optymistka79
16.07.04, 16:40
Mój mąż wyprowadził się dobre 7 miesięcy temu.Od tamtego czsu robę wszystko
żeby wrócił. Już parę razy mówieł że wraca, to moment w tórym łapałam
powietrze.Po czym przychodzil dzień przeprowadzki i nie było go.Ta wiadomośc
sprawiała że czułam sie bardzo malutka i leżąca na betonie a jednak po paru
dniach znowu dzwigłam się i walczyłam znowu.I tak w kółko.
Raz mówie że chce wrócic do mnie i syna a za parę godzin mówie że to nie jest
takie łatwe.Podejrzewałam go o jakąś babę i wyszł oszydło z worka.To moja
była przyjaciółka.Dól.I znowu wylądowałam na betonie jak pies wyrzucony na
deszcz.
Brak mi juz sił do dalszej walki.Już nawet nie oczekuje że wróci tylko że
podejmie decyzję.Jak mówię o rozwodzie to mowi żebym nie podjmowała pochopnie
decyzji.
No i o co tu chodzi?