Dodaj do ulubionych

Północnik czerwonoskórych i inne idee

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.09.04, 21:39
"zastanawiam się od wczoraj
od myślenia aż mnie boli mózg"
(aż chciałoby się powiedzieć:
"Mózgi wszystkich krajów łączcie się")

Rzeczywiście, z tym myśleniem to paskudna sprawa. I to wcale nie od
wczoraj. Dawno temu greccy filozofowie (od razu nasuwają się pytania - jak
dawno?, jacy filozofowie - nazwiska?, pseudonimy?, publikacje?... Niestety
nie umieszczę tu odpowiedzi ponieważ, po pierwsze byłoby to, moim zdaniem,
nudne, a po drugie, no cóż... -BZZZT- Uwaga(?): ze zlepka znaków (tu: m.in.
liter): "no cóż..." należy wyciągnąć pochopne wnioski) uważali, że istnieje
przeznaczenie. Wszystko (użycie słowa "wszystko" to przypadkowy zbieg
koincydencji; wiem, wiem...) jest z góry przesądzone, a człowiek nie ma
wpływu na swój los. Nie nie (dokładnie tak) jest sensu pozbawione robienie
czegokolwiek, bo i tak stanie się to, co ma się wydarzyć (tj. stać - jednakże
gramatycznie nie byłoby "to" wtedy gramatyczne, r. nijaki zupełnie się
do "tego" nie klei). Bzdura! Dokładnie taka sama jak zastanawianie się "co by
było gdyby". Gdybym poszedł inną ulicą, to bym nie dostał w mordę od kilku
przedstawicieli gatunku homo sapiens (brak bliższych danych nie pozwala
określić, czy byli to rzeczywiście sapiens) z kijami baseballowymi (czyt.
bejzbolowymi). Gdyby paru kretynom (zwanych czasem inaczej genialnymi
wodzami, a także mordercami, sadystami, "fanami" (a może niewolnikami?)
białych rękawiczek) nie zachciało się wiekszej władzy, to by nie było wojen.
Gdyby nie było wojen, nie byłoby ofiar. Gdyby nie było zabitych, to Ziemia
uległaby przeludnieniu (chociaż ta teza wydaje mi się w paru co najmniej
miejscach dyskusyjna). Gdyby, na niby, gdyby... A gdyby nie było "gdybania"
to by było świetnie, ..e,tnie, ...nie! (o ile się orientuję, to właśnie
wpadłem do czarciego kotła - sam zacząłem bełkotać). Zastanawianie się, co by
się wydarzyło, jeśli (sprytna kiwka, nieprawdaż?) możliwa byłaby zmiana
przeszłości, miałoby sens w momencie kiedy istniałby tzw. wehikuł czasu ((")
mądre(") słowa powtarzają idioci, którzy nie potrafią użyć własnych - uuu...
sam nie wiem skąd mi to to spadło). Wtedy każdorazowe przeniesienie się w
przeszłość zmieniałoby przyszłość przeszłości (czyli, innymi słowy, naszą
teraźniejszość, chociaż... może nie?, cóż... globalnie rzecz biorąc, i
zakładając że..., a jednak!, przypuśćmy, że nie(,)-na-pewno(,)-tak).
Zmieniona teraźniejszość zmieniałaby przyszłość. Inna przyszłość (która w
pewnym momencie stawałaby się teraźniejszością) kreowałaby inną przyszłość
przyszłości, etc, etc. Można zadać sobie pytanie, gdzie kończy się
przyszłość? Czy w ogóle się kończy? A może biegnie ad infinitum?... Musi się
kończyć, pytanie tylko jak (może też kiedy)? Jeżeli zaczęło się od
małego "Big Bang" (O, bardzo przepraszam, jaki Wielki Wybuch? To przecież
dobry pan bóg (B?) wszystko stworzył i to pewnie nie sam, tylko wszyscy
naraz, ilu ich tam było, jest, będzie?... I teraz tylko..., no, starczy tego.
Kto się poczuł urażony, ten... się źle poczuł.) to zakończy się dużą "The End
Implosion". Cały wszechświat zamieni się w mała kuleczkę o masie, której już
nikt nie będzie mógł sobie wyimaginować. Nikt? A skąd przekonanie, że nasz
wszechświat jest jedyny. Jeżeli za ów uznać Ziemię (czyli świat) wraz z
otaczającą ją wciąż rozszerzającą się materią (zaznaczam, że nie chodzi tu o
atmosferę ziemską, ani nawet o nasz Układ Słoneczny, substancja wszechświata
pęcznieje poza zasięgiem naszego wzroku, gdzieś poza światłem umarłych
gwiazd, które widzimy w nocy) to jaką można mieć pewność, że nie ma
alternatywnych wszechświatów?
Oczywiście, że nie ma alternatywnych niżej (dla czytających w
tradycyjny sposób, na odwrót) wymienionych. Nie ma np. problemu
alkoholizmu... Á propos tegoż właśnie, po(wy)niżej mały przerywnik (czyż to
nie totalnie nisamowicie genialne zderzyć się z pomysłem, aby nazwać
integralną część tekstu tak właśnie?), którego niezaprzeczalny beautiful (w
domyśle ten (celowo powtórzony dwukrotnie) wyraz na "p", a także kilka innych
słów na "o", "d", "u", "c") wydaje się (podobnie jak domniemany brak rytmu)
nie do przeoczenia:
"PAW LEŚNY"
Pośród mowy traw
W środku lasu drzew
Leżał piękny paw
słysząc piękny śpiew
Obok płynął dym
Z polan starych drzew
Lesiarz nucił hymn
Zadzierając brew
To niechybny znak
Że za chwilę już
Frunąć będzie ptak
Lasu tego stróż
Powstrzymywał chęć
Gardła swego bram
Nie udało się
Paw już nie był sam

