klementyna_tyszkiewicz
03.01.13, 03:36
Od trzech lat jestem z chłopakiem (Piotr) chorym na schizofrenię paranoidalną, nie jest lekko, bywały ostre stany psychotyczne, nieustanne ataki zazdrości etc.
Jednak to nie jest najgorsze, problem w tym, co najtrudniej zdefiniować, udowodnić itd. toksyczna atmosfera kiedy jesteśmy razem, ilekroć poznaję go z kimś z moich znajomych, widzę, że Piotr próbuję odciąć mnie od niego emocjonalnie, niejako zawłaszcza. Kiedy wprowadzamy się do nowego studenckiego mieszkania, Piotr staje się miły, grzeczny i widzę, że strasznie rywalizuje o uwagę, o to, kto będzie bardziej lubiany, ja czy on. Stwarza potwornie zawiłe intrygi w rodzaju: ostatnio napisał do mojej koleżanki, że rozsiewam na jej temat plotki ponieważ jestem zazdrosna o to, że on do niej pisze. Wyobraźcie sobie jak się poczułam, po pierwsze nie plotkowałam nigdy na jej temat, po drugie nie miałam pojęcia, że on do niej pisze...dowiedziałam się wszystkiego post factum, kiedy koleżanka zaczęła dziwnie się zachowywać. Tydzień przed śmiercią mojej matki, zamiast poświęcić jej całą uwagę, byłam rozdarta między nią a Piotrem, który nagle zaczął bardzo źle się czuć, nieustannie absorbował uwagę, do tego stopnia, że mój ojciec musiał iść z nim na badania biochemiczne, oczywiście okazało się, że nic mu nie jest. Nawet moja babcia stwierdziła, że coś jest nie tak, że wszyscy członkowie rodziny zaczęli wokół Piotra "skakać" dogadzając mu, nieustannie pytając o zdrowie, nawet moja umierająca matka była zaniepokojona faktem, iż Piotr potrafi tak uzależnić od siebie ludzi. To wszystko przypominało zły sen, mam ogromne poczucie winy, że przywiozłam go ze sobą wtedy do domu. Na pogrzebie matki był zimny, nawet nie chciał się przeżegnać, w ogóle mnie nie pocieszał, ojciec mówił, że kiedy Piotr wchodzi do salonu robi się jakoś nieswojo, tego się nie da opisać.
Kiedy wychodzę z domu gdziekolwiek, Piotr wzbudza we mnie poczucie winy, tak jak gdybym robiła coś złego, zamiast koncentrować się na pracy (pracuję w szpitalu) ciągle myślę o tym, że tak, jak ostrzegał, zrobi mi coś złego za to, że nie ma mnie w domu, np. wymyśli jakąś kolejną intrygę, której skutki dadzą o sobie znać za jakiś czas. Gdyby nie to, że wciąż jeszcze go kocham i nauczyłam się kilku tricków: np. żeby nie przedstawiać go ludziom, na których mi najbardziej zależy, nie wtajemniczać go w moje przyjaźnie etc. Nie reagować na wyrzuty, groźby i po prostu chodzić do pracy, już dawno bym to skończyła. Zastanawiam się czy ktoś z Was miał podobne doświadczenia. Pozdrawiam