalem...

                                  > Ty na pewno jestes bardzej wrazliwy na los zwierzat, wcale w to nie
                                  watpie...ja
                                  > jako wegetarinin jestem tylko hipokryta...

                                  Blad.
                                  Hipokryta Cie uznaje nie dlatego ze jestes wegetarianinem :")

                                  Raza mnie teksty w stylu: "...przestaniesz jesc mieso, mozemy
                                  pogadac o nastepnych krokach, na rzecz zwierzat...teraz, jako miesozerca nie
                                  jestes dla mnie partnerem..."

                                  Imo to swiadczy o tym, ze Twoj wegetarianizm jest dla Ciebie (zebys poczul sie
                                  lepiej) a nie dla zwierzat. Zwierzeta sa tylko narzedziem...
                                  Smutne.
                                  • Gość: Luty Re: Dopisek - Luty IP: *.dialup.mindspring.com 17.06.04, 15:24

                                    > Raza mnie teksty w stylu: "...przestaniesz jesc mieso, mozemy
                                    > pogadac o nastepnych krokach, na rzecz zwierzat...teraz, jako miesozerca nie
                                    > jestes dla mnie partnerem..."
                                    >

                                    Przeciez ten tekst napisalem dzisiaj rano, a hipokryta nazwany zostalem
                                    wczoraj...i przedwczoraj...
                                    • kwieto Re: Dopisek - Luty 17.06.04, 15:32
                                      Luty, ale ten sposob myslenia z Ciebie wylazi przy calej dyskusji, nie widzisz
                                      tego?
                                      • Gość: Luty Re: Dopisek - Luty IP: *.dialup.mindspring.com 17.06.04, 15:41
                                        Jestem wegetarianinem 15 lat, dla mnie bycie wegetarianinem jest
                                        najnormalniejsza sprawa...nie mam z tego powodu zadnych mysli na swoj temat, to
                                        Ty i zet probujecie wcisnac mi i hipokryzje i pyche...
                                        • kwieto Re: Dopisek - Luty 17.06.04, 15:55
                                          Przeciez to Ty odmawiasz rozmowy nt. losu zwierzat z osoba jedzaca mieso, nie
                                          sciemniaj.
                                          • Gość: Luty Re: Dopisek - Luty IP: *.dialup.mindspring.com 17.06.04, 16:08
                                            Nie odmawiam rozmowy, nie godze sie jednak na insynuacje...
                                            Rozmowe moge podjac jako partner, a nie jako gosc zepchniety do dolu. Uzywanie
                                            epitetow nie sprzyja dyskusji...
                                            • kwieto Re: Dopisek - Luty 17.06.04, 16:41
                                              Ale to Ty zaczales przeciez epitetowac.

                                              Pamietasz od czego sie zaczelo?
                                              Z mojej strony - od poddania w watpliwosc czy wegetarianizm jest jakimkolwiek
                                              wyznacznikiem rozwoju, tudziez czy jest temu rozwojowi potrzebny - oberwalem
                                              agresywnego posta od Tego_samego, ktory imputowal mi Bog wie co.

                                              Z Ziemiomorzem - od pytan o wegetarianizm totalny i problem medycyny etc -
                                              oberwala z kolei od Ciebie.

                                              Dopiero potem pojawily sie zarzuty o "wegetarianizm nienawidzacy" tudziez
                                              hipokryzje polegajaca na odcinaniu sie od problemu poprzez niejedzenie miesa.
                                              (i traktowanie z gory tych ktorzy to mieso jedza, z kompletna ignorancja dla
                                              wyznawanych przez nich wartosci).
                                              • Gość: Luty Re: Dopisek - Luty IP: *.dialup.mindspring.com 17.06.04, 16:59
                                                Zazalenia prosze przeslij pod adres Tego_samego...
                                                • kwieto Re: Dopisek - Luty 17.06.04, 17:14
                                                  OK.
                                                  Konczmy bo zaczynamy zbyt personalnie.
                                                  Jesli poczules sie przeze mnie urazony - przepraszam.

                                                  Podkreslam, nie krytykuje wegetarianizmu jako takiego, a wartosciowanie go w
                                                  opozycji do jedzenia miesa - zwlaszcza gdy mowimy w oderwaniu od innych walorow
                                                  danego czlowieka
                          • Gość: Luty Re: Dopisek - Luty IP: *.dialup.mindspring.com 17.06.04, 15:37

                            kwieto napisał:

                            > Widzisz, co chce Ci uswiadomic to to, ze wegetarianizm moze byc wyrazem
                            > wrazliwosci tudziez szacunku dla zycia, ale wcale nie musi.

                            No juz mi to uswiadomiles...wegetarianizm moze, a nawet na pewno jest
                            hipokryzja...


                            > Moze byc uzewnetrznieniem pewnej postawy ale nie musi, i (wybacz) mysle ze w
                            > Twoim przypadku nie jest.


                            Ty nawet myslisz, ze w moim wypadku, nie jest...brawo kwieto...

                            > Bo niejedzenie miesa samo w sobie jest IMO pewna ucieczka od problemu - do
                            tego

                            A jedzenie miesa jest czym, w takim razie...?
                            >

                            > podbechtujaca ego - ("jestem wrazliwy, nie jem miesa, to wyraz mojego
                            > uduchowienia i szacunku do zycia").

                            Ciebie moze podbechtuje, mnie nie..jestem 15 lat wegetarininem, w mojej
                            rodzinie, jest cale pokolenie mlodziezy, ktora nie zna smaku miesa...nigdy nie
                            miala miesa w ustach...dla mnie jest to sposob zycia...

                            > Natomiast jestem w stanie sobie wyobrazic obzerajacego sie stekami czlowieka,
                            > ktory jednoczesnie walczy o to, by zwierzeta byly hodowane w ludzkich
                            warunkach

                            Owszem, tez moge sobie wyobrazic...
                            >
                            > i w ludzkich warunkach zabijane.

                            Zwlaszcza to moge sobie wyobrazic, w ludzkich warunkach zabijane....

                            Ludzkie warunki zabijania...to bardzo latwo sobie wyobrazic.


                            Przyjmujacego leki, ktory stara sie ograniczyc
                            >
                            > cierpienia zwierzat w laboratoriach. itd. itd.
                            >
                            > Szacunek do zycia moze sie przejawiac rowniez w tym, ze ktos kupujac do domu
                            > psa wybiera taka rase, ktora nie bedzie sie czula zle zamknieta przez
                            wiekszosc
                            >
                            > czasu w granicach wytyczanymch scianami "M" w bloku. (ujal mnie takim
                            mysleniem
                            >
                            > pewien znajomy)
                            > I moim zdaniem, jesli mialbym ocenic, czlowiek ktory kieruje sie powyzszymi
                            > kryteriami przy wyborze domowego zwierzaka (tudziez prezentuje podobna
                            > wrazliwosc w innych sytuacjach dotyczacych zwierzat), chocby jadl mieso na
                            > okraglo, prezentuje wiekszy "szacunek do zycia", tudziez wyzszy
                            > stopien "rozwoju duchowego" nizli wegetarianin, ktorego poszanowanie zwierzat
                            > konczy sie, lub siega niewiele dalej niz zaprzestanie konsumpcji.
                            >
                            >
                            W kazdy sposob moze sie przewijac szacunek do zwierzat, ale najlepszym dla
                            mnie sposobem jest ich nie hodowac i nie jesc...

                            • kwieto Re: Dopisek - Luty 17.06.04, 15:51
                              > No juz mi to uswiadomiles...wegetarianizm moze, a nawet na pewno jest
                              > hipokryzja...

                              Sluchaj, zamiast grac zranione i obrazone dziecko, moze wczytaj sie w to co
                              pisze?

                              > A jedzenie miesa jest czym, w takim razie...?

                              Niczym.

                              > Ciebie moze podbechtuje, mnie nie..jestem 15 lat wegetarininem, w mojej
                              > rodzinie, jest cale pokolenie mlodziezy, ktora nie zna smaku miesa...nigdy
                              nie
                              > miala miesa w ustach...dla mnie jest to sposob zycia...

                              OK, tylko dlaczego zamykasz dialog z innymi tylko dlatego ze nie jedza miesa?
                              Dlaczego (jak w przypadku Ziemiomorza) odcinasz sie od tego co maja do
                              powiedzenia?
                              "Bo Ty jesz mieso"??
                              Tyle ze kiedy rozmowa schodzi na traktowanie zwierzat jako takie, okazuje sie
                              ze niezbyt wiele ponad to ze nie jesz miesa masz do powiedzenia. I to jest IMO
                              przejaw hipokryzji. Nie chcesz rozmawiac z ludzmi dla ktorych cierpienia
                              zwierzat sa problemem, tylko dlatego ze jedza mieso.

                              Zdecyduj sie co jest dla Ciebie wazne - ulzenie cierpieniom zwierzat, czy
                              wlasne dobre samopoczucie, objawiajace sie brakiem poczucia winy wobec miesnej
                              krowy? Mam wrazenie ze to drugie, i dlatego mowie o hipokryzji.

                              > W kazdy sposob moze sie przewijac szacunek do zwierzat, ale najlepszym dla
                              > mnie sposobem jest ich nie hodowac i nie jesc...

                              OK, tylko dlaczego zamykasz dialog z myslacymi inaczej? Znowu pytanie - co jest
                              dla Ciebie wazniejsze? Cierpienie zwierzat jako takie, czy wlasne dobre
                              samopoczucie?
                              • Gość: Luty Re: Dopisek - Luty IP: *.dialup.mindspring.com 17.06.04, 16:17
                                Nie przerywam rozmowy, bo ktos je mieso, przerywam, bo ktos nazywa mnie
                                hipokryta...
                                Nie masz najmniejszego powodu tak mnie nazywac, nawet gdybym nie jadl miesa,
                                dla wlasnej jedynie satysfakcji i dobrego samopoczucia, ze nie przyczyniam sie
                                do cierpien zwierzat...Nie mam nic do powiedzenia ponad to, ze nie jem miesa,
                                bo zal mi jest zabijanych zwierzat.
                                • kwieto Re: Dopisek - Luty 17.06.04, 16:42
                                  To dlaczego w tamtym poscie zarzutem bylo jedzenie miesa, a nie nazywanie Cie
                                  hipokryta?
                                • ziemiomorze Re: Dopisek - Luty - na marginesie 17.06.04, 16:47
                                  Gość portalu: Luty napisał(a):

                                  > Nie przerywam rozmowy, bo ktos je mieso, przerywam, bo ktos nazywa mnie
                                  > hipokryta...

                                  Jeszcze raz - chyba niejasno sie wyrazilam (w tym poscie, w ktorym tlumaczylam,
                                  co wg mnie zle zrozumiales):
                                  nie pisze, ze jestes hipokryta - nie znam Cie. Pisze, ze to, co Ty piszesz,
                                  jest hipokrytyczne (i uzasadnilam to). Krytykuje nie osobe (Ciebie), ale
                                  zachowanie (hipokryzje).

                                  Wg mnie tylko taka postawa jest mozliwa dla jakiegokolwiek dialogu.

                                  Nie jestem tym, co pisze. To, co pisze to moje poglady, ale moje poglady to nie
                                  jestem ja (to jest jedynie, jakas tam i zmienna, czesc mnie). Z Twoich
                                  gwaltownych reakcji wnioskuje, ze Ty utozsamiasz sie calkowicie z tym, co
                                  piszesz (bo kazdy moj 'atak (ktory, nota bene, atakiem wcale nie byl)
                                  traktowales personalnie).

                                  Luty, podejrzewam (spekuluje, bo Cie nie znam, ale ten), ze Ty takze jestes
                                  kims duzo wiecej niz Twoje poglady :-)

                                  Wiec sie tak nie unos, no :-)

                                  zet.

                                  PS. Jesli chodzi o dyskusje o wegetarianizmie, istotnie uwazam, ze przedluzanie
                                  jej nie ma sensu.



                                  > Nie masz najmniejszego powodu tak mnie nazywac, nawet gdybym nie jadl miesa,
                                  > dla wlasnej jedynie satysfakcji i dobrego samopoczucia, ze nie przyczyniam
                                  sie
                                  > do cierpien zwierzat...Nie mam nic do powiedzenia ponad to, ze nie jem miesa,
                                  > bo zal mi jest zabijanych zwierzat.
                                  • Gość: Luty Re: Dopisek - Luty - na marginesie IP: *.dialup.mindspring.com 17.06.04, 17:10
                                    Luty, podejrzewam (spekuluje, bo Cie nie znam


                                    Nie unosze sie na tyle, abym pofrunooool, wycofujesz sie z ofensywy...? dobrze
                                    przyjmuje Twoje tlumaczenia...wszystko to tylko spekulacje..z Twojej
                                    strony...milego dnia.
                      • ziemiomorze Re: Ziemiomorze... 17.06.04, 10:56
                        Gość portalu: Luty napisał(a):

                        Od poczatku naszej dyskusji probuje sie dowiedziec, czy Ty albo taki_sam
                        jestescie (nie wiem, jak to nazwac) - wegetarianami 'totalnymi' czyli unikacie
                        wszystkich produktow, ktore powstaly dzieki cierpieniu i smierci, czy tylko
                        (wybacz to 'tylko') nie jecie miesa. Jedyny konkret, ktory uzyskalam, to taki,
                        ze Ty 'zaczales od niejedzenia miesa' (a na czym skonczyles? i - skonczyles?) i
                        ze jesz witamine B12 bez wyrzutow sumienia (nie wiem, z jakiego zwierzecia sie
                        ja wytwarza, ale czy aby nie z tych krow, ktorym spokojnie patrzysz w oczy?).

                        Chcialabym uwierzyc, ze takie zycie ('wegetarianina totalnego') jest mozliwe,
                        ale mi trudno. Znalezienie takiej osoby daloby mi do myslenia - ale
                        najwyrazniej nie jestes nia ani Ty, ani taki_sam. Tylko o to sie pytalam i nie
                        mam pojecia, skad ta agresywna irytacja.

                        > > W laboratoriach naukowych zabija sie - czesto w wyjatkowo okrutny sposob -
                        > > miliony zwierzat. Zapewne jest to i tak ulamek tego, co zjadamy. No i co?
                        > > Nadal - czy pijesz piwo wegetarianskie i jesz wegetarianski ser zolty?
                        >
                        > Zapewne jest to i tak ulamek tego, co zjadamy
                        >
                        > ulamek...? ulamek..? ulamek...?
                        >
                        > Czyli, ze laboratoria naukowe to rzeznie, gdzie rocznie zabija sie milirdy
                        > istnien.

                        Tego nie napisalam, napisalam 'miliony'.

                        Jezeli rzeznie zabijaja 24 milirdy rocznie, to laboratoria moze 240,
                        > 360, 570 miliardow krow, swin i innego bydelka.. droga tasmowa..tak? To
                        > chcialas powiedziec..?

                        Nie, nie to. Skad ten pomysl? Napisalam, ze ilosc zwierzat, zabijanych w
                        laboratoriach, to ulamek ilosci, zabijanej w rzezniach - ale nadal jest to
                        smierc. To chcialam powiedziec. Nie rozumiem, co w tym jest glupiego czy
                        manipulanckiego?

                        Pracowalam w biochemicznym instytucie naukowym. Codziennie widzialam psy i
                        koty, prowadzone na smierc. Jasne - w rzezniach zabija sie nieporownanie wiecej
                        zwierzat niz w laboratoriach. I co z tego? Nadal to, co sie tam osiaga i
                        produkuje nie powstaloby, jesli zwierze by nie umarlo.

                        Jest taki lek homeopatyczny, ktory powstaje z watroby dzikiej kaczki. Zeby
                        wyprodukowac roczny zapas tego leku, wystarczy smierc zaledwie paru zwierzat.
                        I? Smierc ilu zwierzat uznalbys za konieczna, aby nie przyjmowac tego leku?

                        O to sie pytam, o granice.
                        Naprawde nie probowalam manipulowac - gdzie? W Twoim arcyemocjonalnym poscie
                        nie moge sie dopatrzec konkretnych zarzutow (i mam problem ze zrozumieniem, o
                        co Ci chodzi, wiec na wszelki wypadek wyluszczylam, o co chodzi mi).

                        Ale fajnie, ze napisales

                        zet.
                        • milosnikkota Re: Ziemiomorze... 17.06.04, 12:45
                          ziemiomorze napisała:

                          > Chcialabym uwierzyc, ze takie zycie ('wegetarianina totalnego') jest mozliwe,
                          > ale mi trudno. Znalezienie takiej osoby daloby mi do myslenia - ale
                          > najwyrazniej nie jestes nia ani Ty, ani taki_sam.

                          Nie wiem czy kiedykolwiek znajdziesz "wegetarianina totalnego" inaczej mówiąc
                          idealnego, ponieważ tak już jest że idealne twory istnieję w teorii i są raczej
                          modelem, do którego się dąży.

                          Chcą kogoś uderzyć, zawsze można znaleść kijek, nawet np. taki, że wegetarianim
                          jadąc na rowerze połknął muchę, jaka wpadła mu do buzi podczas jazdy, a więc
                          nie jest już "wegetarianinem idealnym".

                          Czy to, że pomagam np. głodującym dzieciom w Afryce, ale już nie pomagam
                          dzieciom w Chinach (bo np. nie wiem, że takiej pomocy potrzebują, albo nie mam
                          więcej środków finansowych) powoduje, ze moja pomoc nie ma sensu?

                          Takie rozważania przypominają mi zastanawianie się, dlaczego ktoś pomaga innym,
                          a może to taki cham, że robi to z egoistycznych pobudek, aby samemu czuć się
                          lepiej.

                          No i co z tego, jeżeli komuś pomogł, to właśnie to sie liczy.

                          Gdyby wszyscy pomagali sobie nawzajem nawet tylko z egoistycznych pobudek,
                          pomyśl jak mógłby wyglądać świat.
                          • kwieto Re: Ziemiomorze... 17.06.04, 12:59
                            > Czy to, że pomagam np. głodującym dzieciom w Afryce, ale już nie pomagam
                            > dzieciom w Chinach (bo np. nie wiem, że takiej pomocy potrzebują, albo nie
                            > mam więcej środków finansowych) powoduje, ze moja pomoc nie ma sensu?

                            O widzisz, to cenna uwaga, ktora caly czas usiluje przekazac. Ze sa inne,
                            alternatywne dla wegetarianizmu sposoby dzialan na rzecz poprawy losu zwierzat.
                            I bycie wegetarianinem nie oznacza automatycznie bycia lepszym czy wrazliwszym
                            pod jakimkolwiek wzgledem.
                            To co jest bledem pierwszego posta tego watku to pomylenie celu (szacunek dla
                            zycia, wrazliwosc na cierpienie) z jedna z mozliwosci jakimi moze sie on
                            uzewnetrznic (wegetarianizm, walka o poprawe bytu zwierzat, etc).
                            Wszelkie drogi jakimi sie owa wrazliwosc przejawia sa IMO rownoprawne, nie
                            rozumiem czemu wegetarianizm mialby byc traktowany inaczej.
                            • milosnikkota Re: Ziemiomorze... 17.06.04, 13:29
                              kwieto napisał:

                              > > Czy to, że pomagam np. głodującym dzieciom w Afryce, ale już nie pomagam
                              > > dzieciom w Chinach (bo np. nie wiem, że takiej pomocy potrzebują, albo nie
                              >
                              > > mam więcej środków finansowych) powoduje, ze moja pomoc nie ma sensu?
                              >
                              > O widzisz, to cenna uwaga, ktora caly czas usiluje przekazac. Ze sa inne,
                              > alternatywne dla wegetarianizmu sposoby dzialan na rzecz poprawy losu
                              zwierzat.

                              Akurat użyłam tej uwagi, w nieco innym kontekście, chodziło mi bardziej o to,
                              że jeżeli nie jem mięsa, ale używam jakis leków, nie powoduje to wcale tego, że
                              nie jedzenie przeze mnie mięsa staje się czymś niestotnym, a nawet "awansuje"
                              do rangi hipokryzji.
                              Sprytnie użyłeś to do swoich celów;).

                              > I bycie wegetarianinem nie oznacza automatycznie bycia lepszym czy
                              > wrazliwszym pod jakimkolwiek wzgledem.

                              Oczywiście, ze nie, tym bardziej automatycznie, choc jak pisałam wczesniej, we
                              własnym mniemaniu, mogę uważać, że robię coś lepszego niż wcześniej.
                              Choc nie wiem czy się ze mną zgodzisz, odnoszę wrażenie, że duża grupa
                              wegetarian, odznacza się jednak większą wrazliwością na losy zwierząt.

                              > Wszelkie drogi jakimi sie owa wrazliwosc przejawia sa IMO rownoprawne, nie
                              > rozumiem czemu wegetarianizm mialby byc traktowany inaczej.

                              W dużej mierze masz rację, choć osoby które jedzą mięso, i walczą o poprawę
                              losu zwierząt, przypominają mi koncern tytoniowy, dający darowiznę przykładowo
                              1 mln dolarów, na oddział onkologiczny w szpitalu.

                              Na marginesie, sama niestety jem mięso, choć coraz częściej myślę o
                              wegetarianiźmie i widzę trudności związane z tym. Choć to może głupie,
                              zastanawiam się, jak miałbym pogodzić nie jedzenie miesa z dawaniem pokarmu
                              moim udomowionym kotom, które są typowymi mięsożercami, i chcą niechcąc muszę
                              im dać mięso innych zwierząt, zabitych w tym celu. Czy to również byłaby
                              hipokryzja?
                              • kwieto Re: Ziemiomorze... 17.06.04, 14:49
                                > > O widzisz, to cenna uwaga, ktora caly czas usiluje przekazac. Ze sa inne,
                                > > alternatywne dla wegetarianizmu sposoby dzialan na rzecz poprawy losu
                                > zwierzat.
                                >
                                > Akurat użyłam tej uwagi, w nieco innym kontekście, chodziło mi bardziej o to,
                                > że jeżeli nie jem mięsa, ale używam jakis leków, nie powoduje to wcale tego,
                                że
                                > nie jedzenie przeze mnie mięsa staje się czymś niestotnym, a nawet "awansuje"
                                > do rangi hipokryzji.
                                > Sprytnie użyłeś to do swoich celów;).

                                Widzisz, bo uwazam, ze to o czym mowimy to nie jest kwestia jedzenia miesa czy
                                nie, ale raczej postawy czlowieka. IMO osoba ktora mowi "nie jem miesa i to
                                sprawia, ze moge spojrzec krowie w oczy", po prostu oszukuje. Bo samo
                                niejedzenie miesa niczego nie wyznacza, niczego nie dowodzi.
                                O hipokryzji mowie dlatego, ze samo niejedzenie miesa w bardzo niewielkim
                                stopniu przyczynia sie do poprawy losu zwierzat (w koncu ile zwierzat rocznie
                                zjada jeden czlowiek?). Natomiast kompleksowe rozwiazanie problemu nieludzkich
                                warunkow hodowli jest per saldo znacznie bardziej skuteczne (bo przyczynia sie
                                do zmniejszenia cierpien WSZYSTKICH zwierzat hodowlanych).
                                Dlatego teksty w stylu "poki jesz mieso nie bede z toba rozmawiac, bo nie masz
                                nic do powiedzenia, ja zrobilem pierwszy krok a ty nie" uwazam za demagogie i
                                hipokryzje - przejawia sie w nich kompletna ignorancja dla problemu, widac z
                                tad, ze tak naprawde los zwierzat danej osobie wisi, umywa rece i czuje sie w
                                porzadku. Porownuje to do gestu Pilata - mogl Jezusa ocalic, ale jedyne co
                                zrobil to stwierdzil "ok, ja sie w to nie mieszam, zabijajcie sobie sami".

                                Zwroc uwage, ze ja nie krytykuje wegetarianizmu jako takiego - jesli ktos ma
                                ochote nie jesc miesa, to jest to jego decyzja i nic mi do tego.
                                Natomiast dorabianie do tego ideologii, ucinanie dyskusji o losie zwierzat
                                tekstami "poki jesz mieso sie nie dogadamy" jest dla mnie objawem zwyklego
                                uciekania od problemu. Tym bardziej, ze IMO wegetarianizm nie jest zadnym
                                wyrzeczeniem.



                                > > I bycie wegetarianinem nie oznacza automatycznie bycia lepszym czy
                                > > wrazliwszym pod jakimkolwiek wzgledem.
                                >
                                > Oczywiście, ze nie, tym bardziej automatycznie, choc jak pisałam wczesniej,
                                we
                                > własnym mniemaniu, mogę uważać, że robię coś lepszego niż wcześniej.
                                > Choc nie wiem czy się ze mną zgodzisz, odnoszę wrażenie, że duża grupa
                                > wegetarian, odznacza się jednak większą wrazliwością na losy zwierząt.
                                >
                                Co do lepszosci we wlasnym mniemaniu - jesli juz jestesmy przy tematacie
                                rozwoju duchowego - czy nie jest to przypadkiem "nadmuchiwanie ego"?
                                Jesli cos robie, by czuc sie lepszym - robie to dla wlasnej przyjemnosci i
                                dupie mam zwierzeta. Chodzi o moje dobre samopoczucie, zwierze jest tutaj
                                wtorne. Stad wole czlowieka mowiacego wprost - nic nie robie dla poprawy bytu
                                zwierzat - jest po prostu szczery. I nie rozumiem dlaczego ma sie czuc gorzej
                                niz wegetarianin (co sugeruja Luty i Ten_sam) - zeby oni mieli radoche czucia
                                sie lepszymi?

                                Co do wrazliwosci wegetarian - byc moze, ale osobiscie nie sadze.


                                > W dużej mierze masz rację, choć osoby które jedzą mięso, i walczą o poprawę
                                > losu zwierząt, przypominają mi koncern tytoniowy, dający darowiznę
                                przykładowo
                                > 1 mln dolarów, na oddział onkologiczny w szpitalu.

                                Ja mam to samo wrazenie jesli idzie o wegetarian ktorzy nie robia nic poza tym.
                                Bo ich wegetarianizm nie jest konsekwencja jakiegos sposobu myslenia, ale
                                gestem poprawiajacym ich wlasne samopoczucie. Za nim jest pusto.
                                Zwroc uwage na banalne stwierdzenie "cos jesc trzeba". Mieso mozna pozyskiwac
                                nie tylko z uboju, tudziez uboj nie musi byc przemyslowy.
                                Mysle ze w wegetarianizmie (nie popartym innymi dzialaniami) za duzo chodzi o
                                smierc a za malo o cierpienie. IMO smierc jest mniejszym problemem niz
                                cierpienie. Smierc akceptuje jako element lancucha biologicznego (jak nie ja
                                zjem to zje jakis drapieznik), natomiast znecanie sie nad zwierzeciem czy
                                czlowiekiem... VETO.


                                > Na marginesie, sama niestety jem mięso, choć coraz częściej myślę o
                                > wegetarianiźmie i widzę trudności związane z tym. Choć to może głupie,
                                > zastanawiam się, jak miałbym pogodzić nie jedzenie miesa z dawaniem pokarmu
                                > moim udomowionym kotom, które są typowymi mięsożercami, i chcą niechcąc muszę
                                > im dać mięso innych zwierząt, zabitych w tym celu. Czy to również byłaby
                                > hipokryzja?

                                Jesli masz zamiar po przejsciu na wegetarianizm stroic sie w piorka osoby ktora
                                jest wrazliwa na cierpienia zwierzat, ktora "z miesozercami nie znajdzie
                                wspolnego jezyka", a Twoja niezgoda na cierpienie zwierzat ma sie zakonczyc
                                tylko na niejedzeniu miesa - to tak, IMO bedziesz hipokrytka
                                • j_ar Re: Ziemiomorze... 17.06.04, 14:55
                                  calkiem ciekawe z tym pilatem, tak na marginesie

                                  a czy to nie jest tak, ze po prostu ludzie niejedzacy miesa naduzywaja slowa
                                  wegetarianin i wszystko co sie z tym wiaze? albo moze raczej ludzie jedzacy
                                  mieso naduzywaja stwioerdzenia dla czlowieka niejedzacego miesa, ze jest
                                  wegetarianinem, bo przeciez mozna po prostu ni jesc miesa bo nie chcesz
                                  przyczyniac sie w ten sposob do cierpienia zwierzat, ale tez i nie idziesz krok
                                  dalej i nie nosisz parcianych butow i paskow?
                                  • kwieto Re: Ziemiomorze... 17.06.04, 15:01
                                    OK, tylko dlaczego w takim razie Luty mowi Ziemiomorzu:
                                    "...przestaniesz jesc mieso, mozemy
                                    pogadac o nastepnych krokach, na rzecz zwierzat...teraz, jako miesozerca nie
                                    jestes dla mnie partnerem..."
                                    ?

                                    To mnie razi.
                                    Dlaczego ten kto nie je miesa (i zalozmy nie robi nic wiecej) czuje
                                    sie "lepiej" od takiego ktory to mieso je, ale stara sie by usmiercanie
                                    zwierzat bylo humanitarne?

                                    Stwierdzenie - "nie jem miesa bo czuje sie z tym lepiej" jest ok, gorzej gdy
                                    zaczyna sie sugerowac komus, ze z powodu jedzenia miesa powinien czuc sie gorzej

                                    Acha, ciekawy przypadek - znam ludzi ktorzy nie jedza miesa. Po prostu. Nie
                                    mowia nic o cierpieniu zwierzat, nie mowia, ze Ci ktorzy jedza mieso to
                                    mordercy czy trupozercy. Nie jedza miesa i tyle.
                                    • j_ar Re: Ziemiomorze... 17.06.04, 15:10
                                      mi takie stwierdzenia kojarza sie z ludzmi, ktorzy dopiero weszli na jakas
                                      droge, badz tez zbyt bardzo utkneli w jakiejs drodze, ale moze tez to i byc cos
                                      innego ;)
                                    • Gość: Luty Re: Ziemiomorze... IP: *.dialup.mindspring.com 17.06.04, 15:56
                                      To tak mozna do konca swiata...powiedzialem tak ziemomorze, bo sie uczepila, ze
                                      smierdze jej hipokryzja...nie bede nawet pytal jakie prawo ma ziemiomorze tak
                                      mowic...hi hi
                                      • kwieto Re: Ziemiomorze... 17.06.04, 16:26
                                        Gdzie to napisala?
                                        Akurat Ziemiomorze pytala czy mozna byc wegetarianinem totalnym. To bylo na
                                        poczatku waszej rozmowy. Gdzie zarzut hipokryzji?
                                        • Gość: Luty Re: Ziemiomorze... IP: *.dialup.mindspring.com 17.06.04, 17:16
                                          Kwieto, daj spokuj...jak chcesz wiedziec, zapytaj zet...

                                          Zarzut hipokryzji nie wspomaga dyskusji...spycha dyskusje na margines
                                          inwektyw...mnie taka rozmowa nie interesuje...mam nauczke....he he
                                  • Gość: Luty Re: Ziemiomorze... IP: *.dialup.mindspring.com 17.06.04, 15:50

                                    j_ar napisał:

                                    > calkiem ciekawe z tym pilatem, tak na marginesie
                                    >
                                    > a czy to nie jest tak, ze po prostu ludzie niejedzacy miesa naduzywaja slowa
                                    > wegetarianin i wszystko co sie z tym wiaze? albo moze raczej ludzie jedzacy
                                    > mieso naduzywaja stwioerdzenia dla czlowieka niejedzacego miesa, ze jest
                                    > wegetarianinem, bo przeciez mozna po prostu ni jesc miesa bo nie chcesz
                                    > przyczyniac sie w ten sposob do cierpienia zwierzat, ale tez i nie idziesz
                                    krok
                                    >
                                    > dalej i nie nosisz parcianych butow i paskow?


                                    No wlasnie, to jest tak po prostu, ale sa tacy ktorzy z tego "po prostu" kaza
                                    sie tlumaczyc...he he
                          • ziemiomorze Re: Ziemiomorze... 17.06.04, 13:21
                            milosnikkota napisała:

                            > Nie wiem czy kiedykolwiek znajdziesz "wegetarianina totalnego" inaczej mówiąc
                            > idealnego, ponieważ tak już jest że idealne twory istnieję w teorii i są
                            > raczej modelem, do którego się dąży.
                            > Chcą kogoś uderzyć, zawsze można znaleść kijek, nawet np. taki, że
                            > wegetarianim
                            > jadąc na rowerze połknął muchę, jaka wpadła mu do buzi podczas jazdy, a więc
                            > nie jest już "wegetarianinem idealnym"

                            No wlasnie chodzi mi o to dazenie - nie 'nie nie jem miesa, wiec moge spojrzec
                            krowie w oczy spokojnie', ale o, hm, jakby tu - caloksztalt. Raczej intencja,
                            niz absurd typu zamiatanie przed soba sciezki miotla, aby nie nadepnac mrowki
                            (co, IMO, jest dowodem pychy).

                            Raczej o cos, co prezentuja tu pan Gzyra i ska: empatia.pl/ -
                            czyli nie-miecho, ok, ale i 'dzien bez papierosa' czy 'nielegalne,
                            niekontrolowane cyrki ze zwierzetami', 'zwierzeta w sklepach zoolo' itd

                            > Czy to, że pomagam np. głodującym dzieciom w Afryce, ale już nie pomagam
                            > dzieciom w Chinach (bo np. nie wiem, że takiej pomocy potrzebują, albo nie
                            > mam więcej środków finansowych) powoduje, ze moja pomoc nie ma sensu?

                            Ale skad i gdzie tam; chodzilo mi raczej falzywosc postawy typu 'nie jem miesa,
                            wiec problem cierpienia zwierzat mam z glowy' - bo w moim przekonaniu tak nie
                            jest i to jest samooszukiwanie sie.

                            > Gdyby wszyscy pomagali sobie nawzajem nawet tylko z egoistycznych pobudek,
                            > pomyśl jak mógłby wyglądać świat

                            No wlasnie mysle i az mnie skreca z zachwytu,
                            zet.

                            PS Masz przeswietnego nicka.
                            • milosnikkota Re: Ziemiomorze... 17.06.04, 13:37
                              ziemiomorze napisała:

                              > No wlasnie chodzi mi o to dazenie - nie 'nie nie jem miesa, wiec moge
                              spojrzec
                              > krowie w oczy spokojnie', ale o, hm, jakby tu - caloksztalt. Raczej intencja,
                              > niz absurd typu zamiatanie przed soba sciezki miotla, aby nie nadepnac mrowki
                              > (co, IMO, jest dowodem pychy).
                              >
                              > Raczej o cos, co prezentuja tu pan Gzyra i ska: empatia.pl/ -
                              > czyli nie-miecho, ok, ale i 'dzien bez papierosa' czy 'nielegalne,
                              > niekontrolowane cyrki ze zwierzetami', 'zwierzeta w sklepach zoolo' itd

                              Aha, to super, bo też tak uważam.
                              Dzięki za stronkę, ciekawa, poczytam w wolnej chwili.
                        • j_ar Re: Ziemiomorze... 17.06.04, 13:25
                          wydaje sie, ze wegetarianizm moze funkcjonowac w ramach minimalizacji
                          cierpienia zwierzat, jednak kiedy smierc zwierzecia jest niezbedna do naszego
                          funkcjonowania, wtedy jest to (jakko my, ci co moga) dopuszczalne
                        • Gość: Luty Re: Ziemiomorze... IP: *.dialup.mindspring.com 17.06.04, 14:13
                          ziemiomorze z calym szcunkiem, ale koncze te dyskusje...
                          Powiem Ci tak : nie jem miesa, bo nie chce aby w imie mojego kotleta zabijano
                          jakies zwierze, nie jem miesa, bo tak mi sie podoba...jest to moj osobisty
                          wybor i tutaj gdzie mieszkam nikogo to nie dziwi,nikogo to nie obchodzi, nikt
                          tego nie komentuje, nie nazywa mnie hipokryta, nie nazywa tego pycha i nie
                          probuje mi udowodnic, ze i tak nie jestem wegetariwninem...mnie Twoje zdanie na
                          temat mojego wegetarianizmu nie obchodzi...przestaniesz jesc mieso, mozemy
                          pogadac o nastepnych krokach, na rzecz zwierzat...teraz, jako miesozerca nie
                          jestes dla mnie partnerem...cala "dyskusja" polega na zdyskredytowaniu mojej
                          decyzji. Zamias czepiac sie mnie, pomysl co Ty mozesz zrobic dla zwierzat...ja
                          zrobilem pierwszy krok - przestalem je jesc... Twoj ruch ziemiomorze...
                          • kwieto Re: Ziemiomorze... 17.06.04, 14:16
                            hahahaha
                            Wybacz, ale tylko smiech mi sie cisnie na usta.

                            Urazona duma przez Ciebie przemawia, czy jak?
                            • Gość: Luty Re: Ziemiomorze... IP: *.dialup.mindspring.com 17.06.04, 14:25
                              Dlaczego tylko smiech...?
                              • kwieto Re: Ziemiomorze... 17.06.04, 14:55
                                Bo wychodzi z tego, ze tak naprawde los zwierzat masz w dupie...
                                • Gość: Luty Re: Ziemiomorze... IP: *.dialup.mindspring.com 17.06.04, 16:01

                                  kwieto napisał:

                                  > Bo wychodzi z tego, ze tak naprawde los zwierzat masz w dupie...
                                  >
                                  Wychodzi na to, na co chcesz, zeby wyszlo...

                                  Dobrze zgadzam sie na to, ze wiesz co mam w d..pie
                                  • kwieto Re: Ziemiomorze... 17.06.04, 16:36
                                    Luty, widzisz, mam na koncie pare akcji typu "na rzecz". I czasem robi sie cos
                                    z roznymi ludzmi, widzi sie roznice miedzy poszczegolnymi czlonkami grupy, ale
                                    z racji tego ze cel jest wspolny, laczy sie wysilki.

                                    Z pytan np. Ziemiomorza wynika ze los zwierzat, a zwlaszcza cierpienie, uwaza
                                    za problem. Ze w jakis sposob sie tym interesuje, ze poprawa bytu zwierzat byc
                                    moze nie jest jej obojetna. Swietny czlowiek by z nim o tym porozmawiac,
                                    pomyslec co mozna razem zrobic po temu by zwierzeta nie cierpialy, wymienic sie
                                    doswiadczeniami, spostrzezeniami.

                                    Ty natomiast pytanie o to czy mozna byc wegetarianinem totalnym potraktowales
                                    jako atak, i zaczales negowac pewne rzeczy ktore (czy tego chcesz czy nie) sa
                                    faktem - jak np. wykorzystanie zwierzat do badan czy przemyslowej produkcji
                                    lekow.

                                    I nagle sie okazalo, ze dla Ciebie wazniejsze jest to, czy ktos jest
                                    wegetarianinem, niz to, czy robi cos w sprawie zapewnienia zwierzetom bytu bez
                                    cierpienia.

                                    A skoro te problemy kompletnie zignorowales, smiem twierdzic, ze bardziej
                                    jestes zainteresowany tym zeby czuc sie fajnie patrzac na krowe, niz tym, zeby
                                    cierpienie zwierzat przestalo byc problemem.

                                    Sorry, w moim odczuciu jestes zwyczajnie niespojny
                                    • j_ar Re: Ziemiomorze... 18.06.04, 08:24
                                      > A skoro te problemy kompletnie zignorowales, smiem twierdzic, ze bardziej
                                      > jestes zainteresowany tym zeby czuc sie fajnie patrzac na krowe, niz tym,
                                      zeby
                                      > cierpienie zwierzat przestalo byc problemem.


                                      a czy samo nie jedzenie miesa, tylko i wylacznie to, nie jest juz samo w sobie
                                      zmniejszeniem cierpienia zwierzat? bez dodatkowych ideologi i walniecia aby
                                      protestowac i dzialac zorganizowanie?
                                      • kwieto Re: Ziemiomorze... 18.06.04, 10:05
                                        Jest, jasne ze jest.

                                        Powtorze - nie krytykuje wegetarianizmu jako takiego, a jedynie postawe ktora
                                        uznaje wegetarianizm (sam w sobie) jako wyznacznik czegokolwiek (wrazliwosci na
                                        cierpienie zwierzat, na przyklad).
                                        IMO sam wegetarianizm nie wystarcza, by (mowiac pompatycznie) "moc bez wstydu
                                        spojrzec krowie w oczy".
                                        Tak samo jak jedzenie miesa nie oznacza ze nalezaloby sie wobec tej krowy
                                        czegos wstydzic.

                                        IMO myslenie powyzszymi kategoriami ("patrzeniem w oczy krowie" itd) jest
                                        bledem i sluzy raczej nadmuchiwaniu ego (jak juz jestesmy przy rozwoju
                                        duchowym), nizli redukowaniu cierpienia na swiecie.
                                        • Gość: Luty wspolczyje krowom... IP: *.dialup.mindspring.com 18.06.04, 12:51
                                          Za plotem u sasiada, na lace pasie sie dziesiec miesnych krow. Kiedy
                                          przechodze kolo nich gapia sie na mnie,a ja na nie. Wiem jakie jest ich
                                          przeznaczenie, ale kiedy zalewa mnie fala wspolczucia dla nich, wiem, ze nie
                                          jest to z mojej strony hipokryzja, ja tym krowom na prawde wspolczuje...i nie
                                          mysle o sobie...Jezu jaki ze mnie uduchowiony czlowiek...
                                        • j_ar Re: Ziemiomorze... 18.06.04, 12:57
                                          kwieto napisał:
                                          > a jedynie postawe ktora
                                          > uznaje wegetarianizm (sam w sobie) jako wyznacznik czegokolwiek (wrazliwosci
                                          > na cierpienie zwierzat, na przyklad).

                                          skoro 'niejedzenie miesa' zmniejsza cierpienie zwierzat, a ktos chce zmniejszyc
                                          cierpienie zwierzat przez niejedzenie miesa, to wynika, ze niejedzenie miesa
                                          moze byc wrazliwoscia na cierpienie zwierzat




                                          > IMO sam wegetarianizm nie wystarcza, by (mowiac pompatycznie) "moc bez wstydu
                                          > spojrzec krowie w oczy".
                                          > Tak samo jak jedzenie miesa nie oznacza ze nalezaloby sie wobec tej krowy
                                          > czegos wstydzic.
                                          >
                                          > IMO myslenie powyzszymi kategoriami ("patrzeniem w oczy krowie" itd) jest
                                          > bledem i sluzy raczej nadmuchiwaniu ego (jak juz jestesmy przy rozwoju
                                          > duchowym), nizli redukowaniu cierpienia na swiecie.
                                          >
                                          • Gość: Luty Re: Ziemiomorze... IP: *.dialup.mindspring.com 18.06.04, 13:12
                                            Kwieto napias mi, ze niejedzenie miesa, nie jest wyznaczynikiem wrazliwosci na
                                            cierpienie zwierzat. Napisal; niejedzenie miesa jest pojsciem na latwizne...hehe
                                          • kwieto Re: Ziemiomorze... 18.06.04, 13:34
                                            > skoro 'niejedzenie miesa' zmniejsza cierpienie zwierzat, a ktos chce
                                            > zmniejszyc
                                            > cierpienie zwierzat przez niejedzenie miesa, to wynika, ze niejedzenie miesa
                                            > moze byc wrazliwoscia na cierpienie zwierzat

                                            Owszem. Ale zwroc uwage ze inny moze stwierdzic ze zmniejsza cierpienia
                                            zwierzat w inny sposob. Czy ktorykolwiek z nich ma prawo krytykowac postawe
                                            drugiego?
                                            Jeden czuje potrzebe niejedzenia miesa, inny czuje potrzebe protestowania
                                            przeciw dzialaniom firm takich jak Animex czy Monsanto, jeszcze inny zalozy
                                            ferme na ktorej zwierzeta pasa sie na pastwisku na ktorym maja dosc przestrzeni
                                            i usmiercane sa w taki sposob by nie cierpialy.
                                            Czy ktorys z nich jest "lepszy" czy "wrazliwszy"? Nie sadze. Wszyscy zapewne w
                                            podobnym stopniu - tylko inaczej ta wrazliwosc realizuja. Kazdy znajdzie
                                            uzasadnienie dla swoich dzialan, jak najbardziej szczere i z serca...

                                            IMO Liczy sie wlasnie PODEJSCIE a nie to czy ktos je mieso czy nie. Doczepilem
                                            sie Lutowego przekonania ze wegetarianizm MUSI towarzyszyc rozwojowi
                                            wrazliwosci. Moim zdaniem takie podejscie to usuwanie latwizna - uswanie sobie
                                            sprzed oczu trudnych pytan i niuansow, roznych perspektyw, z ktorych moze
                                            wyjsc, ze przemyslowy hodowca jest bardziej "uduchowiony" tudziez wrazliwszy od
                                            wegetarianina...
                                            • kwieto Autokorekta 18.06.04, 13:38
                                              Jest:
                                              "takie podejscie to usuwanie latwizna - uswanie sobie"

                                              a powinno:
                                              "takie podejscie to latwizna - uswanie sobie"


                                              Zeby usunac jeszcze watpliwosci - latwizna nazywam nie tyle wegetarianizm, co
                                              uznanie ze sprawa jest w ten sposob w jakikolwiek sposob zalatwiona, tudziez ze
                                              jest zalatwiona lepiej niz w przypadku innych drog.
                                              • j_ar Re: Autokorekta 18.06.04, 14:02
                                                jasna sprawa, ze nie jest to w niczym lepsze od ludzi dzialajacych przeciw
                                                przemyslom niepotrzebnej smierci. jednak wydaje mi sie, ze kiedy zycie toczy ci
                                                sie wokol rodziny, pracy, znajomych, to nie masz czasu na takie dzialania, a z
                                                wrazliwosci do zwierzat mozesz ich nie jesc w kazdej chwili...mowisz pojscie na
                                                latwizne, to nie o to chodzi, kiedy ktos prxzestaje jesc mieso to nie
                                                wartosciuje w sobie, czy to bedzie latwizna czy nie, a jedynie przestaje jesc
                                                mieso, bez zadnych dodatkowych celow robienia sobie dobrze
                                                • kwieto Re: Autokorekta 18.06.04, 14:16
                                                  I wlasnie o tym mowie.
                                                  Pije znowu do poczatku - ze w tym watku wegetarianizm pojawil sie w
                                                  kontekscie "rozwoju duchowego" tudziez "czucia sie lepszym czlowiekiem".
                                                  IMO to blad.

                                                  Co innego jesli ktos mowi - "ok, ja uznalem ze w ten sposob moge dzialac na
                                                  rzecz zwierzat" a co innego gdy "uwazam ze wegetarianizm jest lepszym
                                                  postepowaniem nizli jedzenie miesa". Bo nie o wegetarianizm chodzi a o intencje
                                                  ktora za nim ma stac
                                              • Gość: Luty Re: Autokorekta IP: *.dialup.mindspring.com 18.06.04, 15:29
                                                Od poczatku wszystko placzesz: rozwoj duchowy idzie w parze z
                                                wegetarianizmem,czy Ci sie to bodoba, czy nie... nie powiedzialem Ci, ze
                                                jestes gorszy, bo jesz mieso...wegetarianizm nazwales latwizna...placzesz
                                                czlowieku...caly czas macisz...i Bog z Toba...wiem teraz co
                                                nazywasz "dyskusja"...krowa by sie usmiala...hihi
                          • j_ar Re: Ziemiomorze... 17.06.04, 14:18
                            luty, no cos ty;).. to dyskusja tyylko, tutaj tez nikt nie napada na
                            wegetarian, a ze w glowie rodza sie rozne pytania to sie je zadaje;)
                            • Gość: Luty J_ar IP: *.dialup.mindspring.com 17.06.04, 14:22
                              Mysle, ze nie czytales wszystkich postow...nie ma to znaczenia...Twoje poczucie
                              humoru zawsze mi imponuje...
                • Gość: Luty Re: Ziemiomorze... IP: *.dialup.mindspring.com 17.06.04, 15:20
                  . Zapewne jest to i tak ulamek tego, co zjadamy. No i co?

                  ziemomorze, sorry zle zrozumialem Twojego posta...ale faktu to nie zmienia, ze
                  dalsza dyskusja nie ma sensu...Jescze raz przepraszam za nieuwage...
    • alkmaar no cóż, już od wieków 15.06.04, 13:45
      jest znany mechanizm budowania poczucia własnej warto?ci na plecach innych. tak
      też czasem bywa z wegetarianizmem - "jestem lepszy od kogo?, kto je mięso
      dlatego, że ja mięsa nie jem". "Moje poglšdy sš lepsze niż twoje, bo sš moje".
      a jaki jest drugi krok w rozwoju duchowym ?
      • kvinna IMO 15.06.04, 13:48
        Łagodne przekazywanie swojej wiedzy innym.

        Pomaganie.

        Ale nie na siłę.
      • ziemiomorze Bez zartow 15.06.04, 13:55
        alkmaar napisał:

        > a jaki jest drugi krok w rozwoju duchowym ?

        To jasne - zniesienie granicy miedzy 'ja' i cialem.

        zet.
        PS. A teraz bez zartow - chociaz ten model wilberowski wydaje mi sie 'nadto
        idealny' i w sumie niemozliwy do realizacji, to jednak trzyma sie kupy, jak by
        nie patrzec.
        • kvinna Pytanie 15.06.04, 14:00
          Czy człowiek oświecony, "pozbawiony granic", niepodzielony, może doświadczyć
          przyjemności ciała?

          Pytanie 2:

          Po co człowiekowi rozwój duchowy? Pytam poważnie.
          • alkmaar Re: Pytanie - błogo?ć 15.06.04, 14:15
            chodzi o przeżywanie doznań płynšcych ze swego ciała, ale nie utożsaminia się z
            nimi - uwaga! pułapka! - jenak niebezpiecznym jest popadnięcie w błogo?ć
            (zwišzanego z uwolnieniem się od "wszelkiego cierpienia i lęku"), stan, przez
            który istnieje szósty ?wiat cyklicznej egzystencji ( o którym opowiem, gdy
            skończę je?ć zupę).
            Nie dla każdego człowieka jest potrzebny rozwój duchowy. Niektórym np. ważne
            jest przeżycie swojej zwierzęco?ci (a aspekcie ignorancji).
            • kvinna a zwierzęcość seksu? 15.06.04, 14:20
              Dlaczego moje orgazmy mają być zawsze uduchowione?

              p.s. botwina jest O.K.

              jeść!

              :)
              • ziemiomorze Re: a zwierzęcość seksu? 15.06.04, 14:28
                kvinna napisała:

                > Dlaczego moje orgazmy mają być zawsze uduchowione?

                a dlaczego 'maja byc'? kto powiedzial?
                z.
                • kvinna Generalnie temat wydaje mi się być nieporozumienie 15.06.04, 14:46
                  m :)

                  Bo miłość np. Jest duchowa, czy cielesna?
                  Aby byłą duchowa, musi być ten kawał drgającego mięsa.

                  Tak sobie cytuję POLITYKĘ, którą czytałam rano.

                  Proszę:

                  polityka.onet.pl/162,1168803,1,0,artykul.html
                  Janowska ma klasę.

                  • ziemiomorze Re: Generalnie temat wydaje mi się być nieporozum 15.06.04, 14:54
                    kvinna napisała:

                    > m :)
                    >
                    > Bo miłość np. Jest duchowa, czy cielesna?
                    A skad to rozroznienie? Dlaczego 'albo-albo'? Nie moze byc i taka, i taka?

                    > Aby byłą duchowa, musi być ten kawał drgającego mięsa.

                    Nie musi. Dla jednych moze byc taka, dla innych smaka, dla jescze innych - i
                    taka, i taka. Kwestia potrzeb.

                    zdumione
                    zet.
                    • kvinna Co Ty..? 15.06.04, 15:02
                      A to współczuję tym spłaszczającym Miłość.

                      Ograniczeni.


                      :)
              • alkmaar Re: a zwierzęcość seksu? 15.06.04, 14:47
                sugerujesz, że: 1. miewasz orgazmy. 2. marzysz o orgazmach na wskro?
                zwierzęcych. taka autoreklama na forum psychologia .... (moze spróbuj na
                bardziej ostrym forum ?...)
                • kvinna Tu umiejscowiły się Twoje kompleksy? 15.06.04, 14:57
                  To współczuję.


                  Delikatna sugestia, że ducha nie da się oddzielić od ciała i od umysłu.


                  Jeszcze raz wyrazy współczucia.
                  • alkmaar da się 15.06.04, 15:18
                    duch jest przekroczeniem ciała i umysłu. może zawierać ciało i umysł, jak to
                    bywa w przypadku osób o?wieconych, może też dokonale istnieć bez ciała i umysłu
                    (jak to było na Poczštku). amen.
                    (nie wyskakuj do innych wytykajšc im kompleksy. to grzech.)
                    • j_ar Re: da się 15.06.04, 15:25
                      a skad wiesz o tych wyskakujacych duszach z ciala? skad wiesz, ze to nie czesc
                      swiadomosci sobie wycieczki robi? i skad ta pewnosc, ze oswiecony jest
                      oswieconym? da sie to sprawdzic czy na wiare?
          • ten_sam Do Kvinny 15.06.04, 14:48
            kvinna napisała:

            > Czy człowiek oświecony, "pozbawiony granic", niepodzielony, może doświadczyć
            > przyjemności ciała?


            moze i nawet powinien
            bo dlaczego nie

            >
            > Pytanie 2:
            >
            > Po co człowiekowi rozwój duchowy? Pytam poważnie.

            ano po to Kvinno, ze czlowiek jest istota trojistotna skladajaca sie z

            ciala
            umyslu
            i duszy

            jestesmy energia ktora nieustannie zmienia swa postac i ktora to postac
            ksztaltujemy sami
            pierwotna forma byl duch
            lecz zeby zaznac istote ducha, zostalismy stworzoni jako materia - czlowiek
            mowiac w najwiekszym skrocie, czlowiek zaplatal sie w materie, uzaleznil sie
            od radosci tego swiata, zapominajac o swojej duchowej formie pochodzacej od
            Boga
            droga naszego wewnetrznego rozwoju to nic innego jak uswiadomienie sobie tego
            uwolnienie sie od tego co nas tu trzyma
            i powrocenie do czysto boskiej natury
            zdawaloby sie takie proste, a jednak...:)
            • kwieto Rozwoj duchowy 15.06.04, 15:03
              Innymi slowy, by wyzwolic sie z poczucia braku?
              Czy aby do tego "rozwoj duchowy" jest w ogole potrzebny?
              • kvinna O braku 16.06.04, 11:57
                Przecież będzie on, ten brak, odzywał zawsze.

                Bez braku niemożliwe byłoby pragnienie.


                (tak jakoś ukłonił mi się lacanizm)
          • wlodekbar Re: Pytanie 16.06.04, 00:57
            2. Po to, by lepiej zyl, i po to, by przyczynial sie do tego, by swiat byl
            lepszy, chocby don dokladal drobna ciegielke.

            Jesli tamuje w sobie potencjal w nim tkwiacy, czesto jest z zycia
            niezadowolony.
            U wielu osob daje sie zauwazyc silna 'tendencje wzrostowa'. Tacy ludzie czesto
            nawet dziwia sie, i pytaja: 'skad sie u mnie to wzielo/bierze?'. Wyrazistym
            tego przykladem byl Leonadro da Vinci, ktory za mlodu przymieral glodem, ale
            tyral; mial imperatyw tworzenia i dociekania.

            Potrzeba samorealizacji, samourzeczywistnienia jest u czlowieka bardzo silna, i
            bardzo zle, gdy wypiera sie jej. Z tego w koncu powstaje nie tylko
            niezadowolenie z zycia, ale czesto takze rozne choroby somatyczne. Zablokowane
            potrzeby dja o sobie znac w roznoraki sposob, w zaleznosci od stopnia
            zablokowania, typu organizmu etc.
            Samo zas zadawanie sobie pytan o sobie jako bycie duchowym jest ze wszech miar
            pozytywne, potrzebne. Taki niepokoj czesto - oby jak najczesciej - rodzi nowe
            wartosci, poszerza i poglebia wglad w samego siebie, oglad swiata.
            W koncu sam banan i kopulacja tylko malpie wystarczaja (choc moze nie tylko? -
            nie wiem):)
            Ale napewno człowiekowi nie.
      • j_ar Re: no cóż, już od wieków 15.06.04, 14:04
        drugi krok...wg mnie..nie, ops... to wedlug ludzi oswieconych 'wtrysk'...
        zupelnie nie wiem o co w tym chodzi, ale musi to byc cos super...
    • j_ar Re: 1 etap wewnetrznego rozwoju 15.06.04, 14:47
      hmm..a moze to tak, rozwijajac sie wewnetrznie, czyli rozwijajac wrazliwosc,
      starasz sie ograniczac niepotrzebne cierpienie, np. nie jedzac miesa, ...ale,
      nie jedzac miesa nie powodujesz w sobie wytworzenia uwrazliwienia
      • ziemiomorze Re: 1 etap wewnetrznego rozwoju 15.06.04, 14:58
        j_ar napisał:

        > hmm..a moze to tak, rozwijajac sie wewnetrznie, czyli rozwijajac wrazliwosc,
        > starasz sie ograniczac niepotrzebne cierpienie, np. nie jedzac miesa, ...ale,
        > nie jedzac miesa nie powodujesz w sobie wytworzenia uwrazliwienia

        No i ja wlasnie o tym.
        Kazdy, zdawaloby sie, dobry postepek moze byc wyrazem pychy albo nienawisci.
        Sam w sobie o niczym nie swiadczy i do niczego nie uprawnia.

        zet.
        • kwieto Re: 1 etap wewnetrznego rozwoju 15.06.04, 15:04
          > Kazdy, zdawaloby sie, dobry postepek moze byc wyrazem pychy albo nienawisci.
          > Sam w sobie o niczym nie swiadczy i do niczego nie uprawnia.

          I diabel moze miec piekne i czyste sumienie, w zaleznosci od tego w co wierzy

          - niestety nie moje :")
    • ten_sam Czlowiek to jednak jest zwierze! :))) 15.06.04, 14:55
      bo obojetne czy je miecho - czy go nie je
      i od czegokolwiek by rozmowy nie zaczal
      to i tak skonczy o seksie :)))))))
    • kvinna niezadowolenie z obecnego życia 15.06.04, 15:26
      Wtedy zaczyna się `coś` robić...
    • Gość: idealista Re: 1 etap wewnetrznego rozwoju IP: *.sympatico.ca 15.06.04, 16:19
      Każdy kto opiera swoje decyzje o intuicje doszedl do tego we swój wlasny
      sposób.
      Szkola ta zaczyna się od momentu naszego urodzenia, z tym, ze nie zawsze z tej
      szkoly korzystamy.
      Aby do tego doszlo, przede wszystkim należy odrzucic racjonalna ocene
      okreslonej sytuacji i skoncentrowac się na swoich wewnetrznych odczuciach –
      najczesciej sa to pierwsze nasze mysli, wrazenia jakie odnosimy w konfroncajci
      z tym czy innym problemem.

      Z intuicja jest bardzo podonie jak i z racjonalizmem w którym potrzebujesz
      odpowiednia ilosc informacji aby podjac jakas (bezbledna) decyjze. Z tym, ze
      rodzaj i zakres informacji jakie twoja intuicja potrzebuje sa poza twoim
      zasiegiem. Stad nieodzowne jest abys poddal się wplywowi takich informacji. Im
      wiecej będziesz posiadal takich infomracji to tym trafniejsza będzie twoja
      decyzja.
      Pytanie pozostaje, jak poddac się wplywom tego typu informacji skoro nie wiemy
      jakie to informacje?
      Otoz należy, jak wczesniej wspomnialem odrzucic racjonalizm i wierzyc w swoje
      pierwsze odczucia jakie odbierasz w tej czy innej kwestii. Nic nie szkodzi
      jeżeli zaczynasz się mylic i efekty sa zgola odwrotne od tych jakie oczekujesz.
      Jeżeli pozbedziesz się jakiejkolwiek innej mozliwosci podejmowania decyzji to w
      ten sposób zmusisz sam siebie czy tez swoja intuicje do wiekszego wysilku,
      odbierania szeregu informacji ktore sa dostepne w kazdej sytuacji, które do nas
      normalnie nie docieraja. Nie docieraja może dlatego, ze sa zbyteczne w naszym
      zyciu racjonalnym, może dlatego, ze zbyt emocjonalnie jestesmy zwiazani z
      okreslona sytuacja, która odbiera nam taka mozliwoc – powodow może być tysiac.
      A wiec pierwszy krok to odrzucenie racjonalizmu i chec popelniania bledow
      dokonywanych w oparcju o nasze wewnetrzne odczucia. Tych bledow będzie cala
      masa na poczatku.
      Jednym to może zajac lata innym miesiace, nie ma na to zadnej reguly. Im
      wiekszy jest twój zwiazek z zyciem racjonalnym to tym trudniej będzie ci
      przejsc na zycie intuicyjne.
      Jeżeli mialbym dokonac porownania takiego przejscia to bym tu uzyl przejscie na
      kaplanstwo – to dla tych którzy chca wiedziec ile jest w tym przyslowiowego
      wysilku.

      Tak ja to widze.
      • Gość: idealista Re: 1 etap wewnetrznego rozwoju IP: *.sympatico.ca 15.06.04, 16:48
        polecam systematyczna analize wlasnych snow oraz symboli z nimi zwiazanymi.
        to wam pomoze w ocenie swoich decyzji na ktore wiele razy nie bedziecie miali
        zadnej odpowiedzi.
        w ten sposob takze pozancie szereg informacji ktore do was nie docieraly na
        jawie.
        • ziemiomorze Re: 1 etap wewnetrznego rozwoju 15.06.04, 16:59
          Gość portalu: idealista napisał(a):

          > polecam systematyczna analize wlasnych snow oraz symboli z nimi zwiazanymi.
          > to wam pomoze w ocenie swoich decyzji na ktore wiele razy nie bedziecie miali
          > zadnej odpowiedzi.
          > w ten sposob takze pozancie szereg informacji ktore do was nie docieraly na
          > jawie.

          Pieknie - ladnie.
          Problem z intuicja jest taki, ze trudno - czasem niesposob - odroznic ja
          od 'chcenia' (potrzeb, niekoniecznie najlepszych, np, bo ja wiem, lakomstwa).

          I - interpretacji jednego snu moze byc milion sto: na roznych poziomach, przy
          uzyciu roznych modeli; te interpretacje moga byc ze soba sprzeczne.

          Nie rozumiem, co dobrego moze wyniknac z braku zaufania do rozumu; czemu
          fetyszyzuje sie trafnosc i znaczenie tego, co pozaracjonalne? Troche tak, jakby
          faworyzowalo sie swoja lewa noge a prawej nienawidzilo.

          No bez sensu jakos,
          zet
          • Gość: idealista Re: 1 etap wewnetrznego rozwoju IP: *.sympatico.ca 15.06.04, 17:18
            to prawda, ze beda sprzeczne jezeli dokonasz je na wiele roznych sposobow badz
            ktos ci to zrobi.
            Ty masz to zrobic sam i uczyc sie tego tak dlugo az nie stworzysz swojego
            wlasnego jezyka snow. Ja caly czas sie go ucze, i bede sie uczyl tak dlugo jak
            sa mi obce pewne informacje.

            co do zaufania do rozumu to nic na ten temat nie wspomnialem.
            pisalem tylko o tym aby odrzucic racjonalizm w rozwoju wewnetrznym.
            chyba nie myslisz, ze bym polecal matematykowi stosowac intuicje w jego
            zadaniach matematycznych, co?
            pewnych kwestii nie musze tu nadmieniac.
    • alkmaar ognioprzestrzeń 16.06.04, 11:31
      Moim zdaniem Adolf Hitler był rozwinięty duchowo. Tak jak rozwiniętym duchowo
      był też Rasputin czy też Einstein. Rozwój duchowy nie zawsze polega na
      podążaniu Drogą Cnoty w Służbie Dobra. Ma on też swoje pułapki, zwyrodnienia,
      może doprowadzić do głębokich psychoz i kryzysów. Nie na darmo CGJung
      twierdził, że dla nieprzygotowanych ludzi Zachodu medytacja Wschodu jest wręcz
      szkodliwa. A więc rozwój duchowy niejedno ma imię ... (do znawcy Hitlera :
      zwróć uwagę, w jaki sposób Hitler budował swoją potęgę - odświeżając mity,
      eksploatując symbole, tworząc nowe rytuały).
      • kvinna Re: ognioprzestrzeń 16.06.04, 11:34
        alkmaar napisał:

        > Moim zdaniem Adolf Hitler był rozwinięty duchowo. Tak jak rozwiniętym duchowo

        Przepraszam, że tak ostro:

        Boże, spuść bombę na tę trąbę!

        Takie można mieć poglądy, gdy się za bardzo podąża ścieżką duchowego rozwoju.

        • ziemiomorze Re: ognioprzestrzeń 16.06.04, 11:38
          kvinna napisała:

          > Przepraszam, że tak ostro:
          >
          > Boże, spuść bombę na tę trąbę!
          >
          > Takie można mieć poglądy, gdy się za bardzo podąża ścieżką duchowego rozwoju.

          Ja w kwestii formalnej: a argumencik?

          Bo mi brakuje tu,
          zzz.
          • kvinna bo ja tylko epitecik? 16.06.04, 11:47
            Zetta, o człowieku, który wymordował tylu ludzi, że był "rozwinięty duchowo"?

            Żesz (nie wiem, jak to się..) k.... mać!

            Ta, a Goebels czy inny drań słuchał muzyki poważnej.
            I w ekstazę wpadał.

            Nie ma rozwoju duchowego bez moralności.
            Nie ma!

        • alkmaar Re: ognioprzestrzeń 16.06.04, 12:03
          kvinna, niech kvinna jesze raz przeczyta to co napisałem : rozwój duchowy może
          mieć negatywne aspekty, może odbywać się w "Służbie Zła". Jako dowód, że Hitler
          był rozwinięty duchowo (co przejawiało się u niego w negatywny sposób), jest
          np. użycie starożytnego symbolu swastyki, symbolu solarnego (tadycja
          indoeuropejska), jako swego znaku SS-mani używali podwójnej runy sowilo
          (tradycja nordycka), już we wczesnych latach trzydziestych Hitler organizował
          antropologiczne wyprawy do Tybetu, żeby udowodnić, że Niemcy są potomkami i
          spadkobiercami duchowej tradycji Ariów. Dochodząc do władzy z pierwszych ofiar
          swoich współpartyjnych braci uczynił 6 (może było ich więcej niż 6, już nie
          pamiętam, ale to nieistotny szczegół), męczenników, wybudował im w Monachim
          mauzoleum, przy którym odbywały się rytuały mocy. A o odświeżaniu germańskich
          mitów już nie wspomnę.
          Podobnie ma się z ewidentnie negatywną osobą, którą był Rasputin - był
          przecież mistykiem, posiadał wiele umiejętności duchowych, łącznie z
          uzdrawianiem.
          A więc jeżeli kvinna ma jakieś swoje argumenty, które przeczą moim tezom, to
          niech kvinna je przytoczy.
          • kvinna duchowość w moim pojęciu ma znak + 16.06.04, 12:07
            Uduchowiony był Gandhi, nie Hitler.

            Tyle w tej kwestii.

            Im więcej się mówi, tym mniej się przekazuje.

            Lacan.

            Lejesz wodę.
            • alkmaar jeżeli duchowość ma jedynie znak + 16.06.04, 12:20
              to jest to bardzo niebezpieczne dla tak naiwnie myślących Owieczek, które w
              pełnym zaufaniu lgną do wszelkiego rodzaju guru, padając łupem ich nadużyć. Jak
              tu ktoś wspomniał, duchowość może być manipulacją - guru, króry staje się
              obiektem olbrzymich projecji w tych właśnie projekcjach zaczyna posiadać źródło
              swojej mocy, a to jest wielka pokusa, której nie każdy potrafi się oprzeć
              (wydaje mi się, że w pewnym sensie takim guru był Hitler). Tak więc moim
              zdaniem na niższych etapach duchowość ma zarówno znaki "+" jak i "-", po to,
              żeby na wyższych etapach te znaki przekroczyć. amen.
              • kwieto Re: jeżeli duchowość ma jedynie znak + 16.06.04, 12:35
                Co to znaczy nizszy lub wyzszy poziom?
                • alkmaar Re: jeżeli duchowość ma jedynie znak + 16.06.04, 14:02
                  niższy lub wyższy poziom znaczy (np. na przykładzie buddyzmu) od nirmanakayi,
                  sambhogakayę, do dharmakayi; lub inaczej od prymitywnego szamanizmu do
                  subtelnego mistycyzmu, od egzoteryzmu do ezoteryzmu. Jeżeli istnieje rozwój
                  duchowy, to oczywistm jest, że istnieją jego etapy - od niższych przechodzi się
                  do wyższych.
                  • kvinna z z z 16.06.04, 14:20
                    e e n n.

                    :)

                    A teraz serio: jaki jest tego sens? (nie mówię, że nie ma)

                    wcale nie Owieczka :)
                  • kwieto Re: jeżeli duchowość ma jedynie znak + 16.06.04, 14:48
                    No i tu stawiam duze veto.
                    Bo jak ocenic czy szamanizm jest "nizszy" od mistycyzmu czy ezoteryzmu?
                    Bo nam sie tak wydaje?
                    • kvinna a erotyzm? 16.06.04, 14:52
                      :)

                      Przepraszam, mam głupawkę :)

                      meeeee....

                      :)
                      • kwieto Re: a erotyzm? 16.06.04, 15:15
                        Tez :"P
                    • alkmaar Re: jeżeli duchowość ma jedynie znak + 16.06.04, 15:18
                      ocenić to mozna w sposób następujący : szamanizm jest tradycją najstarszą
                      (niektórzy mówią, że liczy sobie aż 35.000), i dzięki pionierskim
                      doświadczeniom duchowym mogły się rozwinąć kolejne etapy rozwoju duchowej
                      świadomości, tak więc np. tybetańska tradycja bon, która jest rdzenną tradycją
                      duchową Tybetu zawiera w sobie szamanizm (np. praktyki ruszen) i jednocześnie
                      idzie dalej z rozwojem duchowym, do praktyk tantrycznych (tsa lung) Potem
                      następują kolejne, bardziej zaawansowane praktyki, które wiążą się z tym, że te
                      niższe praktyki się przeszło i zintegrowało w sobie.
                      Nie w tym nic złego, że np. początkujący skoczek wzwyż nie zaczyna treningów
                      od ustawienia poprzeczki na 2 m 25 cm, a zaczyna od niższych wysokości.
                      Podobnie nie ma sensu stwierdzanie, czy dziecko z I klasy szkoły podstawowej
                      jest mądrzejsze/głupsze od dziecka z klasy IV. Rozwój duchowy ma to do siebie,
                      że wymaga prakyki, z czym się większość nie chce zgodzić i przeciw czemu się
                      buntuje (nawet tu, na tym forum). Ale to dzięki trwajacej przez dziesiątki
                      tysięcy lat praktyki szamańskiej mogły powstać kolejne, wyższe praktyki
                      duchowe, takie jak bon, buddyzm, taoizm, mitaizm, sufizm i inne. Niestety, są
                      osoby bardziej rozwinięte duchowo i osoby mniej rozwinięte duchowo, praktyki
                      mniej i bardziej zaawansowane, etapy wyzsze i niższe -
                      • kwieto Re: jeżeli duchowość ma jedynie znak + 16.06.04, 15:35
                        Fajnie ze przywolales Taoizm, ktory zaklada wlasnie brak praktyki. Bo co to
                        jest "praktyka Taoistyczna"? - robienie tego co sie chce. Czy mozna to nazwac
                        praktyka?

                        Co do postu, generalnie: fajnie, ale to co przedstawiasz to jest jakas tam
                        ocena, jakies wartosciowanie. Moge zaraz przedstawic kilkanascie ocen
                        wartosciujacych szamanizm i mistycyzm, etc. w kompletnie inny sposob, w
                        dowolnych wariacjach.
                        Sadze ze mozna spotkac bardziej "uduchowionych" szamanow niz mistykow. Tudziez
                        kapiacych "uduchowieniem" ludzi ktorym wszystkie te pojecia sa zwyczajnie obce.
                        Pozostawiajac na boku pytanie po diabla sie w ogole "uduchawiac" (to IMO i tak
                        droga do nikad), mysle ze ciezko wartosciowac cokolwiek jesli idzie o
                        uduchowienie.
          • kwieto Re: ognioprzestrzeń 16.06.04, 12:13
            No dobra, tylko czy wiara w gusla, powiem wiecej, czy wiara w Boga (niezaleznie
            od wyznania) ma cokolwiek do "rozwoju duchowego"?

            Na marginesie powtorze: RD to iluzja
          • lady.oracle Re: ognioprzestrzeń 16.06.04, 12:47
            Mnie się te działania Hitlera kojarzą raczej z prymitywnym myśleniem magicznym
            niż z duchowością.
      • j_ar Re: ognioprzestrzeń 16.06.04, 11:47
        hitler jako osoba rozwinieta duchowo, ciekawe bardzo, ale z opisu wynika
        jedynie, ze potrafil manipulowac, co ma do tego duchowosc?
    • alkmaar przypowieść z kryminału 16.06.04, 11:41
      czytając o tym, czy piwo jest wegetariańskie, czy nie, czy witaminy są tłuste,
      i czy jeżeli nastąpię na skórzany sandał, to nie dane mi będzie Oświecenie
      przypomniała mi się taka oto (autentyczna) kryminalna opowieść :
      w pewnym więzieniu na obiad podano śledzie. Jeden z Mącicieli (więźniów
      wysoko postawionych w grypsującej hierarhii) tak oto rzekł : "Te śledzie są z
      Bałtyku, a ja widziałem, jak w Bałtyku kapał się jeden cwel !", po czym odszedł
      od stołu nie ruszając posiłku. Pozostała grypsująca brać uczyniła tak samo. Bo
      jak można jeść przecwelone śledzie ....
      • kvinna To teraz porozmawiajmy, czy lepiej, aby dziecko 16.06.04, 11:49
        Świadków Jehowy umarło

        czy może


        przetoczmy mu krew, bo sytuacja tego wymaga...


      • ziemiomorze Re: przypowieść z kryminału 16.06.04, 11:57
        alkmaar napisał:

        > czytając o tym, czy piwo jest wegetariańskie, czy nie, czy witaminy są
        tłuste,
        > i czy jeżeli nastąpię na skórzany sandał, to nie dane mi będzie Oświecenie
        > przypomniała mi się taka oto (autentyczna) kryminalna opowieść :
        > w pewnym więzieniu na obiad podano śledzie. Jeden z Mącicieli (więźniów
        > wysoko postawionych w grypsującej hierarhii) tak oto rzekł : "Te śledzie są z
        > Bałtyku, a ja widziałem, jak w Bałtyku kapał się jeden cwel !", po czym
        odszedł
        >
        > od stołu nie ruszając posiłku. Pozostała grypsująca brać uczyniła tak samo.
        Bo
        > jak można jeść przecwelone śledzie ....

        Bardzo sie usmialam, ale doskonale wiesz, ze odwracasz kota ogonem.
        Argumentem tu postujacych wegetarian za niejedzeniem jest 'nieuczestniczenie w
        zabijaniu' albo 'mozliwosc spojrzenia w oczy krowie na pastwisku' tymczasem ja
        wyczuwam tu lekki smrodek hipokryzji (to oczywiscie nie jest ocena ;-)

        Bo spozywanie czy tez uzywanie produktow, ktore nie powstalyby, gdyby nie
        cierpienie i smierc, nawet jesli sie nie je miesa, daje uczestnictwo w smierci
        zwierzat. No jakos mi nie chce wyjsc inaczej, no.

        Tak samo utrudnia sobie Oswiecenie (hehe) wegetarianin, ktory z upodobaniem
        lowi ryby, amen.

        zet.
        • Gość: mmax20 Re: przypowieść z kryminału IP: *.b.dial.de.ignite.net 16.06.04, 14:26
          dużo empatii też może być wzięte za "ducha", tylko gdzie się kończy jedno, a
          zaczyna drugie? to tak jak za dużo słodyczy zamienia się w gorycz, Hitler miał
          tego za dużo bo był w realu zerem to w połączeniu z prusackim wychowaniem i
          paranoidalną wprost obawą, że dziadek był żydem spowodowało, że cała energia
          poszła mu w aurę, to może być czasami do opanowania, ale on tego nie
          potrafił... i poszło w pięty
          jeżeli chodzi o jedzenie zwierzaków, to niech każdy decyduje, ale niech
          przynajmniej zobaczy, jak to się robi, z krwią, potem, rykiem, przerażeniem,
          niech to puszczają częściej w tv, jaki to problem? no jest problem, bo wtedy
          trzebaby dla własnego spokojnego sumienia i zapobieżenia "głupim pytaniom"
          zamykać dzieciaki po pokojach, poza tym mówimy tu o energii, duchu=energii,
          materii=energii, o różnych formach energii, strach to też energia, ranne,
          spragnionie konie w drodze przez całą Europę do Maroka lub krowy z Anglii do
          Izraela, dantejskie sceny przy przeładunku w porcie - nieważne, czy zwierzę ma
          połamane nogi, wówczas wrzuca się go dźwigiem na pokład, byle dyszało, bo za
          martwe odbiorca nie zapłaci... energia tego co spożywamy staje się naszą
          energią, DUCHEM?
          co do butów ze skóry, to można się zdecydować na vegan i już jest całkiem bez
          animal
          a piwko to ja pijam niefiltrowane, leżakowane we flaszce i już jest piątkowo,
          korzyść ta, że drogie i nie mogę (s)krzynkami..., to spadam, bo chce mi się
          dalej o lesie...;)
          • Gość: mmax20 kryteria IP: *.b.dial.de.ignite.net 16.06.04, 15:53
            ktoś w dyskusji wrzucił argument, że rośliny też czują.
            Napewno, tylko, że jak ja wyrywam marchewkę, to ja nie słyszę, jak ona ryczy,
            ona też nie patrzy na mnie błagalnym wzrokiem. To jest granica moich zmysłów,
            mi dana, i to jest dla mnie kryterium tego, co jem, a co nie. Istnieją napewno
            formy życia, które również słyszą ryk wyrywanej z ziemi marchwi, ale ja do nich
            nie należę. Jeżeli chodzi o uśmiercanie, to wiadomo, że każdy musi umrzeć,
            również zwierzę , i jeżeli jem produkty odzwierzęce, to uważam na to, jak
            zwierzęta takie żyją, czy chowane są w sposób odpowiadający ich gatunkowi, mają
            wystarczającą wolność, oddychają świeżym powietrzem, cieszą się życiem!!!, :-)
    • alkmaar z żywotów uduchowionych : 16.06.04, 19:02
      • kvinna cisza... 16.06.04, 19:04
        Co będzie dalej?

        :)
    • kvinna Pytanie do alkmaara 16.06.04, 19:08
      Najzupełniej serio.
      Czy praktykujący duchowość (potem pozastanawiam się nad właściwszym
      określeniem) może sobie przekląć?

      Np. tak: KURWA MAĆ

      Czy może iść "na panienki"?

    • alkmaar z żywotów uduchowionych : 16.06.04, 19:10
      praktyką duchową pewnego Oświeconego mistrza chińskiego (szkoły chen), było to,
      że codziennie brał dwa kamienie, łapał mrówki, i za pomocą tych dwóch kamieni
      uwalniał ich karmę.
      inny Oświecony przez kilkadziesiąt lat swojej praktyki od świtu do nocy sam
      budował wiejską drogę.
      co na to Towarzystwo Przyjaciół Mrówek ?
      • kvinna wierzysz w te ... fakty, bo tak napisano? 16.06.04, 19:15
        A co Ty na ten temat?

      • kvinna A to znasz? 16.06.04, 19:16
        Przed zen drzewa były drzewami
        W czasie zen były duchami
        Po zen były drzewami

        Co to jest wg Ciebie oświecenie?
    • wlodekbar Re: 1 etap wewnetrznego rozwoju 17.06.04, 01:39
      'Kieruje do Was pytanie: w jaki sposob sie rozwijac nie zagladajac do zadnych
      madrych ksiazek, ale wlasnie kierujac sie tylko wlasna intuicja.
      Mnie np moja intuicja wyraznie podpowiada, ze takim pierwszym przebudzeniem z
      nieswiadomosci, wejscie na duchowa sciezke jest wegetarianizm. Zaprzestanie
      zabijania nikomu nic nie winnych zwierzat.
      Wiem ze sie z tym nie zgodzicie, ale tak wlasnie uwazam, i kazdy z Was moze
      miec wlasne zdanie.
      A wiec? Co o tym myslicie?'

      Ja wczoraj w nocy napisalem, ze jestem sceptycznie nastawiony do
      wegetarianizmu. Natomiast nie napisalem tego, ze tak jest poniewaz
      wegetarianizm troche mi moda - przepraszam za slowo - 'zajezdza'. No, a w ogole
      to przedstawialem zarys sylwetki psychologicznej...Hitlera, do czego
      zainspirowal mnie ktos z uczestnikow, bo o Adolfie w swym poscie wspomnial (ze
      byl wegetarianinem).

      Ale temat, teza, problem watku jest, moim zdaniem, bardzo wazny, i dlatego
      postanowilem napisac dwa slowa ogolniejsze.

      Sadze, ze kazdy z nas (mowie oczywiscie o tej wielkiej ilosci ludzi, ktorzy
      odczuwaja potrzebe rozwoju osobistego-wewnetrznego-duchowego) powinien
      samodzielnie znalezc swoja droge.

      Samodzielnie, ale nie w osamotnieniu.

      Jeden wyczuje (czucie, intuicja wlasnie), ze te droge moze zaczac od
      wegetarianizmu wlasnie (o Hitlerze zapomnijmy; jak pisalem byl osoba typu
      histerycznego, a wiec dualizm histeryka: z jednej strony byl jaroszem, z
      drugiej mial postawe nekrofilna).
      Innego zainspiruje wlasnie jakas madra ksiazka czy madra osoba (byleby tylko
      nie bylo to bezkrytyczne nasladownictwo, czy tez zbytnia sugestia; zreszta
      mozna, i chyba czesto warto, zapoznawac sie z ksiazkami, ktore 'serwuja'
      sprzeczne tezy, teorie, mysli, postulaty etc.).

      Od wegetarianizmu zaczal moj ongisiejszy (czy jest takie slowo?:D) kolega,
      Andrzej Baran, ktorego nazwisko jest dzis znane bardzo wielu ludziom.
      Z kolei Wojciech Eichelberger, psycholog-terapeuta, znany bardzo bardzo wielu
      osobom 'zaczynal' od ministranta w kosciele (pisal o tym), a nastepnie, droga
      dociekan, niepokojow zmienil swiatopoglad - zostal buddysta zen. Notabene jako
      buddysta zen nie moze narzucac swoim pancjentom niczego, nie moze mowic: 'masz
      byc taki, nie inny', 'masz postepowac tak, nie inaczej; tak, jak to czynia
      nader liczne 'poradniki' psychologiczne zza oceanu.

      Podalem powyzej dwa rozne przyklady drog rozwoju duchowego.

      Sadze, ze kazdy i kazde z nas powinno nade wszystko pytac samego/sama siebie.
      Ale przeciez nie stroniac od ludzkiej mysli, od madrych, jak piszesz ksiazek...

      Jedna z takich przeciez madrych ksiazek jest tomik innego psychologa-terapeuty
      (wowczas; teraz, zdaje sie, zajmuje sie alkoholizmem w Ministerstwie Zdrowia i
      OS? - nie jestem pewien), Jerzego Mellibrudy, ktorej tytul brzmi:
      'Poszukiwanie samego siebie'(sic!). Nb. wydala ja w l. 80. 'Nasza Ksiegarnia'.
      Ta sama oficyna wydala tez (w tej samej serii ksiazek dla mlodych ludzi) tomik
      prof. Jana Szczepańskiego 'Zapytaj samego siebie'.
      I jeszcze jedna ksiazka, prof. Rudniańskiego (nie pamietam tytulu), w ktorej
      uczony stara sie dowiesc/dowodzi, ze istnieja w czlowieku dwa prawa moralne,
      zas jednym z nich jest - jak je nazywa - pierwsze prawo moralne, niezalezne od
      spolecznych odniesien i oczekiwan.

      Tak wiec humanisci, o ktorych tu zahaczylem proponuja samodzielnosc
      (Mellibruda, Szczepański, Eichelberger), jak i przypominaja nam o prawach i
      prawdach uniwersalnych (Rudniański, Eichelberger jako buddysta zen).
      Zas kazdy z nich mial zupelnie rozna droge rozwoju osobistego czy duchowego.

      Wszak wszyscy skladamy sie z tym samych atomow, tyle, ze ich polaczenia (kody
      DNA) sa u kazeg z nas inne.
    • alkmaar przypowieści 17.06.04, 09:04
      nie widzę większego sensu w rozgryzaniu, czy przypowieści o starożytnych
      mistrzach duchowych są prawdziwe, czy nie, raczej ważne jest to, jaki niosą za
      sobą przekaz - wspomniałem o tym Mordercy Mrówek po to, żeby pokazać, że
      ścieżki rozwoju duchowego są b. różne. I tak jest ten mnasz świat urządzony, że
      istnieją na nim dylematy : jednym z nich jest ten, czy można żyć kosztem życia
      innych istot. Ktoś tu wspominał, że zjadamy rośliny, które też przez nas
      cierpią - w pewnych szkołach duchowych funkcjonuje pogląd, że tak samo istotą
      czującą jest góra, rzeka, wulkan czy morska zatoka. Może dlatego też na wskroś
      rozwinięty duchowo szaman ścinając drzewo dziękował mu, że jest i tłumaczył mu
      (temu drzewu), po co go ścina. I, do chuja pana wafla, oczywistym jest, że
      osoba rozwinięta duchowo może sobie czasem zakląć - nie chodzi o to, żeby osoba
      uduchowiona odczuwała tylko emocje jej przystające (czyli bezgraniczną miłość,
      współczucie, szczodrość, pokorę, inne), ale, gdy przyjdzie do niej złość, to
      nie zaprzeczała jej, tylko wyrażała bez szkody dla innych. amen
      • Gość: bazylia mozna tez nic nie jesc - co na taki etap rozw .... IP: *.193.220.203.acc01-lord-gla.comindico.com.au 17.06.04, 09:51
        co na taki etap rozwoju powiiedzielibyscie?

        Bo skoro o czujacych roslinkach tutaj mowimy, i o tym jak to
        jedzenie/niejedzenie czegos swiadczy o etapie.., to dlaczego nie pojsc na calosc
        i czerpac sily witalne z ducha, wokol nas, zupelnie wyerzekajac sie styku z
        materialnoscia?

        polecam klasyke duchowych praktyk, yoge:

        www.crystalclarity.com/yogananda/39.asp
        maly cytacik dla niecierpliwych: (po angielsku, sorry)

        Yogananda: I wanted to make a special pilgrimage to Bavaria. This would be my
        only chance, I felt, to visit the great Catholic mystic, Therese Neumann of
        Konnersreuth.

        Years earlier I had read an amazing account of Therese. Information given in
        the article was as follows:

        (1) Therese, born in 1898, had been injured in an accident at the age of
        twenty; she became blind and paralyzed.

        (2) She miraculously regained her sight in 1923 through prayers to St.
        Teresa, "The Little Flower." Later Therese Neumann's limbs were instantaneously
        healed.

        (3) From 1923 onward, Therese has abstained completely from food and drink,
        except for the daily swallowing of one small consecrated wafer. "

        Ciag dalszy na stronie zapodanej


        Co na to autor watku?
        Co wg Ciebie bedzie tym najbardziej zaawansowanym stopniem rozwoju duchowego
        czlowieka (a moze lepiej:konkretnie Twojdgo rozwoju )?
      • wlodekbar Re: przypowieści 18.06.04, 23:25
        'do chuja pana wafla'.
        Kupuje. Z waflem nie znalem.
        Wszak i ksiadz profesor Sedlak, osoba uduchowiona ponoc klal, popijajac
        nalewke, ktora zwykl byl sobie robic (slyszalem, ze bardzo smaczna:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka