bardotka35
21.07.14, 23:20
Dawno tak nie miałam.
Najpierw jadę na rowerze koło domków jednorodzinnych do klienta z ogłoszenia, a tu jakiś nieprzytomny jegomość, furtkę zostawił otwartą i zakupy z bagażnika samochodu do domu nosi. Na podwórku owczarek niemiecki, który się połapał iż furka otwarta i bach mnie za nogę, spódnice mi rozdarł i za łydkę zębami złapał, teraz sina od uderzenia i tylko rower mi życie uratował bo się tym rowerem zasłaniałam, zanim otumaniony gospodarz nie przegonił spowrotem psa. Pies podobno szczepiony, więc wsiadłam na rower i do klienta pojechałam. Wchodzę na podwórko , cała rodzina na zewnątrz bo ciepło, jeszcze się trzęse po tym psie i na gest powitania lękiem zareagowałam i widząc odruch własny tłumacze, że pies po drodze mnie ugryzł i dlatego lękliwie raguje, ale widzę że mi się tu nie podoba, ludzie jacyś cwani, takie cwaniackie zachowania ciałem pokazywali, nieufni, szepczą między sobą żebym ja nie słyszała. Właściciel w sprawie do której przyjechałam do domu na rozmawianie mnie zaprasza, trajluje co i jak, atmosfera jakaś gęsta, a ten mi nagle bez ogródek wywala...że bozia patrzy. Najpierw nie zrozumiałam o co mu idzie, a ten dobitnie, że internetu nie chce bo bozia patrzy na to co on robi i go ukarze. To już zrozumiałam i odruchowa przez okno szukam furtki, jakby tu no wiecie wiać trzeba, wariat. Kolejny odruch, rozglądam się po mieszkaniu czy gdzieś siekiera nie leży i mnie nie łupnie. Właściwie słucham go i tego jego o bozi, jakby to całkiem naturalne było, a bardziej skupiam się czy zaraz czym mi nie przywali i szukam przedmiotów zdatnych do przywalenia i czy nie planuje i drogi ucieczki, wyrwać się z tego koszmaru. Pogadał jeszcze trochę, nic nie załatwiłam, zresztą mi się odechciało interesy robić i teraz sama nie wiem czy bardziej przeraził mnie ten katolik czy ten pies, ale jeśli z psem, wiadamo jak sobie radzić to z szalonym gdzie bozia na niego patrzy nie bardzo wiadomo. No cała jestem roztrzęsiona.