clarissa3
29.11.13, 19:53
Co robic? Jak sie porozumiewac z otoczeniem?
Coraz mniej chce mi sie z domu wychodzic - bo jak juz gdzies pojde to sie ktos na mnie drze. Wiem ze to nie wiele ma ze mna wspolnego tylko z jakims stanem w jakim ludziska sa jednak nie zmienia to faktu ze drace sie osobniki z rownowagi mnie wytracaja i o bol glowy przyprawiaja.
Przyklad - poszlam fryzjerke wczoraj zapytac jakby mi wlosy obciela a ta sie drze, stoi o mniej niz metr ode mnie a krzyczy jakbym o kilometr stala. Ja to dczuwam jakby mi szple w mozg wbijano, wiec grzecznie prosze mowiac zem na dzwieki wrazliwa i zeby obnizyla ton. Jak sie zachlysnela, i ... na mnie wsiadla... Przetrzymalam i zwialam.. ale ze glodna bylam to weszlam do Burger Kinga po drodze, a tam sie na mnie wydarla obslugujaca... Polka, wiec powiedzialam ze moze jak po polsku bedzie mowic to nie bedzie musiala do mnie tak krzyczec. Pomoglo, glos obnizyla. OK. Jakos co domu dobilam uwaznie omijajac wpadajacych na mnie SMSowych pisarzy. Dzis wrzucilam sasiadowi kartke i wydrukowane z internetu instrukcje jak sobie z glosnymi rurami (bo mamy) poradzic, bo wala prawie codzien gdy on kran o 5.30 rano otwiera czy zamyka, a on dzwoni do mnie i ryczy. Dowiedzialam sie tego i owego o sobie - pomimo uwaznego dbania o dobre stosunki sasiedzkie odkad sie tu wprowadzilam - a wszystko przeplatane bylo przeklenstwami...
Ludzie! Po kilku takich dniach zyc mi sie odechciewa:( Jak sie na to uodpornic?