Ufff..(zalecane czytanie wspak). Zastanawiające jest to, że inne
odmiany tytułowego pawia nie różnią się między sobą diametralnie. Można rzec,
że wszystkie są jednakowe. Choć z drugiej strony, każdy z nich jest inny niż
pozostałe; każdy ma inną matkę, a jeszcze częściej innego ojca (stąd też
wniosek, że mam jest mniej od tatów lub tatów więcej od mamów, pardon matek;
nie przesądzałbym tego jednak tak do końca...). Nie można także przewidzieć
kim kto się urodzi, tak samo jak dzięciołów jest o wiele mniej niż innych
ptaków (to samo można powiedzieć o każdym innym stworzeniu latającym,
ale...). Zwięźle tłumacząc poprzednie zdanie, dzięcioł sam wykuwa sobie
dziuplę, a dla prawie całej "reszty", która także chciałaby, to albo brakuje
drzew, albo zostają już tylko gotowe otwory pienne (daje po uszach, co?). Nie
można także zapominać o nie wiadomo jak licznej (zadziwiający brak statystyk)
grupie osobników wystrzegających się dziupli jak ognia. Wszystkich jednak
trzeba (a przynajmniej powinno) starać się zrozumieć.
W końcu moża dojść do wniosku, że jeżeli istnieje przyszłość to musi
także istnieć przeznaczenie. Ale niekoniecznie jedno, lecz nieskończenie
wiele (co pewnie równoznaczne jest z jego brakiem). A może przyszłość nie
istnieje, jest natomiast teraźniejszość, która brnie do przodu pozostawiając
za sobą przeszłość? Na razie (i z pewnością na długo jeszcze), teorie te są
niesprawdzalne, a więc... No tak... Jakby tu przerwać te wywody? Aha, już
wiem. Szast-prast, koniec bełkotu. Finito. Amen. Pstryk, i stała się
ciemność. Zwykle w tym miejscu kończy się coś i zostaje nic. Niech więc i tu
tak sobie pozostanie.




PS. Jeżeli autor napotka na brak zrozumienia (i zostanie o tym uczciwie
poinformowany), to zacznie pisać wyjaśnienia pismem runicznym.
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka