Dodaj do ulubionych

do emigrantów

09.12.16, 10:15
Teraz jest u mnie ok, ale czasem nachodzą mnie takie czarne dni, że chętnie bym się spakowała i wróciła do Polski, emocje się kotłują, wszystko wydaje się bezsensowne. Mam wrażenie uwięzienia w obcym kraju, że wszystko jest tu obce, nie moje. Chcę do Polski. Boję się, że nigdy nie uda mi się wrócić, że moje dzieci zatracą tożsamość (choć uczymy je o Polsce)... nie ma wielu takich dni (powiedzmy raz na parę miesięcy) ale potrafią czasem tak dać nieźle w kość.
Macie tak? jak sobie radzicie? Mam takie uczucie rozdarcia, tu nauczyłam się żyć, ale czasem mocno tęsknię za domem w kraju...
Obserwuj wątek
    • nebelowa Re: do emigrantów 09.12.16, 10:45
      Jak dlugo mieszkasz za granica? Ja juz 13 lat, od 3 lat w kolejnym, nowym kraju. Przez poczatkowe lata, owszem, brakowalo mi tego, wowczas zamiast rozpamietywac wyszlam naprzeciw i zaczelam poznawac. Nigdy nie mialam i nie mam zadnych kontaktow z Polonia, natomiast zaczelam sie interesowac tym co wokol mnie, czerpac u tego i z tego budowac moj dom. Moj dom jest tam, gdzie jestesmy my w trojke, nasze 3 koty i 2 psy. To nie sa mury, my wynajmujemy dom, ale sa w nim nasze wlasne meble, pamiatki, ksiazki, ktore z nami wedruja. Syn ma polskie obywatelstwo, a chodzi do niemieckiego sektora w szkole europejskiej, bo wczesniej chodzil do niemieckiej szkoly, a mieszkamy w Luksemburgu. Kim jest? On nie czuje sie Polakiem, nie czuje sie Niemcem, czuje sie Europejczkiem. / po polsku mowi i czyta /Moj maz jest Niemcem, ale tez nie pielegnujemy tutaj niemieckich tradycji. Raczej zbudowalismy sobie wlasne na nowo. Do Polski jezdzimy na Wielkanoc i na 2 miesiace latem, mamy to szczescie, ze mamy domek w lesie, gdzie mozemy sie zaszyc. Cieszymy sie na polski twarog, polska kielbase, czy piwo. Nie staram sie tego kupowac tutaj, pewnie gdzies mozna, ale to traciwowczas to swieto, ta radosc. Pamietasz kiedys pomarancze jadlo sie tylko na swieta, robie podobnie.Ja kupuje duzo polskich ksiazek na ebook, jak jestesmy w Polsce robie zapasy ksiazek, filmow, plyt. Jedyne co potrzebowalam ostatnio to polskie suszone grzyby, bo te tutejsze sa bez zapachu - mama przeslala mi poczta. Trzeba uwazac, zeby kraju z ktorego sie pochodzi nie idealizowac, bo to bardzo latwo przychodzi. Trzeba zbudowac sobie swoj wlasny na nowo i otworzyc sie na nowe, cieszyc z mozliwosci i szans jakie sie ma bedac w nowym kraju, isc do przodu i rozwijac sie. Ja ciesze sie bardzo na wyjazd na Wielkanoc, ale bardziej na to, ze moze bedzie juz cieplej i moge zaczac porzadki w ogrodzie, anizeli na to, ze bede Polsce.
      • martini-7 Re: do emigrantów 09.12.16, 12:22
        Ja mieszkam ponad 3 lata. Na początku była fascynacja mieszana z lękiem. Ale nie takim patologicznym, ale takim wiesz, kurna coś nowego, nowy świat, ja z językiem angielskim, a tu niemiecki. Jednak było urządzanie mieszkania (również wynajmujemy, wynajęliśmy gołe ściany jeśli nie liczyć tego, że sanitaria były), potem ciąża, drugie dziecko.... w tym czasie też się pojawiały okresy tęsknoty. Poznałam tu paru ludzi z Polski, na niektórych mocno się przejechałam, ale inni okazali się bardzo życzliwi i zaprzyjaźniliśmy się. Starsza córka poszła do przedszkola, co bardzo i mnie uspołeczniło. Od roku pracuję dorywczo bo, z młodszą jestem jeszcze w domu. Jakoś to się toczy. Największą radością jest dla mnie to o czym i Ty piszesz. Rodzina w komplecie. To było straszne, mąż za granicą, a ja z córeczką w PL. Ja płakałam po kątach, a ona choć wówczas bardzo malutka po każdym jego wyjeździe w "depresji". Im starsza była tym gorzej. Wyprowadziliśmy się z PL jak miała niecałe 2 lata.
        Też do PL jeździmy i tak samo robimy zakupy polskich produktów, twaróg to na szczycie mojej listy :D tu można go kupić u Ruskiego, ale to nie to samo. Jeździmy na każde Boże Narodzenie (oprócz tego roku), na wakacje, czasem na jakieś długie weekendy.
        W planach było parę lat i wracamy, ale teraz wszystko wygląda na paręnaście lat i może wracamy. Staram się jak mogę stwarzać tu swój nowy świat, idzie mi całkiem, całkiem ale jednak czasem dopada mnie chandra. Tu nie mam z kim dzieci zostawić by z mężem gdzieś wyjść. Jesteśmy na starcie więc i finansowo miodu jeszcze nie ma, czasem brak mi miejsc do których chodziłam, ulubionego parku, ukochanej kawiarni, ogrodu mamy na wsi... z drugiej strony wiem, że jakby wróciła to mogłoby mi brakować ciutkę tutejszych miejsc, małego gospodarstwa do którego moje dzieci kochają chodzić karmić zwierzaki, mojej działki, cukierni w której choć lody rewelacja to kawa jakaś taka usypiająca ;)
        Czasem sama nie wiem o co mi chodzi. Czuję się zagubiona. Może i faktycznie trochę idealizuję Ojczyznę.
        Może i trochę to też to, że w planach wszystko było takie poukładane, piękne i proste, a w realu takie nie jest. Sama nie wiem... może po prostu potrzeba mi więcej czasu i słońca bo, wiesz jak jest piękna pogoda to wszystko jest piękniejsze ;)
        • nebelowa Re: do emigrantów 09.12.16, 13:05
          Im dluzej bedziesz tam mieszkac tym wiecej wlasnie tych nowych miejsc bedzie TWOJE, a potem moze znowu sie gdzies przeniesiecie i znowu trzeba bedzie SWOJE nowe miejsca znalezc i tak to sie toczy. Nie warto jednego miejsca idealizowac i sie do niego przywiazywac. Nic nigdzie nie jest proste, my tu jestesmy 3 lata i tez jakos nie mamy zycia towarzyskiego, ja nie lubie blahych relacji, rozmow o niczym i takie towarzystwo dla towarzystwa mnie meczy. Niemieckiego sie ucz, przyjdzie ci latwo, ja jak przyjechalam to znalam tylko tak szkolnie, na poczatku straszne to bylo. Ja sie smieje, ze jak juz doszlam do perfekcji to sie z Niemiec wyprowadzilismy. Tutaj po niemiecku tez sie doagadac mozna, ale wiekszosc jest po francusku i co i znowu nauka od poczatku, a jeszcze luksemburski jako jezyk tez ciekawy...czasu brakuje. Polske sie idealizuje bo spedzilo sie tam dzecinstwo, laczy sie z miejscami mile przyzycia, chwile. Trzeba sobie takie miejsca na nowo stworzyc , to jedyna metoda i nie bac sie co bedzie dalej, gdzie los rzuci. Kto nie ryzykuje ten szampana nie pije :-)
          • martini-7 Re: do emigrantów 09.12.16, 13:27
            Dzięki :) naprawdę bardzo mi pomogłaś :) niemieckiego jakoś takoś się uczę, kurs przede mną jak młodszą do przedszkola puszczę, wierzę, że znajomość języka w lepszym stopniu sprawi, że to będzie bardziej moje miejsce. Kiedyś dzieci dorosną do tego stopnia, że będą mogły same w domu zostać, a my odzyskamy naszą romantyczność we dwoje poza domem. Mam nadzieję, że będziemy mieć wtedy jeszcze a to siły ;)
            • mardaani.74 Re: do emigrantów 09.12.16, 14:14
              Na moje oko Ty się czujesz obco bo wciąż czepiasz się polskości, chcesz stworzyć w nowym świecie bańkę ze starym światem. Nie integrujesz się, ciekawość jest wciąż mniejsza niż lęk przed nowym. Ot choćby to że po trzech latach nie wiesz jakie są miejscowe zwyczaje świąteczne i jeszcze nie znasz jeżyka. Zacznij budować mosty z nowym miejscem, a nie mur wokół "bezpiecznej, polskiej przestrzeni".
              • mardaani.74 Re: do emigrantów 09.12.16, 14:15
                jeżyka hehe, języka
      • potangaa Re: do emigrantów 08.06.17, 23:43
        Jak tak pięknie to sobie ułożyłaś, to co robisz na portalu depresyjnym.Mi to do głowy by nie przyszło ,gdybym te kiełbaski i twaróg dawały szczęście
    • mardaani.74 Re: do emigrantów 09.12.16, 14:11
      pocieszę Cię, w tej chwili mieszkając w Polsce mam dokładnie takie same odczucia, wszystko tu jest nie moje, obce, i z debilami mieszkam (40% debili i roszczeniowców, to naprawdę może dobić)
      Twoje dzieci niech zatracą, tu nie ma nic czego możnaby żałować i nie wiem w jakim celu kultywować polskość, chyba żeby dzieci miały depresję i nerwice. Tutaj nie da się normalnie żyć.
      • martini-7 Re: do emigrantów 09.12.16, 16:20
        Święta ich mnie nigdy nie interesowały bo, nigdy ich tu nie spędzałam, ale lokalne przysmaki znam :) chodzę na różne wydarzenia w przedszkolu córki, robię to dla niej, ale i dla siebie by poczuć ten świat. Pracę podjęłam nie tylko ze względów finansowych (choć to podstawa) ale również by potem łatwiej wskoczyć w nurt, by jakoś tu funkcjonować i poznawać, próbowałam się integrować z sąsiadką, starsza pani doprowadziła mnie do takiej nerwicy (choć na swój sposób miła pani), że jak do niej szłam to bolał mnie brzuch. Starsza pani, niby wszystko rozumie, że mam rodzinę i mniej czasu, ale wysysała mnie do cna i wiecznie coś. Byłam wyjątkowo asertywna i powiedziałam jej dość. Kobieta tylko po niemiecku mówi, więc było to dla mnie dużo bo, tak tylko mogłam z nią rozmawiać, dużo się nauczyłam, ale ganianie do niej na każde pierdnięcie to było dla mnie za dużo, zwłaszcza jak się dowiedziała, że wg niej ja za dobra jestem dla moich dzieci i ona dawno dałaby im w dupę, a to tylko dlatego, że jako matka wolałam iść z nimi na plac zabaw, czy dlatego, że jak były tam kiedyś ze mną były to po 20 minutach siedzenia jak kołki miały dość i się zaczęły bawić, na początku było ok, a potem staruszka stwierdziła, że hałasują. Młodsza chodziła ze mną tam często bo, nie było innej opcji, parę razy babsztyl wydarł mordę do niej i to było za wiele. Oj, dużo by o niej opowiadać, ale tak mnie stresowała i męczyła, że na moim zdrowiu fizycznym się to odbiło.
        Na firmową wigilię też poszłam choć mój język nadal wiele do życzenia pozostawia bo, chciałam iść do ludzi, poużywać języka, nawet takiego kulawego. Staram się być w miarę możliwości aktywna i integrować ze społeczeństwem. Kiedy na działkach ktoś próbuje ze mną zagadać nie uciekam, walczę i próbuję rozmawiać.
        Co do debili uwierz mi żyją wszędzie, czasem nie wiem czy tylu ich jest czy są po prostu tak sprytnie po świecie rozstawieni, że się na nich trafia.
        Ludzie są wszędzie tacy sami jeśli chodzi o ich ułomności, jedyna różnica jest taka, że Polacy mówią co myślą, a Niemcy zawijają czasem gó... w sreberko aby było niby ładnie.
        Będę się starała bardziej, to moje postanowienie i to nie Noworoczne, ale takie od dziś :)
        • mardaani.74 Re: do emigrantów 09.12.16, 17:03
          Wiesz Martini, żeby nie było, to nie był zarzut, to po prostu chyba tak działa, jednym jest łatwo się odnaleźć w nowym środowisku innym trudniej. Ty masz tą wersję trudniej, bo miałaś w swoim życiu dużo problemów do przebrnięcia i jesteś dość wrażliwą osobą, bardzo się przejmujesz i starasz, ale radzisz sobie bardzo dobrze i chociaż zajmie Ci to więcej czasu z pewnością nawiążesz te nowe nici w nowym miejscu i z czasem będziesz się tam czuła swobodniej i bardziej u siebie.
          Historię z poczciwinką staruszeczką pamiętam, dobrze że się wymiksowałaś.
          Brawo za odwagę integrowania się wigilijnego, wigilia w pracy to był dla mnie zawsze hardzior i męka.
          • nebelowa Re: do emigrantów 09.12.16, 17:33
            Moj maz wymiksowal nas z kolei z pracowej wigili od razu jak przyszedl email z zaproszeniem. Mistrz refleksu. Napisal, ze mamy rocznice slubu, ktora zaplanowal od dawna. Owszem mielismy ale 2 dni pozniej, natomiast to ze nie musielismy na nia leciec bylo dla mnie wspanialym prezentem
            • mardaani.74 Re: do emigrantów 09.12.16, 17:57
              no niby tak, ale jak ma się problem z poznawaniem nowych ludzi to trzeba unikać unikania, bo to tylko pogarsza sprawę.
              • martini-7 Re: do emigrantów 09.12.16, 18:06
                nie ma w sumie chyba problemu z poznawaniem, u mnie nie ma czegoś takiego jak stały problem w kontaktach społecznych, wiele zależy od samopoczucia, sytuacji i wielu innych, mam wiele obliczy i każde prawdziwe, ba, są tacy co mają mnie za towarzyską i wygadaną, a to często jest zasłona dymna by się ktoś mógł zbliżyć do mnie tylko do wyznaczonej przeze mnie granicy, a że poczucie humoru mam mocno ironiczne czasem i sarkastyczne to też swoje robi. No i są ludzie którym się pozwalam zbliżyć mocniej ale nigdy tak blisko by mnie rozpracować.
          • martini-7 Re: do emigrantów 09.12.16, 18:02
            nie odebrałam tego jak zarzut, odebrałam to jak mowę motywacyjną :) no i zmotywowana się poczułam :P
            • mardaani.74 Re: do emigrantów 09.12.16, 18:14
              i tak trzymać, nie ma problemów, są sprawy do załatwienia!
              • nebelowa Re: do emigrantów 10.12.16, 20:20
                Martini, wez sobie wykup dostep do kursu niemieckiego www.babbel.com/?locale=en i zacznij dzialac, my sie tak uczymy francuskiego, masz w komputerze, masz w telefonie, naprawde super sprawa i niedrogo.
                • martini-7 Re: do emigrantów 11.12.16, 16:10
                  Oooooo... super, dzięki wielkie :)
                  • ewcia74.pl Re: do emigrantów 12.12.16, 23:37
                    Ja tez mieszkam za granica juz 15 lat
                    Na poczatku nie bylo latwo..oj nie bylo i zachwycac sie tez nie bylo czym.
                    Inna kultura, obcy jezyk i samotnosc do szczytu granic. Z braku znajomosci jezyka mimo wyzszego wyksztalcenia niestety ale nie bylo mowy o pracy w swoim zawodzie. Czulam sie zle, bardzo zle...Byly chwile kiedy mialam niejednokrotnie ochote spakowac walizki i wracac
                    do Polski. Czlowiek musial startowac od Zera ze wszytkim...miodu nie bylo zadnego.Teraz z biegiem czasu a duzo go minelo...jest zupelnie inaczej. Ciesze sie zyciem i bardzo duzo pracuje a najwazniejsze, ze mam kochanego meza!!! Jednak mysle o Polsce i tesknie za polskoscia. Dokladnie Cie rozumie co czujesz. Jedni bardzo szybko aklimatyzuja sie w obcym kraju inni potrzebuja wiecej czasu a jeszcze inni poprostu wracaja do Polski bo nie widza sensu dalszego zycia na obczyznie.
                    • martini-7 Re: do emigrantów 13.12.16, 07:54
                      Dziękuję, że mnie rozumiesz. Niby człowiek wśród ludzi, a czasem sam. Też mam wyższe wykształcenie, ale nie pracuję w zawodzie, w ogóle moja praca to na razie tylko na mini job bo, dzieci małe, ale i to fajne bo, daje jakieś poczucie robienia czegoś, uspołeczniania się.
                      Fajnie, że się odnalazłaś. Mnie się zdarzają właśnie takie napady tęsknoty. Czasem ludzie patrzą na mnie jak na wariatkę i mówią mi, że w Polsce nic nie ma, to nie prawda. Nie wiem jak u mnie będzie za 15 lat, może będę nadal tu, a może wrócę, najważniejsze, że razem jesteśmy tutaj.
                      Co ma być to będzie, plany, marzenia jakieś mam, jednak trzeba też żyć tu i teraz i od samego początku też staram się to robić, ale sama wiesz jak wyglądają pierwsze lata, urządzanie się, zaczynanie od zera w sumie to taki sam stres jak w Polsce bo, trzeba wszystkiego się dorobić, nauczyć i spłacać kredyty ;)
                      • ewcia74.pl Re: do emigrantów 13.12.16, 19:27
                        Nie przejmuj sie, ze ludzie patrza tak czy inaczej dziwiac sie ze tesknisz za Polska. Wiekszosc tych ludzi mysli, ze w Niemczech lub Anglii to sam miod i praca bez granic za nieziemskie pieniadze. hahah... :) Nie raz slyszalam jak ktos mowil ... " a co Wam tam "
                        Niestety, rzeczywistosc bywa inna. Trzeba ostro pracowac zaczynajac od totalnego zera i tak samo jak piszesz na kredytach i na wynajentym mieszkaniu z golymi scianami ktore trzeba umeblowac a czlowiek z Polski nie wiozl ciezarowki mebli tylko zabral swoje prywatne klamoty. I pozniej te wszystkie lata dorabiania sie ...wiec o czym tu mowic?
                        Jeszcze kilka lat temu zarobki byly fajne, teraz niestety tez nie jest juz ciekawie. Mam duzo znajomych w Polsce ktorzy maja sie zupelnie fajnie, maja fajna prace i zyja sobie spokojnie...i tu tez tak jest kto ostro pracuje to i normalnie zyje a komu nie chce sie pracowac to siedzi na zasilku i biduje. Z jednym sie zgodze, ze z opieka medyczna jest latwiej bo na ubezpieczenie mozna isc do kazdego lekarza i nie czekac na wizyte pol roku lub wiecej.
                        Dla mnie tesknota jest oczywista bo moze jestesmy wrazliwe, uczuciowe i rodzinne. Kiedy wyjezdza sie za granice jestesmy tu sami....jakby wyrwani z korzeniami ze swoich rodzinnych miejsc i " zasadzeni " na nowo w nowym miejscu ale juz bez swoich " korzeni"...niestety tak jest. Nie ma swoich magicznych miejsc, swoich rodzinnych stron, swoich dzieciecych widokow.. Jest wszystko nowe, obce, czyjes...i trzeba od nowa znalesc te swoje miejsca.
                        • ewcia74.pl Re: do emigrantów 13.12.16, 19:33
                          Zycze Ci abys jak najszybciej zadomowila sie w nowym miejscu. Nie stresuj sie, ze nie umiesz dobrze jezyka, nie przyspieszaj na sile uczac sie go po nocach. To nie ma sensu. Kazdy zaczynal od " ja byc...ja chciec..." - nie Ty pierwsza i nie ostatnia. Gdy bedziesz miedzy ludzmi to jezyk sam zacznie wchodzic do glowy. Probuj mowic jak umiesz i nie stresuj sie ze to jest nie gramatycznie i zle.
                          • martini-7 Re: do emigrantów 13.12.16, 20:05
                            Dziękuję Ci, piszesz jakbyś z duszy mi czytała :)
                            Też kiedyś usłyszałam "a co Ty myślisz, że ja nie wiem jak się tam zarabia" kiedy powiedziałam, że na coś mnie po ludzku nie stać. Moja odpowiedź była "a wiesz jak się wydaje? za darmo tu mi nic nikt nie da"
                            Szybko dość przełamałam strach przed próbą mówienia, czasem nim poszłam coś załatwić to siedziałam i pisałam sobie na kartce jak coś powiedzieć, a jak nie dawałam rady ratowałam się angielskim, dziś mój angielski umiera, a w rozmowie czasem używam niemieckiego i angielskiego nieświadomie naprzemiennie.
                            Też mam znajomych którzy radzą sobie w kraju, mają mieszkania (no i jakieś 30 lat kredytu) domy, pracę, własne firmy, wyjeżdżają na wakacje, ale i znam takich którym wiedzie się gorzej. Nas do wyjazdu zmusiła sytuacja, poznaliśmy się w pracy, pracowaliśmy w jednej branży i akurat ta gałąź się zachwiała, dużo by mówić, chodzi mi po prostu o to, że nie wyjechaliśmy dlatego, że obraziliśmy się na Polskę, że nic nam nie daje, tylko tak nam akurat się ułożyło, była okazja pracy.
                            Jednak gdzieś ten kawałek serca tam został.
                            Pięknie piszesz o tych korzeniach, to prawda, ciężko zapuszcza się nowe.
                            Choć czasem mówię, że stara jestem to tak naprawdę aż taka stara jednak nie jestem, jestem przed połową 3 dekady, a tu czasem czuję się jakbym miała 100 lat. Ja wiem, że jestem matką i mam swoje obowiązki, bardzo je lubię i nie przeszkadzają mi, ale czasem chciałabym wyjść gdzieś z mężem ale nie mamy z kim dzieci zostawić. Wyjazdy do Polski to też trochę dla mnie powrót do młodości, możemy babci dzieci zostawić i wyskoczyć razem gdzieś, nie mówię o jakiejś hedonistycznej imprezie, ale po prostu sami, razem, jak dwoje zakochanych ludzi.
                            Fart, że spotkaliśmy tu ludzi z dziećmi w wieku naszych dzieci, są super ludźmi, a spotkania z nimi to czysty relaks i przyjemność.
                            Jak pisałam wcześniej, jest tu już parę miejsc które lubię, mogłoby mi ich brakować, ale czy kocham je tak jak te stare? nie wiem jeszcze.
                            • ewcia74.pl Re: do emigrantów 31.12.16, 00:25
                              Własnie jestem w Polsce u Mamy. Jak ja dobrze tu sie czuje! Piękne Świeta wsród swoich najblizszych, brak samotności, lęków, spokój w głowie i ogólne poczucie bezpieczeństwa!!!
                              Bardzo Cieszę się ze tak miło spedzam czas aż mi się łezka w oku kręci że za 3 dni wyjeźdzam....i znów bedzie smutek i żal....ech...samo życie.
                              • martini-7 Re: do emigrantów 31.12.16, 11:59
                                Cieszę się, że udało Ci się wyjechać do Polski, my te święta i cały ten czas spędzamy tutaj. Dobrze, że odprężyłaś się tam. Ładuj baterie.
                                Mam podobnie jak Ty w Polsce czuję się inną osobą, czuję się młodsza, czuję bardziej wolna, czuję się u siebie, beztroski więcej.
                                Czasem chciałabym mieć czarodziejską różdżkę i móc skakać tak sobie do PL. Choć obecny rząd mnie drażni to mimo wszystko to nadal mój dom...
                                Kiedy wracam z Polski to potem czuję taki niedosyt... choć czasem cieszę się, że jestem tu bo, jestem we własnym mieszkaniu, a to wiadomo inaczej niż być w gościach, ale to swoje mieszkanie to bym chętnie przerzuciła do Polski.
                                Parę dni minie i znowu zaskoczysz Ewcia w emigracyjnej rzeczywistości. Ja tak przynajmniej mam. Zwykle potrzeba mi paru dni by zatrybić.
                                Póki co u mnie jakiś spokój i stabilizacja względem emocji. Choć są takie dni, że serce rwie się do Polski.
                                Nie nastawiaj się proszę, że będzie smutek i żal bo, wówczas będzie Ci ciężej. Pomyśl o tym co cieszy Cię w miejscu w którym mieszkasz. Co tam lubisz, co sprawia, że jest fajnie. Fakt, że wyjeżdżając do Polski zostawia się ten cały świat za sobą, ale przecież tu też są rzeczy, zdarzenia czy miejsca dające radość. Ja przynajmniej staram się tak myśleć.
                                Wszystkiego najlepszego i dużo sił.
    • milamala Re: do emigrantów 03.01.17, 00:24
      I pewnie nigdy te uczucia nie mina. Tacy jak my chyba byliby szczesliwi tylko jesli mozna by bylo zyc rozkrakiem, troche tu troche tam. Jak najdzie tesknota za jednym krajem to wypad do tego kraju, jaknajdzie tesknota do drugiego, to wio do drugiego i tak w kolko. Tylko, ze jak sie nie jest na emeryturze to to jest raczej niemozliwe.
      • martini-7 Re: do emigrantów 03.01.17, 15:37
        Ja w miarę staram się być w PL. Myślę, że jakbym na stałe wróciła to by może przez czas jakiś czegoś mi brakowało, ale szybko bym zaskoczyła. Jak byłam 3 tygodnie w PL to totalnie zapomniałam o tym co jest tu, na emigracji. Inny świat. Pewnie jakbym wróciła to i tak bym raz na jakiś czas wpadła tu odwiedzić znajomych, albo i nie. Teściowie mojej koleżanki wrócili po niemal 40 latach pobytu w DE do PL. Przez wszystkie te lata to było ich celem. Dziś mają po 70 lat. Widać powroty czasem trochę zajmują, ale są możliwe.
        Chyba jestem za uczuciowa, za wiele wspomnień pięknych mam z Pl. Tu też wiele miłego mnie spotkało, tu urodziło się moje drugie dziecko, ale jednak tu też wiele stresu mnie spotkało. Może jakby tego stresu było mniej, gdyby nie było trzeba się tak ciężko dorabiać od zera, a sytuacji stresowych było mniej to może było by inaczej, ale i tak największe szczęście jakie mam to takie, że całą rodziną jesteśmy razem. Wolę być tu i tęsknić czasem za krajem, niż tam i tęsknić za mężem, a dzieci za tatą tam bo, praca go tu trzyma. Wiem, że w PL też pracę można znaleźć, ale jak tam nie mamy nic na start to też ciężko. Jednak ja z tych sentymentalnych jestem więc tęsknić będę zawsze.
        • ewcia74.pl Re: do emigrantów 06.01.17, 22:05
          A ja mysle o powrocie do Polski.
          Na powaznie w glowie mam rozne mysli za i przeciw i wygraly te za...
          Tu nie wchodza juz w gre tylko uczucia ale tez rozsadek na przyszlosc.
          Niestety tu w DE juz miodu nie ma a do Polski mam do czego wracac bo mam tam dach nad glowa ktory na mnie czeka.
          Wystarczy juz 14 lat na obczyznie w stresie, nerwach i dorobku od zera w pocie czola.
          • martini-7 Re: do emigrantów 07.01.17, 21:37
            Też chcę kiedyś wrócić, ale póki co nie mam do czego :( nie mam tam mieszkania, domu nic, gdzie bym mogła z mężem i dziećmi samodzielnie mieszkać, a kątem u rodziny też nie bo, raz, że bym nie chciała, a dwa, że nawet nie mam takiej możliwości bo, rodzina takich powierzchni nie ma.
            14 lat to kupa czasu.
            Cieszę się Twoim szczęściem Ewcia :)
            a z ciekawości zapytam w jakim landzie jesteś?
            • ewcia74.pl Re: do emigrantów 07.01.17, 23:03
              Nordrhein-Westfalen - tu mieszkam.
              Ja sie ciesze, niestety musze jeszcze popracowac nad mezem. On nie jest w skowronkach by wrocic do Polski bo mieszka tu od dziecka. Po czesci go rozumiem ale on tez musi zrozumiec mnie.
              Tutaj przez moja chorobe niestety mam ograniczone mozliwosci pracy a w Polsce mam ich wiecej.
              Przez to, tez moze czuje to co czuje. Nie spelnione ambicje, brak konkretnego rozwoju bo kilka lat poszlo na marne przez uczenie sie jezyka..choroba ....itd...
              Gdy przemyslam to wszystko to czuje taki niedosyt w stronie zawodowej, czuje stracone lata....a czas plynie nieublagalnie i szkoda mi nastepnych lat.
              Dla mnie powrot to zaden problem a radosc ...niestety jak bedzie z mezem to nie wiem?
              • martini-7 Re: do emigrantów 08.01.17, 12:06
                może na spokojnie porozmawiaj z nim, przedstaw swoje racje, małżeństwo to kompromis, a nie racje tylko jednej strony, Ty poświęciłaś w pewien sposób 14 lat swojego życia by mieszkać w DE, próbować się dostosować, nie możesz się realizować i czujesz się ograniczona tam, może on to zrozumie i da szansę sobie i Wam by spróbować w Polsce, nie taka ta Polska straszna jak ją malują. Trzymam za Was kciuki. Nie wiem czy macie dzieci, ale i tu musisz sprawę obgadać jeśli całe życie dla nich to DE, najważniejsze jest by mąż był dobrze nastawiony na powrót bo, wtedy atmosfera ok i nikt do nikogo żali ani pretensji nie będzie miał.
                Oby się wszystko gładko udało.
      • evee1 Re: do emigrantów 11.01.17, 12:34
        To zalezy. Mi te uczucia minely jak do mnie dojechal moj chlopak, a obecny maz, z ktorym jestesmy juz prawie 23 lata po slubie. Mamy Dzieci w wieku 21 i 20 lat, i chociaz mowia po Polsku, to jednak nie czuja sie Polakami, sa raczej polskiego pochodzenia, chociaz oczywiscie placki zimeniaczane, kielbasa i wodka, to mily element dziedzictwa, ktorym sie chlubia ;-).
        Z Polski wyjechalam 25 lat temu. Mieszkam na Antypodach, bardzo lubie moj nowy kraj, czuje sie naprawde jak u siebie w domu. Nigdy nie wstydzilam sie bycia Polka i zawsze o tym opowiadam, ale do Polski nie jezdze za czesto, bo nie jest mi to potrzebne. Ale jezdze tam czasem z sentymentu.
        Kiedys myslalam, ze moze jako emeryci przeniesiemy sie do Polski, ale z czasem doszlam do wniosku, ze predzej pojade do Kanady lub Anglii jako emerytka (tu nam czasem triche za cieplo ;-)) niz do Polski. Za duzo rzeczy mnie tam denerwuje.
        • heartnoir Re: do emigrantów 21.01.17, 00:39
          Witam :)

          Ja mam zbyt duzo zlych wspomnien z Polski, zeby tesknic.
          Ale rozumiem Cie Martini, jesli mialo sie tam fajne zycie, kochajaca rodzine i wielu przyjaciol to na pewno nie jest Ci latwo. Z czasem powinno byc lepiej, glowa do gory :)
          Pozdrawiam z Antypodow.

          Ps evee, z jakiego stanu jestes, ja z WA.
          • martini-7 Re: do emigrantów 21.01.17, 21:26
            mnie w PL spotkały dobre i złe rzeczy, tam wyrosła i ujawniła się moja depresja, ale jednak i wiele dobrego tam było, wiele tam zostało... ostatnio żyję jak w jakiejś alternatywnej rzeczywistości, niby tu ale jakby nie tu... nie wiem, odrywa mnie od rzeczywistości czasem, gdzieś błądzę myślami, ale pogoda jest ok, co prawda mroźna, ale słońce świeci, a to daje mi dużo bo, dość szarości już mam tej zimy, choć nawet przyzwoita jest ;)
            Jest we mnie obecnie dużo pozytywnej energii czasem, mała euforia, czekam na pierwsze prześwity wiosny, ruszę na działkę a grzebanie w ziemi jakoś mnie rozładowuje :)
            • mardaani.74 Re: do emigrantów 21.01.17, 22:10
              U mnie już powolutku sezon się zaczyna, dzisiaj posiałam seler na rozsadę.
              • martini-7 Re: do emigrantów 21.01.17, 22:23
                U mnie za oknem śnieg i mróz, nie zachęca mnie to do szału, choć pierwsze "wysiewy" to w domu, ale za czosnek się biorę bo, puszczają mi pędy, a no i na parapecie się szczypiorek mości bo, mi cebule dwie wystrzeliły, a że szczypior lubię...
                no ale lada moment po niedzieli zabieram się za sianie na rozsady właśnie, jakoś taki dobry nastrój mam, że nawet ten worek ziemi spod śniegu wygrzebię :D
                • heartnoir Re: do emigrantów 22.01.17, 04:29
                  grzebanie w ziemi jakoś mnie rozładowuje

                  A to prawda :)
                  Ja zbieram juz pierwsze pomidory, krzaki koktailowych maja juz ponad metr!
                  Do tego syn mi zrobil piekna niespodzianke, a mianowicie zakupil nowe gazebo. Piekne, z siatkami co by sie muchy i inne gady nie pchaly. Mam kilka roznych krzaczkow chilli, w planie jeszcze garden bed bo chce miec swoja salate i rzodkiewke :)

                  Pozdrawiam cieplutko :)
                  • heartnoir Re: do emigrantów 22.01.17, 04:40
                    Chce jeszcze dodac, ze to wszystko w ramach terapii. Przez rok nie wychodzilam na ogrodek, w ogole rzadko wychodze z domu, chyba ze trzeba podjechac do lokalnego sklepu po jakis drobiazg. Wieksze zakupy zamawiam z dowozem przez internet bo mieszkam poza miastem a autem na autostrade nie wyjade. Tak ze metoda malych kroczkow jakis postep jest, w porownaniu z zeszlym rokiem :)
                    • mardaani.74 Re: do emigrantów 22.01.17, 15:47
                      Ogródek, a zwłaszcza pomidory i papryki są terapeutyczne. Nawet nie wiesz jak Ci pozazdrościłam pierwszych owoców na krzakach, u nas jeszcze zima, pierwsze pomidory wysieję w lutym ale to będą takie miniaturki z przeznaczeniem na balkon, a te prawdziwe gruntowe dopiero w marcu.
                      Nie wychodziłaś z powodu agorafobii?
                      • ewcia74.pl Re: do emigrantów 22.01.17, 19:57
                        A ja nie mam ogrodka i ubolewam nad tym. Strasznie mi tego brakuje.
                        W domu rodzinnym mialam duzy piekny ogrod, kilka drzew, krzewow, piekny skalniak i mnostwo kwiatow. Odpoczywalam tam, to bylo moje magiczne miejsce tam podejmowalam rozne decyzje....teraz mam daleko do mojego miejsca a nowego zrobic nie moge....szkoda
                        • mardaani.74 Re: do emigrantów 22.01.17, 20:03
                          a masz balkon?
                          jak nie miałam ogródka to uprawiałam rośliny na balkonie. Fantastycznie rosną mi na nim koktajlowe pomidory, ostre papryczki i zioła. Latem to prawdziwa pomidorowa dżungla, do tego trochę kwiatów, zawiesiłam bujaczek i też można się oderwać od rzeczywistości, a jak chciałam trochę więcej zieleni to szłam do parku albo jechałam do pobliskiego lasu. Ma to tę zaletę że nie wymaga tyle pieniędzy,pracy i czasu co pełnoprawny ogród, zwłaszcza jak trzeba do niego dojechać.
                          • martini-7 Re: do emigrantów 23.01.17, 10:47
                            Ewcia, ja nie mam ogrodu przy domowego, wynajmujemy (dzierżawimy???) małą działeczkę na ogródkach działkowych, fakt, że blisko bo, jakieś parę minut od domu na piechtę. Nim działkę mieliśmy to na tarasie pomidory sobie rosły, jakaś pietruszka, zioła, a nawet raz ogórki itp. a nawet jak mieszkaliśmy w mieszkaniu bez tarasu/balkonu to miałam czasem pietruszkę naciową na parapecie, szczypior czy rzeżuchę, o i raz czy dwa tymianek, ale z nim coś mi nie idzie w hodowli, coś źle robię chyba, choć jak padnie mu się to nadal jest używalny :P
                            Mnie działka daje takie poczucie, że coś robię, że widzę tego efekty... wiem, że to iż obecnie tylko dorabiam, a tak to z dziećmi jestem i dom prowadzę to też widać efekty, ale wiecie to coś innego, idziemy sobie na działkę, dzieci zadowolone bo, sobie nasionka sypią, potem podlewamy, widzą jak to rośnie... w tym roku mocniej się za temat bierzemy, bardziej rozplanowane to będzie :)
                            Też wychowywałam się w domu i był ogród, było gdzie się pobawić jako dziecko, mieliśmy ogródek warzywny, jakieś tam owoce...
                            I znowu zatęskniłam za Polską, ale paradoksalnie nie za ogrodem w domu rodzinnym, a za ogółem, nawet za głupimi zakupami na warzywnym targu
                            • heartnoir Re: do emigrantów 24.01.17, 18:48
                              Nie wychodziłaś z powodu agorafobii?

                              Nie. Po prostu po zeszlorocznych pozarach buszu zawalilo mi sie gazebo, wszystkie rosliny padly w sloncu i byla zalamka. Nie chcialo mi sie wychodzic. Zrobilismy takie mimi zadaszenie, taka prowizorke. No ale we czwartek bedzie piekne nowe gazebo :)
                              Pozdrawiam cieplutko

                              Ps Kupilam dzis kilka roslinek do doniczek i wykopalam 2 w buszu hehe
                              • heartnoir Re: do emigrantów 24.01.17, 19:39
                                Martini

                                No nie wiem co zaradzic na te Twoja tesknote za Polska :(
                                Masz male dzieci, inaczej poradzilabym wypad na weekend chociazby.
                                Powiem jak bylo u mnie i exa kiedy syn byl maly, tez nie mielismy nikogo do pomocy- wychodzilismy na zmiane, nigdy razem ale to lepsze niz nic. Oboje mielismy znajomych, ja zapoznalam fajne dziewczyny w pracy a wczesniej w szkole. No ale z 1 dzieckiem jest latwiej.
                                Moze pogadamy czasem na skypie?
                                • martini-7 Re: do emigrantów 25.01.17, 10:45
                                  Czasem zdarzały się wypady, ale mało bo, to się również z kosztami wiąże, a my jeszcze aż tak dorobieni nie jesteśmy. Tęsknota jest czymś co przychodzi i odchodzi. O wiele łatwiej z wszystkim jest jak jest słoneczko, owszem teraz pogoda dość stabilna, śnieg, mróz, ale słońce chmury zasłania.
                                  Na szczęście poznałam tu parę osób i są ok, więc jest łatwiej. Spotykamy się z nimi oboje, oni też mają dzieci, podobna sytuacja jak u nas, że jedno dużo pracuje, rozumiemy się.
                                  To pomaga.
                                  Ech, sama nie wiem. Dobrze i nie dobrze. Póki co jest dobrze. Ja tu jestem 3 lata, więc do szkoły nie chodziłam tu, ale na jesieni idę na kurs językowy. Wierzę, że podniesienie mojego poziomu w tej kwestii też wiele zmieni, nie będzie tak obco, choć z rozumieniem nie mam jakiś strasznie dużych problemów to z mówieniem już bardziej, ale próbuję, popełniam błędy, ale staram się.
                                  Co do Skype pomysł fajny, choć mnie ciężko na nim złapać bo, ja to wpadam na kompa coś naskrobię, albo naskrobię z tel i lecę dalej :)
                                  Uszy mi się do góry poniosły, będzie dobrze, nie od razu Rzym zbudowano, póki co jakieś marzenia mam,ale i na ich realizację przyjdzie czas :)
                                  Kurcze ale ja dziś optymistyczna jestem, normalnie bardziej niż zwykle :D
                                  Mnie to chyba dobiło ostatnio to, że popatrzyłam na znajomych z PL i oni bez wyjazdu mają takie same problemy jak my, a przynajmniej w swojskim klimacie, ale nie wolno się oglądać na innych bo, to nie o to chodzi, każdy ma inne życie, inne problemy i radości :)
                              • mardaani.74 Re: do emigrantów 24.01.17, 23:19
                                Nie do końca rozumiem co altanka ma do wychodzenia z domu? w sensie że przykro Ci było patrzeć czy jak? Czemu padły Ci rośliny, nie macie możliwości podlewania? Tam musi być trochę strasznie na tych antypodach :) Nie dość że wszystko chce cię ukąsić to jeszcze te upały.
                                • ewcia74.pl Re: do emigrantów 24.01.17, 23:24
                                  Ja mam duzy balkon, ale ladnie zrobiony do wypoczynku. Mam dwa duze donice z kwiatami ale niczego wiecej nie chce tam aby nie zagracac.
                                  • mardaani.74 Re: do emigrantów 24.01.17, 23:28
                                    no to nie marudź, że Ci tęskno do roślin hehe:)
                                    ja się dzisiaj zastanawiałam jakby tu przeprowadzić szlauch z kuchni na balkon, bo jak się zaczną upały to znowu będę klęła na spacer farmera z konewkami.
                                    • ewcia74.pl Re: do emigrantów 25.01.17, 00:25
                                      hahaha...ale teskno mi do normalnego ogrodu, ktorego mi bardzo brakuje.
          • evee1 Re: do emigrantów 25.01.17, 12:53
            Heartnoir, a ja z drugiego konca, z Melbourne :-).
            • martini-7 Re: do emigrantów 25.01.17, 14:14
              No proszę, jeszcze trochę, a okaże się, że na tym forum to więcej wygnańców z Ojczyzny jest :D
              • heartnoir Re: do emigrantów 26.01.17, 09:28
                Witaj evee:) Melbourne, super- macie duzo chlodniej :)

                Czemu padły Ci rośliny, nie macie możliwości podlewania?

                jestesmy uzbrojeni w waz ogrodowy i owszem, podlewamy. Tyle, ze po tygodniu pobytu z centrum ewakuacyjnym padly roslinki nieodporne na slonce.Przezylo drzewko oliwne i kilka tubylczych krzewow. No ale nie ma co do tego wracac.
                Pojechalismy odebrac gazebo a tu zonk, zamkniete, zapomnialam o dzisiejszym swiecie -Dzien Australii. Tak, ze dopiero jutro bede miala ten upragniony cien :)
                Pozdrawiam :)
                • mardaani.74 Re: do emigrantów 26.01.17, 12:48
                  Przerażające, jak Wy tam dajecie radę? Nie wyobrażam sobie takich upałów. Jak jest 35 stopni u nas dwa dni pod rząd to mi się autentycznie zbiera na płacz.
                • mardaani.74 Re: do emigrantów 26.01.17, 12:49
                  a kangury u Was kicają za płotem, albo jakieś inne fajne "nieistniejące" zwierzęta?
                  • heartnoir Re: do emigrantów 26.01.17, 13:47
                    Kangury jak najbardziej sa i to blisko, kiedys wyjezdzam autem a przez szose skacze gromadka udajac sie na pobliskie boisko lol. Musialam zaczekac ;) Najfajniejsze so te male, takie babies, tylko wziac i wycalowac haha ja mam hopla, kocham zwierzaki. Ale sa tez pajaki jadowite, takie z czerwonym krzyzem na tylku- trzeba na nie uwazac. Ja kupuje specjalny spray i 2 razy w roku conajmniej pryskam przy plocie ( one lubia metal), pod meblami ogrodowymi. Nie wiem jakim cudem znalezlismy ich jaja w domu, i to pod nowa kanapa-slabo m sie robi na sama mysl. Weze tez so jak najbardziej, sasiad Aborygen mial jednego w ogrodku ostatnio i nawet przyszedl mnieostrzec zeby drzwi zamykacbo ja czestozostawiam otwarte od ogrodka wlasnie dla wychodzacej kotki.
                    • mardaani.74 Re: do emigrantów 26.01.17, 14:05
                      Kangurasy fajna sprawa, ale te jadowite stworzenia już nie za bardzo. Kurcze, co za abstrakcja "pani sąsiadko, niech pani zamknie drzwi bo pani jadowity wąż wlezie do chaty" hehe. Nie umiem sobie tego wyobrazić.
                      Podobnoż robią teraz takie drzwiczki do zamontowania w drzwiach dla kotów co się otwierają tylko jak wchodzi właściwy kot, nie wiem czy w obróżce czy w sobie kot musi mieć czipa:)
                    • martini-7 Re: do emigrantów 26.01.17, 14:10
                      U nas kicają zające, a u Ciebie ciut zmodyfikowana i większa wersja kangurki :D
                      a te pająki paskudne nie są zagrożeniem dla kota? czy kota też trzeba regularnie czymś namaszczać? kurcze my tu na szczęście tylko czymś na kleszcze smarować musimy siebie i kota bo, nasz land jest na mapie "zakleszczenia" na czerwono ;)
                      Może 40 stopni bym nie chciała, ale marzy mi się już takie z 23 przynajmniej. Choć dziś pogoda mnie miło zaskoczyła, jest pięknie, jest słonecznie, jest odwilż (no to akurat może się jeszcze zemścić) ale spędziłam ponad godzinę z dzieckiem na dworze i czuję się jakoś milej i lepiej. W krajach o przewadze dni ciemnych i pochmurnych pewnie bym wpadła w taką depresję, żebym zapomniała jak mam na imię.
                      Heartnoir czy mogę zapytać jak długo już poza granicami i jak to się stało, że aż tak daleko Cię wywiało, naturalnie odpowiedź nie jest przymusem, a moje pytanie przyznaję od razu zwykłą ciekawością :P
                      • heartnoir Re: do emigrantów 26.01.17, 16:06
                        Byloby po kotce jakby taki pajak ja dziabnal, ale ta mala cwaniara jakos sobie radzi :)
                        Jak tu trafilam...wyszlam za faceta z podwojnym obywatelstwem, ktory po pol roku od slubu postanowil wrocic do Australii. Narobil dlugow w Polsce i musial sie ewakuowac. Oczywiscie o jego karcianej przeszlosci pojecia nie mialam bo wylewny nie byl ani on, ani jego rodzice.
                        Jestesmy tu juz 16 lat. ale ten czas leci.
                        • mardaani.74 Re: do emigrantów 26.01.17, 18:02
                          no to musiało Ci być nielekko
                    • ewcia74.pl Re: do emigrantów 26.01.17, 18:35
                      o...matko...pajaki...to ja juz tam mieszkac bym nie mogla. Mam fobie na pajaki.
                      • mardaani.74 Re: do emigrantów 26.01.17, 19:15
                        to ją wylecz, po co męczyć się z taką niepotrzebną fobią
                        • ewcia74.pl Re: do emigrantów 26.01.17, 19:23
                          Bylam na psychoterapi i niestety nic nie pomoglo. Sa wieksze problemy, wiec nie zawracam sobie tym glowy. Kiedy zobacze pajaka...poprostu laduje w odkurzaczu i z glowy....haha
                          Ale dla mnie pajaki sa obrzydliwe i tyle nawet z wygladu paskudne.
                          Za to myszy, szczury itd...nie robia na mnie zadnego wrazenia. Kiedys biegalam za mysza aby ja zlapac ( w kuchni letniej u mamy ) bylo duzo smiechu....Kazdy cos tam ma...i czegos sie brzydzi.
                          • mardaani.74 Re: do emigrantów 27.01.17, 11:40
                            a to była psychoterapia celowana na arachnofobię? w Polsce? pozwól że nie uwierzę :)
                            • ewcia74.pl Re: do emigrantów 27.01.17, 12:28
                              Nie to nie byla psychoterapia z innego powodu choc troszke zaczepilismy o ten temat.
                              Niestety ... nie pomoglo w ZADNYM temacie! Szkoda tylko mojego czasu. Kiedys wspominalam o tym w innym watku wiec rozpisywac sie nie ma sensu.
                              Terapia w Niemczech.
                              • ewcia74.pl Re: do emigrantów 27.01.17, 12:30
                                Z innym problemem tez sama dalam sobie rade. A tak jak wspomnialam to nie jest tak wazny temat aby zawracac sobie nim glowe...strach przed pajakami... :)
                                • mardaani.74 Re: do emigrantów 27.01.17, 15:12
                                  Temat niby nie jest ważny, ale mechanizm powstawania fobii jest. Jeżeli człowiek "załapie" w czym rzecz na fobii prostej to jest szansa na wyleczenie się też z innych stanów lękowych, które jak wiadomo są zmorą depresyjnych i potrafią rozpieprzyć życie bardziej niż sama depresja.
                                  Warto nauczyć się pokonywać małe, łatwe do obejścia lęki , bo w ten sposób poznajesz siebie, swoje reakcje, nabywasz pewności siebie i łatwiej Ci ruszyć też większe sprawy.
                                  Poczytaj o pokonywaniu fobii prostych i spróbuj potrenować na pajączkach, nie musisz mieć do tego wielkiej terapii i wielkiego terapeuty nad głową, zaryzykowałabym stwierdzenie że jeśli naprawdę się postarasz sama uporasz się z tym w kilka tygodni. Musu nie ma, ale szczerze zachęcam do samodzielnych ćwiczeń.
                                  • ewcia74.pl Re: do emigrantów 27.01.17, 17:13
                                    A Ty mardaani cwiczylas skoro tak zachecasz? Bo z tego co widze to chyba tak?
                                    • mardaani.74 Re: do emigrantów 27.01.17, 17:54
                                      oczywiście, że tak
                                      akurat nie miałam nigdy arachnofobii, ale inne problemy. Wszystkie fobie mają wspólny mianownik. Godząc się na jedną, zostawiasz furtkę następnej.

                                      Co gorsza wszelkie fobie można niechcący sprzedać dzieciom, trzeba to też mieć na uwadze. Moja teściowa na wakacjach tak wszędzie tropiła pająki że mój 4-letni syn wrócił stamtąd ze straszną arachnofobią, wystarczyło parę jej krzyków i zachowań i opisowych tekstów jakie to "pająki są obrzydliwe" 'jakie mają nogi paskudne" "jak one GRYZĄ!", żeby pojętne dziecko szybko się "nauczyło". Dwa miesiące zajęło "odczulanie", na szczęście się powiodło i już o tym nie pamięta, ale myślałam że ze złości zatłukę wtedy teściową a nie pająka.
                                      • ewcia74.pl Re: do emigrantów 27.01.17, 18:20
                                        hahaha...dobre.
                                        • mardaani.74 Re: do emigrantów 27.01.17, 19:25
                                          kurcze, to nie miała być zabawna dykteryjka :(
    • znowu.to.samo Re: do emigrantów 27.01.17, 09:08
      ooooo jak miło że znalazłam taki fajny wątek. On powinien być na jakimś forum emigracja czy coś... :D
      fajnie wiedzieć że są inni emigranci którzy zmagają sie z takimi samymi trudnymi emocjami...
      • martini-7 Re: do emigrantów 27.01.17, 10:34
        witaj, jakoś nie pomyślałam by pisać na tamtym forum ;)
        widzę, że coraz więcej emigrantów się ujawnia :D
        z wyjazdami jest tak, że jedni tęsknią od czasu do czasu, a inni się przystosowują i jest im dobrze, może to też zależy od etapu życia na jakim się człowiek znajduje? a może od osobowości? od problemów z jakimi się musi zmagać na nowej ziemi?
        • heartnoir Re: do emigrantów 27.01.17, 14:36
          znowu.to.samo- witaj!
          Skad jestes? Fajnie, ze napisalas :)
          • znowu.to.samo Re: do emigrantów 27.01.17, 22:10
            Od 10 lat mieszkam w Danii... i mam wrażenie że jest coraz gorzej :( walczę, staram sie nie poddawać ale bywa ciężko...:( mam kilka polskich koleżanek ale żadnej bliskiej..Mam jeszcze męża i dwójkę dzieci i dla nich staram się jakoś trzymać. Ogólnie jest tak że pomimo wielu lat szkół językowych, chodzenia od 1,5 roku do native speakera nadal nie mam swobody w posługiwaniu się tutejszym.językiem, który jest koszmarnie trudny, przynajmniej dla mnie. Albo jestem jakimś językowym antytalenciem?
            Staram się wychodzić do ludzi, walczyć o lepsze jutro ale jestem już zmęczona...czasem mam wrażenie że tu nie ma dla mnie miejsca w tej całej Danii, że ja tu nigdy się nie dopasuję... jednak moje dzieci mają lżejsze życie, one się tu odnalazły i zapewne zostaną a ja? Ja myślałam o powrocie do Pl na emeryturę ale ostatnie wydarzenia polityczne zniechęciły mnie. Nie wiem jak będzie :(
            • ewcia74.pl Re: do emigrantów 27.01.17, 22:14
              ...wlasnie ...te wydarzenia polityczne. To naprawde zaczyna byc nieciekawie. Mnie tez to niepokoi.
            • mardaani.74 Re: do emigrantów 27.01.17, 23:13
              Ja na Twoim miejscu wolałabym się męczyć w Danii niż męczyć w Polsce. Za chwilę nam paszporty pozabierają, jeszcze się nie ma co spieszyć z powrotem, bo kto wie, może znowu przyda mi się ktoś kto wyśle paczkę z kawą i gumą do majtek, a lukrecję to mogłybyście mi z tego zgniłego zachodu podesłać nawet teraz, u nas się nie przyjęła a ja ją kocham.
              • martini-7 Re: do emigrantów 29.01.17, 10:41
                poważnie lubisz lukrecję???
                poproszę o Twój adres na priv i na początku lutego po wypłacie Ci wysyłam :)
                • mardaani.74 Re: do emigrantów 31.01.17, 17:31
                  Jak można nie lubić? to jedna z lepszych rzeczy na tym łez padole.
                  Spoko, co jakiś czas znajomi mnie zaopatrują :)
                  • martini-7 Re: do emigrantów 01.02.17, 08:55
                    ja szczerze nie szaleję za tym, jak już się napatoczy to od bólu czasem zjem, ale nawet nie pamiętam kiedy ostatnio, może moje kubki smakowe do tego nie dorosły jeszcze ;)
            • heartnoir Re: do emigrantów 28.01.17, 10:48
              nie mam swobody w posługiwaniu się tutejszym.językiem, który jest koszmarnie trudny, przynajmniej dla mnie. Albo jestem jakimś językowym antytalenciem?

              Antytalenciem jezykowym? Ja sama nie wiem, czy bylabym sie w stanie tego jezyka nauczyc.
              Od dzieci podlapiesz :). Warto tez ogladac news czy inne programy w tubylczym jezyku. Ja nie moglam zalapac tutejszego akcentu przez jakis czas, to normalne.
              Wez kartke i dlugopis- zrob porownanie. Zycie w Danii a w Polsce. Porownaj system socjalny, mozliwosci zawodowe ( nie wiem jaka jest Twoja sytuacja ale czy w ogole nalezalaby Ci sie emerytura w Polsce? ) Dalej edukacja dzieci i ich mozliwosci, na pewno beda mialy wieksze perspektywy na przyszlosc w Danii.
              A jak sie do tego ma maz?
              Pozdrawiam serdecznie :)
              • znowu.to.samo Re: do emigrantów 28.01.17, 21:59
                a mąż czuje się tu jak u siebie. Ma tu wielu kumpli, znajomych, ale on jest towarzyskim ekstrawertykiem. Ja zawsze byłam raczej nieśmiała, taka jakaś zahukana. A teraz szczególnie musze z tym się mierzyć. Czasem konieczność rozmów z tubylcami to dla mnie męka :( kiedy nie muszę, to w ogóle się nie odzywam. Wiem że nie tędy droga, ale po latach nauki...chyba straciłam nadzieję że kiedyś naprawdę będę mogła swobodnie gadać :( native speaker mówi że znam bardzo dużo słów, ale ja mam problemy z wymową, która jest dla mnie niejedokrotnie nie do powtórzenia :( i choć native poprawia mnie milion razy, ja wielu słów nie jestem w stanie poprawnie wymówić.
                W domu słucham radia gdzie dużo gadają po duńsku i duńskiej telewizji. Ale to na nic bo po latach nadal nie mówię tak jakbym chciała.
                • mardaani.74 Re: do emigrantów 28.01.17, 23:01
                  Podobno tylko Polacy upierają się żeby mówić jak tzw nejtivi, Francuzi np wymawiają wszystkie języki świata tak że brzmią jak francuski, nie wymawiają połowy liter h np w słowie have i kompletnie się tym nie przejmują.
                  Inna rzecz że ta blokada na mówienie odpuści dopiero kiedy zaczniesz mówić, znasz dużo słów, rozumiesz, jesteś w stanie przekazać o co Ci chodzi i to wystarczy, nie musisz mówić jak rodowita Dunka, nie wymagaj od siebie nadmiernie, dla mnie ten język też jest ekstremalny, mimo że języków zawsze uczyłam się dość chętnie, wszystkie skandynawskie są jakimś jednym wielkim błehłebłesztrgv :) już wolę hindi.
                  • martini-7 Re: do emigrantów 29.01.17, 10:35
                    ja co prawda tylko 3 z hakiem za granicą, ale popieram w 100% że z mówieniem jest tak, że możesz się uczyć ile chcesz, ale póki nie zaczniesz mówić w sytuacjach życiowych, póki nie złamiesz lęku, wstydu i dasz sobie przyzwolenie na niedoskonałość zacznie to jakoś działać. Szkoła jeszcze przede mną, coś tam w domu się uczyłam, ale wiecie jak jest... jednak staram się walczyć i mówić tak jak umiem, jeśli nie znam słowa to zastępuję je angielskim, jeśli rozmówca nie zna ang albo ja nie znam tego słowa w żadnym innym języku niż polski, staram się je opisać jak mogę w języku rozmówcy, czasem w ruch idą ręce, gra skojarzeń i z reguły w ciągu chwili się udaje :)
                    pochwalę się, a co... dorobiłam się roweru, więc moja tu bytność stanie się przyjemniejsza, kiedy starsza będzie w przedszkolu, a będę chciała jechać dalej, tak, że młodsza na swoim rowerku nie da rady, mam fotelik dla niej :D do pracy też rowerkiem, kurcze jak mnie tego brakowało :D
                    rower na doła jak znalazł :P
            • martini-7 Re: do emigrantów 29.01.17, 10:38
              właśnie, kwestia dzieci, obawiam się, że naście lat, kiedy będzie nas stać na to by wrócić moje dzieci nie będą chciały, będą nastolatkami, będą miały tu swoje życie... ile lat mają Twoje pociechy?
              co do wydarzeń politycznych, ok nie są piękne, ale PiS nie będzie wiecznie rządził, mam nadzieję ;)
              • znowu.to.samo Re: do emigrantów 31.01.17, 17:16
                moje dzieci mają syn 14 oraz córka 7 lat, to już nie takie małe. Ja jestem pewna że dzieci nie będa chciały wrócić do kraju który znają raczej gorzej niz Danię: syn przyjechał jak miał 4,5 roku a córka sie tu urodziła i w tej chwili mówi lepiej po duńsku niż polsku. Uczymy ją oczywiście ale kaleczy ten polski i czasem cięzko ją zrozumieć. Wychowali sie w duńskiej kulturze, duńskim podejściu do życia, duńskim otoczeniu. A ja? ja zostanę tu choćby ze względu na emerturę...parę lat człowiek sie przemęczy i te pare groszy będzie, o ile dożyję..a w polsce perspektywa marna choćby pod tym względem. Chyba że ktoś będzie w stanie posprzątać bałagan po PISie...
                Ogólnie na duńczyków słowa złego powiedzieć nie mogę. Są mega tolerancyjni dla inności, innej narodowości. Są mili, pomocni, nigdy przez te lata nie spotkało mnie nic złego z ich strony. Co nie zmienia faktu że czasem jest mi żle i smutno :( i miewam gorsze dni :(
                • mardaani.74 Re: do emigrantów 31.01.17, 17:29
                  Złe dni zrozumiałe, nawet chwile załamania, nostalgia itp, ale uwierz mi tutaj też miałabyś złe dni, poczucie beznadziei i jeszcze zamartwianie się o przyszłość swoją, o przyszłość dzieci. Do tego zły humor co najmniej 70 % obywateli "bo tak", podkładanie świni w pracy i kop w kostkę na każdym kroku od recepcjonistki w przychodni po urząd skarbowy. Do specjalisty miesiące czekania, do szpitala łapówka, w pracy szef z reguły cham i prostak, bo tylko tacy utrzymują się na rynku pełnym bezwzględnego wygryzania się.
                  Serio, tu jest okropnie, nie ma za czym tęsknić, to są wasze wyobrażenia o życiu tutaj a nie realne życie. Serio, odpuśćcie sobie te marzenia, one nie mają wiele wspólnego z realiami życia w Polsce, a już ściąganie tutaj dzieci to zwyczajne świństwo. Przywieźcie je na wakacje, pokażcie piękną przyrodę, i pozwólcie im żyć, uczyć się i pracować w normalnym kraju.
                  • ewcia74.pl Re: do emigrantów 31.01.17, 20:01
                    Mardaani...opisujesz tak o Polsce..ok...to sa Twoje spostrzezenia.
                    Ale myslisz ze za granica jest taki ..." miod malina"?
                    • martini-7 Re: do emigrantów 01.02.17, 09:39
                      Ewcia, wiele osób zostających w kraju tak to postrzega, widzi wiele zalet życia w inny kraju, ale nie koniecznie dostrzega ponoszone przez nas koszty, zarówno te finansowe jak i emocjonalne. Prawdą jest, że w większości wyjechaliśmy za tzw. chlebem, ale prawdą jest też, że emigracja czystym Eldorado nie jest.
                      Ja szanuję i doceniam to, że tu jestem, ale nie zmienia to faktu, że chcę kiedyś wróć bo, choć miło tu, to jednak nie jest to mój dom. Chyba, że coś się zmieni po latach we mnie i będę chciała tu zostać. Wszystko jest w życiu możliwe, choć nie wydaje mi się aby tak być miało. Póki co trzeba starać się żyć tu z całych sił by żaden z dni nie był stracony, cieszyć się tym czym się cieszyć da i iść do przodu :)
                      Głowa do góry Ewcia, każdy dzień to nowe doświadczenie :)
                      • znowu.to.samo Re: do emigrantów 01.02.17, 14:05
                        O właśnie Martini jestem ciekawa czy zacznę kiedyś myśleć o Danii jako kraju najbliższym mojemu sercu, czy już zawsze będzie miała pierwszeństwo polskość, nawet ta szara i smutna :/
                        • martini-7 Re: do emigrantów 01.02.17, 14:28
                          Znowu.to.samo najważniejsze byś czuła się dobrze i doskonale tam gdzie będziesz. Polskość ma i u mnie pierwszeństwo, może i jakbym wróciła na stałe by czegoś mi z Niemiec brakowało bo, ale czy długo? Nie wiem. Będąc na urlopie (choć urlop a codzienność to dwie różne sprawy) w Polsce momentalnie niemal zapominam o tym co tu, pamiętam o znajomych, o fajnych miejscach, ale momentalnie przestawiam się na tamtą rzeczywistość. Polska nie jest szara i smutna, no bez przesady, nawet politycznie zrobiło szumnie, ale to już niestety w złym znaczeniu.
                          Dania byłaby dla mnie problematycznym krajem ze względu na klimat. Zimy może aż takie srogie nie są, ale lato do najcieplejszych też nie należy i za dużo tam pada. Ja jestem podatna na pogodę i jak mam za mało słońca to mi źle :(
                    • mardaani.74 Re: do emigrantów 01.02.17, 12:16
                      nie, ja myślę że wszędzie zabiera się ze sobą przede wszystkim głowę, i dlatego nie emigruję bo wiem że moje problemy nie znikną w ten sposób jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, ale chciałabym żebyście tam za granicą też miały tę świadomość że powrót też dokładnie z tego samego powodu nie spowoduje że nagle obudzicie się w krainie szczęścia i spokoju.
                  • martini-7 Re: do emigrantów 01.02.17, 09:28
                    Oj Mardaani, trochę Cię poniosło, ledwie 3 lata temu wyjechałam wiec coś tam pamiętam jeszcze z Ojczyzny i aż tak tragicznie nie jest ;)
                    Racja, że dni złe się wszędzie zdarzają, ale łatwiej je czasem przetrwać w bezpiecznym znanym otoczeniu, a nie wśród obcych, odnoszę wrażenie z wpisów Znowu.to.samo, że ona po prostu mimo lat tam spędzonych, mimo sympatycznego otoczenia nie odnalazła się tam na tyle by zapuścić mocno korzenie. Ludzie jak rośliny, czasem przesadzone przyjmują się, a czasem nie i choć nie umierają to rosną kiepsko.
                    Jednak z Twojego wpisu zaś nasuwa mi się jeden wniosek. Musisz wyemigrować. Mając depresję i żyjąc w tak podłym kraju strzelasz sama sobie w kolana. Pakuj się i ruszaj w drogę póki jeszcze PiS granic nie zamknął.
                    Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma.
                    Inna sprawa, jeśli wszyscy wyjedziemy to kto będzie głos przeciw PiS? bo, chyba nie napływający do PL Ukraińcy ;)
                    • mardaani.74 Re: do emigrantów 01.02.17, 12:24
                      Serio? tak Ci się w Polsce podobało? to dlaczego wyemigrowałaś.
                      To nie chodzi o pis, pisowe rządy tylko obnażyły jacy Polacy są naprawdę. W Polsce nie było "łatwego" czasu, w zasadzie nigdy, jakby tej historii nie analizować. Na myśl o kolejkach i szarzyźnie z lat 80 robi mi się słabo, na myśl o rynku pracy z lat 90 robi mi się słabo, na myśl o kryzysie z 2009 robi mi się słabo, na myśl o pisie wiadomo co mi się robi.
                      Naprawdę próbuję sobie przypomnieć jakieś mile chwile w tym kraju i wychodzi mi że tylko przyroda się tutaj broni.
                      Nie wyemigrowałam, dlaczego? w sumie wychodzi na to że najbardziej z powodu depresji, ale nie tylko są też inne ważne powody, ale tych na forum opisywać nie będę.
                      • martini-7 Re: do emigrantów 01.02.17, 13:04
                        Owszem, podobało mi się. Polska ma swoje plusy i minusy, jak każdy kraj. Dlaczego wyjechałam? Bo kocham mojego męża, moją rodzinę i nie chcieliśmy być rodziną na odległość. Dlaczego on wyjechał? Dostał lepiej płatna pracę, oczywiste. Jednak nasze plany trochę życie zmodyfikowało, parę spraw okazało się bardziej skomplikowanych niż by się wydawało w planach, rozciągnęło się w czasie.
                        Musisz zrozumieć, że nie wszystko co dobre, jest dobre dla wszystkich i odwrotnie. Dla Ciebie Polska to męka i zło wcielone, a dla nas to miejsce do którego tęsknimy czasem, miejsce naszego dorastania, pierwszych słów, uśmiechów, znajomości, szkół, radości i smutków, często tam są nasi przyjaciele, rodzina. Prawda, że życie bywa tam ciężkie, ale tu choć zarobki lepsze też jest to czymś okupione.
                        Najmłodsza może nie jestem, ale widać jeszcze zbyt młoda by docenić to o czym Ty piszesz. Może któregoś dnia sama powiem, że tu jest teraz mój dom, ale na razie mogę o nim mówić, że to mój dom tymczasowy.
                        Owszem przyroda w Polsce jest piękna (choć powiedzieć muszę, że tu mam to szczęście mieszkać w tak pięknych okolicznościach przyrody, że jest to dla mnie rekompensatą). A czy wspaniałym wspomnieniem nie jest dla Ciebie to, że właśnie w Polsce spotkałaś swoją miłość, wyszłaś za mąż, urodziłaś syna, przecież to coś cudownego, naprawdę nie umiesz tego docenić?
                        Dla mnie cudnym wspomnieniem stąd, gdziekolwiek bym kiedyś była, zawsze będzie to, że tu urodziła się moja druga córeczka, pierwsze dni przedszkola starszej, wzruszenie jakie wtedy było, a za nie długo jej szkoła i przedszkole młodszej.
                        Może to brzmi choro bo, tęsknię, a jednak gromadzę wspomnienia, do tego szczęśliwe. Jednak to jest tak, że ja jestem rozdarta, więcej mnie jest jednak w Polsce która zawsze będzie moim domem. Tu staram się tworzyć nowe życie, cieszyć się tym co mam, żyć, jednak codzienność też potrafi dać w kość, ale nie jest tak, że widzę tylko mrok, może specyfika tego forum taka, że tu się o żalach i smutkach, a nie radościach pisze.
                        Nie ma sensu targować się komu lepiej, komu gorzej. Każdy z nas jest inny, ma inne potrzeby, jest inny. Czasem pewnych rzeczy człowiek nie wie o samym sobie póki nie wyjedzie, nie dokona jakiejś zmiany. I choć czasem strasznie tęsknie, choć marudzę i narzekam to doceniam też ten czas tu. Uczę się czegoś nowego, o świecie, o sobie. Zdobywam nowe doświadczenia, zderzam swoje poglądy z poglądami innych ludzi.
                        No i uczę się języka do którego polotu nigdy nie miałam ;)
                        Myślałam sporo ostatnio i dałam sobie więcej czasu, ale nawet jeśli zakocham się jednak w tym kraju i będę chciała tu być to nie zapowiada się bym umiała tak krytycznie mówić o Polsce bo, poza wiadomymi minusami, są i plusy. A może ja po prostu jako dziecko lat 80-tych mam inne wspomnienia? Co do kryzysu z 2009 to w dużej mierze on sprawił, że jestem gdzie jestem :/
                        Ps. Nawet jak w czasie wyborów powszechnych w PL będę tutaj to i tak jadę na nie, nie może być tak by moim krajem rządził krasnal i jego świta.
                        • mardaani.74 Re: do emigrantów 01.02.17, 15:02
                          Martini, gorycz przeze mnie przemawia, bo ostatnio naprawdę dużo kiepskich rzeczy mi się dzieje o których nie piszę. Ale prawda jak zwykle jest pośrodku, nic nie jest czarno-białe, a mi daleko do niewdzięczności, tyle że ja chyba nigdy nie miałam takiego przywiązania do miejsca, do kraju, nigdy nie czułam w sobie takiego czegoś że to mój kraj a gdzie indziej to jest obco. Jest mi szkoda Polski bo mogłoby tu być o wiele wiele lepiej, ale coś w ludziach jest takiego że wszystko się jakoś nie udaje, co ruszy z miejsca to znowu utknie. Chyba nie mam też takiej potrzeby czucia się przywiązaną, osadzoną z korzeniami, często się w życiu przeprowadzałam i może przez to nie czuję że muszę gdzieś zapuszczać korzenie żeby się dobrze czuć, nie potrzebuję czuć się zakochana w miejscu w którym przebywam, może dlatego że wciąż mi się wydaje że to wszystko i tak za chwilę się skończy, że czas mija błyuskawicznie, a życie jest bardzo krótkie, jakby to ująć, no nie kupuję już zielonych bananów:)
                          Jak nie mam depresji czuję się dobrze wszędzie, a jak mam to nigdzie, i tak to jakoś jest.
                          • martini-7 Re: do emigrantów 01.02.17, 16:19
                            A tak jakoś mnie się wydawało, że coś nie halo. Może jednak wyślę Ci tę lukrecję???Całkiem możliwe, że zbyt wiele przeprowadzek w młodym wieku przeżyłaś. Ty wychowywałaś się w mieście, ja na wsi, więc dla mnie te lata 80te to las widziany z ogrodu, truskawki z krzaczka, jabłka prosto z drzew, czy groszek wcinany na ogródku, do dziś pamiętam zapach lip jakie rosły koło domu (teraz tu też mam wielką lipę niedaleko i czasem stoję pod nią jak wariat i wdycham, kocham ten zapach), czy szum wiatru w zbożu kiedy mama pozwalała mi samej iść do koleżanki, ale pod warunkiem, że polną drogą (jak starsza byłam to też tamtędy bo, szybciej i milej), zima to bałwan, sanki, zamarznięty staw. Mam też i minusy, żyłam w rodzinie skłóconej nieco, a mama dość zachowawczo podchodziła do zmian, choć w duszy marzyłam o podróżach i świecie, w realu trochę na Hobbita mnie wychowano (nie wiem czy pamiętasz tę scenę jak dotarli do krańca pola kukurydzy i zreflektowali się, że nigdy dalej nie byli). Jestem sentymentalna, a uczucia znaczą dla mnie więcej niż pieniądze.
                            Moja obecnie zwiększona tęsknota jest też spowodowana tym, że dopadło nas małe fatum, a lepiej dostawać baty na swoim podwórku niż u sąsiada.
                            Dodatkowo jak widzę co się w Polsce dzieje to szlag mnie trafia, bardzo lubię historię i jak myślę o tych ludziach co o ten kraj walczyli to się pewnie w grobach przewracają.
                            Polacy są specyficzni, od zrywu do zrywu, ale jesteśmy też bardzo inteligentni i pracowici, potrafimy pomagać i ciężko nam stać kiedy widzimy, że ktoś bije bezbronnego, myślę, że też troszkę zaczynamy wyrastać z narodowego pesymizmu, że to nowe pokolenie jakieś radośniejsze.
                            Nie trzeba mieć depresji by źle się czuć wszędzie, wystarczy fatalny dzień i już jedynym miejscem gdzie Ci dobrze i miło jest łóżko :)
                            Uszy do góry "Jeszcze będzie przepięknie, Jeszcze będzie normalnie, Jeszcze będzie przepięknie aaa..." jak to śpiewał bodaj Tilt ;)
                            Masz rację, życie jest krótkie, przemija, a ja niemal słyszę szum tego pociągu zwanego życiem, pędzi ciut za szybko.
                            Oby Ci się wszystko dobrze poukładało, trzymam za Ciebie kciuki :)
                            • martini-7 Re: do emigrantów 01.02.17, 16:21
                              do tej wsi dodam Ci tylko to, że i minus miała kiedy byłam nastolatką, miasto dawało parę możliwości więcej i nie chodzi mi o jakieś tam balangi, zabrakło mi wówczas równowagi miasto/wieś, kiedy poznałam miasto, poznałam więcej poglądów, choć na małej i zacofanej wsi nie żyłam, a wręcz przeciwnie... złoty środek, oto co w życiu najtrudniej znaleźć, a jest najpotrzebniejsze
                    • mardaani.74 Re: do emigrantów 01.02.17, 12:28
                      Co do Ukraińców, w moim bloku odkąd się wprowadzili jest cisza i spokój, to jakie bydło robili z siebie Polacy trudno opisać. Oczywiście ryczące na całe regulator prymitywne polskie rapy od rana do nocy, libacje dzień w dzień, darcie ryja przez balkon, śmiecenie czym się da i czym się nie da, zdewastowane klatki, epizod ze zniszczeniem mieszkania siekierą pod wpływem, dilowanie narkolcami pod blokiem zamiast pracy bo tą się ich rączki nie skalały, non stop interwencje policji. To ja już wolę Ukraińców, odkąd tu mieszkają panuje idealny spokój.
                      • martini-7 Re: do emigrantów 01.02.17, 13:09
                        Ale ja nic nie mam do Ukraińców ;) po prostu jest wypływ Polaków, a przypływ innej nacji i tyle.
                        Jednak nie brać Twoich byłych sąsiadów za grupę reprezentatywną. Ja jestem Polką, mój mąż Polakiem, mamy tu znajomych Polaków i też takich akcji nikt nie robi. Wy też jesteście rodziną Polaków i nie sądzę byście takie imprezy urządzali. Debile trafiają się w każdym narodzie, w polskim też, a Wy mieliście tego pecha, że okazali się nimi sąsiedzi ;)
                      • znowu.to.samo Re: do emigrantów 01.02.17, 13:50
                        Dokładnie to zależy od osobowości: jeden za granicą będzie sie czuł jak w domu a drugi za granicę kroka nie da, bo sie będzie czuł niepewnie na obcej ziemi. Gdyby nie mój mąż chyba nie dałabym rady tyle lat tu być, podejrzewam że większy kryzys i wróciłabym.... I część znajomych tak zrobiło..ale muszę Wam powiedzieć że spora część z nich po jakimś czasie chciała wracać z powrotem do Danii. I to mi daje do myślenia...i stawia trochę do pionu.Natomiast mój małż miał wielu kolegów w polsce a tu także ma wielu kolegów: polaków, turków, litwinów, z afryki. Umawiają sie na ryby albo dzwonią i gadają przez tel. Ja zazdroszcze mojemu małżowi bo nie jestem tak ekstrawertyczna jak on :( próbowałam złapać bliższy kontakt z tutejszymi polkami żeby mieć swoje towarzystwo a nie tylko mężowskie ale jakoś to nie szło. Z resztą kobity zawsze mają mało czasu, bo wiadomo: rodzina , dzieci obowiązki. I ciężko sie zgrać...Faceci nie mają takiej spiny :) W polsce było w miarę dobrze, ale do niedawna a teraz? Strasznie nieciekawa atmosfera, ludzie podzieleni jak chyba nigdy... ciekawe jak to będzie wszystko wyglądało za te kilka lat. :(
                        • martini-7 Re: do emigrantów 01.02.17, 14:43
                          Wiesz, mnie dobija to, że nie wiem jak długo tu będę. Założenie było, że wrócimy, ale choć bliżej nie określiliśmy tego czasu, to jakoś czuję, że i tak się on wydłużył i to mnie chyba właśnie dobija. Niestety, kiedy pada pytanie w instytucjach o czas pobytu należy tu mówić "na stałe" lub "do starości" wtedy Cię traktują OK.Taka to oto nieznajomość przyszłości mnie dobija.
                          Co do znajomych. Mąż z pracy utrzymuje kontakt jedynie z jednym gościem czy dwoma bo, reszta okazała się nie całkiem ok. Ale z nimi to też bardziej w pracy (pracuje po 10h, doliczając dojazdy nie ma go po 12h) czas po pracy poświęca mi i dzieciom. Spotykamy się z paroma Polakami prywatnie, to nasi wspólni znajomi, ale też nie za często bo, Ci z którymi mamy najlepszy kontakt to też mają małe dzieci i nie zawsze idzie się zgrać, poza tym, oni też w podobnej sytuacji.
                          Problemy są kiedy musisz iść do lekarza, a on Ci mówi, że nie ma miejsc na popołudnia, a mąż ma problem żeby z pracy się wyrwać wcześniej. Nie ma babci, cioci czy kogoś kto by z dziećmi został...
                          Co prawda jedni znajomi powiedzieli, że jak coś to zostaną, ale mają też dwójkę własną i mieszkają kawałek od nas, a na załatwianie sobie niani prywatnie mnie po prostu nie stać...
                          Też słyszałam o przypadkach, że ktoś wrócił z emigracji, a potem wyjechał ponownie. To się zdarza bo, czasem ludzie żyją tylko sentymentem do kraju i zapominają o trudnościach, a czasem ze względu na dzieci wracają. Różne są powody. Raz wyrwany człowiek potem miewa trudności z osiedlaniem się.
                          Faceci też mają spiny. My się dziećmi spinamy, domem, a oni pracą, ogarnięciem finansowego planu (no to razem akurat), każdy ma jakieś stresy.
    • fajnydamm Re: do emigrantów 27.01.17, 14:10
      Polskość nie jest całym swiatem
      liczy sie mięc dobrego szefa
      dobrego partnera/partnerkę

      poza Polska mam problem tylko z jedzeniem
      a tak to wszedzie czuje sie jak u siebie:)
      • martini-7 Re: do emigrantów 27.01.17, 14:27
        Wszystko to mam, a nawet więcej, a jednak nachodzą mnie dni tęsknienia
        Naprawdę nigdy nie zdarza Ci się zatęsknić?
        • heartnoir Re: do emigrantów 27.01.17, 14:38
          Czesc fajnydamm, witaj :)
        • fajnydamm Re: do emigrantów 27.01.17, 15:27
          no może czasem do mamy:)
          • martini-7 Re: do emigrantów 28.01.17, 11:13
            muszę zapytać bo, padnę z ciekawości, a do jakiego kraju Cię wywiało? no i ile już tam przebywasz?
            • martini-7 Re: do emigrantów 22.02.17, 12:50
              Dałam sobie 5 lat jeszcze, pewnie za te pięć lat nadal nie będzie mnie stać na to by do Polski wrócić, ale chcę dać sobie czas. Może za ten czas tu wrosnę? Na razie emocje się wyciszyły, żyję sobie, staram się wykorzystać każdy dzień, jest mi dobrze.
              Wczoraj jednak uświadomiłam sobie, że niebawem muszę wysłać wypowiedzenie do mojej firmy w której jestem zatrudniona w Polsce bo, kończyć mi się będzie urlop wychowawczy. Uświadomiłam sobie również, że tym samym mogę w buty sobie wsadzić mój dyplom z ukończonych studiów.
              Od jesieni idę na kurs językowy, chcę tę opcję intensywną. Jednak nawet ukończenie go nie wyciągnie mnie już z działki pracy fizycznej. Choć moje priorytety i w ogóle podejście do pracy się zmieniły to jednak w jakiś sposób zrobiło mi się żal. Podoba mi się na dzień dzisiejszy, że nie pracuję już w dawnej firmie (ładnie nazywając syf się tam robił), że teraz forma mojej pracy jest już nie biurowa bo, jestem w ruchu (choć w PL choć w biurze to na brak ruchu nie narzekałam często) to jednak czy zawsze już bym tak chciała? Nie wiem. Żal mi się zrobiło mojej edukacji, tego, że choć dziwnie się dziać wokół mojej osoby w poprzedniej pracy robiło to jednak CV nie wyglądało źle.
              A dziś? A dziś nawet jeśli skończę kurs, nie widzę szans dla siebie, na lekką pracę, nawet nie chodzi o to, że ciężkiej się boję bo, tak nie jest, a o to ile czasu, pracy i pieniędzy włożyłam w studia. I po co? Spotykam tu ludzi po studiach, przyjechali, pokończyli kursy językowe i pracują na stanowiskach niższych niż ich kwalifikacje.
              Moje aspiracje co do kariery mocno poleciały w dół bo, zrozumiałam parę spraw, nigdy też nie stawiałam kariery nad życie osobiste, jednak poczułam jakieś takie dziwne uczucie.
              Moje plany co do firmy w PL były takie by tam wrócić, przywrócić się do aktywności zawodowej i zmienić pracę po pewnym czasie. Czas podziałał na moją niekorzyść bo, musiałabym odświeżyć wiedzę, wskoczyć w rytm, ale dałabym radę, a to już tylko sfera marzeń niespełnionych, tak jak dodatkowe studia o których mi się marzyło.
              I teraz mam takie dziwne uczucie w sobie bo, choć ostatni czas w poprzedniej firmie mocno mnie zniechęcił do pracy biurowej, a obecna praca, choć fizyczna, daje mi radość, to czy chcę tak całe życie? Kiedyś ambicja może się odezwać i w kwestiach zawodowych i co wówczas? Realizuję się poza pracą, a to dużo, ale może i przyjść czas, że to co robię okaże się być dla mnie za mało wymagające.
              Dodatkowo widzę jak strasznie się cofnęłam. Nie wiem jak to jest, ale mam wrażenie, że depresja wpłynęła na moją pamięć. Od czasu tego największego BUM, mam czasem z nią problemy, codzienne sprawy, stres też jakby wyparowały moją wiedzę. Kiedyś byłam mądrzejsza, miałam zasobniejszą wiedzę, a dziś czuję się czasami najzwyczajniej głupia, staram się to co mi umyka nadrabiać, czytać, przypominać sobie, ale ja nie chcę by umykało.
              No to się napisałam, pewnie masło maślane mi wyszło, ale choć czuję się dobrze, to ta jedna sprawa jakoś tak zgrzytnęła mi, przechodzę nad nią teraz mam nadzieję do porządku dziennego.
              Dzięki, że mogłam sobie popisać :)
              • mardaani.74 Re: do emigrantów 22.02.17, 13:43
                Wiadomości rzecz nabyta, moim zdaniem teraz jesteś o wiele mądrzejsza niż jak się pojawiłaś na forum. Postęp nastąpił w innej dziedzinie niż zawodowa, ale o ile ważniejszej! tą drugą nadrobisz ze spokojem, im większe dzieci tym więcej czasu na naukę.
                Życzę powodzenia w nauce języka, nie czekaj jednak do jesieni, narzuć sobie jakąś choćby minimalną dyscyplinę i ucz się codziennie pół godziny, choćby tylko listy słówek, kup sobie jakiś program do nauki one teraz są naprawdę niezłe, albo kup program dla dzieci i razem z dziewczynkami się uczcie, będziesz miała dwie pieczenie na jednym ogniu (nie jestem na bieżąco ale w necie pewnie też są jakieś kursy, może nawet darmowe?). Na kursie będziesz szybciej łapała i nie będziesz się czuła tak przytłoczona nauką i będziesz mogła robić szybsze postępy. Ładnych parę lat uczyłam języka obcego, więc wiem co mówię :)

                Przy okazji nauka jezyka obcego jest świetnym treningiem dla mózgu, pamięć też Ci się poprawi jak zaczniesz na nowo ją ćwiczyć. Przy maluchach człowiek czasem może mieć wrażenie takiego "zgłupienia" ale spokojnie, jak wrócisz do nauki umysł stanie się na nowo bardziej gibki :)
                • martini-7 Re: do emigrantów 22.02.17, 14:18
                  Dziękuję Ci :) Fakt, życiowo zmądrzałam i stałam się twardsza, nawet wczoraj powiedziałam mężowi, że teraz jak ze słabą znajomością języka chodzę i załatwiam różne rzeczy to w PL wszystko staje się nagle już pikusiem bo, się człek zaprawił w boju, choć do niego to mnie nadal daleko, ale on ma tę męską pewność siebie, wszędzie umie się odnaleźć.
                  Znalazłam sobie taką fajną stronkę do nauki języka za darmo. Zaniedbałam jednak ostatnim czasem to i przyznaję się do tego, ale wrócę do nauki w starym trybie już jutro. Tj. wcześnie rano kiedy męża do pracy "wyprawię", a dzieci jeszcze śpią. Ta taktyka najlepsza bo, nikt nic nie chce ode mnie, a i nic mnie nie rozprasza bo, np. nie będę latać na odkurzaczu czy pralki włączać o rano bo, by mnie sąsiedzi zabili ;)
                  Mam nadzieję, że owe "zgłupienie" przeminie bo, naprawdę czuję się uwsteczniona i aż sama się zastanawiam czasem jakim cudem ja maturę zdałam :/
                  Dziękuję, czuję się podbudowana :)
                  • mardaani.74 Re: do emigrantów 23.02.17, 12:19
                    Cieszę się że poczułaś się pocieszona :)
                    • martini-7 Re: do emigrantów 15.03.17, 16:09
                      I dobry nastrój szlag mi nagle trafił, mam ochotę siedzieć i płakać... mam takie poczucie zamknięcia... wczoraj jeszcze czułam się ok, czułam, że choć mam raz na jakiś czas te "napady" tęsknienia, ale przychodzą odchodzą, a ja żyję dalej. Dziś jednak dobiła mnie zazdrość. Nie taka zawistna, że źle komuś życzę bo, to raczej nie w moim stylu, ale taka "o rety, ale fajnie, też tak chcę". Utrzymuję kontakt z ludźmi z PL. normalne. Oni tam zostali, mają wszyscy siebie na wzajem, spotykają się, mimo wszystko żyją, realizują swoje marzenia i pasje, a ja? a mnie ani czasowo ani finansowo na to nie stać. Jestem tu, mam co prawda nowych znajomych, ale to nie to samo, choć jednych strasznie lubię i strasznie bym za nimi tęskniła. Uzależnieni jesteśmy od siebie wzajemnie, ja nie mogę do głupiego lekarza iść jeśli mąż nie wymknie się szybciej z pracy bo, co z dziećmi. Gdzie ta sprawiedliwość?
                      Wiem, że to słabszy dzień, może nawet słabsza chwila, wiem, że minie, wiem, że znajdę kolejny raz całą masę plusów, wiem, że odnajdę znowu radość życia, jestem raczej z tych osób optymistycznie nastawionych, tych co starają się żyć, ale teraz w tym właśnie cholernym momencie jest mi po ludzku źle, siedzę i łzy same mi lecą bo, czuję się w potrzasku, a do tego napierdzielają mnie plecy i co? i nawet nie mam jak do lekarza iść z tym nadwyrężeniem bo, jestem sama z dziećmi, a potem muszę do pracy zapierniczać bo, nie dałam głupia szefowej znać, że coś jest nie tak, żeby poszukała mi zastępstwa, więc znowu zostają mi żele przeciwbólowe i tabletki które trochę tylko łagodzą to. Wiem, że żalę się teraz nad wyrost, wiem, że widzę problem którego nie ma, wiem, że to wszystko minie i wyda mi się śmieszne, że będzie dobrze, ale teraz jest mi źle :(
                      • natalia-natka Re: do emigrantów 15.03.17, 16:18
                        I teraz jesteś sobą i masz prawo, tak jak mi kiedyś pisałaś, do gorszych chwil.
                        Dobrze, że nie opuszcza Cię zdrowy rozsądek i wiesz, że to minie. Sam fakt napisania, że jest Ci źle, może choć trochę przyniesie Ci ulgę.
                        • martini-7 Re: do emigrantów 15.03.17, 16:36
                          Dokładnie. Widzisz, to co piszę innym często gęsto sama na sobie przetestowałam ;) Lżej mi, że sobie popłakałam, że napisałam bo, nie ma z kim pogadać, znaczy jest, mogę z mężem, ale nie chcę mu zmartwień dokładać, choć pewnie sam się połapie, że coś nie jest do końca ok.
                          Tak, to minie, już trochę minęło, ale żal który poczułam wtedy i który nadal we mnie dogorywa naprawdę zabolał. Zabolało, że teraz kiedy nie jestem jeszcze taka stara wiele jednak mnie omija bo, niestety nie wszystko na co mam ochotę mogę zrealizować w takiej sytuacji. Jednak w obliczu wyboru być tu z całą rodziną (czyli ja mąż i dzieci), a być samej z dziećmi w PL, wolę stracić to wszystko na co miałabym ochotę w PL i być tu z rodziną bo, wiem, że takie życie na odległość by zaszkodziło i mnie i dzieciom i mężowi. Są sprawy ważne i ważniejsze, a skoro nie umieram jeszcze to zawsze szansa jest, że i inne marzenia dogonię.
                          No i w ten oto piękny sposób wystosowałam sama do sobie post niemal pocieszający :P
                          • znowu.to.samo Re: do emigrantów 16.03.17, 19:40
                            Ja też miewam lepsze i gorsze dni... ja nie utrzymuje za wielu kontaktów z ludzmi z pl poza najbliższą rodziną i jedną koleżanką z podstawówki. Czasem mam poczucie pogodzenia z losem a czasem mnie trafia. A jak już się znajdę w polsce to buzia mi sie nie zamyka. Jak cudownie jest pogadać bez bariery językowej...
                            • martini-7 Re: do emigrantów 16.03.17, 20:00
                              No coś w tym jest, też czasem jestem tu i jestem pogodzona, cieszę się z tego co tu daje mi radość, a czasem dopada mnie taki dół, że Rów Mariacki to przy tym nic. W PL utrzymuję kontakt z rodziną (najbliższą tylko) właśnie i paroma znajomymi, emigracja ma ten plus, że weryfikuje znajomych.
                              Ja też straszna papla jestem w Polsce bo, mogę bez barier pogadać i mam z kim bo, tu to raz, że bariera, dwa, że no nie mam za wielu towarzyszy, a poza tym też to emigranci i zajęci sobą w większości. Są jedni znajomi tu poznani z którymi super kontakt i choć nie widujemy się za często to na Facebooku gadamy prawie co dnia.
                              Może lepiej mi tu będzie jak się dobrze języka nauczę, choć powiem Ci, że radość nieziemska jest jak się okaże, że ktoś w jakieś instytucji mówi po polsku, kiedyś miałam taką sytuację w AOK, poszłam coś załatwić jakiś papier, pan po angielsku, ja po angielsku (mój niemiecki jest teraz żenujący, ale wtedy to było dno dna) i nagle pyta czy ja z Polski, a potem przyprowadził mi panią co była Polką, strasznie się cieszyłam. Mniejszą radość już miałam jak mnie Jehowi naszli i okazało się, że mają Polkę w szeregach :P
                              Często jeździsz do Polski?
                              • mardaani.74 Re: do emigrantów 17.03.17, 15:11
                                Rów Mariański :) nie Mariacki
                                • heartnoir Re: do emigrantów 18.03.17, 21:18
                                  Lol..
                                  Martini no musisz chyba przerwac ta bariere jezykowa . Wiem, latwo mowic, sama nie wiem czy bym sie niemieckiego nauczyla..Ja mimo z uczylam sie angielskiego w Polsce, nie moglam zalapac tutejszego akcentu przez jakis czas.
                                  Chyba najlepiej ma Amerykanska Polonia z Jackowa czy Greenpointu haha.
                                  Ja mam jeszcze troche ambicji, szlifuje ttejszy akcent ze swietnym rezultatem, oczywiscie wychodzi mi w "dobre dni" haha
                                  Caluski x
                                  • martini-7 Re: do emigrantów 23.03.17, 18:06
                                    Heartnoir, bariera językowa się z dnia na dzień po setnej milimetra zmniejsza. Więcej rozumiem, z mówieniem nadal słabo, ale zapamiętuję na ile się da to co mówią do mnie, jakiej składni używają. Chciałam wrócić do nauki,ale nie dałam rady, jednak wrócę, muszę mieć jakiś cel.
                                    Dziś mam doła, córka oświadczyła mi, że nie chce nigdy wracać do PL. a ja chcę wracać bardzo, cała ta emigracja to świetna lekcja życia, ale ja mam tej lekcji już dość, chce do swojego światka. Chcę do swoich miejsc, chcę móc zadzwonić do znajomych zapytać czy mają ochotę się spotkać częściej niż raz na parę miesięcy, chcę by moje dzieci miały lepszy kontakt z rodziną.... jestem w martwym punkcie nie mogę zrobić nic... pieniądze szczęścia nie dają, nie są sensem życia, ale ich brak tak bardzo komplikuje wiele spraw.
                                    Nie wiem, za często się tu duszę ostatnio, chciałabym zabrać stąd parę rzeczy, paru ludzi, ale nie być już tu, choć będąc w PL przez moment też się czułam zagubiona, może dlatego, że wyburzyli kultowe budynki z PRLu, zamknęli nasz ulubiony lokal, a może dlatego, że nocowałam w domu rodzinnym i choć było miło, choć poczułam się przez moment dzieckiem to jednak wiele było tam obce, nie moje już...
                                    Chyba powinnam się zacząć rozglądać za jakimś dobrym psychiatrą albo terapeutą by mnie przystosował do życia realnego i wykasował marzenia i pragnienia...
                                • martini-7 Re: do emigrantów 23.03.17, 17:56
                                  Błędy człowieka w emocjach się nie liczą bo, myślami zwykle jest już dalej niż jego palce na klawiaturze ;)
                                  Jednak poważnie podchodząc to czasem jak na spokojnie czytam i widzę swoje błędny to zastanawiam się jakim cudem szkołę skończyłam :/
                                  • martini-7 Re: do emigrantów 24.03.17, 17:39
                                    chciałabym sobie pomarudzić, wczoraj chciałam siedzieć i wyć, musiałam sobie zajęcie znaleźć, dziś miałam dzień dość zajęty, ale jakoś coraz trudniej przestać mi myśleć, że mam już dość, że chcę do domu, ale marudzeniem i płaczem do niczego nie dojdę, w ogóle nie zapowiada się bym miała jakoś do czegokolwiek dojść, bym mogła odmienić swój byt, więc marudzenie nie ma sensu, przystosowanie w 100% mi nie idzie, pozostaje mi życie w niedosycie :(
                                    • znowu.to.samo Re: do emigrantów 25.03.17, 16:44
                                      Ja dzisiaj mam dół jak rów mariański :( zaczynam rozumieć dlaczego ludzie wpadają w nałogi, depresje albo jadą na prochach :/ tak ciężko jest w tych czasach porozumieć się z drugim człowiekiem :(
                                      Ja mam ochote sie napić, żeby choć na chwile zapomnieć o tej samotności, o tym wszystkim :(
                                      Ale mam dzieci więc nie mogę :( dziś jest mi tak źle że nawet ukochana pasja sport już nie pomaga. Momentami już nie daje rady :( ale staram się jakoś trzymać dla dzieci...
                                      Mąż- co z tego że jest, wypije sobie drinka i wydzwania po kumplach i wesoło plajdają. On nie rozumie mojego bólu tak jak syty głodnego nie zrozumie
                                      Ile można próbować zawierać jakieś znajomości??? Dwa tygodnie temu jedna koleżanka napisała: wpadniemy. No i cisza. Tak już rok sie ze mną umawia. Ile razy można??? Inna miała rok temu oddzwonić i cisza:( ja już sie nie dobijam bo po co? Żeby usłyszeć że nie mają czasu albo są poumawiani na następny weekend i jak coś to sie odezwą? To bez sensu...
                                      • martini-7 Re: do emigrantów 25.03.17, 20:45
                                        Współczuję Ci, ja co prawda mogę liczyć na męża i jego towarzystwo, ale on lepiej znosi emigrację niż ja, ja nie umiem się tu tak odnaleźć jak on. On jest silny psychicznie, bardzo. Mam tu paru znajomych, jakiś czas poznaliśmy jedną parę z dziećmi w podobnym do naszych, dzięki nim nie jest tu tak źle, co prawda na necie w większości gadamy bo, ze spotkaniem się ciężko, tęskniłabym za nimi, ale jednak ta otaczająca mnie obcość, to wykorzenianie, to odbijanie się czasem od ściany.... czasem mam wrażenie, że sama siebie zamknęłam w jakimś więzieniu wyjeżdżając, owszem wyjazd zmienił mnie pozytywnie, jestem odważniejsza, ale ja chciałabym już do Polski, zwłaszcza, że jedna pozytywnie nastawiona do mnie osoba, wychowawca mojej córki dostała zakaz od swojej szefowej zbyt częstego gadania ze mną bo, to źle wygląda. Przykro mi. Ona jest tak szczera jak żadna Niemka, po niej wiem co myśli, co czuje bo, otwarcie to mówi, do tego pomaga mi językowo, poprawia mnie bo, wie, że to dla mnie ważne w nauce języka. Na usprawiedliwienie powiem, że nigdy, ale to nigdy nie było sytuacji, że ona zaniedbała coś bo, gadała ze mną, nie, po prostu rozmawiała ze mną, kiedy dzieci się ubierały do domu. Chore.
                                        Znowu.to.samo, dużo sił życzę i wierz mi sercem jestem z Tobą, jeśli masz ochotę pogadać to pamiętaj, że jestem :)
                                        • znowu.to.samo Re: do emigrantów 25.03.17, 22:52
                                          Dzięki :)miło jest wiedzieć że tam w tych internetach jest ktoś kto czuje to samo. Tylko emigrant zmagający się z trudami i wyzwaniami emigracji jest w stanie zrozumieć drugiego emigranta. Dzisiaj po południu wpadł jeden znajomy męża. Wpadł bo miał interes. Posiedział, pogadał, kawę wypił. Rozmowa z nim od razu ukoiła mój ból istnienia... tego mi brakuje, spontanicznej luźnej rozmowy z rodakiem. Władając duńskim czuje sie jak inwalida
                                          Jak ktoś nie ma intetesu to nie zajdzie w życiu, ale dobre i to...
                                          • martini-7 Re: do emigrantów 26.03.17, 13:37
                                            Myślę, że nawet mówiąc perfekt po duńsku nie będzie rozmowa z Duńczykiem tym samym co z Polakiem, zawsze jest jakaś różnica w kulturze, inna rzeczywistość.
                                            Dla mnie zbawieniem są właśnie Ci znajomi o których pisałam, nadajemy na podobnych falach, ale oni nie widzą dla siebie powrotu do Ojczyzny, oni chcą się tu na stałe osiedlić, ja nie.
                                            Są ludzie którzy nadają się do emigracji na stałe i tacy na określony czas i ja tym drugim typem jestem ;)
                                            Ale zastanawia mnie coś innego, dlaczego napisałaś, że Ty nie możesz napić się drinka bo, masz dzieci, a Twój mąż może się i napić i z kumplami wyskoczyć? Nie chcę się w wasze relacje wtryniać, ale przecież to wasze wspólne dzieci, więc on też powinien się nimi zajmować.
                                            • znowu.to.samo Re: do emigrantów 26.03.17, 16:55
                                              A wiesz, u nas od zawsze mąż lubiał piwo czy na imprezach wódke, a ja oprócz smutnych chwil nie przepadam za alko, mógłby dla mnie nie istnieć. Jakoś mi to nigdy nie przeszkadzało. Tak sobie teraz pomyślałam: może to i dobrze, że przetrwałam wczorajsze smutne chwile bez alko? Bo jeszcze zaczełabym topić smutki w alkoholu i doszedłby klejny problem do tego wszystkiego???
                                              A ty jak sobie radzisz jak masz dół? Ja sobie czasem popłacze w kącie i czasem pomaga, a czasem nie. Czasem nie ma niczego co może zgasić smutek...
                                              • martini-7 Re: do emigrantów 26.03.17, 20:39
                                                Ja również jestem z tych mało lub wręcz bezalkoholowych.
                                                Jak sobie radzę? Czasem daję się porwać smutkowi gdy wiem, że nie wygram, a walka przyniesie jeszcze większe szkody. Czasem szukam sobie zajęcia by oderwać się od myśli. Czasem szukam sposobów jak wrócić, wiem, że plany te są długofalowe, ale stwarzam sobie jakieś wyobrażenia i choć wiem, że może się nie powinnam się napalać, ale szukam światełka w tunelu. Czasem się tu Wam wyżalam. Czasem płaczę i po prostu modlę się by udało się wrócić. Wszystko u mnie zależy od głębokości doła.
                                                Strasznie mnie zabolało jak moja 5 letnia córka powiedziała, że lubi jeździć do PL, ale chce mieszkać w DE bo, ma tu przyjaciół. Ja wiem, że to przedszkole to dla niej dużo, że pewnie w PL w przedszkolu też by znalazła nowych, ale jeśli teraz już tak jest to co będzie za parę lat???
                                                Nie chcę tu utknąć. Nawet jeśli normalnie pójdę do pracy to jednak nie chcę, chcę wracać, chcę móc pozbyć się tych ograniczeń jakie tu mam. Ograniczenie językowe to pikuś w porównaniu do innych jakie stawia życie. Do lekarza normalnie nie może człowiek iść bo, musi na męża czekać aż z pracy wróci i z dziećmi zostanie,a w PL? Zawsze jakaś babcia czy ciocia. Z życia skorzystać możemy tylko w PL. Wiem, że może to zabrzmi źle, ale czasem lubię wyjść sama z mężem gdzieś, czy gdy umawiamy się ze znajomymi, tak pobyć z dorosłymi, bez oglądania się na dzieci. W PL mam komu je raz na jakiś czas zostawić a tu??? a tu czuję się jak emerytka czasem, tylko balkonika mi brak. Ja nie mówię o imprezowaniu Bóg wie jakim, ale takim raz na jakiś czas poczuciu się młodym człowiekiem. Nie jestem co prawda pierwszej młodości bo, jestem po 30 ale stara też nie jestem, mój mąż też jest raptem 3 lata ode mnie starszy. Emigracja trochę więzi, ogranicza.
                                                Czasem czuję się tu jak w potrzasku, odezwać się nie ma do kogo bo, choć jak pisałam mam tu znajomych jakiś to oni też mają swoje życie, choć jedni mają taki plus, że są tu też ich rodzice więc tego nie odczuwają jak my, ale Ci z którymi lepiej się rozumiemy są jak my, ale jakoś powrót im nie w głowie.
                                                Ostatnio właśnie z tą koleżanką pomyślałyśmy, że któregoś dnia, zostawimy dzieci z facetami, a same wyjdziemy na miasto na kawę. Nie wiem czy się uda, ale idea sama jest ok.
                                                Nie wiem jak Ty, ale ja czasem czuję się jakby ktoś wyrwał cząstkę mnie. Jechałam tu pełna nadziei, że to nic długotrwałego, że to parę lat, ale niestety łatwo nie jest kiedy trzeba od 0 startować, a drogi do domu na stałe póki co nie widać :(
                                                • ewcia74.pl Re: do emigrantów 26.03.17, 23:12
                                                  Martini..kiedy czytam Twoje posty to tak jakbym sama je pisała.
                                                  To samo czuję juz 15 lat tu mieszkając i nic się nie zmieniło choć nie jest mi źle, niczego mi nie brakuje ale dalej czuję się tu samotna, mieszkająca w miejscu które w ogóle nie przynosi mi radości. Tyle lat minęło i niestety 😔 nie zaklimatyzowalam się tutaj.Jezyk znam, prace mam, źle nie jest bo niczego mi nie brakuje a jednak.....chce wracać do Polski.
                                                  2 dni temu..miałam doła i tak zastanawiałam się po cholerę ja tu przyjechałam? Straciłam tyle lat na obczyźnie.Miodu nie było i początkowo naprawdę ciężko.Cały czas z dala od rodziny, tyle miłych wydarzeń rodzinnych mnie ominęło, dwie bardzo ważne bliskie osoby mi zmarły a mnie nigdy tam nie ma!!!! Siedzę tu po co? Za tą emigrację, za tą decyzję o niej zapłaciłam juz wysoką cenę w postaci nerwicy i ataków paniki. Często żałuję że tu przyjechałam....naprawdę i nie tylko w chwilach kiedy mam doła.
                                                  • martini-7 Re: do emigrantów 27.03.17, 09:22
                                                    Niestety, emigracja ciągnie nie raz za sobą koszty których nikt z zewnątrz nie widzi. Wszyscy patrzą i myślą, że ludzie wyjeżdżają, mają pracę, mają do gara co włożyć, ale płaci się za to życiem, jasne, że nie wszyscy mają tak jak my, ale wielu jednak ma, choć przez pierwsze lata, potem albo się zakorzeniają, albo nie.
                                                    Ja doceniam i to mocno emigrację, dużo mnie nauczyła, ale jak pisałam, mogłaby się ta nauka już skończyć. No może kurs chce zrobić tu jeszcze bo, warto język znać, ale tak to bym mogła już wracać.
                                                    Łapię się tu rzeczy i zajęć które sprawiają mi radość, dają mi one szczęście więc tym samym pomagają przetrwać. Ogólnie jestem szczęśliwa, ale jak pomyślę, że nie wiem kiedy uda nam się wrócić, czy w ogóle uda się nam wrócić to ogarnia mnie rozpacz bo, jak nie widać światełka kończącego tunel to biec w nim ciężko.
                                                    Żal by mi było wyjechać i zostawić parę rzeczy, paru ludzi, ale wiem, że ten żal by minął. Wiem, że idealizuję trochę Polskę ale to mój dom. Żal by mi było wyjechać i nigdy więcej nie spotkać jednej z opiekunek z przedszkola córki, tyle serca co mi okazała to nikt z tutejszych.
                                                    Przejechałam się na paru rodakach, a paru by mi brakowało, ale świat idzie do przodu, to nie czasy kiedy kontakt międzynarodowy jest trudny.
                                                    Ta zima była dla mnie trudna, a właściwie jej końcówka, kiedy zaczęły się roztopy, szarość i wszechobecna chlapa. Po prostu dusiłam się.
                                                    Paradoksalnie czasem kiedy mamy tylko na moment jechać do PL mówię byśmy sobie darowali, nie chcę rozdrażniać emocji, a poza tym wolę tę kasę przeznaczyć na dłuższy tam pobyt.
                                                    W tym roku wakacje dzielone na ciepłe kraje i PL. Wiem, że bez wakacji w PL bym wpadła w doła.
                                                    Na Boże Narodzenie zostaliśmy w DE, to był wspólny wybór i nie żałowałam. W zeszłym roku na Wielkanoc nie byliśmy. W tym roku byliśmy już tydzień temu na weekend i teraz na Wielkanoc jedziemy. Czasem szamotają mną skrajne uczucia. Chcę i nie chcę jechać, uciekam sama przed sobą.
                                                    Też czasem się zastanawiam po co tu przyjechałam, wtedy odpowiedź jest jedna "by rodzina była w komplecie", tu też urodziła się moja druga córka, tu starsza poszła do przedszkola, wiele pięknych wspomnień też bym stąd zabrała, ale jednak to nie moje miejsce, ja życie w DE traktuję jako tymczasowe.
                                                    My nie jesteśmy bogaci z domu, owszem rodzina coś nam pomogła jak wyjeżdżaliśmy, ale nie ma co kryć, dorobić się musimy sami, nie jest to problemem bo, dostać wszystko to żadna frajda, ale jednak zanim zaczniemy budować oszczędności i żyć spokojnie trochę minie, ja muszę pójść do normalnej pracy, a nie dorabiać, a na to jeszcze parę miesięcy trzeba.
                                                    Wiesz Ewcia co mnie jeszcze czasem dołuje? Ja np. gadam z tymi co w Polsce zostali i opowiadają mi jak się realizują, jak wracają na studia, jak spełniają swoje marzenia i pasje, fakt, że niektórzy obciążeni kredytem za mieszkanie na następne 30 lat i praca na pełen etat musi być, ale jednak mimo to żyją. Zazdroszczę czasem im, nie tych mieszkań, choć swojego nie mam i wynajmuję, ale tej pełni życia, fakt, że ja pewnie widzę tylko to co białe u nich, a czarnych dni nie, ale jednak też bym czasem tak chciała.
                                                  • martini-7 Re: do emigrantów 27.03.17, 09:23
                                                    Jak czytam to co piszę to czuję się trochę jak rozkapryszona egoistka która nie wie czego chce, ale wiem, że mnie rozumiecie, że to nie o to chodzi ;)
                                                  • znowu.to.samo Re: do emigrantów 27.03.17, 19:41
                                                    Słuchaj skoro aż do tego stopnia nie możesz wytrzymać w tym kraju to weż swojego męża na rozmowę i powiedz że musisz wracać do Pl bo zwariujesz. Inaczej będziesz jojczyć po forach w nieskończoność. Mnie przeszkadza jedynie bariera językowa. Zrobię wszystko by ją złamać. Do Polski jako takiej nie mam ochoty wracać. Tu ja, moje dzieci i mąż mamy szanse zrealizować plany, tu mamy perspektywy których nie ma w Pl. Warto się pomęczyć się choć dla samej emerytury. A w polsce co dostaniesz? Wielkie gie.
                                                  • martini-7 Re: do emigrantów 28.03.17, 10:42
                                                    No i teraz nie wiem, czy Ty piszesz do mnie czy do Ewci ;)
                                                    No ale jakby to do mnie było to odpowiem. Aż tak się nie męczę bo, jak pisałam, odnajduję tu to co daje mi szczęście i staram się korzystać z tego. Jednak to nie jest moje miejsce na ziemi i nie chcę tu dożywocia mieć. Bariera językowa jest do złamania i wiem, że tak się stanie, ale ja po prostu nie widzę się tu. Może za parę lat się to zmieni, ale nie wydaje mnie się. Jednak przychodzą do mnie czasem mroczne dni kiedy chcę się spakować i w trybie natychmiastowym wracać. Wyjeżdżając inny przedział czasowy brałam pod uwagę więc inne też nastawienie miałam. Dziś wszystko staje się z lekka niewiadomą co dodatkowo mnie dołuje czasem. Dlatego też mam w planie niebawem iść na intensywny kurs językowy, a następnie Ausbildung by jakoś te ukończone w PL studia tu wykorzystać również, siedząc i marudząc wiem, że nie zmienię nic, dlatego jakieś plany mam by czas wykorzystać z dobrym skutkiem. Nadal nie wiem kiedy, jak i czy wrócę, ale chcę coś zrobić w tym kierunku by potem nie pluć sobie w twarz, że zmarnowałam czas. Choć na pierwszy rzut oka nie widać, że coś jest nie hallo bo, to nie tak, że co dnia siedzę i płaczę, nie. Staram się żyć, staram się cieszyć i wychodzi mi, ale przychodzą złe i dołujące dni i wtedy jest mi ciężko, spadają mi na barki te ograniczenia, bolączki. Pisząc o zazdrości nie pisałam o jakiejś takiej chorej, niezdrowej, nie. Chodziło mi o taką na zasadzie "o fajnie, nie musieli tyłka ruszać, a układa się" choć jak wspominałam wcześniej, z samego faktu, że spróbowałam życia w innym kraju cieszę się bo, pozytywnie mnie to zmieniło, zahartowało.
                                                    Z mężem rozmawiałam już dawno, postanowiliśmy dać sobie jeszcze trochę czasu. Musimy się ogarnąć. Do szaleństwa mi jeszcze daleko, ale specyfika tego forum taka, że jak mi źle to po prostu piszę. Sorki jeśli jakoś namieszałam czy zbyt zawracałam głowę swoimi rozterkami.
                                                    Naprawdę staram się by złych dni było mało, jednak co poradzę, że jestem tylko człowiekiem i mam po prostu czasem ochotę wyć bo, zostawiłam naprawdę wiele fajnych ludzi, miejsc i rzeczy w PL. Owszem Ci co są dla mnie najważniejsi, najukochańsi są tu bo, po to tu przyjechałam by być razem, jednak fajnie by było mieć wszystko i rodzinę i miejsce które się kocha. Lubię DE, ale nie kocham.
                                                    Ech, nie umiem opisać swoich uczuć, więc może na tym zakończę bo, chyba z każdym słowem to co piszę robi się coraz bardziej zamotane ;)
                                                  • ewcia74.pl Re: do emigrantów 28.03.17, 12:34
                                                    A jeśli to było do mnie pytanie...to juz mam podjęta z mężem decyzję i tego się trzymam.Jedno jest pewne, gdybym mogła cofnąć czas to na pewno nie wjechałabym z Polski..bylam młodsza i inaczej myślałam teraz co innego jest dla mnie ważniejsze w zyciu.
                                                  • martini-7 Re: do emigrantów 28.03.17, 12:57
                                                    Ewcia z całych sił trzymam kciuki by się Wam udało wrócić w wyznaczonym czasie lub nawet wcześniej, sama też mam nadzieję, że i nam się uda. Jednak przez czas jaki Ci jeszcze tam został nie daj się depresji. Pamiętaj, zawsze możemy sobie pomarudzić, pogadać czy poplotować na necie, powspierać się wzajemnie. Marzenia się spełniają, spełni się i to. Ja wiem, że muszę jeszcze poczekać na swój czas, ale najważniejsze to szukać dobrych stron w tym czasie i nie dawać się.
                                                    Mam pytanie, czy Wy wyjechaliście razem, czy Ty tak jak ja dojechałaś w późniejszym czasie?
                                                    Jeśli liczba w nicku to rok urodzenia, to wyjechałaś ciut młodsza ode mnie ;)
                                                  • znowu.to.samo Re: do emigrantów 28.03.17, 15:34
                                                    Ja pisałam chyba do po trochu do każdego, kto siedzi za granicą i pomimo upływu lat jest mu źle albo coraz gorzej :(
                                                    Może dla takich ludzi którzy czują się wykorzenieni i wyobcowani jedyne wyjście to spakować się i wrócić? Pytanie tylko czy po jakimś czasie nie dopadnie nas tzw polska rzeczywistość? Osobiście znam kilka osób które po powrocie do polski za jakiś czas znów chciały wyjeżdzać za granicę :( także należy to poważnie przemyśleć :(
                                                  • martini-7 Re: do emigrantów 28.03.17, 17:11
                                                    ja mam przy Was dość krótki staż, jednak nigdy w życiu nie zakładałam życia za granicą na stałe, jednak plany rozjechały się trochę z rzeczywistością... spodziewam się, że mój obraz Polski może być obecnie wyidealizowany, wiem, że wszystko płynie, nie stoi w miejscu i nie czeka na mnie... pojawiła się opcja dla mnie powrotu do PL za powiedzmy rok, półtora, ale wróciłabym wówczas sama z dziećmi, mąż by tu zostać musiał choćby by kredyty pospłacać, a taka opcja mnie nie interesuje, albo wracamy wszyscy albo nikt, a wierzę, że wrócimy wszyscy, pewnie kiedy będziemy już na taki powrót odpowiednio przygotowani przedyskutujemy to raz jeszcze...
                                                    mam takiego znajomego, jego rodzice wrócili do PL. całe lata jakie tu spędzili, a było ich bodaj 40 mówili, że wrócą i wrócili. Jednak ja nie chce wracać jako stara 70 letnia kobieta która przez tyle lat czekała każdego dnia na powrót, nie robiąc zawodowo praktycznie nic, to nie dla mnie, zaktywizuję się, pozbieram wszystko do kupy i wtedy obym wróciła i obym tak jak piszesz nie zderzyła się ze ścianą... wierzę, że będzie ok... musi być...
                                                  • ewcia74.pl Re: do emigrantów 28.03.17, 17:16
                                                    Ja uwazam, ze skoro dalysmy rade na obczyznie bez jezyka, bez pracy, na wynajetych mieszkaniach, z obcoscia do okola, z inna kultura bo tak jest kiedy sie przyjezdza...to i damy sobie rade po powrocie do Polski. Przynajmniej na wlasnych" smieciach " z ojczystym jezykiem. A reszta jak wszedzie jest do zrobienia.
                                                  • martini-7 Re: do emigrantów 28.03.17, 17:27
                                                    Nie, no jasne, że tak. Chodzi tu o to chyba bardziej, że człowiek jak roślina za często przesadzana nigdzie potem nie rośnie już tak samo. Ja jednak jestem pełna optymizmu, wiary i każdej pozytywnej emocji, że dałabym radę ;) Lubię jeździć do PL, lubię tam być, chłonąć to, tylko brak mi własnego kąta tam, mieszkanie w czasie pobytu u jednych czy drugich rodziców to już nie to samo ;) Chyba stara jestem już :P
                                                  • ewcia74.pl Re: do emigrantów 28.03.17, 17:37
                                                    Dziekuje Martini..wierze, ze nam sie uda i Tobie tez i to na pewno!
                                                    Bo skoro chcemy i bedziemy dazyc do tego to damy rade.
                                                    Popatrz, jak na obczyznie dajemy sobie rade. Bariera jezykowa, na poczatku nawet nieznajomosc miasta, wszyscy obcy, zero pomocy z zadnej strony, ograniczenia finansowe i dalysmy rade!
                                                    Zaczynam myslec w ten sposob...jeszcze troszke...obojetnie co i jak bedzie to... jeszcze troszke.
                                                    Nie jestem wiezniem nikogo i zrobie co dla mnie bedzie najlepsze w kazdym sensie....i to dodaje mi sil.
                                                    Ty tez tak mysl.
                                                    Nie musisz tu mieszkac do konca zycia...w kazdej chwili jak podejmiecie decyzje mozesz wyjechac tak jak przyjechalas....bo przeciez nie siedzimy tu w wiezieniu...hahaha
                                                    A jesli chodzi o mnie to tez przyjechalam za mezem zostawiajac dobrze platna prace w Polsce.
                                                  • martini-7 Re: do emigrantów 28.03.17, 20:02
                                                    Dokładnie bo, kto da radę jak nie my ;) nawet kiedyś z mężem rozmawiałam, że po tym co tu przeszliśmy bez znajomości na początku języka, teraz ja coś tam dukam, on mówi dobrze, to w Polsce niektóre rzeczy jakie mnie przerażały kiedyś dziś są banalne.
                                                    Staram się nie myśleć w kategoriach "to tak na zawsze tu" bo, wtedy wpadam w doła. Myślę o tym jako o etapie w życiu, o czymś co jest by mnie uczyć, by mi pomóc, ale minie. Kiedy ktoś mi mówi, że lepiej by było jakbyśmy zostali tu na zawsze czuję się źle. Życie tu ma plusy i minusy. Szczerze staram się żyć tymi plusami aby rekompensować sobie minusy. Kiedy nie myślę o minusach jest nawet nieźle. Jednak przychodzą takie dni, że nie ma do kogo gęby otworzyć, mąż w pracy, córka w przedszkolu, a młodsza ze mną, ok gadam z nią ale sama wiesz, nie o wszystkim pogadasz z 2,5latką, nie na wszystko odpowie. Lubię jak coś się w naszym życiu dzieje (naturalnie dobrego).
                                                    Zresztą sama dobrze wiesz jak to jest. Jestem tu dopiero 3,5 roku więc nie dźwigam jeszcze aż takiego ciężaru jak Ty.
                                                    Z tym wyjazdem tak jak przyjechałam to nie do końca możliwe obecnie w naszym przypadku. Mąż nie ma w PL pracy, nie mamy mieszkania, ja już nie mam pracy w PL (również wyjeżdżając ją miałam, ale muszę niebawem złożyć wypowiedzenie bo, wychowawczy się mi kończy), może praca super nie była ale bardziej w stronę moich studiów, no i była.
                                                    Co ma być będzie. Ułoży się. Trzeba po prostu iść w stronę marzeń ;) Do DE zawsze potem można wpaść z odwiedzinami.
                                                    Często do Polski jeździsz? U mnie taki wyjazd to ładowanie baterii, jestem tam innym człowiekiem, młodszym, mniej zmęczonym. Tylko powrót czasem bywa trudny.
                                                  • ewcia74.pl Re: do emigrantów 28.03.17, 21:19
                                                    Fajnie to napisalas. Sprawy ktore byly trudne w PL po szkole zycia w DE sa banalne i ja tez tak czuje.
                                                    Czesto tez tlumacze siostrze ktora mieszka w PL i narzeka na to czy tamto...czy gdyby do tego w ogole nie umiala jezyka i musialaby zalatwic ta sprawe co by wtedy zrobila? Sprawy proste w PL czesto denerwuja ludzi w urzedach bo biurokracja itd...tu tez jest biurokracja + obcy jezyk. Ale to temat rzeka...i tylko ten to zrozumie kto to przezyl na obczyznie..czyli MY.
                                                    I oczywiscie...co ma byc to bedzie. Musimy miec plany i marzenia, ktore moga sie spelnic. Trzeba tak myslec bo inaczej to psychika siada.
                                                    Ostatnio bylam w Polsce na Boze Narodzenie. Teraz jade tez na Wielkanoc.
                                                    Tez bardzo dobrze czuje sie w PL wsrod najblizszych. Odwiedzam moje kochane miejsca w ktorych czuje sie dobrze i mam mnostwo wspomnien, latam po sklepach, jem pyszne ciasta i poprostu odpoczywam fizycznie i psychicznie.
                                                    Do De wracam do pracy bo z czegos trzeba zyc.
                                                  • martini-7 Re: do emigrantów 29.03.17, 13:11
                                                    W moim rejonie źle jest widziane jeśli głośno mówisz, że chcesz wracać kiedyś do PL. Raz kiedy byliśmy na urlopie w Polsce, moja znajoma walnęła w przedszkolu, że mamy w planach powrót. Przedszkolanka przerażona potem do mnie przybiegła pytać czy to prawda. Fakt, że ona się tak jakby zżyła z nami trochę więc dla niej to i prywatnie żal, ale jednak. Jedno dziecko z przedszkola wróciło do swojego kraju, widziałam z jaką miną inna przedszkolanka mówiła o tym jednej mamie (te samo pochodzenie pewnie dlatego), dziwne to. Na pytanie do mnie o powrót odpowiedziałam, że owszem, kiedyś, ale nie dziś, nie podałam terminu, ona sobie dopowiedziała, że pewnie na emeryturę więc to przemilczałam. Powiedziałam za to jedną prawdę, że DE owszem lubię, ale PL kocham. Odpowiedziała, że to normalne. Cieszę się.
                                                    Trzeba tu milczeć o niektórych sprawach bo, wtedy i na dziecko inaczej patrzą.
                                                    Niemcy traktują swój kraj jak Eldorado, a możliwość przebywania tu za cud. Powtórzę się, ale owszem wdzięczna jestem za wiele co mnie tu spotkało i nauczyło, ale nie jest to wdzięczność dozgonna, poza tym uczciwie na wszystko tu pracujemy (no, mąż pracuje bo, ja tylko dorabiam) więc dajemy i coś od siebie.
                                                    Na Wielkanoc też jadę. Mam nadzieję przynajmniej, że nic nie przeszkodzi.
                                                    Jak jestem w Polsce to zachowuję się podobnie jak Ty. Ganiamy po sklepach, zabieramy dzieci do ZOO (tu w DE też w sumie), do kina i w ogóle mniej stresu, podrzucamy dzieci do babci i wychodzimy ze znajomymi albo sami, łazimy gdzieś gdzie lubimy, jemy jakieś pyszności i tak jak piszesz odpoczywamy.
                                                    Nas w DE też praca trzyma i zobowiązania finansowe.
                                                    Twoje dzieci nastawiają się na powrót?
                                                  • ewcia74.pl Re: do emigrantów 29.03.17, 20:29
                                                    A ja Ci powiem, ze nie ma m za co byc wdzieczna nikomu bo pracuje na najwyzszych obrotach z mezem, place podatki i nie zyje na koszt panstwa tak jak niektorzy cale zycie siedza na Harz 4 i zadnej pracy nigdy nie podjeli mieszkajac tu w DE nawet po 30 LAT....tyle czasu siedza na zasilku! Maja taka mozliwosc bo maja niemieckie dokumenty a maja je poniewaz przyjechali tu rzekomo jako wysiedlency najczesciej z okolic ...Polski ( nie bede pisac moze jakiego wojewodztwa bo moze ktos przeczytac i czuc sie obrazony) ale tak jest. Dlugo tu mieszkam i widze co niektorzy Polacy wyrabiaja.
                                                    Ja nie mam sobie nic do zarzucenia.
                                                    Jesli chodzi o Niemcow to rzeczywiscie oni mysla ze maja wszystko naj...
                                                    Chociaz juz te pokolenie w naszym wieku inaczej to widzi ...oczywiscie nie wszyscy.
                                                    Bratowa mojego meza jest 100% Niemka i gdy byla w Polsce nad morzem to nie mogla sie nadziwic jak tam jest fajnie, jakie pyszne jedzenie a ciuchow to pol samochodu sobie nakupila bo galerie, galeriami wszedzie to samo ale te malutkie butiki zauroczyly ja.
                                                    Jesli chodzi o mnie ...to my nie mamy dzieci. ( pytalas o wyjazd i reakcje dzieci na powrot do PL )
                                                  • martini-7 Re: do emigrantów 29.03.17, 22:00
                                                    My również z tych co o nic nie proszą, nie kombinują tylko zasuwają i oszczędzają. Jednak z tą wdzięcznością chodziło mi bardziej o szkołę życia, nowe doświadczenia, no i pracę jednak ma mój mąż dobrą, choć ma i kwalifikacje więc sam sobie zawdzięcza. Takich kombinatorów to jest troszkę, fakt, że głównie z jednego regionu PL zjeżdżają. Znam nawet jednego. Przyjeżdżają z różnych stron. Jedni w naszym mieście tak kombinowali, tacy mądrzejsi od urzędów i lekarzy byli, że wiadoma instytucja po ich dziecko się zgłosiła i skończyło się ucieczką z Niemiec, szczegółów nie znam, tacy to znajomi znajomych, ale jednak przekombinowali.
                                                    Znam też jednego gościa który właśnie na pochodzenie tu przyjechał, w Polsce pracował i u też od razu do pracy się stawiać chciał, ale jak niemiecki lekarz zobaczył jego stan zdrowia to był w szoku, że on w PL pracował. Gość ograniczona ruchliwość, deformacja kręgosłupa, no ale pracować chciał.
                                                    Wielu Niemców urzeka Polska, parę razy zdarzyło mi się nawet usłyszeć, że to było ich, ale to sporadyczne. Podoba im się też polska rodzinność.
                                                    Jednak wszystko wszystkim do domu wrócić kiedyś trzeba.
                                                    Przepraszam, że zapytałam o dzieci. Chyba nie powinnam.
                                                  • ewcia74.pl Re: do emigrantów 29.03.17, 23:09
                                                    Nie wiedzialas , ze nie mam dzieci, nie ma sprawy.
                                                    Miedzy innymi przez bezdzietnosc mam zaburzenia nerwicowe.
                                                    Teraz juz moge o tym mowic bo przeszlam swoje... Bardzo ciezki temat ale i z tym trzeba zyc.
                                                  • martini-7 Re: do emigrantów 30.03.17, 09:11
                                                    Jednak jakoś tak mogłam się domyśleć, że skoro nie wspominasz to coś na rzeczy jest, a ja wypaliłam jak durny z armaty, jeszcze raz przepraszam.
                                                    Domyślam się, że nie łatwą drogę masz za sobą, kumulacja tego plus życie nie w tym miejscu gdzie by się chciało musi jakoś się odbić. Jednak podziwiam, że podniosłaś się i dajesz radę.
                                                    No ale jeszcze dwa, trzy lata z tego co pisałaś i wracasz, a ja Ci z całych sił kibicuję by się tak stało, a może nawet i szybciej.
                                                    Strasznie się cieszę, że Cię poznałam :)
                                                  • ewcia74.pl Re: do emigrantów 01.04.17, 01:28
                                                    Ja tez bardzo sie ciesze, ze Cie poznalam.
                                                    Chyba jestesmy jakies " bratnie dusze" czujac na obczyznie to samo.
                                                    Tak jak pisalam i w wielim skrocie..." nic nie jest wieczne " i nasz pobyt w De tez.
                                                    Ja tez Ci zycze abyscie zarobili tutaj jak najwiecej pieniazkow i jak najszybciej spelnili swoje najskrytsze marzenia.
                                                  • martini-7 Re: do emigrantów 02.04.17, 18:08
                                                    Życie kiedyś w krytycznym momencie pokazało mi, że jeśli się wierzy to marzenia się spełniają. Ja się prawie poddałam, a tu proszę. Moje życie wówczas zrobiło zwrot o 180 stopni i znalazłam się tam gdzie powinnam być od dawna. Wszystko nabrało sensu, a ja wreszcie wiedziałam czego chcę.
                                                    Mam nadzieję, że i teraz tak będzie. Póki co jest ciężko, ale tak jak piszesz, nic nie trwa wiecznie. Teraz trzeba traktować jak lekcję, jak drogę do celu. Szukać szczęścia w każdym dniu by się nie zatracić i to dodaje mi sił. Jest motywacją.
                                                  • znowu.to.samo Re: do emigrantów 02.04.17, 20:56
                                                    Ja coraz częściej mam wrażenie że aby żyć trzeba mieć skórę nosorożca. Czasem gdy przypomnę sobie ile w życiu przeszłam, to sama sobie sie dziwię, że ja jeszcze nie zwariowałam albo nie palnęłam sobie w łeb. .ech długoby opowiadać. Poco ta cała szarpanina to ja w sumie nie wiem.. Wrażliwsi mają przerąbane na tym świecie.. Życie to ciągła walka, ciągle ktoś rzuca kłody pod nogi, ciągle człowiek upada i wstaje, upada i wstaje i tak w kółko i całe życie :(
                                                  • martini-7 Re: do emigrantów 03.04.17, 12:51
                                                    Wiesz, życie nas kształtuje, przetrwałyśmy czarne dni, wyszłyśmy silniejsze. Dziś jak nieraz patrzę wstecz to zastanawia mnie dlaczego to czy tamto było dla mnie problemem, wystarczyło uwierzyć w siebie i rozwiązać to w najprostszy możliwy sposób. No ale co było to było. Wrażliwsi owszem są w trudnej sytuacji, ale jednak chyba dzięki nim ten świat jeszcze trwa.
                                                    Życie dla każdego czy wrażliwego czy odpornego psychicznie jak beton jest większa czy mniejszą walką czasem, jednak trzeba żyć. Problemy zawsze były i zawsze będą, ważniejsze jak my do nich podchodzimy. Wrażliwi ludzie wbrew pozorom są jednak silni bo, jak sama piszesz, nie zwariowałaś,nie palnęłaś sobie w łeb, a więc znalazłaś siłę której życzę Ci na każdy dzień :)
                                                  • znowu.to.samo Re: do emigrantów 03.04.17, 21:58
                                                    Masz racje trzeba jakoś inaczej spojrzeć na problemy...Ja mam wrażenie że tych wrażliwszych traktuje sie jak odmieńców, dziwaków i niszczy sie ich. Ale co zrobić trzeba próbować walczyć o siebie pomimo wszystko, pomimo...czasem zbieram sie do kupy gdy widze, że np ktoś bez rąk jeździ motorem to ja sobie wtedy mówie: widzisz on nie ma rąk i jest szczęśliwy a ty jesteś zdrowa i biadolisz. Na jakiś czas to pomaga...
                                                  • mardaani.74 Re: do emigrantów 04.04.17, 00:03
                                                    Ten bez rąk też nie zawsze jest szczęśliwy, nawet jeżeli dzielnei sobie radzi i naogółnie narzeka też ma swoje gorsze chwile. Sztuka polega na tym że życie nie jest sensowne i "prawdziwe" tylko wtedy kiedy jest dobrze i komfortowo. Każdy człowiek mierzy się ze smutkiem, chwilami zwątpienia i załamania i jest to integralną częścią naszego bycia. Każdy jeden. Nie czekajcie z "życiem" na optymalne warunki, grajcie jak się da takimi kartami jakie przynosi dany dzień i nie porównujcie się, nie wybiegajcie zbytnio myślami w przyszłość ani w przeszłość. Inaczej trawa będzie zawsze bardziej zielona u sąsiada.
                                                  • martini-7 Re: do emigrantów 04.04.17, 09:39
                                                    Ładnie Mardaani ubrałaś w słowa moje myśli. Ja nie wiem czy jestem typowym wrażliwcem czy nie. Mam dni, że jestem jak skała, a mam takie, że bagno jest twardsze ode mnie. Jednak patrząc wstecz na to jak przez nadmierną wrażliwość, strach, ideały prawie zniszczyłam swoje życie to dziś śmiech mnie ogarnia, że wystarczyło słowo i odrobina wiary w siebie oraz uporu i tyle. Jednak wówczas to był jednak problem, a dziś dzięki temu jestem mądrzejsza.
                                                    Nawet fakt, że nie zapowiada się u mnie na szybki powrót do ojczyzny to jednak kształtuje mnie i to, że tu jestem i ta napadająca mnie czasem silna tęsknota.
                                                    Pochwalę się, wczoraj wlazłam na wyżyny asertywności.
                                                    Przyszła do mnie obca kobieta i mówi po polsku. Okazała się być kolejną siostrzenicą mojej sąsiadki (tej jeszcze nie poznałam, aż do wczoraj) i nawija mi, że jej ciotka prosi bym przyszła bo, chce pogadać. Pytam o czym, na co ona, że nie wie. No i czerwona lampka mi się zaświeciła i wprost powiedziałam, że za to ja już wiem o czym i raz, że nie mam teraz czasu iść, a dwa moja odpowiedź brzmi "NIE" bo, wiem, że ona chce mnie nakłaniać do powrotu do niej, by znowu jej pomagać, a mnie i moją rodzinę za wiele to stresu kosztowało. Opowiedziałam jej też historię z zeszłego tygodnia. Wpada do mnie kobieta co u niej sprząta i mówi, że pomocy potrzebuje bo, tą babeczkę tak boli kręgosłup, że nie może do pokoju do łóżka wrócić. Co ciekawe tego samego dnia jej syn wyjechał. No ok. Poszłam. Do pomocy przyszedł jeszcze jeden sąsiad i skończyło się niesieniem sąsiadki razem z krzesłem. Ta lament jak boli i jak jej źle. Ona ma przysługującą jej domową pomoc lekarską, dzwoni, lekarz przychodzi. No i padła propozycja lekarza, a ta, że nie, nie do drugiego syna dzwonić (pokłócili się) no to zadzwonili. On powiedział, że czasu nie ma i jutro wdepnie. Sąsiadka do tej co u niej sprząta by ta nocowała u niej. Naturalnie odmówiła, ma własną rodzinę i pracę zawodową.
                                                    Aktorstwo na miarę Oscara jak nic.
                                                    Wiecie, twarda byłam w swojej odmowie tej jej siostrzenicy i nie żałuję. Żal mi starszej pani, ale ona odrzuca wszystkie możliwości pomocy poza tą jaką może sobie załatwić u innych ludzi, od specjalistów w tej dziedzinie trzyma się z dala poza jedną pielęgniarką co musi co dnia do niej przyjść.
                                                    Podsumowując jestem z siebie zadowolona, że mimo iż sąsiadki mi żal (pomijając, że mam do niej wiele i zastrzeżeń) powiedziałam nie.
                                                  • mardaani.74 Re: do emigrantów 04.04.17, 10:47
                                                    Stare przysłowie pszczół mówi "nie rób innym dobrze, nie będzie ci źle"
                                                  • martini-7 Re: do emigrantów 04.04.17, 11:57
                                                    Pierwsze słyszę, ale już zakodowałam i strasznie mi się podoba :)
                                                  • znowu.to.samo Re: do emigrantów 04.04.17, 19:40
                                                    Martini bardzo słusznie
                                                    Mardani dobre przysłowie, nie znałam!! Hehe coś w tym jest :D
                                                  • martini-7 Re: do emigrantów 05.04.17, 06:21
                                                    Dziękuję, choć przyznam, że dziś rano przez moment zwątpiłam czy dobrze postąpiłam zakładając z góry złą wolę sąsiadki i nie idąc tam dowiedzieć się co jest grane, od razu powiedziałam NIE. Potem jednak stwierdziłam, że jest ona na tyle bezczelna, że to mogła być jej zagrywka, a jeśli by o coś innego chodziło przysłała by siostrzenicę jeszcze raz.
                                                  • martini-7 Re: do emigrantów 05.04.17, 06:23
                                                    Po krótkiej chwili otrząsnęłam się z tych myśli.
                                                  • znowu.to.samo Re: do emigrantów 05.04.17, 09:30
                                                    Bardzo dobrze zrobiłaś. Już masz doświadczenua z tą sąsiadką i wiesz czego możesz się po niej spodziewać. Są tacy ludzie którym dasz palec a oni zaraz urwaliby ci rękę. Asertywność jest po to by radzić sobie z takimi wykorzystywaczami. Nie dać sie wkręcić w ich problemy i sprawy bo potem.końca nie ma. My mieliśmy też doświadczenia z tutejszym polakiem, bardzo bogatym. Raz mu pomogliśmy to on potem wydzwaniał miesiącami i latami, i zawracał głowę swoimi sprawami.
                                                  • mardaani.74 Re: do emigrantów 05.04.17, 10:45
                                                    Dobrze zrobiłaś, wszystkich do siebie zraziła, więc ona będzie teraz eskalować i wymyślać coraz to nowe objawy aż do obłędu jej lub otoczenia. Taka metoda na przyciągniecie do siebie niewolnika, zwyczajnie bierze na litość. Ma potencjalną możliwość skorzystania z fachowej pomocy, ma rodzinę, nie musisz brać na siebie odpowiedzialności za nią. Jest dorosła i musi odpowiadać za swoje decyzje i postępowanie.
                                                    Moja teściowa się tak "wkręciła" w pomoc (też bardzo majętnej - czy to tylko zbieg okoliczności?) staruszeczce sąsiadce. Staruszeczka wróciła po latach mieszkania w USA, na oko ledwo ledwo, a jest nie do zabicia, klnie jak szewc, przesiaduje u niej całymi godzinami i opowiadać rasistowskie kawałki o murzynach, mąci wodę w całej rodzinie, z wiekiem doszły jej jakieś urojenia i manie prześladowcze, oskarża wszystkie opiekunki po kolei o kradzieże z włamaniem itd. Jedna udręka.
                                                  • martini-7 Re: do emigrantów 05.04.17, 13:33
                                                    Wiecie, najlepsze że ona ściągnęła tu tę siostrzenicę aż z Czech! Wcześniej widziały się prawie 10 lat temu, a do tego ta siostrzenica ma 2 czy 3 mężów za sobą więc ciotka średnio ją lubi, a teraz?
                                                    Kobiecina myśli, że każdego i wszystko może kupić. Może super majętna to ona nie jest, ale do biedy też daleko. Co zabawne nie przepada za obcokrajowcami, w sumie między innymi przez to jest napięta sytuacja między nią, a starszym synem, ożenił się z nie Niemką, a do tego rozwódką. Ja usłyszałam, że Polska kiedyś była ich, a od kiedy ich nie jest to nic tam nie ma. Choć jakby łeb przez balkon wystawiła to by zobaczyła, że miejskie autobusy to nie tylko niemieckie mercedesy, a i polskie Solarisy, a takich przykładów można mnożyć, Polska i inne rzeczy do DE wysyła.
                                                    Mardaani, jej też kasa zginęła kiedyś. Wszyscy podejrzewają syna bo, lubi popić, a ona oskarżyła panią co u niej sprzątała, jeździła z nią do lekarzy itp.
                                                    Rodzina ucieka od niej. Najwięcej miała jedna siostrzenica cierpliwości. No ale skoro inna przyjechała to znaczy, że tamta odpadła. Inna sprawa, kobieta o ludziach przypomina sobie teraz. Jak ta cierpliwa siostrzenica walczyła z rakiem to cioteczka nawet nie zadzwoniła.
                                                    Kobieta potrafi być miła, potrafi raz poprosić o pomoc i odpuścić potem jak już się pomoże, ale to osoba z drugim dnem i nie wiadomo co wymyśli. Generalnie wiele osób które ją poznało zauważyło parę prawidłowości w jej zachowaniu jak sama zostanie, albo z synem się pokłóci. Udaje, że umiera.
                                                    Wiem, że przydałoby mi się dorobić kasę, ale nie takim kosztem i nie u niej. Mam umowę na mini job, jak są zastępstwa to biorę jak mam możliwość. Z czasem zacznę normalniej pracować. Praca ma zostawać w pracy, a nie mieszkać piętro wyżej i życie mi zatruwać.
                                                    Znowu.to.samo są tacy ludzie. My kiedyś pomogliśmy męża koledze. Mieszkał u nas za frajer przez parę tygodni jak nie miesięcy, dziś nawet nie zadzwoni co słychać. Raz chyba od tamtej pory zadzwonił. Jak coś potrzebował.
                                                  • znowu.to.samo Re: do emigrantów 05.04.17, 17:00
                                                    Tak to z ludzmi jest. Ten nasz znajomy miał masę kasy ale zawsze kogoś wkręcał do roboty za pół darmo a to obcinanie żywopłotu a to malowanie ścian. Robił to tak umiejętnie że delikwent nawet nie wiedział kiedy został wkręcony. Ja sobie wydrukuje to przysłowie od maardani i powiesze na ścianie żeby pamiętać. Bo ja większość życia robiłam innym dobrze. I wyszłam na tym dokładnie tak jak w tym przysłowiu. A najgorsze jest to że nadal prubóję. Nie wiem dlaczego, siedzi we mnie ta chęć zdobycia czyjejś przychylności tak głęboko że nie sposób tego wykorzenić. Podejrzewam że to skrzywienie z dzieciństwa, że muszę sobie zasłużyć na miłość i zainteresowanie.
                                                  • mardaani.74 Re: do emigrantów 05.04.17, 17:12
                                                    Grunt że wiesz już jaki jest mechanizm, z czasem nauczysz się takich wyborów dokonywać żebyś nie czuła się wykorzystywana a jednocześnie nie była obojętna. Ciągle ewoluujemy, rozwijamy się, złe doświadczenia też mają swoją wartość, właśnie jako doświadczenia, coś na podstawie czego można wyciągać konkretne wnioski. Nie będąc w jakiejś sytuacji nie nauczysz się jak sobie z nią radzić, tylko przejście przez trudności daje Ci taką umiejętność. Każdy tak ma począwszy od nauki chodzenia i mówienia. Ile razy dziecko upada zanim zrobi pierwszy krok? Nic wartościowego w życiu nie przychodzi bez poprzedniej nauki i zaryzykowania porażki.
                                                    Jesteśmy zwierzęciem stadnym i w tym stadzie jakoś musimy się obracać, jedną z metod jest przypodobanie się stadu, jak w dzieciństwie wypracowałaś sobie taką metodę jako "skuteczną" to trudno tak od razu porzucić ten nawyk, ale to że trudno nie znaczy że się nie da. Po prostu trzeba poświęcić czas na analizę pewnych sytuacji i podejmowani innych niż dotychczas wyborów, wypracowanie nowych nawyków myślowych. To wszystko jest do zrobienia, ze spokojem, bez napinki, do przeżycia ma się ten jeden dzień, jutro będzie się myśleć co dalej.
                                                  • martini-7 Re: do emigrantów 06.04.17, 12:22
                                                    Znowu.to.samo mam podobnie, albo właściwie miałam i teraz czasem też się zdarza, ale już sporadycznie. Chcę by ktoś mnie docenił, staram się zasłużyć na pochwały. Jest we mnie coś, że czasem chcę poczuć się lepszym człowiekiem w oczach innych. Niestety zostało mi jeszcze takie poczucie, że czegoś mi nie wolno zrobić, że czasem za mało się o coś staram. Jeśli zrobię coś egoistycznie dla siebie bywa, że mam wyrzuty sumienia. Ten Twój znajomy to niezły gagatek. Tu też mamy takiego "polaczka", myśli że jak ze 20 lat temu tu przyjechał na pochodzenie to Bóg wie co jest. Może nie wkręca ludzi w robotę, ale potrafi życie uprzykrzyć. Zabawne jest to, że on ma się za Bóg raczy wiedzieć kogo, a cała reszta widzi w nim debila jak już go pozna.
                                                    Wracając do robienia czegoś dla kogoś, nic w tym złego, ale pod warunkiem, że a) nie robisz tego kosztem siebie, swojego spokoju, swojej rodziny b) nie robisz tego bo, wewnętrznie czujesz, że dzięki temu zdobędziesz przychylność, nie jest to praca na czyjąś uwagę c) ten ktoś nie chce Cię wykorzystać i tak można cały alfabet, a wszystko sprowadza się do tego by nie skrzywdzić siebie i swoich bliskich.

                                                    Mardaani, ja w głowę zachodzę jak to możliwe, że taka ogarnięta babka jak Ty ma depresję. To po prostu jakiś psikus losu, jak czytam co piszesz w różnych postach to widzę Cię jako twardą ogarniętą kobietę która zawsze wie co i jak, która żyje pełnią i nic tego nie jest w stanie zmącić.
                                                  • mardaani.74 Re: do emigrantów 06.04.17, 16:01
                                                    bo depresja to taka dziwna choroba
                                                    czasem można ją pomylić z problemami egzystencjalnymi albo ze zmartwieniami dnia codziennego
                                                    ale taka depresja-depresja to trochę jest jak cukrzyca czy inna choroba somatyczna, budzisz się i już wiesz że coś w tej głowie jest nie tak. Ja już nie mam tych etapów załamania, pytania dlaczego, lęku przed chorobą, gdzieś z wiekiem przyszedł większy spokój, dystans, cierpliwość do samej siebie. Nie mam już potrzeby pisania o objawach i chwilowych spadkach na forum.
                                                    Porzuciłam wszystkie toksyczne dla mnie układy, wyniszczające relacje, pracę ponad siły itp. Urządziłam to życie tak żebym miała w nim miejsce na gorsze dni, tygodnie, zorganizowałam sobie chorowanie, mam swoje zajęcia i odskocznie, swoje koła ratunkowe. No i bardzo cierpliwie biorę leki, nie kombinuję.

                                                    Czy nie mam problemów? mam, każdy ma i mnóstwo rzeczy jest w stanie zmącić mój spokój, ale to co najbardziej nie bardzo ma sensu pisać tutaj bo i tak forum nic na to nie poradzi.
                                                  • znowu.to.samo Re: do emigrantów 06.04.17, 16:45
                                                    Jeśli można zapytać: ile czasu bierzesz leki? Długo trwało zanim zaczęły działać??? Ja czasem w największych dołkach zastanawiam sie czy nie poratować sie jakąś medycyną. Ale sie boje że jak zaczne, to już zawsze będe musiała jechać na tabletkach. Na razie wychodziłam z tych dołków o własnych siłach, ale coś mi mówi że pewnego dnia wpadne w dół i nie wyjde. I chcąc nie chcąc trzeba będzie sie wspomóc. Do tej pory pomagał mi sport, ale ostatnio nawet i to mnie nie podzwignęło :(
                                                  • martini-7 Re: do emigrantów 06.04.17, 17:14
                                                    Znowu.to.samo, myślę, że jak nie ma takiej koniecznej konieczności i ostatecznej ostateczności, jeśli umiesz się podnieść to nie ma co na siłę na leki iść.
                                                    Ja przez krótki okres czasu brałam leki (nie wytrwałam chyba nawet do końca opakowania) i szybko na nich zaskoczyłam, brałam sumiennie, zawsze o tej samej porze. Jednak pewnego dnia stwierdziłam, że to nie dla mnie. Leki = spokój i jakoś mniej widziałam problemy, a ja chciałam je widzieć by je pokonać, a nie chować. No i chora ambicja się odezwała "ja nie dam rady bez leków? ja?!"
                                                    Jednak jakbym doszła w życiu do punktu w którym nie umiałabym podnieść się, nie umiała opanować własnych "demonów" pewnie też bym brała leki by po prostu móc żyć, a nie wegetować.
                                                    Jeśli czujesz, że nie dajesz już rady, nie ma co czekać.
                                                  • martini-7 Re: do emigrantów 06.04.17, 17:15
                                                    ps. sorki, że się wtrąciłam z tymi lekami ;)
                                                  • mardaani.74 Re: do emigrantów 06.04.17, 17:19
                                                    O swoim leczeniu z zasady nie piszę, ludzie się sugerowali a potem były pretensje.
                                                    Jedno mogę napisać, depresję jeżeli to jest depresja trzeba leczyć i żadne tam przeczekiwanie, branie się w garść i bieganie po rosie nie pomoże. Najlepiej jest łykać odpowiednie leki i do tego "biegać po rosie" i pracować nad sobą i swoim dobrostanem, to zwiększa szanse na powrót do zdrowia i trwalsze dobre samopoczucie, oraz zmniejsza siłę rażenia depresji jako takiej.
                                                    Bez leczenia będziesz miała to co masz z tendencją do pogłębiania się, możesz nabyć fobii i innych podobnych garbów, ale to jest Twoje życie i Twój wolny wybór, nikt za Ciebie nie będzie się leczył i nikt za Ciebie życia nie przeżyje. Tak jak sobie zorganizujesz tak będzie. Jeżeli masz pod opieką dzieci to dodaj do tego odpowiedzialność za ich wychowanie, depresyjny rodzic bardzo często wychowuje depresyjne dziecko. Podsumuj co Ci się bardziej kalkuluje, zmierz swoje realne siły i możliwości i podejmij mądrą decyzję. Mi się kalkulowało leczenie.
                                                  • znowu.to.samo Re: do emigrantów 06.04.17, 19:34
                                                    Masz racje, samemu sobie trzeba odpowiedzieć na te pytania...moi rodzice byli dość depresyjni. Raczej nie mieli prawdziwej depresji ale często jęczeli "ja to na pewno mam depresje" i ja słuchając tego, chyba sie troche "zaraziłam" Teraz choćbym miała najpodlejszy dzień to staram sie nie jęczeć i nie wyrzekać przy dzieciach. Czasem mam wrażenie że nie dam już rady tego wszystkiego ciągnąć, ale nadchodzi kolejny dzień i kolejny, i jakoś leci. Czasem jest fajnie tak jak dziś, a czasem nic tylko sie upić. :(
                                                    A co myślicie na temat terapii u psychologa? Warto? Czy to raczej strata czasu?
                                                  • mardaani.74 Re: do emigrantów 06.04.17, 21:52
                                                    U psychologa nie, u psychoterapeuty warto. Moje osobiste zdanie jest takie że nie każda terapia jest dobra dla depresyjnych, w moim przekonaniu raczej behawioralno-poznawcza niż np psychoanaliza, czy psychodynamiczna. Tyle że duże znaczenie ma osoba terapeuty nie tylko nurt terapii.
                                                  • martini-7 Re: do emigrantów 06.04.17, 17:09
                                                    Tak, to dziwna choroba, mnie się ona nawet nie kojarzy z cukrzycą, a z alkoholizmem. Jak nie pijesz to nadal jesteś alkoholikiem, nadal masz skłonności.
                                                    Dużo pracy w siebie włożyłaś, a teraz to owocuje. Masz w sobie sporo charyzmy, ciekawe jakby się to potoczyło jakbyś depresji nigdy nie miała, strach się bać, pewnie byś światem zawładnęła ;)
                                                    Gratuluję Mardaani :)
                                                  • mardaani.74 Re: do emigrantów 06.04.17, 17:20
                                                    Oj, naprawdę urosłam w Twoich oczach do jakiegoś monstrum. Ja jestem zwykła wsiowa baba, gdybym była zdrowa to pewnie miałabym gospodarstwo rolne. Żadnego panowania nad światem, co to to nie.
                                                  • martyna2525 Re: do emigrantów 06.04.17, 18:33
                                                    " bo depresja to taka dziwna choroba
                                                    czasem można ją pomylić z problemami egzystencjalnymi albo ze zmartwieniami dnia codziennego
                                                    ale taka depresja-depresja to trochę jest jak cukrzyca czy inna choroba somatyczna, budzisz się i już wiesz że coś w tej głowie jest nie tak. Ja już nie mam tych etapów załamania, pytania dlaczego, lęku przed chorobą, gdzieś z wiekiem przyszedł większy spokój, dystans, cierpliwość do samej siebie. Nie mam już potrzeby pisania o objawach i chwilowych spadkach na forum.
                                                    Porzuciłam wszystkie toksyczne dla mnie układy, wyniszczające relacje, pracę ponad siły itp. Urządziłam to życie tak żebym miała w nim miejsce na gorsze dni, tygodnie, zorganizowałam sobie chorowanie, mam swoje zajęcia i odskocznie, swoje koła ratunkowe. No i bardzo cierpliwie biorę leki, nie kombinuję.

                                                    Czy nie mam problemów? mam, każdy ma i mnóstwo rzeczy jest w stanie zmącić mój spokój, ale to co najbardziej nie bardzo ma sensu pisać tutaj bo i tak forum nic na to nie poradzi."

                                                    Chciałabym kiedyś tak napisać i nie chodzi mi tylko o słowo pisane a bardziej o wdrożenie w życie.
                                                  • martini-7 Re: do emigrantów 08.04.17, 15:10
                                                    Na każdą zmianę w żuciu potrzeba czasu i pracy, spokojnie Martyna, podjęłaś już pracę nad sobą, teraz potrzeba czasu by wszystko zaskoczyło i się wdrożyło w życie ;)
                                                  • martyna2525 Re: do emigrantów 08.04.17, 18:39
                                                    Przez Mardaani przemawia taka dojrzałosc w chorobie, moze jak ja bede tyle lat chorowac tez odpuszcze szarpanie sie?
                                                    Poki co przewartosciowuje swoje podworko.
                                                  • martini-7 Re: do emigrantów 07.04.17, 15:21
                                                    czasem takie gospodarstwo dla fascynata może być całym światem ;)
                                                    ja niby mieszkam obecnie w mieście, ale jest to miasto otoczone polami, gospodarstwa też się nawet w mieście trafiają (nie duże miasto, powiatowe, a ja nie mieszkam w ścisłym centrum, choć obrzeża też to nie są)
                                                    Jednak coś mnie nie służy ostatnimi miesiącami ten klimat. Od Bożego Narodzenia choruję z przerwami, jelitówka, akcja ząbek, angina, silna reakcja na toksynę po ugryzieniu przez coś, teraz znowu angina, a w między czasie tych w/w coś strzeliło mi w kręgosłupie i parę dni ostrego bólu, a i zatoki ze dwa razy w tym roku... emigracja mi zaczyna szkodzić ;)
                                                  • znowu.to.samo Re: do emigrantów 08.04.17, 16:40
                                                    O to tak jak u mnie. Nieduże miasteczko pod stolicą, a na obrzeżach chaty kryte strzechą :) lubie sobie wsiąść na rower i poczuć sie jak na wsi :) u mnie natomiast jeden dzieć prawie 14 lat wkroczył w wiek buntu i teraz dodatkowo trzeba mieć do niego cierpliwość :/
                                                  • martini-7 Re: do emigrantów 08.04.17, 17:46
                                                    Ja mam pod oknami przystanek autobusowy, a po drugiej stronie sklep, jakby tego było mało, jakieś 10 minut może więcej od domu jest gimnazjum i real schule, w roku szkolnym to czasem oszaleć szło jak się młodzież dobrze na pauzach bawiła, ale coś się ukróciło im ostatnio. Największym hitem było, jak mąż wracał do domu i dwóch nawalonych małolatów zaczepiło go bo, piwa by się napili, ale nie mają już.
                                                    Ogólnie spokój też większy bo, nie wiem czemu, ale mamy zwiększone patrole policji, niby ich nie widać, a tu się zaplączą, tu sobie przejadą. Wiosna się zjawiła i chłopakom nie chce się na komendzie siedzieć ;)
                                                  • znowu.to.samo Re: do emigrantów 08.04.17, 18:35
                                                    Ja mam centrum handlowe po drugiej stronie ulicy, a tam wszystko z basenem włącznie :) ale 10 min samochodem stąd i jesteśmy niemalże na wsi :) a tam chałupy mające co najmniej 100 lat :D
                                                    Dlatego polubiłam to miasto, bo np w samej stolicy nie mogłabym mieszkać. Gdy byłam małolatą to wtedy owszem, ciągneło mnie do dużego miasta. Wynajmowałam więc kawalerke w warszawie z wtedy jeszcze niemężem, i po jakimś czasie już wiedziałam, że to nie mój klimat. Dziś za nic nie chciałabym mieszkać w żadnej stolicy, nawet za cenę dojazdów do pracy
                                                  • martini-7 Re: do emigrantów 08.04.17, 20:33
                                                    Ja pochodzę ze wsi, potem wyprowadziłam się do miasteczka gminnego, a potem do stolicy województwa, ale tam mieszkałam na obrzeżach, prawie jak na wsi ba, nawet zabudowania były tam stare w niektórych miejscach budynki z czasów kiedy tam była jeszcze wieś. Układ był super bo, na co dzień cisza i spokój, a jak chcieliśmy się z mężem trochę rozerwać to parę minut, dwie przesiadki na miejskim, albo jeden i spacer krótki i było git.
                                                    Teraz czasem brak mi jakiś takich opcji, ale i dzieci nie ma z kim zostawić, więc nawet ich nie szukam choć wiem, że są. Nie kusi.
                                                    W mojej dzielnicy jest dom, ponoć to dom pionierów, pierwszych gospodarzy w mieście. Do dziś jest tam gospodarstwo. Co ciekawe rodzina ma na nazwisko Bauer ;)
                                                    Czasem idę z dziećmi na spacer i parę minut na nogach i jesteśmy wśród pól. Dobrze czasem tak się móc oderwać. Za rzadko to robimy, musimy częściej, to pozwala tęsknić mniej. Działkę teraz robimy, ale przestała mi dawać wcześniejszą radość przez jednego wrednego polaczka :(
                      • mgasg Re: do emigrantów 07.06.17, 21:41
                        gdzie mieszkasz w UK? zawsze mozemy pogadac;-)
    • znowu.to.samo Re: do emigrantów 31.05.17, 16:47
      No i jak żyjecie? U mnie góry i doliny, dzisiaj miałam zjazd ale prubóje przywołać sie do porządku 😊 prubóje nie dać sie złym myślom ale łatwo nie jest. Za oknem wichura, może to przez tą cholerną pogodę taki nastrój mnie dopadł 🙁
      • vermieter kto uje kreskuje ten ma same dwóje :D 31.05.17, 19:02
        nie mogłem się powstrzymać
        • znowu.to.samo Re: kto uje kreskuje ten ma same dwóje :D 31.05.17, 19:55
          O matko po 10 latach na emigracji mam prawo do takich błędów. A byłam najlepsza w klasie z dyktanda :D
          • vermieter po 10 latach? nie wstyd Ci? 31.05.17, 21:50
            Ja żyję w Niemczech 32 lata, nie mam kontaktu z rodakami. Maturę zdałem w 1971 roku, studia ukończyłem odpowiednio później. Nie mam polskiej telewizji, nie czytam polskich gazet ani polskich książek. Ostatni raz byłem w Polsce w 2010 roku.
            • znowu.to.samo Re: po 10 latach? nie wstyd Ci? 31.05.17, 22:25
              Nie nie wstyd mi, bo dlaczego miałoby??? Nawet polacy mieszkający całe życie w Polsce walą byki że oczy bolą, to ja tym bardziej mam do tego prawo. Przestępstwa nie popełniłam, a ty przestań sie czepiać. Pa!
              • vermieter nikomu nie można oczywiście zabronić 31.05.17, 23:50
                równania w dół.
                Języka kraju, w którym mieszkamy, też nie trzeba znać. Można żyć obok.
                I narzekać na los.
                • znowu.to.samo Re: nikomu nie można oczywiście zabronić 01.06.17, 08:26
                  a co cie to obchodzi? Twoja sprawa? -nie twoja. To czego trujesz???
                  • vermieter piszę ad rem, nie ad personam, 01.06.17, 10:08
                    ale jak widzę: Uderz w stół, a ...

                    P.S. Twoje wpisy są zastrzeżone, czy dostępne dla wszystkich?
                    Skoro "trujesz" publicznie na otwartym forum, to chyba zdajesz sobie sprawę z konsekwencji?
                    • znowu.to.samo Re: piszę ad rem, nie ad personam, 01.06.17, 12:24
                      Tak, są zastrzeżone -dla takich jak ty
                      • vermieter taka reakcja ułatwia diagnozę 01.06.17, 13:59
                        Może rodzice ograniczą dostęp do internetu? Będzie więcej czasu na pracę nad sobą. Jakaś terapia, póki to dopiero początki?
                        Co specjaliści na to?
                        • znowu.to.samo Re: taka reakcja ułatwia diagnozę 01.06.17, 14:18
                          Najpierw truł a teraz jeszcze bredzi 😁😁😁😁
                          • martini-7 Re: taka reakcja ułatwia diagnozę 16.06.17, 16:01
                            dawno do wątku nie zaglądałam, a tu proszę jaka wymiana zdań, dajcie na luz, błędy się zdarzają, rzecz ludzka, ale czy jest do nich prawo? hmm... chyba po prostu trzeba przyjąć, że się zdarzył i być uważnym następnym razem, a skoro się zdarzył komuś to ktoś inny też nie musi komuś po garbie jechać, z takim podejściem problemy się mnożą, a i tak ich nie mało, wy się tu o błędy ortograficzne kłócicie, a ja się czuję jakby mnie chwilami emigracyjne bagno wsysało, stoję rozglądam się za opcją wyskoczenia i nie ma póki co dobrej drogi, więc godzę się na moment z losem i robię wszystko by żyć szczęśliwie i pewnego dnia zrealizować marzenia ;)
                            rączka na zgodę moi mili i żyjemy dalej :D
                            • znowu.to.samo Re: taka reakcja ułatwia diagnozę 20.06.17, 15:10
                              A wiesz co, przyłazi taki truciciel i zawraca cztery litery jakimiś nieistotnymi pierdołami. Czepialstwo w czystej postaci, jakiego pełno po forach. Z resztą nie będe sie powtarzać bo wszystko co chciałam już powyżej napisałam.

                              U mnie ostatnio jako-tako, czepiam sie każdej pozytywnej myśli która chodz na chwilke poprawi moje patrzenie na świat. Chociażby takie prozaiczne: słońce że świeci, że nie mam raka, chociaż mogłam mieć bo było podejrzenie.
                              I takie tego typu poprawiacze nastroju. Rozwijam pasje, jakoś mnie to trzyma przy życiu i daje mi siłe żeby jakoś ciągnąć dalej...
                              Ale bywają dni gdy naprawde trudno jest dostrzec jakikolwiek promień światła...
                              • martini-7 Re: taka reakcja ułatwia diagnozę 26.06.17, 15:59
                                Tak, słońce to coś co daje pozytywny nastrój, czas działki, czas wypadów gdzieś na świeże powietrze, ogólnie jakoś łatwiej, no i czas urlopu, co prawda w tym roku w PL tylko tydzień nie cały, ale zawsze coś ;)
                                Dzięki temu, że jest dobra pogoda, że mam zajęć więcej, jakoś fajniej się żyje.
                                Parę problemów tez odeszło więc i to ma duże znaczenie.
                                Co prawda tęsknota jest nadal, ale latem jakoś łatwiej.
                                Ostatnio ktoś mnie zapytał czemu wyjechałam, odpowiedź jest prosta by rodzina była w komplecie, a poza tym wyjazdy są potrzebne bo, uczą, ale dobrze wiedzieć, że się wróci.
                                Znowu.to.samo przyjdą dni pełne promieni słońca. Dobrze, że motywujesz się do myślenia pozytywnie, wszystko zaczyna się w nas :)
                                • znowu.to.samo Re: taka reakcja ułatwia diagnozę 28.06.17, 13:42
                                  Masz racje w lato człowiek ma więcej możliwiści wyjścia na świeże powietrze, zwłaszcza gdy pogoda sprzyja. Gdy mam wolne a za oknem świeci słońce to już mnie nosi: biore rowery, dzieciaki i ew męża i mnie nie ma. I jakoś leci dzień za dniem.
                                  Jeszcze na jesieni jako tako, ale już w zime i na przedwiośniu bywa ciężko sie zebrać do kupy :/
                                  W tym roku do Pl na niecałe dwa tyg, ale dobre i to.
                                  • martini-7 Re: taka reakcja ułatwia diagnozę 30.06.17, 11:07
                                    Jak to mówią lepszy rydz niż nic, więc i te niecałe dwa tygodnie dobrze na to by baterie podładować. Moi znajomi niedawno byli w Polsce na urlopie. Jejku ale im zazdrościłam. U mnie ostatnie dwa dni deszczowe, ale nawet ciepłe więc wyjść się dało, dziś chłodniej ale słońce się przebija więc choć w prognozach jeszcze do poniedziałku jakieś chmurzyska, a i potem jakieś się w niej plączą to po ciuchu wierzę, że może choć ciśnienie będzie przyzwoite :)
                                    Dziś mam masę roboty w domu, ale zebrać się nie mogę coś zebrać do większego działania, więc pewnie zaraz wyjdę z małą dotleniać się ;)
                                    Wiesz, ostatnio z mężem kupiliśmy piękny krzew róży, nie byłoby to nic nadzwyczajnego bo, na taras jak znalazł, ale mąż powiedział, że musimy kupić jej wielką donicę, a nie wkopywać bo, przecież jak będziemy wracać to róża pojedzie z nami... Nawet nie wiesz ile ciepła to do mojego serca wlało, choć on też ma w perspektywie powrót to nie mówi o nim często, ogólnie realniej patrzy na świat niż ja, a tu przy okazji róży takie słowa i choć zakochałam się w tej róży od razu to teraz jest mi jeszcze bliższa, stała się wręcz symbolem jakimś, może głupie, ale jakoś taka pokręcona jestem ;)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka