Gość: Akha
IP: *.anonymous.dialup.atcom.net.pl
09.04.02, 22:30
Zaczynam mieć doła. Brzmi może banalnie, ale... Robi mi się strasznie zimno, z
każdą chwilą czuję, że coraz bardziej boję się świata - ludzi. Gdybym miała
teraz pójść do sklepu, to chyba bym umarła. A w dodatku zaczynam nienawidzić
wszystkiego dookoła. Wszystkich ludzi, przedmiotów, herbaty, którą piję,
światła, ciemności. To jest nie do zniesienia. Mam ochotę zniszczyć cały świat,
a na końcu przestać istnieć. Wiem, że gdybym wzięła teraz nóż i wbiła go sobie,
nawet leciutko, w dowolną część ciała, tylko trochę, żeby poczuć ból, to
poczułabym się lepiej, może na godzinę, może na rok. Ale tak bardzo nie chcę
tego robić... To zawsze jest ostateczność, a jeśli nie pomoże? Co wtedy? Co
pozostanie?
Muszę zrobić tyle rzeczy, albo przynajmniej iść spać, ale nie mogę. Myśli nie
dają mi myśleć. Krążą dookoła mnie. Są niemal namacalne, ale nie potrafię ich
zniszczyć. One myślą się same, zupełnie bez mojego udziału, ale robią to w
mojej głowie, a jest ich tak dużo, że ja, z własnej woli nie mogę myśleć o
niczym. Dlaczego tak jest? Czy to jest normalne?