Dodaj do ulubionych

Nie chce mi się żyć

IP: *.gazetaolsztynska.pl 26.03.02, 22:23
Myślę o samobójstwie.
Zostawił mnie chłopak, z którym mieszkałam 4 lata.
Myślałam, że to wielka miłość. Ale odszedł do innej pół
roku temu. Nie mogę się pozbierać - często myślę, że
może lepiej odejść i przestać cierpieć.
Nie mam z kim o tym porozmawiać :(
Mam 28 lat, chodzę zgarbiona i już się nie uśmiecham. Po
pracy wracam do domu, do pustego mieszkania. Wiem, że
oni się zaręczyli. Myślałam, że to ja będę jego żoną,
ale nic z tego nie wyszło :(((
Teraz wszystko ma czarny kolor. Nic się nie udało.
Niczego nie ma. Po co żyć?
Obserwuj wątek
    • Gość: oak Re: Nie chce mi się żyć IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 26.03.02, 22:24
      ... Mysza ... Ty spac miałas iśc )))) ... no już ))))
      • Gość: mysza:( Re: Nie chce mi się żyć IP: *.gazetaolsztynska.pl 26.03.02, 22:26
        Gość portalu: oak napisał(a):

        > ... Mysza ... Ty spac miałas iśc )))) ... no już ))))

        Już idę.
        Ale przyjdź jutro.
    • dalla Re: Nie chce mi się żyć 27.03.02, 00:37
      Zrobilo mi sie strasznie smutno, kiedy przeczytalam Twoj post. Nie bede Ci
      pisala, ze masz bezsensowne mysli, bo to naturalne w tej sytuacji, szczegolnie
      po czteroletnim zwiazku.

      Przechodzilam to samo 3 mies. temu - zostalam zostawiona nagle, nie
      spodziewalam sie zupelnie. Bylam za granica, czekaly mnie wazne egzaminy na
      studiach - oczywiscie poszly bardzo kiepsko. Nie spalam, nie jadlam, znajomi
      wniesli sobie materac do mojego pokoju i spali w nim na zmiane, bo bali sie, ze
      cos sobie zrobie. Weszlam pod tramwaj - przypadkowy przechodzien mnie wyciagnal
      w ostatniej chwili (no, to akurat niespecjalnie zrobilam, ale nic nie widzialam
      wokol siebie, wiec nawet takiego drobiazgu jak tramwaj, tez nie). Chodzilam po
      ulicach i plakalam - nie, zanosilam sie rozpaczliwym szlochem, nie wiem, jakie
      byly reakcje innych, bo bylam w takim "kokonie" i bylam tylko ja i moje
      cierpienie.
      W koncu przyjechala do mnie mama na tydzen, bo stwierdzila, ze nie dam rady
      sama. Po tym tygodniu zabrala mnie do Polski - zblizaly sie juz Swieta, wiec
      miala pretekst.

      A w domu..... tragedia. Wszystko mi go przypominalo, tysiace drobiazgow,
      wlasciwie nie moglam niczego sie dotknac, zeby o nim nie pomyslec.
      Nie wiem, jak udalo mi sie przetrwac te dni.

      Uratowal mnie wyjazd na narty. Nie umiem powiedziec, dlaczego. Nie jest to
      rozwiazanie dla wszystkich, moze tak naprawde tylko dla mnie. To jest po prostu
      cos, co uwielbiam robic. Skoncentrowalam sie na jezdzie, probowalam nowych
      rzeczy (nawet czasem przesadzalam z predkoscia, schodzilam z oznakowanych tras
      itp., ale to byla taka forma ucieczki). Poznalam tez fajnych ludzi, chociaz
      wcale nie w moim wieku (25 jeszcze), duzo starszych i duzo mlodszych, ale jakos
      powoli mnie przywracali swiatu.
      Nie, nie wrocilam "uleczona", szczesliwa, radosna. Ale nie byla to juz taka
      rozpacz.

      A tak naprawde - paradoksalnie pomogl mi sam "ex" - byla proba powrotu, przy
      ktorej zobaczylam, ze on nie jest dla mnie, i ze dobrze sie stalo, ze to sie
      skonczylo. Teraz jestem w stanie "marazmu" lub "zaleczenia". Bo jeszcze czasem
      placze, czesto mi zle, nie ufam facetom, nie wiem, co ze soba zrobic i jakos
      nie widze celu dla siebie.

      Takie sa chyba fazy dochodzenia do siebie. Kazdy je przechodzi inaczej - u mnie
      ta najglebsza rozpacz nie trwala az tak dlugo, u Ciebie jednak chyba jest nadal.
      I wydaje mi sie, ze jednak to juz nieco zbyt dlugo - pol roku. Owszem, mojej
      kolezance zajelo to 2 lata - ale wszystko razem, a mysli samobojcze pojawialy
      sie, ale tuz po zerwaniu.
      Niepokoje sie o Ciebie. I mysle, ze mimo wszystko powinnas sie udac do jakiegos
      dobrego specjalisty, ktory pomoze Ci dojsc do nastepnego etapu, a byc moze
      pogodzenia sie z tym, co Cie spotkalo.

      Wiem, ze to zadna rada, byc moze, ale chcialam, zebys wiedziala, ze nie jestes
      sama i pisz domnie na priva, jesli bedziesz chciala wyplakac, wykrzyczec itp.

      Serdecznie Cie pozdrawiam
      Dalla
    • Gość: ida Re: Nie chce mi się żyć IP: *.lodz-wschod1.sdi.tpnet.pl 27.03.02, 10:51
      Jeżeli nadal nie masz z kim pogadać, napisz: idanka@wp.pl.
    • Gość: wredna2 Re: Nie chce mi się żyć IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 27.03.02, 11:18
      napisz: al_mis@wp.pl chetnie pogadam z Toba


      przeciez nie dlatego upadamy zeby sobie polezec...


      badz dzielna i nie mysl nawet tak glupio, bo dopiero sie przekonasz, jaka
      potrafie byc

      wredna...

    • vicca Re: Nie chce mi się żyć 27.03.02, 11:27
      pisz na priva ;)

      Oczekuję niecierpliwie.
      I nie poddawaj się takim myślom - nie przynoszą nic dobrego (doświadczenie z
      autopsji)

      Pzdr V*
    • Gość: anahi Re: Nie chce mi się żyć - do myszki IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 27.03.02, 11:44
      cześć
      przeczytałam twoje posty tu i na "romantica" i pierwsze skojarzenie moje było
      takie: podkreślasz swóje wiek - ja też mam 28 lat a jestem od Ciebie o
      wiele "uboższa", bo nigdy właściwie nie miałam poważniejszego związku z facetem
      czyzby wiek był on dla Ciebie jakimś problemem?
      czujesz się "staro" ? czy wręcz przeciwnie, uważasz, ze jesteś jeszcze młoda, a
      już nie potrafisz się śmiać?
      wierz mi, że można się pogodzić z byciem samotną w tym wieku, mimo, że nie jest
      to łatwe
      o nadzieję na przyszłą miłość jest trudno, ale ja dodatkowo nie mam właściwie
      żadnych wspomnień :(



    • ninaa Re: Nie chce mi się żyć 27.03.02, 11:47
      Oj, Mysz... Czasem bywa trudno..., ale zaswieci w koncu słonko.., zobaczysz... Wiedz, że nie jestes sama.
      Dookoła jest tylu cudownych ludzi ..., popatrz w ich stronę... Usmiechnij się... , zabij usmiechem złe mysli... a same
      odejdą.., zobaczysz.. Pozdrawiam gorąco. Buziak.
      • arek_cz Re: Nie chce mi się żyć 27.03.02, 12:23
        A co jak to nie działa??
        Ja jestem w bardzo podobnej sytuacji jak Mysz i juz mam dosc.
        Nic nie cieszy, ludzie ktorych mijam (szczegolnie pary) powoduja tylko jedno
        Dlaczego oni sa szczesliwi a ja nie?

        Arek :(
        • ninaa Re: Nie chce mi się żyć 27.03.02, 12:59
          Na początek więc dla Ciebie również BUZIAK !!
          Wiem, ze bywa ciężko... i czymże można pocieszyc...?? W zasadzie pocieszyciel moze czuć sie bezsilnym..., bo
          taki delikwent cierpiący, jest uparty jak oslisko i na kwiaty wiosenne patrzeć mu się nie chce....
          Ja będę uparta w twierdzeniu następujacym: odnajdźcie w SOBIE siłę !! Nie uzależniajcie swojego szczęscia od
          drugiego człowieka aż tak bardzo !! Kształtujcie siebie i o siebie dbajcie !! Jestescie przecież najważniejsi !!
          Zapomnijcie się w czyms..., choćby w myciu okien...!! Wiem, że na pierwszy rzut oka to bzdury.., ale ruszajcie
          się do przodu !! Jak nie w przód, to w bok.., byle się wydostać...!! Postarajcie się... o usmiech..., naprawdę
          warto..!! Buziak, buziak... :-))
        • vicca Re: Nie chce mi się żyć 27.03.02, 13:07
          Na początek można żyć na złość - w moim przypadku się sprawdza :)
          Na złość "przyjaciołom", ex, całemu światu - żyję, jestem, i może jeszcze zdąże
          zrobić coś dobrego :)
          We mnie też pary wywolują skurcz serca, a granatowy opel przyprawia o zawał,
          ale na złość będę żyła i znajdę swoje miejsce na świecie!

          Buntowniczo pozdrawiam Vicca
      • arek_cz Re: Nie chce mi się żyć 27.03.02, 12:30
        A co jak to nie działa??
        Ja jestem w bardzo podobnej sytuacji jak Mysz i juz mam dosc.
        Nic nie cieszy, ludzie ktorych mijam (szczegolnie pary) powoduja tylko jedno
        Dlaczego oni sa szczesliwi a ja nie?

        Arek :(
        • Gość: niunia Re: Nie chce mi się żyć IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 27.03.02, 12:49
          moze jeszcze twoj czas nie nadszedl.hmmmm.....
          czasem nie szukajac znajdujemy tak jak ja...
          stalo sie ...
          wiec glowa do gory
          mamy wiosne usmiechnij sie
          wiem ze warto..
          • arek_cz Re: Nie chce mi się żyć 27.03.02, 20:12
            Chyba sprobuje, moze cos to pomoze.

            Arek
    • Gość: piglet Re: Nie chce mi się żyć IP: *.inet.pl 27.03.02, 13:31
      Myszko jeżeli chcesz porozmawiać, napisz proszę.
      Co prawda, zaden ze mnie psycholog, ale myslę że wspolne doswiadczenia i
      rozmowy o tym co najbolesniejsze pomagają:
      piglet100@poczta.onet.pl
      w każdym razie, trzymaj sie dzielnie, i zobacz na posty. Dla nas tutaj - juz
      jestes wazna....
      • ninaa Re: Nie chce mi się żyć 27.03.02, 14:31
        Oj, Piglet...., dobrze gadasz..., dobrze... :-)))
    • Gość: Karo Re: Nie chce mi się żyć- to przejsciowe uczucie IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 27.03.02, 19:44
      Myszka, glowa do gory. Jesli jedne drzwi sie zamykaja to nastepne ci sie
      otwieraja. Teraz masz szanse poznac kogos nowego. Mloda jestes. Popracuj nad
      postawa( serio) . Czlowiek zgarbiony, przygaszony, smutny innych nie
      przyciagnie do siebie. Pomysl sobie ,ze i te druga moze zostawic jak ciebie, a
      ty masz go z glowy. Zapros kogos na kawe,wyskocz do kina. Badz dla siebie
      najlepszym przyjacielem. Bol minie po jakims czasie. Zapewniam cie. Obys tylko
      nie koncentrowala sie tak bardzo na nim. Pozdrawiam. Zobacz ile tu zyczliwych
      ludzi do ciebie napisalo. Nie jestes sama.
    • Gość: karo14 Re: Nie chce mi się żyć IP: *.interpc.pl 27.03.02, 21:11
      Nie pisz tak. Pomysl, codziennie setki ludzi walczy o zycie do konca, albo
      ginie nie winnie. Dla nich zycie jest najceniejsze. Aty tak chcesz to
      przekreslic? Nie mozesz!!! A ten chlopak widac nie byl ciebie wart skoro taki
      numer ci wykrecil.
      • Gość: map Re: Nie chce mi się żyć IP: 195.27.162.* 28.03.02, 14:52
        potrafie sobie wyobrazic twoja rozpacz i niechec do zycia bo tez tak rozpaczalam
        ale czas jest najlepszym lekarstwem, leczy wszystkie rany, niech minie troche
        czasu a problemy ktore masz teraz same odejda, nawet nie zauwazysz kiedy, twoj
        byly chlopak stanie ci sie obojetny, teraz wazne jest abys nie siedziala sama w
        domu i nie rozmyslala, rob cokolwiek, staraj sie byc zajeta caly czas, jesli
        masz znajomych, to spedzaj z nimi czas, rowniez sport jest dobry, uprawiaj jak
        najwiecej sportu abys padala ze zmeczenia a od razu humor ci sie poprawi i
        zachce ci sie zyc.
    • Gość: CHARLIE Re: Nie chce mi się żyć IP: 217.11.133.* 28.03.02, 15:00
      WITAJ !!
      MUSISZ ŻYĆ PO TO BY OTRZYMAĆ W PRZYSZŁOCI OD KOGOŚ WIELE SZCZĘSCIA I MIŁOŚCI.
      BY OTRZYMAĆ TO NA CO ZASŁUGUJESZ ...ODEJŚCIE Z TEGO ŚWIATA JEST NAJGORSZYM
      WYJŚCIEM - JEŻELI MOZNA TO NAZWAĆ WYJSCIEM. MASZ DOPIERO 28 LATEK I WSZYSTKO CO
      DOBRE PRZED TOBA !! GŁÓWA DO GÓRY A WSZYSTKO POWOLI SIĘ UŁOZY. PRZEŻYŁEM
      PODOBNĄ HISTORIĘ I UWIERZ MI ŻE TO UCZUCIE BEZRDADNOŚCI I SAMOTNOŚCI MIJA ...

      SERDECZNIE POZDRAWIAM
      • Gość: Mała Re: Nie chce mi się żyć IP: 195.117.18.* 02.04.02, 11:35
        Siedzę i czytam wszystkie listy i płaczę. Po pierwsze, ze wzruszenia. że tyle
        osób chce pomóc drugiej osobie , a po drugie, że wczoraj zakończyła sie
        trwająca 4 lata "znajomośc" moja i mojego chłopaka. Nie spałam całą noc ,
        siedzę teraz w pracy mam spuchnięte oczy i płaczę, na razie jeszcze nikt tego
        nie zauważył. Boże ja cały czas o nim myślę. Rozstaliśmy się bo stwierdziliśmy,
        że nie pasujemy do siebie i tym podobne brednie. Najgorsze jest to , że nie
        wiem co teraz będzie - jak powiedziec znajomym, a najgorsze jak powiedzieć
        rodzicom i ten ból na milczący telefon, brak zajęć po przyjściu do domu , wolne
        weekendy i głupia reakcja serca na bordowy samochód. Już w sumie nie mam łez i
        pieką mnie policzki. Ja jednak chcę żyć. Może jest ktoś kto mógłby naoisać do
        mnie kilka słów. Czy ktoś był w takiej sytuacji. Miła dopiero 10 godzin
        samotności , a tu jeszcze tyle życia...Proszę pomóżcie troszkę..
        • Gość: ygrek Re: Nie chce mi się żyć IP: *.elblag.cvx.ppp.tpnet.pl 02.04.02, 14:24
          Masz jakiegoś priva ?
    • czarodziejka Rozmowa z psychiatrą o depresjach - kopia 29.03.02, 13:04
      Rozmowa z psychiatrą o depresjach
      AN (25-03-02 21:46)

      Wiosną nasilają się objawy depresyjne. Nie należy ich lekceważyć, ale jak
      najszybciej udać się po radę do psychiatry - radzi specjalista

      Aneta Nawrot: Coraz więcej ludzi skarży się na depresję. Czym jest ta choroba?

      Marek Mieczyński, specjalista psychiatra: Nie mówiłby tutaj o depresji, ale o
      zaburzeniach depresyjnych. Jest to stan, kiedy dana osoba generalnie czuje się
      źle. Ma zaburzenia aktywności, poczucie przemęczenie, spadek zainteresowań,
      trudności z koncentracją. Często występują też zaburzenia snu. Człowiek jest
      bardzo senny lub wręcz przeciwnie - ma kłopoty ze spaniem. Zaburzeniem mogą też
      towarzyszyć lęki, napięcie mięśniowe, bóle głowy i problemy ze strony układu
      pokarmowego. Niektórym pocą się dłonie.

      Kiedy nasilają się te objawy?

      - Najczęściej wiosną i jesienią. Tak naprawdę do końca nie wiadomo, dlaczego.
      Prawdopodobnie jest to spowodowane wahaniami ciśnienia, częstą zmiennością
      pogody. Poza tym nagromadzone w lecie zapasy słońca w naszym organizmie powoli
      się wyczerpują - to też jedna z przyczyn.

      Kto jest bardziej narażony na stany depresyjne?

      - Najogólniej mówiąc, osoby nie mogące sobie poradzić z własnymi problemami,
      przeciwnościami losu. Jednak do lekarzy po pomoc częściej zwracają się kobiety
      niż mężczyźni. Lekarz najlepiej będzie wiedział, czy zastosować farmakologię,
      skieruje na psychoterapię lub zastosuje leczenie skojarzone. Każdy wymaga
      indywidualnego podejścia.

      Ludzie boją się jednak psychiatry. Wielu myśli, że kiedy pójdzie do takiego
      lekarza, to natychmiast dostanie "żółte papiery".

      - Historia choroby prowadzona przez psychiatrę jest objęta jeszcze większą
      tajemnicą, niż ta pisana przez pozostałych lekarzy. I naprawdę staramy się
      pomóc osobie, która tego potrzebuje. Można do nas trafić bez skierowania.
      Ubezpieczony może wybrać sobie najbardziej odpowiadającego mu specjalistę na
      terenie Śląskiej Regionalnej Kasy Chorych.

      Dziękuję za rozmowę.




    • czarodziejka pomoc przez internet __ myszko PRZECZYTAJ 29.03.02, 13:05
      Depresja na stronie
      acz (19-03-02 18:32)

      Internauci mogą korzystać z pomocy z łódzkiego psychiatry.

      Lekarze z Centralnego Szpitala Klinicznego przy ul. Czechosłowackiej założyli
      stronę www. Internauci czytają tam: - "To strona dla smutnych. Tu dowiesz się,
      czy jesteś tylko przygnębiony z powodu wielu trudnych spraw, czy też masz
      depresję i wymagasz pomocy profesjonalistów". Dzięki testowi można dokonać
      oceny swojego nastroju. Nie wyłączając komputera mamy możliwość skonsultowania
      się z psychiatrą - trzeba tylko skorzystać z czatu. W wyznaczonym terminie
      (piątek przed południem) wysyłamy mail i po chwili dostajemy odpowiedź.

      - Codziennie odbieram 60 telefonów od pacjentów - wylicza Irena Poprawska z
      CSK, pomysłodawca strony. - Założyłam stronę, by pomóc pacjentom odpowiedzieć
      na najczęściej nurtujące ich pytania. Ważne jest to, że można je uzyskać nie
      pokazując się u psychiatry, bo wielu ludzi się tego wstydzi.


      * Adres strony zredagowanej przez łódzkich psychiatrów:
      www.csk.lodz.pl/depresja





    • Gość: maras Re: Nie chce mi się żyć IP: *.elblag.cvx.ppp.tpnet.pl 30.03.02, 10:12
      Hej Mycha,
      Wielu ludzi chcę Ci dać tutaj do zrozumienia, że - mimo sytuacji - nie jesteś
      sama. Pomyśl chwile na tym - zanim zrobisz coś nieodpowiedniego.

      Pozdr. dla mieszkanki pięknej Warmii.
      • Gość: psyc Re: Nie chce mi się żyć IP: *.local 01.04.02, 13:06
        Zaden psycholog nie jest w stanie pomoc. Gdyby to bylo takie latwe toby nikt
        sobie zycia nie odbieral. A jednak tyle ludzi odchodzi kazdego roku bo ma dosyc.
    • Gość: Yolka Re: Nie chce mi się żyć IP: 192.168.0.* 02.04.02, 09:24
      Myszko - współczuje Ci bardzo... ale naprawdę szukaj dla siebie ratunku !!!

      Na poczatek - wizyta u lekarza... proszę - mozesz iść nawet do zwykłego lekarza
      pierwszego kontaktu i poprosic o jakieś tabletki antydepresyjne... uwierz, że
      pomagają... nie rozwiążą problemu, ale pomogą w najtrudniejszych psychicznie
      chwilach...

      Trudno jest radzić w takim momencie abys spojrzała na otaczającą nas wiosnę -
      pełną optymizmu - bo budzącą się do życia...

      Nie jesteś sama, wokół Ciebie jest wielu ludzi mających podobne problemy do
      twoich... albo i jeszcze gorsze... ktoś bliski odchodzi od nas... do kogoś
      innego, a inny bliski odchodzi od nas na zawsze... widziałaś jego gasnący
      usmiech, zamykające się oczy... i będziesz pamiętac do końca życia.

      Ale trzeba zyć dalej ! Życie idzie naprzód. Pomyśl, że w twoim życiu NA PEWNO
      czeka Cię jeszcze coś ciekawego, poznasz nowych ludzi, i będziesz NA PEWNO
      szczęśliwa. Uwierz mi - poznasz jeszcze smak miłości - tej prawdziwej, jedynej,
      tej na zawsze. Przed Tobą jeszcze nie odkryty smak miłości macierzyńskiej- tej
      wspaniałej - najwspanialszej dla kobiety. To wszystko przed Tobą!!!

      Głowa do góry ! - wszystko będzie dobrze... Jeżeli mi nie wierzysz - idź do
      wróżki !
      Pozdrawiam. Yolka.

      • Gość: Allegra Re: Nie chce mi się żyć IP: 212.244.106.* 02.04.02, 14:28
        Yolka podała świetną, prostą receptę. Jeśli wzbraniamy się iść do psychiatry,
        łatwiejszym rozwiązaniem jest wizyta u wróżki. Naprawdę, nie żartuję!!!
        Równiutko pół roku temu rozstałam się z miłością swojego życia.. Ale nie
        umiałam wykorzenić uczuć z serca.. cierpiałam strasznie, straciłam całą energię
        do życia, gdzieś zagubił mi się sens istnienia.. spróbowałam z samobójstwem,
        ale powstrzymała mnie jakaś irracjonalna myśl, że jeśli zrobię to sama, to moi
        najbliżsi nie otrzymają pieniędzy z polisy ubezpieczeniowej.. Następnym etapem
        było prowokowanie losu za kierownicą samochodu.. Też sie nie udało.
        Przyjaciółka zawlokła mnie do wróżki. A tam, sympatyczna młoda kobieta o
        ciepłym głosie spojrzała w moją rękę i karty i nakreśliła optymistyczną wizję,
        której uczepiłam sie najbardziej kurczowo jak potrafiłam.. Do tej pory miewam
        straszliwe doły, potrafie płakać w najbardziej zaskakujących momentach, często
        rano otwieram oczy i myślę sobie: "qrrr... znowu dzień do przeżycia..". Ale
        wtedy czepiam się tej wróżby i powtarzam jak mantrę, że po każdej nocy
        przychodzi dzień.. Nie wiem czy pomaga, ale jestem ostrożna za kierownicą..

        Pozdrowienia
    • Gość: joolz Re: Nie chce mi się żyć IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 02.04.02, 22:36
      Myszko, nie jestes sma, ja podobna sytuacje milaem rok temu, moja dziewczyna
      (pierwszy raz az tak sie zakochalem) poza mna mila jeszcze kogos, gdy sie o tym
      dowiedzialem myslalem, ze to koniec, a to nieprawda, sluchaj moze on nie jest
      Ciebie wart?, moze to dobrze, ze teraz sie skonczylo niz mialabys plakac po
      slubie? Masz 28 lat, no i co z tego, moj brat poznal dziewczyne swego zycia,
      gdy mial 32 lata. Nie martw sie, bedzie dobrze, jestem z Toba!!!!
    • Gość: shivo Re: Nie chce mi się żyć IP: *.waw.ppp.coolnet.pl 02.04.02, 22:56
      Bedzie dobrze, Mycha! Chcesz to pisz: shivo@poczta.gazeta.pl
    • Gość: Sam Może nastepnym razem bardziej roztropnie ... IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 07.04.02, 00:55
      ...zadysponujesz swoim życiem ? Może najpierw zostaniesz żoną a potem
      zamieszkacie razem ? Odwracanie reguł do góry nogami jak widzisz nie prowadzi
      do niczego dobrego. Teraz taka moda. Wynajmuja mieszkanie i rżną się na tzw
      próbę. Potem znudzi się jedno albo drugie i hajda w Polskę za nastepnym
      obiektem. Narazie nikt nie wymyslil nic lepszego od normalnych związków i nie
      sądzę aby to gówniane młode pokolenie czegoś takiego dokonało. Po zmniejszaniu
      karków i ilości włosów na głupich łbach zaczną zmniejszać mózg albo prostować
      jego zwoje. Taka to specyfika. Polak musi byc przede wszyskim silny. Dużo
      uniesie. A jak bije !
      • Gość: mika Re: Może nastepnym razem bardziej roztropnie ... IP: 217.153.44.* 08.04.02, 14:05
        Sam, szczerze mi ciebie żal
    • kosturek Re: oj wlasnie odrotnie bardzo chce Ci się żyć 07.04.02, 09:51
      i to wlasnie teraz !!!!
      Swiat i zycie nas doswiadcza, przezywamy rozne wspaniale chwile i okropienstwa
      i czesto musimy byc w tym strasznie sami i dzielni. Mnie jak mam dola pomaga,
      pomaganie innym ( doroslym, dzieciom, przyjaciolom, obcym, itd), gdyz mam taka
      regule ze jak sie pozbieram juz ciut do kupy to mowie sobie,że nie jest wazne
      co mnie zycie zrobilo, ale wazne jest to co ja mu moge zrobic. Dlatego precz
      stereotypy hollywodzkie z Twojej glowy OK i napisz jak cos dobrego zrobisz to
      bedziemy sie cieszyc razem.
    • zasko Re: Nie chce mi się żyć 08.04.02, 14:43
      po co żyć? dla siebie! drugi raz takiej szansy się nie dostaje! 28 lat to
      dopiero początek, wyprostuj się, warto, stawką jest twoje życie. Mi też było
      kiedyś bardzo trudno po podobnym przeżyciu. Teraz mam kilkanaście lat więcej,
      cudownego męża, dwoje cudownych dzieci, wspaniały dom. Gdybym wtedy nie wzięła
      się w garść przegrałabym własne szczęście. To jak żyjemy zależy od nas samych.
      Z porażek trzeba nauczyć się wychodzić silniejszym, chociażby o doświadczenia,
      o wiedzę czego pragniemy, czego nie znosimy, w jakie relacje nie powinniśmy
      wchodzić jeżeli nie chcemy cierpieć. Zyczę siły, zet
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka