Dodaj do ulubionych

Na fali wątków o problemach rodzinnych

10.02.14, 12:42
W Polsce kraju w którym generalnie jeden na drugim zazwyczaj wisi rodzinnie,ocenia i tłamsi, można odzyskać spokój i swobodę jedynie rozluzniając kontakty. Sama sprawdziłam na sobie bo odkąd widuję sie z rodziną sporadycznie, ograniczyłam dostep do naszej codziennosci, nagle przestano sie wtracac, nagle nikt nikogo nie ocenia, nie krytykuje, wszyscy są usmiechnięci życzliwi i serdeczni.Byc moze za plecami istnieją dase komentaze bo tacy juz sa ludzie ;-) ale nie ma tego kwasu, kłotni krytyki gdy żyliśmy nie swoim zyciem a poniekąd na sobie.Zgadzacie się? Ktos ulozył swoje zycie rodzinne podobnie jak ja?
Obserwuj wątek
    • gocha033 Piszesz z Lubartowa, czy Lubaczowa ? 10.02.14, 14:12
      bo jako zywo takich problemow ani w Krakowie, ani w Warszawie nie doswiadczylam.
    • elizaj1 Re: Na fali wątków o problemach rodzinnych 10.02.14, 14:52
      Najczęstszym tematem zali w interencie jest toksyczność rodzin,krytyka, ocena, wtrącanie sie w cudze życie.I piszą to ludzie z całej polski, ci ze wsi i małych miejscowosci mają dodatkowy problem ze wscibskimi plotkarskimi sąsiadami co w miastach się nie zdrarza tak często i taka w zasadzie róznica.
    • malwi.4 Re: Na fali wątków o problemach rodzinnych 14.02.14, 23:39
      Nie wiem jak bliską rodzinę masz na myśli. Ja od lat mieszkam daleko od rodziców na przykład. Ale mam wrażenie, ze mieszkając bliżej, mając z nimi częstszy kontakt łatwej byłoby mi pracować nad relacjami z nimi, poukładać je, zrozumieć.

      Z rodziną dalszą mam dobry kontakt.
      Blisko mam brata i jego żonę. I to, że mam go obok bardzo mnie cieszy.
    • paco_lopez Re: Na fali wątków o problemach rodzinnych 17.02.14, 13:31
      mam doskonale obrobioną dupę. skupiam zawiść i zazdrość, mam wielu znajomych spoza rodziny , z którymi relacje ida mi dobrze i bez zgrzytów. jest ok. nie jestem na kazdych imieninach, nie organizuje imienin ani rocznic. jak mnie nie zaproszą , to pojadę do puszczy i sam sobie zrobię impreze z ludźmi z puszczy.
    • witchland Re: Na fali wątków o problemach rodzinnych 21.02.14, 14:59
      Z niektorymi czlonkami rodziny rozsadek podpowiada mi zerwac relacje calkowiecie.
      Ja jednak z puporem maniaka, zaluje tej osoby i daje jej szanse, ona tego nie docenia...
      Dochodze do wniosku, ze cos jest 'nieteges' z moja glowa, ze ciagle nie umiem zerwac kontaktu na 100%.
      Chyba pojde do psychologa, ale czy jest ktos kto mi pomoze?
      Kiedys chodzilam do takiego niby najlepszy w tym kraju, po wielu godzinach rozmow,
      powiedzial mi: "No ale twojej mamy to zal...trzeba jej wspolczuc..." On uwazal ze to wojna ja taka zrobila...
      To stwierdzenie we mnie bardzo sie zakorzenilo.
      I owszem mam wspolczucie dla niej bo....to i owo. Jednak uwazam, ze kowalem swojego losu jest czlowiek sam. I wielu ludzi mialo ciezko w domu i widzialo rodzicow np. jak gineli na wojnie... A mimo to nie stali sie psychopatami wypranymi z szacunku, empatii i wspolczucia dla zycia innych ludzi.
      Tak na marginesie to moja matka w porownaniu z wieloma innymi ludzmi miala dosc zasobne zycie. Dziadkowie byli zamozni. Nie byli biedni, wiec to nie chlod i glod wygnal z niej to co ludzkie... A sama sie do swojego charakteru przyczynila. Po prostu taka sie uksztaltowala...
      • mona.blue Re: Na fali wątków o problemach rodzinnych 21.02.14, 15:47
        Jak dawno chodziłaś do tego'najlepszego w kraju' psychologa? Warto było?
        Jak wiele zrozumiałaś i mogłas zmienic w sobie?
        • witchland Hm... 21.02.14, 17:47
          bardzo dawno, 12 lat temu... Okolo 26 razy...Czyli 26 godzin.
          Napewno on mial nade mna przewage, jako znawca zakamarkow psychologii.
          Wystepuje czesto w programach TV. Fajny czlowiek ogromnie skromny i pokorny, co robi go bardziej prawdziwym i nadaje mu range znawcy...

          Czy pomoglo? W pewnym stopniu tak. Przede wszystkim w rodzinie wmawiono mi, ze jestem jak moja matka, czyli mam uparty charakter i wiele innych negatwnych spraw...

          On udowodnil, ze konflikt pomiedzy mna a matka wystepuje nie dlatego, ze jestesmy do
          siebie podobne, a wlasnie bardzo inne. Pokazal mi to na przykladach z zycia... Wtedy dopiero, zaczelam sie....zmieniac. Tworzyc moj wlasny indywidualizm... Byc soba. Dzis przyznam sie ze czuje sie dobrze. Jednak z matka pomimo checi i staran nie uklada sie, niestety. Co bym nie zrobila zostane wykpiona i wysmiana.
          Moge jej tylko wspolczuc tej prymitywnej cynicznej komunikacji... jedyne co dobre, ze wiem co sie czuje w takich sytuacjach, i staram sie nigdy nie miec podobnie brzmiacych relacji z moimi wlasnymi dziecmi...
          na bledach czloiwek sie uczy, jak mowia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka